Nasz azyl - Marta Józefczyk - ebook + książka

Nasz azyl ebook

Józefczyk Marta

0,0
24,90 zł

lub
Opis

Inspirowana książką Antoniny Żabińskiej „Zwierzęta i ludzie” opowieść o niezwykłej działalności Antoniny i Jana Żabińskich, którzy podczas II wojny światowej nieśli pomoc ukrywającym się Żydom, dając im schronienie w swojej willi i w opustoszałych pomieszczeniach warszawskiego zoo. W tę konspiracyjną działalność na równi z rodzicami zaangażowany był kilkuletni Ryś, który zanosił ukrywającym się ludziom jedzenie i niejednokrotnie musiał wykazać się pomysłowością oraz odwagą. Niebagatelną rolę w tej historii odgrywały też zwierzęta, które zawsze były w willi Żabińskich domownikami i najlepszymi przyjaciółmi Rysia. Napisana prostym językiem, pełna ciepłego humoru i wzruszająca książka o  trudnych czasach i pięknych ludziach.

Dla dzieci 5-12 lat

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 47




Copyright © Marta Józefczyk

Copyright © Wydawnictwo BIS 2020

Książka inspirowana wspomnieniami

Antoniny Żabińskiej Ludzie i zwierzęta.

ISBN 978-83-7551-669-2

Wydawnictwo BIS

ul. Lędzka 44a

01-446 Warszawa

tel. 22-877-27-05, 22-877-40-33

e-mail:[email protected]

www.wydawnictwobis.com.pl

Dziadkowi Jurkowi – najlepszemu kibicowi

Wstęp

Warszawa, sierpień 1939

W tak upalny dzień jak dzisiaj najlepszym pomysłem będzie wizyta w zoo. Można tu się schronić w cieniu drzew, usiąść na jednej z ławek i obserwować szczęśliwych spacerowiczów. Oczywiście trzeba odwiedzić piękną słoniczkę Tuzinkę, figlarne małpy, dostojne lwy i tygrysy, a nawet niedźwiedzia polarnego. Jeśli będę mieć szczęście, spotkam pana Żabińskiego, dyrektora zoo, albo jego żonę Antoninę. Ich opowieści o zwierzętach można słuchać godzinami. Zoo, które stworzyli państwo Żabińscy, jest jednym z najpiękniejszych w Europie. Swój azyl znalazły tu zwierzęta różnych gatunków ze wszystkich kontynentów. Mają dogodne warunki i opiekę. Ale to nie będzie tylko opowieść o zwierzętach, choć one odegrały w niej znaczącą rolę.

Poznajcie Rysia. To bystry chłopak. Jest pewnie w waszym wieku i mieszka w niezwykłym miejscu. Jego domem jest Ogród Zoologiczny w Warszawie. Tata Rysia, Jan, jest zoologiem i dyrektorem zoo, a mama, Antonina, jest pisarką. Pisze książki dla dzieci o zwierzętach. Tata Rysia często podkreśla, że jego żona ma wyjątkowy dar komunikowania się ze zwierzętami. Zresztą Ryś zawdzięcza swoje imię ulubionemu zwierzęciu mamy.

Do niedawna zoo państwa Żabińskich tętniło życiem. Można tu było spotkać zwierzęta wielu gatunków zamieszkujących całą kulę ziemską. Państwo Żabińscy i ich współpracownicy ciężko pracowali, aby zapewnić zwierzętom warunki zbliżone do tych, jakie miały w swoim naturalnym środowisku. Ryś chętnie pomagał opiekunom zwierząt w ich pracy. Sprzątał wybiegi, czyścił klatki, a nawet karmił lwy i tygrysa. Lubił patrzeć na galopujące po padokach zebry i antylopy, ale największą słabość miał do Tuzinki. Tuzinka była słoniątkiem. Wesoła i głośna często zaczepiała Rysia, gdy koło niej przechodził. Chłopiec czasem częstował ją jakimś smakołykiem, pysznym jabłkiem lub marchewką.

Wszystko zmieniło się pierwszego września 1939 roku. Ten dzień na zawsze utkwił w pamięci Rysia. Rozpoczęła się druga wojna światowa. Niemcy pod przywództwem Adolfa Hitlera zaatakowały Polskę. Na nasz kraj spadły bomby i pociski. W bombardowaniu Warszawy zginęło wielu ludzi, ale ucierpiało też zoo. Zwierzęta poginęły, wiele z nich uciekło. Wyobrażacie sobie niedźwiedzia idącego ulicą? Albo biegające po chodnikach antylopy? Zwierzęta, które udało się złapać, i te, które przeżyły naloty, zostały wywiezione do niemieckich ogrodów zoologicznych. Była wśród nich Tuzinka. Zoo państwa Żabińskich prawie doszczętnie opustoszało.

Rozpoczęła się niemiecka okupacja. Na szczęście Rysiowi i jego rodzicom pozwolono pozostać w domu, który dotychczas zajmowali na terenie zoo. Aby nie marnować terenu, Niemcy stworzyli w ogrodzie najpierw hodowlę świń, a potem fermę srebrnych lisów, którą zarządzał pan Lisiarz, Polak, dobry i zaufany człowiek. Został lokatorem willi Żabińskich. Część ziemi podzielono na ogródki działkowe. Pozwolono tam warszawiakom hodować warzywa. Na granicy terenu wojska niemieckie miały magazyny z amunicją. Niemcy często odwiedzali zoo. Spacerowali po alejkach, palili papierosy i głośno się śmiali. Polacy za to powodów do śmiechu mieli o wiele mniej.

Ryś tęsknił za zwierzętami. Jego mama robiła co mogła, aby go pocieszyć. Pewnego dnia zapytała chłopca:

– Rysiu, czy jesteś już duży?

– Oczywiście – odpowiedział zdecydowanie.

– W takim razie powierzę ci tajemnicę – powiedziała mama ściszonym głosem. – Posłuchaj, nie możesz o tym nikomu mówić. Czasami w naszym domu będą pojawiać się różni ludzie. Chcemy im z tatą pomóc. Ale nikt nie może się o tym dowiedzieć.

– Rozumiem, mamo. Skoro nie możemy już pomagać zwierzętom, to spróbujmy pomóc ludziom.

– Mój dzielny synek. – Mama przytuliła Rysia, a po jej policzku spłynęła ledwo widoczna łza.

Wojna trwała już jakiś czas. W domu rodziców Rysia pojawiali się – by po jakimś czasie zniknąć – różni ludzie. Ryś spotykał ich jedynie przy kolacji. W ciągu dnia wyglądało to, jakby w domu byli tylko rodzice, gosposia, pan Lisiarz i on. Wieczorem gosposia, pani Pietrasia, szła do domu, a po ogrodzie nie kręcili się już działkowicze i spacerowicze. Było względnie bezpiecznie. Rodzice chcieli, żeby choć jeden posiłek jedzono w ciepłej, rodzinnej atmosferze, tak bardzo wszystkim potrzebnej. Wieczór to była pora, kiedy można było zobaczyć, ilu ludzi naprawdę znajduje się w willi.

– Mam dla ciebie dokumenty – powiedział Jan do wysokiego, młodego mężczyzny siedzącego przy stole.

– Janie, jestem ci taki wdzięczny. Uratowałeś mi życie. – Młody mężczyzna miał w oczach łzy.

– Jedzcie, kochani, bo stygnie – zachęcała Antonina.

– A dla ciebie, Rachelo, też mam dobrą wiadomość. W poniedziałek pojedziesz na wieś, do naszych przyjaciół. Będziesz tam bezpieczna. Oni mają małą córeczkę. Zostaniesz jej nianią. Oczywiście w nowych dokumentach zmieniono ci imię. Teraz będziesz Franciszką.

– Z serca dziękuję, Antonino – powiedziała Rachela. – A Franciszka to naprawdę piękne imię.

Ryś słuchał tych rozmów, głaszcząc zająca Wicka, i był naprawdę dumny ze swoich rodziców. Cieszył się, że może chodzić do szkoły, że może się opiekować Wickiem, ale też z tego, że wszyscy mają co jeść, gdzie spać i są bezpieczni. Oczywiście nikomu nie zdradził, co się dzieje w domu.

Któregoś dnia gosposia Pietrasia zdumiona ilością zupy, jaką ma ugotować, stwierdziła:

– Ryś chyba dojrzewa. Dwie dokładki zupy to nawet dla żołnierza spory wysiłek. A Ryś zostawia puste miski.

Rodzice