Wydawca: Wydawnictwo Czarne Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 273 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Naddniestrze. Terror tożsamości - Piotr Oleksy

Naddniestrze – kraina dziwów i kontrastów. Kiedyś ojczyzna strachów i upiorów, o których pisał już Henryk Sienkiewicz w „Trylogii” , dziś miejsce pełne zaskakujących paradoksów: bo choć to państwo nieuznawane, o przyszłości politycznej decyduje się tu przy urnie wyborczej. Choć to kraj, który powstał w obronie radzieckich wartości, ważniejsze niż ZSRR jest w nim Imperium Rosyjskie, a przywiązanie do „prawdziwej” mołdawskości doprowadziło do wojny z Republiką Mołdawii. Choć to miejsce silnych podziałów narodowościowych, to tu po raz pierwszy i ostatni w historii ramię w ramię walczyli ukraińscy nacjonaliści i rosyjscy imperialiści. Jak tak naprawdę wygląda naddniestrzańska codzienność? I co ją ukształtowało?

Na te i inne pytania odpowiada Piotr Oleksy, ukazując całą paletę niewiarygodnych sprzeczności rządzących Naddniestrzem. Spotykamy tu watażków, gangsterów i gorących patriotów nieuznanego państwa, ale „jest tu też trochę jak w filmie polskim zdaniem Mamonia – spojrzysz w prawo, spojrzysz w lewo, nic się nie dzieje. Marazm i apatia – powie ktoś. Stabilność – stwierdzi ktoś inny”.

„Naddniestrze jest fascynujące. W niewielu miejscach Europy na tak małym terytorium zamieszkanym przez tak nieliczną ludność nagromadziło się tyle zawiłości historycznych, politycznych i kulturowych. Piotr Oleksy – badacz przeszłości Naddniestrza i świadek wydarzeń rozrywających się tam w ciągu ostatnich lat – otwiera przed nami historię i teraźniejszość tego parapaństwa, nieuznawanego przez inne kraje świata, ale istniejącego od trzech dekad z woli jego mieszkańców. Dziś Naddniestrze to nie tylko baza przemytniczej mafii i rosyjskiej armii, ale również ojczyzna ludzi, dla których egzotyczna nostalgia za sowieckim rajem stanowi sens życia.” Bogumił Luft, były ambasador RP w Rumunii i w Republice Mołdawii

Opinie o ebooku Naddniestrze. Terror tożsamości - Piotr Oleksy

Fragment ebooka Naddniestrze. Terror tożsamości - Piotr Oleksy

Piotr Oleksy

Naddniestrze

Terror tożsamości

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w  internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i  koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / ­Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce © by Samuel Aranda / Panos / Forum

Copyright © by Piotr Oleksy, 2018

Opieka redakcyjna Jakub Bożek

Redakcja Tomasz Zając

Korekta Marcin Grabski / d2d.pl, Magdalena Kędzierska-Zaporowska / d2d.pl

Redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Skład Małgorzata Poździk / d2d.pl

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8049-754-2

Brukołaki, komuniści, przemytnicy

„Basia była odważna, bardzo odważna, ale jak wszyscy ówcześni ludzie – przesądna. Toteż gdy pomroka zapadła zupełnie, włos wyprężał jej się na głowie, a dreszcz przechodził przez ciało na myśl o nieczystych siłach, które mogą zamieszkiwać te strony. Bała się szczególnie upiorów. Wiara w nie była szczególnie rozpowszechniona po całym Naddniestrzu, a to z powodu sąsiedztwa Multan i właśnie te strony, koło Jampola i Raszkowa, miały pod tym względem złą sławę”.

Jak pokazuje ten fragment Pana Wołodyjowskiego, Naddniestrze znane jest w polskiej kulturze nie od dziś. Prawie połowa ziem tworzących nieuznaną Naddniestrzańską Republikę Mołdawską wchodziła przez kilka stuleci w skład I Rzeczypospolitej. Henryk Sienkiewicz umieścił tu znaczące fragmenty fabuły dwóch części Trylogii. Czego konkretnie bała się dzielna, choć przesądna Basia, podróżując wzdłuż Dniestru na południe? „[…] przypomniała sobie wszystkie opowieści, które wieczorami prawili w Chrepitowie przy ogniu rycerze: więc o dolinach przepaścistych, w których gdy wiatr powiał, zrywały się nagle jęki: »Jezu, Jezu« – o płomieniach błędnych, w których coś chrapało […] – wreszcie o głowach bez kadłubów chodzących na pajęczych nogach i o najstraszniejszych z tych wszystkich okropności, dorosłych upiorach, czyli tak zwanych z wołoska »brukołakach«, które wprost rzucały się na ludzi”.

Na tych ziemiach strachu najadła się nie tylko Basia, lecz również Helena, ukochana Skrzetuskiego i Bohuna, bohaterka Ogniem i mieczem. To właśnie w okolicach Raszkowa, w jarze niedaleko wsi Waładynka, wiedźma Horpyna miała przetrzymywać kniaziównę. Tenże Raszków spalił Azja, syn Tuhaj-beja, po czym skończył marnie – został wbity na pal.

Według Sienkiewicza okolice te miały tak złą sławę ze względu na sąsiedztwo Multan, czyli Mołdawii. Mieszkańcom tych krain przypisywano szczególną zabobonność i silną wiarę w ludowe podania. W tym świecie to, co ludzkie, nieustannie mieszało się z tym, co zwierzęce – stąd mity o wilkołakach; a to, co ziemskie, mieszało się z pozaziemskim – stąd demony, strzygi czy brukołaki[1].

Okolice Raszkowa pełne są jarów, wąwozów i strzelistych, choć niezbyt wysokich masywów skalnych. Trudno powiedzieć, czy żyjącej w XVII wieku Basi taki pejzaż wydawałby się tajemniczy i mistyczny, lecz dla tworzącego dwa stulecia później Sienkiewicza, wychowanego na literaturze z epoki romantyzmu, na pewno już taki był.

Rzadko się zdarza, by demony czy strzygi żyły w centrum kraju. Zazwyczaj wszystkie te monstra wybierają sobie peryferie, miejsca, gdzie stopa większości ludzi raczej nie postanie. W średniowieczu powszechne było przeświadczenie, że daleko na wschodzie, i nie tylko tam, żyją cyklopi, ludzie jednonodzy i inne dziwa. Tak działo się chyba również w tym wypadku – Raszków i jego okolice tworzyły na mapie ówczesnej Rzeczypospolitej niewielki ząbek, będący jednym z najdalej wysuniętych na południe punktów. Odludzie i bastion zarazem, last frontier. Na zachód i południe od tego miejsca rozciągało się Księstwo Mołdawskie. Na południe i wschód ziemie chanatu krymskiego – słabo zaludnione, ogromne przestrzenie, zwane Dzikimi Polami. A warto przy tym pamiętać, że zarówno Księstwo, jak i chanat podlegały tureckiemu sułtanowi w Stambule. W XVII wieku było to więc pogranicze muzułmańskiego mocarstwa i państwa, które chciało być bastionem chrześcijańskiej Europy.

Pograniczny charakter tych ziem jest u Sienkiewicza zaznaczany nieustannie. Raszków nie był jednak ostatnią miejscowością w granicach państwa. Dalej na południe, w miejscu, gdzie rzeka Jahorłyk wpada do Dniestru, czyli dokładnie tam, gdzie spotykały się granice Rzeczypospolitej, Mołdawii i chanatu, znajdowało się miasteczko-cytadela o nazwie Jahorłyk (u Sienkiewicza Jahorlik). Kola Fiecz, naddniestrzański dziennikarz i pasjonat historii tych ziem, zwrócił mi uwagę, że wspominając o tej niewielkiej twierdzy, Sienkiewicz zawsze pisze o „samym Jahorliku” – „aż do samego Jahorliku”, „w samym Jahorliku”. Dalej już tylko Dzikie Pola.

Kola miał rację. Zapowiadając poszukiwania Heleny, Skrzetuski buńczucznie ogłaszał: „Pójdziem Dniestrem, hen, na Jampol, aż do Jahorlika, i wszędzie będziemy szukali”, fetując zaś znalezienie kniaziówny, pan Zagłoba podkreślał: „Ha! aż pod Jahorlik jeździliśmy po nią. Zabiłem monstrum piekielne, które jej strzeg­ło…”. W Panu Wołodyjowskim nazwa miejscowości pojawia się w podobnym kontekście: „Lecz drugiego dnia postoju komendant podniósł chorągiew na nogi i powiódł ją za Raszków. »Aż do Jahorlika pójdziemy czy co?« – mówił sobie wachmistrz”.

Przykładów mogłoby być więcej. Jahorlik, zwany wcześniej Orlikiem, rzeczywiście był ostatnim bastionem Rzeczypospolitej. To tu znajdował się słup z napisem „anno 1703, granica, koniec Polski”. Miejscowość słynęła również z tego, że „tu się od najdawniejszych czasów odbywały sądy graniczne. Sprawowali je urzędnicy tureccy i polscy w kwestyach granicznych mieszkańców stron obydwóch z wzajemnych napadów, szkód”[2] – jak pisał historyk Eustachy Iwanowski w Rozmowach o polskiej koronie.

Naddniestrze było dla Sienkiewicza krainą dziwów. W tym względzie niewiele się współcześnie zmieniło. Region wciąż zadziwia i dostarcza emocji.

„Rządzone przez KGB i rosyjskich oligarchów; dumne, niezależne i nieuznawane przez żadne inne państwo na świecie. Dla wielu obserwatorów jest to Korea Północna Europy” – tak przedstawiali Naddniestrze brytyjscy reporterzy Rory MacLean i Nick Danziger w filmiku zachęcającym do lektury ich książki Back in theUSSR. Heroic Adventures in Transnistria [Powrót do ZSRR. Bohaterskie przygody w Naddniestrzu]. „Zapraszamy was do podróży do tej zapomnianej przez Boga krainy, by odkryć, co się stało z radzieckim snem… I by wypić sporo wódki”1 – mówili dalej. W samej książce określili Naddniestrze mianem „radzieckiego Parku Jurajskiego”. Byli dość oryginalni, gdyż zazwyczaj pisze się po prostu o „skansenie ZSRR”.

Rumuński dyplomata Sergiu Celac stwierdził kiedyś, że „Naddniestrze nie jest krajem ani nawet terytorium – to wymyślona przez Stalina baza logistyczna i wywiadowcza na wypadek rosyjskiego uderzenia na południe”2. Kolejnym określeniem, które stało się wręcz synonimem Naddniestrza, przewijającym się przez teksty reporterskie i analityczne, jest „czarna dziura Europy”. Na przykład w reportażu, który w 2006 roku ukazał się na łamach „Rzeczpospolitej”, Maja Narbutt wspominała sukces polskiego biznesu: „Kilka miesięcy temu paru polskim przedsiębiorcom udało się zrobić interes życia. Sprzedali do Naddniestrza olbrzymią partię amerykańskich przeterminowanych kurczaków. Wpadły do »czarnej dziury Europy«, jak określa się Naddniestrze, i szybko pojawiły się na sąsiedniej Ukrai­nie”3. Jacek Wróbel z Ośrodka Studiów Wschodnich zakończył swoje opracowanie dotyczące Naddniestrza słowami: „Likwidacja tej »czarnej dziury« Europy Południowo-Wschodniej stanowi istotne wyzwanie dla wspólnoty międzynarodowej”4.

A zatem upiory, brukołaki i wiedźmy zastąpili komuniści, KGB-iści i gangsterzy. Obecnie nie jest to już najdalszy bastion Rzeczypospolitej, miejsce, gdzie kończy się cywilizowany świat, tylko państwo nieuznawane (parapaństwo, quasi-państwo), leżące około stu kilome­trów od granic Unii Europejskiej i czterysta kilo­metrów od Przemyśla.

Naddniestrze powstało w okresie rozpadu Związku Radzieckiego. Gdy w 1991 roku Mołdawska Socjalistyczna Republika Radziecka stała się niepodległą Republiką Mołdawii, na części jej terytorium, leżącym na lewym brzegu Dniestru, istniała już ­separatystyczna republika ze stolicą w Tyraspolu. Rozłam przypieczętowała wojna z 1992 roku, którą wygrali rebelianci, głównie dzięki zaangażowaniu XIV Armii Rosyjskiej.

Separatyzm na lewym brzegu zaczął się rodzić w końcówce lat osiemdziesiątych. Impuls dała mu lokalna elita, czyli dyrektorzy fabryk oraz przedstawiciele władz rejonowych, którzy sprzeciwiali się przemianom kulturowym i politycznym zachodzącym w radzieckiej Mołdawii. Tutaj bowiem sił nabierał ruch narodowy. Jego nadrzędnym celem była poprawa sytuacji ludności rumuńskojęzycznej, a więc Mołdawian, przez kulturową rumunizację republiki. Przemiany, które zaczęto wcielać w życie w 1989 roku, zagrażały uprzywilejowanej pozycji lewobrzeżnej wier­chuszki. Ta zaś potrafiła zmobilizować ludność regionu do walki o nową państwowość, a w kluczowym ­momencie w konflikt zaangażowała się rosyjska armia.

W Naddniestrzańskiej Republice Mołdawskiej (NRM), bo tak oficjalnie chce się nazywać Naddniestrze, mieszka 350–500 tysięcy osób[3]. Mołdawianie, Rosjanie i Ukraińcy stanowią po mniej więcej trzydzieści procent społeczeństwa. Pozostałe dziesięć procent to Bułgarzy, Gagauzi, Żydzi, a także Polacy. Nie jest to duże terytorium. Rozciąga się na jakieś dwieście kilo­metrów z północy na południe i nieco ponad trzydzieści kilo­metrów ze wschodu na zachód. Naddniestrze ma własne władze – prezydenta, rząd, parlament – a także armię, walutę, milicję, służbę celną, pocztę, tele­wizję, system szkolnictwa. Ma wszystko to, co każde inne państwo, z wyjątkiem uznania międzynarodowego. Żadna ze światowych stolic nie uznaje legalności jego istnienia. Ta różnica między stanem faktycznym a rzeczywistością prawną powoduje, że mówimy o nim właśnie jako o „parapaństwie”, „quasi-państwie” czy „państwie de facto”.

Nie jest to jedyny tego typu twór. Trzy podobne republiki istnieją na Kaukazie – są to Abchazja, Osetia Południowa oraz Górski Karabach. W zbliżonej sytuacji jest też Cypr Północny (Turecka Republika Cypru Północnego), przez długi czas nieuznawane jako państwa były również Timor Wschodni czy Sudan Południowy. Z czasem sytuacja prawnomiędzynarodowa oraz polityczna każdego z tych parapaństw stała się nieco odmienna. Abchazja i Osetia Południowa zostały uznane przez Rosję, Wenezuelę i kilka innych państw. Cypr Północny jest niezmiennie uznawany przez Turcję, Timor Wschodni zaś stał się pierwszym niepodległym państwem powstałym w XXI wieku (dekadę później dołączył do niego Sudan Południowy). Górski Karabach oficjalnie nie został uznany przez Armenię, choć to elita nieuznanej republiki przejęła kontrolę nad państwem-patronem. Naddniestrze, mimo że wspierane politycznie i gospodarczo przez Rosję, nie może doczekać się uznania z jej strony i trwa w stabilnym zawieszeniu[4]. W 2014 roku na wschodzie Ukrainy pojawiły się dwa kolejne separatystyczne twory – Doniecka Republika Ludowa i Ługańska Republika Ludowa, które mimo że powstawały w warunkach innych niż NRM, zdają się dążyć do podzielenia losu tej republiki.

Naddniestrze istnieje już ponad ćwierć wieku. Postrzegane zazwyczaj jako rosyjski przyczółek wojskowy i matecznik przemytników, trwale wpisało się we współczesny ład międzynarodowy. Pogranicze cywilizowanego świata stało się „czarną dziurą Europy” i „skansenem ZSRR”. Dziwów i paradoksów tu nie brakuje. Jak bowiem można wyjaśnić spokojne istnienie republiki, której nikt nie uznaje? Jak to możliwe, że tak blisko granic UE leży obszar, na którym nie działa prawo międzynarodowe, dzięki czemu telewizja wyświetla najnowsze hollywoodzkie hity kinowe? Dlaczego w czasach, gdy narody walczyły o wyzwolenie z radzieckiego imperium, tutaj ludzie stanęli do walki o język rosyjski i pomniki Lenina? Jak to jest, że po wojnie z 1992 roku dwa brzegi Dniestru łączą liczne interesy, a drużyna piłkarska z Tyraspolu reprezentuje Mołdawię w rozgrywkach międzynarodowych? I dlaczego, mimo marnych warunków życia, mieszkańcy nieuznanego państewka są z niego dumni?

Tam, gdzie rosną bastiony

Karl Haushofer, jeden z klasyków myśli geopolitycznej[5], zaliczył Dniestr do grupy „pogranicznych rzek świata”, które mają destabilizować globalną geopolitykę. Dniestr znalazł się tu w zacnym towarzystwie Renu, Dunaju, Wisły, Prutu, Szatt al-Arabu, Indusu, Rzeki Czerwonej, Amuru i Rio Grande. Według niemieckiego generała i profesora rzeki te były „punktem wyjścia politycznych konfliktów i źródłem niebezpieczeństw nie tylko dla sąsiadów, ale dla wszystkich, dla pokoju na całym świecie”. Haushofer twierdził jednak, że ta destabilizująca rola pogranicznych rzek zanika, gdy dwa ich brzegi są częścią wspólnego obszaru kulturowego, politycznego i gospodarczego oraz gdy rzeka nabiera znaczenia ­komunikacyjnego i energetycznego5. Innymi słowy: dla światowego pokoju ­lepiej, by oba brzegi były w granicach jednego państwa.

Tezy Haushofera dotyczące roli Dniestru w światowej historii bardzo spodobały się współczesnym naddniestrzańskim historykom. Obszar między Prutem a Dniestrem, na którym leży współczesna Republika Mołdawii, był przez Haushofera nazwany „Europejską Mezopotamią”. Historia tego międzyrzecza, pisał Haushofer, pokazuje, że nie można budować granic na wielkich rzekach, gdyż prowadzi to do konfliktów. Dlatego ziemia znajdująca się między dwiema wielkimi rzekami nieustannie przechodzi z rąk do rąk, jest ­obszarem rywalizacji państw, kultur i cywilizacji.

Naddniestrzańscy historycy podkreślają, że w odróżnieniu od tego międzyrzecza tereny na wschód od Dniestru nigdy nie były strefą przejściową, w której ścierały się wpływy różnych kultur i cywilizacji. Według nich lewy brzeg Dniestru zawsze pełnił funkcję zachodniego bastionu świata euroazjatyckiego, który zaczynał się właśnie tu, a kończył daleko w Mandżurii. Najpierw był to świat ludów koczowniczych (Kimmerów, Scytów, Sarmatów), następnie Rusi Kijowskiej i imperium mongolskiego, a ostatecznie na tym obszarze rozwinęła się cywilizacja rosyjska, która na ­jakiś czas przybrała formę radzieckiego im­perium.

Tak odrębność Naddniestrza od Mołdawii tłumaczą tyraspolscy historycy z zespołu profesora Nikołaja ­Babiłungi, twórcy naddniestrzańskiej historiografii. Republika Mołdawii znajduje się według nich na terenie konfliktogennego międzyrzecza i obecnie stanowi strefę buforową między cywilizacją rosyjską a cywilizacją zachodnią, Naddniestrze wypełnia zaś dziejową misję bastionu cywilizacji euroazjatyckiej[6].

Przez całe stulecia większość ziem obecnego Naddniestrza wchodziła w skład krainy nazywanej – poetycko i trafnie – Dzikimi Polami. Formalnie była to część chanatu krymskiego, który długi czas pozostawał zależny od imperium osmańskiego. Po drugiej stronie rzeki w końcu średniowiecza rozkwitło Księstwo Mołdawskie, nad którym również Turcja dość szybko przejęła kontrolę. W XVIII wieku północne Nadczarnomorze stało się areną zaciętej rosyjsko­-tureckiej rywalizacji. Imperium carów dążyło do objęcia władzy nad wszystkimi ludami prawosławnymi oraz do odbicia Konstantynopola z rąk „niewiernych”, więc nieustannie przesuwało granice w kierunku ­południowo-zachodnim.

Gdy carom udało się opanować większą część nadczarnomorskich stepów, region ten oficjalnie nazwano Noworosją. Imperium zatrzymało się jednak na dłuższy czas nad Dniestrem. Wojska carskie kilku­krotnie odbijały się od rzeki. Jej prawego brzegu strzegła potężna twierdza – Bendery (rum. Tighina). Obecnie jest to jedno z największych miast regionu. Leży wprawdzie po mołdawskiej stronie, ale stanowi część Naddniestrza. Co ciekawe, zapisało się też w historii europejskiej literatury: „Oblegaliśmy wtedy, nie pomnę już, jakie miasto, i naszemu feldmarszałkowi wielce o to chodziło, by dowiedzieć się, co się dzieje w fortecy. Rzecz była trudna, niemożliwa prawie, jakże bowiem przedrzeć się do fortecy poprzez wszystkie czaty, straże i mury obronne? […] Pełen męstwa i żołnierskiej gorliwości stanąłem natychmiast – kto wie, czy nie nazbyt prędko? – przy jednym z największych dział. A że dawano właśnie do twierdzy ognia, wskoczyłem w okamgnieniu na kulę armatnią, aby mnie do twierdzy przeniosła…”6. Udany lot barona Münchhausena skończył się nie lądowaniem w twierdzy, lecz przesiadką na kulę lecącą w przeciwnym kierunku.

Bohater literacki stworzony przez niemieckiego pisarza Rudolfa Ericha Raspego nie pamiętał co prawda, jaką turecką twierdzę oblegał, ale postać ta ma autentyczny pierwowzór – Hieronymusa Carla Friedricha von Münchhausena, niemieckiego szlachcica, podróżnika i awanturnika, który w 1737 roku zaciągnął się na służbę w wojsku rosyjskiego cara. Tenże Hieronymus brał udział w jednej z licznych w XVIII wieku wojen rosyjsko-tureckich, toczących się na północnym i północno-zachodnim Nadczarnomorzu. Tam właśnie baron natrafił na twierdzę Bendery. Wzniesiono ją w czasach sułtana Sulejmana Wspaniałego, który rządził imperium osmańskim w pierwszej połowie XVI wieku. Przebudowywana i rozbudowywana, obecny kształt twierdza osiągnęła pod koniec XVII wieku. Garnizon uzbrojony był w tysiąc armat, a jego załoga liczyła około piętnastu tysięcy janczarów. Wojska Imperium Rosyjskiego wielokrotnie próbowały zdobyć twierdzę, lecz nie udawało się to przez dwieście lat. Podobno caryca Katarzyna II, słysząc, ilu rosyjskich żołnierzy zginęło przy tych murach, stwierdziła, że należało Bender w ogóle nie zdobywać.

Najskuteczniejszym z rosyjskich dowódców był książę Grigorij Potiomkin, wieloletni faworyt i kochanek Katarzyny, który „cywilizował” dla carycy Noworosję. Dowodząc rosyjską armią w wojnie z Turcją w latach 1787–1792, Potiomkin zyskał przydomek „pogromcy Turków”. W wypadku Bender odbyło się jednak bez pogromu – żołnierze sułtana oddali twierdzę bez walki. Na mocy późniejszego pokoju Osmanowie odzyskali ją, lecz Dniestr stał się granicą między dwoma imperiami. Stan ten nie trwał długo – już w 1812 roku Rosja przekroczyła rzekę, a Osmanów wypchnięto aż za Prut.

Dla naddniestrzańskich historyków cały długi XIX wiek, który tutaj rozpoczął się wraz z przybyciem Imperium Rosyjskiego, a skończył na bolszewickiej rewolucji, ma wymiar belle époque, złotego czasu, w którym ukształtowały się specyfika i duch regionu, naddniestrzański genius loci, mający decydować o charakterze dzisiejszej nieuznanej republiki.

Profesor Nikołaj Babiłunga pisze o tym okresie następująco: „Kraj, wydawałoby się, skazany przez historię i położenie geograficzne na wieczną walkę ze wszystkimi, zaczął żyć nieśpiesznym i pokojowym rytmem. Mimo wielkiego zróżnicowania ludności przedstawiciele rozmaitych narodów żyli w spokoju. Żadnych etnicznych, religijnych czy innych konfliktów nie odnotowano tu aż do początku XX wieku”7.

Do tego sielankowego obrazu należy podchodzić oczywiście z dystansem. Naddniestrzańskim historykom jest on potrzebny przede wszystkim, by wskazać cywilizacyjną i pokojowotwórczą rolę Rosji w regionie oraz podkreślać, że wieloetniczność i tolerancja to najważniejsze cechy tamtejszej społeczności. Nie można jednak zaprzeczyć, że dla regionu był to okres prosperity. To wtedy powstał Tyraspol, obecna stolica Naddniestrza, i założono inne miasta, na ziemie te sprowadzono licznych osadników, którzy zaczęli je wykorzystywać dla rolnictwa.

Noworosja stała się czymś w rodzaju rosyjskiej kolonii. Od Petersburga czy Moskwy nie oddzielało jej co prawda morze, lecz kilkanaście tysięcy kilometrów nieprzejezdnych dróg. Podróż z Petersburga do Odessy, faktycznej stolicy regionu, mogła zająć nawet czterdzieści dni, podczas gdy z Londynu czy Hamburga docierało się tam już nawet w trzy tygodnie8. Władcy Imperium Rosyjskiego stawiali przed Noworosją ambitne cele: miała być nowym gospodarczym sercem Rosji, wykorzystującym czarnoziem stepu oraz morskie porty. Zadaniem Naddniestrza i Besarabii jako peryferii tego regionu było dostarczanie warzyw, owoców, winorośli i wina.

Największym z naddniestrzańskich miast stał się Tyraspol, założony w 1792 roku przez marszałka Aleksandra Suworowa. Carskiego generalissimusa postrzegamy przede wszystkim jako odpowiedzialnego za rzeź Pragi, która zakończyła insurekcję kościuszkowską oraz przyniosła śmierć około dwustu tysięcy cywilnych mieszkańców Warszawy. W Naddniestrzu jest on współcześnie bohaterem narodowym, wodzem, który nie tylko przyniósł cywilizację na Dzikie Pola, ale był również wzorem chrześcijanina i prawego dowódcy, kochanego przez swoich żołnierzy. To właśnie Suworow miał podjąć decyzję o budowie twierdzy przy miasteczku Sukleja, znajdującym się na przeciwnym brzegu rzeki względem tureckich jeszcze wtedy ­Bender.

Rozwijające się przy twierdzy miasto nazwano Tyraspolem, od starożytnej nazwy Dniestru – Tyras. Było to zgodne z noworosyjskim podejściem, które miało wskazywać na antyczny rodowód tamtejszych miast. Wkrótce po tym, jak Bendery i Besarabia weszły w skład Imperium Rosyjskiego, Tyraspol stracił na militarnym znaczeniu. Miasto zaczęło się za to rozwijać jako ośrodek handlowy i administracyjny, stając się stolicą ujezdu – jednostki terytorialnej, którą mog­libyśmy przyrównać do naszych powiatów.

Budowę tyraspolskiej twierdzy powierzono Josému de Ribasowi, czy też Iosifowi Michajłowiczowi Dieribasowi, czyli hiszpańskiemu szlachcicowi służącemu Jej Carskiej Mości, który przeszedł do historii ­przede wszystkim jako założyciel Odessy. Zaangażował on do pomocy inżyniera sprawdzonego już przy projektowaniu południowej stolicy Imperium Rosyjskiego – François Sainte de Wollanta, rodem z Antwerpii. To on właśnie jest autorem układu prostopadłych ulic ­Tyraspolu, przylegających do zakola Dniestru.

Ojcowie założyciele naddniestrzańskiej stolicy byli więc nie tylko dziećmi ówczesnej europejskiej kultury, ale również członkami zachodnioeuropejskich rodów szlacheckich. Psikusem historii jest fakt, że założone przez nich miasto chce być obecnie bastionem cywilizacji rosyjskiej.

Ówczesna Noworosja była eksperymentem czerpiącym z bogactwa kultur Europy i świata. Symbol regionu stanowiła wieloetniczna i kosmopolityczna Odessa, prawdziwa wieża Babel, w której portowym esperanto stała się lokalna, uproszczona wersja języka włoskiego. Dziewiętnastowieczny pisarz i podróżnik Edmund Spencer pisał o tym mieście: „Ściśle mówiąc, Odessy nie można nazwać miastem rosyjskim w odniesieniu do jej ludności, która składa się głównie z Niemców, Włochów, Greków, Żydów, Ormian oraz nielicznych Francuzów i Anglików; jako że jest portem wolno­cłowym, można tam spotkać kupców ze wszystkich stron świata, kroczących po ulicach w wielobarwnych strojach europejskich i azjatyckich […]”9.

Ta wielokulturowość była widoczna również na prowincji. Nikołaj Babiłunga nie przesadzał tu mocno. Charles King, opisując region i epokę, przywołuje zdziwienie obcokrajowców, którzy podróżując przez Noworosję, „natrafiali na przeszczepiony na wietrzne równiny fragment Niemiec”10. Caryca Katarzyna zaprosiła tu bowiem niemieckich osadników, by wykorzystywali swoją bogatą wiedzę rolniczą do zagospodarowywania żyznego stepu. Z zaproszenia tego skorzystali dość chętnie. W ten sposób powstawały w Noworosji liczne niemieckie osady, wyróżniające się zarówno językiem, jak i wyjątkowym ładem przestrzennym.

Takie kolonie pojawiły się również nad Dniestrem. Pierwszą z nich założono w 1805 roku. Siedemdziesiąt niemieckich rodzin z Wirtembergii osiedlono najpierw w ormiańskim miasteczku Grigoriopol. Wkrótce zaczęli dołączać kolejni przybysze, między innymi z Bawarii, Prus, ze Śląska i z Węgier. Na naddniestrzańskie perspektywy osadnicy patrzyli chyba dość optymistycznie, gdyż pierwszą założoną przez siebie miejscowość nazwali Glückstal, czyli Dolina Szczęścia. Mogło to być oczywiście zaklinanie rzeczywistości, ale trudno nie zauważyć, że warunki do życia i gospodarzenia były niczego sobie: klimat przyjazny, słoneczny, ziemi żyz­nej w bród, a do tego liczne przywileje, takie jak zwolnienie z podatków czy ze służby wojskowej. Wkrótce nad Dniestrem powstały więc następne niemieckie kolonie: Neudorff, Bergdorff i Kassel, ­które w kolejnych dziesięcio­leciach jeszcze się rozrosły.

Trwało to kilka dekad, aż Niemcy zaczęli powoli opuszczać swoje naddniestrzańskie doliny szczęścia w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX wieku, gdy ograniczono ich przywileje. Płacenie podatków, a przede wszystkim wizja służby w carskim wojsku nie były w smak większości osadników. Wielu z nich ponownie wybrało emigrację, tym razem do Stanów Zjednoczonych. Nie wszyscy jednak opuścili Naddniestrze już wtedy. Prawdziwy kres niemieckiej obecności na tych ziemiach przyniosła II wojna światowa. Niejeden Naddniestrzanin przyznaje się do niemieckich korzeni również dzisiaj.

Obecność w Naddniestrzu szczególnie mocno zaznaczył jeden członek tego ambitnego narodu, wojskowy dowódca w służbie carskiej i swoisty wizjoner. Nie chodzi tu w żadnym wypadku o barona Münchhausena, lecz o grafa Ludwiga Adolfa Piotra zu Sayn-Wittgensteina, czy też Piotra Christianowicza Witgiensztiejna. Ten pochodzący z Niemiec rosyjski oficer zdobył w karierze najwyższy możliwy tytuł generała-feldmarszałka. Wsławił się zwłaszcza w wojnach z Napoleonem, a szczególnie w wojnie ojczyźnianej 1812 roku, kiedy to jego działania miały skutecznie uniemożliwić Francuzom pochód na Petersburg. Gdy rok później zmarł głównodowodzący rosyjską armią Michaił Kutuzow, to właśnie Wittgenstein zastąpił go na tym stanowisku. Kilkanaście lat później, w 1828 roku, stanął na czele rosyjskich wojsk w kolejnej wojnie z Turcją. Po kilku miesiącach Wittgenstein poprosił jednak o zwolnienie ze służby, powołując się na zły stan zdrowia. Dożył 1843 roku, a na siedem lat przed śmiercią, decyzją cara Mikołaja I, uzyskał tytuł książęcy dla siebie i swoich potomnych. Księcia Wittgensteina pochowano we wsi Kamionka, leżącej w podolskiej guberni, nad samym Dniestrem.

Wieś ta, obecnie miasteczko znajdujące się na północy współczesnego Naddniestrza, stała się własnością księcia na długo przed emeryturą. Książę chciał przekształcić ją w coś w rodzaju wzorcowo funkcjonującego gospodarstwa, doskonale zorganizowanego i wykorzystującego maksimum swoich możliwości. By wizję tę zrealizować, sprowadził tu rodaków, którzy zajęli się przede wszystkim uprawą winorośli i produkcją wina. Wkrótce Kamionka stała się popularnym i cenionym kurortem winiarsko-leczniczym. Przybywano tu w celach wypoczynku i rekonwalescencji, by wśród łagodnych naddniestrzańskich wzniesień raczyć się przyjaznym klimatem i doskonałym winem.

Wizję księcia rozwinął jego wnuk Fiodor ­Lwowicz Witgiensztiejn, który w końcu XIX wieku zbudował w Kamionce ośrodek wypoczynkowy i piękny park. Wino­rośl uprawiano wtedy i uprawia się do tej pory na tarasach zbudowanych jeszcze przez pomysło­dawcę i założyciela kurortu. W czasach radzieckich na miejscu wystawionego przez Fiodora ośrodka wypoczynkowego powstało ogromne sanatorium Dniestr, funkcjonujące z powodzeniem do tej pory. Odwiedzają je kuracjusze z Rosji, ale również z Niemiec czy Izraela (w większości rosyjscy emigranci lub ich potomkowie).

Niemcy wnieśli duży wkład w cywilizacyjny rozwój naddniestrzańskich ziem w XIX wieku, stanowili oni jednak tylko fragment regionalnej mozaiki narodowościowej. Kolejne fale migracji, zarówno przyjazdów, jak i wyjazdów całych grup ludności, zmieniały jej odcienie. Największą grupę stanowili tu Ukraińcy i Mołdawianie, których można uznać za ówczesnych autochtonów. Z biegiem czasu nad Dniestr przybywało coraz więcej Rosjan, znaczącymi grupami narodowościowymi byli również Bułgarzy, Żydzi, Ormianie i Polacy[7].

Dla prawosławnych Bułgarów żyjących pod rządami sułtana przyjście Rosji nad czarnomorskie stepy oznaczało szansę na wolność religijną. Dlatego zaraz po tym, jak car przyłączył naddniestrzańskie ziemie do swojego państwa, pojawili się tu bułgarscy uciekinierzy z muzułmańskiego imperium. Władze nowo powstałej guberni wyznaczyły im jako miejsce osiedlenia wieś Parkany, leżącą w bezpośrednim sąsiedztwie budowanego od podstaw Tyraspolu, tuż nad brzegiem Dniestru. Patrząc na drugą stronę rzeki, osadnicy mogli obserwować opuszczoną przez siebie krainę. Początkowo wymyślono również, że Bułgarzy zajmą się produkcją jedwabiu. Pomysł nie wypalił, dzięki czemu ludność ta mogła zająć się tym, na czym znała się naprawdę dobrze, czyli uprawą warzyw i owoców. To już musiało się udać, a Bułgarzy stanowią większość mieszkańców Parkan także obecnie.

Podobną drogę, również motywowaną prześladowaniami religijnymi, przebyli Ormianie, dla których z rozkazu Katarzyny zbudowano miasto Grigoriopol (na cześć Grigorija Potiomkina). Dla przywykłych do zajmowania się raczej handlem niż rolnictwem Ormian miasto było znacznie lepszym miejscem zamieszkania niż wiejskie osady. Lecz zbyt długo nie zagrzali tu miejsca. Ograniczenie przywilejów handlowych w drugiej połowie XIX wieku skłoniło Ormian do dalszej tułaczki. W obecnym Grigoriopolu stanowią oni około dwóch procent mieszkańców.

Historia Noworosji to jednak w dużej mierze historia Żydów, którzy w wielu tamtejszych miastach stanowili mniej więcej jedną trzecią mieszkańców. Pod koniec XIX wieku, gdy władze Imperium Rosyjskiego przeprowadziły spis powszechny, w Tyraspolu mieszkało ponad osiem i pół tysiąca Żydów, czyli dwadzieścia siedem procent populacji miasta11. Zaraz na początku XX wieku w pobliskich Benderach Żydzi byli największą grupą narodowościową (trzydzieści cztery procent populacji, co pokazuje, jak wielo­etniczne było to miasto).

Symbolem żydowskiej kultury Noworosji jest przede wszystkim Odessa, tak barwnie pokazana choćby przez Izaaka Babla, opisującego świat dziewiętnastowiecznej żydowskiej gangsterki, której bastionem była najbiedniejsza dzielnica miasta – Mołdawanka. Świat rządzony przez Benia Krzyka i innych „królów Mołdawanki” był brutalny i brudny, lecz honorowy. Tyraspol, Bendery czy Kiszyniów nie doczekały się twórcy pokroju Izaaka Babla ani tylu innych opisów co Odessa, możemy więc tylko wyobrażać sobie, że żydowska rzeczywistość wyglądała w tych miastach podobnie. Żydzi przyjeżdżali tu z Europy Zachodniej, szukając wolności od prześladowań. Noworosja wchodziła w skład strefy osiedlenia, a więc obszaru Imperium Rosyjskiego, na którym zezwolono Żydom zamieszkiwać. Nowy rosyjski świat potrzebował rzemieślników i handlarzy, tych, którzy będą gospodarczo spajać społeczeństwo, umożliwiać relacje między producentami a nabywcami. Stereotypowy obraz bogatego kupca żydowskiego nie ma jednak wiele wspólnego z noworosyjską rzeczywistością. Znakomita większość tej populacji zajmowała się drobnymi biznesami, z czasem coraz liczniej zasilając szeregi miejskiej biedoty.

Żydzi z Noworosji, a więc również ci z Tyraspolu, różnili się od swoich rodaków zamieszkujących wschodnioeuropejskie miasta na ziemiach polskich czy litewskich. Nie byli tak przywiązani do tradycji, znacznie szybciej się asymilowali, co w tym wypadku oznaczało kulturową i językową rusyfikację. Zajęci przyziemnymi sprawami, biznesem lub trudną walką o byt, nie doczekali się wybitnych rabinów i ­myślicieli pokroju Baala Szem Towa czy Gaona z ­Wilna.

Na jakiś czas, dwóch, może trzech pokoleń, Noworosja stała się jednak przystanią dla Żydów. Radzili sobie lepiej lub gorzej, żyli przyzwoicie lub biednie (często to drugie), ale mieli spokój. Zmieniło się to w końcu XIX wieku. Wtedy w Odessie zaczęło coraz częściej dochodzić do pogromów, w których ginęły dziesiątki Żydów, a ich mienie było niszczone (takie zbrodnie zdarzały się w tym mieście już wcześniej, ale nie były tak liczne i miały mniejszą skalę).

Do niezwykle tragicznych wydarzeń doszło w 1903 roku w nieodległym Kiszyniowie. W rezultacie pogromu zginęło czterdzieści siedem osób, kilkaset zostało rannych, przy czym zniszczono również kilkaset żydowskich domów i sklepów. Pogrom ten był skutkiem narastającej antysemickiej retoryki w lokalnej prasie, a za jego bezpośrednią przyczynę posłużyło zabójstwo ukraińskiego chłopca w Dubosarach, miasteczku na lewym brzegu Dniestru. Kiszyniowska prasa połączyła tę śmierć z samobójstwem młodej dziewczyny, sugerując, że oboje zostali zamordowani przez Żydów, którzy wykorzystali ich krew do produkcji macy.

Wydarzenia te były zapowiedzią jeszcze makabryczniejszych zbrodni, do których doszło w 1905 roku w Odessie. Tu w kolejnym pogromie zginęło ponad czterysta osób. Żydowska społeczność padła ofiarą oskarżeń o sprowokowanie zamieszek sprzed kilku miesięcy. Rzeczywistymi ich sprawcami byli odesyjczycy wszelkiej narodowości, sfrustrowani fatalną sytuacją gospodarczą w mieście i państwie. Wsparli ich żołnierze oczekujący wyjazdu na daleką i przegrywaną wojnę z Japonią. Ukierunkowanie frustracji w ­stronę społeczności żydowskiej było na rękę władzy, która znalazła kozła ofiarnego i zapewniła sobie tym samym rozładowanie buntowniczych nastrojów mieście.

W samym Tyraspolu czy w Benderach takich sytua­cji nie było. Tutaj koniec żydowskiej obecności przyniósł Holokaust, który przyszedł na te ziemie wraz z rumuńską okupacją.

Czy Dniestr jest granicą światów i kręgów cywilizacyjnych? Tej teorii nie można traktować dosłownie. Koczownicze ludy żyjące na nadczarnomorskich stepach w czasach starożytnych często zapuszczały się znacznie dalej. Dniestr nie był też granicą dla ich turkijskojęzycznych następców, którzy penetrowali także Półwysep Bałkański. Również świat Rusi Kijowskiej nie zamykał się na tej rzece. Wręcz przeciwnie – kulturowo i politycznie Ruś orientowała się przecież na Konstantynopol, a znajdująca się po drodze Bułgaria bywała partnerem, rywalem i źródłem kulturowych inspiracji. Także Mongołowie sięgnęli dalej. Dniestr oddzielał co prawda Księstwo Mołdawskie od chanatu krymskiego, choć w istocie oba podlegały przecież Turkom.

Faktycznie był to jednak region konfliktogenny i niespokojny, co doskonale obrazuje historia rywalizacji rosyjsko-tureckiej. Ale przede wszystkim to zawsze były peryferie. Daleko od Rzymu czy Paryża, daleko też od Stambułu czy Petersburga. W czasach I Rzeczy­pospolitej, jadąc w te strony, jechało się „aż do samego Jahorlika”.

Jako pogranicze był to też region, gdzie spotykały się kultury, języki i obyczaje. Imperium Rosyjskie przynios­ło tu spokój i rozwój, jakiego nigdy wcześniej ta ziemia nie widziała. W XIX wieku Noworosja była rosyjskim Dzikim Zachodem – tu także przybywali najróżniejsi osadnicy, licząc na lepsze życie. Wzbogaciło to jeszcze wielokulturowość, bo wśród Mołdawian, Ukraińców i Tatarów pojawili się Ormianie, Niemcy czy Żydzi. Powstały nowe miasta i kurort winiarsko-leczniczy. Nie zmieniło to jednak peryferyjnego i pogranicznego charakteru tego miejsca. Wielkie procesy historyczne, takie jak spadek znaczenia osmańskiej Turcji i wzrost potęgi Rosji, zależne od mnóstwa różnych czynników, właśnie tutaj stawały się widoczne wraz z wybuchem licznych wojen. Decyzje podejmowane w odległych stolicach właśnie tutaj były odczuwane w pierwszej kolejności. Dlatego najtrwalszą formą bycia na tych ziemiach są bastiony. Bendery – potężna twierdza turecka, Jahorłyk – ostatnia cytadela Rzeczypospolitej, a teraz Naddniestrze, które tak bardzo chce być zachodnim bastionem rosyjskiej cywilizacji. Tak jakby jedyną alter­natywą dla bastionu było Dzikie Pole.

Mołdawia konstruowana

Współczesna Republika Mołdawii jest dzieckiem długiego rosyjsko-rumuńskiego sporu o Besarabię, czyli krainę leżącą między Prutem a Dniestrem. Rumunia, która powstała w połowie XIX wieku dzięki zjednoczeniu części Księstwa Mołdawskiego z Księstwem Wołoskim, traktowała Besarabię jako utraconą część terytorium narodowego. Dla Rosji region ten był ważny z przyczyn strategicznych jako okno na Bałkany. By utrzymać nad nim kontrolę, Moskwa wypromowała w XX wieku ideę narodu mołdawskiego – odrębnego od Rumunów i blisko związanego z Rosją.

Reszta tekstu dostępna w regularniej sprzedaży.

Przypisy końcowe

Brukołaki, komuniści, przemytnicy

1 Zob.: Back in theUSSR, youtube.com, bit.ly/2Hjpi63, dostęp: 27.09.2017.

2 Robert D. Kaplan, W cieniu Europy. Dwie zimne wojny i trzydziestoletnia podróż przez Rumunię, a nawet dalej, przeł. Robert Pucek, Wołowiec 2017, s. 265.

3 Maja Narbutt, Strażnica Imperium, „Rzeczpospolita”, 30.09.2006, cyt. za: 7dni.wordpress.com, bit.ly/2LjbECf, dostęp: 27.09.2017.

4Konflikty zbrojne na obszarze postradzieckim. Stan obecny, perspektywy uregulowania. Konsekwencje, Warszawa 2009, s. 19.

Tam, gdzie rosną bastiony

5 Karl Haushofer, O gieopolitikie. Raboty raznych liet, Moskwa 2001, s. 161, 162.

6 Gottfried August Bürger, Przygody barona Münchhausena, przeł. Hanna Januszewska, Warszawa 1956, s. 44. Literacką postać barona Münchhausena stworzył Rudolf Erich Raspe. Przygody barona doczekały się później kilku adaptacji literackich oraz filmowych.

7 Nikołaj Babiłunga, Pridniestrowje. Szagi istorii, Tiraspol 2016, s. 37, 38.

8 Charles King, Odessa. Geniusz i śmierć w mieście snów, przeł. Hanna Pustuła-Lewicka, Wołowiec 2016, s. 55.

9 Cyt. za: tamże, s. 102.

10 Tamże, s. 101.

11Pierwaja wsieobszczaja pieriepis…, dz. cyt.

Przypisy

[1] Upiór, w którego istnienie wierzono na Bałkanach, rodzaj wampira. Henryk Sienkiewicz wiarę w istnienie brukołaków wiązał szczególnie z terenami obecnej Rumunii. W Ogniem i mieczem możemy przeczytać: „Co drugi Wołoch, to po śmierci będzie upiór – i wołoskie najgorsze ze wszystkich. Tam ich nazywają brukołaki”. Stwory te miały być szczególnie łakome na krew dziewcząt, charakteryzowały je opuchnięta skóra oraz przeraźliwy krzyk – kto na niego zareagował, ten przepadł. Brukołaki pojawiają się również w prozie Andrzeja Sapkowskiego.

[2] Dziewiętnastowieczny historyk Eustachy Iwanowski odnotowuje również wspomniany słup, podkreślając jego symboliczne znacznie – nie tylko w aspekcie granicznym: „Ten słup roku 1699 postawiony, zaraz po zawarciu Karłowickiego traktatu, jest jakby pomnikiem tego pokoju, który najsłodsze uczynił wrażenie i jakby portem był dla Polskiej ojczyzny. Któreż serce po tylu wiekowych pożogach nie było wzruszonem! Ten port bezpieczny, ten pokój święty tylko chwilowym był spoczynkiem, po którym na pełnem dziś morzu fale miotają rozbitym statkiem!”. Graniczny słup koło Jahorłyka miał być więc również symbolem końca krwawego XVII wieku.

[3] Oficjalne dane mówią o 500 tysiącach mieszkańców, ocenia się jednak, że ludzi realnie tu mieszkających jest 100–150 tysięcy mniej.

[4] Warto wspomnieć tu również Kosowo, które ogłosiło niepodleg­łość w 2008 roku i zostało uznane przez część wspólnoty międzynarodowej. W czasie, gdy piszę te słowa, waży się przyszłość Katalonii oraz irackiego Kurdystanu, które po przeprowadzeniu referendów niepodległościowych kalkulują, czy wstąpić na ścieżkę separatyzmu.

[5] Karl Haushofer żył w latach 1869–1946, był niemieckim generałem i geografem, znacząco rozwinął dziedzinę badań zwaną geopolityką, jego idee legły u podstaw ideologii nazistowskiej, choć sam nigdy nie był nazistą.

[6] Pojęcia „cywilizacja euroazjatycka” i „cywilizacja rosyjska” nie są jednoznaczne, niemniej w Naddniestrzu, wzorem współczes­nych rosyjskich imperialistów, tę drugą uznaje się za współczesne wcielenie i najdoskonalszą formę pierwszej. Terminy te używane są zamiennie, jako równoznaczny jest traktowany również termin „russkij mir”.

[7] Według spisu powszechnego z 1897 roku w ujeździe tyraspolskim Ukraińcy stanowili 33 procent ludności, Mołdawianie i Rumunii 24,9 procent, Rosjanie 16,9 procent, Żydzi 9,9 procent, Niemcy 9,8 procent, Bułgarzy 3,7 procent (żyli tam również między innymi Polacy, Ormianie i Cyganie). Źródło: Pierwaja wsieobszczaja pieriepis nasielenija Rossijskoj Impierii 1897 g., demoscope.ru, bit.ly/2syrguB, dostęp: 2.10.2017.

Wydawnictwo Czarne sp. z o.o.

czarne.com.pl

Sekretariat: ul. Kołłątaja 14, III p., 38-300 Gorlice

tel. +48 18 353 58 93, fax +48 18 352 04 75

mateusz@czarne.com.pl, tomasz@czarne.com.pl

dominik@czarne.com.pl, ewa@czarne.com.pl

edyta@czarne.com.pl

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa

redakcja@czarne.com.pl

Sekretarz redakcji: malgorzata@czarne.com.pl

Dział promocji: ul. Marszałkowska 43/1, 00-648 Warszawa

tel./fax +48 22 621 10 48

agnieszka@czarne.com.pl, dorota@czarne.com.pl

zofia@czarne.com.pl, marcjanna@czarne.com.pl

magda.jobko@czarne.com.pl

Dział marketingu: lukasz.sobolewski@czarne.com.pl

Dział sprzedaży: piotr.baginski@czarne.com.pl

agnieszka.wilczak@czarne.com.pl, honorata@czarne.com.pl

Audiobooki i e-booki: anna@czarne.com.pl

Skład: d2d.pl

ul. Sienkiewicza 9/14, 30-033 Kraków

tel. +48 12 432 08 52, e­-mail: info@d2d.pl

Wołowiec 2018

Wydanie I