Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Czy jesteś gotowy na powrót Jezusa?
Żyjemy w bezprecedensowych czasach. Globalne niepokoje. Moralny chaos. Duchowe zwiedzenie. Nawet przypadkowy obserwator dostrzega, że historia zdaje się przyspieszać ku punktowi kulminacyjnemu. Znaki wokół nas wskazują na nadchodzący moment zarówno rozliczenia, jak i odkupienia.
W książce Nadchodzi Król bestsellerowy autor John Bevere wykracza poza spekulacje dotyczące proroctw i podejmuje najbardziej aktualne i kluczowe pytanie stojące przed naszym pokoleniem: jak powinniśmy żyć w obliczu bliskiego powrotu Chrystusa?
Wnikliwie objaśniając Pismo Święte i demaskując subtelną obojętność, która powstrzymuje wielu przed życiem w pełni oddanym Jezusowi, Bevere pomoże ci:
• ZROZUMIEĆ proroctwa biblijne i zyskać pewność co do ich znaczenia;
• POGŁĘBIĆ relację z Jezusem i żyć w świętej bojaźni Bożej;
• ROZWIJAĆ wieczną perspektywę, która zainspiruje cię do odważnego dzielenia się z innymi nadzieją Ewangelii;
• PRZYJĄĆ swoją tożsamość jako nieskalanej Oblubienicy Chrystusa, gotowej na Jego chwalebny powrót.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 379
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Książkę tę dedykuję dwóm grupom.
Po pierwsze zespołowi Messenger International. Dziękuję Wam za to, że ramię w ramię z Lisą i ze mną podejmujecie trud, by uwielbić naszego Pana, Jezusa. Każdy z Was jest niezwykle utalentowany i obdarowany w tym, co robi. Dziękuję za Waszą wierność. Podziwiam i kocham każdego z Was. Niech Wasza wieczna nagroda odzwierciedli miłość i oddanie, jakimi darzycie naszego drogiego Zbawiciela.
Po drugie Partnerom współtworzącym dziedzictwo służby Messenger International. Bóg złączył nasze serca, abyśmy jako jedna drużyna uwielbiali Jego Syna. Fakt, że przekazujecie nam swoje zasoby, ufając, że będziemy nimi wiernie i mądrze zarządzać, napełnia nas ogromną pokorą i wdzięcznością. Niech Wasza wieczna nagroda przerośnie Wasze najśmielsze wyobrażenia. Jesteście bohaterami wiary.
Jak czytać tę książkę?
Drogi Czytelniku!
Trzymasz w dłoniach przesłanie, które odbierałem od Ducha Świętego przez wiele lat i którego spisanie zajęło mi kilka miesięcy. Jest ono niezwykle ważne i naglące. Jeśli przyjmiesz je z wiarą i wprowadzisz w życie, przygotuje cię na nadchodzące wielkimi krokami przyjście naszego Króla. Jestem tego pewien, ponieważ prawdy zapisane na tych stronach odmieniły moje osobiste życie, czym podzielę się z Tobą otwarcie w pierwszym rozdziale.
Ze względu na wagę tego przesłania poświęciłem dużo czasu na modlitwę i kontemplację, aby rozeznać, w jaki sposób powinienem je zaprezentować. Biorąc pod uwagę rytm naszych czasów – natłok obowiązków i zawrotne tempo życia – poczułem potrzebę dostosowania formy przekazu. Uznałem, że najkorzystniejsze będzie podanie tych prawd w małych porcjach, tak abyś mógł je dogłębnie przemyśleć.
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to książka ze zbiorem rozważań na każdy dzień. Zapewniam cię jednak, że tak nie jest. Pozwól, że wyjaśnię: tradycyjne rozważania zazwyczaj poruszają każdego dnia inny temat, który niekoniecznie składa się na spójne i uporządkowane przesłanie. Choć ta książka ma strukturę dziennika, każdy kolejny rozdział rozwija myśl poprzedniego, tworząc logiczną całość, idealną do systematycznego studiowania. A oto świetna wiadomość: oczywiście możesz przeczytać tę książkę w jeden lub dwa dni, jeśli tak wolisz, jednak gorąco cię zachęcam, abyś poświęcił na tę lekturę cztery lub chociaż dwa tygodnie. Jeśli wybierzesz wariant czterotygodniowy, czytaj jeden rozdział dziennie. W wariancie dwutygodniowym – jeden rozdział rano i jeden wieczorem. Wskazówka: wyznacz sobie konkretną porę (lub pory) dnia i trzymaj się tego. W ten sposób wytrwasz w postanowieniu niezależnie od wyboru.
Na końcu każdego rozdziału znajdziesz pięć narzędzi, które pomogą ci zanurzyć się głębiej w dany temat i wynieść jeszcze więcej korzyści z jego treści. Nazwijmy je 5P:
PISMO: Fragment Pisma Świętego kluczowy do zrozumienia przesłania z danego dnia – może to być werset omówiony w tekście lub taki, który nie pojawił się w głównej części rozdziału, ale potężnie wzmacnia przekazaną treść. Zachęcam, ucz się tych fragmentów na pamięć.PRZESŁANIE: Główna myśl, wyodrębniona po to, by mocno ugruntować w czytelniku znaczenie całego rozdziału. Ponowne spojrzenie na to kluczowe przesłanie dodatkowo wzmocni jego oddziaływanie i posłuży jako szybki punkt odniesienia, gdy zechcesz za jakiś czas wrócić do danego tematu.PRZEMYŚLENIE: Krok o kluczowym znaczeniu. Psalmista mówi: „Rozmyślam o twoich przykazaniach i przypatruję się twoim drogom” (Ps 119,15). Medytujemy nad Słowem Bożym, przetwarzając je w myślach i zastanawiając się, jak odnosi się do naszej obecnej sytuacji. Słowo mówi nam, że postępując w ten sposób, sprawimy, że nasze drogi będą prowadzić do pomyślności, a my osiągniemy sukces (zob. Joz 1,8; Ps 1).PROŚBA: Modlitwa, która wypływa z nauczania zawartego w rozdziale. To niezwykle ważne, aby Bóg usłyszał nasz głos i abyśmy dali Mu przyzwolenie na dokonywanie w nas koniecznych zmian – zgodnie z Jego Słowem.PROKLAMACJA: Biblia mówi, że śmierć i życie są w mocy języka (zob. Prz 18,21). Kiedy wypowiadamy to, co Bóg ogłasza nad naszym życiem, stajemy w pełnej zgodzie – duchem, duszą i ciałem – z Jego wolą wobec nas. A to jest sprawdzona droga do doświadczania pełni życia.Gorąco polecam, abyś czytał kolejne rozdziały i przechodził przez kolejne kroki 5P z dziennikiem pod ręką. Dzień po dniu zapisuj w nim swoje myśli oraz modlitwy. Dzięki temu, gdy po pewnym czasie zechcesz wrócić do tego przesłania, będziesz miał na papierze wszystko to, co Duch Święty już ci objawił.
Aby wzbogacić twoje doświadczenia podczas lektury tej książki, przygotowaliśmy 28 krótkich, około pięciominutowych, materiałów wideo, które uwypuklają kluczowe prawdy z poszczególnych rozdziałów. Stworzyliśmy je po to, abyś uzupełnił o nie codzienną lekturę, więc nie przyniosą takiego samego efektu, jeśli obejrzysz je, zanim przeczytasz dany fragment książki. Aby uzyskać do nich dostęp, zeskanuj kod QR znajdujący się poniżej.
Dorzucam kilka praktycznych rad. Użyj smartfona, aby zmierzyć czas potrzebny na przeczytanie rozdziału, przejście przez kroki 5P, zrobienie notatek w dzienniku oraz obejrzenie krótkiego wideo. Nie spiesz się. To nie wyścig. Po co ten stoper? Po trzech lub czterech rozdziałach będziesz w stanie określić średni czas potrzebny na przejście przez dzienną porcję materiału, co pozwoli ci mądrze zaplanować lekturę kolejnych części. Prawie wszystkie rozdziały książki są podobnej długości (z wyjątkiem rozdziałów 23 i 28 – do czasu na ich lekturę dolicz około pięciu minut). Wyrób w sobie nawyk. Nie pozwól, aby cokolwiek zakłócało czas, który wyznaczysz sobie na każdy dzień. Modlę się i mam wielką nadzieję, że to, co Bóg czynił we mnie przez kilka ostatnich lat, zrealizuje w Tobie w ciągu tych czterech lub dwóch tygodni, lub w jakimkolwiek innym przedziale czasowym, który przeznaczysz na zgłębienie przekazu tej książki.
I jeszcze kilka myśli. Przesłanie zawsze przynosi największy owoc w moim życiu, gdy je głoszę albo studiuję w gronie przyjaciół. Zbierz kilkoro bliskich znajomych i przejdźcie przez tę lekturę razem. Najpierw przeczytaj dany rozdział w samotności – tylko ty i Duch Święty – a następnie umów się z przyjaciółmi na rozmowę o tym, co ci ukazał. Możecie się spotykać codziennie lub raz w tygodniu.
Pismo zachęca nas do tego, byśmy przekazywali te prawdy „[…] wiernym ludziom, którzy będą zdolni nauczać także innych” (2 Tm 2,2). Aby pomóc ci w tym zadaniu, opracowaliśmy również podzielony na cotygodniowe sesje kurs, przez który możesz przejść samodzielnie lub ze swoją małą grupą. Można go kupić wszędzie tam, gdzie sprzedawane są nasze książki1. Zyskasz dzięki niemu dodatkowe narzędzia do wspólnego omawiania Słowa Bożego.
Na koniec dodam, że inne powiązane z tym tematem nauczania znajdziesz w naszej aplikacji MessengerX. Pomogą ci one codziennie dojrzewać w podróży z naszym Królem, który niebawem powróci. Gdy pobierzesz aplikację, zyskasz bezpłatny dostęp do dziesiątek książek, kursów i innych materiałów uczniowskich. Wystarczy, że zeskanujesz kod QR umieszczony na tej stronie.
Modlę się, abyś w trakcie wędrówki przez książkę Nadchodzi Król wchodził w coraz głębszą zażyłość z Bogiem.
Z serdecznymi pozdrowieniami
John Bevere
I będą mówili: Co z obietnicą jego przyjścia? Bo odkąd zasnęli ojcowie, wszystko tak trwa, jak od początku stworzenia.
Drugi List Piotra (3,4)
Powtórne przyjście Jezusa. Czy odważymy się zmierzyć z tak kontrowersyjnym tematem? Zresztą – czy w ogóle powinniśmy je nazywać jedynie tematem? Może lepiej określić je mianem prawdy; a mówiąc precyzyjniej – prawdy najwyższej wagi, gdyż doktryna o powtórnym przyjściu Pana Jezusa stanowi jedną z fundamentalnych nauk naszej wiary. Niesie obietnicę wielkiej nadziei i niewyobrażalnych błogosławieństw dla Jego wiernych naśladowców. Zanim jednak zagłębimy się w szczegóły, omówmy, dlaczego ta sprawa jest aż tak istotna.
Czy nie lepiej byłoby po prostu zostawić ten temat w spokoju? Po co go poruszać? Jaką korzyść nam to przyniesie? W końcu wiele pokoleń wierzących myślało, że Król powróci za ich życia, więc dlaczego nasze pokolenie miałoby być tym wyjątkowym? A nawet jeśli koniec obecnego wieku miałby nastąpić za naszych dni, to czy wszystko nie rozegra się w jakiś tajemniczy sposób, znany tylko Panu Bogu? Czy dyskutowanie na ten temat może w ogóle cokolwiek zmienić? Co więcej, czy niejednoznaczność tego wszystkiego nie wywoła po prostu niepewności, napięcia, a nawet podziałów wśród wierzących? Pytania te wydają się logiczne, ale czy są zgodne z mądrością Pisma Świętego?
Zanim odpowiem, pozwól, że jeszcze przez chwilę będę podawał w wątpliwość sens poruszania tej kwestii, dzieląc się moją historią. Od czterdziestu lat regularnie nauczam Słowa Bożego. Przez większość tego czasu – pierwsze trzydzieści pięć lat – niemal szczyciłem się tym, że omijam eschatologię. Wiem, że to trudne słowo i wielu nie zna jego znaczenia, ponieważ nie jest to termin biblijny, lecz teologiczny, odnoszący się po prostu do nauki o czasach ostatecznych. Z pewnością słyszałeś niektóre z powiązanych z nim określeń: dni ostatnie, Antychryst, fałszywy prorok, wielki ucisk, pochwycenie, powtórne przyjście, tysiącletnie panowanie Chrystusa, nowe niebo i nowa ziemia – a lista ta jest znacznie dłuższa. W gruncie rzeczy eschatologia skupia się na wszystkich aspektach powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa na ziemię oraz tego, co po nim nastąpi.
W przeszłości unikałem poruszania jakiegokolwiek z jej aspektów i każde pytanie kwitowałem krótko: „Nie nauczam o czasach ostatecznych”. Prawdę mówiąc, z przykrością stwierdzam, że przez cztery dekady mojej publicznej służby chyba nie wygłosiłem ani jednego kazania w całości poświęconego tej prawdzie. Proszę, nie zrozum mnie źle. Zawsze lubiłem czytać fragmenty Pisma dotyczące powtórnego przyjścia Jezusa, rozmyślać nad nimi, a nawet dyskutować o nich prywatnie z rodziną i przyjaciółmi. Jednak mówienie o tym publicznie, w mojej ocenie, budziło zbyt wiele kontrowersji i „produkowało” leniwych chrześcijan, którzy czekają tylko na to, aż zostaną „pochwyceni”. Jakże się myliłem! Nie przemyślałem tego ani nie przemodliłem wystarczająco głęboko. Moje założenia były błędne. Zanim jednak ujawnię swój błąd, pozwól, że podzielę się tym, co w ogóle doprowadziło mnie do takiego sposobu myślenia.
W początkach naszego małżeństwa Lisa i ja doświadczyliśmy na własnej skórze błędnego nauczania o czasach ostatecznych oraz byliśmy świadkami tragicznych historii, które z niego wyniknęły. Miało to miejsce zwłaszcza w latach 80., kiedy to pojawiło się proroctwo o osiemdziesięciu ośmiu powodach, dla których Jezus powróci w 1988 roku2! Tak, było to nauczanie, w które wierzono w amerykańskim Kościele. Moja żona tego nie kupiła. Ja z kolei, jako młody wierzący, połknąłem haczyk – i dałem się wciągnąć bez reszty. Byłem przekonany, że On powróci we wrześniu 1988 roku, a wielu moich przyjaciół w pełni podzielało ten pogląd.
Kiedy przepowiadana data nadeszła i minęła, zamiast nabrać dystansu i wyciągnąć wnioski z pomyłki, raz za razem wyznaczano kolejne terminy. Szybko się zorientowałem, jak bardzo destrukcyjne mogą być próby dokładnego określenia daty powrotu Jezusa, dlatego całkowicie przestałem skupiać się na eschatologii – szczególnie w wydaniu tych, którzy zawężali ją do konkretnego miesiąca lub roku. Niestety inni – choć na szczęście była to już tylko niewielka część Kościoła – nadal słuchali tych „proroków”.
Z upływem czasu patrzyliśmy z Lisą na ten temat coraz bardziej krytycznie. Obserwowaliśmy, że owoce tego nauczania są częściej szkodliwe niż pożyteczne. Słyszeliśmy historie o ludziach, którzy przestawali spłacać kredyty hipoteczne, rzucali pracę lub rezygnowali z wszelkich swoich planów i życiowych aspiracji. Wielu zadłużało karty kredytowe w przekonaniu, że nie będą musieli niczego spłacać. Znaliśmy młode małżeństwo w naszym wieku, które zrezygnowało z posiadania dzieci i poddało się nieodwracalnemu zabiegowi medycznemu, wierząc, że Jezus wkrótce powróci. Słyszeliśmy też inne szalone opowieści o tym, co ludzie robili (lub czego zaniechali), bo byli pewni, że dzieli nas zaledwie chwila od Jego powtórnego przyjścia.
Znaleźli się też tacy, którzy wdawali się w gorące debaty i kłótnie na temat pochwycenia – spierali się, czy nastąpi ono przed, w trakcie, czy po wielkim ucisku. Dyskutowano o millennium (tysiącletnim panowaniu Jezusa na ziemi) – zastanawiano się, czy to dosłowne, czy alegoryczne określenie. Inni z kolei argumentowali, że wszystkie wydarzenia opisane w Księdze Objawienia rozegrały się już w pierwszym wieku. Jeszcze inni dryfowali w stronę skrajności interpretacyjnych z przeciwnego bieguna. Doskonale pamiętam mężczyznę, który stwierdził: „John, jesteśmy teraz w okresie wielkiego ucisku”. Inny członek naszego zespołu usługującego powiedział: „John, my już żyjemy w millennium”. Wydawało się, że wszyscy ci ekstremiści mają jedną wspólną cechę: są tak pochłonięci rozmawianiem o powtórnym przyjściu Chrystusa, że zatracili wszelką motywację do prowadzenia owocnego i produktywnego życia tu i teraz.
Miej na uwadze, że to tylko moja osobista obserwacja i ocena. W swojej niedojrzałości nie rozumiałem do końca, że ludzkie zachowania, wynikające z błędnej interpretacji Pisma, nie unieważniają prawdy. Apostoł Piotr mówi o tym wyraźnie (co ciekawe, słowa te zostały zapisane bezpośrednio po jego rozważaniach na temat wydarzeń czasów ostatecznych):
Dlatego, umiłowani, oczekując tego, starajcie się, abyście zostali przez niego znalezieni bez skazy i nienaganni, w pokoju; A cierpliwość naszego Pana uważajcie za zbawienie, jak i nasz umiłowany brat Paweł według danej mu mądrości pisał do was; Jak też mówi o tym we wszystkich listach. Są w nich pewne rzeczy trudne do zrozumienia, które, podobnie jak inne Pisma, ludzie niedouczeni i nieutwierdzeni przekręcają ku swemu własnemu zatraceniu.
Drugi List Piotra (3,14–16)
Zauważ, że ci mało utwierdzeni ludzie przekręcają prawdę Pisma i ponoszą poważne konsekwencje tego, że nie podchodzą do Słowa Bożego z należytą pokorą i nie pozwalają, by Duch Święty ich uczył. Szybko formują opinie w oparciu o nauczania proroków z YouTube’a, którzy niedokładnie interpretują Pismo lub bieżące wydarzenia. Ci samozwańczy usługujący nierzadko wyolbrzymiają wydarzenia na świecie, naciągając je tak, by pasowały do ich własnej interpretacji proroczych wersetów.
Ostatecznie to wszystko, co właśnie wymieniłem, utwierdziło mnie w postawie trzymania się z dala od tematyki czasów ostatecznych. Prawdą jest jednak, że takim stanowiskiem jedynie reagowałem na sytuację, zamiast proaktywnie działać i szukać prawdy. Nie podobały mi się efekty, które widziałem u wielu ludzi, więc zrobiłem w tył zwrot i poszedłem w drugą stronę. I znów – jakże bardzo się myliłem.
Około pięciu lat temu poczułem w sercu przynaglenie od Ducha Świętego, aby zacząć się uważniej przyglądać licznym proroczym wersetom biblijnym dotyczącym powtórnego przyjścia Jezusa. Zacząłem regularnie słuchać wyważonych nauczycieli proroctw. Słuchałem ich w samochodzie, podczas treningów na siłowni i w wielu innych momentach. Czytałem książki rzetelnych proroczych autorów, a moja wizja uległa przemianie i się poszerzyła. Duch Święty zaczął odsłaniać przede mną istotne prawdy.
Jaki był tego rezultat? Doświadczyłem znaczących zmian. Im bardziej On objawiał mi w Słowie Bożym bliski powrót Jezusa, tym bardziej rosła we mnie pasja do służby. Odkryłem, że moja miłość zarówno do Jezusa, jak i do ludzi staje się coraz silniejsza. Wyglądało na to, że Duch Święty wykonuje we mnie pracę, dając mi większą wrażliwość i współczucie dla cierpiącej ludzkości, a także pragnienie, by mężczyźni i kobiety rodzili się na nowo dla królestwa Bożego. Coraz bardziej chciałem nauczać o świętości i umocniłem się w bojaźni Pańskiej. Stałem się milszy dla żony i rodziny – sami potwierdzili, że dostrzegają we mnie tę zmianę. Nie denerwowałem się już tak łatwo w trudnych sytuacjach, jak miało to miejsce wcześniej. Stałem się łagodniejszy i bardziej współczujący, a jednocześnie zachowałem serce i postawę wojownika. Najlepszym owocem tego procesu było to, że Pan stał się mi bliższy i droższy niż kiedykolwiek przedtem.
Zauważyłem coś jeszcze. Pragnąłem Jego powrotu, ale nie stała za tym chęć oglądania kataklizmów opisanych w Księdze Objawienia. Teraz odczuwałem płynące z głębi serca pragnienie, aby być z Jezusem i Jego rodziną oraz by ujrzeć Go na ziemi uwielbionego. Potem zacząłem odkrywać w Piśmie Świętym, dlaczego tak się ze mną dzieje. To, co – jak sądziłem – sprawi, że stanę się ospały, leniwy, a wręcz nieznośny, obudziło we mnie większą gorliwość i poczucie celu. Stopniowo Duch Święty odsłaniał przede mną Pismo, pokazując, dlaczego moje życie zmienia się na lepsze – i pragnę się tym z Tobą podzielić. Ale wybiegam za bardzo w przód! Muszę zacząć od początku. Nie mogę przeskakiwać do ostatecznych wniosków, dopóki nie zbudujemy odpowiedniego fundamentu.
Rozpoczynam to przesłanie, usilnie cię prosząc: nie popełnij błędu, który ja popełniłem. Często, gdy poruszam z innymi temat nauczania o czasach ostatecznych, spotykam się z negatywnymi reakcjami, podobnymi do tych, jakie przed laty sam w sobie wyrobiłem. Spójrzmy jednak na pewne niesamowite prawdy zawarte w Piśmie. Mam nadzieję, że pomogą ci one dojść do tych samych wniosków.
Po pierwsze Księga Objawienia to najbardziej prorocza księga w Biblii. Wielu wierzących woli trzymać się od niej z daleka. Niedawno jadłem kolację z pewnym wspaniałym małżeństwem. Mężczyzna powiedział: „John, to jedyna księga w Biblii, której nie przeczytałem”. Zapytałem go dlaczego, ponieważ wiedziałem, że głęboko kocha Boga. Odparł, że wywołuje w nim lęk i zamieszanie. Jest tak wielu ludzi, którzy czują to samo – czy ty również należysz do tego grona? Przeczytaj, co zostało powiedziane na samym początku ostatniej księgi Biblii:
Błogosławiony ten, kto czyta, i ci, którzy słuchają słów tego proroctwa i zachowują to, co w nim jest napisane, bo czas jest bliski.
Objawienie Jana (1,3)
W powyższym wersecie widzimy wyraźnie określone szczególne błogosławieństwo związane z czytaniem, słuchaniem i zachowywaniem proroczego Słowa Bożego! Ta obietnica nie jest wyrażona ani zapisana tak precyzyjnie w żadnej innej księdze Biblii. Dlaczego? Czy jednym z powodów jest Boża wszechwiedza? Może przewidział, iż w naszych czasach nauczanie o czasach ostatecznych będzie pomijane, a wręcz wyszydzane, bardziej niż jakakolwiek inna doktryna? Piotr pisze:
Przede wszystkim to wiedzcie, że w ostatecznych dniach przyjdą szydercy, którzy będą postępować według swoich własnych pożądliwości; I będą mówili: Co z obietnicą Jego przyjścia? Bo odkąd zasnęli ojcowie, wszystko tak trwa, jak od początku stworzenia.
Drugi List Piotra (3,3–4)
Ja sam nie osiągnąłem poziomu szydercy. Szyderca to ktoś, kto wyśmiewa tę prawdę. Z pewnością nigdy nie gardziłem eschatologią, ale po prostu jej unikałem. Nie przyjąłem z całego serca tej niezwykle ważnej dla Kościoła nauki. To absolutnie kluczowe, by zrozumieć, że szydercy, o których pisze Piotr, zlekceważą każdy aspekt powtórnego przyjścia Jezusa! Ostrzeżenie to apostoł rozpoczyna od słów: „Przede wszystkim”. Zatrzymaj się i rozważ to przez chwilę.
To sformułowanie natychmiast przykuwa uwagę! Dlaczego Piotr wyróżnia powrót Jezusa spośród licznych innych prawd, o których mówi Słowo Boże? Dlaczego nie pisze tego w odniesieniu do chrztu w Duchu Świętym, darów Ducha Świętego, modlitwy innymi językami, kobiet w służbie, nakładania rąk czy innych współcześnie kontrowersyjnych tematów? Widzieliśmy przecież ludzi kwestionujących te prawdy lub twierdzących, że już przeminęły i nie mają zastosowania w dzisiejszych czasach. Dlaczego zatem Piotr wyróżnia właśnie powtórne przyjście, dodając do zdania zwrot „przede wszystkim”? Czyż nie dlatego, że jest to jedna z fundamentalnych nauk Pana Jezusa Chrystusa, a nasz wielki przeciwnik, diabeł, zna potężny potencjał płynący z jej właściwego studiowania i rozważania, dlatego też za wszelką cenę dąży do jej zdyskredytowania?
Zastanów się nad kilkoma faktami. Powrót Jezusa to drugi najczęściej poruszany temat w całej Biblii. W samym Nowym Testamencie wymieniony jest aż trzysta osiemnaście razy! Tylko cztery księgi Nowego Testamentu nie podejmują tematu powtórnego przyjścia Jezusa, co oznacza, że robią to pozostałe dwadzieścia trzy z nich. A trzy spośród tych czterech to jednorozdziałowe listy skierowane do konkretnych osób: List do Filemona, Drugi List Jana i Trzeci List Jana. Jedyną wielorozdziałową księgą, w której nie ma mowy o powtórnym przyjściu, jest List do Galacjan. Krótko mówiąc, jeden na trzydzieści wersetów w Nowym Testamencie wspomina o jakimś aspekcie powrotu Jezusa. Co więcej, obok doktryny o zbawieniu był to najczęściej opisywany temat w pismach wczesnych ojców Kościoła3.
Ewangeliści Łukasz i Mateusz poświęcają praktycznie dwa pełne rozdziały na szczegółowe omówienie powtórnego przyjścia Jezusa, a Marek – jeden rozdział. Cała ostatnia księga Biblii jest w stu procentach poświęcona wydarzeniom czasów ostatecznych. A jeśli to wszystko nie jest jeszcze wystarczającym dowodem, oto najbardziej zdumiewający fakt: okres powtórnego przyjścia Jezusa to najszerzej opisywany czas w całym Piśmie Świętym.
W świetle tych faktów zadajmy sobie nadrzędne, fundamentalne pytanie: skoro Bóg, który jest doskonały w mądrości, poświęca w Piśmie Świętym tak wiele uwagi powtórnemu przyjściu Jezusa, to co powinno być owocem naszego czytania, nauczania i dyskutowania o wydarzeniach czasów ostatecznych? Lenistwo i spory czy raczej pobożne życie i pasja do poszerzania Królestwa? Myślę, że wszyscy zgodzimy się z tym, że Bóg nigdy nie kładłby nacisku na coś, co skłaniałoby nas do życia wbrew Jego woli. Możemy więc bezpiecznie założyć, że wszelkie wspomniane wcześniej szalone zachowania, które pojawiały się w związku z eschatologią, były w rzeczywistości wynikiem jej niewłaściwego nauczania lub błędnego odbioru. Jak to ujmuje Piotr, nauka ta została „przekręcona” przez niestabilnych, nieutwierdzonych w prawdzie ludzi.
Fakt, że zainspirowany tą prawdą poświęcasz czas na czytanie, rozmyślanie i modlitwę, świadczy o twojej mądrości. Postanów jednak w swoim sercu już teraz, że owocem tego przesłania będzie w tobie bardziej pobożne życie oraz misja mocniej skoncentrowana na królestwie Bożym. Wierzę, że Duch Święty będzie współdziałał z tobą w realizacji tego Bożego celu. O to modliłem się dla ciebie z głębi serca, gdy pisałem tę książkę.
W tym przesłaniu odniosę się nie tylko do tego, co Biblia mówi na temat powrotu Króla, ale co ważniejsze, podzielę się tym, do czego usilnie zachęca nas Pismo w kwestii naszego przygotowania – abyśmy byli gotowi i nie zostali zawstydzeni, gdy Jezus się objawi. Rozpocznijmy więc naszą podróż.
PISMO: „Błogosławiony ten, kto czyta, i ci, którzy słuchają słów tego proroctwa i zachowują to, co w nim jest napisane, bo czas jest bliski” (Obj 1,3).
PRZESŁANIE: Skoro powrót Jezusa jest drugą najczęściej nauczaną doktryną w Biblii, nie powinniśmy tego tematu unikać, a już tym bardziej z niego żartować.
PRZEMYŚLENIE: Czy zdarzało mi się ignorować albo wręcz szydzić w myślach z jednego z najczęściej omawianych tematów Nowego Testamentu? Czy myślałem: „To nie dla mnie. Jest tu zbyt wiele niejasności”? Jakie praktyczne zmiany mogę wprowadzić w podejściu do wersetów proroczych?
PROŚBA: Drogi Ojcze, proszę, wybacz mi wszelkie lenistwo, w jakie popadłem, gdy szukałem Twojej prawdy na temat powrotu Jezusa. Pokutuję. Proszę, aby Twój Duch ukazał mi, co ma nadejść, abym zdołał zachowywać Twoje prorocze słowa pouczenia lub ostrzeżenia. Modlę się o to w imieniu Jezusa. Amen.
PROKLAMACJA: Jestem zdeterminowany, by zwracać szczególną uwagę na te słowa Pisma, które dotyczą czasów ostatecznych. Moim Nauczycielem jest sam Duch Święty; ufam Jego prowadzeniu w słuchaniu proroczych słów Pisma i byciu im posłusznym.
Wszystko bowiem, co przedtem napisano, ku naszej nauce napisano, abyśmy przez cierpliwość i pociechę z Pism mieli nadzieję.
List do Rzymian (15,4)
W przemówieniu wygłoszonym w brytyjskiej Izbie Gmin w 1948 roku Winston Churchill wypowiedział słynne zdanie: „Kto nie wyciąga wniosków z historii, jest skazany na jej powtarzanie”4. Jakże proste, a jednocześnie prawdziwe i głębokie stwierdzenie. W kontekście naszych rozważań weźmy sobie do serca te niezwykłe słowa wielkiego przywódcy i zaczerpnijmy mądrości ze świętej historii.
O jakiej historii mówię? Oczywiście o pierwszym przyjściu Jezusa. Warto wydobyć kilka kluczowych prawd i wskazówek z tego doniosłego wydarzenia, które miało miejsce nieco ponad dwa tysiące lat temu – mniej więcej na przełomie 2 i 1 roku przed naszą erą. Myśl, że Stwórca całego wszechświata, zarówno świata widzialnego, jak i niewidzialnego, postanowił przyjąć ludzkie ciało i narodzić się w stajni niedaleko Betlejem, zamiast w pałacu czy choćby w wygodnym domu – zapiera dech w piersiach.
Jego pierwsze przyjście, podobnie jak bliskie już przyjście powtórne, było wydarzeniem zapowiedzianym przez proroków i również wzbudzało kontrowersje. Wielu ludzi, w tym ówcześni przywódcy religijni, wyobrażało sobie nadejście Mesjasza zupełnie inaczej, niż to się faktycznie wydarzyło. Oczekiwali zwycięskiego króla, który wyzwoli Izrael spod rzymskiej tyranii i zapoczątkuje złoty wiek ich królestwa. Co dodatkowo komplikowało sprawę, na poparcie swoich przekonań mieli odpowiednie fragmenty Pisma. Doskonale znali słynne słowa Izajasza o tym, że narodzi się Dziecię, zostanie dany Syn, a władza spocznie na Jego ramieniu, i że Jego panowaniu nie będzie końca (zob. Iz 9,6–7). Była to tylko jedna z wielu proroczych obietnic, które ukształtowały ich poglądy.
W tamtych dniach – zresztą całkiem podobnie jak w Kościele XXI wieku – w Izraelu istniały różne frakcje i grupy religijne: faryzeusze, saduceusze, esseńczycy i uczeni w Piśmie, by wymienić tylko kilka z nich. O esseńczykach nie wiedzieliśmy zbyt wiele, dopóki nie odkryto Zwojów znad Morza Martwego. Jesteśmy im winni ogromną wdzięczność za ich troskliwą pieczę nad wczesnymi pismami. Byli grupą gorliwych wyznawców, którzy ukryli święte zwoje w jaskiniach Qumran.
Niestety wielu przywódców okazało wrogość wobec Stwórcy, który przyszedł jako pokorny Sługa. Mimo że deklarowali wierność wszechmocnemu Bogu oraz pismom Prawa i Proroków, ich serca były pyszne, zepsute i zamknięte na pouczenie, co całkowicie zaślepiło ich tak, że nie rozpoznali przyjścia uniżonego Króla.
Jednak w tym samym czasie byli też tacy, którzy oczekiwali Jego nadejścia w określonym czasie i miejscu. Mówiąc wprost – oni Go rozpoznali. Jak to się stało, że dostrzegli coś, co umknęło innym? Prosta odpowiedź kryje się w ich wrażliwości na Ducha Bożego i w uwadze, jaką poświęcali pismom Starego Testamentu, a zwłaszcza Prorokom. Głód Boga zrodził w nich świadomość czasów, w jakich żyli. Co im to dawało? Wiedzieli, co należy robić – czy czekać, czy ogłaszać Słowo, czy też podjąć konkretne działanie.
Przyjrzyjmy się kilku przykładom.
Kiedy król Herod zapytał przywódców religijnych o miejsce narodzin Mesjasza, potrafili wskazać mu konkretne miasto. Skąd to wiedzieli? Znali słowa proroka Micheasza, który zapowiedział, że narodzi się On w Betlejem (zob. Mi 5,2). Możemy śmiało przypuszczać, że przywódcy, z którymi konsultował się Herod, nie byli tak zepsuci, jak ci, którzy lata później przeciwstawili się Jezusowi. Najprawdopodobniej należeli do esseńczyków i pod wieloma względami przypominali człowieka, o którym za chwilę opowiemy.
Gdy Jezus był niemowlęciem, przyniesiono Go do świątyni, aby poświęcić Go Panu. Aby jednak w pełni pojąć cud, który wydarzył się owego dnia, potrzebujemy szerszego kontekstu. Młode, nieznane publicznie małżeństwo z prowincji, które nie wyróżniało się niczym szczególnym, weszło do świątyni ze swoim czterdziestodniowym dzieckiem. Wielu innych młodych rodziców robiło dokładnie to samo, więc w samym tym akcie nie ma absolutnie niczego niezwykłego.
Świątynia nie była cichym miejscem, w przeciwieństwie do dzisiejszych katedr. W skład kompleksu wchodziło kilka budynków, które o każdej porze tętniły życiem i były pełne ludzi zajętych rozmaitymi sprawami. A jednak to właśnie tam, w tłumie, Symeon od razu, bez chwili zawahania podszedł do tego nikomu nieznanego młodego małżeństwa. Wziął ich dziecko w ramiona i ogłosił: „To Mesjasz!”.
Przecież Jezus był niemowlęciem! Nie dokonał jeszcze żadnego cudu. Nie wygłosił żadnego kazania. Nie miał żadnych naśladowców. Jedyne, co miał, to dwoje młodych rodziców! Co zatem pobudziło tego człowieka? Jak rozpoznał Boga objawionego w ciele miesięcznego dziecka? W odpowiedzi na to pytanie kryje się klucz do zrozumienia wydarzeń proroczych – klucz, który tak łatwo przeoczyć. Symeon był
[…] sprawiedliwy i bogobojny, oczekujący pociechy Izraela […].
Ewangelia Łukasza (2,25)
Wymienione zostały trzy cechy tego człowieka – oto nasza odpowiedź. Po pierwsze był sprawiedliwy. W języku greckim użyto tu słowa díkaios. Określa się nim osobę, której postępowanie jest zgodne z jej z natury prawym charakterem5. Mówiąc prościej, każdy, kto posiada tę cechę, nie tylko deklaruje swoją lojalność wobec Pana Boga, ale też prowadzi życie, które to poświadcza. W gruncie rzeczy Symeon dążył do świętości. Czcił w swoim sercu Pana jako Świętego i żył w sposób, który oddawał Mu najwyższą cześć.
Po drugie Symeon był bogobojny. Greckie słowo eulabē�s określało tego, który potraktował poważnie Boże obietnice i Słowo Boże6. Symeon nie unikał ani nie ignorował proroczych słów Boga; wręcz przeciwnie – czytał je, słuchał ich, rozmyślał nad nimi, a przede wszystkim modlił się w oparciu o nie. Nie przyjął postawy: „Kiedy Mesjasz przyjdzie, to po prostu zrobi to, co ma do zrobienia. Po co mam zaprzątać sobie tym głowę?”.
Greckie słowo eulabē�s odnosi się do bycia pełnym czci wobec Boga7. Opisuje kogoś, kto żyje w świętej bojaźni Bożej. Symeon mocno trzymał się tej cnoty, a ona z kolei oświecała go wglądem, którego inni nie posiadali (zob. Prz 8,13–14).
Trzeci aspekt wyróżniający Symeona wynika bezpośrednio z dwóch poprzednich. Jeśli ktoś traktuje Słowo Boże poważnie, dąży do pobożności i posiada wgląd płynący ze świętej bojaźni, to będzie czekał z utęsknieniem – z całego serca wyczekiwał – przybycia Mesjasza, zwłaszcza w czasie bliskim Jego nadejścia.
Przyjrzyjmy się jeszcze głębiej charakterowi Symeona. Pielęgnował w sobie zdrową bojaźń Bożą, która stała się dla niego źródłem pouczenia, wiedzy i mądrości. W Słowie czytamy: „Początkiem mądrości jest bojaźń PANA – ci rozumują właściwie, którzy się nią kierują […]” (Ps 111,10 – EIB)8. Ten, kto ma w sobie Bojaźń Boga, nie odczuwa przed Nim strachu; jest raczej przerażony perspektywą bycia z dala od Niego. Żyjemy w zachwycie Bogiem i cenimy Go ponad wszystko i wszystkich. Kochamy to, co On kocha, i nienawidzimy tego, czego On nienawidzi. To, co jest ważne dla Niego, staje się ważne dla nas. To, co nie ma dla Niego znaczenia, traci znaczenie również dla nas. Kiedy mężczyzna lub kobieta naprawdę boi się Boga, będzie dążyć do chodzenia w świętości i prawdziwej pokorze; to staje się wręcz pasją. Zobacz, co pisze psalmista:
[…] pokornych nauczy swojej drogi. […] Który to człowiek, co się boi PANA? Nauczy go drogi, którą ma wybrać. […] Tajemnica PANA jest objawiona tym, którzy się go boją, oznajmi im swoje przymierze.
Księga Psalmów (25,9.12.14)
Widzimy, że cnota świętej bojaźni otwiera nas na świadomość tego, co robi Bóg; to z niej bierze swój początek, a także nieustannie wypływa, mądre pouczenie (zob. Prz 14,27; 15,33). Mądrość – obejmująca pouczenie, wgląd, wiedzę i zrozumienie – jest absolutnie niezbędna do właściwego odbierania proroctw. Bez niej będziemy błędnie interpretować wypowiedzi i podejmować głupie decyzje, niewiele różniące się od tych opisanych w poprzednim rozdziale. Święta bojaźń stanowi w życiu tak wielki priorytet, że nazywana jest skarbem Boga (zob. Iz 33,6) i tym, w czym sam Jezus ma upodobanie (zob. Iz 11,3). O tej życiodajnej cnocie napisano całe tomy, a po wydaniu książki Bojaźń Boża. Klucz do intymnej relacji z Bogiem odkryłem, jak bardzo ludzie pragną jej w swoim życiu. Gorąco polecam tę pozycję jako uzupełnienie tego przesłania.
W trakcie podróży przez to nauczanie będziemy coraz wyraźniej dostrzegać, że ludzie, którzy zabiegają o bojaźń Pańską, prawdziwą pokorę i świętość, płoną też pasją do Słowa Bożego – w tym również do proroctw. Fundamentalne cechy ludzi, którzy znali szczegóły pierwszego przyjścia Jezusa, charakteryzują również tych, którzy są wrażliwi na Jego powrót. Powinny one stanowić fundament każdego nauczania, a zwłaszcza eschatologii. Jeśli nie będziemy zabiegać o te cnoty, staniemy się dogmatyczni w poznaniu i z czasem stopniowo zboczymy z właściwego kursu. Przeoczymy ukryte tajemnice i niuanse proroczego Słowa Bożego, które może nam objawić tylko Duch Święty.
Wróćmy jeszcze do Symeona:
I objawił mu Bóg przez Ducha Świętego, że nie ujrzy śmierci, dopóki nie zobaczy Chrystusa Pańskiego. Przyszedł on prowadzony przez Ducha Świętego do świątyni. A gdy rodzice wnosili dziecko – Jezusa, aby postąpić z nim według zwyczaju prawa; Wtedy on, wziąwszy go na ręce, chwalił Boga i mówił: Teraz pozwalasz odejść twemu słudze, Panie, w pokoju, według twego słowa; Gdyż moje oczy ujrzały twoje zbawienie; Które przygotowałeś wobec wszystkich ludzi; Światłość na oświecenie pogan i chwałę twego ludu, Izraela. A Józef i jego matka dziwili się temu, co o nim mówiono.
Ewangelia Łukasza (2,25–33)
Po dokładnym omówieniu tego niezwykłego wydarzenia łatwiej zrozumieć, co wprawiło rodziców Jezusa w tak wielkie zdumienie. Skąd nieznajomy mógł wiedzieć o rzeczach, które Maria zachowywała dla siebie i rozważała jedynie w swoim sercu? Tylko Bóg mógł dać człowiekowi tak wspaniały wgląd i poznanie!
Nie była to jednak jedyna niespodzianka tego dnia dla młodego małżeństwa. Zanim bowiem opuścili świątynię, podeszła do nich kobieta o imieniu Anna, złożyła dziękczynienie Panu i mówiła o Nim tym, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy (zob. Łk 2,38). Zauważ, że nie przemawiała do wszystkich zgromadzonych w świątyni, ale jedynie do tych, którzy – podobnie jak ona i Symeon – z utęsknieniem wyczekiwali nadejścia Mesjasza.
Moglibyśmy wspomnieć jeszcze o innych osobach. Zachęcam, abyś poszukał ich na kartach Pisma. W jednym z kolejnych rozdziałów opowiem też nieco więcej o grupie pobożnych mężczyzn i kobiet, którzy znali czas i miejsce Jego przyjścia –o esseńczykach.
Symeon, prorokini Anna i informatorzy Heroda przypominali grupę poszukiwaczy z zupełnie innego pokolenia:
Z synów Issachara, umiejących rozpoznać czasy, tak że wiedzieli, co Izrael ma czynić […].
Pierwsza Księga Kronik (12,32)
Oczywiście synowie Issachara żyli całe wieki przed nadejściem Jezusa. Jednakże mamy do czynienia z podobną zasadą: ci, którzy rozumieją czasy, w jakich żyją, to ci, którzy wiedzą, co należy robić – czy czuwać, czy czekać, czy przemawiać, czy podjąć wymagane działanie. Niezwykłą obietnicę z tym związaną napotykamy w apokaliptycznej księdze Jana dwukrotnie. W poprzednim rozdziale podzieliłem się z tobą pierwszym jej wystąpieniem, na początku Księgi Objawienia; ta sama obietnica pojawia się jednak również pod koniec księgi:
Oto przyjdę wkrótce: Błogosławiony, który zachowuje słowa proroctwa tej księgi.
Objawienie Jana (22,7)
Słowa te nie zostały wypowiedziane przez apostoła Jana, ani nawet przez anioła – pochodziły bezpośrednio z ust Jezusa. Zwróć uwagę na polecenie, by zachowywać9 słowa proroctwa. Wiele proroczych słów w Biblii nawołuje do podjęcia odpowiedniego działania. Postawa synów Issachara w pełni pokrywała się z nakazem Jezusa – byli nie tylko wyczuleni na Bożą mądrość, ale też jej posłuszni, adekwatnie do czasów, w których żyli. Krótko mówiąc, wiedzieli, co robić. Symeon, Anna, informatorzy Heroda i inni, którzy z uwagą słuchali słów proroczych, należeli do grona tych, którzy zestroili swoje przekonania i czyny z mądrością Boga.
Mężczyźni i kobiety, którzy bali się Boga i traktowali Jego Słowo poważnie, dążąc do pobożnego życia, byli tymi, którzy z utęsknieniem oczekiwali pierwszego przyjścia Jezusa. Nie pomylili się; nie dali się zwieść; wiedzieli, co należy robić! Z drugiej strony faryzeusze, saduceusze i uczeni w Piśmie, czyli eksperci w Pismach Starego Testamentu, to zupełnie inna historia. Kształcenie tych mężczyzn w tradycji judaistycznej wymagało uczenia się na pamięć pierwszych pięciu ksiąg Biblii. Pomyśl o tym: od Księgi Rodzaju aż po Księgę Powtórzonego Prawa! Nie znam dziś wielu ludzi, którzy nauczyliby się na pamięć czterech ewangelii, a przecież są krótsze. Ci duchowi przywódcy byli pilni w studiowaniu i służbie, a jednak nie potrafili rozpoznać Mesjasza, gdy trzydzieści lat później na ich oczach uzdrawiał chorych, wskrzeszał umarłych i wypędzał demony. Nie tylko Go nie rozpoznali, ale też oskarżyli Go o opętanie przez demona, o pijaństwo i o przyjaźń z grzesznikami. Choć doskonale znali Pisma, całkowicie rozminęli się z proroczym wglądem w Słowo.
W związku z tym przypomnijmy sobie ostrzeżenie Piotra, które zacytowałem w poprzednim rozdziale: „Przede wszystkim…” (zob. 2 P 3,3). Z dzisiejszej perspektywy: czy powodem jego tak silnego nacisku nie była przypadkiem chęć ustrzeżenia nas przed wpadnięciem w pułapkę bagatelizowania tego, co powinniśmy traktować niezwykle poważnie?
Dlatego też stojąc u progu badania pism proroczych, zachęcam zarówno ciebie, jak i samego siebie, abyśmy z głodnymi sercami pokornie szukali prawdy. Zdecydujmy się słuchać tego, co mówi Jego Słowo, zamiast opierać się na własnym punkcie widzenia. Zaufajmy w pełni słowom Jezusa, że Duch Święty powiadomi nas o tym, co ma nadejść: „[…] oznajmi wam rzeczy przyszłe” (J 16,13). Jeśli to zrobimy, osiągniemy gotowość, by mówić i czynić to, co utrzyma nas w pełnej zgodzie z Bożą wolą w dniach ostatecznych.
W tej książce odniesiemy się do tego, co ma nadejść, ale co jeszcze ważniejsze – także do tego, jak dobrze przygotować się na Jego nieuchronne przyjście. To najważniejszy aspekt poznawania wersetów proroczych. Z pewnością nie chcemy być ludźmi pełnymi wiedzy, ale pozbawionymi mądrości, jak głupie panny pozostawione za drzwiami, gdy przyszedł oblubieniec (zob. Mt 25,1–13). To otwierająca oczy i otrzeźwiająca przypowieść, która ostrzega, byśmy byli gotowi na powrót Jezusa.
Dobra nowina jest taka, że Bóg w swojej głębokiej miłości do nas wytyczył wyraźną ścieżkę, dzięki której zachowamy gotowość na przyjście naszego Króla. Modliłem się żarliwie, aby nasz drogi Nauczyciel, Duch Święty, poprowadził nas w poszukiwaniach – tak abyśmy nie tylko odkryli prawdę, ale przede wszystkim dochowali wierności naszemu Królowi, który już wkrótce powróci.
PISMO:„A był w Jerozolimie człowiek imieniem Symeon. Ten człowiek był sprawiedliwy i bogobojny, oczekujący pociechy Izraela, a Duch Święty był nad nim” (Łk 2,25).
PRZESŁANIE:To niezwykle ważne, aby podchodzić do wersetów proroczych z postawą pokory, dążąc do pobożnego życia i trwając w pełnej czci bojaźni Pańskiej. Taka postawa daje nam mądrość niezbędną do zrozumienia proroctw.
PRZEMYŚLENIE:Dlaczego faryzeusze i inni przywódcy duchowi nie rozpoznali pierwszego przyjścia Jezusa? Czy wystarczyły im znajomość Pisma, poszczenie dwa razy w tygodniu, oddawanie dziesięciny nawet z ogrodowych ziół i wierne uczęszczanie do synagogi? Jeśli nie, to dlaczego? Bliżej mi do Symeona czy do faryzeuszy? Co musi się zmienić w moim postępowaniu, abym zaczął naśladować Symeona? Jak żyć z większą świadomością zbliżającego się ponownego przyjścia Jezusa?
PROŚBA:Drogi Ojcze, proszę, wybacz mi, że nie pielęgnowałem w sobie żarliwej tęsknoty za powrotem mojego Pana, Jezusa Chrystusa. Pomóż mi dążyć do pobożnego życia i świętości oraz regularnie studiować Pismo Święte. Decyduję, że święta bojaźń Boża będzie moim skarbem i fundamentem mojego życia z Jezusem. Wybierając świętą bojaźń, będę darzył prorocze Słowo Boże głębokim szacunkiem. Modlę się o to w imieniu Jezusa. Amen.
PROKLAMACJA:Jestem zdeterminowany, by dążyć do pobożnego życia i świętej bojaźni oraz pielęgnować w sobie pełne tęsknoty oczekiwanie na nadejście mojego Pana, Jezusa Chrystusa.
Jest pora na wszystko i czas na każdą sprawę pod niebem.
Księga KAZNODZIEI (3,1)
Mój szwagier Dale należy do tych mężczyzn, którzy potrafią własnoręcznie zrobić niemalże wszystko. Uwielbia klasyczne samochody sportowe i zapragnął w XXI wieku zostać właścicielem perfekcyjnie odrestaurowanego Chevroleta Chevelle SS z 1966 roku. Po intensywnych poszukiwaniach znalazł egzemplarz, który był wprawdzie w opłakanym stanie – całkowicie przeżarty rdzą – ale jemu w zupełności wystarczył. Rozebrał go do samej ramy i rozpoczął proces renowacji auta swoich marzeń.
Kiedy o tym rozmawialiśmy, byłem zdumiony, jak wiele czasu, wysiłku i pieniędzy włożył w ten samochód. Zajęło mu to trzy lata i grubo ponad 1000 godzin pracy. Wieczorami harował bez przerwy, aż do 22:00. Aby nie musiał przerywać swojej pracy, moja siostra Laura często przynosiła mu kolację do stodoły, która służyła mu za garaż.
To był trudny projekt. Najpierw musiał wypiaskować zardzewiałą ramę i pomalować ją na nowo; potem rozpoczął polowanie na części; a na koniec czekało go najbardziej żmudne zadanie – odbudowa całego silnika. Często przemierzał dziesiątki kilometrów i odwiedzał mnóstwo sklepów tylko po to, by znaleźć jedną konkretną część. Miał też okresy przestojów, kiedy brakowało mu funduszy na zakup droższych elementów.
Zapytałem go: „Czy bywały chwile, kiedy walczyłeś ze zniechęceniem?”. Odpowiedział: „Tak, było ich mnóstwo!”. Drążyłem dalej: „Czy miałeś momenty, w których chciałeś to wszystko rzucić?”. I znowu padło: „Tak”.
Jeden z takich momentów nadszedł tuż po złożeniu całego silnika, kiedy Dale odkrył, że przecieka tylny uszczelniacz. Ze smutkiem wspominał: „Musiałem poświęcić wiele dni na rozebranie całego silnika, żeby naprawić ten problem”. A jednak działał dalej i się nie poddał.
To było nieustanne polowanie na śruby, nakrętki i różne drobne elementy z innych oryginalnych egzemplarzy Chevelle. Większość z nich nie była w dobrym stanie, ale zamiast po prostu zamontować zardzewiałe i brudne, on wolał je szlifować i polerować – i to nawet gdy miały trafić w zupełnie niewidoczne miejsca. Pragnął, aby każdy element samochodu odzyskał swój pierwotny blask.
Doskonale pamiętam dzień, w którym ujrzałem efekt końcowy. Byłem pod absolutnym wrażeniem jego doskonałości. Pomyślałem sobie: Na tym samochodzie można by zjeść obiad, na karoserii albo nawet na silniku – oba te miejsca były tak olśniewająco czyste. Miałem wrażenie, że cofnąłem się w czasie o 40 lat i właśnie patrzę na nowiutkiego Chevelle stojącego w salonie samochodowym.
Czy zdarzały się dni, które wymagały wielogodzinnych poszukiwań (zarówno w Internecie, jak i przez telefon), a i tak nie przynosiły żadnych widocznych postępów? Tak. Czy bywały spotkania, które wymagały wielokilometrowych podróży tylko po to, by zdobyć jedną część? Tak! Czy czasem Dale musiał zrezygnować z innych aktywności, by pracować przy samochodzie? Tak.
Co zatem napędzało jego wytrwałość i powstrzymywało go przed poddaniem się? Wizja! Stała się ona pozytywną siłą hamującą, która nie pozwalała mu popaść w lenistwo, rozproszenie czy zniechęcenie.
Zdrowa siła powstrzymująca istnieje. Jako były sportowiec, który grał w Pucharze Davisa Juniorów, brał udział w rozgrywkach USTA i grał w podstawowym składzie akademickiej drużyny tenisowej Uniwersytetu Purdue, doskonale znam zdrowe ryzy towarzyszące wizji. W szkole średniej rezygnowałem z wielu przyjemności i zajęć, aby pilnie trenować. Powstrzymywałem się od wszystkiego, co mogłoby odciągnąć mnie od marzenia o grze w pierwszej lidze akademickiej. W podobnym tonie pisze apostoł Paweł:
Lecz poskramiam swoje ciało i biorę w niewolę, abym przypadkiem, głosząc innym, sam nie został odrzucony16.
Pierwszy List do Koryntian (9,27)
Zawodowi sportowcy, artyści, przedsiębiorcy i inni ludzie, którzy osiągają wybitne wyniki w swoich dziedzinach, wytrwale trzymają się obranego kursu, by dotrzeć do celu. Są sumienni i nie dają się łatwo rozproszyć. W podobny sposób niebiańska prorocza wizja stwarza w naszym życiu hamującą siłę, która utrzymuje nas w czujności, daje poczucie pilności oraz chroni przed lenistwem i rozproszeniem. A co najważniejsze, strzeże nas przed tragicznym końcem – byciem odrzuconym na wieczność.
Pozwól, że wyjaśnię to szerzej. Świat płynie w kierunku całkowicie przeciwnym do dróg królestwa Bożego. Pismo Święte nazywa ten nurt zwyczajem tego świata. Napędza go książę ciemności wraz z legionami swoich wojowników (zob. Ef 2,2). Skutki jego działania objawiają się w postaci rozrywek, lenistwa, zniechęcenia, pokus… Lista jest zbyt długa, by ją tu zamieścić. Krótko mówiąc, wróg chce cię wykoleić, skierować poza Boże cele i sprawić, byś rozminął się z Jego wyznaczonymi czasami i porami. Ten nurt jest niezwykle silny i zwodniczy. Jeśli zabraknie nam ryzów utrzymujących nas w centrum proroczej wizji, książę ciemności z łatwością wyciągnie nas z rytmu królestwa Bożego, zanim w ogóle się zorientujemy, co się dzieje. Posłuchaj słów apostoła Pawła:
Objawiła się bowiem łaska Boga, niosąca zbawienie wszystkim ludziom; Pouczająca nas, abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i światowych pożądliwości, trzeźwo, sprawiedliwie i pobożnie żyli na tym świecie; Oczekując błogosławionej nadziei i chwalebnego objawienia się wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa.
List do Tytusa (2,11–13)
Zwróć uwagę na słowa oczekując nadziei w odniesieniu do powtórnego przyjścia Jezusa. Przypomnij sobie, jak Symeon z utęsknieniem oczekiwał Mesjasza. Kiedy żyjemy w pełnym tęsknoty oczekiwaniu na Jego powrót i ustanowienie Królestwa, tworzy się w nas powstrzymująca siła, która chroni nas przed bezbożnym życiem i grzesznymi przyjemnościami. Takie zachowania zatwardzają nasze serca, a jeśli się z nimi nie rozprawimy, możemy zostać odrzuceni. Czy to rzuca nowe światło na postawę Symeona? Czy nadzieja (czyli pełne tęsknoty oczekiwanie) na pierwsze przyjście Jezusa mogła być tym, co podsycało w nim świętą bojaźń, pokorę i pragnienie pobożnego życia? Wierzę, że tak właśnie było!
Apostoł Jan potwierdza tę prawdę. Pisze, że nasze gorliwe oczekiwanie (nadzieja) na powrót Jezusa tworzy zdrową hamującą siłę:
Umiłowani, teraz jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie objawiło, czym będziemy. Wiemy jednak, że gdy On się objawi, będziemy podobni do Niego, gdyż ujrzymy go takim, jakim jest. A każdy, kto pokłada w nim tę nadzieję, oczyszcza się, jak i On jest czysty.
Pierwszy List Jana (3,2–3)
Z żarliwym oczekiwaniem na powrót Jezusa wiąże się oczyszczająca moc. To ona trzyma nas w ryzach i chroni przed atakami oraz brudem tego świata! Gdy spoglądam wstecz na kilkadziesiąt lat mojej służby, widzę niezliczone przykłady ucieleśnienia tej prawdy.
W 2016 roku zostałem poproszony o przemawianie na konferencji w Brazylii. Było to spotkanie zamknięte; mogli w nim uczestniczyć wyłącznie pastorzy i liderzy z pewnej sieci Kościołów. Konferencja odbywała się w mieście Goiânia. Ku mojemu zaskoczeniu wszedłem na arenę, na której zgromadziło się ponad 12 tysięcy głodnych Boga przywódców. Byli pełni życia i pasji; wydawało się, że swoją energią wręcz rozsadzą dach hali.
Następnego dnia jadłem lunch z ośmioma głównymi pastorami tej sieci. Zapytałem: „Panowie, skoro wczorajszego wieczoru zgromadziliście tylko pastorów i liderów, to ile osób łącznie liczą wasze Kościoły?”. Jeden z nich odparł: „Grubo ponad trzysta tysięcy”. Zdumiony wykrzyknąłem: „Naprawdę? Kiedy to wszystko się zaczęło i kto jest założycielem?”.
Spodziewałem się usłyszeć, że historia tego ruchu sięga ponad 100 lat wstecz, a jego założyciel odszedł po swoją niebiańską nagrodę kilkadziesiąt, a może i 100 lat temu. Osłupiałem, bo natychmiast odpowiedzieli: „Wszystko zaczęło się szesnaście lat temu od jednego człowieka. Uczestniczył w spotkaniu wczorajszego wieczoru, ale nie mógł dotrzeć na nasz dzisiejszy lunch ze względu na inne obowiązki”.
Szkoda, że nikt nie zrobił mi wtedy zdjęcia. W absolutnym szoku upuściłem widelec, całkowicie tracąc zainteresowanie posiłkiem, i wypaliłem: „Co takiego?! Chcecie mi powiedzieć, że zaledwie szesnaście lat temu jeden człowiek założył Kościół, który dziś zrzesza ponad trzysta tysięcy członków?”. Wszyscy potwierdzili: „Dokładnie tak jest”. Natychmiast zapytałem: „Jak osiąga się coś takiego w kraju rozwiniętym gospodarczo?”. (W duchu myślałem, że znam odpowiedź na to pytanie – z pewnością była to zasługa wielkiej skuteczności ich małych grup uczniowskich).
Jeden z pastorów bez wahania odpowiedział: „To efekt tego, że nauczamy naszych ludzi o powtórnym przyjściu Jezusa, o tym, że będzie poddawał ocenie ludzkie życie – o Jego sądzie nad tym, co zrobiliśmy z naszym życiem, o wynikających z tego wiecznych nagrodach oraz o tym, jak to wyznaczy nasze pozycje przywódcze w tysiącletnim Królestwie i na całą wieczność”.
Byłem wstrząśnięty. Odebrało mi mowę.
Pastor dostrzegł moją konsternację, więc kontynuował: „John, dzięki temu, że znam język angielski, często jestem proszony o usługiwanie na licznych chrześcijańskich konferencjach w USA. Zaobserwowałem pewne intrygujące zjawisko wśród większości amerykańskich wierzących. Oni patrzą na życie z perspektywy siedemdziesięciu, może osiemdziesięciu lat, podczas gdy nasi ludzie patrzą na swoje z perspektywy wieczności”.
Jego komentarz wywarł na mnie potężne wrażenie. Długo nad nim rozmyślałem i modliłem się usilnie. Jezus mówi, że światłem ciała jest oko (zob. Mt 6,22–23), czyli nasza perspektywa, a to właśnie perspektywa nadaje kierunek naszemu życiu. Oto bardzo obrazowy przykład: wyobraź sobie, że wchodzisz na wykwintny niedzielny brunch w formie bufetu i zauważasz dwa stoły uginające się od ogromnej różnorodności pysznych deserów. Co robisz? Jeśli przyjmiesz perspektywę tego jednego dnia, zjesz po kawałku z każdego rodzaju. Ale co, jeśli spojrzysz na te same desery z perspektywy całego roku? Najprawdopodobniej zjesz tylko jeden albo nie zjesz żadnego. Dlaczego? Twój wzrok patrzy dalej niż tylko na ten jeden dzień; nie chcesz mieć jutro rozstroju żołądka, pięciu dodatkowych kilogramów w przyszłym tygodniu i zrujnowanego zdrowia. Twoja perspektywa weźmie ciało w ryzy, przynosząc na dłuższą metę korzyść twojemu zdrowiu.
Kiedy mamy proroczą wizję – perspektywę wieczności, a nie spojrzenie na życie zamknięte w 70 czy 80 latach – działa w nas dyscyplinująca siła, która powstrzymuje nas przed dokonywaniem wyborów szkodliwych dla naszej kondycji w wieczności. Zmieniają się nasze obecne decyzje. Stosujemy inny wzorzec podejmowania decyzji, a w rezultacie dokonujemy lepszych i mądrzejszych wyborów. Jesteśmy w stanie znieść rzeczy, których w ogóle byśmy nie znieśli, gdyby nie wieczna perspektywa. Jesteśmy gotowi cierpieć trudy, uciski i prześladowania, którymi rzuca w nas ten świat, zamiast iść na kompromis z posłuszeństwem i pobożnością dla krótkoterminowych korzyści, przyjemności czy ludzkiej akceptacji. Krótko mówiąc, żyjemy zupełnie inaczej!
W 2022 roku usłyszałem o wynikach pewnego ważnego badania przeprowadzonego przez Barna Group, które całkowicie złamały mi serce. Ta wysoce szanowana organizacja badała kondycję amerykańskiego Kościoła. Do ankiety starannie wyselekcjonowano ponad 95 tysięcy osób (większość sondaży obejmuje od 3 do 4 tysięcy osób; Barna dążyła do znacznie większej dokładności wyników).
W opublikowanym raporcie firma przedstawiła wyniki w procentach. Przeliczyłem te procenty na konkretne liczby, aby ukazać ich szokujące odkrycia. Ankietowani zostali podzieleni na trzy kategorie:
Praktykujący chrześcijanie, czyli ci, którzy utożsamiają się z chrześcijaństwem, zdecydowanie zgadzają się, że wiara jest bardzo ważna w ich życiu, i uczestniczyli w nabożeństwie kościelnym w ciągu ostatniego miesiąca.Niepraktykujący chrześcijanie, czyli ci, którzy uważają się za chrześcijan, ale nie spełniają kryteriów grupy praktykującej.Niechrześcijanie, czyli dorośli obywatele USA, którzy w ogóle nie utożsamiają się z chrześcijaństwem.Odkryto, że w roku 2000 około 126 milionów Amerykanów określało się jako praktykujący chrześcijanie. W ciągu kolejnych 20 lat 33 miliony ludzi przeniosło się do kategorii niepraktykujących chrześcijan, a kolejne 33 miliony przeszło z grupy praktykujących do niechrześcijan, z których wielu to obecnie zdeklarowani ateiści i agnostycy. Zatrzymaj się na chwilę, aby uświadomić sobie ogrom tych dwóch liczb17.
Większość ludzi stwierdziłaby, że od wiary odeszły 33 miliony, biorąc pod uwagę tylko tę trzecią kategorię. Tak, ta liczba łamie serce. Przyjrzyj się jednak uważniej grupie niepraktykujących chrześcijan. Można śmiało polemizować, czy ta grupa w ogóle wpisuje się w nowotestamentowy opis naśladowcy Jezusa. Skoro wiara nie jest już priorytetem w ich życiu, a oni sami zaniedbują Słowo Boże, które wzywa do zgromadzania się z innymi wierzącymi (zob. Hbr 10,25), nazywanie ich chrześcijanami jest sporym nadużyciem. Wygląda na to, że odpadli od wiary, dokładnie tak jak trzecia grupa; po prostu wciąż nie potrafią się do tego przyznać.
To oznacza, że aż 66 milionów ludzi odeszło od wiary. Populacja USA w 2021 roku wynosiła 332 miliony; 66 milionów to co piąty Amerykanin. To absolutna katastrofa! Apostoł Paweł przepowiedział to, pisząc:
Niech was nikt w żaden sposób nie zwodzi. Ten dzień bowiem nie nadejdzie, dopóki nie przyjdzie odstępstwo [wielkie, zapowiedziane odpadnięcie od wiary tych, którzy mienili się chrześcijanami].
Drugi List do Tesaloniczan (2,3 – AMPC)18
Te słowa objawiają nam dwie rzeczy. Po pierwsze pokazują, że jesteśmy bardzo blisko powrotu Jezusa (rozwinę to nieco później). Po drugie mówią nam, że ludzie rzeczywiście odchodzą od wiary. We współczesnym chrześcijaństwie wielu wierzy, że nie da się odpaść od wiary. A jednak Jezus ostrzega, że jednym z głównych znaków dni ostatecznych będzie to, że wielu się zgorszy i odpadnie (zob. Mt 24,10).
Zatrzymajmy się na chwilę i zadajmy sobie pytanie: czy to kolejny dowód na to, co się dzieje, gdy zaniedbujemy prorocze pisma? Czy ojcowie wczesnego Kościoła wiedzieli coś, czego my nie wiemy, i czy właśnie dlatego kładli tak duży nacisk na ten aspekt naszej wiary? Słowo mó
