Na ostrowie rzeki - Jarek Zawadzki - ebook

Na ostrowie rzeki ebook

Jarek Zawadzki

0,0
9,00 zł

lub
Opis

Nie tylko gęsie, lecz i wieczne pióra


Zawieruszyły się w zaułkach czasu,


A pozbawiona clou literatura


Śpi na obrzeżach dantejskiego lasu;


Na sam jej widok biesom cierpnie skóra.

Nie mając mapy nawet czy kompasu,


Wspina się jednak po stokach Parnasu


Gromadka starców i młodzieży, która


Pamięta jeszcze melodie i rymy,


Jakich w dolinach więcej nie słyszymy,


Gdyż nie istnieje na tej ziemi siła,


Co by choć jedną muzę nam wskrzesiła.

 

Jarek Zawadzki

Gliwice, 2 września 2022

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 40

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Jarek Zawadzki

Na ostro- wie rzeki

Gliwice 2022

© Copyright by Jarosław Zawadzki 2023

Kontakt: [email protected] 

ISBN: 978-83-957862-5-9

Zdjęcie na okładce: Pexels, https://pixabay.com/photos/full-moon-night-sky-luna-moon-1869760 

Skład i łamanie: Jarek Zawadzki

Książka dostępna również w wersji papierowej.

Nie tylko gęsie, lecz i wieczne pióra Zawieruszyły się w zaułkach czasu, A pozbawiona clou literatura Śpi na obrzeżach dantejskiego lasu; Na sam jej widok biesom cierpnie skóra.

Nie mając mapy nawet czy kompasu, Wspina się jednak po stokach Parnasu Gromadka starców i młodzieży, która Pamięta jeszcze melodie i rymy, Jakich w dolinach więcej nie słyszymy, Gdyż nie istnieje na tej ziemi siła, Co by choć jedną muzę nam wskrzesiła.

Jarek [email protected] Gliwice, 2 września 2022

Okruchy

Objawił mu się u niebiańskich progów ziemskiej świątyni jeden z ludzkich bogów;

od tamtej pory, kiedy tylko trzeba, zagląda prorok do przedsionków nieba,

z których raz po raz przynosi frykasy, za co uwielbion będzie po wsze czasy,

a gdy już niebo się nad nim zamyka, prorok sumiennie zbiera do koszyka

okruchy prawdy, aby kiedyś móc je przerobić skrycie w jakąś rewolucję.

 

Homo politicus

Spotkałem ludzi, jakich nie spotyka Zwykły bywalec szarego chodnika,

Lecz dojść nie dali mi nawet do słowa — Długo nie trwała więc nasza rozmowa,

Choć zdało mi się, że szeptem po chwili Coś między sobą beze mnie mówili,

Jakby wiedzieli, kim jestem, co robię, I nie chwalili tego wcale sobie.

Nie byłem od nich, a jednak za nimi Szedłem, jak idą za księdzem pielgrzymi:

Zstąpić musiałem w dantejskie czeluści, Z których mnie licho żadne nie wypuści.

 

Pająk

Dzisiaj nad ranem odwiedził mnie pająk. Nie spojrzał na mnie ani jednym okiem, jakbym nie istniał, i poszedł przed siebie dalej po ścianie pająkowym krokiem.

Gość nieproszony, persona non grata, intruz natrętny! Co to za maniery, żeby do kogoś wchodzić bez pytania! Choć z drugiej strony, jeśli mam być szczery,

to pająk nie jest taki straszny w sumie: nie lata jak ta mucha koło nosa ani nie brzęczy bez przerwy jak komar Czy, jeszcze gorzej, szerszeń albo osa;

i do jedzenia nie włazi jak mrówki. Sam się zaprosił, więc na gospodarza (żywiąc się tylko we własnym zakresie) wcale nie liczy i nawet nie zważa.

 

Ryby

                          Now, is it not a shame To see ye thus — not very, very sad? Perhaps ye are too happy to be glad.

John Keats

                                        I czy to nie szkoda, Że w takim teraz smutku wam upływa życie? Może wy zbyt szczęśliwi, że się nie cieszycie.

Mieszkał nad rzeką i codziennie rano Jadł na śniadanie rybę ze śmietaną, Którą dzień wcześniej sobie złowił świeżą, Wiedząc, że ryby długo nie poleżą. Nie brakowało mu również nabiału, Bo krowa w polu się pasła pomału. Miał więc śmietanę i mleko, i masło; I wielkie szczęście — zanim szczęście zgasło.

Dzień był pogodny, jak to zwykle wiosną, Gdy leżał sobie spokojnie pod sosną, Patrząc na chmurki sunące po niebie Wolno, jak babcie na wiejskim pogrzebie. Ptaszki śpiewały wesoło aż miło: Widać im dobrze na tym świecie było, Jak człowiekowi, który spoczął sobie Bez trosk i zmartwień w cichym, chłodnym grobie.

Z daleka słyszał czasem dochodzące Niczym z zaświatów ryczenie na łące: To jego krowa muczała co chwilę, Żeby odpędzić natrętne motyle, Które tam kwiatów szukały bez przerwy, Działając starej krasuli na nerwy.

Ojca nie poznał; kiedy się na świecie Berbeć pojawił, to ojciec, no wiecie, Miał swoje sprawy — tak go coś zajęło, Że nie zobaczył, jakie spłodził dzieło, Więc biednej matce przypadło w udziale Samej wychować małego mądralę. Dziś wszyscy we wsi bez trudu dostrzegą, Że wychowała matka syna swego. Chłopak pogodny, zdarzało się czasem, Że tym i owym dawał w nos pod lasem, Gdy go wkurzyli — a mocne miał ciosy, Więc się łamały nieraz we wsi nosy.

Psa kiedyś chował, lecz rasy nie powiem: Nie znam się wcale na psich rasach bowiem. Bardzo go kochał albo ją, być może, Bo płci zwierzaka nie pamiętam. Boże, Co za różnica! Jeden pies i tyle. Nad czymś ciekawszym się raczej pochylę, Żeby wam zabić, jak przystało, nudę. Płci roztrząsanie zda się psu na budę.

Lubił spacery ze swym czworonogiem, Najlepszym ponoć w świecie kardiologiem. Pies aportować się uczył jak trzeba I komend słuchać: siad! do nogi! gleba! Bierz go! nie szczekaj! Nie było ni chwili, Której by chętnie z sobą nie spędzili. Lecz dnia pewnego, jak to czasem bywa, Umarła psina taka niegdyś żywa, Co bowiem żyje, to kiedyś umiera, Chyba że w pieśni niczym u Homera Żyć będzie wiecznie, póki gra muzyka I nie zaginie znajomość języka.

Ale do rzeczy, pies umarł i tyle. Tak się skończyły te radosne chwile. Smutny więc chodził czas jakiś — niedługo, Przyjemność bowiem sobie znalazł drugą, Kiedy pod lasem, gdzie zwykł dawać w zęby, Sam w końcu dostał, bo mu dała gęby. Kto? Taka jedna, co się dzisiaj wstydzi, Gdy go przypadkiem jakimś cudem widzi. Chciałaby o nim zapomnieć na zawsze I mieć wspomnienia z lat młodych ciekawsze, Ale nie może, więc tylko unika Tej wsi, tej rzeki, tego zagajnika. Wybaczyć sobie nie umie, że taka Durna takiego wzięła łapserdaka. Zanim zmieniła jednak o nim zdanie, Nie mogła wiedzieć, co się kiedyś stanie, A stać się miało — przecież bym inaczej Głowy wam teraz nie zawracał raczej.

We wsi mieszkali (a to małe sioło: Kilka budynków i pola wokoło), Toteż się znali od dziecka, jak wszyscy W tej okolicy; byli sobie bliscy Niczym rodzina, a przecież w rodzinie Dobrze na zdjęciu można wyjść jedynie — Nawet sąsiadom człowiek nie zaufa, Choćby przy płocie szła za lufą lufa.

No ale dziecko, póki nie dorośnie, Do znajomości podchodzi radośnie I nie ocenia, przynajmniej do czasu, Gdy nie ma o co podnosić hałasu. Ale gdy geny dają znać o sobie, Rodzą się pasje, skłonności i fobie, Upodobania, nienawiść i miłość, Ideał piękna, a czasem otyłość, I nie wiadomo, co się komu trafi, Z kim wyląduje na tej fotografii, A z kim gdzie indziej, i co z tego będzie, Gdy przyjdzie ocknąć się po happy endzie.

Kiedy dojrzeli już do tego wieku, Który hormony pobudza w człowieku, Zauważyła nagle, że jej ciało Na jego widok niedwuznacznie drgało, Więc to być musiał ten jeden, jedyny Ideał męstwa, marzenie dziewczyny. On w sumie nie miał nic przeciwko temu, Toteż nie widział żadnego problemu. I stąd pod lasem, gdzie obijał nosy, Postanowili połączyć swe losy.

By był — o! Janie — rozum przy młodości! Żyjesz, młodzieży, w nadziei, że ktoś ci Zdąży powiedzieć: „Weź, nie bierz Filipa Prosto z konopi”. A tu taka lipa, Bo nikt nikomu niczego nie powie, Nim jest za późno. Daj nam, Boże, zdrowie!

Na jednej gębie to się nie skończyło: Natury żądną nie pokonasz siłą! Chociaż był tydzień może minął jaki, Nim się wybrali, jak należy, w krzaki, Gdyż dawno temu to się wszystko działo, Więc i miejscówek lepszych mieli mało Nawet w sąsiednim całkiem sporym mieście, Więc mnie za głupka wiejskiego nie weźcie.

Zwinnie mu klamrę w spodniach odbezpieczy I dłonią szuka ukrytej w nich rzeczy. On podniecony, widząc, że czas nagli, Chwyta za biodra i obdziera z żagli Wysmukły tułów i jędrne ramiona, Ale dziewczyna nie jest zaskoczona, Bo już zdążyła opuścić mu spodnie I patrząc, jak mu się pręży dorodnie, Swój spód ściągnęła, bo chłopak zajęty Był teraz graniem na dwa instrumenty Krągłe, dyszące i nader urocze — W ręce dziewczyny powierzył więc krocze. Nie zdjął koszuli, gdyż czasu za mało, Żeby odkrywać mniej istotne ciało; Ważniejsze tylko miejsca odsłonili — Ktoś im przeszkodzić mógłby w każdej chwili, A co się zacznie, to dokończyć trzeba, Więc go objęła i: siad! padnij! gleba! Lecz tu stwierdziła, że najwyższa pora, By przejął rolę lorda protektora, Szybko się pod nim położy i czeka Na grube, twarde kilkanaście deka.

Za pierwszym razem nie trafił dokładnie; Dziewczyna w strachu, że gdzieś indziej wpadnie, Ręką chwyciła i nakierowała Tam, gdzie należy — do swojego ciała. A potem standard: mechanika płynów, Ruch posuwisty i mieli dwóch synów.

Lecz nie tak szybko. Zaraz! Po kolei! Najpierw czas jakiś była przy nadziei, Potem przy drugiej — nie za jednym razem Po dwakroć ziemię jahwowym obrazem Ubogacili, ale na dwie tury, Bo takie było życzenie natury.

Po pierwszej akcji pokłosia nie było, Po drugiej też nie — więc ogólnie miło. Ale po którymś, nie wiem którym, razie, Małą pamiątkę mieli po ekstazie: Szkoda im było zachodu na sprzęty. Tak oto został pierwszy syn poczęty.

Wszyscy wiedzieli, kto z kim we wsi chodzi, Więc dla spokoju pobrali się młodzi. Nie żeby im to jakoś przeszkadzało, Lecz strata czasu i pieniędzy mało Na to wesele, pijaństwo i śpiewy Ku czci kolejnych Adama i Ewy; A może jeszcze jaki przy parafii Amator żony wcześniejszy się trafi I trzeba będzie, choćby tylko w części, Użyć wprawionej od dzieciństwa pięści, Żeby mu wybić różne rzeczy z głowy I wizerunek swój ratować nowy. Nie było rady, zorganizowali Huczne wesele, lecz na małej sali.

Przyjęli chętnie ten sakrament Boży, Wierząc, że wszystko się jakoś ułoży. U jej rodziców mieszkając z początku, W małej zagrodzie pilnował porządku: Pole obsiewał i karmił prosięta, Które chowano na targ lub na święta. Ona, nim syna urodziła, w domu Oporządzała — miała bowiem komu Prać i gotować: taki podział pracy Był ustalony. Wszystko było cacy.

Czasem się lepiej wiodło, a chwilami, Co mają robić, nie wiedzieli sami. Synek dorastał i pętał się wszędzie; Pytał o wszystko, jak ksiądz na kolędzie. Wkrótce rodzice sprawili mu brata, Który się począł jak arystokrata: Nocą pod kołdrą na pełnym legalu, Pod domowników okiem — jak w Wersalu. I tak rodzina na tej ziemskiej niwie Żyć miała sobie długo i szczęśliwie.

Ale znienacka wiatry zmian zawiały, Co ten porządek wywróciły cały. Wróg pokonany został i po chwili Wszyscy się sobie do gardeł rzucili. Prawd nowych bronić było wtedy trzeba W imię postępu albo woli nieba.

A ważkie wówczas zaszły wydarzenia, Które dziś każdy inaczej ocenia: Jeden je chwali, a inny powiada, Że tylko grabież to była i zdrada. Ten twierdzi, że się ludziom lepiej żyje; Tamten, że rządzą pijawki i żmije; Ci popierają stronnika zachodu, Co obce kraje był zwiedził za młodu; A tamci wierzą, że ich drugi zbawi. Jedni też nie są w ogóle ciekawi, Co myślą drudzy — bo gdzie sens w tym, żeby Rozumieć ludzi odmienne potrzeby? Jeszcze kolejni gdzieś to wszystko mają, Nie chcąc się nawet zadawać z tą zgrają, Co by się chętnie i na śmierć zatłukła — A że nie może, w łeb dostaje kukła.

Pewnie już każdy, kto słucha lub czyta, Wie doskonale, jak ta znakomita I doskonała, wzorowa rodzina Z nowym problemem się mierzyć zaczyna; Z tym wiatrem przemian, z tą falą wolności, Która przenika aż do szpiku kości, By się na drobne kawałki rozprysły Te nieświadome niczego umysły. Tak wielka bowiem jest ta nowa siła, Że już nie jedną rodzinę rozbiła, Niejedną przyjaźń walnęła obuchem, Stojąc za jednym lub za drugim ruchem.

Po kilku latach od tej pomnej zmiany Okres miodowy został zapomniany. I wtedy pewnej słonecznej niedzieli Oboje w końcu z bólem zrozumieli, Że wielka miłość, że obrączka złota, Dom i rodzina to przecież głupota I błaha sprawa nieistotna wcale, Gdy położymy wiatr przemian na szale, Bo nie tak ważne jest rodzinne życie, Jak puste hasła, które znakomicie Potrafią umysł wypełnić i duszę.

„Czemu ja z takim bęcwałem żyć muszę! Noż nie wytrzymam”, mówi jemu, „ciebie Chyba już ostro na ten dekiel jebie! Jak możesz wierzyć, cepie, w takie brednie, Coraz durniejsze, jak wszystkie poprzednie!”. A on odpowie jej równie uprzejmie: „Tobie rozumu nic już nie odejmie, Bo nie ma nawet odejmować czego! Ty nic nie widzisz, a ćwoki dostrzegą O czym jest tutaj od początku mowa. Ty tępa jesteś jak śrubka gumowa!”.

Takie to właśnie w swego domu progi Zaczęli teraz przynosić dialogi. Dzieci słuchały mocno zbite z tropu: Co też odbiło tej babie i chłopu? Nie rozumiały, bo w tak młodym wieku Gry i zabawy chodzą po człowieku, Nie polityka. Co innego mama, Czyli teściowa, która była sama Po śmierci męża — martwiła się bardzo, Że małżonkowie jedno drugim gardzą.

Siedzi chłop teraz pod sosną nad rzeką, Patrzy przed siebie w horyzont daleko, Przywodząc na myśl dni szczęśliwych wiele: Pierwsze przechadzki, seks w krzakach, wesele. Nie chce pamiętać jej innej niż wtedy Ani tym bardziej swojej teraz biedy.

Ona się z dziećmi przeniosła do miasta, Gdzie, jak stwierdziła, lepiej się dorasta, Gdyż tam światlejsi pomieszkują ludzie, Którzy nie żyją w kłamstwie i obłudzie, Jak chamy z wioski, do której nabrała Takiego wstrętu, że się trzęsła cała Już na myśl samą o polu i łące, I o chlewikach, gdzie świnie śmierdzące Kwiczą, chrumkają i bóg wie, co robią. A motłoch żyje co dzień inną fobią.

Nie wie biedaczek w tej swojej rozpaczy, Czy jeszcze kiedyś chociaż raz zobaczy Synów i żonę, choć w zasadzie ona To już de jure nie jest jego żona, Lecz on inaczej nazwać jej nie umie W tym bólu serca i w tej męskiej dumie.

Mieszka nad rzeką i codziennie rano Je na śniadanie rybę ze śmietaną, Którą dzień wcześniej sobie złowi świeżą, Wiedząc, że ryby długo nie poleżą. A nie brakuje mu również nabiału, Bo krowa w polu się pasie pomału. Ma więc śmietanę i mleko, i masło; I żal ogromny — że mu szczęście zgasło.

 

Księżyc pijany

花間一壺酒,獨酌無相親; 舉杯邀明月,對影成三人。

李白

Wśród kwiatów siedzę z wódki dzbanem w dłoni. Nikt się nie dosiadł, no to sam się poję. Unoszę kielich, Księżyc zapraszając, A razem z Cieniem jesteśmy we troje.

Li Bai

Wśród bujnych kwiatów leżąc, w trupa spity, Uniósł ku niebu Li Bai stare oczy, Ale w ciemnościach nie dojrzał orbity, Po której Księżyc srebrne życie toczy.

Tańczył raz Li Bai w księżycowym blasku Z Cieniem do pary i fantazji wodze Puszczając aż po aureolę brzasku, Pragnął z Księżycem biec po Mlecznej Drodze.

Teraz, gdy wypił całą wódkę w dzbanie, Nie widząc Cienia, co urozmaica Wielkim poetom smutków zapijanie, Zasnął zaćmiony nie mniej od Księżyca.

Maliny

Stój, stój — odpowie — hardy młokosie, Pomnę, co ojciec rzekł stary: Słowicze wdzięki w mężczyzny głosie, A w sercu lisie zamiary.

Adam Mickiewicz

księżyc na srebrnym tańczy jeziorze, fala się wznosi u brzegu; jęki wciąż słychać o każdej porze u dróżek piaszczystych zbiegu.

nie ma takiego dnia czy wieczoru, żeby wokół ziemia cała w bólu po stracie pięknego boru strasznym tonem nie jęczała.

zjawił się człowiek niczym bóg młody i ziemię uczynił swoją; za jego sprawą nad brzegiem wody stare modrzewie nie stoją

ani maliny słodkie nie rosną, nie ma chłodnego półmroku, nikt już nie duma pod starą sosną. łza tylko kręci się w oku.

odludna ziemia biedna i goła: nawet zbłąkane upiory, co nawiedzają pobliskie sioła, nie były tu do tej pory.

wielkie był człowiek wygłaszał słowa, wielkie zgromadził fundusze, wielkie miał plany, żeby jałowa ziemia odzyskała duszę.

księżyc na srebrnym tańczy jeziorze, u brzegu wznosi się fala; człowiek ulepszyć ziemi nie może — natura mu nie pozwala.

 

Kot i szprot

Kotu zapewne śmiertelnie się nudzi na targowisku wieczorem bez ludzi.

Włóczy się tylko samotny w nadziei, że do ogona mu się coś przyklei.

Wtem widzi szprota, co leży w kałuży, która agonię mu tylko przedłuży,

więc postanawia, że się ulituje nad jego życiem i ukróci mu je.

Gdyż miłosierdzie — widzisz, drogi szprocie — wstępuje czasem nawet w serce kocie.

 

Jegomość z państwa Qi martwi się o niebo

Dawno temu, gdy ludzie kamieniami w smoki U nas ponoć rzucali, mieszkał w Qi jegomość, Który ciągle spoglądał w krąg nieba wysoki, Choć niechętnie zawierał z bogami znajomość.

Myślał, że niebo spadnie — dlatego ze strachu Szukał schronienia w grocie, jaskini lub skale. Miał zapewne nadzieję, że grubego dachu Takiej pieczary niebo nie przebije wcale.

Bał się jeszcze, że ziemia niechybnie wnet runie, Więc wybierał kryjówki leżące wysoko, By się nie dać pochować w otchłani całunie, Który moce piekielne z odmętu wywloką.

Martwić w końcu zaczęły kogoś te obawy, Którymi nasz jegomość katował się co dzień; Dlatego raz o świcie niby dla zabawy Odwiedził nieszczęśnika sędziwy przechodzień,

Mówiąc, że niebo nigdy na ziemię nie spadnie, Gdyż samo z siebie zawsze unosi się w górze, A ziemia też nie runie, leży bowiem na dnie, Więc można bez obawy zaufać naturze,

Gdyż jej prawa od wieków są wciąż takie same. Od tamtej ponoć chwili nie czuł więcej trwogi Ów nieszczęsny jegomość i opuścił jamę, Lecz nie mógł już odnaleźć własnej w życiu drogi.

 

Szupin

Okrutny wówczas książę zasiadał na tronie. Zhao Dun nie raz pouczał władcę kraju Jin W nadziei, że posłucha i na czas ochłonie, Póki Niebo nie żąda odkupienia win.

Książę Ling (gdyż tak właśnie głowę państwa zwano) Chciał skończyć nie z podłością swoją, ale z nim; Wysłał skrycie mordercę pewnego dnia rano, By się rychło rozprawił z urzędnikiem cnym.

Ale Chu Ni (ten oprych posłany przez księcia, Który w szyi Zhao Duna zatopić miał nóż), Kiedy ujrzał ofiarę swego przedsięwzięcia Na posłaniu, ubraną w dworskie szaty już

(Bo Zhao Dun, choć spał jeszcze, stanąć był gotowy Przed książęcym obliczem, gdy nadejdzie świt), Tak lojalnemu słudze nie mógł odciąć głowy: Hańba by to wszak była dla sprawcy i wstyd.

Wiedział, że poniechanie takiego rozkazu, Znaczy utratę twarzy oraz sądny dzień. Dlatego z rezydencji wybiegł i od razu Roztrzaskał sobie głowę o szupinu pień.

I tak, jak to się czasem w takiej chwili zdarza, Gdy historia zostawia nam po sobie ślad, Nikt tego nie zobaczył… oprócz kronikarza, Który o tym napisze za kilkaset lat.

Rzeka

關關雎鳩,在河之洲。 窈窕淑女,君子好逑。

《詩經》

Głośno rozlega się śpiew rybołowa, Gdzie rzeka płynie dokoła ostrowa. Panna subtelna i pełna uroku; Kawaler młody i miły jej oku.

Księga Pieśni

Raz dawno temu na ostrowie rzeki, Gdzie żółty muł się gromadzi przez wieki, Śpiewał rybołów do swojej wybranki I tak mu chłodne mijały poranki.

A pogrążony w tęsknocie i trosce, Nie wiedział jeszcze, że w pobliskiej wiosce Będzie wesele, bo się młoda para U swoich przodków o przychylność stara.

Dzisiaj rybołów żaden nie zaśpiewa. Ostrów zatonął, wyrąbano drzewa, Smok wichrem zadął z potężnego pyska: Woda zalała ptasie lęgowiska.

W świątyniach przodków nie widać młodzieży, Bo wioska także na dnie rzeki leży. I tylko czasem o ich los zapyta Chłodnym spojrzeniem srebrny satelita.

Słowa prawdy

信言不美,美言不信。 善者不辯,辯者不善。

老子

Słowa prawdy nie są piękne, Nie są prawdą piękne słowa. Dobry człowiek zły jest w mowie, Dobrze brzmi złych ludzi mowa.

Lao Zi

Kto ładnie mówi, ten i kłamać umie, Anielski posłuch znajdując u ludzi. Mową fałszywą nigdy nie zanudzi Najwybredniejszych nawet uszu w tłumie

I w elegancko skrojonym kostiumie, Cokolwiek powie, żywą pasję wzbudzi, Która się sama z siebie nie ostudzi Ani rozwagą jej nigdy nie stłumię,

Gdyż wywód mówcy, choćby zagadkowy, Zda się przemawiać do załomów duszy, Gdzie go wątpliwość żadna nie zagłuszy.

Stamtąd głos płynie krwiobiegiem do głowy, Żeby po chwili to wielkie kuriozum, Duszę zdobywszy, odebrało rozum.

Tęsknota

Kiedy zestrzelił dziewięć słońc na niebie I z dumą włożył na plecy swój łuk, Zadowolony oczywiście z siebie Przekroczył Houyi starej chaty próg,

By trofeami zabłysnąć przed żoną, Lecz jej nie było. Szukał tu i tam. A gdy sąsiadów pytał, to mówiono, Że odleciała — a więc został sam.

Nie znalazł również magicznej mikstury, Którą otrzymał od bogini raz; Pojął, że Chang’e wzniosła się nad chmury, Gdy ją wypiła, i po wieczny czas

(Bo to eliksir był nieśmiertelności), Wyprowadziła się na srebrny glob. Dziś Wielki Houyi (choć się już nie złości) Co noc spogląda na gwieździsty strop

Z niedowierzaniem i pyta, dlaczego Wykradła jemu czarodziejski lek, Lecz żalu męża ludzie nie dostrzegą, Gdyż leży dalej niż najdalszy brzeg.

Falstaff

        FALSTAFF I would ‘twere bedtime, Hal, and all well.

        FALSTAFF Żeby już pora była do łóżka, Heniu, a wszystko dobrze się skończyło.

William Shakespeare, Henryk IV, cześć I, akt V, scena I

Życzyłbym sobie, by już noc zapadła I żeby wszystko skończyło się dobrze, By już zasnęły stalowe widziadła Schowane w słońca bladego cynobrze.

Chciałbym zobaczyć po świec zapaleniu, Jak błogi spokój u drzwi niemych leży; Chciałbym nie myśleć (słowo daję, Heniu!) O świście bełtów i szczęku pancerzy.

Ale dzień przecież czyha jeszcze długi… Może nie skończy się dla mnie w ogóle I nie nadejdzie o poranku drugi, Gdy ziemię ojców w ramionach utulę,

Jak raz dziewczynę w zajeździe wieczorem, Nie okrywając się nawet honorem.

Na Boga

Wszechmocny Boże, czy li być może, iż tak nas kochasz, chocia nie szlochasz nad naszym losem ani półgłosem?

Wojny, choroby, masowe groby, gwałty, grabieże; a złodziej bierze, co mu pasuje, gdy insze zbóje wtórują jemu, acz Ty problemu nie widzisz wcale.

Daremne żale sprawiedliwego, gdy nie dostrzegą, Panie, Twe oczy, że źle się toczy na Bożym świecie.

Każde stulecie żyjem przemocą, co dniem a nocą jeno zazdrości zwykłej miłości.

Bodaj potęga Twoja dosięga najskrytszych rzeczy a wszytko leczy; zlituj się zatem nad naszym światem.

Stwórz nas na nowo, boć daję słowo, nie mamy siły, Boże nasz miły, tako żyć dalej. Zrób co! Zaszalej!

 

Listopad

wiatr sieje zamęt deszcz mnie ciągle olewa wszystko mam w nosie

 

Wybrane publikacje i przekłady Jarka Zawadzkiego

Sun Wu, Sun Bin, Sztuka wojny, Wydawnictwo SBM, 2022.

Zhang Fengjun, Medycyna naturalna qigong, Fengjun Zhang Fu Kang, 2022.

Geoffrey Chaucer, Opowieści kanterberyjskie, Biblioteka Śląska, 2021 (nominacja do Nagrody Literackiej Gdynia 2022 w kategorii przekład).

…a ja się nie zmienię, Enheduanna, 2021.

William Blake, Piosenki niewinności i pieśni doświadczenia, Enheduanna, 2020.

Arthur Brooke, Tragiczna historia Romea i Julii, Enheduanna, 2020.

Xu Deming, 100 pytań o jedwabiu, Kwiaty Orientu, 2019.

Sanmao, Saharyjskie dni, Kwiaty Orientu, 2018.

Dawna literatura chińska, CreateSpace, 2015.

Lao Tse, Wielka księga Tao, Hachette Livre Polska, 2009.

Selected Masterpieces of Polish Poetry, Booksurge, 2007.

William Auld, Planeta dzieci, My Book, 2005.

 

Nel mezzo del cammin di nostra vita mi ritrovai per una selva oscura, ché la diritta via era smarrita.

Ahi quanto a dir qual era è cosa dura esta selva selvaggia e aspra e forte che nel pensier rinova la paura!

Dante Alighieri

W środku wędrówki przez to nasze życie w las ciemny wszedłem, kiedy prostą drogę nagle straciłem z oczu całkowicie.

Jedynie z trudem las opisać mogę, co był tak gęsty, dziki i ponury, że aż do dzisiaj budzi we mnie trwogę!

Spis ilustracji

Okruchy, Viktoria Goda, https://www.pexels.com/photo/blue-red-and-yellow-chalk-1107495 

Homo politicus, Pexels, https://pixabay.com/photos/female-lady-model-pavement-posing-1835254 

Pająk, zand, https://pixabay.com/photos/spider-web-cobweb-insect-animal-4017626 

Ryby, SIVA T, https://unsplash.com/photos/jTyBPNtGcR0 

Maliny, Stan Slade, https://unsplash.com/photos/BM27BzBrhVM 

Kot i szprot, Hannah Reding, https://unsplash.com/photos/IwYAo4G7Kr8 

Jegomość z państwa Qi martwi się o niebo, Marissa&Eric, https://unsplash.com/photos/un97ayBGhZ8 

Na Boga, Kentaro Toma, https://unsplash.com/photos/VPJrp8vjMAw 

Nowy świat, Albrecht Fietz, https://pixabay.com/photos/ruins-roman-foundation-walls-crete-5764889/ 

Credo, Nik Korba, https://unsplash.com/photos/3WceTBlUoMs 

Super nova, bamenny, https://pixabay.com/illustrations/robot-flower-technology-future-1214536 

Król pustyni, Jeremy Bezanger, https://unsplash.com/photos/BdfXNuPWNFc 

Ognisko, Gerd Altmann, https://pixabay.com/photos/eye-woman-view-wall-stones-banner-4098296 

Ład, Gerd Altmann, https://pixabay.com/illustrations/woman-old-face-granny-1848676 

robinHood();, moritz320, https://pixabay.com/photos/node-fastening-stop-rope-dew-2531897 

Twarz, stux, https://pixabay.com/photos/cardboard-corrugated-cardboard-paper-267282 

Starożytni Marsjanie, NASA/JPL, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:PIA02405.jpg 

Feniks, Michal Renčo, https://pixabay.com/photos/urbex-sadness-nostalgia-abandoned-5016576 

Taoista, jarekgrafik, https://pixabay.com/photos/pieniny-pine-mountains-trail-1005434 

Przeszłość, Ananya Mittal, https://unsplash.com/photos/s3w-i2E4CdM 

Ślad, Michael Dziedzic, https://unsplash.com/photos/aQYgUYwnCsM 

Sąsiad, Karolina Grabowska, https://www.pexels.com/photo/bowl-with-tasty-noodle-soup-near-spoon-4210849 

Duch Zeusowy, Tamal Mukhopadhyay, https://unsplash.com/photos/RkIwyoeErgM 

Miasto, Mabel Amber, https://pixabay.com/photos/can-tin-empty-cans-cigarette-box-3489894 

Eneida, Pier Francesco Mola, „Wenus ratująca Eneasza”, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Pier_Francesco_Mola%E2%80%99s_Venus_Rescuing_Aeneas,_c._late_1650s.jpg 

Muszkiety, Assad Tanoli, https://unsplash.com/photos/iIPNtVQfc54 

Ludzka mowa, Inskrypcja z Harappy, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Longest_Indus_script_inscription_(colour).jpg 

Widmo, Silvia Gaudenzi, https://pixabay.com/illustrations/daisy-flowers-drawing-marguerite-5975036 

Bajka, RJA1988, https://pixabay.com/photos/old-car-rusty-car-usa-nevada-3806951 

Miłość, Peter H, https://pixabay.com/photos/dove-bird-balz-seduce-animal-1333833 

Wrak, Kerstin Riemer, https://pixabay.com/photos/johnny-walker-whiskey-alcohol-4647653 

Neolit, Malowidło z Lascaux https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Lascaux_painting.jpg 

Nie taki był plan, OpenClipart-Vectors, https://pixabay.com/vectors/battle-france-french-gun-1299887 

Władza, PublicDomainPictures, https://pixabay.com/photos/chess-metaphor-board-business-316657 

Obrazy, Miguel Á. Padriñán, https://pixabay.com/photos/painting-colors-colorful-brush-1067686/ 

Goci, Jessica Rockeman, https://pixabay.com/vectors/knight-horse-castle-fairytale-2305287 

Język, Michael Dziedzic, https://unsplash.com/photos/dbpLrMALyiM 

Traktat, Simon Maage, https://unsplash.com/photos/NcNu8kzunb4 

Antykwariat, Faith Enck, https://unsplash.com/photos/bmvLnHMQVWg 

Na wiarę, Ri Butov, https://pixabay.com/photos/old-phone-wood-deck-membrane-4717604 

Złoty wiek, Steve Bidmead, https://pixabay.com/photos/gold-ingots-treasure-bullion-513062 

Słowa, Gerd Altmann, https://pixabay.com/photos/sign-signpost-right-left-direction-490816 

Dom na skale, cablemarder, https://pixabay.com/photos/snails-shells-animals-gastropods-2983235 

Oglądamy film, Amber Kipp, https://unsplash.com/photos/75715CVEJhI 

Wiewiórka, Andy Holmes, https://unsplash.com/photos/ykp-sudtOto 

Piękno, falco, https://pixabay.com/photos/temple-buddhism-taoism-taiwan-1875489 

Gniew, LDG Photos, https://unsplash.com/photos/LIQvH_ITEFE 

Godzina szczura, Rob Owen-Wahl, https://pixabay.com/photos/animal-attractive-beautiful-black-1238777 

Morze! Morze!, Lars Nissen, https://pixabay.com/photos/lantern-sea-heaven-beach-water-6826687 

Horyzont, Johann Walter Bantz, https://unsplash.com/photos/woE5G6zzFQo 

Subtelność, kie-ker, https://pixabay.com/photos/butterfly-flower-pollinate-1568926 

Poezja, Pexels, https://pixabay.com/photos/curtain-objects-silhouette-sunlight-1850813 

Los, Daniel Bernard, https://unsplash.com/photos/s67PZz8Xt3c 

Łąka, Pexels, https://pixabay.com/photos/dog-pet-animal-cute-1839808 

Déjà vu, Alex Belozertsev, https://pixabay.com/photos/film-stock-film-cinema-5974239 

Wiedza radosna, 도훈이, https://unsplash.com/photos/M7W4ZrMlkTs 

No future, Sven de Koe, https://unsplash.com/photos/l0g7MRklVfk 

Karawana, congerdesign, https://pixabay.com/photos/teddy-bear-knitted-wool-bear-688091 

Nihil novi sub sole, Alexas_Fotos, https://pixabay.com/photos/beer-mug-refreshment-beer-mug-2439237 

Na faceta, Alexandra Haynak, https://pixabay.com/illustrations/people-girl-woman-face-portrait-2013447 

Nie wiem, czy tak dużo, Ralphs_Fotos, https://pixabay.com/photos/faucet-crow-poultry-cockscomb-3521668 

Od zwykłego człowieka, StockSnap, https://pixabay.com/photos/white-window-glass-shield-frame-2563976 

Na poetę, Rudy and Peter Skitterians, https://pixabay.com/photos/girl-swing-rocking-autumn-fall-996635 

Na śmierć, Pratik Gupta, https://unsplash.com/photos/l57A9zxd0XI 

Gra, M. Maggs, https://pixabay.com/photos/nest-bird-robin-thrush-saving-1179492 

Słońce nad Samos, Michael, https://unsplash.com/photos/3Bsw31s1kPw 

Wiosną, 12019, https://pixabay.com/photos/river-hills-trees-woods-woodlands-1590010 

Po deszczu, AURELIE LUYLIER, https://pixabay.com/photos/buckets-steel-former-antique-2611432 

Na dudka, Delyth Williams, https://pixabay.com/photos/hoopoe-african-bird-plumage-nature-3839283 

Listopad, 557453, https://pixabay.com/photos/fly-agaric-mushrooms-wild-mushrooms-516281 

[Na tej stronie,] Gerd Altmann, https://pixabay.com/illustrations/paper-stationery-christmas-greeting-4478147