Na obcej ziemi - Henryk Kawka - ebook + audiobook

Na obcej ziemi ebook i audiobook

Henryk Kawka

0,0
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Brytyjskie służby specjalne, Special Operations Executive (SOE), zamierzały podjąć działania dywersyjne na niemieckich tyłach po wylądowaniu wojsk alianckich we Francji. Jedno z nich polegało na wprowadzeniu planu "Bardsea" z lutego 1943 roku. Jego twórca, major Ronald Hazell, chciał wykorzystać polskich emigrantów w północnej Francji do sabotażu, a potem wywołania zbrojnego powstania przeciw okupantom, które miało ułatwić siłom alianckim opanowanie tamtejszego zagłębia górniczego.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 85

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 2 godz. 37 min

Lektor: Jacek Jońca

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



De Gaulle i Vichy

Tym razem Joh­nowi Smi­thowi naprawdę ogrom­nie potrzebna była ta eska­pada.

Od czasu do czasu zaglą­dał do pew­nego miesz­kanka w pobliżu Soho. Za każ­dym razem przy­rze­kał sobie, że to już ostatni raz. Tak się jed­nak jakoś skła­dało, że raz szef był z niego bar­dzo zado­wo­lony, a innym razem aku­rat wręcz odwrot­nie. Obie przy­czyny skła­niały Johna do wizyt w tym gniazdku, wizyt, które trak­to­wał jak nar­ko­tyk. Dawały mu odprę­że­nie i pozwa­lały zapo­mnieć o kło­po­tach, choć następ­nego dnia pła­cił za to dość drogo: potwor­nym bólem głowy i pod­łym samo­po­czu­ciem.

Teraz podą­żał John pod dobrze sobie znany adres, nio­sąc małe zawi­niątko. Każdy uczest­nik kolej­nej „sesji” musiał bowiem przy­nieść coś ze sobą. John wydę­bił od jed­nego z kole­gów butelkę koniaku, którą zebrani powi­tali z wiel­kim entu­zja­zmem. W miesz­kanku byli pra­wie sta­rzy zna­jomi: cztery młode panie i czte­rech rów­nie mło­dych panów. W więk­szym pokoju już roz­su­nięto stół i usta­wiono tale­rze z wojen­nym, skrom­nym „czym chata bogata”. Pod oknem grał pate­fon. Pły­nęły z niego rzewne i melo­dyjne pio­senki.

Wszystko byłoby piękne, a nawet bar­dzo piękne, gdyby nie per­spek­tywa następ­nego dnia. Wła­śnie jutro Smith miał oddać sze­fowi dwu­krot­nie już prze­ra­biane spra­woz­da­nie. Raz było ono za krót­kie, raz znów za dłu­gie. John przy­po­mniał sobie upo­mnie­nie szefa: „Zro­zum wresz­cie, że ma to być rze­czowa syn­teza. W końcu ja mogę te twoje opo­wie­ści czy­tać, ale ci tam na górze nie mają na to czasu, a jed­no­cze­śnie chcą wie­dzieć wszystko. I to dokład­nie!”.

Przy­znać trzeba, że Smith miał nie­ła­twe zada­nie: omó­wić sytu­ację poli­tyczną we Fran­cji na początku roku 1943…

Niemcy nie­miec­kie napa­dły na Pol­skę 1 wrze­śnia 1939 roku. Dwa dni póź­niej Fran­cja za przy­kła­dem Wiel­kiej Bry­ta­nii wypo­wiada wojnę III Rze­szy. W czerwcu 1940 roku Niemcy roz­po­czy­nają ofen­sywę prze­ciwko Fran­cji, Bel­gii i Holan­dii; 22 czerwca zawarto rozejm mię­dzy Fran­cją a III Rze­szą.

Zgod­nie z jego posta­no­wie­niami rząd fran­cu­ski zobo­wią­zał się przy pomocy swo­jej admi­ni­stra­cji dbać o wyko­ny­wa­nie zarzą­dzeń wyda­nych przez nie­miec­kie wła­dze oku­pa­cyjne, a także zaka­zy­wał oby­wa­te­lom swego kraju bra­nia udziału w walce prze­ciwko Niem­com w służ­bie państw, z któ­rymi III Rze­sza znaj­duje się w sta­nie wojny. Fran­cję podzie­lono na dwie strefy: oku­po­waną i nieoku­po­waną. Dzie­liła je tzw. linia demar­ka­cyjna, bar­dzo ści­śle strze­żona przez Niem­ców. W stre­fie oku­po­wa­nej zna­la­zło się 55 z 90 depar­ta­men­tów, czyli 55 pro­cent powierzchni kraju z 25 mln miesz­kań­ców, zaś w stre­fie nieoku­po­wa­nej pozo­stało ich nieco ponad 14 mln. W stre­fie oku­po­wa­nej utwo­rzono dodat­kowo tzw. strefę zaka­zaną i zastrze­żoną. Podobno Hitler zamie­rzał utwo­rzyć po zwy­cię­skiej woj­nie nowe pań­stwo – „Thiois”, obej­mu­jące tę wła­śnie zaka­zaną strefę oraz Bel­gię, Holan­dię i Flan­drię fran­cu­ską. Alza­cję i Lota­ryn­gię włą­czono do Rze­szy.

W stre­fie oku­po­wa­nej dzia­łała admi­ni­stra­cja i poli­cja fran­cu­ska pod­po­rząd­ko­wana Niem­com. W stre­fie nieoku­po­wa­nej powstało tzw. Pań­stwo Fran­cu­skie z sie­dzibą w Vichy z rzą­dem mar­szałka Pétaina, któ­remu tuż przed klę­ską par­la­ment fran­cu­ski przy­znał peł­nię wła­dzy. To kadłu­bowe pań­stewko zacho­wało „armię zawie­sze­nia broni”, czyli nie­wiel­kie siły lądowe i powietrzne oraz flotę, znaj­du­jącą się pod ści­słą kon­trolą nie­miecko-wło­skich komi­sji rozej­mo­wych. Rząd Pétaina spra­wo­wał for­mal­nie wła­dzę nad admi­ni­stra­cją fran­cu­ską w stre­fie oku­po­wa­nej.

Z roku na rok roz­sze­rzała się kola­bo­ra­cja z Niem­cami, fir­mo­wana przez Pétaina, który opie­rał się na siłach skraj­nie pra­wi­co­wych. Od 1942 roku współ­dzia­ła­nie poli­cji fran­cu­skiej z oku­pan­tem przy­brało w obu stre­fach bar­dzo sze­ro­kie roz­miary. Uczest­ni­czy ona w akcjach prze­ciwko spraw­com zama­chów na Niem­ców. Pod koniec lipca 1942 roku poli­cja tzw. Pań­stwa Fran­cu­skiego zobo­wią­zana była jedy­nie do wyda­wa­nia w ręce Niem­ców „zama­chow­ców i sabo­ta­ży­stów” ata­ku­ją­cych nie­miec­kie siły zbrojne, zaś sama miała zająć się tro­pie­niem i likwi­da­cją „gaul­li­stów, komu­ni­stów i tym podob­nych wro­gów Rze­szy”. W tym samym cza­sie nie­mała część fran­cu­skiej poli­cji utwo­rzyła tajne grupy anty­na­ro­do­wo­so­cja­li­stycz­nego ruchu oporu. W listo­pa­dzie 1942 roku, bez­po­śred­nio po bry­tyj­sko-ame­ry­kań­skim lądo­wa­niu w Afryce Pół­noc­nej, Niemcy zajęli także nie­oku­po­waną dotąd część Fran­cji. Fakt ten jesz­cze bar­dziej uak­tyw­nił ele­menty kola­bo­ranc­kie.

W całej Fran­cji lud­ność cier­piała głód, a co naj­mniej nie­do­ży­wie­nie. Świad­czy o tym m.in. takie oto ostrze­że­nie, które zna­la­zło się w ówcze­snej pra­sie: „Do kon­su­men­tów kotów! W okre­sie ogra­ni­czeń nie­któ­rzy nie wahają się chwy­tać koty w celach kon­sump­cyj­nych. Osoby te nie zdają sobie jed­nak sprawy z gro­żą­cego im nie­bez­pie­czeń­stwa. Koty bowiem czę­sto zja­dają szczury, a te są nosi­cie­lami bar­dzo nie­bez­piecz­nych zaraz­ków, które mogą oka­zać się tru­jące…”. Śmier­tel­ność w Paryżu, nie licząc ofiar ter­roru, prze­kro­czyła już w 1942 roku aż o 46 pro­cent poziom z lat 1932–1938.

Według danych rządu Vichy w 1941 roku uwię­ziono trzy­dzie­ści tysięcy komu­ni­stów, z tego dwa­na­ście tysięcy w stre­fie nie­oku­po­wa­nej. Rok póź­niej w stre­fie oku­po­wa­nej doko­nano dal­szych 37 tysięcy aresz­to­wań. Według tego źró­dła na początku 1943 roku zatrzy­mano czter­dzie­ści tysięcy osób za dzia­łal­ność gaul­li­stow­ską i komu­ni­styczną. W lutym 1943 roku wpro­wa­dzono tzw. Obo­wiąz­kową Służbę Pracy (fran­cu­ski skrót – STO). Obej­mo­wała ona męż­czyzn w wieku 18 do 50 lat i kobiety samotne od 21 do 35 roku życia. Postra­chem każ­dej rodziny stało się wezwa­nie do odby­cia STO, z reguły rów­no­znaczne ze skie­ro­wa­niem do pracy w Rze­szy. Od marca 1943 roku trzeba mieć kartę pracy. Poli­cja, także i fran­cu­ska, urzą­dzała łapanki na mło­dych ludzi na uli­cach, w kinach, kawiar­niach i na dwor­cach. Obli­cza się, że w latach 1940–1944 do Nie­miec wysłano około 800 tysięcy Fran­cu­zów…

Smith tak dobrze opa­no­wał mate­riał, który był pod­stawą spo­rzą­dza­nego opra­co­wa­nia, że mógłby cyto­wać go nie­mal z pamięci. Do sek­cji F w SOE skie­ro­wano go z mary­narki wojen­nej. Do nie­dawna jesz­cze peł­nił funk­cję dru­giego ofi­cera na okrę­cie eskor­tu­ją­cym trans­por­towce prze­mie­rza­jące Atlan­tyk. Raz tylko był stor­pe­do­wany, ale na szczę­ście okręt zdo­łał dopły­nąć do Nowego Jorku. Po powro­cie do domu zastał wezwa­nie do dowódz­twa. Gdzieś wyszpe­rali, iż znał dobrze język fran­cu­ski. Zawdzię­czał to swo­jej ciotce, która miała ogromny wpływ na swego brata, ojca Johna, i która wprost zmu­siła chłopca do nauki tego języka. Młody porucz­nik Mary­narki Kró­lew­skiej nie był tchó­rzem, ale mimo wszystko wolał jesz­cze jakiś czas pogrze­bać w papie­rzy­skach, niż wró­cić na pokład. Nie przy­wią­zy­wał zbyt wiele wagi do swej pracy. W jego refe­ra­cie wszy­scy bez prze­rwy coś opra­co­wy­wali i ana­li­zo­wali. Naj­praw­do­po­dob­niej te „arcy­dzieła” tra­fiały jesz­cze do jakiejś super­ko­mórki ana­li­tycz­nej, zanim powę­dro­wały do któ­re­goś z VIP-ów1.

Roz­wa­ża­nia Smi­tha prze­rwało wej­ście postaw­nego, z lekka siwie­ją­cego bru­neta. Non­sza­lancki spo­sób bycia, słabo tłu­miona pew­ność sie­bie wska­zy­wały obser­wa­to­rom, że ów dżen­tel­men miał albo bar­dzo dużo do powie­dze­nia, albo… bar­dzo mało. John znał jego oby­czaje. Z zasady po przyj­ściu pory­wał naj­młod­szą uczest­niczkę przy­ję­cia i ema­blo­wał ją już do końca. Cie­kawe, że jesz­cze żadna z dziew­czyn nie dała mu kosza ani żaden z przy­pi­sa­nych im na ten wie­czór mło­dych ludzi nie sta­wiał kate­go­rycz­nego weta prze­ciwko takim prak­ty­kom. John Smith w ogóle nie miał zamiaru kon­ku­ro­wać z tym pod­ry­wa­czem. Sły­szał głos szefa: „Refe­ru­jesz ab ovo”.

Jesz­cze raz porząd­ko­wał w myślach fakty. Zanim jesz­cze Fran­cja pod­pi­sała rozejm z Niem­cami, w Lon­dy­nie de Gaulle two­rzy 18 czerwca Komi­tet Wol­nej Fran­cji (od 1942 roku: Fran­cji Wal­czą­cej) jako repre­zen­ta­cję narodu fran­cu­skiego, który nie pogo­dził się z klę­ską i posta­no­wił wal­czyć dalej u boku Wiel­kiej Bry­ta­nii. Już od lipca 1940 roku powstają we Fran­cji różne grupy, siatki i tzw. ruchy anty­nie­miec­kie. Część z nich pod­lega Komi­tetowi Wol­nej Fran­cji, część Fran­cu­skiej Par­tii Komu­ni­stycz­nej.

Pierw­szeń­stwo w orga­ni­zo­wa­niu ruchu oporu nale­żało do komu­ni­stów. Naj­pierw utwo­rzyli oni Orga­ni­za­cję Spe­cjal­nej Walki i Bata­liony Mło­dzieży. W 1941 roku z ini­cja­tywy komu­ni­stów powstała pod­ziemna orga­ni­za­cja pod nazwą Wolni Strzelcy i Par­ty­zanci (póź­niej: Wolni Strzelcy i Par­ty­zanci Fran­cu­scy). W poło­wie maja 1941 roku, rów­nież z ini­cja­tywy komu­ni­stów, naro­dził się Front Naro­dowy, który 10 marca 1943 roku powo­łał z kolei Kra­jową Radę Ruchu Oporu. W jej skład weszli przed­sta­wi­ciele wszyst­kich par­tii i grup wystę­pu­ją­cych prze­ciwko oku­pan­towi, choć oczy­wi­ście główną rolę odgry­wali w niej gaul­li­ści (Komi­tet Wol­nej Fran­cji) oraz komu­ni­ści, co musiało wywo­ły­wać kon­tro­wer­sje w łonie fran­cu­skiego ruchu oporu. Było wię­cej niż pewne, że de Gaulle usil­nie stara się pod­po­rząd­ko­wać sobie całe pod­zie­mie we Fran­cji za pośred­nic­twem Kra­jo­wej Rady Ruchu Oporu. Nale­żało zatem pil­nie obser­wo­wać dal­sze jego posu­nię­cia.

De Gaulle w liście do mini­stra spraw zagra­nicz­nych sir Anthony Edena z dnia 22 paź­dzier­nika 1941 roku wyra­ził nie­za­do­wo­le­nie z faktu, iż bry­tyj­skie służby spe­cjalne wer­bują do współ­pracy na tere­nie Fran­cji oby­wa­teli fran­cu­skich bez jego zgody! Na uwagę zasłu­guje adre­so­wany do gaul­li­stow­skiego ruchu oporu doku­ment okre­ślany jako „pro­jekt instruk­cji”, który udało się prze­jąć stro­nie bry­tyj­skiej. Oto jego treść:

„Tery­to­rium Fran­cji liczy 550 tys. km². Woj­ska nie­miec­kie prak­tycz­nie i bez­po­śred­nio oku­pują nie wię­cej niż 150 tys. km². Na 400 tys. km² rzą­dzą przy pomocy agen­tów i funk­cjo­na­riu­szy Vichy. Naszym pierw­szym zada­niem powinno być nie wyrzu­ce­nie Niem­ców z tych 150 tys. km², które oku­pują w pełni, bo to będzie zada­nie dla Ame­ry­ka­nów i Angli­ków, ale roz­cią­gnię­cie naszej kon­troli na tych 400 tys. km²”.

W tej skom­pli­ko­wa­nej moza­ice, jaka wystę­puje na fran­cu­skiej sce­nie poli­tycz­nej, należy zwró­cić uwagę na bar­dzo istotny czyn­nik, który można nazwać feno­me­nem pol­skim. Warto pod­kre­ślić, że w strajku, który 21 maja 1941 roku ogar­nął zagłę­bie gór­ni­cze w pół­noc­nej Fran­cji, wzięło udział wiele tysięcy pol­skich gór­ni­ków i robot­ni­ków. To wła­śnie oni sta­no­wili trzon ude­rze­niowy akcji, która zadała oku­pan­towi cięż­kie straty eko­no­miczne, zaś zakoń­czyła się dopiero w rezul­ta­cie maso­wych aresz­to­wań. W jej wyniku zwięk­szono racje żyw­no­ściowe dla gór­ni­ków.

W tym momen­cie Smith pomy­ślał, że szef z pew­no­ścią skre­śli mu ten frag­ment raportu. Jakby sły­szał jego głos: „To nie nasza sprawa, pol­skie zagad­nie­nia leżą w kom­pe­ten­cjach innej sek­cji i ty dobrze o tym wiesz!”. A potem zapyta o wnio­ski. Te John posta­no­wił zre­fe­ro­wać ust­nie. O ile mógł z pewną dozą praw­do­po­do­bień­stwa liczyć na to, że tym razem raport z grub­sza obroni się przed hura­ga­no­wym ogniem kry­tyki szefa, o tyle co do wnio­sków nie miał żad­nych złu­dzeń. Były one bowiem nader zwię­złe, a szef nade wszystko lubił je skra­cać…

Wnio­ski Johna Smi­tha były rze­czy­wi­ście lapi­darne: na początku 1943 roku Fran­cja wkro­czyła w nowy etap, cha­rak­te­ry­zu­jący się szyb­kim wzro­stem ruchu oporu. Mno­żyły się akty sabo­tażu, dywer­sji, coraz lepiej pra­co­wały siatki wywia­dow­cze, zwięk­szała się liczeb­ność oddzia­łów par­ty­zanc­kich wszę­dzie tam, gdzie tylko pozwa­lały na to warunki natu­ralne. Ruch oporu sta­wał się waż­nym ele­men­tem walki z Niem­cami. Kto wie, czy nie należy zasta­no­wić się nad ewen­tu­al­no­ścią wyko­rzy­sta­nia go na wypa­dek lądo­wa­nia we Fran­cji, co prze­cież musi prę­dzej czy póź­niej nastą­pić…

W centrali

Major Ronald Hazell był w wyjąt­kowo złym humo­rze. Na ten stan skła­dały się różne przy­czyny. Zawsze kiep­sko zno­sił wio­snę, a tę w roku 1943 szcze­gól­nie źle. Pierw­sze dni marca były co prawda pogodne, ale jak zwy­kle o tej porze roku jakby szó­stym zmy­słem wyczu­wał nie­po­koje w przy­ro­dzie. Ma chyba rację dok­tor Richard­son, iż major jest po pro­stu uczu­lony na zmiany pogody. W tej chwili Hazell przy­po­mniał sobie lata pobytu w Gdyni. Tam dopiero sza­lały na jesieni wia­try i sztormy! Na takiej ulicy Świę­to­jań­skiej, a więc pryn­cy­pal­nej, dmu­chało niby na pustyni. Major dobrze zapa­mię­tał kaprysy nad­mor­skiego żywiołu. Zatru­wały mu wtedy życie gwał­towne, i jakże dokucz­liwe, migreny.

Hazell spoj­rzał na zega­rek. Zostało mu jesz­cze sporo czasu, a więc może pójść na dłuż­szy spa­cer. Dziel­nica Mary­le­bone ze swymi osiem­na­sto­wiecz­nymi pla­cami: Caven­dish Squ­are, Port­man Squ­are i Man­che­ster Squ­are, ze swymi ary­sto­kra­tycz­nymi rezy­den­cjami, dziś jesz­cze gosz­czą­cymi na ogół różne urzędy, zawsze zachwy­cała majora. Nie wia­domo dla­czego od pew­nego czasu szcze­gólną przy­jem­ność spra­wiało majo­rowi oglą­da­nie dzieł sztuki. Tuż w pobliżu Port­man Squ­are uro­cza Duke Street wio­dła do Man­che­ster Squ­are, gdzie znaj­duje się słynna Wal­lace Col­lec­tion, jedno z naj­bo­gat­szych muzeów lon­dyń­skich. Co prawda wiele dzieł Rem­brandta, Rubensa, Wat­teau czy Cana­letta wywie­ziono w bez­piecz­niej­sze miej­sce, ale i tak było jesz­cze co oglą­dać. Major znowu poczuł ucisk na samym czubku głowy. I znowu przy­po­mniała mu się Gdy­nia. Przed wojną był makle­rem w tym mie­ście. Szło cał­kiem nie­źle. Rodzice, a szcze­gól­nie ojciec, nie­zbyt jed­nak chęt­nie widzieli przy­szłość syna w han­dlu. Sta­remu marzyła się inna kariera dla Ronalda. Ale to dawne czasy. Obec­nie major Hazell peł­nił w insty­tu­cji, do któ­rej zmie­rzał, bar­dzo odpo­wie­dzialną funk­cję. Pew­nie dla­tego, że znał języki pol­ski i nie­miecki. Powi­nien znać i fran­cu­ski, ale w końcu nie o Fran­cu­zów tu cho­dziło, lecz o Pola­ków.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1.Very impor­tant per­son – bar­dzo ważna osoba (ang.). [wróć]