My rodzice z ADHD. Rozmowy o neuroatypowym rodzicielstwie - Ola Pflumio - ebook
NOWOŚĆ

My rodzice z ADHD. Rozmowy o neuroatypowym rodzicielstwie ebook

Ola Pflumio

2,0

18 osób interesuje się tą książką

Opis

Czujesz, że bardziej niż innych przerasta cię rodzicielstwo?
Wciąż zmagasz się z chaosem i zmęczeniem?
Jesteś osobą neuroatypową i zastanawiasz się, czy sprawdzisz się jako rodzic?

Dorosłe osoby z ADHD opowiadają o swojej diagnozie i jej wpływie na wychowywanie dzieci. Poruszają tematy relacji partnerskich, presji społecznej oraz dziedziczonych schematów. Ich osobiste historie uzupełnia komentarz psycholożki i psychoterapeutki pracującej z dorosłymi osobami z ADHD i ich dziećmi. Dzięki nim lepiej zrozumiesz działanie swojego neuroróżnorodnego mózgu i mechanizmy stojące za codziennymi wyzwaniami.

My rodzice z ADHD to najnowsza książka Oli Pflumio, która tym razem oddaje głos matkom i ojcom posiadającym ADHD. To kilkanaście szczerych rozmów o codzienności, w których miłość przeplata się z impulsywnością, nadmiarem bodźców, trudnościami w organizacji i ogromną wrażliwością.

ADHD u dorosłych – jak z nim żyć, wychowując przy tym dzieci? Poznaj sposoby wspierania siebie w roli rodzica.

Uważam, że rodzicielstwo w ogóle jest bardzo trudne. Nie lubię porównywania, kto ma gorzej, bo każdy niesie swój bagaż doświadczeń i naprawdę nie wiemy, z czym mierzą się inni ludzie. Ale tak, mam poczucie, że rodzicielstwo z ADHD jest wyjątkowo wymagające. Nie dlatego, że inni mają łatwo, a tylko my ciężko, ale dlatego, że nasze mózgi działają inaczej i kiedy nie jesteśmy tego świadomi, to bardzo trudno nam funkcjonować w ogóle.

Aleksandra Radomska, stand-uperka, komiczka, influencerka

Rodzic z ADHD często ma te same trudności co jego pociecha, a w dodatku codzienne czynności znacznie bardziej obciążają jego zasoby. Pod koniec dnia większość takich opiekunów jest wyczerpana emocjonalnie i poznawczo, a najczęściej również przebodźcowana.

Katarzyna Biernat-Stanaszek, certyfikowana coachka ADHD, edukatorka

Chciałabym, żeby osoby czytające naszą rozmowę wiedziały, że bycie neuroatypowym rodzicem neuroatypowego dziecka może być wspaniałym i spełniającym doświadczeniem, przez które nie warto iść samemu. Dlatego ważne jest aktywne szukanie pomocy, bez względu na to, czy jest to współpraca ze specjalistą, czytanie książek i artykułów, słuchanie podcastów, czy budowanie wioski wsparcia.

Karolina Ziegart–Sadowska, psycholożka, certyfikowana terapeutka, biotechnolożka

ADHD to nie tylko trudności, ale też mocne strony, jak choćby to, że dla nas często nie ma rzeczy niemożliwych. U siebie najbardziej widzę to, kiedy bardzo wkręcam się w jakiś temat, bo wiem, że jestem wtedy w stanie robić naprawdę niesamowite rzeczy. Myślę, że dziecko, które obserwuje rodzica o tak dużej determinacji, widzi sprawczość i samo chce podejmować wyzwania, bo wie, że warto.

Jakub Łopusiński, programista

Ola Pflumio – certyfikowana coachka. W podcaście Atypowe rozmawia z gośćmi, którzy w dorosłym życiu otrzymali diagnozę ADHD czy spektrum autyzmu. W ramach coachingu ADHD często pracuje z osobami z podwójną diagnozą. Prywatnie mieszkanka Londynu, pałająca ogromną miłością do tego miasta. Autorka książek My kobiety z ADHD oraz My ludzie w spektrum autyzmu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 225

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
2,0 (1 ocena)
0
0
0
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
haniap87

Z braku laku…

jako bezdzietna lambadziara byłam zainteresoana ksiązką napisaną przez takowoą o rodzicielstwie. niestety to kolejne rozmowy z umęczonymi rorzicami którzy nie spodziewali się że rodzicielstwo jest tak trudne(serio ktoś tego jeszcze nie wie?!). po kilku rozdziałach wspolczulam tym dzieciom oraz nadal nie pojmuje po co ludzie je maja i ryzykują swoje komfortowe życiw w imie jakiejś fantazji o bombelku która nie ma prawa się spełnić
01



Ola Pflumio

MY RODZICE Z ADHD

Rozmowy o neuroatypowym rodzicielstwie

Wstęp

Wstęp do książki jest zazwyczaj pewnego rodzaju obietnicą. Mówi, co, komu i z jakiego miejsca autor będzie opowiadał oraz dlaczego w ogóle ma zamiar to robić. Ja natomiast chcę zacząć od wyznania, w dodatku takiego, które u wielu osób może wywołać co najmniej zdziwienie. Otóż nie jestem matką i nigdy nie chciałam nią być. Nie dlatego, że nie lubię dzieci, ani dlatego, że do tej roli nie dorosłam, a dlatego, że odkąd pamiętam, nie czułam, by była to moja droga. Dziś mam czterdzieści lat i już nie słyszę, że kiedyś na pewno zmienię zdanie, ale jeszcze do niedawna właśnie w ten sposób kończyła się niemal każda rozmowa, w której próbowałam komuś wyjaśniać mój wybór. To między innymi dlatego, ale też przez kody kulturowe i powszechną narrację wokół macierzyństwa, długo nie potrafiłam w pełni zaufać swojej intuicji w tej kwestii. Myślałam, że może faktycznie kiedyś przyjdzie moment, w którym poczuję to, co niektórzy nazywają instynktem macierzyńskim, a co z punktu widzenia nauki jest pragnieniem napędzanym hormonami i społecznymi oczekiwaniami. Tak się jednak nie stało i każdy mijający rok, i każde doświadczenie macierzyństwa obserwowane z boku utwierdzały mnie w decyzji o nieposiadaniu dzieci. Długo nie byłam jednak w stanie wyjaśnić, dlaczego tak czułam, a pytana o powody, tłumaczyłam się brakiem gotowości, nieuchronnością zagłady naszej planety albo egoizmem (choć dziś akurat wydaje mi się to zabawne, biorąc pod uwagę powody, dla których wielu ludzi decyduje się na posiadanie potomstwa).

Dopiero diagnoza ADHD pomogła mi zrozumieć, jak ogromny kawałek tej decyzji był związany z moją neuroatypowością. Nie chciałam być mamą, bo od zawsze podskórnie czułam, że ta rola mogłaby mnie przerosnąć – nie w sensie emocjonalnym, ale w sensie codziennej, nieprzerwanej odpowiedzialności, regulowania cudzych potrzeb kosztem własnych i funkcjonowania w trybie stałej gotowości. ADHD w końcu nadało sens temu, czego wcześniej nie potrafiłam nazwać, a co wydawało się jedynie nieokreślonym oporem.

Obecnie w Polsce żywe dyskusje na temat rodzicielstwa toczą się zarówno prywatnie, jak i w przestrzeni publicznej. Młodzi ludzie coraz częściej mówią głośno o tym, jak trudno jest w ogóle myśleć o posiadaniu dzieci, gdy sytuacja społeczno­-ekonomiczna w kraju temu nie sprzyja. Nadal jednak bardzo mało mówi się o tym, że istnieje grupa ludzi, dla których bycie rodzicem wiąże się z dodatkowymi wyzwaniami – często znacznie mniej widocznymi niż brak własnego mieszkania czy niewystarczająca liczba miejsc w publicznych żłobkach i przedszkolach. Mam oczywiście na myśli rodziców z ADHD.

Jeśli więc, drogi czytelniku, nadal się zastanawiasz, dlaczego jako „bezdzietna lambadziara” w ogóle podjęłam się napisania tej książki, to już spieszę z wyjaśnieniami. Otóż potrzeba ta zrodziła się we mnie z wielogodzinnych rozmów, które prowadzę na co dzień w ramach praktyki coachingowej, w moich przestrzeniach wsparcia i podcastach, ale też z długich, często bardzo osobistych dyskusji z ludźmi z ADHD, którzy zostali rodzicami w świecie wyjątkowo mało im przyjaznym. Od kilku lat staram się szerzyć świadomość w kwestiach związanych z neuroatypowością, a ta książka jest okazją do tego, by opowiedzieć o niej trochę więcej. Chcę, żeby ludzie wiedzieli jedną, bardzo ważną rzecz: rodzice z ADHD mają na starcie trudniej niż ci neurotypowi.

Dla osob neuroatypowych rodzicielstwo stanowi większą trudność, bo większym wyzwaniem jest dla nich wszystko to, czego wymaga bycie dorosłą osobą w późnej fazie kapitalizmu. Kiedy dostęp do funkcji wykonawczych jest ograniczony, to do wypełniania codziennych obowiązków potrzeba więcej zasobów, których przecież nie da się magicznie wyczarować. Tym, co pomaga – poza lekami – jest stworzenie własnych sposobów działania i dobranie odpowiednich narzędzi. Dzięki takiemu „rusztowaniu” łatwiej radzić sobie z trudnościami, ale nie da się ich zupełnie wyeliminować. Pojawienie się dzieci może więc działać jak soczewka, która skupia wszystkie wcześniejsze wyzwania w jednym punkcie, czyniąc je bardziej widoczne i trudniejsze do udźwignięcia.

Zależy mi na tym, żeby rozumieli to zarówno sami zainteresowani, jak i ich otoczenie, bo wiem, że już sama tego świadomość może przynieść coś niezwykle istotnego – odpuszczenie. Dlatego zdecydowałam się zebrać w tej książce dziesięć historii, pokazujących różne strony ADHD­-owego rodzicielstwa. Każda z nich odkrywa inny kawałek tej rzeczywistości, ale wszystkie razem są opowieścią o zderzeniu neuroatypowości ze światem, który premiuje samodyscyplinę, ciągłą dostępność i emocjonalną stabilność i który niezwykle często myli „chcę” z „mogę”. Nie są to wyłącznie opowieści o trudnościach organizacyjnych, braku snu czy przeciążeniu bodźcami, choć te elementy stanowią oczywiście realne wyzwanie dla moich rozmówców. Często wybrzmiewa w nich coś znacznie głębszego: poczucie wstydu i niewystarczalności, które każą wątpić w siebie, nawet gdy miłość do dziecka jest bezdyskusyjna. Dlatego oddaję tu głos osobom, które rzadko mają przestrzeń do mówienia o swoim doświadczeniu bez autocenzury. Dla niektórych z nich jest to na tyle trudne, że zdecydowały się to zrobić pod zmienionymi danymi osobowymi. To ludzie, którzy kochają swoje dzieci ponad życie i jednocześnie zmagali się lub nadal zmagają z myślą, że mogą nie spełniać oczekiwań – cudzych, społecznych, a często także własnych.

Ta książka nie jest poradnikiem. Nie odpowiada na pytanie, jak lepiej wychowywać dzieci ani jak być lepszym rodzicem z ADHD. Nie oferuje prostych rozwiązań ani gotowych recept. To tylko i aż zbiór rozmów – czasem chaotycznych, czasem bolesnych, a czasem pełnych humoru i nadziei – które razem tworzą mapę doświadczeń zwykle spychanych na margines lub redukowanych do prywatnego problemu. Dlatego zapraszam cię, droga osobo czytająca, do spojrzenia na ADHD­-owe rodzicielstwo nie jak na indywidualną trudność do przezwyciężenia, lecz jak na perspektywę, z której doskonale widać pęknięcia świata, w którym żyjemy. Niech to doświadczenie stanie się wreszcie opowieścią dzieloną z innymi.

Jak to ogarnąć? Karolina Ziegart­-Sadowska

Karolina Ziegart­-Sadowska

Psycholożka, certyfikowana terapeutka poznawczo­-behawioralna oraz biotechno­lożka z zamiłowaniem do neurobiologii. Na co dzień pracuje z dziećmi, młodzieżą oraz dorosłymi w nurcie terapii poznawczo­-behawioralnej z rozszerzeniem o podejścia i techniki z tzw. trzeciej fali CBT (ACT, terapia schematów, mindfulness). Prowadzi konsultacje psychologiczne, psychoterapię indywidualną, terapię dzieci i młodzieży, treningi umiejętności społecznych (TUS), konsultacje i warsztaty wychowawcze dla rodziców oraz szkolenia dla profesjonalistów. Jest też współzałożycielką Akademii Różnorodności, czyli miejsca, które przygotowuje profesjonalistów do pracy z osobami z ADHD i w spektrum autyzmu.

Pracujesz na co dzień z bardzo różnymi rodzicami. Niektórzy mają już własne diagnozy i to dzięki nim trafiają do ciebie ze swoimi dziećmi, a czasem jest zupełnie na odwrót. Jakie reakcje obserwujesz najczęściej, gdy rodzic dowiaduje się, że jego dziecko ma ADHD?

Rodzice reagują bardzo różnie. Część z nich przychodzi już z poczuciem, że coś się dzieje – że dziecku jest trudno, pojawiają się wyzwania wychowawcze albo szkoła zgłasza problemy. To grupa rodziców aktywnie poszukujących odpowiedzi i dla nich diagnoza jest często potwierdzeniem, że nie wymyślili sobie tych trudności, ale faktycznie coś jest na rzeczy. Wtedy moment oficjalnego rozpoznania jest pewnego rodzaju obietnicą – skoro już wiemy, z czym mamy do czynienia, to będziemy mogli coś z tym zrobić. Tu z kolei obserwuję bardzo różne wyobrażenie o tym, co dalej. Są rodzice, którym zdarza się podchodzić do tematu w dość zadaniowy sposób. Wydaje im się, że skoro znają przyczynę, to znajdą też lek i wszystko się „naprawi”. Wtedy naszą rolą jako specjalistów jest pomóc takim osobom zrozumieć, że ADHD nie jest chorobą do wyleczenia, tylko sposobem funkcjonowania, z którym trzeba się nauczyć żyć i wiedzieć, jak wspierać nasze dziecko.

Są jednak też tacy rodzice, którzy przychodzą na diagnozę, gdy trudności zauważy ktoś inny. Najczęściej to szkoła lub poradnia pedagogiczno­-psychologiczna. Zdarza się nawet, że placówka odsyła rodziców do nas, stawiając ultimatum, bo nauczycielom trudno się z takim dzieckiem pracuje. Wtedy rodzice początkowo nie bardzo wiedzą, czego się spodziewać. W tej grupie jest też więcej osób, którym trudniej jest przyjąć diagnozę dziecka. Dla nich to nie jest ulga, tylko raczej szok, czasem wręcz pojawia się niezgoda. Uważają, że dziecko jest po prostu „niegrzeczne” i że wystarczy więcej dyscypliny. Często są to osoby, które myślą o ADHD jak o wykreowanej modzie, i wtedy potrzebujemy wykonać dobrą pracę psychoedukacyjną, by pozwolić na oswojenie tematu i umożliwić zbudowanie systemu wsparcia dla dziecka. Jak możesz się domyślić, nie zawsze jest to łatwe, bo dotyczy przekonań samych rodziców.

Rozumiem, że taka postawa może wynikać z braku wiedzy, ale jest to ciekawe, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, jak silny jest w ADHD komponent genetyczny. To oznaczałoby, że są rodzice, którzy wypierają diagnozę swojego dziecka, podczas gdy sami też są neuroatypowi. Jak często w twojej pracy diagnoza dziecka prowadzi do tego, że rodzic zaczyna rozumieć również siebie?

To bardzo częsty wątek. Rzeczywiście jest tak, że rodzice widzą pewne podobieństwa objawów dziecka do własnych doświadczeń, tych obecnych lub w przeszłości. Część z nich będzie chciała lepiej poznać temat w kontekście siebie, ale zdarza się, że z różnych względów nie chcą tego zgłębiać. Powodem bywa brak czasu lub środków na własny proces diagnostyczny albo przekonanie, że oficjalne rozpoznanie i tak niczego nie zmieni. Musimy też pamiętać, że mimo iż genetyka odgrywa w ADHD ogromną rolę, to nie jest to „proste” dziedziczenie. A zatem nawet jeśli mamy zdiagnozowane dziecko, to nie musi oznaczać, że neuroatypowy jest też rodzic, choć zazwyczaj rzeczywiście ADHD lub spektrum autyzmu będzie mieć ktoś jeszcze w rodzinie. Część tych cech może być obecna także w nasileniu subklinicznym – nie osiągają one progu rozpoznania, jednak nadal mogą w różnym stopniu oddziaływać na funkcjonowanie w codziennym życiu. Natomiast już samo zauważenie podobieństw w doświadczeniu jest dużym krokiem i to się często dzieje w trakcie wywiadu rozwojowego dziecka. Pytam wtedy o różne zachowania i często słyszę od rodzica: „Ojej, ja miałam tak samo”, albo: „Ja go rozumiem, bo byłem taki jak on”. To moment refleksji, czasem bardzo emocjonalny, bo kiedy rodzic zaczyna widzieć w dziecku własne trudności, to mogą pojawić się wspomnienia z okresu dzieciństwa i okresu młodzieńczego, nierzadko trudne i bolesne. Często jest to doświadczenie dzieciństwa, kiedy nikt nie rozumiał, czym jest ADHD, i gdy mówiło się po prostu, że ktoś jest leniwy, roztrzepany albo niegrzeczny. Rodzice przypominają sobie wtedy różne sytuacje, w których słyszeli, że mają się przestać wiercić, albo uświadamiają sobie, że sami byli zawstydzani z powodu swoich trudności. Wiele z tego, z czym zmagają się ich dzieci, okazuje się też częścią ich historii, z tą różnicą, że kiedy oni dorastali, nikt tego nie nazwał i nikt nie potrafił udzielić wsparcia. To może wywoływać nie tylko współczucie dla dziecka, ale też pewien rodzaj żalu w stosunku do siebie z przeszłości i bywa naprawdę przełomowe.

Jak w takim razie wygląda sytuacja z rodzicami, którzy sami mają diagnozę i otrzymali ją jeszcze przed dzieckiem? Domyślam się, że takich spotykasz coraz częściej z uwagi na to, jak rośnie świadomość neuroatypowości?

Tak, zdecydowanie. Są też tacy, którzy od dawna podejrzewali u siebie ADHD i kiedy zaczynają je widzieć u dziecka, wykonują pierwsze kroki także w kierunku własnej diagnozy. Tacy rodzice mogą mieć większą czujność, szybciej zauważać, że ich dzieci funkcjonują podobnie i dzięki temu znacznie szybciej reagować. Wiedzą, z jakimi wyzwaniami ADHD może się wiązać, na co należy zwracać uwagę i czego szukać. To ogromny zasób – dla dziecka, które dorasta z poczuciem, że rodzic stara się je zrozumieć, ale też dla rodzica, który może wykorzystać swoje doświadczenie, by wspierać dziecko. Im wcześniej pojawi się zrozumienie i pomoc, tym łatwiej o dobrostan całej rodziny. Dlatego diagnoza dorosłego nierzadko staje się impulsem do zbadania dziecka, a diagnoza dziecka – do przyjrzenia się sobie. To dwukierunkowy proces, w którym rodzina poznaje się na nowo. Choć oczywiście zdarza mi się pracować z rodzicami, którym bardzo trudno jest dostrzec i zaakceptować cechy ADHD u swoich dzieci, mimo że mają świadomość własnej neuroatypowości. Należy bowiem pamiętać, że moment, w którym rodzic otrzymuje rozpoznanie diagnostyczne dziecka, niejednokrotnie wymaga przebudowania wyobrażeń na jego temat, co może być dużym wyzwaniem. Jako rodzice nosimy czasami przekonanie, że nasze oczekiwania względem dziecka działają na jego korzyść, motywują do rozwoju i nauki: chcemy przecież, żeby nasze dzieci były mądre, żeby sobie radziły, żeby były w czymś dobre i żeby żyło im się łatwiej niż nam. Dlatego kiedy nagle słyszymy, że nasze dziecko może funkcjonować w inny sposób, mieć inne zasoby, nie wpisywać się w typowy schemat rozwoju i oczekiwań, to niezgoda wydaje się naturalną reakcją. Bo jak to – odpuścić coś, co miało dać temu młodemu człowiekowi szczęście? A czasami to właśnie odpuszczenie i przeformułowanie oczekiwań staje się początkiem prawdziwego wsparcia.

Właśnie, bo to, o czym mówisz, dotyczy chyba lęku przed utratą pewnej wizji – że jak dziecko ma ADHD, to już nigdy nie będzie „normalnie”. To zresztą jest równie trudne, kiedy dotyczy nas samych. Jeśli chcemy sobie lepiej radzić po własnej diagnozie, to musimy w pierwszej kolejności zaakceptować to, że nigdy nie będziemy tacy, jacy od zawsze staraliśmy się być – że nie będziemy idealnie planować, sprzątać i o wszystkim pamię­tać. Musimy odpuścić tę wizję siebie, która nigdy nie była realistycz­na. Domyślam się więc, że sytuacja dodatkowo się kompli­kuje, kiedy dotyczy to naszego dziecka?

Tak, bo musimy pamiętać, że układ nerwowy małego człowieka dopiero się kształtuje i jest niezwykle czuły na wszelkie negatywne sygnały płynące ze strony opiekunów. Jesteśmy ewolucyjnie i biologicznie ukształtowani, żeby dbać o to, aby nasze „stado”, czyli rodzina i bliscy, nas nie odrzuciło, bo to warunkuje przetrwanie. Dzieci nieustannie więc przeglądają się w swoich rodzicach i sprawdzają, czy są wystarczająco dobre. Jeśli zatem mama lub tata mają pewne wyobrażenie dotyczące tego, jakie ich dziecko powinno być, to taki młody człowiek będzie bardzo szybko od­bierać nawet najdrobniejsze sygnały świadczące o tym, że może nie spełniać oczekiwań.

Dlatego należy do tego procesu podchodzić bardzo delikatnie. Wielu rodziców może myśleć: „Jeśli moje dziecko ma ADHD, to znaczy, że już zawsze będzie miało trudniej”, a taki sposób patrzenia na sprawę odbiera sprawczość i otwartość na różne ścieżki rozwoju. Dziecko z ADHD wnosi do rodziny kreatywność, humor, aktywność, energię, ale to wymaga od rodzica elastyczności i dużej umiejętności zarządzania sobą i własnymi emocjami. Myślę, że w dzisiejszych czasach jest to podwójnie trudne, bo wychowanie dzieci stało się pewnego rodzaju projektem. Mamy książki, webinary oraz checklisty i często zapominamy, że to nie jest konkurs na najlepiej ułożoną pociechę. W takim świecie diagnoza bywa zderzeniem z rzeczywistością, bo okazuje się, że nasza wizja dziecka odstaje od tej rzeczywistości. Warto wtedy spojrzeć na to inaczej: możliwe, że moje dziecko nie jest i nie będzie takie, jak w poradniku, ale jak najbardziej może być szczęśliwe, może realizować swoje pasje i rozwijać zdolności po swojemu, na własnych warunkach. To jest moment, w którym rodzic może zacząć się uczyć tego, że jego zadaniem nie jest naprawianie, tylko bycie wspierającym przewodnikiem, i że akceptacja to nie rezygnacja, tylko miłość, która nie stawia warunków, a jednocześnie dba o rozwój.

To piękne, co mówisz, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak wiele osób może przychodzić do ciebie z oczekiwaniem, że „naprawisz” ich dziecko, nie rozumiejąc, że tak to nie działa. Wiem, jak wiele osób po własnej diagnozie ma nadzieję, że dzięki lekom czy terapii zacznie w końcu funkcjonować „normalnie”, naturalne jest więc, że mogą oczekiwać podobnych efektów w przypadku swoich pociech.

Tak, i ja tych rodziców doskonale rozumiem. Oni widzą, że ich dzieci cierpią, bo jest im trudno w szkole, w domu czy na zajęciach dodatkowych i chcą im pomóc najlepiej, jak potrafią, dlatego mówią: „Pani Karolino, proszę coś z tym zrobić”. Wtedy naszą rolą jest pokazać, że ADHD nie jest problemem do usunięcia, tylko rzeczywistością do zrozumienia. Że nie chodzi o wyleczenie, tylko o wspieranie funkcjonowania, zarówno dziecka, jak i całej rodziny, a to wymaga czasu, cierpliwości i przede wszystkim zmiany sposobu myślenia o tym, co to znaczy „normalnie”.

Myślę, że może to być podwójnie trudne dla neuroatypowych rodziców, którzy stoją przed szczególnym wyzwaniem. Nie dość, że muszą w wielu obszarach kompensować własne trudności, to jeszcze należy zadbać o dziecko, które może wymagać większego wsparcia.

Myślę, że warto powiedzieć to głośno: neuroatypowi rodzice, zwłaszcza tacy, którzy wychowują dzieci z ADHD, doświadczają często zdecydowanie większych trudności rodzicielskich. Nie ma w tym nic wstydliwego i nie jest to ani narzekanie, ani szukanie wymówek – to po prostu inna skala wysiłku emocjonalnego, poznawczego i organizacyjnego. Badania1 wskazują, że rodzice – niezależnie od neurotypu – wychowujący neuroatypowe dzieci mają większe ryzyko wypalenia rodzicielskiego, depresji i zaburzeń lękowych. Absolutnie nie dlatego, że coś jest z nimi nie tak, a dlatego, że funkcjonują w chronicznym napięciu. Każdy dzień wymaga od nich więcej – więcej uważności, planowania, reagowania, tłumaczenia i regulowania emocji. A kiedy do tego dochodzi neuroatypowość rodzica, to robi się podwójnie trudno, bo trzeba jednocześnie dbać o wspieranie dziecka i samego siebie. Warto też podkreślić, że samo leczenie objawów ADHD u rodzica – choć może poprawić koncentrację i zmniejszyć impulsywność – nie przekłada się automatycznie na lepszą jakość rodzicielstwa ani na poprawę funkcjonowania dziecka. Leki nie uczą reagowania „na chłodno”, budowania codziennych rutyn ani elastycznego radzenia sobie ze stresem i konfliktem – a to właśnie te kompetencje są kluczowe w codziennym życiu rodziny. Wciąż więc potrzebujemy konkretnej pracy nad strategiami i umiejętnościami rodzicielskimi. Co ciekawe, badania2 wskazują też na inną, wydawać się może paradoksalną, zależność: rodzice, którzy deklarowali najmniejsze zapotrzebowanie na informacje i wsparcie dotyczące ADHD u swojego dziecka, sami przejawiali najwyższy poziom objawów depresyjnych. Jednocześnie to właśnie ich dzieci doświadczały najpoważniejszych trudności w zakresie zdrowia psychicznego.

Porozmawiajmy więc o tym, co się dzieje, kiedy już kurz diag­nozy dziecka i własnej opadnie i zaczyna się codzienność. W jakich obszarach to ADHD­-owe rodzicielstwo jest trudniejsze?

Już sam moment pojawienia się dziecka w rodzinie wiąże się często z eskalacją różnego rodzaju trudności związanych z ADHD. Kobiety doświadczają tego w znacznie większym stopniu. Ciąża, poród, karmienie, deprywacja snu – to wszystko wpływa na gospodarkę hormonalną i funkcje wykonawcze matki. Wiele kobiet, które nie wiedziały wcześniej, że mają ADHD, zaczyna to zauważać właśnie po urodzeniu dziecka. Nagle dostrzegają, że nie są w stanie zapamiętywać istotnych informacji, zorganizować dnia, że wiele rzeczy je „przerasta”. Dziecko natomiast wymaga pewnego poziomu regularności, organizacji i planowania. Trzeba przecież pamiętać o tym, żeby kupić pieluchy, zanim się skończą, należy po­myśleć o wizycie u lekarza i o szczepieniach, a w między­czasie ugotować obiad. Do tego dochodzi też społeczna presja bycia „dobrą matką/dobrym ojcem”. Czyli nie tylko mam ogarniać, ale jeszcze uśmiechać się, gotować, piec torty i robić piniaty na urodziny. Dla osoby z ADHD (choć zapewne nie tylko) to brzmi jak scenariusz horroru i nic dziwnego, że pojawia się poczucie porażki. Wielu rodzicom trudno jest oprzeć się wrażeniu, że wszyscy dookoła robią te rzeczy z łatwością, podczas gdy oni ledwo wyrabiają na zakrętach. Mogą nie rozumieć, że to nie kwestia charakteru albo starania się, tylko tego, że ich układ nerwowy działa inaczej oraz potrzebuje więcej regeneracji. I znowu, to nie mówi o tym, że oni sobie nie radzą, a o tym, że próbują sobie poradzić w warunkach zupełnie do nich niedostosowanych.

Neuroatypowi rodzice często zgłaszają też trudności związane z sensoryką. Osoby z ADHD znacznie częściej mają w tym zakresie nadwrażliwości, a dziecko w naturalny sposób wiąże się z większą ilością bodźców. Kiedy zaś dodatkowo trafia nam się mały człowiek, który dużo płacze lub po prostu jest głośniejszy, to bez zadbania o własny dobrostan może nam być niezwykle trudno. Narodziny dziecka to niejednokrotnie również moment, w którym mogą się pojawić objawy depresyjne i lękowe lub po prostu przekonanie, że rodzicielstwo wykracza poza skalę naszych możliwości. W dodatku często kobiety, które wcześniej przyjmowały leki na ADHD, odstawiają je na czas ciąży i karmienia, co nie ułatwia im zadania. Na szczęście dziś zalecenia coraz częściej zmierzają do tego, aby dokładnie ważyć zyski i straty, bo wiemy, że odstawienie leków oraz eskalacja objawów w pełnym wymiarze niesie również ogromne ryzyko dla systemu rodzinnego.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Przypisy

1 Craig F., Operto F.F., De Giacomo A., Margari L., Frolli A., Conson M., Ivagnes S., Monaco M., Margari F., Parenting stress among parents of children with Neurodevelopmental Disorders. „Psychiatry Res.” 2016 Aug 30;242:121–129, https://dzieckokrzywdzone.fdds.pl/index.php/DK/article/viewFile/512/379, dostęp 18 marca 2026; Izdebska A., Lewandowska K., Czynniki ryzyka krzywdzenia dzieci, „Dziecko krzywdzone. Teoria, badania, praktyka” 2012, t. 11, nr 3, s. 77–96, https://dzieckokrzywdzone.fdds.pl/index.php/DK/article/view/512, dostęp 18 marca 2026; Robinson L.R., Bitsko R.H., O’Masta B., Holbrook J.R., Ko J., Barry C.M., Maher B., Cerles A., Saadeh K., MacMillan L., Mahmooth Z., Bloomfield J., Rush M., Kaminski J.W., A systematic review and meta­-analysis of parental depression, antidepressant usage, antisocial personality disorder, and stress and anxiety as risk factors for attention­-deficit/hyperactivity dis­order (ADHD) in children, „Prevention Science” 2024, t. 25 (Suppl. 2), s. 272–290, https://doi.org/10.1007/s11121-022-01383-3, dostęp 18 marca 2026.
2 Z wykładu Unguided parent mediated self­-help interventions for childhood ADHD with or without medication – David Daley, United Kingdom podczas ADHD World Federation Congress 2025 w Pradze.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Wstęp

Jak to ogarnąć? Karolina Ziegart­-Sadowska

Przypisy

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

© Wydawnictwo WAM, 2026

© Ola Pflumio, 2026

Opieka redakcyjna: Agnieszka Mazur

Redakcja: Klaudia Bień

Korekta: Urszula Kosobudzka, Sylwia Kajdana

Projekt okładki: Marcin Jakubionek

Skład i łamanie: Karolina Korbut

Pamiętaj! Książka to bardzo ważne wsparcie, ale nie zastąpi terapii czy pomocy specjalisty.

ISBN 978-83-277-4988-8

MANDO

ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków

tel. 12 62 93 200

mando.pl

DZIAŁ HANDLOWY

tel. 12 62 93 254-255

e-mail: [email protected]

KSIĘGARNIA WYSYŁKOWA

tel. 12 629 32 70

e-mail: [email protected]

Opracowanie ebooka: Katarzyna Błaszczyk