19,99 zł
Przystępna, wciągająca opowieść o mumiach i ich kulturowym i historycznym znaczeniu. Gdy wydawało się, że wiemy o nich już wszystko, autor przytacza mało znane fakty, anegdoty i historie, które udowadniają, jak jeszcze wiele mamy w tej dziedzinie do odkrycia.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 553
Jarosław Molenda
Saga
Mumie. Fenomen kultur
Zdjęcie na okładce: Shutterstock
Copyright © 2006, 2021 Jarosław Molenda i SAGA Egmont
Wszystkie prawa zastrzeżone
ISBN: 9788726832525
1. Wydanie w formie e-booka
Format: EPUB 3.0
Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.
www.sagaegmont.com
SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont
Mojej córce – Karolinie
Autor pragnie podziękować osobom,
które przyczyniły się do powstania niniejszej książki:
Grzegorzowi Kapli za udostępnienie zdjęcia na IV stronę okładki,
Tomaszowi Karlińskiemu i Wojtkowi Klimkowi za pomoc przy kompletowaniu materiałów,
Marcie Łukaszczyk i Leszkowi Płonce za konsultację językową,
Arkowi Wingertowi za ponad ćwierć wieku tolerancji,
Rodzicom za nieustające wsparcie.
Egipt
W Muzeum, Egipską Mumię
Widziałem niegdyś w młodości.
Dziś, tonącemu w zadumie,
Spojrzała z głębi Przeszłości,
Jak Duch, co myśli, słyszy i rozumie.
Piotr Odmieniec Włast, Mumia
Mumiomania
Od niepamiętnych czasów ludzie żyjący w różnych częściach świata oddawali cześć zmarłym. Do dzisiaj zadziwia i wywołuje zdumienie różnorodność form, jakie ten kult przybierał. Grzebali ich w grobach i grobowcach, w kurhanach i piramidach. Palili na stosach, przechowując potem prochy w urnach albo rozsypując je na wietrze lub nad wodą. Zwłoki ludzkie często też pozostawiano na żer padlinożercom, a i przypadki endokanibalizmu wcale nie należały do rzadkości.
Wszystkie mumie, bez względu na to, czy powstały w wyniku celowej działalności człowieka, czy też działania sił natury, łączy fakt przerwania naturalnego procesu rozkładu ciała. Jeżeli bowiem po biologicznej śmierci człowieka nie zostaną odpowiednio szybko podjęte właściwe czynności, to skóra zmarłego stanie się najpierw zielona, następnie fioletowa, aż wreszcie czarna. Zwłoki ludzkie zamieniają się w istny mini-kombinat chemiczny, wytwarzający gazy i ciecze, co sprawia, że ciało po śmierci może zwiększyć swoją objętość nawet dwu- lub trzykrotnie.
Istnieją dwa rodzaje czynników powodujących rozkład tkanek: jedne znajdujące się jeszcze za życia organizmu w jego wnętrzu, drugie – w otaczającym go środowisku. Pierwsze uwalniają się na skutek biologicznej śmierci człowieka, po której następuje ich szybki rozwój, zależny jedynie od dostępu do substancji odżywczych i tlenu. Mowa tu o florze trawiennej (Escherichia Coli, Bacillus, Megatherium, Lactobacillaceae, Proteus, Klebsiella, Pseudomonas, Streptococcus, Enterococcus), płucnej (Staphylococcus [biały], Pseudomonas, Klebsiella Pneumoniae) oraz o florze układu płciowego, a u kobiet szczególnie o florze pochwy (Clostridium Ghoni).
Pośród powyższych przeważa szczególnie aktywna i żywotna flora beztlenowa, jednak gdy ciało nie zostanie pogrzebane lub gdy w grobie znajdzie się szczelina umożliwiająca działanie wód infiltracyjnych, do akcji wkracza także flora tlenowa. Za gnicie, a następnie mineralizację składników organicznych, są odpowiedzialne przede wszystkim bakterie z rzędu Clostridiales oraz enzymy .
Specyficznym rodzajem rozkładu jest hydroliza. Proces taki w przypadku zwłok rozpoczyna się od powstania na ciele szarawej warstwy tłuszczu, który później na skutek procesu chemicznego przechodzi w stan stały i staje się tak zwanym wosko-tłuszczem. Ta „mydłowatość” ciała to efekt reakcji tłuszczu ludzkiego z glebą bogatą w alkalia , wodę i bakterie. Zjawisko to jest spotykane w grobach zbiorowych, jeżeli nagromadzone ciała zalegają w wilgotnym gruncie. Przykładem mogą być mogiły polskich oficerów zamordowanych w Katyniu lub paryski Cmentarz Niewiniątek. Ten ostatni, złowieszczo nazywany „mięsożercą”, mógł „pochłonąć” ciało nawet w ciągu 24 godzin. XV-wieczni paryscy testatorzy, którzy nie mogli zostać tam pogrzebani, prosili, aby chociaż garść ziemi z tego cmentarza mogła się znaleźć w ich trumnie .
Mineralizacja stanowi końcową fazę procesu tanatomorfozy, po którym pozostają już tylko ludzkie szczątki, czyli stałe i pozbawione życia organicznego elementy ciała: kości, wiązadła, zęby czy włosy. Jeśli zahamuje się działanie bakterii, istnieją możliwości zapobieżenia procesowi naturalnego rozkładu. Odnosi się to na przykład do ciał topielców pozostających pod powierzchnią wód lub bagien (torfowisk) czy ciał ludzi zmarłych w wyniku zamarznięcia, znajdowanych na dużych wysokościach lub w lodzie. Także proces naturalnego wysuszenia sprawia, że ciało zachowuje wszystkie włosy i część tkanek, a pergaminowa skóra pozostaje rozpięta na kostnej podporze. Z fenomenem tym mamy do czynienia w tych miejscach globu, w których zazwyczaj występują wysokie temperatury, niemal nieustanna susza oraz duża cyrkulacja powietrza. Przykładem mogą być pustynie Egiptu, Chile lub Chin.
Wiara w nieśmiertelność ciała po śmierci była obecna w umysłach i zapładniała wyobraźnię wielu archaicznych i starożytnych społeczności. Wszystkie bez wyjątku cywilizacje przykładały wielką wagę do konserwacji ciał zmarłych lub ich pozostałości w formie mumii, relikwii, prochów lub kości. Społeczności ludzkie, w zależności od swych technicznych możliwości oraz rytualnych nakazów, starały się zapewnić zmarłym mniej lub bardziej skuteczną ochronę przed procesem naturalnego rozkładu.
Starożytne kultury, które dążyły do trwałego zachowania ciał nieboszczyków, odkryły sposób na przerwanie – zdawałoby się – niepowstrzymanego łańcucha rozkładu biologicznego. Było nim wyeliminowanie czynnika wywołującego fermentację, czyli enzymów. Można to osiągnąć stosując dwie podstawowe metody. Pierwsza to pozbawienie enzymów wody, która jest im niezbędna do ciągłego wywoływania reakcji chemicznych. Druga polega na zniszczeniu konkretnego środowiska chemicznego, które umożliwia enzymom egzystencję.
Pomimo że nasi przodkowie nie wiedzieli o istnieniu enzymów, posiedli oni umiejętność długotrwałego przechowywania żywności, w tym mięsa zwierząt i ryb. Myśliwi usuwali z ubitej zwierzyny wnętrzności, rybacy patroszyli ryby – dzięki czemu powstrzymywali rozwój enzymów we florze jelit. Ci ostatni wiedzieli również, że chcąc dłużej przechować połów, muszą wysuszyć lub nasolić tusze rybne. Tym sposobem doprowadzali do dezaktywacji enzymów.
Przypadki intencjonalnej mumifikacji znajdujemy już u zarania dziejów ludzkości. Potrzeba pokonania doczesnej śmierci osiągnęła największe rozmiary, docierając niemal do granic absurdu, w starożytnym Egipcie. Choć upływ czasu coraz bardziej unaoczniał daremność działań związanych ze spełnieniem tego pragnienia, nie powstrzymywało to kolejnych pokoleń Egipcjan od jej kultywowania, mimo że kosztowne wyposażenie grobowców raczej padało łupem grabieżców, niż.pełniło funkcje pierwotnie przeznaczone im przez chowających.
Egipcjan cechowała wyjątkowa, wręcz obsesyjna gorliwość, z jaką troszczyli się o żywot pozagrobowy – nieporównanie bardziej niż o doczesny. Szacuje się, że w ciągu od 3 do 4 tysięcy lat w Egipcie poddano mumifikacji ponad 500 milionów ciał! Balsamowano nawet nienarodzone dzieci. Niekiedy mumifikowano i chowano również łożysko królowej-matki, traktując je jak „brata-bliźniaka”, który narodził się martwy. Podaną liczbę należy ponadto powiększyć o wiele milionów zmumifikowanych zwierząt, a nawet jaj ibisów i krokodyli!
Nie oznacza to, że lud nad Nilem uległ swoistej fascynacji zjawiskiem śmierci. Wręcz przeciwnie, Egipcjanie kochali życie do tego stopnia, że pragnęli, aby trwało również po śmierci ich doczesnej formy. Już pater historiae – Herodot , który w V wieku p.n.e. przebywał w Egipcie, napisał o tamtejszym społeczeństwie, że: „[. . .] zawiera bardzo wiele osobliwości” oraz że: „[...] mają też Egipcjanie zwyczaje i obyczaje prawie pod każdym względem przeciwne, aniżeli wszystkie inne ludy” .
Fascynacji Egiptem ulegli także inni starożytni podróżnicy, niejednokrotnie zszokowani faktem, że jego mieszkańcy starają się zachować ciała zmarłych takie, jakimi były za życia. Przez stulecia tereny Egiptu stanowiły tygiel, w którym mieszały się rozmaite kultury i wyznania. Trafne spostrzeżenie na ten temat poczyniła odwiedzająca Egipt Lady Duff-Gordon: „Ten kraj jest palimpsestem , Biblię napisano tu bowiem na Herodocie, a na nim z kolei powstał Koran”.
Najwcześniejsze zainteresowanie badaczy mumii, i nie tylko ich, wzbudzał nie wiek, lecz domniemane właściwości lecznicze zmumifikowanych ciał. Nieporozumienie powstało w wyniku podobieństwa czarnego koloru żywic stosowanych przez starożytnych Egipcjan do preparacji zwłok i pewnej pozyskiwanej w okolicy Morza Martwego, mającej uzdrawiającą moc substancji, którą Arabowie nazywali mummija. Był to bitumin – lepka ropopochodna ciecz, powstająca z połączenia ropy z innymi minerałami (bitumin, który stwardniał w procesie wietrzenia ropy naftowej to naturalny asfalt).
Sławny arabski lekarz Ibn Betâr (zmarły w 646 roku n.e.) – cytując Dioskoridesa, greckiego lekarza i farmaceutę, który żył w latach 40–90 n.e. – twierdził, że bitumin pochodzi z kraju o nazwie Apollonia, wypływa z wodą z „błyszczących gór” i niesiony przez wodę osadza się na brzegach, gdzie gęstnieje i twardnieje, wydzielając przy tym woń smoły. Dalej Ibn Betâr wyjaśnia, że Grecy nazywali tę substancję πιττασϕαλτοσ(pittasfaltos). Terminem tym określano skuteczny na niektóre dolegliwości specyfik wytwarzany z judajskiego bituminu pozyskiwanego z Jeziora Asfaltowego .
Persowie cenili bitumin za jego właściwości lecznicze bardziej nawet niż złoto, przez co mógł on służyć wyłącznie panującemu. Tradycja ta przetrwała aż do XIX wieku, co poświadcza fakt posłania tego specyfiku przez szacha perskiego w darze angielskiej królowej Wiktorii. Awicenna (Ibn Sina, żyjący w latach 980–1037 n.e.), sławny perski lekarz i uczony, wyszczególnia nawet przypadłości, które leczono bituminem: wrzody, wysypki, złamania, wstrząsy, paraliże, epilepsje, zawroty głowy, plucie krwią, bóle gardła, kaszel, mdłości, zatrucia oraz inne zaburzenia funkcjonowania żołądka i śledziony. Zalecano go nawet na impotencję.
Dwunastowieczny arabski pisarz Abd el-Latif odnotował, że mummija wypływający z Góry Mumii (Kieh Mummaiy), znajdującej się w Derabgerd w Persji, zmieszany z wodą wydziela woń działającą leczniczo już przy wdychaniu, a jeszcze skuteczniejszy bywa po zażyciu doustnie. Medykament ten cieszył się wielkim wzięciem u frankijskich uczestników krucjat. W Palestynie europejscy rycerze na własnej skórze doświadczyli działania bituminu, który żydowscy lekarze nakładali im na rany. Lek gojący rany cięte i przyspieszający zrastanie kości cieszył się coraz większą popularnością, więc kiedy krzyżowcy powracali w rodzinne strony, przywozili ze sobą nie tylko orientalne przyprawy, lecz także ufność w lecznicze właściwości mummiji.
Nic zatem dziwnego, że słynący z erudycji niejaki Gerard z Cremony (zmarły w 1187 roku n.e.), po przeczytaniu klasycznych i arabskich zapisków, wysnuł wniosek, że mumia odnosi się do „substancji pochodzącej z kraju, gdzie ciała traktowane są aloesem, z którym mieszają się płyny zmarłego, przekształcając się w coś podobnego do okrętowej smoły”. Przez długi czas nikt nie zweryfikował tego błędnego poglądu, szczególnie że niewielu było wówczas tłumaczy z języka arabskiego posiadających odpowiednią znajomość problemu. Stąd fałszywe mniemanie, że „mumia znaleziona w grobowcach egipskich bardzo mało różni się od naturalnego bituminu” na długo utrwaliło się w umysłach ludzi Zachodu .
Ponoć jako pierwszy do celów medycznych wykorzystał mumie arabsko– żydowski lekarz z Aleksandrii, El-Magar. Zainteresowanie mumiami stało się zarazem początkiem handlu nimi – do tego stopnia, że na początku XIV wieku był to bardzo lukratywny interes. Według zapisków pewnego, kupca florenckiego mumia znajdowała się wśród 288 przypraw i innych artykułów regularnie importowanych do Europy. Po zmieleniu zabalsamowanego ciała mieszano je z ziołami: majerankiem, tymiankiem lub czarnym bzem. Mumie również gotowano, a wytopiony w ten sposób tłuszcz zbierano i używano jako maść na stłuczenia. Król Francji Franciszek I Walezjusz (mecenas Leonarda da Vinci), jeden z najświatlejszych monarszych umysłów przełomu XV i XVI wieku, nigdzie nie wyruszał bez woreczka z mieszaniną sproszkowanej mumii i rabarbaru, służącą jako specyfik na stłuczenia lub inne mechaniczne obrażenia. Sproszkowaną mumię zażywała także królowa angielska Elżbieta I.
Mumia stała się w Europie tak poszukiwanym lekiem, że André Thévet, kapelan Katarzyny Medycejskiej (notabene synowej Franciszka I), nie zawahał się dla zdobycia zabalsamowanego ciała splądrować w 1549 roku nekropolię w Sakkarze. Francis Bacon (żyjący w latach 1561–1626), również uznający właściwości lecznicze mumii, napisał, że ma ona wielką moc tamowania krwi. Poza przydatnością w leczeniu różnych chorób, rekomendowano ją także jako... przynętę na ryby!
W 1586 roku przedstawiciel Kompanii Tureckiej Sir John Sanderson po przybyciu do Egiptu natychmiast wyruszył ku piramidom oraz starożytnym nekropoliom. Po przybyciu na miejsce jego oczom ukazały się piaszczyste wydmy pokryte plątaniną kości i bandaży. Przybysz odkrył tam grobowiec, do którego opuścił się na linie, i w wielkim podnieceniu rozpoczął swe „badania”: „Odrywałem części ciał, aby zobaczyć, jak stają się medykamentem” – napisał potem – „[. . .] zabrałem do domu niejedną głowę, rękę, ramię i stopę” .
Po przekupieniu celników załadował „towar” na statek płynący do Anglii. Przed wyruszeniem Wielkiej Armady zdążył dostarczyć na Wyspy aż 600 funtów proszku z mumii, który z wielkim zyskiem sprzedał, a londyński Taryfikator Urzędu Celnego z 1583 roku zawiera notowania wartości mumii w funtach. Popyt nieustannie wzrastał, toteż mumie osiągnęły taką cenę, że prościej i taniej było je fabrykować, niż zdobywać. Efektem tego było powstanie i masowe rozpowszechnienie się procederu wytwarzania podróbek mumii.
W 1564 roku francuski fizyk i lekarz króla Nawarry – Henryka, Guy de la Fontaine, wyruszył do Aleksandrii, gdzie miał nadzieję nabyć większą ilość zabalsamowanych ciał. Miasto to było wówczas centrum handlowym Egiptu. W największym sklepie pokazano mu stos mumii. Ilość i jakość zabalsamowanych ciał, a przede wszystkim ich woń, wzbudziły podejrzenia Francuza. Zaczął szczegółowo wypytywać handlarza, głośno wyrażając zdumienie, że tak wiele ciał znajduje się w jednym miejscu. Sprzedawca zapewnił go wówczas, że są to bardzo „świeże” mumie – żadna nie miała więcej niż 4 lata.
Inni podróżnicy z tamtego okresu przekazywali jeszcze bardziej wstrząsające plotki na temat praktyk fałszerzy. Oskarżali oni etiopskich medyków, że do produkowania mumii wykorzystują ciała mordowanych w tym celu ludzi! „Biorą schwytanego Maura o najlepszym wyglądzie” – odnotował pewien zakonnik – „następnie po długiej diecie oraz kuracji, odcinają w czasie snu jego głowę, nacinają ciało w wielu miejscach, aby włożyć w nie najlepsze zioła, po czym owijają je sianem. Po zagrzebaniu trupa w wilgotnym gruncie, odczekawszy jakiś czas, wykopują ofiarę i wieszają na słońcu, dzięki czemu ciało rozkłada się i puszcza substancję, podobną do czystego balsamu, który to likwor osiąga wielką cenę” .
W fałszowaniu mumii ponoć wyspecjalizowali się handlarze-Żydzi. Otóż skupowali oni ciała straconych przestępców albo osób zmarłych w szpitalach – zarówno chrześcijan, jak i wyznawców innych religii – korpus i kończyny smarowali smołą, następnie ciasno je wiązali i na kilka lat zakopywali płytko w ziemi w zbiorowej mogile, wystawiając je przy tym na działanie wysokich temperatur. Po takiej „obróbce” ciała rzeczywiście przypominały starożytne mumie.
Władający wtedy Egiptem Arabowie nie zamierzali ułatwiać chrześcijańskim przybyszom i ich współpracownikom dalszego uprawiania „nieczystego” procederu. Aby powstrzymać szmugiel mumii, sięgnęli po sankcje, czego dowodem kronikarskie zapiski z 1424 roku, kiedy to urzędnicy arabscy w Kairze pojmali grupę szabrowników. Na torturach jeńcy wskazali handlarzy-pośredników dostarczających drogocenny towar europejskim nabywcom, którzy płacili 25 sztuk złota za cetnar. Nakładane odtąd na handlarzy grzywny miały na celu powstrzymanie tego handlu.
Znany jest przypadek pewnego Żyda z Damietty handlującego mumiami. Miał on niewolnika, którego traktował bardzo surowo, gdyż ten odmawiał przejścia na judaizm. Kiedy poddany nie mógł już znieść ciągłych szykan, udał się ze skargą do miejscowego paszy, donosząc przy tym o nielegalnym procederze swojego pana. Żyd natychmiast znalazł się za kratkami. Aby się wykupić, musiał wpłacić 300 sztuk złota. Odtąd „taryfa” ta stała się obowiązująca dla wszystkich przyłapanych na handlu zwłokami .
Aby zrównoważyć niestabilność rynku, także austriaccy medycy i aptekarze zaczęli wytwarzać mumie z żołnierzy tureckich wziętych do niewoli podczas wojny toczącej się w latach 1663–1664. Felczer Fryderyka Wilhelma IV Hohenzollerna, Wielkiego Księcia Elektora, Johannes Dietz, opisywał to w ten sposób:
Byli oni [Turcy] tak obłąkani, że sam widziałem, jak dosiadali koni z oczami skierowanymi w niebo i pozwalali się wystrzelać, żadnego też nie pozostawiono przy życiu, tylko ich zmasakrowano, a większość odarto ze skóry, tłuszcz wytopiono, a membra virilia wycięto i wielkie wory całkowicie wysuszono i przechowano. Z nich też robiono najkosztowniejsze mumie .
Pierre Pomet w rozprawie medycznej napisanej w roku 1694 doradzał, by rozważnie dokonywać wyboru mumii: „Powinna być czarna, bez piasku, musi także wydzielać przyjemną woń – nie zapach smoły czy żywicy, lecz spalenizny”. Kilku autorów wymienia mumie w dziełach medycznych i aptekarskich – między innymi Nicolas Lemery w napisanym w 1714 roku Universal Treatise on Simple Medicine.
Zielnik Adama Lonicero, opublikowany we Frankfurcie w 1679 roku, mówi między innymi o takich zastosowaniach: „odbijanie się, ból głowy, ból gardła, hipochondria, ukąszenie skorpiona, krwotoki, uszkodzenie pęcherza, nerek, cewki moczowej i służy także tym, którzy nie mogą utrzymać moczu” .
Nie na wszystkich mumie robiły wówczas wrażenie i nie wszyscy podzielali pogląd o ich zbawiennym wpływie na zdrowie. Żyjącego w XVI wieku we Francji wielkiego chirurga Ambroise Paré tak irytowała ta powszechnie ugruntowana opinia, że aby ją zwalczyć, napisał dzieło Discours contre la momie. Skrytykował w nim stosowanie mumii w celach medycznych, dowodząc, że przynosi to więcej szkody niż pożytku. Zamiast tego zalecał: „W przypadku wielkiego bólu brzucha podaj źle pachnący chleb i doprowadź do wymiotów”.
Zgadzał się z nim XVll-wieczny holenderski lekarz Petrus Baerdt, który odczuwał odrazę na myśl, że to, co uważa się za cudowny eliksir ze starożytnego Egiptu, może być „ramieniem albo nogą gnijącego bądź powieszonego trędowatego czy jakiegoś zarażonego przez prostytutkę syfilisem robotnika” .
John Webster w Białej diablicy z roku 1612 pisał:
Twoi Towarzysze
Połknąwszy ciebie jak mumię, człowieku,
Dostali zgagi po tym wstrętnym leku
I wyrzygali Cię wprost do kanału.
W roku 1660 Sir Thomas Browne w dziele Urn Burial napisał: „Mumia stała się towarem, Mizraimi leczą nią rany, a faraona stosuje się jako balsam [...]. Chciwość pochłonęła te nieliczne mumie egipskie, które Kambyzes lub czas oszczędzili” . „Czy mamy leczyć się miksturami' kanibali?” – dodawał. – „Taka dieta to odrażający wampiryzm” . Trzeba przyznać, że pogląd, iż mumie są drogocennymi antykami, był w tamtych czasach, choć nie do końca odosobniony, to jednak niecodzienny.
Z kolei holenderski pisarz van Beverwijck wskazywał na moralny aspekt handlu ciałami, twierdząc, że profanacja grobów, uczynienie ze zmarłego towaru, „zamienia nas samych, na podobieństwo dzikich Indian, w okrutnych kanibali” . Mimo głosów wzywających do opamiętania przekonanie o leczniczej czy też magicznej mocy mumii przetrwało aż do czasów nam bliskich. Jeszcze na początku XX wieku Egipcjanie z Teb używali sproszkowanej mumii wymieszanej z masłem jako maści na stłuczenia, nazywając ten specyfik mantej.
Według francuskiego badacza Deir el-Medina, Bernarda Bruyere'a, sproszkowana mumia była stosowana do powstrzymywania krwotoków i krwawień. Niektóre sklepy w Nowym Jorku i Filadelfii w dalszym ciągu prowadzą sprzedaż proszku „z mumii”, stanowiącego niezastąpiony składnik czarodziejskich mikstur. Nawet w animowanej wersji „Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków” Walta Disney'a jednym ze składników wymienianych w magicznej księdze Złej Macochy jest mumia.
Mumie często występują w literaturze: u Szekspira sprzedaje je aptekarz z Romea i Julii (akt V, scena 1), w Otellu są składnikiem magicznej substancji (akt III, scena 4), a w Wesołych kumoszkach z Windsoru Falstaff wyznaje (akt III, scena 5): „Utonąłbym, gdyby nie to, że było płytko, a brzeg opadał łagodnie, a jest to śmierć, która przejmuje mnie wstrętem, gdyż woda wzdyma człowieka, a jakiż widok przedstawiałbym, gdyby mnie wzdęło? Byłbym mumią wielką jak góra” . Przepis na sporządzenie uniwersalnej mikstury gwarantującej powodzenie w życiu pojawił się też w Makbecie (w przekładzie Józefa Paszkowskiego):
Bagnistego węża szczęka
Niech w ukropie rozmięka:
Żabie oko, łapki jeża,
Psi pysk i puch nietoperza,
Żądło żmii, łeb jaszczurzy,
Sowi lot i ogon szczurzy,
Niech to wszystko się na kupie
Warzy w tej piekielnej zupie.
Jeszcze ingrediencji kilka!
Łuska smoka i ząb wilka,
Z mumii sok, kiszka i ślina
Zbójcy morskiego rekina,
Korzeń lulka i cykuty,
Z łona ziemi w noc wypruty
Język bluźnierczego Żyda,
Koźla żółć, i ta się przyda,
A do tego Turka nos
I z Tatara brody włos,
Dwa paluszki małych dziatek
Zaduszonych...
Również w poematach i sztukach innych autorów odnajdujemy mumie. Wspomniany już John Webster w The Duchess of Malfi z 1623 roku (akt IV, scena 2), Francis Beaumont i John Fletcher w The Sea Voyage z 1610 roku (akt III, scena 1) przywołują mumię, tak jak to robi Sokolnik w The Demagogue z 1646 roku. Niektórzy posuwają się znacznie dalej, na przykład James Shirley w The Bird in a Cage z 1633 roku:
Zrób mumię z mojego ciała,
i sprzedaj mnie aptekarzom.
Na nieszczęście mumie „odkryli” także podróżujący wzdłuż Nilu Europejczycy, będący prekursorami współczesnej turystyki. Szybko stały się popularną pamiątką. Globtroterzy wywozili ze sobą posążki, amulety, a nawet trumny wraz z kompletnym wyposażeniem. Jedną z mumii nabył sam Piotr Paweł Rubens, który akurat potrzebował jej jako rekwizytu.
W 1605 roku pewien Francuz o nazwisku du Castel nabył w Kairze mumię oraz dwa sarkofagi. Kilkadziesiąt lat później Jean de La Fontaine, natknąwszy się na nie w domu bankiera i mecenasa sztuki Nicolasa Fouqueta, napisał, że oglądał trumny lub sarkofagi Chefrena i Cheopsa, które (nie bez wysiłku i kosztów) w wielkim pośpiechu przywieziono z tego dziwnego kraju .
Fouquet był ministrem finansów na początku panowania Ludwika XIV Później popadł w niełaskę i został uwięziony. Król Słońce skonfiskował jego majątek wraz z kolekcją egipskich antyków. W 1692 roku Ludwik XIV poinstruował konsula francuskiego w Kairze – Benoît de Mailleta, by ten postarał się o sprowadzenie do Francji większej ilości starożytności egipskich. De Maillet (którego wspomnienia Opis Egiptu zostały wydane w 1735 roku) wybrał się w górę Nilu, skąd przywiózł wiele zabytkowych eksponatów, a wśród nich również mumię.
Nie był on pierwszym Europejczykiem, który wyprawił się w głąb Egiptu z takim zamiarem. Oto fragment instrukcji dla zakonnika, ojca Borie z 12 września 1673 roku: „Egipt jest miejscem, w którym znajduje się wiele osobliwości. O. Borie zadba o to, aby zaopatrzyć się tam w ich największą ilość [. . .]. Poza tym ma on szukać ładnych mumii różnej wielkości, bożków, kamiennych płaskorzeźb i medali, a jeśli to będzie możliwe, to przeprowadzi wykopaliska z pomocą Agi, który będzie mu towarzyszyć” .
Filip, książę Orleański, regent Francji w latach 1715–1723, zamierzał powiększyć królewską kolekcję egipską i poszerzyć dotychczasową wiedzę o tym kraju. Wybrał ojca Claude'a Sicarda, jezuitę, który od 1707 roku mieszkał w Kairze, jako osobę właściwą do odbycia podróży doliną Nilu. Sicard zbierał materiały i kreślił mapy. Był też pierwszym od czasów krucjat Europejczykiem, który dostał się do Doliny Królów i opisał to miejsce, zamieszkiwane wówczas przez ludzi wyjętych spod prawa. Zwiedził również wnętrza dziesięciu grobowców, które określił jako zadziwiające „otchłanie”, korytarze i komnaty, ozdobione malowidłami od podłogi po sklepienie.
W owym czasie Egipt nie należał do krain bezpiecznych. Rządzący paszowie tureccy byli nieufni wobec chrześcijańskich przybyszów z Europy, a mieszkańcy Doliny Nilu obawiali się nawiązywać z nimi kontakty. Jednak począwszy od XVI wieku, dzięki rosnącej „popularności” mumii w Europie, Egipt stał się miejscem, które coraz liczniej zaczęli odwiedzać europejscy podróżnicy. Ich celem była przede wszystkim Sakkara, gdzie rozległe podziemne korytarze oraz sale skrywały tysiące ciał. Jednak niewielu „turystów” wykazywało jakiekolwiek zainteresowanie ich ochroną, zasoby mumii wydawały się bowiem niewyczerpane. Dochodziło nawet do tego, że kończyny mumii służyły jako pochodnie podczas „badania” grobowców lub oświetlania drogi.
Pierwsza mumia, która trafiła do British Museum, została przywieziona z Egiptu przez Williama Lethieulliera w 1722 roku jako orientalna osobliwość. Niegdyś spoczywała w trumnie opatrzonej sygnaturą EA 6695, lecz jej szczątki zaginęły w 1792 roku po odwinięciu przez niemieckiego lekarza i antropologa Johanna Friedricha Blumenbacha. Możliwe, że inna mumia już wcześniej znalazła się w zbiorach tego muzeum, jeżeli prawdziwą jest informacja, że zawartość trumny skatalogowanej w zbiorach BM pod sygnaturą EA 6957 należała uprzednio do Nell Gwyn – kochanki Karola II .
Dwa fundamentalne wydarzenia zapoczątkowały rozwój nauki o starożytnym Egipcie, czyli egiptologii. Pierwszym było odczytanie hieroglifów. W 1798 roku dyrektoriat republikańskiej Francji zezwolił generałowi Napoleonowi Bonaparte na zorganizowanie wyprawy do Egiptu. Pozwoliła ona młodemu zdobywcy Włoch i pogromcy wojsk austriackich na realizację śmiałego planu rzucenia na kolana Wielkiej Brytanii poprzez uderzenie z Bliskiego Wschodu na Indie. 19 maja 1798 roku 10 tysięcy marynarzy oraz 36 tysięcy żołnierzy na 328 okrętach i statkach wyruszyło z Tulonu.
Od strony polityczno-militarnej ekspedycja zakończyła się fiaskiem. Co prawda Napoleon pobił rządzących Egiptem Mameluków i opanował ujście Nilu, lecz później Brytyjczycy udaremnili jego próbę zajęcia Palestyny, a przede wszystkim, po zniszczeniu przez Nelsona floty francuskiej pod Aboukirem, odcięli komunikację Francuzów z krajem. W konsekwencji doprowadziło to w 1801 roku do kapitulacji armii francuskiej w Egipcie, porzuconej przez Napoleona już w końcu 1799 roku.
Młody Korsykanin udowodnił jednak, że ma niesamowitą intuicję, zabierając nad Nil naukowców i ekspertów, którzy pod ochroną żołnierzy, mogli w miarę bezpiecznie penetrować świątynie i grobowce. W liczącym około 150 osób zespole naukowym znalazło się między innymi: 21 matematyków, 3 astronomów, 17 inżynierów, 13 przyrodników i geografów, 3 inżynierów – specjalistów od prochu i saletry, 4 architektów, 8 rysowników, 10 artystów kopistów, 1 rzeźbiarz, 15 lingwistów – specjalistów od języków wschodnich, 10 literatów, 22 drukarzy znających łacinę, grekę i arabski, również w piśmie.
W wyprawie, choć jedynie jako wojskowi, uczestniczyli też Polacy: adiutant Bonapartego Józef Sułkowski, generał Józef Zajączek, szefowie baterii – inżynierowie Józef Feliks Łazowski i Józef Grabiński, oraz kapitanowie Antoni Hauman i Józef Szumlański. W ciągu blisko 3 lat naukowcy zbadali niemal wszystko: od jakości wody w Nilu i miraże, aż po możliwość połączenia Morza Czerwonego z Morzem Śródziemnym (czyli przyszłą ideę Kanału Sueskiego). Jednak głównym przedmiotem ich zainteresowania badawczego były dzieje Egiptu.
Uwieńczeniem prawie 3-letniej pracy zespołu było powstanie dzieła Opisanie Egiptu, czyli zbiór obserwacji i badań, które zostały dokonane w Egipcie w czasie wyprawy armii francuskiej (Description de l'Égypte, ou Recoueil des observations et des recherches, qui ont été faites en Égypte pendant l'expédition de l'armée française), którego pierwszy tom opublikowano w 1809 roku. Skompletowanie Opisania Egiptu zajęło wiele lat, dzieło liczyło 9 tomów tekstu oraz 11 tomów ilustracji, w tym 907 kolorowych rycin oraz ponad 3 tysiące rysunków i plansz.
Wśród członków wyprawy znalazł się 55-letni malarz, Dominik Vivant Denon, późniejszy dyrektor Luwru. Już wcześniej, na rozkaz Napoleona, uczestniczył on czynnie w rekwizycjach dzieł sztuki we Włoszech, które młody generał Republiki kazał gromadzić i wywozić do Francji podczas kampanii w Italii w latach 1797–98. Denon, który był jednym z najstarszych uczestników egipskiej ekspedycji, starał się, szkicując, uwiecznić jak największą liczbę oglądanych zabytków. Kiedy skończyły się ołówki, szkicował ołowiem wytapianym z pocisków.
Oprócz działalności artystyczno-dokumentacyjnej parał się on również poszukiwaniem i skupowaniem starożytności. A jednak, choć Arabowie wielokrotnie oferowali mu fragmenty mumii, przez długi czas nie udawało mu się nabyć kompletnego egzemplarza. Denon znał przyczynę:
[...] sprzedawali do Kairu żywicę, którą znajdowali we wnętrznościach i czaszkach, i nic im nie przeszkadzało ją wyjmować. Także obawa sprzedania mumii, w której mógłby być ukryty skarb (chociaż nigdy dotąd go tam nie znaleziono), skłaniała ich do rozbijania wszystkich drewnianych części trumien i darcia lnianych bandaży, którymi ciało owijano po ostatecznym zabalsamowaniu .
Wśród zabytków znalezionych i opisanych przez Francuzów były mumie, trumny i sarkofagi, łącznie z ostatnim – rdzennie egipskim – królewskim sarkofagiem faraona Nektanebo II z XXX dynastii, obecnie znajdującym się w zbiorach British Museum. Sarkofag ten odnaleziono w Aleksandrii w meczecie, będącym wcześniej kościołem pod wezwaniem św. Atanazego, gdzie sarkofag służył jako... wanna do odbywania kąpieli rytualnych.
Spośród odnalezionych przez Francuzów zabalsamowanych ciał dwie zmumifikowane głowy (mężczyzny i kobiety) ofiarowano Napoleonowi i jego żonie Józefinie. Pozostałe ciała umieszczono w Luwrze. Jednak na początku 1830 roku, na skutek długiego przebywania w wilgotnym klimacie Paryża, zaczęły się one psuć i wydzielać cuchnącą woń. Zdecydowano wtedy o ich spaleniu w ogrodach pałacowych Luwru, niedaleko alei Perraulta. W tym samym miejscu w tymże roku spopielono również ciała osób, zabitych w rewolucji lipcowej, która obaliła ostatniego Burbona na tronie Francji – Karola X. Później szczątki bohaterów wydarzeń paryskich 1830 roku ekshumowano i złożono pod kolumną przy Placu Bastylii. Jest zatem duże prawdopodobieństwo, że spoczęły tam także prochy egipskich mumii .
Wyprawa Napoleona i prace Denona miały zasadnicze znaczenie dla XIX-wiecznej popularyzacji dziejów i kultury Egiptu. Wcześniej znano jedynie zabytki sztuki egipskiej odnalezione we Włoszech. Były to między innymi obeliski lub repliki obiektów znad Nilu. Trzeba jednak nadmienić, że prawie wszystkie starożytne znaleziska zgromadzone przez Francuzów w Aleksandrii dostały się następnie w posiadanie brytyjskie, na mocy aktu kapitulacyjnego francuskiej Armii Egiptu, której ostatni dowódca, generał Menou, poddał się Anglikom 30 sierpnia 1801 roku. Treść artykułu XVI wspomnianego dokumentu stanowiła, że: „Członkowie Instytutu mogą zabrać ze sobą wszystkie instrumenty, które zostały przywiezione z Francji. Wszystkie kolekcje zebrane dla Francji są jednak dobrem ogólnym i pozostają w dyspozycji generałów połączonych armii [tj. Anglików i Turków]” .
Jeden spośród wielu przejętych od Francuzów zabytków odegrał – jak się później okazało – przełomową rolę. Chodzi o tak zwany Kamień z Rosetty, głaz z wyrytą nań w dwóch językach: greckim i egipskim, lecz na trzy sposoby: hieroglifami, pismem demotycznym i grecką inskrypcją . Francuzi natknęli się na niego w połowie lipca 1799 roku podczas budowy fortu St. Julien przy ujściu odnogi Nilu – Rosetty. Prawie ćwierć wieku później – 27 września 1822 roku – w liście skierowanym do M. Daciera, dożywotniego sekretarza Académie des Inscriptions et Belles-Lettres w Paryżu, Jean-François Champollion (1790–1832) zawiadamiał o uwieńczonym powodzeniem odczytaniu egipskich hieroglifów.
Odkrycie Champolliona ma fundamentalne znaczenie dla rozwoju egiptologii, gdyż jego wysiłkowi zawdzięczamy odtworzenie znajomości pisma hieroglificznego, zapomnianego już w IV wieku n.e. To właśnie Champollion przekonał króla Karola X o potrzebie zakupienia dwóch wielkich kolekcji egipskich i stworzenia w Luwrze tak zwanego Muzeum Karola X, poświęconego sztuce starożytnego Egiptu. Dzięki lingwistycznemu przełomowi kraj faraonów wydostał się z piętnastu wieków otchłani milczenia. Szał egiptomanii ogarnął całą Europę. Motywy inspirowane starożytnym Egiptem wkroczyły do sztuki dekoracyjnej, architektury, wyposażenia wnętrz oraz... do grobowców. Kolekcje, zarówno publiczne, jak i prywatne, wzbogacały się o kolejne starożytności egipskie.
Pojawił się nowy styl, empire, wykorzystujący elementy sztuki rzymskiej, greckiej i egipskiej. Ta egiptomania znalazła swój najkosztowniejszy wyraz w postaci zastawy z sewrskiej porcelany zamówionej przez Napoleona i składającej się z 66 części. Każdy talerz zdobiły wizerunki cudów, jakie można było znaleźć w kraju nad Nilem. Przez cały XIX wiek Egiptowi oddawano cześć w najprzeróżniejszy sposób. Również poemat Percy'ego Bysshego Shelleya Ozymandias i opera Giuseppe Verdiego Aida, zamówiona przez Ismaila Paszę dla uświetnienia otwarcia Kanału Sueskiego oraz Opery w Kairze w 1871 roku, były inspirowane kulturą kraju faraonów.
Powrót popytu na egipskie antyki doprowadził w Egipcie do wznowienia grabieży starożytnych stanowisk archeologicznych, a znajdowane mumie i sarkofagi masowo wywożono do Europy Artystyczna wizja sceny transportu mumii uwieczniona została na obrazie Léona Cognieta, który namalował go dla Karola X (dzieło to obecnie znajduje się w Luwrze). Nie wszystkie antyki kończyły podróż morską w porcie przeznaczenia. Część z nich spoczywa dziś na dnie Morza Śródziemnego i Oceanu Atlantyckiego.
Kiedy w roku 1801 Brytyjczycy przejęli władzę nad Egiptem, autochtoni musieli się już na stałe przyzwyczaić do obecności obcych przybyszów. Pewien francuski uczony napisał, że Europejczycy rzucili się na poszukiwanie skarbów z pasją „tak wielką, że od porywu miłości różniły ją tylko cele” . Prawie 100 lat później angielski pisarz Robert Southey pisze w tonie dość ironicznym: „Wszystko teraz musi być egipskie. Panie noszą krokodyle ozdoby, a ty siedzisz na sfinksie w pokoju obwieszonym mumiami, z wychudłymi ramionami długonosych hieroglificznych ludzi” .
Kto żyw przybywał ogarnięty wykopaliskową histerią, która nie ominęła nawet rządów państw. Szczególnie dwaj europejscy rywale – Francja i Wielka Brytania – prześcigali się w plądrowaniu i grabieży zabytków Egiptu. Konsul Generalny Wielkiej Brytanii w Egipcie, Henry Salt, zapragnął zebrać dla British Museum (istniejącego wtedy już od 60 lat) jak największą liczbę antyków. Część jego zbiorów zakupił Luwr, a resztę po śmierci kolekcjonera wystawiono w Londynie na aukcję.
Największym wzięciem cieszyły się oczywiście mumie, co skrzętnie wykorzystali licytatorzy, czyniąc wystawienie ich na sprzedaż punktem kulminacyjnym aukcji. Hitem okazała się „mumia kobiety w bardzo dobrym stanie, o wzroście 156 centymetrów, w skrzyni kunsztownie pomalowanej i ozdobionej”, sprzedana ostatecznie za 105 funtów . Gromadząc swą kolekcję, Salt na każdym niemal kroku spotykał się z identycznymi działaniami prowadzonymi przez francuskiego konsula Bernardina Drovettiego, a właściwie przez jego agentów.
W tym też okresie pojawia się w Egipcie, nie mający sobie równych, „megarabuś” ówczesnej epoki: Giovanni Battista Belzoni – urodzony w Padwie siłacz cyrkowy. Chociaż pracował jako inżynier, a nawet rysownik, Belzoni – ponad 2-metrowe chłopisko – zarabiał głównie występami na scenie London Sadlers Wells Theatre (chociaż w młodości chciał zostać księdzem). Nazywany Patagońskim Samsonem mógł utrzymać od 12 do 20 ludzi stojących na położonej na jego ramionach żelaznej ramie.
Gdy uzbierał już wystarczający kapitał, zdecydował się na wyprawę w rejon Morza Śródziemnego. W 1814 roku, mając 36 lat, znalazł się na Malcie. Tutaj poznał jednego z agentów tureckiego namiestnika Egiptu paszy Mohammeda Ali, który starał się wówczas modernizować administrowany kraj przy zaangażowaniu znacznych środków finansowych. Belzoni natychmiast pojął, że jego doświadczenie w zakresie hydroinżynierii może się okazać wielce przydatne.
Zaprojektował zatem nowy typ urządzenia do przepompowywania wody i ruszył do Egiptu. Ponieważ jego wynalazek nie znalazł tam zainteresowania, szybko został bez środków do życia w obcym i niezbyt gościnnym kraju. Na domiar złego, któregoś dnia wraz z żoną Angielką zostali „uwięzieni” w mieście ogarniętym cholerą. Zdesperowany Belzoni poprosił o pomoc konsula Wielkiej Brytanii, wspomnianego już Henry'ego Salta.
To u niego poznał wielkiego podróżnika Johanna Ludwiga Burkhardta. Ten opowiadał Saltowi, że często widział ludzi Drovettiego rozbierających na części pomniki i posągi. Salt natychmiast zaangażował cierpiącego biedę włoskiego mocarza jako swojego agenta. Ten ostatni nie byłby sobą, gdyby nie dostrzegł w tym dla siebie okazji świetnego zarobku.
Belzoni wyruszył na południe kraju z listą wielu niezwykłych zabytków znajdujących się nad brzegami Nilu. Dotarł do Doliny Królów, którą Arabowie nazywali Biban el-Muluk (Bramy Królów). Działał szybko i był znacznie praktyczniejszy niż większość poprzedzających go poszukiwaczy. Umiał odczytywać tamtejszy krajobraz niczym książkę. Układ pagórków pustynnych, dla zwykłego człowieka zupełnie przypadkowy, dla niego stanowił informację, w którym miejscu pod piaskami może się coś kryć. Zauważył mianowicie, że wody deszczowe spływają do środka Doliny i dalej w dół. Zaobserwował również, że w pewnym miejscu płynąca dotąd po powierzchni gruntu woda natychmiast wsiąka w piasek, co mogło wskazywać na istnienie tam grobów Ponadto dopisało mu trochę szczęście, gdy w trakcie jednej z przechadzek po dolinie w pewnym momencie jego laska zagłębiła się w ziemi. Domyślił się, że może się tam znajdować miejsce pochówku.
Po tej uwieńczonej sukcesem misji Salt ponownie wyprawił Belzoniego na południe kraju. Włoch przybył do Luksoru w 1817 roku, mając nadzieję na znalezienie cennych starożytności w tamtejszych świątyniach. Ponieważ agent Drovettiego wyprzedził go, postanowił raz jeszcze poszukać szczęścia w Dolinie Królów, gdzie podczas pierwszej wyprawy udało mu się odkryć dwa grobowce. Intuicja go nie zawiodła. Tym razem natrafił na sześć grobowców, w tym grobowiec Setiego I – ojca Ramzesa Wielkiego.
Po powrocie do Anglii, w 1820 roku, Belzoni opublikował okraszone anegdotami i niedyskrecjami relacje z przebiegu swoich wypraw poszukiwawczych i wykopalisk w książce Travels in Egypt and Nubia, dobrze przyjętej przez czytelników i dostrzeżonej przez londyńską socjetę. Sprowadził do Wielkiej Brytanii mnóstwo prawdziwych skarbów, które do dziś znajdują się w British Museum czy Soane Museum w Londynie. Jednym z takich okazów jest też obelisk z wyspy File, który stoi w Kingston Lacey w hrabstwie Dorset. Sam Belzoni wystawiał replikę grobowca Setiego I w Sali Egipskiej na Picadilly. Zmarł w 1823 roku na chorobę tropikalną nabytą podczas wyprawy do Timbuktu.
Do usystematyzowania wiedzy o egiptologii z kolei przyczyniły się prace Karla Richarda Lepsiusa. Ekspedycja z lat 1843–1845, którą kierował, odnalazła nieznane piramidy, a także novum – mastaby . Jego pracę Pomniki Egiptu i Etiopii (Denkmäler Ägypten und Äthiopiens) określa się niekiedy mianem „wnuka”Opisania Egiptu. Największe znaczenie miały jednak: Chronologia Egiptu (Chronologie Aegyptens) oraz Księga królów egipskich (Aegyptisches Königsbuch).
Aby powstrzymać narastającą grabież starożytności, od 15 sierpnia 1835 roku w Egipcie zaczęła obowiązywać ustawa o ochronie zabytków, której główne punkty stanowiły, że:
Początkowo jednak dozwolony był wywóz mumii, których nie traktowano jako zabytki, lecz jako zwłoki niewiernych. Auguste Mariette, wówczas niespełna 30-letni asystent w Luwrze, wyjechał do Egiptu z zadaniem zakupu rękopisów koptyjskich i syryjskich, aby powiększyć zbiory swojego muzeum. Do jego najbardziej spektakularnych sukcesów należy odnalezienie Serapeum – świątyni Serapisa w Memfis. Inną wielką zasługą Francuza było utworzenie Egipskiej Służby Starożytności. Założona w Kairze w 1858 roku była pierwszą instytucją, która objęła kontrolą wykopaliska i wywóz starożytności.
Każdy bez wyjątku, kto prowadził wykopaliska musiał wcześniej uzyskać od Służby Starożytności stosowne pozwolenie. Badacze byli zobligowani każdorazowo uzyskać zgodę inspektorów na rozpoczęcie prac, jak również nie mogli bez nich wchodzić do grobowców. Dodatkowo Muzeum Kairskie miało prawo do zorganizowania pierwszej wystawy znalezisk z odkrytych grobowców i do zajęcia najwspanialszych okazów. Dopiero pozostałości mógł zabrać ich znalazca.
Pomimo nakazów i restrykcji nielegalne wykopaliska nadal były prowadzone, czego dowody często znajdowano. Przykładowo w grobowcu (oczywiście splądrowanym) w pobliżu wioski Dusz, pochodzącym z okresu grecko-rzymskiego, znaleziono list datowany na XIX stulecie n.e., a dotyczący... siana dla osła. Był to ewidentny dowód gapiostwa złodzieja.
W innym przypadku intruza przywalił gruz. Na trumnie znaleziono dwie wysuszone dłonie, a obok kości ofiary. Przypuszczalnie złodziej miał właśnie wyjąć mumię, gdy część sklepienia grobowca runęła, a on sam spoczął na zawsze razem z mumią, którą zamierzał sobie przywłaszczyć. W tym wypadku rzeczywiście klątwa mumii dopadła tego, kto ośmielił się zakłócić jej spokój.
Paradoksalnie, jedno z największych odkryć egiptologicznych zawdzięczamy właśnie złodziejom. Ówczesny dyrektor Egipskiej Służby Starożytności Gaston Maspero (1846–1916) zabezpieczył większość ciał sławnych władców Egiptu z okresu Nowego Państwa, czyli: Ahmesa I, Totmesów – I, II oraz III, Amenhotepa I, Ramzesa II i III a także Setiego I (łącznie z ich królewskimi małżonkami, między innymi Nefertari i Ahotpe), odnalezionych wcześniej przez rabusiów. Fakt, że znaleziska te ujrzały światło dzienne, był wynikiem zarówno policyjnego dochodzenia, jak i zawierzenia plotkom.
W 1873 roku do angielskiej pisarki Amelii Edwards dotarły pogłoski o grobowcach odkrytych na zachodnim brzegu Luksoru. Pewien Amerykanin kupił rękę i głowę mumii, inny zaś miał okazję nabyć kompletne ciało, na dodatek była to mumia nie byle kogo, bo samego Ramzesa II. Rzeczywiście, w 1871 roku bracia Abd el-Rassul, mieszkający w wiosce Gurna, odkryli na północnym zboczu Deir el-Bahari wejście do grobowca. Po opuszczeniu się na linie ich oczom ukazał się korytarz pełen mumii i trumien. Szybko pojęli, że nie odkryli zwykłego cmentarzyska. Antropoidalne trumny z umieszczonym na czole ureuszem – dla wielu proste i surowe – wskazywały na królewskie pochodzenie znaleziska.
Bracia zapewne musieli doznać charakterystycznej przy takim odkryciu mieszaniny uczuć – strachu i radosnego podniecenia. W celu odstraszenia nieproszonych gości opuścili do wewnątrz martwego osła, a sami kontynuowali pracę. Rozkładające się pod wpływem upału szczątki zwierzęcia wydzielały tak odstręczający fetor, że ciekawscy turyści z daleka omijali to miejsce. Natomiast, aby zaspokoić ciekawość wieśniaków, wymyślili legendę, że spotkali afrita – przynoszącego kłopoty ducha, co na jakiś czas zapewniło im niezbędny do pracy spokój.
Przez kilka następnych lat bracia rzadko wydobywali z grobowca jakiekolwiek przedmioty, obawiając się, aby wieść o wspaniałych papirusach lub niezwykłych i niespotykanych posągach nie rozniosła się szeroko i nie zdradziła ich odkrycia. Pomimo tych środków ostrożności miejscowi i tak wkrótce zaczęli plotkować, jak to powodzi się rodzinie Abd el-Rassul. Przedmioty, które bracia sprzedali, trafiły w ręce kolekcjonerów 8 czy 9 lat później. Niektóre z nich pojawiły się też w europejskich domach aukcyjnych. Nie było żadnych wątpliwości, że musiały należeć do władców Nowego Państwa, a ich doskonały stan wskazywał na świeżą datę znaleziska.
W 1881 roku Gaston Maspero pożeglował na południe Egiptu w celu przeprowadzenia dochodzenia. Podążając tropem plotek i pogłosek, dotarł (nie bez problemów) do braci Abd el-Rassul, lecz ci zaprzeczyli wszelkim podejrzeniom. Nawet podczas przesłuchania przez policję, przy zastosowaniu środków bezpośredniej „perswazji” – łącznie z tak zwanym bastonado, czyli biciem w pięty, po którym jeden z braci nie mógł chodzić – niczego nie wyjawili. Policja uwolniła obu mężczyzn, a Maspero wyjechał z poczuciem porażki.
Wioska Gurna znalazła się jednak pod tak ścisłym nadzorem, że życie w niej stało się dla mieszkańców nieznośne. Oskarżenia wysuwane przez wszystkich wobec rodziny Abd el-Rassul, którą obwiniano za ten stan rzeczy, doprowadziły do rozłamu solidarności między braćmi. 5 lipca 1881 roku najstarszy z nich, Mohammed, pragnąc, aby do wioski za wszelką cenę powrócił spokój i normalność, udał się na posterunek policji i oddał się do dyspozycji władz. Miejscowi policjanci natychmiast zatelegrafowali do Kairu i już nazajutrz przybył do wioski asystent Maspera – Emil Brugsch, który wraz z braćmi Abd el-Rassul opuścił się na linie do wnętrza grobowca.
Maspero, który niebawem również dotarł na miejsce i opuścił się do grobowca, napisał potem, że pierwszą rzeczą, która przykuła jego uwagę był biały i żółty kolor trumny z namalowanym napisem Nesichonsu (imię żony arcykapłana). Nieco dalej znajdowała się trumna w stylu charakterystycznym dla XXI dynastii, należąca do królowej Henuttaui, następnie trumna Setiego I, a dalej Amenhotepa I i Totmesa II. W niszy, blisko schodów, spoczywali Ahmes i jego syn Siamon, Sekenre, królowa Ahotpe, Nefertari i wiele innych ciał ważnych osobistości.
Przez kilka następnych dni oszołomieni wieśniacy z zachodniego brzegu obserwowali, jak archeologowie i funkcjonariusze Służby Starożytności w słonecznym żarze opróżniają komorę ze znajdujących się tam przedmiotów. W oczekiwaniu na dostawę skrzyń ciała władców niejednokrotnie przez długi czas leżały na piasku wystawione na działanie promieni słonecznych. Mumia Ramzesa I spoczywała tam tak długo, że osłaniające ją bandaże i żywica rozgrzały się do tego stopnia, iż ramiona faraona zaczęły się „unosić”, co niezwykle przeraziło robotników.
Maspero i towarzyszący mu archeologowie uświadomili sobie, że dawni władcy Egiptu nie mogą być traktowani na równi z ich nisko urodzonymi poddanymi, dlatego cała zawartość odkrycia w Deir el-Bahari została przetransportowana Nilem do Bulak, na przedmieścia Kairu. Maspero napisał, że przez całą podróż, wzdłuż brzegów rzeki podążały tłumy Egipcjan. Wieśniaczki z rozwichrzonymi włosami wyły jak zwierzęta, a mężczyźni strzelali w powietrze tak jak na pogrzebach. W Kairze okazało się jednak, że badacze muszą zapłacić cło. Nie byłoby może w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że mumie zaklasyfikowano jako farsich, czyli... suszone ryby!
Można by przypuszczać, że podobne wielkie odkrycie nie nastąpi prędko, lecz – jak się okazało – nieme wzgórza Egiptu skrywały więcej niespodzianek. Mohammeda Abd el-Rassula – najstarszego z braci, który ujawnił odkrycie grobowca, w dowód uznania zatrudniono w Egipskiej Służbie Starożytności (otrzymał również 500 funtów nagrody). W 1891 roku zaprowadził on inspektora tej instytucji do miejsca przypominającego pierwsze znalezisko. Sprawdziły się słowa Maspera, który powiedział o Abd el-Rassulu: „Jeśli będzie służył muzeum z taką samą gorliwością, z jaką przez tyle lat działał przeciwko niemu, możemy liczyć na wspaniałe odkrycia” .
We wskazanej przez Egipcjanina kryjówce spoczywały ciała 160 kapłanów ze świątyni w Karnaku. Wielu spośród nich należało do rady arcykapłana Herihora. Nowe odkrycie sprawiło, że Muzeum Kairskie mogło teraz narzekać wręcz na nadmiar starożytności, dlatego jego dyrekcja postanowiła podzielić się znaleziskiem z muzeami całego świata. Podejrzewano nawet, że Mohammed Abd el-Rassul od dawna wiedział o drugiej nekropoli i zanim wskazał jej położenie inspektorowi Egipskiej Służby Starożytności, ogołocił ją ze wszystkiego, co najcenniejsze. Jednakże jest to tylko przypuszczenie nie poparte żadnymi dowodami.
W 1898 roku francuski archeolog Victor Loret (1859–1946) odnalazł w Dolinie Królów grobowiec Amenhotepa II. Władca wciąż tam spoczywał. Był to pierwszy przypadek odnalezienia nienaruszonej trumny. Obok ciała znaleziono łuk, którego cięciwę miał prawo naciągać wyłącznie faraon. W bocznej komnacie grobowca odkryto jeszcze osiem ciał innych władców z okresu Nowego Państwa. Mumie te przewieziono do Kairu, z wyjątkiem Amenhotepa, którego pozostawiono w miejscu odnalezienia. Jednak ciało faraona nie zaznało już spokoju. Wkrótce Egipt obiegły pogłoski o kosztownościach wciąż znajdujących się w grobowcu. Pomimo ochrony uzbrojonej straży, grobowiec został splądrowany, a ciało faraona wręcz rozerwane na strzępy.
Nieco wcześniej, przed splądrowaniem grobowca, na miejscu odkrycia pojawił się Maspero w towarzystwie urzędników i uczonych. Po obejrzeniu kamiennego sarkofagu zwiedzili oni kolejne pomieszczenia grobowca. Gdy skończyli obchód, okazało się, że sarkofag, który oglądali na początku, zniknął. Tego samego dnia podziwiali również drewnianą łódź do transportu mumii, która znajdowała się na zewnątrz grobowca. Po spożyciu obiadu wyszli przed namiot i z zaskoczeniem odkryli, że łódź również „odpłynęła” !
Oprócz wielu znaczących odkryć, XIX wiek przyniósł również szereg przypadków profanacji zwłok. Obfitość i dostępność egipskich mumii oraz cała towarzysząca im aura sprawiły, że stały się one głównym celem łowców pamiątek. Już w 1833 roku ojciec Géramb powiedział do ówczesnego władcy Egiptu Mohammeda Ali: „Byłoby mało chwalebne dla kogoś powracającego z Egiptu pojawić się w Europie bez mumii w jednej i krokodyla w drugiej ręce”. Wiele osób podzielało to przekonanie, bowiem znalazłszy w jakimkolwiek grobowcu mumie, odrywali im dłonie, stopy, ramiona, głowy, a czasami nawet zabierali je w całości, aby potem wystawiać je na pokaz w swoich bibliotekach czy salonach jako egzotyczne pamiątki z podróży do kraju faraonów.
Na początku XX wieku badania grobowców i innych archeologicznych stanowisk nabrały bardziej metodycznego i systematycznego charakteru. Odkryto wówczas większość wielkich grobowców w Abydos, Dolinie Królów, Sakkarze, Nubii oraz wiele innych o mniejszym znaczeniu historycznym. Odkrycia te przyczyniły się do lepszego poznania i zbadania licznych artefaktów oraz ludzkich i zwierzęcych szczątków. Podjęto również pierwsze antropologiczne badania szkieletów. Jednak wykorzystywanie w badaniach, począwszy od 1896 roku, promieni Roentgena nie przynosiło większych efektów aż do 1930 roku. Przy tym rzadko obchodzono się z mumiami królów lub ważnych dostojników z szacunkiem i ostrożnością, na jakie zasługiwały.
Przez całe lata w Dolinie Królów prowadził też poszukiwania młody angielski artysta i egiptolog Howard Carter (1874–1939). Utrzymywał on – wbrew powszechnemu przekonaniu – że miejsce to skrywa jeszcze wiele tajemnic. W 1922 roku Carter otworzył pozornie nienaruszony grobowiec mało znanego faraona Tutanchamona, panującego u schyłku XVIII dynastii. Był to pierwszy odnotowany przypadek odnalezienia przez archeologa grobowca królewskiego z prawie kompletnym wyposażeniem.
Większość znalezionych przedmiotów, ze względu na jakość wykonania, przedstawiała wielką wartość, a samo ich katalogowanie zajęło kilka lat. Podziwiając bogactwo młodziutkiego władcy, panującego przecież dość krótko (zmarł w wieku 20 lat) i to w okresie wielkiego politycznego wrzenia, możemy sobie tylko wyobrazić, jakie bogactwa musiały zawierać grobowce najpotężniejszych faraonów.
Do kolejnego odkrycia doszło 17 marca 1939 roku, kiedy to po 10 latach wykopalisk w Tanis francuski archeolog Pierre Montet natrafił na grobowiec faraona Szeszonka I z XXII dynastii (biblijnego Sziszaka). Tanis – rozległe miasto we wschodniej Delcie – u schyłku Nowego Państwa. pełniło rolę stolicy kraju. Grobowiec Szeszonka znajdował się w obrębie świątyni Amona. Wkrótce odkryto tam kolejne sarkofagi, zawierające wyposażenie pośmiertne innych władców, spośród których najznamienitszym był Psusennes I, trzeci faraon XXI dynastii.
Znaleziska z Tanis miały znaczenie równie wielkie, jak odnalezienie grobowca Tutanchamona, lecz wybuch II wojny światowej, który nastąpił kilka miesięcy później, przesłonił rangę tego wydarzenia. Grobowce w Tanis były ostatnimi odnalezionymi miejscami spoczynku królów. Egiptem władało ponad 300 władców, ale szczątki większości z nich (z wyjątkiem 25) nigdy nie zostały odnalezione.
W dziejach egiptologii odnajdujemy też polski ślad, aczkolwiek nie wiąże się on na szczęście z powszechnymi rabunkami egipskich starożytności. W 1583 roku Mikołaj Krzysztof Radziwiłł (zwany Sierotką), wracając z pielgrzymki do Ziemi Świętej, zatrzymał się w Egipcie. W tamtych latach zabalsamowanych ciał jeszcze nie kolekcjonowano, lecz „na lekarstwa ich wiele używano” . Wraz z towarzyszącymi osobami Radziwiłł dostał się do wnętrza jednej z piramid pod Kairem, by w trzy tygodnie później powtórzyć eskapadę w tamtym kierunku w celu zdobycia mumii: „Bom się tam spuszczał z Arabami, którzy tam ty ciała przedają. [...] Kupiłem natenczas dwie ciele zupełne, mężczyzny i białej głowy” . Niestety, na statku płynął też ksiądz, któremu obecność mumii do tego stopnia uniemożliwiała skupienie się na modlitwie, że namówił współpodróżnych do pozbycia się zabalsamowanych ciał z pokładu podczas sztormu na Morzu Śródziemnym .
W XIX wieku książę Władysław Czartoryski miał w Egipcie agenta, który na jego zlecenie od czasu do czasu przeprowadzał wykopaliska na pustyni. Zgromadzona przez niego kolekcja to jednak w większości wynik zakupów, a nie poszukiwań. Natomiast prawdziwym poszukiwaczem okazał się hrabia Michał Tyszkiewicz, który w 1860 roku wyruszył do Egiptu. Nie wiemy jednak, które ze starożytności zakupił, a które rzeczywiście znalazł. Większość jego zbiorów w 1862 roku nabył Luwr.
Z kolei na początku XX wieku, w celu „ratowania zdrowia”, do Egiptu wyruszył młody krakowski historyk Tadeusz Smoleński, chory na gruźlicę. W Kairze poznał Gastona Maspera, który docenił jego wiedzę i przyjął go do swojego zespołu badawczego. W 1907 roku Smoleńskiego mianowano kierownikiem wykopalisk w Szaruna, a potem w El-Gamhud. Rezultatem badań było odnalezienie 47 sarkofagów, 90 drewnianych masek i kartonaży oraz fragmentów papirusów pisanych pismem demotycznym i greką.
Oprócz napływających do Egiptu łowców antyków, działających na zlecenie rozmaitych mocodawców i wywodzących się z różnych środowisk społecznych oraz zawodowych, w rabunkowym procederze – określonym kiedyś z tupetem jako „korygowanie stosunków własności” – uczestniczyli także autochtoni. Tym sposobem wysiłki podejmowane przez starożytnych Egipcjan dla zapewnienia sobie spokojnego i bezpiecznego schronienia na wieczność spełzły na niczym. Prawie każdy grobowiec miał swoje słabe punkty, które odkrywali zdeterminowani rabusie lub odsłaniała sama natura. Przedmiotem grabieży padały przede wszystkim kosztowności, na które składały się dary grobowe, amulety umieszczane w zwojach bandaży; a nawet złocenia trumien.
Plądrowanie grobowców było praktyką starą jak świat i starano się jej przeciwdziałać również w starożytności, korzystając z różnych rozwiązań technicznych i zabezpieczeń. Nierozerwalny związek między architektami a budowniczymi – polegający na tym, że jeden starał się przechytrzyć drugiego – trwał od pierwszych dynastii aż po kres wielowiekowej cywilizacji egipskiej. Potęga władców Egiptu prawie zawsze przegrywała z chciwością i sprytem rabusiów wszelakiej maści i wyznania.
Nikogo nie powinno dziwić, że sebakhini, powodowani chciwością, plądrowali mające zawierać niezmierzone bogactwa grobowce faraonów, lecz kto mógłby przypuszczać, iż podobny los spotka także groby prostych ludzi? Pewien archeolog z goryczą stwierdził, że okradanie zmarłych to drugi najstarszy zawód świata. Może wypowiedział te słowa, znalazłszy kolejny opróżniony grobowiec? Wszystkie archeologiczne znaleziska zdają się sugerować, że proceder okradania grobowców w Egipcie jest równie stary jak sam obyczaj grzebania zmarłych. Ślady kradzieży można znaleźć już w najstarszych grobach – zwykłych jamach w ziemi, należących do neolitycznych mieszkańców brzegów Nilu. Ciała pozostawiano w spokoju, lecz wartościowe przedmioty znikały.
Najzamożniejsi Egipcjanie, których dary grobowe niewątpliwie mogły wzbudzać największe pożądanie, zaczęli się zastanawiać, jak skutecznie zabezpieczyć miejsca swego pochówku. Od 2600 roku p.n.e. ważni notable decydowali się na umieszczanie ciała w grobowcach z kamienia. Komory grobowe znajdowały się najczęściej kilkadziesiąt centymetrów pod podziemnym szybem. Dzięki temu, nawet jeśli mienie złożone w wyżej położonej komnacie zostało zrabowane, zmumifikowane zwłoki pozostawały nienaruszone.
Wyobraźmy sobie nekropolię, której zaplombowane grobowce stały w równych szeregach, tworząc „ulice” na pustyni. Rekrutująca się z nubijskich wojowników straż miała tu swoje posterunki, a kapłani cmentarni mogli niespodziewanie odwiedzać kaplice nawet trzy razy w ciągu dnia. Złodziej musiał zatem przebyć wyludnioną pustynię, włamać się cichaczem do grobowca, aby potem, podążając w klaustrofobicznych ciemnościach jedynie z migoczącą pochodnią w dłoni, zdobyć się na odwagę spojrzenia w twarz wizerunkom namalowanym bądź wykutym na ścianach.
Co więcej, na ścianach tych znajdowały się również rytualne ostrzeżenia dla tych, którzy wbrew zakazowi ośmieliliby się zakłócać zmarłym spokój. Typowym tego przykładem jest inskrypcja odczytana ze ścian grobowca urzędnika z V dynastii Hetpheracheta, pochowanego w Sakkarze: „Ja wybudowałem ten grobowiec na zachodnim brzegu w czystym miejscu, gdzie nikt nie miał grobowca, w celu ochrony dobytku tego, który odszedł do swojego ka. Jeśli ktokolwiek chciałby wejść do grobowca, by go zbezcześcić i [z zamiarem] czynienia zła, to jest potężny bóg, który go osądzi” .
Jeśli perspektywa wejścia do zwykłego grobowca mogła przerażać, to na rabunek królewskich nekropolii mogli się odważyć jedynie najbardziej zdeterminowani, chciwi i bezwzględni osobnicy. Wejście do piramidy było zawsze dobrze ukryte, najczęściej za solidnymi blokami skalnymi. Nawet jeśli rabusie przedostali się do wewnątrz poprzez niezwykle wąskie przejście, to zmuszeni byli dalej – poruszając się w ciemnościach – pokonywać system zabezpieczeń w postaci opuszczanych krat, ślepych korytarzy, ukrytych przejść osłoniętych kamiennymi blokami.
Pomimo licznych pułapek i utrudnień, jakie czekały na niepożądanych gości wewnątrz królewskich grobowców, rabusie docierali nieraz do samej komory grobowej. Niektóre z późniejszych piramid XII dynastii były, dzięki sekretnym przejściom, tak zabezpieczone, że nawet doświadczeni egiptolodzy, mający na swym koncie eksplorację wnętrz wielu pirąmid, potrzebowali miesięcy, a niekiedy nawet lat, aby odnaleźć właściwą drogę wiodącą do miejsca ostatniego spoczynku króla. Nie istnieją jednak zabezpieczenia doskonałe, toteż każda z piramid padła ofiarą złodziei. Wraz z osłabieniem władzy centralnej i zamieszkami z Pierwszego Okresu Przejściowego piramidy przestały stanowić skuteczną ochronę przed grabieżcami.
Podczas prac wykopaliskowych prowadzonych pod koniec lat 30. XIX wieku, pułkownik armii brytyjskiej Howard Vyse wszedł do wnętrza najmniejszej piramidy w Gizie, należącej do faraona Mykerinosa, gdzie znalazł zwłoki ludzkie bez sarkofagu. Zdecydował się na ich przetransportowanie do Anglii, gdzie poddano je analizie w British Museum. Badania wykazały, że szczątki te w ogóle nie pochodzą z czasów Mykerinosa, a datować je można na koniec okresu grecko-rzymskiego. Nie były zatem sprofanowanymi zwłokami władcy Egiptu, lecz człowieka, który bezprawnie uzurpował sobie prawo do pochówku w grobowcu faraona.
Okradanie nekropolii królewskich – nawet tych najstarszych – musiało następować wkrótce po pochówku. Łatwość, z jaką złodzieje penetrowali wszystkie skomplikowane systemy zabezpieczeń, wskazuje, że sami musieli uczestniczyć w ich budowie. Robotnicy, którzy wznosili królewskie grobowce i piramidy, mieli z tego tytułu zapewniony przez władcę byt. Mieszkali w pilnie strzeżonych wioskach lub miasteczkach.
Czy robotnicy budowlani przekupywali swoich strażników? Czy może też było odwrotnie? Czy to oni udostępniali łotrzykom za sowitą opłatą wiedzę o szczegółach konstrukcyjnych wznoszonych budowli? Wydaje się prawdopodobne, że wysoko postawieni urzędnicy z otoczenia króla musieli mieć świadomość tego rodzaju zagrożenia, lecz nie dysponujemy dostatecznymi dowodami, gdyż ówczesne zapiski o tym nie wspominają. Możemy wszakże założyć jedno: z pewnością sukces rabusiów w znacznej mierze zależał od skuteczności wręczonej łapówki.
Nieoceniony Herodot przytacza opowieść o królu Rampsynicie:
Król ten miał posiadać tak wielkie bogactwa w srebrze, że żaden z później żyjących władców nie mógł go przewyższyć ani mu dorównać. Chcąc tedy swoje skarby przechować w bezpiecznym miejscu, kazał sobie wybudować kamienną komorę, której jedna ściana wychodziła na zewnętrzną stronę pałacu. Ale budowniczy w swych oszukańczych zamiarach wpadł na taki pomysł: jeden kamień w ścianie tak oporządził, że zarówno dwaj mężowie, jak też i jeden, łatwo mogli go wyjąć. Kiedy komora była gotowa, król złożył w niej swoje skarby. Po upływie jakiegoś czasu budowniczy, czując nadchodzący koniec żywota, przywołał do siebie synów (a miał ich dwóch) i opowiedział im, jak z troski o nich, aby mieli dostatnie utrzymanie, wymyślił fortel przy budowie skarbca królewskiego. [...] synowie zaś niezwłocznie zabrali się do dzieła: poszli w nocy do pałacu królewskiego, odnaleźli kamień w komorze, łatwo się z nim uporali i wynieśli wiele skarbów .
Wzmianki o próbach włamania się do piramid napotykamy również wśród dzieł arabskich pisarzy średniowiecza. Jeden z nich, Masudi (X wiek n.e.), wspomina, że w 820 roku n.e. syn Haruna ar-Raszida, kalif Al-Mamun, usiłował zburzyć piramidę Cheopsa, używając przy tym ognia, kwasu oraz łomów. Wielką chęcią dostania się do wnętrza piramid pałali także późniejsi grabieżcy.
Francuski konsul Le Maire pisał 17 listopada 1716 roku:
Pozwolenie na otwarcie piramidy można uzyskać od Ibrahima Beja, ale wejście nie jest znane; trzeba by całą piramidę zburzyć, co kosztowałoby co najmniej od 200 do 300 piastrów. Ale można również znaleźć kosztowności w zwyczajnych grobach. Przed dwoma laty Arabowie pracujący w katakumbach znaleźli osobny grób z trzema mumiami zaopatrzonymi w ozdoby ze złota .
W okresie Nowego Państwa z powodów religijnych, ale i ze względów bezpieczeństwa, faraonowie zrezygnowali z piramid na rzecz bardziej dyskretnych podziemnych komór grobowych. Obszerne grobowce drążono w tajemnicy (przynajmniej na początku) w wapiennych zboczach Doliny Królów i Doliny Królowych w pobliżu Teb, a wejścia starannie maskowano. Jednak pomimo stałej obecności strażników (do ich obowiązków należało odstraszanie potencjalnych złodziei) i funkcjonowania zabezpieczeń wewnątrz budowli – takich jak głębokie szyby, ślepe korytarze, wyjątkowo ciężkie granitowe sarkofagi (pozornie nie do spenetrowania) – także i te grobowce zostały splądrowane.
Opierając się na niektórych świadectwach starożytnych, możemy przyjąć, że wszystkie królewskie grobowce w Dolinie Królów ograbiono przy udziale ich budowniczych. Pokusa była wszak ogromna: niejeden złoty pierścień wart był kilkuletniego zarobku wykwalifikowanego robotnika. Jednak szczegółowe prace wykopaliskowe i późniejsze badania Deir el-Medina – wioski zamieszkałej przez robotników budowlanych i ich rodziny – oraz analiza odnalezionych tam zapisków zaowocowały pojawieniem się wątpliwości co do twierdzenia o bezpośrednim związku wieśniaków zatrudnionych przy budowie grobowców z ich penetracją.
Osada ta, położona nad wzgórzami Doliny Królów, była najbardziej strzeżonym miejscem w Egipcie. Całkowicie otoczona murem, z jedynym – pilnowanym dzień i noc – wejściem od strony północnej. Każdy, kto opuszczał wioskę lub do niej przybywał, był dokładnie kontrolowany. Wszystko, co wynoszono do doliny, było ważone i rejestrowane; a po powrocie całą procedurę powtarzano. Nad dystrybucją żywności, odzieży, czy nawet wody, czuwali pracownicy królewskiego magazynu, znajdującego się na wschodnim brzegu Nilu.
Okres panowania XX dynastii był w dziejach Egiptu okresem destabilizacji. Nawet tron nie był bezpieczny i prawo do niego stało się przedmiotem sporów. Region Luksoru bardzo ucierpiał wskutek politycznej rywalizacji i walk konkurentów. W ich efekcie, pod koniec dynastii z Doliny Królów, miały miejsce najazdy wojowników nubijskich, którzy w amoku grabili miejsca spoczynku faraonów. Z biegiem lat rosła liczba splądrowanych grobowców. Wiele z nich pozostawiono otwartych, wystawiając na wtórny łup pomniejszych złodziejaszków.
Świadectwem takich grabieży są fragmentaryczne zapiski o akcji przedsięwziętej przeciwko rabusiom za rządów Ramzesa IX, zamieszczone w papirusach Abbott i Amherst. Wynika z nich jednak, że łotrzykom nie zdołano niczego udowodnić i w końcu puszczono ich wolno, choć poszlaki wskazywały na złodziejski spisek sięgający wyższych sfer, obejmujący również komendanta strażników nekropoli. Złodzieje zeznali:
Otwarliśmy sarkofagi i znajdujące się w nich trumny, znajdując czcigodną mumię tego króla wraz z zakrzywionym mieczem. Miał on na szyi wielką liczbę amuletów i złotych ozdób, a na głowie złoty diadem. Czcigodna mumia króla cała była powleczona złotem, a jego trumny były wewnątrz i z zewnątrz ozdobione złotem i srebrem oraz wysadzane drogocennymi, szlachetnymi kamieniami. Zabraliśmy złoto, znajdujące się na czcigodnej mumii tego boga, razem z amuletami i klejnotami, które miał na szyi, jak również złoto z trumien, w których spoczywał. I znaleźliśmy królową pochowaną w ten sam sposób. Także i stamtąd zabraliśmy wszystko, co znaleźliśmy, i podłożyliśmy ogień pod ich trumny. Wzięliśmy wyposażenie, które przy nich znaleźliśmy, składające się z przedmiotów ze złota, srebra i brązu, i podzieliliśmy między siebie.
Rabusie podkładali pod trumny ogień, ponieważ łatwiej było odzyskać ze zgliszcz grudki stopionego złota, aniżeli żmudnie zdzierać je z trumien czy przeszukiwać mumię zwój po zwoju. Oto zeznanie drugiego rabusia:
Udaliśmy się do grobowca Cza-nefer, który był trzecim kapłanem Amona. Otworzy'liśmy go i wyjęliśmy wewnętrzne trumny, wzięliśmy jego mumię i porzuciliśmy ją w kącie grobowca. Trumny z całą resztą zabraliśmy łodzią na wyspę Amenemopeta, w nocy podpaliliśmy je i umknęliśmy ze złotem, które w nich znaleźliśmy. Na każdego przypadło po cztery kite .
Cztery kite było równowartością trzech, czterech miesięcznych zarobków robotnika. Próbując ochronić królewskie szczątki z XVIII, XIX i XX dynastii, nowy kapłan Karnaku, Herihor, rozkazał je ekshumować, po czym owinąć ponownie bandażami. Wokół szyi, w celu ich usztywnienia, umieszczano spisy spraw urzędowych, dzięki którym udało się później przeprowadzić identyfikację ciał. Następnie mumie zostały złożone do zwykłych trumien i pochowane w sekretnych kryjówkach, których lokalizację odkryto dopiero pod koniec XIX wieku. Jedna grupa mumii była przenoszona pięcio–, a być może nawet sześciokrotnie, zanim ostatecznie znalazła schronienie poza Doliną Królów w grobowcu królowej Inhapi w Deir el-Bahari.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
