Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Rzecz o tym, jak zachodnie rządy i elity przyczyniły się do zniszczenia Gazy oraz uciszenia głosów upominających się o prawa Palestyńczyków.
Didier Fassin, opierając się na szerokim zestawie międzynarodowych źródeł, przedstawia zapis pierwszych sześciu miesięcy wojny prowadzonej przez armię izraelską po atakach z 7 października 2023 roku. Autor pokazuje, jak większość zachodnich rządów nie tylko przyzwoliła na zniszczenie Gazy – jej domów, szpitali, szkół, infrastruktury i społeczności cywilnej – ale często także aktywnie się do tego przyczyniła.
By usprawiedliwić swoje stanowisko i krytyczne głosy, autor przyjął oficjalną wersję wydarzeń opartą na izraelskiej narracji. Główne media w dużej mierze ją powieliły, pomijając perspektywę i doświadczenia Palestyńczyków. Głosy sprzeciwu zaczęto tłumić, narzucając kontrolę nad językiem i myśleniem. Cenzura i autocenzura stały się codziennością, a wezwanie do zawieszenia broni czy przypomnienie o prawie humanitarnym wystarczało, by spotkać się z zarzutem antysemityzmu.
Fassin przygląda się kwestii tego, w jak dramatycznie nierówny sposób traktowana jest przez media wartość życia po obu stronach konfliktu oraz złożonym uwarunkowaniom geopolitycznym, ekonomicznym i ideologicznym, które takie podejście podtrzymują. W jego ujęciu ta zbiorowa moralna kapitulacja Zachodu, polegająca na odrzuceniu zasad, które są uznawane za fundamenty cywilizacji, pozostawi trwały ślad w historii ludzkości.
Polskie wydanie posłowiem opatrzył Przemysław Wielgosz.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 161
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Didier Fassin
Moralna abdykacja
Eseje (2)
Przełożył
Oskar HedemannPosłowie Przemysław Wielgosz
ObrotyWarszawa 2026
Od czasu do czasu język umieraI właśnie teraz się to dzieje.Czy pozostał ktoś jeszcze, by nim mówić?
Fady Joudah
Przyzwolenie na zagładę Palestyńczyków w Strefie Gazy doprowadziło do powstania ogromnej wyrwy w systemie moralnym świata. Historia zapamięta, jak rządy zachodnie i znaczna część ich elit poparły wojnę prowadzoną przez Izrael po krwawym ataku Hamasu 7 października 2023 roku i w jaki sposób tłumiły głosy wzywające do zawieszenia broni, sprawiedliwego pokoju i poszanowania prawa międzynarodowego. Zgoda na zniszczenie i na masakrę ludności, do czego należy jeszcze dodać prześladowania mieszkańców Zachodniego Brzegu, pozostawi niezatarty ślad w pamięci społeczeństw, które ponoszą za to odpowiedzialność. Zaraz po porażce armii francuskiej w 1940 roku Marc Bloch napisał Dziwną klęskę, książkę będącą bezkompromisową analizą przyczyn, które do niej doprowadziły. Ówczesna klęska Francji miała charakter militarny. Dzisiaj jednak chodzi o klęskę moralną. Wymaga ona analizy równie wnikliwej jak ta dokonana przez francuskiego historyka, nawet jeśli kontekst i okoliczności są zupełnie inne, a istniejące dylematy etyczne – znacznie głębsze.
Należałoby zatem dokładnie zbadać, co doprowadziło do tego, że dla decydentów politycznych i środowisk intelektualnych głównych krajów Zachodu (z nielicznymi wyjątkami, w tym Hiszpanią) akceptowalne stały się widoczna w statystykach prawidłowość, że życie palestyńskich cywilów okazało się warte kilkaset razy mniej aniżeli życie izraelskich cywilów, oraz twierdzenie, że śmierć tych pierwszych nie zasługuje na taki sam szacunek jak śmierć tych drugich; co sprawiło, że wezwanie do natychmiastowego zawieszenia broni, aby powstrzymać masakrę dzieci, po tym jak ponad dwanaście tysięcy z nich zostało już zabitych, a wiele innych spalonych, okaleczonych i dotkniętych głęboką traumą, jest potępiane jako akt antysemicki; co spowodowało, że zakazane są demonstracje i zgromadzenia ludzi domagających się ustanowienia sprawiedliwego pokoju, a osoby nawiązujące w swych wypowiedziach do historii regionu są karane; co właściwie sprawia, że większość zachodnich mediów niemal automatycznie, bez jakiejkolwiek niezależnej weryfikacji, powiela wersję wydarzeń prezentowaną przez siły okupacyjne, jednocześnie nieustannie podając w wątpliwość wersję wydarzeń przedstawianą przez mieszkańców okupowanych ziem; czym wytłumaczyć, że władze publiczne, instytucje naukowe i środowiska akademickie narzucają milczenie tym, którzy domagają się przestrzegania międzynarodowego prawa wojennego i humanitarnego, pozostawiając jednocześnie swobodę działania tym, którzy prawa te łamią; jak wytłumaczyć, że krytyka rządu złożonego z ministrów skrajnej prawicy wypowiadających się w nieludzki sposób o narodzie, któremu odmawiają prawa do istnienia, jest traktowana jako nawoływanie do nienawiści; jak zrozumieć, że tak wielu spośród wszystkich tych mężczyzn i kobiet, którzy mogli przecież zabrać głos, a nawet przeciwstawić się, odwraca wzrok, nie chcąc patrzeć na unicestwianie terytorium, jego historii, zabytków, szpitali, szkół, mieszkań, infrastruktury, dróg i mieszkańców, a wielu z nich wręcz zachęca do kontynuowania tych działań? Takie właśnie zanegowanie wartości, do których odwołują się społeczeństwa zachodnie, tego typu kapitulacja polityczna oraz tak głęboka intelektualna zapaść wymagają bez wątpienia pogłębionej analizy.
Sądzę, że najpierw należałoby wyjaśnić pojęcie przyzwolenia. Przyzwolenie ma bowiem dwie różne formy. Pierwsza z nich jest bierna i sprowadza się do braku sprzeciwu wobec określonego zamierzenia lub przedsięwzięcia. Pozwala się zatem na jego realizację. Druga zaś forma przyzwolenia jest formą aktywną i polega na wyrażeniu zgody na zrealizowanie określonego przedsięwzięcia. W tego rodzaju sytuacjach wspiera się jego realizację. W przypadku wojny w Strefie Gazy oba te wymiary występują jednocześnie. Kiedy Rada Bezpieczeństwa ONZ nie wyraża zgody na wprowadzenie zawieszenia broni z powodu weta zgłoszonego przez jednego z jej członków lub kiedy władze uczelni wyższych odmawiają przeprowadzenia głosowania potępiającego niszczenie palestyńskich uniwersytetów i zamordowanie ich profesorów, w pierwszym przypadku mamy do czynienia z milczącą zgodą na kontynuowanie zabijania ludności Palestyny i dewastację jej terytorium, a w drugim – na dalsze unicestwianie tamtejszego systemu edukacji i środowiska akademickiego. Natomiast kiedy przywódcy państw przybywają do Jerozolimy, aby potwierdzić bezwarunkowe prawo Izraela do obrony, lub kiedy ich rządy wysyłają do tego kraju ogromne ilości uzbrojenia, bomb i samolotów, wówczas aktywnie przyzwalają na nieograniczone stosowanie represji i dostarczają dodatkowych środków do przeprowadzenia tych działań, podczas gdy w tym samym czasie izraelscy przywódcy i wojskowi – aby uzasadnić zabijanie cywilów – publicznie deklarują, że w Strefie Gazy nie ma ludzi niewinnych. Należy zresztą zauważyć, że po tym, jak Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości uznał, że ryzyko ludobójstwa jest realne i że należy mu zapobiec, wsparcie udzielane Izraelowi przez niektóre państwa nieco osłabło, przynajmniej oficjalnie, zamieniając się z aktywnej akceptacji w bierną, nie skutkując jednak zaprzestaniem dostaw sprzętu wojskowego.
Tymczasem przez cały okres wojny wiele zachodnich państw nie poprzestało na samym tylko przyzwoleniu. Nie dopuściły one bowiem do głosu wszystkich tych, którzy bronili prawa Palestyńczyków do godnego życia, a nawet po prostu do życia, oskarżając ich o nawoływanie do nienawiści lub pochwalanie terroryzmu, zatrzymując ich na kampusach uniwersyteckich lub zakazując im wjazdu na terytorium Europy.
Paradoks polega na tym, że moralna abdykacja państw Zachodu była uzasadniana właśnie moralnością. Twierdzono, że kraje europejskie ponoszą historyczną odpowiedzialność wobec Żydów i że muszą zagwarantować im bezpieczeństwo. W tym kontekście atak przeprowadzony 7 października był potwornym czynem, który zagrażał samemu istnieniu Izraela. Odpowiedź ze strony Cahalu[1] była zatem nie tylko nieunikniona, lecz również w pełni uzasadniona. Jeśli zaś chodzi o śmierć palestyńskich cywilów, to była ona oczywiście godna ubolewania, ale należało ją uznać za skutek uboczny, którego izraelska armia starała się za wszelką cenę uniknąć. Zniszczenie Strefy Gazy i wymordowanie części jej ludności stanowiło w gruncie rzeczy mniejsze zło, które miało na celu zapobieżenie znacznie gorszej sytuacji, jaką byłoby zlikwidowanie państwa izraelskiego przez Hamas. W tych okolicznościach mówienie o zbrodniach popełnianych przez Izraelczyków uznano za przejaw najbardziej podejrzanej formy rasizmu, a mianowicie antysemityzmu, zwłaszcza jeśli mówiło się o ludobójstwie w odniesieniu do rzezi dokonywanej na ludności palestyńskiej, ponieważ wydawało się nie do przyjęcia, aby potomkowie narodu, który padł ofiarą największego w historii ludobójstwa, byli sami oskarżani o popełnienie takiej samej zbrodni. W ten sposób „czyste” sumienie opowiedziało się za wymierzeniem zbiorowej kary Palestyńczykom. W konsekwencji nie dość, że zanegowano wartości moralne, to jeszcze fundament, na którym się one opierały, stał się wielce niepewny.
„Od czasu do czasu język umiera” – pisze palestyński poeta Fady Joudah. „I ten język umiera właśnie teraz. Kto bowiem jeszcze pozostał przy życiu, aby nim mówić?” W licznych rozmowach, jakie przeprowadziłem w ciągu ostatnich miesięcy z osobami, które mają podobne lub odmienne poglądy na to, czym jest przyzwolenie na zniszczenie Gazy, okazało się, że nie tylko skurczyła się przestrzeń wypowiedzi – z powodu gróźb, jakie zawisły nad osobami poruszającymi tę kwestię – ale że również zabrakło nawet słów, które mogłyby wyrazić to, co rozgrywa się na naszych oczach. Wszyscy byliśmy świadomi, że jesteśmy – oszołomionymi i zarazem bezsilnymi – świadkami ważnego wydarzenia współczesnej historii, którego moralne konsekwencje, reperkusje polityczne i implikacje intelektualne będą ogromne. Jednak język, w którym można było to wyrazić, wydawał się martwy. A raczej próbowano ten język uśmiercić, narzucając słownictwo i swoistą „gramatykę faktów”, nakazując, co należy mówić, a potępiając to, czego nie wolno wypowiedzieć, grożąc publicznym potępieniem, wykluczeniem ze społeczeństwa, zwolnieniem z pracy, usunięciem z instytucji, pozbawieniem finansowania, odebraniem nagrody, odsunięciem od udziału w konferencji, wszczęciem dochodzenia przez organy ścigania, a nawet postawieniem przed sądem. Policyjna cenzura językowa, stanowiąca jednocześnie cenzurę myśli, była też podsycana donosami kolegów, profesorów, obywateli i organizacji społecznych, którzy domagali się surowych sankcji w stosunku do niepokornych osób. Dlatego przywrócenie swobody wypowiedzi, domaganie się debaty publicznej na temat nazewnictwa, obrona języka, który pozwoliłby uczynić świat bardziej zrozumiałym, stały się koniecznością.
Konieczność ta okazała się tym bardziej nagląca, że po wydaniu przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości orzeczenia uznającego za „prawdopodobne” popełnienie ludobójstwa w Strefie Gazy, historię zaczęto pisać niejako na nowo. Najbardziej kłopotliwe ślady zachęcania do zbrodni wojennych w imię tak zwanego prawa do samoobrony zostały usunięte. Zaczęto obarczać rząd w Jerozolimie winą za wywołanie kryzysu humanitarnego, po tym jak wcześniej wspierano dokonywane przez Izrael bombardowania i wprowadzoną przez ten kraj blokadę. Nagle zaczęto opowiadać się za przerwaniem walk, chociaż wcześniej krytykowano wszystkich tych, którzy się tego domagali. Okazywano współczucie po tym, gdy wcześniej przyjmowano wielce wojowniczą postawę. Minimalizowano znaczenie cenzury po tym, gdy uprzednio zaciekle ją stosowano. Zaczęto wreszcie patrzeć nieco bardziej krytycznie na komunikaty wydawane przez izraelski rząd. W momencie, gdy dokonywała się ta zmiana, należało zebrać i powiązać ze sobą kilka elementów, aby, choćby w niewielkim stopniu, przyczynić się do stworzenia archiwum tego, co pozostawi głęboką ranę w stuleciu i tak już pełnym wojen i krwawych rzezi.
I właśnie wojny i masakry przywołują niektórzy, aby zrelatywizować wyjątkowy charakter niszczenia Strefy Gazy. Zauważają oni, poniekąd słusznie, że podobne sytuacje miały miejsce w Kongo i Kiwu, w Sudanie i Darfurze, w Etiopii i Tigraju, w Turcji i Kurdystanie, w Rosji i Ukrainie, w Birmie w konflikcie z mniejszością muzułmańską Rohingja, w Chinach i na terytorium zamieszkanym przez Ujgurów, a także w wielu innych miejscach na Ziemi. Każda z tych sytuacji jest bez wątpienia tragiczna. W niektórych z tych konfliktów zginęło więcej osób niż w Strefie Gazy. Jednak żadna z tych wojen i żadna z tych masakr nie spotkała się z tak niezachwianym poparciem ze strony zachodnich rządów i z tak kategoryczną krytyką tych, którzy je potępiają, mimo że skala zniszczeń i dążenie do całkowitego unicestwienia tego miejsca i żyjących tam ludzi nie mają sobie równych.
„Czasami jest nawet lepiej, gdy brakuje nam słów” – napisał brytyjski filozof Brian Klug dwa miesiące po wydarzeniach z 7 października. „Być może powinniśmy milczeć tak długo, aż znajdziemy wreszcie słowa, które pozwoliłyby nam zbliżyć się do rzeczywistości – do brutalnej ludzkiej rzeczywistości cierpienia, bólu, straty i rozpaczy. Są takie chwile, kiedy powinniśmy przestać mówić, aby zacząć myśleć – myśleć politycznie”[2]. Na tę ostrożną przestrogę Talal Asad, pochodzący z Arabii Saudyjskiej antropolog, odpowiedział: „Tak, z pewnością. Ale w obecnej sytuacji, gdy popełniane są świadomie akty okrucieństwa, a następnie bezwstydnie się im zaprzecza, być może konieczne jest nie tylko myślenie, lecz także zabranie głosu i działanie w sposób moralny”. Dodał jednak również: „Lecz zdefiniowanie, w jaki sposób należałoby tego dokonać, jest trudniejsze, niż mogłoby się wydawać”[3]. Trudność ta sprawia, że podjęcie takiego wysiłku staje się jeszcze bardziej palące. If not now, when?[4] Bo jeśli nie teraz, to kiedy?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
[1] „Cahal” to skrót hebrajskiej nazwy Sił Obronnych Izraela – Cawa ha-Hagana le-Jisra’el (przyp. tłum.).
[2] Brian Klug, George Orwell, Gaza, and “the debasement of language”, „Contending Modernities”, 15 grudnia 2023 r.
[3] Talal Asad, Reflections on the Israeli-Palestinian conflict, „Humanity”, 21 marca 2024 r.
[4] Ta słynna fraza pochodzi z aforyzmu przypisywanego Hillelowi zwanemu Starszym, ważnej postaci tradycji rabinicznej i założycielowi szkoły interpretacji religii żydowskiej z końca I wieku p.n.e.: „Jeżeli nie ja dla mnie – kto dla mnie? A gdy ja tylko dla siebie – kim jestem? A jeśli nie teraz – to kiedy?” (Pirke Awot. Sentencje Ojców, tłum. Sacha Pecaric, w: Talmud Babiloński, red. Sacha Pecaric, Kraków 2009). Zdanie to wykorzystał potem Primo Levi w tytule jednej z jego powieści: Se non ora, quando? [Jeśli nie teraz, to kiedy?]. IFNOTNOW to również nazwa ruchu amerykańskich Żydów, który walczy o równouprawnienie Palestyńczyków i Izraelczyków.
Tytuł oryginału: Une étrange défaite. Sur le consentement à l’écrasement de Gaza
Redaktor inicjujący: Krzysztof Cieślik
Redaktor prowadzący: Michał Michalski
Redakcja Kamil Bogusiewicz
Opracowanie graficzne oprawy i projekt makiety: Mimi Wasilewska
Korekta: Hanna Trubicka, Michał Trusewicz
Koordynacja produkcji: Szczepan Kulpa
Opieka promocyjna: Paula Czubaj, Agata Krajewska
Copyright © Editions La Découverte, Paris, 2024
Copyright for this edition by Wydawnictwo Obroty, 2026
Copyright for Polish translation by Oskar Hedemann, 2026
Wydanie I, Warszawa 2026
ISBN 978-83-8432-061-7
wydawnictwo-obroty.pl
Kontakt: [email protected]
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
