Milion myśli naraz - Aneta Pawłowska-Krać - ebook

Milion myśli naraz ebook

Pawłowska-Krać Aneta

0,0
43,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Dawid nie był w stanie wytrzymać dłużej w jednym miejscu pracy. Czuł się przytłoczony, bywał agresywny, popadał w nałogi. Liliana nie radziła sobie w roli matki. Przeszkadzały jej gonitwa myśli, brak umiejętności skupienia się czy utrzymania porządku. Maciej to wulkan energii tryskający pomysłami, ale za swoje sukcesy zawodowe płacił tygodniami izolacji. Dopiero zdiagnozowanie ADHD i rozpoczęcie leczenia sprawiło, że ich życie przestało przypominać niekończącą się przejażdżkę kolejką górską, z której bardzo łatwo wypaść.

Świadomość społeczna dotycząca ADHD u dorosłych nadal jest niewielka. Jak oceniamy ludzi, którzy nieustannie odkładają wszystko na potem, zapominają o ważnych wydarzeniach, zostawiają po sobie bałagan, są niestabilni emocjonalnie? Zazwyczaj uważamy, że sami są sobie winni. Oni także często się o to obwiniają.

Książka Anety Pawłowskiej-Krać pokazuje, jak krzywdzące jest takie podejście. To rzetelny, wnikliwy reportaż otwierający oczy na problem, który może dotyczyć ponad 900 tysięcy dorosłych w Polsce.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 273

Data ważności licencji: 6/24/2033

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



W serii ukazały się ostatnio:

Barbara Seidler Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe (wyd. 3)

François-Henri Désérable Kruszenie świata. Podróż do Iranu

Martyna M. Wojtkowska W Nowej Zelandii wschodzi słońce. Wojenna tułaczka polskich dzieci

Katarzyna Kobylarczyk Ciałko. Hiszpania kradnie swoje dzieci (wyd. 2)

Patrick Radden Keefe Cokolwiek powiesz, nic nie mów. Zbrodnia ipamięć wIrlandii Północnej (wyd. 3)

Thomas Orchowski Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż zKrety

Karolina Bednarz Kwiaty wpudełku. Japonia oczami kobiet (wyd. 3)

Linda Polman Karawana kryzysu. Za kulisami przemysłu pomocy humanitarnej (wyd. 4)

Agata Komosa-Styczeń Wyspa niechcianych kobiet

Ilona Wiśniewska Hjem. Na północnych wyspach

Nicola Lagioia Ciao amore, ciao. Morderstwo wRzymie

Paweł Smoleński Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie (wyd. 2)

Tomáš Forró Śpiew syren. W głąb wojennej Ukrainy

Will Storr Nadprzyrodzone. Śledztwo wsprawie duchów

Jacek Hołub Wszystko mam bardziej. Życie wspektrum autyzmu(wyd. 2 zmienione)

Remigiusz Ryziński Dziwniejsza historia (wyd. 2 rozszerzone)

Jack El-Hai Norymberga. Naziści oczami psychiatry

Andrzej Dybczak Gugara (wyd. 2 zmienione)

Marta Madejska Ostatni gasi światło. Przypowieści otransformacji

Tobias Buck Ostatni proces. Niemieckie rozliczenia znazistowską przeszłością

Anna Sulińska Wniebowzięte. O stewardesach wPRL-u(wyd. 3)

Dariusz Rosiak Ziarno ikrew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan (wyd. 3)

Patricia Evangelista Niektórych trzeba zabić. Rządy terroru na Filipinach

Helen Garner Woda była strasznie zimna. Rodzinna tragedia iproces ozabójstwo

Marek Szymaniak Młócka. Reportaże opracy przyszłości

Peter Pomerantsev Jądro dziwności. Nowa Rosja (wyd. 3)

Marek Szymaniak Zapaść. Reportaże zmniejszych miast (wyd. 2)

Ola Synowiec Dzieci Szóstego Słońca. W co wierzy Meksyk (wyd. 3)

Jacob Kushner Biały terror. Neonaziści wNiemczech

Joseph Cox Anom. Największa operacja FBI przeciwko światowej przestępczości

Jagoda Grondecka Emirat to my. Jak talibowie odbijali Afganistan

Paweł Smoleński Syrop zpiołunu. Wygnani wakcji „Wisła” (wyd. 3)

Emilia Sułek Baranie oko. Reportaż zKirgistanu

Michał Książek Jakuck. Słownik miejsca (wyd. 2)

Mariusz Szczygieł Niedziela, która zdarzyła się wśrodę (wyd. 4)

W serii ukaże się m. in.:

Agnieszka Zielińska Gdzie słońce spędza zimę. Historie zAndaluzji

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Projekt okładki Liza Korolova na podstawie projektu serii Agnieszki Pasierskiej

Projekt typograficzny i redakcja techniczna Robert Oleś

Fotografia na okładce © Westend61 / Getty Images

Copyright © by Aneta Pawłowska-Krać, 2026

Opieka redakcyjna Tomasz Zając

Redakcja Justyna Żebrowska

Konsultacja merytoryczna lek. spec. psychiatrii Agata Todzia-Kornaś

Korekta Aneta Miklas / d2d.pl, Jędrzej Szulga / d2d.pl

Skład pismami Warnock Pro i Futura Patrycja Pączek / d2d.pl

Konwersja i produkcja e-booka: d2d.pl

ISBN 978-83-8396-347-1

WYDAWNICTWO CZARNE sp. z o.o.

czarne.com.pl

Wydawnictwo Czarne

@wydawnictwoczarne

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa

Wołowiec 2026

Wydanie I

Od autorki

Krócej żyją. Częściej ulegają wypadkom i mają urazy ciała. Częściej się rozwodzą. Łatwo wpadają w gniew. Gorzej się odżywiają. Mają kłopoty z pracą. Chorują na otyłość, nadciśnienie, depresję. Popadają w uzależnienia. Mają kłopoty finansowe.

Ale też są kreatywni, myślą nieszablonowo. Lubią zmiany, kochają być w ruchu. Są ludźmi, którzy pod presją, w kryzysie działają skutecznie i bez zawahania.

Niektórzy cechują się wysokim poziomem energii i spontanicznością. Inni mają bardzo mało energii. Jedni brylują w towarzystwie i zawsze wprowadzają radosną atmosferę. Drudzy wolą trzymać się z boku.

Osoby z ADHD. Są bardzo różne.

Łączy je to, że prędzej czy później ADHD wystawia im rachunek. Zdrowotny, finansowy, edukacyjny, zawodowy, towarzyski czy w sferze miłości. Pogląd, że ADHD to same plusy, nie jest zgodny z aktualną wiedzą, bo jeśli nie występują trudności wynikające z objawów przynajmniej w dwóch dziedzinach życia, nie ma podstaw do postawienia rozpoznania.

Czym jest ADHD u dorosłych, jakie mogą być jego przejawy, konsekwencje braku diagnozy i prawidłowego leczenia oraz jakie są metody radzenia sobie z objawami zespołu nadpobudliwości psychoruchowej – o tym opowiadają w tej książce eksperci.

Ale jej trzonem są historie osób z ADHD. Każda z nich uzyskała rozpoznanie w wieku dorosłym. Diagnoza zaburzenia neurorozwojowego, które towarzyszyło im od początku życia, postawiona koło trzydziestki czy po pięćdziesiątce może stanowić przewrót kopernikański w postrzeganiu siebie.

Czy trudno było im przyjąć diagnozę? Jak trafiły na trop ADHD? Co rozpoznanie zmieniło w ich życiu? Jak zareagowało otoczenie? Czy się leczą i co to daje? To pytania, z którymi jechałam do Szczecina, Lublina i krążyłam po dużym mieście bez nazwy. Rozmowy były długie i wierzę, że szczere. Większość bohaterów występuje pod zmienionymi imionami, w niektórych rozdziałach ukryłam też ich prawdziwe miejsce pracy czy region zamieszkania. Każda historia pokazuje inne oblicze ADHD. Bo attention deficit hyperactivity disorder stanowi spektrum i ludzie z tym samym rozpoznaniem mogą mieć inne objawy czy odmienne ich nasilenie.

Praca nad tą książką była dla mnie podróżą pełną odkryć i zwrotów akcji. Tego też Państwu, drodzy Czytelnicy, życzę – otwartości na zaskoczenie. Bo obraz ADHD, który znajdziecie w Milionie myśli naraz, ma niewiele wspólnego ze stereotypowym postrzeganiem tego zaburzenia.

Dawid. Chłopak z hulajnogą

Przyjmują mnie w jasnym słonecznym mieszkaniu na przedmieściach Szczecina. Dawid i Milena. Dawid ma dwadzieścia pięć lat, ciemne oczy i ciemne włosy. Jest wysoki. Milena – dwa lata młodsza, sięga chłopakowi do ramienia, ma dwa kucyki i kolczyki w nosie. Wygląda niepozornie, ale to ona jest podporą Dawida. Wiele razy podczas naszych kolejnych spotkań usłyszę od niego, że gdyby nie Milena, nie poradziłby sobie. To ona wysłała go do psychiatry, to dzięki jej uporowi i „manipulacjom” – jak sama to określa – poszedł na terapię. To ona wysyła CV, kiedy Dawid szuka pracy. Teraz znów szuka, bo rzucił kolejną robotę. Był już magazynierem, pracował na produkcji, ostatnio rozwoził paczki. To ona znalazła dla nich mieszkanie i podjęła decyzję o wyprowadzce od rodziców.

Czasem ma już dosyć i chciałaby przestać nosić spodnie w tym związku.

Ale to wszystko usłyszę później. Tymczasem Milena robi herbatę, ja szukam wygodnego miejsca do notowania. Dawid przestawia stolik, siadamy w ich salonie, gotowi do wielogodzinnych rozmów. Choć przyjechałam do Szczecina, by usłyszeć historię Dawida, Milena zostaje z nami. Podrzuca mu słowa, przypomina fakty. Dawid często szuka jej wzrokiem.

Dostał diagnozę ADHD dwa lata wcześniej. Myślał raczej, że ma borderline, bo przeczytał książkę o tym zaburzeniu osobowości i prawie wszystko się zgadzało. Diagnoza ADHD go zaskoczyła, miał opory, żeby ją przyjąć.

Szukał pomocy u psychiatry, bo nie chciało mu się żyć.

– Objadał się, zamykał w domu, unikał kontaktu ze znajomymi – wymienia Milena.

– Miałem ataki paniki. A wcześniej były niechęć do życia i agresja. Zaczęło się w wieku szesnastu–siedemnastu lat – mówi Dawid.

– Wydaje mi się, że to mogło być przez używki – dorzuca Milena.

Bo w tym samym czasie Dawid palił marihuanę, zaraz potem zaczął dużo pić. Właśnie wtedy poznał Milenę.

– Przetrwała ze mną to wszystko – mówi, kręcąc głową, jakby ciągle nie dowierzał. – Zrywałem z nią chyba z dziesięć razy. Odpychałem ją, tłumaczyłem, że już taki jestem i nie będzie jej ze mną dobrze.

Na zerwanie Dawid wybierał najczęściej urodziny Mileny albo święta.

– Dlaczego nie dałaś się odepchnąć? – dopytuję.

– Bo widziałam też inną stronę Dawida, nie tylko tę depresyjną. Towarzyski, dowcipny, z poczuciem humoru. Każdy znajomy go lubił. Kiedy byliśmy sami, też był przyjemny. Wiedziałam, że nie może sobie poradzić z tymi dołami, że ich nie chce. Zaproponowałam, że mogę mu pomóc, gdy tylko będzie gotowy.

Powyginany

Trudno było pomóc Dawidowi. Gdy zaczęło go ciągnąć do używek, najmniejszą uwagę na swój temat traktował jak atak. Choć Milena bardzo ważyła słowa i starała się łagodzić swój ton.

Miał osiemnaście lat, kiedy po raz pierwszy trafił do psychiatry. Po kłótni z Mileną napisał do niej w wiadomości, że chciałby zasnąć i się nie obudzić. Leżał w domu, płakał i myślał, że nie chce mu się żyć. Często tak bywało. Wszelkie propozycje Mileny, by poszedł do psychologa czy psychiatry, wielokrotnie odrzucał. „Taki już po prostu jestem” – mówił. To miało wszystko wyjaśniać.

Milena zadzwoniła do matki Dawida.

– Powiedziałam jej, że mnie Dawid nie słucha, ale ona jest matką, niech coś zrobi, bo on potrzebuje pomocy.

– Mama przyszła do domu – relacjonuje Dawid. – Zapłakany powiedziałem jej, że źle się czuję. Wtedy umówiła mnie do psychiatry.

Dostał leki na depresję, ale źle działały.

– Byłem nieżywy, siedziałem w domu i nic mi się nie chciało, czułem się „odłączony”. Miałem mdłości. I szczęka mi latała.

Leki zostały zmienione. Nastąpiła znaczna poprawa. Ale Dawid nie pamięta już, dlaczego przestał brać te kolejne. I wtedy wszystko wróciło. Znów brak humoru, kłótnie z Mileną.

– Na cokolwiek zwróciła mi uwagę, choćby coś malutkiego, to wzbierała we mnie taka fala negatywnych emocji, że ściany mógłbym przebijać. Chciałem wtedy wychodzić z domu, jeździć samochodem, żeby ochłonąć.

Ale Milena nie pozwalała mu wyjść. Stawała w drzwiach.

– Bałam się, że się naćpa, upije albo pobije z kimś. Obawiałam się najgorszych scenariuszy, które mogą się wydarzyć poza moją kontrolą.

– Nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Mówiłem Milenie, że chciałbym umrzeć w tym momencie. Trudno opisać te emocje, to było straszne. – Dawid odwraca wzrok do ściany i wzdycha. Po chwili kontynuuje: – Kilka razy Milena uspokoiła mnie rozmową i przechodziło po jakimś czasie. Jak udało mi się jednak wyjść, jeździłem autem i dobijałem się smutną muzyką. Rozmyślałem, że pojechałbym na wiadukt i skoczył z niego albo skręcił kierownicą tak, żeby się rozbić.

Coraz częściej nie miał ochoty się odzywać, nic mu się nie chciało. Czuł się zmęczony życiem, przytłoczony. Płakał. Po długich namowach Mileny poszedł na psychoterapię.

Terapeutce powiedział, że podejrzewa u siebie „bordera”, a ona na to, że borderline przeważnie mają kobiety, nie mężczyźni. Mówił też, że słyszy muzykę w głowie. Psychoterapeutka skwitowała, że pewnie w młodości dużo słuchał muzyki. Pytał, czy może go zdiagnozować, sprawdzić, czy ma depresję, zaburzenie osobowości, czy co mu jest. Ona wtedy, że nie może diagnozować i żeby poszedł do psychiatry.

Widział, że to zmierza donikąd, więc po trzech wizytach do niej nie wrócił. Był zły, że wydał tyle pieniędzy. Dawid nie pamięta, czy to był rok 2019, czy 2020, ale wie, że zarabiał w okolicach najniższej krajowej, czyli jego wynagrodzenie nie przekraczało dwóch tysięcy złotych. Wydatek stu siedemdziesięciu czy dwustu złotych na jedną wizytę u psychoterapeuty to było bardzo dużo.

Milena nie odpuszczała. Kolejny pomysł, jaki omawiali, to pobyt w szpitalu psychiatrycznym, podczas którego Dawid zostanie zdiagnozowany.

– Sam już chciałem wiedzieć, co ze mną jest. Czułem się inny z tego wszystkiego – wyznaje Dawid.

Ale ciągle odkładał realizację tego pomysłu. Aż przyszło załamanie, największe z dotychczasowych. Płakał, nie umiał się uspokoić, myśli, że ma już dość, były jeszcze silniejsze. W kryzysie poprosił, by pojechali na Mączną, jak mówią na szczeciński szpital Zdroje. Milena zorganizowała transport, pomogła koleżanka z samochodem. W drodze z miasteczka, w którym wówczas mieszkali, oddalonego od Szczecina o trzydzieści kilometrów, Dawid nieco się uspokoił. W szpitalu czekali na lekarza, który miał przeprowadzić wywiad i podjąć decyzję o przyjęciu pacjenta. I wtedy Dawid zobaczył postać w oknie z kratami. Chodziła z głową w dół. Gdy stanęła przy szybie, zrozumiał, że to po prostu dziewczynka, ale oświetlona od tyłu wyglądała upiornie. Spojrzała na Dawida i zaczęła walić rękami w szybę. Przeraził się. „Zabierz mnie stąd – błagał Milenę. – Zrobię, co zechcesz, pójdę do psychiatry, psychologa, do kogo chcesz, tylko nie zostawiaj mnie tu!”

Wrócili do domu, a Dawid dotrzymał słowa. Trafił do terapeutki, do której chodzi do dziś. Ale z powodu ograniczeń finansowych nie częściej niż raz na dwa tygodnie. Uważa, że to terapii zawdzięcza większość zmian, które potem nastąpiły.

– Już po pierwszym spotkaniu poczułem się u niej bezpiecznie, nawiązaliśmy kontakt – wspomina.

Na sesjach opowiadał, co się z nim dzieje, że ma niechęć do życia, nie widzi sensu, czasem płacze i nie może przestać. Że emocje w nim wzbierają, jak coś idzie nie tak. I oczywiście, że podejrzewa u siebie borderline, bo przeczytał książkę i prawie wszystko się zgadza.

– A ona mi przerwała i mówi: „A może masz ADHD?”. Ja zdziwiony. Śmiać mi się chciało. Jak ADHD?! Bo dotąd myślałem, że jak ktoś ma ADHD, to jest powyginany. – Wypowiadając te słowa, robi dziwny grymas, przekrzywia głowę i podnosi nieco ręce, po czym zastyga na chwilę w tej pozie. Wyjaśnia, że „powyginane” były wszystkie dzieciaki z autyzmem w szkole, i w ogóle każdy, kto różnił się od reszty. Razem z kumplami nazywali ich downami. No i teraz miało się okazać, że jest jednym z nich?

Psychoterapeutka zaleciła, by poszedł do psychiatry po leki na depresję.

Poszukał psychiatry, ale nie odpuszczał, aby dowieść swojej teorii, i znalazł takiego, który specjalizuje się w borderline. Traf chciał, że lekarz orientował się również w ADHD. Po krótkiej rozmowie specjalista wyjaśnił Dawidowi, że zaburzenie osobowości borderline daje podobne objawy do ADHD, ale między nimi jest też kilka różnic, które właśnie u Dawida występują. Dał mu do wypełnienia w domu formularz wywiadu DIVA. Na kolejnej wizycie przejrzał go pobieżnie i oznajmił pacjentowi, że ma ADHD i depresję. Zaznaczył, że obie te jednostki bardzo się lubią i często występują razem. Wypisał receptę.

Leki jednak nie rozwiązały problemów.

Żeby nie myśleli, że fajtłapa

Dawid tylko w dwóch miejscach pracy wytrzymał dłużej niż trzy miesiące. Odchodzi sam. W ostatniej pożegnał się dzień przed naszym spotkaniem. Nie wie, co będzie dalej, nie ma nic na oku, ale odejście było dla niego dużą ulgą. Tak jest za każdym razem. Najpierw myśli, że to fajna praca, cieszy się, a potem nie może się doczekać, kiedy się z niej wyrwie. W końcu się zwalnia, nawet jeśli nie ma planu na kolejny krok.

Najdłużej wytrwał w pierwszym miejscu, na produkcji papierów ściernych. W kilka osób układali duże rolki papieru na wózku, pakowali. Odstręczało go jeżdżenie autobusami do pracy, ten tłum, smród ludzi. Żeby uniknąć komunikacji publicznej, zrobił prawko i kupił samochód. Na kredyt. Przepracował dwa lata, bo tyle potrzebował na spłacenie zobowiązania, to go trzymało. Ale też obietnice awansu, czyli pracy na lepszych stanowiskach, i większych pieniędzy. Przeszedł odpowiednie przeszkolenie, a po nim nie dość, że nie trafił do lepszego działu, to jeszcze szef chciał go zdegradować, bo ktoś się nie zjawił i potrzebne było zastępstwo. Dawid powiedział, że tam nie pójdzie, nie po to się szkolił. Szef się upierał. „To idę do domu” – wypalił Dawid. „To idź” – usłyszał. Poszedł. Najpierw na zwolnienie, potem rzucił papiery.

Kolejna była stolarnia. Nie dał rady. Osiem godzin stania i tylko podawanie materiału do opiłowania. Wszędzie kurz i wióry, nieznośny hałas. Wtedy jeszcze nie wiedział o nadwrażliwości sensorycznej, która dotyczy niektórych osób z ADHD, jego też. Ale wiedział, że to nie miejsce dla niego.

Kilka miesięcy przepracował w magazynie dużej firmy odzieżowej. Nosił ciężkie kartony. Potem przez rok był magazynierem w chłodni. Zrobił kurs na wózki widłowe. Znów dużo dźwigał. Wysiadł mu kręgosłup. Konieczna była operacja odcinka lędźwiowego. Po rocznej przerwie zatrudnił się w dużej firmie kurierskiej. Dostarczał przesyłki do paczkomatów. Na początku fajnie, ciągle w ruchu. Ale przesyłek było coraz więcej. Wychodził o siódmej, wracał o dziewiętnastej.

– Co to za życie? Wracałem do domu, jadłem kolację i trzeba było szykować się do spania, bo rano znów do pracy. Bez sensu.

Przestał być kurierem po trzech miesiącach. Znów odszedł sam.

Nie wie, gdzie teraz szukać pracy. Przez kręgosłup wykluczone są wszystkie miejsca, w których się dźwiga. Czyli nie może to być magazyn lub produkcja. Nawet by nie chciał. Obiecał sobie, że tam nie wróci.

Ma w sobie dużo lęku.

– Coś mi wyleci z rąk, coś upadnie, o czymś zapomnę. Przez natłok myśli nie mogę się skupić. – Dawid wspomina swoje adehadowe wpadki w pracy. – Jak robiłem w chłodni, kilka razy uderzyłem wózkiem widłowym w regały. Innym razem podnosiłem wózkiem paletę i nie widziałem, że za nią stoi druga. Wszystko się wywaliło. Gdy rozwoziłem paczki, przy jednym paczkomacie było mało miejsca, więc zaparkowałem kawałek dalej. Wyciągałem przesyłki z paczkomatu, naklejałem etykiety, kładłem na ziemię i potem zanosiłem do auta. Miałem przy tym milion myśli naraz. Kilka dni później dostałem telefon, że cztery paczki zostały na ziemi. Na szczęście jakaś pani to zauważyła, zabrała je do domu i zadzwoniła do firmy, że je znalazła. Powiedzieli mi w pracy, że jeszcze raz coś takiego i do widzenia. Potrącili też kasę. Innym razem zgubiłem paczki na trasie, ale to już nie z mojej winy. Uszkodzone były drzwi w samochodzie, niby się zamykały, ale świeciła się cały czas kontrolka, że otwarte. Na trasie drzwi się otworzyły i wyleciały trzy paczki.

Dawid się boi, że jak pójdzie do nowej pracy, to przez jego nieuwagę znowu coś się wydarzy. Dotąd starał się, jak mógł, żeby nie było po nim widać, że ma ADHD. W ostatniej pracy codziennie kilka razy sprawdzał, czy zabrał ze sobą skaner do paczek. Przy paczkomatach też wielokrotnie na skanerze sprawdzał, czy zgadza się liczba przesyłek.

– Żeby nie myśleli o mnie, że jestem niezdarny, fajtłapa.

Sam o sobie tak właśnie myśli.

Zjazd po godzinie

Leki na ADHD na początku przyjmował w standardowej małej dawce. I tak jak zawsze w pracy był cichy i trzymał się z boku, tak teraz do każdego podchodził zagadać.

– Poprawił mi się humor, było mega fajnie – mówi.

Po kilku godzinach działanie leku słabło, więc brał kolejną taką samą porcję preparatu, by je podtrzymać. Zgodnie z zaleceniami lekarza z tygodnia na tydzień zwiększał też dawkowanie. Ale im większe stężenie leku przyjmował, tym słabiej czuł jego efekt terapeutyczny, za to coraz mocniej dawały o sobie znać skutki uboczne.

– Najgorsze były zjazdy, czyli momenty, w których lek przestawał działać. Zlewałem się wtedy cały potem, nie miałem humoru, nic mi się nie chciało robić, nawet wstać z łóżka. Nie miałem też apetytu. Schudłem dziesięć kilogramów, w porze obiadu wmuszałem w siebie jedną kanapkę. Byłem tak słaby, że jak wychodziłem na dwór, bałem się, że upadnę. Czułem się zagubiony, kręciło mi się w głowie. Powiedziałem o tym wszystkim lekarzowi, był zdziwiony. Efekt leku powinien się utrzymywać cztery godziny. Na początku tak było, ale z czasem to się skracało i w końcu już po godzinie przychodził zjazd.

Zaczęły się ataki paniki. Doświadczał ich najczęściej w miejscach, gdzie było dużo ludzi. Coraz głośniej słyszał ich rozmowy. Czuł, że patrzą na niego. Serce mu biło jak oszalałe.

Lekarz zaproponował Dawidowi ten sam lek o wydłużonym działaniu. Na początku czuł się po nim lepiej, ale z czasem znów zaczęło się to samo. Dodatkowo doszły problemy ze snem.

– Bywało, że nie spałem ponad dwadzieścia cztery godziny. Kładłem się o dwudziestej trzeciej i nie spałem do piątej. Brałem melatoninę, ale nie pomagała. Byłem tym wszystkim potwornie wymęczony.

Przy kolejnej wizycie poprosił psychiatrę o zmianę leku. O tym, że ludzie dostają inne substancje niż metylofenidat, wiedział z grupy na Facebooku dla osób z ADHD. Lekarz przyznał, że u Dawida działanie preparatu jest faktycznie niepokojące. Zalecił, by do następnej wizyty, która miała być za dwa miesiące, stopniowo zmniejszał dawkę, aż do całkowitego odstawienia.

– Na kolejnej wizycie poprosiłem o zmianę leków na depresję, bo to wszystko mnie przygniotło. I jeszcze o coś na sen. Wypisał. Ale nic innego na ADHD nie chciał dać, nie wytłumaczył dlaczego. Zaproponował import pochodnej amfetaminy z Niemiec. Nie zdecydowałem się, bo to sporo kosztowało[1].

To była ostatnia wizyta Dawida u psychiatry. Na kolejną już nie dotarł, jej termin pokrył się z datą operacji na kręgosłup, przyspieszonej, bo zwolniło się miejsce w szpitalu.

Dawid uważa, że podjęta próba farmakoterapii była dla niego traumatyczna.

– Tak bardzo źle zniosłem metylofenidat, że jakby mi lekarz jeszcze raz zaproponował inne leki, to chyba bym już nie chciał.

Została mu do dyspozycji psychoterapia i psychoedukacja.

Gwiazda i szara mysz

W podstawówce uczył się dobrze. Mama tego pilnowała. Zdarzały się nawet czerwone paski na świadectwie. W gimnazjum gorzej, ale też jeszcze przyzwoicie. Po gimnazjum nie wiedział, co dalej. Zawodówka nie wchodziła w rachubę, bo mama chciała, żeby poszedł do technikum lub liceum. Wybrał technikum gastronomiczne. Do drugiej klasy zdał, ale się zniechęcił. Za dużo nauki.

Niewiele wcześniej zaczął palić marihuanę. Miał piętnaście lat. Uważa, że to i tak późno, bo znał wielu, którzy u nich w mieście palili od dziesiątego, jedenastego roku życia. Przypisuje to mamie, która ceniła abstynencję i przed światem używek chroniła go, jak umiała.

– Ale któregoś dnia najbliższy kumpel wyciągnął mnie na dwór, powiedział, że koledzy będą palić, i spytał, czy idziemy – opowiada Dawid. – Ja na to, że nie idę. On, że tylko posiedzimy. Najpierw posiedziałem, ale w końcu zapaliłem. Zawsze łatwo było mnie namówić. I tak się zaczęło. Spodobało mi się. Zaczęliśmy z tym kumplem sobie popalać. Miał piwnicę, do której nikt z dorosłych nie zaglądał. W końcu paliliśmy dzień w dzień. Żeby mieć kasę na zioło, czasem od mamy wyciągałem dwadzieścia złotych. Kumpel wynosił też kable z praktyk. W tej piwnicy albo w komórce u niego na podwórku obieraliśmy je godzinami z gumowej osłony. Potem szliśmy na złom i sprzedawaliśmy miedź.

Towarzystwo od palenia wpłynęło na tok edukacji, bo kumpel, który wtajemniczył Dawida w marihuanę, namówił go na zawodówkę. Zachęcał, że dostaje się pieniądze za praktyki – czterysta złotych miesięcznie – i można nauczyć się zawodu. Dawid poszedł na elektryka, bo elektrycy dużo zarabiają. Ale na praktykach nie uczył się fachu, tylko spał z kolegami na paletach. Na egzamin zawodowy nawet nie przyszedł, bo uznał, że nic po tej szkole nie umie.

Palił dalej. Zaczął też pić, głównie wódkę. Bez umiaru.

– Nie umiałem się zatrzymać po kilku kieliszkach. Piłem, aż był zgon.

Z kolegami stwierdzili, że przydałoby się mieć średnie wykształcenie. Razem poszli do liceum dla dorosłych. Szkoła weekendowa, na zajęcia przyjeżdżali na ostrym kacu, tylko po obecność. Na innych pokazali się raz, na egzaminie. Absencja, picie i nieuczenie się nie przeszkodziły w ukończeniu szkoły. Ale do matury nie podszedł.

– Nic po tej szkole nie umiałem – powtarza zdanie, które już padło.

Cały ten czas spotykali się w piwnicy, codziennie. Któregoś dnia, jeszcze w czasach zawodówki, siedział zjarany na fotelu na wprost wejścia, gdy do pomieszczenia weszła najpiękniejsza dziewczyna, jaką kiedykolwiek widział. To była Milena.

– Wróciłam z Niemiec, gdzie z rodziną mieszkaliśmy kilka lat – wspomina ona. – W mieście nikt mnie nie znał. Dawid za to był lokalną gwiazdą, każda dziewczyna w okolicy wiedziała, kim jest, a połowa z nich się w nim podkochiwała. Był znany, bo od wielu lat jeździł na hulajnodze.

– Byłem zrośnięty z hulajnogą – przyznaje Dawid. – Jak miałem dwanaście lat, razem z kumplem zapoczątkowaliśmy ten sport w województwie. Wcześniej nikt nie jeździł. Dużo ćwiczyłem, jeździłem całymi dniami. Znali mnie na skateparkach w całej okolicy. Kiedyś nawet jakieś dzieciaki chciały ode mnie autograf. Czułem się wtedy lepszy od innych.

– Zawsze opalony, wysoki, dobrze zbudowany – wymienia Milena, z uśmiechem spoglądając na chłopaka. – Ale popularność Dawida wynikała też z tego, że zawsze był duszą towarzystwa. Pogodny, dowcipny, rozmowny. Jak wchodził, od razu robiło się wesoło. Wiele dziewczyn miało nadzieję na coś więcej, myślały, że z nimi flirtuje.

– Ja tego tak nie postrzegałem – zaznacza Dawid. – Po prostu rozmawiałem i byłem miły.

– I kiedy taki popularny Dawid zainteresował się bezimienną szarą myszką, dla wszystkich to był szok. Zastanawiali się, jakim sposobem go złapałam.

A Dawid przy Milenie poczuł się bezpiecznie. Sam był zaskoczony, że na jednym z pierwszych spacerów tylko we dwoje mówił jej rzeczy, o których nie wiedział nikt inny. Siedzieli na ławce w parku, zastanawiał się, czy może ją chwycić za rękę. Przy niej się nie wygłupiał, nie śmiał, nie żartował. Sama jej obecność była kojąca. Dziwił się, że tak łatwo mu przyszło wypowiedzenie tych słów po raz pierwszy w życiu.

Powiedział jej, że tęskni za tatą.

Tęsknota

Rok wcześniej, gdy grał na komputerze, dostał na Messengerze wiadomość od ciotki, z którą nie miał kontaktu. Pisała, że jego ojciec nie żyje. Poszedł do mamy zapytać, o co chodzi. „Tak, tak, do mnie też pisali, jeszcze ci nie mówiłam” – usłyszał. Rozpłakał się, odwrócił na pięcie, wziął hulajnogę i wyszedł na skatepark. Jeździł do późnego wieczora, przez cały ten czas nie umiał powstrzymać łez.

Mama nie chciała iść na pogrzeb, ale poszli, bo jemu zależało. Był maj, chyba słonecznie, choć nie jest pewien, bo wszystko pamięta, jakby to było we śnie. Miał wtedy wrażenie, że nie kontaktuje z rzeczywistością, jest gdzieś obok, a nie stoi na cmentarzu i patrzy na trumnę z ciałem swojego ojca. Przy trumnie postawiono zdjęcie. Kolorowe, jak do dowodu. Uśmiechnięty tata wpatrywał się z niego w Dawida. Zapłakany piętnastolatek nie dowierzał. To się dzieje naprawdę?

Po uroczystości Dawid odciął się od uczuć związanych ze stratą ojca. Jakby nie docierało do niego, że tata nie żyje. Z nikim o tym nie rozmawiał. Wymazał, wyparł, zaprzeczył. Nie chciał czuć. W tym świetnie pomagają używki, przynajmniej na początku.

Mieli dobry kontakt – ojciec i syn – ale tylko wtedy, kiedy tata nie pił, bo się zaszył. Na trzeźwo cały czas chodził uśmiechnięty. Interesował się Dawidem. Pracował, więc miał też pieniądze. Dawid wspomina, że kiedyś zabrał go spontanicznie do sklepu i kupił mu buty Nike. Lubili ze sobą rozmawiać, żartować. Ale ciągi ojca zupełnie zmieniały sytuację. Wtedy Dawid bał się, że spotka tatę na ulicy. Bolało go, że tamten jest pijany. Na jego widok miał tak silne uderzenie stresu, że zaczynał uciekać, kiedyś przy matce przeklął jako dzieciak. Zalany ojciec awanturował się, krzyczał. Dawida nigdy nie uderzył, ale chłopak przypomina sobie, że mama bywała posiniaczona. Miał cztery albo pięć lat, kiedy tata poszedł po raz kolejny do piwnicy z kolegami. (Takiej samej, w której dekadę później będzie przesiadywał jego zjarany syn). Dla mamy ojciec zszedł na minus jeden o jeden raz za dużo. Zabrała syna i uciekła. Najpierw do rodziny, później wynajęła kawalerkę. I cały czas żyli w stresie, że spotkają go na mieście, bo gdy widział którekolwiek z nich, wykrzykiwał w ich stronę. Kiedyś Dawid był świadkiem, jak ojciec szarpał mamę w parku. Niedługo potem wystarała się o sądowy zakaz zbliżania się zarówno do niej, jak i do syna.

Był mały, kiedy ojciec poprosił go, żeby nie zmieniał nazwiska, bo jest ostatnim w rodzinie, który może przekazać je dalej. I gdy kilka lat później mama pytała Dawida, czy chce je zmienić, bo sama wracała do panieńskiego, uszanował prośbę taty. Ze względu na nią planuje w przyszłości przynajmniej jedno dziecko.

Dopiero lata po pogrzebie, którego wspomnienie szczelnie zamknął i ukrył w sobie gdzieś głęboko, żeby nie czuć bólu, powoli zaczęła do niego docierać myśl, że nigdy już nie zobaczy ojca. Podczas największych kryzysów, jak choćby wtedy, gdy wsiadał do samochodu i chciał się rozbić, gdy płakał i nie umiał zatrzymać łez, i gdy nie chciał żyć – zawsze wtedy w rozmowie z Mileną w końcu padało, że tęskni za tatą.

Obwiniał siebie, że nic nie zrobił, by powstrzymać go od picia.

Z dnia na dzień

Do salonu mieszkania na północnych przedmieściach Szczecina przez okno wpada ostre słońce. Za nim Odra Zachodnia, na brzegu pracują maszyny, unosi się para lub dym. Podobno czasem tu czuć zapach fosforu. Oślepia mnie światło, proszę Dawida o zaciągnięcie rolety. Rozmowa przypomina mi schodzenie po spiralnych schodach o małym kącie nachylenia, okrężnie, ale konsekwentnie coraz niżej. Czuję, że potrzebujemy przerwy. Milena nastawia wodę na kolejną herbatę.

Uświadamiam sobie, że ADHD utrudniło mojemu rozmówcy dostęp do edukacji. Brak wykształcenia ogranicza możliwości zarobkowania, a dodatkowo ADHD powoduje, że trudno mu wytrwać dłużej w jednym miejscu pracy. Do tego nałogi – także mogące być wynikiem zespołu nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Życie Dawida jest ulepione ze skutków tego spektrum. Popijam herbatę z pękatego kubka. Chwila niezobowiązującej rozmowy, ale Dawid szybko wraca do wątku głównego. Liczył, że skoro już wie, co mu jest, droga do wyjścia będzie prosta, a przynajmniej możliwa.

– Na początku, zaraz po diagnozie, myślałem, że pobiorę trochę leki i to przejdzie. Załamałem się, jak się dowiedziałem, że ADHD nie da się wyleczyć, że już zawsze będę musiał z tym żyć – wyznaje.

Zmiana myślenia o sobie zaczęła kiełkować podczas psychoterapii. Uczył się rozumieć swoje objawy ADHD, rozpoznawać emocje, śledzić, z czego wynikają, panować nad wybuchami. Uwierzył, że może zdobyć wykształcenie i zawód, w którym praca będzie lżejsza niż na magazynie czy produkcji. I lepiej płatna. Poszedł do szkoły medycznej, uczył się na elektroradiologa. Milena namawiała: „Będziesz sobie w klapeczkach chodził jak pielęgniarki i dużo zarabiał”.

Wytrwał trzy miesiące. Nie chciało mu się dojeżdżać do Szczecina, bo mieszkali wtedy w ponaddwudziestotysięcznym mieście w okolicy. I przerósł go zakres wiedzy do przyswojenia.

– Jak miałem wkuć materiał z piętnastu czy dwudziestu kartek, stwierdzałem, że to nie jest wykonalne. Czytałem jedną, coś mnie rozpraszało i po nauce.

– Mógłbyś się tego nauczyć, ale przeszkodą był brak skupienia? – dopytuję.

– Tak. Całe życie słyszałem, że jestem zdolny, ale leń. I to prawda. Mam sobie za złe, że się nie uczyłem, że poszedłem do zawodówki i tak się to potoczyło. Myślałem, żeby zdać maturę, znaleźć lepszą pracę, ale przerasta mnie to. Moja psychoterapeutka popycha mnie w tym kierunku. Mówi, że ma wielu pacjentów z ADHD, którzy mają dobre zawody.

– Masz też niską samoocenę – dorzuca Milena.

– Tak, pracuję nad tym w psychoterapii. Nie wierzę w siebie. Smutno mi o tym mówić.

– Nie widzi przyszłości – uzupełnia dziewczyna. – Nie potrafi wyobrazić sobie, że na przykład będzie miał dom, dzieci. Że kiedyś będzie dziadkiem.

– Nie wyobrażam sobie tego, żyję z dnia na dzień. Nie mam marzeń.

Dawid nie potrafi też wyobrazić sobie, jak czuje się ktoś inny.

– Gdy Milena płacze i chciałbym ją pocieszyć, mam w głowie zupełną pustkę – przyznaje.

Zbawca i ofiara

– Dawid liczy na specjalne traktowanie, a sam nie potrafi wejść w czyjeś buty – komentuje Milena. – Gdy mi jest smutno, nie umie pocieszyć, ale od każdego, kto wie, że on ma ADHD, oczekuje, że będzie do niego podchodził jakoś inaczej. Wiem, że mi jest wdzięczny za pomoc, ale to tyle lat mojej męczarni, udręki. Nie da się tego wynagrodzić. Czasu, który mogłam przeznaczyć dla siebie, a poświęciłam jemu. – Milena patrzy na Dawida z mieszaniną wyrzutu i akceptacji.

Miała piętnaście lat, gdy myślała, jak zatrzymać go, by nie wyszedł z kolegami, zamiast sama spotykać się z rówieśnikami, lub gdy zbierała go pijanego z podłogi albo pilnowała, by przestał pić we właściwym momencie. Niewiele więcej, gdy stawała w drzwiach, żeby nie wyszedł wściekły na ulicę. Frapują mnie motywacje, które kierowały dziewczyną przez te wszystkie lata, ale postanawiam nie dotykać tego wątku. Może trochę z szacunku dla jej tajemnic, ale też w obawie, co mogłabym zobaczyć przez uchylone drzwi.

Sprawdzam notatki, większość haseł wykreślona. Zapisuję je, żeby nie zapomnieć, gdy coś mnie zaciekawi i chcę pogłębić wątek. Wybija się jedno z ostatnich nieprzekreślonych słów: prześladowanie. Dopytuję, jak to było z tymi „powyginanymi”.

Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.

[1] Od 2025 roku na rynku krajowym jest dostępna lisdeksamfetamina, sprowadzana wcześniej w ramach importu docelowego. Jej cena jest wyższa niż preparatów metylofenidatu.