Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Monografia jest nie tylko ważnym przyczynkiem do badań na twórczością Sępa-Szarzyńskiego, ale i do dziejów polskiego baroku. Szeroki kontekst badawczy – uwzględniający przemiany w kulturze europejskiej – oraz wnikliwa i odkrywcza lektura utworów Sępa-Szarzyńskiego połączone z erudycją autora sprawiają, że niniejsza praca należy do kanonu klasycznych dzieł traktujących o literaturze staropolskiej.
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Książnica Stargardzka
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 431
Rok wydania: 1996
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Mikołaj Sęp Szarzyński
a początki polskiego baroku
Jan Błoński
Mikołaj Sęp Szarzyński
a początki polskiego baroku
Kraków
Książka dotowana przez Ministerstwo Edukacji Narodowej
© Copyright by Wydawnictwo Literackie
© Copyright for this edition by Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 1996, wyd. II uzupełnione
ISBN 83-7052-413-3
TAiWPN UNIVERSITAS
Redaktor I wydania
Maria Rydlowa
Redaktor II wydania
Alina Doboszewska
Projekt okładki i stron tytułowych
Zofia Darowska
Spis treści
Współcześni o Szarzyńskim
„Podań niebacznej śmierci na progu żywota”
Liryka Sępa
Gość w kosmosie
Poezja wnętrza
Świat poruszony
Retoryka paradoksu
Niepokój i napięcie
Budowanie poematu
Od Kalwina do Loyoli: historia nawrócenia
Sęp a początki baroku
Potomni o Szarzyńskim
Spuścizna i spór o autorstwo
„Jakom prędko z włoskiego kraju, niepomału schorzały, do przyrodzonego miejsca dociągnął, bacząc książki wielce być pożyteczne, myśliłem zawsze o tym, jakoby też i Polskim językiem do naszych ludzi mówiły. A niechcąc bynajmniej ufać siłam moim, barzom sie tej prącej po nieboszczyku P. Mikołaju Sępie sławnej pamięci prawym Szlachcicu napierał. Który, jako był człowiek miedzy inszemi cnotami (bom ja ich, będąc sumnienia jego sekretarzem, dobry świadek) dziwnie wedle stanu swego pokorny, mogąc to przed inszemi nalepiej udziałać, niechciał w tej mierze nieboszczykowi X. Pieczowskiemu, który już na tym dawno leżał, chwały przerwać, albo nieco naruszyć. Ale rzecz pewna, gdyby to było na jego warstat przyszło, jako był wielki Panny Maryjej służka, i gorący miłośnik, a miał do tego od Pana Boga niedosiężony dowcip, żaden by go był w tym niecelowa!. Niech z Panem Bogiem króluje, kiedy sie sam tego naparł”.
Różaniec pospolicie Różany Wianek Naświętszej Panny Marijej Matki Bożej. Z ksiąg zacnego Theologa Ludwika z Granaty Miasta Hiszpańskiego... A potym z Włoskiego na Polskie przez Antonina z Przemyśla tegoż zakonu Lektora wyłożony, Kraków 1583. Wspomnienie o Sępie znajduje się w dedykacji dla Katarzyny Wapowskiej z Maciejowa, kasztelanki przemyskiej.
„Dom Szarzeńskich w Płockim Województwie starodawny, z których jeden pojął Zimnowodzką w Rusi u Lwowa, z majętnością wielką, tego dziś potomstwo Sępami zową. Był wieku mego Joachim Sęp Podstolim Lwowskim, człowiek cnotliwy i bogobojny, zostawił dwóch synów, Mikołaja człowieka uczonego i poetę, po Janie Kochanowskim przedniejszego w polskim wierszu. Umarł w roku 1581. Ciało jego w Przemyślu pochowano”.
„Stanisława Strusa, pamięć nasza znacznie niesie, który na Rastawicy z nieprzyjacioły długo a mężnie czyniąc, zabit. Co ten wiersz Mikołaja Sępa z domu Junosza, młodzieńca uczonego, opowieda tymi słowy:
Ale Wódz Tebański iż umarł zgromiwszy...”
Herby rycerzstwa polskiego. Na pięcioro ksiąg rozdzielone. Przez Bartosza Paprockiego zebrane... Kraków 1584. Pierwsza wzmianka na s. 252, druga — 542.
„Tegoż roku umarł Mikołaj Sęp herbu Junosza, który by był doszedł lat swych, byłby był z niego Poeta znamienity Polski: leży w Przeworsku”.
Kronika polska Marcina Bielskiego nowo przez Joach. Bielskiego, syna jego, wydana. Kraków 1597. Księgi szóste, s. 787. Wzmianka odnosi się do roku 1581.
„Jego Mości Panu Jakubowi Leśniowskiemu, Podczaszemu ziemie lwowskiej, Panu i bratu mnie Miłościwemu.
Częstokroć wiele ludzi Zacnych, Mciwy Panie Bracie, którzy nieboszczyka Pana Mikołaja Sępa Szarzyńskiego, brata mego rodzonego, albo zaznali, albo też pisma jego czytali, rozmawiali ze mną i z narzekaniem, żem sie o to nie starał, aby prace i pisma jego do kupy były za moim staraniem zebrane i światłu pokazane. Ja zaiste, będąc w tej mierze i sam na sie frasowity, żem do tego przyść nie mógł, i narzekaniem ludzkim poruszony, starałem sie, jakobym i żądności onej prawie pospolitej od wszytkich, którzy sie w dowcipie brata mego zakochali, i powinności mojej braterskiej, a przy tym sławy brata mego nie odbiegał. Lecz mi to na wielkiej przeszkodzie było, że po ześciu z tego świata brata mego nieboszczyk Zacnej Pamięci Jego M Pan Stanisław Starzechowski, podkomorzy ziemie lwowskiej, pisma i księgi jego na swój dozór i opiekę wziął, który też potym wrychle umarł, także też ja z pilnością sie o onych pismach pytając, mianowicie u nieboszczyka Pana Pobidzińskiego, nie mogłem sie dopytać. Mając wtedy trochę pism takowych brata mego, oczekiwałem z niemi, azaby sie ich więcej kędy miedzy ludźmi uczonemi naleźć mogło. Lecz gdy sie nic takowego nie pojawiło, jam sie, patrząc na złe zdrowie moje, aby i ta trocha, co przy mnie była, jako inszych wiele, nie zginęła, obawiając: użyłem jednej zacnej osoby duchownej do przejźrzenia i sporządzenia pism ręki brata mego własnej, które przy mnie były, które ja, aby świat widziały, pod miłościwą obronę WM mego Miłościwego Pana i brata i za upominek po bracie mym oddaję. Zalecam sie przy tym miłościwej łasce WM braterskiej mego Miłościwego Pana i brata.
WM mego Mciwego Pana życzliwy brat i sługa
Jakub Szarzyński Sęp, podstoli ziemie lwowskiej”.
Mikołaja Sępa Szarzyńskiego Rytmy abo wiersze polskie, Lwów [lub Kraków] 1601. Przedmowa brata poety.
„Cudny zaprawdę wiersz o Rzymie Włoch jeden napisał, który, acz łaciński jest, przecież dla jego piękności, tudzieżże też tu przynależy, a rzadko się znajduje, niesłuszna opuścić...
Co wszystko daleko ozdobniej i żywszymi słowy przełożył nasz jeden poeta polski, ktorego mi skrypta w bibliotece swej ukazać raczył Jaśnie Wielmożny Pan, Jegomość P. Jakub Pretfic z Gawron...”
O Rzymie pogańskim i chrześciańskim, ksiąg dwoje... Andrzej Wargocki napisał... Kraków 1610, s. 56-57.
„...wszak w tym cechu zacny
Miodopłynny pisorym Kochanowski zacny,
Był i w tej komitywie Rej w polski rym łacny,
Trzecieski i Paprocki, i Sęp wierszem smaczny
Miał urząd niepośledni w tym sławnym Babinie”.
Monogamia Jego Mości Pana Mikołaja Stradomskiego i Jej M. Panny Katharzyny Pszomkowny... Jana Achacego Kmity, Kraków 1617, [k.] 11: Morocozmea babińskie.
„Dostąpił wysokiego wierzchu Kalliopy,
Gdzie potym trzymając się pilnie jego stopy,
Wdzierają się tuż za niem wdzięczni Morstynowie,
Grochowscy, Lubomirscy, Symonidesowie.
Toż Kochanowscy drudzy: Andrzej z Mikołajem
Piotra nie opuszczając z takimże zwyczajem,
Nuż Paszkowscy, Paproccy i cni Herbułtowie,
Gruszczyńscy z Bączalskimi, przy nich i Sępiowie”.
Votum o naprawie Rzeczypospolitej Szymona Starowolskiego, 1625, [k.] 3.
„Nicolaus Senpius, magnae expectationis iuvenis, et post Cochanovium Poeta Polonicus primus, qui cum alia varia poëmata lusit, tum illud singulare, in obitum Stanislai Strus a Tartaris in Rastavica occisi”.
Simonis Starovolsci Scriptorum Polonicorum , Centum Illustrim Poloniae Scriptorum elogia et Vitae, Wenecja 1627, s. 147. Wzmianka, której nie ma w innych wydaniach, znajduje się w życiorysie Trzecieskiego.
„Szarzenscij in Płocensi Palatinatu. Quidam ex illis in Russiam venit, et in coniugem filiam Zimnowodzcij habuit. Posteritas illius dicta est Sęp. Ioachimus Sęp Pocillator Leopol. Vir timens dominum et virtutum officina. Reliquit filios Nicolaum Poëtam excellentem, et Iacobum ad res militares et Regni officia aptissimum”.
Orbis Polonus... authore Simone Okolski, Kraków 1641, t. I, s. 367.
„…Z tych Joachim Sęp Szarzyński Podczaszy Lwowski, mąż bogobojny zostawił synów dwóch, Mikołaja wierszopisa, i Jakóba...”
Kasper Niesiecki S. J., Korona Polska przy złotej wolności, t. IV, Lwów 1743, s. 2661
Rodzina, herbu Junosza, pochodziła z Mazowsza. „Dom Szarzeńskich w płockiem województwie starodawny — zapisał Paprocki — z których jeden pojął Zimnowodzką w Rusi u Lwowa, z majętnością wielką...” Gniazdo rodzinne Szarzyno, dziś Szarzyn, w wyszogrodzkim2. Nazwisko Sęp raczej (Semp, Senp, Szep nawet), niż przydomek Szarzyński (Szarzeński, Zarzyński3). Już dziad poety, ten łakomy Mazur, co skusił się na „majętność wielką”, kazał się podpisywać „Nicolaus Semp dictus Szarzyński”, dla odróżnienia z innymi Sępami zapewne4. Przybył on na Ruś po fortunę i znaczenie, jak tylu innych; niczym szczególnym nie upamiętnił się jednak w pamięci ludzkiej, jeśli pominąć Bartłomieja, młynarza z Zimnej wody, który po jego śmierci zapisał „trzem synom jego pewną sumę ob spem concordiae”, dla świętego spokoju, tylu doznał od Sępów przykrości i napadów5. Historia rodziny, bujnie tymczasem rozplenionej, pokrywa się niemal — przynajmniej w naszych oczach — z kroniką sądową i hipoteczną6. Akta grodzkie i ziemskie — spadki, pozwy, protestacje, pożyczki, zastawy! — pozwalają mniej więcej odtworzyć genealogię familii. Mikołaj, dziad poety, dwukrotnie żonaty (z Zimnowodzką i Katarzyną Kakowską) zmarł w 1531, pozostawiając trzech synów — Joachima, Bronisława, Krzysztofa — i kilka córek, z których tylko o Annie wiadomo, że wyszła za mieszczanina lwowskiego, Leonarda Lijaszkowicza. Synowie ci albo powymierali, albo się niczym szczególnym nie odznaczyli; istotnie, znane są tylko losy pierworodnego, Joachima (ok. 1500-1585). Z kim się jednak Joachim ożenił, także nie wiemy; miał w każdym razie trzech synów, naszego Mikołaja, poetę (ok. 1550-1581), Jakuba (ok. 1550 — po 1601), żonatego ze Stadnicką, wreszcie najmłodszego Wita (po 1550 — po 1585), zakonnika.
Około 1550 roku pełno już było w Zimnej wodzie Sępów, nieznośnie kłótliwych, ponieważ wieś, położona tuż koło Lwowa — o dziewięć kilometrów zaledwie — podzielona była między wielu właścicieli, szlachtę, mieszczan, konwent zakonny, którzy nieustannie dzielili, wydzierżawiali, zastawiali swe gospodarstwa. Joachim, komornik ziemski, od 1570 mniej więcej lwowski podstoli, miał tam dwór, młyn, dwa stawy, karczmę, chłopów kilkunastu czy kilkudziesięciu; stawy — zimnowodzki i rudnieński — podnajmował mieszczanom na słynne „szczuki lwowskie”7. Podpisywał się jednak zawsze „haeres sortis suae in villa Zimnawoda” — dziedzic części wsi — dodając czasem, dla uzupełnienia, „in Rudno seu Ruszni Kąth haeres”. Istotnie, było jeszcze (może za żoną?) skromniejsze gospodarstwo w Ruśnym Kącie, kilka kilometrów od Zimnejwody. Ile przynosił taki majątek, majątek szlachcica na dorobku, ogarniętego gorączką awansu per fas et nefas, bywałego i szanowanego na tyle, by osiągnąć godność ziemską i zdawkowe miano „virtutum officina”, którym go obdarzył Okolski? Sporo jednak, wnioskując po pożyczkach: zabezpieczał bowiem na dobrach dłużników raz 1000, raz 2000 polskich złotych...8 Bardzo dobra wieś przynosiła w tej okolicy pół tysiąca rocznie; ale młyny, stawy, karczmy obrzucały hojniej gotówką...9 Finansowe machinacje pasjonowały podstolego — i nieodmiennie kończyły się w sądzie. „Całe długie życie wadził się to z mieszczanami lwowskimi, to z konwentem dominikanów, to z krewnymi lub współwłaścicielami Zimnejwody”10. Wadził, a więc bił. „Warsztat cnót” napadł na przykład w 1535 na „dom Andrzeja Otolskiego, męża macochy swej, pod pozorem, jakoby tenże ją katował, i zabrał mu przemocą żonę wraz z rzeczami jej (...), pomimo, że już w 1533 starosta lwowski nałożył nań wadium 120 marek z powodu obawy Katarzyny, wówczas jeszcze wdowy po Mikołaju, o życie i bezpieczeństwo”11. Ta wojna wszystkich ze wszystkimi miała sporo momentów komicznych: w 1554 miasto Lwów przyjmuje na prokuratora miejskiego niejakiego Bamabasza Niezgodę, przyrzekając mu specjalnie 100 złp gratyfikacji, jeśli tylko ukończy spór graniczny z Sępami12. Minęło lat dwadzieścia, a Niezgoda do zgody nie doprowadził. Warunkiem sukcesu była opieka możnych: Tarłów i Starzechowskich, którzy zjawiają się również w biografii Mikołaja, poety. Już w 1551 r. Joachim wybrał Jana Tarłę do sądu rozjemczego13. Wyrok musiał być „cnotliwy”, skoro kilkanaście lat później, kiedy tenże Jan, lwowski chorąży, urządził najazd na dobra kościelne (po śmierci brata swego, Pawła, arcybiskupa) — stanął „Joachim Szarzyński w dwanaście koni z towarzyszami i sługami” i najechał Obroszyn14. Syn, Mikołaj, był już zapewne za granicą (1565). Ale nie wykluczone, że w podobnym rozruchu — Starzechowskich z Herburtem i Janem Zamojskim — stawał bądź on, z rozkazu ojca, bądź ojciec sam, co prawdopodobniejsze... Ciekawa to była sprawa, bo zawisł od niej los Starzechowskich, których miejsce — w biografii Mikołaja — wyjątkowe.
Starzechowscy uprawiali — na senatorską miarę — podobny co Joachim rozbój albo, co mniej anachroniczne, mieli podobne talenty (ponieważ nie robili nic innego niż sąsiedzi, może tylko sprawniej). Jak Sęp wtargnąć chciał w szeregi zamożnej szlachty, tak Starzechowscy — w magnackie. Na ziemi ruskiej „najwięcej dóbr pochodziło ze szczodrobliwości i hojności ręki królewskiej. Stąd to nawet drobna szlachta ruska wyjątkowo należała na sejmach do opozycji przeciw «egzekucji dóbr»”15. Po Wojciechu, wojewodzie bełzkim, Jan, wojewoda podolski, zagarnął — za zasługi i pożyczki udzielane królowi — ogromny majątek: starostwo drohobyckie (1413 złp rocznie...), klucz medenicki (wart najmniej 17000 złp dochodu w 1564...), wreszcie najtłustsze ze wszystkich starostwo Samborskie. I — mimo królewskich, sejmowych nalegań — oddać nie chciał. Majątek łupił bezczelnie, co — przez porównanie — wybiela nieco Joachima Sępa, na którym tyle psów nawieszali biografowie. Starzechowski na przykład „w Drohobyczu (...) był w posiadaniu dziedzicznym tylko 1/3 wójtostwa, ale niebawem zdołał (...) rozszerzyć swe roszczenia do dochodu z obu miejskich młynów czterokołowych, zagarnąć na swój rachunek prywatny wszystkie stawy w mieście, przywłaszczyć sobie bezprawnie (usurpatio) warzelnie soli, wreszcie rozpostrzeć swą władzę sądowniczą nad (...) wszystkimi mieszczanami”16. Umarł, nie zdoławszy ugruntować fortuny. Tymczasem sejmy huczały — i znalazł się współzawodnik do Sambora, Herburt; jego krewniaka, Jana Zamojskiego, król wyznaczył rewizorem, nakazując rozliczenie królewszczyzn i przekazanie Sambora Herburtowi. W 1567 r. toczyła się między Drohobyczem a Samborem groteskowa często „wojna”, której uczestnikiem był także „Szep haeres sortis suae in Zimnawoda” — w bandzie, dowodzonej przez podstarościego Starzechowskich, Wojewodkę. Zamknął on bramy Sambora, gdy zaś — na rozkaz Zamojskiego — woźny zaczął na przedmieściu odczytywać dokumenty, wypadli poplecznicy Starzechowskich, „a wszyscy z rusznicami i «mieczami» i dalejże podmawiać chłopów, aby nie słuchali tych obwieszczeń woźnego ani czytanych przez niego mandatów”17. Zamojski, chcąc nastraszyć opornych, jął zbierać chłopskie skargi; Wojewodka zapędził więc chłopów na wiec, gdzie — zapewne dobrowolnie — uchwalili, iż „Panie Boże dajże tak przeciwko nam wszyscy insi podstarościowie zachowywali”18. Starzechowscy utracili jednak w końcu starostwa; ubłagany król zostawił im tylko Medenice (1568). Ani Stanisław, ani starszy Wojciech, który i na Zamojskiego skrytobójczo godził, i pobił mieszczanina z królewskim glejtem — nie osiągnęli już nigdy godności i fortuny ojca.
Takie były w one lata troski i zabawy na ruskiej wsi. Tak się też i chował Mikołaj. Kiedy się urodził? Nie wiadomo. Czy był z synów podstolego najstarszy? Na pewno, bo — występując z bratem — podpisywał się pierwszy; jego też kształcono; jego na początku wymieniają kronikarze. O matce nie dochowano nic: ani nazwiska, ani daty ślubu, ani co Joachimowi przyniosła w posagu. Paprocki, Bielski mówią o Mikołaju jako o człowieku młodym: „młodzieniec uczony”; „by był doszedł lat swoich”. Pierwszego urzędowego aktu dopełnił w 1568. 31 stycznia woźny zeznaje — co w aktach grodzkich lwowskich uwieczniono — że w imieniu Wierczyńskich chciał, na mocy zapisu, wziąć w posiadanie czterech chłopów z Rudna Joachima Sępa, ale intromisji wzbronił syn Sępa, Mikołaj19. Już go więc ojciec zagonił do sądowej roboty... Pełnoletność w prawie polskim wynosiła wówczas — dla mężczyzn — 15 lat; co prawda granica lat osiemnastu wydaje się, w praktyce, występować częściej, nawet w XVI wieku20. Poeta urodził się więc koło 1550, może nieco wcześniej; dowodem i dokument wspomniany, i wpis na uniwersytet lipski, gdzie, w 1565 roku, Sęp musiał mieć lat dwanaście, a miał na pewno więcej21; i pierwsze wiersze na koniec, które jakby z 1567, 1568; oczywiście, wczesny rozkwit talentu zadziwiał współczesnych, trudno jednak przypuścić, by Nagrobek panu Janowi Starzechowskiemu... napisał nastolatek. Dzieciństwo Mikołaja łatwo sobie wyobrazić; matka, o której tak zupełnie nic nie wiadomo, musiała jednak żyć jeszcze przynajmniej parę lat, skoro zdążyła Joachimowi urodzić dwu młodszych synów, Jakuba i Wita. Nic nie wzbrania założyć, że Mikołaj „nauki rozpoczął prawdopodobnie we Lwowie, który obok szkoły elementarnej posiadał też wyższą (...). W szkole elementarnej, będącej pod dozorem duchownych, nauczył się pisać, czytać, rachować i zaznajomił się z łaciną; w wyższej, która znajdowała się obok katedry, mógł poznać nawet język grecki”22. Istotnie, lwowska szkoła była wówczas doskonała. Dobrzeją można poznać, ponieważ rektor z lat 1556-1558, młody Benedykt Herbest, przeniósł się następnie do Krakowa, gdzie, opierając się na nadpełtwiańskich doświadczeniach, zreformował również szkołę przy kościele Mariackim i wydał odpowiedni pedagogiczny traktat. Herbest pierwszy podzielił uczniów na klasy, wprowadził stały rozkład nauk: w jednym tygodniu czytano Cycerona, w drugim Wergiliusza, na przemian też roztrząsano syntaksę i prozodię (poetykę); w soboty powtarzano materiał, ćwiczono się w muzyce i arytmetyce; niedziela poświęcona była komentowaniu Pisma świętego, którego grecki tekst objaśniano najstarszym. Herbest zalecał również dysputy łacińskie i kazał uczniom odgrywać komedie...23 We Lwowie pracował wspólnie z przyjaciółmi. Najpierw więc z Grzegorzem Czujem z Sambora (Vigilantiusem), którego Sęp musiał później w życiu nieraz widywać: ten mierny, choć wykształcony poeta łaciński był lokalną znakomitością literacką, podopiecznym i laudatorem lwowskich biskupów. Zapewne, nie ma materialnych dowodów tej znajomości: lecz jeśli nawet Szarzyński był w młodości protestantem, niewątpliwie odnowił lub nawiązał kontakt z ludźmi, którzy —jeszcze przed ofensywą jezuitów — bronili „wiary powszechnej” i jednocześnie upowszechniali humanistyczne nowości, odgrywając dość istotną rolę w ówczesnym życiu intelektualnym. Jeśli chodzi o Vigilantiusa, napisał on również pierwszą biografię św. Stanisława Kostki — wiadomo zaś, że Sępa łączyły z Kostkami istotne więzy... musiano więc Grzegorza poważać na dworze w Jarosławiu24. Kogo Szarzyński znał na pewno, to trzeciego wśród przyjaciół pedagogów, Andrzeja Bargiela, który był właśnie rektorem w latach, kiedy Mikołaj studiował we Lwowie (od 1558 do 1564, kiedy Bargiel przeniósł się do Kalisza). „Znaczenie jego polega na tym, że (jako duchowy uczeń Herbesta i wyznawca jego doktryny retorycznej) należy, wraz z braćmi Herbestami, Grzegorzem z Sambora, Seb. Felsztyńskim, Janem Wenigiem Leopolitą i innymi, do grupy zasłużonych mieszczańsko-plebejskich humanistów wędrownych XVI wieku, którzy przed jezuitami dokonali reformy wielu polskich szkół średnich w duchu nowym, dążąc do ujednostajnienia typu humanistycznego gimnazjum katolickiego, czym zasłużyli się na polu szkolnictwa nie gorzej od polskich pedagogów protestanckich”25.
21 maja 1565 Sęp znalazł się na uniwersytecie w Wittenberdze, gdzie miejsca długo nie zagrzał: w jesieni zapisał się w poczet studentów lipskich26. W Krakowie, który często bywał etapem edukacji, nie studiował. Czy dlatego, że Uniwersytet Jagielloński był z ducha katolickiego, Sęp zaś pragnął heretyckiej nauki? Zagadka. Zagadek będzie coraz więcej. Z kim był w Lipsku, Wittenberdze? „Nicolaus Semp, Polonus” — zapisano; ale w 1565 nie było na uniwersytetach saksońskich innych Polaków, o których by wiadomo, że pozostali z Mikołajem w przyjaźni. W Lipsku najznaczniejszy był Stanisław Tarnowski z Rzemienia (w rzeszowskiem), herbu Leliwa; Sęp poznał go na pewno, lecz czy był głębiej z młodym magnatem związany? Ale dlaczego Mikołaj pojechał właśnie do Saksonii? Pytanie ważne, bo od odpowiedzi zależeć może wyznanie Sępa. Lipsk, Wittenberga to kraj protestancki, luterski; uniwersytety bratnie, związane nawet osobą i promieniowaniem Melanchtona, który — chociaż w Wittenberdze uczył — zapadł na śmiertelną chorobę, kiedy w 1560 przyjechał na egzaminy do Lipska27. Czyżby więc Sęp we wczesnej młodości był protestantem? Tak przypuszczają niemal wszyscy, ale — wnioskując tylko z niemieckiej podróży poety... Sympatia dla reformy, jeśli niejawne wyznanie, wydaje się istotnie pewna; ku protestantom mógł się skłaniać ojciec, choćby dla przypodobania się Starzechowskim. Ale ostrożnie: Joachim w starości udokumentował wierność religii swych przodków. 14 września 1584, po śmierci najstarszego syna, dominikańskich ślubach najmłodszego, Wita, podstoli, „obmyślając pokój i uśmierzenie na stare lata swoje, a chcąc mieć dobre staranie o zbawienie duszy swej, dobrze się rozmyśliwszy na to, co myślał, i postanowił przy kościele i służbie bożej dokonać żywota swego” — oddając Jakubowi, po godności i majątku (1582), także mieszkanie i dwór28. Tak było w dwadzieścia lat po wyjeździe Mikołaja do Niemiec. Herezja, która nigdy we lwowskim szczególnie silna nie była, słabła już i przygasała. W 1565, przeciwnie, stała w zenicie. Miała też na Rusi zelantów, Starzechowskich; Stanisław, wojewodzie, o którym Paprocki miał później powiedzieć, że był „człowiek uczony, ludzie uczone miłował i przy sobie je bawił” — przebywał nawet wówczas na Zachodzie, gdzie trafił na uwagi godnych nauczycieli29. Ale nie w Niemczech, więc nie z Sępem; w Bazylei.
Stanisław Starzechowski przyjechał do Bazylei w 1561, razem ze swoim famulusem, Stanisławem Kernerem (Mikołaj musiał go również znać dobrze, skoro pożyczał odeń pieniądze...30) — i zamieszkał u słynnego drukarza, Oporyna, wydawcy, między wieloma innymi, także Modrzewskiego; u Oporyna zaś tkwił stale stary Celio Secondo Curione, profesor literatury łacińskiej na miejscowym uniwersytecie. Że wojewodzica poważał, dowodem dedykacja mów Cycerona31. Ale to pewne, że rozmawiali nie tylko o retoryce, której Curione uczył na wydziale artium. Bazylea była kalwińska; ale ze swoimi intelektualistami miała już kłopoty. Curione uciekł z Włoch, kiedy w 1523, w San Benino, rozproszył ukradkiem relikwie świętych Agapita i Tuburcjusza, zastępując je Biblią32 ; w Szwajcarii głosił liberalizm religijny, dowodząc, że królestwo Boże przeznaczone wszystkim, co dobrze czynią, że człowiek może się zbawić własnymi siłami (De amplitudine Regni Del..., Basilea 1554). Po Rzymie godził więc w Genewę... Gorzej jeszcze było z Sebastianem Castellio — właściwie Chateillon — Francuzem, profesorem greki. W komentarzach swoich do Pisma świętego twierdził on, wedle Teodora de Beze, ucznia i prawej ręki Kalwina, że „wszyscy ludzie predestynowani są do życia wiecznego (...), wiele dzieje się wbrew boskiej predestynacji — więcej, niż wypada, przypisuje wolnej woli — wierze i religii przyznaje tyle swobody, iż nie godzi się, aby jakąkolwiek karę można było na heretyków postanawiać — o usprawiedliwieniu przez samą wiarę podobnoś wyznaje nieprawowierne poglądy...”33O Castellionie świadczy już przewrotne dziełko (De haereticis..., Magdeburgum 1554), gdzie zebrał wszystko, o czym przywódcy reformacji zabraniali dyskutować... Słowem, intelektualiści bazylejscy wchodzili na tę „drogę liberalizmu dogmatycznego, na którą w następnych wiekach wszedł cały prawie protestantyzm (...). W owym okresie tego rodzaju liberalizm religijny zwalczany był przez protestantów jako stanowisko destrukcyjne, z którego wypływały dwie drogi: jedna na lewo, jeśli nie wprost ku bezbożności, to do obozu heretyckiego, do antytrynitarzy, których krystalizowanie się w Polsce niepokoiło żywo helweckich protestantów; druga na prawo, do obozu katolickiego”34.
Istotnie, sprawa nie przedstawiała się prosto. Lecz czemu tyle o Starzechowskim w Bazylei? Sępa z nim przecież nie było. Kto wie? Na pewno nie w latach 1563, 1564, 1565; lecz ze Szwajcarii Starzechowski pojechał do Włoch i niewykluczone, że mu Mikołaj towarzyszył35 Wracał zaś wojewodzie przez Zurych, Bazyleę, Augsburg, odwiedzając przyjaciół. Sęp więc, jeśli podróżowali wspólnie, mógł — przed lub po Italii — przyjrzeć się również szwajcarskim mędrcom. Czy zresztą uścisk dłoni ważny i kilka zdawkowych słów, które niedorostkowi rzuciłby Curione? Na pewno nie. Ale w pamięci Starzechowskiego zostały problemy, o których i z Mikołajem musiał rozprawiać, w bibliotece zaś książki. Wojewodzie zaprzyjaźnił się w Bazylei z Teodorem Zwingerem, lekarzem, alchemikiem, polihistorem, który, choć bardzo młody, już wydał wielotomowe Theatrum mundi. (Osobliwa zbieżność: Zwinger był później blisko związany z Janem de Sponde36, francuskim poetą, w którym Giovanni Maver zobaczył bratnią duszę Sępa...37). Otóż, po powrocie do Polski Starzechowski pisał do Zwingera: „Rozrywają mnie teraz troski majątkowe, usługi przyjacielskie i kłopoty dworu, do którego mnie wpychają. Gdyby to ojciec żył, uchroniłbym się od takiego trybu życia, którego bardziej od węża nienawidzę (...). Nie znam bowiem przyjemniejszych chwil nad te, gdy się przenoszę myślą do naszych nauk i zajęć i gdy wertuję twoje księgi, które mi dają wiele uspokojenia”38. Jakie to były „troski majątkowe”, wiadomo. I wiadomo teraz, jaka była na kłopoty pociecha.
Co ważne, to pewność, że Sęp — osobiście lub pośrednio — poznał środowisko nie tylko intelektualnie wybitne, ale również niezwykłe w odwadze i skrajności poglądów. Kuźnię antytrynitarstwa? Oczywiście. Liberalną, tolerancyjną, przesyconą humanizmem. Curione, Castellio, tłumacz Bernardina Ochino, który również o Bazyleę potrącił w gorącą jesień 1563, kiedy przeciwko całej gromadce z mocą wystąpiła Genewa — zapisali się w pamięci bardziej jako głosiciele tolerancji i swobodnego badania niż jako herezjarchowie, którymi niewątpliwie byli. I Starzechowski stał po stronie swego profesora greki, gdy rada miejska zaczęła go prześladować, co przyśpieszyło śmierć uczonego — wystawił mu przecież, razem z Jerzym Niemstą i Janem Ostrorogiem, nagrobek39. Lecz młodzi ludzie przyjeżdżali do Bazylei po wiedzę i religię — religię, która byłaby „drogą, prawdą i żywotem”, gwarantką sensu i nauczycielką działania; widzieli zaś, jak rozpływa się ona nie tyle w filozofię — bo filozofii brakowało i przedmiotu, i metody zwłaszcza... — a raczej w moralną i religijną refleksję, rozproszoną, jednostkową i niejako nieodpowiedzialną. Siłą antytrynitarstwa nie było wątpienie, bo ono prowadziło — wtedy, w 1565 — donikąd, co najwyżej przygotowywało przyszłość po omacku; był duch ewangeliczny, który wyraził się tak pięknie w pismach polskich arian, jak choćby we wzruszającym testamencie Jerzego Szomana40. I nie można powiedzieć, by tego ducha brakowało bazylejskim profesorom. Lecz przeważała pokusa szukania, dyskusji, religia stawała się zwłaszcza jednostkowa, mnożyły się znaki zapytania, które — pośrednio — obracały się przeciw reformie, dziełu ludzkiemu i ułomnemu; tymczasem Chrystus nie rozprawia o prawdzie, Chrystus jest prawdą. Słusznie więc obawiał się de Beze, że uczniowie Castelliona poszukają w końcu pewności w Rzymie. Co zaświadczył bazylejski towarzysz Starzechowskiego i kalwin do śmierci prawowierny, Łasicki, pisząc o nawróceniu wojewodzica: „powrócił [on] do dawnej religii, to jest papieskiej — takie to korzyści wynosi młodzież z Włoch, do tego prowadzi ta niezliczona ilość sekt, to wywołują kłótnie duchownych i niemoralne obyczaje”41. List jest z 26 marca 1570; zapewne w 1569 r. Starzechowski wrócił do Kościoła; bardzo możliwe, że razem z Mikołajem.
Cały kryzys religijny Sępa — a wszystko wskazuje, że miał on miejsce, gwałtownie wstrząsając duszą poety — można niestety prześledzić tylko na osobach trzecich... Bo nawet podróż do Włoch jest tylko prawdopodobna. Między 1565 a początkiem 1568 jest w biografii Mikołaja luka. Był jednak przyjacielem Starzechowskiego, umiał biegle po włosku, co zaświadczył Antonin z Przemyśla; przetłumaczył wiersz o Rzymie; wspomniał w Epitaphium Boleslao Audaci... Osjak w Karyntii, którędy wiodła droga do Italii (gdyby jednak tamtędy wracał, to nie ze Starzechowskim)42. Włoskie podróże wchodziły wszakże dalej w skład szlacheckiej edukacji; i w tym właśnie momencie przyczyniały się walnie do umocnienia rzymskiej religii. Bo Italia, chociaż przysyłała Polsce herezjarchów — „fatalis Italia Polonis videtur”, narzekał de Beze — była przecież katolicka. I była także wzorem, przykładem, arką tradycji i kultury najwyższej, nawet jeśli już duchowo słabła. W Przyczynach nawrócenia do wiary powszechnej Kasper Wilkowski wymownie opisuje niepokój serca i złe sumienie różnowiercy, podróżującego po Włoszech43. Przeciwnie zaś, wszyscy niemal, co bronili papizmu, w Italii gruntowali swą wiarę, odwołując się, moralnie i intelektualnie, do włoskich doświadczeń; wszyscy, poczynając oczywiście od jezuitów, którzy — po wstąpieniu do zakonu — z reguły jeździli do Rzymu44. Co szczególnie uderzało, to jedność duchowa Włoch — przynajmniej zewnętrzna...; ale na pewno także splendor obyczaju i potęga sztuki — sakralnej ciągle w stopniu silniejszym, niż się powierzchownie wydaje45 Wątpiących przekonywały zarówno integracyjna funkcja religii, jak odrodzenie mistycyzmu, który zagarniał nie tylko Hiszpanię, lecz także Włochy, za sprawą często towarzyszy Ignacego Loyoli46. Zręczna taktyka dokonywała cudów; dowodem nawrócenie Mikołaja Tomickiego, którego Sęp niewątpliwie znał około roku 1580 — poświęcił mu przecież sonet — zaś spotkać mógł znacznie wcześniej, choćby we Włoszech. Tomicki, syn zaciekłego protestanta i sam luteranin, studiował w Padwie (mieście weneckim, więc nie poddanym papieskiej władzy i raczej wolnomyślnym). „Znakomicie zapowiadającego się młodzieńca (...) odkrył, polubił i otoczył troskliwą opieką kardynał Commendone i jego sekretarz, A. M. Graziani. Ten ostatni, przebywając w Rzymie, za pomocą stałej korespondencji czuwał gorliwie nad przebywającym na naukach w Padwie młodym paniczem, wybierał mu nauczycieli, posyłał książki, głównie treści religijnej, obdarzał upominkami, zwłaszcza — szczegół nieobojętny — podobiznami starożytnych pomników rzymskich i kopiami obrazów współczesnych mistrzów. (...) Jakkolwiek do przyjazdu [do Rzymu], jak się zdaje, nie doszło, to jednak namowy Hozjusza i tylu innych znakomitych mężów sprawiły, że młody kasztelanie opuścił ostatecznie Włochy jako konwertyta. «Ma znakomity umysł — pisał zadowolony Hozjusz — gładkie obyczaje, porobił duże postępy w naukach i co na szczególną chwałę jego zapisuję, że z dawnego luteranina przy pomocy łaski boskiej stał się teraz chrześcijaninem tak zdecydowanie wyznającym Chrystusa, że wpierw wycierpiałby wszystko, niżby się go miał zaprzeć wobec ludzi»”47. Jak widać, włoskie pielgrzymki nie były ani wakacjami, ani spacerem po muzeum; prestiż zaś humanizmu i starożytności sprzęgał się z katolicką wyznawczością.
Tomicki i Starzechowski byli ludźmi bardzo młodymi jeszcze. Inni marnotrawni synowie dojrzalsi byli lub bardziej znani: Stanisław Zbąski lub zwłaszcza Olbracht Łaski, którego nawrócenie uważał Hozjusz za ogromny sukces. Łaski tak odpowiadał na zarzuty protestanckich ministrów: „Rzuciliście się sami zuchwale w odmęt najstraszniejszych opinii heretyckich, aby namiętności bez wędzidła mocniej mogły sobie folgować, aby ciało nieskrępowane na więcej bezkarnie mogło sobie pozwalać. Oto u was nieskończone zgorszenia, oto ustawiczne kłótnie, oto pełne bezwstydu opinie zbrodniczych heretyków. Bezustanna tam walka o religię, bezustanna rozpacz biednego i znękanego sumienia. Zastanówcie się, jakaż u was rozmaitość sekt, jak liczne różnice między pisarzami, w religii oszustwo, w wierze bluźnierstwo, w uczynkach niewstrzemięźliwość. Nie ma porządku, nie ma stanu, nie ma władzy, nie ma godności w kościele. Nic u was nie widzę prócz zamieszania, niczego nie zaznałem prócz niezgody. A przecież Bóg nie jest Bogiem niezgody, lecz Bogiem pokoju!... Teraz dopiero ukoiło się moje sumienie, ustaliła religia, uspokoiła wiara”48. Jeśli odrzucić okolicznościową retorykę i pospolite oskarżenia obyczajowe, Łaski trafnie rozpoznaje duchowe potrzeby pokolenia: natrętny lęk przed chaosem i zmiennością, nostalgię autorytetu, utożsamianego z pokojem. W 1569 wzgląd na majątek i powodzenie nie odgrywał jeszcze roli, co widać również po Starzechowskim. Zapewne, w ruchu egzekucyjnym, który mu tak zagrażał, najradykalniejsi byli zwykle protestanci; lecz przeciwnikami rodziny byli właśnie katolicy, Stanisław Herburt i Zamojski. Nie pokrywały się podziały religijny i polityczny i z różnicy wiar nie ośmielano się jeszcze — między zamożną szlachtą — robić argumentu w praktycznych rozgrywkach.
Jakiekolwiek odbywał Mikołaj Sęp podróże, to pewne, że 31 stycznia 1568 był już we Lwowie... I jeśli jego religijne przejścia trzeba dopiero odtwarzać, to po rodzinnych interesach zostały wiadomości dokładne. Zwykła ironia archiwistyki: odkrywa ona to, co najmniej ciekawe. Lecz także ironia losu poety, który — zajęty za granicami sprawą religii i kultury — wpada po powrocie do kraju w kłopoty nader przyziemne, w matactwa rodzicielskie, równie naiwne, co bezczelne. Sądząc zaś po wierszach, gdzie temat obojętności na pieniądz jest stale obecny, niezbyt się ojcowska zachłanność podobała poecie. Stary Joachim nie oddawał długów i kazał synowi bronić zastawu (1568); pożyczał — od niejakiego Błędowskiego — 1000 złp. na swą wieś i chcąc widocznie uspokoić wierzyciela, zobowiązywał się przystawić dwu synów, by akt potwierdzili (1570); co też, w tymże 1570 roku, posłusznie uczynili. Lecz najpaskudniej poczynał sobie z Andrzejem Worytką, synem stolnika halickiego; afera tak zawikłana, że zgubili się w niej biografowie49. Mianowicie, w roku 1571 zapewne, Joachim zastawił swe dobra, Zimnąwodę i Rudno, za sumę 1000 złp., uzyskaną od Worytki. Nie chcąc czy nie mogąc oddać pieniędzy, postanowił swoje wsie odzyskać podstępem. Ale jak dziecinnym! Zastawionym gospodarstwem Worytko nie mógł sam zarządzać; puścił je więc w dzierżawę roczną — Mikołajowi; chciał się widać ubezpieczyć, nie mając pewnie zaufania do Joachima... Lecz kiedy spadkobiercy Worytki, który tymczasem umarł, chcieli 9 stycznia 1573 odebrać dzierżawę, zastali na majątku starego Sępa, który woźnego bezceremonialnie przegonił. Co się stało? Joachim pożyczył, oczywiście fikcyjnie, 1000 złp. synowi, biorąc z powrotem w zastaw własny majątek, raz już zastawiony Worytce i przezeń wydzierżawiony Mikołajowi...50 Jak się sprawa skończyła, śladów nie ma; po tym chlubnym wyczynie poeta znika z akt i jego nazwisko zjawi się w księgach dopiero w 1580. Zostają wszakże wiersze, które pozwalają odtworzyć — w niewyraźnych zarysach — życie Mikołaja.
Najpierw więc nagrobki dla wojewody podolskiego, Jana Starzechowskiego, ojca Stanisława; najwcześniejsze wiersze Sępa, które można datować: stary wojewoda umarł w 1567, łacińskie zaś epitafium tak zostało pomyślane, aby je wyryć na pomniku żałobnym. Zapewne przypuszczano, że Pieśń o Fridruszu powstała jeszcze podczas zagranicznych podróży, ponieważ Fridrusz był dalekim przodkiem Herburta, wroga Starzechowskich; jakżeby zaś Sęp wielbił znienawidzoną przez mecenasa rodzinę?51 Lecz Fridrusz był bohaterem niezmiernie popularnym — dowodem Bielski, Orzechowski, Kochanowski — protoplastą Stanisława Herburta już odległym. Pięćdziesiąt ówczesnych lat to dzisiejsze sto, pokolenia mijały szybciej przy krótkowieczności powszechnej; zaś bitwa pod Sokalem (1519) musiała trwać również w rodzinnej legendzie Starzechowskich, skoro poległo tam kilku braci Wojciecha, dziada Stanisława52. Co zaś najważniejsze, to młodość poety, której Sinko zdaje się nie dostrzegać: piętnasto- czy siedemnastoletni Mikołaj nie mógł — na rozum — pisać równie doskonałych wierszy. Lepiej więc tej ody nie datować dokładnie. Pieśń VI o Strusie powstała chyba w 1571, wtedy bowiem miała miejsce bitwa nad Rastawicą, zaś podtytuł mówi „zabit (...) Roku Pańskiego”, bez cyfry, dopisywanej dziś przez wydawców; może to znaczyć „bieżącego roku”? Oda o bohaterze nie traci jednak aktualności tak szybko, jak epitalamium: pewniejsze więc jeszcze, że wiersz na ślub Tarłówny został napisany w 1575, kiedy dziewczyna wychodziła za mąż. Z chorążanką było najpierw romantycznie, potem przyziemnie. Młodsza córka Jana (którego klientem był, jak już wspomniano, Joachim Sęp) „była szczęścia takowego dla pięknych spraw i obyczajów, że panowie postronni z Węgier i Wołoch starali się o nią do stanu małżeńskiego”53. Zygmunt August chciał ją wydać za pretendenta wołoskiego, Bogdana; lecz kiedy ten oparł się w 1569 małżeństwu własnej siostry z Krzysztofem Zborowskim, Zborowscy napadli go i uwięzili tak skutecznie, że Bogdan stracił Wołoszczyznę do sułtańskiej kreatury, wojewody Iwana; nie pomogła nawet wyprawa podolskiej szlachty za Karpaty. Bogdan przepadł gdzieś w Moskwie czy na niżu, Jadwigę zaś wydano za Hieronima Sieniawskiego, kamienieckiego kasztelana, człowieka już pięćdziesięcioletniego, który trzy żony pochował: „czytając intercyzę ślubną z roku 1575 nie można się prawie uchronić od przypuszczenia, że ją sobie po prostu kupił. Biorąc swój posag, zrzekała się Jadwiga wszystkich pretensji do schedy Tarłów, a za to Hieronim Sieniawski wspaniałomyślnie —jak się akt sądowy wyraża — zapisywał najukochańszej żonie sumę 14 tysięcy złp. na «przywianki»”54. Epitalamium mówi więc o „statecznym” Hymenie; dość też porównać fortuny, by obalić sentymentalne domysły o uczuciach poety do Tarłowny, której społeczny status był o niebo wyższy od Mikołajowego55. Ciekawe, że Sieniawski był protestantem; nawróciła go przed śmiercią (1581) żona i Benedykt Herbest, którego w pobliżu Sępa można będzie jeszcze spotkać56. Możliwe, że Sieniawskiemu przypisał poeta wierszyk Na herb Leliwa, który pochodziłby wtedy również z 1575; ale Leliwą pieczętował się również Stanisław Tarnowski, z którym Sęp był w Lipsku...
Mikołaj przebywał więc to w Zimnejwodzie, to we Lwowie, to na dworach okolicznych wielmożów, w trójkącie Lwów-Sambor-Rzeszów; sporo znaczniejszych rodzin, tam właśnie osiadłych, pojawia się bądź w wierszach, bądź w dokumentach, związanych z Szarzyńskimi. Jakub Sęp ożenił się ze Stadnicką; Katarzynie Wapowskiej, wdowie chyba po Andrzeju, kasztelanie przemyskim, którego na oczach króla Henryka śmiertelnie zranił na Wawelu Zborowski — dedykował Antonin Różaniec, nie przypadkiem zapewne wzmiankując Mikołaja. Leśniowskiemu brat poety przypisał Rytmy, wolno więc się domyślać, że podczaszy lwowski należał do „narzekających” na rozproszenie literackiego dorobku, którym interesował się również wojewoda podolski Jakub Pretfic i Pobidziński, skromniejszy już szlachcic, o jakim niewiele wiadomo. Cała ta szlachta była ze sobą często spokrewniona, tak na przykład Stanisław Starzechowski ożenił się około 1570 z inną Tarłówną, Anną, córką wojewody lubelskiego, Jana, z którą miał potomstwo (jak to „dziecię jeno XXX godzin żywe”, małego Marcina, któremu Sęp poświęcił dwa wiersze); te lubelskie koneksje mogą stanowić — wątłą — poszlakę na uczestnictwo Mikołaja w babińskich zabawach, o których wspomina Kmita57; ale ten Achacy nie był szczególnie mądry i plótł, co mu ślina na język przyniosła. Żona znowuż Wojciecha Starzechowskiego — czynniejszego politycznie, gromadzącego sobie klientelę, skoro Paprocki nazywa go „ojcem wszystkich chudych pachołków” okolicznych58 — była spokrewniona z Zofią Kostczyną, rodzina zaś Kostków, z którą wydaje się Mikołaj pod koniec życia związany, interesować może ze względów religijnych — a więc także, w wypadku Sępa, literackich.
Dla kogo bowiem Sęp pisze, komu swe wiersze czyta, z kim rozprawia o poezji i sztuce? Oczywiście, ze światlejszymi sąsiadami, przyjaciółmi; ta szlachta jeszcze nie usnęła, chociaż — stopniowo — traci polityczną i kulturalną energię. Stanisław Starzechowski nie porywa się już do spraw publicznych, chociaż „dobry, cnotliwy, a barzo pożyteczny sługa i stróż r. p.”59. Adam Rzeszowski, bogacz, do którego należała Wolica, gdzie w 1580 sprowadził się Sęp, „acz visitabat różne kraje, wszakoż przyjechawszy do ojczyzny, w pokoju się kochał jako i ojciec (...) człowiekiem młodym umarł; dobre zachowanie, którego chciał dostać przez trunek, o śmierć go przyprawiło roku 1583”60. Mikołajowi potrzebni jednak byli także intelektualiści, a więc i księża. Tymczasem o jego literackich spotkaniach niewiele wiadomo. Znajomość — wysoce prawdopodobna — z młodym Adamem Czahrowskim, który również pochodził z Zimnejwody, ma wartość tylko anegdotyczną: „mogli spotykać się bez trudu: skupiony poeta-mistyk i niesforny wyrostek szlachecki. Tylko o czym by mówili?”61 Ciekawsi już byli Vigilantius i zwłaszcza Antonin z Przemyśla, któremu zawdzięczamy jedyne uwagi o Sępie — człowieku; uwagi cenne, bo wczesne, zaś dominikanin znał Mikołaja także z konfesjonału. Antonin mówi o pokorze, dziwnej wręcz jak na szlachcica; obojętności więc na doczesność i oczekiwaniu śmierci, rozumianej jako wyzwolenie. Tak, to już nie zdawkowe zwroty, których pełno w herbarzach; tym bardziej że Antonin, człowiek wybitny, wiedział, co mówi. Młody był jeszcze, kiedy poznał Sępa, może przy majątkowych okazjach, skoro dominikanie mieli również interesy w Zimnej wodzie albo też przez prawdopodobnych nauczycieli młodego Mikołaja. Antonin studiował w Rzymie i po powrocie był we Lwowie lektorem teologii62. Troskał się o kult maryjny, jak cały zakon, do którego należał: jemu na pewno zawdzięczał Sęp inspirację sonetu Do Najświętszej Panny. Duża kariera, jaką zrobił —już w 1592 był definitorem prowincji polskiej, od której wbrew rozmaitym oporom odłączył dla misyjnych celów Ruś, bywał często we Włoszech i Hiszpanii, by wreszcie w 1596 zostać wicegenerałem całego zakonu — świadczy o zdolnościach na europejską miarę. A jednak dominikanie, choć pokryli kraj bractwami różańcowymi, wzięli stosunkowo skromny udział w tym odnowieniu życia religijnego, które docierało właśnie do Polski i zwyciężało nie tylko politycznie, lecz również w dziedzinie duchowości63. Decydująca była rola jezuitów, wśród zakonów zaś kontemplacyjnych — benedyktynów, lub raczej benedyktynek. Jednakże jezuitów nie było jeszcze wtedy we Lwowie. Zadomowili się tam dopiero w 1586, znajdując opiekunów wśród znajomych już osobistości: Zamojskiego, Herburta, Stadnickiego, który w 1598 podarował im nawet Zimnąwodę64. Byli natomiast jezuici w Jarosławiu; sprowadziła ich właśnie w 1574 — Zofia (jeszcze nie) Kostczyna.
Z domu Odrowążówna; i ostatnia, po kądzieli oczywista, z książąt mazowieckich. Urodzona w 1540, wyszła najpierw za Jana Krzysztofa Tarnowskiego, syna zwycięzcy spod Obertyna i kasztelana na Wojniczu. Dom już był pobożny, skoro w 1566, na rok przed śmiercią, Tarnowski sprowadził sobie na kaznodzieję młodego Skargę65. Owdowiawszy, bezdzietna dziedziczka Przeworska i Jarosławia prowadziła życie skromne i świątobliwe, wymawiając się nawet „służbą Bożą” od małżeństwa z ostatnim z Jagiellonów — Zygmuntem Augustem... Dopiero w roku 1574, skłoniona naleganiami krewnych i błogosławieństwem papieskim, wychodzi powtórnie za mąż za Jana Kostkę, kasztelana gdańskiego, który właśnie w tymże roku zostaje wojewodą sandomierskim. Jest to jeden z głośniejszych mężów w Polsce; był bowiem nawet kandydatem do korony po ucieczce Henryka. Pan ten, żeniąc się z Odrowążówną, miał z pierwszej żony dwóch synów, Jana, którego pociągały książki i podróże, Stanisława, skłonnego raczej do wojennego rzemiosła, wreszcie córkę Zofię, której epitafium napisał Sęp66. Dom Kostków był również bardzo katolicki; na myśl przychodzi zaraz Stanisław, święty, który pochodził jednak z innej gałęzi rodu: jego stryjem był wojewoda sandomierski. Doskonale wszakże wiedziano o pobożnej młodości Stanisława, jego jezuickim powołaniu i rzymskim zgonie (1568). Nauczycielem młodych Kostków był inny świeżo upieczony jezuita, Benedykt Herbest; przeniósł się on wraz z wojewodą z Malborka do Jarosławia, gdzie pozostał na pewno do 1576, od kiedy zajął się działalnością kontrreformacyjną na Rusi, pozostając jednak w składzie jarosławskiego kolegium, do którego musiał często powracać67. I on niedawno był w Rzymie, skąd wszystkie drogi prowadziły...
Nie tylko w Polsce, w całej ówczesnej Europie kobiety grały istotną rolę w odrodzeniu religijnym katolickim; warto przyjrzeć się więc dokładniej praktykom i obyczajom Kostczyny, które dokładnie opisuje Niesiecki: „Jakoż była to Pani świątobliwa i wzór pobożności (...), co tydzień raz przynajmniej do tajemnic ołtarzowych przystępowała. Siła ubogich panienek różnego stanu, czy to za klauzurę zakonną, czy w stan małżeński wybierających się, szczodrobliwie uposażyła, innych zaś potrzebujących miłosiernie wspomagała (...). Przy zdrowiu lepszym będąc, zwyczajem sobie w każdy tydzień nieodmiennym, we czwartek w szpitalu ubogich częstować zwykła, sama do zgotowania potraw pomagając (...). Do Najśw. Trójcy osobliwsze się w niej wydawało nabożeństwo (...). Co rok pieszo na Łysą Górę, drzewem Krzyża ś. wsławioną, chodziła; i owszem postrzeżono, że trzewiki na ten czas bez podeszew były, skąd pochodziło, że po owej skalistej, korzenistej górze, do krwi częstokroć nogi poraniła; umiała jednak te swoje dobrowolne umartwienia dobrze taić: bo w bogatych sukniach i modnie się nosiła, przecież z powagą i przystojnością”68. Ewangeliczną skromność znać również w ładnej prośbie do nienarodzonego dziecka — zapisanej zapewne przez jarosławskich jezuitów — którą Kostczyna zanosiła przed połogiem, tak przerażająco wówczas niebezpiecznym: aby poświęciło się Bogu, ale nie z rozkazu matki, lecz z własnej woli i powołania... Słowem, pobożność Kostko w surowa była, lecz światła; ascetyczna, owszem, lecz bynajmniej nie odwrócona od ludzi. Jak nalegał Loyola, trzeba było być świętym w świecie, w działaniu — i „osobliwsze nabożeństwo” do świętej Trójcy, związane oczywiście z ariańską herezją, dowodzi wrażliwości na aktualność. Kostko w poznał Szarzyński na pewno przed 1580 rokiem, kiedy to Zofia „pasierbicy swojej Kostkównie, zaraźliwą chorobą złożonej, z taką pilnością usługowała, że też od niej zaraziwszy się (...) w świątobliwych aktach życie to zamknęła”69; co też w cyklu nagrobkowym upamiętnił. A skoro poznał, to musiał też nasiąknąć religijno-intelektualnymi tendencjami rodziny, z którą wiąże się jedyny jego wydrukowany za życia wiersz: istotnie, dziełko Malchera Piotrkowity, Przeciw morowemu powietrzu przestroga... dedykowane Janowi Kostce, poprzedza Sępa „napis” na herb wojewody, Dąbrowę (1579). Jest więc niemal pewne, że — będąc przyjacielem czy podopiecznym Kostków — tkwił w ośrodku jezuickiej myśli i działania. Nie tylko jednak: słyszał na pewno o głośnej w całej Polsce decyzji młodej Magdaleny Mortęskiej, reformatorce klasztoru chełmińskich benedyktynek, która zakonnicą została wbrew woli rodziny: Mortęscy byli blisko spokrewnieni z puckimi Kostkami. Ten właśnie chełmiński klasztor — powiada historyk — stworzył prawdziwą narodową „szkołę życia wewnętrznego”70. Zbiegają się więc w domu Kostków rozmaite katolickie nowości i inspiracje.
Pierwsi jezuici — Salmeron i Canisius — zjawili się w Polsce w 1555 i 1558; trzeba było jednak trydenckiej przyjaźni Hozjusza z Lainezem, by generał zakonu zgodził się na utworzenie kolegium w Brunsberdze (1564) i usłuchał wołania nuncjusza Commendone: „w tym rozpaczliwym stanie Kościoła nie widzę skuteczniejszego lekarstwa, jak kolegia zakonu”71. Lecz w dziesięć lat później jezuici mają już cztery domy — w Brunsberdze, Pułtusku, kalwińskim Wilnie i luterańskim Poznaniu — i gromadkę wybitnych działaczy i kaznodziejów, którzy przeżywają w Polsce pasjonującą przygodę odzyskiwania kraju: po Krasowskim i Rozdrażewskim (1560), Wujek wstępuje do zakonu w 1565 roku, Warszewicki i Wysocki w 1567, Skarga w 1569, Herbest w 1571. Strategia była zawsze podobna: zdobywszy protektora, jezuici rozwijali — w danym okręgu — gorączkową działalność polemiczną najpierw (Skarga w Wilnie!), następnie pedagogiczną (kolegia przynosiły początkowo wiedzę bardzo rzetelną), wreszcie czysto religijną (zakładanie bractw) i — pośrednio — artystyczną (fundowanie świątyń). Oni też zakładali pierwsze seminaria duchowne, przeprowadzali pierwsze rekolekcje dla świeckich — i pośpiesznie tworzyli popularną literaturę religijną (Wujek, Skarga, Laterna), zwalczając reformację i kształtując typ religijności, który miał w Polsce na kilka wieków zapanować.
Pierwsze — i najciekawsze... — pokolenie polskich jezuitów różni się jednak znacznie od następnych. Do zakonu wstępują zwykle ludzie już dojrzali; przechodzą oni drogę, którą przed nimi przeszedł Hozjusz: od erazmianizmu, w każdym zaś razie humanizmu, do patetycznej i nieraz napastliwej wyznawczości, do pobożności dynamicznej, zdyscyplinowanej i — dla słabości ludzkiej — ujętej w rygory, przepisy i formuły, które ze środka wyrodzą się nieraz w cel. Lecz w 1575 roku taka ewolucja mogła jeszcze uchodzić za zrozumiałą poprawkę rozwoju; skutki duchowego przewrotu, którego czynnikiem byli jezuici, miały się objawić później. Ostatni pisarze polskiego renesansu — Górnicki choćby i Szymonowicz — odnoszą się do Towarzystwa nader przychylnie, także dlatego zapewne, że umiało ono połączyć przynajmniej część humanistycznej tradycji z rzymską wiarą72. I Sęp również musiał otrzeć się o jezuitów na dworze Kostków. Jeśli nie znał osobiście Skargi, to wiele o nim słyszał: już jadąc do Rzymu w 1568 roku kaznodzieja namawiał dziedziczkę Jarosławia, by miast kościoła ufundowała kolegium. Sprawa zwlokła się o lat parę, ponieważ zarówno biskup przemyski, Walenty Herburt (niedawno — przedstawiciel króla na soborze trydenckim), jak i generał Borgia woleli umieścić fundację w Przemyślu, mieście większym i obronnym. Zofia pisała do nuncjusza Commendone, molestowała Herburta, podarowała wreszcie zakonowi dobra Pawłowe Sioło. I znowu konferowała ze Skargą, który, jadąc z Pułtuska do Lwowa, zatrzymał się w Radymnie. Jezuici pojawili się wreszcie w Jarosławiu w grudniu 1574, wkrótce po ślubie wdowy z Kostką. Już w 1575 roku otworzyli kolegium, poczynając od „gramatyki”; w roku następnym istniała już retoryka73. Spisu pierwszych zakonników Załęski niestety nie podaje; to pewne, że był wśród nich preceptor Kostkowych synów, Herbest, pełniący obowiązki rektora czy superiora. Kościół pod wezwaniem św. Jana jęto stawiać w 1580 roku; w 1599 szkoła, zdystansowawszy okoliczne zakłady innowiercze (łańcucki i dubiecki), gromadziła 600 uczniów. Biblioteka kolegium na tyle była znaczna, by w 1656 złupili ją i wywieźli Szwedzi... Kiedy była w zaczątku, Sęp mógł się tam zapoznać z jezuicką literaturą, z Ćwiczeniami św. Ignacego zwłaszcza, które zakonnicy — idąc za wzorem założyciela — chętnie i bezpłatnie rozdawali.
Możliwe, że ostateczne przenosiny Sępa w przemyskie (1580) spowodowała chęć zbliżenia się do nowych przyjaciół i protektorów. W przedmowie brata czytamy o „pracach i pismach” Mikołaja. Pisma to wiersze; ale prace? Kto wie, czy Szarzyński nie przygotowywał jakichś rozważań czy traktatów prozą, religijnej niewątpliwie treści: wiadomo przecie, że wahał się nad przekładem Ludwika z Grenady. Poezji musiał już mieć w tece sporo: Jakub mówił, że zostało mu tylko „ta trocha”. Mogły to być parafrazy psalmów, moralne medytacje, na pewno były drobiazgi, komplementy, nagrobki, epigramaty. Lecz nawet to, co przechowano, datować wolno na ogół tylko domyślnie, po wzorach i stylu. Maver bardzo przekonywająco wykazał, że podstawą przekładu psalmów była łacińska parafraza Buchanana, protestanta. Jeśli kolejność tych wierszy pochodziła od samego poety, „fazy, przez które przeszedł «psalmista» Szarzyński, wyglądałyby w przybliżeniu następująco: na początku przekłady z Buchanana noszą widoczne piętno indywidualności tłumacza; potem dowiaduje się Sęp o dziele analogicznym, wykonanym już po mistrzowsku przez Kochanowskiego, i choć niezupełnie mu się udaje uwolnić od sugestii wielkiego konkurenta, nie chce iść jego śladem, porzucając też równocześnie wzór, którym tamten się inspirował; w końcu (...) odrzuca wszystko (...) i przez krótki okres idzie własną drogą”74. Istotnie, psalmy (numeracji kościelnej) XIX, LII, LVI wykazują zależność od Buchanana. Można by, zważywszy protestantyzm Szkota, przypuścić, że powstały około — lub przed — 1570; jednakże, tłumacząc psalm LVI, Sęp jest już na pewno katolikiem, nie tylko dlatego, że mówi o „zborze zdradnym”75, ale też — nazywa psalm „lamentem Kościoła Powszechnego”, wiadomo zaś, co znaczy — dzisiaj, ale bardziej jeszcze wówczas — słowo „powszechny”76. Psalm CXXX przypomina trochę Kochanowskiego; ostatnie, LXX i CXXIII, będące całkiem już swobodnymi parafrazami, zdradzają — bardzo dyskretne — zbieżności z cyklem sonetów77. Powstały więc zapewne po 1575.
Czemu jednak ta troska o daty? I tak wierszy Szarzyńskiego zostało niewiele; wszystkie zaś powstały w trzynasto-, czternastoleciu: 1567-1581. Kolejność ma wszakże istotne znaczenie: pozwala wyodrębnić grupę utworów, które najsilniej przyciągają uwagę; uchwycić punkt, do którego Sęp doszedł w poetyckim rozwoju. Nagrobek panu Janowi Starzechowskiemu... (1567?) jest renesansową inskrypcją, statecznie rozwiniętą w cyceroński okres. Nagrobki Kostkówny i Kostczynej, które, oczywiście, mogły powstać dopiero po lipcu 1580, są barokowymi czy manierystycznymi „konceptami”, gdzie cała inwencja poety celuje w pointę i paradoks. Myślę, że Nagrobek jednej pannie odnosi się także do wojewodzianki sandomierskiej, skoro Szarzyński pisze o „płomieniach febry ciężkiej”, wiadomo zaś, że umarła na chorobę zakaźną. Wskazówki chronologiczne pokrywają się z wnioskami rozważań stylistycznych. Podobnie z pieśniami, które Sęp pisał zapewne przez całe życie. Mimo obfitości przestawni (Pieśń o Fridruszu, O Cnocie Ślacheckiej) oraz mnogości gierek fonicznych (PieśńII) zachowują one przynajmniej częściowo symetryczność budowy zdań i twardą klarowność okresów — przeciwnie niż Pieśń VII, poświęcona Batoremu, gdzie nasycenie figur, chwytów, paradoksów łączy się z niebywałym zmąceniem jasności wypowiedzi. Otóż tę odę do króla wolno umieścić w latach 1579-1580, kiedy to Batory zdobywał Połock i Wielkie Łuki78.
Sonety, pieśń o Batorym, nagrobki Kostko w reprezentują właśnie Sępa najciekawszego: poetę, który wprowadza do swej literatury nie znany jej styl. I rzecz jasna, że nikt dzisiaj nie powtórzy opinii, którą pierwszy wypowiedział Sienkiewicz i którą później nieraz powtarzano79, że mianowicie te wiersze są mniej doskonałe technicznie, pełne nieporadności. Zawiłość, osobliwość była jak najbardziej celowa, zamierzona, zwiastowała wybór stylu nowego, nie kłopoty ze starym... Oczywiście, nie ma niezbitego dowodu, że sonety zostały napisane ostatnie: chyba wpływ Ludwika z Grenady, którego Sępowi pokazywał Antonin świeżo po przybyciu do Rzymu (na co kontrargument, że przekłady dzieł hiszpańskiego teologa pojawiły się w Polsce już w 1557: Zwierciadło, i 1567: Przewodnik grzesznych ludzi w tłumaczeniu S. Warszewskiego). Decyduje jednak dojrzałość poetycka i rzadkość formy sonetu80.
Ostatnie miesiące życia Szarzyńskiego znamy nieco dokładniej. 9 lutego kupił w Przeworsku od Stanisława Wodziczki wieś Wolicę, niedaleko Przemyśla; Wodziczce sprzedał ją uprzednio na dożywocie Rzeszowski, który się jednak urzędowo zgodził na nową transakcję. Temu Rzeszowskiemu poświęcił Sęp wierszyk Na herb Półkoza alias Ośla Głowa; wprawdzie on sam pieczętował się „Doliwą, ale pierwszy jego przodek, który otrzymał od Kazimierza Wielkiego Rzeszów z obszarem ziemi, wynoszącym 30 mil, był Półkozicem. O tym przodku mówi też poeta w [tym] wierszu”81. 19 lutego Mikołaj objął wieś w posiadanie; w maju był jednak znowu w Zimnejwodzie, skoro 26 tegoż miesiąca zapisano w aktach lwowskich, że gdy „panowie lwowscy rajcy i mieszczanie przyjechali na łączkę pewną gruntu przyrzeczonego (...) tedy urodzony Mikołaj Semp Szarzyński imieniem i za rozkazaniem urodzonego Joachima...” oświadczył, że tę łąkę Jako swą własną kosi i siano pobiera, nikomu w tym nie czyniąc krzywdy; mienili też panowie Lwowianie, że ta wizja ściągała się na jakieś rozsypanie kopców i wykopywanie dambrów...”, słowem, nie obeszło się bez awantury82. W 1580 roku (ale dokładnej daty brak) użerał się również — w imieniu ojca — z Małgorzatą Czahrowską, współwłaścicielką Zimnejwody, o dwu chłopów, co z ziemi Szarzyńskich zbiegli do sąsiadki. W zimie — 21 stycznia 1581 — pożyczył w Przemyślu 847 złp. od Stanisława Kernera, dworzanina Starzechowskich: zapewne na urządzenie domu i gospodarstwa. Ale nie doczekał już nawet jesieni: 29 lipca ojciec Mikołaja odbierał bowiem spadek po synu, na rzecz drugiego, Jakuba, którego poeta uczynił swoim spadkobiercą. Umarł więc w lipcu, może nawet w czerwcu 1581. Pochowano Sępa raczej w Przemyślu, jak podaje wcześniejszy Paprocki, niż w Przeworsku, jak napisał Bielski.
Pisma, bibliotekę zabrał przyjaciel, Stanisław Starzechowski, który zresztą wkrótce umarł, już w 1582 —jak większość ludzi, otaczających Mikołaja: Kostka (1581), Rzeszowski (1583). Spuścizna rozproszyła się po okolicznej szlachcie, może również po bibliotekach zakonnych, na tyle jednak pamiętano o Sępie, by Paprocki wydrukował Pieśń o Strusie (1584), nieznany kopista rękopisu Zamojskich przepisał co najmniej kilka wierszy, zaś „narzekania” sąsiadów doprowadziły do wydania Rytmów (1601). Ojciec przelał wszystkie ambicje na Jakuba: sprzedawszy Wolicę, Jakubowi właśnie przekazał pieniądze, dobra własne i godność podstolego lwowskiego (1582), dom wreszcie (1585). Najmłodszy z potomków, Wit czy Witusz, był już wtedy „sacrae theologiae bacalaureus et praedicator generalis” krakowskich dominikanów: ostatni po nim ślad — dokument dzierżawny — pochodzi z września 158583. Ale i Jakub niewiele w życiu zdziałał. Rytmy w każdym razie wydał — mamie jednak i z pomocą „zacnej osoby duchownej”. Zimnawoda przeszła w ręce Stadnickich. Wybitniejszych Sępów w XVII wieku nie było. Zbladła nawet i zgasła gwiazda poety — wzmianki o Mikołaju, coraz bardziej zdawkowe, dowodzą, że Okolski i Niesiecki wierszy jego w ręku nie mieli — by rozbłysnąć dopiero w trzysta lat później.
Chronologia wierszy Sępa Szarzyńskiego
Data powstania wierszy oznaczonych gwiazdką — tylko prawdopodobna.
1567-1568 Nagrobek panu Janowi Starze chow skiemu, Wojewodzie Podolskiemu, Staroście Samborskiemu i Drohobyckiemu.
Epitaphium D. Joanni Starechowski.
1569-1570 Pieśń V. O Fridruszu, który pod Sokalem zabit od Tatarów roku Pańskiego 1519. *
1571-1572 Pieśń VI. O Strusie, który zabit na Rastawicy od Tatarów roku Pańskiego [1571].
1567-1575 Pieśń I na Psalm Dawidów XIX. Coeli enarrant gloriam Dei. *
Pieśń II na Psalm Dawidów LII. Quid gloriaris in malitia, qui potens es in iniquitate. *
[Pieśń] III. Psalmu LVI Paraphrasis. Lament Kościoła Powszechnego. Miserere mei, Deus, ąuoniam conculcavit me homo. *
Te trzy psalmy wydają się napisane w oparciu o parafrazę protestanta Buchanana.
Pieśń I. O Bożej opatrzności na świecie. *
Pieśń II. O rządzie Bożym na świecie. *
Pieśń III. O wielmożności Bożej. *
Styl tych trzech pieśni, stosunkowo mało manierystyczny czy barokowy, zdaje się świadczyć, że powstały przed 1575.
Pieśń IV. O Cnocie ślacheckiej. *
Fraszka z Martialisza. *
Z tegoż fraszka. *
O tymże epigramma, abo Napis krótki. *
Pieśń IV, pierwsza fraszka i epigram znajdują się w rękopisie Zamojskich, wraz z pierwszymi wersjami wczesnych wierszy Sępa, co skłania do przypuszczenia, że powstały przed 1575.
1575-1576 Pannie Jadwidze Tarłównie, (potym Wojewodzinej Ruskiej) kwoli.
Na Herb Leliwę.
O ile wiersz odnosi się do Sieniawskiego.
Na obraz Stefana Batorego, Króla Polskiego.
Na tegoż drugi obraz.
Jak wynika z treści, wiersze napisane wkrótce po wstąpieniu Batorego na tron.
1578-1579 Na Herb Dąbrowa.
Dąbrowa była herbem Kostków, z którymi Sęp związał się w tych latach. Wiersz dedykacyjny, opublikowany w 1579.
1575-1579 [Pieśń] IIII. Psalmu CXXX Paraphrasis. De profundis clamavi ad te, Domine. *
Pieśń V na kształt Psalmu LXX. Deus, in adiutorium meum intende. *
Pieśń VI na kształt Psalmu CXXIII. Ad te levavi oculos meos. *
Psalmy te są parafrazami znacznie swobodniejszymi niż poprzednie; dokładne jednak ustalenie daty powstania wydaje się niemożliwe.
Pieśń VIII. Iż rozum człowiekowi potrzebniejszy, niż skarby. *
Pieśń IX. Iż próżne człowiecze staranie bez Bożej pomocy. *
Pieśni te (zwłaszcza IX) przypominają niekiedy niewyraźnie sonety. Zapewne więc powstały już po 1575, o czym świadczyłby również sens gwałtownie ascetyczny.
1579-1580 Pieśń VII. Stefanowi Batoremu, Królowi Polskiemu.
1580 Na Herb Półkoza alias Ośla Głowa.
Na śmierć Paniej Wojewodzinej Sędomirskiej, Zofijej ze Sprowa Odrowążówny Kostczynej, która umarła anno Domini 1580, mense lulio. Pierwszy Napis.
Inszy tejże.
Inszy tejże.
Inszy tejże.
Inszy tejże.
Pannie Zofijej Kost<cz>ance, wojewodzance sędomirskiej, która pierwej zachorzawszy, później trzema dnioma niż macocha umarła. Napis pierwszy
Wtóry.
Trzeci.
Nagrobek jednej pannie.
O ile wiersz odnosi się do Kostczanki.
1579-1581 Sonet I. O krótkości i niepewności na świecie żywota człowieczego.
Sonet II. Na one słowa Jopowe: Homo natus de muliere, brevi vivens tempore etc.
Sonet III. Do Naświętszej Panny.
Sonet IV. O wojnie naszej, którą wiedziemy z szatanem, światem i ciałem.
Sonet V. O nietrwałej miłości rzeczy świata tego.
Sonet VI. Do pana Mikołaja Tomickiego.
Przyczyny datowania, jeżeli nie wyjaśnione pod tytułem wierszy, omówione zostały w życiorysie poety.
Chronologia pozostałych wierszy — mniej zresztą istotnych — wydaje się nie do ustalenia. Oto ich tytuły:
Napis na statuę abo na obraz śmierci.
Nagrobek Marcinowi Starzechowskiemu, dziecięciu, jeno 30 godzin żywemu.
Drugi temuż.
Epitafium Rzymowi.
Prośba do Boga z Boeciusa.
Epitaphium Boleslao Audaci, Regi Poloniae.
Na obraz Ś. Maryjej Magdaleny.
Na obraz Herodiady z głową Ś. Jana.
Wymienione tu wiersze pochodzą bez żadnej wątpliwości spod pióra Sępa. Tylko na nich została oparta niniejsza praca. Co do utworów o pochodzeniu spornym, patrz: Addenda.
Jak na renesansowej rycinie: samotny rycerz nad brzegiem spienionej wody, z mieczem przypasanym do boku, rękami złożonymi do modlitwy. Wzrok wzniesiony ku górze: promienie słońca, wyraźne, dalekie, przebijają zmienne igraszki obłoków. Tak widzę poezję Szarzyńskiego. Nie umiem uwolnić się od czarnobiałego obrazu, który obejmuje wszystkie niemal elementy, z których Sęp ukształtował swą poezję. Żył przecie w osobnym, zamkniętym świecie: z religijnej i antycznej tradycji odziedziczył — nieliczne, lecz potężne — obrazy i formuły, które starał się do końca zgłębić i uwewnętrznić. Skupiony i zawsze poważny, lecz rozdarty i wewnętrznie niespokojny; z jednorodnego kruszcu, ale wielorakiego kształtu...
Kilka haseł, niczym magiczny klucz, otwiera tę lirykę. Omywa ją woda nieszczęścia, woda grzechu. Najpierw — w najmniej oryginalnym symbolu — miotając barką życia, korabiem ludzkiego losu:
Mając umysł stateczny czynić, co należy,
Niech moja łódź, gdzie pędzi wola Boża, bieży
I przy brzegu, który mi Bóg naznaczył, stanie,
(Pieśń IX)84.
„Ustawna burza” nie przestaje dręczyć człowieka, jak niegdyś Dawida, dotkniętego „ciężkich przygód nawałnością” (Pieśń V na kształt Psalmu LXX). Płynny żywioł narzuca się zwykle wyobraźni Szarzyńskiego w konstelacji nieszczęścia. Zjawia się wszędzie tam, gdzie bohater stawia czoła trudnościom czy — częściej — klęsce. W trzech pieśniach heroicznych, jakie napisał Sęp, rycerz — Fridrusz, Strus, Batory — zastawia się za ojczyznę na tle rzeki, potoku, sobą samym budując tamę przekleństwu zmienności:
„Farbę Bugowej, widziałem, krew wody
Nasza zmieniła, prócz pohańskiej szkody”
(Pieśń V)
— mówi mężny Fridrusz, „który pod Sokalem zabit od Tatarów roku Pańskiego 1519”. Obraz zdawałoby się przypadkowy..., lecz, jak zobaczymy, woda jest dla Sępa żywiołem znaczącym, uwewnętrznionym i na poły symbolicznym: liczy się odzew uczuciowy, jaki nieświadomie budzi, nie praktyczna rola, jaką gra w opowiadaniu. Struś również — „zabit na Rastawicy”:
Także Rastawica, potok nieszczęśliwy,
Pierwej wód pozbędzie, niżli twe, poczciwy
I nietrwożny Strusie, żywota skończenie
U rycerskich ludzi przyjdzie w zapomnienie.
(Pieśń VI)
Zapewne, nic banalniejszego niż porównanie wiecznie trwającej sławy do wiecznie płynącego potoku. U Sępa znaleźć je można jeszcze dwukrotnie:
I tu, dokąd Bug cichy wody swoje
Niesie do Wisły...
(Pieśń V)
Dokąd dzielności poruczone twojej
Szyrokie potrwa Podole i poki
W bezportny Euxin Dniestr pójdzie głęboki.
(Nagrobek Panu Janowi Starzechowskiemu...)
O skłonnościach stylu świadczy jednak — w przypadku zwłaszcza poezji dawnej — wybór, jakiego wśród stereotypów dokonywał twórca, najczęściej nieświadomie. Stereotypów bowiem było mnóstwo, zaś liryka Sępa, jak wiadomo, bardzo skąpa ilościowo. Tymczasem w tych nielicznych i niedługich wierszach obrazy wody pojawiają się natrętnie i prawie zawsze — złączone z nieszczęściem. Oryginalność objawiała się więc zarówno w wyborze jak w wynalazczości, przy czym o kierunku wyobraźni zaświadczała częstotliwość skojarzeń. W pieśni o Batorym pisze Sęp całkiem wyraźnie:
...On, nadzieją samą
Z nieba pomocy, śmiał być nawałnościam tamą
Pannońskim, przez rozliczne i spuszczając zdroje
Ścierw przeciwnych, Dunaju, tuczył ryby twoje.
(Pieśń VII)
Dzielny król poskramia więc niejako wodę nieszczęścia, każąc jej nosić „ścierwa przeciwne”. Ogólnie biorąc, woda jest dla Szarzyńskiego herbem Fortuny, losu, ujmowanego w swej przypadkowości. Mówi do Boga:
Sprawcę rąk twoich, część niewzgardzoną
Wichrzy Fortuna burzą szaloną;
Ślepa, prócz braku rozsiewa szkody.
O, wżdy chciej kiedy jej wściągnąć wody,
(Prośba do Boga)
Gdzie indziej zaś:
Sława smaczna, rozkoszy, władza, siła złota,
Drugdy twa, Zeno twardy, słowem stalna cnota,
Wątłe tamy na powódź zaćmionej Bogini
(Pieśń IX)
„Zaćmiona Bogini” to oczywiście Fortuna. W jej zrządzeniach, jak w upływie wód, nie ma nic trwałego; co pokazuje Epitafium Rzymowi'.
Wszytko sie w nim zmieniło, sam trwa prócz odmiany
Tyber, z piaskiem do morza co bieży zmieszany.
Runęły budowle, pozostał Tybr. Ale paradoks rzeki nic człowiekowi nie przynosi: jeśli trwa tylko zmiana, nie trwa nic. Pomijając „zdroje dobroci” (Pieśń na kształt Psalmu CXXIII), u Sępa woda nie jest nigdy ożywcza, chyba że będzie gorzką wodą łez. A przecież woda bywała równie dobrze znakiem pokoju, szczęścia, dzieciństwa, miłości!85 Uprzedzając nieco: u Szarzyńskiego woda jest zmienna, światło — stałe, płomień — drogą ku światłu. Zapewne, nie tylko u niego. Ale całe właściwie obrazowanie Rytmów wyczerpuje się w metamorfozach tych trzech (czy dwu nawet) żywiołów.
Fortunę nieraz utożsamiał Sęp z grzechem. Że grzech jest ciemnością, wiadomo. Jest również topielą, morskim odmętem:
W grzechach srogich ponurzony,
(<Pieśń> IIII. Psalmu CXXX Paraphrasis)
Uprzywilejowaną figurą grzechu jest jednak jad. W wierszach Sępa słowo to, nie takie znów częste, powraca aż pięciokrotnie:
Którego jadem świat był wszystek chory,
(Sonet III)
...chęć (...) legartowem
Jadem zjęta...
(Pieśń VII)
A jadu tego pozbyć — nie naszej czyn mocy.
(Pieśń I)
...zbytnie skarby zbytnym jadem.
