Miasteczko zbrodni. Dlaczego zginęła Iwona Cygan - Monika Góra - ebook

15 osób właśnie czyta

Opis

Kto stoi za wstrząsającym zabójstwem Iwony Cygan?

Dwadzieścia lat temu sprawą zabójstwa Iwony Cygan ze Szczucina żyła cała Polska. W dziennikarskim śledztwie Monika Góra powraca do tego tematu i zastanawia się też, jak to się stało, że sympatyczna uczennica liceum została brutalnie zamordowana przez swoich sąsiadów, znajomych rodziców, ojców jej koleżanek? Czy sprawcy chcieli ją wywieźć, żeby pracowała jako prostytutka w Austrii? A może dowiedziała się o ich nielegalnych narkotykowych interesach? Czy może tej nocy była wystawiona jakiemuś wysoko postawionemu politykowi? Reporterka szuka odpowiedzi na pytanie, dlaczego przez tyle czasu lokalna policja i prokuratura nie były w stanie wskazać winnych tej zbrodni. Jak to się stało, że bezkarnie podmieniano ślady biologiczne, ginęły dowody i mordowani byli świadkowie? Jak wysoko sięgał układ polityczno-biznesowo-towarzyski w Szczucinie, który wyciszył sumienia ludzi na dwadzieścia lat?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 304

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Monika Góra

MIASTECZKO ZBRODNI

Copyright © by Monika Góra

Wydanie I

Warszawa MMXIX

Niniejszy produkt objęty jest ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że wszelkie udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Osoby dramatu

Ofiary:

Iwona Cygan – siedemnastolatka, brutalnie uduszona drutem wyrwanym z ogrodzenia dla zwierząt.

Tadeusz Drab – młody mężczyzna: spity, związany i wyrzucony z motorówki do lodowatej rzeki, naoczny świadek morderstwa Iwony.

Marek Kapel – jego kark zmiażdżyły dwa betonowe przęsła ogrodzenia, wcześniej opowiadał, że wie, kto zabił Iwonę.

Wojciech Sołtys – jego ciało znaleziono obok spalonego samochodu. Tajemnicę zabójstwa Iwony miał poznać od byłego policjanta Andrzeja Ł. w Chicago.

Inne tajemnicze śmierci:

Grażyna Korbaś – dwudziestoczterolatka, wyjechała do pracy w Grecji jako pomoc domowa. Zmarła w Atenach w wyniku pęknięcia tętniaka.

Krystyna Bober – dwudziestosiedmiolatka, pracowała w Atenach jako opiekunka osób starszych. Rzuciła się z Akropolu, zginęła na miejscu.

Stanisław Dudek, Mirosław i Bronisław Łuszcz – zginęli w wypadku drogowym, gdy jechali do Austrii po używane samochody. Ze schowka w ich aucie zginęły pieniądze, które przewozili.

Łukasz G. – osiemnastolatek, powiesił się w stodole, bramkarz Wisły Szczucin.

Dariusz Cygan – osiemnastolatek, powiesił się w piwnicy bloku na rurze kanalizacyjnej, trampkarz Wisły Szczucin.

Patryk R. – osiemnastolatek, wszedł na słup wysokiego napięcia i chwycił rękami za przewody, bramkarz Wisły Szczucin.

Andrzej J. − policjant komisariatu w Szczucinie. Strzelił sobie w głowę ze służbowej broni.

Damian Ch. – dwudziestosiedmiolatek, powiesił się na drzewie.

Michał Miziarski – dziewiętnastolatek, zaginął w sylwestra. Dotąd odnaleziono w Wiśle tylko jego stopę.

Julia Miziarska – czternastolatka, siostra Michała, kilka lat po śmierci brata przedawkowała leki babci.

Katarzyna M. – koleżanka Julii, rok po śmierci przyjaciółki powiesiła się w swoim mieszkaniu.

Oskarżeni:

Józef K., pseud. Stary Klapa – szef lokalnej grupy WOPR, właściciel szkółki krzewów, którymi handlował na szczucińskim rynku. Mówi się, że rządził lokalną policją. Miał pomagać swojemu synowi Pawłowi w zabiciu Iwony.

Paweł K., pseud. Młody Klapa – oskarżony o to, że najpierw ciężko pobił, a potem udusił Iwonę stalowym drutem. Wspólnie z ojcem i nieżyjącym już Robertem K. „Trabantem” mieli w Szczucinie handlować kobietami i narkotykami.

Renata G.-D. – przyjaciółka Iwony, w dniu zabójstwa poprosiła ją o spotkanie. Zdaniem prokuratury patrzyła na torturowanie swojej przyjaciółki i kłamała podczas przesłuchań.

Skazany policjant:

Leszek W. – według prokuratury wczesnym rankiem 14 sierpnia 1998 roku widział na wiślanym wale ciało zamordowanej Iwony Cygan. Był świadkiem, jak oskarżeni wyprowadzają pobitą dziewczynę z lokalu U Trabanta. Jako pierwszy z policjantów przyznał się do winy, ale przed sądem odwołał wszystkie swoje zeznania.

Oskarżeni policjanci:

Bogusław P., pseud. Papuśny – dobry znajomy Józefa K. „Starego Klapy”, wielbiciel pięknych drzewek ogrodowych. Szef kryminalnych w Dąbrowie Tarnowskiej. Miał zlecić podmianę włosów w sprawie.

Andrzej K. – wieloletni komendant komisariatu policji w Szczucinie, potem komendant w Dąbrowie Tarnowskiej.

Maciej C. – referent sprawy Iwony, komendant komisariatu policji w Szczucinie.

Waldemar G. – dzielnicowy Szczucina, były radny miejski.

Paweł W. – policjant operacyjny w Dąbrowie Tarnowskiej, na polecenie Bogusława P. miał podmienić włosy będące dowodem w sprawie.

Grzegorz J. – zdaniem prokuratury razem z Leszkiem W. był na wiślanym wale wczesnym rankiem 14 sierpnia 1998 roku i widział ciało zamordowanej nastolatki. Był też świadkiem, jak sprawcy wyprowadzają pobitą dziewczynę z lokalu U Trabanta.

Jerzy S. – dzielnicowy Szczucina.

Andrzej K. – detektyw zespołu kryminalnego w Szczucinie.

Pozostali oskarżeni policjanci:

Longin F.

Krzysztof B.

Jacek M.

Robert N.

Marek K.

Ryszard S.

Grupa „Austriaków”:

Robert K., pseud. Trabant – właściciel knajpy U Trabanta, miał pomagać w zabójstwie Iwony. Nie żyje.

Paweł K., pseud. Młody Klapa

Józef K., pseud. Stary Klapa

Wiktor K.

Ryszard K.

Ryszard L.

Jan Ł., pseud. Murłata

Andrzej Ł., pseud. Jabłuszko – policjant

***

I dalej widziałem pod słońcem:

w miejscu sądu – niegodziwość,

w miejscu sprawiedliwości – nieprawość. 

Powiedziałem sobie:

Zarówno sprawiedliwego jak i bezbożnego

będzie sądził Bóg:

na każdą bowiem sprawę i na każdy czyn

jest czas wyznaczony.

Biblia Tysiąclecia, Księga Koheleta 3,16–17

Jest noc. Zakole Wisły, tuż obok spory most. Z drogi na Kielce zjeżdżają dwa samochody. Nad rzeką jest ciemno, widać tylko ich światła. Jadą polną drogą wzdłuż wału. Po przejechaniu kilometra zatrzymują się. To dobre miejsce. Oddalone od szosy, a od najbliższych domów we wsi osłonięte nasypem. Zostawiają włączone światła.

Wysiadają z samochodów.

Powietrze jest rześkie po burzy. Gorąca po upalnym dniu ziemia intensywnie paruje. Z drzew spadają ostatnie krople deszczu. Wierzby płaczące rzucają cień na poruszające się nad rzeką osoby.

Mężczyźni otwierają drzwi jasnego poloneza, wyciągają ciężko pobitą dziewczynę wprost na trawę.

Iwona resztką sił wstaje. Jeszcze próbuje uciekać. Biegnie kilkadziesiąt metrów w stronę wsi. W stronę domostw, ludzi.

Wdrapuje się po wale, ale jest ślisko, bo trawa mokra. Przewraca się. Wtedy ją dopadają. Mocne uderzenie drewnianą sztachetą w tył głowy powala ją na ziemię. Iwona upada na twarz. Traci przytomność. Za nogi ściągają ją w dół.

Jeden z mężczyzn, wielki i zwalisty, podchodzi do ogrodzonego wybiegu dla zwierząt. Odrywa z niego dwa długie drewniane patyki i stalowy drut, lekko skorodowany. Podchodzi do Iwony, klęka nad nią okrakiem. Pozostali stoją obok, patrzą.

Mężczyzna owija drut wokół szyi dziewczyny. Zamaszyście kręci jednym kołkiem, coraz mocniej naciskając na tętnicę. Zardzewiały drut wrzyna się w ciało. Iwona przestaje oddychać. Mężczyzna skręca węzeł z drutu na karku.

– Już – pada z widowni.

Ściągają jej spodnie i majtki, żeby upozorować gwałt. Podciągają bluzkę. Przesuwają ciało bliżej ścieżki biegnącej przy wale. Ręce układają wzdłuż tułowia, nogi razem.

Potem szybko wsiadają do samochodów i odjeżdżają wyboistą drogą.

Nie wiedzą, że na górze wału stoi Tadeusz. I wszystko widzi.

Strach

Jest zima 2015 roku. Ze starszą siostrą Iwony Anetą najpierw kilkakrotnie rozmawiam przez telefon. Zawsze mówi szybko, chaotycznie, głos jej drży. Czasami płacze. Nie chce się spotkać.

– Byłam wtedy bardzo nieufna, taka stłamszona – opowie po latach. – Przez kilkanaście lat wtłaczano nam do głowy, że nie możemy się kontaktować z mediami, że nie możemy z nikim rozmawiać.

Aneta daje mi numer do pana Mieczysława, swojego ojca.

Z nim też najpierw kilka razy rozmawiam przez telefon. Przekonuję go, że nagłośnienie sprawy zabójstwa Iwony to ostatnia szansa, żeby ją wyjaśnić. Tak, tak, ale… Może jeszcze spróbują ze znajomym politykiem, może jeszcze gdzieś zadzwonią, pojadą… Poza tym, mówi Mieczysław Cygan, władza w Polsce się zmieniła, może nowy minister sprawiedliwości wznowi śledztwo. Może i wznowi, odpowiadam, ale tylko, gdy będzie o niej głośno w mediach. Pan Mieczysław nie jest przekonany.

Kilka dni później rozmawiam na Skypie z Gosią, młodszą siostrą Iwony. Od lat mieszka w Szkocji, pracuje w szkole podstawowej. Gdy Iwona zginęła, miała 10 lat.

Trzy siostry – najmniejsza Gosia, średnia Iwona, najstarsza Aneta. (fot. archiwum rodzinne Cyganów)

– Ja po prostu chcę, żeby oni ponieśli karę – mówi. – Bardzo skrzywdzili moją siostrę, musiała bardzo cierpieć.

Gosia mieszka daleko od Szczucina, a jak wiadomo, z daleka czasem widać lepiej. Obiecuje, że porozmawia z Anetą i tatą, namówi ich na rozmowę do reportażu. Po kilku dniach dzwonię ponownie do Mieczysława Cygana i staje się cud. Ojciec Iwony zgadza się na spotkanie.

W pewną zimną niedzielę jadę więc do Szczucina. Pan Mieczysław przyjmuje mnie w swojej świątyni – bo tak wygląda salon rodzinnego domu Cyganów. W salonie kominek, który robił razem z żoną. On kładł płytki, Cenia fugowała. Na kominku i na segmencie ołtarzyki z fotografii żony i córki. Na wszystkich ścianach wiszą ich duże zdjęcia. Pani Czesława bacznie mi się z nich przygląda, jakby oceniając, czy zasługuję na zaufanie.

Pan Mieczysław upiekł sernik na jogurcie. Mówi, że życie straciło dla niego sens. Po co żyć? Dla kogo? Chciałby jeszcze tylko wyjaśnić sprawę Iwonki, żeby stała się sprawiedliwość, żeby zabójcy jego dziecka zostali ukarani. Już tylko na tym mu zależy.

Po rozmowie z ojcem Iwony zaczynam rozumieć, dlaczego są tak nieufni. Ostatni prokurator prowadzący śledztwo w Tarnowie wielokrotnie ostrzegał ich, że nie mogą rozmawiać z dziennikarzami, bo zaszkodzą sprawie. Uwierzyli mu.

Potem przeglądam częściowo skopiowane akta sprawy i przeżywam szok. Przecież w nich wszystko jest! Co najmniej kilka osób wprost mówi, kim są ludzie zamieszani w zabójstwo Iwony. Świadkowie opowiadają o procederze wywożenia do Austrii młodych dziewcząt, o grupie „trzymającej władzę” w Szczucinie, o związkach lokalnych policjantów ze światem przestępczym.

Umawiam się z Anetą w miejscu publicznym. Gdy się spotykamy, jest bardzo spięta. Mówi, że odwiedzili kilku adwokatów, w Tarnowie i w Krakowie, ale żaden z nich nie chciał się podjąć prowadzenia sprawy. Nie chce mi się w to wierzyć. Czy to możliwe, żeby macki szczucińskiej ośmiornicy dotarły aż do Krakowa?

Aneta opowiada wszystko od początku. Powoli zdobywam jej zaufanie. I chyba udziela mi się jej niepokój, bo gdy wracam do domu, instynktownie się rozglądam, czy nikt mnie nie śledzi.

Czesława Cygan z córkami – Gosią i Iwoną. (fot. archiwum rodzinne)

Iwona z siostrą Gosią. (fot. archiwum rodzinne)

Komunia Święta Iwony. (fot. archiwum rodzinne)

Dzieciuch

Sierpień 1998 roku, druga połowa wakacji. Już od tygodnia jest gorąco. Upał.

Spokojne osiedle domków jednorodzinnych, duży tradycyjny dom z zadbanym ogródkiem. W ogródku biega pies Bobik. To tu mieszkają z rodzicami trzy siostry – najstarsza Aneta, średnia Iwona i najmłodsza Gosia. Sprowadzili się dziesięć lat wcześniej z Dąbrowy Górniczej, bo Mieczysław Cygan chciał wrócić w rodzinne strony, do Szczucina. To wieś w pobliżu Tarnowa, cztery tysiące mieszkańców, dookoła gęste lasy, pola uprawne. Na rynku w centralnym punkcie stoi okazały kościół, przed nim ławeczki. W niedzielę wszyscy spotykają się na mszy. Słuchają z nabożeństwem kazania proboszcza Józefa Przybycienia. Przekazują sobie znak pokoju, tłumnie chodzą na pielgrzymki do Częstochowy.

Jest spokojnie, sielsko. Młodzi do późnej nocy jeżdżą na rowerach wokół rynku. Siedzą na ławkach, rozmawiają. Nikt się nie boi, wszyscy się znają, czują się bezpiecznie.

Nie ma tu zbyt wielu atrakcji – dwie knajpy na krzyż i nic poza tym. W wakacje młodzież przenosi się więc z jednej do drugiej. Trochę posiedzą u Trabanta, zjedzą frytki, wypiją sok. Potem idą do Zajazdu Leśnego, w skrócie nazywanego Leśną, restauracji należącej do lokalnej firmy Tankpol. Pogadają. Czasami wypiją piwo i za lokalem wypalą papierosa. Czasem pójdą na wiejską potańcówkę, pojadą pod namiot nad jezioro albo zrobią ognisko. W weekendy około dziewiątej wieczorem specjalne autobusy zabierają ich na dyskotekę w Bolesławiu.

– My miałyśmy kategoryczny zakaz jeżdżenia na te dyskoteki – opowiada Aneta.

Mama Czesława jest stanowcza. Przez większość życia nie pracowała, zajmowała się wychowaniem córek. Trzymała je krótko.

– Jak przychodzili moi znajomi, mama ich segregowała – przypomina sobie starsza siostra Iwony. – Mówiła: „Ten tak, ten nie. Ten tak, ten nie”. Nawet mój przyszły mąż bardzo bał się mojej mamy.

Aneta ma wtedy dwadzieścia lat, spotyka się ze Szczepanem, który potem zostanie jej mężem.

Przez całą szkołę podstawową dziewczyny muszą chodzić ze związanymi włosami. Mama sprawdza, czy są odpowiednio ubrane, kontroluje obowiązki szkolne.

– Dzieci się bawiły, a my siedziałyśmy w kuchni i przepisywałyśmy zeszyty – wspomina Aneta. – Łzy nam leciały, ale musiałyśmy siedzieć i przepisywać.

Wieczorem o dziewiątej miały być w domu, ale akurat ten nakaz często łamały. Później były awantury, krzyki, kary.

Tata Mieczysław pracuje jako kierowca, jeździ tirami. W odróżnieniu od żony jest raczej spolegliwy. Gdy zacznie handlować dżinsami na targu w Szczucinie, Cenia, jak na nią mówią przyjaciele, pomaga mu prowadzić firmę.

Iwona z młodszą siostrą na łące. (fot. archiwum rodzinne)

Iwona Cygan. (fot. archiwum rodzinne)

Iwona Cygan z młodszą siostrą Gosią. (fot. archiwum rodzinne)

Siostry podczas wspólnej zabawy. (fot. archiwum rodzinne)

W czerwcu Iwona kończy siedemnaście lat. Jest bardzo ładna, wysoka, szczupła. Wszyscy mówią, że to najładniejsza z trzech córek Cyganów. Wójt Szczucina Bolesław Łączyński powie nawet potem w telewizji, że Iwona to była „bardzo piękna dziewczyna, ładna, młoda. Pewnie najładniejsza w miasteczku”.

Średnia z córek Cyganów chodzi do liceum w Dąbrowie Tarnowskiej. Zimą mieszka w internacie, latem dojeżdża. Sympatyczna, uczynna, zawsze uśmiechnięta.

Halinka, koleżanka, z którą siedziały w jednej ławce w klasie, wspomina, jak pewnego razu pisali sprawdzian. Halinka nic nie napisała, była załamana. Wtedy Iwona dała jej swoją pracę.

– Ale pani nas złapała – opowiada Halina. – Obie dostałyśmy dwóje, a Iwonka powiedziała: „Prawie się udało!”.

Iwona kocha dzieci, chce być przedszkolanką. Koło domu Cyganów jest duży plac. Dziewczyna zbiera czasem wszystkie maluchy z osiedla, rozkłada ręcznik i bawi się z nimi w przedszkole. Chodzi z nimi za rączkę, gra w klasy.

– Sąsiadka nam ostatnio powiedziała, że w te wakacje, kiedy zginęła Iwona, była ze swoją córką Martą w Szczucinie – opowiada Gosia, najmłodsza siostra. – Iwona przyszła do niej, żeby się z tą Martą pobawić. A ta dziewczynka miała wtedy trzy latka.

Małgosia ma dziecięcy, niebieski wózek. Iwona wkłada do niego króliki i wozi je po osiedlu. Kocha zwierzęta.

– Bawiła się z nami w sklep, jako pieniądze miałyśmy liście z drzew – wspomina sąsiadka Asia, o wiele młodsza od Iwony. – Jeździła z nami na rolkach, rysowała kredą po ulicy. Normalna dziewczyna, grzeczna, miła.

– Iwona to był dzieciuch mimo swojego wieku – dodaje Aneta. – Naiwna, łatwowierna, ufna.

Jednak niektórzy znajomi widzieli ją trochę inaczej.

– Iwona to była osoba o bardzo mocnym charakterze − mówi Ela, o rok młodsza kuzynka. – Nie dało się nią manipulować. Ja bym powiedziała, że wiedziała, czego chce od życia, potrafiła dążyć do celu.

Była zaradna.

– Jej mama zawsze wysyłała ją na zakupy – wspomina Ela. – Iwona przeleciała do jednego, drugiego, trzeciego sklepu, tu coś było tańsze, tam coś innego. Jak zostawały jej pieniądze, to miałyśmy na lody. Ona zawsze umiała tak zakombinować, żeby było dobrze.

Innym razem wymyśliła, że pozbiera wszystkie ubrania, w których nie chodzi, i sprzeda na targu.

– Koc rozłożony i sprzedawałyśmy jej ciuchy na jarmarku. Wujek z ciocią nie wtrącali się. Jeżeli chciała, proszę bardzo, niech próbuje – dodaje kuzynka.

Ze starszą siostrą prawie codziennie się kłóciły. O wszystko. O pierdoły. Aneta opowiada:

– Denerwowało mnie, że Iwona zawsze musiała iść na doczepkę do mnie. Mama mówiła, że Iwona pójdzie, ale tylko jak ja się nią zaopiekuję.

Darły koty, ale po chwili wszystko już było dobrze.

Uczyła się grać na gitarze.

Słuchała Nirvany.

Pięknie rysowała.

Uwielbiała błyskotki. Na lewej ręce nosiła cienki, srebrny łańcuszek, a na palcu pierścionek.

Te ozdoby zaginą po rozpoczęciu śledztwa i nigdy się nie odnajdą.

– Pamiętam, że rok przed śmiercią zrobiła sobie dwie dziurki w jednym uchu. Mama strasznie z tym walczyła – przypomina sobie Aneta. – Iwona była naprawdę dobrym człowiekiem. Myślę, że każdy, kto miał z nią bliższy kontakt, zapamiętał ją jako bardzo życzliwego człowieka, który nigdy nie odmówił nikomu pomocy.

Oj, mamciu, jest fajna

Od dwóch lat Iwona przyjaźni się z Renatą. Znają się od podstawówki, chociaż chodziły do różnych klas. W roku szkolnym weekendy spędzają razem. Iwona wychodzi nawet po przyjaciółkę na przystanek, bo Renata uczy się w technikum hotelarskim w Zakopanem, a to szkoła z internatem. W piątkowe wieczory chodzą do Leśnej. W soboty na dyskoteki do pubu U Trabanta.

W wakacje widują się codziennie. Iwona jedzie do Renaty na rowerze, a potem razem idą do Zajazdu. Czasami zdarza im się wypić piwo, chociaż Iwona nie lubi alkoholu.

– Renata zawładnęła nią totalnie – opowiada Aneta. – Moja siostra zaczęła się odcinać od reszty znajomych. Wszędzie była tylko Renata.

W poprzednie wakacje Iwona spotykała się z chłopakiem, Przemkiem.

– Mama się bardzo cieszyła, bo wiedziała, że jest to bardzo dobry chłopak, ułożony – dodaje siostra. – Myślała, że odciągnie Iwonę od Renaty. Ale Renata była bardzo zazdrosna o Przemka i o czas, który Iwona z nim spędza. Iwona musiała wybierać między Przemkiem a Renatą, więc wybrała Renatę.

Renata dzieli pokój ze starszą siostrą Barbarą i bratem Bogdanem. Raz Iwona zabrała do niej najmłodszą siostrę.

– Weszliśmy do takich piwnic, jej pokój był cały na czarno – opowiada Gosia. – Pamiętam, że byłam przerażona. Naskarżyłam mamie potem, że to jakaś satanistka.

Iwona (w środku) w towarzystwie koleżanek. (fot. archiwum rodzinne)

Iwona.

(fot. archiwum rodzinne)

Renata po latach powie, że miała pokój na piętrze i był pomalowany na jasno. Ale przyzna, że podarowała Iwonie kasetę z tekstem satanistycznym, prawdopodobnie była to Biblia szatana Antona Szandora LaVeya w języku polskim.

– Każdy, kto miał z nią kontakt, mówi, że to ponura dziewczyna, zamknięta w sobie – mówi Aneta. – Jej siostra Baśka była taka sama.

Mama Iwony nie lubi Renaty, nie pozwala córce się z nią przyjaźnić. Aneta nie rozumie dlaczego: „Ale co ci się w niej nie podoba? Przecież jest zupełnie normalna” – dziwi się.

Matka nie potrafi tego wytłumaczyć. Czuje, że Iwona nie powinna się z nią zadawać, i już.

– Często w tym pokoju siedziały i jej słowa były: „Ale z ciebie laska” – wspomina Mieczysław Cygan. – Mama jej zawsze mówiła: „Iwona, to nie jest koleżanka dla ciebie”. A ona: „Oj, mamciu, jest fajna”.

Od jakiegoś czasu Renata ma zakaz przychodzenia do domu Cyganów. Ale Iwona uwielbia Renatę, więc starsza o trzy lata Aneta często kryje młodszą siostrę. Mówi mamie, że wychodzą razem, ale potem ona spotyka się ze swoimi znajomymi, a Iwona z Renatą.

– Czekałyśmy na siebie przed domem. Ja na nią albo ona na mnie, żebyśmy mogły razem wejść. Żeby mama się nie zorientowała.

Do dzisiaj dręczą ją z tego powodu wyrzuty sumienia:

– Pozwalałam, żeby Iwona się z nią spotykała. Przekonywałam mamę, że Renata jest normalna. Była jej przyjaciółką. Z tego powodu dla mnie to ona odegrała największą rolę w tym morderstwie.

Siostra Renaty Baśka ubiera się na czarno. Od kilku lat chodzi z Markiem K., razem przesiadują w szczucińskich knajpach.

– Towarzystwo tej Renaty to byli ludzie starsi, koledzy Baśki, którzy mieszkali w Wiedniu – opowiada Gosia.

W wakacje 1997 roku Baśka też wyjeżdża do pracy w Austrii i mieszka w kamienicy, w której Wiktor K., jej znajomy, wynajmuje mieszkania Polakom. Po wakacjach wraca do kraju, uczy angielskiego w szkole podstawowej, udziela korepetycji. W lipcu kolejnego roku rozstaje się z Markiem i znowu wyjeżdża do Wiednia, ale już z kolejnym chłopakiem, Mariuszem. Znowu mieszkają w kamienicy wynajmowanej przez Wiktora K.

K. załatwia Baśce pracę, podobno w tureckiej knajpie. Zawozi ją do niej, odwozi do domu, a potem jeszcze zaprasza do innej knajpy na piwo. Mariuszowi się te amory nie podobają, mimo że dziewczyna zapewnia go, że Wiktor to jej kuzyn. Na początku sierpnia rozstają się i Mariusz wraca do kraju sam. Baśka zostaje w Austrii jeszcze kilka dni, po czym przyjeżdża do Polski z Wiktorem1.

– Plotki chodziły, że Wiktor K. się w niej podkochiwał – mówi Aneta. – Nie chciał, żeby pracowała w knajpie w Austrii i załatwił jej inną rolę. Miała w Szczucinie oferować dziewczynom pracę.

***

Bo też i nie zna człowiek swego czasu,

jak ryby, które się łowi w sieć zdradliwą,

i jak ptaki w sidła schwytane.

Jak one, tak uwikłani zostaną ludzie w złej chwili,

gdy spadnie na nich znienacka.

Biblia Tysiąclecia, Księga Koheleta 9,12

Ta ostatnia niedziela

Małgosia dobrze pamięta ostatni dzień spędzony z Iwoną.

– Malowała mi paznokcie na niebiesko, bo pierwszy raz jechałam na kolonię.

Na tym samym obozie co Gosia, w Jantarze nad morzem, przebywał wtedy nastoletni Grzegorz Dudek. Ojciec Grześka Stanisław dwa lata później zginie w dziwnym wypadku samochodowym. Ale o tym później.

Kilka dni po wyjeździe Małgosi, w niedzielę wieczorem, Baśka zaprasza Iwonę i Renatę na dansing do Zajazdu Leśnego. Aneta też tam na chwilę wpada ze Szczepanem. Widzi, że Iwona siedzi z Renatą, Baśką i Markiem – bo ci ostatni chyba znów są parą. Marek pracuje dla Tankpolu, stawia wszystkim napoje.

Aneta siedzi przy innym stoliku. O dziewiątej podchodzi do siostry.

– Idziemy do domu – mówi.

Młodsza siostra patrzy błagalnym wzrokiem.

– Mogę jeszcze chwilę zostać? Na górze jest zabawa…

Aneta się waha. Wie, że muszą wrócić do domu razem, bo będzie awantura.

– Na to wstała Baśka i powiedziała, żebym się nie martwiła, bo Iwona będzie pod jej opieką – opowiada dziś. – Dziewczyny się pobawią, potańczą. I odprowadzi Iwonę do domu.

Aneta nie jest przekonana, ale słowa Baśki, o dwa lata starszej pani nauczycielki, w końcu ją przekonują. Wychodzi ze Szczepanem z lokalu, wraca grzecznie do domu i mówi mamie, że Iwona zaraz przyjdzie.

– Nie powiedziałam jej, że poszła na ten dansing − przyznaje dzisiaj.

Tymczasem w górnej sali w Zajeździe Leśnym Iwona z Renatą tańczą. Jest dużo starszych panów, między innymi Jan Ł., pseudonim Murłata, znajomy ojca Renaty i Baśki. Jego żona została dwa lata wcześniej zastrzelona w szczucińskim sklepie. Jest Ryszard L., zdaniem jednego z policjantów włamywacz i drobny złodziej, który chwilę wcześniej wrócił ze Stanów Zjednoczonych i wybudował sobie dom pod lasem w Szczucinie. Są też osoby pracujące w Austrii – Wiktor K. i jego brat Rysiek K. Jak Renata potem opowie, dziewczyny tańczą z panami w kółeczku.

Prawdopodobnie piją alkohol, który stawia Marek. Do domu Iwona dociera bardzo późno, około pierwszej w nocy, może nawet później. Przychodzi sama czy ktoś ją przywozi? Nie wiadomo.

Cały następny dzień spędza w łóżku. Tłumaczy, że szła z koleżankami zaraz za Anetą, ale jeszcze kogoś spotkały, zagadały się… Nie wychodzi z pokoju, nie można do niej wejść. Mama pyta, co się stało. Iwona mówi, że nic.

– Jestem przekonana, że coś się tam wydarzyło – mówi Aneta. – Iwona nie chciała nic mówić. Przez cały poniedziałek płakała i nie chciała wyjść z łóżka. Mama mówiła, że nigdy jej takiej nie widziała.

Być może ktoś jej coś dosypał do szampana. Możliwe, że nakręcono z nią jakiś film albo ktoś jej zrobił kompromitujące zdjęcia. Niewykluczone, że Iwona została tej nocy zgwałcona.

Później do organów ścigania przyjdzie anonim informujący, że kilka dni po dansingu Iwona była widziana w poradni ginekologicznej. Jakiś mężczyzna miał tam jej grozić. Jednak dąbrowska prokuratura sprawdziła anonim i ustaliła, że nie ma związku ze sprawą.

W poniedziałek około siódmej wieczorem Iwona spotyka się z Renatą, we wtorek też, ale tylko na godzinę. Renata przez cały czas kupuje karty do budek telefonicznych i gdzieś dzwoni. Nie chce powiedzieć Iwonie, o co chodzi.

Aneta jak zawsze kryje Iwonę przed mamą. Wychodzą z domu razem, ale potem się rozdzielają. Aneta spotyka się ze swoimi znajomymi, a Iwona z Renatą.

W środę Iwona przekonuje mamę, żeby ją puściła do domu Renaty. Mama nie jest zachwycona, ale w końcu się zgadza. Iwona wychodzi o szóstej wieczorem, ale po godzinie już jest z powrotem. Nie zastała koleżanki.

Jak się potem okaże, Renata była wtedy razem z Baśką w domu Wiktora K. pod Tarnowem. Sprzątały po remoncie. Gdy skończyły, całą ekipą pojechali na kolację i drinka do baru U Trabanta. Potem dołączył do nich Marek, chłopak Baśki.

Ten ostatni wspólny wieczór Iwona i Aneta spędzają w domu. Rozmawiają z mamą o jakichś głupotach. Nagle mama mówi, że źle się czuje. Wtedy Iwona rzuca, że jeśli umrze, nie chce być pochowana w Szczucinie.

– Teraz myślę, że czegoś się bała – mówi Aneta.

Następnego dnia, w czwartek, Renata wyciąga Iwonę z domu. Mówi, że musi jej coś wyjaśnić.

Jeszcze słonko było na niebie

Ale wcześniej, przed południem, Aneta i Iwona jadą do Dąbrowy Tarnowskiej na zakupy. Aneta planuje wyjazd pod namiot ze znajomymi, potrzebuje paru rzeczy. Spóźniają się na autobus, więc łapią stopa. Do Dąbrowy podwozi je Jan, ich kolega.

Podczas zakupów rozmawiają.

– Iwona mówiła, że mama miała rację, że Renata coś przed nią ukrywa. Że już jej nie ufa – opowiada Aneta. – Że coś się dzieje wokół niej, czego ona kompletnie nie rozumie. I że się więcej z Renatą nie spotka. Dokładnie tak powiedziała. Codziennie te słowa słyszę.

Popołudnie Iwona spędza w domu. Mówi do Czesławy Cygan:

– Mamcia, dzisiaj nie wychodzę nigdzie.

O trzeciej jedzie tylko na chwilę na rolkach do Oli, swojej najlepszej przyjaciółki sprzed ery Renaty. Aneta pamięta, że gdy wróciła, akurat leciał Klan. Potem siostra wysyła Iwonę po ich ulubione lody Iza do pobliskiego GS-u.

– To ładny dzień był, pamiętam jak dziś – przypomina sobie Mieczysław Cygan. – Robiłem okno i Iwunia mi pomagała. Bo ona takim majsterkowiczem była. Jakem samochód naprawiał, to przychodziła mi pomagać, jak mała była. Ja specjalnie dawałem jej te śrubki, żeby się pobrudziła. Mama się złościła później.

Wieczorem Iwona kończy pomagać ojcu przy oknie i stwierdza, że idzie jeszcze raz na rolki. Już stoi w furtce przed domem, kiedy dzwoni telefon.

– Renatka zadzwoniła – mówi Mieczysław. – Jeszcze słonko na niebie było. Gdzieś przed ósmą.

Odbiera mama, przez okno woła Iwonę. Dziewczyna wraca do domu, podnosi słuchawkę na dole. Mama na górze podsłuchuje.

– Słyszałam, jak Renata ją prosiła: „Iwonko, proszę cię, wyjdź. Proszę cię, wyjdź”. Iwona mówi: „Nie, bo mnie ty kłamiesz”. „Wyjdź, Iwonko, na chwilę” – opowie Czesława Cygan w 2011 roku w programie TVP Listy gończe.

W końcu Iwona się zgadza, umawiają się o wpół do ósmej pod kościołem. Iwona wkłada nowe dżinsy, które mama jej kupiła podczas ostatnich wielkich zakupów w Tarnowie, i nowe czarne martensy. Na plecy zarzuca pożyczony od Oli sweter w kolorowe paski. Za dwadzieścia ósma wychodzi z domu razem z Anetą. Mama prosi starszą córkę, żeby nie spuszczała Iwony z oczu.

Iwona Cygan. (fot. archiwum rodzinne)

Od lewej: Czesława Cygan, Iwona i najmłodsza Gosia przed domem rodzinnym. (fot. archiwum rodzinne)

– Zastanawiam się nad słowami Iwony. Mówiła, że boi się Renaty – zamyśla się Aneta. – Może gdybym jej nie kryła przed mamą, gdybym powiedziała jej to, co Iwona mi mówiła… Może wszystko byłoby inaczej.

Iwona przez całą drogę papla jak to ona. Renatę widzą już z daleka, wychodzi po Iwonę aż pod szkołę. Aneta pamięta, że miała na sobie długą kwiecistą spódnicę.

– Renacie się bardzo śpieszyło, przez cały czas spoglądała na zegarek. Powiedziała, że musi Iwonie coś wytłumaczyć.

Jednak przez całą drogę na rynek nie odzywa się słowem. Gdy dochodzą do przystanku, Iwona idzie do sklepu spożywczego i kupuje sobie paczkę gum do żucia.

Jedną z tych gum technicy policyjni znajdą później na jej bluzce w miejscu zabójstwa.

Gdy wraca, mówi Renacie, że musi być w domu o dziewiątej, bo chce obejrzeć film. Renata – że to nie potrwa długo.

Wtedy Iwona znienacka prosi Anetę, żeby poszła z nimi.

– I pamiętam ten wzrok Renaty. Czekała, co powiem – opowiada siostra Iwony. – Ja się zaczęłam śmiać i mówię: „Jak to, mam iść z wami? Przecież jestem umówiona”. Codziennie widzę ten uśmiech Renaty. Jej ulgę, że jednak z nimi nie pójdę.

Aneta zostaje na rynku, bo ma tu się spotkać ze Szczepanem. Iwona i Renata idą do baru Małroks, który znajduje się na parterze Zajazdu Leśnego. Tam z Łukaszem, kuzynem Renaty, i ich kolegą Tomkiem najpierw siedzą przed lokalem, a potem wchodzą do środka. Dziewczyny piją sok owocowy Tymbark, chłopcy jedzą frytki. Śmieją się i żartują.

Pół godziny później do lokalu wchodzi Aneta ze Szczepanem. Podchodzą do baru, też zamawiają frytki. Iwona właśnie schodzi po schodach z góry.

– Powiedziała, że idzie do domu, i pomachała mi – Aneta wciąż ma tę scenę przed oczami. – Jeszcze pamiętam, że poczochrała po włosach Daniela, który siedział przy stoliku obok.

Wtedy Aneta ostatni raz widzi siostrę żywą.

Wychodzą razem – Iwona, Renata, kuzyn Renaty i kolega Tomek. Idą na rynek, ale tam się rozdzielają. Chłopcy zostają na przystanku, a Iwona i Renata zaczynają krążyć wokół placu, jakby na kogoś czekały.

***

A dalej widziałem pod słońcem, 

że to nie chyżym bieg się udaje, 

i nie waleczni w walce zwyciężają. 

Tak samo nie mędrcom chleb się dostaje w udziale 

ani rozumnym bogactwo, 

ani też nie uczeni cieszą się względami. 

Bo czas i przypadek rządzi wszystkim.

Biblia Tysiąclecia, Księga Koheleta 9,11

Cisza przed burzą

O szóstej wieczorem Krzysztof wraca do Szczucina autobusem z Krakowa. W drodze do domu wpada do baru na piwko. Spotyka tu Tadka Draba, kolegę. Już mają wychodzić, kiedy Tadek proponuje, żeby jeszcze coś wypili. Składają się więc na flaszkę i Tadek idzie do sklepu. Kupuje czystą, bo „nie gustują w gatunkowych alkoholach”. Siadają z butelką na plantach, czyli ławeczkach obok kościoła. Po kwadransie przez rynek przechodzi kumpel Jerzy, więc zapraszają go na kielicha. Wódkę chowają w krzaku obok ławki, żeby się policja nie czepiała. Tadek siedzi najbliżej baru, polewa więc do plastikowego kubka, który dostał w sklepie razem z półlitrówką.

Jest duszno. Nad Szczucin nadciąga ogromna, czarna chmura.

Mężczyźni widzą, że wokół rynku krążą dwie dziewczyny. Jedna jest ubrana w jasne dżinsy i kremową bluzkę z krótkim rękawem. Na plecach ma zawieszony sweter w paski. Druga jest w długiej kwiecistej spódnicy.

– Co to za jedne? – rzuca Krzysztof.

– Ta w spódniczce to nieboszczyka Włodka córka. A ta druga to Cyganówna – wyjaśnia Tadek.

Kolejny łyk z kubka. Tadek polewa Krzyśkowi, po czym chowa flaszkę w krzaku. Pozornie nic się nie dzieje. Mężczyzna na rowerze jedzie do sklepu po mleko, widzi Iwonę i Renatę stojące pod bramą kościoła. Przy przejściu dla pieszych zatrzymuje się policyjny tarpan honker.

Niebo rozcina błyskawica.

– Burza idzie – mówi Tadek.

Dziewczyny dochodzą do skrzyżowania z ulicą Piłsudskiego. W tym samym momencie, kilka minut po dziesiątej, na rynek z piskiem opon wjeżdża biały samochód. Gwałtownie zatrzymuje się tuż za radiowozem.

– Ale się wyżywa tym polonezem – komentuje Tadek.

– Klapa – rozpoznaje kierowcę Krzysiek.

Dziewczyny mijają Tadka i Krzysztofa i podchodzą do poloneza, jakby właśnie na niego czekały. Najpierw Renata. Nachyla się do okna i przez chwilę rozmawia z mężczyznami, którzy są w środku. Po chwili woła Iwonę. Iwona się waha, ale widzi stojący przed polonezem radiowóz policyjny. Więc wsiada.

W internecie ktoś potem napisze: „Ludzi z samochodu znała. To przecież byli rodzice jej znajomych dzieci, bywała u nich w domach, a oni u jej rodziców. Nie mogła podejrzewać, że grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo, że zastawiono na nią pułapkę. Że przestała być dla nich już jakiś czas temu córką sąsiada, miłą, uczynną dziewczynką, a stała się chodliwym towarem. Że nic tego wieczoru nie działo się przypadkiem. Skąd miała to wiedzieć?”.

Zaczyna grzmieć. Tadek wyrzuca opróżnioną butelkę do kosza na śmieci.

– Zaraz lunie – mówi. – Idę do domu.

Krzysztof i Jerzy też wstają. Z przystanku dobiegają ich jakieś głosy, ale nie zwracają na nie uwagi. Spieszą się, żeby zdążyć do domu przed burzą.

Tadek chwiejnym krokiem sunie w kierunku radiowozu. Widzi, że Iwona i Renata wsiadają do białego poloneza. W środku obok Młodego Klapy na przednim siedzeniu siedzi Trabant, a z tyłu Stary Klapa. Obok Starego Klapy pakują się dziewczyny. Chwilę potem auto rusza z piskiem opon.

Tadek podchodzi do tarpana. Pyta policjantów, czy podwiozą go do domu.

– Pewnie się jadą zabawić. Zobaczymy? – Grzegorz J. pokazuje na odjeżdżający polonez. – Przy okazji podwieziemy Draba.

Leszek W. kiwa głową i rzuca przez okno do Tadka:

– Wskakuj do tyłu.

Tadeusz niezdarnie wspina się na pakę tarpana. Radiowóz rusza zaraz za polonezem. Policjanci widzą, że auto przed nimi jedzie dziwnie – zygzakiem, od krawężnika do krawężnika.

Przed mostem na Wiśle polonez i radiowóz skręcają z głównej trasy w drogę na Łękę Szczucińską, małą wieś położoną nad rzeką. We wsi jest już całkiem ciemno. Policjanci widzą, że światła poloneza, w którym są dziewczyny, na rozwidleniu skręcają jeszcze raz – przez wał jadą do hangarów WOPR nad Wisłą.

Tarpan zawraca i się zatrzymuje.

– E, powóz zajechał! – rzuca Leszek W. do przysypiającego na pace Tadka Draba.

Tadek wygrzebuje się z radiowozu. Błyska. Zaczyna padać.

– Idź już spać – rzuca jeszcze Grzegorz J.

Tadek macha ręką policjantom i po chwili znika im z oczu.

Jak twierdzi potem Leszek W., policjanci wracają do patrolowania miasta. Ale czy tak naprawdę było? 2

Robert Cygan, kuzyn Iwony, przed dziesiątą wieczorem przychodzi z psem do baru U Trabanta. Za barem stoi żona jego kolegi.

– Nalała mi tylko szybko piwo i mówi: „Wyjdź, wyjdź z tym psem, bo Trabant jest strasznie wkurzony” – opowiada.

Robert bierze piwo, wychodzi na zewnątrz z psem. Siada ze znajomymi przed barem.

– Podjechało trzech gości takim zmęczonym samochodem, chyba mercedesem – przypomina sobie tamten wieczór. – Weszli do Trabanta i zaraz odjechali. Nie wiem, kto to był. Karki, ogoleni na krótko. Nie ze Szczucina.

Robert wypija jeszcze dwa piwa, ucieka mu pies, więc idzie go szukać. Gdy znajduje, wraca do domu.

Tymczasem Małgorzata Ż., kelnerka w Zajeździe, o jedenastej zamyka lokal. Jak potem zezna, razem z mężem Sławomirem i kolegą Konradem S. jadą na dyskotekę w miejscowości Fiuk. Bawi się tam podobno do trzeciej w nocy. Jednak ani ówczesny mąż Małgorzaty, ani Konrad S. niczego takiego potem nie pamiętają.

Gdy po latach odnajdę Małgorzatę Ż. z nowym nazwiskiem drugiego męża, kobieta nie chce powiedzieć, na jakiej imprezie była tamtej nocy. Stwierdzi wręcz, że to nie ona jest tą Małgorzatą, byłą kelnerką w Zajeździe Leśnym. Że ją z kimś pomyliłam.

Przed jedenastą Aneta wychodzi z Zajazdu Leśnego. Nagle czuje dziwny ucisk w sercu. Ogarnia ją przeraźliwy strach.

– Chyba miałam jakieś połączenie telepatyczne z Iwoną – mówi.

Szczepan odprowadza ją do domu. Gdy Aneta zamyka drzwi na klucz, jest przekonana, że Iwona już śpi. Mama dziewczyn w pokoju na piętrze słyszy zamykające się drzwi wejściowe i jest pewna, że jej córki razem wróciły do domu. Gasi światło i kładzie się do łóżka.

Na ramiona Szczepana, który wraca na piechotę, spadają pierwsze krople deszczu. Myśli, że musi się pośpieszyć, bo zaraz lunie.

Zło istnieje naprawdę

Około północy policjanci szczucińskiego komisariatu Leszek W. i Grzegorz J. siedzą w radiowozie przed knajpą U Trabanta. Bar należy do Roberta K., zwanego Trabantem, stąd nazwa. Ksywę tę Robert zdobył na obozie harcerskim w Bieszczadach w 1977 roku, bo uwielbiał śpiewać przeróbkę piosenki Płonie trabancik w lesie. Opowie o tym kilkanaście lat później policjant Jerzy S., który pracował na tym samym obozie jako instruktor.

Dlaczego policjanci stoją właśnie przed knajpą Trabanta? Podobno obserwowali okolicę.

Funkcjonariusze widzą, że kilka minut przed północą przed lokal podjeżdżają biały polonez i audi 80. Z poloneza wysiadają Iwona, Renata, Młody Klapa i jego ojciec Stary Klapa. Z audi − Piotr S., syn szczucińskiego kościelnego. Wszyscy wchodzą do knajpy. Policjanci, jak twierdzą, dalej prowadzą obserwację.

U Trabanta jest sporo ludzi, jak to w wakacyjny wieczór. Za barem stoją dziewczyna Młodego Klapy Amanda i żona Trabanta Benita. Są tu też Bogdan K., kierowca Trabanta, oraz Ryszard J., jego kuzyn. Ponadto − ekipa osób pracujących w Wiedniu, tak zwanych „Austriaków”. Głośno gra muzyka.

Młody i Stary Klapa, Trabant, Iwona i Renata wchodzą do osobnego pomieszczenia na zapleczu lokalu.

– Tam, w Trabancie, był taki pokój z weneckimi lustrami – opowiada była kelnerka z Zajazdu. – Od środka cię widzieli zza tych szyb. Jak była dyskoteka, to mogli sobie patrzeć na dziewczynki, która im się podoba.

Dlaczego Iwona dała się tu przyprowadzić?

Dlaczego nie wzywała pomocy, nie próbowała uciekać?

Musiała widzieć stojący na podwórku radiowóz. W jej krwi nie wykryto żadnych środków odurzających ani alkoholu. Wytłumaczenie jest chyba tylko jedno – nie podejrzewała, co ją czeka.

– Myślę, że to dlatego, że Iwona miała w sobie taką naiwność do ludzi – mówi Aneta. – Że człowiek człowiekowi nie jest w stanie krzywdy zrobić.

Były bar U Trabanta w Szczucinie. (fot. Monika Góra)

Kościół w Szczucinie. (fot. Monika Góra)

Mężczyźni proponują jej coś do picia. Iwona nie chce. Młody Klapa każe jej się rozebrać. Iwona odmawia, odpycha go. Wtedy Stary Klapa i Trabant chwytają ją za ręce i przytrzymują, żeby się nie wyrywała. Iwona jeszcze próbuje się bronić, szarpie się. Wtedy dostaje cios w potylicę. Upada na podłogę, traci świadomość.

Gdy leży na plecach, Młody Klapa bierze kastet i zaczyna zadawać jej silne ciosy. W twarz, głowę, szyję. Iwona nie broni się, nawet nie zasłania twarzy rękami. Leży nieprzytomna. Kolejny cios łamie jej żuchwę. Leje się krew.

Na wszystko patrzy Renata.

– Nie tutaj, kurwa! – mówi Trabant. – Weźcie ją stąd.

Młody Klapa związuje Iwonie nadgarstki białym nylonowym sznurkiem. Trabant i Stary Klapa podnoszą ją i chwytają pod ramiona. Przeprowadzają Iwonę przez lokal. Krew z rozbitej głowy i ust dziewczyny obficie kapie na sweter, który ma zarzucony na ramiona.

W lokalu jest kilkadziesiąt osób, nikt nie reaguje. Mężczyźni wychodzą z Iwoną głównym wejściem.

– Niewyobrażalne jest to dla mnie – mówi Aneta. – Tam było mnóstwo ludzi. Poszli spać, zostawili ją. Nie mogę ogarnąć tego, że tam było tyle osób i nikt jej nie pomógł.

Młody Klapa prosi Piotra S., żeby wyszedł za nimi i odwiózł audi 80 do posesji „Austriaka” Ryszarda L.

Policjanci Leszek W. i Grzegorz J. siedzący w radiowozie przed lokalem widzą, że wychodzi z niego Młody Klapa. Zaraz za nim jego ojciec i Trabant prowadzą pobitą Iwonę. Z knajpy wychodzi jeszcze jedna osoba, ale Leszek W. twierdzi, że nie wie, kto to był.

Funkcjonariusze nie reagują. Młody Klapa siada za kierownicą poloneza, obok niego tajemniczy nieznajomy. Stary Klapa i Trabant sadzają bezwolną Iwonę na tylnym siedzeniu, po czym sami siadają tak, że dziewczyna znajduje się między nimi. Zamykają drzwi. Nieniepokojeni przez nikogo odjeżdżają3.

– Policja, która przysięgała bronić, przysięgała służyć drugiemu człowiekowi… Dla mnie oni się niczym nie różnią od tych, którzy ją mordowali – mówi Mieczysław Cygan. – Bo mogli ją uratować.

– Leszek W. mówił, że Iwona została sprzedana za pięćdziesiąt złotych – czytała w aktach Aneta. – I że jakby się nie wyrywała, toby się nic nie stało.