Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Poruszająca opowieść o nienasyceniu, które napędzało życie i twórczość Agnieszki Osieckiej.
To historia kobiety pełnej sprzeczności: pragnącej bliskości, a jednocześnie wciąż uciekającej przed spokojem. Zakochanej w emocjach, słowach i ludziach. Zbigniew Cybulski, Witold Dąbrowski, Marek Hłasko, Jerzy Giedroyc, Andrzej Jarecki, Wojciech Frykowski, Jeremi Przybora, Andrzej Wajda, Daniel Passent – to oni byli dla Osieckiej fascynacją, wyzwaniem i źródłem nieustannego napięcia.
Mężczyźni Osieckiej to również opowieść o polskiej kulturze XX wieku i jej najważniejszych kręgach – od teatrzyku Bim-Bom i STS-u poprzez paryską „Kulturę” i krakowską Piwnicę pod Baranami do korytarzy TVP. Fascynująca podróż przez skrajnie odmienne światy połączone skomplikowaną siecią ludzkich losów i namiętności.
Joanna Podsadecka pisze o tym, co dla poetki było najważniejsze. Pokazuje, jak z rozczarowań, tęsknot, ucieczek i powrotów powstawały teksty, w których kolejne pokolenia wciąż odnajdują prawdę o własnych uczuciach.
Znakomicie udokumentowana książka – wnikliwa i inspirująca do odkrywania Osieckiej na nowo.
To nie jest książka o miłościach Agnieszki. To przejmująca opowieść o kobiecie, która całe życie uciekała – najpierw w uczucie, potem przed nim. Zakochiwała się gwałtownie, zachłannie, ale kiedy miłość zaczynała mieć kształt domu i zapach codzienności, odchodziła. Mijała tych, którzy mogli zostać, wybierała tych, którzy byli nieobecni. Nie dlatego, że nie umiała kochać. Dlatego, że nie umiała zostać.
BEATA BIAŁY, pisarka, dziennikarka
JOANNA PODSADECKA – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dziennikarka, która z ks. Janem Kaczkowskim współtworzyła książki Grunt pod nogami i Dasz radę. Ostatnia rozmowa. Po jego śmierci napisała Sztukę czułościoraz zredagowała Sens. Z podróżnikiem Markiem Kamińskim przeprowadziła dwa wywiady rzeki: Idź własną drogą oraz Bądź zmianą. W 2024 wydała biografię Małgorzaty Braunek. Autorka i redaktorka licznych publikacji o środowisku „Tygodnika Powszechnego”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 418
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Joanna Podsadecka
MĘŻCZYŹNI
Osieckiej
Apetytami, których Agnieszka Osiecka nie umie zaspokoić, wiecznym „nie dość”, które w niej mieszka, nasyca swoje teksty. Rodzą się z refleksji nad przeżywanymi przez nią rozmaitymi końcami i początkami, dlatego są gęste od fraz, z którymi tak łatwo się utożsamić. Wszyscy kochamy, rozczarowujemy się, cierpimy, tęsknimy, bywamy poobijani.
Emocje są tworzywem artystów. Z nich Osiecka konstruuje teksty żarliwe, rzewne i przewrotne. Jak ona.
Lepi strofy mokre od łez i takie, które przegonią łzy. Magda Czapińska pamięta, że gdy zawalił jej się świat, bo zostawił ją chłopak i leżała w szpitalu, przeczytała tekst Agnieszki: „Malwy po chatach kwitną i bledną, po sześciu latach nic już nie jest tragedią”. Pomogło.
Osiecką stać na szminki Chanel, ale nie nosi makijażu. Nie imponuje towarzystwu szałowymi ciuchami, bo nie umie się gustownie ubrać. Mimo to tracą dla niej głowę najwybitniejsi przedstawiciele epoki. Ci mniej wybitni też. Ewa Lejman: „Mało było mężczyzn, którzy daliby radę jej się oprzeć”1. W czym tkwi sekret? Jest diablo inteligentna, naturalna, niepodległa. I wciąż się wymyka. To ona napisze, że „[…] nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić go”.
Choć wydaje się, że nie ma wymarzonego typu mężczyzny (bo rozpięta jest między wyważonym rówieśnikiem, starszym mistrzem, chuliganem oraz nieśmiałym, młodszym studentem w powyciąganym swetrze), to jednak ci ważni w jej życiu: Andrzej Jarecki, Daniel Passent, Jerzy Giedroyc, Zbigniew Mentzel, Marek Hłasko, Jeremi Przybora – znakomicie posługują się polszczyzną. Ludzi kochających pisać nic nie podnieca tak, jak dobrze użyte słowo.
Boi się stygnącego pulsu. Letnich relacji. Przewidywalności i rutyny. Nie chce mylić podziwu z pożądaniem. Zmysłowości ze zmyśleniem. A jednak czasem myli. Gdy się zorientuje, ucieka. Nie umie się rozgościć w miłości troskliwej i dobrej. Takiej bez sztormów. Potrzebuje zmian scenografii, karmiących rozmów, szarpiących namiętności. Ucieka poczuciu bezpieczeństwa, choć bywa, że o niczym innym nie marzy tak jak o nim. Jakby siedziała w niej sabotażystka.
Joanna Olczak-Ronikier: „Wydawało się, że dobre wróżki obdarzyły ją w kolebce wszystkimi darami świata. Uroda, wdzięk, inteligencja, talent, pracowitość, a do tego poczucie humoru, autoironia, skromność, życzliwy stosunek do ludzi. Nadzwyczajny zmysł obserwacyjny i umiejętność cudownego, nieopisanie śmiesznego, plastycznego opowiadania o najbardziej surrealistycznych przygodach, jakie przeżywała. Nie ma się co dziwić, że garnęli się do niej najciekawsi ludzie epoki, od Giedroycia począwszy, na Okudżawie skończywszy.
Ale za szczodrość bogów trzeba płacić. I Agnieszka płaciła. Samotnością w panieńskim pokoiku, do którego wracała, kiedy gasły kolejne złudzenia”2.
Czapińska mówi, że po śmierci Agnieszki lustro, które ją pokazywało, rozpadło się na tysiące kawałków i każdy wziął sobie jeden. Widzi dziś Osiecką w taki sposób, w jaki sam postrzega świat. Dla jednego jest psotna. Dla innego sentymentalna. Skomplikowana. Nieuchwytna. Samotna. Tyle już o niej napisano, a pozostaje tajemnicą.
To z jej nienasycenia czerpią piosenki, które nam pomagają żyć, rejestrują bóle, zachwyty, rozpacze, zagubienie, bezradność i tęsknotę. Agnieszka Osiecka zostawiła ponad dwa tysiące tekstów. Tak bardzo o nas. Tak bardzo o niej. O tym, kim była, kim nie chciała być, kim nie umiała. Zawdzięczamy je jej rozdarciu, nadwzroczności, nieprzystawalności. I mężczyznom, o których jest ta książka.
„Myślę o histerycznych palcach ojca położonych na fortepianie. Powtórzyły się u mnie dokładnie. Do tego nabrzmiewające żyły, chudość, drżenie przy byle nerwach i śmieszna nieumiejętność zupełnego wyprostowania palców”1. Dłonie Agnieszka ma po nim – szczupłe, żywo gestykulujące. Nonszalancję też. I to przeklęte poczucie tymczasowości.
Z czasem wyraźniej widać te jego części, z których zbudowana jest ona. Ma jego fantazję w wydawaniu pieniędzy. Jest szczodra jak on. I jak on skryta – przy pozorach wylewności.
Ojciec nauczy ją, że nie można tkwić w cudzych narracjach, trzeba tworzyć swoje. Agnieszka późno dostrzeże, jak bardzo ukształtowana jest przez jego narrację. Będzie próbowała się wyzwalać także z niej. „Chciał ze mnie zrobić mistrza życia. Wytoczył długą wieloletnią batalię przeciwko przeciętności, przeciwko szablonom. Nic dla nas nie znaczyło to, co robili »wszyscy«. Cokolwiek by to było, my robiliśmy dokładnie coś innego”2.
Agnieszkę kształtują ludzie o skrajnie różnych osobowościach. Zaważy to na jej życiu. Ojciec to w pewnym sensie postać cyganeryjna, matka – cicha, poczciwa, ale oschła. „Ojcu zawdzięczam usposobienie trampa, niechęć do nacjonalizmu, rzemieślniczy nieco stosunek do sztuki, sceptycyzm w ocenie ludzi oraz swoiste szwejkowsko-galicyjsko-okupacyjne poczucie humoru. […] Po matce, dzielnej zresztą w okresie wojennym, odziedziczyłam nabytą później skłonność do strachu i asekuracji, którą dźwigam do dzisiaj. Moi rodzice, którzy byli z dwóch różnych światów, mieli wszakże cechę wspólną: niechęć do mieszczuchostwa, szczurzo-domiszcz, krucht, placków z zakalcem itp. Może dlatego nie gotuję, włóczę się, nie obawiam się niewygód i obcych ludzi, nie cierpię pogardy dla słabych, jestem otwarta i zamknięta jak koty Eliota”3.
Osiecka już zawsze będzie pomiędzy. Rodzi się pod znakiem Wagi. To coś tłumaczy? Pytana o słowo, które najlepiej ją opisuje, odpowiada: „dwoistość”. Zastanawia się, skąd się wzięła taka jej natura. „Może z tańcowania na linie między rodzicami. Bo moi rodzice też się w końcu rozwiedli. Nie wiedziałam, czyją stronę wybrać, i zostało to we mnie na zawsze. Mawiałam, że wprawdzie ktoś tam jest bandziorem, ale ma złote serce. Albo flirtowałam z dwoma chłopakami naraz”4. Z jednej strony Agnieszka jest bardzo uporządkowana i solidna w pracy, ale nieprzewidywalna, nieuchwytna, znikająca bez ostrzeżenia w życiu prywatnym. Z wielką potrzebą posiadania domu i z wielkim lękiem przed zakotwiczeniem gdzieś „na zawsze”. Nigdy nie przestanie być w podróży – pomiędzy stabilizacją a przygodą, nieznanym.
…A jedno z tych miastnazywa się „TAK”,a drugie z tych miastnazywa się „NIE”,a ja – między nimi – jak pociąg, we mgle…Mam nerwy napięte i serce jak wrak –wciąż między miastami – tym „NIE”,i tym „TAK”…5
Dwoistość, która przysłuży się jej twórczości, będzie kulą u nogi w jej życiu uczuciowym. Osiecka samej siebie nie będzie rozumiała, więc jak mogłoby pojąć jej wielowarstwowość otoczenie?
***
Miłość do muzyki zaszczepi jej ojciec. Na kolanie w pół godziny Osiecka będzie w stanie napisać tekst piosenki, który wkrótce wygra festiwal i poniesie się przez całą Polskę.
Kompozytor Maciej Małecki: „Nie mogłem zrozumieć, jakim cudem osoba, która nie potrafi zanucić Wlazł kotek na płotek, jest w stanie tak szybko i lekko pisać teksty piosenek idealnie nadające się do śpiewania”6.
Pisarz i kompozytor Jarosław Abramow-Newerly, przyjaciel Agnieszki od czasu STS-u: „[…] tajemnicą pozostanie dla mnie Jej fantastyczne wyczucie frazy muzycznej przy absolutnym braku słuchu. Wiedziała bezbłędnie, gdzie słowo wsparte muzyką nabierze siły”7.
Agnieszka Osiecka: „Kiedy zaczynałam, koledzy w STS mówili, że wszystko piszę w rytmie »wojewoda zdyszany wpadł do altany«, potem nauczyłam się różnicować rytmy i rymy. Oczywiście najłatwiej napisać wiersz i dać go kompozytorowi, niech się biedzi nad muzyką. Ale kiedy jest odwrotnie, cały proces muszę zacząć od końca. Najpierw odczytać emocje z muzyki, potem szukać dla nich odpowiednich słów”8.
W żyłach jej ojca, Wiktora Osieckiego, płynie krew rumuńsko-wołosko-węgiersko-serbsko-polska. Chłopiec rodzi się w 1905 roku w Belgradzie. Jest synem szlachcica Stefana Osieckiego – Polaka z domieszką węgierską oraz córki Wołoszki i Serba Wiktorii Oreszkiewicz, która umiera rok po urodzeniu Wiktora. Przez jakiś czas opiekują się nim dziadkowie z Timiszoary w Rumunii. Ojciec wspomni Agnieszce, że mówili do siebie w języku Niemców siedmiogrodzkich. Pewnego dnia tata zabiera go do Lwowa, gdzie mieszka siostra jego żony. Zostawia dziecko pod jej opieką i wyjeżdża w interesach do Wiednia. Tam poznaje śpiewaczkę operową Marię Strasser i zakochuje się w niej. Biorą ślub i sprowadzają do Wiednia Wiktora. Stefan Osiecki umiera niespodziewanie, kiedy syn ma sześć lat. Chłopca przez jakiś czas wychowuje macocha, która odkrywa jego muzyczny talent. Wiktor kształci się w Konserwatorium Wiedeńskim. Po latach wraca do Lwowa, który jest tyglem kultur. Wiktor dorasta pośród Żydów, Tatarów, Ukraińców, Węgrów i Polaków. Agnieszka Osiecka: „[…] mego ojca ukształtowała nie rodzina, a koledzy i przyjaciele: żydowscy skrzypkowie, lwowscy kupcy, węgierskie tancerki z temperamentem”9.
Tragiczne losy powodują, że Wiktor nigdzie nie jest zakorzeniony. Czasem czuje się obywatelem świata, czasem „bezpańskim psem”. Choć polska kultura jest mu bardzo bliska, nigdy nie wyzbędzie się kompleksu wynikającego z tego, że mówi po polsku z wyraźnie obcym akcentem.
Jako młody pianista gra na dancingach i w filharmoniach Lwowa, Wiednia, Berlina, Budapesztu, a nawet na Capri. W sezonie 1927/1928 zostaje kierownikiem muzycznym w lwowskim Casino de Paris, gdzie spotyka się tamtejsza elita. Grywa również w reprezentacyjnym Hotelu George.
W 1933 roku przenosi się do Warszawy, gdzie występuje w najelegantszym w tym czasie lokalu w stolicy – Adrii (mającej imponujący zimowy ogród kawiarniany z ptakami i roślinami pod szklanym dachem, a także oferującej całonocne dancingi) oraz kawiarni artystycznej Sztuka i Moda, gdzie poznaje matkę Agnieszki, Marię z Lipowskich Sztechmanównę. W prowadzonej przez nią kawiarni odbywają się wystawy między innymi Zofii Stryjeńskiej. Swoją twórczość prezentują: Maria Dąbrowska, Konstanty Ildefons Gałczyński, Melchior Wańkowicz czy Mieczysław Fogg.
W 1935 roku Maria i Wiktor biorą ślub, rok później rodzi się im córka Agnieszka. Jej dzieciństwo przypadnie na lata II wojny światowej. W 1937 roku Osieccy opuszczają Warszawę. Przenoszą się do Zakopanego, gdzie Maria prowadzi do sierpnia 1939 roku kawiarnię Watra, w której Wiktor gra na dancingach. Mieszkają na pierwszym piętrze budynku, w którym pracują. Tuż przed wybuchem wojny postanawiają wrócić do stolicy. Podczas okupacji prowadzą kawiarnię… Watra przy ulicy Moniuszki. Wiktor Osiecki gra w niej do wybuchu powstania warszawskiego. Zastaje ono jego rodzinę w Śródmieściu. Powstanie siedmioletnia Agnieszka spędza z rodzicami w piwnicy pod ich kawiarnią. Gdy bomba uderza w dom, w którym się ukrywają, biegną do stryja Agnieszki na ulicę Zajęczą. Potem wraz z ludnością cywilną Warszawy zostają wypędzeni do obozu przejściowego w Pruszkowie. Śpią w ogromnej hali z setkami innych ludzi. Stamtąd zostają wywiezieni do obozu pracy w Sankt Pölten w Dolnej Austrii. Będą tam do wiosny 1945 roku.
Agnieszka dba o ukochanego misia Amisia, który spędził z nią dwa straszne miesiące w ciemnej piwnicy podczas powstania, wysiedlenie do Pruszkowa, a także obóz przejściowy tamże. Uciekając przed nalotami, nosiła misia w zębach, bo oboje rodzice trzymali ją wtedy za ręce. Płakała, gdy Niemcy oderwali Amisiowi główkę, myśląc, że w zabawce są ukryte brylanty. „W obozie było źle. Mamusia, Tatuś i inni Polacy pracowali w fabryce. Potem Tatusia Niemcy wywieźli na okopy, a ja zachorowałam na szkarlatynę”10 – notuje w swoim dzienniku dziewczynka. Zapamięta, że kiedy po wojnie szli do Warszawy, w powietrzu unosił się „mdły zapach śmierci”.
Zamieszkają na Saskiej Kępie przy Dąbrowieckiej 25, pod trójką. Ojciec będzie dwoił się i troił, by dać Agnieszce takie wykształcenie, jakiego sam zazdrościł innym. Widok Warszawy w gruzach mobilizuje go do zadbania o przyszłość córki. „Księżniczka w biedzie” (powie po latach o sobie Agnieszka) uczy się za jego namową języków obcych (angielskiego, niemieckiego, francuskiego, rosyjskiego oraz podstaw łaciny), fotografii, gry w tenisa i siatkówkę, pływania. Sport kształtuje charakter, uczy dyscypliny, odwagi i wytrwałości. Osiecka robi wszystko, czego chce ojciec – człowiek wymagający i wybuchowy, a zarazem mający jakiś trudny do opisania czar. Spędza z Agnieszką dużo czasu, ale ma trudności w okazywaniu jej uczuć. Na co drugie pytanie odpowiada dowcipem. „Był wesoły, ale nie miał żadnych złudzeń co do ludzi. Coś w nim było z ponurego poczucia humoru Vonneguta. Ze mnie ojciec zrobił kompletne dziwadło”11.
On jest w domu postacią dominującą. Pragnie, by córka miała szerokie horyzonty, porządne wykształcenie i umiejętność zarabiania pieniędzy w każdych warunkach. Powtarza jej, że są dwa typy ludzi: wodzowie i niewolnicy. Że jeśli nie uzyska przewagi nad innymi, to zostanie zdominowana. Chce, by była niezależna, więc nie uczy jej współpracować z innymi, a liczyć na siebie. Formuje ją z rozmysłem. Buduje szczelną barykadę między nią a światem. Przy niemej zgodzie żony konstruuje córce świat, w którym jest oddzielona od komunizmu kordonami guwernantek, lektorek i trenerów. Dziewczynka ma świadomość, że jest wychowywana inaczej niż rówieśnicy. Czasem upór ojca ją zadziwia, ale poddaje się jego pomysłom, ufając, że wie, co robi. Wiktor Osiecki wymaga od niej posłuszeństwa i mówienia prawdy, a w zamian daje jej najlepsze możliwe warunki do rozwoju. Janusz Gazda, młodzieńcza sympatia Agnieszki: „Wychowywał Agnieszkę w dyscyplinie i pracowitości”12. Ciekawe, że do czasu studiów Osiecka nie myje włosów samodzielnie. Co kilka dni jej włosami zajmuje się ojciec.
Zaraz po wojnie, gdy wszystkiego brakuje, Wiktor kupuje córce… mikroskop. Na tyłach domu przy Dąbrowieckiej urządza Agnieszce boisko do siatkówki, z którego chętnie korzystają chłopcy z sąsiedztwa. Posyła ją też przez lata na treningi pływackie do klubu CWKS Legia. Spowodują, że woda stanie się jej „żywiołem szczęścia”. Będzie pływać godzinami i w mazurskich jeziorach, i w Bałtyku, i w akwenach w egzotycznych częściach świata.
W dzieciństwie chodzi z ojcem na łachy nad Wisłą. On buduje jej ogromne zamki z piasku. W dorosłości to ona na nadbałtyckich plażach z zaangażowaniem będzie kopać łyżką fundamenty zamków, mocno ugniatać mury oraz wieże, by wiatr nie zamienił ich w pył. Fascynacja zamkami na piasku nigdy jej nie minie.
Rodzice zapewniają Agnieszce edukację, o jakiej większość dzieci w Polsce może w tym czasie jedynie marzyć. Ale nie potrafią dać jej ciepła i czułości. Nie wiedzą jak, bo nikt ich tego nie nauczył. Im starsza jest, tym lepiej to rozumie. Jej mama Maria została opuszczona jako kilkulatka przez swoją matkę, która odeszła od męża do kochanka i przeniosła się z nim do innego miasta. Wiktor jest sierotą.
Po wojnie Agnieszka przynosi ze szkoły do domu pluszowego zająca z UNRRA. Zachwycona, pokazuje go rodzicom, a ojciec każe jej go wyrzucić. Nie tłumaczy dlaczego, ona kompletnie tego nie rozumie. Znacznie później będzie się domyślać, że według ojca ten zając symbolizował biedę.
W Rozmowach o zmierzchu i świcie wyznaje: „Moi rodzice byli bardzo krytyczni. Nigdy mnie nie obsypywali pochwałami, a przede wszystkim nie pieścili mnie. Moja mama jak gdyby bała się pieszczoty. Bała się odtrącenia. Ja to już czułam jako bardzo młoda dziewczyna, w związku z tym nie obdarowywała mnie pocałunkami, ojciec tym bardziej. A ja tego potrzebowałam…”13. Dziewczynka zacałowuje więc lalkę Klarę. „Być może moja skłonność do pisania ma swoje źródło w dziecięcej samotności”14 – stwierdza.
Mama Agnieszki, Maria Osiecka, absolwentka poznańskich pensji, po wojnie pracuje w bibliotece szkolnej na Podwalu, potem w administracji państwowej między innymi w Ministerstwie Budownictwa. Jest czynna zawodowo do 1956 roku. Pracuje również dlatego, że ważne dla niej jest, by mieć pieniądze na opłacanie pomocy domowej. Na Dąbrowieckiej gotowanie i sprzątanie należy do kolejnych gospodyń. Dopiero zatrudniona w 1954 roku Helena Zaremba zostanie na kilkadziesiąt lat. Maria Osiecka po przejściu na emeryturę rzadko wychodzi z domu.
Agnieszka długo krytycznie się do niej odnosi. Pisze: „Nie było ciepła u nas w domu. Może można urodzić się drugi raz, z jakiejś innej matki, chlebowej i gorącej?”15. Dopiero pod koniec życia uzna, że oceniała ją niesprawiedliwie, nie dostrzegając, że dla jej porzuconej w dzieciństwie matki największym marzeniem było poczucie bezpieczeństwa. Straci je znów, gdy Wiktor zostawi ją dla innej kobiety. Będzie wtedy drżeć, że i córka ją odtrąci, a więc znikną z jej życia ludzie najważniejsi.
Agnieszce do pewnego momentu łatwiej przychodzi usprawiedliwianie ojca. Wie, że on ją bardzo kocha, choć nie potrafi tego werbalizować. „Tata miał tak niesamowicie silną osobowość… Te wszystkie jego pomysły… To uczenie mnie tych języków w spalonym mieszkaniu, a później stalinowskiej Polsce… To odgradzanie mnie od życia właściwie… Jednocześnie pewien wdzięk ojca i to, że był człowiekiem szalenie dowcipnym, przenosił pewien urok kabaretu przedwojennego… […] To jednak była potęga w tym moim ojcu – i wdzięku, i pewnej grozy, bo bałam się go”16.
Ciekawe, że ludzie wkładający tyle wysiłku w organizowanie edukacji własnej córki zupełnie nie mają poczucia, że warto dziecku dać trochę świątecznego ciepła w Boże Narodzenie czy Wielkanoc. W te dni Agnieszka na ogół jest sama. Gdy jest mała, marzy, by u nich, tak jak u sąsiadów, myto okna na Wielkanoc. By było odświętnie.
Maria Osiecka nie lubi wyjeżdżać poza Warszawę, ale kiedy córka jest jeszcze uczennicą, spędza z nią wakacyjne chwile w Trójmieście. Tata pokazuje Agnieszce Śląsk, Beskidy, Podhale. Dzięki niemu poznaje intrygującą Krynicę i zachwyca się atmosferą Krakowa.
Dwunastoletnią dziewczynkę Osiecki zabiera na swój występ do Kameralnej (akompaniuje wtedy tajemniczej Wierze Gran), kiedy indziej na próby do Teatru Syrena. Gdy jest w szczególnie dobrym nastroju, siada w domu do pianina i gra The Man I Love.Czasem daje się uprosić córce oraz jej koleżankom i wykonuje ich ulubione kawałki na zwieńczenie wieczoru albo tańczy „polkę z figurami” z Agnieszką. Na czternaste urodziny rodzice kupują jej adapter i pierwsze płyty, więc organizuje urodzinowy „potańc”.
Agnieszka zapisuje w dzienniku: „Chcę prowadzić barwne, ciekawe życie, chcę przeżyć przez jedno życie tyle, ile przeżyło 100 innych ciekawych ludzi, nie chcę absorbować sobą świata, choć nie mam nic przeciwko odrobinie sławy, chcę żeby świat mnie absorbował. Chcę podróżować, patrzeć i widzieć, poznawać myśli i uczucia ludzkie i ich historie, poznawać nowych ludzi, nowe kraje, przyrodę, społeczeństwa, nauki, rodzaje szczęść, rodzaje fanatyzmów i rozgoryczeń, kochać, nienawidzić, tworzyć, cieszyć się, złościć, dążyć do celów i prawd, żyć!!”17. Przepowiada sobie przyszłość. Rzadko się zdarza życie tak wypełnione spotkaniami, podróżami, sukcesami i… niedosytem.
Osiecki powtarza córce, że musi być kosmopolitką. Zachęca ją, by zawsze robiła, jak czuje, nie zważając na cudze opinie. Uczy uciekać od schematów, które dają poczucie bezpieczeństwa, ale usypiają, oduczają się dziwić, zachwycać, być ciekawym. Nie chce, by dała się wcisnąć w gorset społecznych norm i przystrzyc sobie osobowości. Stale pyta: „A dlaczego nie?”. Postanawia nauczyć ją latać na szybowcach. W okolicy lotniska szybowcowego za Saską Kępą Agnieszka mówi: „Tata, to jest coś nie w porządku. Ja to czuję. Czternastoletnia dziewczynka nie może latać w Polsce Ludowej na szybowcach”. A on na to: „A dlaczego nie?”. Zabiera ją też na Okęcie, by podziwiała odlatujące samoloty i marzyła o dalekich podróżach.
Tymczasem mama wciąż o coś drży. „Odkąd pamiętam – uczyła mnie lęku. A raczej: z rozmysłem zarażała mnie własnym lękiem. A bała się wszystkiego: burzy, wiatru, pukania do drzwi. Nigdy nie powiedziała: »Wyjdź na dwór, najwyżej trochę zmokniesz«. Zawsze mówiła: »Nie wychodź, bo pada deszcz«. A już najbardziej zależało jej na tym, żebym przeraźliwie bała się seksu. Dawno temu, kiedy miałam siedem czy osiem lat, szłam z mamą wieczorem przez park. Nagle zobaczyłyśmy całującą się parę. Mama szepnęła spanikowana: »Uciekajmy, prędko, nie patrz tam. To obrzydliwe«”18.
Ojciec tłumaczy Agnieszce, że ubrań nie dzieli się na odświętne i powszednie, bo każdy dzień jest świętem. Kupuje nastolatce nylonową torebkę, czapkę, rękawiczki i portfel w kolorze czerwonym. Jego córka w dorosłości będzie mieć słabość do czerwonych szpilek.
Osiecki uważa, że pieniądze oszczędzają ludzie bez fantazji. „Nie znosił ciułania, ścibolenia, zadręczania się drobiazgami, sam pożyczał pieniądze od służącej, ale tak, żebym nie widziała. Wyrobić w dziecku instynkt oszczędzania – fu, cóż to za okropne skrępowanie, co za klapa na imaginacji! Z dwojga złego wolałby, żebym wyrzucała futra przez okna, niż wrzucała groszaki do skarbonki”19.
Kiedy Agnieszka zdaje ostatnie egzaminy na prawo jazdy, ojciec rozgląda się za zagranicznym (!) autem dla niej. Wybiera stylowe, niepraktyczne, takie, w którym mieszczą się tylko dwie osoby. Ona jest tym zmartwiona, bo chciałaby „wszystkich wozić”. Gdy ojciec o tym słyszy, dostaje szału. Widzi, że jego córka wciąż próbuje sobie zaskarbić sympatię innych, jego zdaniem jest służalcza. Boi się, że to spowoduje, że Agnieszka trafi do kasty niewolników, a nie panów. Nazywa jej altruizm niedorzecznym i ślepym. Nie rozumie, skąd się u niej wziął. Wyrzuca córce, że wciąż się poświęca, uniża, coś komuś daje, załatwia, wydaje na kogoś pieniądze, uczy kogoś. Jego zdaniem ma lokajski stosunek do życia. Nie zdaje sobie sprawy, że tak zachowują się ludzie, którzy w innych szukają potwierdzenia swojej wartości. Deficyt rodzicielskiej czułości jest jednym z powodów, dla których dzieci stają się służalcze wobec rówieśników, mają dla nich prezenty, rozmaite przysługi, odrabiają za nich lekcje.
***
„Ojciec liczył po niemiecku, mówił po polsku, a czytał tylko partytury i pamiętniki. Kiedy przydźwigałam do domu trylogię, tatuś przekartkował w roztargnieniu »Ogniem i mieczem« i zniecierpliwiony rzucił to w kąt. »Es rieht mit Nationalizmus« – zapiszczał z austriackim akcentem: »Zalatuje nacjonalizmem«…
Nawet matka, zazwyczaj pokorna jak owca, odważyła się zaprotestować. »Ależ, Wiktor – walczyła – Sienkiewicz dostał Nagrodę Nobla, ona to powinna przeczytać«…
»Ja niczego nie powinienem i ona niczego nie powinna« – powiedział, bardzo zadowolony z samego siebie. Nie znosił żadnych restrykcji, żadnego skrępowania”20.
Kiedy Wiktor Osiecki dowiaduje się, że na lekcji religii w szkole powszechnej ksiądz za gadanie w czasie lekcji aptekarską gumką wymierzył Agnieszce pstryczek w ucho, wpada do szkoły, łapie księdza na korytarzu i wrzeszczy: „Panie, panie szanowny, co pan mi tu wyprawia! Jeżeli pan jeszcze raz tknie moje dziecko, zaraz pana wyrzucę!”21.
Ojciec zapewnia Agnieszce niezapomnianą studniówkę. „Tatuś załatwił (za darmo) śliczną, ogromną salę MDK na Żoliborzu z osobną kawiarnią zamiast bufetu oraz koncert „Artosu”. Będzie także jazzowa orkiestra, za którą tylko zapłacimy (koncert też gratis)”22.
Wiktor Osiecki bierze udział w tym koncercie awangardowej, legendarnej już wtedy, Orkiestry Jazzowej Charlesa Bovery’ego, w której wcześniej grywał. Gdy jedna z profesorek Agnieszki zawzięcie (z centymetrem krawieckim w dłoni!) kontroluje, ile jest centymetrów między biustem Osieckiej a jej studniówkowego partnera, Wiktora doprowadza to do szału. Prosi córkę do tańca i mówi: »Będziemy tańczyć metodą cheek to cheek, policzek do policzka, żeby zdenerwować tę starą nauczycielkę”23.
Agnieszka dorasta w czasie, gdy jazz jest źle widziany przez władze PRL (uznające, że hołduje on amerykańskiemu imperializmowi). Jej nigdy nie przestanie się kojarzyć w wolnością. Zapisze w Dziennikach: „Jazz jest muzyką naszego dzieciństwa. Spacery z tatą Wałem Miedzeszyńskim do dawnej YMCA – i pierwsze potańcówki w podskakującym nastroju, tańczenie »dżajfą« i tańczenie »amerykanką«, filmy z Ritą [Hayworth – przyp. J.P.], stare musicale, błękitne gwiazdki na firmamencie Kameralnej, bracia Łopatowsky, płyty Muza, płyty Odeon, płyty angielskie bogatych kolegów. No i złote saksofony na dansingach w Jastarni i w Krynicy naśladujące złote saksofony murzyńskich muzyków gdzieś hen z Nowego Orleanu. Białe smokingi. Złote saksofony, och, kochać się chce.
A potem – kolorowe skarpetki Tyrmanda i jazz – prawdziwy jazz, jazz Komedy, Kuryla, Trzaskowskiego – jazz – muzyka pokolenia.
… jazz to muzyka naszych przedpaździernikowych nadziei. Pierwsze jam sessions, pierwsze festiwale to były nie tylko imprezy jazzowe, to były msze polityczne”24.
Miłość Wiktora Osieckiego do jazzu w powojennej Polsce może mu jedynie zaszkodzić. Pianistyczne doświadczenie z Wiednia czy Lwowa również nie jest mile widziane. Władze PRL starają się zohydzić wszystko, co zagraniczne. Około 1950 roku Osiecki zaczyna współpracę z Państwową Organizacją Imprez Artystycznych „Artos” mającą aktywizować środowiska wiejskie oraz małomiasteczkowe w duchu socrealistycznym. „Artos” inscenizuje fragmenty oper, prezentuje widowiska złożone z ludowych melodii. To praca poniżej aspiracji Wiktora, który – gdy tylko może – komponuje pod pseudonimem Ostoja (gałąź rodowa jego ojca używała herbu Ostoja). A od 1958 do 1971 roku jest kierownikiem muzycznym warszawskiego Teatru Syrena.
Aż do studiów ojciec zabrania Agnieszce czytania gazet, chowa je przed nią, dlatego ona nie ma pojęcia o politycznych dyskusjach przetaczających się przez komunistyczną Polskę. Wiele poziomów socrealistycznej rzeczywistości pozostaje przed nią ukrytych. „Kiedy w szkole nauczycielki, zmuszone przez kuratorium, kazały nam czytać »Trybunę Ludu« i robić tzw. prasówki, ojciec poszedł z awanturą, że nie życzy sobie, żeby jego dziecko czytało gazety. Dziecko powinno się bawić i uczyć. Odcinał mnie od wiedzy o świecie. Nie miałam pojęcia o więzieniach stalinowskich, cierpieniach akowców”25.
Na skutek tego, że rodzice tak ją odgradzają od bieżącej polityki, zaniedbują jej wychowanie obywatelskie, ona, wchodząc w dorosłe życie, nie wie, jaką postawę społeczną powinna przyjmować. Po czyjej stronie się opowiadać i dlaczego. A wkracza w rozpolitykowane środowisko Studenckiego Teatru Satyryków. To koledzy będą ją uczyć, co ich zdaniem w aktualnej sytuacji w kraju należy robić.
Ojciec jest surowy. Agnieszka musi się natrudzić, spełnić liczne warunki, by zasłużyć na jego uznanie. Chce dawać mu powody do dumy, więc staje się taka, jaką on chce ją widzieć. Jest w niej potrzeba, by być przytuloną, przyjętą ze swoimi słabościami i klęskami, a nie tylko sukcesami. Nie zostaje zaspokojona. Kiedy dziecko nie czuje, że jest w oczach rodzica kimś wyjątkowym, niezależnie od swoich dokonań, jego przyszłość komplikuje się na rozmaite sposoby.
W dorosłym życiu Agnieszka nie przestanie zabiegać o męską akceptację. Od czasów nastoletnich ma ambicje zdobywania chłopców. Nie interesują jej ci, którzy interesują się nią. Jest kochliwa. Osiecki śmieje się, że nastoletnia córka ma serce jak Brama Floriańska. „Droga wszystkich moich szczenięcych flirtów wiodła od kokieterii i dużego zaangażowania z mojej strony (coś w rodzaju gry) do »sukcesu« i gwałtownej chęci wycofania się. Chęć ta była zawsze rozpaczliwa, tłamszona przez wyrzuty sumienia i poczucie odpowiedzialności wobec człowieka, którego sobie wzięłam właściwie nie wiadomo po co. Wszystkie moje powodzenia były moimi klęskami”26.
Agnieszka przygląda się związkowi rodziców. Jest wrażliwa na ton, jakim zwracają się do siebie. Rejestruje, że nie ma między nimi żadnej czułości. Będzie zazdrośnie patrzyć na rodziców znajomych, w których domach ją zobaczy.
Nastolatka notuje w dzienniku słowa, których dotrzyma. Że gdy poczuje wstręt lub nudę w tworzonym przez siebie domu, odważy się powiedzieć „dość” i wyruszy na poszukiwania szczęścia oraz „maksimum skoncentrowanego, pędzącego życia”.
Zanim zda egzaminy na studia, rozegra się w jej życiu dramat. Odkryje, że jej ojciec – do tej pory przewodnik i autorytet – ma romans. Kiedy przypadkowo podsłucha rozmowę telefoniczną Wiktora z Józefą Pellegrini, będzie zdruzgotana. Usłyszy ojca poniżającego się przed kochanką, błagającego, by go nie zostawiała. Rozstanie rodziców będzie rozłożone na kilka lat. Agnieszce czasem żal matki, czasem nią pogardza, bo ta prosi męża, by został. A on i tak odchodzi. Gdy mama ciągnie córkę na swoją stronę, w nastolatce rodzi się dodatkowe napięcie wynikające z konfliktu lojalności wobec dwojga ludzi, którzy dali jej życie. Agnieszka obiecuje sobie, że nigdy nie będzie skomleć za mężczyzną, upokarzać się dla niego. Znacznie później zrozumie strach matki przed nieobecnością ukochanego. Ojciec nagle przestaje być dla Agnieszki kimś godnym zaufania. Budzi się w niej złość na niego (a przecież do tej pory traktowała go niemal bezkrytycznie).
„Tak naprawdę rozstali się, bo nie pasowali do siebie. Po rozwodzie nie wiedziałam, czyją stronę wybrać, i to zostało we mnie na zawsze – ta postawa wobec życia. Pół przekorna, a pół akceptująca. Wydaje mi się, że nigdy nie umiałam się śmiać od ucha do ucha. Zawsze wesołe mieszało się ze smutnym, a groteska z tragedią. Te same cechy dostrzegam u innych ludzi i takim właśnie ludziom staram się nieść… Nie wiem co – chyba coś w rodzaju pociechy”27.
Dla kogo Wiktor Osiecki decyduje się zostawić żonę? Dla o szesnaście lat młodszej od siebie Józefiny Pellegrini – aktorki, śpiewaczki operowej, a także wróżki. Od 1949 roku występuje ona na koncertach organizowanych przez Estradę Stołeczną, „Artos” i Polskie Radio.
Osiecki wielokrotnie wyprowadza się z Dąbrowieckiej. Przynajmniej od 1951 roku pomieszkuje u Pellegrini przy ulicy Francuskiej 21/3, czyli nieopodal. Agnieszka notuje: „Mama wie i przeżyła mało, a jest tym tak zmęczona i przewrażliwiona, jakby przeżyła naprawdę ciekawe życie. Marzy o spokoju. To jest wstrętne, okropne. Tak mi Mamy żal. Nie mogłabym być taka jak Ona. Prędzej mogłabym być taka jak ojciec, chociaż on jest podły. Układa sobie życie tak, jak mu jest względnie wygodnie. Chociaż się męczy nieraz, wie jednak, że jest panem swojej męki, panem swojej sytuacji”28.
W 1957 roku Pellegrini wiąże się z Teatrem Syrena, gdzie Wiktor Osiecki jest kierownikiem muzycznym. Biorą ślub w 1959 roku. Pracują razem niemal przez dwie kolejne dekady. Po śmierci męża Pellegrini całkowicie poświęca się parapsychologii i wróżbiarstwu – pisze książki o tej tematyce i układa horoskopy dla gazet, radia oraz telewizji.
Agnieszka rozwód rodziców uważa za cezurę. Od tego momentu, w jej odczuciu, ojciec przestaje się nią interesować. To dość symboliczne, że Osiecki decyduje się na formalny krok, gdy córka ma osiemnaście lat. Ona powie, że wystartowała w dorosłe życie „z oziębłych fundamentów dzieciństwa z głodem miłości i z cieniem silnej postaci ojca, który wepchnął ją do wymyślonego przez siebie świata, a potem z niego uciekł”29. Wraz z jego odejściem w jej życiu następuje tąpnięcie. Dla nastolatki o tak czułej wrażliwości ma to dotkliwe konsekwencje. Silnie przeżyta utrata tego, co wydawało się dane raz na zawsze, zachwiane poczucie bezpieczeństwa spowodują, że Osieckiej nigdy nie przestanie towarzyszyć przekonanie, że relacje są ulotne. I niespodziewany koniec jest bardziej prawdopodobny od „żyli długo i szczęśliwie”.
W Rozmowach w tańcu opowie bajkę o dziewczynce, która myśli, że coś jest z nią nie w porządku. Dziewczynce, która wciąż szuka nieobecnego. I ma pretensje do mamy, że nie nauczyła jej, jak być kochaną, a do taty, że nie nauczył jej kochać.
Psychoterapeuta Jacek Masłowski mówi, że obserwacje z pierwszego męskiego świata, z planety ojca, dla córki na zawsze pozostają matrycą, „[…] nieuświadomionym punktem odniesienia w postrzeganiu mężczyzn i relacji z nimi, a także ze światem”30. W książce Syndrom tatusia zauważa, że w sytuacji, gdy ojciec opuszcza matkę (jak w rodzinie Osieckich), to podkopuje w córce wiarę w siebie. „Czuje się zdradzona. Obwinia siebie za ten stan rzeczy. Szuka w sobie wad. […] Jako dorosła kobieta będzie miała problem z zaufaniem mężczyźnie, bo ma zakodowane, że mężczyźni odrzucają i odchodzą”31.
Obniżona samoocena z okresu dojrzewania na różne sposoby szuka wzmocnienia. Wychłodzone, wygłodzone córki chcą czuć, że ktoś może je pokochać gorąco. Sprawdzają, ile są warte w oczach innych. Starają się zasłużyć na podziw. Ale gdy już wzbudzą czyjeś zainteresowanie, uciekają, nie dopuszczają, by związek ewoluował. Zrywają, bojąc się, że z nimi ktoś zerwie pierwszy.
Jak zauważa psychoterapeutka Małgorzata Sokołowska: „Przede wszystkim warto się zastanowić, po co mi te haje. Do czego ich potrzebuję wciąż na nowo? Co one mi kompensują, czego pozwalają mi nie czuć? Potrzeba ekscytacji, przeżywania ciągłego stanu zakochania jest tylko objawem, rodzajem uzależnienia – a pod nią bardzo często są niezaspokojona potrzeba miłości, lęk przed odrzuceniem i brak umiejętności kochania”32. Sokołowska wie z doświadczenia, że im bardziej inteligentny człowiek, tym bardziej skomplikowane mechanizmy obronne konstruuje, by uniknąć spotkania z tym, co go boli, przeraża albo czego nie potrafi.
Nie ma znaczenia, że na zewnątrz widzimy kobietę zwycięską, w zbroi sukcesu, bo w środku może się kryć mała, zziębnięta dziewczynka. W bezpiecznej relacji, która na początku wydaje się spełnieniem marzeń, narasta u niej napięcie związane z przekonaniem, że to się musi skończyć, że nastąpi jakaś katastrofa. Ściąga tę katastrofę. Masłowski: „[…] sabotuje związek po to, żeby znowu przeżywać traumę, którą zna. Żeby potwierdzić swoje przekonania. Żeby znowu doznać tych emocji, które umie przeżywać”33. U Osieckiej w grę wchodzą jeszcze niezliczone apetyty, które ma człowiek tak rozbudzony intelektualnie. Trudno je zaspokoić. Trudno z samym sobą poczuć się komfortowo.
Barbara Wiszniewska, prezeska Fundacji Teatru Atelier imienia Agnieszki Osieckiej w Sopocie: „Mam wrażenie, że ten niepokój, który w sobie nosiła, wziął się właśnie z dzieciństwa. Kiedy odkryła romans ojca z Józefą Pellegrini, straciła poczucie bezpieczeństwa, uznała, że jej świat może runąć. Do końca życia zostało w niej przeświadczenie, że w każdym związku będzie w jakimś sensie zagrożona”34.
***
Osiecka zdaje maturę w wieku szesnastu lat. Przez moment studiuje dwa kierunki – dziennikarstwo i prawo. Z prawa zrezygnuje, natomiast kilka lat później skończy reżyserię w łódzkiej Filmówce. Jej ojcu przez całe życie imponowali ludzie solidnie wykształceni, intelektualiści. „»O, ten i ten, to mądry człowiek, skończył dwa fakultety« – mawiał tata, i z podziwem wznosił oczy do nieba.
– A ty, ojciec? Ty przecież też jesteś wykształcony.
– Ich bin ein Klaviermeister – odpowiadał.
Tak czy owak, jeśli chodzi o studia, ojciec mógł być ze mnie zadowolony: ja również skończyłam dwa »fakultety«”35.
Nawet gdy Wiktor Osiecki będzie wiedział nie tylko o ukończonych przez córkę studiach, ale i o tym, że jest już nagradzaną autorką, jeszcze długo oceniać będzie jej teksty bardzo krytycznie. Zwracać jej uwagę na to, że piosenka musi mieć dramaturgię. Po latach zdecydują się na współpracę artystyczną. Wiktor Osiecki opracuje muzycznie chociażby jej sztukę Łotrzyce (1970).
Jerzy Markuszewski, kolega Agnieszki z STS-u: „Któregoś roku postanowili wspólnie pojechać do Lwowa – miasta, gdzie pan Wiktor spędził najpiękniejsze lata swojej młodości. Agnieszka w porównaniu z ojcem była potwornie bogata. W tę podróż wybrali się jej zielonym taunusem. […] Dla pana Wiktora ta podróż stanowiła makabryczne zaprzeczenie młodości. Była jednocześnie świadectwem, że jego córka bardzo chciałaby się z nim zintegrować. […] Do końca życia surowy wobec twórczości swojej córki. Agnieszka bardzo liczyła się z jego zdaniem, choć miała świadomość, że to średniej klasy muzyk. Aczkolwiek myślę, że bardzo pociągała ją rzetelność zawodowa ojca, która już wtedy była czymś niezwykle rzadkim w środowisku artystycznym”36.
***
Od Wiktora Osieckiego nastoletnia Agnieszka usłyszy, że gdy był młodym pianistą we Lwowie, piękna węgierska tancerka włożyła mu klucz do swojego pokoju do bukieciku kwiatów i… przestała mu się wtedy podobać. Radzi córce, by nigdy nie dawała mężczyźnie klucza do swojego pokoju. Osiecka powie później w filmie dokumentalnym Grażyny Pieczuro, że nie skorzystała z tej rady.
Agnieszka wchodzi w dorosłość w latach pięćdziesiątych, gdy dość powszechnie uważa się, że kobieta przede wszystkim powinna służyć partnerowi, ułatwiać mu życie i tworzyć ognisko domowe. Osiecka bardzo wcześnie zaczyna zarabiać poważne pieniądze i utrzymywać się z pracy twórczej. Nigdy nie będzie finansowo zależna od żadnego mężczyzny. Szybko zdobywa uznanie w środowisku. Janusz Anderman: „Agnieszka była osobą o rzadko spotykanym talencie, o przenikliwej inteligencji, zaskakującej pamięci, z wyjątkowym zupełnie poczuciem humoru. O fascynującej osobowości. Myślę tylko, że ta osobowość była ważną przyczyną jej wielkiej samotności. Mężczyźni lubili być w jej towarzystwie, ale mężczyźni takich kobiet się boją, bo nie potrafią takich zdominować. Więc, na wszelki wypadek, przeważnie »żenią się z żonami«”37.
Katarzyna Gärtner: „W Agnieszce było pragnienie. […] Napawała się facetem, a jak mijało pierwsze uniesienie, okazywało się, że ten mężczyzna jest dla niej za słaby – intelektualnie i uczuciowo”38. Hanna Bakuła: „Myślę, że miała takie samo szczęście do mężczyzn jak do ubrań. Zawsze kupowała nie te, co trzeba”39. Magda Czapińska, która z wykształcenia jest psycholożką, uważa, że Osiecka nie rozumiała własnych emocji, dlatego tak często bywała bezradna. Życie w kilku światach równolegle karmiło ją, ale też pomagało zmieniać temat, odwracać uwagę od tego, co w niej. To Agnieszka jest autorką prośby: „Uciekaj, moje serce”. Czapińska postrzega ją jako mistrzynię obron i zasłon, osobę neurotyczną, ucieczkową i niedefiniowalną. I właśnie dlatego tak fascynującą.
Andrzej Drawicz: „Umiała sobie komplikować życie, niosąc innym uspokojenie, tak właśnie bywa w literaturze”40.
Pod koniec życia Osiecka napisze: „Człowiek potrzebuje w życiu czegoś stałego. Choćby nie wiem jak cygańsko, bujnie czy odkrywczo chciał żyć, potrzebuje stałych lądów, powtarzających się wątków, wiernych stworzeń. Od tego zależy jego bezpieczeństwo”41.
***
Agnieszka pamięta, że jej ojciec kupował rodzinie w zimie poziomki. Twierdził, że należy robić to, co nieoczywiste. I że bycie praktycznym zabija osobowość. „Wychowywał mnie na księżniczkę, ale go nie posłuchałam i zostałam cyganką. Ciągle wyjeżdżam, sama nie wiem dokąd i po co. Ale wracam na Saską Kępę i do starej matki, do młodości też”42. Gdy kariera Osieckiej nabiera tempa, matka zaczyna córce nieco sekretarzować. Ma pieczę nad jej ZUS-ami i umowami. Z biegiem lat stają się z córką od siebie coraz bardziej zależne. Z jednej strony Maria Osiecka widzi niezaradność Agnieszki w prozaicznych kwestiach, więc postanawia przejąć rolę do tej pory odgrywaną przez męża, z drugiej – potrzebuje się kogoś uchwycić, mieć poczucie, że jest potrzebna. „Bała się, że po zniknięciu matki, męża, zniknie teraz z jej życia trzecia osoba, czyli ja. Zaczęła się więc mnie kurczowo trzymać. Dlatego żaden mój adorator jej się nie podobał, a już najbardziej nie podobał się ten, który podobał się mnie”43. Kilka lat przed śmiercią poetka napisze: „Buntowałam się, ale zawsze wracałam, jakby matka trzymała mnie na jakiejś niewidocznej gumce”44. Agnieszka będzie pomieszkiwać i w Paryżu, i w Londynie, i w Nowym Jorku, i w Sopocie. Spróbuje stworzyć własny dom w Falenicy i na Żoliborzu. A jednak nigdy nie przestanie wracać na Saską Kępę do pokoju, który w dzieciństwie urządził jej ojciec. Będzie w nim mieszkać do końca życia. Chować się po kolejnych miłosnych niepowodzeniach. W tym pokoju z upływem lat wiele się nie zmieni. Tapczan nakryty kocem, słomiana mata na ścianie, biurko z szybą na blacie, a pod nią mnóstwo zdjęć i pamiątkowych karteczek. Jerzy Urban: „Są tam niemal wszyscy, którzy coś znaczyli przez ostatnie czterdzieści lat, i trochę takich, którzy tylko tyle znaczą, że byli z Osiecką”45. Na biurku maszyna do pisania od Marka Hłaski oraz biały telefon.
W 1970 roku Agnieszka rozlicza się ze swoim ojcem w autobiograficznej mikropowieści Zabiłam ptaka w locie. Bohaterka książki – Monika Arden – mówi, że jest tworem fantazji i pracy ojca, który ją wymyślał, kleił, fabrykował, czynił i opisywał. Oskarża go o niedostatki swojego charakteru, ma do niego liczne pretensje. „Czy to ja, ja sama zepsułam wszystko? Czy to ty, ojcze, zapomniałeś mi czegoś powiedzieć, czegoś bardzo ważnego…? Jak to było, tato? Wszystkie twoje słowa wypadają mi z rąk. Czy był jakiś błąd w twojej metodzie?”46.
Po latach Osiecka przyzna, że ma bardziej pogodną wizję ojca niż wtedy. Ale w okresie pisania Zabiłam ptaka w locie próbuje zrozumieć, dlaczego tak się zmaga z samą sobą, jaka siła pcha ją w doświadczenia, które przynoszą gorycz. „Tato kochany. Patrz, co się stało. Dałeś mi do ręki pochodnię, żebym nie bała się ognia. Dałeś moim oczom przestrzeń, żebym się nie bała powietrza; dałeś mi wodę, żebym się nie bała głębi mórz ani rzek. Nauczyłeś mnie łaciny i rzymskiego prawa, abym wiedziała, skąd się wzięłam, dokąd zmierzam i jak się rządzili ludzie moich czasów. Odgrodziłeś mnie szklanym murem od biedy i cierpienia naszego miasta – Warszawy. – Dałeś mi dumę, żebym nie zginała karku. Dałeś mi siłę, żebym nie zamykała oczu. Dałeś mi wytrwałość, żebym się nie bała o ręce ani o nogi moje”47.
Wspomina też o mikroskopie. Bo to naprawdę zadziwiające, że gdy Warszawa leży w gruzach po wojnie, brakuje niemal wszystkiego, Wiktor Osiecki kupuje go córce. „Dałeś mi do ręki mikroskop, ale nie jestem uczonym. Dałeś mi znajomość heksametru i jambu, ale nie jestem poetą. Dałeś mi swobodę poruszania się po wodzie i powietrzu, ale nie jestem sternikiem ani pilotem. Szłam twoją ścieżką, tato, i przyszłam na puste pole pełne ostu”48.
Agnieszka ma świadomość, jak plastycznym tworzywem się okazała: „Dobra byłam, ojcze. Ufna, zdolna. Szłam po twojej drodze. Na ślepo szłam. A ty zapomniałeś paru rzeczy. Paru ważnych rzeczy nie wzięliśmy w tę podróż, tato. Na śmierć o nich zapomniałeś. Zostawiłeś je w domu czy gdzieś w dawnych czasach, między Wiedniem a Lwowem. […] Dałeś mi, ojcze, siłę i dumę, ale nie ofiarowałeś mi pokory. Gdybyś mi dał pokorę, gdybyś przynajmniej mówił mi o niej, nie mierzyłabym w niebo tak bezmyślnie i lekko, tak nonszalancko i tak swobodnie. Gdybym uzbrojona była w pokorę, nie strzelałabym do obłoków. […] Zapomniałeś powiedzieć mi ważnej rzeczy: Trzeba zawsze pamiętać, że na obłoku zawsze może ktoś być, nawet zimą. Ojcze! – krzyczę – czemu nie powiedziałeś mi, że tam może ktoś być. Potem nauczyłeś mnie uporu i wytrwałości. Dałeś mi dość siły na samotną walkę i kompas do ręki na samotną wędrówkę. Ale nie nauczyłeś mnie przyjaźni”49. Dalej wykrzykuje do niego, że nauczył ją radzić sobie w pojedynkę, być silną i twardą, ale z tych pozornych przewag nad innymi płynie samotność. Osiecka gorączkowo poszukuje odpowiedzi na pytania o własną naturę, za którą nie nadąża. Zastanawia się, dlaczego gdy może wybrać między poczuciem bezpieczeństwa a piękną iluzją, zawsze wybiera iluzję.
Wojciech Solarz: „Agnieszka wiele cech charakteru przejęła po ojcu. Oboje byli w swojej pracy dokładni, profesjonalni, konkretni. Z drugiej strony Agnieszka przejęła po panu Wiktorze swoiste poczucie abstrakcji bytu”50.
Osiecka nigdy nie nauczy się wicia gniazda. Przyzna: „Wiem, jak można chcieć napisać książkę, ale pojęcia nie mam [!], jak mocno można chcieć domku jednorodzinnego”51. Nie nauczy się dekorowania wnętrz, cierpliwego prasowania gór prania ani tym bardziej pieczenia i gotowania. To też po części zawdzięcza ojcu. Twierdzi, że chciałaby umieć zrobić naleśniki, ale tata urządził ją tak, że nie umie, bo kiedy zabierała się do pomagania w przygotowywaniu jedzenia, wołał: „Co ty tam robisz w kuchni? Zostaw! Zaraz ci wszystko podamy”.
Daniel Passent: „Jej ojciec dość prędko zorientował się, że Agnieszka ma talent, i nie wpuszczał jej do kuchni, nie pozwalał jej sprzątać, oboje mieli w pogardzie rzeczy praktyczne. Ona miała się rozwijać”52. Passent wie, co mówi, bowiem gdy zwiąże się z Osiecką, to na nim będzie spoczywał ciężar prowadzenia domu. Agnieszka Osiecka: „[…] nie miałam pojęcia o prowadzeniu domu, a poza tym kompletnie nie wiedziałam, jak ułożyć codzienne życie z drugim człowiekiem. Czułam się jak kaleka w moim własnym domu. Inaczej: czułam się w fałszywej sytuacji, czułam się nie na miejscu. Podlewając kwiaty, krając chleb, idąc do łóżka, czułam się, jakbym robiła coś niewłaściwego. Poza tym wiecznie towarzyszyło mi jakieś poczucie tymczasowości”53. Choć Agnieszka będzie czasem próbowała wpisać się w społecznie ceniony model, im dłużej będzie to robić, tym mocniejsze pojawi się w niej poczucie, że jest ptakiem na uwięzi. Magda Umer: „[…] tak była skonstruowana. Tak została stworzona przez Pana Boga. Musiała być sama i wolna, i płaciła za to straszną cenę. Ostatni wywiad w życiu, jakiego udzieliła prasie, sama zatytułowała »Coś za coś«”54.
***
Wiktor Osiecki umiera w 1977 roku. O jego osobności i skrytości Agnieszka będzie sporo rozmyślać. Gdy pewien profesor pyta ją, czy ma coś wspólnego z nazwiskiem Osiecki-Marchwicki, odpowiada, że nie, bo dziadkowie taty mieszkali w Timiszoarze, a skąd się tam znaleźli, dokładnie nie wiadomo. Na co on: „Ależ tak!! Jestem pewny! To na tle wyznaniowym się tam znaleźli. Przecież w Timiszoarze znaleźli schronienie polscy arianie!!”55. Będzie zaskoczona tą pewnością profesora. Otworzy nagle przed nią cały wachlarz możliwych interpretacji i domysłów. A co gdyby rzeczywiście w ojcu były ukryte kolory i faktury, których jeszcze nie rozpoznała? Agnieszka zwierzy się Adamowi Michnikowi: „Otwiera się we mnie jakiś lej: ujrzeć mego tatę i, o zgrozo – ujrzeć siebie jako cząstkę jakiejś osoby, która miała jakąś ideologię… coś wyznawała… nie podpisała katolickiej lojalki!…
Bylibyśmy oboje całkiem inni, gdyby ktoś taki żeglował w naszej krwi. Nie mogę sobie wyobrazić taty jako arianina, jako człowieka, który do czegoś wzywa, czemuś pozostaje wierny, za coś ginie, czegoś się wyrzeka!
Ojciec patrzał na świat idei i wojen trochę z perspektywy Otto Pavela: wojny i idee to zmory, które zagrażają życiu normalnych ludzi, burzą je… […]
A dlaczego (nagle mi się przypomina) ojciec nigdy nie klękał w kościele? Dlaczego nie pozwolił mi przystąpić do bierzmowania? Dlaczego nie cierpiał znaku krzyża (no, mówił, że mu się kojarzy ze śmiercią)…
A dlaczego był taki niezależny? Zawsze trąbiłam, że sprawiła to optyka muzyka dancingowego… Że muzyk nie jest panem ani rabem… Że nie jest ani ponad, ani pod… Że jest obok…
A może to jest inny rodzaj niezależności?? Może ja nie mam dancingu w herbie, tylko coś więcej?
Może mnie to do czegoś zobowiązuje?
Do czego?
Może miałam złe pojęcie o tym, co u mnie dziedziczne, co nabyte? (Myślałam, że dziedziczna – dezynwoltura, a nabyta – pewna, jednak, solidarność)”56.
Tyle pytań… I bolesny brak odpowiedzi. Wpływ ojca na świadome i podświadome wybory Agnieszki nie przestanie być tematem jej rozmyślań. Czy gdyby nie była przez lata tak w niego wpatrzona, gdyby tak cierpliwie nie dawała się mu lepić, jej życie byłoby lepsze? Ciekawsze? A może nudniejsze? A nudy nie znosi.
Wiktor Osiecki, ze swoimi niepokojem, ekstrawagancją i maskowanymi niespełnieniami, już na zawsze pozostanie dla córki zagadką. Będzie stale obecny w rytmie jej życia, zakodowanym od kołyski.
W wakacje 1954 roku niespełna osiemnastoletnia Agnieszka przyjeżdża do Gdańska na studenckie praktyki dziennikarskie w „Głosie Wybrzeża”. Zadowolona, że urywa się z matczynej smyczy. Będzie tu wracać przez całe życie, by lizać rany. Tu znajduje wybornych kompanów zabaw i rozmów po świt. Kiedy trzeba szalonych, innym razem głęboko refleksyjnych. Będą tańce w Grandzie, wino na plaży i słońce rozpraszające chmury. „Mieszkać na Wybrzeżu, to jest świetna decyzja. Gdynia – ta nowoczesna uparta Gdynia – daje poczucie siły, Gdańsk – tradycji, a w Sopocie możesz sobie o wszystkim zapomnieć i snuć się między kolorowymi willami i wieżyczkami, jak między bombkami na choince. Poza tym zawsze jest morze i zawsze można uciec. Ono jest tam i czeka, jak olbrzymia szara furta”1.
Agnieszka mieszka na stancji w Sopocie przy ulicy Bieruta 29 (obecnie ulica Jana Jerzego Haffnera), u Barbary Banasiowej. Rano pływa w morzu, potem idzie do redakcji. Dzieją się wtedy rzeczy, które na zawsze ustawią jej stosunek do Trójmiasta. Będzie uważała, że tu się głębiej oddycha. Od pierwszych chwil czuje na Wybrzeżu twórczy ferment. Opiekunem jej praktyk jest Sławomir Sierecki – zakochany w kolorycie Francji i w Juliette Gréco, którą ma wymalowaną (naturalnej wielkości) na ścianie swojej kawalerki. By zapalić światło, musi przekręcać kontakt umieszczony w jej sercu. Wkrótce Sierecki zakocha się w Osieckiej. Oświadczy się w jej osiemnaste urodziny.
Pewnego dnia przez okno redakcyjne pokazuje jej przechodzącego ulicą przystojnego bruneta w skórzanej kurtce: „Zobacz, zobacz, to idzie Zbyszek Cybulski”. I zleca jej napisanie tekstu o prowadzonym przez niego od niedawna studenckim teatrze Bim-Bom. Agnieszka idzie na próbę i zachwyca się poetyką Bim-Bomu, jego niedosłownością, umiejętnością operowania skrótem, swobodą bawienia się konwencją, w przede wszystkim nastrojem, jaki budują twórcy. Bimbomowcy chcą, by ich teatr był teatrem metafory mówiącej o sprawach bliskich każdemu człowiekowi. Zaskakują świeżością środków plastycznych używanych na scenie (nieprzypadkowo, bo w zespole znajduje się wielu członków wywodzących się ze środowiska plastyków). Baloniki to jeden z ich podstawowych rekwizytów. Lubują się w pantomimie. Cybulski powtarza za Xawerym Dunikowskim, że „trzeba umieć wąchać czas”. Bim-Bom rodzi się z buntu wobec teatralnego tradycjonalizmu. Z pragnienia wydeptania własnej ideowo-artystycznej drogi. Agnieszka boi się ludzi drapieżnych. Jej sympatia do osób takich jak Cybulski wynika stąd, że są życzliwe światu, uprawiają „[…] krytykę pozbawioną bardzo ostrych zębów”2. Osiecka w swoim tekście Serce Pierrota nie kryje zachwytu nad wykreowanym przez niego teatralnym zjawiskiem. Od pierwszej chwili urzeka ją wdzięk tego towarzystwa i wzrusza jego idealizm. Szybko czuje, że to jej ludzie. Niemal natychmiast zaprzyjaźnia się z twórcami Bim-Bomu.
***
Gdy Osiecka poznaje Cybulskiego, ma on dwadzieścia siedem lat. Jest od niej dziewięć lat starszy. Zaraz po ukończeniu studiów w Państwowej Wyższej Szkole Aktorskiej w Krakowie przenosi się do Trójmiasta. Teatr Wybrzeże angażuje w 1953 roku dwunastu aktorów właśnie z tej renomowanej uczelni – w tym Cybulskiego, Jędrusik i Kobielę, którzy studiowali na jednym roku. Jako że w 1945 roku budynek gdańskiego Teatru Wybrzeże został spalony, przedstawienia odbywają się w różnych lokalizacjach. Mimo trudnych warunków młodzi mają w sobie entuzjazm i zapał do pracy. Edward Dobrzański, profesor świeżo zatrudnionych z krakowskiej PWST: „Proszę sobie wyobrazić, przez sześć lat wojny nie ma normalnych szkół, nie ma kina, nie ma sportu, nie ma teatru, nie ma nic. Po tym okresie naszej okropnej młodości nagle wszystko buchnęło: język polski, książki, poezja, teatr. Coś wspaniałego! Tych przeżyć i tego uniesienia nikt nie potrafi odtworzyć. Nie sposób opisać tego, cośmy czuli. Takie pokolenie przyszło do teatru”3.
Zbyszek nosi ciemne okulary. Niemal wszyscy myślą, że to jego fanaberia, poza. On jednak po wojnie przeszedł szkorbut na skutek niedożywienia i cierpi na kurzą ślepotę. Ma wyrazistą urodę dzięki domieszce krwi ormiańskiej. Wydatne usta jak mama. Kniaże na terenie Ukrainy (należące do starostwa śniatyńskiego) to miejsce, w którym Zbyszek przyszedł na świat. Jako dorosły człowiek zapytany przez tygodnik „Film” o najpiękniejsze miasto na świecie, odpowie: „Śniatyń”. A w Polsce: „Sopot”. Do dwudziestego piątego roku życia Cybulski nie pije alkoholu i nie pali. Ma problem z zapamiętywaniem imion. Dlatego do przyjaciół zwraca się „starenia”. Słowo „starenkij” wywodzi się z Ukrainy, przywodzi mu skojarzenie z bezpiecznym dzieciństwem. Wojna każe szybko dorastać. Kiedy się skończy, w Zbyszku pozostanie niepokój. Wojenne wspomnienia rozłąk, strat i okrucieństwa będą jak niegojąca się rana. Reżyser Kazimierz Kutz dostrzega, że prześladuje Cybulskiego nieustanne widziadło wojennej śmierci. W przyszłości, na bazie swoich rozmyślań nad filmem Pokolenie Wajdy, w którym gra, aktor zanotuje: „Jest wielki song napisany przez naszego poetę Gałczyńskiego na śmierć Andersena – na końcu wiersza poeta zapytuje: co się stało, że dzieci w krasnoludki rzucają kamieniami. To nie poszczególny wypadek. Historia tego pokolenia jest największym ostrzeżeniem i odpowiedzią na pytanie poety”4.
Czym zajmuje się Cybulski na początku kariery na Wybrzeżu? Zostaje oddelegowany do opieki artystycznej nad grupą studentów Politechniki Gdańskiej, do których kilka miesięcy później dołączą studenci Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych (wśród nich Jacek Fedorowicz i Wowo Bielicki) oraz Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Sopocie (z Bogumiłem Kobielą na czele). Tak powstanie teatr międzyuczelniany. W jego ramach Jerzy Afanasjew założy awangardowy Cyrk Afanasjewów (po latach, dziękując Cybulskiemu za przyjaźń, napisze książkę Okno Zbyszka Cybulskiego).
Jacek Fedorowicz: „Plany mieliśmy bardzo typowe dla ludzi młodych i – powiedzmy – dość skromne: chcieliśmy tylko zbawić świat, nic więcej. Chcieliśmy go gruntownie naprawić we wszystkich dziedzinach, przy czym środkiem do celu miała być Sztuka”5.
W stołówce przy Siedlickiej w Gdańsku-Wrzeszczu studenci Politechniki Gdańskiej w tygodniu jedzą obiady, w soboty spotykają się na potańcówkach, na których przygrywa amatorska orkiestra. Tu będą odbywać się pierwsze przedstawienia Bim-Bomu. Zbigniew Cybulski: „Teatrem była stołówka studencka, sceną – stoły, reflektorami – lampki nocne. Taki był nasz kabaret. Ale tłumy braci studenckiej waliły na nasze przedstawienia”6. Od 1957 roku Bim-Bom będzie rezydował w studenckim klubie Żak.
Agnieszka Osiecka:„Udało mi się jako młodej dziennikarce uczestniczyć w próbach Bim-Bomu. Zauważyłam, że Zbyszek był tam bardziej skoncentrowany niż w życiu towarzyskim. Wiedział, co się dzieje, i na pewno nadawał z Bobkiem Kobielą ton teatrzykowi. Była to bardzo szczególna działalność artystyczna. Dlatego że Bim-Bomowcy nie pisali czegoś w rodzaju scenariusza. Spektakle Zbyszek z kolegami tworzył w czasie prób i osiągał świetne efekty ze względu na niedosłowność przedstawianych obrazów. Spektakle teatrzyku były w pewnym stopniu polityczne, ale gdyby wystawić je dzisiaj, nikt nie domyśliłby się, że chodzi o politykę. Byłyby to raczej przedstawienia na temat marzeń o szczęściu. Żyliśmy wtedy w dość ponurych czasach. Mam na myśli rok 1955. W powietrzu czuło się odwilż. Jednak młodzi ludzie wciąż przesiadywali na zebraniach. Ubrani byli na szaro. […] Bim-Bom swoje oblicze polityczne wyrażał tym, iż młodzi ludzie marzyli o kolorze. Dzisiaj może wydawać się to bardzo naiwne, ale wówczas było bardzo radosne. Zwycięstwo koloru nad czernią. Dlatego zawsze w drugiej części przedstawienia pojawiały się jakieś kolorowe postacie, baloniki. Ludzie w Gdańsku, widząc Cybulskiego na ulicy, traktowali go jak kogoś, kto jest przedstawicielem tego koloru, który obiecywał zwłaszcza ludziom młodym: »Zobaczysz, jeszcze tak będzie« albo »Kiedy będziesz blisko nas, to choć przez chwilę będzie kolorowo«. Dlatego ludzie garnęli się do niego, czuli się lepsi, szczęśliwsi, ładniejsi, kolorowi. Wtedy to była radość: Radość poważna”7.
16 marca 1956 roku na scenie Teatru Lalek „Miniatura” ma premierę spektakl właśnie o takim tytule: Radość poważna. „Wiele było w tym przedstawieniu rzeczy zachwycających, było na pewno bardzo piękne malarsko i bardzo barraultowskie w nastroju, ale jego korelacje z rzeczywistością wyglądały dość infantylnie. Całe zło epoki, biurokrację, tyranię, tępotę reprezentował napuszony wstrętny kogut. Bunt następował w imię smutnych kataryniarzy, starych fiakrów, kolorowych baloników i niezrozumianych zakochanych. Lepiej byłoby, gdyby swego pięknego lombardu nie wiązali z rzeczywistością, której do końca nie rozumieli i która, nigdy za bardzo ich nie obchodziła”8.
Agnieszka uważa, że w Bim-Bomie jest coś z dziecka. I że to wspaniale. Najbliżsi ducha Bim-Bomu wydają jej się „mali smutni marzyciele”: Mały Książę, Chaplin, Jean Louis Barrault. Zarówno ona, jak i bimbomowcy są diablo sentymentalni. Nie wstydzą się tego. Po latach Osiecka wyzna, że sentymenty swojej epoki odbierała „gorliwie i tkliwie jak jakaś zbiorowa łza”9. Przypływy i odpływy nadziei z tamtego czasu, zwątpienia i chwilowe euforie odcisną się w jej piosenkach.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Życie odmieniane przez przypadki
Rytm życia (Wiktor Osiecki)
Tamte dni, tamte noce (Zbigniew Cybulski)
Okładka
Strona tytułowa
Życie odmieniane przez przypadki
Rytm życia (Wiktor Osiecki)
Tamte dni, tamte noce (Zbigniew Cybulski)
Przypisy
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
© Wydawnictwo WAM, 2026
Opieka redakcyjna: Artur Wiśniewski
Redakcja: Anna Poinc-Chrabąszcz
Korekta: Magdalena Jakubowska
Projekt okładki: Magda Kuc
Fot. na pierwszej stronie okładki: Marek Karewicz / East News
Fot. autorki na skrzydełku: Krzysztof Bzdeń
Opracowanie graficzne i skład: Karolina Korbut
ISBN 978-83-277-4910-9
MANDO
ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków
tel. 12 62 93 200
mando.pl
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 12 62 93 254-255
e-mail: [email protected]
KSIĘGARNIA WYSYŁKOWA
tel. 12 629 32 70
Opracowanie ebooka: Katarzyna Błaszczyk
