Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Książka, która podważa mit języka „ojczystego” jako źródła, schronienia i tożsamości, pokazując język jako pracę: nieustanną, przerywaną, niedoszacowaną. Matkitaski wyrastają z doświadczenia opieki, macierzyństwa i wielojęzyczności, ale nie oferują narracji pocieszenia ani powrotu do pierwotności. Język wydarza się tu w mamrotaniu, jąkaniu, błędzie, dziecięcej paplaninie – tam, gdzie sens nie jest dany, lecz mozolnie wytwarzany. W przekładzie Karoliny Golimowskiej niemiecki i angielski nie tworzą harmonijnego dialogu, lecz produkują tarcia i przesunięcia, ujawniając translacyjność jako podstawowy stan egzystencji. Wolf wiąże ze sobą mit, historię i codzienną pracę opiekuńczą, pokazując, że granice języka, ciała i wspólnoty są strefami przecieku, a nie liniami podziału. Książka ukazuje się w serii „Tu i teraz” jako projekt, który odsłania język będący zadaniem bez końca – praktyką uwikłaną w relacje władzy, zależności i troski.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 43
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Karin, mojej matce
M & C, moim córkom
Put on mother mask & fly right now
A man can fly in mother mask
so can I, Mother Mask
Alice Notley, „Mother Mask”
atena mówi
ha, ha, jowialny jowisz. albo zeus zaświntuszy żartem.
narodziny z głowy, poród głową, jasna sprawa. zawsze jego.
lecz wiedzcie, że najpierw napycha się on:
ciężarną żoną swą metydą, matką zbyt mądrą
a w niej wtopionych dwóch potomków vel poziomków
wszystko to wchłania on, pakuje w strach
przed wyniszczeniem, jak w torbę, wędrujący
organ, który dziadek kronos dawno temu schował w nim
postąpiwszy tak samo ze swoimi poziomkami:
otchłań bez pamięci, dostęp mają tylko duchy
jak szafa wnękowa, a w niej poukładane dzieci
zbroje i kobiety też (torba jest bowiem wielkim
brzuchem). lecz pewnego dnia, gdy do głowy mu uderzy
pochłonięty motłoch, kiedy pęknie zagłębienie w czaszce
on to nazwie ideą, rodzajem linearności, przy której tylko
pomógł kowal, stosując urządzenie gładko tnące.
i nie mówi odtąd o tym, co zostało w środku
o matkach, strachach, brzegach, braciszkach w szafie
pełnej duchów, ale ja widziałam wszystko, głowiąc się dalej
więzozrost
In nova fert animus mutatas dicere formas corpora
Chcę mówić o ciałach przemienionych w nowe formy
Owidiusz, Metamorfozy
zapomnij o początku. znów za dnia filibustruje sobie wprost. w nocy czuć więzozrost, zazębiona sama w sobie dolegliwość. czy potem będzie jeszcze dzień, ratunek jakiś skądś? jakiś ląd, sensowny papier, jakieś coś?
więzozrost, stary zryw, policz jeszcze raz. policz głosy, echa, rwące wiatry. mówi jeden głos: wszystkie się tu zmieszczą. inny mówi: nie wszystko, co się mieści, ma do środka iść. tu się nie chce ratować, nie chce radować, papierów rozdawać, słów, co mówią za innych. nie chce się wyrywać trwodze. aha. ale czy potem będzie jeszcze jakiś ląd? czekaj, czekaj, wszystko ciało, wszystko dzień.
pamiętaj: mute at us. dick errors form us. corporate. tak zaczęła się też nasza saga przemieniania, stary takt, nowy ton, nago znów. jak często można się ratować zastyganiem w formie drzewa albo statku, ptaka, martwego dzieciaka? policz jeszcze raz.
chcieć zapomnieć trwogoczątki. które splatają się międzypokoleniowo, motają nas w wąskie gardła. za nimi jeszcze jedna noc. za nią jeszcze jeden dzień, stworzony przez nas. rozciągnięty tęsknotą za ratunkiem. dlatego właśnie więzozrost, mieniąca przepowiednia: staw rzekomy. sutur, możliwy futur. dlatego głowa nazywa się głową, nie kolanem. w kolanie nie zmieści się już nikt.
nocozroście, stary moście, jak nazywa się ta czułość, którą się zapomina: mutatas? matkitask? ta przynajmniej jest niebębna.
camp corinth, medeated
& tak jak merope, powstająca z zaszytymi
ustami z biesiady europy
matka odurzonej glauke, która jest
asteroidą, i zwie się podobnie do gwiazd
może też podobnie do snu
bo córka w swojej białej sukni
tak leniwie się obraca jak żadna inna
powiedz mi, jak merope, której do tej pory
w historii albo pośród
czasów żaden opowiadacz (poza może c. wolf, the other wolf?)
nie dał imienia, tell me, jak powstała
z biesiady, z ustami
zlepionymi urazą w
kryptodół twierdzy, jak zeszła
z legitymacją prasową uwieszoną u szyi
naszyjnikiem płonących wybrzeży
obrębionych łódeczkami
& tak jak jej celem był
camp corinth i strajk głodowy
jej działanie raczej w lewo czy zielono
w kierunku zmiany, jakiejś change
tak w środku, gdzie panoszą się afekty
charged, no takich nie widziałaś nigdzie
„Albo postradałem zmysły, albo
ich miastopolityka wewnętrzna zbudowana jest na zbrodni”
& tak jak jej plakat wieścił albo
cicho: ścieżka odmówionych, not classified
sęk w tym że nikt się nie połapał i tylko
owinięte we flagę złote
pałki świtu paradowały
przed obozem odpicowane z psami skilosami
& później ona w labiryncie, gdzie
nikt za nią nie chciał podążać („nikt przecież nie wie, ile obozów...”)
pochwyciła zimny kamień
zrozumiała, co poczuły jej koniuszki
palców, ryciny „jak jasne pociągnięcia pędzla”
pożary petów na skórze
resztki domostw, drżące dwellings
ślady niechcianych dzieci lokalnych
telefonów stacjonarnych, blizny (ale komórki
skonfiskowane przez strażników)
& mimo to na ścianach
zmaterializowane, znalazła te wyśnione
esemesy jaskiniowe, chaosy setek
przesuwanych wte i wewte & reporterów później:
deportowanych
& me, wymacałam kamień, obaw pełna
drobnokostna, położona na łopatki
czaszki i na kręgi: tu gnieżdżą się
internowane, ifinoe, córki
innych światów. NOTHING anything
IS POSSIBLE PASSOLINI ANYMORE
any-rope, anony-rope, grab-the-rope
& jej córki, więc dla powtórki, 288
chwiejna glauke, w 1890 odkrył ją
robert luther, nie zginęła w opowieści
PSSLN & innejwolf
od trucizny w sukni od medei, tylko raczej
od wiedzy (medeated) (podpalonej)
o swojej niepartycypacji w życiu
swojej śródpartycypacji w zabijaniu
zwanym także budująco
sumieniem śródlądzia, które się obnaży
osiemdziesiąt procent „illegal immigrant”
z glaukową pieśnią wyjścia na ustach:
suknia biała
suknia biała, on fire
dudni w studni, jumping higher
ending dwelling, fuckin dalej
(zainicjowane brutalnie)
ale nawet ja taka jestem śródlądowo stosowana
na sobie mam
nieprzekonującą szatę śródlądowych dam
& podążając za merope, wciąż natrafiam na płynące
panie, przechwycone w morzu na
pontonach, w brudnych przemytniczych szponach
uchwycone tu przez śródlądowych mistrzów
z mózgu frontalnie zaklejonymi płatami, frontexowe
logo już jest z nami, tools
for fools:
„nie będziemy strzelać”
but tis your-rope, tis our-rope, tis me-me-me-rope
& merope
kobieta (lie)
(lies there) multi-
plies there
& patrz teraz postrzępione, nici z ust
ciągnące, kupacamp corinth ku światłu
pchające, koniec manifestwierdzy
tańczące powstające z biesiady
ropy
me myśli: ona już ani λεξη nie piśnie, teraz już tylko fleksimorze
