Maria Tudor. Pierwsza królowa - Linda Porter - ebook

Maria Tudor. Pierwsza królowa ebook

Porter Linda

3,0
49,99 zł

lub
Opis

Tragedia królowej Marii polega na tym, że dzisiaj, 450 lat po jej śmierci, nadal jest najbardziej znienawidzoną i najmniej rozumianą władczynią w historii Anglii. Jej popularny wizerunek więcej mówi nam o kształtowaniu się narodowej tożsamości angielskich protestantów niż o niej samej. Określenie „Krwawa Maria” ukuto po dłuższym czasie od jej śmierci jako wytwór elżbietańskiej propagandy.

Odkrywcza biografia pióra Lindy Porter – napisana na podstawie nowej interpretacji ówczesnych dokumentów, a także ostatnich prac naukowych – rozprawia się z mitami, odsłaniając prawdę o pierwszej królowej, samodzielnie władającej Anglią. Córkę Henryka VIII i Katarzyny Aragońskiej, wychowaną w kulturze Renesansu, wyróżniały liczne, ujmujące cechy i uzdolnienia. Słynęła jako doskonale władająca łaciną erudytka i znakomita wykonawczyni muzyki, a jej upodobanie do mody dorównywało jedynie namiętności do hazardu.

Maria przeszła trudną szkołę polityki, okrutnie traktowana przez ojca i zastraszana przez dyktatorów władających w imieniu brata Edwarda VI. Zdobyła tron w wyniku zuchwałego zamachu stanu i musiała wytężyć całą siłę woli i odwagę, by się na nim utrzymać. Maria zawarła wspaniałe małżeństwo z Filipem Habsburgiem, późniejszym królem Hiszpanii, i starała się tchnąć nowe życie w politykę wewnętrzną i zagraniczną Anglii, lecz jej dążeniom położyła kres przedwczesna śmierć w wieku 42 lat. Mimo to jej krótkie panowanie nie było okresem mroku, potępionym przez historię; palenie heretyków na stosach, wciąż niemal jedyny zapamiętany aspekt jej życiorysu, nie wzbudził wówczas szczególnej odrazy.

Biografia Marii Tudor pomoże przywrócić należną reputację najbardziej szkalowanej królowej – dzielnej, lecz często nieszczęśliwej kobiety, kochającej zbyt gorąco, choć nie zawsze rozsądnie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 776

Oceny
3,0 (1 ocena)
0
0
1
0
0



Tytuł oryginału:Mary Tudor. The First Queen

Copyright © 2007 by Linda Porter

First published in 2007 by Portrait, an imprint of Piatkus Books Ltd

The moral right of the author has been asserted

All Rights Reserved. No part of this publication may be reproduced, stored in a retrieval system, or transmitted in any form or by any means, without the prior permission in writing of the publisher, nor be otherwise circulated in any form of binding or cover other than that in which it is published and without a similar condition including this condition being imposed on the subsequent purchaser.

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Astra s.c. Kraków 2013

Przekład: Adam Tuz

Przygotowanie edycji: Jacek Małkowski

Redakcja i weryfikacja merytoryczna: Aleksandra Marczuk Jacek Małkowski

Skład i przygotowanie do druku: Wydawnictwo Astra s.c.

Fotografia na okładce: Maria I Tudor, królowa Anglii © Isabella Stewart Gardner Museum, Boston/ Bridgeman /Fotochannels

Wydanie I Kraków 2013

ISBN 978-83-66625-22-8

Wydawnictwo Astra 31-026 Kraków ul. Radziwiłłowska 26/2 tel. 12 292 07 30

www.wydawnictwo-astra.plwww.facebook.com/[email protected]

Prowadzimy sprzedaż wysyłkowąwww.wydawnictwo-astra.pl

Pamięci moich rodziców, Kennetha i Kathleen Mary Ford

Przypis dotyczący przeliczników monetarnych

Naukowcy zajmujący się dziejami XVI wieku na ogół unikają przytaczania przeliczników środków płatniczych z tamtego okresu na waluty współczesne. Szalejąca inflacja, częsta dewaluacja monety oraz niekompletne – w nieunikniony sposób – informacje na temat płac i cen zniechęcają większość autorów. Jednak byłoby to niezadowalające z perspektywy przeciętnego czytelnika, który chętnie zyskałby pewne pojęcie w kwestii wysokości otrzymywanych przez Marię od ojca apanaży lub, na przykład, chciałby dowiedzieć się, ile dzisiaj wynosiłyby jej wydatki na gry hazardowe. Korzystałam z przeliczników podanych na portalu Measuringworth.com, założonym przez profesora Lawrence’a H. Officera z University of Illinois z Chicago oraz profesora Samuela H. Williamsona z University of Miami.

Prawda jest córką czasu

Królewskie motto Marii

Podziękowania

Kiedy po raz pierwszy wyjawiłam przyjaciołom i znajomym, że właśnie piszę nową biografię Marii I, spotkałam się z odmiennymi reakcjami. Niektórzy zgodzili się, że już najwyższy czas, by przedstawić pierwszą panującą w Anglii królową, bazując na nowej interpretacji zachowanych dokumentów. Natomiast inni żywili przekonanie, iż legenda Krwawej Marii tak mocno ugruntowała się w powszechnej świadomości, że nie da się zmienić żadnej, utrwalonej już opinii. Jednakże naukowcy stale prowadzą coraz więcej badań nad okresem życia i rządów Marii, otwierając nowe możliwości oceny dotychczas zaniedbywanej, środkowej części epoki panowania Tudorów. Obecnie takie podejście jest ograniczone w dużej mierze do środowisk akademickich, ale zasługuje na przedstawienie o wiele szerszemu gronu czytelników. Zdaję sobie sprawę, jak wiele moje badania i niniejsza książka zawdzięczają naukowcom specjalizującym się w tej dziedzinie, zwłaszcza profesorowi Davidowi Loadesowi, profesorowi Robertowi Tittlerowi oraz nieżyjącej już doktor Jennifer Loach. Mam nadzieję, że moja biografia stanie się pierwszą pozycją wypełniającą tę lukę i przekona sceptyków o konieczności ponownego rozważenia reputacji historycznej, której nie podważano od 450 lat.

Wiele osób nie szczędziło mi wskazówek i wsparcia. Winna jestem podziękowania mojemu redaktorowi Alanowi Brooke’owi z wydawnictwa Portrait za niezmienny entuzjazm i sugestie dotyczące poprawek. Mój agent Andrew Lownie inspirował mnie przez szereg lat, kiedy niemal już zarzuciłam całkowicie zamiar napisania tej książki. Jego stałe zachęty to bezcenny dar dla autorów. Dziękuję również Henry’emu Bedingfeldowi za pokazanie mi cudownej kolekcji dokumentów w zamku Oxburgh Hall oraz za gościnność, jaką wraz z żoną Mary okazał mi pewnego wietrznego listopadowego dnia. Jestem szczególnie zobowiązana Jessie Childs za poinformowanie mnie o tym, co znajdę w Oxburgh, a także za dyskusje o epoce Tudorów. Dziękuję również doktor Alice Hunt z Southampton University za podzielenie się ze mną wiadomościami na temat kierunków najnowszych badań naukowych. Profesor Hilary Critchley z Centre for Reproductive Medicine w Queen’s Medical Research Institute w Edynburgu poświęciła czas na zaznajomienie mnie z możliwymi przyczynami problemów zdrowotnych Marii; jestem wdzięczna za jej spostrzeżenia. Jeśli chodzi o kwestie mniej poważne, choć nie mniej fascynujące, Tanya Elliott udzieliła mi wskazówek odnośnie garderoby Marii, prezentując przy tym obszernie własne, pozytywne poglądy na osobę królowej. Znakomita replika sukni ślubnej Marii dowodzi entuzjazmu, z jakim Tanya podeszła do tego tematu, a także jej biegłości w krawiectwie. Pragnę też podziękować wicehrabiemu i wicehrabinie de L’Isle za zaprezentowanie w posiadłości Penshurst Place portretu z ich prywatnych zbiorów, uważanego za wizerunek Marii.

Dziękuję również zawsze pomocnej obsłudze London Library, British Library, National Archives oraz Westminster Abbey Library. Ostatnie, choć równie ważne podziękowania, kieruję pod adresem mojego męża George’a, który spędził z Marią Tudor więcej czasu niż jej ślubny małżonek. Niniejsza książka nie powstałaby bez niego.

Prolog

4 lipca 1553 roku

W  królewskiej posiadłości w Hunsdon minęła już północ, a pagórkowata, wiejska okolica na pograniczu hrabstw Essex i Hertfordshire  skryła się w krótkotrwałym mroku letniej nocy. Mimo to nie ustały ludzkie działania: spokojne, dyskretne, lecz przemyślane. Oto zbiera się grupka jeźdźców, gotowa dosiąść koni, wyprowadzonych ze stajni z wielką ostrożnością, tak aby ich kopyta stąpały niemal bezgłośnie. Oddział jest nieduży, zapewne liczy nie więcej niż cztery czy pięć osób. W gronie tym znajduje się szczupła kobieta, niezbyt urodziwa, lecz obdarzona władczym wyglądem, o charakterystycznych, rudych włosach, ukrytych pod kapturem peleryny. Mimo ciepłej nocy kobieta woli, a w istocie wręcz musi, ukrywać swoją tożsamość pod maskującym strojem. Wraz z doradcami obmyśliła wiarygodny pretekst, skrywający prawdziwy powód jej wyjazdu. Obwieszczono mianowicie, że sam lekarz, czuwający nad jej zdrowiem, uległ zarazie. Mimo to oddział woli oddalić się od Hunsdon, zanim nieobecność damy wyjdzie na jaw. Ten wiejski zakątek wschodniej Anglii zapewnia jej dostatek i wsparcie, lecz w owych niepewnych czasach nikomu nie można bez reszty zaufać. Im mniej osób, nawet wśród domowników, zna jej zamiary, tym lepiej.

Dosiadła już konia (znakomicie jeździ konno od wczesnego dzieciństwa), lecz mimo to nie rusza od razu w drogę. Przez kilka sekund wspomina dramatyczne zdarzenia ze swojego życia. Wiele już utraciła, a obecnie prowadzi ryzykowną grę o jeszcze wyższą stawkę. Niegdyś była królewną, troskliwie wychowywaną na królową. Czuła się bezpieczna, kochana przez rodziców, pewna, że wypełni się królewskie przeznaczenie, gdy nadejdzie czas. W pewnym momencie jej świat, spokojna kraina nauki, muzyki i przywilejów, zaczął się rozpadać. Ojciec nie mógł pozbyć się pragnienia, by w końcu mieć syna, a kiedy owa chęć zawładnęła nim bez reszty, padł ofiarą intryg kobiety, której nazwisko ledwie mogło przejść Marii przez gardło: Anny Boleyn. Po sześciu latach gwałtownych sporów i zaciekłego oporu jej matka, Katarzyna Aragońska, została oddalona, ona zaś, prawowita dziedziczka tronu Anglii, uznana za dziecko z nieprawego łoża. W atmosferze skandalu Henryk VIII wypowiedział posłuszeństwo papieżowi i otworzył wrota królestwa przed herezją. Później nastąpiły trzy lata całkowitej niedoli, w których niewiele zaznała oprócz prześladowań, chorób i strachu. Położyło temu kres poddanie się ojcowskiej woli, lecz jej sumienie nigdy nie zaakceptowało realiów przypieczętowanych złożonym przez nią podpisem. Z czasem doczekała się rehabilitacji, nawet przywrócenia prawa do sukcesji, ale piętno nieślubnego dziecka pozostało. Śmierć ojca zastała ją jako zamożną i niezależną damę. Nadal odmawiano jej tytułu królewny, ale była następczynią swojego brata Edwarda na mocy stanowionego prawa oraz ojcowskiej woli. Jednak wówczas rozgorzały spory religijne, raz jeszcze zagrażając bezpieczeństwu Marii. Członkowie rady młodego króla, owi londyńscy brodacze, śmieli odmawiać jej prawa do uczestnictwa we mszy pod jej własnym dachem. Stawiała im opór, stając się tym samym sztandarem opozycji. Znała ewentualną cenę, rozważała nawet ucieczkę z kraju i schronienie się u swoich krewnych Habsburgów, ale w głębi serca czuła się Angielką. Została więc, nie zdając sobie sprawy, że brat również zwróci się przeciwko niej.

Wszystkie te wspomnienia niczym strzała przemknęły jej przez głowę w owej krótkiej chwili, poświęconej na rozważenie sytuacji. Nie ulega wątpliwości, że Edward umiera, ona zaś staje u progu wielkich niebezpieczeństw. Sukcesję po nim nielegalnie przeniesiono na jej kuzynkę Jane Grey, jednak w istocie ma to służyć celom księcia Northumberland. Maria zna go od 15 lat, wyczuła w nim podsycaną frustracją ambicję, kiedy rozwód króla z Anną Kliwijską odebrał mu uprzywilejowaną pozycję, obserwowała z niepokojem jego manewry, którymi dzięki swojemu szczęściu i przebiegłości torował sobie drogę do najwyższej władzy. Starli się ze sobą otwarcie przed obliczem Tajnej Rady Królewskiej. Poznała jego prawdziwe uczucia. Jeśli książę zdoła, odsunie ją od tronu, który zasadnie jej się należy. Kobieta akceptuje fakt, że gdy wpadnie w jego ręce, utraci wolność, a być może również życie. Cokolwiek kryje przyszłość, teraz musi kształtować ją sama z pomocą oddanych sług i osób, które zdobyły sobie jej sympatię. Poplecznicy królewny nie wywodzą się z potężnych książąt i najwyższych rodów szlacheckich Anglii, ale z pomniejszej arystokracji. Podobnie jak ona, popierają dawną religię, jedyną prawdziwą wiarę, w której żyła i w której życie zakończy.

Maria w krótkiej modlitwie prosi o pomoc Boga, którego rodzina jej matki  czciła przez stulecia, podobnie jak sama Anglia zaledwie jeszcze sześć lat wcześniej. Czuje teraz absolutną pewność zwycięstwa, rozwiewającą wszystkie wątpliwości i lęki w jednej niezwykłej chwili. Tym razem Pan stanie wreszcie u jej boku. Ponadto zawsze lubiła hazard, a nie ma bardziej ryzykownej gry niż ta, do której właśnie przystępuje. Uśmiecha się w ciemności, zwracając się w stronę towarzyszy i dając im znak skinieniem głowy. Ponagla konia ostrogą i rusza na północ.

Część I

Róża Tudorów:

1516–1528

Rozdział 1

Córa Anglii, dziecię Hiszpanii

Niechaj Bóg ześle pomyślny oraz długi żywot (…) i obdarzy nim znamienitą królewnę Marię.

Proklamacja w czasie uroczystości chrztu Marii, 20 lutego 1516 roku.

Była dzieckiem, które przeżyło. Urodzona w środku zimy, w poniedziałek 18 lutego 1516 roku nad ranem, okazała się niemowlęciem na tyle silnym, by rozwiać natychmiastowe obawy o swoje życie. Po trudnym porodzie Katarzyna Aragońska, angielska królowa małżonka, odważyła się dopuścić do siebie nadzieję, że jej modlitwy o narodziny zdrowego potomka zostały wreszcie wysłuchane. Jak dotąd nie przekazano jej wieści o śmierci ojca, które dotarły do Londynu zaledwie dwa dni wcześniej; celowo zatajono je przed nią, by mogła w spokoju oczekiwać porodu.

W ciągu siedmiu lat poprzedzających przyjście na świat córki Katarzyna nie urodziła następcy tronu, którego oczekiwał zarówno jej ojciec, Ferdynand Aragoński, jak i mąż. Przeżyła cztery poronienia, narodziny martwego dziecka oraz śmierć kolejnego – syna, zmarłego jako niespełna dwumiesięczne niemowlę. Siedem lat bez dziedzica to długi okres dla Anglii, kraju tak znanego z trapiących go wstrząsów politycznych i wojen domowych. Owa lista niepowodzeń głęboko raniła dumę hiszpańskiej małżonki Henryka VIII. Nauczyła się znosić je dzięki żarliwej wierze religijnej oraz determinacji, odziedziczonej po rodzicach: królu Ferdynandzie i jego wspaniałej żonie Izabeli Kastylijskiej. Henryk nie był jej pierwszym mężem; wcześniej poślubiła bowiem jego starszego brata, nieszczęsnego Artura, księcia Walii, który zmarł w 1502 roku. Jednak w 1516 roku wszystkie niedole przeszłości rozwiała, przynajmniej na pewien czas, świadomość, że ona i Henryk zostali wreszcie rodzicami.

Oczywista ulga króla nie ulegała wątpliwości. Jego żal związany z płcią dziecka łagodziło optymistyczne spojrzenie w przyszłość. „Jesteśmy jeszcze młodzi”, odpowiedział Henryk ambasadorowi Wenecji, którego gratulacje z domieszką wyrazów współczucia najwyraźniej go ubodły1. Król wyraził przekonanie, że w niedalekiej przyszłości – jeśli taka będzie wola Boska – na świat przyjdą synowie. Jednak 31-letnia już Katarzyna o sześć lat przewyższała wiekiem swojego małżonka, a historia wcześniejszych ciąż i porodów królowej nie napawała optymizmem. Nie znamy jej osobistej oceny szans na kolejne potomstwo, ale nie ulegało wątpliwości, że córkę od początku uważała za dziedziczkę tronu Anglii.

Katarzyna i Henryk odpowiadali sobie pod względem intelektu. Oboje mieli szczęście pobierać nauki od czołowych humanistów Europy w czasach, kiedy edukację uważano w rodach królewskich za niezbędny element przygotowań do objęcia tronu. Oboje wywodzili się z rodów królewskich o dość chwiejnej pozycji, które wreszcie umocniły swoje panowanie. Istniało też między nimi odległe pokrewieństwo, sięgające rodowodem małżeństwa Jana z Gandawy z Konstancją Kastylijską. Małżonkowie znali się od czasów, gdy Katarzyna miała 16 lat, a 10-letni wówczas Henryk prowadził ją do ołtarza podczas jej pierwszej ceremonii ślubnej.

Natomiast diametralnie różnili się od siebie pod względem fizycznym, a także charakterologicznym. Katarzyna była niegdyś kobietą o ujmującej powierzchowności, filigranową i szczupłą. Jednak liczne ciąże nadały jej figurę, którą eufemistycznie można by opisać jako korpulentną. Francuski rywal Henryka VIII, Franciszek I, w nieelegancki sposób opisywał Katarzynę jako osobę starą i zdeformowaną, określając w ten sposób jej otyłość. Po urodzeniu córki nadwaga królowej jeszcze się zwiększyła. Podczas uroczystości państwowych, olśniewając szatami kapiącymi od złota, srebra i drogich kamieni, z pewnością prezentowała się po królewsku, nawet jeśli w rzeczywistości przypominała potężną skrzynię z kosztownościami. Zawsze była pobożna, a wśród członków monarszego dworu stale znajdowali się hiszpańscy duchowni. Nikomu jednak to nie przeszkadzało. Anglicy, a nade wszystko londyńczycy, uwielbiali Katarzynę, darząc wielkim podziwem jej oddanie religii w życiu codziennym.

Nie zaskakuje fakt, że żona nie pociągała już Henryka. Król jednak darzył ją szacunkiem, a ona sama nadal cieszyła się znacznymi wpływami w polityce, szczególnie zagranicznej. W pierwszych latach panowania męża prowadziła go przez wzburzone wody międzynarodowej dyplomacji, starając się realizować dwa cele: wspierać interesy Hiszpanii oraz wykreować młodego monarchę na liczącą się siłę w Europie. Katarzyna skutecznie i energicznie poczynała sobie jako regentka podczas wojen z Francją i Szkocją w 1513 roku. Henryk prawdopodobnie wiedział, ile jej zawdzięcza, chociaż mógł tego nie przyjmować do wiadomości. Jednak oprócz zaangażowania w wypełnianie królewskich obowiązków, niewiele ich łączyło. Główną rozrywką monarchy był sport. Rosły i obdarzony w latach młodzieńczych imponującą sylwetką, Henryk był księciem w kwiecie wieku, przystojnym, pełnym galanterii – królem darzonym podziwem i czcią. Katarzyna uwielbiała go i nie zmieniło się to już do jej śmierci. Według wszelkich pozorów (które mogły mylić) król przedkładał polowania i turnieje nad sprawowanie rządów. Do jego osobistych faworytów należeli mężczyźni o posturze niedźwiedzia, lecz niewielkim rozumie, tacy jak Karol Brandon, książę Suffolk, który bezceremonialnie poślubił Marię, siostrę Henryka, bez królewskiego zezwolenia. Uszło mu to jednak na sucho i obaj z królem nadal mocowali się lub potykali konno w szrankach i polowali, poklepując się po plecach i radując cielesnymi urokami życia. Podczas gdy Henryk tropił odyńce i jelenie w kniejach południowej Anglii, Katarzyna odwiedzała świątynie, składała ofiary i zanosiła modły. Turystyka religijna na początku XVI wieku była zjawiskiem powszechnym i zarazem jedną z głównych rozrywek królowej Anglii, zwiększając przy tym jej popularność.

Henryk jako ekstrawertyk kochał muzykę i uwielbiał występować publicznie. Katarzyna sumiennie zajmowała miejsce u jego boku i starała się sprawiać wrażenie łaskawej władczyni, ale myślami była coraz bardziej nieobecna. Do 1516 roku odgrywała rolę królewskiej małżonki z ogromną pewnością siebie, jednak ciało zaczynało ją zawodzić. Łatwo zachodziła w ciążę, ale nie była w stanie jej donosić i wydać na świat zdrowego dziecka. Jeśli sądziła, że Bóg jest z niej niezadowolony, to swoje obawy zachowywała dla siebie i w coraz większym stopniu zwracała się ku religii. Owego zimowego dnia w pałacu w Greenwich, wzniesionym z czerwonej cegły, wydało jej się, że ostatecznie modlitwy zostały wysłuchane. Nietrudno sobie wyobrazić, iż w końcu poczuła smak sukcesu.

Mała królewna otrzymała imię Maria po swojej ciotce (siostrze Henryka VIII), pięknej i zadziornej „gwieździe” królewskiego dworu. Katarzyna i szwagierka w tym, a także późniejszym czasie pozostawały w dobrych stosunkach, jednak wybór imienia dla córki cieszył królową również ze względów religijnych, nie tylko rodzinnych. Dziecko, drobne, lecz ładne, zdradzało już odziedziczone cechy: jasne włosy z rudawym odcieniem obojga rodziców oraz delikatną cerę Tudorów. Niewiele królewskich potomków wyczekiwano z takim utęsknieniem i otaczano tak wielkimi przywilejami. Dziadkowie dziewczynki należeli do grona czołowych władców Europy, ojciec zaś był uosobieniem renesansowego księcia. Mogła oczekiwać co najmniej świetnego mariażu z przedstawicielem jednego z europejskich rodów. Gdyby zaś Henryk i Katarzyna nie doczekali się narodzin syna, czekała ją jeszcze wspanialsza przyszłość. Sprawowałaby suwerenną władzę w Anglii jako pierwsza królowa.

* * *

Była to perspektywa chwalebna, choć niekoniecznie godna pozazdroszczenia. Maria urodziła się w burzliwej erze dziejów Europy i nawet bujny rozkwit sztuki, literatury, muzyki oraz myśli epoki Renesansu nie mógł przesłonić surowych realiów polityki. Równowaga władzy mogła się zmieniać, ale działania wojenne nie były jedynie lokalnym dopustem losu, lecz klasycznym stylem życia arystokracji. Większości Europejczyków przypadał w udziale krótki i potworny żywot. Nawracające fale zarazy przetaczały się przez kontynent, dziesiątkując ludność, często już osłabioną klęskami głodu. W 1485 roku, kiedy wstąpił na tron dziadek Marii, Henryk VII, w Anglii po raz pierwszy wybuchła epidemia „angielskich potów”, odmiany zjadliwej grypy, przeważnie szerzącej się intensywnie w cieplejszych miesiącach. Choroba atakowała przerażająco szybko, uśmiercając zdrowych na pozór ludzi w ciągu 24 godzin. Do czasu narodzin Marii schorzenie dobrze już znano jako powtarzające się rokrocznie zagrożenie. Podobnie śmiertelną jak widmo choroby groźbę stanowiły kaprysy pogody. Susze i powodzie niszczyły plony, dodatkowo pogłębiając nędzę. Nawet bogaci i dobrze urodzeni, choć dysponujący większą swobodą zmiany miejsca pobytu i lepiej odżywieni, nie mogli być pewni ocalenia. Henryk VIII spędzał każde lato na podróżach w południowej części Anglii, trzymając się z dala od Londynu, by uciec przed zarazą. Sukces w tym względzie nie zmniejszył jednak jego hipochondrii2.

W Europie, gdzie życie było tak niepewne, potrzeby zmarłych w naturalny sposób wypełniały myśli tych, którzy pozostali przy życiu. Wiara w obecność Boga i zbawienie duszy nadawały ton codziennemu życiu każdego człowieka, od króla aż po najbiedniejszego wieśniaka. Modlitwa była środkiem interwencji, umożliwiającej żywym wpływanie na los ukochanych zmarłych – skrócenie im czasu przebywania w czyśćcu czy wreszcie uwolnienie ich (zgodnie z żywioną nadzieją) od mąk piekielnych. Owe abstrakcyjne wyobrażenia stanowiły absolutną pewność dla żyjących w XVI wieku ludzi, dla których religia była częścią codziennej egzystencji w równej mierze co oddychanie i sen. Jednak do czasu nadejścia drugiej dekady tego stulecia rola władzy religijnej, rządzącej jej ziemskimi strukturami, zaczęła wzbudzać coraz większy niepokój. Niespodziewane znaczenie zyskał wkrótce pewien drugorzędny aspekt – poirytowanie wzbudziła koncepcja przyspieszenia wiecznego spoczynku duszy przez wykupienie odpustu. Idea ta przemawiała do łatwowiernych lub po prostu leniwych – modlitwa i nabożeństwa kościelne pochłaniały mnóstwo czasu – lecz jeszcze atrakcyjniejsza wydała się finansistom Kościoła. Władza kościelna wszędzie rzucała się w oczy i wzbudzała niechęć. Papieże u zarania XVI wieku zarządzali niesłychanie lukratywnym, a przy tym całkowicie doczesnym przedsięwzięciem. Dewizą Watykanu stały się dwulicowość, rozwiązłość i chciwość. Nawet najżarliwsi wyznawcy ze smutkiem konstatowali, że Rzym jest pełen bankierów i nierządnic. Jako przywódcy wojenni papieże stali w jednym szeregu z ówczesnymi monarchami Europy, zdecydowani w miarę możliwości czerpać korzyści z konfliktów zbrojnych, w których tak chętnie brali udział.

Jednak owe wady i niewiadome nie były niczym nowym i nie zmniejszały entuzjazmu żywionego przez bogatych i możnych Europy dla zdobyczy Renesansu. W dobie przyjścia Marii na świat artyści wczesnego okresu epoki zaczynali już odchodzić. Botticelli zmarł w 1510 roku, a Leonardo da Vinci, który musiał uchodzić z rodzinnej Toskanii, dokonał żywota we Francji, kiedy Maria skończyła trzy lata. Natomiast Michał Anioł przeżywał właśnie apogeum swoich mocy twórczych, ukończywszy w 1512 roku tworzenie fresków Kaplicy Sykstyńskiej. Erazmowi z Rotterdamu (Erasmusowi Desideriusowi Rotterodamusowi), największemu z myślicieli humanistów, dobrze powodziło się w północnej Europie pod patronatem ojca Marii oraz innych władców. W roku poprzedzającym narodziny królewny Tomasz Morus (Thomas More) napisał swój dyskurs Utopia o idealnym państwie, zapewniając poważny wkład myśli angielskiej w rozwój nowych idei. Na całym kontynencie znakomicie prosperowały uniwersytety. Jednak wśród owego fermentu intelektualnego na zasadnicze pytania o istotę relacji między Kościołem a państwem, a także Kościołem a jednostką, nadal nie znajdowano odpowiedzi. Po raz pierwszy wyraźnie rozbrzmiały one z dość nieoczekiwanego źródła, kiedy Maria miała zaledwie rok. Niemiecki mnich z zakonu augustianów, osaczony przez wątpliwości i rozdrażniony przez brata z innego zgromadzenia, jawnie handlującego odpustami, postanowił wszcząć akademicką dysputę na temat odrażającej praktyki wykupywania się od grzechu. Owym mnichem był Marcin Luter. Człowiek ten miał zmienić świat, w tym losy Marii.

* * *

Rodzinny kraj Marii był traktowany przez kontynentalnych sąsiadów europejskich mniej lub bardziej protekcjonalnie. Często pojawiały się wzmianki o barbarzyństwie, dwulicowości i nieskrywanej bezczelności Anglików. „Awanturnicy o różowobladej cerze” – tak lakonicznie opisała ich pewna grupa hiszpańskich gości, zdegustowanych manierami gospodarzy. Generalnie Anglia nie cieszyła się w Europie ani sympatią, ani szacunkiem. Ferdynand i Izabela uznali ją za kraj odpowiedni do małżeńskich planów jedynie wobec najmłodszej córki; nie byli przekonani, czy nowo ustanowiona dynastia zdoła utrzymać się przy władzy. W chwili narodzin Marii Tudorowie panowali zaledwie od 30 lat i przeświadczenie Henryka VIII o chwiejności jego monarszego dziedzictwa było alarmująco realne. Anglia przez cały okres życia Marii jawiła się jako arena niebezpiecznych i gwałtownych wydarzeń, a jej życie polityczne charakteryzowały frakcyjność oraz intrygi. W owej wrzącej atmosferze ambicja mogła równie łatwo przynieść zgubę, jak i władzę, a mężczyźni rzadko trzymali swoje uczucia na wodzy. Anglią Tudorów rządziły żywiołowe emocje. Podczas posiedzeń rady nierzadko dochodziło do rękoczynów, w istocie nawet samemu Henrykowi VIII zdarzało się naruszać fizyczną nietykalność swoich ministrów. Kardynał Wolsey słynął z wulgarnego słownictwa; pewnego razu pozwolił sobie na słowną napaść, a nawet fizyczne groźby wobec przybyłej do niego papieskiej delegacji. Dojrzali mężczyźni łatwo wybuchali płaczem, niekiedy pod wpływem niewątpliwej obawy o życie. Ambasador Francji i hiszpański rezydent w Londynie nader rzadko zgadzali się ze sobą, lecz obaj wiedzieli, że nie można ufać angielskiemu politykowi, nawet sowicie opłaconemu – oba zaś państwa często i szczodrze finansowały przychylność dworaków. Wyrażenie „pryncypialny angielski polityk” wydawało się oksymoronem. Jeszcze gorzej przedstawiała się ludność kraju – horda ksenofobicznych pijaków, którzy prędzej poderżnęliby obcemu gardło, niż zaoferowali wikt i opierunek.

Z drugiej strony hiszpańska spuścizna Marii, choć pod pewnymi względami równie nacechowana przemocą, stawiała ją w centrum europejskiej batalii o władzę. W rozważaniach nad postacią samej Marii często opacznie pojmuje się tę część jej dziedzictwa. Pokolenia angielskich historyków wyrażały niezmierne niezadowolenie z faktu, że Maria była w połowie Hiszpanką, jak gdyby ów „brak czystości etnicznej” (w przeciwieństwie do absolutnie angielskiego rodowodu jej przyrodniej siostry Elżbiety) stanowił pewien rodzaj wrodzonej wady. Ale w XVI-wiecznej Europie, w której małżeńskie związki dynastii jawiły się jako nieodzowny element walki o władzę, takie pochodzenie uznano by za atut, a nie ujmę. Śluby angielskich królów z rodaczkami stanowiły nietypowe zjawisko. Ten XV-wieczny zwyczaj był rezultatem wojen domowych oraz osobistych skłonności monarchów, co wykluczało ich z europejskiego rynku matrymonialnego oraz izolowało od tychże wpływów podczas długiego okresu od 1445 roku, kiedy Henryk VI ożenił się z Małgorzatą Andegaweńską, do 1501 roku, w którym królewicz Artur poślubił Katarzynę Aragońską. W późniejszym życiu Maria będzie uważać swoje hiszpańskie dziedzictwo za źródło pociechy i dumy, spodziewając się, że potęga krewnych jej matki nada Anglii taką pozycję w Europie, która zwiększy wpływy kraju, zamiast je umniejszać.

Dziadków Marii, Ferdynanda i Izabelę, określano mianem pierwszej „pary złączonej w potęgę” u zarania nowoczesnej Europy3. Siłę dawał im z pewnością pomyślny, choć czasem niepozbawiony napięć, związek małżeński. Izabela była wojowniczą królową, z jednakową bezwzględnością dążącą do władzy i poczucia pewności w sprawach religii. Ukróciła bardziej uzasadnione roszczenia swojej bratanicy do tronu Kastylii z równą determinacją, z jaką na południu Hiszpanii prowadziła kampanię przeciwko Maurom. Jej mariaż z Ferdynandem zapewniał obojgu korzyści polityczne, lecz wydawał się również związkiem namiętnym pomimo niewierności męża. Izabela należała do kobiet dysponujących ogromną siłą zarówno umysłu, jak i ciała. Niewygody związane z kolejnymi ciążami i powiększającą się rodziną nie powstrzymywały jej przed spędzaniem długich miesięcy na czele wojsk, w większości w siodle. Nie trapiła się wątpliwościami. Skupiona na swojej wizji, nie dostrzegała szkód, jakich przysporzyła hiszpańskiej kulturze, niszcząc bogatą spuściznę Maurów i Żydów. W owej epoce nietolerancji Izabela jawiła się jako nieodrodna dziedziczka krzyżowców, z zapałem szczycąca się swoimi dokonaniami. Na portretach przedstawiano ją jako pełną rezerwy, lecz zdecydowaną, nieomal ascetyczną kobietę. Nietrudno wyobrazić ją sobie w zakonnym habicie, ale Izabela służyła Panu poza furtą klasztorną – na hiszpańskich polach bitew. Na jej obliczu wyraźnie maluje się spokój. Wiedziała, że sam Bóg przyobiecał jej zwycięstwo.

Nigdy też, jak się wydaje, nie kwestionowała swojej zdolności do sprawowania rządów, choć była kobietą. Czemuż miałaby w nią wątpić? Polityczne realia tak zrządziły, że to mąż w istocie bardziej potrzebował jej aniżeli ona jego. Nie znaczy to oczywiście, że brała kiedykolwiek pod uwagę samotne panowanie lub życie kobiety niezamężnej. Małżeństwo z woli Boga, któremu służyła, było przeznaczeniem wszystkich niewiast, nawet królowych rządzących się własnymi prawami. Za przykładem Izabeli szli inni przedstawiciele jej rodu, nawet jeśli nie znalazł on szerszego oddźwięku w pozostałych krajach europejskich. Dzięki powiększaniu się rodziny, dokonania Izabeli i jej męża mogły sięgnąć poza Półwysep Iberyjski, w wyniku czego dwa pokolenia później ich następcy będą panować nie tylko w Europie, lecz także w krajach Nowego Świata, do których przetarli szlaki wspierani przez nich odkrywcy. Ślub córki Izabeli, urodziwej, lecz niezrównoważonej umysłowo Joanny, z Filipem Pięknym, księciem Burgundii, połączył dwa najpotężniejsze domy panujące Europy, albowiem ród Habsburgów władał znaczną częścią kontynentu od Niderlandów na północy aż po kraniec Półwyspu Iberyjskiego, a zgłaszał też roszczenia do większości terytorium Ameryki Południowej. Wnuk Izabeli, Karol V Habsburg, któremu nadano starodawny tytuł Karola Wielkiego – cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego – zasłużył sobie na nienawiść Rzymu i wzbudził zaniepokojenie okrążonej Francji. Był ciotecznym bratem Marii i odegrał ogromną rolę w jej życiu.

* * *

Córka Henryka VIII i Katarzyny Aragońskiej została mimo wszystko wychowana jak rodowita angielska królewna. Akcent na tę kwestię położono już w chwili chrztu dziecka w kościele Braci Mniejszych w Greenwich, zaledwie dwa dni po narodzinach. Zgodnie z tradycją, przy ceremonii nie było ani Henryka, ani Katarzyny, lecz z całą pewnością przybył na nią kwiat angielskiej szlachty. Od czasu ślubu Katarzyny z pierwszym mężem żadna publiczna uroczystość nie przyciągnęła tak wielu arystokratów. Nie było to jednak święto rodzinne, jak chrzest w czasach współczesnych, lecz wydarzenie państwowe. Henryk pragnął objawić ciągłość swojej władzy w olśniewającej scenerii, a zarazem przypomnieć każdemu z możnowładców, który mógłby odczuwać niezadowolenie, że jest dziedzicem zarówno Yorków, jak i Lancasterów. Jako jedna z matek chrzestnych Marii wystąpiła jej cioteczna babka, Katarzyna York, córka Edwarda IV. W wieku 37 lat była młodą kobietą, choć już owdowiałą. Dzięki małżeństwu z Sir Williamem Courtenayem zyskała tytuł hrabiny Devon; mieszkała w swoim hrabstwie w pobliżu Tiverton, otoczona pokaźnym przepychem. W rzeczywistości nie wiemy, na ile oddaną okazała się matką chrzestną, chociaż rachunki z okresu 1517–1518 wykazują, że podarowała swojej córce chrzestnej złotą łyżeczkę4. Katarzyna zmarła w 1527 roku, kiedy Maria miała 11 lat. Jednak jej wnuka Edwarda Courtenaya, hrabiego Devon, łączyły z księżniczką bliskie więzi w kilku okresach jej życia, brano go nawet pod uwagę jako możliwego kandydata na jej męża.

Ród Howardów, którzy w bitwie pod Bosworth walczyli u boku Ryszarda III, lecz później służyli Tudorom, choć stosunki pomiędzy obu domami pod panowaniem Henryka VIII stawały się coraz bardziej napięte, również odegrał ważną rolę podczas chrztu Marii. Księżna Norfolk wystąpiła jako kolejna z matek chrzestnych Marii, a jej synowa, hrabina Surrey, wniosła dziecko do kościoła. Po ceremonii chrztu, jak nakazywał obyczaj, bezpośrednio nastąpił obrzęd bierzmowania, który wymagał udziału trzeciej matki chrzestnej. Wybór padł na Margaret Pole, hrabinę Salisbury, córkę George’a, księcia Clarence, czyli szekspirowskiego „fałszywego, zmiennego, krzywoprzysięskiego Clarence’a”, straconego – według dramatopisarza – w pamiętny sposób przez utopienie w beczce małmazji. Margaret, jako przyszła dama guwernantka Marii, odegra prawdopodobnie najważniejszą rolę w pierwszym okresie życia królewny.

Tak więc Maria przyjęła chrzest w obecności najpotężniejszych poddanych monarchy, nad którymi miała sprawować bezpośrednią władzę jako jego następczyni. Jeszcze dobitniejszym podkreśleniem znaczenia jej narodzin stało się wystąpienie w roli ojca chrzestnego głównego ministra Henryka, nad wyraz uzdolnionego i utalentowanego kardynała Thomasa Wolseya. Ostentacyjnie pominięto wśród zaproszonych gości francuskiego króla Franciszka I, który nieco wcześniej odziedziczył tron. Niczyjej uwagi nie umknął tak staranny dobór rodziców chrzestnych córki, jakiego dokonał Henryk.

Nad otulonym dzieckiem wnoszonym do świątyni rozpostarty baldachim podtrzymywało czterech królewskich rycerzy. Jednym z nich, jak na ironię, która ukaże swe oblicze w przyszłości, był Sir Tomasz Boleyn, zawodowy dyplomata z talentu i ambicji, który wysłał swoją córkę Annę na naukę wytwornych manier na dwory Burgundii i Francji.

Droga prowadząca do kościoła została uprzątnięta, wysypana żwirem i wysłana sitowiem, a ceremonię przeprowadzono z całą pompą, jakiej wymagały okoliczności. XVI-wieczny Londyn zaskakująco dobrze wywiązał się z zadania, urządzając naprędce widowisko, którym wszakże nie można było się powstydzić. Po zakończeniu uroczystości małą królewnę odniesiono do matki przebywającej w komnacie królowej w pałacu w Greenwich. W ciągu 48 godzin, które upłynęły od porodu, Katarzyna prawdopodobnie doszła już do siebie na tyle, by podnieść się z łoża, przynajmniej na chwilę. Nie wiemy, kiedy Henryk pierwszy raz zobaczył córkę, choć jej narodziny bez wątpienia uradowały oboje rodziców. Według relacji król szczycił się tym, że córka nigdy nie płacze. W jego obecności być może się to nie zdarzało. Maria była ładnym dzieckiem, rodzice zaś darzyli ją szczerym uczuciem. Jednak nie przebywała z nimi zbyt długo.

Od pierwszych dni dziewczynka żyła w pobliżu królewskiej pary, lecz oddzielona od niej. Przypuszcza się, że spędziła z rodzicami w Greenwich Boże Narodzenie, ale niemowlęta i wszelkie związane z nimi obowiązki nie tworzyły codziennej rzeczywistości XVI-wiecznych władców. Istnieją dowody świadczące o większym niż zazwyczaj u monarchów zainteresowaniu rozwojem dziecka, jakie przejawiał Henryk, a w jeszcze większym stopniu Katarzyna. Jednakże stwierdzenie, że matka sama wychowywała córkę, kłóci się z zadaniami królowej małżonki, z których przecież Katarzyna pilnie się wywiązywała w okresie swojej bezdzietności.

Zatem pierwsze dwa lata życia Maria przebyła pod opieką mamki Katherine Pole (późniejszej lady Brooke), żony jednego z paziów królewskich, zespołu czterech piastunek, mających niewątpliwie uspokajać królewnę spoczywającą we wspaniałej kołysce, a także nieodzownej ze wszech miar praczki, sumiennie wykonującej swe obowiązki, których nie brakowało przy niemowlęciu. W karmieniu, przewijaniu oraz innych rutynowych czynnościach, składających się na codzienne życie córki, królowa Katarzyna nie brała udziału. Można sobie wyobrazić, że pierwsza dama guwernantka Marii, Elizabeth Denton, dokładała wszelkich starań, by podczas wizyt królowej niemowlę prezentowało się niemal wzorowo i zachowywało możliwie spokojnie. Do 1518 roku obowiązki Elizabeth Denton przekazano ponownie lady Margaret Bryan, która następnie pełniła tę samą funkcję na początku okresu niemowlęcego obojga młodszych dzieci Henryka.

Wydaje się, że w ciągu kilku dni od narodzin królewny jej mały dwór przeistoczył się w sprawnie funkcjonującą jednostkę. Obok personelu pielęgniarskiego i damy guwernantki należał do niego skarbnik zarządzający wydatkami, kapelan oraz dama do towarzystwa. Wydatki Marii wkrótce zaczęły rosnąć. W ciągu sześciu miesięcy od października 1517 do marca 1518 roku wyniosły one 421 funtów 12 szylingów 1 pens. W latach 1519–1520 wzrosły do 1100 funtów, co odpowiada 400 tys. dzisiejszych funtów5. Do śmierci ojca w 1547 roku Maria w istocie nie dysponowała żadnymi własnymi dochodami, lecz dorastała jako czołowa postać „przedsiębiorstwa” o znacznych obrotach, którego członkowie mieli niemałe obowiązki, ale zarazem i przywileje. Jednakże było ono czymś więcej niż tylko jedną z instytucji dworu królewskiego. Domownicy Marii w sensie bardzo dosłownym stanowili jej rodzinę.

Katarzyna Aragońska po urodzeniu Marii zaszła w ciążę jeszcze raz w 1518 roku, lecz powiła kolejną córkę, i nie wiadomo nawet, czy dziecko przyszło na świat martwe, czy zmarło wkrótce po narodzinach. Odtąd zaakceptowano fakt, że Maria jest jedynym pełnoprawnym dzieckiem króla, a tym samym jego następczynią. Rozgoryczenie, które Katarzyna musiała odczuć na wieść, że kochanka Henryka, Elizabeth Blount, w 1519 roku powiła syna, nie przerodziło się u niej w obawę o los córki. Późniejsza pozycja młodego Henryka Fitzroya względem przyrodniej siostry była już mniej jednoznaczna, choć nie według osądu Katarzyny.

Maria wychowywała się w otoczeniu osób, które w pewnym stopniu mogły być zainteresowane zachowaniem swojej posady, ale sprawiały też wrażenie szczerze do niej przywiązanych. Owa wcześnie rozwinięta zdolność wzbudzania w osobach pełniących przy niej służbę poczucia lojalności oraz miłości, a także troska o ich dobro, pozostały niezmiennymi cechami Marii przez całe życie. Chociaż jako mała dziewczynka żyła w świecie dorosłych, nie była pozbawiona rozrywek. Jedną z postaci stale obecnych w późniejszym życiu Marii była jej trefnisia Jane Cooper, jedna z niewielu osób płci żeńskiej odgrywających rolę przypadającą na ogół mężczyznom. Można przypuszczać, że nawiązała się między nimi bliska więź, gdyż Maria pokrywała wydatki na fryzury i leczenie Jane. Błazen bywał nie tylko artystą, lecz swego rodzaju „emocjonalnym zaworem bezpieczeństwa”. W dzieciństwie Maria prawdopodobnie zaśmiewała się z błazenady trefnisiów należących do ojcowskiego dworu, nawet jeśli nie miała ich wśród swoich domowników.

Nie ma żadnych świadectw kontaktów Marii z innymi dziećmi ani wspólnej nauki z nimi, w odróżnieniu od losów jej rodzeństwa: Elżbiety i Edwarda, dwie dekady później. Nie jest to jednak przekonujący dowód dorastania w całkowitej izolacji, i możliwe że królewna zawarła znajomość z córkami ciotki Marii. Jej najwcześniejsza relacja (o ile tak można to ująć) z innym dzieckiem miała miejsce w 1517 roku, kiedy odegrała rolę matki chrzestnej kuzynki Frances Brandon, córki Marii Tudor i Karola Brandona. Jako nastolatki dziewczęta spędzały ze sobą sporo czasu. Możliwe, że sporadycznie widywały się również w młodszym wieku. Los poddał ich związek najwyższej próbie, jednak ostatecznie nie zdołał naruszyć ich więzi.

Maria zawsze wiodła wędrowny żywot, bez stałego miejsca zamieszkania. Od najwcześniejszych dni życia podróżowała od pałacu do pałacu, latem częściej niż zimą, nierzadko przebywając w pobliżu rodziców, lecz niezbyt często razem z nimi. Większość jej letnich rezydencji w czasach dzieciństwa leżała w hrabstwach w pobliżu zachodnich obrzeży Londynu, w których uwielbiał polować jej ojciec. Na ogół miejsce pobytu królewny ustalano tak, by Katarzyna mogła ją bez przeszkód odwiedzać w wybranym terminie. Jednakże to nie matka śledziła rozwój Marii od czasów dzieciństwa aż do dojrzałości. Ten obowiązek spoczywał na barkach hrabiny Salisbury, która miała największy bezpośredni wpływ na królewnę w okresie kształtowania się jej osobowości. Obie kobiety łączył bliski i czuły związek, o którym Maria nigdy nie zapomniała, nawet gdy cierpienie, a później śmierć hrabiny oddzieliły ją od niej.

Hrabina podjęła obowiązki damy guwernantki przed majem 1520 roku, kiedy Maria miała cztery lata. Wydaje się, że przydzielono jej tę funkcję na wyraźne życzenie królowej, która zaliczała Margaret Pole do najbliższych przyjaciółek. Reginald, syn Margaret, kluczowa postać w okresie panowania Marii, twierdził, że Katarzynie tak zależało na objęciu przez Margaret posady damy guwernantki, iż chciała udać się do jej domu osobiście wraz z Henrykiem, by błagać ją o podjęcie tego trudu6. To jednak nie wydawało się konieczne. Margaret Pole była świadoma swoich obowiązków i oddana królowej. Znały się od czasów przybycia Katarzyny do Anglii. Nieżyjący już mąż Margaret, Richard Pole, pełnił funkcję Lorda Szambelana przy królewiczu Arturze, ona zaś towarzyszyła mu w Walii w czasie pierwszego, krótkiego, pięciomiesięcznego małżeństwa Katarzyny. Najprawdopodobniej to właśnie tam nawiązała się więź pomiędzy obiema kobietami pomimo faktu, że Katarzyna bardzo słabo mówiła po angielsku i była o 12 lat młodsza od Margaret. Przedwczesny zgon Artura w Ludlow rozdzielił je, lecz korespondowały ze sobą do czasu, aż wstąpienie Henryka VIII na tron ocaliło Katarzynę od biednego wdowieństwa i przeistoczyło ją w królową małżonkę, czego zawsze oczekiwała. Margaret także poznała w tym okresie gorzki smak niedostatku (jej mąż zmarł w 1504 roku), lecz jej lojalność i przyjaźń nie poszły w zapomnienie. Powróciła na dwór wraz z najstarszym synem, by towarzyszyć Katarzynie w czasie koronacji, a wkrótce została jedną z głównych dam dworu królowej. W 1512 roku, być może czyniąc zadość oczekiwaniom żony, Henryk VIII wyraził zgodę na złożoną przez Margaret petycję w sprawie przywrócenia hrabstwa Salisbury, co dało jej własny tytuł hrabiowski7. Dzięki temu stała się najbardziej wpływową i najpotężniejszą damą Anglii. Jej włości obejmowały 17 hrabstw, a także tereny w Walii, wyspę Wight oraz Calais. Szacuje się, że stawiało ją to w pierwszej piątce najbogatszych angielskich arystokratów na początku XVI wieku. Posiadała cztery główne rezydencje na południu kraju, zaś jedna z nich, Bisham w hrabstwie Berkshire, służyła okazjonalnie za letnią rezydencję Marii w okresie jej dzieciństwa. Londyński dom Margaret, Le Herber, usytuowany był w tym samym miejscu, w którym obecnie znajduje się stacja kolei i metra Cannon Street.

Dama guwernantka Marii była jedną z czołowych kobiecych postaci królestwa i odpowiednią kandydatką do tego niełatwego zadania. Jednak jako córka okrytego hańbą księcia Clarence dorastała w niespokojnych czasach, świadoma niebezpieczeństw związanych z życiem blisko tronu. Hrabina dobrze poznała, choć jedynie pośrednio, świat przemocy oraz intryg. Jej ojca zamordowano w 1478 roku na rozkaz jego brata Edwarda IV. Był on także zwaśniony ze swoim młodszym bratem, przyszłym królem Ryszardem III. Jego upadek postawił pięcioletnią Margaret i jej młodszego brata, hrabiego Warwick, w sytuacji osieroconych dzieci zdrajcy. Edward IV roztoczył nad nimi opiekę, lecz po śmierci króla ich przyszłość zawisła na włosku. Dla Ryszarda III z pewnością stanowili zagrożenie, gdyż nie można im było zarzucić pochodzenia z nieprawego łoża. Rodzeństwo uniknęło być może losu podobnego do fatalnego końca, który spotkał dzieci Edwarda IV w londyńskiej twierdzy Tower. Zamiast tego wysłano je na północ, do hrabstwa Yorkshire. Po wstąpieniu na tron, Henryk VII umieścił Margaret i jej brata w domu swojej matki, po czym oboje powrócili na dwór. Prawdopodobnie w następnym roku Margaret wydano za Richarda Pole’a. Mimo jej młodego wieku małżeństwo wydawało się szczęśliwe i zapewniło kobiecie bezpieczeństwo oraz stabilizację, których tak brakowało w jej dotychczasowym życiu. Podejście Margaret do zadań związanych z wychowywaniem królewny Marii dowodziło, jak bardzo ceniła owe aspekty swojego życia. Z pewnością radziła sobie lepiej niż brat Edward, uwięziony w Tower, a później stracony po próbie ucieczki razem z pretendentem do tronu, Perkinem Warbeckiem.

Kiedy hrabina Salisbury wkroczyła w życie Marii, miała 47 lat, lecz – pomimo dojrzałego wieku – nadal wywierała wrażenie jako kobieta. „Wysoka, szczupła i elegancka, szczyciła się kasztanowatymi włosami Plantagenetów oraz bladą karnacją”8. Miała pięcioro własnych dzieci (w tym córkę Ursulę, będącą synową księcia Buckingham, straconego w 1521 roku – przyp. red.), była inteligentna, prawa i pobożna. Na jej osobie nie ciążyła żadna skaza, a przy tym mogła poszczycić się zaletą w postaci gruntownej znajomości dworu i obowiązującej nań etykiety. Mając na względzie dobro Marii oraz jej pozycję królewny, nie można było dokonać lepszego wyboru.

Szybko pojawiły się oznaki wpływu Margaret. Członkowie Tajnej Rady Królewskiej w liście z 13 czerwca 1520 roku napisali do Henryka, który wraz z Katarzyną przebywał we Francji, uczestnicząc w pokazie ostentacyjnej rywalizacji między nim a Franciszkiem I, znanym jako Pole Złotogłowia. Donieśli mu, iż Maria „codziennie oddaje się cnotliwym rozrywkom i zajęciom…”9. Tego oczywiście należało się spodziewać. Żaden rodzic, a z pewnością żaden król, nie chce słyszeć o niewłaściwym zachowaniu swojego dziecka, a w XVI wieku raczej nie znano pojęcia długiej pauzy szkolnej. To jednak nie znaczy, że Marię ustawicznie traktowano jak osobę dorosłą. Rozkład jej zajęć zmieniał się w różnych porach roku, lecz czas największych rozrywek nadchodził w Boże Narodzenie. W tym okresie hrabina Salisbury oraz inne osoby z otoczenia królewny dbały o to, by dziewczynce nie brakowało atrakcji.

Relacje domowników dają pewne pojęcie o przebiegu świąt Bożego Narodzenia, jakie znała Maria. Diametralnie różnią się one od tych na modłę niemiecką, które zawitały do Anglii w czasach wiktoriańskich, i wydają się bliższe obrzędom średniowiecznym. Święta były ożywione i nad wyraz widowiskowe. Ich forma niewiele zmieniła się z czasem, a Marię w późniejszych latach mogła równie dobrze cieszyć ich swojskość. W 1521 roku świątecznej zabawie królewny przewodził „pan Bałagan”, osoba pokroju mistrza ceremonii. Jego funkcję pełnił jeden ze służących, John Thurgoode. Na uroczystości zakupiono trzy „straszliwe i groźne” dziki, a punktem kulminacyjnym stało się ceremonialne wniesienie łba owego zwierza, „ustrojonego barwnymi girlandami i rozmarynem, uwędzonego na świąteczny stół”. Dziczy łeb przedstawiał imponujący widok, wezwano zatem malarzy i dekoratorów, aby go pozłocili i dodatkowo przystroili.

Na świąteczne kostiumy i zabawy Thurgoode otrzymał 40 szylingów (około 700 dzisiejszych funtów). Uczestniczyło w nich wiele osób, było mnóstwo rekwizytów, zamętu i hałasu. Zamówiono dwa taborety, wynajęto mężczyzn grających role mnicha i żeglarza, zakupiono zapas przyłbic, tarcz, złotej folii, skór i ogonków króliczych dla mimów. Nie do końca znamy przeznaczenie tych przedmiotów, lecz wydaje się, że wystawiano serię żywych obrazów (franc. Tableau vivant) lub krótkich sztuk. Oprócz wynajęcia „mnicha” i „żeglarza”, Thurgoode zamówił cztery tuziny kołatek, dwa tuziny pik, 12 kusz, proch strzelniczy oraz czterech strzelców, dziesięć tuzinów dzwonków, rzeźbioną głowę konia na kiju i dostateczny zapas słomy, by „mogło się w niej skryć 12 ludzi”. W finale widowiska, który współczesnemu czytelnikowi wyda się aktem wstrząsająco bezdusznym, wystąpił „człowiek, który za kotarą zarżnął cielę”10.

Istnieją wszelkie powody, by przypuszczać, że Marii podobały się owe hałaśliwe przerywniki. W dorosłym życiu uwielbiała takie rozrywki, które wszakże nie były obce na jej własnym dworze. Podobnie jak współcześni jej ludzie, uważała je za żartobliwe i zabawne. Ojciec był notorycznym wesołkiem rozmiłowanym w starej, rycerskiej tradycji niespodzianek i przebieranek. Nietrudno sobie wyobrazić młodą królewnę zaśmiewającą się do rozpuku z odgrywanych przed nią błazenad komików. Współczesnemu obserwatorowi może się wydawać, że znaczna część jej dziecięcego życia upływała pod znakiem powagi i obowiązków, ale nie brakowało w nim również wytchnienia i przyjemności. Jej sakramentalną rozrywką wcześnie stała się muzyka, a zachwyt tą dziedziną sztuki upodabniał ją do ojca. Możliwe, że od owego zamiłowania rozpoczęła się edukacja królewny, a wcześnie rozwinięty zapał do muzyki dostrzeżono u niej już w wieku dwóch lat. Podczas jednej z wizyt na dworze usłyszała weneckiego organistę Dionisia Memo, grającego dla przyjaciół ojca. Puściła się za nim w pogoń, wołając: „Księże, księże!”, lecz nie z powodu jego duchownego stanu: chciała go zachęcić, by grał dalej11. Henryk potraktował z dumą i pobłażliwością to lekkie potknięcie w wytwornych poza tym manierach dziewczynki. Nie mógł jej winić za dobry gust, bowiem to on sprowadził do Anglii Memo, organistę z Bazyliki św. Marka, niedługo po narodzinach Marii. Memo po kolacji uprzyjemniał czas koncertami, trwającymi niekiedy aż do czterech godzin, „budząc niezmierny podziw i zadowolenie wszystkich słuchaczy”. Wydaje się prawdopodobne, że to on jako pierwszy zaczął uczyć Marię muzyki, a żadnej młodej królewnie nie mógł trafić się lepszy nauczyciel.

* * *

Ani chwile wytchnienia wśród rozrywek, ani uporządkowane życie nie mogły żadną miarą odwieść hrabiny Salisbury od głównego celu, którym było przygotowanie podopiecznej do roli angielskiej królewny oraz europejskiej królowej. Gdyby nawet w przyszłości pojawił się męski następca Henryka VIII, ten fakt w niewielkim stopniu umniejszyłby wartość Marii na europejskim rynku matrymonialnym. Monarcha zawsze pragnął syna, obecnie miał jednak córkę i zamierzał wcześnie oraz często wykorzystywać ją jako narzędzie dyplomacji. Nie była to bezduszność, a jedynie dążenie do utrzymania dobrych stosunków na arenie polityki międzynarodowej. Maria, nawykła do wydawania poleceń, odkąd nauczyła się mówić, niebawem przekonała się, że do jej ręki ustawia się kolejka konkurentów, a jej wizyty na dworze często zbiegają się w czasie z nowymi negocjacjami w sprawie zamążpójścia. Do czasu objęcia tronu przez życie Marii przewinęło się tylu zalotników i kandydatów, że wydaje się mało prawdopodobne, by sama zdołała ich policzyć.

Pierwszy z nich wyprzedził nawet pojawienie się w jej życiu Margaret Pole. W wieku dwóch lat i sześciu miesięcy Maria zaręczyła się z delfinem Francji, a wydarzenie to przypieczętowano w Greenwich imitacją ceremonii ślubnej, w której zamiast przyszłego małżonka wystąpił per procura francuski admirał Bonnivet. Odziana w złotą szatę i ozdobioną klejnotami czapkę z czarnego aksamitu, królewna zachowywała się nienagannie w trakcie długiej uroczystości, podczas której biskup Durham wygłosił kazanie o małżeństwie ku oświeceniu zgromadzonych, dorosłych uczestników. Henryk mógł wówczas traktować rzecz poważnie, ale układ sił w kontynentalnej części Europy czynił wyprawę córki do Francji przedsięwzięciem mało prawdopodobnym. Nie oczekiwano jej przybycia do czasu ukończenia przez delfina 14 lat, kiedy to prawdopodobnie mógłby już skonsumować związek małżeński. Ktoś tak biegły w zmiennych kolejach dyplomacji jak Henryk VIII przynajmniej podejrzewałby, że ścieżka wiodąca do celu nie będzie prosta. Ale na razie kandydat wydawał się wspaniałą partią, nawet mimo tego, że Katarzyna Aragońska wolałaby wydać Marię za kogoś ze swoich krewnych.

Pierwszą oznaką, że w owej angielsko-francuskiej unii nie wszystko układa się pomyślnie, była nieobecność Marii u boku rodziców na Polu Złotogłowia w 1520 roku. Fakt ten mógł wzbudzić żal żony Franciszka I, niepozornej, lecz inteligentnej królowej Klaudii. Jako potencjalna teściowa wysłała już Marii wysadzany klejnotami krucyfiks wart 6 tys. dukatów oraz portret syna, delfina, lecz nie odwzajemniono się jej sposobnością ujrzenia małej kandydatki na pannę młodą. Oczywiście mogło być wiele powodów takiej sytuacji. Pomiędzy królową Katarzyną a kardynałem Wolseyem wyczuwalne było napięcie; ich stosunki, często i tak niełatwe, uległy pogorszeniu. Być może Katarzyna nie chciała, by córka – będąc przecież dzieckiem – dostała się w ów wir wezbranych emocji. Niewykluczone też, że ona i Henryk uważali, iż obóz – nawet luksusowo urządzony – nie jest odpowiednim miejscem na wprowadzenie dziecka w krąg przyszłych krewnych męża oraz w pokrętny świat dyplomacji. Nigdy się nie dowiemy, czy Henryk zechciałby pochwalić się synem, gdyby go miał. W ten sposób Marii oszczędzono niezręcznych sytuacji, a ojciec nie musiał stawiać czoła ewentualnym niewygodnym pytaniom o następstwo tronu.

Jednakże króla Francji niełatwo było powstrzymać. Zanim Henryk powrócił do Anglii, Franciszek wyprawił trzech wielmożów, by zobaczyli się z królewną. Bez wątpienia pragnął się upewnić, czy cieszy się ona dobrym zdrowiem i nie wykazuje oznak jakichkolwiek fizycznych lub umysłowych ułomności, które by przed nim chciano ukryć. Wysłannicy przybyli niespodziewanie, a ich przyjęcie dowodzi, jak wielką wagę przywiązywano do owej misji i jak bardzo osoba królewny przyciągała elity polityczne oraz społeczne. „Mimo krótkiego ostrzeżenia” zostali ugoszczeni przez burmistrza Londynu, oprowadzeni po głównych zabytkach stolicy i podjęci przez księcia Norfolk.

Hrabina Salisbury zapewne wyjaśniła Marii, kim są owi wielmoże, czego się od niej oczekuje podczas ich wizyty, być może nawet przeprowadziła z nią próbę, ucząc tego, co powinna powiedzieć i jak się zachować. Maria poradziła sobie w tej sytuacji z wielką pewnością siebie jak na osobę tak młodą, otoczoną w dodatku przedstawicielami najmożniejszych i najświetniejszych rodów Anglii, którzy akurat nie towarzyszyli jej ojcu w podróży do Francji. „Byli z nią różni panowie duchowni i świeccy; w sali audiencyjnej, oprócz damy guwernantki (…) obecna była księżna Norfolk, jej trzy córki” oraz kilka innych szlachetnie urodzonych dam. Królewna przyniosła chlubę sobie, rodzicom, a prawdopodobnie również zatroskanej Margaret Pole. Maniery i postawa Marii były absolutnie poprawne. Podczas wizyty, która miała miejsce 2 lipca w Richmond, uprzejmie podejmowała gości „z najstosowniejszym wyrazem oblicza, bawiąc ich układną rozmową i miłą rozrywką, czyli grą na wirginale”12. Królewska gospodyni wywarła należyte wrażenie na francuskiej delegacji swoją osobą oraz szczodrą gościnnością: „[Przybyszów] powitano hucznymi wiwatami (…) i ugoszczono mnóstwem truskawek, wafli, wina i hipokrasu” (rodzaj likieru). Jednak przed końcem 1520 roku Henryk, zaniepokojony możliwymi następstwami francuskiej agresji przeciwko siostrzeńcowi Katarzyny, cesarzowi Karolowi V, zastanawiał się już nad nową partią dla Marii. Ewentualnym narzeczonym córki miał być sam Karol.

* * *

Karol był starszy od Marii o 16 lat, musiałby zatem zaczekać jeszcze sześć lat, nim królewna mogłaby z nim zamieszkać, i prawdopodobnie kolejne dwa, zanim mogliby podjąć współżycie małżeńskie. Mimo to przed angielską królewną otwierała się znakomita okazja. Jej małżeńskie perspektywy zyskały na świetności i nikt nie wspominał ironicznie, że jej pierwszy konkurent okazał się dzieckiem, które zaledwie nauczyło się chodzić, a drugi – mężczyzną na tyle dojrzałym, że mógłby być jej ojcem. Królewskie mariaże nie miały nic wspólnego z sentymentami i niezwykle rzadko zastanawiano się nad ich stosownością. Liczyły się wyniki negocjacji, cyzelowanie starannie rozważanych klauzul traktatów i korzyści taktyczne (chociaż ulotne) układających się stron. Kwestie te zaprzątały myśli Henryka i Wolseya po stronie angielskiej oraz Karola i jego doradców po drugiej stronie kanału La Manche. Lecz to nie tylko skrywane wątpliwości Henryka co do stosunków z Francją kazały mu zastanawiać się nad innymi możliwościami stojącymi przed córką. W swoich instrukcjach dotyczących negocjacji warunków traktatu król ujął to następująco: „Należy wziąć pod uwagę, że jest ona [Maria] naszym jedynym następcą i może wstąpić na tron”13. To czyniło z królewny nader cenną kartę przetargową: „Powinniśmy otrzymać od cesarza tyle, ile musielibyśmy mu wypłacić tytułem posagu, gdyby nie była ona naszą następczynią”. To również dowodzi, że Henryk nie wzdragał się przed sojuszem powodującym doniosłe następstwa dynastyczne dla Anglii, gdyby Maria istotnie objęła samodzielne rządy jako królowa. Nigdy nie padła sugestia, że królewna powinna wyjść za Anglika. Miała zaledwie sześć lat, lecz już wiedziała, że królewskie przeznaczenie każe jej poślubić cudzoziemskiego księcia.

Karol, mimo różnicy wieku, niekoniecznie musiał być dla Marii nieodpowiednim mężem. Byli ze sobą bądź co bądź spokrewnieni. Małżeństwo tak bliskich krewnych (ciotecznego rodzeństwa) wymagało papieskiej dyspensy, lecz była to zaledwie drobna, biurokratyczna przeszkoda. Właśnie dlatego Katarzyna Aragońska, skrycie triumfując z powodu rozwiania się perspektywy mariażu z Francją, życzyła sobie siostrzeńca Karola na zięcia.

Karol był rosłym, tyczkowatym, dość poważnym z usposobienia młodzieńcem, który bynajmniej nie odznaczał się ujmującą powierzchownością. Pod tym względem nie przypominał księcia z bajki. Jeśli Maria spodziewała się kogoś, kto aparycją może rywalizować z jej ojcem, musiała się srodze rozczarować. Wystający podbródek cesarza stanowił zwiastun słynnej „wargi habsburskiej” (prognatyzm żuchwy – przyp. red.), szpecącej jego potomków do schyłku XVIII wieku. Jego rodzice połączyli ze sobą Hiszpanię i Niderlandy, lecz owa unia okazała się równie nieszczęśliwa jak ich małżeństwo. Ojciec Karola – Filip Piękny, książę Burgundii – notoryczny kobieciarz, umarł młodo (w 1506 roku), pozostawiając swoją niekochaną hiszpańską żonę Joannę w nieutulonym żalu. Jako wdowa przeżyła jeszcze kilkadziesiąt lat (zm. w 1555 roku), lecz nie chciała zarządzać krajem. Nosiła przydomek „la Loca” (Szalona), lecz cierpiała, jak się zdaje, przede wszystkim na przewlekłą depresję. W 1519 roku po śmierci dziadka Maksymiliana I Karol odziedziczył tron Austrii i Niemiec oraz starodawny tytuł cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Był to dla młodego księcia spory ciężar. Tak rozległe terytorium, które wkrótce miało stać się areną zamieszek społecznych i religijnych, zmagało się z niezliczonymi i, ostatecznie, nierozwiązywalnymi problemami. Życie Karola już wtedy wypełniała bez reszty nieprzerwana ciężka praca oraz karuzela dyplomacji i wojen. W porównaniu z jego dolą obowiązki Henryka VIII, władającego częścią niewielkiej wyspy, wydawały się nieskomplikowane.

W 1522 roku, jak przystało na oddanego narzeczonego, Karol odwiedził Anglię. Traktat z Brugii, pieczętujący narzeczeństwo jego i Marii oraz obietnicę wsparcia, którego Henryk miał mu udzielić w bojach na kontynencie, został podpisany w poprzedzającym roku. Osobistą wizytą Karol być może pragnął wzmóc zaangażowanie Henryka w jego sprawy. Prawdopodobnie chciał również ujrzeć swoją małą kuzynkę, przynajmniej z ciekawości, choć nieoficjalnie ani on, ani Henryk nie sądzili, by ślub miał z dużym prawdopodobieństwem dojść kiedykolwiek do skutku. Nie znamy w tej kwestii uczuć samej Marii. Idea zamążpójścia mogła niewiele oznaczać dla sześciolatki, zwłaszcza żyjącej – jak Maria – w świecie oderwanym od rzeczywistości. Małżeństwo rodziców mogło się jej kojarzyć z wizytami na dworze przy okazji wielkich uroczystości, z okazywaną im czcią oraz poczuciem władzy, którym wyraźnie się napawali. Skoro jednak sama znała wyłącznie smak przywilejów, wszystko to musiało się wydawać sytuacją absolutnie naturalną. Bez wątpienia wyjaśniono jej w ogólnych zarysach powagę czynionych z myślą o niej przygotowań, szczególnie akcentując sposób, w jaki ma się zachować podczas spotkania z cesarzem. Sugerowano, że Katarzyna mogła zaszczepić córce romantyczne wyobrażenia związane z osobą Karola i karmić jej dziecięce fantazje ekscytującymi perspektywami, czekającymi ją jako młodą cesarzową. Któż jednak wie, o czym fantazjowała Maria? Równie dobrze kucyk i jastrząb gołębiarz, podarki otrzymane mniej więcej w tym samym okresie, mogły wydawać się większymi atrakcjami. Sama Katarzyna nie była z natury kobietą pobudliwą i choć mogła pragnąć – a w istocie spodziewać się – zachowania Marii z pełną śmiałością, starannie przygotowanej do swojej roli królewny, najpewniej przypominała córce o godnych manierach i podkreślała jej znaczenie, to jednak nie jest to równoznaczne z wmawianiem dziecku, że się zakochało.

Wizyta okazała się ogromnym sukcesem i zarówno Maria, jak i Karol odegrali swoje role perfekcyjnie. Cesarz zapoznał się już z pochwalnymi raportami na temat tanecznych i muzycznych umiejętności królewny, otrzymanymi od swojego ambasadora, którego zaproszono, by naocznie ocenił zdolności przyszłej oblubienicy w tych dwornych zajęciach. Maria grała wówczas na szpinecie i popisywała się tańcem gaillarde14. Być może podczas pobytu Karola miała na sobie biżuterię wykonaną specjalnie dla niej, jakąś imponującą broszę z imieniem Karol albo z wygrawerowanym tytułem „Cesarz”. Nie wiemy, czy tańczyła dla kuzyna osobiście, lecz wydaje się prawdopodobne, że rodzice nie pominęliby okazji wywarcia na nim wrażenia osobą Marii.

Chociaż królewna miała nie zobaczyć już więcej Karola, pozostał on w jej pamięci. Okazał się czarującym i uprzejmym gościem, a jego wizyta stała się jednym z najdonioślejszych wydarzeń państwowych na początku XVI wieku. Po przybyciu cesarza łodzią do pałacu w Greenwich 2 czerwca 1522 roku powitała go królowa Katarzyna wraz z damami dworu oraz, oczywiście, królewną Marią, która do końca życia pamiętała jego uprzejmość wobec niej, sprawiającą wrażenie naturalnej i niewymuszonej. Czegóż jeszcze mogła oczekiwać sześcioletnia królewna od przyszłego męża? Podziwu za sposób wykonania popisowej partii w roli wielkiej damy? Komplementów, prowadzących do jawnego zadowolenia rodziców z manier córki? Później Karol stanie się w jej wyobrażeniu postacią niemal ojcowską, niezmienną w czasach nieprzewidywalnych i niepożądanych przeobrażeń, niosących zagrożenie. Poznali się, gdy żywiła przekonanie, że w przyszłości zostanie jego żoną, a rodzice mówili o niej jako o następczyni tronu. Były to szczęśliwe czasy.

Anglia również polubiła Karola. Był on pierwszym – jak się okazało, również ostatnim – cesarzem Świętego Cesarstwa Rzymskiego, który kiedykolwiek odwiedził kraj, toteż londyńczycy, zawsze złaknieni wszelkich widowisk, przyjęli go ciepło, gdy przybył do miasta wraz z Henrykiem wśród wielkiej gali i hucznych uroczystości. Sam cesarz relacjonował, że zgotowano mu „wspaniałe przyjęcie w licznym gronie rycerstwa i szlachty, wśród uroczystych i wystawnych widowisk ku wielkiej radości ludu”. Rachunki za przygotowania do dwudniowego turnieju 4 i 5 czerwca 1522 roku, w którym rycerze mieli walczyć konno na kopie, to kolejny dowód imponujących możliwości Anglii epoki Tudorów pod względem luksusowych rozrywek. Do udekorowania terenu turnieju zamówiono 46 jardów (jard – około 90 cm – przyp. red.) damasceńskiego złotogłowiu, 11 jardów srebrogłowiu i 26 jardów rudobrunatnego aksamitu. Wynajęto niejakiego Williama Mortimera do wyhaftowania na owym aksamicie wizerunków „konnych rycerzy, cwałujących przez złote wzgórza i dzierżących połamane kopie, oraz dam zstępujących z chmur i miotających strzały w rycerzy…”15. Równie życzliwe przyjęcie czekało Karola w południowej Anglii podczas miesięcznego polowania. W chwili jego odjazdu 6 lipca Maria być może marzyła, że w przyszłości wyruszy w rejs na drugi brzeg Morza Północnego, do Brukseli, jako cesarzowa Europy i królowa Anglii. Jednak te marzenia nie miały się ziścić. Karol i Henryk znali surowe realia dyplomacji, toteż wiedzieli, że traktat z Brugii przynosi korzyści namacalne, lecz chwilowe. Cesarz potrzebował żony w wieku zbliżonym do własnego: człowiek obarczony takimi obowiązkami nie mógł sobie pozwolić na wieloletnie oczekiwanie, niezależnie od tego, jak słodką istotą okazała się młodziutka kuzynka. Poślubił zatem urodziwą Izabelę Portugalską, która wkrótce powiła męskiego następcę, co nie udało się jak dotąd jej ciotce, królowej Anglii. Jednak innych konkurentów do ręki Marii nie brakowało.

Królewska córka mogła czuć się rozczarowana, choć z drugiej strony być może nie widziała w tym niczego więcej poza pewną sztuką, w której przez chwilę występowała jako pierwszoplanowa aktorka. W owym okresie rozbudzonych oczekiwań Marii nie towarzyszyła Margaret Pole, którą przez pewien czas na stanowisku damy guwernantki zastąpiła inna osoba, albowiem teść jej córki Ursuli – książę Buckingham – rozsierdził Wolseya i został oskarżony o spiskowanie przeciwko Henrykowi VIII, a następnie stracony. Z uwagi na koligacje rodzinne, Margaret – kolejny już raz – popadła w niełaskę16. Jednakże afera ta, pierwsza podczas panowania Henryka, która zmusiła go do wystąpienia przeciwko potężnemu poddanemu, przetoczyła się ponad głową Margaret bez trwałych następstw. Do końca 1525 roku ponownie nadzorowała codzienne życie Marii, gotowa wspierać ją w następnym etapie przygotowań do objęcia tronu. Henryk, mając na uwadze przyszłość, uznał, że nadszedł czas, by córka zdobyła nieco praktycznych doświadczeń w sprawowaniu rządów. Postanowił wysłać ją do Marchii Walijskich, dokąd podążało przed nią wiele pokoleń książąt Walii, by odegrać przynależną im rolę w rodzie królewskim i dopełnić tam swojej edukacji. Nawet jeśli dzieciństwo Marii nie dobiegło jeszcze końca, to wkroczyło ostatecznie w całkowicie odmienną, poważniejszą fazę.

1Cal SP Venetian, 2, s. 285.

2 Sugestywny opis życia w Anglii w epoce Tudorów, patrz: Brigden Susan New Worlds, Lost Worlds, Londyn 2000.

3 Starkey David, Six Wives: The Queens of Henry VIII, Londyn 2004, s. 11 [wyd. pol. Królowe: sześć żon Henryka VIII, Poznań 2004].

4 Madden Frederick (red.), Privy Purse Expenses of the Princess Mary, Londyn 1831, s. XX. Wielu autorów opisywało łyżeczkę jako podarunek od Gertrude Blount, małżonki syna królewny Katarzyny, Henry’ego Courtenaya. Jednak poślubiła ona Courtenaya dopiero w październiku 1519 roku, zatem wydaje się bardziej prawdopodobne, że wymieniana w relacjach „lady Devonshire” to faktycznie sama matka chrzestna Marii.

5 Madden, Privy Purse Expenses, s. XX.

6 Pierce Hazel M., Margaret Pole, Countess of Salisbury, Cardiff 2003, s. 47.

7 Margaret rościła sobie prawo do tytułu hrabiny Salisbury jako dziedziczka włości Montague’ów, należących do jej prababki. Patrz: Pierce, Margaret Pole, s. 33.

8 Ibidem, s. 40.

9 Madden, Privy Purse Expenses, s. XXIII.

10 Ibidem, s. XXVIII–XXIX.

11 Brown Rawdon (red.), Four years at the court of Henry VIII, 2 tomy, Londyn 1854, II, s. 163–164.

12L&P, 3i, nr 896.

13 Ibidem, nr 1162.

14Cal SP Spanish Further Supplement (1513–1542), s. 185.

15L&P, 3ii, s. 288–296.

16 Pierwszy okres piastowania przez Margaret Pole stanowiska damy guwernantki trwał jedynie około roku. Zastąpili ją małżonkowie: sir Philip i lady Jane Calthorpe. Sir Philipowi powierzono zarząd nad powiększającym się dworem Marii. Kwalifikacje jego żony do objęcia stanowiska nie są znane.

Rozdział 2

Edukacja królewny

Jest bardzo nadobna i godna podziwu z racji wspaniałych i nieprzeciętnych przymiotów umysłu.

Poseł francuski Turenne, z raportów o Marii z lutego 1527 roku.

Już w młodym wieku Maria odebrała lekcję surowych realiów angielskiej polityki, która miała wywrzeć bezpośredni wpływ na jej życie. Przebywanie w otoczeniu ojca niosło tyleż niebezpieczeństw, ile chwały, choć mało prawdopodobne, by zdawała sobie z tego sprawę w tak młodym wieku. Na wszelkie pytania, które mogły się zrodzić wskutek zmiany na stanowisku damy guwernantki, królewna bez wątpienia łatwo uzyskała odpowiedzi, i nawet jeśli wiązało się to z koniecznością ukształtowania nowych więzi, jej świat – świat angielskiej następczyni tronu – trwał tak samo jak wcześniej. Do czasu powrotu hrabiny Salisbury ustalono formalne ramy edukacji Marii. Nie zachęcano jej do czczych spekulacji na temat zbyt potężnych poddanych, samej zaś Margaret Pole można było zaufać, że zachowa milczenie co do prawdziwych powodów swojej nieobecności. W przeciwnym razie mogła się narazić na wielkie niebezpieczeństwo.

Decyzja króla w sprawie wysłania córki do Walii nie oznaczała, że jej dotychczasowa edukacja była zaniedbywana lub nie dość systematyczna. Rodzice wyraźnie interesowali się tym, jak przebiega kształtowanie umysłu Marii, by mogła w przyszłości sprostać swojemu przeznaczeniu królewskiej córki. Henryk często chełpił się swą latoroślą, a taka postawa była nie tylko wyrazem ojcowskiego uczucia, lecz także roztropności. Objawiał w ten sposób swoją siłę i ambicje. Im bardziej zdumiewające wrażenie wywierała Maria na widujących się z nią osobach, tym większą chlubę przynosiła ojcu. Stwierdzenie, że królewna wychowała się „wśród kobiet”, rzucałoby fałszywe światło na nauki, które już odebrała. Podobnie jak inne córki europejskich władców, uczyli ją mężczyźni, zgodnie z zasadami wyznaczanymi przez czołowych ówczesnych myślicieli. Edukację prowadzono według najnowszych, renesansowych teorii, choć musiano ją dostosować do indywidualnych uzdolnień Marii. Jednak jej niepowtarzalna sytuacja jako sukcesorki Henryka rodziła poczucie niepewności. Tutaj teoretycy i pedagodzy stąpali po nieznanym gruncie, nikt bowiem nigdy nie zdefiniował sposobu nauczania przyszłej panującej królowej. Czy należy ją do tego przygotowywać inaczej niż męskiego następcę tronu? Takiego pytania nigdy nie stawiano bezpośrednio, a Henryk – poza oficjalnym protokołem dręczony wątpliwościami i drażliwy na punkcie przyszłości – nie zachęcał do tego typu spekulacji. Podobnie Katarzyna, zawsze niezachwianie przekonana, że córka musi odziedziczyć tron, nie chciała wszczynać debaty na ten temat. W myślach upewniała się, że Maria zostanie właściwie wykształcona, by stawić czoła przyszłości.

Informacje na temat wczesnych studiów Marii są fragmentaryczne, ale wiele można wydedukować, łącząc dane z raportów o jej oficjalnych wystąpieniach oraz z relacji domowników. W miarę dorastania dziewczynki obraz ten staje się klarowniejszy i ze szkolnej sali wyłania się wytworna królewna, wykształcona w duchu humanizmu. Nawet jako mała dziewczynka umiała poradzić sobie wyśmienicie, demonstrując publicznie swoje umiejętności, a przy okazji zwyczajowych uroczystości państwowych okoliczności zmuszały ją, by prezentowała się godnie – jak przystało na królewską córkę.

Maria wykazywała wyraźne predyspozycje do muzyki i tańca, a z wiekiem osiągnęła w obu tych dziedzinach sztuki znakomity poziom. Jako czterolatka umiała już grać na wirginałach, później zaś uczyła się gry na lutni i regale1. Gra na tych instrumentach w dorosłym wieku była jej najwspanialszym sposobem relaksu i rozrywką, a uwagi na temat jej talentu wydają się wykraczać poza wystudiowaną uprzejmość oficjalnych słuchaczy. Taniec również stanowił nieodzowną umiejętność dam z królewskiego rodu, a Maria wcześnie go polubiła. Opanowała tę sztukę co najmniej równie dobrze jak każda dama na ojcowskim dworze. Po śmierci Henryka jej brat Edward VI będzie krytykować Marię za niestosowne upodobanie do tej rozrywki, w której celowała.

Królewna stała się również znakomitą lingwistką i do 1520 roku najwyraźniej nauczyła się nieco francuskiego, czym zaimponowała wielmożom z Francji, wysłanym do niej na inspekcję. Podobnie jak zdolności muzyczne, predyspozycje do języków obcych mogła odziedziczyć po ojcu, który przez cały okres panowania zwykł porozumiewać się po francusku z francuskojęzycznymi dyplomatami cesarza. Tak małe dziecko nie musiało wdawać się w długie konwersacje, miało jedynie zademonstrować umiejętność wymiany uprzejmości i oficjalnych powitań. W dorosłym życiu Maria posługiwała się językiem francuskim w kontaktach z cesarskimi ambasadorami w czasach, gdy stanowili dla niej nieomal jedyne wsparcie, później zaś w dysputach z mężem. Mogła nauczyć się nieco hiszpańskiego w otoczeniu matki, przysłuchując się rozmowom Katarzyny ze spowiednikiem i damami dworu, ale liczba osób towarzyszących królowej z dawnych czasów jej przyjazdu z Hiszpanii kurczyła się, toteż władczyni nie posługiwała się regularnie swoim ojczystym językiem (wyłączając kontakty z duchownymi). Mimo to Maria umiała czytać po hiszpańsku. Po roku 1530, kiedy w świecie obu kobiet zaszły dramatyczne zmiany i Katarzyna musiała w listach do córki wypowiadać się z wielką ostrożnością, pisała do niej po hiszpańsku. Wydaje się jednak, że w mowie królewna nie władała zbyt dobrze tym językiem i nigdy nie używała go publicznie.

Nie wiemy, kto nauczył Marię pierwszych słów po francusku, chociaż na dworze przebywały osoby posługujące się tym językiem, toteż któraś z nich mogła udzielić królewnie wstępnych lekcji. Trudno też dokładnie orzec, w jaki sposób nabyła podstawową umiejętność czytania i pisania po angielsku. Pomysł, że Katarzyna Aragońska usiadła z córką i nauczyła ją alfabetu, jest niedorzeczny. To urocza myśl, że królowa z hiszpańskiego rodu i jej sumienna córka razem pochylały się nad stawianymi przez Marię pierwszymi literami, ale obie przebywały z dala od siebie zbyt często, by Katarzyna mogła pełnić stałą funkcję jej nauczycielki2. Mimo to sprawowała ścisły nadzór nad procesem edukacji królewny. Pilnie śledziła postępy Marii i bez wątpienia zaczęła wywierać na nią wpływ, kiedy tylko córka nauczyła się mówić i utrzymywać kontakty z otoczeniem.

W źródłach na temat królewny nie ma ani jednej wzmianki dotyczącej nauczyciela aż do jej wyjazdu do Walii w 1525 roku, kiedy po raz pierwszy zostaje wspomniany doktor Richard Fetherstone. Prawdopodobnie podstawową znajomość pisma przekazał Marii jej kapelan Henry Rowle. Ogólna edukacja obok nauki religii należała w domach arystokracji do obowiązków kapelanów3. Mając dziewięć lat, Maria umiała już posługiwać się w piśmie łaciną, a pierwsze kroki w nauce tego języka, nieodzowny warunek obszerniejszych studiów, mogła stawiać pod kierunkiem jednego z czołowych angielskich uczonych humanistów owej epoki, królewskiego lekarza Thomasa Linacre’a.

Linacre był wybitnym naukowcem z Oksfordu, który – jak wielu mu współczesnych – pod koniec XV wieku często podróżował po Italii. Łączył zainteresowanie kulturą grecką i medycyną, a tłumaczeniem na łacinę pism rzymskiego lekarza greckiego pochodzenia – Galena – zyskał sobie uznanie w całej Europie. Medykiem został w 1496 roku (w Padwie), a w 1518 roku, dwa lata po narodzinach Marii, wraz z pięcioma innymi lekarzami przy poparciu Wolseya złożył petycję do króla, w której postulował założenie w Londynie College of Physicians. Katarzyna Aragońska poznała go jeszcze jako księżna Walii, gdy pełnił obowiązki nauczyciela królewicza Artura. Jak się wydaje, po wstąpieniu Henryka VIII na tron popierała jego kandydaturę na stanowisko królewskiego lekarza. Jego naukowe kwalifikacje czyniły zeń idealnego dla królewny nauczyciela łaciny klasycznej oraz stosowanej w naukach humanistycznych.

Do czasu kiedy Maria zasiadła nad pierwszymi podręcznikami do nauki łaciny, prawdopodobnie w wieku około siedmiu lat, Linacre miał już ponad 60 lat i cieszył się ogromnym szacunkiem. W kręgu jego przyjaciół znalazło się trzech czołowych angielskich humanistów: Thomas More, John Colet i William Grocyn, a także wybitna osobistość Europy – Erazm z Rotterdamu. Opublikował już po angielsku dwa podręczniki gramatyki łacińskiej, a wkrótce miał wydać kolejny, bardziej szczegółowy, napisany po łacinie i przeznaczony dla studentów wykraczających poza poziom podstawowy. Do czasu ukończenia przez Marię 12 lat wiele mówiło się o jej umiejętności posługiwania się łaciną, wydaje się zatem, że wiekowy Linacre, który zmarł w 1524 roku, zapewnił jej solidne podstawy.

Jako lekarz prawdopodobnie nie szczędził królewnie rad w kwestii zdrowego stylu życia. We wczesnym stadium edukacji Marii z pewnością nie pominięto aspektu rozwoju fizycznego. W XVI-wiecznej Anglii kładziono silny akcent na sprawność fizyczną, wierzono bowiem, że korzystnie wpływa na siłę charakteru i strzeże przed chorobami. Pomimo trudności, jakich nastręczały długie stroje, a także kaprysów pogody, od Marii wymagano regularnych ćwiczeń fizycznych: „…W dogodnych porach roku [powinna] zażywać ruchu i świeżego powietrza w ogrodach, przyjemnych i zdrowych miejscach, a także spacerów, dających zdrowie, pociechę i dobre samopoczucie…”4. Królewna umiała jeździć konno, nim jeszcze w 1522 roku otrzymała konia w podarunku od lorda Abergavenny; przez całe życie uwielbiała te zwierzęta i nie stroniła od polowań. W rachunkach z owego roku widnieją wzmianki tylko o jednym chłopcu stajennym, ale jej stajnie szybko się powiększały, jak należało się spodziewać, wziąwszy pod uwagę rozrastanie się gospodarstwa domowego. Trzymała też sforę ogarów, lubiła bowiem łowy z psami i sokołem. Tego rodzaju krwawe rozrywki stanowiły zasadniczy element życia arystokracji, a Maria wcześnie się z nimi zapoznała.

* * *

Wprawdzie królowa Katarzyna nieregularnie pojawiała się na lekcjach Marii, lecz wniosła istotny wkład w program jej nauczania. W tym samym okresie, kiedy Linacre wprowadzał królewnę w tajniki łacińskiego elementarza, Katarzyna, chcąc podkreślić swoją pozycję patronki nowych idei, zamówiła opracowanie na temat edukacji kobiet. Autorem pracy O wychowaniu niewiasty chrześcijanki, uznanej za radykalną, był hiszpański humanista Juan Luis Vives. W dedykacyjnym liście do Katarzyny Vives zawarł uwagę przeciwstawiającą się wciąż dominującemu podówczas, negatywnemu nastawieniu wobec kobiet – stwierdził bowiem jednoznacznie, że odpowiednia edukacja kobiety, nieodzownej towarzyszki życia mężczyzny, ma fundamentalne znaczenie dla dobrobytu państwa. Pogląd ten, podzielany przez samą Katarzynę, nadawał ton jej nastawieniu wobec roli królowej małżonki. Cóż jednak miało to oznaczać dla Marii, kiedy nadejdzie czas objęcia przez nią sukcesji po ojcu?

Wielu pisarzy uważa wpływ Vivesa na całe życie Marii za zgubny. Oskarża się go, iż poprzez swoje teorie zniweczył szansę rozwoju owej inteligentnej dziewczyny i przeobrażenia się w niezależną, pewną siebie kobietę. To znakomicie pasuje do zadawnionego obrazu Marii jako ofiary; z chwilą rozpoczęcia poważniejszego etapu kształcenia została wtłoczona w ciasny gorset idei Vivesa, które trwale wypaczyły ją i wpoiły jej przekonanie, że nie dorównuje mężczyznom i nie może ufać własnym sądom. Zgodnie z tą interpretacją nigdy nie miała szansy stać się dobrą władczynią, gdyż edukacja odebrała jej najistotniejsze cechy, jakich potrzebowała. Niemal pokolenie później jej znacznie młodsza przyrodnia siostra Elżbieta, czerpiąca z nowych idei rozpowszechnianych pod wpływem reformacji, nie była już tak skrępowana, a zatem była lepiej przygotowana do objęcia steru rządów.