Wydawca: Bellona Kategoria: Humanistyka Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 590 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Małżeństwa królewskie. Piastowie - Jerzy Besala

Barwnie napisana trylogia dziejów miłości małżeństw wszystkich władców Polski. Autor podjął się ogromnego trudu zbadania związków i uczuć koronowanych par. Dzięki temu przedstawił historię Polski z zupełnie nowej, intrygującej perspektywy. Doskonała książka nie tylko uzupełnia wiedzę osób zainteresowanych burzliwymi dziejami kraju, ale dzięki wciąga-jącym perypetiom może być doskonałą lekturą na wolne popołudnie dla każdego!

Opinie o ebooku Małżeństwa królewskie. Piastowie - Jerzy Besala

Fragment ebooka Małżeństwa królewskie. Piastowie - Jerzy Besala

Okładka

Strona tytułowa

Jerzy Besala

Małżenstwa królewskie. Piastowie

Strona redakcyjna

Projekt okładki i stron tytułowych

Michał Bernaciak

Zdjęcia: Jerzy Andrzejewski, Zbyszko Siemaszko, Maciej Skoczeń (Muzeum Wojska Polskiego), archiwum „Mówią wieki”, archiwum Domu Wydawniczego Bellona, Centralna Biblioteka Wojskowa

Redaktor merytoryczny

Stefan Jurkowski

Redaktor prowadzący

Zofia Gawryś

Redaktor techniczny

Elżbieta Bryś

Korekta

Renata Kufirska-Biegajło

© Copyright by Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2006 © Copyright by Jerzy Besala, Warszawa 2006

Dom Wydawniczy Bellona

ul. Grzybowska 77, 00-844 Warszawa

e-mail: biuro@bellona.pl Internet: www.bellona.pl

ISBN 9788311125469

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.

Wstęp

Trzy tomy książki o małżeństwach i próbach małżeńskich władców Polski to pierwszy opis dziejów związków i uczuć książąt i królów polskich. Pomysł napisania tej książki powstał w Krakowie w redakcji „Dziennika Polskiego” z inicjatywy redaktora Andrzeja Lenczowskiego; miały to być niewielkie szkice o małżeństwach królewskich.

Rzecz rozrosła się niebywale podczas pisania, w miarę wzbierania fali źródeł i opracowań; żal było zbyć temat powierzchownie. I tak powstały duże tomy o związkach uczuciowych władców i władczyń Polski.

Książęta i królowie polscy nie tylko rządzili, prowadzili wielką lub małą politykę i wojny, ale mieli też burzliwe, a bywało, że i spokojne życie osobiste w przeróżnych związkach. Z małżeństw władców polskich – par kochających się, nienawidzących, obojętnych, dwuznacznych – rodziły się dzieci i następcy tronów, którzy wchodzili w koligacje z wieloma domami panującymi w Europie. Oni to w wiekach średnich decydowali o losach narodów i państw w sposób daleko bardziej znaczący niż w czasach republik, rewolucji i demokracji, gdyż losy dynastii przekładały się bezpośrednio na losy poddanych.

Życie królów i ich rodzin postrzegamy zazwyczaj jak bajkę; tymczasem nie zawsze ono przypominało baśń, a raczej smutną pieśń o tym, że bogactwo i władza to miraże niedające szczęścia człowiekowi na Ziemi. Często nie wiedzieli oni nawet, że dać je może tylko miłość. Ta akurat przez wieki wcale nie była w najwyższej cenie na dworach Europy i Polski. Była jedynie elementem wielkiej gry dynastycznej i politycznej, łatwej do wykorzystania dla własnych celów, a więc niebezpiecznej. Dlatego unikano jej lub rezerwowano ją dla związków nieformalnych.

Samych małżeństw piastowskich badacz Kazimierz Jasiński doliczył się co najmniej 330; dzięki tym związkom potomkowie Piastów skoligaceni byli z dynastiami i rodami całej Europy [1]. Czy wiele par na polskim tronie przeżyło miłość, czy tylko składali swoje intymne życie na ołtarzu tak zwanej racji stanu – czyli dynastii i przemożnej chęci panowania nad innymi?

O tym właśnie – o losach książąt, królów, władców Polski, ich żon, dzieci i życia osobistego – są te eseje. Oparte na przekazach i dokumentach, jak na nowoczesne obrazy historyczne przystało. Posiłkować się będę wiedzą psychologiczną, jednakże bez formułowania sądów kategorycznych.

Namawiam do lektury nie tylko miłośników historii, ale i zainteresowanych uczuciami. Jestem bowiem głęboko przekonany, że świat materialny się zmienia bezustannie, natomiast uczucia są wieczne. Tak za wczesnych Piastów, jak i obecnie.

Mieszko, Dobrawa i Oda

Ten zaś Siemomysł spłodził wielkiego i sławnego Mieszka, który pierwszy nosił to imię, a przez siedem lat od urodzenia był ślepy” – pisze o pierwszym historycznym władcy Polski kronikarz Gall Anonim [2]. Mały książę Mieszko dopiero w wieku siedmiu lat odzyskał wzrok i mógł cieszyć się widokiem kolorowego świata pełnego zielonych puszcz, ptaków, niebieskich skołtunionych chmurek wędrujących nad ziemiami państwa Polan, barwnych strojów, błyszczących mieczy swego ojca i jego dworzan.

Mistrz Wincenty, zwany Kadłubkiem, żyjący na przełomie XII i XIII w., a po nim Jan Długosz w XV w., sądził, że to właśnie w związku z „zamieszaniem” z powodu ślepoty i odzyskania wzroku syn Siemomysła został nazwany Mieszkiem.

Uczonych pomysłów na wyjaśnienie imienia pierwszego władcy polskiego jest jednak znacznie więcej. Czy to spieszczona forma Mścisława albo Mieczysława? A może imię pochodzi od Misia, co skwapliwie podjęli niektórzy historycy niemieccy, a i część polskich, udowadniając, że Mieszko to zesłowiańszczone imię nordyckie Björn, czyli niedźwiedź, czyli zdrobniale „Miszka”...

Nie jesteśmy jednak pewni nie tylko pochodzenia imienia Mieszka, ale i tego, czy ślepota małego księcia była faktem. Może to legenda powstała z zapotrzebowania na alegorię dla rodzącego się państwa chrześcijańskiej Europy? Pierwszy kronikarz Polski często nawiązywał do zdarzeń ewangelicznych, zgodnie z duchem epoki wczesnego średniowiecza: a to w legendzie o Piaście i trzech przybyszach, a to cudownym rozmnożeniu piwa – niczym wina w Kanie Galilejskiej. Mieszko przejrzeć miał zatem na oczy niczym św. Paweł, który najpierw, w drodze do Damaszku, został porażony ślepotą za prześladowanie uczniów Jezusa, po czym odzyskał wzrok, by odtąd głosić z niezwykłą determinacją naukę Chrystusa po całej ówczesnej dostępnej Europie.

Gall widzi to tak: „Ślepota oznaczała, iż Polska przedtem była tak jakby ślepa, lecz odtąd – przepowiadali – ma być przez Mieszka oświeconą i wywyższoną ponad inne narody” [3].

O dziadach i ojcu Mieszka – Piaście, Siemowicie, Lestku i Siemomyśle – nie wiemy nic pewnego. To dopiero Mieszko I stał się władcą niezwykłym, który dosłownie wtargnął na historyczną scenę Europy z wielkim rozmachem. Nie dość, że stworzył silne państwo oparte na przewadze plemienia Polan, to jeszcze zdecydował się na niezwykły krok: przyjęcie nowej wiary.

Przyjęcie chrześcijaństwa musiało Mieszka kosztować niezwykle dużo poświęceń. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy wychowani przez rodziców w odwiecznej wierze przodków: z czcią bogów, piorunów, świętych gajów, oswojeni z krwawymi ofiarami składanymi na ołtarzach i brutalnymi zwyczajami. Zanim Mieszko zdecydował się przyjąć chrzest w 966 r., z pewnością najpierw musiał porozmawiać i pożegnać się z najwyższym bóstwem Słowian, zapewne Świętowitem.

Musiał się też pożegnać z naturalnymi od wieków zwyczajami seksualnymi władców słowiańskich i nie tylko. „W takich pogrążony był błędach pogaństwa, że wedle swego zwyczaju siedmiu żon zażywał” – donosił nam Gall [4]. „Zwyczajem barbarzyńskim pochopny do miłości, on, który miał najczystszą młodość, w wieku dojrzałym był swawolny i nierządny: żył bowiem z siedmioma nałożnicami, które nazwał swoimi żonami. Ale żadna z nich nie dała mu potomka i nadziei na przyszłe następstwo”, potwierdzał Jan Długosz w XV wieku [5].

Trudno uwierzyć, by Mieszko z łatwością rozstawał się, żegnając na wieki, z bogami rodziców, własnej młodości i swobodnymi obyczajami. Doceńmy jego niezwykłą determinację w dążeniu do chrystianizacji, i związane z tym zerwanie z siedmioma żonami. I ze zwyczajami Piastowiczów: „...gdy tenże poganinem był jeszcze, każdej kobiecie po pogrzebie jej męża, spalonego na stosie ucinano głowę i tym sposobem odchodziła za nim” – pisał niemiecki biskup Thietmar [6].

Być może ostatni raz pomodlił się więc po dawnemu: „Panie, któryś na nowy rok nas obdarował, bądź nam miłościw, daj nam i teraz jadła w obfitości!” [7]. Popatrzył z żałością na skomplikowany znak boga, używany przez Słowian, przypominający jednak Krzyż, w który miał uwierzyć. Po raz ostatni zapewne spojrzał w czterotwarzowe oblicze Świętowita, martwiąc się, czy nowy Bóg będzie równie silny, a jednocześnie łaskawszy – i wybaczy porzucenie przezeń wiary przodków?

Bo miał przystąpić do wiary w miłosiernego Ukrzyżowanego Zbawiciela, zupełnie niepodobnego do Świętowita. Nowa wiara musiała mu się jawić jako cierpiętnicza, pokutnicza, pozornie bez radości życia i swobodnego seksu, do którego był przyzwyczajony. Ale wokół było już morze niemieckich chrześcijan, uzbrojonych w lepsze miecze, żelazne zbroje i katapulty, rozwalające drewniano-ziemne grody. Dziwy opowiadano o grodach i katedrach za Łabą oraz o mądrości zakutanych w długie habity i kaptury mnichów skrobiących jakieś sekretne znaki na grubych papierach. Tajemnica i niezrozumiałe znaki zawsze przerażały maluczkich. Więc może tamten Bóg jest silniejszy i mądrzejszy? Może warto mieć jedną żonę, jak każe nowa wiara?

Książę Mieszko nie był niedoświadczonym młodzieniaszkiem, gdy decydował się na chrzest. Używał życia w zgodzie ze słowiańskimi zwyczajami [8]. Tymczasem chrześcijaństwo nie tylko dopuszczało jedną żonę, ale na dodatek nakazywało dochowanie jej wierności aż po grób. Dowiedział się też Mieszko, że jego nowej żonie nikt nie obetnie głowy po jego śmierci, gdy jego ciało będzie palone na stosie. Nie będzie dzielić losu męża po śmierci, tak jak nakazywał stary słowiański obyczaj.

Doceńmy zatem niezwykłe samozaparcie Mieszka w dążeniu do nowego. Na granicach stali obcy językiem, wiarą i obyczajami Niemcy, z pretensjami ich cesarza do panowania nad całym chrześcijańskim światem i wprowadzania nauk Jezusa mieczem. Biskup Thietmar nawet pisał, że Mieszko „srogo prześladował” chrześcijańskiego Boga, a raczej Jego wyznawców [9]. I zapewne tak było.

Ale na południu Czesi mówili tym samym językiem. Gdyby nie góry, zapewne bylibyśmy jednym narodem. To zbliżało: Czesi mieli jednak innego władcę, z rodu Przemyślidów, i już wyznawali nową wiarę. Mieszko zdecydował się na ożenek z chrześcijańską księżniczką czeską.

Niektórzy badacze sądzą, że inicjatywa małżeństwa wyszła od niemieckiego margrabiego Gerona albo margrabiego Miśni, Guntera. Być może jednak chodziło tylko grafom o wyswatanie niemieckiej panny wysokiego rodu dla potężnego księcia Polan.

Pozostajemy jednak w sferze domysłów, co zadecydowało o wyborze Dobrawy: wybitny znawca Średniowieczna Gerard Labuda jest przekonany, że Mieszko zdecydował się na sojusz z Czechami, by wzmocnić swą pozycję wobec wojowniczego Związku Wieletów. Z plemionami tymi walczył zaciekle i długotrwale. Ożenek z czeską księżniczką wzmacniałby także siłę Polski wobec cesarza i margrabiów niemieckich. Wiele wskazuje na to, że inicjatywa małżeństwa wyszła po prostu od Mieszka, po odpowiednich rozmowach: to on chciał i rozdawał karty w wielkiej grze o chrzest państwa Polan.

Wybór padł zatem na siostrę czeskiego księcia Bolesława II z rodu Przemyślidów, Dobrawę. Podobnie jak w przypadku Mieszka, mamy kłopot i z jej imieniem, zapisywanym w najróżniejszy sposób: od Dobrouki przez Dambrowkę do XV-wiecznej Dobrochny i spolszczonej zupełnie Dąbrówki.

Kronikarz niemiecki, biskup merseburski Thietmar pisał, że imię księżniczki oddawało jej cechy charakteru: „okazała się w rzeczywistości taką, jak brzmiało jej imię. Nazywała się bowiem po czesku Dobrawa, co w języku niemieckim wykłada się dobra” – pisał uczony biskup, na ogół skrajne niechętny Słowianom i Polakom. Dostał on od polskich historyków wiele fatalnych opinii; teraz w dobie Wspólnej Europy zauważmy, że bez jego Kroniki wiedzielibyśmy znacznie mniej o najstarszych dziejach Polski. Więc wybaczmy mu antypolskie fobie.

Postać Dobrawy jest tajemnicza. Jaka była w rzeczywistości: dobra czy wyrachowana? Inaczej niż Thietmar widział ją bowiem kronikarz czeski Kosmas. Jego opinia tuż po jej śmierci była miażdżąca: „977. Zmarła Dubrawka, która, ponieważ była na miarę bezecna, jako kobieta w podeszłym wieku, kiedy poślubiła księcia polskiego, zdjęła ze swej głowy zawój i nałożyła panieński wianek, co było wielkim kobiecym szaleństwem” [10].

Podeszły wiek wówczas mógł oznaczać dla panny trzydzieści lat... Z jakichś przyczyn książę czeski dotąd nie wydał Dobrawy za mąż: czyżby była brzydka albo fukająca na ewentualnych kandydatów? Dlaczego jednak wszedłszy w „okres staropanieński”, a za taki uważano wiek po upływie 24 lat, nie poszła do klasztoru, a założyła na głowę kobiecy zawój?

Mieszko z pewnością nie wysłał do Pragi nad Wełtawę swatów, zwabiony jedynie urodą albo słodkim charakterem panny. To był akt polityczny powiązany z naturalną ciekawością poznania kobiety z „innego świata”. Jak bardzo jest inna niż powolne mu żony słowiańskie? Władca Polan wyraźnie przy tym dążył do tego, by nowa religia przyszła z Czech, a nie ze zbyt silnych Niemiec, co historiografia polska, z finalnego punktu widzenia dziejów, uzna za niezwykle chwalebne i korzystne dla Polski.

Wstępne rozmowy w Pradze czeskiej odbyły się prawdopodobnie latem lub jesienią 965 r. Według słowiańskiego prawa „zmówiny” małżeństwa nastąpiły zapewne przed 8 lutego 965 r., kiedy to zaczynał się Wielki Post. Mieszko chyba nadal wahał się mocno z przyjęciem wiary – gromowładny Perun znów burzami przypominał o swej potędze. Mimo to, nawet podczas prześladowania chrześcijan z całym okrucieństwem, przeczuwał Mieszko, że jak nie przejdzie na chrześcijaństwo, to chrześcijaństwo przyjdzie do jego poddanych.

Równie wiarygodne jest jednak tłumaczenie, że Mieszko poprzez akt małżeństwa chciał jedynie przymierza z Czechami przeciw okrutnym Wieletom, a nie przejścia do innego świata wierzeń. Gdyby rzeczywiście chciał zmienić wiarę, to najpierw przyjąłby chrzest, a następnie ożeniłby się z Dobrawą albo jakąkolwiek księżniczką germańską. Kto wie, może to on chciał „nawrócić” Dobrawę na Świętowita?

Tymczasem stało się inaczej. Dobrawa, poza dobrocią, musiała mieć – jak na zahukaną kobietę średniowieczną, której obowiązkiem było rodzić, wychowywać dzieci i służyć mężowi – jednak silną osobowość. Czeska księżniczka po wysłuchaniu polskich swatów zdecydowała się pojechać do zanurzonego w puszczach i lasach Gniezna, poślubić potężnego księcia Polan i przekonać go do wiary w Zbawiciela i Krzyż. Postawiła zatem warunek: poślubi księcia Polan, jeśli „zarzuci owego zdrożnego obyczaju i (...) przyrzeknie zostać chrześcijaninem” – pisze Gall [11].

To właśnie za to małżeństwo z nieochrzczonym poganinem gani Dobrawkę Kosmas w swych kronikach! Dla ówczesnych duchownych i wiernych był to ciężki grzech, a wiadomo, że dbano wówczas głównie o zbawienie. Zaiste, odważną musiała być niewiastą, skoro decydowała się na gniew Boży i duchownych-kronikarzy: strażników przestrzegania wszystkich praw Ewangelii – i rzymskiego Kościoła!

Dobrawa ruszyła z wielkim orszakiem z Pragi. Mieszko czekał na nią zapewne na granicy pomiędzy Śląskiem a Wielkopolską. Podróż była niebezpieczna, wieści rozchodziły się powoli, ale skutecznie. Lud, a nawet wojowie Mieszka, gdyby się dowiedzieli, co szykuje im ich książę, odwracając się bezpowrotnie od wszechpotężnego Świętowita i Peruna, mogliby zrobić mu niemiłą niespodziankę. Bunt zawisłby w powietrzu.

Jak sądzi Gerard Labuda, dla bezpieczeństwa książę wprowadził Dobrawę i jej „wielki orszak” nie do stołecznego Gniezna, ale do Ostrowa Lednickiego oblanego zewsząd wodami. Taki wniosek nasuwa nam się z archeologicznych odkryć Klementyny Żurowskiej o budowie kościoła na przedłużeniu pałacu księcia [12]. Prawdopodobnie prezbiterem został Jordan, niebawem pierwszy biskup w Polsce.

Mieszko nie chciał zatem Dobrawy wprowadzać do stolicy w Gnieźnie z obawy przed rozruchami poddanych. Wyobraźmy sobie, gdyby teraz jakiś dyktator przygotowywał nas do zmiany wiary! Jaka rewolucja by wybuchła!

Siła niechęci pogańskiej objawi się zresztą w Polsce nie raz, nawet po blisko stu latach od chrztu Mieszka i jego dworu. Nie raz dojdzie też do potężnych rozruchów i władcy będą zmuszeni utrwalać wiarę mieczem i srogimi karami, co znów po wiekach wywołała moralizatorski rezonans trwający do dziś: jak tak można szerzyć chrześcijaństwo? Wiara jednak z naturalnych przyczyn nie chciała się utrwalić sama. Wymagała niesłychanych poświęceń i dramatycznych wyborów. Do tego też była potrzebna chrześcijańska żona pierwszego konwertyty w Polsce.

Powszechny bunt dworskiej opozycji, wojów i kmieci wobec chrześcijaństwa i nowej moralności był przewidywalny i Mieszko miał rację, chroniąc Dobrawę w Ostrowie Lednickim. Każda innowacja w wiekach średnich, a i następnych, traktowana była przecież jako diabelskie zło, a zmiana czytelnych dla wszystkich symboli oznaczała po prostu dla ówczesnych analfabetów (czytać umieli tylko mnisi) wywracanie świata do góry nogami. Kto się zgodzi na zatrważające „nowe”! Ta tradycja zresztą trwa u opóźnionych cywilizacyjnie społeczeństw i na konserwatywnych wsiach. A co dopiero w średniowieczu zanurzonym w ciemnych puszczach...

Uroczystości weselne odbyły się zapewne w Ostrowie Lednickim w 965 r. Mieszko nadal wzdragał się przyjąć nową wiarę, może coś mu przeszkadzało, może nadal przygotowywał siebie, dwór i lud do akceptacji chrześcijaństwa.

Tymczasem Dobrawa konsekwentnie działała: nie dopuszczała, jak twierdzi Gall Anonim, męża do łoża. Nie była to „kara” najmądrzej pomyślana, gdyż siedem byłych żon Mieszka nie znikło i w razie emocjonalnego szantażu, książę zawsze mógł odpowiedzieć podobnym posunięciem. Obyczaje seksualne w otoczeniu księcia nie mogły się zmienić z dnia na dzień.

Raczej jednak do skrajnych zachowań nie doszło, gdyż mogłoby to się po prostu skończyć interwencją zbrojną obrażonego brata Dobrawki, księcia czeskiego Bolesława, a może i samego cesarza. Czeska księżniczka, przekonując opornego męża do chrztu, nie miała jednak łatwego życia. Thietmar pisze, że w końcu jęła się podstępu, z którego winna być jednak rozgrzeszona:

„Umyślnie postępowała przez jakiś czas zdrożnie, aby później móc działać dobrze. Kiedy mianowicie po zawarciu wspomnianego małżeństwa nadszedł czas wielkiego postu i Dobrawa starała się złożyć Bogu dobrowolną ofiarę przez wstrzymywanie się od jedzenia mięsa i umartwianie swego ciała, jej małżonek namawiał ją słodkimi obietnicami do złamania postanowienia [wstrzemięźliwości seksualnej w czasie postu, J.B.]. Ona zaś zgodziła się na to w tym celu, by z kolei móc tym łatwiej zyskać u niego posłuch w innych sprawach. Jedni twierdzą, że jadła ona mięso w czasie jednego wielkiego postu, inni zaś, że w trzech takich okresach. Dowiedziałeś się przed chwilą, czytelniku, o jej przewinie, zważ teraz, jaki owoc wydała jej zbożna intencja. Pracowała więc nad nawróceniem swego małżonka i wysłuchał jej miłościwy Stwórca. Jego nieskończona łaska sprawiła, iż ten, który Go tak srogo prześladował, pokajał się i pozbył na ustawiczne namowy swej ukochanej małżonki jadu przyrodzonego pogaństwa, chrztem świętym zmywając plamę grzechu pierworodnego. I natychmiast w ślad za głową i swoim umiłowanym władcą poszły ułomne dotąd członki spośród ludu i w szatę godową przyodziane, w poczet synów Chrystusowych zostały zaliczone... I cieszył się wspomniany mąż i szlachetna jego żona z ich legalnego już związku, a wraz z nimi radowali się wszyscy ich poddani, iż z Chrystusem zawarli małżeństwo”... [13].

Jakże cierpliwą i mądrą żoną okazała się czeska księżniczka. Kobiety cieszyły się wówczas opinią mało rozgarniętych, niepoważnych, płochych na umyśle i w działaniu, podatnych na grzechy. Jak ona to uczyniła, że uchodzący za „barbarzyńcę” książę Polan jej wysłuchiwał i w końcu jej uległ? Zdecydowane namawianie mężczyzn przez kobiety nawet dziś najczęściej przynosi odwrotny skutek. A co dopiero w czasach dominacji mężczyzn.

Dobrawa pewnie opowiadała mężowi o męce Jezusa, sensie Jego śmierci i Zmartwychwstania. Może ujęła go dobrocią, miłosierdziem, cierpliwością? Dość dawno odkryto, jak bardzo wpływa na nasze postępowanie nazwisko lub imię: zapewne Dobrawa rzeczywiście starała się być łagodna, nawet jeśli nie była nią z natury. Wiedziała, że grzeszy, z pewnością przeżywała wewnętrzne katusze, ale cel był zbożny. Jak widzieliśmy, zdania Thietmara i Kosmasa na ten temat skrajnie różnią się od siebie.

Trudno powiedzieć jednak, czy para żyła ze sobą przed chrztem. Chyba tak: pierwszy syn urodził się przecież ok. 966-7 r. Nie jest wykluczone, że Mieszko się zakochał albo zauroczonył kobietą z „innego świata”, która potrafiła tak interesująco mówić. A może to jakiś topos, bo przecież św. Augustyn został nawrócony przez matkę, a motyw nawrócenia męża przez żonę czy ukochanego to częsty motyw w literaturze wieków średnich.

Słów o miłości do niewiast wówczas jednak nie używano: kochać można było tylko Boga. Wielki czas trubadurów, minstreli, truwerów, wagantów i zakochanych rycerzy przepasanych wstążką ukochanej Europa miała dopiero przed sobą. Gall nazywa Dobrawkę „błogosławioną niewiastą” nie tylko dlatego, że porodziła „sławnego Bolesława” Chrobrego, ale i dlatego, że za jej sprawą „Światłość niebiańska nawiedziła królestwo polskie” wraz z chrztem Mieszka [14].

„Kobieta jest niepokojem mężczyzny, nienasyconym zwierzęciem, ciągłym kłopotem, nieustanną walką, codzienną stratą, burzą w domu, przeszkodą w wypełnianiu obowiązków. Trzeba unikać obcowania z kobietą, dlatego że wprowadza zamęt w życiu mężczyzny”, pisał średniowieczny filozof [15]. Wczesne średniowiecze miało do kobiet zdecydowanie niechętny stosunek, to był świat mężczyzn. Diabeł kusił np. św. Benedekta poprzez kobietę: na kapitelu opactwa w Vézeley we Francji, przedstawiającym kuszenie, postać diabła jak i kobiety ma jeden podpis: Diabolus. Przypisywano niewiastom swarliwość, sianie fermentu, zamiłowanie do płochych błyskotek, zwodzenie mężczyzn, nadmierną zmysłowość, choć oczywiście nie zawsze i nie wszędzie.

Dobrawa zdawała się być zupełnie inna. Chrzest Mieszka zalegalizował w końcu ich małżeństwo w oczach Kościoła i chrześcijańskiej Europy. Mieszko doczekał się w 966 lub 967 r. syna Bolesława oraz, w rok później, córki Swiętosławy-Sygrydy. Obydwoje zaznaczą się bardzo mocno w dziejach Europy Środkowej, Skandynawii i Polski. Dynastia Piastów wchodziła na europejską scenę.

Tradycja przypisuje Mieszkowi także spłodzenie Adelajdy, która miała być matką pierwszego koronowanego króla Węgier, św. Stefana. Ale to raczej nieprawda. Natomiast prawdą są wielkie kariery dziejowe dwojga ich dzieci.

Jak podaje Adam z Bremy, Swiętosława, będąc jeszcze dziewczynką, została wydana za rzekomo podeszłego wiekiem króla Szwedów, Eryka. Musiał to jednak być żywotny pan, gdyż Swiętosława urodziła mu Olafa Skotkonunga, późniejszego władcę Szwecji. Następnie w 955 r. wyszła za króla duńskiego Swena Widłobrodego, rodząc następnych dwóch synów, Haralda i Kanuta, oraz trzy córki.

Losy Swiętosławy były jednak dramatyczne: opuszczona przez męża Swena, schroniła się na dworze swego brata w Gnieźnie. Ale zdoła powrócić do Danii, odwieziona przez synów. Była kobietą do szaleństwa odważną, nawet awanturniczą, zdeterminowaną, nieodrodną córką swego ojca, Mieszka. Według sag islandzkich spaliła nawet w łaźni dwóch konkurentów do swej ręki, gdyż, jak stwierdziła, nie byli jej godni. Za zerwanie zaręczyn przez norweskiego króla Olafa Tryggvasona przysięgła mu zemstę. Nie wiemy, czy to prawda; lecz jeśli tak – to kobiety z państwa Polan potrafiły być nie tylko potulne i słodkie, ale wręcz drapieżne. I to z łagodnej ponoć matki!

Dobrawa zmarła w 977 r. Mieszko odczekał trzy lata, nim ok. 980 r. „poślubił bez zezwolenia Kościoła mniszkę z klasztoru Kalbe, która była córką margrabiego Dytryka, [przewodzącego w latach pięćdziesiątych X w. Marchii Północnej, J.B.]”. Biskup Thietmar opisujący to zdarzenie był niechętny nowej żonie Mieszka. „Oda – było jej imię i wielka była jej przewina. Albowiem wzgardziła Boskim oblubieńcem, dając pierwszeństwo przed nim człowiekowi wojny, co spotkało się z potępieniem ze strony wszystkich dostojników Kościoła, a w szczególności jej czcigodnego biskupa Hildiwarda” [16].

Tym „człowiekiem wojny” był oczywiście, według Thietmara, książę Mieszko. Oda zdjęła mnisi strój i wyszła za mąż za wojowniczego księcia, łamiąc chrześcijańską moralność – albo raczej kościelne wyobrażenie o tej moralności. Dalej Thietmar pisze, że cesarz i margrabia nie zerwali stosunków z Mieszkiem tylko ze względu na dobro swej ojczyzny, by zapewnić pokój Niemcom. Książę Polan potrafił bowiem bez kompleksów bić żelazne zastępy „pana świata”: nie tylko obronił się podczas nieudanej wyprawy cesarza na Polskę w 979 r., ale też zagarnął w niewolę wielu jeńców niemieckich.

Kto wie, może to zadecydowało w końcu o wydaniu magrabianki Ody za mąż za księcia Polan? Mieszko bowiem oddał jeńców: „zdjęto skutym okowy, otwarto bramy więzień przestępcom” – pisał Thietmar. Pewnie ceną była rączka Ody i nadzieja na ułożenie poprawnych stosunków w strasznych czasach bezustannych niemal zwad zbrojnych. „Mam więc nadzieję, że Bóg przebaczył jej wielki grzech, jakiego się dopuściła, skoro tak wielką okazała gorliwość w tym zbożnym postępowaniu. Lecz z drugiej strony Pismo święte mówi nam, iż daremnie stara się przebłagać Boga ten, kto obrawszy na początku zły sposób życia, nie chce go potem całkiem porzucić” [17].

Bóg chyba jednak nie był aż tak zły na Odę za to małżeństwo, jak domniemywał niemiecki biskup, skoro obdarzył starszego już Mieszka trzema kolejnymi synami: Mieszkiem (ok. 980-1), Swiętopełkiem (ur. przed 985), i Lambertem. Być może Swiętopełkowi wydzielono Pomorze jako dzielnicę i tam panował albo też zmarł w wieku chłopięcym. Niewiele też wiemy o dwóch innych synach, którym zapewne ojciec wyznaczył jakieś dzielnice. Mieszko starzał się i chyba coraz bardziej ulegał młodszej, energiczniejszej żonie.

„25 maja Roku Pańskiego 992, w dziesiątym roku panowania Ottona III, wspomniany wyżej książę Mieszko, sędziwy już wiekiem i gorączką zmożony, przeniósł się z tego miejsca wygnania do wiekuistej ojczyzny, pozostawiając swoje państwo do podziału między kilku książąt” – napisał Thietmar.

Oda po śmierci męża wystraszyła się. Jak mogła, tak starała się o zapewnienie protekcji Rzymu dla swych synów. Musiała namawiać Mieszka do zabezpieczenia wielkiej schedy dla ich dzieci. Jej mąż przed śmiercią przekazał więc Państwo Gnieźnieńskie pod opiekę św. Piotra w Rzymie w dokumencie Dagome iudex, w którym Oda występuje jako „senatorka” wraz z synami Mieszkiem i Lambertem.

Dokument ten, odnaleziony w archiwum watykańskim, jako regest z XI w. dotąd jest przedmiotem dogłębnych analiz i uczonych sporów. Zredagował go zapewne mnich Unger z klasztoru Memleben. Gerard Labuda sądzi, że to Unger naprowadził swoją protektorkę Odę na myśl wystawienia stosownego przywileju w Stolicy Apostolskiej na rzecz jej synów. Być może niepiśmienny Mieszko do końca nie był nawet wprowadzony w całą sprawę, choć trudno w to uwierzyć. Nie wiemy też, co kierowało Mieszkiem występującym jako Dagome, gdy redagowano ten akt. Czy był on przygotowaniem księcia do koronacji na króla Polan, a nie jedynie zabezpieczeniem praw synów Ody i jej samej do schedy?

Badacze zwrócili jednak uwagę, że w dokumencie nie występował pierworodny syn księcia i Dobrawy, Bolesław. A może, skutkiem wpływu Ody i jej synów, w tym dokumencie Mieszko chciał wydziedziczyć pierworodnego? Czy został po prostu omotany na stare lata przez niewiastę, którą pewnie w końcu pokochał? Jakże to częste, co potwierdzą dzieje małżeństw jego następców!

Tę rodzinną i państwową zagadkę zabrał Mieszko do grobu. Umierając nie wiedział zresztą, czy jego pierwszy syn, Bolesław, tak łatwo zrezygnuje z władzy nad plemionami słowiańskimi. Znał jego porywczość, zaciekłość i rozmach. Los ówczesnych państw był wówczas ściśle powiązany z losami dynastii i ich rodzinnymi waśniami, a Bolesław wydawał się być „jak wicher” [18].

„Książęta nie mają krewnych, tylko rywali” – tę prawdę niebawem miało Państwo Polan poznać.

Czy Oda zdoła zapewnić tron swemu synowi Mieszkowi? Co na to Bolesław, syn łagodnej Dobrawy i wojowniczego, przebiegłego Mieszka?

Nad Polskę nadciągały dynastyczne chmury z burzami.

Bolesław Chrobry i jego cztery żony

Potem urodziła zacna matka [Dobrawa] syna, bardzo do niej niepodobnego, sprawcy zguby wielu matek, którego nazwała imieniem swego brata Bolesława [czeskiego, J.B.] i który – trzeba to powiedzieć – jej przede wszystkim okazał swą złość do czasu ukrywaną, następnie zaś srożył się przeciw krewnym, jak to jeszcze przedstawię poniżej” – pisał kronikarz biskup Thietmar o synu Mieszka i Dobrawy Bolesławie I z dynastii Piastów [19].

Bolesław u zarania Państwa Polskiego dokonał rzeczy zaiste wielkich; niebawem historiografia ochrzciła go Chrobrym, czyli Dzielnym. W tradycji polskiej uważany jest za króla, któremu należy się z pewnością przydomek Wielki, jak orzekł jego biograf, Stanisław Zakrzewski.

Jednakże Chrobry, jak każdy wojowniczy i bezwzględny pan, miał też wielu wrogów. Kronikarz niemiecki nie lubił Bolesława z powodu jego suwerennej polityki i dążenia do zajęcia równorzędnej pozycji wobec „władcy świata chrześcijańskiego” – cesarza niemieckiego. Stąd Thietmar wiele razy mijał się z prawdą na niekorzyść Polaków.

Czy rzeczywiście mały książę Bolesław odczuwał nienawiść do matki? W chwili śmierci Dobrawy Bolko miał 10 lat. Wątpliwe, by małe jeszcze pacholę okazywało jawną nienawiść matce; może chodziło raczej o macochę, czyli Odę. Niechętny osąd niemieckiego biskupa to raczej wynik późniejszych dokonań Bolesława Chrobrego, które wyniosły go do roli jednego z najpotężniejszych władców europejskich i przywódcy Słowian.

W świecie pełnym przemocy, pazerności, podstępu i bezwzględności polski władca nie przebierał w środkach; zresztą wielu wybitnych władców w dziejach to po prostu ludzkie potwory, wysyłające ludzi na śmierć bez zmrużenia oka „w imię racji stanu”. Skąd jednak się wzięła agresywność Bolesława i, jak zobaczymy, tak łatwe porzucanie kobiet w młodości?

Wiemy dziś, że agresja jest po prostu formą lęku. Chrobry najadł się aż za dużo strachu w młodości i to zapewne było motorem jego bezwzględnych działań. W 973 r. jako siedmiolatek został wydany na dwór cesarza w roli zakładnika i gwaranta pokoju. To było z pewnością traumatyczne przeżycie: oderwanie kilkulatka od matki i ojca na niepewny los! Może to właśnie wtedy na dworze cesarskim zauważono jego złość jako reakcję na „porzucenie” przez matkę. Bo bywa, że dziecko tak właśnie odczuwa rozstanie z rodzicielką.

A przecież Dobrawa nie mogła wiele w tej materii uczynić; to był świat mężczyzn i wielkiej polityki. Na dodatek, gdy Bolesław wrócił na dwór po śmierci matki, nowa żona Mieszka, Oda, wraz z synami, zaczęła wyraźnie spychać pierworodnego następcę tronu na bok. Oddalała go od ojca. Zdaje się, że Odzie udało się doprowadzić nawet do konfliktu Mieszka z pierworodnym synem.

Imienia Bolesława zabrakło więc w pierwszym regeście znalezionym w zbiorach watykańskich, dotyczącym Polski, znanym jako Dagomeiudex. Określone tam były granice „państwa gnieźnieńskiego”, które Mieszko, występujący pod imieniem Dagome, wraz z Odą i jego dwoma synami oddawał w opiekę stolicy św. Piotra.

Dlaczego jednak imię pierworodnego nie pojawiło się w tym ważnym akcie? Być może, zgodnie z ówczesnymi zwyczajami, Bolesław dostał już swą dzielnicę krakowską, a dokument miał zabezpieczać prawa do dziedziczenia dzielnic przez dwóch synów Ody.

Na nic się to jednak zdało: Chrobry był szybszy, sprytniejszy, odważniejszy i bardziej bezwzględny. Zanim ruszył do działania, był zapewne przygotowany: miał swoich zwolenników i w wojsku, i na dworze. „Z lisią chytrością złączył je [dzielnice] potem w jedną całość [...] wypędziwszy macochę i braci oraz oślepiwszy swoich zaufanych Odylena i Przybywoja”, napisał Thietmar [20]. Prawdopodobnie byli to wojowie albo dworzanie na usługach Ody.

Żona Mieszka I znalazła się najpóźniej w 995 r. na wygnaniu w Niemczech, a Bolesław teraz mógł wykorzystać swe koneksje z czasów pobytu na dworze cesarskim, by zneutralizować jej intrygi, jakie snuła w Kwedlinburgu. Do interwencji „władcy świata” w kraju Polan nie doszło.

Gdy Chrobry rozprawiał się bezwzględnie z konkurencją do władzy, był już żonaty. Pierwszą niewiastą, poślubioną ok. 983 r., była córka margrabiego pogranicznej Miśni, Rygdaga. Nie znamy jej imienia, między innymi dlatego, że po dwóch latach Bolesław ją odprawił. Nie uczynił nic zdrożnego i występnego, gdyż odprawianie żon przez panujących wówczas było równoznaczne z rozwodem i czasem było praktykowane. Kobiety z wysokich rodów traktowano wszak jak dynastyczny towar i nie pytano ani o zdanie, ani nie przejmowano się zbytnio ich obawami.

Chrobry miał wówczas siedemnaście lat: co było powodem oddalenia żony? Niektórzy badacze sądzą, że Bolesław pozbył się margrabianki, bo po śmierci margrabiego Rygdaga nie była mu już potrzebna ani do zapewnienia pokoju, ani do sojuszu z Miśnią. Zaiste, młodzian miał niebywały zmysł polityczny już u zarania dorosłości! Ale może jednak powodem oddalenia żony było narzucenie mu tej partii ślubnej przez Odę i uległego jej ojca? A może rozzłościł go po prostu brak potomka: Chrobry nigdy nie słynął z cierpliwości, a żona nie rodziła przez rok i dwa, choć się zapewne bardzo starał. Był to przecież książę gwałtowny i bezwzględny w swych poczynaniach, niczym jego opancerzeni wojowie na koniach, rozpychający się od Sali po Dniepr i Wełtawę.

W rok później, w 986 r., Chrobry miał drugą żonę, księżniczkę węgierską. I jej imienia nie znamy: być może była to córka księcia Gejzy. Księżniczka okazała się płodna, gdyż wreszcie obdarzyła księcia polskiego synem, był to chyba Bezprym. Mimo to i ją Chrobry odprawił: znów bez „komplikacji międzynarodowych”, co skłania nas do przekonania, że jednak wywodziła się z rodu pomniejszego księcia węgierskiego. Nikt się bowiem za nią nie ujął; do kłótni z wojowniczymi Madziarami nie doszło.

Przyczyny oddalenia kolejnej żony przez Chrobrego również nie są nam znane. Może już szukał łagodnej Słowianki, której obecność zneutralizowałaby krwawą obecność Połabian za Odrą? Jeśli tak, to Chrobremu się powiodło w poszukiwaniach: między 987 a 989 rokiem ożenił się z Emnildą.

Była ona córką słowiańskiego księcia Dobromira. Jej imię, jak i nazwanie Dobromira „czcigodnym” przez Thietmara wskazywałoby, iż obydwoje byli ochrzczeni. Dobromir był albo księciem Milczan, albo potężnego plemienia Stodoran, albo księciem Krakowa, może morawskim, co dość karkołomnie usiłował udowodnić Tadeusz Wasilewski.

Emnilda jechała ze swego kraju przerażona, na niepewne: wiedziała przecież o zwyczajach porywczego księcia Polan, którego ojciec całkiem niedawno się ochrzcił, nie patyczkującego się z niewiastami. Tym razem jednak obawy były płonne: wszystko wskazuje, że Chrobry zakochał się w żonie. Nie oddalił jej, jak miał w zwyczaju, po roku czy dwóch i kochał ją po swojemu aż do jej śmierci w 1017 r.

Temperaturę uczuć podniosły rodzone przez Emnildę dzieci: para doczekała się dwóch synów, Mieszka i Ottona, oraz trzech córek – Regelindy oraz dwóch nieznanych z imienia. Pozostały tylko zapisy, że jedna z nich była ksienią w klasztorze, a druga żoną księcia ruskiego Swiętopełka.

Natomiast Mieszko, urodzony w 990 r., stał się ukochanym, wyraźnie faworyzowanym synem Bolesława. To zdumiewające, ale i charakterystyczne z psychologicznego punktu widzenia, że Chrobry powtórzył to, co uczyniono niedawno wobec niego: pierworodny Bezprym stracił łaskę ojca i został zepchnięty na dalszy plan! W rezultacie doszło w kraju Polan do okrutnego konfliktu i utraty wielkiego znaczenia w Europie.

Księżna Emnilda była prawdopodobnie wesołą, pogodną kobietą o łagodnych rysach twarzy. Przekonanie to bierzemy z domniemanego wyglądu jej córki Regelindy, żony margrabiego Miśni Hermana, którą to parę uwieczniono w kamieniu w XIII w. w kościele Najświętszej Marii Panny w Naumburgu. Dotąd Niemcy nazywają ten posąg „Śmiejąca się Polka”. Choć pogląd o podobieństwie córki do matki może być mylny, to uderza nas po wiekach pogodny wyraz dość okrągłej, łagodnej twarzy. Zapewne Emnilda działała jak kojący balsam na popędliwego, brutalnego męża, który podporządkowywał sobie mieczem Milsko i Łużyce, Czechy i Ruś, walczył z cesarzem i Niemcami – z różnym zresztą skutkiem. I budował, i ustanawiał bez litości trwałe struktury Kościoła w Polsce.

Pod rządami potężnego władcy Sclavinia-Polska stała się trwałym elementem Europy, równorzędnym z innymi wielkimi państwami. Zjazd gnieźnieński w 1000 r. potwierdził znaczenie państwa Bolesława Chrobrego, co widać na ikonografii słynnego hołdu symbolicznych postaci czterech krajów: Romy, Germanii, Galii i Sclavinii, przed cesarzem wspólnoty chrześcijańskiej, Ottonem III. Sclavinia oznaczała Polskę idącą na czele Słowiańszczyzny.

Zapewne w bogatych uroczystościach gnieźnieńskich, gdzie cesarz Otton III podniósł de facto Bolesława do godności suwerennego króla, uczestniczyła także Emnilda i jej dzieci. Jest raczej pewne, że zyskała ona status matrony, co oznaczało powszechny szacunek otoczenia. Role kobiet na dworach średniowiecznych również były ściśle określone: nałożnica, księżniczka, księżna, dostojna matrona.

Emnilda towarzyszyła mężowi w trudnych chwilach. Pojechała z nim do Merseburga, gdzie Bolesław w Zielone Świątki, 24 maja 1013 r., stanął przed królem niemieckim – a niebawem cesarzem – Henrykiem II. „W samo święto Bolesław złożywszy ręce oddał hołd lenny i po wzajemnej wymianie przysiąg niósł miecz przed królem, gdy ten kroczył w uroczystym stroju do kościoła. W poniedziałek zjednał sobie króla bogatymi darami, które mu złożył od siebie i od swojej małżonki, i z kolei otrzymał z jego szczodrych rąk jeszcze większe i piękniejsze dary oraz z dawna upragnione lenno”.

Piękne gesty opisane przez Thietmara budzą jednak nasze obawy, czy biskup pisał szczerze. Chrobry miał zakładników niemieckich, których zatrzymał w Polsce; dopiero po powrocie do Gniezna ich odesłał. Swoją drogą powtórzę: co byśmy wiedzieli, gdyby nie kronika niemiecka Thietmara! Choć za to winniśmy mu wdzięczność, bo przecież nie za opinie o Bolesławie Chrobrym.

Emnilda przeżyła jeszcze siedemnaście lat po zjeździe gnieźnieńskim i cztery po merseburskim: zmarła po 25 maja 1017 r. W tym czasie, po wyczerpujących wojnach z cesarzem, Bolesław przygotowywał się do interwencji na Rusi. Ówczesna polityka miała najściślejszy związek ze sprawami dynastycznymi: Chrobry w wojnie na wschodzie wsparł swego zięcia, księcia Swiętopełka. Został on wypędzony z Kijowa przez brata z Nowogrodu Wielkiego, Jarosława Mądrego, który uwięził też córkę polskiego władcy – żonę Świętopełka. By zachować godność wielkiego władcy polskiego, interwencja Bolesława stała się koniecznością.

W tym czasie zmarła ukochana żona Chrobrego. Nie wiemy, czy Bolesław poddał się rozpaczy, gdy w 1017 r. przybiegła do niego wiadomość o zgonie Emnildy, z którą przeżył blisko trzydzieści lat. Nie ma śladu, by się tym jakoś wyraźniej przejął, a jeśli nawet, to nie uchodziło mu rozpaczy okazać. Mężczyzna miał być twardy jak granit. Okazywanie uczuć nie mieściło się ani w stylu epoki, ani w realiach politycznych, wymagających następnego ożenku, jeśli tylko pan był zdrowy i chętny. Gall wspomina nawet o wesołych biesiadach; zapewne Chrobry z nich nie zrezygnował, by zapić smutek. Rozpoczął też starania o spadek po Emnildzie.

Nie tylko uczty koiły rozpacz, koiła ją też wojna, a przecież Bolesław gotował się do wielkiej wyprawy na Kijów. Na wojnę poszli tym razem nie tylko wojowie Bolesława, ale i – jako sojusznicy – 300 Niemców, 500 Węgrów. Nad rzeką Bug doszło do bitwy, w której Rusini zostali ciężko pobici. 14 sierpnia 1018 r. Chrobry wkroczył do Kijowa. Wtedy to narodziła się słynna legenda, że władca Polski wyszczerbił miecz o „Złotą Bramę”, której wówczas jeszcze nie było. Powstała bowiem dopiero w 1037 r.

Chrobry był już bez żony, mógł więc sobie pozwolić – i pozwalał – na niejedno. Gall podaje, że książę starał się podczas tej wojny, a może i przedtem, o rękę Przecławy, siostry księcia ruskiego Jarosława. Nie za bardzo wiemy, ile czasu trwała żałoba Bolesława po śmierci „ukochanej żony”: np. na sąsiedniej Litwie w średniowieczu żałoba zwyczajowo trwała tylko sześć tygodni. W późniejszej Polsce szlacheckiej – rok. Chrobry nie zwlekał, posłał posłów, ale Jarosław miał odmówić rączki siostry.

Wtedy, po wkroczeniu do Kijowa, „miasta czterystu kościołów” i „ośmiu rynków”, „sławnie i wspaniale pomścił swą krzywdę”, pisał kronikarz polski. „Tak jak w tej godzinie Złota Brama miasta ugodzoną została mieczem, tak następnej nocy ulegnie siostra najtchórzliwszego z królów, której mi dać nie chciał. Jednakże nie połączy się z Bolesławem w łożu małżeńskim, lecz tylko raz jeden jak nałożnica, aby pomszczona została w ten sposób zniewaga naszego rodu, Rusinom zaś ku obeldze i hańbie” – powiedział książę Bolesław. Gall Anonim ocenił, że Chrobry wyrzekł to „ze śmiechem a wcale dowcipnie”, za co pochwalił w Kronice księcia: „co rzekł, to spełnił” [21].

Czy rzeczywiście „spełnił” jeden raz, jak zapowiadał? Przez dziesięć miesięcy Chrobry wysyłał bowiem nieprzerwany strumień pieniędzy i łupów z przebogatego miasta, a pohańbiona córka Jarosława zapewne nie raz płakała. Oskar Balzer sądzi jednak, że została wysłana szybko do Polski i dopiero tam stała się konkubiną Chrobrego. To między innymi dlatego niemiecki kronikarz nazwał króla polskiego „starym wszetecznikiem” [22].

Uczony biskup niemiecki zapewne nie wiedział, że seks w jego czasach podlegał niezbyt przyjemnym prawidłom: służył również, a może przede wszystkim, potwierdzeniu pozycji społecznej i upokorzeniu. Role były wyraźnie przydzielone i przestrzegane; ich naruszanie godziło w społeczne poczucie bezpieczeństwa. Tak zresztą było w innych cywilizacjach, w tym antycznych, z wyraźnie zarysowanymi rolami osoby dominującej i uległej, podporządkowanej. Seks miał potwierdzać i potwierdzał zależności i hierarchie, takie same jak w życiu społecznym. A władcy i ich poddani ze szczególnym upodobaniem z tego korzystali wobec niewiast.

Aby to pojąć, wypada przypomnieć, że państwa średniowieczne, kraje wielkich odległości i związanych z tym trudności egzekucji prawa, musiały mieć ostre i jednoznaczne prawa obyczajowe, zgodne ze społeczną drabiną. Miały one hamować ludzi przed złymi uczynkami. Lud podlegał surowym przepisom i obyczajom, a podporządkowanie seksualności władzy suwerena było istotnym elementem utrzymywania „obyczajności”, gwarantującej ład w państwie.

Istnieje rzeka różnych opinii i poglądów na ten temat: dobre to czy złe? Czy rozwiązłość rzeczywiście przyczynia się do degrengolady moralnej i wręcz upadku państw, jak sądzono? Pascal Quignard w książce „Seks i trwoga”, twierdzi odwrotnie: że wraz ze średniowieczem i chrześcijaństwem radosny seks Greków i Rzymian z naturalnej potrzeby przemienił się w strach i tabu. Ta trwoga, twierdzi Quignard, trwa do dzisiaj. Teza to bardzo kontrowersyjna, ale warta przytoczenia.

Bolesław Chrobry, bez wątpienia miłośnik seksu i zmieniania partnerek, jak się wydaje, nie pozwalał również na swobodę seksualną, jaką przypisywano wcześniej pogańskim Słowianom. „Jeśli ktoś spośród tego ludu ośmieli się uwieść cudzą żonę lub uprawiać rozpustę, spotyka go natychmiast następująca kara: prowadzi się go na most targowy i przymocowuje doń, wbijając gwóźdź przez mosznę z jądrami. Następnie umieszcza się obok ostry nóż i pozostawia mu trudny wybór: albo tam umrzeć, albo obciąć ową część ciała” [23].

Podobnie surowe kary czekały nieprzestrzegających postu: na rozkaz Chrobrego wybijano im zęby. Strach miał wprowadzić ideały chrześcijańskie, jakkolwiek to cynicznie brzmi; innych możliwości raczej nie było. Gdy św. Wojciech poszedł z dobrą Nowiną do Prusów bezbronny, zrzekłszy się, jak i jego towarzysze, eskorty zbrojnej, na jakiejś polanie dostał 23 kwietnia 997 r. cios włócznią od pruskiego kapłana Sicco. Ciało Prusowie poćwiartowali, głowę nadziali na pal. Jakim zatem sposobem Chrobry i inni mogli wprowadzać nową wiarę, Drodzy Moraliści i Kochana Młodzieży?

Jeszcze w X w. prawa Polan w państwie Mieszka karały również ladacznice. „A jeśli znaleziono nierządnicę jakową, obcinano jej srom, by ją w ten szpetny i okrutny sposób pokarać, następnie zaś – jeśli godzi się o tym mówić – wieszano ów wstydliwy okrawek nad drzwiami domu, by uderzając w oczy każdego wchodzącego, do opamiętania na przyszłość go przywiódł oraz ostrożności. Prawo Boże nakazywało kamienować za to, a obyczaj naszych przodków żąda obcięcia głowy takim niewiastom” – pisał Thietmar. Rozwodził się też biskup nad kompletnym upadkiem moralności, gdyż „pewna część zamężnych niewiast uprawia rozpustę za życia męża folgując chuci lubieżnej”.

Co wolno królowi, nie wolno ludowi – taka była istota funkcjonowania społeczeństw feudalnych i nie tylko. Bolesław nie potrafił być sam, potrzebował żony. Miał 58 lat i nadal zdawał się mieć niespożytą energię. Wybór padł na Odę, córkę margrabiego miśnieńskiego Ekkeharda i jego żony Uty. Po rękę księżniczki Chrobry wysłał syna, siedemnastoletniego Ottona: niech się młody przyucza do posług państwowych w skomplikowanej materii ożenku na niemieckim dworze.

Oda, a raczej jej rodzice, zgodzili się i księżniczka przybyła do grodu Cziczani (dziś Zützen), stając na polskiej ziemi 3 lutego 1018 r. „Ponieważ noc właśnie zapadała, gdy tam przybyła, przeto olbrzymi tłum obojga płci przyjął ją rzędem zapalonych pochodni. Już po siedemdziesiątnicy poślubiła ona wspomnianego księcia bez zezwolenia kanonicznego. Nie cieszyła się jednak stanowiskiem matrony, szczególnie godnym takiego związku”.

Thietmar, pisząc to, jak zwykle usiłował zohydzić polskiego księcia, który znów wymknął się spod kontroli i cesarza, i kościelnych praw. Wypada tu westchnąć, że na nieszczęście dla przyszłych pokoleń, jego kronika stała się fundamentem dla późniejszych epizodów fatalnych stosunków polsko-niemieckich. A mogło być inaczej.

Jak wynika bowiem z Kroniki Thietmara, Niemcy już za czasów Piastów uważali się za „lepszych Ubermenschów”, którzy powinni bezustannie korygować niesfornych i „gorszych” Słowian. Kiedy nie można było przyczepić się do chrześcijańskiej postawy Chrobrego, gorliwego prozelity, wbijającego chrześcijaństwo swym poddanym batem i mieczem, Thietmar wskazywał, że w czasie przygotowawczym do wielkiego postu, czyli siedemdziesiątnicy, Bolesław zawarł małżeństwo. Bez dyspensy biskupa, co uważano za przestąpienie praw kościelnych i wielki grzech.

Brzydki obraz księcia polskiego był jednak intencjonalnie jednostronny i zły. Jeszcze gorszych czynów dopuszczał się „święty majestat” cesarski. Nie tylko Thietmar, ale nawet św. Brunon z Kwerfurtu, skądinąd przyjazny Chrobremu, nie zdołali przyznać się, że cesarz Henryk II przygotowywał zbójecką zasadzkę na polskiego księcia w 1002 r. Następnie złamał pokój poznański w 1007 r., nie wypuścił na słowo rycerskie syna Chrobrego Mieszka II. Nic też nie uczynił w 1014 r., kiedy to umiłowany syn Chrobrego, uwięziony w wieży praskiej, w każdej chwili mógł zostać okaleczony albo nawet uśmiercony.

Jedynie Adam z Bremy, kronikarz niemiecki, nie kwestionował królewskości drugiego Piasta polskiego. Pisał o Chrobrym: „król arcychrześcijański”.

Mimo godnego przyjęcia w blasku pochodni, trzymanych przez tłum poddanych w Cziczani, Chrobremu nie spodobała się nowa małżonka. Odę traktował źle. Nie znamy przyczyn. Bardziej pochłonęła Bolesława gra o koronację, prowadzona z cesarzami i papieżami od 1000 r. Bolesław szykował się do nałożenia korony na swe skronie jako król Polski, a może i król Polaków, a może i wszystkich Słowian, jak to było na przykład w innych krajach, gdzie występował król Franków, Longobardów, cesarz Rzymian itd.

Jednakże dopiero śmierć cesarza Henryka II w 1024 r. otworzyła drzwi do tronu. Chrobry koronował się prawdopodobnie 18 kwietnia 1025 r. w Gnieźnie albo w Krakowie. Chyba bez aprobaty Rzymu, ale za to z poparciem lokalnego kościoła w Polsce. Zapewne podczas koronacji towarzyszyła mu Oda, księżna z rodu saskiego, której obecność osłodziła nieco gorycz niemieckich książąt i margrabiów.

Ale i tak uznali ten akt Bolesława za uzurpację. Dlaczego Chrobremu zależało na tej koronie, co groziło nową wojną? Czy przemawiała przez niego tylko pycha, by się wywyższyć?

Raczej nie. Podczas podniosłego aktu wybaczał wszystkim winy przeciw sobie; tłum zapewne zapłakał na widok najwyższego, żelaznego, bezlitosnego dotąd władcy, teraz tak łaskawego. Chrobry zdawał sobie dobrze sprawę z korzyści wynikających z sakralizacji władzy suwerena na wszystkich obszarach społecznych i państwowych. „Kto opiera się tej władzy, ten opiera się porządkowi z woli Bożej ustanowionemu” – głosił przecież Kościół uświęcający władzę królewską [24]. Chrobry i Oda – uosabiający państwo – dostali do rąk potężny oręż.

Bolesław Chrobry zmarł niebawem po koronacji 17 czerwca 1025 r. Pozostawił po sobie legendę „złotego wieku”, który zmienił się w „ołowiany”, co odnotował Gall Anonim. Ponoć przez rok „nikt w Polsce nie urządził publicznej uczty... żadna dziewczęca piosenka, żaden głos radości nie rozbrzmiewał po drogach... Z odejściem tedy króla Bolesława spośród żywych zdało się, że pokój i radość oraz dostatek odeszły razem z nim z Polski” [25].

Chrobry nie chciał, aby Bezprym, jego pierworodny syn zrodzony przez Węgierkę, został następcą. To zapewne wpływ trzeciej żony Emnildy, którą Bolesław po swojemu kochał. Do objęcia schedy przygotowywał pilnie Mieszka II, pierworodnego Emnildy. Nie chciał wojny domowej, więc przeznaczył Bezprymowi mnisi habit, nakazując mu podróż daleko od kraju.

Bezprym, mając ledwie kilkanaście lat, ruszył do pustelni w Pereum koło Rawenny we Włoszech. Założyciel eremu, św. Romuald, przyjął najpierw pięknego wierzchowca od syna potężnego księcia polskiego, po czym powitał Bezpryma w pustelni mnichów. Wydawało się, że Bolesław tak państwowe, jak i rodzinne sprawy załatwił do końca i właściwie: Mieszko był zdolniejszy, piśmienny, rycerski, władał językami. Być może ojciec ukoronował go wraz ze sobą, by ułatwić mu niepodzielne panowanie.

Okazało się jednak, że zabiegi wielkiego króla Bolesława Chrobrego niewiele dały. Legenda „złotych czasów”, czyli bezustannych niemal wojen, fundowania wielu kościołów, umacniania wiary, pomocy dla biednych i skrzywdzonych, łupienie sąsiadów i wybijanie zębów niedowiarkom w celu stworzenia silnej Polski chrześcijańskiej – została niebawem poddana ciężkiej próbie.

Także rodzinnej.

Mieszko II Lambert i Rycheza

Około 1026 r. córka księcia szwabskiego Matylda wysłała królowi Polski Mieszkowi II księgę liturgiczną. Dołączony był do niej list.

„Nie dość ci tego, że możesz we własnym i w łacińskim języku chwalić godnie Boga, zapragnąłeś jeszcze w greckim! – pisała księżniczka. – Tę książkę dlatego Tobie posyłam, by nic nie zostało w służbie Bożej nieznanym Twej Królewskiej Mości, wiedząc, że niewątpliwie chętnie przyjmiesz ją Ty, jako wykształcony w duchownych rzeczach” [26].

W ówczesnych czasach znajomość kilku języków i czytanie książek stawiało władcę w rzędzie intelektualistów. O wykształcenie swego syna Mieszka Lamberta zadbał zapewne Bolesław Chrobry i jego ukochana żona Emnilda. Zapewne zdolności Mieszka i wpływ Emnildy sprawiły, że ojciec na swego następcę wyznaczył właśnie jego, a nie pierworodnego Bezpryma, zrodzonego z węgierskiej księżniczki. Od dawna wiadomo, że kobiety, jeśli tylko chcą, potrafią wpływać na najbardziej nawet opornych, ale zakochanych mężów. Mówi się nawet o omotaniu wokół paluszka; tak było zapewne kiedyś i teraz: to historia się zmienia, uczucia są niezmienne.

Jednakże czytanie dzieł liturgicznych nie oznaczało jeszcze, że Mieszko Lambert będzie świetnym władcą, choć wiele na to wskazywało. Dostał po ojcu potężne państwo, widział wielki świat podczas licznych podróży dyplomatycznych, między innymi dwór cesarski, uczestniczył w zjeździe gnieźnieńskim. Starannie przygotowywano go do roli wielkiego króla, wybierając też stosowną żonę. Syn Bolesława Wielkiego, władającego znaczną częścią Słowiańszczyzny, nie mógł poprzestać na jakiejś księżniczce czy margrabiance, jak dotąd.

Wybór padł na Rychezę, córkę palatyna reńskiego Erenfrieda (potocznie nazywanego Ezzo). Część badaczy sądziła nawet, że zrękowiny odbyły się podczas zjazdu gnieźnieńskiego 1000 r., ale Gerard Labuda udowodnił, że to raczej nieprawda [27].

Mieszko II urodził się prawdopodobnie w Krakowie; Bolesław Chrobry i Emnilda przebywali tam razem w latach 989-992 i stąd książę zarządzał krainą Wiślan. W bezustannych niemal wojnach z Niemcami Mieszko zapewne brał udział, ale bodaj lepiej się sprawdzał w misjach dyplomatycznych. W połowie lutego 1013 r. widzimy go w Magdeburgu z bogatymi podarunkami, prowadzącego w imieniu ojca rozmowy pokojowe z przyszłym cesarzem Henrykiem II. Warunki pokoju dla Henryka II były ciężkie: po czterech latach wojen z Bolesławem oddawał bowiem Polsce Milsko i Łużyce. Po złożeniu hołdu i ustaleniu daty wizyty jego ojca, Bolesława Chrobrego, w Merseburgu na Zielone Świątki (25 maja 1013 r.), Mieszko w otoczeniu uroczystej eskorty cesarskiej wrócił szczęśliwie do kraju. „Odprawiono go z wielkimi honorami i okazano mu wiele uprzejmości, by skłonić go do powtórnego przyjazdu”, pisał biskup Thietmar [28].

Prawdopodobnie majowe układy 1013 r. w Merseburgu pieczętowały sprawę małżeństwa Mieszka Lamberta z Rychezą. Dziwne jednak, że biskup Merseburga, naoczny świadek, nasz nieoceniony Thietmar, przemilczał całą sprawę. Za to kronikarz z klasztoru Brauweiler napisał: „Albowiem w tym czasie król polski imieniem Mieszko, wysławszy dziewosłębów, z różnego rodzaju podarkami, przystojące takoż osobie królewskiej, za pośrednictwem rzeczonego władcy [Henryka II], do córki jego [palatyna reńskiego Erenfrieda, potocznie nazywanego Ezzo] pierworodnej, prosił o rękę Rychezy, do czego, jak tego pragnął, dziewica była jak należy przysposobiona wychowaniem i wielu narzeczeńskimi zaletami; ponieważ wielu niepłonną nadzieją wierzyło, iż przy sposobności tego związku małżeńskiego królestwo słowiańskie spoi się sojuszem z królestwem niemieckim” [29].

Dynastyczny ożenek słowiańskiego księcia z Rychezą podnosił niepomiernie pozycję obydwu rodów. Rycheza pochodziła ze związku cesarzówny Matyldy, zawartego w 991 r. ze swym poddanym palatynem reńskim Erenfriedem, „co wielu wzięło jej za złe” [30]. Przychodziła więc do puszczańskiej Polski niewiasta wysokiego rodu, mająca w sobie błękitną krew pomazańców; jej ojciec był nawet pretendentem do tronu cesarskiego i wdał się w poważny spór z królem niemieckim Henrykiem II.

Jednakże Gerard Labuda trzeźwo zauważa, że tak naprawdę dla Mieszka II ten związek był mezaliansem, gdyż Piastowicze już zaliczani byli do europejskich rodów panujących. A Rycheza była po prostu poddaną króla niemieckiego [31]. Ogromne bogactwa Chrobrego zebrane po udanych i łupieżczych wyprawach też miały swą wagę w koligacjach i polityce.

Jednakże Mieszko poprzez to małżeństwo wchodził w poczet książąt królestwa niemieckiego z prawem dziedziczenia alodialnego majątku Matyldy, matki Rychezy – a był on niemały. Poza tym władca polski zyskiwał stronników w samych Niemczech.

Przyszła żona Mieszka II miała liczne rodzeństwo: jeden z jej braci, Herman, został nawet arcybiskupem kolońskim. Sześć jej sióstr także wybrało życie zakonne, tylko ona poszła za mąż. Dzieci Ezzona były wszechstronnie wykształcone, piśmienne, dworne, znające Pismo św. Pobierały nauki klasztorne, fundowały też i dbały o budowle sakralne, co również zaowocuje w Polsce, w Krakowie.

Związek tej pary był oczywiście typowo polityczny i dynastyczny. Mimo to małżeństwo wykształconego Mieszka ze średniowieczną sawantką znad dalekiego Renu zapowiadało się dobrze. Mogli przecież rozmawiać swobodnie po łacinie, dzielić się radością bycia razem bez językowych przeszkód, wspólnymi lekturami, pasją budowania kościołów, a nie tylko spełniać dynastyczne i łóżkowe obowiązki wobec poddanych i państwa.

Ślub został zawarty prawdopodobnie w 1013 r., być może w Merseburgu, w maju. Z jakichś przyczyn, zapewne z nietajonej niechęci do Bolesława, Thietmar będący blisko tych wydarzeń, znów o ślubie nie wspomniał. Zaznaczył tylko, że czeski książę Udalryk zwolnił Mieszka „z długotrwałego więzienia”.

Pobożna para zamieszkała najprawdopodobniej w Krakowie na Wawelu. Budowali obiekty sakralne: „Któż bowiem spośród Twoich poprzedników tyle wzniósł kościołów?” – pisała księżna Matylda do Mieszka II. Badania najstarszych sakralnych obiektów w Krakowie ukazały wielki wpływ architektury kolońskiej: Rycheza przywiozła do Polski kult świętych znad Renu, Gereona, Feliksa i Adaukta. Pod ich wezwaniem budowano kościoły. „Był to sakralny dar Rychezy dla Krakowa” w postaci m.in. kaplicy św. Gereona oraz rotundy św. Feliksa i Adaukta, pisze G. Labuda. Mieszko odwdzięczał się zaopatrywaniem opactwa benedyktynów na Michelsbergu koło Bambergu w zasłony brokatowe na ołtarz, ofiarowaniem sześciu płaszczy dla chłopców i dawaniem mnóstwa pieniędzy na „24 figury, które są rozmieszczone koło chóru, 3 świece”, czytamy we wzmiance nekrologicznej [32]. Zapewne to Rycheza wpływała tak na szczodrobliwość słowiańskiego męża.

Drugim darem niemieckiej palatynówny znad Renu dla Krakowa i Polski były tablice paschalne i „Roczniki Rychezy”, przywiezione w 1013 r. jako roczniki augijsko-kolońskie. Niestety, księgi te zaginęły, ale dzięki nim powstało ważne źródło pisane, wywiezione potem przez Czechów podczas strasznego najazdu Brzetysława w 1038 r. i wykorzystane przez kanonika wyszehradzkiego Kosmasa do napisania Kroniki Czechów. Zapewne Rycheza przeniosła także do Krakowa psałterz biskupa Trewiru, Egberta. W Polsce psałterz uzupełniono o krakowski kalendarz liturgiczny i 80 modlitw mniszki Gertrudy, córki Rychezy i Mieszka II Lamberta.

Co czuła Rycheza, gdy jej mąż ruszył w 1015 r. na kolejną wojnę Bolesława Chrobrego z cesarzem niemieckim? Czy wtedy narodziła się niechęć między nimi? Zaszła chyba właśnie wtedy w ciążę. Mieszko był dowódcą drużyny broniącej przepraw przez Odrę koło Krosna. Zapewniał cesarza, że jest mu wdzięczny za dawną pomoc, ale teraz musi wypełniać rozkazy ojca. Wojska cesarskie przeszły Odrę 3 sierpnia; podczas zaciętych walk poległ margrabia Hodo, dawny przyjaciel Mieszka Lamberta. Jego ciało książę opatrzył i odesłał Niemcom. Pomimo więzów przyjaźni bił ich zaciekle podczas odwrotu, przeprawiając się za Łabę. Takie to były czasy, gdy więzy przyjaźni pękały pod razami obcych mieczów z obu stron.

Gdy Mieszko wrócił z wyprawy, w 1016 r. Rycheza powiła syna Kazimierza, który na chrzcie otrzymał drugie imię Karol. Nie bez powodu: ambitna Rycheza i jej małżonek wyraźnie nawiązywali do imienia cesarza Karola Wielkiego. Polsko-niemiecki związek miał otworzyć drogę ich dziecku do wielkiej kariery cesarskiej. Takie zdają się być marzenia dumnej Rychezy i jej męża.

Potem Rycheza wydała na świat dwie córki: Gertrudę i nieznaną z imienia – późniejszą żonę węgierskiego króla Beli I. Gdy teść Rychezy, Bolesław Chrobry umierał w 1025 r., Mieszko, zgodnie z nową tradycją, zaraz koronował się na króla. (Istnieje też wersja, że był koronowany razem z ojcem w kwietniu). Rycheza została królową, co zdawało się potwierdzać jej wielkie ambicje. Była jednak rozdarta pomiędzy koroną polską – pozyskaną bez zezwolenia cesarza rzymskiego narodu niemieckiego – a widmem nadciągającej wojny z tymże cesarzem.

Mieszko i jego żona w chwili śmierci Chrobrego odziedziczyli ogromną schedę: Bolesław Wielki, prowadząc ekspansywną politykę, włączył do ziem swego państwa Polan Łużyce, Milsko, Morawy, Słowację, Grody Czerwieńskie i przejściowo Ruś Kijowską. Tym samym sprawił jednak, że zewsząd Polskę otaczali żądni odwetu wrogowie.

Na dodatek pierworodny Chrobrego, Bezprym, zrzucił habit i powrócił z Italii do kraju, domagając się co najmniej swojej dzielnicy. Cesarz uważał Polskę za swe lenno, a koronację Mieszka za kolejną polską uzurpację. Lambert, wskutek polityki ojca, był po prostu skazany na prowadzenie wojen.

Wykształcony i świadom gier politycznych związał się z opozycją przeciw nowemu cesarzowi Konradowi II. To dlatego księżna Matylda Lotaryńska, przeciwna cesarzowi, przesłała mu księgę liturgiczną Liberofficiorum quem Romanum ordinem appelant (Księga Modlitw zwanych Ordo Romanus). Do księgi dołączony był słynny list wychwalający Mieszka jako króla. Matylda pisała do niego: rex invictissimus, dedykując księgę „królowi niezwyciężonemu”. Cesarz uznawał koronacje polskie za uzurpacje: Matylda lotaryńska pisała, że „Bóg wszechmogący, z którego ustanowienia jesteś ukoronowany diademem królewskim, Onże nich uczyni Cię od wszystkich wrogów mocniejszym, darząc Cię długim życiem i palmą zwycięstwa” [33].

Wszystko w owym świecie było – wedle naszych narodowych pojęć – przemieszane: niemiecka księżna uznawała charyzmat władzy słowiańskiego króla, który zaciekle łupił niemiecką Saksonię w 1028 r. „Władca Słowian zbójecką wyprawą najechał wschodnie kresy Saksonii, a dokonawszy podpaleń i łupiestw wymordował pożałowania godnymi i niesłychanymi zabójstwami niezliczone mnóstwo mężczyzn, kobiet i dzieci” – czytamy w żywocie biskupa Meinwerka. Bił się też Mieszko z samym cesarzem Konradem II, który podjął nieudaną wyprawę na Milsko. W tym czasie jednak czeski książę Brzetysław, wykorzystując sytuację, odbił Polsce Morawy.

Na dodatek reńska żona Mieszka Lamberta zaczęła czuć do męża coraz większą niechęć, która zmieniła się w jawną nienawiść. Czy dlatego, że jej mąż tak bezwzględnie nawiedził ogniem i mieczem niemiecką Saksonię? Przecież była wykształconą niewiastą, a wspólnota języka i obyczajów z Niemcami nie przeminęła na gnieźnieńskim czy wawelskim dworze i pewnie podpowiadała jej, że w relacjach polsko-niemieckich dzieje się coś bardzo niedobrego, że jest to wrogość różnych temperamentów i uroszczeń. Mistrz Wincenty, choć z dystansu dwóch wieków, zauważył też skłonności Rychezy do faworyzowania i umacniania pozycji swych rodaków: „jakich osiedleńców i pachołków swoich Niemców zaczęła wynosić nad rodowitych ziomków”, pisał Mistrz Wincenty tzw. Kadłubek [34].

Chyba jednak głównym powodem nie były stosunki międzynarodowe i ścieranie się niemczyzny ze słowiańszczyzną, a nałożnica króla, która pojawiła się w sypialni Mieszka II. W zapiskach klasztoru z roku 1031 w Bauweiler czytamy: „Królowa Rycheza, dokonawszy rozwodu z królem mężem swoim tak z powodu nienawiści i podjudzania niejakiej nałożnicy [...] zmieniwszy ubiór, z kilkoma pomocnikami w ukryciu pomagającymi jej w ucieczce, jak też ze wzgardy do obrządku Słowian, przybyła do Saksonii do cesarza, przez którego została z czcią przyjęta; i on też sam nie mniej wspaniałymi darami został przez nią uczczony, otrzymał bowiem od niej dwie korony, jej własną i małżonka króla, a zezwolił jej z tym samym upoważnieniem jak długo będzie żyła, nosić ją z tą samą czcią tak w jego jak i w jej własnym królestwie” [35]. Być może to nowa kobieta Mieszka z dzieckiem naciskały na króla, by wypędził Rychezę z dworu. Czy owym dzieckiem był słynny „Bolesław Zapomniany”, jak to widzi Tadeusz Wasilewski? [36].

To był fatalny dla Mieszka II Lamberta rok 1031. Po zawarciu pokoju z Węgrami cesarz w połowie września ruszył na Budziszyn w odwecie za łupieżczą wyprawę polską w 1029 r. Z drugiej strony napierał Bezprym i być może drugi brat Mieszka II, Otto, zmówiony z księciem kijowskim Jarosławem Mądrym. Atak na Mieszka II był koncentryczny: cesarz Konrad II miał niewielkie siły Sasów, gdy tymczasem Bezprym na czele oddziału ruskiego nacierał na Grody Czerwieńskie i Kraków.

Przestraszony Mieszko poprosił o pokój z cesarzem, oddając mu Milsko i Łużyce. Zagrożony przez maszerujących na południu wojów Bezpryma, wolał ratować się ucieczką bez walki, podczas gdy gród Jarosław poddawał się jego przyrodniemu bratu. W tym czasie ruskie wojska złupiły „ziemię lacką”, znów odbijając Grody Czerwieńskie i obracając „mnóstwo Lachów” w niewolników, jak czytamy w ruskiej Powieści minionych lat 6538 i 6539. Ruscy władcy mierzyli bowiem czas od „stworzenia świata”.

Posunięcia te zjednały w późniejszej historiografii Mieszkowi II Lambertowi przydomek Mieszka Gnuśnego. Miał to być kontrapunkt przydomka „Chrobrego” dla jego ojca, który mężnie bił się ze wszystkimi i łupił bezlitośnie sąsiadów.

Czy jednak słusznie Julian Ursyn Niemcewicz tak przezwał Mieszka Lamberta? Czy tego władcę rzeczywiście stać było na przedłużenie polityki miecza i grabieży prowadzonej przez wielkiego ojca?

Jest raczej pewne, że to nie tylko atak sąsiadów zadecydował o ucieczce Mieszka, ale i rosnąca opozycja wewnętrzna. Lambert zbierał schedę po ojcu i jego bezustannych, wyczerpujących wojnach, wprowadzania chrześcijaństwa mieczem i batem, łamania kości i zębów, oraz niekonsekwentnego odsunięcia pierworodnego Bezpryma od władzy. Jeśli Mieszko przebywał na Wawelu, to droga ucieczki prowadziła go wprost do Czech.

Nie był to dobry wybór, ale kto wie, czy nie jedyny. Czesi nie zapomnieli jednak gwałtów jego ojca i dyszeli zemstą. Mieszka „schwytali zdradziecko na wiecu i rzemieniami skrępowali mu genitalia tak, że nie mógł już płodzić, za to, że król Bolesław, jego ojciec, podobną im wyrządził krzywdę, oślepiwszy ich księcia, a swego wuja”, Bolesława III Rudego. „Mieszko tedy powrócił wprawdzie z niewoli, lecz żony więcej nie zaznał”, czytamy u Galla Anonima [37].

Jednakże żony „nie zaznał” nie tylko z powodu kastracji: strasznego aktu, wpisanego w średniowieczną rzeczywistość i prawo, który nie tylko pozbawiał potomstwa i przyjemności uprawiania seksu, ale potwornie upokarzał dynastię.

W tym czasie Rycheza uciekła od Mieszka, zapewne jeszcze nie wiedząc o kastracji męża. Zniechęcona była nie tylko nadciągającą rewoltą pogańską i wielmożów, ale dodatkowo obyczajami, w tym seksualnymi, męża i jego dworu. Czuła pogardę dla „dzikiego” otoczenia polskiego odbiegającego od reńskich standardów; jej mąż przestał zapewne się nią interesować, mniej miał czasu na umacnianie chrześcijaństwa i budowę kościołów. Mało kto znał w Polsce łacinę oprócz mnichów i wyższego duchowieństwa; Rycheza nie miała z kim rozmawiać o tajemnicach wiary, na wpół pogańskie rytuały napawały ją odrazą. Intelekt może być wyrozumiały, może być także uzasadnieniem dla pogardy wobec otaczającego świata. Polskę chyba znienawidziła, gdyż nie chciała wrócić później, nawet do ukochanego syna, gdy ten walczył o odtworzenie Polski Bolesława Chrobrego.

Były jednak bardziej konkretne przyczyny ucieczki czy może wyjazdu Rychezy: obawa o życie jej i syna Kazimierza, jeszcze niedawno przewidywanego na następcę Karola Wielkiego. Rycheza z pewnością zdawała sobie sprawę, że nie ochroni jej w Gnieźnie czy Krakowie sacrum korony, która to tradycja nie zdołała się – bo i jak? – w Polsce solidnie ukorzenić.

Mieszko miał w tym czasie 41 lat. Gdy pozbawiony przyrodzenia siedział w czeskim więzieniu, rozpamiętując straszny akt okaleczenia jako karę Bożą za nałożnice i rozpustę, rządy w kraju przejął cztery lata starszy Bezprym. Szybkość, z jaką zdobył władzę, pozwala nam przypuszczać, że miał powszechne poparcie; być może oczekiwano od niego, że powróci do jakiejś formy neopogaństwa. I rzeczywiście: na przyjęcie Bezpryma „działo się wtedy prześladowanie chrześcijan w Polsce, paliły się kościoły i klasztory” – czytamy w kronice Kosmasa. Potwierdzają to źródła ruskie: lud polski zbuntował się przeciw nowej wierze. Zdaje się, że wtedy to zostali zabici biskupi Roman i Lambert. Kto wie, czy nie na polecenie samego Bezpryma, jako przeszkody w zdobywaniu i umacnianiu władzy książęcej.

Bezprym, starając się zapewnić sobie poparcie brata Ottona, wydzielił mu jakieś zaopatrzenie na dobrach. Po czym zaczął bezwzględnie prześladować zwolenników Mieszka II. Zyskał też pomoc cesarza, ale koszt był dla Polski niezwykle wysoki: korona i insygnia królewskie. Bezprym oddał koronę Chrobrego Rychezie, a ta powiozła ją z innymi świętymi insygniami królewskimi do cesarza. Towarzyszył jej szesnastoletni syn Kazimierz.

To było fatalne: Polska za jednym zamachem traciła to, co wywalczył Bolesław Chrobry. Oddanie insygniów zdawało się potwierdzać niemieckie przekonanie, że „Bezprym przesłał cesarzowi koronę wraz z innymi insygniami królewskimi, które brat jego niesłusznie sobie przywłaszczył”, jak czytamy w roczniku z Hildesheim [38]. Inicjatywa odesłania korony wyszła chyba od Bezpryma; Rycheza była tylko wykonawczynią woli księcia. Przyklejona jej etykietka nieprzyjaciela Polaków jest jednak przesadzona; trudno się nie zniechęcić do kraju, gdzie wrze, palą się kościoły, wyrzynani są duchowni i można utracić nie tylko życie własne, ale i ukochanego, starannie wykształconego syna.

Rządy Bezpryma, uznawanego na wyrost w zaangażowanej patriotycznie historiografii polskiej za „pierwszego zdrajcę sprawy narodowej”, nie trwały długo. Jednakże wystarczająco długo, by Polska utraciła znaczne ziemie i świeżą tradycję suwerennego królestwa. Czterdziestopięcioletni Bezprym „został zabity z powodu najstraszliwszej srogości swojego tyraństwa, ale także nie bez knowań swoich braci” – czytamy w roczniku z Hildesheim [39].

Stało się tak zapewne w marcu 1032 r. Czyżby Otton nawiązał kontakt z Czechami i Mieszkiem siedzącym nadal w praskiej wieży?

Chyba musiało być coś na rzeczy, gdyż czeski książę Udalryk po śmierci Bezpryma natychmiast zgodził się wypuścić Mieszka. Wracał on do kraju wiosną 1032 r., nadal hardy, gotów do działania pomimo okaleczenia. Prawdopodobnie jego dążenia do scentralizowania państwa i pominięcia braci wywołały kolejną wyprawę cesarza Konrada na Polskę. Zagrożony wojną Mieszko zmuszony był udać się do Merseburga, gdzie się „pokornie zdał na władzę cesarza, zapomniawszy o koronie i wszystkich ozdobach królewskich” – pisał rocznikarz z Hildesheim. Po łaskawym przyjęciu Mieszka, zapewne dzięki protekcji cesarzowej Gizeli, Konrad II podzielił jego królestwo między niego, Ottona i stryjecznego brata Thiedryka (Dytryka). Cel był jasny: „przez pomniejszenie potęgi, by pomniejszyła się zuchwałość” polska.

Mieszko Lambert stracił królestwo, żonę, syna, zdrowie – ale nie własne ambicje i energię. Pomimo upokorzenia i kalectwa, chciał znów rządzić swymi dawnymi ziemiami. Śmierć Ottona w 1033 r. ułatwiła przyłączenie jego prowincji, zapewne Śląska, do Polski. Thiedrykowi odebrał Mieszko II Wielkopolskę, pomimo jego prób zainstalowania się w Gnieźnie, i wypędził go zapewne do Niemiec.

Zapowiadało się zatem, że zjednoczona Polska Piastów znów odzyska potęgę czasów Chrobrego. Ale Mieszko, jak się wydaje, popadał w coraz większe szaleństwo po akcie kastracji. Odnotował to jedynie RocznikTraski, wspominając niedawnego króla Polski: „Mieszko drugi, który popadł w szaleństwo i zmarł”. Miał 44 lata, wokół rozkwitała wtedy wiosna, był 10 maja 1034 r.

Kapelan cesarza Konrada II Gotfryd z Witerbo podaje jednak, że „Mieszko został zabity przez swego giermka” [40]. Czyżby kolejny spisek pozbawił go życia, podobnie jak zapewne Bezpryma i Ottona?

Nas bardziej przekonuje jednak teza o narastającym obłędzie Mieszka Lamberta po kastracji. Upadek z roli potężnego króla do pozycji upokorzonego śmiertelnika i powrót do władzy musiały się odbić na jego zdrowiu psychicznym. Tego nawet nie był w stanie zaleczyć alkohol, najlepszy wówczas środek terapeutyczny na depresję, stres i ból. Ale, jak wiadomo, nawet alkohol działa krótko i z czasem pogłębia szaleństwo – albo zobojętnia na wszystko. Może zresztą dlatego Mieszko II dostał niebawem od potomnych przydomek Gnuśny.

Rycheza, która w tym czasie sposobiła syna do objęcia władzy, zyskała, co najmniej od czasów Jana Długosza, fatalną opinię antypolskiej Ryksy. To ona miała przyczynić się do danin i obowiązków rujnujących ludność, co spowodowało nienawiść wielmożów. To ona, spokrewniona z rodem cesarskim, nie chciała żyć na obcej jej ziemi polskiej, w obliczu zagrożenia rekonstrukcją pogaństwa i z nieobliczalnym małżonkiem.