Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Tematyka książki nie zamyka się, co mógłby sugerować tytuł i jego (zawarta we wstępie) wykładnia, w kręgu geografii literackiej. Dom, miasto, krajobraz stanowią tu raczej asumpt do snucia frapującej opowieści o tym, co dzieje się na styku geografii, biografii, krytyki literackiej i literatury, i o wzajemnych relacjach miejsc, ludzi i tekstów. Autora interesują spotkania, więzi i – często nieoczywiste – paralele, wynikające tyleż z doświadczenia wspólnej przestrzeni, co z czytania – z czytania, będącego odkrywaniem „miejsc wspólnych”, tropieniem splotów i powiązań intertekstualnych. Zarazem zaproponowana tu lektura, podobnie jak charakteryzowane w książce pisarstwo Jacka Łukasiewicza, „nie fetyszyzuje granicy pomiędzy krytyką literacką a historią literatury – albo, ogólniej rzecz ujmując, literaturoznawstwem akademickim”. Idąc śladami swego mistrza, Paweł Mackiewicz dystansuje się zarówno od „naukowej ortodoksji”, jak od historycznoliterackich syntez; przedkłada przypadkowość, zjawiskowość i jednostkowe mikrohistorie nad „uogólniające, czasem upraszczające konstrukty makrohistoryczne”, a równocześnie osadza omawianą twórczość w złożonym historycznym, politycznym i społecznym kontekście. Taka optyka w połączeniu z badawczą dociekliwością i hermeneutycznym podejściem do tekstu okazuje się bardzo atrakcyjna poznawczo: pozwala wyławiać nieznane lub niedostrzeżone fakty życia literackiego i wydobywać nowe rysy znanych pisarzy, poetów, krytyków, a ponadto – w innym świetle ukazuje ich twórczość, zwracając uwagę na jej spacjalne uwarunkowania. Dotyczy to nie tylko relacjonowanych przez Autora spotkań Kazimierza Wyki i Stanisława Czycza, Tadeusza Różewicza i Tymoteusza Karpowicza, Wincentego Pola i Kornela Ujejskiego, Stanisława Pigonia i Alfreda Jahna, Krzysztofa Vargi i Damiana Kowala, Krzysztofa Karaska i Jana Kulki, ale też relacji, w jakie wchodzą z innymi osobami i/lub z miejscem pozostali bohaterowie tej książki: Marta Wyka, Dariusz Suska, Piotr Szewc, Karol Maliszewski, Michał Książek.
Z recenzji prof. dr hab. Małgorzaty Mikołajczak, Uniwersytet Zielonogórski
Paweł Mackiewicz (ur. 1980) – historyk literatury, krytyk literacki, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego. Zajmuje się literaturą polską XX i XXI wieku. Autor książek: Pisane osobno. O poezji polskiej lat pierwszych (Poznań 2010), W kraju pełnym tematów. Kazimierz Wyka jako krytyk poezji (Kraków 2012), Małe i mniejsze. Notatki o najnowszej poezji i krytyce (Katowice 2013), Sequel. O poezji Marcina Sendeckiego (Poznań 2015), Spór o realizm 1945–1948 (Poznań 2020). Opracował tomy: Kazimierz Wyka, Tylnym pomostem. Felietony zebrane (Kraków 2014), Kazimierz Wyka, Wybór pism (BN, Wrocław 2019), Jacek Łukasiewicz, Krok i rytm. Wybór szkiców (Wrocław 2024).
Seria Górska jest odpowiedzią na rosnące zainteresowanie górami, jak również wieloaspektową, szeroką recepcję przestrzeni i kultury górskiej w literaturze, sztuce i życiu społecznym. W ostatnich dziesięcioleciach w nauce światowej pojawiły się odrębne studia poświęcone przestrzeni górskiej – mountain studies, prowadzone przede wszystkim z perspektywy ekologicznej, potwierdzające znaczenie gór, widzianych jako enklawy przyrodniczo-kulturowe, w aspekcie rozwoju i przetrwania współczesnej cywilizacji. W tym wymiarze wyraźnie rysuje się potrzeba rozszerzenia tej perspektywy o pogłębioną refleksję z obszaru szeroko pojętej humanistyki i dziedzin jej pokrewnych, historia poznania, eksploracji i zdobycia gór (alpinizm, andynizm, himalaizm) stanowi bowiem bardzo ważny element historii cywilizacji i kultury. W serii prezentowane będą najnowsze prace naukowe o charakterze monograficznym, jednego bądź wielu autorów, łączące doświadczenia literaturoznawcze z badaniami z zakresu antropologii kultury, psychologii i socjologii oraz historii poznania i zdobycia gór. Nie oznacza to jednak wykluczenia z serii prac z zakresu nauk przyrodniczych i innych obszarów badań. W ramach serii planowane są także wznowienia dziewiętnastowiecznych i dwudziestowiecznych zapomnianych dzieł o wybitnej wartości poznawczej dotyczących gór, przekłady ważnych pozycji zagranicznych z tego zakresu oraz edycje krytyczne wybranych dzieł z obszaru eseistyki i beletrystyki.
W najbliższym czasie ukażą się:
Marta Wójtowicz, Walter Bonatti (1930–2011). Życie – działalność alpinistyczna – twórczość – podróże
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 325
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Dorocie
Małe planety. Kilka zdań na początek
Podobne do małych planet, toczące się ulicą jabłka zpoematu Jana Kulki oKłodzku – każde wprawione wruch na pierwszy rzut oka od pozostałych niezależny, zmierzające wprzypadkowych, wydawałoby się, kierunkach – mogą wywołać uprzechodnia reakcję zupełnie odruchową: skoro nie sposób zatrzymać wszystkich owoców, warto sięgnąć przynajmniej po kilka znich. Niekoniecznie po te, którym do wyciągniętej dłoni najbliżej. Otym, co dla nas dobre ipożywne, decyduje coś więcej niż tylko dostępność. Choć nie bez znaczenia jest również to, co właściwie idlaczego znalazło się wzasięgu naszych rąk, wzroku, wyobraźni, zczym nagle – uświadamiamy to sobie – łączy nas poczucie bliskości. „Doniosłość przypadków, które nas kształtują, poznajemy zwiekiem”1 – pisał Jacek Łukasiewicz na marginesie Dwukropka Wisławy Szymborskiej, potwierdzenia tej obserwacji szukając wApologii przypadkowości Odona Marquarda:
Przechodzimy przez życie idochodzimy do siebie samych nie tyle drogą wyboru – awięc poprzez plany – ile raczej przez przypadki, inie jest to – jak chce nam wmówić filozofia absolutnego wyboru iabsolutyzacji człowieka – katastrofa; przypadek nie jest bowiem nieudaną absolutnością, ale – uwarunkowaną przez śmiertelność naszą historyczną normalnością2.
Szymborska odkrywa przypadkowość „znieustającym zdumieniem”, dzięki czemu „przemienia się [ona] wprzygodę”. Przygoda zaś, jak uściśla krytyk, „to pozytywnie przeżyty przypadek – nasycony emocją, zmieniony wdzieło. Droga zaś twórcza to wiele takich przypadków-przygód, układających się linearnie”3.
Układ planetarny, wktórym się odnajdujemy, odkrywamy nieprzerwanie iwciąż na nowo. Obiektów przybywa, uparcie poszukujemy kolejnych. Ich porządek także podlega zmianom, planety układają się inaczej, gdy pojawiają się następne. Odniesienia, relacje, zależności między nimi jawią nam się jako coraz bardziej złożone, często niespodziewane. Wpływu jednych planet na inne początkowo nie zauważamy, by stopniowo poznawać rozmaitość następstw ich współistnienia. Zczasem najbardziej doceniamy różnorodność układu, nieoczekiwane uzupełnianie się jego elementów, dynamikę.
Planety, októrych mowa, są małe. Muszą takimi być, jeśli chcemy opowiedzieć onich wiarygodnie, przyjrzeć się każdej zodpowiedniej dla niej perspektywy. Można przyjąć, że kluczowym narzędziem ułatwiającym taką obserwację jest skala – nie ustalona, określona ioptymalna, lecz zmienna, często domyślna. Wskazująca na procesualność widzenia, konieczność podążania za obserwowanym obiektem, potrzebę zawierzenia mikrohistorii wopozycji do uogólniających, czasem upraszczających konstruktów makrohistorycznych. (Ianalogicznie: chęć zaufania zjawisku, przypadkowi, przygodzie – przed metodą, skodyfikowaną ireprodukowalną procedurą badawczą). „Najważniejsze wzmienności skali – jak zauważa Paul Ricœur – jest to, że wtrakcie tego procesu uwidaczniają się nie tyle same wzajemne powiązania, ile raczej te, które były niedostrzegalne wskali makrohistorycznej”4. Problem – lub raczej szczęście – „nie wtym, iż wzmiennej skali rzeczy widzi się jako mniejsze lub większe, pisane małymi czy wielkimi literami […], lecz wtym, że po prostu widzi się coś innego. Nie można już tu mówić opomniejszeniu skali. Inne są powiązania kompozycyjne iinne więzi przyczynowe”5.
Sulistrowa na Pogórzu Jasielskim, gdzie wychowywał się przyszły świadomy obywatel republiki mieszańców, wyobrażona (przez twórcę Kraju pełnego tematów) „Rzeczpospolita Krzeszowicka”, ojczyzna dwóch rodowitych krzeszowiczan, krytyka ipoety, wreszcie te same, lecz znieco innej perspektywy oglądane Krzeszowice oraz Kraków dzieciństwa ilat dojrzałych autorki Krakowskiego dziecka – wpierwszej części Małych planet. Wdrugiej – Kleparów pod przedwojennym Lwowem, później do niego włączony, zapamiętany przez rektora uniwersytetu wodległym mieście na zachodzie powojennej Polski, chata samotnika wOak Park na przedmieściach Chicago, zastępująca mu jego dom na Krzyckiej we Wrocławiu, wkońcu zaś Karpacz, ukochana górska miejscowość istarannie wybrane miejsce spoczynku twórcy Gawędy ospóźnionej miłości. Wreszcie fragmenty tej samej części książki najgęściej zaludnione – zKłodzkiem, Dołami Jasielsko-Sanockimi iLesznem Wielkopolskim, ze Złotoryją izPogórzem Kaczawskim, Zamościem ipodzamojskimi Czołkami, Nową Rudą ijej okolicami, frapującymi humanistę terenowego, zHajnówką iUdziejkiem, Legnicą iWrocławiem nieodległej przyszłości. Łączy je, jak sądzę, to, oczym pisał Kazimierz Wyka wdopiero pośmiertnie opublikowanym eseju Bose ścieżki z1947roku:
Kulisy zjawisk, przy których pozostaje nasze pragnienie trwałości, są przemienne iprzesuwalne. Wynikają na plan bliższy, gdy stygnie iwprzeszłość już niepowrotną odsuwa się sama treść wzruszeń. Pamięć broni się przed utratą ioplatając wokół ram, ważność nadaje miejscom. Tym donioślejszą, im więcej zapowiedzi się wnich mieści, że nie przeminą tak rychło6.
Małe planety, jak chciałbym je rozumieć, to jednak nie tylko „dom, miasto, krajobraz, ojcowizna oczu naszych”7. To także dom przybrany, miasto gościnne iotwarte, krajobraz przychylny oczom na dłuższym czy krótszym postoju. Ma rację Wyka, że „tylko tę ziemię znamy naprawdę, którą deptaliśmy bosą stopą”8. Pisarze, którym przyglądam się wkilkunastu poniższych szkicach, taki właśnie mieli przywilej.
Wyłaniające się zich utworów miejsca autobiograficzne, jak opisuje tę kategorię Małgorzata Czermińska, mają „charakter indywidualny”, są „ukształtowane głównie wmaterii utworów literackich”, lecz każde znich ocala zarazem „swoje konieczne odniesienie do miejsca geograficznego”9. Wśród tych miejsc autobiograficznych – korzystając zrozróżnień, jakie zaproponowała badaczka – można zauważyć miejsca rodzime, „ukazywane […] wperspektywie TU ITERAZ, ewentualnie TU IWTEDY, ale wkażdym razie bez przestrzennego dystansu, bez oddalenia”10 (na przykład Kraków Marty Wyki, Nowa Ruda Karola Maliszewskiego); miejsca wspominane, czyli rodzime, które zostały utracone lub „opuszczone, najczęściej wskutek wygnania lub ucieczki”11, zwykle są to miejsca „urodzenia, dzieciństwa, czasem też młodości, szczęśliwego, niegdyś osiadłego życia, opuszczone zpowodu historycznego kataklizmu, jakim wdwudziestymwieku były masowe przesiedlenia ze wschodu na zachód po drugiej wojnie światowej”12 (przykładem Sulistrowa Jacka Łukasiewicza, którą co prawda trudno nazwać miejscowością kresową, jednak – zrujnowana po bitwie oPrzełęcz Dukielską – uschyłku wojny przestała być schronieniem dla rodziny Łukasiewiczów); miejsca wyobrażone, powstałe „wodniesieniu do geograficznego obszaru, którego pisarz nie poznał osobiście, nie miał okazji się wnim znaleźć, kluczową rolę [wjego kreowaniu – P.M.] odgrywa tradycja przekazana przez poprzednie pokolenia, dla których były to miejsca rodzinne”13 (warto tu przywołać wiersz Noc we Lwowie Łukasiewicza, ukazujący pierwszy spacer po mieście, odbywany pod koniec XXwieku, iducha ojca, Romana Petelenza-Łukasiewicza, który znacznie wcześniej bywał mieszkańcem Lwowa); miejsca przesunięte, októrych można mówić, gdy „emigrant znajduje jakąś »drugą ojczyznę«, wktórej się osiedla iktórą akceptuje, przynajmniej do tego stopnia, że znajduje dla niej miejsce wswojej twórczości”14 (miejscem przesuniętym wydaje się Oak Park Tymoteusza Karpowicza); miejsca wybrane, które „tym różnią się od przesuniętych, że się je tylko odwiedza, anie przebywa się wnich stale”15, i„nie muszą [one] co do swej istoty wiązać się zmigracjami wtej najdotkliwszej postaci, jaką jest wygnanie”16 (miejscem wybranym mógł być Karpacz dla Tadeusza Różewicza); miejsca dotknięte, również „poznane wpodróży, ale tylko przelotnie, niekiedy nawet jednorazowo”17, takie, które nie zdążyły się jeszcze przekształcić wmiejsca wybrane, odwiedzane systematycznie (jak liczne przystanki na trasach wędrówek Michała Książka).
Zamieszkiwanie lub choćby przebywanie „człowieka wmiejscu – jak pisze Hanna Buczyńska-Garewicz przy okazji swoich rozważań oMarcelu Prouście – to także sprawa otwierania, rozszerzania świata zewnętrznego, anie tylko uciekania przed nim wbezpieczne zacisze prywatności własnego pokoju czy domu”18. Skądinąd bowiem „przestrzeń rozszerza się przez mieszkanie wniej, anie kurczy. Zamieszkiwanie otwiera świat przed człowiekiem”19 – sprzyja pomnażaniu ipoznawaniu planet, zwłaszcza tych małych.
1 J. Łukasiewicz, Szymborska. Przypadek, [w:] idem, Kąt widzenia. Notatki literackie, Wrocław 2016, s.61.
2 O. Marquard, Apologia przypadkowości, tłum. K.Krzemieniowa, Warszawa 1994, s.136. Wydaje się, że inspiracją dla Jacka Łukasiewicza była dobrze mu znana gruntowna monografia Rafała Koschanego Przypadek. Kategoria egzystencjalna iartystyczna wliteraturze ifilmie (Wrocław 2006).
3Ibidem, s.62.
4 P. Ricœur, Pamięć, historia, zapomnienie, tłum. J.Margański, Kraków 2012, s.279.
5Ibidem, s.281.
6 K. Wyka, Bose ścieżki, [w:] idem, Nowe idawne wędrówki po tematach, posłowie M.Wyka, Warszawa 1978, s.9.
7Ibidem.
8Ibidem, s.5.
9 M. Czermińska, Autobiograficzny trójkąt. Świadectwo, wyzwanie, wyznanie, Kraków 2020, s.135.
10Ibidem, s.143.
11Ibidem, s.145.
12Ibidem.
13Ibidem, s.146.
14Ibidem, s.147.
15Ibidem, s.150.
16Ibidem.
17Ibidem, s.152.
18 H. Buczyńska-Garewicz, Miejsca, strony, okolice. Przyczynek do fenomenologii przestrzeni, Kraków 2006, s.269.
19Ibidem.
CZĘŚĆ PIERWSZA
W stronę republiki mieszańców – Jacek Łukasiewicz
I
Wpierwszej części tytułowego szkicu książki Republika mieszańców (Wrocław 1974), poświęconego Teodorowi Parnickiemu, Jacek Łukasiewicz opisywał koncepcję człowieka – wywiedzioną zrozległego pogranicza antropologii, historiozofii, psychologii, socjologii – którą wypracował jeden znajbardziej przez krytyka poważanych dwudziestowiecznych pisarzy polskich. Według tej koncepcji: „[…] człowiek jest istotą skłóconą wewnętrznie, ludzkość wskutek jakiejś przyczyny, którą nazwijmy dla uproszczenia wieżą Babel (Parnicki zresztą nie posługuje się tym przykładem), została podzielona granicami narodowościowymi, językowymi, państwowymi, kulturowymi. […] Działa na ich korzyść przyrodzona potrzeba podporządkowania się istniejącym koncepcjom życia, rodząca się zlenistwa umysłowego, iłącząca się znią skłonność do ślepej wiary. Wypływają zniej fanatyzmy religijne iszowinizmy narodowe”20. Tymczasem na przekór lenistwu ifanatyzmom ogółu istnieje pewien typ ludzi, którzy ten konflikt wewnętrzny przeżywają szczególnie intensywnie – takimi właśnie bohaterami wpowieściach Parnickiego są mieszańcy. „Mieszańcom tym przypada rola rzeczywistych motorów historii. Aby mogli działać skutecznie, winni uświadomić sobie własną sytuację, wzałożeniu już tragiczną. Nie mogą bowiem stać się pełnoprawnymi udziałowcami kultur, które ich zrodziły. Zawsze będą odtrącani przez każdą ze stron jako istoty niepełne, jak metal zafałszowany. […] Dopiero uświadomienie sobie faktu, że stanowią wypadkową historii, jej drożdże izaczyn, uświadomienie sobie przez nich zdeterminowania własnej inności, pozwoli skierować aktywność na właściwy tor – na tor walki orzeczpospolitą mieszańców”21. Przeciwko wieży Babel, przeciwko uproszczonym kategoriom wartościowania, przeciwko dyktatowi siły ijednolitości. Czy wimię elitaryzmu? Przecież taka rzeczpospolita mieszańców graniczy zinną republiką – mędrców. Można by nawet odnieść wrażenie, że przy odrobinie nonszalancji sama mogłaby się wnią przekształcić. „Czy to oznacza panowanie elity umysłowej? Okrutną dyktaturę na kształt platoński? Nie może tego oznaczać, albowiem upodstaw republiki mieszańców leży zasada wolności, oczywiście wolności powszechnej – tak jednostkowej, jak ispołecznej”22.
Uwagi te spisywał Łukasiewicz w1957roku23, jako zaledwie dwudziestotrzylatek, niemal dwie dekady przed książkową publikacjąRepubliki mieszańców. Zarówno dwanaście lat po wojnie, jak iwPolsce połowy lat siedemdziesiątych, nazbyt dobrze jeszcze pamiętającej okres moczarowsko-gomułkowski, z jego mroczną kulminacją w1968roku, szkic ten był równie aktualny. Niestety, swoją aktualność niejednokrotnie potwierdzał także później. Prawdopodobnie należy go czytać jako próbę sformułowania przez młodego krytyka własnego humanistycznego programu, wjego przynajmniej dwóch wymiarach: ideowym ispołecznym. Znich właśnie trzeba wywieść prawidła izadania pracy pisarskiej, określić obowiązki pisarza wobec tego, co moglibyśmy nazwać wspólnym dobrem. „Proces pisania utożsamiony zpoznaniem można utożsamić też wpewnych przynajmniej warunkach zmarzeniem. Nie ma więc prawdziwego poznania, które nie wybiegałoby wprzyszłość, które nie byłoby wsamej rzeczy naszym marzeniem oprzyszłości”24.
Przyszłość republiki, oile cieszy się ona wolnością jednostek ispołeczeństwa, stanowi zadanie, któremu nie sposób sprostać, poprzestając na wyosobnionych, choćby najszlachetniejszych gestach. „Wpaństwie niepodległym patriotyzm przestaje być przedmiotem marzenia iwalki, astaje się przedmiotem pracy idziałania najbardziej codziennego. Nie może opierać się na przeszłości, ale musi przede wszystkim opierać się na teraźniejszości”25 – dopowiadał Łukasiewicz wSzmaciarzach ibohaterach, pierwszej książce krytycznoliterackiej, uznawanej przez wielu za jeden zgłównych manifestów programowych pokolenia. „Każde pokolenie – kontynuował – czy część pokolenia przywiązana jest do swojej wartości, która może być krytykowana, ale nie jest obojętne, kto ijak ją krytykuje. Każdy ma swój święty obraz. Nie wiemy, jeszcze nie możemy wiedzieć, jak będzie wyglądał święty obraz zdnia dzisiejszego”. Jest to bowiem „dzień, który bardziej sprzyja pozytywistycznym niż romantycznym hasłom”26, domaga się raczej pracy niż ponętnych aupraszczających alegorii, uświęconych obrazów.
Tytułowi szmaciarze ibohaterowie nie są jednak wzamyśle Łukasiewicza kategoriami rozłącznymi, mogą, lecz nie muszą być sobie przeciwstawiani. „Bohaterskie” i„szmaciarskie” inklinacje osób oraz całych wspólnot są następnie odzwierciedlane przez tendencje wtwórczości literackiej, być może najciekawiej widać to wwarstwie formalnej poezji, wdynamice przemian poetyk. „Świat okazał się inaczej zdeformowany, niż to przypuszczali klasycy iromantycy”27 – ta oczywistość ma niebłahe konsekwencje. Weseju Wstronę „szmaciarzy” (kończącym pierwszą część Szmaciarzy ibohaterów, zatytułowaną Maski poetów) autor porządkuje znaczenia głównych pojęć książki, rezygnując – będzie tak postępował zawsze – złatwych rozstrzygnięć, pochopnych sojuszy, oddalających wątpliwości sądów:
[…] tym, co nazywam „bohaterstwem”, dezawuuję jedynie fałsz, pozę ipompę, mało usprawiedliwioną wiarę wmagiczną, demiurgiczną wznaczeniu „kapłaństwa” rolę poety, anie postawę godności, wspartą onajpiękniejsze klasyczne ibardzo humanistyczne tradycje. „Szmaciarstwo” natomiast, postawę „sprawdzającą”, chwalę nie za ten kult brzydoty, który odkryty był dawno przez ojców symbolizmu, który miał epatować zbyt eleganckie powonienie idrażnić zbyt salonowe poczucie piękna, ani za dadaistyczne czy futurystyczne igraszki słowne, ani za ekspresjonistyczne wyjaskrawienia, lecz za postawę skromną inieufną zarazem. Skromną wstosunku do ogromu dziedzictwa, zktórego płynie nauka, że żaden magiczny klucz nie otwiera nowego języka. Nieufną wstosunku do zastanych wzorców, których nie da się ominąć, których nie da się rozbić wpuch jednym celnym poematem, ale które trzeba mozolnie badać, sprawdzać idostosowywać do dzisiejszej świadomości ludzi żyjących współcześnie […]28.
Która zpostaw skuteczniej wsparłaby mieszańca zmierzającego do jego wymarzonej republiki? Bardzo prawdopodobne, że właśnie ta nieufna wobec aksjomatów iniechętna powielanym receptom. Jednocześnie pokorna wobliczu tradycji jako nieograniczonego rezerwuaru dóbr, spośród których wybiera się po to, by stworzyć suwerenny język teraźniejszości (iprzyszłości). Takie stwarzanie nie oznacza kompilacji ztego, co gotowe ipod ręką. Wybierać trzeba odpowiedzialnie, azarazem odważnie. Wrepublice powinno znaleźć się miejsce zarówno dla tego, co wydaje się nam bliższe, jak idla tego, co bardziej odległe.
II
Jacek Petelenz-Łukasiewicz urodził się 21 czerwca 1934roku we Lwowie. Informacja omieście urodzenia, zwykle zamieszczana wbiogramach, może się okazać myląca, ponieważ Łukasiewicz wmieście tym nigdy nie mieszkał, po raz pierwszy zaś (od czasu urodzin) odwiedził je dopiero wlatach dziewięćdziesiątych, jako człowiek dojrzały. Dzieciństwo spędził we wsi Sulistrowa wówczesnym województwie lwowskim, na Pogórzu Jasielskim, wśrodkowej części międzywojennej Galicji. Okolice Jasła iKrosna opuścił zrodzicami, Romanem Petelenzem-Łukasiewiczem iMarią (zKoczorowskich), oraz zmłodszym rodzeństwem, Jadwigą iAndrzejem, po zakończeniu krwawej bitwy oPrzełęcz Dukielską (toczonej przez Armię Czerwoną iWermacht jesienią 1944roku), podczas której zburzony został dom Łukasiewiczów wSulistrowej. W1945roku rodzina wyjechała do Leszna Wielkopolskiego (tak wtedy nazywało się Leszno), gdzie najstarszy syn ukończył liceum, nawiązując trwałe przyjaźnie, między innymi ze Stanisławem Grochowiakiem, którego poznał jako jedenastolatek. Przeszło siedemdziesiąt lat później Jacek Łukasiewicz wydał swoją ostatnią literaturoznawczą książkę – kolejną poświęconą Grochowiakowi – obszerną monografię Poeta Grochowiak.
ZWielkopolski w1951roku przyszły poeta, krytyk ihistoryk literatury udał się do Wrocławia na studia polonistyczne (ukończył je po czterech latach). Wtym okresie przeżył przedwczesną śmierć matki (w1953roku; ojciec zmarł jeszcze wcześniej, wroku 1949). Rok po studiach zawarł związek małżeński zTeresą Mercik (1928–2020), również polonistką. Do końca życia mieszkał ipracował we Wrocławiu.
Wlatach 1953–1956 Łukasiewicz należał (wraz z Grochowiakiem iTadeuszem Mazowieckim, wówczas redaktorem naczelnym pisma) do zespołu redakcyjnego „Wrocławskiego Tygodnika Katolickiego”. Później wchodził wskład redakcji miesięcznika „Odra” (1971–1976) iwarszawskiego „Tygodnika Literackiego” (1990–1991). Współpracował zwieloma ogólnopolskimi periodykami: „Tygodnikiem Powszechnym”, „Współczesnością”, „Więzią”, „Twórczością”, „Arkuszem” (by wymienić tylko niektóre spośród najważniejszych). W1971roku podjął pracę na Uniwersytecie Wrocławskim (w1972uzyskał doktorat, w1980 – habilitację, w1991otrzymał tytuł profesora, w2004przeszedł na emeryturę). Jest laureatem Nagrody im. Kazimierza Wyki (1997), Nagrody Literackiej Gdynia wkategorii Nagroda Osobna za monografię TR (2013) oraz Nagrody PEN Clubu wkategorii esej (1995).
Zmarł we Wrocławiu 7 marca 2021roku. Pochowany został na cmentarzu Grabiszyńskim.
III
Jako poeta debiutował Jacek Łukasiewicz w1952roku wierszami (podpisanymi pseudonimem Gustaw Berger) wdwutygodniowym dodatku do „Słowa Powszechnego” zatytułowanym „WMłodych Oczach” (nr 8, s.6). Siedem lat później ukazał się pierwszy tom poety – Moje itwoje. Choć nieco późniejszy od debiutanckich książek jego rówieśników – Ballady rycerskiej Stanisława Grochowiaka (1956), Cudów Jerzego Harasymowicza (1956), Teł Stanisława Czycza (1957), Gumowych klocków Urszuli Kozioł (1957) czy Hymnu bałwochwalczego Haliny Poświatowskiej (1958) – zbiór ten należy do szeregu wystąpień poetyckich pokolenia ‘56. Opokoleniowej wspólnocie świadczą liczne, bliższe idalsze, powinowactwa tomu zprojektami lirycznymi wymienionych twórców. Zapewne najwyraźniejsze podobieństwa łączą Moje itwoje zGrochowiakiem, także zjego książkami podebiutanckimi. Pokrewieństw tych dostarczały wzajemne lektury wierszy (jak wspominał Łukasiewicz wPoecie Grochowiaku: „Przyjmowałem albo odrzucałem jego krytyczne uwagi otym, co napisałem, on przyjmował lub odrzucał moje. […] Sądziłem, iż to normalne. Później okazało się, że bardzo rzadkie”29), wspólne lektury przedstawicieli literatury polskiej iświatowej, podobne rozległe inspiracje. Dlatego wpierwszym tomie Łukasiewicza nie brakuje utworów nawiązujących do poetyki Grochowiaka, niektóre znich, przykładem wiersz Janina30, po latach sam autor szczególnie chętnie widział wwyborach swoich wierszy. Wkolejnym zbiorze, Obrazie siedzącej, poeta kontynuował uważny dialog zprzyjacielem (Grochowiakowi zadedykował liryk Ona31). Zkolei począwszy od tomów następnych, Zabaw zimowych32 oraz Doliny33, wpoezji Jacka Łukasiewicza intensyfikują się obecność iznaczenie ekfraz, objawia się – odtąd stale już wyróżniające tę lirykę – uwrażliwienie na problematykę malarstwa, rzeźby (wZabawach zimowych znajdziemy między innymi wiersz Hokusai: 37. Widok Fudżi34), atencja poety dla muzeów igalerii sztuki. Inspiracje plastyką to zresztą również właściwość wspólna wyobraźni iwarsztatów obu reprezentantów pokolenia „Współczesności”.
Nie tylko Grochowiak idawni poeci barokowi – zwłaszcza zaś dwutomowa, gruntowna, licząca ponad dwa tysiące stron antologia Poeci polskiego baroku35, ważna dla rówieśników Łukasiewicza oraz dla niego samego – wyjątkowo silnie wpłynęli na lirykę wrocławskiego twórcy. „Było to w1947roku. Ciepły letni wieczór otaczał szpital wSopocie. […] Skończyłem 13 lat, żyłem wczasie uczuć idoznań skierowanym wmoją przyszłość. […] Wstępowałem, czytając, wrytm, wyrażający coś więcej niż nastrój, prowadzący do tajemnicy mojego umysłu imojego ciała. […] »Wyjęci zczasu mówić nie umiemy«. Idalej: »Serca pękają nam, jesteśmy niemi«. To było moje pierwsze spotkanie zJastrunem, decydujące”36. Cytując wersyPoematu onocy wiosennejMieczysława Jastruna (zjegoWierszy zebranych, wydanych w1956roku), Jacek Łukasiewicz nawiązywał do odwilży, Października, własnych przeżyć zbiegających się zponowną, dojrzalszą już lekturą poezji autora Spotkania wczasie.
Trzy ipół dekady po pierwszej lekturze jego utworów Łukasiewicz ogłosił blisko pięćsetstronicową monografię Mieczysława Jastruna spotkania wczasie. Pierwszy rozdział książki (Wobec zmysłów) rozpoczął uwagą: „Rzeczywistość jest dla poety widzialna, ato znaczy również słyszalna, dotykalna, dająca się powąchać. Poznanie zmysłowe jest też często tematem jego wierszy”37. Nie inaczej dzieje się wwierszach Łukasiewicza, wktórych sensualne doznania opisywane są pieczołowicie, zczułością dla poznawanego przedmiotu izachwytem nad sprawnością aparatu poznawczego – jak wekfrazie Jadło („Kaczka wagreście, jeż wkolcach, / te marzenia wiosennego stołu, / bażancie sadło. […]”) ztomu Podróże38.
Lata osiemdziesiąte to dla poezji Jacka Łukasiewicza czas poszukiwań formalnych. WAlbumie, złożonym zsiedmiu ksiąg zawierających krótkie uwagi ikonstatacje, często zredukowane do jednego zdania lub jego równoważnika, teksty odnoszą się do codzienności początków dziewiątej dekady, do lektur, podróży, przemycają także kąśliwe aluzje do poczynań władzy (na przykład „Voyerzy podglądali Voyażerów”39). Intensywną pracę nad formą poetycką kontynuował Łukasiewicz wŚwietle mijania40, tomie pełnym nawiązań do światowej poezji (Paula Éluarda, Géralda Neveu), iCzterech poematach, wktórych intymna, zwłaszcza erotyczna tematyka uśmierza „mój strach imoje przeczucia”41, odsłaniając to, co pozostało, gdy „ZTWARZY zdjęto maskę czasu. / (Świat to muzeum masek)”42.
Kolejne tomy, już zostatniej dekady XXwieku, wprowadzają wyraźniejszy niż dotąd ton elegijny, wydobywający zpamięci miejsca zprzeszłości, bliskich ludzi, zdarzenia zich udziałem. Elegijną nutę można było usłyszeć wcześniej, na przykład wwierszu Górna Aleja wS. (czyli wSulistrowej) wŚwietle mijania, lecz charakterystyczny staje się on dla dojrzałej twórczości poetyckiej Łukasiewicza, dla tomu Mali mistrzowie – zwierszem Noc we Lwowie43, opisującym nocny spacer po mieście iwspomnienie ojca – oraz podzielonego na czternaście części poematu Czas niedopełniony44. Wzbiorach poetyckich opublikowanych po 2000roku – Deszczyku45, Stojącej na ruinie46, Rytmach jesiennych47 – ta subtelna elegijność uzupełniona zostaje ogłos żartobliwy, odrobinę autoironiczny. Zarazem jednak wStojącej na ruinie iRytmach jesiennych znajdziemy wiersze będące próbą rozrachunku zżyciem, przeglądu relacji zbliźnimi. Obok tych poważnych, pełnych etycznego namysłu utworów są również erudycyjne poezje osztuce: obrazach, rzeźbach, muzyce. Jej szczególną rolę potwierdza Róg, jedna zdwóch części książki Stojąca na ruinie, którego inspiracją były dla Łukasiewicza kompozycje waltornisty Richarda Burdicka. Swoistym kontrapunktem – jednocześnie zaś dopełnieniem wymienionych tomów – jest Tercet48, humorystyczne poetyckie varia, publikacja składająca się ztrzech tomików: Limeryków, Wierszyków oraz Wierszy dla V… Podobnie bowiem jak ekfrazy, wyrafinowane literackie foremki zTercetu także mają otwarcie autotematyczny charakter.
Literacką zabawą nie sposób natomiast nazwać Wiązań49, przedostatniego poetyckiego tomu Łukasiewicza, pomyślanego jako cykl utworów trzywersowych, formalnie wzorowanych na haiku. To ćwiczenie uważności wobserwowaniu bliższych planów życia i„forma bardziej pojemna” od mniej tradycyjnych gatunków lirycznych. Wiązania poprzedziły Cięcia50, dziennik liryczny, wktórym tematem refleksji uczynił poeta trudną sytuację życiową, wktórej się znalazł, pozostając jednak wyrozumiałym wobec dotkliwych przemian losu. Utwory zdrugiej części książki układają się wspójną narrację podmiotu przebywającego całymi tygodniami we wrocławskich szpitalach. Zkolei liczne wiersze zczwartej (ostatniej) odsłony Cięć są trenami, opowiadają opustym pokoju za ścianą – „Otwieram drzwi, / ale nie wchodzi przez nie nikt. / Inikt nie wychodzi”51 – iożywej pamięci okochanej osobie, która odeszła.
IV
Pierwszym poważnym szkicem krytycznoliterackim Jacka Łukasiewicza był artykuł Upoety, który już odszedł, poświęcony poezji Tadeusza Gajcego52. Wybór bohatera wokresie wciąż jeszcze socrealistycznym musiał uchodzić za co najmniej nieoczywisty iśmiały. Gdy dziesięć lat później autor tego tekstu ogłaszał swoją pierwszą książkę krytyczną, Szmaciarzy ibohaterów, był już uznanym krytykiem, towarzyszącym nie tylko swojemu pokoleniu pisarzy. Jego drugi zbiór krytycznoliteracki, Zagłoba wpiekle, spotkał się zjeszcze życzliwszym przyjęciem, entuzjastycznie pisał onim między innymi Kazimierz Wyka wszkicu Węgiel mojego zawodu, włączonym później do autorskiego tomu Opotrzebie historii literatury53. Tytułowy bohater – powszechnie znana postać zpowieści Henryka Sienkiewicza – jak również jego wcielenie, Piast Dantyszek zutworu Juliusza Słowackiego54, zostali przez krytyka poddani próbie przeniesienia we współczesność. Ina odwrót – współcześni pisarze odniesieni zostali do wzbudzającego kontrowersje arcywzorca dziewiętnastowiecznej polskiej literatury. Samochwał wyraża bowiem „zgodę na to, co istnieje, […] wynikającą zprzeświadczenia, że nie ma szerszej igłębszej rzeczywistości społecznej, atylko jest plazma, którą dowolnie można ujmować pomysłowymi schematami […]. Aprzecież piekło jest strukturą, jest zorganizowane, na tym polega piekielność wszelkich piekieł; będąc piekłem świadomości, jest także piekłem historii”55. Dwadzieścia lat po wojnie ipo dwóch dekadach ludowej Polski, niełatwo poddającej się ocenie, jeśli miałaby to być ocena sprawiedliwa, problem rozumienia historii oraz własnego wniej miejsca – „Zagłoba to symbol nader wygodny, zwłaszcza dla tych, którzy nie pragną podejmować nadmiernych zobowiązań”56 – wydawał się nader współczesny. Może zresztą jest takim nadal.
„Bez wyjścia zpiekiełka – zauważał wkrytyk – nie można ustalić własnej tradycji”57. Tę zaś Jacek Łukasiewicz sytuuje wrozległych granicach chronologicznych. Nie bez powodu historyk literatury XXwieku tak chętnie powracał do XIX stulecia, również jako autor popularnonaukowej biografii Mickiewicz, wktórej zawarł istotny dla siebie sąd opoecie polityku: „Chciał stworzyć pomost […] pomiędzy Polską stanową, szlachecką anowoczesną demokracją, projektując ustrój oparty na powszechnej nobilitacji”58. Idodawał: „Polska nadal była dlań wielonarodowa, wielowyznaniowa, połączona unią. Wunii polsko-litewskiej widział wzór dla przyszłej federacji państw Europy”59. Do Mickiewicza wrócił Łukasiewicz pod koniec życia, planując monografię poświęconą twórcy Ksiąg narodu. Ukończyć jej nie zdążył.
Wuprzywilejowanym obszarze „własnej tradycji” ulokował natomiast rówieśników ipisarzy nieco tylko starszych, czyli debiutantów okolic odwilży. Uzasadniając swoje czytelnicze wybory wtomie Laur iciało, krytyk deklarował, że podobnie jak wpoprzednich książkach, „wyjściem do poszukiwań była poezja tzw. »pokolenia 56«”60. Od poczucia przynależności pokoleniowej ważniejsza jednak jest świadomość czasu iokoliczności, wjakich się pisze iżyje. „Nie wolno zbyt łatwo przekraczać tego, czym jesteśmy, wczym się widzimy, awięc pejzażu, wktórym to widzenie zostało dotychczas utrwalone. Nie wolno zbyt łatwo – to znaczy, nie wolno artyście ulegać ignorowaniu własnej sytuacji psychospołecznej, nie wolno ulegać pokusie używania wybiegów”61. Bo polska poezja – literatura wszerszym sensie – jest, mimo woli, „spadkobierczynią własnej historii”62, spraw moralnych ipublicznych. Widać to bardzo dobrze wOku poematu, zbiorze składającym się zbłyskotliwych analiz kilkunastu „poematów wielogłosowych, średnich rozmiarów, zdominantą liryczną”63 (jak je we wstępie zapowiada interpretator). Przykładom analizowanych utworów nie sposób odmówić reprezentatywności: Widma Gajcego, Słowo oStalinie Broniewskiego, Poemat dla dorosłych Ważyka, Traktat poetycki Miłosza, Sztuczne oddychanie Barańczaka.
„Łukasiewicz pisze oksiążkach iludziach, nierozerwalnie, bo nawzajem osobie świadczą iwzajemnie się kształtują, adla krytyka są więc komplementarnymi przedmiotami lektury”64 – pisał Andrzej Zawada wszkicu Krytyka, czyli sposób bycia (wtomie poświęconym Jackowi Łukasiewiczowi). Szkice oksiążkach iludziach poroku 1980 – taki właśnie podtytuł, przypomnijmy, otrzymał zbiór szkiców iesejów Rytm, czyli powinność. Jego autor wrócił wówczas do regularnego uprawiania krytyki, po „dziwnych iprzykrych” latach osiemdziesiątych, wradykalnie zmienionych warunkach, już bez Urzędu Kontroli Publikacji. Wrócił do Różewicza, Białoszewskiego, Szymborskiej, Herberta, Kozioł, Czerniawskiego, Barańczaka, Sobkowiaka… Jednocześnie zuwagą skomentował antologię poezji debiutujących roczników sześćdziesiątych, przyszli barbarzyńcy65. Więcej wRytmie, czyli powinności poetów, co tłumaczy być może konstatacja ztytułowego eseju – opóźnych wierszach prozaika Kornela Filipowicza: „Rytm prozy, poważnej, realistycznej winien odpowiadać rytmowi życia. Nie fizjologicznemu, czy nie tylko fizjologicznemu, lecz moralnemu. Wiersz uwydatnia ten właśnie rytm, podkreśla jego sens”66.
Okazją do wsłuchiwania się wróżnorodne rytmy prozy ipoezji stały się Ruchome cele67, kolejna książka krytyczna Łukasiewicza, tym razem oliteraturze lat dziewięćdziesiątych oraz przełomu wieków iojej autorach. Do tych, októrych krytyk pisał systematycznie, dołączyli ówcześni młodzi: Marcin Sendecki, Bartłomiej Majzel, Ewa Sonnenberg czy Darek Foks. Atakże liczni pisarze wrocławscy iśląscy (albo kiedyś ze Śląskiem związani), zarówno bardzo znani, jak imniej głośni: Tadeusz Różewicz, Tymoteusz Karpowicz, Urszula Kozioł, Janusz Styczeń, Henryk Waniek, Wacław Grabkowski, Jerzy Pluta.
Nieco inny charakter ma Kąt widzenia. Notatki literackie, tom skomponowany ztekstów co prawda datowanych, lecz nieuporządkowanych wrozdziały, który mimo to układa się wpasmo segmentów tematycznych. Nie wszystko zostało tu jednak ułożone chronologicznie. Daty roczne imiesięczne przydają się nawet tam, gdzie ich kolejność przeczy chronologii. Wskazują one wówczas na motywacje systematycznego pisania (rubrykę „Notatki literackie” prowadził Łukasiewicz w„Odrze” od 2004roku). Rytm zmian, któremu podlegają interesujące krytyka zjawiska, jawi się jako odbity winnym rytmie – ewolucji jego stosunku do nich. Rytmowi temu służą przerwy, konieczne, wyznaczane przez objętość tekstu, periodyczność czasopisma, poetykę gatunku krytycznego.
Pisanie oksiążkach iludziach uprawiane przez Jacka Łukasiewicza ma jeszcze jedną konsekwencję ważką dla warsztatu literaturoznawcy, zwłaszcza ouniwersyteckim profilu: rezygnację zfetyszyzowania granicy między krytyką literacką ahistorią literatury albo, ogólniej rzecz ujmując, literaturoznawstwem akademickim. Dystans wobec naukowej ortodoksji. Wysokiej próby przykładów pisarstwa wyrafinowanego iprostego, celnego aurodziwego dostarczają monografie Łukasiewicza poświęcone najważniejszym dla niego poetom: nawiązująca do kategorii sygnatury, kluczowa dla lektury twórczości krytyka książka oTadeuszu Różewiczu – TR68 oraz dwie pozostałe – Mieczysława Jastruna spotkania wczasie iPoeta Grochowiak. Wreszcie – popularnonaukowa publikacja biograficzna Herbert69. Można je zresztą czytać jako zwieńczenia długotrwałych praktyk lekturowych badacza, ponieważ monografie te poprzedzają lub uzupełniają inne prace owymienionych pisarzach: liczne szkice ieseje wzbiorach krytycznoliterackich, od Szmaciarzy ibohaterów po Jeden dzień wsocrealizmie70, opracowanie wserii Biblioteki Analiz Literackich Poezja Zbigniewa Herberta71, Stanisława Grochowiaka Wybór poezji wBibliotece Narodowej72, wkońcu – erudycyjna monografia Grochowiak iobrazy73.
V
„Różnica między dawnymi anowymi czasami polega między innymi na tym, że kiedyś poruszano się wolniej. Ludzie żyli krócej ipomału, my żyjemy dłużej iszybko. Powinniśmy więc więcej przeżyć i– jeśli umiemy – lepiej skorzystać. […] Przewodnik, dobry przewodnik […] zwalnia nasze tempo. Trochę wolniej, trochę głębiej, trochę pokorniej, bo itak nie zobaczy się wszystkiego – nakłania bez pouczeń, atylko narzucając właściwy rytm, kierując widzeniem”74. Tak oAleksandrze Olędzkiej-Frybesowej pisał wRuchomych celach Jacek Łukasiewicz, przewodnik równie znakomity.
20 J. Łukasiewicz, Republika mieszańców, Wrocław 1974, s.181.
21Ibidem, s.183–184.
22Ibidem, s.187.
23 Pierwodruk szkicu: „Więź” 1958, nr 1, s.52–73.
24 J. Łukasiewicz, Republika mieszańców…, s.203.
25Idem, Szmaciarze ibohaterowie, Kraków 1963, s.191–192.
26Ibidem, s.192.
27Ibidem, s.105.
28Ibidem.
29Idem, Poeta Grochowiak, Wrocław 2019, s.489.
30Idem, Moje itwoje, Warszawa 1959, s. 30–31.
31Idem, Obraz siedzącej, Wrocław 1963, s.11.
32Idem, Zabawy zimowe, Warszawa 1968.
33Idem, Dolina, Warszawa 1972.
34Idem, Zabawy zimowe…, s.53.
35Poeci polskiego baroku, t. 1–2, oprac. J.Sokołowska, K. Żukowska, Warszawa 1965.
36 J. Łukasiewicz, Rytm, czyli powinność. Szkice oksiążkach iludziach poroku 1980, Wrocław 1993, s.236–237.
37Idem, Mieczysława Jastruna spotkania wczasie, Warszawa 1982, s.15.
38Idem, Podróże, Warszawa 1976, s.55.
39Idem, Album, Kraków 1983, s.57.
40Idem, Światło mijania, Warszawa 1986.
41Idem, Cztery poematy, Kłodzko 1988, s.9.
42Ibidem, s.29.
43Idem, Mali mistrzowie, Świdnica 1993, s.38.
44Idem, Czas niedopełniony, Wrocław 1998.
45Idem, Deszczyk iinne wiersze, Wrocław 2005.
46Idem, Stojąca na ruinie, Wrocław 2011.
47Idem, Rytmy jesienne, Wrocław 2014.
48Idem, Tercet, Wrocław 2014.
49Idem, Wiązania, Wrocław 2018.
50Idem, Cięcia, Wrocław 2020.
51Idem, Nikt, [w:] ibidem, s.93.
52 „WMłodych Oczach” 1953, nr 8, s.7–8.
53 K. Wyka, Opotrzebie historii literatury. Szkice polonistyczne zlat 1944–1967, Warszawa 1969.
54 J. Słowacki, Poema Piasta Dantyszka herbu Leliwa opiekle, Paryż 1839.
55 J. Łukasiewicz, Zagłoba wpiekle, Kraków 1965, s.19.
56Ibidem, s.237.
57Ibidem, s.19.
58Idem, Mickiewicz, Wrocław 1996, s.207.
59Ibidem, s.210.
60Idem, Laur iciało, Warszawa 1971, s.173.
61Ibidem, s.174.
62Ibidem, s.175.
63Idem, Oku poematu, Wrocław 1991, s.5.
64 A. Zawada, Krytyka, czyli sposób bycia, [w:] Wiary isłowa, red. A.Poprawa, A.Zawada, Wrocław 1994, s.70.
65 b. g. wstajmfśke, przyszli barbarzyńcy, Kraków 1991.
66 J. Łukasiewicz, Rytm, czyli powinność…, s.169.
67Idem, Ruchome cele, Warszawa 2003.
68Idem, TR, Kraków 2012.
69Idem, Herbert, Wrocław 2002.
70Idem, Jeden dzień wsocrealizmie iinne szkice, Katowice 2006.
71Idem, Poezja Zbigniewa Herberta, Warszawa 1995.
72 S. Grochowiak, Wybór poezji, wstęp ioprac. J. Łukasiewicz, Wrocław 2000.
73 J. Łukasiewicz, Grochowiak iobrazy, Wrocław 2002.
74Idem, Ruchome cele…, s.255.
