Lazurowe szczęście - Sharon Kendrick - ebook
Opis

Sławny kierowca wyścigowy Luis Martinez po wypadku przechodzi rehabilitacji w swoim domu w Anglii. Doskwierają mu tu jednak nuda i zła pogoda, postanawia więc pojechać do Francji na Lazurowe Wybrzeże. Zabiera ze sobą Carly Conner, która pomaga mu w ćwiczeniach. Carly nie jest piękna jak modelki, z którymi Luis się zwykle spotykał, lecz im więcej przebywa w jej towarzystwie, tym bardziej interesuje go ta inteligentna dziewczyna. Rodzą się w nim nieznane mu dotąd uczucia i nie bardzo wie, co z nimi zrobić…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 137

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Sharon Kendrick

Lazurowe szczęście

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Zastygła w bezruchu, gdy dotarło do niej echo gniewnego głosu jej szefa.

– Carly!

Popatrzyła na swoje dłonie oblepione ciastem. I co teraz miała zrobić? Mogłaby udawać, że go nie słyszy, ale czy to miało sens? Chciał, żeby zawsze była pod ręką. A poza tym, gdy jej pracodawca czegoś od niego chciał, zawsze żądał tego w tej sekundzie, i ani chwili później.

Carly westchnęła głośno. Od paru tygodni Luis Martinez był wyjątkowo humorzasty, wymagający i trudny do zniesienia. Wprawdzie miał powód, żeby być w gorszym nastroju niż zwykle, ale ona uważała, że jednak trochę przesadza. Często musiała gryźć się w język, żeby nie odszczeknąć, kiedy warkliwym tonem rzucał kolejną arogancką komendę. Może więc dobrym pomysłem byłoby udawanie, że go nie słyszy? Najbardziej chciałaby, żeby po prostu znowu stąd wyjechał na parę tygodni, może nawet miesięcy…

– Carly!

Jego głos tym razem zadudnił niczym grzmot burzy. Zdjęła chustkę i rozpuściła włosy. Szybko umyła ręce i ruszyła w stronę siłowni na tyłach domu, gdzie Luis Enrique Gabriel Martinez w tej chwili przechodził kolejną sesję rehabilitacji ze swoją fizjoterapeutką.

A raczej powinien przechodzić, po wypadku, z którego cudem uszedł z życiem. Carly ostatnio się zastanawiała, czy codzienne sesje rehabilitacyjne nie stały się zbyt… intymne. To by wyjaśniało, dlaczego fizjoterapeutka, wcześniej taka chłodna i oficjalna, zaczęła przychodzić umalowana i wyperfumowana. Ale czy można się było jej dziwić? Luis miał w sobie coś, co kobiety uwielbiały. Był seksownym, latynoskim przystojniakiem. I miliarderem. Podobno w szpitalu pielęgniarki wręcz koczowały przy jego łóżku.

Carly cieszyła się, że jest jedną z niewielu kobiet odpornych na czar tego Argentyńczyka. Prawdę mówiąc, jej nigdy nie próbował oczarować. Zapewne była dla niego nieciekawa jak tapeta i przezroczysta jak szyba. Cóż, bycie szarą myszką miało swoje zalety. Dzięki temu zresztą mogła wykonywać spokojnie swoje obowiązki i marzyć o lepszej przyszłości. Zresztą w swoim chlebodawcy dostrzegała głównie negatywne cechy: egoizm, arogancję i brawurę, przez którą uległ wypadkowi. Drażnił ją także jego nawyk zostawiania brudnych filiżanek po kawie w całym domu. Znajdowała je w najbardziej zaskakujących miejscach…

Dotarła do siłowni, lecz stanęła pod drzwiami. Może powinna poczekać, aż skończy się masaż?

– Carly!

Czyżby słyszał jej kroki? Miała na stopach stare trampki, które nie wydawały żadnych odgłosów. Podobno zmysły Luisa były tak „podrasowane” jak samochody, którymi się ścigał. Gdyby tak nie było, nie byłby jednym z najlepszych kierowców wyścigowych na świecie.

– Carly, możesz przestać się tam czaić i wejść do środka?!

Jego ton był arogancki i władczy. Większość ludzi byłaby urażona, gdyby ktoś tak się do nich zwrócił, ale ona już do tego przywykła. „Warczy jak wściekły pies – mówili ludzie z jego otoczenia – ale nie gryzie”. Co do tego nie miała pewności. Jego ostatnia dziewczyna, która zresztą nie zagrzała zbyt długo miejsca w jego łóżku, chyba jednak lubiła być przez niego gryziona. Na śniadaniach pojawiała się z dziwnymi śladami na szyi, jakby spędziła noc z wampirem. Nawet nie starała się ich zakryć. Przeciwnie, z dumą się z nimi obnosiła.

Carly otworzyła drzwi i weszła do środka. Luis leżał na plecach na wąskiej kozetce, z rękami założonymi pod głową. Jego oliwkowe ciało odcinało się na tle białego prześcieradła. Spojrzał na nią dziwnym wzrokiem. W jego oczach nie było tego, co zwykle – irytacji lub obojętności. Przeszedł ją lekki dreszcz. Po chwili zauważała, że Mary Houghton, jego fizjoterapeutka, stoi pod oknem i wpatruje się w czubki swoich butów, oddychając gwałtownie.

Dlaczego się nie ubrał? – pomyślała, przesuwając wzrokiem po jego atletycznym ciele, zupełnie nagim z wyjątkiem małego ręcznika położonego na biodrach. Z drugiej strony, dlaczego miałby się przy niej krępować? Była przecież tylko jego pomocą domową. Nawet nie traktował jej jak kobiety. Z jakiegoś powodu nagle zrobiło jej się smutno z tego powodu. Był obdarzony naprawdę zachwycającą urodą. Znała go, zanim ją zatrudnił. Widywała w telewizji, jak stał na podium, trzymając puchary zwycięzcy, tryskając szampanem na wiwatujące tłumy. Nic dziwnego, że bili się o niego reklamodawcy. Pojawiał na gigantycznych bilbordach, reklamując luksusowe zegarki, ubrania czy auta. Gazety rozpisywały się nie tylko o jego sportowych triumfach, ale również o niezliczonych romansach. Rzadko widywało się go bez jakiejś efektownej blondynki uwieszonej na ramieniu. Któryś dziennikarz kiedyś napisał, że ma zniewalający, uwodzicielski uśmiech, ale groźne czarne oczy – co tylko dodawało mu egzotycznego magnetyzmu. Carly natomiast zawsze wyczuwała w nim pierwiastek czegoś dzikiego, pierwotnego. Przypominał jej czasami nieoswojonego drapieżnika. Żadna kobieta nie potrafiła go usidlić. Do twarzy było mu w czarnych, nieco zbyt długich włosach. Teraz wpatrywał się w nią tak intensywnie, że odruchowo spuściła głowę. Po chwili zerknęła kątem oka na Mary Houghton. Od paru tygodni przychodziła do tej willi. Miała doskonałą sylwetkę, lśniące włosy i prezentowała się zjawiskowo w śnieżnobiałym uniformie. Na jej pięknej twarzy dostrzegła jednak grymas. Jakby ją coś bolało.

– Wreszcie się zjawiłaś. Gratuluję – rzucił z sarkazmem. – Leciałaś tutaj z drugiego końca świata? Wiesz, że nie lubię czekać – dodał warkliwie.

– Byłam zajęta robieniem alfajores – odparła. – Żeby później zjadł pan je do kawy.

– Ach, tak – burknął. – Tempo, w jakim się poruszasz, jest skandaliczne, ale nie można zaprzeczyć, że jesteś doskonałą kucharką. Twoje alfajores są tak smaczne jak te, które jadłem w dzieciństwie.

– Czy wezwał mnie pan z jakiegoś konkretnego powodu? Jeśli nie przypilnuję gotowania, to wszystko pójdzie na marne.

– Nie masz prawa dawać mi wykładów o zarządzaniu czasem, skoro właśnie brak tej umiejętności jest twoją największą wadą. – Spojrzał na Mary Houghton i powiedział: – Carly czasami zapomina, że pewien stopień uległości jest pożądaną cechą u gosposi. Bardzo dobrze wywiązuje się ze swoich obowiązków, więc muszę tolerować jej momenty niesubordynacji. Mary, jak myślisz: czy ona byłaby w stanie pomóc mi odzyskać najlepszą formę, skoro ty chcesz ode mnie odejść?

Carly przestała się martwić o argentyńskie ciastka. O co w tym wszystkim chodziło? Dlaczego fizjoterapeutka wyglądała na tak załamaną, jakby wydarzyło się coś strasznego. Wzięła głęboki wdech i postanowiła zapytać wprost.

– Czy stało się coś złego?

Mary posłała jej letni uśmiech i wzruszyła ramionami.

– Niezupełnie… złego – odparła kobieta. – Ale moja zawodowa znajomość z panem Martinezem dobiegła końca. Już nie potrzebuje moich usług. – W jej głosie zabrzmiała lekko drżąca nuta. – Będzie jednak przez parę kolejnych tygodni potrzebował codziennej rehabilitacji, żeby odzyskać pełną formę. Ktoś musi go pilnować.

– Aha – mruknęła Carly, wciąż zbita z tropu.

Luis przeszył ją spojrzeniem. Jego czarne oczy były niczym dwa lasery.

– Nie miałabyś nic przeciwko temu, żeby na jakiś czas przejąć obowiązki Mary, prawda? Masz odpowiednie zdolności manualne.

– Ja?

– Ciągle rozmawiamy o tobie.

Była w szoku. Sama myśl o tym, że miałaby się zbliżyć do półnagiego mężczyzny – zwłaszcza Luisa Martineza – była niewyobrażalna.

– To znaczy, miałabym pana… masować? – Jej głos był cieniutki, z trudem wydobywał się przez ściśnięte strachem gardło.

Wykrzywił usta. Nie wiedziała, czy to oznaka rozbawienia, czy niezadowolenia.

– Czyżby to była tak przerażająca myśl dla ciebie, Carly?

– Nie, skądże – skłamała nerwowo.

Gdyby wiedział, jak była niedoświadczona, jeśli chodzi o kontakty z mężczyznami, nigdy nie złożyłby jej takiej propozycji. Była tak niedoświadczona, jak to tylko możliwe. Czy powinna powiedzieć mu prawdę? Nawet jeśli nie całą, to przynajmniej częściową?

Poczuła, jak palą ją policzki. Splotła nerwowo dłonie za plecami.

– Chodzi o to, że… ja nigdy nikogo… nie masowałam – wydukała wreszcie.

– Och, to żaden problem – odezwała się Mary Houghton. – Nauczę cię podstawowych technik, które wcale nie są trudne. Skoro masz wyćwiczone dłonie, spokojnie sobie poradzisz. Jeśli chodzi o ćwiczenia, łatwo się ich nauczyć. Zresztą pan Martinez już wie, jak należy je wykonywać. Głównie więc chodzi o pilnowanie, żeby trzymał się harmonogramu.

– Dasz radę, Carly?

Znowu spojrzała na Luisa. Jego głos zabrzmiał dziwnie łagodnie, a spojrzenie było tak intensywne… Zakręciło jej się w głowie i zrobiło gorąco. Zatęskniła za tym, jak traktował ją do tej pory. Jak mebel. Lubiła zlewać się z tłem. Życie wtedy było bezpieczniejsze, bardziej przewidywalne.

Oczywiście, że mogłaby się nauczyć go masować, ponieważ faktycznie miała zdolności manualne. Uważała, że dobrze prowadzi ten dom. Gotowała, sprzątała, prasowała i zajmowała się setkami innych spraw. Umawiała się z firmami cateringowymi, kiedy Luis urządzał jakieś większe przyjęcie, albo ze słynnymi szefami kuchni, którzy przygotowywali dla niego bardziej intymne kolacje. Kontaktowała się telefonicznie z salonami florystycznymi, żeby ekspresowo udekorować willę pachnącymi kwiatami albo ułożyć w basenie pod gołym niebem lilie wodne z zapalonymi świeczkami, jeśli pozwalała na to pogoda.

Chciała mieć odwagę powiedzieć: „Przykro mi, ale tego nie zrobię”. Nie byłaby w stanie nawet zbliżyć się do jego obnażonego ciała, a co dopiero go dotknąć! Nie, to byłoby niemożliwe. Co prawda wciąż marzyła o tym, by zostać lekarką, ale nie chciała, żeby jej pierwszym pacjentem był akurat Luis Martinez.

– Na pewno znajdzie pan kogoś innego do tej roli – odparła.

– Ale ja nie chcę nikogo innego. Chcę ciebie. – Po chwili zapytał: – A może nie masz na to czasu, Carly? Może nie pozwalają ci na to jakieś inne obowiązki lub rzeczy? Coś, o czym nie wiem, a powinienem? Jakkolwiek by było, to ja ci płacę, prawda?

Carly zacisnęła dłonie w pięści. Wiedziała, że to perfidny szantaż. Rzeczywiście, płacił jej bardzo hojnie. Większość z tych pieniędzy odkładała, żeby dostać się na akademię medyczną. Wiedziała, że u Luisa ma ciepłą posadkę. Miała dużo czasu na naukę. Lubiła u niego pracować, zwłaszcza kiedy akurat przebywał poza Anglią, czyli bardzo często. Posiadał domy w wielu zakątkach świata, tam, gdzie robił interesy. Angielska rezydencja była dla niego spokojną przystanią, do której rzadko zawijał. Carly nawet nie wiedziała, dlaczego utrzymuje tę wiejską posiadłość. Pewnego dnia zdobyła się na odwagę i zadała to pytanie jego asystentowi.

– Podatki – rzucił krótko Diego, były zapaśnik.

Carly miała za zadanie utrzymywać dom w ciągłej gotowości na nieoczekiwane przybycie właściciela. W tej chwili też by go tutaj nie było, gdyby nie charytatywny wyścig, w którym postanowił wziąć udział, i w którym uległ wypadkowi. Na parę tygodni wylądował w szpitalu ze strzaskaną miednicą.

Popatrzyła na niego. Nie, nie wyobrażała sobie, że mogłaby przekroczyć tę niewidzialną granicę i go dotknąć. Musiała mu to delikatnie wyperswadować.

– Moim zdaniem powinien pan zatrudnić jakąś specjalistkę.

Luis zerknął na Mary Houghton, która ciągle stała pod oknem w tej samej pozycji i z tą samą miną.

– Możesz nas na chwilę zostawić, Mary?

– Oczywiście. Porozmawiam z tobą, kiedy stąd wyjdziesz, Carly. – Po paru chwilach milczenia wyciągnęła dłoń i powiedziała do Luisa: – Cóż, żegnaj. Było mi… bardzo miło.

Skinął głową, ale Carly zauważyła, że jego twarz emanuje zimnem. Podparł się na łokciu i z wyraźną niechęcią potrząsnął dłoń fizjoterapeutki.

– Żegnaj, Mary.

Gdy kobieta wyszła, w pomieszczeniu zaległa krępująca cisza. Luis podniósł się i wskazał ręką czarny szlafrok wiszący na drzwiach. Carly podała mu go, a potem wbiła wzrok w ziemię, czekając, aż się ubierze.

– Dlaczego jesteś tak niechętnie nastawiona do mojej propozycji? – spytał z irytacją, która przybierała na sile z każdym słowem. – Czemu jesteś taka cholernie uparta?

Milczała. Czy byłby w stanie zrozumieć, że bała się tej intymności, której chciał? Czy może byłby zaszokowany, gdyby powiedziała, że jedno okropne przeżycie… i całe życie uciekała od bliskości, która dla większości kobiet w jej wieku jest czymś zupełnie naturalnym? Ktoś taki jak Luis Martinez pewnie powiedziałby: „zapomnij o tym”, tak jak inni ludzie. Jakby to było takie łatwe.

Zresztą nie chodziło tylko o to, co kiedyś się jej przytrafiło. Czuła, że gdyby się zgodziła, nic dobrego by z tego nie wynikło. Przystojni, bogaci mężczyźni, tacy jak Luis, oznaczają zawsze kłopoty. Jej siostra, Bella uganiała się za tego typu facetami. Raz po raz dostawała od nich kosza, ale niczego się nie nauczyła i dalej marzyła, że pewnego dnia usidli jakiegoś przystojnego milionera.

– Nie chcę zaniedbywać swoich dotychczasowych obowiązków – oświadczyła Carly rzeczowym tonem.

– W takim razie niech ktoś cię zastąpi przy gotowaniu i sprzątaniu. To chyba niezbyt skomplikowane czynności, prawda?

Carly poczuła się urażona. Wiedziała, że bycie gosposią to nie to samo co bycie prawnikiem czy lekarzem, ale było jej przykro, że Luis tak lekceważąco traktował jej pracę.

– Łatwiej będzie znaleźć jakąś zawodową masażystkę – odparła.

– Nie – burknął. – Mam już dość obcych ludzi, którzy wchodzą do mojego mieszkania i mówią mi, co mogę, a czego nie mogę robić. – Zacisnął usta. – Dlaczego stawiasz opór, Carly? Bo wykonanie masażu swojemu szefowi nie zostało uwzględnione w twojej umowie o pracę?

– Nie mam żadnej umowy.

– Czyżby? – zdziwił się.

– Tak. Podczas rozmowy powiedział pan, że jeśli nie ufam panu na słowo, to nie mam czego u pana szukać.

Uśmiechnął się arogancko.

– Naprawdę to powiedziałem?

– Owszem – potwierdziła.

Jego twarz znowu spochmurniała. Westchnął z irytacją.

– Jestem już znużony tą rozmową. Chcesz mi pomóc czy nie?

Wiedziała, że to jest groźba. Jeśli się nie zgodzi, to co się stanie? Straci tę pracę? W jakiej innej miałaby tyle wolnego czasu, żeby się uczyć do egzaminów? Zmarszczyła czoło, przypomniawszy sobie rachunek za szampana, który przyszedł po jego ostatnim przyjęciu.

– Mogłabym się zgodzić, gdybym otrzymała za to jakąś dodatkową opłatę.

– Masz na myśli wynagrodzenie za niebezpieczną pracę?

– Tak – kiwnęła głową. – Sama lepiej bym tego nie ujęła.

Zaśmiał się pod nosem.

– To zabawne. Nigdy nie sądziłem, że drzemie w tobie twarda negocjatorka, Carly.

– Słucham? Dlaczego?

Nie odpowiedział. Wstał z kozetki i zaczął rozciągać biodra, tak jak nauczyła go tego Mary. Nie chciał mówić swojej gosposi, że potwierdziła jego teorię – każdy człowiek ma swoją cenę. Po co miałby ją denerwować? Lepiej nie drażnić kobiet, jeśli można tego uniknąć. Ale czasami oczywiście się nie dało. Zwykle dlatego, że nie słuchają, co się do nich mówi, albo wbijają sobie do głowy, że mogą zmienić czyjeś zdanie…

Albo się zakochują, pomyślał i wykrzywił usta. Taki właśnie błąd popełniła Mary Houghton. Widział, że z dnia na dzień rośnie w niej to uczucie, aż wreszcie nie była w stanie na niego spojrzeć, żeby się nie oblać rumieńcem. Powiedziała wprost, że ma ochotę na romans. A jego to skusiło. Nic dziwnego. Była atrakcyjną kobietą. Poza tym kiedyś gdzieś usłyszał, że fizjoterapeutki są doskonałymi kochankami, ponieważ znają od podszewki ludzie ciało i jego reakcje. Ale to jednak było nieprofesjonalne z jej strony. Mary zniechęciła go do siebie.

Znowu skupił się na Carly. Przynajmniej w jej przypadku nie musiał się martwić o pociąg seksualny, który popsułby ich relacje. Zastanawiał się, czy ta dziewczyna ma w pokoju lusterko, czy nie widzi tego, co widzi reszta świata. Jej gęste brązowe włosy związane były w kucyk. Twarz nietknięta najlżejszym makijażem. Na ustach nigdy nie widział szminki ani nawet błyszczyka. Odrobina różu na policzkach dodałaby trochę koloru jej bladej twarzy. Dlaczego zawsze w pracy nosiła ten niebieski fartuch? Kiedyś powiedziała, że nie chce ubrudzić sobie ubrań. To, co wystawało spod fartucha, nie wyglądało zbyt elegancko. Na dodatek miała niemodną, pełniejszą figurę.

Luis przywykł do kobiet, które z bycia kobietą uczyniły sztukę. Inwestowały dużo czasu i pieniędzy w to, żeby pięknie wyglądać. Carly nie należała do takiego grona. Była ich przeciwieństwem. Nie oceniaj książki po okładce, przypomniał sobie nagle stare powiedzenie. Pomimo tego że była taka pospolita, nie można było zaprzeczyć, że Carly Conner ma charakter. Nie znał żadnej innej kobiety, która zawahałaby się dłużej niż sekundę, gdyby miała okazję dosłownie położyć na nim ręce. I właśnie dlatego doskonale nadawała się do tego zadania. Musiał odzyskać zdrowie, i to jak najprędzej, ponieważ brak aktywności doprowadzał go do szału.

Chciał znowu czuć się normalnie. A przede wszystkim chciał nie mieć czasu na myślenie. Nie chciał czuć, że czegoś mu brakuje. Chciał znowu zjeżdżać na nartach, pilotować samoloty. Chciał wyzwania niebezpiecznych sportów, żeby napełniła go adrenalina i sprawiła, że znowu poczuje, że żyje.

– Podaj mi kule – rzucił do Carly.

Uniosła brwi.

– Proszę – dodał.

Dała mu kule i patrzyła, jak je chwyta i prostuje się na swoją pełną, imponującą wysokość. Ciągle czuła się dziwnie, patrząc na tak potężnego mężczyznę jak Luis poruszającego się o kulach, ale przynajmniej teraz był na dobrej drodze do wyzdrowienia. Przeżył wypadek, w którym – jak twierdzili lekarze – cudem nie zginął.

Już od pięciu lat nie ścigał się zawodowo, ale nie mógł się oprzeć wielkiej nagrodzie charytatywnej, jaką ufundował jeden z głównych producentów samochodowych. Odezwała się również jego głęboko zakorzeniona w nim arogancja, która kazała mu myśleć, że jest niezniszczalny. Oraz wrodzony pociąg do ryzyka pod każdą postacią.

Carly pamiętała dzień wypadku. Zadzwonili do niej i powiedzieli, że Luis został przewieziony do szpitala. Pojechała tam bezzwłocznie. Na miejscu się okazało, że przeniesiono go na salę operacyjną. Jego ekipa wariowała. Wszędzie biegali ludzie: ochroniarze, ludzie z public relations. Diego, asystent Luisa, przepędzał tłumy dziennikarzy, a prawnicy grozili organizatorom wyścigu procesem sądowym, twierdząc, że tor nie spełniał standardów bezpieczeństwa. Carly, obserwując całe to zamieszanie, odniosła wrażenie, że wszyscy zapomnieli o Luisie, który leży gdzieś ranny, może nieprzytomny, umierający… Przemknęła na oddział intensywnej terapii. Pielęgniarka pozwoliła jej posiedzieć przy łóżku. Carly pamiętała, że Luis Martinez wyglądał na samotnego, pomimo całej swojej fortuny, sławy i sukcesów. Nie odwiedził go nikt z bliskich. Jego rodzice nie żyli, nie miał rodzeństwa. Tylko ona do niego przyszła.

Siedziała przy nim całą noc, trzymając jego nieruchomą rękę. Mówiła mu, że wszystko będzie w porządku. Wiedziała, że jej nie słyszy, ponieważ leżał nieprzytomny, ale… To było dziwne przeżycie. Była zdumiona, że ktoś taki potężny może wyglądać na tak kruchego. Na krótką chwilę podejście Carly do swojego drażliwego i wybuchowego szefa odrobinę się zmieniło. Przez moment czuła prawie czułość wobec niego…

A potem jego stan zaczął się poprawiać. Luis odzyskał przytomność, a razem z nią – temperament. Był taki jak wcześniej: arogancki, rozdrażniony… Zaczęły go odwiedzać kobiety. Miały na sobie skórzane minispódniczki, wszyscy bowiem wiedzieli, że byłego mistrza świata podniecała skóra. Carly pewnego dnia zjawiła się na oddziale, weszła do pokoju i zobaczyła, jak jakaś wysoka blondynka w skórzanych butach do połowy uda trzymała rękę pod kołdrą… Od tamtej pory Carly już go nie odwiedzała. Zobaczyła się z nim dopiero wtedy, gdy wypisał się ze szpitala wbrew poradom lekarzy.

Podejrzewała jednak, że wypadek go odmienił. Wiedziała, że gdy człowiek ociera się o śmierć, to coś się w nim zmienia. Po powrocie do domu Luis był w jeszcze gorszym nastroju niż zwykle. Po willi bez przerwy kręcili się ludzie, jakby nie wiedzieli, co ze sobą zrobić, kiedy ich szef odzyskuje zdrowie. Nie lubił, kiedy wchodzili mu do pokoju. Skarżył się, że czuje się jak umierający król, którego wszyscy chcą przed śmiercią odwiedzić. Pragnąc świętego spokoju, odesłał swoją świtę, nawet Diega, z powrotem do Buenos Aires. Luis i Carly zostali sami.

Teraz ocknęła się, czując na sobie jego świdrujący wzrok. Czekał na jej odpowiedź. Wiedziała jednak, że jego prośba jest po prostu rozkazem.

– Dobrze – zgodziła się, wzdychając. – Pójdę porozmawiać z Mary, żeby wytłumaczyła mi, co dokładnie mam robić. – Po chwili dodała: – Nie rozumiem jednak, dlaczego nie mógł pan dalej korzystać z jej usług.

Wkrótce się dowiedziała. Znalazła Mary Houghton w salonie. Patrzyła przez okno na moknący w deszczu ogród. Barwne letnie kwiaty wyglądały jak kawałeczki roztrzaskanej tęczy, lecz Carly dostrzegła, że ramiona fizjoterapeutki się trzęsą.

Czyżby Mary płakała?

– Mary? – odezwała się cichym głosem. – Wszystko w porządku?

Kobieta odwróciła się dopiero po paru długich chwilach. Miała zaszklone, lekko zaczerwienione oczy.

– Jak on to robi, Carly? – spytała Mary łamiącym się głosem. – Jak rozsądne kobiety, takie jak ja, mogą stracić głowę dla faceta, którego nawet nie lubią? Dał mi kosza w najbardziej zimny sposób, jaki się da, a i tak uważa, że jest ósmym cudem świata. Jak to możliwe?

– Cóż, skoro jest cudem – spróbowała zażartować Carly, żeby pocieszyć Mary. Nie mogła znieść bólu, który malował się na jej twarzy.

Mary się jednak nie uśmiechnęła.

– Przepraszam. Niepotrzebnie to powiedziałam. Szczególnie tobie. Pracujesz dla Luisa od rana do nocy. Pewnie to ja powinnam pocieszać ciebie, a nie ty mnie.

– Nie jesteś pierwszą kobietą, którą doprowadził do łez – odparła Carly. – I niestety nie ostatnią. Nie wiem, dlaczego on to robi. Sądzę, że to nie jest celowe. Chyba ma w sobie coś, co bardzo mocno działa na kobiety. Cóż, jest atrakcyjny, bogaty…

– Czy wiesz – przerwała jej Mary – że nigdy wcześniej nie zadurzyłam się w żadnym swoim pacjencie? Naprawdę ani razu. Taka myśl nawet nie przemknęła mi przez głowę. On był pierwszy. Nie wierzę, że się przed nim zdradziłam. -- Zagryzła nerwowo dolną wargę. – To takie… nieprofesjonalne. I upokarzające. Kazał mi odejść. I wiesz, co sobie myślę? Zasłużyłam na to.

Carly nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Zawsze uważała, że Mary Houghton jest jedną z tych nieco chłodnych, opanowanych Angielek, które wiedzą, co robią i czego chcą. A jednak wystarczyło, że spojrzała w czarne oczy Luisa Martineza i zadurzyła się w nim jak uczennica. Pomyślała o sobie. Może dobrze, że wtedy dostała od życia taką twardą lekcję? Przynajmniej nikt nie złamie jej serca. Nie chciałaby w tej chwili przeżywać tego co Mary.

– Przykro mi – wyszeptała do niej.

Mary westchnęła pod nosem.

– Jakoś to przeżyję. Może to będzie dla mnie nauczka, żeby trzymać się z dala od takich facetów jak Luis. Zacznę się umawiać z tym miłym, młodym lekarzem, który od paru tygodni zaprasza mnie na randkę. Tak, to chyba dobry pomysł. – Wydmuchała nos w chusteczkę i uśmiechnęła się do Carly. – A teraz pokażę ci, jak możesz pomóc Luisowi wrócić do formy.

Carly jednak zauważyła, że wypowiadając jego imię, głos fizjoterapeutki znowu odrobinę zadrżał. Pomyślała, że złamane serce nie zrasta się w ciągu jednego dnia.

Tytuł oryginału: The Housekeeper’s Awakening

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2014

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2013 by Sharon Kendrick

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2016

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-1916-7

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.