35,90 zł
W marcu-kwietniu 1943 roku, po klęsce stalingradzkiej, niemieccy sztabowcy zaplanowali ofensywę na tzw. Łuku Kurskim, czyli wybrzuszeniu frontu wschodniego w rejonie Kurska. Chcieli odzyskać inicjatywę strategiczną poprzez okrążenie i zniszczenie znajdujących się tam wojsk sowieckich. Operacja otrzymała kryptonim „Cytadela”. Zakładała jednoczesne uderzenie z północy przez 9. Armię gen. Waltera Modela oraz z południa przez 4. Armię Pancerną gen. Hotha i Grupę Armijną Kempf. Po raz pierwszy na dużą skalę użyto nowych czołgów „Panther”, „Tiger” oraz ciężkich niszczycieli czołgów „Ferdinand”.
Dowództwo sowieckie dzięki wywiadowi poznało niemieckie plany i przygotowało rozbudowany system obrony . Na kierunkach natarcia powstał rozbudowany system umocnień obejmujący: okopy, pola minowe, zapory przeciwczołgowe oraz liczne stanowiska artylerii. Za liniami obrony zgromadzono silne odwody pancerne przeznaczone do kontruderzenia.
Niemiecka ofensywa rozpoczęła się 5 lipca 1943 roku. Na północnym odcinku natarcie szybko utknęło w gęstym systemie radzieckich umocnień i pod silnym ogniem artylerii. Większe postępy osiągnięto na południu, gdzie wojska Hotha zbliżyły się do miejscowości Prochorowka. Tam 12 lipca doszło do jednej z największych bitew pancernych w historii. Choć straty sowieckie były bardzo wysokie, Armia Czerwona powstrzymała natarcie, po czym sama przeszła do działań zaczepnych. W ramach operacji „Kutuzow” wyzwolono Orzeł, a następnie podczas operacji „Rumiancew” zdobyto Biełgorod i Charków. Do końca sierpnia Niemcy zostali zmuszeni do odwrotu na całym odcinku frontu.
Była to przełomowa bitwa w zmaganiach na froncie wschodnim, po której Sowieci ostatecznie przejęli inicjatywę i rozpoczęli marsz na zachód zakończony w 1945 roku w Berlinie i nad Łabą.
O tych wydarzeniach pisze historyk Damian Karol Markowski. Jego książka ma za zadanie zastąpić w serii „HB” pracę Antoniego Karpińskiego wydaną w 1983 roku, noszącą piętno czasów Polski Ludowej.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Redaktor prowadzący: Bogusław Kubisz Korekta: Bogusława Jędrasik Ilustracja na okładce: Marek Szyszko Projekt okładki: Agnieszka Matusiak Redaktor techniczny: Agnieszka Matusiak Mapy: Dariusz Wieczorek Indeksy: Adam Kubisz
Copyright © by Dressler Dublin Sp. z o.o., Ożarów Mazowiecki 2026 Copyright © Damian Karol Markowski, 2026
Producent: Dressler Dublin sp. z o.o. 05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91 e-mail: sekretariat@dressler.com.pl
Dane do kontaktu: Wydawnictwo Bellona 02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2 tel. (+48) 22 457 04 02 e-mail: biuro@bellona.pl www.bellona.pl www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona
Księgarnie internetowe: swiatksiazki.pl, ksiazki.pl, czytam.pl
Dystrybucja: Dressler Dublin sp. z o.o. 05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91 e-mail: dystrybucja@dressler.com.pl tel. + 48 22 733 50 31/32 www.dressler.com.pl
ISBN 978-83-11-19067-2
Wersję elektroniczną przygotowano w systemie Zecer
Wstęp
5 lipca 1943 roku dwie najpotężniejsze wówczas armie europejskiego teatru działań: niemiecka i sowiecka, starły się ze sobą w śmiertelnym boju na rozległych terenach położonych między miastami: Orzeł, Kursk i Biełgorod. Na batalię, w której udział wzięło tylko w pierwszej jej fazie dwa miliony żołnierzy i wiele tysięcy wozów pancernych, samolotów i armat, złożyły się trzy wielkie bitwy. Pierwsza rozpoczęła się wraz z ofensywą Wehrmachtu o kryptonimie „Zitadelle” („Cytadela”). Druga – kontrofensywą Armii Czerwonej na kierunku orłowskim – po wygaśnięciu impetu niemieckiego natarcia. Trzecia, ostatnia, przesądziła o odbiciu Biełgorodu i Charkowa oraz o ostatecznym przejęciu inicjatywy strategicznej na froncie wschodnim przez Stalina. Podczas walk obie strony poniosły ogromne straty ludzkie i materialne.
Monumentalna w swych rozmiarach oraz w liczbie wykorzystanego sprzętu bojowego bitwa na Łuku Kurskim jest jednym z tych wielkich starć drugiej wojny światowej, których prawdziwy przebieg przez dziesięciolecia ukryty był za parawanem półprawd i uproszczeń. Dopiero po upadku Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich możliwe stało się pełniejsze zapoznanie z dokumentami Armii Czerwonej przechowywanymi w rosyjskich archiwach oraz z dokumentacją niemiecką zdobytą przez Sowietów, co doprowadziło do gruntownej korekty obrazu wykreowanego w większym stopniu przez komunistyczną propagandę niż rzetelną analizę przyczyn, przebiegu i wyników kampanii kurskiej.
Działania wojenne latem 1943 roku stały się przedmiotem badań licznych historyków i pasjonatów, tak pochodzących z krajów Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych Ameryki, jak i rosyjskich. Obraz bitwy wyłaniający się ze zderzenia źródeł wytworzonych przez obie armie, jakie starły się ze sobą w śmiertelnym zwarciu latem 1943 roku, daleki jest od oficjalnej wizji prezentowanej przez dekady w krajach „demokracji ludowej”. W związku z tym pojawił się pomysł, aby w syntetycznej formie przedstawić zmagania pod Kurskiem również jako tom w serii „Historyczne Bitwy”, który zostałby oparty na najnowszych ustaleniach nauki.
Nie ukrywam, iż najpoważniejszym wyzwaniem podczas prac nad tą książką była konieczność samodyscypliny zmuszająca autora do skupienia się na maksymalnym zsyntetyzowaniu wielkiej konfrontacji. Jeśli uwzględnimy przy tym, iż sama operacja zaczepna „Cytadela” armii niemieckiej była w istocie dwiema odrębnie toczonymi bitwami (choć w planach sztabowców Wehrmachtu miała stanowić jedną batalię po spotkaniu się kleszczy okrążenia pod Kurskiem), otrzymamy obraz zmagań toczonych na wielką skalę w kulminacyjnym momencie wojny na froncie wschodnim. Każda z tych trzech wielkich operacji (zaczepna niemiecka i dwie sowieckie kontrofensywy) z powodzeniem mogłaby posłużyć za osobny tom w serii „Historyczne Bitwy”. Dlatego też proszę o wyrozumiałość z uwagi na konieczność zwięzłego potraktowania wielu interesujących i ważnych wątków, z których każdy zasługiwałby na znacznie szersze omówienie. Zainteresowanych zapoznaniem się z bardziej wnikliwymi opisami zmagań pod Kurskiem pozwalam sobie odesłać do wybranych monografii. Opracowanie, które kieruję do rąk Czytelnika, należy traktować jako syntezę dotychczasowych badań, nie wyłączając najnowszych publikacji, które ukazały się przed kilkoma miesiącami.
Do klasyki sowieckiej historiografii należy książka Grigorija Kołtunowa i Borisa Sołowiowa. Przetłumaczona na język polski rozeszła się w dużym nakładzie, przybliżając polskim czytelnikom tyleż szczegółowy (ze strony sowieckiej), co niepełny i odpowiednio sprofilowany obraz batalii kurskiej. Mimo upływu lat wspomniana książka, która ukazała się w języku polskim w roku 19711, pod względem opisu (np. przygotowań do operacji obronnej Armii Czerwonej) nadal posiada pewien potencjał. Swoistym skróceniem ustaleń wspomnianych autorów była krótka praca Antoniego Karpińskiego Kursk 1943, która ukazała się w serii „Historyczne Bitwy” jako jeden z pierwszych numerów serii. Niestety, była to pozycja nie tylko znacznie mniej szczegółowa od wspomnianej wcześniej książki historyków sowieckich, ale i utrzymana w podobnej otoczce ideologicznej2.
Do końca lat osiemdziesiątych, a w niektórych przypadkach i dłużej historiografia zachodnia decydowała się na powielanie ustaleń (i przekłamań) historyków sowieckich i rosyjskich, bezkrytycznie przyjmując za pewnik pozyskane od nich informacje. Przypadłość ta ujawniła się również w opracowaniach wojskowych, w których analizowano różnego rodzaju aspekty bitwy pod Kurskiem w ramach prowadzonych gier operacyjnych i studiów nad wojskowością3. Pewnym przełomem było kompleksowe opracowanie dziejów II Korpusu Pancernego SS autorstwa Silvestra Stadlera4. Trudno jednak uznać jego pozycję za obiektywną, gdyż był najmłodszym generałem Waffen-SS czasu wojny, ostatnim dowódcą 9. Dywizji SS „Hohenstaufen”. Uczestniczył w bitwie na Łuku Kurskim jako dowódca 4. Pułku Grenadierów Pancernych SS „Der Führer”5.
Przełom w jakości prac nastąpił w latach dziewięćdziesiątych XX wieku i w pierwszej dekadzie obecnego stulecia. Ze względu na możliwość dokonania porównania meldunków i raportów obu stron, wglądu w mapy i bogatą dokumentację fotograficzną, możliwe stało się zbadanie batalii z dużą wnikliwością i poznanie nawet najmniejszych jej szczegółów, jak się okazuje – nie pozostających bez wpływu na przebieg zmagań. Na czele wymienić tu można prace Davida M. Glantza i Jonathana M. House’a6 oraz niemieckiego badacza Romana Töppela, doskonale znającego źródła Wehrmachtu i Waffen-SS7.
Ze strony rosyjskiej najpełniej jak dotąd operację „Cytadela” opisał Walerij Zamulin. Jest on autorem szeregu udanych prac poświęconych różnym obszarom operacji wojennych w pierwszych dniach lipca 1943 roku oraz rozmaitych aspektów bitwy8. Książki tego autora, a prywatnie również dyrektora jednego z muzeów bitwy zlokalizowanego w miasteczku Ponyri, zostały przetłumaczone na język angielski, co wpłynęło na rozpowszechnienie jego cennych ustaleń na Zachodzie.
Ważne miejsce w literaturze przedmiotu zajmują prace Christophera A. Lawrence’a9. Dużą wagę posiadają opracowania Roberta Forczyka, zarówno w pełni naukowe, jak i popularne10. Autor ten szczególnie skupił się na kwestiach związanych z użyciem broni pancernej. Wartościowe opracowanie na temat części bitwy rozegranej w powietrzu nad Łukiem Kurskim opublikował Krzysztof Janowicz11.
Mniejsze znaczenie miały książki popularnonaukowe, niejednokrotnie zawierające poważne błędy oraz zbyt daleko idące uproszczenia. Zaliczyć do nich można opracowania Janusza Piekałkiewicza i M.K. Barbiera. Na drugim biegunie plasuje się popularnonaukowa, choć niepozbawiona elementów warsztatu historyka i oparta częściowo na źródłach archiwalnych i drukowanych, książka Lloyda Clarka. Jest ona zresztą znakomitym przykładem pracy udanej pod względem narracji, ale zawierającej liczne błędy rzeczowe12. Na tym tle pozytywnie wyróżniają się popularne opracowania Borisa Sokołowa13 i Marka Healy14.
Materiałem uzupełniającym były wspomnienia uczestników walk. Choć wtórne wobec dokumentacji, bez ich fragmentów niemożliwe byłoby „plastyczne” odwzorowanie warunków panujących na polu bitwy, przeżyć i trosk żołnierzy oraz ich dramatu. Obraz walki kreślony na podstawie dokumentów: raportów, meldunków, spisów nie będzie zazwyczaj przesycony strachem, odwagą, emocjami. Nie temu służy przecież dokumentacja wojskowa. W sukurs przychodzą więc liczne relacje, wspomnienia i dzienniki, spisane zarówno przez dowodzących wielkimi ruchami wojsk, jak Erich von Manstein czy Iwan Koniew, ale i przez oficerów czy szeregowych żołnierzy.
Pracę innych starałem się uzupełnić – tam, gdzie uznałem to za konieczne – wynikami własnej analizy materiałów pochodzących z National Archives and Records Administration, Bundesarchiv-Militärarchiv oraz Centralnego Archiwum Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej. Pozyskałem dzięki temu wiedzę na temat struktur organizacyjnych, planów, przebiegu działań i strat kluczowych związków operacyjnych i taktycznych: 9. Armii i 4. Armii Pancernej Wehrmachtu, frontów Armii Czerwonej: Centralnego, Woroneskiego, Stepowego, Zachodniego i Południowo-Zachodniego oraz licznych korpusów obu stron, a także poszczególnych dywizji i mniejszych pododdziałów. Jak jednak wspomniałem, książka ma przede wszystkim charakter syntezy i opiera się głównie na ustaleniach innych badaczy.
W przypadku nazw jednostek zastosowałem konsekwentnie polskie nazwy. Zrezygnowałem z typowych rusycyzmów obecnych na przykład w nazwie pułków artylerii przeciwpancernej Armii Czerwonej (w dosłownym tłumaczeniu: Niszczycielsko-Przeciwczołgowy Pułk/Dywizjon//Bateria Artylerii), stosując uproszczenia. Zdaję sobie również sprawę, iż nie wszędzie było możliwe wprowadzenie rodzimego nazewnictwa, tak jak w przypadku niemieckich słów Gruppe, Geschwader etc., mających przecież odmienne zastosowanie od nazewnictwa polskiego.
W Ordre de Bataille obu walczących stron dodanym na końcu książki jako załącznik Czytelnik znajdzie przede wszystkim wykaz jednostek i pododdziałów walczących w newralgicznych punktach Łuku Kurskiego. OdB przedstawia siły stron na dzień 4 lipca 1943 roku.
Najwięcej uwagi zdecydowałem się poświęcić niemieckiej ofensywie „Cytadela”. Dalszy przebieg wydarzeń w drugiej połowie lipca i sierpniu został w dużym stopniu zdeterminowany przez wynik tego ataku. Wobec ograniczonej objętości książki proszę o wyrozumiałość z uwagi na możliwość pozostawienia niedosytu w przypadku opisów licznych interesujących wątków. Seria „Historyczne Bitwy” zasługiwała na wznowienie tak istotnego tomu. Jeśli Czytelnicy uznają, że moja próba ta została przynajmniej częściowo uwieńczona powodzeniem, uznam to za powód do satysfakcji.
Rozdział I Po Stalingradzie i Charkowie. Sytuacja na Froncie Wschodnim Wiosną 1943 Roku
Klęska poniesiona przez wojska Osi w bitwie stalingradzkiej zachwiała całym południowym odcinkiem frontu i zmusiła siły Niemiec i ich sojuszników do odwrotu na zachód. Naziści zmuszeni zostali odłożyć na bliżej nieokreślony czas atak za Wołgę w kierunku Uralu. Poniesione straty poważnie wpłynęły na kondycję wojsk niemieckich. Tylko w bitwie stalingradzkiej straciły one prawie ćwierć miliona zabitych, zaginionych i wziętych do niewoli, podczas gdy straty sojuszników – wojsk rumuńskich i węgierskich, były jeszcze wyższe. Zagłada 6. Armii feldmarszałka Paulusa była dla wojsk niemieckich znacznie trudniejsza do uzupełnienia w zasobach ludzkich niż klęski Armii Czerwonej w 1941 roku. W odróżnieniu od Związku Sowieckiego nazistowskie Niemcy walczyły już na kilku frontach, a ponadto musiały utrzymywać duże siły na terenach podbitych i okupowanych.
Nie mniej istotne znaczenie porażka u bram miasta Stalina niosła dla Rzeszy szkody na polu politycznym: oddalała się i tak mglista perspektywa włączenia się do wojny Turcji, a ogromne straty poniesione przez wojska węgierskie, włoskie i rumuńskie de facto poważnie ograniczyły ich zdolność bojową, i tak mniejszą od jednostek niemieckich. Katastrofa nad Wołgą poważnie zachwiała wiarą Włochów, Rumunów i Węgrów w możliwość zwycięskiego zakończenia wojny u boku Niemiec. Oznaczała również osłabienie morale części niemieckiego społeczeństwa i samego Wehrmachtu15.
Bitwa stalingradzka przysporzyła wielkich strat również wojskom sowieckim. Zginęło w niej prawie pół miliona żołnierzy, a ponad 650 tysięcy zostało rannych. Nie mniej dotkliwe okazały się straty w sprzęcie, które przekroczyły 2,7 tys. samolotów i 4 tys. czołgów oraz kilkanaście tysięcy sztuk artylerii lufowej różnego rodzaju. Stalingrad dał jednak Armii Czerwonej coś, czego do tej pory nie miała – wiarę we własne siły i w możliwość pokonania trudnego przeciwnika. Zniszczenie w kotle 6. Armii feldmarszałka Paulusa potwierdziło zdolność wojsk sowieckich do spektakularnych zwycięstw nad Wehrmachtem, w stylu, w jakim to Niemcy zwyciężali latem i jesienią 1941 i wiosną, i latem 1942 roku.
Klęską zakończyła się natomiast próba głębokiego pościgu za Wehrmachtem, nakazana wolą Stalina. Sowiecki przywódca po raz kolejny zdecydował się nie posłuchać swojego zastępcy – marszałka Gieorgija Żukowa. Pomny na fiasko kontrofensyw Armii Czerwonej w 1942 roku, Żukow proponował, aby przejść do ataku za wstrząśniętym przeciwnikiem na wybranych odcinkach frontu, zebrawszy tam najsilniejsze dywizje i korpusy pancerne. Generalissimus uwierzył jednak, iż Niemcy nie podniosą się już po Stalingradzie i rozkazał przejść do kontruderzenia na kilku szerokich odcinkach frontu.
Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Co prawda czerwonoarmistom udało się przejściowo odbić Charków, ale po zaledwie kilku dniach sukces zamienił się w katastrofę – w wyniku kontrataku Wehrmachtu Sowieci zostali rozbici i zmuszeni do szybkiego odwrotu. Zginęło ponad 45 tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej, poniesiono również znaczne straty w sprzęcie pancernym i lotniczym. Przede wszystkim jednak – Niemcom udało się odzyskać wielkie miasto i jego ważny węzeł kolejowy i drogowy. Kontrofensywa charkowska okazała się majstersztykiem marszałka Ericha von Mansteina. Manstein w ciągu trzech tygodni pobił niemal czterokrotnie liczniejsze oddziały sowieckie, odzyskał miasto i zadał Armii Czerwonej wysokie straty16. Niektóre z dywizji sowieckich zostały tak mocno poturbowane, iż ich siła liniowa została zredukowana do poziomu pułków i batalionów. Dla przykładu, w raporcie z działań 160. Dywizji Strzeleckiej przyporządkowanej 69. Armii podano, iż na przełomie marca i kwietnia pułki dywizji liczyły po około 150 bagnetów17. Raporty poszczególnych wielkich jednostek wskazywały w alarmistycznym tonie, iż pod Charkowem niemieckie czołgi i artyleria wyeliminowały do 75 procent ich armat i środków obrony przeciwpancernej.
Po błyskotliwym zwycięstwie pod Stalingradem i triumfalnym – zdawałoby się – marszu na zachód, Charków stanowił dla Stalina niespodziewane otrzeźwienie. Za wcześnie spisał on niemiecką armię na straty, wyraźnie nie doceniając jej potencjału, doświadczenia i woli walki. Wehrmacht zdołał odzyskać część terenów utraconych zimą przez Grupę Armii „Środek”. Linia bojowa krzepła, ponieważ żadna ze stron nie była w stanie kontynuować wówczas działań o tak dużym natężeniu. Nastał czas operacyjnej przerwy. Niemcy utrzymali kontrolę nad Orłem – ważnym punktem logistycznym i dużym węzłem kolejowym. Nie udało się jednak zepchnąć wojsk sowieckich z wysuniętych na zachód pozycji na zachód od Kurska. Wczesną wiosną w wybrzuszeniu sięgającym do stu kilometrów w głąb niemieckich stanowisk znajdowało się siedem sowieckich armii. Odległość między północnym a południowym skrzydłem Wehrmachtu wynosiła około dwustu kilometrów.
„Występ” kurski stanowił dla Oberkommando des Heeres (Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych) poważny problem. Z jednej bowiem strony jego teren mógł posłużyć jako pozycje wyjściowe do kolejnej wielkiej ofensywy Armii Czerwonej. Z drugiej – powodował znaczne wydłużenie linii obronnych Wehrmachtu, który od kilku miesięcy coraz mocniej odczuwał trudności związane z uzupełnianiem strat, przede wszystkim tych ludzkich. Możliwość „skrócenia” frontu dzięki likwidacji wyłomu była więc kuszącą perspektywą. Zakładano, że przez skrócenie udałoby się wydzielić od dwunastu do szesnastu wielkich jednostek, co stanowiłoby dużą siłę do użycia w innym miejscu.
Z obawą i nadzieją na Łuk Kurski spoglądali również sowieccy sztabowcy. Stawka (Stawka Wierchownogo Komandowanija) – Kierownictwo Najwyższego Dowództwa – dostrzegała szansę wyprowadzenia z terenów wcinających się w pozycje przeciwnika głębokich uderzeń na dalekie tyły GA „Środek”. Jednocześnie w analizach zwracano uwagę na zagrożenie dla wojsk utrzymujących stanowiska daleko na zachód od sił głównych w przypadku zdecydowanej akcji ofensywnej przeciwnika, prowadzącej być może nawet do ich odcięcia i zniszczenia. Z drugiej strony z zainteresowaniem przyjęto nadchodzące raporty wywiadowcze o rozważaniach Niemców nad uderzeniem na podstawy występu. Dawało to szanse na przygotowanie odpowiednio silnej obrony i zadanie atakującym dużych strat i wyczerpanie ich zasobów.
Historię piszą zwycięzcy? To oczywiście w dużym uproszczeniu prawda, ale nade wszystko piszą ją ci, którzy pozostawiają świadectwa o przeszłych wydarzeniach, które następnie trafiają do świadomości społecznej. Przez wiele lat pokutował jeden z mitów na temat bitwy pod Kurskiem, jakoby to Hitler był głównym orędownikiem ofensywy, rzekomo niemal pchającym swoich generałów do tego ryzykownego przedsięwzięcia. Nie jest to do końca zgodne z prawdą, wszak na początku marca Hitler zapowiedział w gronie wyższych dowódców armii, że nie planuje wielkich ofensyw na wschodzie18. Z drugiej strony feldmarszałek Erich von Manstein, jeden z najważniejszych dowódców wojsk niemieckich II wojny światowej, pozostawił po sobie nie tylko wspomnienie żołnierskiej sławy i największych triumfów Wehrmachtu na Wschodzie, ale także obszerne wspomnienia, w których przypisywał ideę operacji ofensywnej w jej finalnej wersji wodzowi Rzeszy Niemieckiej.
Jeszcze w trakcie bitwy pod Charkowem Manstein zaproponował jako pierwszy, aby dwoma koncentrycznymi uderzeniami „ściąć” występ kurski wbijający się głęboko w niemieckie pozycje i zlikwidować głęboko oskrzydlone wojska sowieckie zajmujące stanowiska z dala od sił głównych. Tak narodził się zarys planu późniejszej ofensywy, która przejdzie do historii pod nazwą swojego kryptonimu – „Zitadelle” („Cytadela”).
Dowódca Grupy Armii „Południe” zakładał jednak, że uderzenie powinno nastąpić jak najszybciej, zanim jeszcze pobite pod Charkowem i osłabione po zimowych działaniach armie sowieckie zdołają się zregenerować oraz zyskają czas na umocnienie się w zajmowanym terenie. Manstein chciał w ten sposób – poza pobiciem sowieckiego zgrupowania pod Kurskiem – zabezpieczyć lewe skrzydło swoich wojsk przed przyszłymi działaniami19. Nie były to bezpodstawne obawy. Dowództwo Armii Czerwonej traktowało występ kurski jako podstawę do przyszłej wielkiej ofensywy już w marcu20.
Myśl o przeprowadzeniu ataku „kleszczami” na kierunku kurskim podchwyciło następnie kilku innych wysokich rangą niemieckich dowódców: dowódca GA „Środek”, feldmarszałek Günther Hans von Kluge, oraz szef sztabu OKH, gen. Kurt Zeitzler. Pierwotnie zaplanowano, by do uderzenia wykorzystać 2. Armię ze składu Grupy Armii „Środek” oraz 4. Armię Pancerną z GA „Południe”. Na przeszkodzie do szybkiego rozpoczęcia tego ambitnego zamysłu stało jednak kilka istotnych czynników. Pierwszym z nich była ogólna sytuacja, w jakiej znajdowały się wojska niemieckie w lutym 1943 roku. Po drugie, trwały jeszcze zacięte walki o Charków, angażujące najbardziej wartościowe dywizje, w tym jednostki Waffen-SS.
W OKH uznano zatem, iż operacja, choć obiecująca, nie będzie mogła zostać przeprowadzona w terminie zaproponowanym przez feldmarszałka Mansteina. Co ważne – Hitler nie zgodził się, by na czas ofensywy kurskiej wojska niemieckie czasowo wycofały się z Zagłębia Donbaskiego, aby poprawić położenie na froncie i zapewnić ofensywie niezbędną osłonę od wschodu. Wódz Rzeszy uznał to za niedopuszczalne z przyczyn ekonomicznych21. Zdaniem gen. Theodora Busse, szefa sztabu GA „Południe”, w OKH dominował wówczas jeszcze raczej pogląd, aby przygotować się do przyjęcia sowieckiego uderzenia latem i stosując elastyczną obronę oraz silne kontrataki, stoczyć bitwę obronną, podobnie jak miało to miejsce – z sukcesem – pod Charkowem22.
Hitler także nie wydawał się jeszcze optować za maksymalistycznym planem ofensywy. Wódz Rzeszy skłaniał się bardziej do wykonania znacznie mniejszych, precyzyjnych uderzeń na występy utrzymywane przez wojska sowieckie na południowy wschód od Charkowa oraz pod Izjum i Czuhujewem. Ich wykonanie wymagałoby skupienia nieporównywalnie mniejszych sił oraz rozpraszałoby wysiłek obronny Armii Czerwonej. Rzecz jasna, powodzenie obu operacji byłoby mniej spektakularne od potencjalnego zwycięstwa w wielkiej bitwie wokół Kurska – nawet gdyby zakończyły się wzorcowym zwycięstwem wojsk niemieckich, udałoby się najprawdopodobniej wyeliminować około dwustu tysięcy żołnierzy wroga, nie zaś ponad milion23.
11 marca podczas jednej z kolejnych narad, jaka odbyła się w kwaterze Hitlera w Zaporożu, Manstein po raz kolejny zaproponował, by wydać Armii Czerwonej bitwę na wyniszczenie, na wybranym przez siebie terenie, czyli zlikwidować występ kurski. Argumentował przy tym, iż należy rozpocząć wiosenną ofensywę jak najszybciej, nawet zanim jeszcze zakończy się czas rasputicy, czyli gwałtownych roztopów unieruchamiających wszystkie mniejsze rosyjskie drogi i zamieniające je w trudne do przebycia bagno. Feldmarszałek argumentował, iż przeciwnik nie zdołał jeszcze otrząsnąć się po klęsce pod Charkowem i nie uzupełnił swoich sił, zatem należy wykonać precyzyjne uderzenie z północy i południa, by zamknąć wojska sowieckie w wielkim „worku”, następnie wykrwawić siły sowieckie próbujące im przyjść z pomocą ze wschodu, by ostatecznie dokonać ich pogromu pod Kurskiem24. Hitler nie był jednak przekonany. Jak twierdził, należało działać tak, aby przy sprzyjających okolicznościach udało się osiągnąć współczynnik strat (nie doprecyzował, czy chodziło o straty ludzkie, czy sprzętowe) jak 10 do 1 na korzyść Wehrmachtu, i tym sposobem nie dopuścić do wykrwawienia się armii na wschodzie25.
Wahania Hitlera, wcześniej wielokrotnie skłonnego do podejmowania największego nawet ryzyka na froncie, nie powinny dziwić. W przeciwieństwie do Mansteina, wódz Rzeszy myślał w kategoriach nie tylko operacyjnych, ale i materiałowych – zarówno pod względem zasobów osobowych, jak i sprzętu, materiałów i surowców. Feldmarszałek zamierzał przeprowadzić kolejną zwycięską operację ofensywną. Hitler nie musiał wątpić, iż jego zaufany dowódca będzie do tego wystarczająco zdolny. Coraz bardziej ważył natomiast siły swej armii na froncie wschodnim na zamiary. W wielkich bitwach zakończonych sukcesem i doszczętnym rozbiciem wojsk sowieckich w latach 1941 i 1942 Wehrmacht również ponosił duże straty. Trudno było zakładać, by tym razem miało być inaczej. Z drugiej jednak strony perspektywa osłabienia Armii Czerwonej na kolejne miesiące musiała być dla niego obiecująca. Potencjalny sukces operacji „Cytadela” zapewne odsuwałby w czasie – być może na długo – groźbę inwazji na Zachodzie26.
Po tym, jak Hitler nie okazał początkowo głębszego zainteresowania ideą wielkiej ofensywy wiosennej na kierunku kurskim, Manstein zdawał się odchodzić od własnego pomysłu. Ten został za to podchwycony przez innego niemieckiego dowódcę. Zaledwie dwa dni po naradzie zaporoskiej Hitler wizytował sztab GA „Środek” w Smoleńsku. Doszło wówczas do znamiennych wydarzeń. Szef Sztabu OKH, generał Zeitzler, wsparty przez dowódcę GA, feldmarszałka von Kluge, oraz dowódcę 2. Armii Pancernej, gen. Rudolfa Schmidta, zaczął naciskać, by jednak nie rezygnować z idei „kleszczowego” zmiażdżenia przeciwnika wcinającego się między pozycje GA „Środek” i GA „Południe”. Tak naprawdę przejął pomysł swojego kolegi, znacznie jednak rozszerzając jego myśl, by zaangażować do ataku więcej wojsk, niż to pierwotnie zakładano.
Zeitzler zaproponował (w ślad za Mansteinem), aby ofensywę przeprowadzić na dwóch kierunkach równocześnie. Koncentryczne uderzenia wojsk pancernych i zmotoryzowanych od strony Orła w kierunku południowo-wschodnim oraz od Biełgorodu w stronę północno-wschodnią miały pozwolić wojskom niemieckim w pierwszej kolejności przełamać front, następnie spotkać się w rejonie Kurska, a po zdobyciu miasta – odciąć oddziały Armii Czerwonej zajmujące pozycję na Łuku Kurskim. Następnie miał nastąpić drugi etap, polegający na likwidacji okrążonego zgrupowania przeciwnika. Szef Sztabu OKH uznał jednak, iż do tak poważnego i wymagającego zadania należy zaangażować co najmniej dwie armie, które uzyskałyby przed rozpoczęciem działań możliwie pełne uzupełnienia i nowy sprzęt. Wybór padł na 9. Armię z GA „Środek” i 4. Armię Pancerną z GA „Południe”.
Optymistycznie zakładano, iż sukces operacji może przynieść likwidację około miliona żołnierzy Armii Czerwonej i zdobycie około 23 tysięcy kilometrów kwadratowych terenu. Jak liczono w niemieckim sztabie, byłaby to jeszcze większa bitwa z manewrem wielkiego okrążenia niż pod Kijowem w 1941 roku, kiedy to okrążono około 600 tysięcy czerwonoarmistów. Ze zrozumiałych względów zakładano także ogromne straty przeciwnika w sprzęcie bojowym. Wymierzenie tego ciosu nie tylko osłabiłoby wojska sowieckie w skali strategicznej, ale miało też umożliwić Wehrmachtowi w kolejnych miesiącach odblokowanie kierunku działań na Moskwę i – przede wszystkim – pozbawić Sowietów zdolności ofensywnych na dłuższy czas. Sprawnie przeprowadzona operacja miała przynieść Niemcom dłuższy czas wytchnienia na froncie wschodnim i wyczerpać możliwości Armii Czerwonej.
Kesselschlacht – bitwa w kotle – była specjalnością armii niemieckiej w kampaniach: polskiej, francuskiej, wreszcie w pierwszym etapie operacji „Barbarossa”. Chodziło o głębokie oskrzydlenie przeciwnika przez oddziały pancerne i zmotoryzowane, odcięcie go od zaplecza, terroryzowanie arterii komunikacyjnych, szos i kolei brutalnymi atakami lotnictwa, wreszcie rozbijanie osłabionego przeciwnika przez nadciągającą piechotę. Większość dotychczasowych wielkich niemieckich zwycięstw na froncie wschodnim odniesionych zostało właśnie w ten sposób. Białystok, Kijów, Mińsk, Smoleńsk, Wiaźma i wiele innych to sukces manewru wojsk szybkich, głębokiego przeniknięcia na tyły przeciwnika, dezorganizacja jego ośrodków decyzyjnych, przygwożdżenie do ziemi artylerii przez lotnictwo. W swoich ogólnych założeniach cały plan operacji kurskiej był dość prostolinijny. Wybrzuszenie tworzone przez wojska sowieckie na zachód od Kurska zdawało się zachęcać do powtórzenia taktyki, która już tyle razy przyniosła Wehrmachtowi triumf. Jak jednak słusznie zauważył Roman Töppel, wszystkie przygotowania do ofensywy przez Niemców były podejmowane przy fatalnym niedoszacowaniu możliwości Armii Czerwonej, które skokowo wzrosły w ciągu kilku miesięcy przed rozpoczęciem batalii27.
Rozkaz nr 5 Hitlera z 13 marca 1943 roku precyzujący te plany zakładał, iż atak powinien rozpocząć się jak najszybciej, najlepiej zaś – w połowie kwietnia. Z każdym kolejnym dniem i tygodniem należało liczyć się ze wzmocnieniem fortyfikacji polowych przez obie walczące strony. Jeśli to Niemcy mieli uderzyć jako pierwsi, oszczędność czasu w planowaniu i przygotowaniu wielkiego ataku oznaczało jednocześnie coś znacznie więcej – oszczędność krwi. Aby to jednak było możliwe, potrzeba było dwóch czynników: zakończenia pory deszczowej, w której rzęsiste deszcze zamieniały fatalne rosyjskie drogi w grzęzawiska, oraz rozkazu Hitlera, a roztopy zaczęły się w 1943 roku wcześniej, niż przewidywał feldmarszałek Manstein. Zarówno on, jak i jego szef sztabu uważali, że nie należy zwlekać. Generał Busse pisał:
„Co się tyczy czasu operacji, wszyscy byli zgodni, że powinna rozpocząć się jak najszybciej. Na wyprowadzenie skutecznego ataku mogliśmy mieć nadzieję, jedynie zanim wojska radzieckie odzyskają pełną wartość bojową – gdy koncentracje strategiczne wciąż były niekompletne, a teren [operacji] pozostawał niedostatecznie umocniony. Szybki atak mógł również doprowadzić do uzyskania pewnego efektu zaskoczenia, choć ostatecznie inne czynniki sprawiły, że owe nadzieje okazały się płonne”28.
Jak już wspomniałem – i co warto podkreślić – Hitler początkowo nie był zwolennikiem uderzenia na Łuku Kurskim. To właśnie Manstein był jednym z głównych orędowników planu przełamania impasu, w jakim znalazł się Wehrmacht29. Feldmarszałek uchodził za głównego praktyka śmiałych i głębokich przełamań na wschodzie, których rezultatem było tworzenie ogromnych kotłów pełnych sowieckich jednostek. Mogło się wydawać, iż i tym razem nie zawiedzie go jego żołnierskie szczęście poparte ogromnym doświadczeniem. W istocie jednak autorami rozszerzonej wersji operacji ofensywnej przeciwko armiom sowieckim na Łuku Kurskim byli obok niego także von Kluge i gen. Rudolf Schmidt, dowódca 2. APanc. Ten ostatni nie doczekał rozpoczęcia ofensywy, ponieważ został wcześniej aresztowany przez gestapo z powodu zaangażowania jego brata w spisek przeciwko Hitlerowi. Do łask powrócił dopiero ponad rok później.
Zaskakujące może natomiast się wydawać, dlaczego niemiecki przywódca akurat w pierwszej dekadzie marca zdecydował się jednak zezwolić na rozpoczęcie przygotowań do nowej ofensywy. Jest wprost niemożliwe, aby Hitler nie znał raportu wywiadu wojskowego OKH z dnia 2 marca, w którym bezbłędnie rozpracowano zamiary Sowietów wobec ewentualnych przygotowań do natarcia Wehrmachtu:
„Nawiązując do ostatnio przedstawionych meldunków, nie można wykluczyć, że nieprzyjaciel dowiedział się o przygotowaniach do niemieckiej ofensywy […]. Początkowo będzie on czekał [na jej rozpoczęcie – D.K.M.] i systematycznie wzmacniał swoje pozycje obronne, ale przejdzie do działań zaczepnych dopiero po tym, jak nasze siły wyczerpią się [podczas ataku – D.K.M.]. Wzmacnianie jego oddziałów następuje nieustannie, a zdolności bojowe nawet rosną. Przeciwnik kontynuuje przesuwanie nowych jednostek naprzeciw pozycji północnej flanki Grupy Armii „Południe” i południowego skrzydła Grupy Armii „Środek”. Należy wziąć pod uwagę, iż wróg zwiększy liczbę swoich oddziałów do odparcia niemieckiej ofensywy oraz wzmocni ich zdolności, które już obecnie są na wysokim poziomie”30.
Wywiad OKH alarmował zatem o głównym niebezpieczeństwie dla planowanej ofensywy, zanim jeszcze została ona zatwierdzona. W raporcie wskazano wprost na to, jak może wyglądać przebieg przyszłej batalii – i okazał się on zaskakująco trafiony. Zagadką pozostaje zatem nieuwzględnienie tej analizy w przyszłych kalkulacjach, a może i potraktowanie jej przez Hitlera i Zeitzlera jako element walki wewnątrz armii. Nie bez wpływu na przyjęcie tego dokumentu mógł mieć również konflikt obecny między dwiema strukturami dowódczymi nazistowskiej machiny wojennej. Bez względu na powyższe, prace nad planem ofensywy trwały.
Zasadnicza faza operacji polegająca na zniszczeniu pozycji obronnych Armii Czerwonej u początku występu kurskiego, przeniknięcie na głębokie tyły przeciwnika, rozbicie jego strategicznych odwodów, a następnie zdobycie Kurska i przeprowadzenie likwidacji pozostałych jego wojsk miała zostać przeprowadzona siłami dwóch armii: 9. i 4. Pancernej. Pierwszą z nich, 9. Armią, dowodził gen. Walther Model, zaufany dowódca Hitlera. Model przeprowadził sprawny odwrót swojej armii z występu rżewskiego, unikając losu 6. Armii pod Stalingradem. Wiązało się to z porzuceniem części ciężkiego sprzętu, ale – co ważniejsze – pozwoliło ocalić większość żołnierzy. Po wycofaniu spod Rżewa to 9. Armia – po wzmocnieniu wieloma dywizjami – stanowić miała północne kleszcze natarcia. Podobne zadanie, ale od strony południowej, przypaść miało 4. Armii Pancernej gen. Hermanna Hotha ze składu GA „Południe”. I ona jednak wymagała odbudowy po ciężkich zimowych walkach defensywnych31.
Uzupełnianie strat w armiach przeznaczonych do wykonania natarcia szło wolniej, niż przewidywano, choć jednostki w ich składzie otrzymały priorytet w przydziale uzupełnień i nowego sprzętu. Opierając się na dzienniku działań bojowych 9. Armii Modela, po tym, jak okazało się, że nie uda się przystąpić do natarcia niemalże z marszu, na dzień zakończenia przygotowań wyznaczono 21 kwietnia, aby pięć dni później rozpocząć ofensywę32.
Wystarczy jednak rzucić okiem na stan wyposażenia jednostek, które przeznaczono do przełamania frontu, by dostrzec nieprzygotowanie strony niemieckiej pod względem sprzętu w tamtym czasie. Do 20 kwietnia dywizje GA „Południe” przy najbardziej sprzyjających okolicznościach (brak opóźnień transportów i utrzymanie pełnego stanu operacyjnego maszyn) dysponowałyby zaledwie 67 czołgami „Tiger”. „Panter” na froncie jeszcze nie było, znajdowały się w fazie produkcji i formowano z nich pierwsze pododdziały. Jeszcze gorzej sytuacja przedstawiała się w 9. Armii Modela, która na dzień 9 kwietnia posiadała zaledwie 159 czołgów Pz.Kpfw. III i IV, kilkanaście lżejszych maszyn (rozpoznawczych, szkolnych i dowodzenia Pz.Kpfw. II i I) oraz ani jednego czołgu ciężkiego. W rezultacie północne kleszcze ofensywy w czterech dywizjach pancernych nie miałyby więcej wozów bojowych niż jedna w pełni ukompletowana dywizja pancerna33.
Nie mniej istotny był czynnik pogodowy. Wiosenne roztopy zaczęły się w środkowej Rosji w 1943 roku wcześniej niż zwykle i teren przyszłych działań przypominał jedno wielkie grzęzawisko. Ofensywy nie udałoby się przeprowadzić w założonym terminie choćby ze względu na to, iż jednostki 9. Armii znacznie wolniej, niż zakładano, przejmowały pozycje na prawej flance 2. Armii Pancernej. Nie bez wpływu na tempo tych działań miała również afera związana z aresztowaniem gen. Schmidta.
Z uwagi na opóźnienia 15 kwietnia wydano rozkaz operacyjny nr 6. Dokument ten stanowił podstawę przygotowań do operacji „Cytadela”. Wojska GA „Środek” i „Południe” miały osiągnąć gotowość do rozpoczęcia działań ofensywnych najpóźniej do 28 kwietnia, przy czym od tej daty rozkaz do ataku miał nastąpić w ciągu sześciu dni. Przemysł Rzeszy pracujący od trzech miesięcy w trybie wojny totalnej miał pomóc w błyskawicznym uzupełnieniu dywizji GA „Środek” i „Południe”, jakie miały wziąć udział w wielkim natarciu.
Głównym orędownikiem planu „Cytadela” w jego dojrzałej formie był szef sztabu Oberkommando des Heeres, gen. Kurt Zeitzler. Zdawał się on dostrzegać wyłącznie pozytywne aspekty operacji. Zaliczał do nich: oskrzydlenie wojsk sowieckich już od początku natarcia, łatwość odcięcia kurskiego zgrupowania od zaopatrzenia, czego dokonać miała Luftwaffe już w pierwszych godzinach operacji, wreszcie – pewność, iż nowe maszyny bojowe pod każdym względem okażą się lepsze od czołgów i dział szturmowych Armii Czerwonej. Prawdopodobnie wierzył, iż straty własne nie będą na tyle wysokie, aby mogło to zagrozić zdolnościom bojowym armii na wschodzie.
Istotnym czynnikiem było wyprzedzenie przygotowań sowieckich do rozpoczęcia wielkiej ofensywy letniej, jakiej niemiecki sztab spodziewał się najpóźniej w połowie lipca. Chodziło o to, by narzucić przeciwnikowi własne warunki walki oraz wybrany przez siebie teren do konfrontacji. Może więc wywoływać zdziwienie, że zakładano, iż wielkie przygotowania do ataku uda się utrzymać w całkowitej tajemnicy i że będzie ona dla sowieckiego dowództwa zaskoczeniem. Próby podciągania wielkich sił i zapasów podczas bezksiężycowych nocy zakończone licznymi wypadkami, w tym śmiertelnymi, pokazały, że nie było to takie proste34. Nawet jednak – przyjmując wariant najbardziej optymistyczny z możliwych – gdyby atak rozpoczął się w pierwszych dniach maja – błędem byłoby sądzić, iż Armia Czerwona nie byłaby przynajmniej częściowo przygotowana do odparcia ofensywy. Każdorazowo po nastaniu większych przerw w aktywnej fazie walk, dywizje i brygady sowieckie otrzymywały rozkazy, w myśl których miały dosłownie wbić się w ziemię, tworząc punkty oporu pozwalające na walkę nawet w otoczeniu.
Inicjatorzy operacji zakładali nie bez pewnej racji, iż każdą pozycję można sforsować, stosując odpowiednią taktykę i dysponując zmotywowanym, dobrze uzbrojonym żołnierzem. To wszystko prawda, natomiast nie przewidywali oni gigantycznej pracy na tyłach frontu, gdzie dzień i noc fabryki przeniesione z europejskiej części ZSRS produkowały broń, amunicję i wszelkiego rodzaju wyposażenie wojskowe, a na niezliczonych poligonach szkolono naprędce nowe jednostki z ogromnej rezerwy ludzkiej, z której mimo koszmarnych klęsk i strat nadal mógł czerpać Stalin. Niemcy przestawiły gospodarkę w tryb wojny totalnej na pół roku przed rozpoczęciem ofensywy pod Kurskiem. Sowieci pracowali w ten sposób już od dwóch lat35.
Zdania co do tego, czy należy przeprowadzić ofensywę, były podzielone. Nie można także wykluczyć, iż okresowo ocena planu wielkiego natarcia z dwóch stron zmieniała się, tak u Hitlera, jak i u Mansteina. Dość stwierdzić, iż już w kwietniu niemieccy sztabowcy zdali sobie sprawę z intensywnych przygotowań obronnych Armii Czerwonej, jak i z tego, że wojska północnego zgrupowania uderzeniowego będą miały jedynie niewielkie – jeśli w ogóle – możliwości prowadzenia bitwy manewrowej. W „Głównych instrukcjach do planowanej operacji Cytadela” przygotowanych przez sztab 9. Armii zaznaczono:
„Prowadząc natarcie przy użyciu dużej liczby żołnierzy przez mocno pokryty wzgórzami teren w sektorze Fatież–Małoarchangielsk–Kursk, należy uszykować wojska, tak by zminimalizować trudności podczas pokonywania licznych wąwozów i strumieni. Odpowiednia koncentracja różnych rodzajów sił ma pierwszorzędne znaczenie dla osiągniecia przełamania. Innymi słowy: atak na wysuniętą flankę nieprzyjaciela będzie poprzedzony nieuniknionym frontalnym szturmem na jego pozycje”36.
Po przedarciu się przez nieprzyjacielską obronę północne zgrupowanie uderzeniowe miało dotrzeć do rejonu odległego o około 77 km od swoich pozycji wyjściowych, w pobliżu Kurska. Już na etapie wczesnego planowania zakładano, że nie obędzie się bez poważnych strat. Podobnego zdania był również dowódca GA „Południe” feldmarszałek Manstein, który zamierzył uderzyć siłami 4. Armii Pancernej najkrótszą drogą na Kursk, zajmując po drodze miasteczko Obojań. Zamiar Mansteina spotkał się jednak z protestem gen. Hotha, który obawiał się takiego scenariusza. Hoth w osobistej rozmowie z Mansteinem przedstawił mu swoje wątpliwości i zdołał go przekonać o konieczności uniknięcia osi Biełgorod–Obojań–Kursk na rzecz natarcia bardziej na północny wschód, gdzie teren bardziej sprzyjał manewrowi jednostek szybkich. Udział w ofensywie korpusu Hotha wcale nie był pewny, ponieważ Hitler zamierzał pierwotnie użyć jego dywizji do obsadzenia Włoch, które w jego opinii zostały zagrożone inwazją po kapitulacji ostatnich wojsk niemieckich w Afryce37.
Feldmarszałek Manstein dobrze wiedział, iż Sowieci, uzyskawszy czas, zamienią całą linię frontu na zagrożonym odcinku w gąszcz okopów, pól minowych i zasieków. W jego opinii, uderzenie powinno było nastąpić od razu po bitwie pod Charkowem. Siły niemieckie były zmęczone bitwą, ale jeszcze bardziej wyczerpane były zapewne oddziały Armii Czerwonej. Tymczasem minęły marzec i kwiecień i stawało się jasne, iż ofensywa – jeśli w ogóle nastąpi – odbędzie się późną wiosną lub latem. Uwadze feldmarszałka nie uszło również skoncentrowanie przez Armię Czerwoną ogromnych sił na wysokości Łuku Kurskiego. Jak donosił w jednym z meldunków Hitlerowi – naprzeciw wojsk niemieckich znajdować się miały pod koniec marca co najmniej 124 wielkie jednostki nieprzyjaciela. Manstein proponował, by zasilić oddziały natarcia także siłami z innych odcinków frontu, spod Charkowa, Izjum i znad rzeki Mius i Doniec. Jak przewidywał:
„Cytadela zaangażuje wszystkie siły wroga. W rezultacie operacja doprowadzi albo do szybkiego, zdecydowanego zwycięstwa, albo – przy specyficznych okolicznościach – wywoła nieprzewidywalny kryzys. Wobec tego należy za wszelką cenę maksymalnie wzmocnić siły nad rzeką Mius i nad Donem, nawet za cenę podjęcia wielkiego ryzyka. Grupa Armii [„Południe”] zdecydowała poświęcić wszystko na rzecz sukcesu operacji Cytadela”38.
3 maja na naradzie w Monachium Hitler spotkał się z Zeitzlerem, inspektorem wojsk pancernych gen. Heinzem Guderianem, ministrem Albertem Speerem, Modelem i Mansteinem oraz feldmarszałkiem von Kluge, dowódcą GA „Środek”. W toku dyskusji wyszło na jaw, iż liczba wyprodukowanych i skierowanych do jednostek na froncie nowych czołgów była jeszcze niewystarczająca dla odpowiedniego nasycenia nimi dywizji przeznaczonych do ataku. Manstein wiedział, że należy uderzyć teraz albo zaniechać tak śmiałego planu. Jak wielu spośród bliskiego otoczenia wodza Rzeszy Niemieckiej, obawiał się jednak otwarcie mu przeciwstawić. Guderian wskazywał nie bez racji, iż nową „wspaniałą broń” należy przerzucić raczej na zachód wobec groźby inwazji aliantów na Europę Zachodnią. Jego głos pozostał jednak bez odpowiedzi. Inicjatywę przejęli Zeitzler i von Kluge, zdaniem których należało przeprowadzić operację „Cytadela”, ponieważ zadecydować miały nowe typy czołgów. Niewykluczone, iż generał starał się w ten sposób wykorzystać rosnące zaufanie Hitlera do niemieckiej techniki wojskowej39.
Zarówno Model, jak i Manstein uznali wówczas, iż nie będzie dobrym rozwiązaniem uderzenie wprost na dobrze umocnione i głęboko urzutowane pozycje przeciwnika. Co do przygotowań Armii Czerwonej do uporczywej obrony na Łuku Kurskim nie można było mieć najmniejszych wątpliwości. O aktywnych pracach fortyfikacyjnych donosiły zarówno źródła płytkiego, jak i głębokiego wywiadu zafrontowego, oraz zwiad lotniczy Luftwaffe, który dostarczył cennej dokumentacji fotograficznej pozycji przeciwnika. Guderian wspominał:
„Poprosiłem o głos i oświadczyłem, że moim zdaniem działanie jest bezcelowe. Nasze dopiero co przeprowadzone uzupełnienie wojsk na froncie wschodnim zostałoby znowu przekreślone, gdyż w razie uderzenia według propozycji szefa Sztabu Generalnego [Zeitzlera – D.K.M.] niechybnie ponieślibyśmy ciężkie straty w czołgach. […] Prócz tego wskazałem, że czołg Pantera, w którym szef Sztabu Generalnego pokłada tak wielkie nadzieje, przechodzi jeszcze właściwą każdej nowej konstrukcji chorobę dziecięcą i że jest mało prawdopodobne, aby te braki i usterki można było usunąć przed rozpoczęciem natarcia. Speer poparł me argumenty z punktu widzenia resortu zbrojeń. Ale pozostaliśmy jedynymi uczestnikami narady, którzy na propozycje Zeitzlera odpowiedzieli jasno i wyraźnie – «nie». Hitler, którego zwolennicy natarcia nie zdołali jeszcze w pełni przekonać, nie powziął tego dnia ostatecznej decyzji”40.
Rozmowa i pojedynek na argumenty, w którym z jednej strony udział wzięli Zeitzler i von Kluge, a z drugiej – Guderian, Model i Manstein, nabierały coraz to większych emocji. Von Kluge wyzwał Guderiana na pojedynek, choć ostatecznie konfrontacja między nimi nie przeniosła się poza salę, w której obradowano. Hitler zdawał się wysłuchiwać obu stron, nie wydając jasnego werdyktu. Koniec końców, postanowił, iż ofensywa się odbędzie, ale jeszcze nie wówczas. W ciągu kolejnych tygodni oddziały Modela i Mansteina miały zostać priorytetowo dozbrojone i uzupełnione, by w maksymalnie pełnych stanach przystąpić do ataku.
Ale 3 maja zapadła jedynie decyzja o kolejnym przełożeniu daty ofensywy. Czas wskazany przez feldmarszałka upłynął. Wojskom niemieckim pozostało czekać na rozkaz do rozpoczęcia natarcia. Na wschód ciągnęły setki transportów kolejowych i drogowych z nowymi partiami broni, amunicji i sprzętu wojskowego. Przybywały też ludzkie uzupełnienia. Do dywizji pancernych docierały partie nowych wozów bojowych, póki co – nowsze wersje Pz.Kpfw. IV i więcej Pz.Kpfw. VI „Tiger”.
10 maja, tydzień po burzliwych obradach w Monachium, generał Heinz Guderian ponownie spotkał się z Adolfem Hitlerem. Argumentował, iż wojsk, które mogą zostać stracone w ataku na dobrze przygotowane pozycje obronne Armii Czerwonej, zabraknie w najbliższych miesiącach do odparcia desantu armii angielskiej i amerykańskiej w Europie. Guderian miał również inny cel w próbie nakłonienia wodza Niemiec do rozpoczęcia ofensywy: planowana pierwsza transza licząca 324 nowe czołgi średnie Pz.Kpfw. V „Panther” miała dotrzeć z fabryk z opóźnieniem, a jednocześnie doświadczony dowódca przestrzegał przed stratą dopiero co odbudowywanego potencjału Panzerwaffe w atakach na sowieckie pozycje. Tym razem adwersarzem wielkiego praktyka broni pancernej okazał się szef sztabu Sił Zbrojnych, feldmarszałek Wilhelm Keitel. Dowodził on, iż poczyniono już nazbyt wiele, by teraz zrezygnować i zaprzepaścić tak wielki wysiłek organizacyjny. Nie można wykluczyć, iż podobnie jak von Kluge i Zeitzler, Keitel był prawdziwie przekonany o wyższości własnych wojsk nad siłami sowieckimi, nawet w przypadku ich liczebnej i sprzętowej przewagi. Liczył więc, podobnie jak tamci dwaj, na powtórzenie oszałamiających sukcesów z pierwszych miesięcy wojny. Hitler zdecydował: czekać i zbroić się dalej. Odłożył więc termin ofensywy na miesiąc, do 12 czerwca. Dzień „X” nadal pozostawał nieznany. Korzyść z kolejnej zwłoki polegała na tym, iż Guderian starał się w miarę rozłożyć wsparcie w postaci nowszych wersji czołgów Pz.Kpfw. IV wśród dywizji pancernych, starając się, by nie tylko jednostki uznane za elitarne (w tym Waffen-SS) skokowo wzmocniły swoją zdolność bojową41.
Zarówno Manstein, jak i Model obawiali się, iż w przypadku osiągnięcia sukcesu strategicznego w postaci zamknięcia się kleszczy i zdobycia Kurska, a nawet unicestwienia w wielkim kotle licznych oddziałów wroga, straty własne mogą okazać się nieakceptowalne w perspektywie dalszego prowadzenia wojny ze Związkiem Sowieckim. Nie ulegało najmniejszych wątpliwości, iż na atakujące wojska niemieckie czekać będzie dobrze przygotowana obrona. Zdobyte dotąd doświadczenie podpowiadało obu tym dowódcom, iż nawet najlepsze przygotowanie artyleryjskie i precyzyjne ataki lotnictwa bombowego i szturmowego nie będą w stanie całkowicie unieszkodliwić rozbudowanego systemu fortyfikacji polowych, tym bardziej takiego, który już pod koniec kwietnia liczył kilka linii obronnych42. Najlepsze nawet oddziały pancerne musiały stracić impet uderzenia w walkach o drewniano-ziemne reduty rozciągnięte na wiele dziesiątków kilometrów. Sam Hitler też był pełen wahania: poświęcić wszystkie faktyczne rezerwy w Związku Sowieckim na rzecz ryzykownego ataku, czy raczej wstrzymać się, przyjąć postawę obronną i trzymać front tak długo, jak to tylko będzie możliwe43.
Wątpliwości mieszały się z nadziejami na przełom. Hitler wpadł na pomysł, aby równolegle do ofensywy pod Kurskiem (lub zamiast niej) wykonać dwa inne zmasowane ataki. Z rejonu Charkowa na Kupiańsk uderzyć miały inne zgrupowania pancerne w ramach operacji „Habicht”, gdy od Lisiczańska i Izjum natarcie na północ wykonałyby inne jednostki. Druga z tych ofensyw otrzymała kryptonim „Panther”. Podobnie jak w przypadku operacji „Cytadela”, tak i tutaj koncentryczne ataki zwieńczyć miało spotkanie obu klinów zdobyciem Kupiańska, ważnego miasta położonego nad rzeką Oskoł. Przywódca Rzeszy liczył na zamknięcie w kotle przynajmniej części sił Frontu Południowo-Zachodniego Armii Czerwonej, co oznaczałoby poważne osłabienie sił nieprzyjaciela w pasie odpowiedzialności Grupy Armii „Południe”, regenerującej się po klęsce stalingradzkiej. Szybko jednak zarzucono te plany na rzecz przygotowań do natarcia pod Kurskiem44.
13 maja alianci opanowali w pełni Tunezję, co stanowiło początek niemieckiej klęski w wielomiesięcznych zmaganiach o Afrykę Północną. W związku z tym Hitler zadecydował o odłożeniu przygotowań do planu „Cytadela” do końca czerwca. Nie wiedział, iż spełnia w ten sposób najczarniejsze przewidywania Modela i Mansteina. Oczekując na zwiększenie potencjału własnych wojsk, w ciągu dwóch długich miesięcy siła przeciwnika wzrosnąć miała nieporównywalnie. Ale nawet w połowie maja Niemcy nie byli odpowiednio silni, aby rozpocząć natarcie. Dywizje przydzielone 9. Armii liczyły łącznie na pierwszej linii nie więcej niż 70 tysięcy żołnierzy, niektóre z nich miały zatem „w polu” około 3,5 tys. żołnierzy.
W maju drogi zaczęły wreszcie krzepnąć po wiosennych roztopach, pogoda poprawiła się. Uzupełnienia popłynęły szybciej do dywizji na pierwszej linii. Fala sprzętu z Rzeszy dobiła do wojsk na Wschodzie, przynosząc ciężkie czołgi „Tiger”, średnie – „Panther”, dużo Pz.Kpfw. IV w późniejszych, ulepszonych wersjach, samoloty Fw 190 F1 i szturmowe Hs 129 B i masę innego śmiercionośnego sprzętu. Zgrupowania uderzeniowe Modela i Mansteina zaczęły się nasycać przed czekającą je batalią. Przybycie dwóch batalionów czołgów ciężkich (503. i 505.) oraz kolejnych Pz.Kpfw. VI pozwoliło przywódcy Niemiec marzyć o potężnym przełamaniu, jakie stanie się ich udziałem45.
Część historyków skłania się do zdania, jakoby Model i Manstein byli zainteresowani tym, by przygotowania do operacji „Cytadela” przeciągały się jak najdłużej. Mieli bowiem liczyć po cichu na to, że Sowieci uderzą pierwsi, a wówczas mniej liczne wojska niemieckie będą w stanie zadać przeciwnikowi duże straty, aby później wykonać kontrnatarcia świeżymi dywizjami pancernymi. Z punktu widzenia ekonomii sił taki plan dawałby wojskom niemieckim więcej szans na sukces niż przewidziana ofensywa, w myśl której musiały one przebijać się przez doskonale przygotowane pozycje obronne silniejszego przeciwnika. Nie można zresztą wykluczyć, by nadziei na taki scenariusz nie miał i sam Hitler.
Rozdział II Wielkie Przygotowania. Plany i Siły Przeciwników
Przewidywane zwycięstwo miało zostać wyzyskane przez Rzeszę tak pod względem militarnym, jak i politycznym. W OKH zakładano, iż zniszczenie dwóch frontów w ciągu kilkunastu dni całkowicie pozbawi wojska sowieckie możliwości przeprowadzenia letniej ofensywy na większą skalę. W perspektywie miało to doprowadzić do ponownego przejęcia inicjatywy strategicznej na wschodzie przez Wehrmacht. W optymistycznym założeniu nie wykluczano nawet obezwładnienia przeciwnika wysokimi stratami do końca roku. Zdaniem Romana Töppela Hitler zamierzał przez sukces pod Kurskiem udowodnić nie tylko niemieckiemu społeczeństwu, ale i państwom wrogim i neutralnym, że armia niemiecka jest niepokonana podczas działań wojennych toczonych latem. Bez wątpienia wielkie zwycięstwo mogłoby wzmocnić wiarę Niemców w ostateczny sukces podczas wojny w sytuacji, kiedy nastroje pogorszyły się po klęsce stalingradzkiej, porażce armii gen. Erwina Rommla w Afryce Północnej i ofensywie powietrznej aliantów46.
Po spodziewanym zwycięstwie linia frontu uległaby skróceniu, co znacznie ułatwiłoby organizację działań wojennych na centralnym odcinku frontu. Nie bez znaczenia były też nadzieje na wzięcie do niewoli setek tysięcy jeńców. Planowano ich wykorzystanie w pracy przymusowej w zakładach przemysłowych Rzeszy wobec postępującej mobilizacji niemieckich mężczyzn47.
Mogłoby się wydawać, iż strona niemiecka traciła cenny czas na możliwie pełne ukompletowanie jednostek mających odegrać kluczową rolę w nadchodzącej operacji. Takie jednak było polecenie Hitlera: dywizje pancerne stanowiące taran natarcia miały uzupełnić stany do maksimum, a jednocześnie trwało ich przezbrajanie w najnowocześniejsze wozy bojowe. Do łatwych zadań nie należało zresztą także uzupełnienie stanów kluczowych dla operacji dywizji i część żołnierzy do zasilenia 9. Armii pozyskano drogą przeniesienia ich z innych jednostek, zajmujących pozycje na spokojniejszych odcinkach frontu. Model nie był zresztą zachwycony tego rodzaju praktyką, podkreślając, iż nierzadko przysyła się mu żołnierzy mniej doświadczonych, o słabszej kondycji fizycznej. Cóż, rzadko który dowódca pozbywałby się swoich najlepszych ludzi. Decyzja Hitlera o przełożeniu terminu natarcia na 10 czerwca, a później – na początek lipca – była ugruntowana w radzie Guderiana, aby poczekać na skompletowanie nowego sprzętu „przebojowych” dywizji pancernych. Informacja taka znalazła się w KTB GA „Południe”48.
Mimo ogromnego wysiłku mobilizacyjnego, wojskom niemieckim nie udało się we wszystkich przypadkach uzyskać pełnego ukompletowania składu osobowego jednostek przeznaczonych do letniej ofensywy. W niektórych dywizjach piechoty pozostało po sześć batalionów zamiast strukturalnych dziewięciu. W myśl decyzji Hitlera formowano kolejne dywizje kosztem kierowania uzupełnień do już istniejących jednostek. Wpłynęło to negatywnie na ich jakość, a stopień podziału między nowe oddziały weteranów był nierównomierny. Wymaga to podkreślenia, ponieważ podobnie jak po stronie sowieckiej, tak i w Wehrmachcie to piechota była najważniejszym rodzajem broni tak pod względem liczebności, jak i zdolności na polu walki. Żołnierz Dywizji Grenadierów Pancernych SS „Totenkopf” Herbert Brunnegger tak skomentował procesy mobilizacyjne zachodzące w czasie przygotowania ofensywy kurskiej:
„Skończyły się dni spokoju i odpoczynku. Straty w ludziach i sprzęcie zostały uzupełnione. Cały czas dowódców, ich zastępców i całe pododdziały przenosi się do nowo formowanych dywizji Waffen-SS, co osłabia zdolność bojową już istniejących dywizji, które ciągle muszą oddawać część doświadczonej kadry. Szkolenia rekruckie trwają coraz krócej, pogarsza się uzbrojenie składające się głównie z broni zdobytej na wrogu”49.
Żołnierz niemiecki latem 1943 roku był zwykle dobrze uzbrojony. Pododdziały piechoty dysponowały znakomitej jakości karabinami maszynowymi i pełną gamą środków wsparcia od armat przeciwpancernych po moździerze. Weterani wykruszali się jednak wraz z kolejnymi bitwami i przed operacją „Cytadela” niemieccy sztabowcy zwracali już uwagę na obniżanie poziomu nowych jednostek. Błędem okazało się kierowanie uzupełnień nie do już istniejących dywizji i pułków, gdzie uległyby one przemieszaniu z weteranami, a do nowych jednostek. W rezultacie „ostrzelane” dywizje piechoty i pancerne osiągały od wiosny 1943 roku coraz mniejsze stany liczebne, a na front trafiały nowe, ale z niewielkim odsetkiem żołnierzy i oficerów mających za sobą chrzest bojowy i dłuższy udział w walce50.
W odróżnieniu od wojsk sowieckich po dwóch latach wojny na wschodzie Niemcy nie były już w stanie uzupełniać ogromnych strat w sile żywej i to nawet mimo ogromnego wysiłku mobilizacyjnego. Od 1 października 1942 roku do końca marca 1943 roku Wehrmacht stracił ok. 1,3 mln żołnierzy: zabitych, zaginionych, wziętych do niewoli, rannych i chorych. Uzupełnienie wyniosło 1,1 mln ludzi, czyli sięgnęło 84 procent strat51.
Wehrmacht nadal utrzymywał w jednostkach na wschodzie ponad 2,7 mln żołnierzy według stanu na kwiecień 1943 roku. Była to ogromna siła, choć pozbawiona większej liczby czołgów (po zakończeniu bitwy o Charków i ustabilizowaniu frontu w linii pozostało niespełna 700 sprawnych maszyn) i z dużymi brakami w broni maszynowej. Po uzyskaniu uzupełnień armia niemiecka mogła jednak skutecznie bronić się przed wojskami przeciwnika. Tego zresztą oczekiwało wielu niemieckich dowódców, wskazujących na konieczność wyzyskania podczas aktywnej obrony ogromnych terenów europejskiej części ZSRS nadal pozostających pod kontrolą Wehrmachtu. Generał Kurt von Tippelskirch, dowódca XX KA, wspominał po latach:
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. G. Kołtunow, B. Sołowiow, Bitwa pod Kurskiem, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1971. [wróć]
2. A. Karpiński, Kursk 1943, Bellona, Warszawa 1983. [wróć]
3. Dobrym przykładem takiego podejścia jest praca Petera L. Thorsena Nazi Waterloo. The Battle of Kursk, July 1943, Army War Collegge, Carlisle Barracks, Pennsylvania 1972. [wróć]
4. S. Stadler, Die Offensive gegen Kursk 1943. Die II. Panzerkorps als Stosskeil im Grosskampf, Munin Verlag, Osnabrück 1980. [wróć]
5. Veit Scherzer, Die Ritterkreuzträger 1939–1945 Die Inhaber des Ritterkreuzes des Eisernen Kreuzes 1939 von Heer, Luftwaffe, Kriegsmarine, Waffen-SS, Volkssturm sowie mit Deutschland verbündeter Streitkräfte nach den Unterlagen des Bundesarchives, Jena, Germany: Scherzers Militaer-Verlag, s. 716. [wróć]
6. D.M. Glantz, J.S. House, The Battle of Kursk, University Press of Kansas, Lawrence 1999. Autorzy ci jako pierwsi sięgnęli na dużą skalę do dokumentów Armii Czerwonej. Ich praca była za to pozbawiona szerszego kontekstu działania armii niemieckiej. [wróć]
7. R. Töppel, Kursk 1943. Die grösste Schlacht des Zweiten Welkriegs, Verlag Ferdinand Schöningh, Paderborn 2017, tenże, The Battle of Kursk, 1943, [w:] The Cambridge Companion to The Nazi-Soviet War, ed. by David Stahel, Cambridge University Press, Cambridge 2026. [wróć]
8. Zob. np.: V. Zamulin, Demolishing the Myth. The Tank Battle at Prokhorovka, Kursk, July 1943: an operational Narrative, translated and edited by Stuart Britton, Helios & Company, Warwick 2011. [wróć]
9. C.A. Lawrence, The Battle of Prokhorovka. The Tank Battle at Kursk, the largest Clash of Armor in History, Stackpole Books, Lanham 2019. Tegoż: Aces at Kursk: the Battle for aerial Supremacy on the Eastern Front 1943, The Dupuy Institute, Yorkshire–Philadpelhia 2024. [wróć]
10. R. Forczyk, Wojna pancerna na froncie wschodnim 1943–1945. Czerwony walec, Vesper, Czerwonak 2020. [wróć]
11. K. Janowicz, Kursk 1943. Bitwa w powietrzu, cz. 1, Południowy odcinek Łuku Kurskiego. Droga do Prochorowki, Wydawnictwo Napoleon V, Oświęcim 2024, tenże, Kursk 1943. Bitwa w powietrzu, cz. 2, Południowy odcinek Łuku Kurskiego. Bitwa pod Prochorowką i przygotowania do operacji Rumiancew, Wydawnictwo Napoleon V, Oświęcim 2025. [wróć]
12. L. Clark, Kursk. The Greatest Battle: Eastern Front 1943, Headline Review, London 2012. [wróć]
13. B. Sokołow, Krasnaja Armija protiw wojsk SS, Jauza-Eksmo, Moskwa 2009. [wróć]
14. M. Healy, Operation Zitadelle 1943. The greatest Tank Battle, The History Press, Gloucestershire 2023. [wróć]
15. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 15–17. [wróć]
16. Ł. Przybyło, Charków–Donbas 1943, Bellona, Warszawa 2014. [wróć]
17. CAMORF: F. 426; Op. 10753; Spr. 380, k. 73–74, Charakterystyka bojowa 160. Dywizji Strzeleckiej za okres działań w składzie 69. Armii od 4 marca do 5 kwietnia 1943 r. [wróć]
18. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 20–21. [wróć]
19. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 21–24. [wróć]
20. Krótki wojskowo-geograficzny opis terenu bitwy Znaczenie występu kurskiego, [w:] The Battle of Kursk. The Red Army’s Defensive Operations and Counter-Offensive, July–August 1943. Soviet General Staff, edited and translated by Richard W. Harrison, Helion & Company, Solihull 2016, s. 18–24. [wróć]
21. E. Schwarz, Die Stabilisierung der Ostfront nach Stalingrad: Mansteins Gegenschlag zwischen Donez und Dnjepr im Frühjahr 1943, Verlag Muster-Schmidt, Göttingen 1986, s. 255. [wróć]
22. T. Busse, Operacja Zitadelle – spojrzenie ogólne, [w:] S.H. Newton, Kursk 1943. Niemieckie spojrzenie, tłum. M. Grzywa, Wydawnictwo Napoleon V, Oświęcim 2015, s. 31. [wróć]
23. R. Töppel, Kursk – Mythen und Wirklichkeit einer Schlacht, „Vierteljahrshefte für Zeitgeschichte” 2009, R. 57, z. 3, s. 349–350. [wróć]
24. E. von Manstein, Stracone zwycięstwa, przeł. Jerzy Sawicki, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2025, s. 565. [wróć]
25. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 22–23, także V. Zamulin, The planning and preparations for the battle of Kursk, vol. 1, transl. and ed. by Stuart Britton, Hellion and Company, Warwick 2021, s. 24–25. [wróć]
26. S.G. Fritz, Ostkrieg. Front wschodni: wojna na wyniszczenie, tłum. Miłosz Młynarz, Oświęcim 2018, s. 333–334. [wróć]
27. R. Töppel, The Battle of Kursk, 1943, [w:] The Cambridge Companion…, s. 156–157. [wróć]
28. T. Busse, Operacja Zitadelle: spojrzenie ogólne, [w:] S.H. Newton, Kursk 1943. Niemieckie spojrzenie…, s. 32. [wróć]
29. R. Töppel, Legendenbildung in der Geschichtsschreibung – Die Schlacht bei Kursk, „Militärgeschichtliche Zeitschrift” 2002, nr 61, s. 372–376. [wróć]
30. Cyt. za: Sowierszienno siekretno! Tolko dlia komandowannija! Strategija faszistskoj Giermanii w wojnie protiw SSSR. Dokumienty i matieriały, Wojenizdat, Moskwa 1967, s. 495. [wróć]
31. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 27–29. [wróć]
32. NARA: T. 312; R. 317; F. 7886035, Dziennik działań 9. Armii, b.m., przed 12.04.1943 r. [wróć]
33. V. Zamulin, The planning and preparations…, s. 51–52. [wróć]
34. V. Zamulin, The planning and preparations…, s. 84–85. [wróć]
35. O ogromnej pracy na rzecz uzupełnień dla Armii Czerwonej w zakresie broni i wyposażenia zob. D.M. Glantz, Kolos odrodzony. Armia Czerwona na wojnie 1941–1943, tłum. Jakub M. Raginis, Wydawnictwo Napoleon V, Oświęcim 2019. [wróć]
36. NARA US: T. 312; R. 322, f. 128. Główne instrukcje sztabu 9. A przed planowaną operacją „Cytadela”, b.m., 17.04.1943 r. [wróć]
37. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 39. [wróć]
38. BA-MA RH: 19 VI/45, Bl. 39, KTB Ia GA „Don”/”Południe” za m. marzec–lipiec 1943 r. [wróć]
39. M.K. Barbier, Kursk. Największa bitwa pancerna w dziejach świata, przeł. Małgorzata Leczycka, Warszawa 2002, s. 52–53. [wróć]
40. H. Guderian, Wspomnienia żołnierza…, s. 338–339. [wróć]
41. R. Forczyk, Wojna pancerna…, s. 204–205. [wróć]
42. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 34–36. [wróć]
43. Tamże, s. 40–42. [wróć]
44. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 27–29. [wróć]
45. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 45–46. [wróć]
46. Wykład Romana Töppela wygłoszony w Niemieckim Instytucie Historycznym w Moskwie 28.09.2020 r. [wróć]
47. Tamże. [wróć]
48. BA-MA. RH 19 VI/45. Bl. 80, KTB Ia GA „Don”/”Południe”, marzec–lipiec 1943 r. Także: V. Zamulin, The planning and preparations…, s. 103–104. [wróć]
49. H. Brunnegger, Kto sieje watr… Opowieść żołnierza dywizji SS „Totenkopf”, przeł. Beata Kozak, Bellona/Arkadiusz Wingert, Warszawa 2023, s. 255. [wróć]
50. Więcej na ten temat m.in. [w:] S.G. Fritz, Żołnierze Hitlera. Wehrmacht na polu walki, tłum. Grzegorz Siwek, Wydawnictwo RM, Warszawa 2025. [wróć]
51. V. Zamulin, The planning and preparations…, s. 8. [wróć]
