Kursk 1943 - Damian Karol Markowski - ebook

Kursk 1943 ebook

Damian Karol Markowski

0,0
35,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

W marcu-kwietniu 1943 roku, po klęsce stalingradzkiej, niemieccy sztabowcy zaplanowali ofensywę na tzw. Łuku Kurskim, czyli wybrzuszeniu frontu wschodniego w rejonie Kurska. Chcieli odzyskać inicjatywę strategiczną poprzez okrążenie i zniszczenie znajdujących się tam wojsk sowieckich. Operacja otrzymała kryptonim „Cytadela”. Zakładała jednoczesne uderzenie z północy przez 9. Armię gen. Waltera Modela oraz z południa przez 4. Armię Pancerną gen. Hotha i Grupę Armijną Kempf. Po raz pierwszy na dużą skalę użyto nowych czołgów „Panther”, „Tiger” oraz ciężkich niszczycieli czołgów „Ferdinand”.

Dowództwo sowieckie dzięki wywiadowi poznało niemieckie plany i przygotowało rozbudowany system obrony . Na kierunkach natarcia powstał rozbudowany system umocnień obejmujący: okopy, pola minowe, zapory przeciwczołgowe oraz liczne stanowiska artylerii. Za liniami obrony zgromadzono silne odwody pancerne przeznaczone do kontruderzenia.

Niemiecka ofensywa rozpoczęła się 5 lipca 1943 roku. Na północnym odcinku natarcie szybko utknęło w gęstym systemie radzieckich umocnień i pod silnym ogniem artylerii. Większe postępy osiągnięto na południu, gdzie wojska Hotha zbliżyły się do miejscowości Prochorowka. Tam 12 lipca doszło do jednej z największych bitew pancernych w historii. Choć straty sowieckie były bardzo wysokie, Armia Czerwona powstrzymała natarcie, po czym sama przeszła do działań zaczepnych. W ramach operacji „Kutuzow” wyzwolono Orzeł, a następnie podczas operacji „Rumiancew” zdobyto Biełgorod i Charków. Do końca sierpnia Niemcy zostali zmuszeni do odwrotu na całym odcinku frontu.

Była to przełomowa bitwa w zmaganiach na froncie wschodnim, po której Sowieci ostatecznie przejęli inicjatywę i rozpoczęli marsz na zachód zakończony w 1945 roku w Berlinie i nad Łabą.

O tych wydarzeniach pisze historyk Damian Karol Markowski. Jego książka ma za zadanie zastąpić w serii „HB” pracę Antoniego Karpińskiego wydaną w 1983 roku, noszącą piętno czasów Polski Ludowej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Redak­tor pro­wa­dzący: Bogu­sław Kubisz Korekta: Bogu­sława Jędra­sik Ilu­stra­cja na okładce: Marek Szyszko Pro­jekt okładki: Agnieszka Matu­siak Redak­tor tech­niczny: Agnieszka Matu­siak Mapy: Dariusz Wie­czo­rek Indeksy: Adam Kubisz

Copy­ri­ght © by Dres­sler Dublin Sp. z o.o., Oża­rów Mazo­wiecki 2026 Copy­ri­ght © Damian Karol Mar­kow­ski, 2026

Pro­du­cent: Dres­sler Dublin sp. z o.o. 05-850 Oża­rów Mazo­wiecki, ul. Poznań­ska 91 e-mail: sekre­ta­riat@dres­sler.com.pl

Dane do kon­taktu: Wydaw­nic­two Bel­lona 02-103 War­szawa, ul. Han­kie­wi­cza 2 tel. (+48) 22 457 04 02 e-mail: biuro@bel­lona.pl www.bel­lona.pl www.face­book.com/Wydaw­nic­two.Bel­lona

Księ­gar­nie inter­ne­towe: swiatk­siazki.pl, ksiazki.pl, czy­tam.pl

Dys­try­bu­cja: Dres­sler Dublin sp. z o.o. 05-850 Oża­rów Mazo­wiecki, ul. Poznań­ska 91 e-mail: dys­try­bu­cja@dres­sler.com.pl tel. + 48 22 733 50 31/32 www.dres­sler.com.pl

ISBN 978-83-11-19067-2

Wer­sję elek­tro­niczną przy­go­to­wano w sys­te­mie Zecer

Wstęp

Wstęp

5 lipca 1943 roku dwie naj­po­tęż­niej­sze wów­czas armie euro­pej­skiego teatru dzia­łań: nie­miecka i sowiecka, starły się ze sobą w śmier­tel­nym boju na roz­le­głych tere­nach poło­żo­nych mię­dzy mia­stami: Orzeł, Kursk i Bieł­go­rod. Na bata­lię, w któ­rej udział wzięło tylko w pierw­szej jej fazie dwa miliony żoł­nie­rzy i wiele tysięcy wozów pan­cer­nych, samo­lo­tów i armat, zło­żyły się trzy wiel­kie bitwy. Pierw­sza roz­po­częła się wraz z ofen­sywą Wehr­machtu o kryp­to­ni­mie „Zita­delle” („Cyta­dela”). Druga – kontrofen­sywą Armii Czer­wo­nej na kie­runku orłow­skim – po wyga­śnię­ciu impetu nie­miec­kiego natar­cia. Trze­cia, ostat­nia, prze­są­dziła o odbi­ciu Bieł­go­rodu i Char­kowa oraz o osta­tecz­nym prze­ję­ciu ini­cja­tywy stra­te­gicz­nej na fron­cie wschod­nim przez Sta­lina. Pod­czas walk obie strony ponio­sły ogromne straty ludz­kie i mate­rialne.

Monu­men­talna w swych roz­mia­rach oraz w licz­bie wyko­rzy­sta­nego sprzętu bojo­wego bitwa na Łuku Kur­skim jest jed­nym z tych wiel­kich starć dru­giej wojny świa­to­wej, któ­rych praw­dziwy prze­bieg przez dzie­się­cio­le­cia ukryty był za para­wa­nem pół­prawd i uprosz­czeń. Dopiero po upadku Związku Socja­li­stycz­nych Repu­blik Sowiec­kich moż­liwe stało się peł­niej­sze zapo­zna­nie z doku­men­tami Armii Czer­wo­nej prze­cho­wy­wa­nymi w rosyj­skich archi­wach oraz z doku­men­ta­cją nie­miecką zdo­bytą przez Sowie­tów, co dopro­wa­dziło do grun­tow­nej korekty obrazu wykre­owa­nego w więk­szym stop­niu przez komu­ni­styczną pro­pa­gandę niż rze­telną ana­lizę przy­czyn, prze­biegu i wyni­ków kam­pa­nii kur­skiej.

Dzia­ła­nia wojenne latem 1943 roku stały się przed­mio­tem badań licz­nych histo­ry­ków i pasjo­na­tów, tak pocho­dzą­cych z kra­jów Europy Zachod­niej i Sta­nów Zjed­no­czo­nych Ame­ryki, jak i rosyj­skich. Obraz bitwy wyła­nia­jący się ze zde­rze­nia źró­deł wytwo­rzo­nych przez obie armie, jakie starły się ze sobą w śmier­tel­nym zwar­ciu latem 1943 roku, daleki jest od ofi­cjal­nej wizji pre­zen­to­wa­nej przez dekady w kra­jach „demo­kra­cji ludo­wej”. W związku z tym poja­wił się pomysł, aby w syn­te­tycz­nej for­mie przed­sta­wić zma­ga­nia pod Kur­skiem rów­nież jako tom w serii „Histo­ryczne Bitwy”, który zostałby oparty na naj­now­szych usta­le­niach nauki.

Nie ukry­wam, iż naj­po­waż­niej­szym wyzwa­niem pod­czas prac nad tą książką była koniecz­ność samo­dy­scy­pliny zmu­sza­jąca autora do sku­pie­nia się na mak­sy­mal­nym zsyn­te­ty­zo­wa­niu wiel­kiej kon­fron­ta­cji. Jeśli uwzględ­nimy przy tym, iż sama ope­ra­cja zaczepna „Cyta­dela” armii nie­miec­kiej była w isto­cie dwiema odręb­nie toczo­nymi bitwami (choć w pla­nach szta­bow­ców Wehr­machtu miała sta­no­wić jedną bata­lię po spo­tka­niu się klesz­czy okrą­że­nia pod Kur­skiem), otrzy­mamy obraz zma­gań toczo­nych na wielką skalę w kul­mi­na­cyj­nym momen­cie wojny na fron­cie wschod­nim. Każda z tych trzech wiel­kich ope­ra­cji (zaczepna nie­miecka i dwie sowiec­kie kontr­ofen­sywy) z powo­dze­niem mogłaby posłu­żyć za osobny tom w serii „Histo­ryczne Bitwy”. Dla­tego też pro­szę o wyro­zu­mia­łość z uwagi na koniecz­ność zwię­złego potrak­to­wa­nia wielu inte­re­su­ją­cych i waż­nych wąt­ków, z któ­rych każdy zasłu­gi­wałby na znacz­nie szer­sze omó­wie­nie. Zain­te­re­so­wa­nych zapo­zna­niem się z bar­dziej wni­kli­wymi opi­sami zma­gań pod Kur­skiem pozwa­lam sobie ode­słać do wybra­nych mono­gra­fii. Opra­co­wa­nie, które kie­ruję do rąk Czy­tel­nika, należy trak­to­wać jako syn­tezę dotych­cza­so­wych badań, nie wyłą­cza­jąc naj­now­szych publi­ka­cji, które uka­zały się przed kil­koma mie­sią­cami.

Do kla­syki sowiec­kiej histo­rio­gra­fii należy książka Gri­go­rija Koł­tu­nowa i Borisa Soło­wiowa. Prze­tłu­ma­czona na język pol­ski roze­szła się w dużym nakła­dzie, przy­bli­ża­jąc pol­skim czy­tel­ni­kom tyleż szcze­gó­łowy (ze strony sowiec­kiej), co nie­pełny i odpo­wied­nio spro­fi­lo­wany obraz bata­lii kur­skiej. Mimo upływu lat wspo­mniana książka, która uka­zała się w języku pol­skim w roku 19711, pod wzglę­dem opisu (np. przy­go­to­wań do ope­ra­cji obron­nej Armii Czer­wo­nej) na­dal posiada pewien poten­cjał. Swo­istym skró­ce­niem usta­leń wspo­mnia­nych auto­rów była krótka praca Anto­niego Kar­piń­skiego Kursk 1943, która uka­zała się w serii „Histo­ryczne Bitwy” jako jeden z pierw­szych nume­rów serii. Nie­stety, była to pozy­cja nie tylko znacz­nie mniej szcze­gó­łowa od wspo­mnia­nej wcze­śniej książki histo­ry­ków sowiec­kich, ale i utrzy­mana w podob­nej otoczce ide­olo­gicz­nej2.

Do końca lat osiem­dzie­sią­tych, a w nie­któ­rych przy­pad­kach i dłu­żej histo­rio­gra­fia zachod­nia decy­do­wała się na powie­la­nie usta­leń (i prze­kła­mań) histo­ry­ków sowiec­kich i rosyj­skich, bez­kry­tycz­nie przyj­mu­jąc za pew­nik pozy­skane od nich infor­ma­cje. Przy­pa­dłość ta ujaw­niła się rów­nież w opra­co­wa­niach woj­sko­wych, w któ­rych ana­li­zo­wano róż­nego rodzaju aspekty bitwy pod Kur­skiem w ramach pro­wa­dzo­nych gier ope­ra­cyj­nych i stu­diów nad woj­sko­wo­ścią3. Pew­nym prze­ło­mem było kom­plek­sowe opra­co­wa­nie dzie­jów II Kor­pusu Pan­cer­nego SS autor­stwa Silve­stra Sta­dlera4. Trudno jed­nak uznać jego pozy­cję za obiek­tywną, gdyż był naj­młod­szym gene­ra­łem Waf­fen-SS czasu wojny, ostat­nim dowódcą 9. Dywi­zji SS „Hohen­stau­fen”. Uczest­ni­czył w bitwie na Łuku Kur­skim jako dowódca 4. Pułku Gre­na­die­rów Pan­cer­nych SS „Der Führer”5.

Prze­łom w jako­ści prac nastą­pił w latach dzie­więć­dzie­sią­tych XX wieku i w pierw­szej deka­dzie obec­nego stu­le­cia. Ze względu na moż­li­wość doko­na­nia porów­na­nia mel­dun­ków i rapor­tów obu stron, wglądu w mapy i bogatą doku­men­ta­cję foto­gra­ficzną, moż­liwe stało się zba­da­nie bata­lii z dużą wni­kli­wo­ścią i pozna­nie nawet naj­mniej­szych jej szcze­gó­łów, jak się oka­zuje – nie pozo­sta­ją­cych bez wpływu na prze­bieg zma­gań. Na czele wymie­nić tu można prace Davida M. Glantza i Jona­thana M. House’a6 oraz nie­miec­kiego bada­cza Romana Töppela, dosko­nale zna­ją­cego źró­dła Wehr­machtu i Waf­fen-SS7.

Ze strony rosyj­skiej naj­peł­niej jak dotąd ope­ra­cję „Cyta­dela” opi­sał Wale­rij Zamu­lin. Jest on auto­rem sze­regu uda­nych prac poświę­co­nych róż­nym obsza­rom ope­ra­cji wojen­nych w pierw­szych dniach lipca 1943 roku oraz roz­ma­itych aspek­tów bitwy8. Książki tego autora, a pry­wat­nie rów­nież dyrek­tora jed­nego z muzeów bitwy zlo­ka­li­zo­wa­nego w mia­steczku Ponyri, zostały prze­tłu­ma­czone na język angiel­ski, co wpły­nęło na roz­po­wszech­nie­nie jego cen­nych usta­leń na Zacho­dzie.

Ważne miej­sce w lite­ra­tu­rze przed­miotu zaj­mują prace Chri­sto­phera A. Law­rence’a9. Dużą wagę posia­dają opra­co­wa­nia Roberta For­czyka, zarówno w pełni naukowe, jak i popu­larne10. Autor ten szcze­gól­nie sku­pił się na kwe­stiach zwią­za­nych z uży­ciem broni pan­cer­nej. War­to­ściowe opra­co­wa­nie na temat czę­ści bitwy roze­gra­nej w powie­trzu nad Łukiem Kur­skim opu­bli­ko­wał Krzysz­tof Jano­wicz11.

Mniej­sze zna­cze­nie miały książki popu­lar­no­nau­kowe, nie­jed­no­krot­nie zawie­ra­jące poważne błędy oraz zbyt daleko idące uprosz­cze­nia. Zali­czyć do nich można opra­co­wa­nia Janu­sza Pie­kał­kie­wi­cza i M.K. Bar­biera. Na dru­gim bie­gu­nie pla­suje się popu­lar­no­nau­kowa, choć nie­po­zba­wiona ele­men­tów warsz­tatu histo­ryka i oparta czę­ściowo na źró­dłach archi­wal­nych i dru­ko­wa­nych, książka Lloyda Clarka. Jest ona zresztą zna­ko­mi­tym przy­kła­dem pracy uda­nej pod wzglę­dem nar­ra­cji, ale zawie­ra­jącej liczne błędy rze­czowe12. Na tym tle pozy­tyw­nie wyróż­niają się popu­larne opra­co­wa­nia Borisa Soko­łowa13 i Marka Healy14.

Mate­ria­łem uzu­peł­nia­ją­cym były wspo­mnie­nia uczest­ni­ków walk. Choć wtórne wobec doku­men­ta­cji, bez ich frag­men­tów nie­moż­liwe byłoby „pla­styczne” odwzo­ro­wa­nie warun­ków panu­ją­cych na polu bitwy, prze­żyć i trosk żoł­nie­rzy oraz ich dra­matu. Obraz walki kre­ślony na pod­sta­wie doku­men­tów: rapor­tów, mel­dun­ków, spi­sów nie będzie zazwy­czaj prze­sy­cony stra­chem, odwagą, emo­cjami. Nie temu służy prze­cież doku­men­ta­cja woj­skowa. W sukurs przy­cho­dzą więc liczne rela­cje, wspo­mnie­nia i dzien­niki, spi­sane zarówno przez dowo­dzą­cych wiel­kimi ruchami wojsk, jak Erich von Man­stein czy Iwan Koniew, ale i przez ofi­ce­rów czy sze­re­go­wych żoł­nie­rzy.

Pracę innych sta­ra­łem się uzu­peł­nić – tam, gdzie uzna­łem to za konieczne – wyni­kami wła­snej ana­lizy mate­ria­łów pocho­dzą­cych z Natio­nal Archi­ves and Records Admi­ni­stra­tion, Bun­de­sar­chiv-Militärarchiv oraz Cen­tral­nego Archi­wum Mini­ster­stwa Obrony Fede­ra­cji Rosyj­skiej. Pozy­ska­łem dzięki temu wie­dzę na temat struk­tur orga­ni­za­cyj­nych, pla­nów, prze­biegu dzia­łań i strat klu­czo­wych związ­ków ope­ra­cyj­nych i tak­tycz­nych: 9. Armii i 4. Armii Pan­cer­nej Wehr­machtu, fron­tów Armii Czer­wo­nej: Cen­tral­nego, Woro­ne­skiego, Ste­po­wego, Zachod­niego i Połu­dniowo-Zachod­niego oraz licz­nych kor­pu­sów obu stron, a także poszcze­gól­nych dywi­zji i mniej­szych pod­od­dzia­łów. Jak jed­nak wspo­mnia­łem, książka ma przede wszyst­kim cha­rak­ter syn­tezy i opiera się głów­nie na usta­le­niach innych bada­czy.

W przy­padku nazw jed­no­stek zasto­so­wa­łem kon­se­kwent­nie pol­skie nazwy. Zre­zy­gno­wa­łem z typo­wych rusy­cy­zmów obec­nych na przy­kład w nazwie puł­ków arty­le­rii prze­ciw­pan­cer­nej Armii Czer­wo­nej (w dosłow­nym tłu­ma­cze­niu: Nisz­czy­ciel­sko-Prze­ciw­czoł­gowy Pułk/Dywi­zjon//Bate­ria Arty­le­rii), sto­su­jąc uprosz­cze­nia. Zdaję sobie rów­nież sprawę, iż nie wszę­dzie było moż­liwe wpro­wa­dze­nie rodzi­mego nazew­nic­twa, tak jak w przy­padku nie­miec­kich słów Gruppe, Geschwa­der etc., mają­cych prze­cież odmienne zasto­so­wa­nie od nazew­nic­twa pol­skiego.

W Ordre de Bata­ille obu wal­czą­cych stron doda­nym na końcu książki jako załącz­nik Czy­tel­nik znaj­dzie przede wszyst­kim wykaz jed­no­stek i pod­od­dzia­łów wal­czą­cych w new­ral­gicz­nych punk­tach Łuku Kur­skiego. OdB przed­sta­wia siły stron na dzień 4 lipca 1943 roku.

Naj­wię­cej uwagi zde­cy­do­wa­łem się poświę­cić nie­miec­kiej ofen­sy­wie „Cyta­dela”. Dal­szy prze­bieg wyda­rzeń w dru­giej poło­wie lipca i sierp­niu został w dużym stop­niu zde­ter­mi­no­wany przez wynik tego ataku. Wobec ogra­ni­czo­nej obję­to­ści książki pro­szę o wyro­zu­mia­łość z uwagi na moż­li­wość pozo­sta­wie­nia nie­do­sytu w przy­padku opi­sów licz­nych inte­re­su­ją­cych wąt­ków. Seria „Histo­ryczne Bitwy” zasłu­gi­wała na wzno­wie­nie tak istot­nego tomu. Jeśli Czy­tel­nicy uznają, że moja próba ta została przy­naj­mniej czę­ściowo uwień­czona powo­dze­niem, uznam to za powód do satys­fak­cji.

Rozdział I. Po Stalingradzie i Charkowie. Sytuacja na Froncie Wschodnim Wiosną 1943 Roku

Roz­dział I Po Sta­lin­gra­dzie i Char­ko­wie. Sytu­acja na Fron­cie Wschod­nim Wio­sną 1943 Roku

Klę­ska ponie­siona przez woj­ska Osi w bitwie sta­lin­gradz­kiej zachwiała całym połu­dnio­wym odcin­kiem frontu i zmu­siła siły Nie­miec i ich sojusz­ni­ków do odwrotu na zachód. Nazi­ści zmu­szeni zostali odło­żyć na bli­żej nie­okre­ślony czas atak za Wołgę w kie­runku Uralu. Ponie­sione straty poważ­nie wpły­nęły na kon­dy­cję wojsk nie­miec­kich. Tylko w bitwie sta­lin­gradz­kiej stra­ciły one pra­wie ćwierć miliona zabi­tych, zagi­nio­nych i wzię­tych do nie­woli, pod­czas gdy straty sojusz­ni­ków – wojsk rumuń­skich i węgier­skich, były jesz­cze wyż­sze. Zagłada 6. Armii feld­mar­szałka Pau­lusa była dla wojsk nie­miec­kich znacz­nie trud­niej­sza do uzu­peł­nie­nia w zaso­bach ludz­kich niż klę­ski Armii Czer­wo­nej w 1941 roku. W odróż­nie­niu od Związku Sowiec­kiego nazi­stow­skie Niemcy wal­czyły już na kilku fron­tach, a ponadto musiały utrzy­my­wać duże siły na tere­nach pod­bi­tych i oku­po­wa­nych.

Nie mniej istotne zna­cze­nie porażka u bram mia­sta Sta­lina nio­sła dla Rze­szy szkody na polu poli­tycz­nym: odda­lała się i tak mgli­sta per­spek­tywa włą­cze­nia się do wojny Tur­cji, a ogromne straty ponie­sione przez woj­ska węgier­skie, wło­skie i rumuń­skie de facto poważ­nie ogra­ni­czyły ich zdol­ność bojową, i tak mniej­szą od jed­no­stek nie­miec­kich. Kata­strofa nad Wołgą poważ­nie zachwiała wiarą Wło­chów, Rumu­nów i Węgrów w moż­li­wość zwy­cię­skiego zakoń­cze­nia wojny u boku Nie­miec. Ozna­czała rów­nież osła­bie­nie morale czę­ści nie­miec­kiego spo­łe­czeń­stwa i samego Wehr­machtu15.

Bitwa sta­lin­gradzka przy­spo­rzyła wiel­kich strat rów­nież woj­skom sowiec­kim. Zgi­nęło w niej pra­wie pół miliona żoł­nie­rzy, a ponad 650 tysięcy zostało ran­nych. Nie mniej dotkliwe oka­zały się straty w sprzę­cie, które prze­kro­czyły 2,7 tys. samo­lo­tów i 4 tys. czoł­gów oraz kil­ka­na­ście tysięcy sztuk arty­le­rii lufo­wej róż­nego rodzaju. Sta­lin­grad dał jed­nak Armii Czer­wo­nej coś, czego do tej pory nie miała – wiarę we wła­sne siły i w moż­li­wość poko­na­nia trud­nego prze­ciw­nika. Znisz­cze­nie w kotle 6. Armii feld­mar­szałka Pau­lusa potwier­dziło zdol­ność wojsk sowiec­kich do spek­ta­ku­lar­nych zwy­cięstw nad Wehr­mach­tem, w stylu, w jakim to Niemcy zwy­cię­żali latem i jesie­nią 1941 i wio­sną, i latem 1942 roku.

Klę­ską zakoń­czyła się nato­miast próba głę­bo­kiego pościgu za Wehr­mach­tem, naka­zana wolą Sta­lina. Sowiecki przy­wódca po raz kolejny zde­cy­do­wał się nie posłu­chać swo­jego zastępcy – mar­szałka Gie­or­gija Żukowa. Pomny na fia­sko kontr­ofen­syw Armii Czer­wo­nej w 1942 roku, Żukow pro­po­no­wał, aby przejść do ataku za wstrzą­śnię­tym prze­ciw­ni­kiem na wybra­nych odcin­kach frontu, zebraw­szy tam naj­sil­niej­sze dywi­zje i kor­pusy pan­cerne. Gene­ra­lis­si­mus uwie­rzył jed­nak, iż Niemcy nie pod­niosą się już po Sta­lin­gra­dzie i roz­ka­zał przejść do kontr­ude­rze­nia na kilku sze­ro­kich odcin­kach frontu.

Na rezul­taty nie trzeba było długo cze­kać. Co prawda czer­wo­no­ar­mi­stom udało się przej­ściowo odbić Char­ków, ale po zale­d­wie kilku dniach suk­ces zamie­nił się w kata­strofę – w wyniku kontr­ataku Wehr­machtu Sowieci zostali roz­bici i zmu­szeni do szyb­kiego odwrotu. Zgi­nęło ponad 45 tysięcy żoł­nie­rzy Armii Czer­wo­nej, ponie­siono rów­nież znaczne straty w sprzę­cie pan­cer­nym i lot­ni­czym. Przede wszyst­kim jed­nak – Niem­com udało się odzy­skać wiel­kie mia­sto i jego ważny węzeł kole­jowy i dro­gowy. Kontr­ofen­sywa char­kow­ska oka­zała się maj­stersz­ty­kiem mar­szałka Eri­cha von Man­ste­ina. Man­stein w ciągu trzech tygo­dni pobił nie­mal czte­ro­krot­nie licz­niej­sze oddziały sowiec­kie, odzy­skał mia­sto i zadał Armii Czer­wo­nej wyso­kie straty16. Nie­które z dywi­zji sowiec­kich zostały tak mocno potur­bo­wane, iż ich siła liniowa została zre­du­ko­wana do poziomu puł­ków i bata­lio­nów. Dla przy­kładu, w rapor­cie z dzia­łań 160. Dywi­zji Strze­lec­kiej przy­po­rząd­ko­wa­nej 69. Armii podano, iż na prze­ło­mie marca i kwiet­nia pułki dywi­zji liczyły po około 150 bagne­tów17. Raporty poszcze­gól­nych wiel­kich jed­no­stek wska­zy­wały w alar­mi­stycz­nym tonie, iż pod Char­ko­wem nie­miec­kie czołgi i arty­le­ria wyeli­mi­no­wały do 75 pro­cent ich armat i środ­ków obrony prze­ciw­pan­cer­nej.

Po bły­sko­tli­wym zwy­cię­stwie pod Sta­lin­gra­dem i trium­fal­nym – zda­wa­łoby się – mar­szu na zachód, Char­ków sta­no­wił dla Sta­lina nie­spo­dzie­wane otrzeź­wie­nie. Za wcze­śnie spi­sał on nie­miecką armię na straty, wyraź­nie nie doce­nia­jąc jej poten­cjału, doświad­cze­nia i woli walki. Wehr­macht zdo­łał odzy­skać część tere­nów utra­co­nych zimą przez Grupę Armii „Śro­dek”. Linia bojowa krze­pła, ponie­waż żadna ze stron nie była w sta­nie kon­ty­nu­ować wów­czas dzia­łań o tak dużym natę­że­niu. Nastał czas ope­ra­cyj­nej prze­rwy. Niemcy utrzy­mali kon­trolę nad Orłem – waż­nym punk­tem logi­stycz­nym i dużym węzłem kole­jo­wym. Nie udało się jed­nak zepchnąć wojsk sowiec­kich z wysu­nię­tych na zachód pozy­cji na zachód od Kur­ska. Wcze­sną wio­sną w wybrzu­sze­niu się­ga­ją­cym do stu kilo­me­trów w głąb nie­miec­kich sta­no­wisk znaj­do­wało się sie­dem sowiec­kich armii. Odle­głość mię­dzy pół­noc­nym a połu­dnio­wym skrzy­dłem Wehr­machtu wyno­siła około dwu­stu kilo­me­trów.

„Występ” kur­ski sta­no­wił dla Obe­rkom­mando des Heeres (Naczel­nego Dowódz­twa Wojsk Lądo­wych) poważny pro­blem. Z jed­nej bowiem strony jego teren mógł posłu­żyć jako pozy­cje wyj­ściowe do kolej­nej wiel­kiej ofen­sywy Armii Czer­wo­nej. Z dru­giej – powo­do­wał znaczne wydłu­że­nie linii obron­nych Wehr­machtu, który od kilku mie­sięcy coraz moc­niej odczu­wał trud­no­ści zwią­zane z uzu­peł­nia­niem strat, przede wszyst­kim tych ludz­kich. Moż­li­wość „skró­ce­nia” frontu dzięki likwi­da­cji wyłomu była więc kuszącą per­spek­tywą. Zakła­dano, że przez skró­ce­nie uda­łoby się wydzie­lić od dwu­na­stu do szes­na­stu wiel­kich jed­no­stek, co sta­no­wiłoby dużą siłę do uży­cia w innym miej­scu.

Z obawą i nadzieją na Łuk Kur­ski spo­glą­dali rów­nież sowieccy szta­bowcy. Stawka (Stawka Wier­chow­nogo Koman­do­wa­nija) – Kie­row­nic­two Naj­wyż­szego Dowódz­twa – dostrze­gała szansę wypro­wa­dze­nia z tere­nów wci­na­ją­cych się w pozy­cje prze­ciw­nika głę­bo­kich ude­rzeń na dale­kie tyły GA „Śro­dek”. Jed­no­cze­śnie w ana­li­zach zwra­cano uwagę na zagro­że­nie dla wojsk utrzy­mu­ją­cych sta­no­wi­ska daleko na zachód od sił głów­nych w przy­padku zde­cy­do­wa­nej akcji ofen­syw­nej prze­ciw­nika, pro­wa­dzą­cej być może nawet do ich odcię­cia i znisz­cze­nia. Z dru­giej strony z zain­te­re­so­wa­niem przy­jęto nad­cho­dzące raporty wywia­dow­cze o roz­wa­ża­niach Niem­ców nad ude­rze­niem na pod­stawy występu. Dawało to szanse na przy­go­to­wa­nie odpo­wied­nio sil­nej obrony i zada­nie ata­ku­ją­cym dużych strat i wyczer­pa­nie ich zaso­bów.

Niechciana ofensywa? Kryptonim „Zitadelle”

Histo­rię piszą zwy­cięzcy? To oczy­wi­ście w dużym uprosz­cze­niu prawda, ale nade wszystko piszą ją ci, któ­rzy pozo­sta­wiają świa­dec­twa o prze­szłych wyda­rze­niach, które następ­nie tra­fiają do świa­do­mo­ści spo­łecz­nej. Przez wiele lat poku­to­wał jeden z mitów na temat bitwy pod Kur­skiem, jakoby to Hitler był głów­nym orę­dow­ni­kiem ofen­sywy, rze­komo nie­mal pcha­ją­cym swo­ich gene­ra­łów do tego ryzy­kow­nego przed­się­wzię­cia. Nie jest to do końca zgodne z prawdą, wszak na początku marca Hitler zapo­wie­dział w gro­nie wyż­szych dowód­ców armii, że nie pla­nuje wiel­kich ofen­syw na wscho­dzie18. Z dru­giej strony feld­mar­sza­łek Erich von Man­stein, jeden z naj­waż­niej­szych dowód­ców wojsk nie­miec­kich II wojny świa­to­wej, pozo­sta­wił po sobie nie tylko wspo­mnie­nie żoł­nier­skiej sławy i naj­więk­szych trium­fów Wehr­machtu na Wscho­dzie, ale także obszerne wspo­mnie­nia, w któ­rych przy­pi­sy­wał ideę ope­ra­cji ofen­syw­nej w jej final­nej wer­sji wodzowi Rze­szy Nie­miec­kiej.

Jesz­cze w trak­cie bitwy pod Char­ko­wem Man­stein zapro­po­no­wał jako pierw­szy, aby dwoma kon­cen­trycz­nymi ude­rze­niami „ściąć” występ kur­ski wbi­ja­jący się głę­boko w nie­miec­kie pozy­cje i zli­kwi­do­wać głę­boko oskrzy­dlone woj­ska sowiec­kie zaj­mu­jące sta­no­wi­ska z dala od sił głów­nych. Tak naro­dził się zarys planu póź­niej­szej ofen­sywy, która przej­dzie do histo­rii pod nazwą swo­jego kryp­to­nimu – „Zita­delle” („Cyta­dela”).

Dowódca Grupy Armii „Połu­dnie” zakła­dał jed­nak, że ude­rze­nie powinno nastą­pić jak naj­szyb­ciej, zanim jesz­cze pobite pod Char­ko­wem i osła­bione po zimo­wych dzia­ła­niach armie sowiec­kie zdo­łają się zre­ge­ne­ro­wać oraz zyskają czas na umoc­nie­nie się w zaj­mo­wa­nym tere­nie. Man­stein chciał w ten spo­sób – poza pobi­ciem sowiec­kiego zgru­po­wa­nia pod Kur­skiem – zabez­pie­czyć lewe skrzy­dło swo­ich wojsk przed przy­szłymi dzia­ła­niami19. Nie były to bez­pod­stawne obawy. Dowódz­two Armii Czer­wo­nej trak­to­wało występ kur­ski jako pod­stawę do przy­szłej wiel­kiej ofen­sywy już w marcu20.

Myśl o prze­pro­wa­dze­niu ataku „klesz­czami” na kie­runku kur­skim pod­chwy­ciło następ­nie kilku innych wyso­kich rangą nie­miec­kich dowód­ców: dowódca GA „Śro­dek”, feld­mar­sza­łek Günther Hans von Kluge, oraz szef sztabu OKH, gen. Kurt Zeit­zler. Pier­wot­nie zapla­no­wano, by do ude­rze­nia wyko­rzy­stać 2. Armię ze składu Grupy Armii „Śro­dek” oraz 4. Armię Pan­cerną z GA „Połu­dnie”. Na prze­szko­dzie do szyb­kiego roz­po­czę­cia tego ambit­nego zamy­słu stało jed­nak kilka istot­nych czyn­ni­ków. Pierw­szym z nich była ogólna sytu­acja, w jakiej znaj­do­wały się woj­ska nie­miec­kie w lutym 1943 roku. Po dru­gie, trwały jesz­cze zacięte walki o Char­ków, anga­żu­jące naj­bar­dziej war­to­ściowe dywi­zje, w tym jed­nostki Waf­fen-SS.

W OKH uznano zatem, iż ope­ra­cja, choć obie­cu­jąca, nie będzie mogła zostać prze­pro­wa­dzona w ter­mi­nie zapro­po­no­wa­nym przez feld­mar­szałka Man­ste­ina. Co ważne – Hitler nie zgo­dził się, by na czas ofen­sywy kur­skiej woj­ska nie­miec­kie cza­sowo wyco­fały się z Zagłę­bia Don­ba­skiego, aby popra­wić poło­że­nie na fron­cie i zapew­nić ofen­sy­wie nie­zbędną osłonę od wschodu. Wódz Rze­szy uznał to za nie­do­pusz­czalne z przy­czyn eko­no­micz­nych21. Zda­niem gen. The­odora Busse, szefa sztabu GA „Połu­dnie”, w OKH domi­no­wał wów­czas jesz­cze raczej pogląd, aby przy­go­to­wać się do przy­ję­cia sowiec­kiego ude­rze­nia latem i sto­su­jąc ela­styczną obronę oraz silne kontr­ataki, sto­czyć bitwę obronną, podob­nie jak miało to miej­sce – z suk­ce­sem – pod Char­ko­wem22.

Hitler także nie wyda­wał się jesz­cze opto­wać za mak­sy­ma­li­stycz­nym pla­nem ofen­sywy. Wódz Rze­szy skła­niał się bar­dziej do wyko­na­nia znacz­nie mniej­szych, pre­cy­zyj­nych ude­rzeń na występy utrzy­my­wane przez woj­ska sowiec­kie na połu­dniowy wschód od Char­kowa oraz pod Izjum i Czu­hu­je­wem. Ich wyko­na­nie wyma­ga­łoby sku­pie­nia nie­po­rów­ny­wal­nie mniej­szych sił oraz roz­pra­sza­łoby wysi­łek obronny Armii Czer­wo­nej. Rzecz jasna, powo­dze­nie obu ope­ra­cji byłoby mniej spek­ta­ku­larne od poten­cjal­nego zwy­cię­stwa w wiel­kiej bitwie wokół Kur­ska – nawet gdyby zakoń­czyły się wzor­co­wym zwy­cię­stwem wojsk nie­miec­kich, uda­łoby się naj­praw­do­po­dob­niej wyeli­mi­no­wać około dwu­stu tysięcy żoł­nie­rzy wroga, nie zaś ponad milion23.

11 marca pod­czas jed­nej z kolej­nych narad, jaka odbyła się w kwa­te­rze Hitlera w Zapo­rożu, Man­stein po raz kolejny zapro­po­no­wał, by wydać Armii Czer­wo­nej bitwę na wynisz­cze­nie, na wybra­nym przez sie­bie tere­nie, czyli zli­kwi­do­wać występ kur­ski. Argu­men­to­wał przy tym, iż należy roz­po­cząć wio­senną ofen­sywę jak naj­szyb­ciej, nawet zanim jesz­cze zakoń­czy się czas raspu­ticy, czyli gwał­tow­nych roz­to­pów unie­ru­cha­mia­ją­cych wszyst­kie mniej­sze rosyj­skie drogi i zamie­nia­jące je w trudne do prze­by­cia bagno. Feld­mar­sza­łek argu­men­to­wał, iż prze­ciw­nik nie zdo­łał jesz­cze otrzą­snąć się po klę­sce pod Char­ko­wem i nie uzu­peł­nił swo­ich sił, zatem należy wyko­nać pre­cy­zyjne ude­rze­nie z pół­nocy i połu­dnia, by zamknąć woj­ska sowiec­kie w wiel­kim „worku”, następ­nie wykrwa­wić siły sowiec­kie pró­bu­jące im przyjść z pomocą ze wschodu, by osta­tecz­nie doko­nać ich pogromu pod Kur­skiem24. Hitler nie był jed­nak prze­ko­nany. Jak twier­dził, nale­żało dzia­łać tak, aby przy sprzy­ja­ją­cych oko­licz­no­ściach udało się osią­gnąć współ­czyn­nik strat (nie dopre­cy­zo­wał, czy cho­dziło o straty ludz­kie, czy sprzę­towe) jak 10 do 1 na korzyść Wehr­machtu, i tym spo­so­bem nie dopu­ścić do wykrwa­wie­nia się armii na wscho­dzie25.

Waha­nia Hitlera, wcze­śniej wie­lo­krot­nie skłon­nego do podej­mo­wa­nia naj­więk­szego nawet ryzyka na fron­cie, nie powinny dzi­wić. W prze­ci­wień­stwie do Man­ste­ina, wódz Rze­szy myślał w kate­go­riach nie tylko ope­ra­cyj­nych, ale i mate­ria­ło­wych – zarówno pod wzglę­dem zaso­bów oso­bo­wych, jak i sprzętu, mate­ria­łów i surow­ców. Feld­mar­sza­łek zamie­rzał prze­pro­wa­dzić kolejną zwy­cię­ską ope­ra­cję ofen­sywną. Hitler nie musiał wąt­pić, iż jego zaufany dowódca będzie do tego wystar­cza­jąco zdolny. Coraz bar­dziej ważył nato­miast siły swej armii na fron­cie wschod­nim na zamiary. W wiel­kich bitwach zakoń­czo­nych suk­ce­sem i doszczęt­nym roz­bi­ciem wojsk sowiec­kich w latach 1941 i 1942 Wehr­macht rów­nież pono­sił duże straty. Trudno było zakła­dać, by tym razem miało być ina­czej. Z dru­giej jed­nak strony per­spek­tywa osła­bie­nia Armii Czer­wo­nej na kolejne mie­siące musiała być dla niego obie­cu­jąca. Poten­cjalny suk­ces ope­ra­cji „Cyta­dela” zapewne odsu­wałby w cza­sie – być może na długo – groźbę inwa­zji na Zacho­dzie26.

Po tym, jak Hitler nie oka­zał począt­kowo głęb­szego zain­te­re­so­wa­nia ideą wiel­kiej ofen­sywy wio­sen­nej na kie­runku kur­skim, Man­stein zda­wał się odcho­dzić od wła­snego pomy­słu. Ten został za to pod­chwy­cony przez innego nie­miec­kiego dowódcę. Zale­d­wie dwa dni po nara­dzie zapo­ro­skiej Hitler wizy­to­wał sztab GA „Śro­dek” w Smo­leń­sku. Doszło wów­czas do zna­mien­nych wyda­rzeń. Szef Sztabu OKH, gene­rał Zeit­zler, wsparty przez dowódcę GA, feld­mar­szałka von Kluge, oraz dowódcę 2. Armii Pan­cer­nej, gen. Rudolfa Schmidta, zaczął naci­skać, by jed­nak nie rezy­gno­wać z idei „klesz­czo­wego” zmiaż­dże­nia prze­ciw­nika wci­na­ją­cego się mię­dzy pozy­cje GA „Śro­dek” i GA „Połu­dnie”. Tak naprawdę prze­jął pomysł swo­jego kolegi, znacz­nie jed­nak roz­sze­rza­jąc jego myśl, by zaan­ga­żo­wać do ataku wię­cej wojsk, niż to pier­wot­nie zakła­dano.

Zeit­zler zapro­po­no­wał (w ślad za Man­ste­inem), aby ofen­sywę prze­pro­wa­dzić na dwóch kie­run­kach rów­no­cze­śnie. Kon­cen­tryczne ude­rze­nia wojsk pan­cer­nych i zmo­to­ry­zo­wa­nych od strony Orła w kie­runku połu­dniowo-wschod­nim oraz od Bieł­go­rodu w stronę pół­nocno-wschod­nią miały pozwo­lić woj­skom nie­miec­kim w pierw­szej kolej­no­ści prze­ła­mać front, następ­nie spo­tkać się w rejo­nie Kur­ska, a po zdo­by­ciu mia­sta – odciąć oddziały Armii Czer­wo­nej zaj­mu­jące pozy­cję na Łuku Kur­skim. Następ­nie miał nastą­pić drugi etap, pole­ga­jący na likwi­da­cji okrą­żo­nego zgru­po­wa­nia prze­ciw­nika. Szef Sztabu OKH uznał jed­nak, iż do tak poważ­nego i wyma­ga­ją­cego zada­nia należy zaan­ga­żo­wać co naj­mniej dwie armie, które uzy­ska­łyby przed roz­po­czę­ciem dzia­łań moż­li­wie pełne uzu­peł­nie­nia i nowy sprzęt. Wybór padł na 9. Armię z GA „Śro­dek” i 4. Armię Pan­cerną z GA „Połu­dnie”.

Opty­mi­stycz­nie zakła­dano, iż suk­ces ope­ra­cji może przy­nieść likwi­da­cję około miliona żoł­nie­rzy Armii Czer­wo­nej i zdo­by­cie około 23 tysięcy kilo­me­trów kwa­dra­to­wych terenu. Jak liczono w nie­miec­kim szta­bie, byłaby to jesz­cze więk­sza bitwa z manew­rem wiel­kiego okrą­że­nia niż pod Kijo­wem w 1941 roku, kiedy to okrą­żono około 600 tysięcy czer­wo­no­ar­mi­stów. Ze zro­zu­mia­łych wzglę­dów zakła­dano także ogromne straty prze­ciw­nika w sprzę­cie bojo­wym. Wymie­rze­nie tego ciosu nie tylko osła­bi­łoby woj­ska sowiec­kie w skali stra­te­gicz­nej, ale miało też umoż­li­wić Wehr­mach­towi w kolej­nych mie­sią­cach odblo­ko­wa­nie kie­runku dzia­łań na Moskwę i – przede wszyst­kim – pozba­wić Sowie­tów zdol­no­ści ofen­syw­nych na dłuż­szy czas. Spraw­nie prze­pro­wa­dzona ope­ra­cja miała przy­nieść Niem­com dłuż­szy czas wytchnie­nia na fron­cie wschod­nim i wyczer­pać moż­li­wo­ści Armii Czer­wo­nej.

Kes­sel­schlacht – bitwa w kotle – była spe­cjal­no­ścią armii nie­miec­kiej w kam­pa­niach: pol­skiej, fran­cu­skiej, wresz­cie w pierw­szym eta­pie ope­ra­cji „Bar­ba­rossa”. Cho­dziło o głę­bo­kie oskrzy­dle­nie prze­ciw­nika przez oddziały pan­cerne i zmo­to­ry­zo­wane, odcię­cie go od zaple­cza, ter­ro­ry­zo­wa­nie arte­rii komu­ni­ka­cyj­nych, szos i kolei bru­tal­nymi ata­kami lot­nic­twa, wresz­cie roz­bi­ja­nie osła­bio­nego prze­ciw­nika przez nad­cią­ga­jącą pie­chotę. Więk­szość dotych­cza­so­wych wiel­kich nie­miec­kich zwy­cięstw na fron­cie wschod­nim odnie­sio­nych zostało wła­śnie w ten spo­sób. Bia­ły­stok, Kijów, Mińsk, Smo­leńsk, Wiaźma i wiele innych to suk­ces manewru wojsk szyb­kich, głę­bo­kiego prze­nik­nię­cia na tyły prze­ciw­nika, dez­or­ga­ni­za­cja jego ośrod­ków decy­zyj­nych, przy­gwoż­dże­nie do ziemi arty­le­rii przez lot­nic­two. W swo­ich ogól­nych zało­że­niach cały plan ope­ra­cji kur­skiej był dość pro­sto­li­nijny. Wybrzu­sze­nie two­rzone przez woj­ska sowiec­kie na zachód od Kur­ska zda­wało się zachę­cać do powtó­rze­nia tak­tyki, która już tyle razy przy­nio­sła Wehr­mach­towi triumf. Jak jed­nak słusz­nie zauwa­żył Roman Töppel, wszyst­kie przy­go­to­wa­nia do ofen­sywy przez Niem­ców były podej­mo­wane przy fatal­nym nie­do­sza­co­wa­niu moż­li­wo­ści Armii Czer­wo­nej, które sko­kowo wzro­sły w ciągu kilku mie­sięcy przed roz­po­czę­ciem bata­lii27.

Roz­kaz nr 5 Hitlera z 13 marca 1943 roku pre­cy­zu­jący te plany zakła­dał, iż atak powi­nien roz­po­cząć się jak naj­szyb­ciej, naj­le­piej zaś – w poło­wie kwiet­nia. Z każ­dym kolej­nym dniem i tygo­dniem nale­żało liczyć się ze wzmoc­nie­niem for­ty­fi­ka­cji polo­wych przez obie wal­czące strony. Jeśli to Niemcy mieli ude­rzyć jako pierwsi, oszczęd­ność czasu w pla­no­wa­niu i przy­go­to­wa­niu wiel­kiego ataku ozna­czało jed­no­cze­śnie coś znacz­nie wię­cej – oszczęd­ność krwi. Aby to jed­nak było moż­liwe, potrzeba było dwóch czyn­ni­ków: zakoń­cze­nia pory desz­czo­wej, w któ­rej rzę­si­ste desz­cze zamie­niały fatalne rosyj­skie drogi w grzę­za­wi­ska, oraz roz­kazu Hitlera, a roz­topy zaczęły się w 1943 roku wcze­śniej, niż prze­wi­dy­wał feld­mar­sza­łek Man­stein. Zarówno on, jak i jego szef sztabu uwa­żali, że nie należy zwle­kać. Gene­rał Busse pisał:

„Co się tyczy czasu ope­ra­cji, wszy­scy byli zgodni, że powinna roz­po­cząć się jak naj­szyb­ciej. Na wypro­wa­dze­nie sku­tecz­nego ataku mogli­śmy mieć nadzieję, jedy­nie zanim woj­ska radziec­kie odzy­skają pełną war­tość bojową – gdy kon­cen­tra­cje stra­te­giczne wciąż były nie­kom­pletne, a teren [ope­ra­cji] pozo­sta­wał nie­do­sta­tecz­nie umoc­niony. Szybki atak mógł rów­nież dopro­wa­dzić do uzy­ska­nia pew­nego efektu zasko­cze­nia, choć osta­tecz­nie inne czyn­niki spra­wiły, że owe nadzieje oka­zały się płonne”28.

Jak już wspo­mnia­łem – i co warto pod­kre­ślić – Hitler począt­kowo nie był zwo­len­ni­kiem ude­rze­nia na Łuku Kur­skim. To wła­śnie Man­stein był jed­nym z głów­nych orę­dow­ni­ków planu prze­ła­ma­nia impasu, w jakim zna­lazł się Wehr­macht29. Feld­mar­sza­łek ucho­dził za głów­nego prak­tyka śmia­łych i głę­bo­kich prze­ła­mań na wscho­dzie, któ­rych rezul­ta­tem było two­rze­nie ogrom­nych kotłów peł­nych sowiec­kich jed­no­stek. Mogło się wyda­wać, iż i tym razem nie zawie­dzie go jego żoł­nier­skie szczę­ście poparte ogrom­nym doświad­cze­niem. W isto­cie jed­nak auto­rami roz­sze­rzo­nej wer­sji ope­ra­cji ofen­syw­nej prze­ciwko armiom sowiec­kim na Łuku Kur­skim byli obok niego także von Kluge i gen. Rudolf Schmidt, dowódca 2. APanc. Ten ostatni nie docze­kał roz­po­czę­cia ofen­sywy, ponie­waż został wcze­śniej aresz­to­wany przez gestapo z powodu zaan­ga­żo­wa­nia jego brata w spi­sek prze­ciwko Hitle­rowi. Do łask powró­cił dopiero ponad rok póź­niej.

Zaska­ku­jące może nato­miast się wyda­wać, dla­czego nie­miecki przy­wódca aku­rat w pierw­szej deka­dzie marca zde­cy­do­wał się jed­nak zezwo­lić na roz­po­czę­cie przy­go­to­wań do nowej ofen­sywy. Jest wprost nie­moż­liwe, aby Hitler nie znał raportu wywiadu woj­sko­wego OKH z dnia 2 marca, w któ­rym bez­błęd­nie roz­pra­co­wano zamiary Sowie­tów wobec ewen­tu­al­nych przy­go­to­wań do natar­cia Wehr­machtu:

„Nawią­zu­jąc do ostat­nio przed­sta­wio­nych mel­dun­ków, nie można wyklu­czyć, że nie­przy­ja­ciel dowie­dział się o przy­go­to­wa­niach do nie­miec­kiej ofen­sywy […]. Począt­kowo będzie on cze­kał [na jej roz­po­czę­cie – D.K.M.] i sys­te­ma­tycz­nie wzmac­niał swoje pozy­cje obronne, ale przej­dzie do dzia­łań zaczep­nych dopiero po tym, jak nasze siły wyczer­pią się [pod­czas ataku – D.K.M.]. Wzmac­nia­nie jego oddzia­łów nastę­puje nie­ustan­nie, a zdol­no­ści bojowe nawet rosną. Prze­ciw­nik kon­ty­nu­uje prze­su­wa­nie nowych jed­no­stek naprze­ciw pozy­cji pół­noc­nej flanki Grupy Armii „Połu­dnie” i połu­dnio­wego skrzy­dła Grupy Armii „Śro­dek”. Należy wziąć pod uwagę, iż wróg zwięk­szy liczbę swo­ich oddzia­łów do odpar­cia nie­miec­kiej ofen­sywy oraz wzmocni ich zdol­no­ści, które już obec­nie są na wyso­kim pozio­mie”30.

Wywiad OKH alar­mo­wał zatem o głów­nym nie­bez­pie­czeń­stwie dla pla­no­wa­nej ofen­sywy, zanim jesz­cze została ona zatwier­dzona. W rapor­cie wska­zano wprost na to, jak może wyglą­dać prze­bieg przy­szłej bata­lii – i oka­zał się on zaska­ku­jąco tra­fiony. Zagadką pozo­staje zatem nie­uwzględ­nie­nie tej ana­lizy w przy­szłych kal­ku­la­cjach, a może i potrak­to­wa­nie jej przez Hitlera i Zeit­zlera jako ele­ment walki wewnątrz armii. Nie bez wpływu na przy­ję­cie tego doku­mentu mógł mieć rów­nież kon­flikt obecny mię­dzy dwiema struk­tu­rami dowód­czymi nazi­stow­skiej machiny wojen­nej. Bez względu na powyż­sze, prace nad pla­nem ofen­sywy trwały.

Zasad­ni­cza faza ope­ra­cji pole­ga­jąca na znisz­cze­niu pozy­cji obron­nych Armii Czer­wo­nej u początku występu kur­skiego, prze­nik­nię­cie na głę­bo­kie tyły prze­ciw­nika, roz­bi­cie jego stra­te­gicz­nych odwo­dów, a następ­nie zdo­by­cie Kur­ska i prze­pro­wa­dze­nie likwi­da­cji pozo­sta­łych jego wojsk miała zostać prze­pro­wa­dzona siłami dwóch armii: 9. i 4. Pan­cer­nej. Pierw­szą z nich, 9. Armią, dowo­dził gen. Wal­ther Model, zaufany dowódca Hitlera. Model prze­pro­wa­dził sprawny odwrót swo­jej armii z występu rżew­skiego, uni­ka­jąc losu 6. Armii pod Sta­lin­gra­dem. Wią­zało się to z porzu­ce­niem czę­ści cięż­kiego sprzętu, ale – co waż­niej­sze – pozwo­liło oca­lić więk­szość żoł­nie­rzy. Po wyco­fa­niu spod Rżewa to 9. Armia – po wzmoc­nie­niu wie­loma dywi­zjami – sta­no­wić miała pół­nocne klesz­cze natar­cia. Podobne zada­nie, ale od strony połu­dnio­wej, przy­paść miało 4. Armii Pan­cer­nej gen. Her­manna Hotha ze składu GA „Połu­dnie”. I ona jed­nak wyma­gała odbu­dowy po cięż­kich zimo­wych wal­kach defen­syw­nych31.

Uzu­peł­nia­nie strat w armiach prze­zna­czo­nych do wyko­na­nia natar­cia szło wol­niej, niż prze­wi­dy­wano, choć jed­nostki w ich skła­dzie otrzy­mały prio­ry­tet w przy­dziale uzu­peł­nień i nowego sprzętu. Opie­ra­jąc się na dzien­niku dzia­łań bojo­wych 9. Armii Modela, po tym, jak oka­zało się, że nie uda się przy­stą­pić do natar­cia nie­malże z mar­szu, na dzień zakoń­cze­nia przy­go­to­wań wyzna­czono 21 kwiet­nia, aby pięć dni póź­niej roz­po­cząć ofen­sywę32.

Wystar­czy jed­nak rzu­cić okiem na stan wypo­sa­że­nia jed­no­stek, które prze­zna­czono do prze­ła­ma­nia frontu, by dostrzec nie­przy­go­to­wa­nie strony nie­miec­kiej pod wzglę­dem sprzętu w tam­tym cza­sie. Do 20 kwiet­nia dywi­zje GA „Połu­dnie” przy naj­bar­dziej sprzy­ja­ją­cych oko­licz­no­ściach (brak opóź­nień trans­por­tów i utrzy­ma­nie peł­nego stanu ope­ra­cyj­nego maszyn) dys­po­no­wa­łyby zale­d­wie 67 czoł­gami „Tiger”. „Pan­ter” na fron­cie jesz­cze nie było, znaj­do­wały się w fazie pro­duk­cji i for­mo­wano z nich pierw­sze pod­od­działy. Jesz­cze gorzej sytu­acja przed­sta­wiała się w 9. Armii Modela, która na dzień 9 kwiet­nia posia­dała zale­d­wie 159 czoł­gów Pz.Kpfw. III i IV, kil­ka­na­ście lżej­szych maszyn (roz­po­znaw­czych, szkol­nych i dowo­dze­nia Pz.Kpfw. II i I) oraz ani jed­nego czołgu cięż­kiego. W rezul­ta­cie pół­nocne klesz­cze ofen­sywy w czte­rech dywi­zjach pan­cer­nych nie mia­łyby wię­cej wozów bojo­wych niż jedna w pełni ukom­ple­to­wana dywi­zja pan­cerna33.

Nie mniej istotny był czyn­nik pogo­dowy. Wio­senne roz­topy zaczęły się w środ­ko­wej Rosji w 1943 roku wcze­śniej niż zwy­kle i teren przy­szłych dzia­łań przy­po­mi­nał jedno wiel­kie grzę­za­wi­sko. Ofen­sywy nie uda­łoby się prze­pro­wa­dzić w zało­żo­nym ter­mi­nie choćby ze względu na to, iż jed­nostki 9. Armii znacz­nie wol­niej, niż zakła­dano, przej­mo­wały pozy­cje na pra­wej flance 2. Armii Pan­cer­nej. Nie bez wpływu na tempo tych dzia­łań miała rów­nież afera zwią­zana z aresz­to­wa­niem gen. Schmidta.

Z uwagi na opóź­nie­nia 15 kwiet­nia wydano roz­kaz ope­ra­cyjny nr 6. Doku­ment ten sta­no­wił pod­stawę przy­go­to­wań do ope­ra­cji „Cyta­dela”. Woj­ska GA „Śro­dek” i „Połu­dnie” miały osią­gnąć goto­wość do roz­po­czę­cia dzia­łań ofen­syw­nych naj­póź­niej do 28 kwiet­nia, przy czym od tej daty roz­kaz do ataku miał nastą­pić w ciągu sze­ściu dni. Prze­mysł Rze­szy pra­cu­jący od trzech mie­sięcy w try­bie wojny total­nej miał pomóc w bły­ska­wicz­nym uzu­peł­nie­niu dywi­zji GA „Śro­dek” i „Połu­dnie”, jakie miały wziąć udział w wiel­kim natar­ciu.

Głów­nym orę­dow­ni­kiem planu „Cyta­dela” w jego doj­rza­łej for­mie był szef sztabu Obe­rkom­mando des Heeres, gen. Kurt Zeit­zler. Zda­wał się on dostrze­gać wyłącz­nie pozy­tywne aspekty ope­ra­cji. Zali­czał do nich: oskrzy­dle­nie wojsk sowiec­kich już od początku natar­cia, łatwość odcię­cia kur­skiego zgru­po­wa­nia od zaopa­trze­nia, czego doko­nać miała Luft­waffe już w pierw­szych godzi­nach ope­ra­cji, wresz­cie – pew­ność, iż nowe maszyny bojowe pod każ­dym wzglę­dem okażą się lep­sze od czoł­gów i dział sztur­mo­wych Armii Czer­wo­nej. Praw­do­po­dob­nie wie­rzył, iż straty wła­sne nie będą na tyle wyso­kie, aby mogło to zagro­zić zdol­no­ściom bojo­wym armii na wscho­dzie.

Istot­nym czyn­ni­kiem było wyprze­dze­nie przy­go­to­wań sowiec­kich do roz­po­czę­cia wiel­kiej ofen­sywy let­niej, jakiej nie­miecki sztab spo­dzie­wał się naj­póź­niej w poło­wie lipca. Cho­dziło o to, by narzu­cić prze­ciw­ni­kowi wła­sne warunki walki oraz wybrany przez sie­bie teren do kon­fron­ta­cji. Może więc wywo­ły­wać zdzi­wie­nie, że zakła­dano, iż wiel­kie przy­go­to­wa­nia do ataku uda się utrzy­mać w cał­ko­wi­tej tajem­nicy i że będzie ona dla sowiec­kiego dowódz­twa zasko­cze­niem. Próby pod­cią­ga­nia wiel­kich sił i zapa­sów pod­czas bez­k­się­ży­co­wych nocy zakoń­czone licz­nymi wypad­kami, w tym śmier­tel­nymi, poka­zały, że nie było to takie pro­ste34. Nawet jed­nak – przyj­mu­jąc wariant naj­bar­dziej opty­mi­styczny z moż­li­wych – gdyby atak roz­po­czął się w pierw­szych dniach maja – błę­dem byłoby sądzić, iż Armia Czer­wona nie byłaby przy­naj­mniej czę­ściowo przy­go­to­wana do odpar­cia ofen­sywy. Każ­do­ra­zowo po nasta­niu więk­szych przerw w aktyw­nej fazie walk, dywi­zje i bry­gady sowiec­kie otrzy­my­wały roz­kazy, w myśl któ­rych miały dosłow­nie wbić się w zie­mię, two­rząc punkty oporu pozwa­la­jące na walkę nawet w oto­cze­niu.

Ini­cja­to­rzy ope­ra­cji zakła­dali nie bez pew­nej racji, iż każdą pozy­cję można sfor­so­wać, sto­su­jąc odpo­wied­nią tak­tykę i dys­po­nu­jąc zmo­ty­wo­wa­nym, dobrze uzbro­jo­nym żoł­nie­rzem. To wszystko prawda, nato­miast nie prze­wi­dy­wali oni gigan­tycz­nej pracy na tyłach frontu, gdzie dzień i noc fabryki prze­nie­sione z euro­pej­skiej czę­ści ZSRS pro­du­ko­wały broń, amu­ni­cję i wszel­kiego rodzaju wypo­sa­że­nie woj­skowe, a na nie­zli­czo­nych poli­go­nach szko­lono naprędce nowe jed­nostki z ogrom­nej rezerwy ludz­kiej, z któ­rej mimo kosz­mar­nych klęsk i strat na­dal mógł czer­pać Sta­lin. Niemcy prze­sta­wiły gospo­darkę w tryb wojny total­nej na pół roku przed roz­po­czę­ciem ofen­sywy pod Kur­skiem. Sowieci pra­co­wali w ten spo­sób już od dwóch lat35.

Zda­nia co do tego, czy należy prze­pro­wa­dzić ofen­sywę, były podzie­lone. Nie można także wyklu­czyć, iż okre­sowo ocena planu wiel­kiego natar­cia z dwóch stron zmie­niała się, tak u Hitlera, jak i u Man­ste­ina. Dość stwier­dzić, iż już w kwiet­niu nie­mieccy szta­bowcy zdali sobie sprawę z inten­syw­nych przy­go­to­wań obron­nych Armii Czer­wo­nej, jak i z tego, że woj­ska pół­noc­nego zgru­po­wa­nia ude­rze­nio­wego będą miały jedy­nie nie­wiel­kie – jeśli w ogóle – moż­li­wo­ści pro­wa­dze­nia bitwy manew­ro­wej. W „Głów­nych instruk­cjach do pla­no­wa­nej ope­ra­cji Cyta­dela” przy­go­to­wa­nych przez sztab 9. Armii zazna­czono:

„Pro­wa­dząc natar­cie przy uży­ciu dużej liczby żoł­nie­rzy przez mocno pokryty wzgó­rzami teren w sek­to­rze Fatież–Mało­ar­chan­gielsk–Kursk, należy uszy­ko­wać woj­ska, tak by zmi­ni­ma­li­zo­wać trud­no­ści pod­czas poko­ny­wa­nia licz­nych wąwo­zów i stru­mieni. Odpo­wied­nia kon­cen­tra­cja róż­nych rodza­jów sił ma pierw­szo­rzędne zna­cze­nie dla osią­gnie­cia prze­ła­ma­nia. Innymi słowy: atak na wysu­niętą flankę nie­przy­ja­ciela będzie poprze­dzony nie­unik­nio­nym fron­tal­nym sztur­mem na jego pozy­cje”36.

Po przedar­ciu się przez nie­przy­ja­ciel­ską obronę pół­nocne zgru­po­wa­nie ude­rze­niowe miało dotrzeć do rejonu odle­głego o około 77 km od swo­ich pozy­cji wyj­ścio­wych, w pobliżu Kur­ska. Już na eta­pie wcze­snego pla­no­wa­nia zakła­dano, że nie obę­dzie się bez poważ­nych strat. Podob­nego zda­nia był rów­nież dowódca GA „Połu­dnie” feld­mar­sza­łek Man­stein, który zamie­rzył ude­rzyć siłami 4. Armii Pan­cer­nej naj­krót­szą drogą na Kursk, zaj­mu­jąc po dro­dze mia­steczko Obo­jań. Zamiar Man­steina spo­tkał się jed­nak z pro­te­stem gen. Hotha, który oba­wiał się takiego sce­na­riu­sza. Hoth w oso­bi­stej roz­mo­wie z Man­steinem przed­sta­wił mu swoje wąt­pli­wo­ści i zdo­łał go prze­ko­nać o koniecz­no­ści unik­nię­cia osi Bieł­go­rod–Obo­jań–Kursk na rzecz natar­cia bar­dziej na pół­nocny wschód, gdzie teren bar­dziej sprzy­jał manew­rowi jed­no­stek szyb­kich. Udział w ofen­sy­wie kor­pusu Hotha wcale nie był pewny, ponie­waż Hitler zamie­rzał pier­wot­nie użyć jego dywi­zji do obsa­dze­nia Włoch, które w jego opi­nii zostały zagro­żone inwa­zją po kapi­tu­la­cji ostat­nich wojsk nie­miec­kich w Afryce37.

Feld­mar­sza­łek Man­stein dobrze wie­dział, iż Sowieci, uzy­skaw­szy czas, zamie­nią całą linię frontu na zagro­żo­nym odcinku w gąszcz oko­pów, pól mino­wych i zasie­ków. W jego opi­nii, ude­rze­nie powinno było nastą­pić od razu po bitwie pod Char­ko­wem. Siły nie­miec­kie były zmę­czone bitwą, ale jesz­cze bar­dziej wyczer­pane były zapewne oddziały Armii Czer­wo­nej. Tym­cza­sem minęły marzec i kwie­cień i sta­wało się jasne, iż ofen­sywa – jeśli w ogóle nastąpi – odbę­dzie się późną wio­sną lub latem. Uwa­dze feld­mar­szałka nie uszło rów­nież skon­cen­tro­wa­nie przez Armię Czer­woną ogrom­nych sił na wyso­ko­ści Łuku Kur­skiego. Jak dono­sił w jed­nym z mel­dun­ków Hitle­rowi – naprze­ciw wojsk nie­miec­kich znaj­do­wać się miały pod koniec marca co naj­mniej 124 wiel­kie jed­nostki nie­przy­ja­ciela. Man­stein pro­po­no­wał, by zasi­lić oddziały natar­cia także siłami z innych odcin­ków frontu, spod Char­kowa, Izjum i znad rzeki Mius i Doniec. Jak prze­wi­dy­wał:

„Cyta­dela zaan­ga­żuje wszyst­kie siły wroga. W rezul­ta­cie ope­ra­cja dopro­wa­dzi albo do szyb­kiego, zde­cy­do­wa­nego zwy­cię­stwa, albo – przy spe­cy­ficz­nych oko­licz­no­ściach – wywoła nie­prze­wi­dy­walny kry­zys. Wobec tego należy za wszelką cenę mak­sy­mal­nie wzmoc­nić siły nad rzeką Mius i nad Donem, nawet za cenę pod­ję­cia wiel­kiego ryzyka. Grupa Armii [„Połu­dnie”] zde­cy­do­wała poświę­cić wszystko na rzecz suk­cesu ope­ra­cji Cyta­dela”38.

Czekając na dzień „X”: wahania niemieckiego sztabu

3 maja na nara­dzie w Mona­chium Hitler spo­tkał się z Zeit­zle­rem, inspek­to­rem wojsk pan­cer­nych gen. Hein­zem Gude­ria­nem, mini­strem Alber­tem Spe­erem, Mode­lem i Man­ste­inem oraz feld­mar­szał­kiem von Kluge, dowódcą GA „Śro­dek”. W toku dys­ku­sji wyszło na jaw, iż liczba wypro­du­ko­wa­nych i skie­ro­wa­nych do jed­no­stek na fron­cie nowych czoł­gów była jesz­cze nie­wy­star­cza­jąca dla odpo­wied­niego nasy­ce­nia nimi dywi­zji prze­zna­czo­nych do ataku. Man­stein wie­dział, że należy ude­rzyć teraz albo zanie­chać tak śmia­łego planu. Jak wielu spo­śród bli­skiego oto­cze­nia wodza Rze­szy Nie­miec­kiej, oba­wiał się jed­nak otwar­cie mu prze­ciw­sta­wić. Gude­rian wska­zy­wał nie bez racji, iż nową „wspa­niałą broń” należy prze­rzu­cić raczej na zachód wobec groźby inwa­zji alian­tów na Europę Zachod­nią. Jego głos pozo­stał jed­nak bez odpo­wie­dzi. Ini­cja­tywę prze­jęli Zeit­zler i von Kluge, zda­niem któ­rych nale­żało prze­pro­wa­dzić ope­ra­cję „Cyta­dela”, ponie­waż zade­cy­do­wać miały nowe typy czoł­gów. Nie­wy­klu­czone, iż gene­rał sta­rał się w ten spo­sób wyko­rzy­stać rosnące zaufa­nie Hitlera do nie­miec­kiej tech­niki woj­sko­wej39.

Zarówno Model, jak i Man­stein uznali wów­czas, iż nie będzie dobrym roz­wią­za­niem ude­rze­nie wprost na dobrze umoc­nione i głę­boko urzu­to­wane pozy­cje prze­ciw­nika. Co do przy­go­to­wań Armii Czer­wo­nej do upo­rczy­wej obrony na Łuku Kur­skim nie można było mieć naj­mniej­szych wąt­pli­wo­ści. O aktyw­nych pra­cach for­ty­fi­ka­cyj­nych dono­siły zarówno źró­dła płyt­kiego, jak i głę­bo­kiego wywiadu zafron­to­wego, oraz zwiad lot­ni­czy Luft­waffe, który dostar­czył cen­nej doku­men­ta­cji foto­gra­ficz­nej pozy­cji prze­ciw­nika. Gude­rian wspo­mi­nał:

„Popro­si­łem o głos i oświad­czy­łem, że moim zda­niem dzia­ła­nie jest bez­ce­lowe. Nasze dopiero co prze­pro­wa­dzone uzu­peł­nie­nie wojsk na fron­cie wschod­nim zosta­łoby znowu prze­kre­ślone, gdyż w razie ude­rze­nia według pro­po­zy­cji szefa Sztabu Gene­ral­nego [Zeit­zlera – D.K.M.] nie­chyb­nie ponie­śli­by­śmy cięż­kie straty w czoł­gach. […] Prócz tego wska­za­łem, że czołg Pan­tera, w któ­rym szef Sztabu Gene­ral­nego pokłada tak wiel­kie nadzieje, prze­cho­dzi jesz­cze wła­ściwą każ­dej nowej kon­struk­cji cho­robę dzie­cięcą i że jest mało praw­do­po­dobne, aby te braki i usterki można było usu­nąć przed roz­po­czę­ciem natar­cia. Speer poparł me argu­menty z punktu widze­nia resortu zbro­jeń. Ale pozo­sta­li­śmy jedy­nymi uczest­ni­kami narady, któ­rzy na pro­po­zy­cje Zeit­zlera odpo­wie­dzieli jasno i wyraź­nie – «nie». Hitler, któ­rego zwo­len­nicy natar­cia nie zdo­łali jesz­cze w pełni prze­ko­nać, nie powziął tego dnia osta­tecz­nej decy­zji”40.

Roz­mowa i poje­dy­nek na argu­menty, w któ­rym z jed­nej strony udział wzięli Zeit­zler i von Kluge, a z dru­giej – Gude­rian, Model i Man­stein, nabie­rały coraz to więk­szych emo­cji. Von Kluge wyzwał Gude­riana na poje­dy­nek, choć osta­tecz­nie kon­fron­ta­cja mię­dzy nimi nie prze­nio­sła się poza salę, w któ­rej obra­do­wano. Hitler zda­wał się wysłu­chi­wać obu stron, nie wyda­jąc jasnego wer­dyktu. Koniec koń­ców, posta­no­wił, iż ofen­sywa się odbę­dzie, ale jesz­cze nie wów­czas. W ciągu kolej­nych tygo­dni oddziały Modela i Man­steina miały zostać prio­ry­te­towo dozbro­jone i uzu­peł­nione, by w mak­sy­mal­nie peł­nych sta­nach przy­stą­pić do ataku.

Ale 3 maja zapa­dła jedy­nie decy­zja o kolej­nym prze­ło­że­niu daty ofen­sywy. Czas wska­zany przez feld­mar­szałka upły­nął. Woj­skom nie­miec­kim pozo­stało cze­kać na roz­kaz do roz­po­czę­cia natar­cia. Na wschód cią­gnęły setki trans­por­tów kole­jo­wych i dro­go­wych z nowymi par­tiami broni, amu­ni­cji i sprzętu woj­sko­wego. Przy­by­wały też ludz­kie uzu­peł­nie­nia. Do dywi­zji pan­cer­nych docie­rały par­tie nowych wozów bojo­wych, póki co – now­sze wer­sje Pz.Kpfw. IV i wię­cej Pz.Kpfw. VI „Tiger”.

10 maja, tydzień po burz­li­wych obra­dach w Mona­chium, gene­rał Heinz Gude­rian ponow­nie spo­tkał się z Adol­fem Hitle­rem. Argu­men­to­wał, iż wojsk, które mogą zostać stra­cone w ataku na dobrze przy­go­to­wane pozy­cje obronne Armii Czer­wo­nej, zabrak­nie w naj­bliż­szych mie­sią­cach do odpar­cia desantu armii angiel­skiej i ame­ry­kań­skiej w Euro­pie. Gude­rian miał rów­nież inny cel w pró­bie nakło­nie­nia wodza Nie­miec do roz­po­czę­cia ofen­sywy: pla­no­wana pierw­sza tran­sza licząca 324 nowe czołgi śred­nie Pz.Kpfw. V „Pan­ther” miała dotrzeć z fabryk z opóź­nie­niem, a jed­no­cze­śnie doświad­czony dowódca prze­strze­gał przed stratą dopiero co odbu­do­wy­wa­nego poten­cjału Pan­zer­waffe w ata­kach na sowiec­kie pozy­cje. Tym razem adwer­sa­rzem wiel­kiego prak­tyka broni pan­cer­nej oka­zał się szef sztabu Sił Zbroj­nych, feld­mar­sza­łek Wil­helm Keitel. Dowo­dził on, iż poczy­niono już nazbyt wiele, by teraz zre­zy­gno­wać i zaprze­pa­ścić tak wielki wysi­łek orga­ni­za­cyjny. Nie można wyklu­czyć, iż podob­nie jak von Kluge i Zeit­zler, Keitel był praw­dzi­wie prze­ko­nany o wyż­szo­ści wła­snych wojsk nad siłami sowiec­kimi, nawet w przy­padku ich liczeb­nej i sprzę­to­wej prze­wagi. Liczył więc, podob­nie jak tamci dwaj, na powtó­rze­nie osza­ła­mia­ją­cych suk­ce­sów z pierw­szych mie­sięcy wojny. Hitler zde­cy­do­wał: cze­kać i zbroić się dalej. Odło­żył więc ter­min ofen­sywy na mie­siąc, do 12 czerwca. Dzień „X” na­dal pozo­sta­wał nie­znany. Korzyść z kolej­nej zwłoki pole­gała na tym, iż Gude­rian sta­rał się w miarę roz­ło­żyć wspar­cie w postaci now­szych wer­sji czoł­gów Pz.Kpfw. IV wśród dywi­zji pan­cer­nych, sta­ra­jąc się, by nie tylko jed­nostki uznane za eli­tarne (w tym Waf­fen-SS) sko­kowo wzmoc­niły swoją zdol­ność bojową41.

Zarówno Man­stein, jak i Model oba­wiali się, iż w przy­padku osią­gnię­cia suk­cesu stra­te­gicz­nego w postaci zamknię­cia się klesz­czy i zdo­by­cia Kur­ska, a nawet uni­ce­stwie­nia w wiel­kim kotle licz­nych oddzia­łów wroga, straty wła­sne mogą oka­zać się nie­ak­cep­to­walne w per­spek­ty­wie dal­szego pro­wa­dze­nia wojny ze Związ­kiem Sowiec­kim. Nie ule­gało naj­mniej­szych wąt­pli­wo­ści, iż na ata­ku­jące woj­ska nie­miec­kie cze­kać będzie dobrze przy­go­to­wana obrona. Zdo­byte dotąd doświad­cze­nie pod­po­wia­dało obu tym dowód­com, iż nawet naj­lep­sze przy­go­to­wa­nie arty­le­ryj­skie i pre­cy­zyjne ataki lot­nic­twa bom­bo­wego i sztur­mo­wego nie będą w sta­nie cał­ko­wi­cie uniesz­ko­dli­wić roz­bu­do­wa­nego sys­temu for­ty­fi­ka­cji polo­wych, tym bar­dziej takiego, który już pod koniec kwiet­nia liczył kilka linii obron­nych42. Naj­lep­sze nawet oddziały pan­cerne musiały stra­cić impet ude­rze­nia w wal­kach o drew­niano-ziemne reduty roz­cią­gnięte na wiele dzie­siąt­ków kilo­me­trów. Sam Hitler też był pełen waha­nia: poświę­cić wszyst­kie fak­tyczne rezerwy w Związku Sowiec­kim na rzecz ryzy­kow­nego ataku, czy raczej wstrzy­mać się, przy­jąć postawę obronną i trzy­mać front tak długo, jak to tylko będzie moż­liwe43.

Wąt­pli­wo­ści mie­szały się z nadzie­jami na prze­łom. Hitler wpadł na pomysł, aby rów­no­le­gle do ofen­sywy pod Kur­skiem (lub zamiast niej) wyko­nać dwa inne zma­so­wane ataki. Z rejonu Char­kowa na Kupiańsk ude­rzyć miały inne zgru­po­wa­nia pan­cerne w ramach ope­ra­cji „Habicht”, gdy od Lisi­czań­ska i Izjum natar­cie na pół­noc wyko­na­łyby inne jed­nostki. Druga z tych ofen­syw otrzy­mała kryp­to­nim „Pan­ther”. Podob­nie jak w przy­padku ope­ra­cji „Cyta­dela”, tak i tutaj kon­cen­tryczne ataki zwień­czyć miało spo­tka­nie obu kli­nów zdo­by­ciem Kupiań­ska, waż­nego mia­sta poło­żo­nego nad rzeką Oskoł. Przy­wódca Rze­szy liczył na zamknię­cie w kotle przy­naj­mniej czę­ści sił Frontu Połu­dniowo-Zachod­niego Armii Czer­wo­nej, co ozna­cza­łoby poważne osła­bie­nie sił nie­przy­ja­ciela w pasie odpo­wie­dzial­no­ści Grupy Armii „Połu­dnie”, rege­ne­ru­ją­cej się po klę­sce sta­lin­gradz­kiej. Szybko jed­nak zarzu­cono te plany na rzecz przy­go­to­wań do natar­cia pod Kur­skiem44.

13 maja alianci opa­no­wali w pełni Tune­zję, co sta­no­wiło począ­tek nie­miec­kiej klę­ski w wie­lo­mie­sięcz­nych zma­ga­niach o Afrykę Pół­nocną. W związku z tym Hitler zade­cy­do­wał o odło­że­niu przy­go­to­wań do planu „Cyta­dela” do końca czerwca. Nie wie­dział, iż speł­nia w ten spo­sób naj­czar­niej­sze prze­wi­dy­wa­nia Modela i Man­ste­ina. Ocze­ku­jąc na zwięk­sze­nie poten­cjału wła­snych wojsk, w ciągu dwóch dłu­gich mie­sięcy siła prze­ciw­nika wzro­snąć miała nie­po­rów­ny­wal­nie. Ale nawet w poło­wie maja Niemcy nie byli odpo­wied­nio silni, aby roz­po­cząć natar­cie. Dywi­zje przy­dzie­lone 9. Armii liczyły łącz­nie na pierw­szej linii nie wię­cej niż 70 tysięcy żoł­nie­rzy, nie­które z nich miały zatem „w polu” około 3,5 tys. żoł­nie­rzy.

W maju drogi zaczęły wresz­cie krzep­nąć po wio­sen­nych roz­to­pach, pogoda popra­wiła się. Uzu­peł­nie­nia popły­nęły szyb­ciej do dywi­zji na pierw­szej linii. Fala sprzętu z Rze­szy dobiła do wojsk na Wscho­dzie, przy­no­sząc cięż­kie czołgi „Tiger”, śred­nie – „Pan­ther”, dużo Pz.Kpfw. IV w póź­niej­szych, ulep­szo­nych wer­sjach, samo­loty Fw 190 F1 i sztur­mowe Hs 129 B i masę innego śmier­cio­no­śnego sprzętu. Zgru­po­wa­nia ude­rze­niowe Modela i Man­ste­ina zaczęły się nasy­cać przed cze­ka­jącą je bata­lią. Przy­by­cie dwóch bata­lio­nów czoł­gów cięż­kich (503. i 505.) oraz kolej­nych Pz.Kpfw. VI pozwo­liło przy­wódcy Nie­miec marzyć o potęż­nym prze­ła­ma­niu, jakie sta­nie się ich udzia­łem45.

Część histo­ry­ków skła­nia się do zda­nia, jakoby Model i Man­stein byli zain­te­re­so­wani tym, by przy­go­to­wa­nia do ope­ra­cji „Cyta­dela” prze­cią­gały się jak naj­dłu­żej. Mieli bowiem liczyć po cichu na to, że Sowieci ude­rzą pierwsi, a wów­czas mniej liczne woj­ska nie­miec­kie będą w sta­nie zadać prze­ciw­ni­kowi duże straty, aby póź­niej wyko­nać kontr­na­tar­cia świe­żymi dywi­zjami pan­cer­nymi. Z punktu widze­nia eko­no­mii sił taki plan dawałby woj­skom nie­miec­kim wię­cej szans na suk­ces niż prze­wi­dziana ofen­sywa, w myśl któ­rej musiały one prze­bi­jać się przez dosko­nale przy­go­to­wane pozy­cje obronne sil­niej­szego prze­ciw­nika. Nie można zresztą wyklu­czyć, by nadziei na taki sce­na­riusz nie miał i sam Hitler.

Rozdział II. Wielkie Przygotowania. Plany i Siły Przeciwników

Roz­dział II Wiel­kie Przy­go­to­wa­nia. Plany i Siły Prze­ciw­ni­ków

Niemcy

Prze­wi­dy­wane zwy­cię­stwo miało zostać wyzy­skane przez Rze­szę tak pod wzglę­dem mili­tar­nym, jak i poli­tycz­nym. W OKH zakła­dano, iż znisz­cze­nie dwóch fron­tów w ciągu kil­ku­na­stu dni cał­ko­wi­cie pozbawi woj­ska sowiec­kie moż­li­wo­ści prze­pro­wa­dze­nia let­niej ofen­sywy na więk­szą skalę. W per­spek­ty­wie miało to dopro­wa­dzić do ponow­nego prze­ję­cia ini­cja­tywy stra­te­gicz­nej na wscho­dzie przez Wehr­macht. W opty­mi­stycz­nym zało­że­niu nie wyklu­czano nawet obez­wład­nie­nia prze­ciw­nika wyso­kimi stra­tami do końca roku. Zda­niem Romana Töppela Hitler zamie­rzał przez suk­ces pod Kur­skiem udo­wod­nić nie tylko nie­miec­kiemu spo­łe­czeń­stwu, ale i pań­stwom wro­gim i neu­tral­nym, że armia nie­miecka jest nie­po­ko­nana pod­czas dzia­łań wojen­nych toczo­nych latem. Bez wąt­pie­nia wiel­kie zwy­cię­stwo mogłoby wzmoc­nić wiarę Niem­ców w osta­teczny suk­ces pod­czas wojny w sytu­acji, kiedy nastroje pogor­szyły się po klę­sce sta­lin­gradz­kiej, porażce armii gen. Erwina Rom­mla w Afryce Pół­noc­nej i ofen­sy­wie powietrz­nej alian­tów46.

Po spo­dzie­wa­nym zwy­cię­stwie linia frontu ule­głaby skró­ce­niu, co znacz­nie uła­twi­łoby orga­ni­za­cję dzia­łań wojen­nych na cen­tral­nym odcinku frontu. Nie bez zna­cze­nia były też nadzieje na wzię­cie do nie­woli setek tysięcy jeń­ców. Pla­no­wano ich wyko­rzy­sta­nie w pracy przy­mu­so­wej w zakła­dach prze­my­sło­wych Rze­szy wobec postę­pu­ją­cej mobi­li­za­cji nie­miec­kich męż­czyzn47.

Mogłoby się wyda­wać, iż strona nie­miecka tra­ciła cenny czas na moż­li­wie pełne ukom­ple­to­wa­nie jed­no­stek mają­cych ode­grać klu­czową rolę w nad­cho­dzą­cej ope­ra­cji. Takie jed­nak było pole­ce­nie Hitlera: dywi­zje pan­cerne sta­no­wiące taran natar­cia miały uzu­peł­nić stany do mak­si­mum, a jed­no­cze­śnie trwało ich prze­zbra­ja­nie w naj­no­wo­cze­śniej­sze wozy bojowe. Do łatwych zadań nie nale­żało zresztą także uzu­peł­nie­nie sta­nów klu­czo­wych dla ope­ra­cji dywi­zji i część żoł­nie­rzy do zasi­le­nia 9. Armii pozy­skano drogą prze­nie­sie­nia ich z innych jed­no­stek, zaj­mu­ją­cych pozy­cje na spo­koj­niej­szych odcin­kach frontu. Model nie był zresztą zachwy­cony tego rodzaju prak­tyką, pod­kre­śla­jąc, iż nie­rzadko przy­syła się mu żoł­nie­rzy mniej doświad­czo­nych, o słab­szej kon­dy­cji fizycz­nej. Cóż, rzadko który dowódca pozby­wałby się swo­ich naj­lep­szych ludzi. Decy­zja Hitlera o prze­ło­że­niu ter­minu natar­cia na 10 czerwca, a póź­niej – na począ­tek lipca – była ugrun­to­wana w radzie Gude­riana, aby pocze­kać na skom­ple­to­wa­nie nowego sprzętu „prze­bo­jo­wych” dywi­zji pan­cer­nych. Infor­ma­cja taka zna­la­zła się w KTB GA „Połu­dnie”48.

Mimo ogrom­nego wysiłku mobi­li­za­cyj­nego, woj­skom nie­miec­kim nie udało się we wszyst­kich przy­pad­kach uzy­skać peł­nego ukom­ple­to­wa­nia składu oso­bo­wego jed­no­stek prze­zna­czo­nych do let­niej ofen­sywy. W nie­któ­rych dywi­zjach pie­choty pozo­stało po sześć bata­lio­nów zamiast struk­tu­ral­nych dzie­wię­ciu. W myśl decy­zji Hitlera for­mo­wano kolejne dywi­zje kosz­tem kie­ro­wa­nia uzu­peł­nień do już ist­nie­ją­cych jed­no­stek. Wpły­nęło to nega­tyw­nie na ich jakość, a sto­pień podziału mię­dzy nowe oddziały wete­ra­nów był nie­rów­no­mierny. Wymaga to pod­kre­śle­nia, ponie­waż podob­nie jak po stro­nie sowiec­kiej, tak i w Wehr­mach­cie to pie­chota była naj­waż­niej­szym rodza­jem broni tak pod wzglę­dem liczeb­no­ści, jak i zdol­no­ści na polu walki. Żoł­nierz Dywi­zji Gre­na­die­rów Pan­cer­nych SS „Toten­kopf” Her­bert Brun­neg­ger tak sko­men­to­wał pro­cesy mobi­li­za­cyjne zacho­dzące w cza­sie przy­go­to­wa­nia ofen­sywy kur­skiej:

„Skoń­czyły się dni spo­koju i odpo­czynku. Straty w ludziach i sprzę­cie zostały uzu­peł­nione. Cały czas dowód­ców, ich zastęp­ców i całe pod­od­działy prze­nosi się do nowo for­mo­wa­nych dywi­zji Waf­fen-SS, co osła­bia zdol­ność bojową już ist­nie­ją­cych dywi­zji, które cią­gle muszą odda­wać część doświad­czo­nej kadry. Szko­le­nia rekruc­kie trwają coraz kró­cej, pogar­sza się uzbro­je­nie skła­da­jące się głów­nie z broni zdo­by­tej na wrogu”49.

Żoł­nierz nie­miecki latem 1943 roku był zwy­kle dobrze uzbro­jony. Pod­od­działy pie­choty dys­po­no­wały zna­ko­mi­tej jako­ści kara­bi­nami maszy­no­wymi i pełną gamą środ­ków wspar­cia od armat prze­ciw­pan­cer­nych po moź­dzie­rze. Wete­rani wykru­szali się jed­nak wraz z kolej­nymi bitwami i przed ope­ra­cją „Cyta­dela” nie­mieccy szta­bowcy zwra­cali już uwagę na obni­ża­nie poziomu nowych jed­no­stek. Błę­dem oka­zało się kie­ro­wa­nie uzu­peł­nień nie do już ist­nie­ją­cych dywi­zji i puł­ków, gdzie ule­głyby one prze­mie­sza­niu z wete­ra­nami, a do nowych jed­no­stek. W rezul­ta­cie „ostrze­lane” dywi­zje pie­choty i pan­cerne osią­gały od wio­sny 1943 roku coraz mniej­sze stany liczebne, a na front tra­fiały nowe, ale z nie­wiel­kim odset­kiem żoł­nie­rzy i ofi­ce­rów mają­cych za sobą chrzest bojowy i dłuż­szy udział w walce50.

W odróż­nie­niu od wojsk sowiec­kich po dwóch latach wojny na wscho­dzie Niemcy nie były już w sta­nie uzu­peł­niać ogrom­nych strat w sile żywej i to nawet mimo ogrom­nego wysiłku mobi­li­za­cyj­nego. Od 1 paź­dzier­nika 1942 roku do końca marca 1943 roku Wehr­macht stra­cił ok. 1,3 mln żoł­nie­rzy: zabi­tych, zagi­nio­nych, wzię­tych do nie­woli, ran­nych i cho­rych. Uzu­peł­nie­nie wynio­sło 1,1 mln ludzi, czyli się­gnęło 84 pro­cent strat51.

Wehr­macht na­dal utrzy­my­wał w jed­nost­kach na wscho­dzie ponad 2,7 mln żoł­nie­rzy według stanu na kwie­cień 1943 roku. Była to ogromna siła, choć pozba­wiona więk­szej liczby czoł­gów (po zakoń­cze­niu bitwy o Char­ków i usta­bi­li­zo­wa­niu frontu w linii pozo­stało nie­spełna 700 spraw­nych maszyn) i z dużymi bra­kami w broni maszy­no­wej. Po uzy­ska­niu uzu­peł­nień armia nie­miecka mogła jed­nak sku­tecz­nie bro­nić się przed woj­skami prze­ciw­nika. Tego zresztą ocze­ki­wało wielu nie­miec­kich dowód­ców, wska­zu­ją­cych na koniecz­ność wyzy­ska­nia pod­czas aktyw­nej obrony ogrom­nych tere­nów euro­pej­skiej czę­ści ZSRS na­dal pozo­sta­ją­cych pod kon­trolą Wehr­machtu. Gene­rał Kurt von Tip­pel­skirch, dowódca XX KA, wspo­mi­nał po latach:

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. G. Koł­tu­now, B. Soło­wiow, Bitwa pod Kur­skiem, Wydaw­nic­two Mini­ster­stwa Obrony Naro­do­wej, War­szawa 1971. [wróć]

2. A. Kar­piń­ski, Kursk 1943, Bel­lona, War­szawa 1983. [wróć]

3. Dobrym przy­kła­dem takiego podej­ścia jest praca Petera L. Thor­sena Nazi Water­loo. The Bat­tle of Kursk, July 1943, Army War Col­legge, Car­li­sle Bar­racks, Pen­n­sy­lva­nia 1972. [wróć]

4. S. Sta­dler, Die Offen­sive gegen Kursk 1943. Die II. Pan­zer­korps als Stos­skeil im Gros­skampf, Munin Ver­lag, Osnabrück 1980. [wróć]

5. Veit Sche­rzer, Die Ritterkreuzträger 1939–1945 Die Inha­ber des Rit­ter­kreu­zes des Eiser­nen Kreu­zes 1939 von Heer, Luft­waffe, Krieg­sma­rine, Waf­fen-SS, Volks­sturm sowie mit Deutsch­land verbündeter Streitkräfte nach den Unter­la­gen des Bun­de­sar­chi­ves, Jena, Ger­many: Sche­rzers Mili­taer-Ver­lag, s. 716. [wróć]

6. D.M. Glantz, J.S. House, The Bat­tle of Kursk, Uni­ver­sity Press of Kan­sas, Law­rence 1999. Auto­rzy ci jako pierwsi się­gnęli na dużą skalę do doku­men­tów Armii Czer­wo­nej. Ich praca była za to pozba­wiona szer­szego kon­tek­stu dzia­ła­nia armii nie­miec­kiej. [wróć]

7. R. Töppel, Kursk 1943. Die grösste Schlacht des Zwe­iten Welkriegs, Ver­lag Fer­di­nand Schöningh, Pader­born 2017, tenże, The Bat­tle of Kursk, 1943, [w:] The Cam­bridge Com­pa­nion to The Nazi-Soviet War, ed. by David Sta­hel, Cam­bridge Uni­ver­sity Press, Cam­bridge 2026. [wróć]

8. Zob. np.: V. Zamu­lin, Demo­li­shing the Myth. The Tank Bat­tle at Pro­kho­ro­vka, Kursk, July 1943: an ope­ra­tio­nal Nar­ra­tive, trans­la­ted and edi­ted by Stu­art Brit­ton, Helios & Com­pany, War­wick 2011. [wróć]

9. C.A. Law­rence, The Bat­tle of Pro­kho­ro­vka. The Tank Bat­tle at Kursk, the lar­gest Clash of Armor in History, Stack­pole Books, Lan­ham 2019. Tegoż: Aces at Kursk: the Bat­tle for aerial Supre­macy on the Eastern Front 1943, The Dupuy Insti­tute, York­shire–Phi­lad­pel­hia 2024. [wróć]

10. R. For­czyk, Wojna pan­cerna na fron­cie wschod­nim 1943–1945. Czer­wony walec, Vesper, Czer­wo­nak 2020. [wróć]

11. K. Jano­wicz, Kursk 1943. Bitwa w powie­trzu, cz. 1, Połu­dniowy odci­nek Łuku Kur­skiego. Droga do Pro­cho­rowki, Wydaw­nic­two Napo­leon V, Oświę­cim 2024, tenże, Kursk 1943. Bitwa w powie­trzu, cz. 2, Połu­dniowy odci­nek Łuku Kur­skiego. Bitwa pod Pro­cho­rowką i przy­go­to­wa­nia do ope­ra­cji Rumian­cew, Wydaw­nic­two Napo­leon V, Oświę­cim 2025. [wróć]

12. L. Clark, Kursk. The Gre­atest Bat­tle: Eastern Front 1943, Headline Review, Lon­don 2012. [wróć]

13. B. Soko­łow, Kra­snaja Armija pro­tiw wojsk SS, Jauza-Eksmo, Moskwa 2009. [wróć]

14. M. Healy, Ope­ra­tion Zita­delle 1943. The gre­atest Tank Bat­tle, The History Press, Glo­uce­ster­shire 2023. [wróć]

15. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 15–17. [wróć]

16. Ł. Przy­było, Char­ków–Don­bas 1943, Bel­lona, War­szawa 2014. [wróć]

17. CAMORF: F. 426; Op. 10753; Spr. 380, k. 73–74, Cha­rak­te­ry­styka bojowa 160. Dywi­zji Strze­lec­kiej za okres dzia­łań w skła­dzie 69. Armii od 4 marca do 5 kwiet­nia 1943 r. [wróć]

18. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 20–21. [wróć]

19. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 21–24. [wróć]

20. Krótki woj­skowo-geo­gra­ficzny opis terenu bitwy Zna­cze­nie występu kur­skiego, [w:] The Bat­tle of Kursk. The Red Army’s Defen­sive Ope­ra­tions and Coun­ter-Offen­sive, July–August 1943. Soviet Gene­ral Staff, edi­ted and trans­la­ted by Richard W. Har­ri­son, Helion & Com­pany, Soli­hull 2016, s. 18–24. [wróć]

21. E. Schwarz, Die Sta­bi­li­sie­rung der Ost­front nach Sta­lin­grad: Man­ste­ins Gegen­schlag zwi­schen Donez und Dnjepr im Frühjahr 1943, Ver­lag Muster-Schmidt, Göttingen 1986, s. 255. [wróć]

22. T. Busse, Ope­ra­cja Zita­delle – spoj­rze­nie ogólne, [w:] S.H. New­ton, Kursk 1943. Nie­miec­kie spoj­rze­nie, tłum. M. Grzywa, Wydaw­nic­two Napo­leon V, Oświę­cim 2015, s. 31. [wróć]

23. R. Töppel, Kursk – Mythen und Wir­klich­keit einer Schlacht, „Vier­tel­jahr­she­fte für Zeit­ge­schichte” 2009, R. 57, z. 3, s. 349–350. [wróć]

24. E. von Man­stein, Stra­cone zwy­cię­stwa, przeł. Jerzy Sawicki, Wydaw­nic­two Bel­lona, War­szawa 2025, s. 565. [wróć]

25. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 22–23, także V. Zamu­lin, The plan­ning and pre­pa­ra­tions for the bat­tle of Kursk, vol. 1, transl. and ed. by Stu­art Brit­ton, Hel­lion and Com­pany, War­wick 2021, s. 24–25. [wróć]

26. S.G. Fritz, Ost­krieg. Front wschodni: wojna na wynisz­cze­nie, tłum. Miłosz Mły­narz, Oświę­cim 2018, s. 333–334. [wróć]

27. R. Töppel, The Bat­tle of Kursk, 1943, [w:] The Cam­bridge Com­pa­nion…, s. 156–157. [wróć]

28. T. Busse, Ope­ra­cja Zita­delle: spoj­rze­nie ogólne, [w:] S.H. New­ton, Kursk 1943. Nie­miec­kie spoj­rze­nie…, s. 32. [wróć]

29. R. Töppel, Legen­den­bil­dung in der Geschichts­schre­ibung – Die Schlacht bei Kursk, „Militärgeschichtliche Zeit­schrift” 2002, nr 61, s. 372–376. [wróć]

30. Cyt. za: Sowier­szienno sie­kretno! Tolko dlia koman­do­wan­nija! Stra­te­gija faszi­st­skoj Gier­ma­nii w woj­nie pro­tiw SSSR. Doku­mienty i matie­riały, Woje­niz­dat, Moskwa 1967, s. 495. [wróć]

31. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 27–29. [wróć]

32. NARA: T. 312; R. 317; F. 7886035, Dzien­nik dzia­łań 9. Armii, b.m., przed 12.04.1943 r. [wróć]

33. V. Zamu­lin, The plan­ning and pre­pa­ra­tions…, s. 51–52. [wróć]

34. V. Zamu­lin, The plan­ning and pre­pa­ra­tions…, s. 84–85. [wróć]

35. O ogrom­nej pracy na rzecz uzu­peł­nień dla Armii Czer­wo­nej w zakre­sie broni i wypo­sa­że­nia zob. D.M. Glantz, Kolos odro­dzony. Armia Czer­wona na woj­nie 1941–1943, tłum. Jakub M. Ragi­nis, Wydaw­nic­two Napo­leon V, Oświę­cim 2019. [wróć]

36. NARA US: T. 312; R. 322, f. 128. Główne instruk­cje sztabu 9. A przed pla­no­waną ope­ra­cją „Cyta­dela”, b.m., 17.04.1943 r. [wróć]

37. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 39. [wróć]

38. BA-MA RH: 19 VI/45, Bl. 39, KTB Ia GA „Don”/”Połu­dnie” za m. marzec–lipiec 1943 r. [wróć]

39. M.K. Bar­bier, Kursk. Naj­więk­sza bitwa pan­cerna w dzie­jach świata, przeł. Mał­go­rzata Leczycka, War­szawa 2002, s. 52–53. [wróć]

40. H. Gude­rian, Wspo­mnie­nia żoł­nie­rza…, s. 338–339. [wróć]

41. R. For­czyk, Wojna pan­cerna…, s. 204–205. [wróć]

42. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 34–36. [wróć]

43. Tamże, s. 40–42. [wróć]

44. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 27–29. [wróć]

45. R. Töppel, Kursk 1943…, s. 45–46. [wróć]

46. Wykład Romana Töppela wygło­szony w Nie­miec­kim Insty­tu­cie Histo­rycz­nym w Moskwie 28.09.2020 r. [wróć]

47. Tamże. [wróć]

48. BA-MA. RH 19 VI/45. Bl. 80, KTB Ia GA „Don”/”Połu­dnie”, marzec–lipiec 1943 r. Także: V. Zamu­lin, The plan­ning and pre­pa­ra­tions…, s. 103–104. [wróć]

49. H. Brun­neg­ger, Kto sieje watr… Opo­wieść żoł­nie­rza dywi­zji SS „Toten­kopf”, przeł. Beata Kozak, Bel­lona/Arka­diusz Win­gert, War­szawa 2023, s. 255. [wróć]

50. Wię­cej na ten temat m.in. [w:] S.G. Fritz, Żoł­nie­rze Hitlera. Wehr­macht na polu walki, tłum. Grze­gorz Siwek, Wydaw­nic­two RM, War­szawa 2025. [wróć]

51. V. Zamu­lin, The plan­ning and pre­pa­ra­tions…, s. 8. [wróć]