Ktoś wyjątkowy - Jules Bennett - ebook
Opis

Ian Shaffer, menedżer hollywoodzkich gwiazd i zdeklarowany singiel, znany jest z licznych romansów ze znanymi kobietami. Na planie filmowym poznaje Cassie i traci dla niej głowę. Ta samotna matka, ciągle zapracowana i na dodatek niezbyt szczupła, wydaje mu się o wiele bardziej pociągająca niż sztuczne piękności, z którymi miał dotąd do czynienia…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 160

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Jules Bennett

Ktoś wyjątkowy

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Och!

Nagle w ramionach Iana Shaffera znalazła się kobieta. Kształtna i drobna, o bujnych rudych włosach. Kiedy odgarnęła niesforne loki z twarzy, spojrzały na niego największe i najbardziej błękitne oczy, jakie dotąd widział.

– Nic ci nie jest? – zapytał, nie mając zamiaru wypuszczać jej z objęć.

Ledwie wszedł do stajni Stony Ridge Acres, ta piękność dosłownie wpadła mu w ramiona. Doskonałe wyczucie czasu, pogratulował sobie w myślach.

Poczuł lekkie pchnięcie drobnej dłoni na ramieniu, ale udał, że nie rozumie sygnału. Kobieta była przyjemnie miękka, zaokrąglona tam gdzie trzeba i lekko drżała. Może nie znał się na koniach, ale o kobietach wiedział co trzeba.

– Dziękuję, że mnie złapałeś.

Spodobał mu się jej lekko schrypnięty głos. Pogratulował sobie, że stawił się na planie zdjęciowym, by osobiście zadbać o klienta i zapolować na kolejną aktorkę do agencji. Większość agentów nie odwiedzała podopiecznych w pracy, ale jemu zależało na zadowoleniu Maxa Forda i pokazaniu się Lily Beaumont z jak najlepszej strony. Mimo młodego wieku znał się na swej robocie i miał świetną opinię w przemyśle filmowym.

Zerknął teraz w górę, gdzie o wejście na stryszek oparta była drabina. Jeden z jej szczebli był obluzowany, co wyjaśniało przyczynę wypadku.

– Trzeba to naprawić – powiedział, znów patrząc w błękitne oczy kobiety.

– Właśnie miałam się tym zająć – odparła, przyglądając się uważnie jego twarzy. – Właściwie to mógłbyś mnie już postawić na ziemi.

Cóż, wszystko co dobre kiedyś się kończy, westchnął w duchu i, nie potrafiąc odmówić sobie drobnej przyjemności, pozwolił jej bardzo powoli ześliznąć się po swoim ciele. To, że przyjechał tu do pracy, nie znaczyło, że nie powinien wykorzystać okazji, kiedy się trafiała.

Trzymając wciąż dłonie na ramionach kobiety, omiótł ją spojrzeniem. Oczywiście tylko po to, by się upewnić, czy nie odniosła jakichś obrażeń.

– Nie ucierpiałaś za bardzo?

– Tylko moja duma – odparła, cofając się o krok i poprawiając koszulę. – Jestem Cassie Barrington, a ty?

– Ian Shaffer, agent Maxa Forda.

Jeśli wszystko pójdzie po jego myśli, wkrótce zostanie również agentem Lily Beaumont. Nie zamierzał pozwolić, by sprzątnęła mu ją sprzed nosa konkurencyjna agencja, szczególnie że prowadził ją jego były partner w interesach. Zamierzał natomiast udowodnić wreszcie swojemu ojcu, że potrafi odnieść sukces.

To, że pokazywał się z pięknymi kobietami na ekskluzywnych przyjęciach, świadczyło o tym, że jest najlepszym agentem w Los Angeles, a nie playboyem. Choć, oczywiście, zarówno przyjęcia, jak i kobiety, były miłym dodatkiem do jego pracy. Ian naprawdę dbał o potrzeby podopiecznych i dlatego lubił odwiedzać plany zdjęciowe. Dzięki swej troskliwości odniósł sukces. Poznawał lepiej producentów, scenarzystów i aktorów, więc doskonale orientował się, które role najlepiej odpowiadają jego klientom.

Obecna rola Maxa była wprost dla niego stworzona. Grał dynamicznego Damona Barringtona, hodowcę koni i byłego dżokeja. A dla Iana możliwość, by odetchnąć od tempa i gwaru Los Angeles oraz spędzić parę chwil na ranczu w Wirginii stanowiła miłą odmianę.

– Max wspominał, że przyjedziesz. Wybacz, że na ciebie wpadłam – powiedziała i przyjrzała mu się ze zmarszczonymi brwiami. – Nic ci nie zrobiłam, prawda?

– To było miłe powitanie – odparł z uśmiechem.

– Zwykle nie jestem taka niezdarna i nie rzucam się na mężczyzn – usprawiedliwiła się Cassie.

– Czyżby? Jaka szkoda – oznajmił, tłumiąc śmiech.

– Z każdą tak flirtujesz? – prychnęła.

– Nie, ale dla ciebie zrobię wyjątek – obiecał, przysuwając się tak blisko, że musiała podnieść głowę, by dalej patrzeć mu w oczy.

– Ależ ze mnie szczęściara – oznajmiła, choć ton głosu przeczył jej słowom. – Max jest u siebie. Na jego przyczepie wisi tabliczka z nazwiskiem. I wydaje mi się, że niedawno podstawiono też przyczepę dla ciebie.

Najwyraźniej chciała szybko się go pozbyć, co oczywiście wywołało przeciwny efekt.

Spotkanie z kimś, kto nie dba o jego hollywoodzki status, władzę i pieniądze, jest… odświeżające. A fakt, że ten ktoś ma cudowne oczy i boskie ciało, podkreślone białą rozpiętą pod szyją koszulą i obcisłymi dżinsami, dopełnia tylko całości.

– Więc ty jesteś trenerką, a twoja siostra znaną dżokejką? – zapytał Ian, splatając ręce na piersi.

Wiedział, czym jest ciężka praca. Trafił do agencji zaraz po studiach z polecenia profesora, na którym wywarł wielkie wrażenie. Dzięki odrobinie szczęścia i doskonałemu wyczuciu szybko otworzył własny biznes.

Jeśli uda mu się przekonać Lily, pozostanie na szczycie, a jego konkurencja przestanie stanowić problem. Była to nie tylko kwestia profesjonalizmu, ale również dumy. Musi coś udowodnić zdrajcy, który uciekł z agencji, zabierając wielu aktorów.

– Czyli odrobiłeś pracę domową – skomentowała. – Zainteresowałeś się nawet tym, co robimy ja i moja siostra.

– Zawsze tak postępuję. Lubię trzymać rękę na pulsie.

– Nie tylko na pulsie – mruknęła.

Ian pożałował, że nie ma czasu kontynuować tej coraz ciekawszej rozmowy. Podszedł jeszcze bliżej, nie odrywając wzroku od Cassie, i usłyszał, że jej oddech stał się urywany.

– Na wszystkim – przyznał zmysłowym głosem. – Daj znać, gdybyś mnie potrzebowała – dodał i z trudem oparł się pokusie pocałunku, gdy jej spojrzenie zawisło na jego ustach. Wiedział, że na to jeszcze przyjdzie czas. – Wiesz, gdzie mnie szukać – mruknął i wyszedł ze stajni.

Zostawiając Cassie z rozchylonymi w zdumieniu ustami, Ian uznał, że jak dotąd jest to najbardziej ekscytujący plan zdjęciowy, na jakim się znalazł, a przecież nie widział się jeszcze ze swym klientem.

Cassie mocniej zacisnęła dłoń na lonży MacDuffa. Nadal był płochliwy i nieśmiały, ale codzienna praca powoli zaczynała dawać efekty. Raz czy dwa ojcu udało się na nim przejechać, ale on miał prawdziwy dar. A teraz MacDuff przynajmniej już od niej nie uciekał. Skoro więc przywykł do obecności Cassie, należało jeszcze sprawić, by naśladował jej tempo i kierunek marszu.

Niestety, to właśnie praca z MacDuffem i innymi końmi przyczyniła się do rozpadu jej małżeństwa. Derek nie życzył sobie, by spędzała tyle czasu z „przybłędami”. Nie chciał, by starała się pomóc każdemu zwierzęciu, zwłaszcza kiedy zaszła w ciążę. Jednak Cassie nie potrafiła rzucić pracy, tym bardziej teraz, kiedy nie udało się uratować małżeństwa. Okazało się, że jej mąż bardziej kochał kobiety i alkohol niż ją i ich nowo narodzone dziecko. To wciąż bolało.

Westchnęła i skróciła lonżę, starając się nie wypaść z rytmu. Właściwie zgubiła go już rano, wpadając w ramiona nieznajomego o zmysłowym spojrzeniu. Przez chwilę miała ochotę się zapomnieć, ale zaraz przywołała się do porządku. Już raz zwiodły ją gładkie słówka i została sama z dzieckiem.

Męża widziała potem tylko raz, kiedy przyjechał z blondynką uwieszoną na jego ramieniu i papierami rozwodowymi. Omal nie umarła na myśl, że tamta cizia mogłaby zostać macochą jej córeczki.

Przysięgła sobie wtedy, że już nigdy nie da się oszukać. Dlatego nie wolno jej ulec kuszącemu uśmiechowi i namiętnemu dotykowi obcego. W ramionach Iana na chwilę o tym zapomniała. Nie mogła zebrać myśli, czując jego bliskość.

Teraz oprzytomniała i wiedziała, że na pierwszym miejscu musi postawić dobro córki. Słodka Emily niedługo kończyła rok i była cudownym owocem jej związku z Derekiem. Jeśli on nie chce jej widzieć, jego strata.

Więc nie dla Cassie seksowni nieznajomi, zwłaszcza ci uważający się za ósmy cud świata. Nawet jeśli dotyk Iana przyprawiał ją o drżenie, a on, taki silny i męski, patrzył na nią jak na godną pożądania kobietę.

Cassie czuła się nieatrakcyjna i wciąż walczyła z lekką nadwagą, która pozostała jej po ciąży. Do reszty straciła pewność siebie, kiedy mąż porzucił ją dla innej.

Wiedziała, że poddanie się urokowi kolejnego uwodziciela nie przyniesie jej niczego dobrego. Powinna skoncentrować się na pomocy siostrze, Tessie, i jej dążeniu do zdobycia Potrójnej Korony w wyścigach. Pracowały na to przez całe życie, marząc, że kiedyś, jak ich ojciec, zdobędą tę nagrodę.

Kiedy Cassie była w zaawansowanej ciąży, ojciec na chwilę przejął treningi Tessy. Całej rodzinie zależało na wygraniu potrójnego wyścigu. Tessa zdobyła pierwsze miejsce w Kentucky Derby, więc do rozegrania pozostały jej jeszcze dwie gonitwy.

Zamiana rancza w plan filmowy stanowiła dodatkowy bonus. Scenariusz opisujący życie jej ojca, legendy wyścigów, oraz pasmo jego sukcesów wzbudził zainteresowanie wśród celebrytów i nagle na ranczu zaroiło się od aktorów, filmowców i ochroniarzy.

Cassie z fascynacją obserwowała sceny z życia ojca odgrywane przez młodego, niedawno ożenionego aktora, Maxa Forda, któremu towarzyszyła na planie piękna Lily Beaumont, grająca rolę jej zmarłej matki. Ta para była doskonała.

Cassie nie mogła doczekać się obejrzenia filmu.

Z końcem sezonu wyścigowego zamierzała otworzyć własną szkółkę jazdy dla niepełnosprawnych dzieci. Chciała nieco zwolnić ze względu na Emily. Zresztą zawsze uwielbiała dzieci i sądziła, że dzieli to upodobanie z mężem. Otwarcie szkółki pomoże jej dojść do siebie. Musi jeszcze uzbierać trochę pieniędzy, bo nie chciała nikogo prosić o pożyczkę.

– Jesteś dziś bardzo zamyślona.

Trzymając mocno lonżę, Cassie powoli się odwróciła. Ostrożnym krokiem, unikając gwałtownych ruchów, zbliżała się do niej Tessa. Żadna z nich nie chciała spłoszyć MacDuffa.

– Może trochę – przyznała Cassie, zmuszając konia do lekkiego kłusa. – Daj mi jeszcze chwilę i będziemy mogły wrócić do pracy.

– Wolałabym usłyszeć, co rano wytrąciło z równowagi moją starszą siostrę – oznajmiła Tessa, wsuwając dłonie do kieszeni.

Cassie wzniosła oczy do nieba, widząc uśmieszek siostry i uniesione brwi. Pozwoliła koniowi zwolnić, a potem skierowała go w przeciwną stronę. Ucieszyła się, gdy usłuchał jej bez protestu. Nareszcie jej zaufał.

– Zawsze zaskakuje mnie, jak bardzo te zwierzęta bywają skrzywdzone – szepnęła Tessa. – Na szczęście ty jesteś nieskończenie cierpliwa i łagodna, a one chyba wyczuwają, że chcesz im pomóc.

– On po prostu nie rozumiał, czego się od niego oczekuje, bo nie trafił na dobrego trenera – oznajmiła Cassie, podchodząc do MacDuffa i klepiąc go delikatnie po szyi.

– Był bity.

Cassie westchnęła, prowadząc konia do stajni. Robiło jej się niedobrze na myśl, że ktoś katował zwierzę, bo nie potrafił go właściwie uczyć.

Od razu zorientowała się, że ogiera bito, bo zaraz po przyjeździe drżał i rzucał wokół spłoszone spojrzenia. A kiedy Tessa go dosiadła, natychmiast ją zrzucił. Jednak gdy do Stony Ridge trafia jakikolwiek koń, to niezależnie od pochodzenia jest traktowany po królewsku.

Oczywiście w tym interesie chodziło o wygraną i hodowanie czempionów, ale rodzina Barringtonów kochała zwierzęta i dbała o nie. A ponieważ Stony Ridge to wielkie ranczo, zawsze znajdowało się miejsce dla „przybłęd”, które tak kochała Cassie.

Od dziecka uwielbiała przyglądać się trenerom, których zatrudniał ojciec. Przed laty kobiety nie były mile widziane w tym zawodzie, ale Damon uważał, że są delikatniejsze i mniej skłonne do rywalizacji niż mężczyźni i dlatego lepiej układają konie.

– Widziałaś przypadkiem tego przystojniaka, który dziś przyjechał? – zapytała Tessa, przynosząc skrzynkę ze szczotkami i wyjmując zgrzebło.

– Czy ty aby nie jesteś zaręczona?

– Zaręczona, ale nie martwa – prychnęła siostra. – A więc go widziałaś.

Widziałam, wpadłam w jego ramiona, zatonęłam w jego spojrzeniu, co sprawiło, że zapomniałam, jak się już zawiodłam na mężczyznach.

– Nawet ty musisz przyznać, że to wyjątkowo atrakcyjny facet – mówiła dalej Tessa, nie dostrzegając zmieszania siostry.

– Hm… – mruknęła Cassie. – Wiesz, miałam rano drobny wypadek związany z obluzowanym szczeblem drabiny na stryszek i panem Shafferem.

Tessa przeszła pod końską szyją na stronę Cassie, rzuciła zgrzebło do skrzynki i posłała siostrze wyczekujące spojrzenie.

– No dobra, wiesz, jak on się nazywa i wspomniałaś o wypadku. Chcę poznać szczegóły!

– To nic takiego, Tess – zaśmiała się Cassie. – Spadłam z drabiny, a Ian mnie złapał.

– Aha, więc to już nie pan Shaffer, tylko Ian.

– To agent Maxa, odwiedza swojego klienta na planie zdjęciowym. Ledwie wymieniliśmy uprzejmości – broniła się Cassie. – Coś musiałam mówić, skoro mnie trzymał na rękach.

– Ta historia coraz bardziej mi się podoba.

– Nie ma żadnej historii – uśmiechnęła się Cassie, odkładając zgrzebło. – Nic więcej się nie stało.

– Kochana, nie wspomniałaś o żadnym mężczyźnie od odejścia sama-wiesz-kogo, a teraz nawet się uśmiechasz.

– Nieprawda.

– Nie kłóć się. Ten facet jest atrakcyjny, a w tobie wreszcie zapłonęła iskierka zainteresowania. Już się bałam, że zrezygnowałaś z szukania miłości – powiedziała Tessa i machnęła ręką, widząc, że Cassie próbuje coś wtrącić. – Pozwól sobie przynajmniej na romans.

– To, że ty się zakochałaś, nie znaczy, że ja też muszę. Już próbowałam i nie wyszło. Poza tym między treningami z tobą i opieką nad Emily nie mam czasu na miłość.

– Zawsze jest czas, ale niech ci będzie. Daruj sobie romans, ale przynajmniej pobaw się z tym nieznajomym. To ci dobrze zrobi – oznajmiła Tessa z niegrzecznym uśmiechem. – Czy to nie ty zmusiłaś mnie do paru dni wolnego w zeszłym miesiącu? Teraz zrób to samo dla siebie.

Niedawno Cassie zawiązała spisek z narzeczonym Tessy, reżyserem filmu o ich ojcu, Grantem Carterem, by na kilka dni porwał ją z rancza. Grant chciał, żeby oboje odpoczęli, a Cassie ochoczo temu przyklasnęła.

Wprawdzie jej siostra znalazła swoją drugą połowę, ale Cassie wątpiła, by ją to też czekało. Zadowoliłaby się kimś, kto pokochałby ją i nie miał za złe, że przez większość czasu pachnie końmi, kimś, kto zapewniłby jej stabilizację i sprawił, że czułaby się pożądana. No i pokochał jej córkę. Czy liczyła na zbyt wiele?

– Nie szukam przygód – oznajmiła, choć w wyobraźni przeżyła z Ianem już niejedną.

– Może przygody szukają ciebie – odparowała Tessa, unosząc jedną brew.

– Dopiero co poznałam tego faceta. A zresztą on nie zabawi tu długo i na pewno nie spędzi czasu w moim towarzystwie. Wybacz, że psuję ci misterny plan.

– Może powinnaś oprowadzić Iana po ranczu – nie rezygnowała Tessa, biorąc derkę i siodło swojego wyścigowego konia Don Pedra.

– Nie mam ochoty – jęknęła Cassie, zamykając boks MacDuffa. – Niech Max to zrobi.

– Max kręci z Lily scenę nad stawem. A ja koniecznie chcę to zobaczyć.

Cassie kiwnęła głową. Też nie chciała tego przegapić. Był to moment, w którym ich ojciec oświadczył się  matce.

– Skończymy trening, zanim zaczną to ujęcie – zapewniła siostrę. – Tym bardziej nie będę miała czasu oprowadzić Iana po ranczu.

– Wielka szkoda.

Cassie i Tessa jak na komendę odwróciły się w stronę Iana. Już sam jego widok sprawiał, że Cassie miękły kolana.

– Chętnie obejrzałbym waszą posiadłość, jeśli masz czas – powiedział, wpatrując się w oczy Cassie.

Cassie położyła dłoń na biodrze, po czym przeklęła swoją nieuwagę. Wzrok Iana natychmiast podążył za jej gestem. Nie zależało jej, by wpatrywał się w jej problematyczne obszary.

– Miałeś się spotkać z Maxem – powiedziała, ignorując jego prośbę.

– Dałem mu znać, że jestem, ale rozmawiał akurat z Grantem i Lily.

Cassie zerknęła na siostrę i drgnęła, widząc jej podstępny uśmieszek. Z gracją, którą pochwaliłaby ich zmarła matka, Tessa wyciągnęła dłoń do Iana.

– Witaj. Jestem Tessa Barrington, siostra Cassie. Miło nam gościć cię na naszym ranczu – oznajmiła, a Ian uprzejmie przywitał się z nią, ale zaraz jego wzrok powrócił do Cassie. – Cassie, koniecznie oprowadź Iana, a ja już tu sobie poradzę – radośnie oznajmiła Tessa.

– To będzie musiało zaczekać do jutra albo przynajmniej do dzisiejszego popołudnia – mruknęła Cassie do Iana, mając ochotę udusić siostrę. – Odszukam cię, kiedy będę gotowa.

– Muszę wyprowadzić Don Pedra. Do zobaczenia później, Cassie. Miło było cię poznać, Ian.

Cudownie, pomyślała Cassie. Przez mały podstęp Tessy zostali sami.

Ian podszedł bliżej, ale się nie cofnęła. Jest u siebie i żaden uwodziciel…

– Nie mogę się doczekać jutra – oznajmił Ian, wpatrując się w jej oczy. – A zwykle jestem cierpliwy.

Stał tak blisko, że musiała położyć mu dłoń na torsie. Zbyt późno odkryła, że to był błąd. Pod palcami wyczuła ciepło jego skóry i twarde mięśnie. Nie mogła być już bardziej świadoma jego męskiej aury.

– To miło, że starasz się mnie oczarować, ale nie mam na to czasu – powiedziała burkliwym tonem. – Poza tym jestem sporo starsza od ciebie.

– Akurat nie myślałem o wieku. – Ian wzruszył ramionami.

– Ja za to dobrze wiem, o czym myślałeś – zaśmiała się Cassie.

Podszedł jeszcze bliżej, więc musiała się cofnąć. Plecami dotknęła wrót stajni. Ian oparł dłonie po obu stronach jej głowy.

– Więc wiesz też, że mi się podobasz. – Powiódł spojrzeniem do jej ust i z powrotem do oczu. – Nie mogę doczekać się tej małej wycieczki, Cassie – rzekł półgłosem, odepchnął się od wrót i wyszedł ze stajni.

Kiedy, i czy w ogóle, mężczyzna potrafił tak szybko rozbudzić w niej zainteresowanie i namiętność? Uleganie pożądaniu przerażało Cassie. Musi oprzytomnieć. Nie ma w niej nic szczególnego, więc pewnie to tylko gra. Ian zapomni o niej pięć sekund po tym, jak mu ulegnie.

Nie zamierzała znów popełnić takiej pomyłki.

Tytuł oryginału: Single Man Meets Single Mom

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2014

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

©2014 by Jules Bennett

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o. Warszawa 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-1964-8

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.