Księgarnia na piętrze - Denise Hunter - ebook
NOWOŚĆ

Księgarnia na piętrze ebook

Denise Hunter

5,0

10 osób interesuje się tą książką

Opis

Odziedziczyła księgarnię swoich marzeń... Ale musi ją prowadzić z byłym chłopakiem, z którym przysięgła sobie nigdy więcej nie rozmawiać.

Shelby Thatcher uwielbia pracować w urokliwej księgarni w miasteczku nad jeziorem. Po śmierci babci dziedziczy sklep, ale sprawa się komplikuje. Okazuje się, że część udziałów otrzymał Gray Briggs, który kiedyś złamał Shelby serce.

Mieszkańcy Grandville szykanowali Graya przez całe życie. Gdy tylko skończył szkołę średnią, natychmiast stamtąd uciekł, porzucając dziewczynę, w której zakochał się po uszy. Po latach wraca jako jeden ze spadkobierców swojej dawnej znajomej. Zmierzenie się z wrogością ze strony otoczenia jest trudne, ale ponowne spotkanie z Shelby to prawdziwa męka.

Mimo niechęci bohaterowie muszą podjąć współpracę. Jednak problemy, które przyczyniły się do rozpadu ich związku, nie zniknęły. Pojawia się też następny, zagrażający ukochanej księgarni.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 383

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
MagdalenaSzary

Nie oderwiesz się od lektury

"Wszystko w życiu się zmienia.Jedyne co pozostaje bez zmian, to wspomnienia."(a.n.) ⬇️ "Księgarnia na piętrze" @deniseahunter @dreams_wydawnictwo [Współpraca Patronacka] Czytaj legalnie! Książkę zamówisz w księgarniach internetowych oraz stacjonarnych, a juz niedługo takze przeczytasz na legimi i epikgo! Ogromnie polecam! https://dreamswydawnictwo.pl/produkt/ksiegarnia-na-pietrze/ #księgarnianapiętrze #denisehunter #wydawnictwodreams #zapowiedźksiążki #powieśćobyczajowa romans czytamksiążki Współpracareklamowa meggi.books
00



Tytuł oryginału: 
The Second Story Bookshop
Autor: 
Denise Hunter
Tłumaczenie z języka angielskiego: 
Agnieszka Podolska
Redakcja i korekta:
Dominika Wilk
Skład i projekt okładki:
Anna Brodziak
ISBN 978-83-68304-17-6
Zdjęcia: Tuur Tisseghem / Pexels, Liam Mcgarry / Unsplash, Yoo Hoo / Unsplash, Ayako / Unsplash, 
ellen-tanner / Unsplash,  Jason Dent / Unsplash, Mitchell Luo / Unsplash, freepik / Freepik.com, 
topntp26 / Freepik.com, tohamina / Freepik.com, sofind / Freepik.com, xadartstudio / Freepik.com
Wektory: freepik / Freepik.com, myriammira / Freepik.com
© 2025 by Denise Hunter by Thomas Nelson, HarperCollins Christian Publishing Inc.
© 2025 for the Polish edition by Dreams Wydawnictwo
Dreams Wydawnictwo Lidia Miś-Nowak
ul. Unii Lubelskiej 6A, 35-016 Rzeszów
www.dreamswydawnictwo.pl
Rzeszów 2026, wydanie I
Druk: Toruńskie Zakłady Graficzne „Zapolex”
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana,
przechowywana jako źródło danych, przekazywana w jakiejkolwiek mechanicznej,
elektronicznej lub innej formie zapisu bez pisemnej zgody wydawcy.

Ku pamięci Karen Solem,

mojej agentki i drogiej przyjaciółki.

Była wielką miłośniczką książek i wytrwałą rzeczniczką współpracujących z nią autorów.

Jej spuścizna w branży wydawniczej żyje w lubianych powieściach oraz sercach wdzięcznych autorów i czytelników na całym świecie.

Rozdział 1

Nikt nie przypuszczał, że Viola Thatcher kiedyś umrze. Wszyscy sądzili, że będzie żyła wiecznie, choćby z czystej przekory. W końcu dożyła osiemdziesięciu siedmiu lat, nie cierpiała na żadne przewlekłe choroby i nie brała leków. Dorównując żwawością swojemu kotu Chaucerowi, krzątała się po ukochanej księgarni, jakby miała o połowę lat mniej, i słynęła z tego, że gdy w pobliżu nie było nikogo, kto by jej tego zabronił, wspinała się po drabinie, by dosięgnąć do regału.

Niestety, nikt nie jest nieśmiertelny. Nawet babcia.

Shelby Thatcher otarła oczy chusteczką, na której pozostały ślady po podkładzie, kredce do oczu i tuszu do rzęs – wbrew obietnicom żaden nie okazał się wodoodporny. Usiłowała odciąć się od melodyjki odtwarzanej w toalecie domu pogrzebowego i mdłego zapachu lawendy, który unosił się z pojemnika z mieszanką zapachową stojącego koło umywalki.

Udało jej się przetrwać dwugodzinną uroczystość z niemal niewzruszoną godnością. Uśmiechała się i kiwała głową, wysłuchując banałów i przyjmując pocieszające uściski. Trzymała się dzielnie nawet podczas wymieniania szeptem uwag z tatą, który zachowywał niezmącony spokój i stoicką postawę, lecz zdradzały go przekrwione oczy. Wtedy jednak panna Dahlia zagrała na organach przenikliwe akordy Amazing Grace, ulubionej piosenki babci, które zerwały tamę, uwalniając tłumione przez Shelby łzy.

Ale to nie była jedyna przyczyna. Falę smutku wywołało także przybycie Graysona Briggsa, który pojawił się w drzwiach tuż przed rozpoczęciem nabożeństwa. Od tego momentu Shelby zupełnie się rozkleiła.

Czy istnieje gorszy moment i miejsce na spotkanie ze swoją dawno utraconą miłością? Przytłaczający żal i smutek zdawały się potęgować słodko-gorzkie – z naciskiem na gorzkie – wspomnienie o złamanym sercu.

Wydmuchała zaczerwieniony nos, ścierając znowu trochę podkładu i resztkę rubinowoczerwonej szminki. Próżność to surowa nauczycielka.

Podczas ich ponownego spotkania miała mieć na sobie zwiewną letnią sukienkę i perfekcyjny makijaż, a jej jasnobrązowe włosy, prosto od fryzjera, miały falować wokół jej ramion w zwolnionym tempie. Miała wyglądać kwitnąco, żeby widział, jak świetnie radzi sobie bez niego. Zamiast tego więdła, zapięta pod szyję, w smętnej czarnej sukienczynie, którą pożyczyła od Liddy, swojej najlepszej przyjaciółki i szwagierki, bo nie posiadała nic na tyle ponurego, jak na to zasługiwał ten nieszczęsny dzień.

Drzwi toalety otworzyły się i weszła Liddy. Jej twarz rozświetlił blady uśmiech. Swoje piękne rude włosy upięła w luźny kok, wypuszczając kilka kosmyków, by okalały jej twarz o brzoskwiniowej cerze. Spojrzała na Shelby z czułością w niebieskich oczach.

– Trzymasz się jakoś, kochana?

– Obawiam się, że trzymam się tak samo, jak mój makijaż.

– Nieumalowana wyglądasz równie pięknie. Co ja bym dała, żeby mieć twoją oliwkową cerę.

– Za to ty masz urocze piegi. Jeśli mój brat jeszcze cię o tym nie przekonał, to znaczy, że nie wywiązuje się ze swoich obowiązków.

Shelby wyrzuciła zużytą chusteczkę, po czym zerknęła w stronę drzwi.

– Czy on nadal tam jest?

Obie wiedziały, że nie ma na myśli Caleba.

– Tak. I powiem jedno: ale z niego gorące ciacho!

– Przestań. Przecież widziałaś go na zdjęciach.

– Sprzed dziesięciu lat. Nie zrozum mnie źle, już wtedy był bardzo przystojny, ale od tamtej pory stał się naprawdę gorącym ciachem.

– Masz szczęście, że Caleb tego nie słyszy.

– Odkąd Gray się pojawił, Caleb rzuca mu gniewne spojrzenia. Zostawiłam mu dziecko – mam nadzieję, że to go odwiedzie od rękoczynów.

– Po co on się tu jeszcze kręci? Uroczystość się skończyła.

– Może chce pogadać z dawnymi znajomymi?

Shelby prychnęła. Jedyna osoba przyjazna Grayowi właśnie odeszła z tego świata. I odkąd to Gray zostawał w Grand­ville choćby sekundę dłużej, niż wymagały okoliczności? Wziął nogi za pas tuż po ukończeniu szkoły. A cztery lata temu, kiedy wrócił do Karoliny Północnej na pogrzeb swojej babci, zniknął, gdy tylko złożono trumnę do ziemi.

– Może chce pogadać z tobą?

– Nie przyszedł złożyć kondolencji. A kiedy ostatnim razem przyjechał do miasta, nawet nie spojrzał w moją stronę.

Liddy uniosła kasztanową brew.

– Może w końcu zrozumiał, jaki z niego buc?

Shelby mogła liczyć na Liddy, zawsze stawała po jej stronie.

– Wątpię. Muszę wracać do taty. Goście zaraz zjadą się do domu.

Poza tym Logan pewnie się zastanawiał, gdzie zniknęła. Obciągnęła sukienkę, która przy jej metrze siedemdziesięciu wzrostu sięgała wyżej niż na Liddy, mierzącej metr sześćdziesiąt, i oparła się pokusie, by po raz ostatni spojrzeć w lustro.

Liddy przytrzymała drzwi, a potem w geście solidarności wzięła Shelby pod ramię i ruszyły korytarzem do pachnącego kwiatami zakładu pogrzebowego. Wystarczył rzut oka na salę, by stwierdzić, że większość ociągających się żałobników już sobie poszła – w tym mężczyzna, którego Shelby unikała przez ostatnią godzinę. Bez trudu wmówiła sobie, że dziwne łaskotanie, jakie poczuła w żołądku, to oznaka ulgi.

Wzdłuż ulicy, przy której Shelby spędziła dzieciństwo, stały zaparkowane samochody, a w parterowym domu tłoczył się tłum znajomych i sąsiadów. W środku rozbrzmiewał gwar rozmów i śmiech, a powietrze wypełniał zapach placka brzoskwiniowego pani Marthy.

Shelby krążyła po salonie, a do jej uszu dobiegały strzępy rozmów.

– Swego czasu była całkiem ładna. Paul tygodniami zabiegał o jej względy, zanim w ogóle się z nim umówiła…

– Mieli tylko jednego syna, choć Viola zawsze mówiła, że chce piątkę…

– Na pewno ucieszyłaby się, że dziś taki piękny jesienny dzień…

– Co dalej z księgarnią? Mam nadzieję, że Shelby jej nie zamknie. Czym byłoby Grandville bez tej księgarni?

Wzrok Shelby padł na Caleba stojącego przy wejściu, więc przecisnęła się w jego stronę. Jej starszy brat wyglądał atrakcyjnie w modnym granatowym garniturze. Ostatnio zapuścił swoje falowane ciemnoblond włosy, które w połączeniu z oryginalnymi okularami i niedbale zawiązanym szalikiem nadawały mu wygląd artysty w każdym calu.

Teraz jednak pełnił funkcję taty swojego marudnego niemowlęcia. Oliver był najpiękniejszym dwumiesięcznym dzieckiem na świecie. Miał delikatne ciemne włoski, zadarty nosek i duże brązowe oczy, identyczne jak oczy Caleba.

Shelby sięgnęła po dziecko.

– Daj mi tego słodziaka.

– Jest śpiący.

– Ciocia Shelby zaraz ulula cię na drzemkę.

Tuliła dziecko w ramionach, kołysząc je delikatnie i rozkoszując się bliskością małego ciałka. Tego właśnie teraz potrzebowała. Poza tym czuła, że jej brata coś dręczy.

Przyjechało małżeństwo z kościoła i Caleb z Shelby przyjęli kondolencje, po czym ruszyli do kuchni.

– Gdzie twoja żona? – zapytała Shelby brata.

– W kuchni, przy jedzeniu. A gdzie Logan?

– Coś mu wypadło w pracy.

Logan chciał zostać, ale Shelby namówiła go, żeby odjechał. Musiała dzisiaj wspierać swoją rodzinę i służyć za pośrednika między Calebem a tatą. Logan miał dobre zamiary, ale czasami robił się nachalny.

– Rozmawiałeś już z tatą? – zapytała.

– Oczywiście.

Shelby rzuciła mu wymowne spojrzenie.

– Pytam, czy z nim poważnie porozmawiałeś.

– Poważne rozmowy między nami nie przebiegają zbyt pokojowo, jak zapewne pamiętasz.

– Tęskni za tobą.

– Taaak, właśnie widziałem, jak mnie wczoraj ciepło powitał.

– No wiesz, nie było cię w domu prawie rok. A utrzymywanie kontaktów nie jest twoją najmocniejszą stroną.

– Miałem dużo pracy.

Ledwie tylko wypowiedział te słowa, w jego oczach pojawił się smutek. Jego jabłko Adama opadło. Pociągnął długi łyk wody z butelki, po czym utkwił wzrok w Shelby.

– Babcia napisała do mnie w zeszłym miesiącu. Nie odpisałem. Chciałem… ale jakoś nie mogłem się za to zabrać.

Serce Shelby złagodniało na jego chrapliwy głos.

– Och, Caleb. Babcia wiedziała, że jesteś zajęty. I wiedziała, że ją kochasz. Była bardzo dumna z twoich sukcesów. Ten obraz, który wysłałeś jej na urodziny, powiesiła w księgarni. Wisi tuż za kasą, wszyscy mogą go oglądać.

Zamrugał, chcąc powstrzymać łzy.

– Wiem, że była ze mnie dumna. Żałuję tylko, że nie doceniałem jej bardziej, kiedy żyła. Trochę ci zazdroszczę, że spędziłaś z nią tyle czasu.

Shelby była wdzięczna za czas spędzony z babcią, choć nie obyło się bez frustracji. Babcia nie była zbyt otwarta na nowe pomysły. Miała własny sposób działania, który nie zawsze był zbieżny z tym, co robiła Shelby. Ale w końcu księgarnia należała do babci.

Należała.

Ta myśl uwięzła jej w gardle.

– Tata jest na ganku. Powinieneś pójść z nim porozmawiać. Potrzebuje teraz wsparcia rodziny.

– Wątpię, żeby potrzebował akurat mnie.

Shelby przewróciła oczami.

– Ależ oczywiście, że tak.

– Nigdy nie zdawałem sobie sprawy, jakim babcia była ważnym pośrednikiem między mną a tatą. Potrafiła zbliżyć nas do siebie i załagodzić napięcia. Bardzo mi jej brakuje.

Siedem lat temu Caleb rzucił studia i uciekł do Nowego Jorku, żeby zostać artystą. Ta wiadomość nie przypadła do gustu tacie, który sądził, że Caleb pójdzie w jego ślady i zrobi karierę naukową – tata był nauczycielem języka angielskiego na Uniwersytecie w Grandville. Wszystkich zaskoczyła ta nagła zmiana planów. A do tego wejście w świat sztuki, w którym panuje ogromna konkurencja… Nawet Shelby miała poważne wątpliwości. Jej brat był bardzo utalentowany, ale iluż artystom rzeczywiście udaje się wyżyć z malarstwa?

Trzeba przyznać, że Calebowi udało się zaistnieć. Nie sprzedawał co prawda projektów wartych miliony dolarów, ale regularnie wystawiał swoje prace w galeriach i zarabiał wystarczająco dobrze, by utrzymać siebie i Liddy, która przerwała pracę, by opiekować się Oliverem.

Jego sukces nie zmiękczył jednak serca taty.

Shelby spojrzała na Olivera, który zamknął oczy. Jego ciemne, lekko podwinięte rzęsy otulały wierzchołki miękkich jak płatki policzków. Jej serce ścisnęło się na ten widok. Nie widziała go, odkąd pojechali z tatą do Nowego Jorku z okazji jego narodzin. Zdążył tak bardzo urosnąć. Zanim znowu go zobaczy, pewnie będzie już raczkował.

– Jak długo zamierzacie zostać?

– Z tydzień mniej więcej… pod warunkiem, że ja i tata się nie pozabijamy. Następna wystawa dopiero w grudniu, ale mam mnóstwo rzeczy do zrobienia do tego czasu.

– Nie masz nic przeciwko temu, żeby Oliver został u mnie przez kilka miesięcy, prawda?

– Odwidzi ci się, jak tylko zaczniesz wstawać do niego dwa razy w nocy przez cały tydzień.

Shelby spojrzała na śliczną buzię dziecka.

– Och, nie wiem. Chyba mogłabym poświęcić przespane noce w zamian za przytulasy z tym małym słodziakiem.

– Myślę, że będziesz miała dość pracy w księgarni.

Shelby zmarkotniała. Przez lata babcia dawała jej jasno do zrozumienia, że Shelby zawsze będzie mieć swoje miejsce w księgarni. Ale myśl, że przyjdzie jej tam pracować, a co gorsza, prowadzić księgarnię bez babci, napełniała ją smutkiem. Nic już nie będzie takie samo jak dawniej.

– Masz rację. Tylu rzeczy nie wiem.

Babcia zajmowała się księgowością i inwentaryzacją. Po mistrzowsku radziła sobie z oprogramowaniem komputerowym. Shelby chętnie obsługiwała klientów i zarządzała współpracą z innymi księgarzami.

– Jakoś nigdy nie nadarzyła się okazja, by nauczyła mnie swojego zakresu obowiązków.

Pewnie dlatego, że Shelby zawsze odkładała to na później.

– Jesteś bystra. Dasz sobie radę.

Może i tak, ale najchętniej po prostu zatrudniłaby kogoś na miejsce babci. I tak potrzebowali teraz dodatkowego pracownika, a Shelby wolała obsługiwać klientów niż siedzieć przez cały dzień w biurze.

Nie chciała jednak teraz zaprzątać sobie głowy martwieniem się o sklep. Spojrzała na śpiącego bratanka i niemal poczuła, jak oksytocyna zalewa jej organizm.

– Widziałem, jak Gray wkradł się na uroczystość w ostatniej chwili. – Skrzywił się, wypowiadając jego imię.

Dobre samopoczucie Shelby wyparowało niczym sierpniowy deszcz z nagrzanego chodnika.

– Widziałam go.

– Rozmawiał z tobą?

Ton głosu Caleba sugerował, że lepiej, by tego nie robił.

– Nie.

– To dobrze. Nie zasługuje na twój czas ani uwagę. Lepiej ci bez niego.

– Na pewno jest już w połowie drogi do Riverbend Gap.

Bo to tam właśnie teraz mieszkał. Tylko trzy godziny drogi stąd. Wiedziała o tym, ponieważ babcia utrzymywała z nim kontakt. Babcia Shelby przez wiele lat przyjaźniła się z babcią Graya, a po śmierci Dorothy czuła się zobowiązana do opieki nad jej wnukiem. Shelby szanowała lojalność babci, ale dawno poprosiła ją, żeby zachowała wieści o Grayu dla siebie. Babcia zwykle spełniała jej prośbę, choć czasami coś jej się „wymykało”.

Caleb zerknął przez okno na ganek, gdzie ich tata żegnał się z jednym z gości.

– Chyba pójdę porozmawiać z tatą. Mam wziąć Olliego?

Shelby odsunęła dziecko od niego.

– Jeszcze się nie wyprzytulałam.

Przeczesał dłonią włosy, które opadły, tworząc artystyczny nieład.

– No dobra.

– Chcesz, żebym poszła z tobą? Żebym służyła za mediatora?

– Chyba muszę przestać polegać na innych i poradzić sobie sam.

– Po prostu zapytaj go, jak się trzyma. Czy możesz coś dla niego zrobić.

– Powie, że mogę wrócić do domu, gdzie moje miejsce, a wtedy będziemy na najlepszej drodze do trzeciej wojny światowej.

– Słuszna uwaga. Wobec tego po prostu idź i pobądź z nim. Porozmawiaj na jakiś bezpieczny temat… o tym, że Duke’s świetnie zaczęli sezon.

Drużyna futbolowa była jedyną rzeczą, która ich ostatnio łączyła.

– Dobry pomysł. Dzięki.

Ruszył w stronę drzwi wejściowych, jakby zmierzał do celi śmierci.

Shelby zaś poszła do swojego dawnego pokoju. Chciała jeszcze tylko przez chwilę nacieszyć się małym Olliem, zanim będzie musiała wrócić do roli pogrążonej w żałobie wnuczki. Nogi ciążyły jej, gdy szła korytarzem. „Och, babciu, powinnaś tu być. Nie powinnaś umierać. Co my teraz bez ciebie zrobimy?”.

Rozdział 2

Powiew chłodnego powietrza owionął Shelby, gdy weszła do biura Barclay and Greenwood, znajdującego się na obrzeżach miasta, tuż za Pyszną Pączkarnią (do której mogła wstąpić po drodze, ale nie powinna). Mijała biuro tysiące razy, jednak nigdy nie miała powodu, by wejść do środka. W holu pachniało cytrynowym płynem do podłóg i ryzami świeżego papieru.

Becky Field spojrzała na nią znad biurka, z sympatią w brązowych oczach. Miała co najmniej sześćdziesiąt lat, zmarszczki od uśmiechania się widoczne nawet wtedy, gdy zachowywała powagę, i – odkąd Shelby sięgała pamięcią – starannie ułożone włosy w odcieniu platynowego blondu. Chodziły razem do tego samego kościoła, ale Becky nie kupowała książek i przychodziła do księgarni tylko na pogaduszki.

– Witaj, skarbie. Jak się masz? Wczorajsza uroczystość była naprawdę przepiękna. Twojej babci na pewno by się spodobała.

– Dziękuję, Becky. Mieliśmy ciężki tydzień.

– Nie dziwię się. Jeśli mogę w czymś pomóc, daj mi znać.

– Dziękuję. Staramy się przeżyć jakoś dzień za dniem.

Wszyscy bardzo im pomagali. Tata miał już w zamrażarce schowane mnóstwo jedzenia, podobnie Shelby. Wczoraj wszyscy mieszkańcy miasta przyszli, by oddać babci ostatni hołd.

Shelby zatrzymała się przy biurku i zarzuciła torebkę na ramię.

– Rozumiem cię bardzo dobrze. Posłuchaj, wiem, że to nie jest najodpowiedniejszy moment, ale kilkoro moich przyjaciół z kościoła organizuje zbiórkę pieniędzy na rzecz towarzystwa opieki nad zwierzętami i zbieramy dary od okolicznych sklepów, żeby wystawić je potem na aukcji. Miałam zapytać już kilka tygodni temu… Czy księgarnia mogłaby podarować parę książek na ten cel?

– Chętnie coś podarujemy.

Chociaż właściwie nie było już żadnego „my”. Serce Shelby ścisnęło się boleśnie, ale mimo to się uśmiechnęła.

– Na kiedy potrzebujesz darów?

– Czy jutro nie będzie za wcześnie? Mogę wpaść i je odebrać.

– Nie ma sprawy – rzuciła ponad ramieniem Becky. – Przyjechał ktoś jeszcze?

Nie widziała samochodu taty ani brata, ale zaparkowała na ulicy.

Becky zerknęła za siebie. Potem wstała, pochyliła się nad blatem i ściszyła głos.

– Słuchaj, skarbie, pomyślałam sobie, że może chciałabyś wiedzieć…

– Becky, czy mogłabyś przynieść kawę?

W drzwiach stanął Javon Greenwood, wysoki, przystojny, w białej koszuli z krótkim rękawem i beżowych spodniach.

– O, witaj, Shelby. Nie słyszałem, jak weszłaś. Wejdź. Usiądziemy w drugiej sali po lewej. Rozgość się.

– Dziękuję, panie Greenwood.

Javon (thrillery prawnicze i kryminały oparte na faktach) był mężczyzną pięćdziesięciokilkuletnim, nowo przybyłym do Grandville, co oznaczało tylko tyle, że się tu nie urodził. Właściwie mieszkał w mieście od co najmniej dziesięciu lat.

Shelby uśmiechnęła się do Becky na pożegnanie, po czym podążyła krótkim korytarzem. Odczytanie testamentu babci było kolejnym wydarzeniem, z którym musieli się zmierzyć. Ale w porównaniu z wczorajszą ceremonią to była bułka z masłem.

Jednak dzisiaj Shelby całkowicie zrezygnowała z makijażu. Jeśli mogła sobie cokolwiek zarzucić, to na pewno nie to, że nie uczyła się na własnych błędach.

Zaproszenie do biura pana Greenwooda zaskoczyło ich. Ale najwyraźniej babcia mianowała go wykonawcą swojego testamentu i dała mu dokładne instrukcje, w jaki sposób wszystko ma się odbyć.

Shelby chętnie spełniła życzenie babci. Chciała po prostu przetrwać ten trudny tydzień i wrócić do księgarni, którą w ostatnich dniach zostawiła pod opieką innych pracowników. Janet i pozostali znakomicie wywiązywali się z powierzonych im obowiązków.

Weszła do sali i stanęła jak wryta na widok ciemnowłosego mężczyzny siedzącego przy stole konferencyjnym.

To był Grayson Briggs.

Jej stopy wrosły w ziemię. Spojrzała na niego osłupiała. Zacisnęła usta.

Gray podniósł się z miejsca, wpatrując się w nią przeszywającym wzrokiem. Miał czelność wyglądać na wypoczętego i przystojnego, nawet w ostrym świetle jarzeniówek.

Powinien już dawno wyjechać, a nie kręcić się po Grand­ville, przyprawiając ją o stan przedzawałowy. A już na pewno nie powinien pojawiać się tutaj, na odczycie testamentu babci.

– Co ty tu robisz?

– Pan Greenwood mnie wezwał – powiedział tym powolnym, przeciągłym głosem, który kiedyś uważała za niezwykle seksowny.

– Po co?

Wzruszył ramionami, co przyciągnęło jej uwagę do tej części ciała. Ramiona miał szersze niż wtedy. Całe jego ciało sprawiało wrażenie bardziej… nabitego. Masywniejszego. Nie widziała go z tak bliskiej odległości od wielu lat. Czas i dojrzałość wyrzeźbiły jego twarz. Chłopiec zmienił się w mężczyznę. A ów mężczyzna wyglądał zdecydowanie zbyt pociągająco, niż powinien. Na tę myśl Shelby zmar­szczyła brwi.

Z korytarza dobiegło szuranie. Nadszedł Caleb i uśmiechnął się blado, co nie rozjaśniło jego ponurej miny. Niósł dziecięce nosidełko, tuż za nim podążała Liddy.

Shelby przywitała się z nimi i cofnęła do wnętrza, by pozwolić im wejść do sali, a myśli wciąż kotłowały się jej w głowie.

Gdy tylko przekroczyli próg, Caleb zatrzymał się tak gwałtownie, że Liddy omal na niego nie wpadła.

– Co ty tu robisz?

Niebieskie oczy Graya przeskakiwały między Calebem a Shelby. Caleb podszedł bliżej i postawił nosidełko.

– Nie masz tu czego szukać.

– Pan Greenwood go zaprosił.

– Dlaczego miałby to robić?

Shelby niemal widziała, jak w głowie brata kręcą się trybiki.

– Nie wiem.

Caleb spojrzał z niechęcią na Graya.

– Po coś tu przyszedł? Czego chcesz?

Gray uniósł ręce w geście obrony.

– Nic nie zrobiłem. Nie wiem, dlaczego mnie wezwano.

– No dobrze, mili państwo!

Pan Greenwood wparował do gabinetu, udając, że nie zdaje sobie sprawy z panującej wewnątrz gęstej, pełnej napięcia atmosfery.

– Wasz tata już jedzie, więc zaraz zaczniemy odczyt – powiedział. – Usiądźcie, proszę. Rozgośćcie się.

Wszyscy się usadowili, a wtedy Becky wniosła serwis do kawy i postawiła go na stole bufetowym za Grayem.

– Czy życzą sobie państwo filiżankę kawy?

Jako że Liddy wyjmowała właśnie Olliego z nosidła, a Caleb był zajęty wpatrywaniem się w Graya, Shelby odpowiedziała:

– Poradzimy sobie sami. Dziękujemy, Becky.

Becky posłała pożegnalny uśmiech, który zbladł, gdy jej wzrok padł na Graya, po czym zniknęła za drzwiami.

Pan Greenwood wyjął z teczki plik dokumentów, a tymczasem w głowie Shelby myśli kotłowały się jak szalone. Babcia musiała zostawić coś Grayowi w spadku. Shelby nic nie przychodziło do głowy. Babcia nie miała niczego, co… No tak! Naszyjnik i porcelana. Babcia Graya zostawiła jej babci swój naszyjnik z pereł i ślubną porcelanę. Teraz babcia chciała przekazać te rzeczy wnukowi Dorothy. No jasne. Teraz wszystko miało sens. Shelby odetchnęła z ulgą.

Do gabinetu wszedł tata. Wyglądał na lekko zestresowanego.

– Przepraszam za małe opóźnienie. Były straszne…

Jego wzrok zatrzymał się na Grayu, krzaczaste brwi zmarszczyły się nad łagodnymi niebieskimi oczami. Zaczesał do tyłu siwiejące włosy, odsłaniając czoło bez śladu zakoli. Był ubrany swobodnie, w jeansy i koszulę.

– Przyszedł pan w samą porę – powiedział pan Greenwood. – Proszę, niech pan wejdzie i usiądzie. Napije się pan kawy?

– Nie, dziękuję.

Tata oderwał spojrzenie od Graya i zajął miejsce obok Shelby.

Kiedy usiadł, Shelby odważyła się spojrzeć na swojego byłego chłopaka. Lewą ręką obejmował kubek z kawą na wynos i tak nim obracał, że prawie wywiercił dziurę w stole konferencyjnym.

– No dobrze, mili państwo. Dziękuję wam za przybycie. Wszyscy tu obecni są beneficjentami testamentu pani Violi. I jak już wspomniałem przez telefon, zwykle nie przeprowadzamy oficjalnych odczytów testamentów, ale pani Viola nas o to prosiła.

Kiedy ciągnął swoją przemowę, Shelby nagle doznała olśnienia. Babcia zawsze kibicowała jej i Grayowi. Mocno wierzyła, że są sobie przeznaczeni. Ba, Shelby też w to kiedyś wierzyła. Babcia długo próbowała ją do niego przekonywać. Całymi latami. Aż w końcu Shelby się zbuntowała.

„Między nami koniec, babciu. Wiem, że nie lubisz zmian, ale czasami zmiana wychodzi na dobre. Czasami trzeba coś zmienić, żeby pójść dalej. Daj już sobie spokój”.

Ale babcia była uparta i przekonana, że ma rację. Prawdopodobnie zaaranżowała ten odczyt po to, by zmusić ich do przebywania razem w jednym pomieszczeniu. Idiotyczny pomysł, przecież nie mogła przewidzieć, kiedy umrze. A co, gdyby Shelby była już mężatką? Nie wspominając o Grayu.

Jej wzrok powędrował w stronę dłoni, wciąż obracającej kubkiem kawy. Na serdeczny palec. Goły.

„Czyżbyś właśnie zerknęła na jego serdeczny palec, dziecinko?”

W głosie babci pobrzmiewała znajoma żartobliwa nuta.

„Po prostu jestem ciekawa. To zupełnie normalne”.

„Skoro tak twierdzisz…”

– Czy wszyscy się zgadzają? – zapytał pan Greenwood.

– Oczywiście – powiedział tata.

Caleb skrzyżował ramiona.

– W porządku.

Gray skinął głową.

Oczy wszystkich zwróciły się w jej stronę. Jakie było pytanie? Shelby poruszyła się niespokojnie na krześle.

– Eee… tak. Naturalnie.

– Wobec tego wszystko jasne – powiedział pan Green­wood. – Rozdam teraz wszystkim kopie, aby każdy miał własny egzemplarz.

Wręczył zebranym dokumenty. Shelby wzięła zszyty plik i położyła go na stole, wpatrując się w nagłówek: „Ostatnia wola i testament Violi Elaine Thatcher”.

Babcia nie żyła.

Niezależnie od tego, ile razy to sobie powtarzała, Shelby wciąż nie mogła w to uwierzyć. Zaledwie tydzień temu weszła do księgarni i zastała babcię na drabinie, odkładającą na półkę najnowsze wydanie Wygnańców. Przegoniła ją z drabiny, po czym wszczęły dyskusję o tym, czy potrzebują strony internetowej. Owszem, potrzebowały. Potem rozmawiały o różnych nowościach wydawniczych i o Normalnych ludziach, co jak zwykle naprowadziło je na temat wymarzonej podróży do Irlandii, którą zawsze chciały odbyć.

I której już nigdy nie odbędą.

Shelby próbowała pocieszać się myślą, że babcia miała dobre, długie życie i odeszła spokojnie, we śnie. Czego można chcieć więcej? To jednak nie uleczy ich wszystkich ze straszliwej tęsknoty. Nie uleczy przygnębienia, które boleśnie drążyło jej serce.

Pan Greenwood przerwał jej rozmyślania.

– Omówię teraz listę aktywów, zachowując kolejność, o jaką prosiła pani Viola. Proszę mi przerwać, jeżeli nasuną się wam jakiekolwiek pytania.

Ollie wydał cichy jęk, gdy Liddy przełożyła go z jednego ramienia na drugie.

Tata, ze zmrużonymi oczami, nadal zachowywał kamienną twarz.

Shelby sięgnęła pod stołem po jego dłoń i ścisnęła ją.

Odwzajemnił uścisk.

– Pierwszym aktywem jest dom pani Violi. – Pan Greenwood spojrzał na brata Shelby. – Caleb, pani Viola chciała, byś otrzymał jej dom i zrobił z nim to, co ty i Liddy uważacie za słuszne. Chociaż kochała ten dom i pielęgnowała wspomnienia z nim związane, chciała, żebyś nie czuł się zobowiązany do zatrzymania go. Zawartość również należy do ciebie, z wyjątkiem przedmiotów, które przeznaczyła dla innych osób. Prosiła jednak, byś pozwolił ojcu i siostrze zabrać wszystko, co zechcą zatrzymać.

Caleb skinął głową.

– Oczywiście.

– Chciała również, byś dostał obrączkę i zegarek swojego dziadka. Wspominała, że bawiłeś się tym zegarkiem jako dziecko.

Caleb zamrugał, powstrzymując łzy, i skinął głową.

Liddy pogłaskała go po ramieniu.

Spojrzenie pana Greenwooda powędrowało w stronę taty.

– Stanley, twoja mama chciała, by po spłaceniu zaległych należności wszystkie aktywa pieniężne trafiły do ciebie. – Zerknął w dokumenty. – Chciała też zostawić ci listy, które ona i twój ojciec pisali do siebie, kiedy był na wojnie, zegar dziadka, który kupił jej na dwudziestą piątą rocznicę ślubu, i wszystkie prezenty, jakie dawałeś jej przez lata i które chciałbyś zachować, w tym karmnik dla kolibrów, który dostarczał jej wiele radości, naszyjnik z diamentem, który podarowałeś jej na sześćdziesiąte urodziny, oraz zabytkowe biurko stojące w jej domowym gabinecie.

Tata głośno przełknął ślinę i zacisnął szczękę.

– Grayson… – Oczy wszystkich zwróciły się w jego kierunku. – Twoja babcia była wieloletnią dobrą przyjaciółką pani Violi. Uznała, że pani Dorothy chciałaby, żebyś otrzymał rzeczy, które zapisała pani Violi w testamencie: jej perłowy naszyjnik i ślubna porcelana twoich dziadków trafią do ciebie.

Gray skinął głową, po czym puścił kubek i wsunął ręce pod stół. Mięśnie ramion Shelby rozluźniły się trochę. Miała rację co do spadku. Ale babcia myliła się, aranżując ich spotkanie w jednym pomieszczeniu. Nie było takiej siły, która zmusiłaby Shelby do ponownego otwarcia serca przed Grayem.

– Shelby, wiesz, jak bardzo twoja babcia ceniła swoje ślubne obrączki.

– Nigdy ich nie zdejmowała. – Mimo tego, że dziadek zmarł prawie dwadzieścia lat temu. – Dziadek był pierwszą i jedyną miłością jej życia.

– Zgadza się. Chciała ofiarować ci obrączki, aby przypominały ci o ich obojgu. Chciała też przekazać ci wszystkie egzemplarze pierwszych wydań z jej domowej biblioteczki i wszystkie jej prywatne książki. Chciała, byś zatrzymała zabytkową sofę stojącą w jej salonie. Wiązała z nią wiele miłych wspomnień o wieczornych pogawędkach z czasów twojego dzieciństwa. Chciała zostawić ci swój serwis do herbaty, diamentowe kolczyki, które twój dziadek podarował jej na dwudziestą rocznicę ślubu, i zabytkową lampę, która należała do jej matki. Prosiła również, byś zaopiekowała się Chaucerem. Na koniec, jeśli chodzi o księgarnię, zapisała ci pięćdziesiąt jeden procent udziałów w firmie i wyposażenie nieruchomości.

Shelby spojrzała ze zdziwieniem na pana Greenwooda.

– Jak to pięćdziesiąt jeden procent?

– To bez sensu – odezwał się tata. – Moja mama i Shelby od lat razem prowadziły tę księgarnię. Zawsze chciała, żeby Shelby dostała ją po jej śmierci.

– Kto miałby wziąć drugą połowę? – zapytał Caleb. – Ja nie. Nie jestem zainteresowany.

– Rozumiem twoje zdziwienie. Chciałbym jednak, żebyś wiedziała, że pani Viola jasno wyraziła swoją ostatnią wolę. Shelby, twoja babcia bardzo lubiła prowadzić z tobą księgarnię. Prosiła, bym przekazał, jak bardzo była ci wdzięczna za czas spędzony z tobą przez te wszystkie lata. Te wspomnienia wiele dla niej znaczyły. Zdawała sobie sprawę, że możesz nie zrozumieć jej decyzji, ale mimo to… – Spojrzał ponad stołem i utkwił wzrok w Grayu. – …pozostałe czterdzieści dziewięć procent zapisała Graysonowi Briggsowi.