59,00 zł
Porywająca i podstawowa lektura dla każdego, kto pragnie zrozumieć kraj, który po dziś dzień nadaje kształt światu.
W lipcu 1776 roku trzynaście anglojęzycznych kolonii w Ameryce Północnej zjednoczyło się, aby w drodze podboju i osadnictwa stworzyć najpotężniejszy kraj świata.
Ojcowie Założyciele spisali konstytucję głęboko zanurzoną w ideałach wolności, a mimo to ślepą na prawa rdzennych Amerykanów i niewolnictwo, co ostatecznie doprowadziło do wojny domowej. Jednak Ameryka podniosła się z kryzysu, stawiając na masową imigrację, surowy kapitalizm i decentralizację. Wynalazła linię produkcyjną, stworzyła Hollywood i jazz, wysłała ludzi na Księżyc. Jej żołnierze pomogli zakończyć dwie wojny światowe, a przywódcy aspirowali do roli stróża światowego porządku.
Jenkins kreśli obraz państwa często pogrążonego w chaosie i zmagającego się z podziałami rasowymi. Niemniej, choć prezydentura Trumpa sygnalizuje upadek zaufania wielu Amerykanów do klasy rządzącej i może się stać zarzewiem kryzysu konstytucyjnego, Stany Zjednoczone pozostają krajem wolności i twierdzą demokracji.
Jenkins podchodzi do swojego zadania z zaraźliwym entuzjazmem i wydobywa wszystkie najważniejsze wątki 250-letniej historii Ameryki. – „The Times”
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 413
Pamięci Gayle, prawdziwej Teksanki
Zamieszczone w książce zdjęcia uprzejmie udostępnili ich właściciele, chyba że zaznaczono inaczej (w takich przypadkach źródło podano kursywą).
1. Pałac Klifowy, Mesa Verde, ok. 1190–1260 n.e. Rational Observer/Wikimedia Creative Commons.
2. Amerigo Vespucci, szczegół z mapy Nowego Świata autorstwa Martina Waldseemüllera, 1507. Pictures Now/Alamy.
3. Sekotanowie, Roanoke, 1585. Szczegół ilustracji Theodora de Bry wykonanej na podstawie akwareli Johna White’a z: Thomas Hariot, A Briefe and True Report of the New Found Land of Virginia, 1590. Barry Lawrence Ruderman Antique Maps, Inc.
4. Pocahontas, 1616. Portret ze szkoły angielskiej na podstawie ryciny Simona van der Passe. Zbiory prywatne. Peter Newark American Pictures/Bridgeman Images.
5. Pierwszy Dzień Dziękczynienia, Plymouth, 1621. Obraz Jennie A. Brownscombe, 1914. Pilgrim Hall Museum, Plymouth. GL Archive/Alamy.
6. Proces George’a Jacobsa, Salem, 1692. Obraz Tompkinsa Mattesona, 1855. Peabody Essex Museum, Salem. Bridgeman Images.
7. Traktat pokojowy Penna z Indianami w 1683 roku. Szczegół obrazu Benjamina Westa, 1771–1772. Olej na płótnie, 191,77 × 273,68 cm (75½ × 107¾ cala). Pennsylvania Academy of the Fine Arts, Filadelfia. Dar Sarah Harrison (The Joseph Harrison, Jr Collection). Nr inwent. 1878.1.10. Dzięki uprzejmości Pennsylvania Academy of the Fine Arts, Filadelfia.
8. Plantator z Wirginii pali tytoń, obserwując pracujących nieopodal niewolników. Karta reklamowa handlarza tytoniem, ok. 1725. New York Public Library Digital Collections.
9. John Winthrop. Portret pośmiertny nieznanego artysty, ok. 1750–1775. Olej na płótnie, 91,4 × 73,3 cm (36 × 28⅞ cala). Harvard University Portrait Collection, Cambridge. Dar Adama Winthropa, 1840. Obiekt nr H8. © President and Fellows of Harvard College.
10. Elizabeth Freake z dzieckiem, ok. 1671–1674. Portret nieznanego angielskiego artysty. Worcester Art Museum, Worcester. Bridgeman Images.
11. Masakra bostońska, 5 marca 1770 roku. Miedzioryt Paula Revere’a na podstawie ryciny Henry’ego Pelhama, 1770. Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork. Dar małżonki Russella Sage’a, 1910. Obiekt nr 10.125.103.
12. Herbatka bostońska w 1773 roku. Rycina W.D. Coopera z The History of North America, wyd. E. Newberry, 1789, s. 58. Rare Book and Special Collections Division, Biblioteka Kongresu, Waszyngton.
13. Deklaracja niepodległości. Obraz Johna Trumbulla, 1776. Rotunda, Kapitol, Waszyngton. Album/Alamy.
14. Generał Jerzy Waszyngton przekracza rzekę Delaware nocą 25–26 grudnia 1776 roku. Obraz Emanuela Leutzego, 1851. Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork. Dar Johna Stewarta Kennedy’ego, 1897. Obiekt nr 97.34.
15. Jerzy Waszyngton. Portret Gilberta Stuarta, 1795. Narodowa Galeria Sztuki, Waszyngton, Fundacja Ailsy Mellon Bruce. Nr inwent. 1979.4.2.
16. James Madison. Portret Gilberta Stuarta, ok. 1821. Narodowa Galeria Sztuki, Waszyngton, Fundacja Ailsy Mellon Bruce. Nr inwent. 1979.4.2.
17. Fort Union, Missouri. Rycina na podstawie obrazu Karla Bodmera, ok. 1840–1845. Newberry Library, Chicago.
18. Andrew Jackson. Portret Thomasa Sully’ego, 1845. Zbiory Andrew W. Mellona, Narodowa Galeria Sztuki, Waszyngton. Nr inwent. 1942.8.34.
19. Miles Holmes, jeden z forty-niners. Dagerotyp, 1853. Amon Carter Museum of American Art, Fort Worth. Nr inwent. P1983.20.
20. Harriet Beecher Stowe. Portret Alansona Fishera, 1853. National Portrait Gallery, Smithsonian Institution, Waszyngton.
21. Frederick Douglass. Dagerotyp, ok. 1858. National Portrait Gallery, Smithsonian Institution, Waszyngton. Dar anonimowego darczyńcy.
22. Generał major Winfield S. Hancock jadący konno wzdłuż szeregów żołnierzy Unii podczas bombardowania konfederackiego przed szarżą Picketta, bitwa pod Gettysburgiem, 1863. Rycina opublikowana przez Prang & Co., 1887. Prints and Photographs Division, Biblioteka Kongresu, Waszyngton.
23. Lokomotywa na linii łączącej Baltimore i Ohio, okolice Oakland, ok. 1860. Everett Collection/Bridgeman Images.
24. Abraham Lincoln. Fotografia Alexandra Gardenera, 1863. Prints and Photographs Division, Biblioteka Kongresu, Waszyngton.
25. Generał Robert E. Lee. Fotografia, 1864. Prints and Photographs Division, Biblioteka Kongresu, Waszyngton.
26. Nocny wyścig parowców Baltic i Diana na Missisipi, 1858. Litografia A. Weingartnera na podstawie obrazu George’a F. Fullera. Barry Lawrence Ruderman Antique Maps, Inc.
27. Czarni dzierżawcy zbierający bawełnę. Obraz Williama Aikena Walkera, lata 80. XIX wieku. Zbiory prywatne. Christie’s Images/Bridgeman Images.
28. Widok Nowego Jorku i Brooklynu z lotu ptaka. Rycina, ok. 1880. Getty Images.
29. Keokuk, wódz Sauków i Lisów znad Missisipi. Zdjęcie Thomasa M. Easterly’ego, 1847. Missouri Historical Society, St Louis.
30. Wyścig po ziemię w pasie Cherokee, 16 września 1893 roku. Fotografia asystenta Williama S. Prettymana, Arkansas City. Zbiory Thomasa N. Atheya. Dzięki uprzejmości Towarzystwa Historycznego Oklahomy.
31. Program widowiska Buffalo Bill’s Wild West and Congress of Rough Riders of the World, Chicago, 1893. Newberry Library, Chicago. Bridgeman Images.
32. Consuelo Vanderbilt. Fotografia, 1900. Bettmann/Getty Images.
33. J.P. Morgan. Fotografia, 1900. Bettmann/Getty Images.
34. Przyłożenie, mecz Yale kontra Princeton, Święto Dziękczynienia, 27 listopada 1890 roku. Obraz Frederica Remingtona, 1890. Yale University Art Gallery, New Haven. W zbiorach Whitney Collections of Sporting Art; dar Francisa P. Garvana (absolwenta rocznika 1897) z 2 czerwca 1932 roku mający upamiętnić Harry’ego Payne’a Whitneya (rocznik 1894) oraz Payne’a Whitneya (rocznik 1898). Nr inwent. 1932.264.
35. Theodore Roosevelt przemawia w New Castle. Fotografia, 1903. Bettmann/Getty Images.
36. Rodzina oraz jej Ford Model T, 1910. Universal History Archive/Universal Images Group/Getty Images.
37. Amerykańska flota przybywa do Scapa Flow, grudzień 1917 roku. Obraz Bernarda F. Gribble’a, 1928. US Naval History Command. Fotografia ze zbiorów Naval History and Heritage Command. Nr kat. NH 58841-KN.
38. Douglas Fairbanks senior i jego druga żona Mary Pickford. Fotografia, lata 20. XX wieku. Archive Pics/Alamy.
39. Tańczący charlestona w klubie nocnym, Nowy Jork. Fotografia, 1926. Granger/Alamy.
40. The Empire State Building (1930) i Chrysler Building (1928), Manhattan. Antonino Bartuccio/4Corners.
41. Amerykański gotyk. Obraz Granta Wooda, 1930. The Art Institute of Chicago, Chicago, zbiory Friends of American Art. Bridgeman Images.
42. Matka tułaczka, Nipomo, Kalifornia, marzec 1936 roku. Fotografia Dorothei Lange, 1936. Prints and Photographs Division, Biblioteka Kongresu, Waszyngton.
43. Japończycy atakują Pearl Harbor, Honolulu, Oahu, 7 grudnia 1941 roku. Fotografia wykonana przez Marynarkę Wojenną Stanów Zjednoczonych. Interim Archives/Getty Images.
44. Amerykańscy żołnierze na plaży Omaha, Normandia. Fotografia, czerwiec 1944 roku. MPI/Getty Images.
45. Franklin D. Roosevelt. Fotografia Leona A. Perskiego, 1944. Everett Collection/Alamy.
46. Wolność od niedostatku. Litografia Normana Rockwella z serii Cztery wolności, 1943. Indianapolis Museum of Art, Indianapolis. Zbiory własne muzeum. Publikacja za zgodą Norman Rockwell Family Agency. Copyright © 1943 the Norman Rockwell Family Entities. Bridgeman Images.
47. Louis Armstrong. Fotografia, 1946. GL Archive/Alamy.
48. Portret Betty Grable na kadłubie Latającej Fortecy B-17. Fotografia Paula R. Jonesa. Shutterstock.
49. Dr Martin Luther King junior podczas Marszu na Waszyngton, Waszyngton, 28 sierpnia 1963 roku. Hulton Archive/Getty Images.
50. Przyjazd prezydenta Johna F. Kennedy’ego i pierwszej damy Jacqueline Kennedy do Dallas, listopad 1963 roku. Bridgeman Images.
51. Marsz na Pentagon. Fotografia, 1967. Everett Collection/Bridgeman Images.
52. Amerykańskie śmigłowce pomagają w ewakuacji wietnamskiej ludności cywilnej z okolic Xuân LÔc. Fotografia Dircka Halsteada, 1975. Getty Images.
53. Prezydent Ronald Reagan i radziecki przywódca Michaił Gorbaczow podpisują Traktat o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych krótkiego i średniego zasięgu, Waszyngton. Fotografia, 1987. Bettmann/Getty Images.
54. Nowy Jork, 11 września 2001 roku. Fotografia Susan Meiselas. © Susan Meiselas/Magnum Photos.
55. Wszyscy żyjący byli prezydenci i pierwsze damy podczas pogrzebu George’a H.W. Busha, Waszyngton. Fotografia, 2018. 2020 Images/Alamy.
Słowo „Ameryka” zawarte w tytule i przewijające się w treści tej książki powszechnie stosowane jest jako alternatywna nazwa Stanów Zjednoczonych Ameryki. Analogicznie należy rozumieć określenie „amerykański”. W książce przedstawiono również historię kontynentu północnoamerykańskiego jako całości przed wojną o niepodległość i utworzeniem Stanów Zjednoczonych.
Z biegiem historii słowa opisujące rasy ludzkie zmieniały się wielokrotnie i debata na temat najbardziej stosownych określeń do dziś nie została rozstrzygnięta. Na przykład rdzenne plemiona, przez długi czas nazywane Indianami, obecnie powszechnie nazywa się rdzennymi Amerykanami, chociaż gromadzeniem dotyczących ich danych statystycznych nadal zajmuje się Krajowy Kongres Indian Amerykańskich. Ja stosuję współczesną terminologię, z wyjątkiem przytoczeń źródeł historycznych, w których nieużywane obecnie terminy są integralną częścią zamierzonego znaczenia cytatu.
Nie jest to praca naukowa i korzystałem w niej raczej ze źródeł wtórnych niż pierwotnych, starałem się jednak wskazywać autorów przytaczanych w tekście cytatów i innych materiałów. Rozdział Polecana literatura zawiera bibliografię pozycji, z których korzystałem. Podaję daty urodzin i śmierci znaczących osobistości, z wyłączeniem władców i prezydentów, w przypadku których daty oznaczają początek i koniec panowania lub kadencji.
Stany Zjednoczone Ameryki zostały powołane do życia w XVIII stuleciu na spłachetku ziemi kontynentu północnoamerykańskiego. Kontynent ten od dawna zasiedlały ludy wywodzące się z Azji, a Europejczycy pojawili się na nim na większą skalę dopiero w XVI wieku. Pierwsi osadnicy przybyli z Hiszpanii, kierując się na północ od Karaibów. Po nich zjawili się Francuzi, na północy, i Anglicy, którzy osiedli wzdłuż wybrzeża atlantyckiego. Ci ostatni stanowili najliczniejszą grupę – przybywali tysiącami z kraju, który nie tolerował ich przekonań religijnych i nie dawał im szans na spełnienie marzeń. Utworzyli oni energiczne, samorządne społeczności zajmujące się przede wszystkim rolnictwem.
Amerykańska historia nieustannie powraca do tych początków, do ambicji pierwszych osadników oraz tak zwanych Ojców Założycieli. Wywodzili się oni głównie ze wschodnich kolonii – Wirginii i Massachusetts. Jedni majętni, inni pobożni, przywiązani byli do historii starożytnej i filozofii oświecenia. Przyświecały im dwie intencje: chcieli sformułować ideologię wolności politycznej i opracować konstytucję, która zwiąże rozproszone osady w mocną unię.
Pierwsza – pean ku czci wolności i równości – była szlachetna, ale stronnicza. Wirgińczycy posiadali niewolników, koloniści niewiele też mieli szacunku dla ludów tubylczych, które wkrótce nieomal całkiem wyniszczyli. Druga intencja była bardziej konkretna – dążyli do połączenia trzynastu samorządnych kolonii w konfederację, która pozwoli im jednak zachować indywidualny rys i niezależność władzy.
Odzwierciedlający je dokument jest dziełem architektury politycznej, które moim zdaniem stanowi główny klucz do amerykańskiej historii. Zdołał on spoić grupę niewielkich społeczności rolniczych oderwanych od ojczyzn swych przodków, a jednocześnie stał się fundamentem najpotężniejszego państwa na świecie. Jeden z autorów konstytucji, Alexander Hamilton, upierał się, aby nazywać ją eksperymentem mającym na celu wypracowanie modelu rozproszenia władzy pomiędzy poszczególne wspólnoty – czyli stany – przy zachowaniu ośrodka centralnego, który szanowałby ich lokalną, demokratyczną autonomię. Doprowadziło to do wojny domowej. Unia przetrwała jednak do dziś i może służyć za wzór narodom wciąż rozdzieranym przez napięcia wewnętrzne. Dotyczy to wielu państw Europy, przed którą uciekali założyciele Ameryki, w tym, co znaczące, samej Wielkiej Brytanii.
W prawa przyznane stanom na mocy amerykańskiej konstytucji wmontowano jeszcze jeden bezpiecznik: podział władzy w obrębie rządu centralnego. Jego instytucje kontrolowały się i równoważyły wzajemnie w ramach triumwiratu prezydenta oraz dwóch izb Kongresu. Ceną za to były często inercja i impas, niemniej powściągnięto w ten sposób zapędy centralizacyjne, które pchnęły wiele potężnych państw na drogę ku dyktaturze. Nawet obecnie Ameryka nie podążyła ich śladem. Dlatego właśnie uważam jej konstytucję za motyw przewodni jej historii, choć w chwili, gdy piszę te słowa, jest ona poddawana szczególnej próbie.
Ponieważ jej populacja wywodzi się z wielu narodów i krajów, Ameryka swoją historię zawsze oblekała w patriotyzm. Uwznioślała swe heroiczne dokonania i ubierała je w mity, tym samym narażając na kontrowersje. Narodowa narracja często nie stroni od ekscytacji – od Jamestown i kolonistów z Mayflower po herbatkę bostońską i Yorktown. Każda epoka otrzymała własną nazwę, na przykład miasto na wzgórzu (City upon a Hill), duch pogranicza (Frontier Spirit), pozłacany wiek (Gilded Age) czy szalone lata dwudzieste (Roaring Twenties). Jej wczesne lata zaludniają wybitne osobowości, od Pocahontas i Johna Smitha po Jerzego Waszyngtona i Abrahama Lincolna. Już samo słowo „Ameryka” przywodzi na myśl obrazy Pielgrzymów, kowbojów i Indian, parowców na Missisipi, włoskiej mafii i napisu „Hollywood”.
Kontrowersji nigdy nie brakowało. Opowieści często miały drugie dno: od zniewolenia Afrykanów w 1619 roku po zagładę Pekotów i innych plemion w 1638. Jeffersonowskie „imperium wolności” wielu kojarzy się z brutalnym podbojem. W tradycyjnej narracji rzadko wspomina się o wydanym przez króla Jerzego III zakazie ekspansji poza granicę wyznaczoną przez Appalachy. Ciągłej reinterpretacji podlegają wojna secesyjna i rekonstrukcja, a także wojny z Meksykiem i Siuksami. Swoją ciemną stronę miała nawet amerykańska prosperity – od kolejowych monopolistów i baronów rabusiów po wielki kryzys. W niniejszym opracowaniu starałem się zachować obiektywizm wobec tych ciągle drażliwych kwestii.
Bezsporne natomiast jest to, że w wiek XX Ameryka weszła jako fenomen na skalę światową. Prawa popytu i podaży, zasilane nieprzerwanym napływem siły roboczej, surowców i kapitału, przyniosły niewyobrażalne bogactwo. W pewnym momencie 80 procent wszystkich automobili produkowano – i używano – w Ameryce. Przez chwilę, za prezydentury Theodore’a Roosevelta, kraj próbował nawet nieśmiało budować własne imperium poza granicami Ameryki Północnej.
Coraz większą pewność siebie Ameryki istotnie podbudował jej udział w dwóch wojnach światowych oraz późniejszej zimnej wojnie. Ich wynik pchnął naród w nową epokę, w której potęga wojskowa zyskała nową definicję i rozmieszczenie. Mimo że bezpieczna pod względem geograficznym, Ameryka czuła potrzebę stworzenia niezrównanego sojuszu obronnego. Jego zadaniem była ochrona wartości odziedziczonych po Ojcach Założycielach przed „siłami zła” w każdym zakątku planety.
Po klęsce Związku Radzieckiego w zimnej wojnie prezydent Michaił Gorbaczow zadał przewrotne pytanie: „Co Ameryka pocznie bez wroga?”. Pojawiło się wiele analiz dotyczących możliwej odpowiedzi. Koncepcja stróża „nowego porządku świata”, forsowana przez kolejnych lokatorów Białego Domu, okazała się stosunkowo nietrwała. Czasami Ameryka sprawiała wrażenie sędziego, ławy przysięgłych i kata zarazem, zwłaszcza po traumie 11 września oraz porażkach w Iraku i Afganistanie. Kolejni prezydenci wydawali się głusi na apele jej założyciela Jerzego Waszyngtona, by trzymać się z dala od cudzoziemskich wojen, chociaż interwencje jedna po drugiej kończyły się klęską.
Zażarte dyskusje nad tym, czy i kiedy się wtrącić, sięgają samych narodzin Stanów Zjednoczonych, gdy izolacjonizm pierwszych Wirgińczyków ścierał się z misjonarskimi zapędami ich kolegów z Massachusetts. Łatwo podziwiać tych ostatnich z ich pragnieniem niesienia światu wartości wolności i demokracji. Kontrowersyjny jest jednak sposób, w jaki to następowało – z rosnącą wojowniczością. Obecnie zwolennicy interwencji toczą bój z izolacjonistami, wojownicy z pacyfistami, globalni filantropi z tymi, którzy działają przede wszystkim w interesie własnego kraju. Niezmiennie niepewny wynik tych sporów stanowi esencję najnowszej amerykańskiej historii, zwłaszcza okresu, w którym powstawała ta książka. Mogę tylko mieć nadzieję, że lepsze rozumienie przeszłości przełoży się także na teraźniejszość.
Mulista linia brzegowa jeziora w obecnym Parku Narodowym White Sands w stanie Nowy Meksyk, około 23 tysięcy lat temu. W piasku, oprócz tropów mamutów i leniwców, widnieją ślady kobiety, która przez co najmniej dwa kilometry prowadzi, a czasami niesie, dziecko. Zachwycające osiągnięcia nauki umożliwiły archeologom względnie precyzyjne datowanie pyłków i innych substancji, które przyczepiły się do odcisków. Są to najstarsze znane ślady ludzkiej obecności na kontynencie amerykańskim.
Odkryte w 2009 roku odciski dziś są już niedostępne, ale w pobliskim muzeum można obejrzeć ich odlewy. Nawet wyrwane ze swego otoczenia wywołują dziwne wrażenie bliskości. Wydaje się, że krocząc obok nich, jesteśmy świadkami wędrówki przez życie innych istot ludzkich, odciskających swój ślad na piaskach czasu. Ich widok jest bardzo poruszający.
Mało który kraj może się poszczycić taką znajomością swojej przeszłości, jak ten, którego obywatele zamieszkują dziś te ziemie – Stany Zjednoczone Ameryki. Jest tak choćby dlatego, że ich historia jest stosunkowo krótka. Liczy dwa i pół stulecia i większa jej część została utrwalona w ogólnodostępnych źródłach. Niewiele wiemy za to o kontynencie, który zajmuje ta unia, a także o jego pierwszych mieszkańcach. Do końca XX wieku powszechnie sądzono, że na oba kontynenty amerykańskie, północny i południowy, ludzkość dotarła około 14–15 tysięcy lat temu. Najwcześniejszymi śladami ludzkiego osadnictwa były rysy pozostawione przez kamienne narzędzia na kościach mamutów i mastodontów. Uważano, że ci, którzy się nimi posługiwali, przybyli z Syberii na Alaskę przez pomost lądowy zwany Beringią, który istniał w okresie zlodowacenia w miejscu dzisiejszej Cieśniny Beringa. Archeogenetyka potwierdziła, że pierwsi Amerykanie bez wątpienia wywodzili się z Azji.
W latach dwudziestych XX wieku ten okres zasiedlenia powiązano ze znaleziskami w Clovis w Nowym Meksyku, tak zwana kultura Clovis musiała jednak oddać palmę pierwszeństwa. Metody datowania radiowęglowego i sekwencjonowania DNA odsłoniły jeszcze starsze dowody działalności człowieka: obozowiska, pułapki na zwierzęta, narzędzia oraz nasiona. Ślady ludzkich siedzib, od Idaho na północy po Chile na południu, mogą mieć nawet 33 tysiące lat, bo na tyle datowano najstarsze znane obecnie narzędzia odnalezione w Chiquihuite, jaskini w środkowym Meksyku, chociaż odkrycie to jest nadal przedmiotem sporów. Z całą pewnością możemy natomiast stwierdzić, że odciski stóp z Nowego Meksyku to najstarsze jak dotąd ślady fizycznej obecności człowieka odkryte na ziemiach obu Ameryk.
Przypisano je „nieudanej kolonizacji, która najprawdopodobniej nie pozostawiła po sobie wykrywalnego śladu genetycznego”. Pojawiły się nawet sugestie, że mogą być pokłosiem migracji Polinezyjczyków (wywodzących się z Azji), którzy przebyli Ocean Spokojny. Jeśli zaś chodzi o najstarsze znane szczątki człowieka, tytuł ten należy się kościom chłopczyka odnalezionym w Montanie w 1968 roku. Dziecko z Anzick – nazwane tak od farmy, na terenie której dokonano odkrycia – ma zaledwie 12,6 tysiąca lat. Jego DNA wskazuje zarówno na syberyjskie, jak i południowoamerykańskie pochodzenie. Anzick jest najstarszym znanym Amerykaninem związanym z kulturą Clovis.
Ci pierwsi mieszkańcy kontynentu tworzyli grupy łowiecko-zbieracze wędrujące od Beringii w kierunku południowym, czy to wzdłuż zachodniego wybrzeża Ameryki – szlakiem nazwanym „autostradą wodorostów” (kelp highway) – czy to wolnym od lodu korytarzem ciągnącym się na wschód od Gór Skalistych aż po południowo-zachodnie prerie. Zmiany klimatu skłoniły tych przybyszów do dalszej wędrówki na południe – do Ameryki Środkowej i Południowej. Tam stali się oni przodkami populacji, z których znacznie później wykształciły się cywilizacje Majów, Tolteków, Inków i Azteków.
Ci, którzy skręcili na wschód, w głąb Ameryki Północnej, przez długi czas pozostawali zagadką. Podróżowali w grupach rodzinnych, tropiąc dziką zwierzynę. Nie odczuwali potrzeby, aby dla wzajemnej pomocy czy bezpieczeństwa łączyć się w większe struktury plemienne. Prawdopodobnie dlatego właśnie Krajowy Kongres Indian Amerykańskich, z pomocą środowiska naukowego, zdołał zidentyfikować aż 574 plemiona tubylcze zajmujące różne obszary obecnych Stanów Zjednoczonych, w tym 229 na Alasce. W ciągu tysięcy lat dotarli oni do Wielkich Równin i dorzecza Missisipi, zapewne zmuszeni do tej wędrówki stopniowym wymieraniem mamutów i innych wielkich ssaków, od których zależał ich byt. Natrafiwszy na żyzne ziemie, zaczęli się osiedlać. Rozwinęli obróbkę miedzi, garncarstwo i tkactwo.
Próby skategoryzowania etapów amerykańskiej prehistorii na wzór europejskich odrębnych „epok” – kamienia, brązu, żelaza – okazały się płonne. Wiadomo jedynie, że osady ludzkie w Ameryce Północnej zaczęły się pojawiać już 13 tysięcy lat temu, a ich złożoność rosła. Wiek kopców i jam odkrytych na stanowisku Watson Brake w Luizjanie, wiązanych z osiadłymi społecznościami i obrzędami religijnymi, określono na 5,5 tysiąca lat. Są starsze od piramid egipskich i Stonehenge i wskazują, że w Ameryce Północnej żyły społeczności, które rozwijały się równolegle z ich lepiej znanymi odpowiednikami z Ameryki Południowej. Te tak zwane „kultury budowniczych kopców” zasiedlały dorzecze Missisipi przez tysiące lat.
Dawni mieszkańcy Ameryki nie znali wprawdzie trzech głównych motorów zmian w społeczeństwach Europy i Azji – żelaza, koni oraz pisma – nie wydaje się jednak, aby przeszkodziło im to w rozwoju rolnictwa czy osadnictwa. Amerykańską prehistorię otacza aura pełnego nadziei wyczekiwania, że któregoś dnia naukowcy odkryją nieznane dotąd ludy i ślady ich działalności. Ze wszystkich praw rdzennych ludów świata najbardziej podstawowym jest prawo do własnej historii. Jednak tam, gdzie jej jedynym nośnikiem są kopce, jamy, narzędzia i nasiona, odmalowanie pełnego, bogatego w szczegóły obrazu pozostaje olbrzymim wyzwaniem.
Posuwając się naprzód w czasie, zagłębiamy się w trwający od dwóch tysięcy lat okres nazywany naszą erą. Tu jedną z najstarszych i prawdopodobnie największych znanych nam osad w Ameryce Północnej jest Cahokia w stanie Illinois. Położona w widłach rzek Missisipi i Missouri, nieopodal współczesnego Saint Louis, funkcjonowała od około 900 do 1350 roku naszej ery i stanowiła znaczne skupisko ludzi. Badania ujawniły „obszar zabudowany” o powierzchni około 15,5 kilometra kwadratowego otaczający enklawę chronioną palisadą. Na miasto składa się 120 kopców ziemnych i kompleksów budynków. Niektóre z tych ostatnich miały dziedzińce, a nawet łaźnie parowe.
Cahokię zbudowano na planie siatki, bez zewnętrznych umocnień obronnych. Szacuje się, że w okresie największej świetności miasta, około 1100 roku, gdy w części Europy trwała ekspansja Normanów, zamieszkiwało je od 10 do 20 tysięcy ludzi. Drugie tyle mogło zasiedlać okoliczne tereny. W centralnym punkcie Cahokii wznosił się trzydziestometrowy Kopiec Mnichów, o połowę niższy od piramidy z zaginionego miasta Tenochtitlan w Meksyku. Wymiarami podstawy dorównywał Piramidzie Cheopsa w Gizie, u jego stóp zaś rozciągał się plac o powierzchni ponad 20 hektarów. Wewnątrz innej budowli, Kopca 72, znajdował się „grób człowieka-ptaka”, w którym około 950 roku, w otoczeniu dziesiątek domniemanych akolitów i biżuterii z muszli, pochowano dostojnika z ptasią maską i skrzydłami. Mieszkańcy miasta nie pozostawili po sobie źródeł pisanych, ale ich rzeźby grobowe zdradzają wysokie umiejętności artystyczne.
Stabilność hierarchii sprawującej władzę nad Cahokią jest przedmiotem ożywionej dyskusji. Tak duża osada sugeruje istnienie złożonego społeczeństwa z rozwiniętym przywództwem. Trudno wyobrazić sobie, aby nie poprzedzały jej inne, nam jeszcze nieznane. Bez wątpienia składano tu ofiary z ludzi – w Kopcu 72 odkryto szczątki około 270 ofiar pochodzące z sześciu różnych okresów. Wymagało to istnienia władzy i porządku, nie wspominając o gospodarce zdolnej do wytwarzania i dystrybucji żywności. Źródłem przewagi Cahokii mogło być położenie w pobliżu dwóch rzek. Transport wodny, bardziej niż lądowy, ułatwiał wymianę handlową. Wiemy, że wyroby z miedzi eksportowano na północ, do Wielkich Jezior, oraz na południe, do Zatoki Meksykańskiej. Pewne jest również, że pod koniec pierwszego milenium w Ameryce Północnej istniało miasto przewyższające rozmiarami ówczesny Londyn czy Paryż.
Przyczyną upadku tego wspaniałego ośrodka były prawdopodobnie zmiany klimatyczne związane z małą epoką lodową w XIV wieku. Siedemnaste stulecie przyniosło przelotne odrodzenie – do osady dotarli podróżnicy francuscy. Pobożni misjonarze osiedlili się w pobliżu Kopca Mnichów, który im zawdzięcza swoją nazwę. Pobliską kolonię – Saint Louis – nazwali zaś na cześć króla Francji Ludwika IX Świętego. Nawet kiedy Cahokia została opuszczona, kultura Missisipi przetrwała w dorzeczu dzięki plemionom Naczezów i Czoktawów. Naczezi posługiwali się całkowicie odrębnym językiem, niepodobnym do mowy innych rdzennych ludów. Zawarli oni sojusz z francuskimi kolonistami, lecz na początku XVIII wieku stosunki się pogorszyły, a powstanie, które wybuchło w 1729 roku, doprowadziło do masowych rzezi dokonanych przez kolonistów. Francuzi przewieźli tysiące pojmanych Naczezów na Karaiby.
Osada przodków ludów Pueblo w kanionie Chaco w Nowym Meksyku, choć mniejsza od Cahokii, ma nad nią tę przewagę, że część jej kamiennych budynków stoi do dzisiaj. Została założona około 850 roku i szacuje się, że w XII stuleciu, w szczytowym okresie jej świetności, zamieszkiwało ją około 15 tysięcy ludzi. Budowle tworzą gęstą zabudowę; niektóre są koliste, a wiele zachowało dwie kondygnacje, choć są pozbawioną dachów ruiną. Ich wnętrza przypominają plaster miodu wypełniony izbami mieszkalnymi, poniżej których ulokowano podziemne kivy – pomieszczenia przeznaczone do celów obrzędowych. Jedną z takich właśnie kiv zdają się kryć kamienne mury Chetro Ketl.
Na obrzeżach natrafiamy na półkoliste Pueblo Bonito, prawdopodobnie kompleks pałacowy liczący około trzystu pomieszczeń. Wewnątrz odkryto szkielety dziewięciu władców miasta spokrewnionych po linii matki. Inna z budowli, Pueblo Pintado, musiała być wyjątkowo okazała – to jeden z około 150 „wielkich domów” połączonych siecią pustynnych dróg. Ze względu na ocalałe ściany i pomieszczenia należą one do najbardziej pobudzających wyobraźnię ruin w Ameryce.
Kanion Chaco stanowi węzeł dawnej sieci dróg rozciągającej się na blisko sto kilometrów. Podobnie jak w przypadku Cahokii, sugeruje to istnienie zaawansowanego handlu lub pielgrzymek na skalę wyraźnie dorównującą cywilizacjom Ameryki Południowej. Także w tym przypadku przyczyną upadku miasta w XII wieku wydają się zmiany klimatyczne i pustynnienie. Dzisiaj majestatyczne Chaco stoi osamotnione, z dala od nowoczesnych dróg czy budowli, które zakłócałyby jego pradawną atmosferę. Ze względu na brak sztucznego oświetlenia jest chętnie odwiedzane przez amatorów obserwacji gwiazd.
Innym wybitnym zabytkiem kultury Pueblo, który dotrwał do naszych czasów, jest położone w południowej części Kolorado Mesa Verde. Datuje się je na VI–VIII stulecie, gdy okoliczne żyzne tereny tętniły życiem. Do jego zamieszkiwanych przez 20 tysięcy ludzi niezwykłych budynków, które zdają się wyrastać z nisz w zboczu kanionu, można się było dostać jedynie po drabinach lub schodach. Na Pałac Klifowy składa się około 150 pomieszczeń wyciętych w otulającej go skale. Mesa Verde również padło ofiarą zmian zachodzących w środowisku. Spośród wszystkich tych ruin to ono najsilniej przemawia do wyobraźni; można tu spacerować po dawnych pokojach, spoglądając na tereny, które dziś są już tylko jałową pustynią.
Tak dobrze zachowanych miejsc jest niewiele, ale wraz z mniej znanymi – w Taos, Casa Grande czy kanionie De Chelly – są wystarczającym dowodem na to, że Ameryka „odkryta” w XV stuleciu nie była dziewiczą ziemią „dzikich” zbieraczy i łowców, jak opisywali ją pierwsi europejscy podróżnicy. Tubylczy Amerykanie od tysięcy lat zajmowali już wówczas – i do pewnego stopnia kontrolowali – znaczną część kontynentu.
Ich potomkowie zdołali oprzeć się kolonialnym najeźdźcom na tyle skutecznie, że po dziś dzień zachowali swoją tożsamość. Wyróżniamy obecnie 574 plemiona, które posługują się co najmniej 147 językami. W Europie próżno szukać struktur plemiennych czy tradycji kulturowych o porównywalnie długim rodowodzie. Przez lata ignorowano ich odrębną tożsamość i historię; dopiero w XX wieku doczekały się one zbadania i popularyzacji. Lubię myśleć, że obsesyjny lokalizm współczesnej Ameryki – objawiający się na przykład w niezgodzie na łączenie mniejszych stanów w większe – jest odbiciem tej właśnie prehistorycznej różnorodności.
Niewiele sygnałów świadczy o naturalnej skłonności do przemocy czy wojowniczości amerykańskich społeczeństw prekolumbijskich. W wielu plemionach dominował matriarchat, a większość wcześnie nawiązała pokojowe stosunki z hiszpańskimi, francuskimi i angielskimi kolonistami prącymi na północ z Zatoki Meksykańskiej, na południe z Kanady lub na zachód ze wschodniego wybrzeża. Gros z nich nastawiało się na handel, poszukując złota i futer. To przede wszystkim drapieżne osadnictwo brytyjskie stało się zarzewiem konfliktów wzdłuż wschodniego wybrzeża, między innymi z Irokezami, Lenapami i Powatanami.
Nawet same władze brytyjskie twardo sprzeciwiały się dalszej ekspansji kolonistów na zachód, poza granicę Appalachów, na terytorium, które uważano za należące do Indian. Karol II (pan. 1660–1685) wprost tego zakazał1. Dopiero po utworzeniu niepodległych Stanów Zjednoczonych w XVIII wieku mieszkańcy pogranicza przedzierzgnęli się w zdobywców ziem, które złożyły się na kontynentalne imperium Ameryki. Spychane przez nich na zachód plemiona stawiały coraz silniejszy opór.
W książce Indigenous Continent (2022) fiński historyk Pekka Hämäläinen podkreśla, że utrzymywał się on jeszcze w XIX stuleciu. Plemiona zachodnie, zwłaszcza Lakotów, Komanczów i Apaczów, zachowały kontrolę nad znacznymi połaciami ziemi na zachód od Missisipi. Analizując jej zasięg geograficzny, Hämäläinen wykazuje, że dopełnienie wizji europejskiego „imperium” w Ameryce Północnej wymagało militarnego podboju trwającego aż po wojny z Siuksami w latach osiemdziesiątych XIX wieku. W ten sposób ostatecznie usunięto tubylcze plemiona z ich ziem na dalekim zachodzie i zamknięto je w rezerwatach. Ich liczebność gwałtownie spadła – według niektórych szacunków z około 50 milionów w czasach pierwszej kolonizacji do 7 milionów obecnie, wliczając w to osoby o mieszanym pochodzeniu etnicznym – aczkolwiek teraz zaczyna ponownie rosnąć.
Mieszkańcy Cahokii nie mieli pojęcia, że w X stuleciu na północny wschód od nich, na terenach dzisiejszej Kanady, powstało skromne obozowisko. W 986 roku wikiński żeglarz Bjarni Herjólfsson zagubił się u wybrzeży Grenlandii i popłynął na zachód. Dotarł do „płaskich i porośniętych lasem ziem” u podnóży lodowca. Nie zszedł jednak na brzeg, ale powrócił na Grenlandię, aby opowiedzieć o swoim odkryciu. Doświadczenia Herjólfssona, w przeciwieństwie do dziejów współczesnych mu rdzennych Amerykanów, zostały spisane w sagach. Był pierwszym znanym nam Europejczykiem, który zobaczył Amerykę.
Piętnaście lat później, w 1001 roku, jego relację postanowił zweryfikować inny poszukiwacz przygód, Leif Eriksson, płynąc na tym samym statku. Jego ojciec Eryk Rudy, Islandczyk skazany na wygnanie za zabójstwo, udał się na Grenlandię i tam założył osadę. Z niej to właśnie wypłynął Eriksson wraz z trzydziestoma pięcioma osadnikami, aby skolonizować nowe tereny. Uważa się, że dotarł do Ziemi Baffina, a stamtąd do Labradoru i dalej, na kraniec Nowej Fundlandii. Natrafiwszy tam na bujne łąki i obfitujące w łososie rzeki, zbudował osadę składającą się z ośmiu chat. Porośniętą winoroślą i jagodami krainę nazwał Winlandią.
Pozostałości owej osady odkryto w 1960 roku w miejscu nazywanym dziś L’Anse aux Meadows. Wydobyto tam około ośmiuset skandynawskich znalezisk datowanych krótko po roku 1000. Według nordyckiej sagi osadnicy to handlowali, to znów ścierali się z tubylcami, prawdopodobnie z plemienia Mikmaków. O tych drugich saga mówi, że byli to „niscy, nieurodziwi mężczyźni o brzydkim owłosieniu głowy. Mieli duże oczy i kości policzkowe”. Podczas jednego ze spotkań zaatakowali oni Skandynawów. Ci natychmiast zrejterowali, tymczasem ich kobiety chwyciły miecze, obnażyły piersi i przeraziwszy tubylców, pokonały ich.
Kolonia w Winlandii przetrwała około dwudziestu lat, zanim ochłodzenie klimatu zmusiło jej mieszkańców do powrotu na Grenlandię. Skandynawskie fiordy stały się tymczasem zbyt ciasne dla wikingów. Zignorowali oni jednak Winlandię, a zamiast tego skierowali się na wschód, ku Rusi, oraz na południe, ku wybrzeżom Europy, gdzie nazywano ich Normanami – „ludźmi północy”. Amerykańskie wody u brzegów Nowej Fundlandii pozostawiono Francuzom i innym flotom rybackim. Bogactwa północnych mórz stały się dla Francuzów tym, czym było złoto dla Hiszpanów.
Hipotezy, jakoby książę Madoc, syn króla Gwynedd, dotarł w 1170 roku do Florydy lub Missisipi i zaszczepił tam elementy walijskiego w językach pierwotnych mieszkańców Ameryki, uważa się powszechnie za mity.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Najważniejszym aktem ograniczającym osadnictwo za Appalachami była wydana w 1763 r. przez Jerzego III Proklamacja Królewska, która zakazywała osadnictwa na ziemiach uznawanych za należące do rdzennych ludów Ameryki. Zakaz ten był jednak powszechnie ignorowany i stał się jednym z powodów narastającego konfliktu między koloniami a metropolią (przyp. red. meryt.). [wróć]
Tytuł oryginału: A Short History of America: From Tea Party to Trump
Copyright © Simon Jenkins, 2025
First published as A SHORT HISTORY OF AMERICA in 2025 by Viking, an imprint of Penguin General. Penguin General is part of the Penguin Random House group of companies.
No part of this book may be used or reproduced in any manner for the purpose of training artificial intelligence technologies or systems. This work is reserved from text and data mining (Article 4(3) Directive (EU) 2019/790).
Copyright © for the Polish e‑book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2025
Informacja o zabezpieczeniach
W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.
Redakcja: Błażej Kemnitz, Krzysztof Tropiło
Redakcja merytoryczna: dr Tomasz Skirecki
Mapy: Ian Moores
Projekt i opracowanie graficzne okładki: Urszula Gireń
Wydanie I e‑book (opracowane na podstawie wydania książkowego: Krótka historia Ameryki, wyd. I, Poznań 2026)
ISBN 978-83-8338-571-6
WYDAWCA
Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.
ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań, Polska
tel. +48 61 867 47 08, +48 61 867 81 40
e-mail: [email protected]
www.rebis.com.pl
Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer
