Kometa nad Doliną Muminków - Tove Jansson - ebook + audiobook
Opis

Życie Muminków i ich przyjaciół z Doliny skupia się wokół domu Mamy i Tatusia Muminka, gdzie każdy może liczyć na pomoc i przyjaźń. Panna Migotka, Paszczak, Mała Mi, Włóczykij, Ryjek, czy straszna Buka tworzą galerię postaci, które na zawsze pozostaną w pamięci czytelników.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 113

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 3 godz. 17 min

Lektor: Krzysztof Kowalewski

Popularność


Zajrzyj na strony:

www.nk.com.pl

Znajdź nas na Facebooku

www.facebook.com/WydawnictwoNaszaKsiegarnia

Przeczytaj również pozostałe tomy z serii MUMINKI

http://www.nk.com.pl/muminki/2/seria.html

Poznaj naszą ofertę lektur i książek edukacyjnych

http://www.nk.com.pl/lektury-i-edukacja/7/kategoria.html

Cykl książek o Muminkach obejmuje:

Małe trolle i duża powódź

Kometa nad Doliną Muminków

W Dolinie Muminków

Pamiętniki Tatusia Muminka

Lato Muminków

Zima Muminków

Opowiadania z Doliny Muminków

Tatuś Muminka i morze

Dolina Muminków w listopadzie

Muminki w wersji do słuchania

http://www.nk.com.pl/muminki-9-audiobookow/1473/ksiazka.html

Rozdział 1

Tego samego dnia, w którym Tatuś Muminka ukończył budowę mostu na rzece, mały zwierzaczek Ryjek zrobił odkrycie. Znalazł całkiem nową ścieżkę. Ginęła w gęstym, ciemnym lesie i Ryjek długo stał, nie mogąc oderwać od niej oczu.

„Trzeba o tym powiedzieć Muminkowi – pomyślał. – Będziemy musieli razem ją zbadać, bo sam nie zaryzykuję”. Położył dwie gałęzie na krzyż, żeby oznaczyć to miejsce, i popędził do domu, jak tylko mógł najszybciej.

Dolina, w której mieszkali, była bardzo piękna. Pełno w niej było szczęśliwych małych stworzonek i dużych zielonych drzew. Rzeka płynąca wśród łąk omijała zakolem niebieski dom Muminków, by dalej toczyć swe wody w stronę wciąż nowych okolic, gdzie z pewnością inne małe zwierzątka zastanawiały się, skąd też ona przypływa.

„Dziwna rzecz z tymi rzekami i drogami – rozmyślał Ryjek. – Widzi się je, jak pędzą w nieznane, i nagle nabiera się strasznej ochoty, żeby samemu też się znaleźć gdzie indziej, żeby pobiec za nimi i zobaczyć, gdzie się kończą...”.

Kiedy Ryjek dotarł do domu, Muminek zawieszał właśnie huśtawkę w ogrodzie.

– Hej! – powiedział Ryjek. – Odkryłem ciekawą ścieżkę. Wygląda niebezpiecznie.

– Jak niebezpiecznie? – spytał Muminek.

– Powiedziałbym, że niezwykle niebezpiecznie – odparł poważnie mały zwierzaczek Ryjek.

– W takim razie musimy wziąć ze sobą kanapki i sok – postanowił Muminek.

Podszedł do okna kuchennego i powiedział:

– Mamusiu, posłuchaj. My dziś będziemy jeść poza domem.

– Dobrze – odpowiedziała Mama Muminka. – Nie mam nic przeciwko temu.

Nakładła kanapek do koszyka stojącego koło zlewu i dołożyła jeszcze garść cukierków z jednego pudełka, dwa jabłka z drugiego, cztery małe kiełbaski, które zostały z poprzedniego dnia, i butelkę soku, takiego, co już był zmieszany z wodą i zawsze stał gotowy do picia na półce przy kominie.

– Świetnie – powiedział Muminek. – Hej, na razie! Wrócimy, jak wrócimy.

– Hej, hej! – odpowiedziała Mama.

Muminek z Ryjkiem wyszli. Za ogrodem i łąkami droga wiodła stromym zboczem pod górę, aż do skraju ciemnego lasu, w którym nigdy dotąd nie byli. Doszedłszy tam, postawili koszyk na ziemi i spojrzeli w dół na dolinę. Dom Muminków był malutki jak kropka, a rzeka wyglądała jak wąska zielona wstążka. Huśtawki w ogóle nie było widać z tej wysokości.

– Jeszcze nigdy nie byłeś tak daleko od twojej Mamy – powiedział Ryjek. – Tylko ja tu byłem, i to bez ciebie. A teraz pokażę ci moją ścieżkę, którą odkryłem całkiem sam.

Zaczął dreptać dokoła, węszyć i prychać, sprawdzać położenie słońca i w ogóle dziwnie się zachowywać, aż w końcu wykrzyknął:

– Tu! Znalazłem ją! No i co? Co ty na to? Czy nie wygląda niebezpiecznie? Możesz iść naprzód.

Muminek wszedł bardzo ostrożnie w zieloną ciemność. Ogarnęła ich zupełna cisza.

– Patrz na wszystkie strony, czy nie grozi skądś jakieś niebezpieczeństwo – szepnął Ryjek.

– Nie mogę patrzeć równocześnie na wszystkie strony – odparł Muminek z wyrzutem. – Ty patrz do tyłu, bo ja już nie dam rady.

– Nie, nie, do tyłu nie! – jęknął Ryjek bojaźliwie. – O wiele gorzej, jak ktoś idzie za tobą, niż jak idzie naprzeciw ciebie. Zresztą robisz to wszystko na własne ryzyko!

– No to idź przodem – rzekł Muminek.

– Nie, nie! Nie chcę! – bronił się Ryjek. – Czy nie możemy iść obok siebie?

W końcu ruszyli razem, tuż przy sobie. Gdy weszli głębiej w las, zrobiło się bardziej zielono i o wiele ciemniej. Ścieżka najpierw pięła się pod górę, a potem schodziła w dół i stawała się coraz węższa, aż w końcu nie było jej już wcale, był tylko mech i paprocie.

– Każda droga musi gdzieś prowadzić – rzekł Muminek. – Coś tu jest nie w porządku. Ta ścieżka nie może się tak po prostu skończyć, i już. – Zrobił kilka kroków po mchu.

– A jeżeli nigdy nie trafimy z powrotem do domu? – przestraszył się Ryjek.

– Cicho bądź – szepnął Muminek. – Słyszysz?

W głębi, za drzewami, coś lekko szumiało. Muminek przeszedł jeszcze kilka kroków i stanął, węsząc z podniesionym pyszczkiem. Wiatr był wilgotny i pachniał przyjemnie.

– Morze! – zawołał Muminek i puścił się biegiem, bo jeśli za czymś przepadał, to za kąpielą.

– Zaczekaj! – krzyknął Ryjek. – Nie zostawiaj mnie samego!

Ale Muminek zatrzymał się dopiero, gdy zobaczył morze przed sobą. Usiadł uroczyście na piasku, żeby popatrzeć na fale, które przepływały równo, jedna po drugiej, wszystkie z grzebieniem białej piany na wierzchołku. Po chwili wyszedł też z lasu Ryjek, siadł koło Muminka i powiedział:

– Uciekłeś ode mnie. Opuściłeś mnie w niebezpieczeństwie.

– Bo tak się ucieszyłem – wyjaśnił Muminek. – Nie wiedziałem, że tędy też można dojść do morza. Spójrz, co za fale!

– Wyglądają na zimne i złe – powiedział Ryjek. – Jak się w nie wejdzie, to się jest mokrym, a jak się na nich płynie, to się wymiotuje.

– Nie lubisz nurkować? – zdziwił się Muminek. – A umiesz nurkować z otwartymi oczami?

– Umiem, ale nie chcę – odpowiedział Ryjek.

Muminek wstał i poszedł prosto w stronę morza.

– Robisz to na własne ryzyko – zawołał za nim Ryjek. – Nigdy nie wiadomo, co tam można zobaczyć w głębi!

Lecz Muminek dał nura w ogromną falę, całą prześwietloną słońcem. Najpierw zobaczył tylko zielone, świetliste bańki, a potem cały las wodorostów kołyszących się nad piaskiem. Były pięknie fryzowane, ozdobione muszelkami, różowymi w środku i białymi na zewnątrz. Dalej woda ciemniała coraz bardziej, zaś całkiem w dole rozwierała się czarna jama, czyli bezdenna głębia. Muminek zawrócił, wybił się do góry i gdy nadeszła fala, dał się jej unieść aż na brzeg. Na brzegu siedział Ryjek i wzywał pomocy.

– Myślałem, że się utopiłeś – lamentował. – Albo że zjadł cię rekin. Co by się ze mną stało bez ciebie?

– Nie bądź głupi – odparł Muminek. – Jestem przyzwyczajony do morza. Zresztą, kiedy byłem tam w wodzie, przyszła mi pewna myśl do głowy. Doskonały pomysł, który jest oczywiście tajemnicą.

– Jak wielką? – spytał Ryjek. – Czy taką jak „niech mnie czeluść pochłonie”?

Muminek skinął głową potakująco.

– „Niech mnie czeluść pochłonie” – wymamrotał Ryjek. – „Niech sępy rozdziobią moje suche kości i niech już nigdy więcej nie jem lodów, jeżeli nie zachowam tej tajemnicy nad tajemnice”. No, mów.

– Zostanę poławiaczem pereł i będę chował moje perły w skrzyni – oznajmił Muminek. – Wszystkie białe kamienie są perłami. Wszystkie, które są bardzo białe i bardzo okrągłe!

– Ja też chcę zostać poławiaczem pereł! – zawołał Ryjek. – Ale będę je łowił na plaży. Wszędzie na brzegu pełno jest kamieni, białych i okrągłych.

– Nic nie rozumiesz! – oburzył się Muminek. – One są perłami tylko wtedy, kiedy znajdują się pod wodą. Hej, na razie!

I znów wszedł w spienione fale.

– To kim ja mam być wobec tego? – krzyknął za nim Ryjek.

– Możesz być takim, co szuka skrzynki dla poławiacza pereł – odparł Muminek i dał nura.

Ryjek ruszył pomału wzdłuż brzegu.

– Zawsze tylko on robi to, co przyjemne – mruczał sam do siebie. – A wszystko dlatego, że ja jestem taki mały.

Rozglądał się przez chwilę za skrzynkami, ale żadnych nie było. Nic, tylko trawa morska i trochę drewna. Samotna plaża ciągnęła się daleko, a na jej końcu stała wysoka skała, schodząca wprost do wody. Była całkiem mokra od piany.

„To przestało być zabawne – myślał Ryjek. – Chciałbym kiedyś urosnąć i mieć z kim się bawić...”.

I w tym właśnie momencie Ryjek dostrzegł malutkiego kotka, który spacerował sobie po szczycie skały. Miał czarno-białe łaty i bardzo cienki ogonek, sterczący całkiem pionowo. Ryjek tak się ucieszył, że aż go coś zabolało.

– Kotku! – zawołał. – Kiciuniu, chodź no tutaj, przywitaj się ze mną. Tak mi się przykrzy samemu!

Mały kotek rzucił mu przez ramię żółte spojrzenie i poszedł dalej. Wtedy Ryjek zaczął się gramolić na mokrą, stromą skałę, wspinał się coraz wyżej i wciąż wołał i wołał kotka. Kiedy wreszcie znalazł się na szczycie, zobaczył go stąpającego po samej krawędzi przepaści, a potem balansującego z gracją na wąskiej półce skalnej.

– Nie odchodź ode mnie! – zawołał Ryjek. – Ja cię tak lubię!

Ale kotek kroczył dalej, nie zwracając na niego najmniejszej uwagi. U podnóża skały huczało morze. Ryjek poczuł, że ma miękkie nogi, serce zaczęło mu łomotać. Ale mimo to ruszył za kotkiem. Czołgał się bardzo powoli i cały czas myślał: „Ach, taki malutki, mięciutki, mój własny rozkoszny kociaczek... jeszcze mniejszy niż ja sam... ach, bądźcie dobrzy, wszyscy opiekunowie małych zwierzątek, bądźcie dobrzy i zróbcie tak, żebym go znalazł, żebym mógł zaimponować Muminkowi...”.

Nigdy dotąd nie był w takim strachu i nigdy też nie czuł się tak odważny. Wtem zobaczył przed sobą grotę: otwór w skalnej ścianie, a w głębi prawdziwą grotę!

Wstrzymał oddech. Taką grotę znajduje się jeden jedyny raz w życiu albo może nigdy. Miała gładkie, ciemne ściany, jej dno pokrywał śliczny piasek, a przez szczelinę w pułapie widać było niebieskie niebo. Piasek był nagrzany słońcem.

Ryjek wpełznął do środka, położył się na brzuchu w smudze słońca i pomyślał: „Tu będę mieszkał do końca życia. Zbuduję sobie małe półeczki i urządzę miejsce do spania w piasku, a wieczorem będę zapalał świecę. Co też Muminek powie?”.

A tymczasem nieżyczliwy kotek znikł z horyzontu.

Droga powrotna wydała mu się Ryjkowi mniej niebezpieczna. Zresztą nie może się chyba nic zdarzyć komuś, kto właśnie odkrył grotę!

Zastał Muminka nadal łowiącego perły. Podskakiwał na falach jak korek, a na plaży leżało mnóstwo okrągłych, białych kamyków.

– Ach, jesteś – powiedział Muminek. – Gdzie masz skrzynkę?

– Wyjdź na brzeg! Wyjdź natychmiast! – krzyknął Ryjek. – Znalazłem coś! Coś zupełnie wyjątkowego, i to pokonując najgorsze niebezpieczeństwa, jakie tylko można sobie wyobrazić!

– A dobra ta skrzynka? – spytał Muminek, idąc do brzegu po kolana w wodzie, z łapkami pełnymi pereł.

– Wciąż skrzynka i skrzynka! – wykrzyknął Ryjek. – Ech, ty, z twoimi starymi skrzynkami! A niech cię czeluść pochłonie, ciebie i to wszystko, i tak niczego ci nie będę szukał, bo znalazłem grotę. Moją własną grotę.

– Prawdziwą? – zapytał Muminek. – Z dziurą do włażenia? Ze ścianami ze skał i podłogą z piasku?

– Tak. Ze wszystkim. Ma wszystko, co trzeba – odparł Ryjek. Był tak podniecony, że ledwo się trzymał na nogach. – I ty będziesz mógł chować swoje perły w mojej grocie, jeżeli oddasz mi połowę albo przynajmniej trzy pełne garście!

Gdy perły zostały wniesione do groty, od razu stały się bardziej prawdziwe i białe. Muminek z Ryjkiem leżeli na piasku, patrząc w niebieskie okienko nad swymi głowami. Przez wejście wpadały co jakiś czas słone bryzgi. Pasmo słońca coraz to się poszerzało.

Ryjek miał okropną ochotę opowiedzieć o małym kotku, ale postanowił milczeć. Wpierw odnajdzie kociaka i zaprzyjaźni się z nim. Kotek będzie wszędzie za nim chodził. I Któregoś pięknego dnia wejdą obaj na werandę i wtedy Muminek powie: „Czy to możliwe? Masz swojego własnego kotka, który wszędzie za tobą chodzi?”. Można by wystawiać każdego wieczoru miseczkę mleka w ogrodzie. Każdego wieczoru...

Ryjek westchnął.

– Głodny jestem – powiedział.

Okazuje się, że można ze szczęścia zapomnieć o jedzeniu!

Było już późne popołudnie, kiedy Muminek z Ryjkiem wrócili do niebieskiego domu w dolinie. Pod wieczór rzeka płynęła bardzo spokojnie, a nad nią błyszczał różnymi kolorami świeżo pomalowany most. Mama Muminka właśnie układała muszle wkoło rabat.

– Dobrzeście się bawili? – spytała.

– Byliśmy co najmniej dziesięć mil stąd – powiedział Muminek. – Nurkowałem w ogromnych falach i znalazłem coś nadzwyczajnie pięknego, co zaczyna się na P, a kończy na Y... Ale nie mogę powiedzieć, co to jest, bo to tajemnica!

– A ja znalazłem coś, co zaczyna się na G i kończy na A! – zawołał Ryjek. – A gdzieś w środku ma O i T. Ale więcej nie powiem.

– To nadzwyczajne! – rzekła Mama Muminka. – Tyle ważnych wydarzeń jednego dnia. Zupa stoi w piecyku. Tylko nie hałasujcie łyżkami, bo Tatuś pisze.

I zabrała się z powrotem do układania muszli; kładła je na zmianę: jedną niebieską, dwie białe i jedną czerwoną. Bardzo to ładnie wyglądało.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

Rozdział 2

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 3

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 4

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 5

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 6

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 7

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 8

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 9

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 10

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału szwedzkiego Kometen kommer

© Tove Jansson 1946, rev. ed. 1968

Published by Schildts Förlags Ab, Finland. All rights reserved

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo „Nasza Księgarnia”, Warszawa 1977

© Copyright for the Polish translation by Krzysztof Chłapowski and Marcin Chłapowski

Projekt okładki Mirosław Tokarczyk

Redaktor Małgorzata Grudnik-Zwolińska

Korekta Ewa Mościcka, Roma Sachnowska

Redaktor techniczny Agnieszka Matulka

Korekta pliku po konwersji Irmina Garlej

ISBN 978-83-10-12643-6

Plik wyprodukowany na podstawie Kometa nad Doliną Muminków, Warszawa 2014

www.naszaksiegarnia.pl

Wydawnictwo NASZA KSIĘGARNIA Sp. z o.o.

02-868 Warszawa, ul. Sarabandy 24c

tel. 22 643 93 89, 22 331 91 49,

faks 22 643 70 28

e-mail: [email protected]

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: [email protected]

www.eLib.pl