Juliusz Cezar - William Shakespeare - ebook
Opis

Juliusz Cezar” to sztuka autorstwa Williama Shakespeare’a, napisana w roku 1599. Opowiada o spisku przeciwko rzymskiemu dyktatorowi, Juliuszowi Cezarowi, jego zabójstwie i następstwach tego wydarzenia.

 

To pierwsza ze sztuk związanych z Rzymem oparta na prawdziwych wydarzeniach.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 86

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Wydawnictwo Avia Artis

2018

ISBN: 978-83-65922-40-3
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

Osoby

Juliusz Cezar

Oktawiusz Cezar, triumwir po śmierci Cezara

Marek Antoniusz, triumwir po śmierci Cezara

Marek Emiliusz Lepidus, triumwir po śmierci Cezara

Cycero, senator

Publiusz, senator

Popilius Lena, senator

Marek Brutus, sprzysiężony przeciw Juliuszowi Cezarowi

Kasjusz, sprzysiężony przeciw Juliuszowi Cezarowi

Kaska, sprzysiężony przeciw Juliuszowi Cezarowi

Treboniusz, sprzysiężony przeciw Juliuszowi Cezarowi

Ligariusz, sprzysiężony przeciw Juliuszowi Cezarowi

Decjusz Brutus, sprzysiężony przeciw Juliuszowi Cezarowi

Metellus Cymber sprzysiężony przeciw Juliuszowi Cezarowi

Cynna, sprzysiężony przeciw Juliuszowi Cezarowi

Flawiusz, trybun ludu

Marullus, trybun ludu

Artemidorus, sofista z Knidos

Wróżbiarz

Cynna, poeta

Inny Poeta

Lucyliusz, przyjaciel Brutusa i Kasjusza

Tytyniusz, przyjaciel Brutusa i Kasjusza

Messala, przyjaciel Brutusa i Kasjusza

Młody Kato, przyjaciel Brutusa i Kasjusza

Wolumniusz, przyjaciel Brutusa i Kasjusza

Warro, Klitus, Klaudiusz, Strato, Lucjusz, Dardaniusz, słudzy Brutusa

Pindarus, sługa Kasjusza

Kalpurnia, żona Cezara

Porcja, żona Brutusa

Senatorowie, Obywatele, Straże itd.

Scena najpierw w Rzymie, później w Sardes, na koniec pod Filippi.

Akt I

Scena 1

Ulica w Rzymie

Wchodzą: Flawiusz, Marullus i tłum Pospólstwa

FLAWIUSZ

Precz stąd, próżniaki, wracajcie do domów,

Alboż dziś święto? Jak to, czy nie wiecie,

Że w dniu roboczym nie wolno czeladzi

Bez znamion swego rzemiosła wychodzić?

Ty pierwszy powiedz, z jakiegoś jest cechu?

1 OBYWATEL

Ja, panie, jestem cieśla.

MARULLUS

A gdzie twój liniał i skórzany fartuch?

Czemuś w świąteczne wystroił się szaty?

A ty co robisz?

2 OBYWATEL

Jużci, panie, w porównaniu z majstrem pięknego rzemiosła, jestem niewiele, bo, jak byś powiedział, jestem tylko partaczem.

MARULLUS

Twoje rzemiosło? Odpowiedz natychmiast.

2 OBYWATEL

Co do mojego rzemiosła, panie, spodziewam się, że mogę je praktykować ze spokojnym sumieniem; jestem, panie, łataczem dziurawych podeszew.

FLAWIUSZ

Ale twoje rzemiosło, hultaju? Obrzydły hultaju, twoje rzemiosło?

2 OBYWATEL

Tylko, panie, nie pęknij ze złości, choć na ten przypadek potrafiłbym cię może naprawić.

MARULLUS

Co rozumiesz przez twoje: naprawić, zuchwalcze?

2 OBYWATEL

Co rozumiem, panie? Rozumiem: załatać.

FLAWIUSZ

To, widzę, jesteś szewcem łataczem, czy nie prawda?

2 OBYWATEL

Prawda, panie. Żyję z szydła i nie mieszam się do cudzych interesów, ani ludzi, ani kobiet, dość mi na Szydłowieckich. Tak jest, panie, jestem chirurgiem starych chodaków, bo gdy są w wielkim niebezpieczeństwie, przywracam je do zdrowia. Wszyscy uczciwi ludzie, co kiedykolwiek na wołowej skórze chodzili, chodzili na mojej robocie.

FLAWIUSZ

Lecz czemu dzisiaj warsztat opuściłeś?

Czemu z tym tłumem włóczysz się po mieście?

2 OBYWATEL

Żeby prędzej obuwie schodzili, a mnie przysporzyło się roboty. Ale rzetelnie mówiąc, panie, świętujemy, żeby zobaczyć Cezara i radować się z jego triumfu.

MARULLUS

Z czego się cieszyć? Gdzie jego podboje?

Gdzie jeńcy tłumem wiedzeni do Rzymu,

Triumfalnego ozdoba rydwanu?

O, tępe głowy, stokroć bydląt gorsze,

O, serca twarde, twardsze od kamienia,

Czy wam nieznane imię Pompejusza?

Ileż to razy ubiegł wam dzień cały

Na murach, dachach, na kominach domów,

Z dziećmi na ręku, w cierpliwej nadziei,

Że Pompejusza wielkiego ujrzycie?

Zaledwo rydwan jego się pokazał,

Ileż to razy na wasze okrzyki

W swoich głębinach zadrżał Tybrschowany

Na rozgłos echa swych brzegów skalistych?

A teraz szaty bierzecie świąteczne,

Tłumnie warsztaty wasze opuszczacie,

Sypiecie kwiaty na drogę zwycięzcy,

Co z Pompejusza krwi dziś triumfuje.

Idźcie do domów, a tam, na kolanach,

Błagajcie bogów, by w swym miłosierdziu,

Raczyli od was plagi te odwrócić,

Które niewdzięczność wasza ściągnąć musi.

FLAWIUSZ

Słuchajcie rady tej, Obywatele,

A, żeby grzech wasz do reszty okupić,

Ze wszystkich ulic zgromadźcie biedaków,

Nad brzegiem Tybru idźcie wspólnie płakać,

Aż fale jego, łez potokiem wzdęte,

Dosięgną znaku największych wylewów.

Wychodzą Obywatele

Patrz, jak zły kruszec słowem dał się zmiękczyć;

Uciekli milczkiem w swej winy uczuciu.

Ty idź tą stroną do wzgórz Kapitolu,

Ja tamtą pójdę; gdy znajdziesz po drodze,

Zdzieraj z posągów świąteczne ozdoby.

MARULLUS

Będzież nam wolno? Wszak dziś, jak wiesz dobrze,

Obchodzą w Rzymie święto Luperkaliów.

FLAWIUSZ

Nie zważaj na to; niechaj żaden posąg

Nie nosi znamion Cezara trofeów.

Ze wszystkich ulic pozmiatam hołotę,

I ty, gdzie znajdziesz, porozganiaj tłumy,

Z skrzydeł Cezara rwij rosnące pióra,

Ażeby średnim podlatywał szlakiem;

Inaczej bowiem w chmurach z ócz nam zniknie,

Zegnie nam karki niewolniczą trwogą.

Wychodzą

Scena 2

Plac publiczny w Rzymie

Wchodzą procesjonalnie, przy odgłosie muzyki: Cezar, Antoniusz ubrany do gonitwy, Kalpurnia, Porcja, Decjusz, Cycero, Brutus, Kasjusz i Kaska, za nimi tłumy ludu, wśród którego Wróżbiarz

CEZAR

Kalpurnio —

KASKA

Cicho! bo Cezar chce mówić.

Ustaje muzyka

CEZAR

Kalpurnio —

KALPURNIA

Słucham.

CEZAR

Stań na środku drogi,

Po której będzie przebiegał Antoniusz.

Antoni!

ANTONIUSZ

Jaka wola twa, Cezarze?

CEZAR

W twym biegu tylko nie omieszkaj, proszę,

Dotknąć Kalpurnii, bo jak mówią starzy,

W świętych gonitwach trącona niepłodna

Swej niepłodności utraca przekleństwo.

ANTONIUSZ

Gdy Cezar mówi „zrób to”, rzecz zrobiona.

CEZAR

Zaczynaj, wierny przyjętym obrzędom.

Muzyka

WRÓŻBIARZ

Cezarze!

CEZAR

Któż to me wymówił imię?

KASKA

Cicho!

Ustaje muzyka

CEZAR

Kto z tłumu zawołał: Cezarze!

Głosem nad wszystkie trąby przenikliwszym?

Niech odpowiada, Cezar słuchać gotów.

WRÓŻBIARZ

Strzeż się Id marca.

CEZAR

Co to jest za człowiek?

BRUTUS

To Wróżbiarz; radzi, byś strzegł się Id marca.

CEZAR

Niech się tu stawi, chcę w oczy mu spojrzeć.

KASKA

Zbliż się, Wróżbiarzu, spojrzyj na Cezara.

CEZAR

Co mi mówiłeś? Raz jeszcze mi powtórz.

WRÓŻBIARZ

Strzeż się Id marca.

CEZAR

To jakiś marzyciel;

Dajmy mu pokój, a nie traćmy czasu.

Odgłos trąb. Wychodzą wszyscy prócz Brutusa i Kasjusza

KASJUSZ

Czy chcesz zobaczyć cały ciąg gonitwy?

BRUTUS

Nie.

KASJUSZ

Chodź, chodź proszę.

BRUTUS

Nie bawią mnie święta;

Brak mi na żywym duchu Antoniusza.

Lecz, żeby nie być twym chęciom zawadą,

Żegnam cię teraz.

KASJUSZ

Słuchaj mnie, Brutusie.

Ze smutkiem widzę od pewnego czasu,

Że nie masz dla mnie ni spojrzeń uprzejmych,

Ani dowodów braterskiej miłości

Dla przyjaciela, który cię tak kocha,

Podając zimną, obojętną rękę.

BRUTUS

Błędne twe sądy, dobry mój Kasjuszu;

Bo jeśli moje spojrzenia są chmurne,

To skutkiem uczuć w duszy mojej skrytych.

Jestem igraszką dziwnych namiętności,

Tysiące myśli w głowie mi się snuje,

Co mogły zmienić duszy mej obyczaj;

Lecz niech to moich nie smuci przyjaciół

(Do których liczby należysz, Kasjuszu),

Niech mówią raczej, widząc moją zmianę,

Że biedny Brutus, dziś w wojnie sam z sobą,

Oznak przyjaźni dla drugich zapomniał.

KASJUSZ

Więc mylnie o twych uczuciach sądziłem;

Błąd ten powodem, że w serca głębinach

Godne rozwagi pogrzebałem myśli.

Powiedz, czy możesz swoją twarz sam widzieć?

BRUTUS

Nie, oko bowiem widzieć się nie może,

Chyba w zwierciedle odbite.

KASJUSZ

To prawda,

I rzecz bolesna, że nie masz, Brutusie,

Zwierciadła, w którym cień byś swój zobaczył,

Wartość twą całą, tajną dziś dla ciebie.

Słyszałem Rzymian najpierwszych godnością

(Z nieśmiertelnego wyjątkiem Cezara)

Pod jarzmem czasu boleśnie jęczących,

Którzy pragnęli, by szlachetny Brutus

Mógł mieć ich oczy.

BRUTUS

W jakąż groźną przepaść

Chcesz mnie prowadzić, gdy pragniesz, Kasjuszu,

Bym szukał w sobie, czego we mnie nie ma?

KASJUSZ

Więc słuchaj teraz słów moich, Brutusie.

Skoro nie możesz sam siebie zobaczyć,

Pozwól, niech twoim dziś będę zwierciadłem,

Niech ci odsłonię, co w tobie się kryje,

A o czym dotąd nie wiedziałeś jeszcze.

Słów mych, Brutusie, nie miej w podejrzeniu,

Bo gdybym tylko powszednim był śmieszkiem,

Gdybym na lada oznakę przyjaźni

Szafował wiecznej miłości przysięgi,

Pochlebiał drugim, cisnął ich do piersi,

Żeby ich potem czernić za oczyma,

Gdybym śród uczty wszystkim biesiadnikom,

Jak na potrawę przyjaźń mą zastawiał,

Mógłbyś mnie wtedy niebezpiecznym nazwać.

Odgłos trąb i okrzyki za sceną

BRUTUS

Co krzyk ten znaczy? Drżę, aby lud rzymski

Cezara królem swoim nie obwołał.

KASJUSZ

Drżysz? Więc przypuszczam, że tego nie pragniesz?

BRUTUS

Nie pragnę tego, choć kocham go szczerze.

Ale dlaczegóż tak długo mnie trzymasz?

Jaki twój zamiar? Co chcesz mi powiedzieć?

Jeśli publiczne dobro masz na celu,

Postaw śmierć z jednej, honor z drugiej strony,

Na oba spojrzę okiem obojętnym,

Bo, niechaj bogi tak mi dopomogą,

Sława mi droższa nad życie jest moje.

KASJUSZ

Znam ja tak dobrze twojej duszy cnoty,

Jak znam dokładnie twarzy twojej rysy.

Więc słuchaj, honor słów mych będzie treścią.

Nie wiem, co myślisz o naszym tu życiu,

Co myślą inni; co do mnie, wyznaję,

Że chciałbym raczej umrzeć tysiąc razy,

Niż drżeć w obliczu równej mi istoty.

Wolny, jak Cezar, na świat ten przyszedłem,

I ty tak wolny, jak on; wyrośliśmy,

Jak on zimowe znosić zdolni mrozy.

Raz, zapamiętam, w dzień wietrzny i chłodny,

Gdy Tybr gniewliwie chłostał swoje brzegi,

Mówił mi Cezar: „Masz serce, Kasjuszu,

W te gniewne fale skoczyć ze mną razem,

I do drugiego płynąć ze mną brzegu?”

Na jego słowa, jak byłem ubrany,

Skoczyłem w wodę, wołając: „Płyń za mną!”

Jakoż w ryczące rzucił się bałwany;

Silnym ramieniem siekliśmy je wspólnie,

Torując drogę piersiom nieulękłym.

Lecz nim do naszej dobiliśmy mety,

Słyszę Cezara: „Ratuj mnie, bo tonę!”

Ja, jak Eneasz, wielki nasz poprzednik,

Na swych ramionach, z gorejącej Troi,

Starego ojca uniósł Anchizesa,

Uratowałem z fal Tybru Cezara.

I ten sam Cezar bogiem dzisiaj został!

Kasjusz, jak robak, czołgać się ma przed nim

Na obojętne skinienie Cezara!

Na febrę zapadł, kiedy był w Hiszpanii,

Widziałem, cały trząsł się w paroksyzmie,

Tak jest, tym bogiem trzęsło zimno febry;

Przelękłe lica straciły rumieniec,

Oko, co dzisiaj trwoży świat spojrzeniem,

Blask utraciło; słyszałem, jak jęczał;

Język, którego każde słowo teraz

Rzym do swych dziejów skrzętnie zapisuje,

Jak słabe dziewczę, wołał miłosiernie:

„Podaj mi szklankę wody, Tytyniuszu”.

Jak się nie dziwić, gdy człowiek tak słaby

Prześciga teraz wszystkich majestatem,

Pierwszeństwa palmę sam sobie przywłaszcza.

Odgłos trąb, okrzyki za sceną

BRUTUS

Krzykiem tym pewno lud rzymski potwierdza

Nowe zaszczyty na Cezara zlane.

KASJUSZ

Cezar, jak kolos, cały świat okraczył,

My się jak karły u nóg mu czołgamy,

Szukając grobu dla naszej niesławy.

Drogi Brutusie, są w życiu tym chwile,

W których przeznaczeń swych panem jest człowiek.

Jeśliśmy zeszli do nędznej sług roli,

To nasza tylko, nie gwiazd naszych wina.

Brutus i Cezar — co jest w tym Cezarze?

W czym to nazwisko od twego dzielniejsze?

Napisz je razem, twoje równie piękne;

Wymów je razem, twoje równie dźwięczne;

Zważ je, tą samą w obu znajdziesz wagę;

Zaklnij ich siłą, a imię Brutusa

Wywoła duchy jak imię Cezara.

Okrzyki za sceną

Powiedz, przez Boga, czym się Cezar żywi

Że tak potężnie nad wszystkich nas wyrósł?

Wstyd czasom naszym! Utraciłeś, Rzymie,

Szlachetnych ludzi szlachetne nasiona!

Kiedyż wiek cały, od czasu potopu,

Mąż jeden tylko swą chwałą zapełniał?

Kiedyż po wielkich placach tego miasta

Mąż jeden tylko śmiałby się panoszyć?

Rzym, wielkie miasto, wielką jest pustynią,

Kiedy jednego ma tylko mieszkańca.

Jak ja, zapewne słyszałeś od ojców,

Że w naszym mieście żył przed laty Brutus,

Który tak chętnie zniósłby w jego murach

Stolicę diabła jak godność królewską.

BRUTUS

Wiem, że mnie kochasz; wiem, do czego zmierzasz.

Co o tym myślę, jak czasy te sądzę,

Później ci powiem; na teraz, Kasjuszu,