Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Ferdzia to mała, nieśmiała jeżozwierzyca, bojąca się wielkiego lasu, który jest jej domem. Uczy się wspinać na drzewa, szuka jedzenia i stara się słuchać mamy. Wszystko wydaje jej się przerażające i wolałaby trzymać się blisko matki. Ale nadchodzi dzień, w którym to mama Ferdzi ma powód do strachu i potrzebuje pomocy! Z niebezpieczeństwem ze strony psów oraz ulewnym deszczem przemaczającym jej kolczastą sierść, Ferdzia musi wykazać się nie lada odwagą.
Czy zdoła stawić czoła swoim lękom i uratować mamę?
Dziecięca seria SZKOŁA CHARAKTERU od Janette Oke, autorki bestselleru GŁOS SERCA
1. Kaczorek Kwaczek i lekcja pokory
2. Kotka marnotrawna
3. Baranek Maurycego i poszukiwanie tożsamości
4. Kolorowy gołębnik i kwestia przyjaźni
5. Żółwik i szkoła wdzięczności
6. Skunksik i szkoła charakteru
7. Psi pamiętnik i znaczenie posłuszeństwa
8. Niedźwiadki i życiowe odkrycia
9. Jeżozwierz i nauka odwagi
10. Gorylek Barnaba przestaje być najmłodszy
11. Piesek preriowy i szkoła życia
12. Prosiaczek lubiący rywalizację
Janette Oke
Znana kanadyjska autorka ponad 70 książek. W Polsce wydana została także jej bestsellerowa seria: Miłość przychodzi łagodnie, trylogia z czasów biblijnych: Śledztwo setnika, Ukryty płomień i Droga do Damaszku, oraz seria pogodnych, rodzinnych powieści rozpoczęta przez tytuł Pewnego razu latem.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 30
Rok wydania: 2025
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Nie chodziło o to, że nie chciałam się wspinać na drzewo. Bo w końcu wszystkie jeżozwierze powinny to potrafić. Domyślałam się, że fajnie byłoby tam na górze z mamą. I wcale nie chciałam zostawać na ziemi całkiem sama. Bałam się być sama.
Ale to drzewo było takie wysokie i strzeliste. Droga do najniższej gałęzi wydawała się taka długa. Małe pazurki na końcach moich palców u stóp wyglądały mi na zbyt słabe, bym miała je wbić w korę i nie spaść z drzewa. Bo jeśli bym spadła, droga na dół była strasznie, ale to strasznie długa. A ziemia, na której bym wylądowała z głuchym łoskotem – bardzo twarda. Wiedziałam, że trudno by mi było złapać oddech.
Spojrzałam w górę na mamę i zaskomlałam ze strachu.
– No chodź, Ferdziu – namawiała mnie już chyba dziesiąty raz. – Właź na górę. Tam nie jesteś bezpieczna.
Spojrzałam na to wysokie drzewo z gałęziami sięgającymi aż do nieba. Czułam się znacznie bezpieczniej tam, gdzie stałam niż tam, gdzie mama chciała, żebym weszła. Zwinęłam się w kuleczkę, wetknęłam łebek głęboko i zamknęłam oczy, żeby nie widzieć mamy i tego drzewa.
– Chodź! – zawołała znowu mama.
– Nie mogę – płakałam. Za bardzo się bałam.
Spojrzałam w górę i zobaczyłam, że mama schodzi z drzewa. Najpierw nic nie powiedziała, tylko przytulała mnie, aż przestałam się trząść. Potem, nie wypuszczając mnie z objęć, mówiła łagodnie:
– Ferdziu – zaczęła. Na imię mam Ferdynanda, ale mama mówi na mnie Ferdzia. – Ferdziu, już za duża urosłaś, żeby pozostawać w gnieździe na ziemi. Musisz się nauczyć jeść owoce z drzew. My mieszkamy tam na górze. – Mama wskazała na gałęzie wysoko na drzewie. – Na ziemi jest dla nas zbyt niebezpiecznie. Nie biegamy tak szybko jak lisy czy jelenie. Nie potrafimy się tak łatwo schować jak króliki czy łasice. Nie wbiegamy na drzewa tak prędko jak wiewiórki. Dlatego mieszkamy na górze, pośród gałęzi. Tam jest bezpiecznie. I mamy wszystko, czego nam potrzeba. Jedzenie. Wodę z rosy. Bezpieczne miejsce do spania. Wszystko.
Pokiwałam łebkiem, żeby mama wiedziała, że słuchałam.
– Rozumiesz? – spytała łagodnie.
Znów pokiwałam łebkiem.
Wypuściła mnie z objęć, ale ja złapałam ją za łapkę. Jednak mama nie pozwoliła mi znowu zwinąć się przy niej w kłębek.
– Ostrożnie. Pamiętaj, że mam ostre kolce.
Pamiętałam. Raz się na jeden z nich nadziałam i bolało mnie przez kilka godzin.
Mama skinęła w kierunku wysokiego drzewa.
– Tam będziemy bezpieczne. Musimy tam wejść.
Znów zaczęłam pociągać noskiem. Byłam absolutnie pewna, że nigdy nie uda mi się dotrzeć choćby do pierwszej gałęzi. A jeśli bym jednak dotarła do pierwszej gałęzi, obiecałam sobie, że nie zrobię ani kroku dalej. Będę tam tak siedzieć i trzymać się z całych sił, żeby nie spaść.
– Ja wejdę pierwsza – powiedziała mama. – Przypatruj się uważnie i idź zaraz za mną. Rób dokładnie to co ja. Nie spadniesz. Jeżozwierze nie spadają. Bóg stworzył nas do wspinania się po drzewach. Jest to dla nas naturalne i najzupełniej bezpieczne.
– No to dlaczego to wygląda na takie… takie nienaturalne i niebezpieczne? – zastanawiałam się.
To tylko fragment książki. Jeśli chcesz czytać dalej i wejść głębiej w tę podróż...
Początek czytania
Dedykacja
Rozdział 1
Rozdział 2
Spis treści
