Jestem żoną szejka - Laila Shukri - ebook + audiobook
Opis

Poruszająca opowieść Polki, która poślubiła jednego z najbogatszych szejków.

Laila Shukri przerywa milczenie i opowiada o swoim tajemniczym życiu. Kim była, zanim zaczęła pisać książki? Jak została żoną szejką? Jak dziś wygląda jej życie?

Amerykańska firma farmaceutyczna otwiera swoją filię w Dubaju. Isabelle wraz ze swoją przyjaciółką wyjeżdża na zagraniczny kontrakt. Tam bardzo szybko zwraca uwagę jednego z najbogatszych szejków Zjednoczonych Emiratów Arabskich, który proponuje jej małżeństwo. Czy przestroga matki okaże się prawdziwa?

Jak wygląda życie żony bogatego szejka? Czy istnieje granica luksusu? Opowieść o tym, jaką cenę trzeba zapłacić, żeby kochać, pisać i zachować samą siebie w dalekim kraju i zupełnie obcej kulturze.

My, żony szejków, dobrze znałyśmy swoje sekrety, mimo że prywatne życie członków rodzin panujących w siedmiu emiratach Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz innych krajach Zatoki Perskiej obejmowała ścisła tajemnica, a nawet uważane było w nich za tabu. Kiedy sporadycznie udało nam się spotkać na różnego rodzaju bardziej lub mniej oficjalnych imprezach czy rodzinnych uroczystościach, szeptałyśmy o traumatycznych wydarzeniach, które niekiedy stawały się naszym udziałem.

Fragment książki

Laila Shukri – ukrywająca się pod pseudonimem pisarka jest znawczynią Bliskiego Wschodu, Polką podróżującą i mieszkającą w krajach arabskich. Obecnie mieszka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ale już planuje dalszą podróż. Niezależnie od tego, czy zatrzyma się na dłużej w położonej na pustyni oazie, czy w ociekającym luksusem hotelu, udaje jej się dotrzeć do najgłębszych sekretów świata arabskiego. Po całym dniu uwielbia zasiąść na tarasie i napić się campari. W 2014 roku ukazał się jej debiut powieściowy „Perska miłość”, który podbił serca polskich czytelniczek. Kolejne tytuły: „Byłam służącą w arabskich pałacach” i „Perska zazdrość” zdobyły listy bestsellerów.

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 11 godz. 25 min

Lektor: Ewa Abart

Popularność


Copyright © Laila Shukri, 2016

Projekt okładki

Agencja Interaktywna Studio Kreacji

www.studio-kreacji.pl

Zdjęcie na okładce

© patronestaff/Fotolia.com

Redaktor prowadzący

Michał Nalewski

Redakcja

Maria Talar

Korekta

Katarzyna Kusojć

Sylwia Kozak-Śmiech

ISBN 978-83-8097-755-6

Warszawa 2016

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Rozdział I 

Wybranki szejków

Miotałam się ze zdenerwowania po pełnych przepychu komnatach, które były niemymi świadkami mojej samotności. To były te dni, które musiałam spędzać sama, zamknięta w moim obszernym pałacu, bo mojego męża znowu dopadł atak niepohamowanej zazdrości. Nigdy nie wiedziałam, ile czasu będzie trwało moje odosobnienie, bo to całkowicie zależało od jego nastroju. Salim… Od pierwszego momentu, kiedy skierował na mnie swoje ogniste, mocne spojrzenie, które wywołało u mnie przyspieszone bicie serca, wiedziałam, że ten mężczyzna będzie śnił mi się po nocach, a jego obraz na zawsze znajdzie odbicie w zwierciadle mojej duszy. Stałam wówczas z moimi współpracowniczkami na oficjalnym przyjęciu w jednej z międzynarodowych dużych firm świetnie prosperujących w Dubaju. Salim wszedł prężnym krokiem ze swoją świtą, z typowym spojrzeniem mężczyzny, który ma świat u swoich stóp. Trzymał wysoko podniesioną głowę, patrzył prosto przed siebie, a jednocześnie miało się wrażenie, że jego sokoli wzrok rejestruje każdy najmniejszy szczegół i przenika wszystkich na wylot. On sam i podążający za nim siedmioosobowy orszak, składający się z równie przystojnych mężczyzn, wywarł tak wielkie wrażenie na stojącej obok mnie mojej amerykańskiej koleżance, wysokiej brunetce z dużym biustem, że od razu wyszeptała mi podekscytowanym głosem do ucha:

– Isabelle! Tylko na nich spójrz! Jestem pewna, że w łóżku nie mają sobie równych!

– Kate! – syknęłam. – Uspokój się! Jeszcze ktoś usłyszy i weźmie nas za tanie dziwki! To nam raczej nie pomoże w naszej pracy!

– A może właśnie wręcz przeciwnie! – zaśmiała się Kate.

***

Niecały rok temu amerykańska firma farmaceutyczna, w której pracowałam, postanowiła otworzyć swoją filię w Dubaju.

Z warszawskiego biura wybrano mnie i Kate, a ze Stanów dojechali James, Alex i Sandra. James został naszym szefem; był to niewysoki, lekko łysiejący nowojorczyk, którego jowialność łatwo zjednywała mu przyjaciół i pomagała w prowadzeniu interesów. Od lat zajmował się rynkami bliskowschodnimi i miał wiele bardzo cennych kontaktów w regionie. Jego wysoki poziom profesjonalizmu i otwartość na odmienność kulturową powodowały, że udawało mu się nawiązywać owocne kontakty z lokalnymi biznesmenami.

Alex od początku wydał mi się typem bardzo niejednoznacznym. Jako prawa ręka Jamesa ciężko pracował i dbał o to, żeby zespół funkcjonował sprawnie. Wydawał bardzo konkretne polecenia i chętnie wyjaśniał wątpliwe kwestie. Czułam w nim jednak pewną nutkę nieszczerości. Alex bardzo skrupulatnie sprawdzał wszystkie nasze zadania i miałam wrażenie, że robi to nie tylko po to, żeby zespół był efektywny, ale tym samym pilnuje, żeby ktoś z nas nie okazał się lepszy od niego.

Sandra odznaczała się wschodnią urodą, bo jej babka była Marokanką. I chociaż nie znała arabskiego, jej ciemne włosy i duże czarne oczy przywodziły na myśl orientalne piękności, co otwierało jej niejedne drzwi. Mówiono o nas Aniołki Charliego, kiedy we trzy szłyśmy gdzieś z Jamesem. Chętnie nas wszędzie zapraszano i w wielu przypadkach nasza grupka stawała się duszą towarzystwa. Przystojny Alex z powodzeniem czarował wszystkie ślicznotki, które często prześcigały się, żeby wyświadczyć mu jakąś przysługę.

Był początek dwudziestego pierwszego wieku i Dubaj wkraczał na drogę błyskawicznego rozwoju. Zaczęto wiele prestiżowych inwestycji, w tym między innymi budowę pierwszej ze słynnych Wysp Palmowych. W tym czasie do Dubaju przyjeżdżało mnóstwo ludzi z całego świata z nadzieją zrobienia lukratywnych interesów. Wyrastające na pustyni miasto żyło prawie całą dobę, tętniąc energią międzynarodowej społeczności tworzącej bardzo unikalną atmosferę. To był dla mnie okres intensywnej pracy i nowych wyzwań, którym codziennie musiałam stawiać czoło. Zdarzało się, że spałam tylko po trzy, cztery godziny na dobę, bo moim obowiązkiem było dopracowywanie szczegółów kolejnych projektów, spotykanie się z kontrahentami i branie udziału w licznych towarzyskich spotkaniach, mających niezwykle istotne znaczenie dla naszej firmy. Niekiedy padałam wprost z nóg i marzyłam o chwili, kiedy będę mogła po prostu porządnie się wyspać. Teraz zdarza mi się jednak, że tęsknię za tamtym czasem, niezwykle dla mnie inspirującym i kreatywnym. Pod okiem nowego szefa bardzo wiele się nauczyłam i miałam nadzieję na szybki awans. Firma planowała otworzenie małego biura w jeszcze jednym emiracie ZEA i dochodziły mnie słuchy, że może właśnie mnie powierzą to zadanie. To dopingowało mnie do jeszcze bardziej wytężonej pracy, bo wtedy miałabym samodzielne stanowisko. Te miesiące jawią mi się jako kalejdoskop nowych miejsc, twarzy i ciągu interesujących wydarzeń.

Czasami z całą siłą uświadamiam sobie, jak bardzo moje obecne życie różni się od tego, które prowadziłam zaraz po przyjeździe do Dubaju. Najgorsza stała się samotność. Wywołuje niechciane łzy, ściska gardło, wzbudza wątpliwości co do podjętej przed laty decyzji. Rzuciłam niezwykle satysfakcjonującą mnie pracę, opuściłam swój kraj, prawie zerwałam kontakty z rodziną i gronem oddanych przyjaciół dla tego wyjątkowego mężczyzny, który owładnął mną całkowicie. W jego ramionach czułam się najszczęśliwszą kobietą na świecie. Szeptał żarliwe wyznania miłosne. „Kocham cię do szaleństwa, ty jesteś moja, jedyna, tylko dla mnie”. I nic wtedy nie istniało, nic nie było ważne, oprócz tego, że mój ukochany jest przy mnie, a ja mogę w jego ramionach pogrążyć się w mistycznym trwaniu we dwoje. Traktował mnie jak księżniczkę, stawiał na piedestale, obsypywał niebotycznie drogimi prezentami, zabierał w ekskluzywne podróże. W tych momentach czułam się wybranką, którą los zabrał w baśniową podróż pełną szczęścia i bogactwa.

Ale nie wszystkie dni takie były. Zdarzały się okresy, kiedy czarny demon zazdrości opanowywał mojego męża, zmieniając go w nieobliczalnego tyrana. Tłumaczyłam sobie wtedy, że ta wręcz chorobliwa zazdrość jest wyrazem jego nieograniczonej miłości do mnie. Bo później, kiedy już zły duch odchodził, nasycony odbytą przeze mnie w samotności karą, Salim pojawiał się w pałacu i stęskniony porywał mnie do sypialni, gdzie ogarnięty eksplodującym pożądaniem zasypywał mnie gorącymi pocałunkami i miłosnymi zaklęciami. I znów byłam jego księżniczką, dla której był gotowy użyć wszystkich swoich wpływów i spełnić każde jej pragnienie. Tak jak wtedy, kiedy byliśmy w uroczej restauracji w Wiedniu i mój mąż zapłacił niewyobrażalną sumę pieniędzy tylko po to, aby lokal był otwarty do białego rana jedynie dla nas, bo ja zasłuchałam się w romantyczne melodie płynące spod palców wirtuoza skrzypiec. Albo jak w Kolombo kazał znaleźć już dobrze po północy właściciela sklepu jubilerskiego, bo wcześniej zachwyciłam się unikalną kolią wysadzaną ulubionymi przeze mnie szafirami. Ale w te pełne euforii tygodnie wplątywały się dni, w których przeważała paląca trzewia gorycz.

My, żony szejków, dobrze znałyśmy swoje sekrety, mimo że prywatne życie członków rodzin panujących w siedmiu emiratach Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz innych krajach Zatoki Perskiej obejmowała ścisła tajemnica. Kiedy sporadycznie udawało nam się spotkać na różnego rodzaju bardziej lub mniej oficjalnych imprezach albo rodzinnych uroczystościach, szeptałyśmy o traumatycznych wydarzeniach, które bywały naszym udziałem. Przez jakiś czas tematem naszych rozmów była Natasza, Białorusinka, druga żona dubajskiego szejka Saida ibn Maktuma al-Maktuma, syna zmarłego w dwa tysiące szóstym roku emira Dubaju Maktuma ibn Raszida al-Maktuma. Nie tyle nawet ona sama, co epizod z lufą karabinu przystawianą za nieposłuszeństwo do jej czoła osobiście przez jej męża. Bajka Nataszy zaczęła się latem dwa tysiące siódmego roku w hotelu w Mińsku, gdzie pracowała jako kelnerka za dziesięć funtów tygodniowo. Otóż zawitał tam książę, członek rodziny panującej w Dubaju i jeden z najbogatszych mężczyzn na świecie, posiadający fortunę szacowaną na osiem miliardów funtów. Dziewiętnastoletnia wtedy Natasza przyniosła do zajmowanego przez niego apartamentu prezydenckiego sok pomarańczowy i ten moment na zawsze odmienił jej życie.

Najbliższa rodzina trzydziestoletniego wówczas księcia stworzyła potęgę Dubaju, miasta na miarę dwudziestego pierwszego wieku, oraz cieszyła się zasłużoną sławą w świecie wyścigów konnych. Wuj księcia, emir Dubaju i wiceprezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich Muhammad ibn Raszid al-Maktum, był właścicielem gwiazdorskiej stajni wyścigowej Godolphin w Newmarket w hrabstwie Suffolk w Anglii. Tę historyczną stajnię nazwano na cześć wspaniałego ogiera Godolphin Arabian urodzonego w tysiąc siedemset dwudziestym czwartym roku w Jemenie, który jako jeden z trzech ogierów dał początek współczesnej hodowli koni czystej krwi arabskiej. Te wyjątkowe wierzchowce, zwane końmi gorącej krwi ze względu na ich zwinność, szybkość, wytrzymałość i hart ducha, były dumą swoich właścicieli i na przestrzeni wieków odnosiły spektakularne zwycięstwa w wyścigach. Godolphin Arabian prawdopodobnie poprzez Syrię trafił do stajni beja Tunisu, a następnie w tysiąc siedemset trzydziestym roku został podarowany królowi Francji Ludwikowi XV. Przekazywany jako prezent przechodził przez ręce europejskich władców i arystokratów, aby w końcu trafić do Anglii, gdzie doceniono jego unikalne piękno i przymioty czystej rasy. Na jednym z obrazów pyszni się jego idealna sylwetka, gniada maść, długi, lśniący ogon spływający ku ziemi i kończący się tuż nad pęcinami, które zdobią białe plamki, lekko przechylona w prawą stronę głowa podkreśla smukłość szyi i wyjątkowo gęstą, czarną grzywę. Całości wspaniałego widoku dopełniają zarysowane pod skórą silne mięśnie i smukłe, kształtne nogi. Konie arabskie były nie do pokonania w galopie na długich dystansach. Godolphin Arabian trzykrotnie uzyskał prestiżowy tytuł ojca championa koni wyścigowych w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Godność tę przyznawano tym ogierom, których potomstwo w danym roku odniosło najwięcej zwycięstw na torach wyścigowych i zebrało najwyższą pulę nagród pieniężnych.

Członkowie panującej obecnie w Dubaju rodziny Al-Maktum z wielką pasją zajmowali się hodowlą koni oraz uczestnictwem w wyścigach i książę Said ibn Maktum al-Maktum z powodzeniem kontynuował tę rodzinną tradycję. Szejk był właścicielem najlepszych koni wyścigowych, włączając słynnego Lammtarrę, który jako jeden z zaledwie dwóch wierzchowców wygrał trzy wyścigi Grupy Pierwszej w jednym roku i otrzymał nagrodę Cartier Champion Three-year-old Colt. Po triumfie Lammtarry w Ascot, na jednym z najważniejszych torów Anglii, dziewiętnastoletni wówczas książę osobiście odebrał od królowej Elżbiety II lśniący złoty puchar, symbol wygranej najbardziej prestiżowych zawodów imienia Króla Jerzego VI i Królowej Elżbiety. Monarchini, ubrana w czerwono-białą sukienkę w pepitkę, w eleganckim białym kapeluszu na głowie, z przewieszoną na nadgarstku klasyczną białą torebką, z trzema sznurami krótkich białych pereł i maleńkimi gustownymi perłowymi kolczykami w uszach oraz w białych, sięgających przedramienia rękawiczkach, z szerokim uśmiechem na twarzy wręczyła trofeum nastoletniemu księciu, który wspaniale prezentując się w białej koszuli, jedwabnym krawacie i ciemnogranatowym garniturze, z radością w oczach i dumnym półuśmiechem odebrał należną mu nagrodę. Pochodząca z biednej białoruskiej rodziny dziewiętnastoletnia Natasza, która ponad dziesięć lat później przyniosła szejkowi Saidowi ibn Maktumowi al-Maktumowi sok pomarańczowy, z pewnością należała do całkiem innego świata.

Natasza wychowała się wraz z siostrą, sześć lat od niej starszą Galiną, w małym mieszkanku znajdującym się w typowym osiedlowym, szarym i zniszczonym, dwupiętrowym bloku w Smolewiczach, miasteczku liczącym czternaście tysięcy mieszkańców, około czterdziestu kilometrów na północny wschód od Mińska. Matka zarabiała na życie, pokonując ponad siedemset kilometrów do Moskwy, gdzie kupowała na bazarkach tanie chińskie ubrania, aby potem z drobnym zyskiem sprzedać je na czarnym rynku w Mińsku. Dochody z tego handlu miała tak małe, że nie było jej stać na kupno wymaganego stroju dla Nataszy i zapłacenie za finalną ceremonię, kiedy córka kończyła szkołę. Wydawałoby się zatem, że entuzjastycznie przyjmie księcia, kiedy ten prosił o rękę Nataszy – przyjechał do postsowieckiego miasteczka luksusowym mercedesem, otoczony liczną świtą, minął po drodze pomnik Lenina, symbol dawnych czasów, i zawitał w skromne progi mieszkania w obskurnym bloku przy ulicy Komunistycznej. Tak się jednak nie stało.

– Zaślubiny powinny być szczęśliwą uroczystością, a tu były łzy niezadowolenia – stwierdziła później jedna z sąsiadek.

– Daleki kraj, dziwni ludzie, poligamia… – szlochając, powiedziała zdenerwowana matka Nataszy, gdy usłyszała propozycję księcia miliardera.

***

Co ciekawe, moja mama zareagowała podobnie na wieść, że oświadczył mi się bogaty szejk ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

– Izabela, po co ci to? – zapytała poirytowanym głosem. – Przecież masz bardzo dobrze płatną pracę… Poza tym zawsze czeka na ciebie miejsce w naszej spółce…

Mój ojciec posiadał dobrze prosperującą firmę w centralnej Polsce i jego marzeniem było to, żeby jego ukochana jedynaczka kiedyś przejęła interes. To dlatego od najmłodszych lat posyłał mnie na prywatne lekcje angielskiego, a później zafundował mi studia na kierunku zarządzanie i marketing na jednej z lepszych uczelni.

– Mamo, to nie chodzi o pieniądze – tłumaczyłam. – Po prostu… No wiesz, zakochałam się… – Trudno mi było mówić o uczuciu, które przyszło zupełnie niespodziewanie i wywróciło cały mój dotychczasowy świat do góry nogami.

– Zakochałaś się, to i się odkochasz – oświadczyła bez cienia zrozumienia moja mama.

– Mamo, to nie jest takie proste… To jest coś takiego… coś niezwykłego… – Nie chciałam zwierzać się mamie, że w ciągu dnia myślałam o nim prawie bez przerwy, a w nocy często nie mogłam spać, wspominając wspólne chwile, które wywoływały u mnie wybuch burzliwych emocji. Tęskniłam za nim aż do bólu i gdy rozpamiętywałam każdą minutę z nim spędzoną, szybko dochodziłam do momentu, w którym nie liczyło się nic więcej oprócz tego, żeby znów go zobaczyć, poczuć na sobie jego uważne spojrzenie i ponownie usłyszeć jego głos, którego niski tembr zabierał mnie w magiczną krainę marzeń.

– Ojciec się wścieknie. – Mama, od lat zajmująca się wraz z tatą rodzinnym biznesem, twardo chodziła po ziemi. – Dobrze wiesz, jaka była umowa. Ojciec pozwolił ci pracować w amerykańskiej firmie przez kilka lat tylko po to, abyś zdobyła doświadczenie i nawiązała odpowiednie kontakty. Już z tego twojego wyjazdu na dłużej do Dubaju nie był za bardzo zadowolony.

– Mamo! – Nie podobało mi się, że mama podczas tej rozmowy całkowicie ignorowała moje uczucia. – Ja już jestem dużą dziewczynką. Tata nie będzie mi całe życie mówił, co mam robić.

– Wiesz, że nie w tym rzecz. – Głos mamy stał się ostrzejszy. – My całe życie ciężko pracowaliśmy, żeby do czegoś dojść. Nie chcemy, żeby firma przeszła kiedyś w ręce obcych ludzi.

Słyszałam to już wcześniej wielokrotnie i za każdym razem czułam się zakładniczką rodzinnego biznesu. Kiedy od razu po studiach dostałam wspaniałą ofertę pracy w międzynarodowej firmie, rodzice, zamiast się cieszyć, zaczęli kręcić nosami.

– W naszej spółce czeka na ciebie stanowisko menedżera. Chyba nie chcesz zaczynać jako korporacyjny pachołek. – Mój ojciec zawsze mówił to, co myślał, prosto z mostu.

Pamiętam, że bardzo ubodło mnie to określenie, bo na moje miejsce w amerykańskiej firmie farmaceutycznej było kilkudziesięciu chętnych, a wybrano właśnie mnie. Moi koledzy i koleżanki ze studiów, rozsyłający po kilkanaście CV dziennie z nadzieją znalezienia interesującej pracy, z nieukrywaną zazdrością wypytywali mnie, jak udało mi się dostać tak atrakcyjne zatrudnienie. Niektórzy nawet podejrzewali, że to właśnie mój ojciec użył swoich wpływów i załatwił mój pierwszy kontrakt.

– Tato, nie chcę teraz wracać do naszego miasta. Chcę spróbować swoich sił w nowym miejscu, taka szansa może już się więcej nie powtórzyć – starałam się spokojnie tłumaczyć ojcu mój punkt widzenia, chociaż było mi przykro, że tata nie docenił początku mojej kariery zawodowej.

– Próbuj, ale pamiętaj, że kiedyś przyjdzie czas, kiedy będziesz musiała zacząć wdrażać się w obowiązki związane z naszą rodzinną firmą – powiedział zdecydowanym głosem.

Ojciec nic nie rozumiał. Powrót do rodzinnego miasta i praca u ojca od razu wtłaczały mnie w utarte tryby, które być może zapewniłyby mi godziwy byt, ale pozbawiłyby możliwości odkrywania nieznanych dotąd przestrzeni i poznawania nowych, interesujących ludzi. Teraz myślę, że być może pragnienie przekraczania znanych sobie ram było znamienne dla większości żon szejków, które pochodziły spoza regionu Zatoki Perskiej. I kiedy dosięgła je strzała Amora, odnajdywały w sobie odwagę, aby podążyć za głosem serca, nie zważając na krytyczne rady rodziny lub przyjaciół.

***

Natasza jako siedemnastolatka brała udział w konkursie piękności w swoim mieście i na zachowanym wideo widać jej perfekcyjne ciało ubrane w ozdobiony srebrnymi cekinami czarny kostium, w którym, z uniesionymi wysoko do góry rękoma, podniesioną głową i z ujmującym uśmiechem oraz wyrazem szczęścia na twarzy, wykonuje taniec brzucha. Zapytana przez konkursowe jury o swoje zainteresowania odpowiedziała:

– Moim ulubionym zajęciem jest spacerowanie uliczkami mojego miasta oraz medytacja. Interesuję się również starożytnymi Chinami, ich kulturą, religią i kuchnią. Moim marzeniem w przyszłości jest otworzyć własną chińską restaurację.

Nauczycielka Nataszy tak wypowiedziała się na temat swojej byłej uczennicy:

– Natasza była nie tylko ładna, ale odznaczała się również bardzo specyficznym charakterem. Ona zawsze była liderką i zrobiłam ją przewodniczącą klasy przez dwa lata z rzędu. Natasza miała arystokratyczny wygląd i wyjątkowy czar osobisty. Nie dziwię się, że książę się nią zachwycił.

Szejk Said ibn Maktum al-Maktum był tak zauroczony dopiero co poznaną nastoletnią kelnerką, że dwukrotnie przekładał swoją podróż na Cypr, gdzie miał się udać z Mińska na zawody w strzelaniu do rzucanych w powietrze glinianych krążków. Sport ten, zwany skeetem, był następną po koniach wielką pasją księcia, który reprezentował Zjednoczone Emiraty Arabskie w tej dyscyplinie na igrzyskach olimpijskich. Do Mińska szejk również przyjechał na zawody strzeleckie, a następnie, zauroczony Nataszą, po niecałym miesiącu znajomości ożenił się z nią, organizując skromną ceremonię ślubną. Książę miał już wtedy jedną żonę i pięcioro dzieci – czterech synów oraz jedną córkę. Między innymi dlatego matka Nataszy nie od razu zgodziła się na ślub. Dopiero Galina, która wierzyła, że jej siostrę i księcia łączy głęboka, prawdziwa miłość, wraz ze swoimi koleżankami zdołała przekonać matkę, że to jest najlepsza droga dla jej córki. Wtedy książę złożył drugą wizytę i uzyskał od matki pozwolenie na ożenek.

Natomiast ojciec Nataszy, pochodzący z Azerbejdżanu muzułmanin, stolarz, który mieszkał niedaleko z nową rodziną, od początku nie miał żadnych obiekcji dotyczących zamążpójścia córki.

– Byłem pierwszym, który powiedział Nataszy, że jestem bardzo szczęśliwy, że spotkało ją takie wyróżnienie. Nie każda młoda kobieta ma szansę wyjść za mąż za tak wspaniałego mężczyznę. Jestem muzułmaninem, nie przeszkadza mi, że jest to małżeństwo poligamiczne. Poza tym to już nie są dawne czasy. Książę bardzo jasno określił, że nie zamknie Nataszy, kiedy będzie spędzał czas ze swoją pierwszą żoną. Jestem też pewien, że córka będzie nas często odwiedzała na Białorusi.

Sama Natasza wyznała zaś swojej przyjaciółce:

– Uwielbiam go i o niczym innym nie mogę teraz myśleć. Moje życie przemieniło się w cudowną baśń.

A matka Nataszy, kiedy już młoda para się pobrała, stwierdziła:

– Widzę, że moja córka jest szczęśliwa. Tak samo jak mój zięć. I to jest dla mnie najważniejsze.

Zadrościłam tego Nataszy. Faktu, że jej rodzice zaakceptowali małżeństwo z szejkiem. Moi rodzice do tej pory tego nie zrobili. I nic nie wskazuje na to, żeby kiedykolwiek to się stało.

Szejk Said ibn Maktum al-Maktum wkrótce po uzyskaniu zgody na ślub zdołał przekonać Nataszę, aby przyjęła jego wiarę. Chociaż ojciec Nataszy był muzułmaninem, ona sama, ze względu na to, że wychowywała ją matka, była wyznawczynią prawosławia. Jako muzułmanka Natasza zmieniła imię na Aisza.

Podobało mi się, że mama Nataszy, mimo początkowych poważnych zastrzeżeń, potrafiła zdobyć się na to, aby już po ślubie swojej córki powiedzieć parę dobrych słów o zięciu.

– Widzę, że jest to uczciwy, inteligentny i taktowny człowiek o doskonałej edukacji. Jego majątek w ogóle mnie nie interesuje. Nie jestem kobietą, która wymieniłaby swoją córkę na pieniądze. Nie wierzę również, aby fortuna księcia miała też jakiekolwiek znaczenie dla mojej córki. Ona zakochała się w jego duszy. Jestem tego pewna.

Pieniądze… To wszyscy nam, żonom szejków, zarzucają. Plują na nas i obrzucają najgorszymi wyzwiskami, uważając, że wyszłyśmy za mąż dla majątku. A tak nie jest. Albo nie zawsze tak jest. Poznajemy silnego mężczyznę, który potrafi poruszyć najbardziej wrażliwe struny naszej kobiecości, rozbudzić uśpione zmysły i zabrać nas w niezwykłą podróż, podczas której najważniejsza jest absolutnie wyjątkowa relacja między mężczyzną a kobietą. I zaczynamy razem tkać ten czarodziejski dywan, układając malownicze wzory z pierwszych spojrzeń, półsłówek, przelotnych dotyków i kradzionych gorących pocałunków. Ogarnięci silnymi wzruszeniami tworzymy niepowtarzalne ornamenty, dbając o szczegóły i ekspresyjny wyraz naszych uczuć. My, wybranki szejków, chcemy kochać i być kochane. A szejkowie potrafią darzyć kobietę szaloną miłością. I robić wiele dla swoich księżniczek. Dlatego wierzę Nataszy, kiedy mówi, że dla niej najważniejsza jest miłość. Bo dla mnie też tak jest.

Trudno mi jednak zrozumieć Nataszę w jednej kwestii. Od początku wiedziała, że jej przyszły mąż ma już jedną żonę, więc ona będzie żyła w związku poligamicznym. Dla mnie byłoby to trudne do przyjęcia. Ja chcę należeć do jednego mężczyzny, dla którego też będę tą jedyną. Ufam Salimowi w tym względzie. Mój mąż zawsze powtarza, że ma tylko jedną ukochaną, swoją najdroższą Isabelle. I ja mu bezgranicznie wierzę.

Natasza jeszcze z Białorusi rozmawiała z pierwszą żoną szejka, która podobno była dla niej bardzo serdeczna. Pierwsza żona nazwała Nataszę swoją siostrą i stwierdziła, że już nie może się doczekać, kiedy ją pozna. Obie żony miały się spotkać na Cyprze, dokąd w końcu szejk zamierzał dotrzeć kawalkadą luksusowych samochodów, a następnie prywatnym jachtem, gdyż nie znosił lotów samolotem. Postanowiono, że Nataszy będzie towarzyszyć siostra Galina, która doskonale władała angielskim. Sama Natasza nie znała jeszcze wtedy tego języka na tyle, by móc biegle komunikować się z szejkiem i innymi. Niektórzy złośliwcy podawali w wątpliwość wielkie uczucie między dwojgiem ludzi, których porozumienie ogranicza brak językowych kompetencji jednej ze stron. Ja jednak uważam, że to jest możliwe. Czasami niepotrzebne są słowa. Wystarczy spojrzenie oraz elektryzujące fluidy przenikające aż do głębi i na zawsze zmieniające nasz los oraz nas samych. Bo prawdziwa miłość trwa niezależnie od okoliczności. Jest bezwarunkowa, oszałamiająca i porywająca. Prowadzi nas swoimi ścieżkami, zaskakując bogactwem obrazów wyłaniających się zza kolejnego zakrętu, i zabiera nas na nieznane lądy pełne rozkwitających egzotycznych roślin o fantazyjnych kształtach, mocnych, nasyconych barwach i ekstatycznych, odurzających aromatach. Dlatego warto kochać.

W ostatnim tygodniu przed wyjazdem na Cypr wszyscy wypytywali Nataszę o jej życie z szejkiem.

– Nie mogę nic powiedzieć za plecami mojego męża – odpowiadała. – On nie chce rozgłosu.

To samo dotyczyło mnie. Mój mąż zabronił mi wypowiadać się publicznie zarówno na temat naszego związku, jak i w kwestii stosunków społecznych i obyczajowych panujących w krajach Zatoki Perskiej. Ja złamałam tę regułę. Na samą myśl o tym, co by się mogło stać, gdyby Salim dowiedział się o moim pisaniu, zamieram ze strachu nad klawiaturą, serce wali mi jak szalone, a sparaliżowane palce nie chcą wystukiwać dalszych linijek tekstu. Boję się… Boję się tak bardzo, że czasami postanawiam sobie, że już nic więcej nie napiszę. Ale wtedy do głosu dochodzi moje głębokie wewnętrzne przekonanie, że należy odkrywać przerażające fakty, które doprowadzają do tragedii jednostek lub setek ludzi. Nie wolno ich pominąć milczeniem, bo oznacza to akceptację wielkiej niesprawiedliwości. A ja się na to nie godzę.

Tak jak było w przypadku dwudziestoletniej dziewczyny, która latem utonęła w wodach zatoki w Dubaju, bo jej ojciec nie pozwolił służbom na uratowanie jej życia.

– Jeżeli moją córkę dotkną obcy mężczyźni, to zostanie zhańbiona – wołał wysoki i silny Arab, agresywnie odpychając ratowników. – Wolę, by zginęła, niż spotkał ją taki los.

Szamotanina, która wywiązała się między ratownikami a broniącą honoru głową rodziny, uniemożliwiła udzielenie skutecznej pomocy. Dziewczyna utonęła na oczach ojca i gapiów. Mężczyzna został po tym incydencie aresztowany, ale to nie zmienia faktu, że dwudziestolatka straciła życie, bo ojciec uniemożliwił akcję ratunkową. Uważam, że o tym trzeba pisać. Tak samo jak o wielu innych wydarzeniach, które mają miejsce na Bliskim Wschodzie.

Tymczasem kiedy na Cyprze książę Said ibn Maktum al-Maktum trenował do międzynarodowych zawodów w strzelaniu, nikt nigdzie nie widział nowo poślubionej białoruskiej małżonki ani jej siostry. Natasza szybko się przekonała, że żony szejków często pozostają w ukryciu i spędzają większość czasu bez swoich mężów. Pierwsza dama Dubaju, szejka Hind bint Maktum ibn Dżuma al-Maktum, żona seniorka emira Dubaju i matka następcy tronu księcia Hamdana ibn Muhammada al-Maktuma, nie była osobą publiczną i prawie wcale nie udostępniano jej fotografii. Wyszła za mąż w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym dziewiątym roku w wieku siedemnastu lat i swoje życie spędziła w pałacu Zabeel, oficjalnej siedzibie rodu Al-Maktum. Wychowała dwanaścioro dzieci, pięciu synów i siedem córek. Szejka Hind bardzo rzadko towarzyszyła swojemu mężowi na wyścigach konnych albo w innych publicznych wydarzeniach. Księżniczka w ten sposób rygorystycznie trzymała się emirackiej tradycji ścisłej separacji kobiet i mężczyzn. To odosobnienie kobiet miało miejsce zarówno w codziennym życiu, jak i w sytuacjach nadzwyczajnych.

Wesele szejka Muhammada ibn Zaida ibn Sultana al-Nahajana, księcia z emiratu Abu Zabi, z księżniczką Salamą w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym pierwszym roku przeszło do historii jako jeden z najdroższych ślubów świata. Koszt uroczystości oszacowano na czterdzieści cztery i pół miliona dolarów, a niektórzy podkreślają, że suma ta w dzisiejszych czasach odpowiadałaby wartości stu trzydziestu siedmiu milionów dolarów. Wesele odbyło się na specjalnie wybudowanym na tę okazję stadionie, na którym bawiło się ponad dwadzieścia tysięcy osób. Hołdując arabskiej tradycji, szejk zajechał po swoją wybrankę w karawanie dwudziestu wielbłądów przystrojonych wyszukaną biżuterią oraz szatami wyszywanymi drogocennymi kamieniami, przywożąc dary ślubne wartości milionów dolarów. Goście transportowani byli trzydziestoma czterema prywatnymi samolotami i świętowali siedem dni. Zabawiało ich pięćdziesięciu zaproszonych artystów z Afryki i Arabii Saudyjskiej. Piosenkarz, który napisał pieśń na cześć młodej pary, dostał w prezencie od szejka czerwonego mercedesa. Sam książę dwukrotnie objechał na koniu wszystkie miasta emiratu, wydając w każdym z nich sute uczty dla ich mieszkańców i obdarowując ich cennymi podarunkami. Panna młoda zaś, najważniejsza bohaterka tych wystawnych uroczystości, większość czasu, zgodnie z beduińską tradycją, spędziła w swoim pokoju, z dala od oczu hucznie bawiących się tysięcy weselnych gości.

Szejkowie, którzy zazwyczaj żenią się z księżniczkami lub szejkami należącymi do prominentnych rodów arabskich, wydają fortuny, aby ich wesela były jak najbardziej okazałe i zbytkowne. Więzy krwi do tej pory pełnią na Bliskim Wschodzie najważniejszą rolę oraz determinują układ sił politycznych i ekonomicznych. W związku z tym reprezentacyjne, kosztowne śluby z jednej strony honorują kobietę pochodzącą z wpływowego rodu, a z drugiej strony obecność na nich władców innych krajów lub emiratów zacieśnia niezwykle istotne dla regionu koneksje.

Szejkowie rzadko biorą za żony kobiety, które nie należą do panujących arabskich klanów, a kiedy to już się dzieje, początkowa bajka może łatwo przerodzić się w rozpaczliwy dramat. Tak stało się w przypadku Nivil al-Gamal, sekretnej żony szejka Ahmeda ibn Saida al-Maktuma, wuja obecnego emira Dubaju i jednego z najbogatszych ludzi na świecie, posiadającego fortunę szacowaną na dziewiętnaście miliardów dolarów. Ta chwytająca za serce historia zaczęła się przypadkowym spotkaniem pary w dwa tysiące trzecim roku w Dubaju, a skończyła wzajemnymi zarzutami szeroko publikowanymi na łamach międzynarodowej prasy. Szczegóły związku, który z założenia miał być pilnie strzeżoną tajemnicą, oraz zawarte w sekrecie małżeństwo stały się własnością publiczną, narażając Nivil al-Gamal, pochodzącą z bardzo konserwatywnej egipskiej rodziny, na wiele upokorzeń. Historia zaczęła się, kiedy dwudziestosześcioletnia Nivil al-Gamal jadła lunch ze swoją koleżanką w restauracji w Dubaju. Siedzący przy sąsiednim stoliku mężczyźni nawiązali z kobietami niezobowiązującą rozmowę. Jeden z nich poprosił Nivil o numer telefonu, po czym, nie przedstawiając się, opuścił restaurację. Potem zadzwonił i zaprosił Nivil wraz z koleżanką na kolację.

Nivil, pochodząca z zamożnej i wpływowej rodziny, zajmowała się projektowaniem wnętrz, w związku z czym przyjęła zaproszenie, mając nadzieję na pozyskanie dobrego klienta. Wtedy nie miała pojęcia, że zainteresował się nią szejk należący do niewyobrażalnie bogatej panującej dubajskiej rodziny. Szejk Ahmed był synem władcy Dubaju, szejka Saida ibn Maktuma al-Maktuma, który panował od roku tysiąc dziewięćset dwunastego aż do swojej śmierci w roku tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym ósmym. Szejk Said ibn Maktum spłodził Ahmeda w roku swojej śmierci, w wieku osiemdziesięciu lat. Szejk Ahmed był też bratem następnego byłego władcy Dubaju, szejka Raszida ibn Saida al-Maktuma, sprawującego władzę przez trzydzieści dwa lata, do roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego.

Nivil była zaskoczona, kiedy dowiedziała się, kim jest nowo poznany mężczyzna, ale wkrótce po wspólnej kolacji wróciła do Londynu, gdzie mieszkała. Miesiąc później szejk przyleciał za nią do Anglii prywatnym samolotem i zaczął bardzo intensywnie zabiegać o jej względy.

– Nigdy wcześniej nie czułam, żeby mężczyzna był dla mnie tak atrakcyjny i pociągający – wspominała później Nivil. – Byłam nim zafascynowana. Uwielbiałam go. Czułam w moim sercu, że jesteśmy sobie przeznaczeni.

Jak dobrze rozumiałam Nivil! Moje uczucia były identyczne i mogłam z pełnym przekonaniem powtórzyć słowo w słowo za Nivil. Poznajemy tego jedynego mężczyznę i nagle wszystko inne przestaje się liczyć. Wchodzimy w zupełnie inny wymiar, gdzie obowiązują nowe reguły. A może raczej nie ma żadnych reguł, bo nasze uczucie sprawia, że porywa nas wir emocji, które odcinają nas od rzeczywistości i powodują całkowite zatracenie się w narastających, ekscytujących przeżyciach. Oszołomione obezwładniającymi doznaniami podążamy za głosem serca, nie licząc się z nikim i z niczym. I jeżeli nasz afekt zostanie odwzajemniony, stajemy się wszechwładnymi boginkami, kochanymi, adorowanymi i wielbionymi, które wyniesione na ołtarze miłości, rozkwitają w pełnym blasku swej ezoterycznej kobiecości.

Nivil była jeszcze dziewicą, kiedy zaczęła spotykać się z szejkiem. Para spędziła ze sobą pierwszą upojną noc, a potem następne.

– Wierzyłam, że wyjdę za niego za mąż – mówiła Nivil jakby na usprawiedliwienie swojego zachowania, gdyż islam surowo zabrania stosunków pozamałżeńskich. – Nigdy przedtem nie czułam czegoś takiego do żadnego mężczyzny. Gdyby mi kazał skoczyć do rzeki, zrobiłabym to – zapewniała Nivil.

Kobieta pogrążyła się w pełnym przepychu życiu kochanki miliardera, który rozpieszczał ją do granic możliwości. Zasypywał ją drogimi prezentami – dostała wysadzany diamentami zegarek Bulgari, wyszukaną biżuterię, torebki najdroższych firm, sukienki haute couture i pieniądze na bentleya.

– Szejk podarował mi taki model torebki z krokodylej skóry marki Louis Vuitton, że nie sądzę, żeby ktokolwiek na świecie posiadał taki sam wzór – wspominała Nivil.

To wszystko doskonale znałam z własnego życia. Mój mąż, wracając z podróży, za każdym razem witał się ze mną, wręczając drogocenny prezent. Na początku naszego małżeństwa była to zazwyczaj biżuteria najbardziej prestiżowych marek.

– Podoba ci się? – pytał z wyrazem szczęścia w oczach, kiedy z zachwytem przymierzałam kolejny naszyjnik lub bransoletkę lśniącą szlachetnymi kamieniami. – Kochana, musisz mi powiedzieć, którą markę preferujesz. Cartier… Bulgari… Chopard… Piaget… Tiffany? A może wolisz Van Cleef & Arpels? Powiedz mi, kochana… – Obejmował mnie silnymi ramionami i delikatnie do siebie przyciągając, wodził oczami po mojej twarzy, włosach i figurze. – Jesteś tak piękna, że nie mogę w to uwierzyć… – dodawał półszeptem, zasypując mnie namiętnymi pocałunkami.

Zakochana Nivil nie protestowała, gdy szejk większość wspólnego czasu spędzał z nią w swoim luksusowym apartamencie w londyńskiej dzielnicy Knightsbridge lub na prywatnym jachcie w Dubaju.

– On bardzo chroni swoje życie prywatne – tłumaczyła sobie Egipcjanka, ale nadal wierzyła, że pewnego dnia szejk ją poślubi i ich związek stanie się jawny.

W dwa tysiące siódmym roku szejk w końcu oświadczył się, ofiarowując Nivil jako dar małżeński trzydzieści tysięcy funtów i pieniądze na zakup złotego pierścionka z siedemnastoma diamentami. Sekretna, skromna ceremonia, na której obecni byli, oprócz pary młodej, tylko imam i dwóch męskich świadków, odbyła się w apartamencie szejka w Knightsbridge.

– Przystałam na ten sekret, bo Ahmed, jako wysoko postawiony członek królewskiej rodziny, nie mógł pojąć za żonę kobiety spoza swojego kraju, szczególnie jako swojej pierwszej małżonki. – Nivil, jak każda prawdziwie kochająca kobieta, zawsze starała się zrozumieć swojego mężczyznę. – Ale Ahmed obiecał mi, że w przyszłości ogłosi publicznie, iż zawarliśmy małżeństwo.

Po ślubie Nivil nadal mieszkała w Londynie i chociaż widziała męża tylko raz na dwa miesiące, uważała, że to był najszczęśliwszy rok jej życia.

– Ahmed był mi całkowicie oddany – deklarowała.

Dramat Nivil zaczął się, kiedy okazało się, że jest w ciąży, a szejk odmówił nie tylko uznania ojcostwa, ale nawet oficjalnego potwierdzenia, że kobieta jest jego żoną. Nivil zmuszona była rozpocząć w brytyjskich sądach długotrwałą i bardzo dla niej upokarzającą batalię, która miała udowodnić obydwa te fakty.

W ciągu kilku lat usłyszała od szejka Ahmeda wiele poniżających słów.

– Nigdy nie byłem z nią w żadnym związku – publicznie głosił szejk. – To była tylko okazjonalna partnerka seksualna. Nie było też żadnego ślubu. To nie jest żona, tylko zwykła kurtyzana, która przyczepiła się do bogatego mężczyzny, aby kupował jej luksusowe rzeczy.

Wiadomością, która wkrótce po urodzeniu syna jeszcze bardziej dobiła Nivil, była huczna ceremonia ślubna szejka Ahmeda ibn Saida al-Maktuma ze swoją kuzynką Moną, córką szejka Obaida ibn Thaniego al-Maktuma, na którą przybył sam emir Dubaju oraz władcy i następcy tronu innych emiratów. Nivil z dwumiesięcznym synem na rękach oglądała transmitowaną przez arabską telewizję uroczystość, a znajomi dzwonili, mówiąc:

– Czy ty to widzisz? On jej kupił naszyjnik wart milion funtów!

Wtedy Nivil jeszcze boleśniej dotknął fakt, że szejk potraktował ją jako nic nieznaczącą nałożnicę. Mimo wszystko nie poddała się i postanowiła dochodzić swoich praw w sądach, tym bardziej że u jej synka wykryto przewlekłą chorobę systemu odpornościowego. Nivil wielokrotnie próbowała kontaktować się z szejkiem i zainteresować go dzieckiem oraz jego chorobą, ale nie przyniosło to żadnego rezultatu. Szejk do tej pory nawet nie widział osobiście swojego syna.

Po wielu nieprzyjemnych dla Nivil procesach i testach potwierdzających ojcostwo szejk zmuszony był do ugody z walczącą o swoje prawa kobietą. Ustalono, że wypłacane jej będzie piętnaście tysięcy funtów alimentów miesięcznie do momentu ukończenia przez syna dwudziestu jeden lat.

Bardzo współczułam Nivil. Przed takim scenariuszem ostrzegali mnie moi znajomi, kiedy dowiedzieli się, że nie będę miała z szejkiem hucznego ślubu. James zaprosił mnie na lunch, podczas którego próbował odwieść mnie od pomysłu zamążpójścia.

– Isabelle! Od niedawna jesteś w regionie, więc nie zdajesz sobie sprawy ze wszystkich panujących tu realiów.

– James! – Doceniałam troskę szefa, ale wiedziałam, że nikt i nic nie zdoła mnie odwieść od zamiaru spędzenia życia z ukochanym mężczyzną. – On jest wyjątkowy! Dżentelmeński, czuły, opiekuńczy… – Kiedy to mówiłam, już chciałam się znaleźć w zaczarowanym kręgu Salima, który kiedy byliśmy razem, otaczał mnie nieustającym zainteresowaniem i atencją.

– Isabelle! Bądźmy konkretni! – James dolał mi wina. – Czy ty wiesz, co to jest zawadż urfi1?

– Nie – odpowiedziałam. Ogarnęło mnie lekkie poirytowanie, bo szef rozmawiał ze mną takim tonem, jakbyśmy omawiali jakiś firmowy projekt.

– A powinnaś wiedzieć! – James podniósł do ust kieliszek.

– Czyli co to jest? – Zaczęłam trochę żałować, że się zgodziłam na to spotkanie.

– Para zawiera małżeństwo tylko w obecności świadków, czasami również osoby trzeciej, na przykład imama, ale nie jest ono rejestrowane w żadnym państwowym urzędzie.

Milczałam, bo pierwszy raz słyszałam o takim rodzaju ślubu.

– A szejk Salim jak chce się z tobą ożenić?

– Jak to jak? – Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. – Normalnie.

– Normalnie to byś miała wesele – powiedział poważnie James.

Ta rozmowa była dla mnie trudniejsza, niż myślałam. Spodziewałam się takich argumentów, jakie już wielokrotnie słyszałam od mamy i taty. O tym, że nie wiem, w co się pakuję, że prawie w ogóle go nie znam, że będę mieszkać sama, daleko, w kręgu zupełnie innej kultury, że wkrótce szejk na pewno weźmie sobie drugą żonę, że będę zamknięta i nic mi nie będzie wolno zrobić… Potem następowała cała tyrada na temat tego, jak bardzo ich zawiodłam, bo przecież rodzinna firma czeka. Ojciec posunął się nawet do oznajmienia mi, że jeżeli nie zmienię decyzji i wyjdę za mąż, to mam mu oddać wszystkie koszty poniesione na moje studia.

– Czyli jak szejk Salim chce się z tobą ożenić? – Zawsze konkretny szef patrzył na mnie wyczekująco.

– Ślub to ślub. – Przełknęłam ślinę. – Będę jego żoną… – Kiedy byłam z Salimem, to wszystko wydawało mi się łatwe i proste. Gdy jedliśmy obiad lub kolację w jednej z ekskluzywnych dubajskich restauracji albo na pokładzie jego prywatnego jachtu, nic dla mnie nie istniało oprócz tego przystojnego mężczyzny, który niezwykle interesująco opowiadał o swoim dorastaniu w pustynnym emiracie, ciekawości świata, która sprawiła, że zwiedził prawie wszystkie kontynenty, i o swoich licznych pasjach, które stawiały przed nim ciągle nowe wyzwania. Pytał też o moje życie, ale było mi trudno o nim mówić i składało się na to wiele przyczyn.

Początkowo Salim bardzo mnie onieśmielał. Tak samo działało na mnie jego otoczenie, ludzie, którzy zawsze czekali na najmniejsze skinienie szejka, aby spełnić jego rozkaz. To powodowało, że czułam się ogromnie skrępowana, bo obsługa w restauracji lub służba szejka, pilnując, żeby brudne naczynia były z miejsca sprzątnięte, a nowe potrawy od razu doniesione, bez przerwy bacznie patrzyły w naszą stronę. Ta nieustanna obserwacja niezmiernie mnie peszyła. Salim, przyzwyczajony do kręcącej się wokół niego od dziecka licznej służby, w ogóle nie zwracał na to uwagi. Poza tym niełatwo przychodziło mi mówienie o moim dzieciństwie. Wiecznie zapracowani rodzice, których głównym życiowym celem był rozwój firmy, którą budowali od podstaw, nie mieli dla mnie w ogóle czasu. Na pewno bardzo mnie kochali i dbali o to, żeby nigdy mi niczego nie brakowało, ale wielokrotnie zamiast następnego drogiego sprzętu pod choinkę wolałabym pójść z nimi na spacer lub wyjechać gdzieś na weekend. Czasami żałowałam, że nie miałam rodzeństwa, z którym mogłabym dzielić swoje smutki i radości. Rodzice jednak uważali, że nie stać ich na następne dziecko.

Rodzice wychowywali mnie dość twardo, bo uważali, że w dzisiejszym świecie nie ma miejsca na sentymenty. Zawsze mi powtarzali, że nieważne jest to, że jestem dziewczyną, bo i tak w przyszłości moim zadaniem będzie pomoc w rozwoju ich spółki. Mama zawsze też ostrzegała mnie przed ewentualnymi adoratorami, sądząc, że chętni mogą pojawić się w nadziei na wżenienie się w dobrze prosperującą firmę.

– Pamiętaj, żebyś mi żadnego gołodupca do domu nie przyprowadzała! – powtarzała, od kiedy skończyłam piętnaście lat. – My tu nie prowadzimy akcji charytatywnej! – mówiła podniesionym głosem. – A najlepiej nie zajmuj się żadnymi miłostkami, tylko nauką i swoją przyszłością!

Mając szesnaście lat, zaczęłam się spotykać z Radkiem, kolegą z klasy. To było takie szczeniackie zauroczenie, z pierwszymi wyznaniami, pocałunkami i potajemnymi pieszczotami. Kiedyś, po jakiejś imprezie, Radek odprowadził mnie do domu i cicho wślizgnęliśmy się do mojego pokoju. Matka pojawiła się już po pięciu minutach z karczemną awanturą.

– Izabela! – Mama nie znosiła zdrobnień i prawie nigdy nie mówiła do mnie Iza. Czasami, przy ważnych gościach, zdarzało jej się powiedzieć Bella. – Ty się chyba zapomniałaś! A na ciebie, kolego, już najwyższy czas! – zwróciła się do Radka. – Na pewno twój ojciec na ciebie czeka! Jutro w pracy z nim porozmawiam, powinien bardziej zwrócić uwagę na to, o której wracasz do domu!

– Tak, proszę pani, dobranoc. – Zaczerwieniony Radek szybko się pożegnał i wyszedł.

I wtedy się zaczęło.

– Izabela! Czy ty wiesz, gdzie pracuje jego ojciec?!

– Chyba w waszej spółce. – Jakoś to mnie szczególnie nie dziwiło. Firma mojego ojca zatrudniała dużo ludzi z okolicy.

– A wiesz, kim on tam jest?

– Nie mam pojęcia.

– Księgowym!!!

– I… – Nie wiedziałam, do czego mama zmierzała.

– On dokładnie zna nasze rozliczenia!

– I co z tego?

– Dokumenty księgowe! Codziennie nad nimi pracuje!

Spojrzałam na mamę. Rozmawianie ze mną o księgowości rodzinnej spółki w środku nocy uznałam za co najmniej dziwne.

– A myślisz, że dlaczego ten Radek się tobą interesuje? – ciągnęła mama.

– Bo mu się podobam?

– Ty czy cyferki w naszych dokumentach księgowych?

– Mamo, czy ty uważasz, że Radek zagląda do twojej księgowości? – Mama zawsze uważała, że cały świat kręci się wokół jej firmy, ale w tym momencie to grubo przesadziła.

– Izabela! – prawie krzyknęła. – Na pewno w ich domu o tym się rozmawia!

– To chyba tajemnica służbowa! – To określenie dobrze znałam, bo od małego słyszałam od rodziców, że mam nie powtarzać, o czym rozmawiają w domu, bo to tajemnica służbowa.

– Tajemnica nie tajemnica, ale księgowy może po prostu powiedzieć, że nam dobrze idzie. I Radek mógł to usłyszeć.

– Mamo! – Do oczu napłynęły mi łzy. Radek był moim pierwszym chłopakiem i nie chciałam myśleć, że widzi we mnie cyferki. – To na pewno nie jest tak, jak mówisz!

– Izabela! – Mama była bezlitosna. – Im wcześniej pozbawisz się złudzeń, tym lepiej. Księgowy…

Zatkałam sobie uszy rękoma, ale dalej docierały do mnie wyrwane frazy: „dokumenty księgowe”, „dobry bilans roku”, „przebiegły Radek”… Kiedy mama wreszcie skończyła swoje surowe wywody, długo nie mogłam zasnąć, a później śniły mi się tabelki liczb dokumentów księgowych.

Następnego dnia Radek wyraźnie mnie unikał, a kiedy podeszłam do niego i zapytałam: „Co się dzieje?”, odpowiedział tylko: „Nie możemy się więcej spotykać”. Od razu wiedziałam, że mama zadziałała i powiedziała księgowemu, żeby jego syn trzymał się ode mnie z daleka. Nie rozpaczałam jakoś szczególnie za Radkiem, ale od tej pory każdy chłopak, a później mężczyzna, który chciał mnie dotknąć, kojarzył mi się z tymi księgami rachunkowymi.

Na studiach miałam dwa przelotne romanse, ale nie byłam w żaden z nich głęboko zaangażowana. Moi partnerzy byli bardziej zajęci swoimi sprawami niż budowaniem trwałego związku, więc nasze relacje były dla mnie jakieś letnie. Poza tym odnosiłam wrażenie, że nie zawsze tak naprawdę wiedzą, czego chcą, i to również nie sprzyjało eksplozji uczuć. Z Salimem od początku było inaczej. Od pierwszego spotkania…

– Isabelle! – James wyrwał mnie z zamyślenia.

– Tak! – Spojrzałam na szefa.

– Rozmawiamy o ‘urfi! Takie małżeństwa zwykle są trzymane w tajemnicy. Szejkowie stawiają swoim sekretnym żonom warunki i dotyczy to między innymi tego, że nie mogą posiadać dzieci.

– Co?! – Wtedy trudno mi było uwierzyć w to, co mówi James.

– Tak, chyba już sama przekonałaś się, jak ważne są więzy krwi i powiązań rodzinnych?

– To prawda, ale…

– Nie ma żadnego „ale” – przerwał mi ostro szef. – Musisz dobrze przemyśleć swoją decyzję i zastanowić się nad wszystkimi jej konsekwencjami.

Znowu to samo! Czułam się tak, jakbyśmy omawiali strategię kolejnego zawodowego projektu. A ja chciałam tylko poddać się uczuciu i podążyć za mężczyzną, którego pokochałam całą sobą. Dlaczego nikt mnie nie rozumiał?! Czy miłość wymaga jakichkolwiek wyjaśnień?!

James, widząc moją strapioną minę, złagodził nieco ton.

– Isabelle, ja tylko nie chcę, żebyś całkiem sama musiała stawiać czoło dużej arabskiej rodzinie oraz tym wszystkim obowiązującym w regionie układom i ograniczeniom. Przemyśl to wszystko jeszcze raz w spokoju…

Czasami zastanawiam się, co by się stało, gdybym wtedy posłuchała rady szefa. Później przekonałam się, że jego obawy były w dużej mierze uzasadnione. Udowodniły to między innymi losy sekretnej żony zmarłego króla Arabii Saudyjskiej Fahda ibn Abd al-Aziza Al-Su’uda, Janan Harb, która przez dwanaście ostatnich lat dochodziła swoich praw w brytyjskich sądach. I podobnie jak w przypadku Nivil al-Gamal historia, którą miały znać tylko mury pałaców szejka, była wielokrotnie omawiana i komentowana w międzynarodowych mediach.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI

Rozdział I. Wybranki szejków

Rozdział II. Piekło, niebo

Rozdział III. Namiętność

Rozdział IV. Honor między nogami

Rozdział V. Piaski pustyni

Rozdział VI. Nudżum al-hubb

Rozdział VII. Nieletnie żony

Rozdział VIII. Wszechwieczna rozpusta

Rozdział IX. Współcześni niewolnicy

Rozdział X. Rak islamu

Rozdział XI. Księżniczka czy niewolnica

1Zawadż urfi(arab.) – małżeństwo nieoficjalne, zawarte według reguł prawa muzułmańskiego, ale niezarejestrowane w żadnym urzędzie państwowym.