Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Wydanie rozszerzone zawierające dodatkowe teksty (w tym tekst „O radości”) i rozmowę Stephena Kinga z Joem Hillem.
„Dużo czytać. Jeszcze więcej pisać. Nie poddawać się. Wyłączyć telewizor. Być uczciwym wobec siebie i swoich bohaterów. Nie bać się krytyków. Nie lekceważyć gramatyki. Oszczędzać słowa” – radzi początkującym pisarzom słynny autor horrorów.
Ale „Pamiętnik rzemieślnika” to nie tylko porady dla twórców. Wielbiciele Kinga znajdą tutaj wiele szczegółów biograficznych, a także historie poszczególnych pomysłów, konkretnych tekstów i postaci.
King nie próbuje kreować się na mentora początkujących literatów, nie mitologizuje też samego tworzenia, choć głęboko wierzy w magiczną siłę słowa pisanego.
Stephen King (ur. 1947) nazywany jest Królem Horroru. Sławę i awans z pracownika pralni na najbogatszego pisarza Ameryki przyniosła mu „Carrie” (1974). To od niej zaczęło się pasmo prawdziwych bestsellerów – wśród nich znalazły się chociażby kultowe „Miasteczko Salem” (1975), „Lśnienie” (1977), „Bastion” (1978), cykl „Mroczna Wieża” (1982–2012), „Cmętarz Zwiężąt” (1983), „To” (1986), „Misery” (1987), „Zielona mila” (1996), „Dallas ’63” (2011), a także najnowsze powieści – „Billy Summers” (2021), „Holly” (2023) i „Nie wymiękaj” (2025). Dzieła Kinga, łączące gatunki takie jak horror, science fiction, sensacja, thriller i fantasy, rozeszły się w setkach milionów egzemplarzy i zostały przetłumaczone na kilkadziesiąt języków. Były też wielokrotnie ekranizowane. Stephen King i jego żona Tabitha mają córkę i dwóch synów – pisarzy Owena Kinga („Śpiące królewny”) i Joego Hilla („Locke & Key”).
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 334
Tytuł oryginału
ON WRITING:
A memoir of the craft
Copyright © 2000 by Stephen King
All rights reserved
Tłumaczenie
Paulina Braiter
Tomasz Wilusz
Opracowanie okładki wersji polskiej
Ewa Wójcik
Redakcja
Joanna Habiera
Korekta
Michał Załuska
Sylwia Kozak-Śmiech
Anna Sidorek
ISBN 978-83-8444-583-9
Warszawa 2026
Wydawca:
Prószyński Media Sp. z o.o.
02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28
www.proszynski.pl
Szczerość popłaca.
Miguel de Cervantes
Kłamcy są zawsze górą.
anonimowe
Na początku lat dziewięćdziesiątych (możliwe, że w roku 1992, ale trudno pamiętać daty, gdy człowiek dobrze się bawi) dołączyłem do zespołu rockandrollowego złożonego głównie z pisarzy. The Rock Bottom Remainders byli dzieckiem Kathi Kamen Goldmark, dziennikarki z San Francisco zajmującej się książkami i muzyką. Grupę tworzyli: Dave Barry – gitara, Ridley Pearson – bas, Barbara Kingsolver – klawisze, Robert Fulghum – mandolina i ja – grający na gitarze rytmicznej. Towarzyszył nam także chórek panienek, coś w rodzaju The Dixie Cups, złożony (zazwyczaj) z Kathi, Tad Bartimus i Amy Tan.
W założeniu nasz zespół miał być tworem jednodniowym – ot, zagramy dwa koncerty na Amerykańskich Targach Książki, rozbawimy publikę, przez trzy, cztery godziny przypomnimy sobie zmarnowaną młodość, a potem pójdziemy swoimi drogami.
Stało się jednak inaczej, bo grupa nigdy się nie rozpadła. Odkryliśmy, że zanadto podoba nam się wspólne granie, abyśmy mieli z niego rezygnować, a dzięki pomocy kilku zawodowych muzyków grających na bębnach i saksofonie (oraz – w początkowym okresie – naszego muzycznego guru, Ala Koopera, będącego sercem całej grupy) brzmieliśmy całkiem nieźle. Zapłacilibyście, żeby nas posłuchać. Niezbyt dużo; nie tyle, co za U2 czy E Street Band, ale może stawkę, którą weterani nazywają knajpianą forsą. Wyjechaliśmy nawet w trasę, napisaliśmy o tym książkę (moja żona robiła nam zdjęcia i tańczyła, gdy tylko dopadł ją nastrój, czyli całkiem często) i wciąż jeszcze gramy razem, czasem jako The Remainders, czasem jako – Raymond Burr’s Legs. Ludzie odchodzą i przychodzą – felietonista Mitch Albom zastąpił Barbarę przy klawiszach, a Al nie grywa już z nami, bo nie przepadają za sobą z Kathi – lecz trzon pozostaje ten sam: Kathi, Amy, Ridley, Dave, Mitch Albom i ja; oraz Josh Kelley na bębnach i Erasmo Paolo na saksofonie.
Robimy to dla muzyki, ale też dla towarzystwa. Lubimy się i cieszymy z tego, że możemy czasem pogadać o naszej prawdziwej pracy, z której ludzie nie radzą nam rezygnować. Jesteśmy pisarzami i nigdy nie pytamy się nawzajem, skąd bierzemy pomysły do swych książek. Wiemy, że nie wiemy.
Pewnego wieczoru, gdy przed koncertem w Miami Beach jedliśmy obiad w chińskiej restauracji, spytałem Amy, czy istnieje jakieś pytanie, którego nigdy nie zadano jej podczas dyskusji wywiązujących się po niemal każdym spotkaniu autorskim – pytanie, na które nigdy nie dane jej było odpowiedzieć, kiedy stała przed grupą zachwyconych fanów, udając, że my, pisarze, nie zakładamy spodni jak zwyczajni ludzie. Amy milczała, zastanawiając się głęboko, a potem oświadczyła:
– Nikt nigdy nie pyta o język.
Jestem jej niezmiernie wdzięczny za te słowa. W owym czasie od ponad roku nosiłem się z pomysłem napisania książki dotyczącej sztuki pisania, lecz nie mogłem się zdecydować, bo nie ufałem własnym motywom. Czemu właściwie chciałem pisać o pisaniu? Dlaczego sądziłem, że mam w tej materii coś interesującego do przekazania?
Najprostsza odpowiedź brzmi, że ktoś, kto sprzedał tyle powieści co ja, musi mieć coś ciekawego do powiedzenia o pisaniu – lecz proste odpowiedzi nie zawsze są prawdziwe. Pułkownik Sanders sprzedał całe mnóstwo pieczonych kurczaków, ale wątpię, by ktokolwiek chciał wiedzieć, jak to mu się udało. Jeśli zakładam bezczelnie, że mogę powiedzieć coś ludziom o tym, jak pisać, powinien istnieć po temu lepszy powód niż mój sukces komercyjny. Innymi słowy, nie chciałem zasiadać do książki, nawet tak krótkiej jak ta, jeśli po jej ukończeniu miałbym się poczuć jak literacki bufon bądź transcendentalny dupek. Na rynku mamy już dość podobnych książek – i podobnych autorów; piękne dzięki!
Lecz Amy miała rację – nikt nigdy nie pyta o język. Zadają to pytanie DeLillom, Updike’om i Styronom, ale nie pisarzom popularnym. Mimo wszystko jednak wielu z nas także przejmuje się na swój własny skromny sposób językiem, a także sztuką i rzemiosłem opowiadania historii na piśmie. Macie przed sobą próbę krótkiego, prostego opisu tego, jak dorastałem do owego rzemiosła, co o nim wiem i jak się to je. To książka o zwykłej codziennej pracy, o języku.
Książkę tę dedykuję Amy Tan, która bardzo prosto i bezpośrednio powiedziała, że mogę ją napisać.
Książka ta jest krótka, bo większość książek dotyczących pisania wpada w pułapkę bezsensownego pieprzenia. Autorzy, wliczając w to niżej podpisanego, niezbyt dobrze rozumieją to, czym się zajmują. Nie wiedzą, ani czemu coś się sprawdza, kiedy jest dobre, ani dlaczego nie działa, gdy jest złe. Uznałem, że im krótsza książka, tym mniej pieprzenia.
Istnieje jeden wyjątek od tej zasady: The Elements of Style (Podstawy stylu) Williama Strunka Jr. i E.B. White’a. W książce tej praktycznie nie stwierdzono obecności pieprzenia. (Oczywiście jest krótka, przy swych osiemdziesięciu pięciu stronach znacznie krótsza niż moja). Powiem wprost – każdy początkujący pisarz powinien zapoznać się z Podstawami stylu. Reguła numer 17 w rozdziale zatytułowanym Zasady kompozycji brzmi: „Omijaj niepotrzebne słowa”. Postaram się robić to tutaj.
Jedna z zasad, o której nie wspominam w niniejszej książce, brzmi: „Redaktor ma zawsze rację”. Oczywiście żaden pisarz nie zaakceptuje wszystkich rad swego redaktora; wszyscy bowiem grzeszymy i przez to nie osiągamy redakcyjnej doskonałości. Ujmując to inaczej: pisać jest rzeczą ludzką, redagować boską. Tę książkę zredagował Chuck Verrill, podobnie jak wiele moich wcześniejszych powieści. I jak zwykle, Chuck, byłeś boski.
Steve
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI
Pierwsza przedmowa
Druga przedmowa
Trzecia przedmowa
Okładka
