Intymne życie polskich poetów. O miłości z wzajemnością i pomimo wszystko - Małgorzata Czapczyńska - ebook + książka

Intymne życie polskich poetów. O miłości z wzajemnością i pomimo wszystko ebook

Małgorzata Czapczyńska

0,0
54,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

I ślubuję ci… skandale, zdrady, rozstania i powroty… póki śmierć nas nie rozłączy.

To nie jest zbiór suchych biografii. To intymne opowieści o ludziach, uczestnikach i bohaterach romansów, dramatów, chwil zachwytu, zdrad i powrotów.

Znajdziesz tu historie miłości od pierwszego wejrzenia aż do śmierci, jak ta Juliana Tuwima do Stefanii Marchew, oraz te bez szczęśliwego zakończenia – pełne skandalów, kłamstw i śmierci, jak małżeństwo Stanisława Przybyszewskiego i Dagny Juel. A nawet historie, które wymykają się schematom, jak ta o związku Jarosława Iwaszkiewicza

i jego żony Anny, który przez ponad pół wieku przetrwał wszystko: wojny, zmiany ustrojowe oraz homoseksualizm samego Iwaszkiewicza.

Przyjrzyj się z bliska poetom, których znamy z okładek tomików, z portretów w sepii, ze szkolnych lekcji. Zajrzyj do ich kuchni, ich sypialni, do ich codzienności.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 190

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Od autorki

Ta książka powstała z ciekawości, którą noszę w sobie od lat. Chciałam przyjrzeć się z bliska ludziom znanym z okładek tomików, z portretów w sepii, ze szkolnych lekcji. Chciałam pójść z nimi na spacer, wejść do ich kuchni, do ich sypialni, do ich codzienności. Do chwil, w których nikt nie recytuje wierszy, nie tworzy ich, ale wie, że tam ktoś czeka, milczy, odchodzi, wraca, pisze list, chociaż nie wyśle. Pracując nad tą książką, wracałam do pytań, które noszę w sobie od lat: Czy ludzie, którzy potrafili ubrać najdrobniejsze uczucia w piękne i mądre słowa, potrafili też równie pięknie i mądrze kochać? Czy wielkie serca są jednocześnie wierne, łagodne, cierpliwe? Czy może właśnie przeciwnie – ich miłość jest krucha, kapryśna, bezbronna wobec zakrętów życia?

Drogi Czytelniku, to nie jest książka o pomnikach. To opowieść o czułości i niepewności, o relacjach pełnych światła i cienia. O mężczyznach, którzy potrafili pisać najpiękniejsze wersy, ale często nie umieli powiedzieć: „zostań”, i o kobietach, które kochały poetów – z wzajemnością lub mimo wszystko. To nie jest zbiór suchych biografii. To raczej mapy emocji, szkice, krótkie portrety – historie w pigułce, które mają zachęcić Cię do zanurzenia się głębiej, jeśli zechcesz. Każda z opowieści mogłaby być osobną książką, lecz świadomie zostawiam w nich przestrzeń: na domysł, na refleksję, na własne odkrycia. Mam nadzieję, że po lekturze tych szkiców sięgniesz po pełniejsze biografie i listy, by odnaleźć tam dalszy ciąg. Zgromadziłam tu historie, które zostały mi pod skórą. Nie wszystko można udowodnić. Nie wszystko da się nazwać. Ale to, co najważniejsze, i tak zwykle dzieje się między wierszami. Jeśli więc, drogi Czytelniku, chcesz wejść w świat prawdziwej miłości poetów, zapraszam Cię tam, gdzie kończy się mit, a zaczyna człowiek.

Rozdział I I zostanę z Tobą, póki śmierć nas nie rozłączy…

Tadeusz Boy-Żeleński i Zofia PareńskaLibertyn i Zosia z Wesela

A kiedy przyjdzie godzina rozstania,

Popatrzmy sobie w oczy długo, długo

I bez jednego słowa pożegnania

Idźmy – ja w jedną stronę, a ty w drugą.

Bo taka nam już pisana jest dola,

Że nigdy dla nas jutro się nie ziści,

Wiecznie nam w poprzek stanie tajna Wola,

Co tkliwość mieni w podmuch nienawiści.

Najmilsza moja! Leć, kędy cię niesie

Twych piórek zwiewność i krwi młodej tętno;

Leć, kędy życia pieśń wzdyma i gnie się

w rytmów tanecznych melodię namiętną;

Leć, kędy Rozkosz wyciąga ramiona

Po smutne serce człowieka tułacze,

Co w jej śmiertelnym spazmie drży i kona,

I wyje z bólu, i ze szczęścia płacze…

Leć… ale pomnij: w pogody uśmiechu,

W marzeń haszyszu i smutków żałobie,

I w cnot dystynkcji, i w plugastwie grzechu

To wiedz, najmilsza: ja jestem przy tobie.

Oczyma na cię patrzę skupionymi,

Jak na misterium ważne, groźne prawie,

I co bądź czynisz biedna Córo Ziemi,

Ja, brat twój starszy, ja ci błogosławię…

Gdy będziesz cierpieć, ja ciebie pocieszę,

A gdy się zbrukasz, wówczas wiedz, ty droga:

Ja cię wysłucham i ja cię rozgrzeszę,

Bo taką władzę mam daną od Boga.

W twe dłonie wtulę twarz od tęsknot bladą,

O twe kolana głowę oprę biedną,

A ty mi daj bajaj, o Szeherezado,

Twych cudnych nocy, ach, tysiąc i jedną…

A kiedy przyjdzie godzina spotkania,

Może w nas pamięć dawnych chwil poruszy

I bez jednego słowa powitania

Popatrzymy sobie aż w samo dno duszy.

***(A kiedy przyjdzie…), Tadeusz Boy-Żeleński (wiersz poświęcony kochance autora, Jadwidze Mrozowskiej)

On – wybitny tłumacz, pisarz i myśliciel, uzależniony od romansów. Ona – dużo młodsza, wyjątkowo ładna, cicha i cierpliwa, muza młodopolskich artystów, w swoim małżeńskim życiu miała co najmniej dwa poważne romanse. Razem stworzyli burzliwe, skomplikowane i wyzwolone małżeństwo, które przetrwało 37 lat, aż do śmierci Boya-Żeleńskiego, rozstrzelanego przez Niemców w 1941 roku we Lwowie.

Długo i wnikliwie przyglądałam się tej fascynującej parze, by zrozumieć, jaka naprawdę łączyła ich relacja i co spowodowało, że mimo wielu burz, obopólnych zdrad i przeciwności, z jakimi musieli się zmierzyć, nigdy nie potrafili z siebie zrezygnować. Czy była to prawdziwa miłość, czy tylko przywiązanie i przyzwyczajenie? A może coś zupełnie innego?

Historia Żeleńskich, w jakimś metafizycznym wręcz sensie, zaczyna się popołudniem 20 listopada 1900 roku w dworku Tetmajerów w Bronowicach pod Krakowem. Tego dnia odbywa się tam huczne wesele 17-letniej wieśniaczki, Jadwigi Mikołajczykówny, i starszego od niej o 13 lat poety i dramatopisarza, Lucjana Rydla. Panna młoda to młodsza siostra Anny, żony właściciela dworku, Włodzimierza Tetmajera. Tę parę też dzieli nie tylko status społeczny, ale i duża różnica wieku. W tamtym czasie podobne związki wciąż budzą sensację i uważane, są za mezalians. Mimo to w weselnej biesiadzie oprócz miejscowych chłopów, uczestniczy śmietanka krakowskiej inteligencji i bohemy artystycznej. Wśród nich brat gospodarza i najsławniejszy poeta młodopolski, Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Jest też gość specjalny, dramaturg, poeta i malarz, Stanisław Wyspiański, który z tego wiejskiego wesela w krótkim czasie uczyni nasze wielkie Wesele narodowe, dodając do autentycznych postaci, m.in. metafizyczne zjawy Wernyhory i Chochoła.

Tadeusz Boy-Żeleński na zdjęciu z 1927 roku.

Na weselu w Bronowicach bawi się również nasza para – przyszli małżonkowie, Zosia Pareńska (uwieczniona w Weselu), wówczas 14-letnia, i starszy od niej o 12 lat Tadeusz Żeleński (jeszcze nie „Boy” znany z ciętego sarkastycznego języka). Wówczas nic tego związku nie zapowiada. Ona, jako druhna, w jasnej sukience, z białą wstążeczką na przegubie dłoni, kręci się wesoło po biesiadnej chacie ze swoją starszą siostrą Maryną. On, postawny i przystojny, ale dziwnie smutny, stoi w kącie, łypiąc ponuro okiem na rozbawioną ciżbę. Wyraźnie nie ma ochoty na zabawę. Nic dziwnego, jego myśli wciąż błądzą wokół sześć lat starszej, pięknej Dagny, żony Stanisława Przybyszewskiego, w której jest szaleńczo i nieszczęśliwie zakochany. Czy cierpiący z powodu miłosnego zawodu Tadeusz i młodziutka, ale inteligentna i dość poważna jak na swój wiek Zofia wpadają na siebie podczas tego wesela? Czy zamieniają kilka słów – choćby w przelocie? To bardzo prawdopodobne. Widywali się przecież już wcześniej – w domu Pareńskich na Wielopolu w Krakowie. Nazywany „świątynią sztuki”, a czasem „bankiem Młodej Polski”, salon Elizy Pareńskiej, matki Zosi, był prawdziwą przystanią dla artystycznej bohemy Krakowa. W jego przestronnych pokojach można było spotkać takie osobowości z kręgów kultury, jak Stanisław Wyspiański, Leon Wyczółkowski, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Józef Mehoffer, Stanisław Przybyszewski czy uczennica samego Chopina, Marcelina Czartoryska. Bywała tam również śmietanka krakowskiej inteligencji uniwersyteckiej. Pan domu, Stanisław Pareński to wszakże profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, znany lekarz i społecznik. Oficjalnie spotykano się na Wielopolu w czwartki, ale w rzeczywistości dom Pareńskich był odwiedzany niemal codziennie. Zachodził tam często i młody Tadeusz Żeleński, student medycyny, dla którego Pareński był mentorem i autorytetem. Musiał zatem spotykać swoją przyszłą żonę Zosię, jedną z trzech córek właścicieli pałacyku na Wielopolu. Ona z kolei, jeszcze bardzo młodziutka, prawie dziecko, musiała wiedzieć o jego szeroko komentowanej fascynacji Dagny, dla której Tadeusz uprawiał hazard i zaprzepaścił rok studiów. Jak w tamtym czasie go postrzegała? Czy dziwiła się tej obsesyjnej miłości do siedem lat starszej, zamężnej kobiety? A może w ogóle nie dostrzegała Żeleńskiego, mając pod nosem swoich adoratorów? A tych nie brakowało. W nieco starszej Zosi podkochiwał się poeta Artur Górski, o jej względy zabiegał Adam Rydel – młodszy brat Lucjana – a także najmłodszy z braci Żeleńskich, Edward, urzędnik z artystycznym zacięciem. Jednak ostatecznie o jej rękę prosi Tadeusz, a Zosia oświadczyny przyjmuje. Czy w tamtym momencie są w sobie zakochani?

Złośliwi szepczą, że to Eliza Pareńska naciska na ten związek, by zachować Tadeusza w rodzinie (rzekomo coś ich łączy). Inni są przekonani, że Żeleński, żeniąc się jak najszybciej, chce ostatecznie zamknąć i zdusić w sobie ciemny rozdział romansu i tęsknoty za Dagny Przybyszewską, która zostanie zastrzelona przez innego kochanka w 1901 roku. A może żadna z tych tez nie ma potwierdzenia? Może Tadeusz faktycznie zakochuje się w młodziutkiej, ślicznej, niezwykle inteligentnej i wyjątkowo rozważnej młodej Pareńskiej? Może nie przeszkadza mu różnica wieku? Tak czy inaczej, po oficjalnych zaręczynach wiosną 1904 roku, 7 czerwca tego samego roku w krakowskim Kościele św. Mikołaja węzeł małżeński łączy na dobre i złe 18-letnią Zosię i 29-letniego Tadeusza. Czy dopiero co poślubiona, młodziutka żona ma w głowie słowa Zosi z Wesela, która w rozmowie z dziennikarzem zwierza się: „chciałabym, żeby się kto zjawił, kto by mi nagle się spodobał, żebym się jemu też udała i byśmy równo na to przyśli. Widzisz, takiego bym kochała, i to tak bardzo, bardzo, bardzo!”?

Jaki jest ich początek wspólnego życia? Już dwa miesiące po ślubie w ogrodzie w Tenczynku (gdzie spędzają czas w ramach miesiąca miodowego) Zosia widzi Tadeusza całującego się z jej młodszą siostrą Elizą. Ten widok musi ją boleć, jednak całe zdarzenie w zasadzie ignoruje. Wszak od początku wiedziała, za kogo wychodzi za mąż. Tadeusz jest nad wyraz kochliwy. Lubi kobiety i chce być przez nie adorowany. Może, po prostu, w tamtym czasie, jak większość młodych mężatek w jej wieku, wyobraża sobie, że uda się jej zmienić męża? Tego nie wiadomo. Pani Żeleńska od początku jest bardzo dyskretna i nie mówi zbyt wylewnie o tym, co łączy ją z Tadeuszem, nie zdradza emocji ani kulis małżeństwa. Tę powściągliwość zachowa zresztą przez całe życie, nawet wtedy, gdy w krakowskich salonach będzie huczało od plotek o jej mężu.

Portret Zofii Żeleńskiej z 1903 roku.

Pewne jest natomiast, że Zosia, widząc scenę w ogrodzie, musiała już nosić pod sercem owoc miłości – dziecko Tadeusza. Ich syn Staś, po ciężkim porodzie z komplikacjami, przychodzi na świat w lutym 1905 roku.

Tymczasem Żeleńscy spędzają jeszcze kilka miesięcy w Paryżu, tam Tadeusz poszerza zawodowe kompetencje, po czym wracają do Krakowa, gdzie zajmują mieszkanie przy ul. Karmelickiej. To dziwne miejsce do życia. Aranżu wnętrz podjęła się matka Zosi, Eliza Pareńska, zlecając zaprojektowanie mebli Wyspiańskiemu. Ten dał wyjątkowy upust swojemu talentowi artystycznemu, tworząc bardzo niepraktyczne, monumentalne wręcz szafy, stoły i komody, nadające się bardziej na wystawę niż do niedużego mieszkania. Ponadto wszystko zostało zrobione na wymiar, więc mebli nie dało się przesuwać. Boy pisał później, że „surowość była najwybitniejszą cechą tych mebli dużych, ciężkich z ogromną przewagą kloców drzewa o chudo wypchanym siedzeniu, zbudowanych z samych linii prostych, bez jednej falistości, bez jednego wygięcia”. Żeleńscy mieszkają tam na szczęście tylko pięć lat, a Wyspiański zdecydowanie bardziej odda Zosi przysługę jako malarz, uwieczniając ją na wielu obrazach, w tym karmiącą maleńkiego, trzymiesięcznego Stasia na swoim najpiękniejszym i najbardziej intymnym obrazie z cyklu Macierzyństwo. Dzieło to zawiśnie w gabinecie Tadeusza i bardzo niechętnie będzie wypożyczane przez Żeleńskich na wystawy. Pobyt na Karmelickiej to w pewnym sensie czas przełomowy dla ich małżeństwa. Wtedy właśnie szanowany lekarz Tadeusz Żeleński porzuca ścieżkę naukową, która z całą pewnością doprowadziłaby go do profesury, i przeistacza się w znanego z ciętego języka literata i krytyka literackiego: Boya-Żeleńskiego.

Wszystko zaczyna się w kawiarni Jama Michalika przy Floriańskiej, gdzie w 1905 roku powstaje kabaret literacki Zielony Balonik. Jego ojcowie założyciele – Jan August Kisielewski, Karol Frycz, Adolf Nowaczyński, Stanisław Kuczborski i Edward Leszczyński – postanawiają, że w tym miejscu sztuka i satyra będą mogły bez skrępowania wyśmiewać prowincjonalny patos Krakowa. Wiele skeczy i tekstów do kabaretu powstaje w salonie Elizy Pareńskiej, gdzie Zosia ze swoją siostrą Elizą (w przyszłości żoną Edwarda Leszczyńskiego, która w wieku 35 lat popełni samobójstwo) czynnie angażują się w ten kabaretowy projekt, szyjąc kostiumy i tworząc kukiełki, wykorzystywane w trakcie przedstawień. Tadeusz pracuje wówczas jako lekarz kolejowy, ale ta praca – ciężka fizycznie i psychicznie – nie daje mu żadnej satysfakcji. Nie lubi jej. Nieoczekiwanie swoją prawdziwą pasję odnajduje dzięki Zielonemu Balonikowi, do którego zaczyna tworzyć zabawne i odważne w swojej wymowie wierszyki. W konserwatywnym Krakowie lekarz z poważanej rodziny nie powinien kompromitować się wierszykami o dwuznacznych aluzjach czy odważnymi żartami obyczajowymi. Dlatego Tadeusz, by oddzielić praktykę lekarską od pracy literackiej, zaczyna używać pseudonimu „Boy” (tak zwracała się do niego nauczycielka języka angielskiego w gimnazjum). Jako „Boy” Żeleński publikuje swoje autorskie tomiki, z których pierwszy, wydany własnym nakładem, ukazuje się w 1908 roku. Z wielką pasją zaczyna też tłumaczyć dzieła literatury francuskiej, którą wprost uwielbia. Na zakup książek Balzaka, Stendhala, Musseta, Verlaine’a, a także filozofów, takich jak Kartezjusz, Pascal, Montaigne czy Monteskiusz, przeznacza niemal każdy grosz uzyskany z praktyki lekarskiej, którą z niechęcią, ale wciąż prowadzi. Jak znakomitym jest tłumaczem, niech świadczy fakt, że za przekład dzieł Moliera otrzyma w 1914 roku francuski Order Palm Akademickich.

Obraz z serii

Macierzyństwo

autorstwa Stanisława Wyspiańskiego, przedstawiający Zofię Żeleńską i jej maleńkiego synka Stasia.

A gdzie w tym wszystkim jest Zofia? Cicha, spokojna, łagodna żona genialnego literata i tytana pracy literackiej, która w wieku zaledwie 19 lat zostaje matką?

No cóż, wszystko prawdopodobnie układałoby się bez zarzutu i pięknie, gdyby nie trudny charakter Tadeusza. Z opowieści dobrze znających go przyjaciół wynika, że często i z błahych powodów zachowywał się jak choleryk, by za chwilę zmienić się w anemicznego, milczącego introwertyka. Był pełen sprzeczności, wyróżniając się przy tym swoistym poczuciem humoru, bystrością, wielką erudycją i… niegasnącym zaangażowaniem we flirty z kobietami. Bez skrupułów zajął się swoją karierą i romansowaniem na boku, zostawiając młodą żonę z małym dzieckiem w pustym mieszkaniu. Zosia miała zatem tylko dwa wyjścia – albo się w tym wszystkim odnaleźć i zaakceptować, albo odejść. Została. Co więcej, w pełni popierała wszystkie decyzje męża związane z jego karierą literacką, a z czasem stała się nieocenioną wręcz powierniczką i pomocnicą w jego pracy tłumaczeniowej. Zanim jednak staną się zgodnym tandemem twórczym, ich małżeństwo przeżywa wielki kryzys – Żeleńscy jako para muszą się zdefiniować na nowo. Kryzys ten przybiera postać czarującej 30-letniej Jadwigi Mrozowskiej, aktorki, która w 1910 roku, po długiej przerwie, przyjeżdża na występy do Krakowa z Włoch. Tadeusz kompletnie traci dla niej głowę, z czym w ogóle się nie kryje. Pisze dla kochanki monodram, gorące erotyki i całe noce spędza poza domem. Zosia widzi, że tym razem romans męża trudno zaszufladkować jako przelotny flirt. Musi cierpieć, a mimo to w żaden sposób nie komentuje tej bezwstydnej i oczywistej zdrady męża. Prawdopodobnie właśnie wtedy zaczyna dogłębnie zdawać sobie sprawę, że nigdy nie uzdrowi swego męża z fascynacji innymi kobietami i że tkwiąc w związku z takim mężczyzną, musi znaleźć przestrzeń, która pozwoli nie tylko zachować łączące ich uczucia (choćby tylko przyjaźni?), ale też jej własne poczucie wartości jako kobiety. Po dwóch latach płomiennego i szeroko omawianego w salonach romansu Mrozowska wraca do Włoch, gdzie czeka na nią jej przyszły mąż, a zrozpaczony Tadeusz ucieka do Lwowa. Tam przez trzy tygodnie pije na umór, mając za kompana Kornela Makuszyńskiego. Zofia tymczasem ma już wówczas opracowany plan na małżeńską przyszłość, który pewnego dnia przedstawia wiarołomnemu mężowi. Ma on polegać na romansowym równouprawnieniu. Dziś nazwalibyśmy to „otwartym związkiem” i rozpoczęli dyskusję o granicach, zgodzie, zdradzie i wolności. U Boya i Zofii nie było jednak mowy o żadnych poradnikach, terapii par ani języku, w którym można by to opisać. Ich „kontrakt” rodził się z bólu i bezradności, ale też z niezgody na to, by życie jednej osoby, Zofii, stało się ofiarą cudzych namiętności. Dla współczesnego ucha brzmi to nowocześnie, niemal rewolucyjnie, ale u źródła był bardzo stary odruch: jeśli chcę przeżyć, muszę stworzyć własne zasady. Jako żona daje więc Tadeuszowi prawo do szukania miłości i seksu poza domem, ale takie samo prawo przyznaje sobie. Nie bez powodu. Już od pewnego czasu w jej życiu ważną rolę odgrywa mężczyzna, którego zna od bardzo dawna i który też od dawna się w niej podkochuje. Rudolf Starzewski, starszy o 16 lat, przystojny redaktor naczelny „Czasu”, pierwowzór dziennikarza z Wesela Wyspiańskiego, a przy okazji przyjaciel Tadeusza. Wciąż pozostaje w kawalerskim stanie, mimo swoich ponad 40 lat. Małżeński kryzys Żeleńskich wyraźnie zbliża do siebie tych dwoje. Zosia znajduje w Starzewskim nie tylko kochanka, ale i serdecznego przyjaciela, który wspiera ją we wszystkich trudnych chwilach. Dowiedziawszy się o tym, Boy nie od razu akceptuje pozamałżeński związek żony (zazdrość? a może urażona męska duma?) i dość długo boczy się na przyjaciela. Nie przeszkadza mu to jednak wchodzić w kolejne pozamałżeńskie związki. W jego życiu pojawiają się nowe kobiety, wśród nich aktorki – Izydora „Niusia” Leszczyńska i Janina Szreniawa. Z tą drugą Boy zaczyna się spotykać około 1918 roku, a ich nieco dziwaczny romans trwa blisko 10 lat. Niektórzy przyjaciele Boya złośliwie twierdzą, że jest to romans z litości. Szreniawa nie ma wielkiego aktorskiego talentu, jest niskiego wzrostu i ma wadę wzroku, a dokładnie rzecz ujmując – lekkiego zeza. Irena Krzywicka – późniejsza wielka i dozgonna miłość Żeleńskiego – tak o niej napisze w swojej książce Wyznania gorszycielki: „Oto w znajomym domu, pod nieobecność gospodarzy, poznał siostrę pani domu, bardzo podrzędną aktoreczkę. Biedactwo nie było ani zdolne, ani ładne, a w dodatku zezowate. I oto «wzięła» go właśnie na ten zez. Płacząc, opowiadała, jak ta ułomność łamie jej życie, a rodzina nie chce dać pieniędzy na operację. Boy dał. Przez litość, która, jak mówił później, jest największym wrogiem człowieka. Operacja się nie udała, ale litość pozostała, a z litości wywiązał się stosunek bliski […]”. Boy zżyma się, gdy przyjaciele próbują mu uzmysłowić, że nowa kochanka nie pasuje do niego ani poziomem intelektu, ani wyglądem i wykorzystuje jego znajomości i status społeczny. Jan Lechoń w swoim Dzienniku opisał sytuację, gdy Boy, słysząc kolejną sugestię porzucenia kochanki, zdenerwowany powiedział: „No, nie obrzydzajcie mi jej. Czemu mi ją obrzydzacie? Przecież w końcu z kimś żyć trzeba!”. Żyje więc ze Szreniawą, wspomagając ją finansowo i załatwiając kolejne małe rólki w teatrze. Może to robić jako wpływowy krytyk teatralny, piszący świetne recenzje na łamach „Czasu”. W 1919 roku pracę tę proponuje mu Rudolf Starzewski, w czym zapewne ma swój udział Zofia. Nieoczekiwanie, rok później 50-letni Starzewski zostaje znaleziony martwy na zapleczu redakcji. Oficjalną przyczyną śmierci jest zawał serca, ale w Krakowie cicho plotkuje się o samobójczej śmierci redaktora. Kochanek Zofii miał się targnąć na życie z miłości, którą stracił na rzecz znacznie młodszego od siebie rywala – Stanisława „Witkacego” Witkiewicza. Nowy, niezwykle intensywny związek Żeleńskiej rodzi się w Zakopanem, gdzie ta często bywa, by podreperować zdrowie nadszarpnięte wojną oraz rodzinnymi tragediami (pomiędzy 1913 a 1919 rokiem umierają jej rodzice, brat i szwagier). Witkacy jest zafascynowany piękną, delikatną i inteligentną Sophie (jak nazywa Zosię), a ona lgnie do tego bezkompromisowego i nieprzewidywalnego mężczyzny jak ćma do światła. Często razem bawią się w gronie przyjaciół na tzw. „papojkach”, gdzie nie brakuje alkoholu i meskaliny. Czasem też Witkacy wpada do domu Żeleńskich w Krakowie i bywa, że zostaje tam na noc. Zakochana Sophie zdejmuje ze ścian dzieła Wyspiańskiego i wiesza w ich miejsce obrazy Witkacego. Romans urywa się w 1923 roku, gdy Witkiewicz, po wizycie u wróżki, oznajmia Zofii, że postanowił się ożenić, a jego wybranką jest Jadwiga Unrug. Zaskoczona i zrozpaczona Zofia zrywa z nim wszelkie kontakty na blisko trzy lata.

Tadeusz Boy-Żeleński podczas podpisywania swoich książek w siedzibie „Wiadomości Literackich” w Warszawie. Zdjęcie z 1932 roku.

Jadwiga Toeplitz-Mrozowska, aktorka i podróżniczka, z którą Tadeusz Boy-Żeleński miał romans. Zdjęcie z 1931 roku.

Tymczasem Żeleńscy przeprowadzają się z Krakowa do Warszawy. Najpierw do przytulnego mieszkania na ul. Smolnej, a potem, w latach 30., na Krakowskie Przedmieście. W obu mieszkaniach najważniejszymi elementami wystroju są obrazy na ścianach oraz mnóstwo książek. To również miejsce wspólnej, niezwykle owocnej pracy Żeleńskich, której wynikiem jest wspaniała kolekcja przekładów z literatury francuskiej nazwana Biblioteką Boya. Jej idea narodziła się jeszcze w czasach, gdy literatura była dla Tadeusza antidotum na nielubianą pracę lekarza, z którą ostatecznie pożegnał się w 1919 roku. Pierwszy przekład – Pisma Montaigne’a – ukazuje się jesienią 1916 roku z dedykacją: „Drogiej, rozumnej i miłej towarzyszce pracy, Zofii Żeleńskiej”. Jej wkład w pracę tłumaczeniową męża jest w rzeczywistości bardzo duży. Zofia nie tylko redaguje i robi korekty, ale bywa również współautorką przekładu. Nigdy jednak niczego nie podpisuje. Pracuje zazwyczaj nocą, obłożona stertą papierów z nieodłącznym papierosem w dłoni (pali jak smok). Dlaczego to robi? Ta praca sprawia jej przyjemność? A może jest to właśnie ów magiczny pomost porozumienia, na którym Żeleńscy budują fundament swego małżeństwa? Tak czy inaczej, pod koniec lat 20. Biblioteka Boya liczy już blisko 100 tomów i Żeleńscy chcą wydać je jako całość, w jednolitej szacie graficznej. Ten pomysł okazuje się jednak klapą i nieomal rujnuje ich finansowo.

Autorka: Małgorzata Czapczyńska

Redakcja: Zofia Siewak-Sojka

Korekta: Barbara Jonkisz

Projekt graficzny okładki: Anna Jamróz

Projekt graficzny makiety i skład: Izabela Kruźlak

Opracowanie e-wydania: Karolina Kaiser,

Zdjęcia: Wikimedia Commons (s. 16, 36, 47, 50, 55, 58, 61, 62, 65, 79, 112, 120, 136, 137, 141, 144, 147, 173 dolne, 181, 192, 205, 215, 218, 226, 243, 246, 257, 259, 262, 267), Biblioteka Narodowa (s. 21, 24, 39), Narodowe Archiwum Cyfrowe (s. 29, 30, 35, 66, 74, 82, 86, 91, 92, 101, 104, 109, 117, 123, 129, 132, 148, 155, 158, 163, 173 górne, 195, 198, 279, 280, 283, 293, 296), Archiwum Państwowe w Przemyślu (s. 210), Alamy (s. 231, 234).

Redaktor prowadząca: Natalia Ostapkowicz

Kierownik redakcji: Agnieszka Górecka

© Copyright by Małgorzata Czapczyńska

© Copyright for this edition by Wydawnictwo Pascal

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej książki nie może być powielana lub przekazywana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy, z wyjątkiem recenzentów, którzy mogą przytoczyć krótkie fragmenty tekstu.

Bielsko-Biała 2026

Wydawnictwo Pascal sp. z o.o.

ul. Zapora 25

43-382 Bielsko-Biała

tel. 338282828, fax 338282829

[email protected], www.pascal.pl

ISBN 978-83-8317-758-8