Wydawca: Wydawnictwo JK (Aha, Feeria) Kategoria: Poradniki Język: polski

Insulinooporność. Zdrowa dieta i zdrowe życie ebook

Dominika Musiałowska  

4.36 (25)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 320 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Insulinooporność. Zdrowa dieta i zdrowe życie - Dominika Musiałowska

Aż około 10 milionów osób w Polsce ma insulinooporność. Jeśli znajdujesz się w tej grupie albo ze względu na problemy z dodatkowymi kilogramami podejrzewasz u siebie insulinooporność, ta książka jest właśnie dla ciebie. Dominika Musiałowska – ekspert w zakresie insulinooporności, założycielka bloga i fundacji, regularnie organizująca kursy i szkolenia poświęcone tej problematyce, a prywatnie od kilku lat insulinooporna – z pomocą wybitnych specjalistów przejrzyście tłumaczy, czym tak naprawdę jest insulinooporność, jak ją rozpoznać i leczyć oraz jakie są jej konsekwencje. A przede wszystkim dowodzi, że negatywne skutki choroby da się odwrócić. W tym celu niezbędne są zmiany trybu życia. Żeby jednak skutecznie walczyć o swoje zdrowie i samopoczucie, trzeba wiedzieć jak. W książce oprócz wyczerpujących informacji na temat insulinooporności znajdziesz także praktyczne zalecenia dietetyczne, ruchowe, a nawet wskazówki psychologiczne. Dowiesz się, jak sobie poradzić z insulinoopornością na co dzień i od święta, a także jak zadbać o zdrowie dziecka. A więc do dzieła! Z tą książką zaczniesz na nowo żyć!

Opinie o ebooku Insulinooporność. Zdrowa dieta i zdrowe życie - Dominika Musiałowska

Fragment ebooka Insulinooporność. Zdrowa dieta i zdrowe życie - Dominika Musiałowska

Wstęp

Wstęp

Od dzieciństwa chciałam napisać książkę. Było to moje marzenie przez wiele lat i oto teraz sen się ziścił. Jednak nigdy nie przypuszczałam, że napiszę książkę poświęconą tej tematyce. Wyobrażałam sobie raczej, że będzie to powieść obyczajowa, kryminał albo przynajmniej punkrockowa telenowela dla nastolatków. Widocznie los chciał, żeby była to książka o czymś zupełnie innym – o czymś, co ma znacznie większą wartość, bo nigdy nie lubiłam robić rzeczy pozbawionych sensu. I tak powstała Insulinooporność – zdrowa dieta i zdrowe życie, która jest połączeniem mojej historii, wiedzy i doświadczenia z wiedzą wyjątkowych specjalistów oraz doświadczeniami innych pacjentów.

Mam nadzieję, że pomoże ona czytelnikom zrozumieć istotę insulinooporności oraz zachęci do zmiany stylu życia na zdrowszy. Chciałabym pokazać wam sens tych zmian oraz udowodnić, że jest to najlepsza (choć nie jedyna) droga, którą warto podążać.

Książka Insulinooporność – zdrowa dieta i zdrowe życie jest elementem większego przedsięwzięcia, które realizuję pod tą nazwą od 2013 roku. Teraz założyłam fundację, której celem jest wsparcie osób chorujących na insulinooporność oraz choroby dietozależne. Najpierw przez kilka lat zdobywałam wiedzę, doświadczenie, poznawałam tysiące historii osób walczących z insulinoopornością. Poznałam też wielu wyjątkowych specjalistów, którzy dzielili się swoją wiedzą podczas organizowanych przeze mnie konferencji. A wszystko zaczęło się od zwykłego bloga, którego stworzyłam tylko dla siebie…

Kto by pomyślał, że przedsięwzięcie tak bardzo się rozrośnie? Na blog zagląda miesięcznie kilkadziesiąt tysięcy osób, nasze grupy wsparcia na Facebooku liczą obecnie kilkanaście tysięcy osób (a liczba ta z każdym dniem rośnie). Na pierwszy wykład, który zorganizowałam, przyszło piętnaście osób, na ostatni ponad dwieście. Cieszę się ogromnie, że przez dość krótki czas pomogłam tak wielu ludziom. Część osób trafiła do mnie z polecenia swoich lekarzy, dietetyków, psychologów, trenerów sportowych, edukatorów zdrowotnych i pielęgniarek. Jest to dla mnie ogromny zaszczyt i wyróżnienie.

Przede mną cała masa planów i wyzwań. Mam nadzieję, że uruchomienie fundacji pozwoli zrealizować jeszcze więcej projektów, które zwiększą społeczną świadomość dotyczącą insulinooporności oraz pomogą kolejnym potrzebującym. Mam też nadzieję, że ta książka otworzy wielu osobom oczy i umożliwi szybszą diagnostykę.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że „coraz więcej osób choruje na insulinooporność”. W dużym stopniu się z tym zgadzam, ale mam przeczucie, że prawdziwszy jest pogląd, iż liczba chorych na insulinooporność nieco wzrosła, bo przede wszystkim więcej udaje się diagnozować.

Ta książka nie powstałaby, gdyby nie pomoc wielu wyjątkowych osób. Przede wszystkim dziękuję mojemu mężowi Pawłowi za to, że zawsze we mnie wierzył, wspierał mnie i pomagał mi przy tworzeniu tej książki, oraz córeczce Oliwii, która jednym beztroskim uśmiechem dodaje mi sił i chęci do działania. Dziękuję specjalistom, którzy pod wieloma względami wpłynęli na kształt tej książki. Wyrazy mojej wdzięczności należą się dr. n. med. Maciejowi Jędrzejowskiemu, który udzielił nie tylko wywiadu do książki, lecz także konsultacji medycznej oraz dał mi wiele niezbędnych wskazówek, a także ogromnie zaangażował się w cały projekt i przyszłe działania fundacji. Dziękuję także dietetyczce mgr Magdalenie Makarowskiej, autorce rozdziału na temat zaleceń żywieniowych w insulinooporności, która tak naprawdę zmotywowała mnie do napisania tej książki, a zapraszając do współpracy przy swojej książce Dieta uzdrawiająca organizm, pokazała, że to wcale nie będzie takie trudne. Dziękuję Magdzie również za to, że angażuje się w edukację pacjentów, doradza w naszych grupach wsparcia, prowadzi wykłady i warsztaty oraz chętnie bierze udział we wszelkich działaniach w ramach naszego projektu. Dziękuję administratorkom naszych grup wsparcia – Alicji, która prowadzi również bliźniaczy projekt dla insulinoopornych w Niemczech, a także Ani, Asi, Justynie, Marcie i dwóm Martynom. Dziewczyny, jesteście prawdziwymi profesjonalistkami, bez was nie dałabym rady zajmować się tyloma grupami i tyloma tysiącami osób. Dziękuję wszystkim insulinoopornym z naszych grup wsparcia, czytelnikom mojego bloga i uczestnikom konferencji. Za ciepłe słowa, wiadomości, komentarze oraz za to, że po prostu jesteście! Gdyby nie wy, ta książka nie miałaby sensu. Dziękuję za mnóstwo inspiracji oraz wasze doświadczenia i historie. Dziękuję wszystkim, którzy poświęcili swój czas, żeby opowiedzieć mi o swoich podróżach i kulturach innych państw, o historiach swoich rodzin, przemyśleniach i marzeniach. Jesteście największą inspiracją i motywacją do działania! Dziękuję moim rodzicom i siostrom za wiarę we mnie i wsparcie. Mama zawsze mówiła, że uda mi się spełnić marzenia. Miała rację. Dziękuję wszystkim tym, którzy wspierali mnie przez te wszystkie lata chorowania, leczenia i dbania o zdrowie, i wszystkim, którzy znosili moje humory, huśtawki nastrojów i stany depresyjne.

Na końcu dziękuję PRZEZNACZENIU. To ono zesłało na mnie choroby, które najpierw stały się moim przekleństwem, a później furtką do lepszego życia, zdrowia oraz rozpoczęcia pracy w ramach największego i jedynego w Polsce projektu Insulinooporność – zdrowa dieta i zdrowe życie.

Jak to się zaczęło? Moja historia

Od dziecka byłam aktywna. Brałam udział w różnych działaniach teatralnych, śpiewałam, chodziłam na balet, akrobatykę, lekcje gry na pianinie. W szkole prowadziłam kółka artystyczne, byłam członkiem samorządów klasowych i szkolnych. Wszędzie było mnie pełno. Szczęśliwa, uśmiechnięta, z tysiącem zainteresowań.

Kilka lat później, podczas treningu, doszło do wypadku. Doznałam urazu kręgosłupa, trafiłam do szpitala z silnymi skurczami rąk, nóg i twarzy. „Powykręcało” mi wszystkie kończyny, tak że nie mogłam nimi ruszyć. Wtedy zdiagnozowano u mnie chorobę Scheuermanna, nazywaną też jałową martwicą kręgosłupa. Choroba dotyka dzieci i powoduje obumieranie trzonów kręgowych oraz krążków międzykręgowych. Jej potencjalnych przyczyn jest wiele. Znajdują się wśród nich zatory i zakrzepy, przeciążenia, zaburzenia odporności i zaburzenia hormonalne. Musiałam pożegnać się z akrobatyką i tańcem, a zająć się rehabilitacją. Wyobrażacie sobie, co czułam? Stres był przeogromny, a nienawiść do siebie i świata jeszcze większa. Wpadłam w depresję. Byłam załamana. Moi znajomi trenowali coraz intensywniej, a ja spędzałam godziny na rehabilitacji, zabiegach i masażach. Do tego często doświadczałam zasłabnięć. Stres wywoływał u mnie zawroty głowy i omdlenia. Zaczęłam miewać ataki paniki. Bałam się chodzić do szkoły, bo coraz gorzej radziłam sobie z lekcjami, bo narastały problemy z koncentracją. Aktywność fizyczna z kilkunastu godzin tygodniowo ograniczyła się do kilku godzin rehabilitacji.

Nadszedł burzliwy okres dojrzewania i do tego zaczęłam tyć. Od dziecka uwielbiałam słodycze, naleśniki i słodkie placuszki mojej mamy, ale w czasie, kiedy utrzymywałam wysoką aktywność fizyczną, waga była w porządku. A tu nagle szok. Tyłek jak trzydrzwiowa szafa, wielkie uda i łydki. Najpierw zaczęłam się inaczej ubierać, żeby ukryć te dodatkowe kilogramy, później wzięłam się za odchudzanie. Na początku ograniczyłam oczywiście słodycze i słodkie napoje. Następnie zaczęłam liczyć i ograniczać kalorie, później kombinowałam z dietami wegetariańskimi, South Beach, kapuścianą, kopenhaską, Dukana i innymi dietami cud. Waga spadała. Zaczęłam trochę ćwiczyć i biegać. Fizjoterapeuta powiedział, że już mogę, byle rozsądnie. Czułam się ciągle sfrustrowana koniecznością rozstania z zespołem teatralno-tanecznym. Szukałam odskoczni i możliwości odreagowania. Uciekłam w używki i anoreksję. Ważyłam 36 kg. Był to trudny dla mnie czas. Próby samodzielnego wyjścia z choroby skończyły się bulimią, szybkim przytyciem ponad 20 kg w dwa miesiące, a następnie długą i mozolną terapią, dzięki której udało mi się dociągnąć do liceum.

I w liceum wszystko się zaczęło… Częściowo uporałam się z zaburzeniami odżywiania, powoli wychodziłam z depresji, zaczęłam odczuwać chęć do życia. Nadal byłam zbuntowaną nastolatką, ale odzyskałam pogodę ducha. Dołączyłam do szkolnego kółka teatralnego, żeby czymś się zająć, wróciłam do grania na pianinie i w wieku szesnastu lat zaczęłam pracować w warszawskim klubie studenckim. Wykonywałam różne drobne prace: sprzątanie, szatnia, sprzedaż koszulek i pomoc przy organizacji eventów.

Pewnego dnia poszłam z mamą do znajomego lekarza, który zrobił mi test obciążenia glukozą (OGTT). I tak dowiedziałam się, że mam hipoglikemię reaktywną. Dostałam zalecenia dietetyczne: odstawić produkty z białej mąki, słodycze oraz słodkie napoje i przejść na dietę o niskim indeksie glikemicznym. Rzeczywiście wiedziałam, że łatwo przyswajalne węglowodany mi nie służą i że bez bułeczek czuję się lepiej. Pilnowałam się zrywami, ale potem zapominałam o diecie. W liceum regularnie odwiedzałam też ginekologa, który przepisywał mi tabletki antykoncepcyjne na wyregulowanie cykli menstruacyjnych, ponieważ w trakcie anoreksji straciłam miesiączkę.

Mój dzień był wypełniony po brzegi. Szkoła, zajęcia dodatkowe, praca, nauka i imprezy. Miejsca na sen pozostawało niewiele. Czułam się coraz bardziej zmęczona i od czasu do czasu miałam napady kołatania serca i drżenia rąk. Wiedziałam, że to spadki cukru, ponieważ takie stany miewały już moja mama i siostra. Nie odżywiałam się zdrowo. Pizza, zapiekanki, cola, hektolitry kawy, napoje energetyczne, bułki, drożdżówki, kanapki ze szkolnego bufetu, piwo i mnóstwo wypalonych papierosów. Czułam się coraz gorzej. Wiecznie chciało mi się spać, ale zrzucałam winę na pracę i brak snu. Każdy dzień był dla mnie ogromnie stresujący. Wisiała nade mną wizja matury i studiów. Dość wcześnie wyprowadziłam się z domu. Dało mi to w kość. Wynajmowałam ze znajomymi mieszkanie, jadałam makaron z gotowymi sosami oraz mrożoną pizzę i dalej pracowałam przy koncertach i imprezach. Udało się. Skończyłam liceum, zdałam maturę.

Ulżyło mi, ponieważ mogłam już iść do normalnej pracy, na etat, a nie tylko dorabiać wieczorami i weekendami jak dotychczas. Zaczęłam zaoczne studia pedagogiczne i dostałam pracę w dziale marketingu w teatrze. W końcu mogłam zaplanować sobie dzień. Pracowałam o stałych godzinach, wieczorami spotykałam się ze znajomymi i grałam na pianinie, a w weekendy chodziłam na uczelnię. Myślałam, że wszystko się unormuje, ale tak się nie stało. Zmęczenie się nie zmniejszało, stres rósł. Pojawiły się problemy z koncentracją i pamięcią. Nie umiałam się uczyć do sesji, wszystko mnie denerwowało. Znowu miewałam spadki cukru, do tego często pobolewał mnie żołądek. Od dawna dawała mi o sobie znać słaba odporność. Nie było miesiąca, żebym nie złapała jakiejś infekcji. Od wielu lat dokuczały mi też migreny. Zupełnie nie radziłam sobie ze stresem, zwłaszcza przed sesją. Potrafiłam przepłakać kilka dni przed egzaminami, a potem kombinować, co zrobić, żeby nie pójść na zaliczenie. Odkładałam wszystko na ostatnią chwilę, licząc, że to coś zmieni. Poranne wstawanie sprawiało mi coraz większą trudność. Najchętniej spałabym do południa. Spóźniałam się do pracy i na zajęcia. Przysypiałam w tramwaju, autobusie, przed komputerem. Po pierwszej oblanej sesji całkiem się załamałam. Stwierdziłam, że to nie dla mnie i powinnam zmienić kierunek.

Tym sposobem zaczęłam studia na kierunku strategia reklamy i PR. Wybrałam taką szkołę, która dawała mi większy spokój. Kolejne dwa lata upłynęły pod znakiem zmiany pracy (codzienna pobudka o siódmej rano okazała się ponad moje siły…). Otworzyłam agencję eventową i postanowiłam sama decydować, o której będę wstawać. Myślałam, że w ten sposób przejmę kontrolę nad swoim życiem, rzeczywistość jednak była inna. Regularnie zarywane noce, jeszcze większy stres, nasilające się migreny, napadowa hipoglikemia i coraz silniejsze bóle brzucha wygoniły mnie w końcu znowu do lekarza. Odszukałam wyniki testu obciążenia glukozą sprzed kilku lat i postanowiłam się przebadać. To było około 2010 roku. Lekarz stwierdził, że mam niską odporność, trochę niedoborów i zespół jelita drażliwego (stąd te bóle brzucha) i polecił ograniczyć stres. To była jedyna rada. Zaczęły wypadać mi włosy, skóra stała się sucha i podrażniona, dziąsła mi wiecznie krwawiły i nie znosiłam niskich temperatur… Potrafiłam płakać z zimna przy minus dwóch stopniach, opatulona w ciepłe ubrania. Nienawidziłam zimy i wychodzenia z domu. Znowu zaczęłam miewać stany depresyjne. Brzuch bolał coraz bardziej; dostałam leki, ale nie pomagały. Z powodu przesuszenia skóry pojawiały się rany na piszczelach, brzuchu, udach, ramionach i dłoniach. Nie działały żadne kremy i maści.

Czułam się tak źle, że rozpoczęłam bieganie po lekarzach. Stało się to wręcz moją obsesją, bo chciałam, żeby w końcu ktoś mi pomógł, ale zwykle odsyłano mnie z kwitkiem. Leki na żołądek, witamina C, probiotyki i paracetamol. Zaczęłam zastanawiać się, czy powodem nie są tabletki antykoncepcyjne. Odstawiłam je i wtedy posypało się już wszystko. Razem z włosami straciłam resztki chęci do życia. Zaczęłam tyć, znowu nie miesiączkowałam, łamały mi się paznokcie, bolały stawy, pogorszył się wzrok. Chodzenie sprawiało ogromny ból, zapominałam o najprostszych rzeczach. Musiałam wszędzie przyklejać sobie karteczki, nawet z przypomnieniami typu „pamiętaj, żeby umyć zęby”. W kółko wpadałam w histerię, nie mogłam sobie z niczym dać rady. Rzuciłam pracę, nie skończyłam kolejnej szkoły (bo zaspałam na egzamin końcowy i nie miałam siły zadbać o to, żeby do niego ponownie przystąpić). W odpowiedzi na błagalną prośbę o pomoc znowu usłyszałam, że mam zaburzenia lękowe, jestem hipochondryczką i histeryczką. Dostałam selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny (SSRI) i benzodiazepiny. A potem kompletnie zamknęłam się w domu. Całymi dniami spałam albo leżałam, patrząc w sufit. Nasiliły się biegunki, bóle brzucha i wymioty. Znajomi przynosili mi zakupy i przepisane leki, bo sama nie byłam w stanie wyjść z mieszkania.

Koleżanka zapytała, czy nie mam problemów z tarczycą albo cukrzycy. Powiedziałam, że chyba nie, chociaż miewam napady hipoglikemii, więc może powinnam wybrać się do diabetologa. Poszłam i wtedy pierwszy raz usłyszałam hasło „insulinooporność”. Na podstawie wyników insuliny i glukozy na czczo diabetolog wyliczył mi wskaźnik HOMA-IR (określający stopień insulinooporności), który wynosił u mnie wtedy 3, i wytłumaczył, że jest to taki stan, w którym insulina nie działa prawidłowo. Dowiedziałam się, że muszę stosować dietę o niskim indeksie glikemicznym i odstawić pszenicę oraz iść do endokrynologa, by uporać się z problemem braku miesiączek, których nie miałam już prawie dwa lata. Stwierdziłam, że skoro kiedyś dostałam już podobne zalecenia, to coś musi być na rzeczy.

Byłam w szoku, że mam insulinooporność, ale jednocześnie trochę mi ulżyło. Liczyłam, że coś się w moim życiu zmieni. I zmieniło się. Poszłam do kolejnych lekarzy: endokrynologa, gastrologa, neurologa. Co chwilę coś się okazywało. Byłam coraz bardziej przerażona, bo jeden problem pociągał za sobą kolejny. Endokrynolog spojrzał na moje poprzednie USG jajników i orzekł, że mam wielotorbielowatość, czego nigdy nie powiedział mi ginekolog (który kiedyś stwierdził tylko, że mam przedwczesną menopauzę), oraz od dawna podwyższone TSH, więc muszę zrobić dokładne badania tarczycy. Zlecono USG tarczycy, przeciwciała oraz FT3 i FT4 oraz mnóstwo innych badań hormonalnych. Miałam bardzo niski poziom estradiolu i progesteronu, podwyższony siarczanu dehydroepiandrosteronu (DHEA-S) oraz hormonu anty-Müllerowskiego (AMH). Wyniki FT3 i FT4 wskazywały na niedoczynność tarczycy, a w USG oszacowano jej objętość na zaledwie 4 ml. Na podstawie wyników badań i wywiadu lekarz zdiagnozował zespół policystycznych jajników (PCOS, od ang. polycystic ovary syndrome) oraz chorobę Hashimoto. Zastanawiałam się, co jeszcze. Byłam coraz bardziej przerażona.

Dostałam leki: Euthyrox oraz Duphaston. Mijały miesiące. Czułam się lepiej. Powoli zmieniałam swój styl życia. Rzuciłam w końcu palenie, ograniczyłam alkohol, zaczęłam się lepiej odżywiać. Zadbałam o to, żeby więcej spać i odpoczywać. Bardzo szybko zmniejszyła się liczba migren, a wraz z nią liczba silnych leków przeciwbólowych, których brałam bardzo dużo (miałam 4–5 silnych ataków migreny w miesiącu, a każdy atak trwał 2–3 dni…), poprawiła mi się cera, włosy przestały tak bardzo wypadać, nawet paznokcie były ładniejsze. Nie miałam już tak częstych spadków cukru, ale nadal zdarzały się problemy z żołądkiem… Biegunki nie dawały mi spokoju, i to do tego stopnia, że większość dnia spędzałam w toalecie. Okazało się, że mam anemię z niedoboru żelaza, witaminy B12 i kwasu foliowego, niedobór witaminy D, zaburzenia elektrolitowe i tężyczkę. Okulista na podstawie dokładnych badań stwierdził astygmatyzm i podejrzewał jaskrę. Neurolog natomiast podejrzewał zespół móżdżkowy oraz chorobę Addisona-Biermera. W kółko robiłam badania, rezonans, tomografię itd. Co drugi dzień biegałam po klinikach, poradniach, przychodniach i innych placówkach medycznych. Suplementacja niewiele pomagała. Pojawiły się problemy z chodzeniem, miewałam też częste skurcze, drętwienie rąk i nóg i ciężko było mi utrzymać równowagę. Musiałam przyjmować zastrzyki z witaminy B12, ponieważ nie wchłaniałam jej z przewodu pokarmowego, oraz kroplówki z powodu zaburzeń elektrolitowych. Powiedziano mi też, że ze względu na stopień wyniszczenia organizmu i rodzaj chorób nigdy nie będę mogła mieć dzieci, więc czas się z tym pogodzić. Pogodziłam się.

Następnie znów trafiłam do gastrologa. Po raz kolejny upierano się przy zespole jelita drażliwego, zlecono posiew kału i badania w kierunku bakterii. Okazało się, że mam Helicobacter pylori, na którą dostałam antybiotyki. Było trochę lepiej, ale nadal bez szału. Antybiotyki jeszcze bardziej osłabiły moją odporność. W kółko przechodziłam infekcje górnych dróg oddechowych. Moje płuca byłego palacza były w opłakanym stanie. Wtedy padło pierwszy raz słowo „celiakia”. Nie zastanawiając się zbyt wiele, powiedziałam lekarzowi, że może warto zbadać mnie w tym kierunku. Uznał jednak, że to nie ma sensu, bo nie mam objawów celiakii. Na własną rękę odstawiłam gluten, czego nie poleca się bez wcześniejszej dokładnej diagnostyki celiakii. Po dwóch miesiącach diety bezglutenowej liczba biegunek znacznie się zmniejszyła, bóle brzucha zaczęły ustępować. Postanowiłam iść tą drogą. Wróciłam do gastrologa i powiedziałam o swoich obserwacjach. Zlecono przeciwciała w kierunku celiakii i gastroskopię. Wynik oznaczenia przeciwciał był ujemny, ponieważ stosowałam już dietę bezglutenową, natomiast gastroskopia wykazała charakterystyczny dla celiakii zanik kosmków jelitowych. Lekarz stwierdził, że celiakia jest prawdopodobna, więc zaleca stosowanie diety bezglutenowej.

Zrobiono mi przy okazji testy uczuleniowe, w których wyszła alergia na białka mleka krowiego (kazeinę), jajka, wołowinę, kurczaka, pszenicę, żyto, jabłka, kakao oraz liczne alergie wziewne – na brzozę, jesion, roztocza, pleśń, grzyby. Miałam nadzieję, że to koniec diagnoz; że w końcu wiem, co mi jest, i mogę zacząć się leczyć. Tylko JAK? Insulinooporność – PCOS – Hashimoto – alergia – celiakia. Jak to wszystko ze sobą połączyć?

Zaczęłam od sporządzenia planu. Wypisałam wszystko, co mogę jeść, a czego nie. Wyrzuciłam przetworzoną żywność, mięso, gluten i wszystko, co miało w składzie cukier. Starałam się zapewniać sobie codzienną dawkę ruchu, zaczynając od spokojnych spacerów. Piłam dużo wody niegazowanej, jadłam sporo warzyw (na tyle, na ile mi pozwalał przewód pokarmowy), trochę ryb, jajek i produktów o niskim indeksie glikemicznym. Pilnowałam regularności posiłków i nie jadłam po godzinie dwudziestej.

Postanowiłam rozprawić się ze wszystkimi chorobami, a szczególnie z insulinoopornością, o której wiedziałam najmniej. Szukałam informacji w internecie, jednak około 2010 roku w sieci nie było tego zbyt wiele – jedynie krótka wzmianka w Wikipedii, jeden artykuł na portalu zdrowotnym i artykuły dla lekarzy, do których nie miałam dostępu. Praktycznie żadnych blogów i łatwych do ściągnięcia tekstów. Za to w języku angielskim – cała masa. Postanowiłam zbierać te materiały i notować swoje osiągnięcia zdrowotne, żeby bardziej się motywować. Wtedy właśnie powstał mój blog i grupa wsparcia, na której była nas wówczas tylko garstka. Czytałam wszelkie materiały dotyczące insulinooporności, w tym te zamieszczane na płatnych platformach dla lekarzy. Nagle na różnych portalach i blogach pojawiło się mnóstwo informacji na ten temat, zagadnieniem zainteresowali się dietetycy, powstały strony na Facebooku i oferty kierowane do insulinoopornych. Niestety nie zawsze skuteczne, a czasami wręcz szkodliwe.

Dołączyłam wtedy do Stowarzyszenia Edukacji Diabetologicznej (SED). To tam rozwinęłam skrzydła. Poznałam specjalistów ds. diabetologii, pielęgniarki i lekarzy. Zaczęłam lepiej rozumieć, na czym polega insulinooporność, wciąż pogłębiałam swoją wiedzę i opisywałam wszystko na blogu i Facebooku.

Przetestowałam na sobie diety roślinne, niskowęglowodanowe, o niskim indeksie glikemicznym i zdrowe, zbilansowane jedzenie. Każda z tych diet pomogła mi ustabilizować poziom glukozy i insuliny, jednak tylko zdrowe, zbilansowane jedzenie przyniosło trwałą poprawę. Prawdą jest, że nie jem mięsa, ale jem ryby i jajka. Nie ograniczam węglowodanów, za to staram się mądrze je wybierać. Jem te węglowodany, które mają wysoką wartość odżywczą. Uważam, że całkowita eliminacja węglowodanów z diety jest nie tylko niepotrzebna, ale wręcz często szkodliwa. I widzę po sobie, że wreszcie, po latach męczarni, osiągnęłam właściwy efekt. Dopiero teraz czuję się znakomicie i jestem w świetnej formie. Udało mi się dopasować dietę i poziom aktywności fizycznej, dostroić psychikę i zadbać o zdrowie.

Teraz się tym wszystkim dzielę. W tym przewodniku znajdziecie wskazówki, jak zmienić swój styl życia, a także informacje odnośnie do tych zmian, które sama wprowadzałam, oraz moje obserwacje dotyczące was, insulinoopornych. W kolejnych rozdziałach książki pojawiają się bardzo ważne aspekty związane z leczeniem insulinooporności, które mają dać TRWAŁE efekty. Jeśli liczycie, że pomogę wam zgubić 30 kg w miesiąc, polecając rygorystyczne diety niskowęglowodanowe i katowanie się na siłowni, to możecie od razu zamknąć tę książkę i odłożyć ją na półkę albo sprzedać w internecie. Nie dam wam też konkretnego przepisu na to, jak wrócić do zdrowia. Każdy z nas jest inny i na każdego działa inna metoda. Natomiast tym, co na pewno znajdziecie w tej książce, są wskazówki, gdzie i jak szukać swojego złotego środka i zachować przy tym równowagę, bo właśnie ona jest w tym wszystkim najważniejsza.

Mnie przez wiele lat tej równowagi brakowało. Tułałam się po miejscach, w których nie powinnam się w ogóle znaleźć, otaczałam się ludźmi, którzy swoją toksycznością wysysali ze mnie całą energię. Żyłam w potwornym stresie, szukając spokoju ducha. Wszystkie moje choroby są tego wynikiem. Nadmierny stres, używki, zła dieta, brak snu, ogólnie niezdrowy styl życia wywołały cały zbiór chorób autoimmunologicznych, hormonalnych i psychicznych. Stres doprowadził do zaburzeń odżywiania, a ich wyniszczające skutki znalazły odbicie w dalszych konsekwencjach zdrowotnych. Pamiętajcie, że wielu chorób możemy uniknąć, nawet jeśli mamy do nich predyspozycje genetyczne. Zwykle, żeby je rzeczywiście wywołać, musi też zadziałać czynnik środowiskowy. U mnie tak było. Ale miałam też na tyle dużo szczęścia, że udało mi się wyjść na prostą i wrócić do zdrowia.

Teraz czuję się świetnie, mam śliczną, zdrową córeczkę i cudownego męża. Spełniam swoje marzenia – napisałam książkę, otworzyłam fundację i pomagam tysiącom ludzi. Czuję się spełniona jako matka, żona i kobieta. Czuję wewnętrzny spokój i harmonię, coś, czego brakowało mi przez całe życie.

CZĘŚĆ 1

CZĘŚĆ 1

Rozdział 1

Rozdział 1

U endokrynologa

Nigdy nie bądź zbyt wielki, by zadawać pytania, nigdy nie wiedz zbyt dużo, by uczyć się czegoś nowego.

Og Mandino

Zacznijmy od początku…

Co to jest insulinooporność?

Insulinooporność to stan obniżonej wrażliwości tkanek na działanie insuliny, hormonu odpowiedzialnego m.in. za regulowanie stężeń glukozy. W rezultacie poziom glukozy może przyjmować nieprawidłowe wartości. Stan ten może z kolei doprowadzić do cukrzycy typu 2, zazwyczaj jednak przez wiele lat udaje się uniknąć rozwoju tej choroby dzięki nadprodukcji insuliny (hiperinsulinizmowi). Hiperinsulinizm z jednej strony ratuje przed cukrzycą, z drugiej zaś wywiera niekorzystny wpływ na niektóre procesy w organizmie. Odpowiada m.in. za tendencję do tycia, stłuszczenie wątroby, zaburza gospodarkę cholesterolem, regulację ciśnienia krwi, pracę jajników i zwiększa tempo podziałów komórkowych. Insulinooporność pośrednio przyczynia się również do rozwoju miażdżycy naczyń krwionośnych.

Przyczyny insulinooporności są liczne i wciąż nie do końca poznane. Najczęstszą i najważniejszą w skali populacyjnej jest otyłość brzuszna. Do innych zalicza się nadmierne spożycie kalorii, jedzenie produktów o wysokim indeksie glikemicznym, stany zapalne, przeciwstawne do insuliny działanie niektórych hormonów oraz wiek. Duże znaczenie mają również uwarunkowania genetyczne. O ich obecności świadczy częste rodzinne występowanie cukrzycy typu 2 i otyłości. Udział czynników genetycznych i środowiskowych różni się u poszczególnych osób. Ogólnie można przyjąć, że w danym przypadku udział czynnika genetycznego jest tym większy, im wcześniej w życiu i przy mniejszej otyłości rozwinęła się insulinooporność. Poszczególne czynniki mogą współistnieć i potęgować wzajemnie swoje działanie.

Wpływ otyłości brzusznej na insulinooporność jest wciąż przedmiotem badań naukowych. Wydaje się, że wiąże się on z obecnością w brzusznej tkance tłuszczowej przewlekłego stanu zapalnego o niewielkim natężeniu oraz z wytwarzaniem pewnych substancji osłabiających działanie insuliny. Pojawienie się brzusznej tkanki tłuszczowej może sprawić, że wpadniemy w błędne koło chorobowe: otyłość brzuszna doprowadza do insulinooporności, co wymusza zwiększenie produkcji insuliny sprzyjające tworzeniu tkanki tłuszczowej, potęgując insulinooporność.

Wspomniane mechanizmy rozwoju insulinooporności dotyczą najczęstszego jej rodzaju – tzw. insulinooporności postreceptorowej, w której zaburzenia dotyczą nieprawidłowości przekazywania sygnału wewnątrz komórek wyposażonych na błonie w receptor insulinowy. Warto wspomnieć, że istnieją również inne, rzadkie rodzaje insulinooporności, tzw. insulinooporność przedreceptorowa i receptorowa, różniące się przebiegiem i objawami.

Czy insulinooporność jest chorobą?

Współczesna medycyna nie traktuje insulinooporności jako odrębnej jednostki chorobowej, lecz jako zaburzenie prowadzące do rozwoju innych chorób. Insulinooporność w zależności od nasilenia i czasu trwania może nie wywoływać żadnych objawów lub powodować rozmaite dolegliwości, a nawet prowadzić do groźnych chorób cywilizacyjnych. Schorzenia te rozwijają się stopniowo i często dają o sobie znać po wielu latach. Sama insulinooporność również rozwija się stopniowo, a początki może mieć już w życiu płodowym.

Do pewnego momentu insulinooporność przebiega bezobjawowo, jednak z czasem pojawiają się rozmaite niepokojące sygnały, takie jak:

nadmierna senność po posiłku (szczególnie węglowodanowym),

przyrost masy ciała (mimo normalnej diety, bez przejadania się),

obniżenie nastroju,

przymglenie umysłowe,

problemy z pamięcią i koncentracją,

rozdrażnienie,

bóle głowy i tzw. ciężka głowa,

bóle stawów,

zmiany na skórze o typie rogowacenia ciemnego,

ciągłe zmęczenie,

uczucie zimna,

napady głodu około 2–3 godzin po posiłku (tzw. wilczy apetyt),

ochota na słodycze,

trudności ze zrzuceniem zbędnych kilogramów.

Bezpośrednim następstwem długotrwałej insulinooporności jest powstanie tzw. zespołu metabolicznego. Obejmuje on zaburzenia gospodarki węglowodanowej (cukrzyca lub stan przedcukrzycowy), pewne zaburzenia gospodarki lipidowej (tzw. dyslipidemia aterogenna), nadciśnienie tętnicze oraz otyłość brzuszną.

Ze względu na znaczną rolę czynnika genetycznego szczególnie podatne na rozwój insulinooporności są osoby, które mają krewnych chorujących na cukrzycę, insulinooporność czy nadciśnienie. Wpływ na rodzinne występowanie zaburzeń może mieć również oddziaływanie wspólnego czynnika środowiskowego, takiego jak nadmierna podaż kalorii, spożywanie produktów o wysokim indeksie glikemicznym i niewielka aktywność fizyczna.

Liczba osób z insulinoopornością na świecie stale wzrasta, szczególnie w krajach rozwiniętych. Wzrost ten skorelowany jest z odsetkiem osób otyłych w populacji oraz odpowiada za zwiększanie częstości zachorowań na cukrzycę. Niestety możemy mówić już o epidemii tych chorób. Dlatego celem wielu organizacji na całym świecie jest walka z konsumpcyjnym stylem życia, który prowadzi do utraty zdrowia oraz przedwczesnej śmierci. Szacuje się, że otyłość jest piątym pod względem częstości występowania czynnikiem ryzyka przedwczesnych zgonów na świecie. Rocznie z powodu otyłości lub nadwagi umiera prawie 3 miliony ludzi. Niestety zarówno częstość występowania otyłości, jak i liczba spowodowanych nią zgonów stale rośnie.

Liczba osób dotkniętych insulinoopornością w Polsce jest wysoka, choć trudna do dokładnego określenia. Insulinooporność występuje u ponad 3 milionów osób chorujących na cukrzycę typu 2 i u około 3 milionów osób ze stanem przedcukrzycowym. Można ją również stwierdzić u większości osób z otyłością brzuszną i zespołem policystycznych jajników. Blisko połowa naszego społeczeństwa może więc zmagać się z insulinoopornością.

Wpływ otyłości

Zjawisko otyłości jest znane od zarania dziejów. Obecność tkanki tłuszczowej, będącej magazynem substancji energetycznych, gwarantowała kiedyś przeżycie okresów głodu. Przynosiła więc korzyści i uznawana była za przejaw wysokiego statusu społecznego. Współcześnie, gdy większość ludzi w krajach rozwiniętych ma zapewniony stały dostęp do jedzenia, otyłość stała się przekleństwem i poważnym problemem zdrowotnym, społecznym, ekonomicznym, psychologicznym i cywilizacyjnym. Obecnie 65% ludności żyje w krajach, w których częściej umiera się z powodu nadwagi i otyłości niż niedożywienia. Światowa Organizacja Zdrowia uznała otyłość za najczęściej występującą chorobę metaboliczną XXI wieku.

Największy problem z otyłością występuje w Stanach Zjednoczonych. Badania wykazały, że 25% kobiet i 20% mężczyzn jest tam otyłych, a ponad 5% cierpi na otyłość olbrzymią (BMI >40 kg/m2), 67% osób ma nadwagę. W Europie otyłych jest aż 22% kobiet i 15% mężczyzn, a nadwagę ma połowa ludności. Badania Instytutu Żywienia i Żywności wykazały, że w Polsce ponad połowa dorosłych w wieku 19–59 lat zmaga się z nadwagą lub otyłością. Według International Association for the Study of Obesity (IASO) w Polsce otyła była co czwarta kobieta oraz w przybliżeniu co piąty mężczyzna.

Przyczyny otyłości tkwią przede wszystkim w nieprawidłowym stylu życia. Otyłości sprzyja przetworzona, wysokokaloryczna dieta, siedzący tryb życia, stres, używki, mała ilość snu, niektóre leki (na przykład przeciwdepresyjne, przeciwpadaczkowe, antykoncepcyjne, hormony steroidowe). Rzadszym czynnikiem wyzwalającym otyłość są choroby endokrynologiczne oraz choroby uwarunkowane genetycznie.

Otyłość przyczynia się do rozwoju insulinooporności i w konsekwencji cukrzycy, chorób krążeniowych, zawałów serca, udarów mózgu, niealkoholowego stłuszczenia wątroby, PCOS i niepłodności. Jest ona również podłożem niektórych nowotworów, m.in. raka sutka i raka endometrium. Ponadto sprzyja kamicy wątrobowej i zwyrodnieniu stawów.

Prawie wszyscy potrafimy orientacyjnie oszacować obecność lub brak otyłości, jednak na dokładniejszą ocenę pozwalają obiektywne wskaźniki pomiarowe. Najprostszym i najbardziej powszechnym jest wskaźnik masy ciała BMI (ang. Body Mass Index). Obliczamy go za pomocą poniższego wzoru:

Przyjmuje się następującą interpretację wartości BMI:

poniżej 18,5 u kobiet i 20 u mężczyzn – niedowaga

w zakresie 18,5–25 u kobiet i 20–25 u mężczyzn – wartość prawidłowa

w zakresie 25–30 – nadwaga

w zakresie 30–35 – otyłość

w zakresie 35–40 – otyłość znacznego stopnia

powyżej 40 – otyłość olbrzymia

Wraz ze wzrostem BMI zwiększa się częstość powikłań metabolicznych.

Wskaźnik BMI nie jest parametrem idealnym, gdyż nie uwzględnia zawartości w organizmie innych tkanek niż tłuszczowa (takich jak mięśnie czy kości) wpływających istotnie na masę ciała. Spotykamy osoby ze swej natury nieco potężniejsze, ale o niskiej objętości tkanki tłuszczowej, za to dobrze umięśnione czy „grubokościste”. Wskaźnik BMI może u nich wskazywać na nadwagę, choć w istocie nie będą mieć zwiększonej zawartości tkanki tłuszczowej. Wskaźnik ten nie pozwala również na ocenę proporcji pomiędzy zawartością niekorzystnej metabolicznie brzusznej tkanki tłuszczowej i neutralnej tkanki tłuszczowej podskórnej.

Prostym parametrem pokazującym obecność brzusznej tkanki tłuszczowej jest obwód talii. Przyjmuje się następujące zakresy obwodów talii w polskiej populacji:

u kobiet: norma < 80 cm, nadwaga 80–88 cm, otyłość > 89 cm

u mężczyzn: norma < 94 cm, nadwaga 94–102 cm, otyłość > 102 cm

Nieco dokładniejszym wskaźnikiem otyłości brzusznej jest wskaźnik talia–biodra, czyli WHR (ang. Waist-Hip Ratio). Oblicza się go jako stosunek obwodu w talii do obwodu w biodrach. O otyłości brzusznej świadczą wartości wskaźnika WHR równe lub wyższe 1,0 dla mężczyzn i równe lub wyższe 0,85 dla kobiet.

Tkanka tłuszczowa brzuszna (trzewna) jest niezależnym czynnikiem ryzyka rozwoju oporności na działanie insuliny oraz powstania innych składników zespołu metabolicznego. Wzrost wskaźnika WHR skorelowany jest z rosnącym ryzykiem rozwoju choroby wieńcowej.

Wśród innych metod pomiaru zawartości tkanki tłuszczowej w organizmie wymienić należy pomiary metodą bioimpedancji za pomocą rozpowszechnionych urządzeń pomiarowych. Pomiary te nie uwzględniają proporcji pomiędzy brzuszną a podskórną tkanką tłuszczową i mogą być zafałszowane przez wiele dodatkowych czynników. Dokładne wyniki można uzyskać za pomocą densytometrii, tomografii komputerowej czy rezonansu magnetycznego, metody te są jednak wykorzystywane głównie do badań naukowych.

Na czym polega leczenie insulinooporności?

Podstawowe znaczenie w leczeniu insulinooporności ma usunięcie czynnika sprawczego, czyli przede wszystkim odstawienie produktów o wysokim indeksie glikemicznym oraz pozbycie się otyłości. Stosowanie właściwej diety, codzienna aktywność fizyczna, eliminacja stresu i używek oraz odpowiednia dawka snu pozwalają na zmniejszenie lub ustąpienie insulinooporności u większości pacjentów. Chorym z insulinoopornością zaleca się redukcję masy ciała o 5–10% w każdym roku leczenia aż do osiągnięcia prawidłowej wagi. Optymalnie redukcja masy ciała powinna wynosić około 0,5–1 kg na tydzień. Odradza się stosowanie diet cud oraz szybsze zmniejszanie masy ciała z powodu ryzyka efektu jo-jo (szkodliwego dla zdrowia) oraz tzw. efektu odbicia, czyli nawrotu choroby w późniejszym okresie.

U niektórych pacjentów stosuje się leki zmniejszające insulinooporność, najczęściej metforminę, szczególnie w sytuacji współwystępowania takich chorób, jak PCOS, cukrzyca czy stan przedcukrzycowy.

INSULINOOPORNOŚĆ W PRAKTYCE LEKARSKIEJ

Rozmowa z dr. n. med. Maciejem Jędrzejowskim1 endokrynologiem opiekującym się pacjentami z insulinoopornością

Dlaczego insulinooporność? Wielu lekarzy nadal nie widzi potrzeby zajmowania się tym problemem. Myślą, że skoro pacjent jest gruby, to po prostu musi schudnąć, i pomijają temat insulinooporności. Niektórzy wręcz uważają, że insulinooporność to wymysł pacjenta, a objawy, jakie jej towarzyszą, to tylko wynik stresu. Pan sądzi inaczej. Dlaczego?

Insulinooporność jest bardzo częstym i jednocześnie bardzo niedocenianym zaburzeniem hormonalnym. Może występować nawet u połowy populacji osób dorosłych w Polsce. Przez wiele lat zagrożenie związane z insulinoopornością rozpatrywano głównie w kontekście ryzyka rozwoju cukrzycy typu 2. Od około 20 lat pojawia się coraz więcej danych wskazujących na związek insulinooporności z wieloma innymi zaburzeniami. Za chorobę o udowodnionym związku z insulinoopornością uważa się obecnie, na przykład, zespół policystycznych jajników oraz część przypadków nadciśnienia tętniczego. Osobiście uważam, że najczęstszym zagrożeniem związanym z insulinoopornością jest rozwój otyłości.

Informacje dotyczące powiązań między insulinoopornością a innymi chorobami z trudem przebijają się do kanonu wiedzy medycznej. Stąd częsta reakcja lekarzy na problem otyłości, polegająca na klasycznym zaleceniu ograniczenia ilości kalorii i zwiększenia wysiłku fizycznego. Działania te u części pacjentów są nieskuteczne ze względu na zahamowanie lipolizy przez wysokie wartości insuliny w przebiegu insulinooporności.

Zgłaszanych przez pacjentów z insulinoopornością objawów zmęczenia i ogólnego złego samopoczucia nie traktowano dotychczas z dostateczną uwagą. Z jednej strony dlatego, że przyczyn zmęczenia może być wiele (na przykład przepracowanie czy nadmierny stres), z drugiej zaś dlatego, że zmęczenie jest zjawiskiem subiektywnym i niewymiernym. Biorąc jednak pod uwagę fakt hamowania lipolizy przez wysokie stężenia insuliny, powinniśmy w insulinooporności wręcz spodziewać się przewlekłego zmęczenia jako następstwa ograniczonego dostępu do zapasowych substancji energetycznych.

W ostatnich 2–3 latach pojawiły się nowe doniesienia pozwalające powiązać niektóre objawy występujące w insulinooporności z wygaszaniem aktywności AMP kinazy w podwzgórzu, w ośrodkach sterujących metabolizmem zależnym od dostaw energii.

Jakie są pierwsze oznaki insulinooporności? Kiedy należy zgłosić się do lekarza?

Insulinooporność jest zaburzeniem rozwijającym się stopniowo. W początkowym okresie, gdy jest niezaawansowana, nie wywołuje żadnych dolegliwości. W miarę jej narastania pojawiają się objawy związane z zaburzeniem gospodarki substancjami energetycznymi w organizmie. Z jednej strony występuje nadmierne gromadzenie zapasów energii (narastanie otyłości lub problemy z redukcją masy ciała), z drugiej zaś strony objawy niedoborów energetycznych w późnych okresach międzyposiłkowych (zmęczenie, senność, niższa wydolność fizyczna i intelektualna, obniżenie nastroju).

Insulina jest głównym regulatorem zarówno tworzenia zapasów energetycznych w czasie posiłku, jak i wykorzystania ich w późniejszym okresie. Odpowiada za magazynowanie glukozy w wątrobie i mięśniach w formie glikogenu, za magazynowanie aminokwasów w formie białek mięśniowych i za magazynowanie tłuszczów w tkance tłuszczowej. Zwiększone stężenie insuliny towarzyszące insulinooporności (wymuszone jej słabym działaniem) oddziałuje nadmiernie na tkankę tłuszczową, sprzyjając tyciu w czasie posiłku i hamując chudnięcie w okresach międzyposiłkowych.

Pacjenci z insulinoopornością często zgłaszają również wiele innych objawów wynikających z nadmiernego wydzielania insuliny. Duże poposiłkowe wyrzuty insuliny mogą powodować po 2–3 godzinach nadmierne obniżenie stężenia glukozy (hipoglikemię poposiłkową) przejawiające się uczuciem napadowego głodu i objawami wyrzutu adrenaliny, takimi jak kołatanie serca, drżenie rąk, przyspieszenie oddechu, uczucie nieokreślonego lęku. Stale podwyższone stężenie insuliny aktywuje różne grupy komórek, powodując rozmaite objawy, w tym wzmożoną potliwość (w wyniku aktywacji gruczołów potowych), uczucie napuchnięcia i pogrubienie rysów twarzy (w wyniku zwiększonej produkcji kwasu hialuronowego w tkance podskórnej), rogowacenie ciemne (Acanthosis nigricans). Oddziałując na jajniki, insulina stymuluje produkcję męskich hormonów i powoduje objawy hiperandrogenizacji (łojotok, trądzik, owłosienie typu męskiego, łysienie typu męskiego) oraz zakłócenie dojrzewania pęcherzyków jajnikowych prowadzące do zaburzeń miesiączkowania.

Większość objawów ustępuje po wprowadzeniu diety z niskim indeksem glikemicznym i powrocie do optymalnej masy ciała. Konsultacja lekarska jest potrzebna w stanach zaawansowanej insulinooporności (stan przedcukrzycowy lub cukrzyca typu 2), w sytuacji braku chudnięcia pomimo rzetelnego stosowania diety i podejmowania wysiłku fizycznego oraz gdy występują zaburzenia miesiączkowania polegające na wydłużeniu cykli.

Częstym problemem jest diagnostyka. Niektórzy lekarze diagnozują insulinooporność tylko na podstawie pomiarów glukozy i insuliny na czczo, niektórzy robią test obciążenia glukozą z oznaczeniem poziomu insuliny, niektórzy diagnozują „na oko”, inni sprawdzają hemoglobinę glikowaną i peptyd C. Jak powinna wyglądać właściwa diagnostyka insulinooporności, żeby pacjent był pewien, co mu dolega? Da się to ocenić na oko?

Doświadczony lekarz jest w stanie wysunąć podejrzenie insulinooporności na podstawie typowych objawów: otyłości brzusznej, wzmożonej potliwości, zmian o typie Acanthosis nigricans na skórze (ciemne, chropowate zgrubienia naskórka w fałdach szyjnych i pod pachami), połączonych z danymi z wywiadu chorobowego (problemy z redukcją masy ciała pomimo stosowania diety, obecność składowych zespołu metabolicznego). Nie zwalnia go to jednak z konieczności potwierdzenia rozpoznania za pomocą badań laboratoryjnych i oceny zaawansowania insulinooporności.

Złotym standardem oceny insulinooporności jest badanie metodą klamry insulinowej wykonywane jedynie w wybranych ośrodkach akademickich. W praktyce klinicznej opieramy się na ocenie proporcji pomiędzy stężeniami glukozy i insuliny na czczo. O insulinooporności świadczy wysokie wydzielanie insuliny na czczo, które nie powoduje obniżenia poziomu glukozy. Najczęściej do oceny insulinooporności wykorzystywany jest wskaźnik HOMA-IR. Jego fizjologiczne wartości wynoszą około 1, na insulinooporność wskazują wartości powyżej 2,5. Podejrzenie insulinooporności można również wysunąć na podstawie samej oceny stężenia glukozy lub insuliny na czczo.

Test doustnego obciążenia glukozą z określeniem poziomu glukozy i insuliny pozwala dodatkowo na ocenę wielkości i czasu trwania wyrzutów insuliny po stymulacji, umożliwia również wykrycie hipoglikemii reaktywnych. Dane te są przydatne do określenia zalecanego rozkładu posiłków w diecie.

Zauważyłam, że jest problem diagnostyczny w przypadku tzw. krzywej glukozowej i insulinowej. Nie ma ściśle określonych norm dla insuliny po obciążeniu glukozą. Jak zatem ocenić, czy wynik jest prawidłowy, czy nie?

Test doustnego obciążenia glukozą 75 g służy do rozpoznania cukrzycy. Prawidłowe wartości glukozy wynoszą poniżej 100 mg% na czczo i poniżej 140 mg% po dwóch godzinach od rozpoczęcia testu. O obecności stanu przedcukrzycowego świadczy stężenie glukozy na czczo w zakresie 100–125 mg% (określane mianem nieprawidłowej glikemii na czczo) oraz stężenie glukozy po dwóch godzinach w zakresie 140–200 mg% (określane mianem upośledzonej tolerancji glukozy). O obecności cukrzycy świadczy stężenie glukozy na czczo powyżej 126 mg% oraz po dwóch godzinach powyżej 200 mg%.

Ocena stężenia insuliny w czasie testu może przynieść dodatkowe informacje dotyczące nasilenia insulinooporności oraz hiperinsulinizmu. Wykonywanie badania w co najmniej trzech punktach czasowych (na samym początku, po godzinie i po dwóch godzinach) pozwala na ocenę przebiegu krzywych stężenia glukozy i insuliny w czasie. Stężenie insuliny w teście obciążenia glukozą jest najwyższe mniej więcej po 45 minutach i później stopniowo powraca do wyjściowych wartości w ciągu trzech godzin. Zbyt wolne opadanie krzywej insulinowej lub wręcz dalsze jej narastanie w czasie testu może wskazywać na konieczność wydłużenia odstępu pomiędzy posiłkami u osób odchudzających się. Wszelkie nietypowe przebiegi krzywych świadczą o zaburzeniach działania lub wydzielania insuliny albo o zafałszowaniu wyników testu z powodu jego nieprawidłowego wykonania lub przebiegu.

W piśmiennictwie medycznym spotyka się różne wartości normy dla insuliny w teście obciążenia glukozą, co wynika ze stosowania różnych kryteriów doboru badanej populacji. Wartości insuliny w grupie starszych zdrowych osób z nadwagą lub otyłością będą wyższe niż w grupie osób młodych i szczupłych. Podawane w jednym z amerykańskich podręczników prawidłowe wartości insuliny w teście wynoszą: na czczo – poniżej 15 uIU/ml, po godzinie – poniżej 150 uIU/ml i po dwóch godzinach – poniżej 30 uIU/ml. Wartości te odnoszą się do populacji ogólnie zdrowych osób, obejmującej również osoby z insulinoopornością.

W interpretacji wyników testu powinniśmy opierać się w mojej ocenie na wartościach spotykanych u młodych, zdrowych, szczupłych osób bez insulinooporności. U osób tych insulina na czczo zazwyczaj znajduje się na niskim poziomie około 3–6 uIU/ml i nie przekracza 40 uIU/ml po stymulacji. Opierając się na kryterium wskaźnika HOMA <2,5, można przyjąć, że maksymalne stężenie insuliny na czczo nie powinno przekraczać 10 uIU/ml.

Coraz częściej bada się wspomniany peptyd C. Czym jest ów peptyd i czemu służy jego badanie? Czy jest to pomocny wskaźnik w diagnostyce lub kontroli insulinooporności?

Peptyd C to fragment łańcucha proinsuliny, czyli cząsteczki, z której powstaje insulina, właśnie przez odcięcie peptydu C. Peptyd C wydzielany jest w ilościach równych ilościom insuliny, jest jednak od niej bardziej stabilny. Ocena stężenia peptydu C ma zastosowanie przede wszystkim w różnicowaniu typów cukrzycy: w cukrzycy typu 1 jego produkcja jest zmniejszona, w cukrzycy typu 2 – zwiększona. Wysokie wartości peptydu C świadczą o znacznej produkcji insuliny, co najczęściej jest wynikiem insulinooporności i pośrednio na nią wskazuje. W mojej ocenie oznaczanie peptydu C nie wnosi w diagnostyce insulinooporności dodatkowych informacji w porównaniu z oceną glukozy i insuliny.

W naszych grupach wsparcia jest wielu rodziców, którzy zgłaszają się po pomoc z powodu insulinooporności u dzieci i młodzieży. Przerażające jest to, że insulinooporność występuje u coraz młodszych dzieci. Z czego to wynika? Czy to wina nieprawidłowego stylu życia dzieci czy też mają na to wpływ jakieś inne czynniki?

Przyczyny prowadzące do rozwoju insulinooporności u dzieci są podobne jak u dorosłych, z tym że dużo większą rolę odgrywa w tym wypadku predyspozycja genetyczna. W praktyce podstawowe znaczenie i tak ma rozwój otyłości brzusznej, najczęściej związany z nadmierną podażą kalorii. Problem może dotyczyć wcześniaków, które rodząc się z niską masą ciała, są w pierwszych 2–3 latach w dobrej wierze intensywnie dokarmiane, tak aby dogoniły wagą rówieśników. Podobne zjawisko występuje w szkole podstawowej, gdy dzieci w okresie spowolnienia wzrostu spożywają duże ilości słodyczy lub stosują dietę zawierającą łatwo przyswajalne węglowodany: białe pieczywo, słodkie bułki, soki, słodkie napoje, duże ilości słodkich owoców. Problemem u nastolatków jest bunt przeciwko proponowanym ograniczeniom dietetycznym.

Czym grozi nieleczona insulinooporność?

Wieloletnie utrzymywanie się insulinooporności i kompensacyjnego zwiększenia produkcji insuliny prowadzi do stopniowego „zużywania się” wysp trzustkowych i rozwoju cukrzycy. Sytuację pogarsza narastanie insulinooporności wraz ze wzrostem otyłości. Otyłość i insulinooporność stymulują się wzajemnie do wzrostu w mechanizmie błędnego koła chorobowego.

Innym poważnym następstwem długotrwałej insulinooporności jest zespół metaboliczny, czyli grupa kilku współistniejących problemów zdrowotnych sprzyjających rozwojowi miażdżycy naczyń krwionośnych i zwiększonemu ryzyku zawałów serca i udarów mózgu. Insulinooporność prowadzi także do stłuszczenia i rzadko do stłuszczeniowego zapalenia wątroby. Może spowodować również rozwój PCOS u kobiet i zmniejszenie produkcji testosteronu u mężczyzn.

Wielu pacjentów z insulinoopornością skarży się na trudności w normalnym funkcjonowaniu. Sama pamiętam, jak ciężko było mi wstać do pracy, nie wspominając o efektywnym spędzaniu w niej całego dnia. Przysypiałam przed komputerem, nie mogłam się skoncentrować na spotkaniach z klientami. Formułowano pod moim adresem sprzeczne opinie, począwszy od sugestii, że jest to efekt „huśtawki” insulinowej, po „przesadza pani, proszę się porządnie wyspać i iść na terapię antystresową”. W tym czasie jedynym stresem było jednak to, że nie mogłam normalnie funkcjonować. Gdzie więc leży prawda?

Problem jest ważny, jednak nie do końca rozpoznany. Pacjenci z insulinoopornością bardzo często zgłaszają przewlekłe zmęczenie, senność, mniejszą wydolność fizyczną i intelektualną, zaburzenia pamięci i problemy z przyswajaniem nowych informacji. Przyczyny tych objawów mogą być różne.

Po pierwsze, odpowiadać może za nie rzeczywisty niedobór substancji energetycznych związany z ograniczonym uwalnianiem wolnych kwasów tłuszczowych z tkanki tłuszczowej. Wolne kwasy tłuszczowe są głównym źródłem energii w późnych okresach międzyposiłkowych dla większości tkanek, z wyjątkiem mózgu i erytrocytów. Po drugie, u osób z hipoglikemiami poposiłkowymi dochodzić może do gorszego odżywienia mózgu z powodu niedoborów glukozy. Po trzecie, w ostatnich 10 latach przybywa danych wskazujących na zależność efektywności działania mózgu od stężenia insuliny we krwi. Podejrzewa się, że rozwój mózgowej insulinooporności może odpowiadać za upośledzenie funkcji poznawczych, często obserwowane w cukrzycy typu 2. Po czwarte, badania naukowe prowadzone w ostatnich 2–3 latach wskazują na wygaszenie aktywności tzw. AMP kinazy w ośrodkach podwzgórza, sterujących centralnie wydatkiem energetycznym w organizmie.

Na razie nie jesteśmy w stanie określić, który z wymienionych mechanizmów odgrywa podstawową rolę u danego pacjenta. Co najważniejsze jednak, u większości osób objawy zanikają po wyeliminowaniu łatwo przyswajalnych węglowodanów.

Chcąc pomóc pacjentom wrócić do zdrowia, zalecamy zawsze zmianę stylu życia, zdrową dietę, aktywność fizyczną, eliminację stresu, używek itp. Zgodzi się pan, że takie wskazówki wpływają na zmniejszenie insulinooporności?

Brzmi to trochę jak pogadanka prozdrowotna, ale w większości znajduje uzasadnienie w patofizjologii. Spróbujmy jednak przyjrzeć się sprawie dokładniej.

Podstawowe znaczenie w leczeniu insulinooporności ma postępowanie przyczynowe, czyli najczęściej eliminacja otyłości brzusznej oraz łatwo przyswajalnych węglowodanów, rzadziej eliminacja przewlekłego stanu zapalnego lub niektórych zaburzeń hormonalnych. Zdrowa dieta bez produktów słodkich i potraw z mąki pszennej stanowić będzie u większości osób podstawę interwencji.

Aktywność fizyczna umożliwia efektywne spalanie tkanki tłuszczowej, bardzo trudne do osiągnięcia, jeśli ograniczamy się do stosowania diety redukcyjnej. Pamiętajmy, że 1 kg tkanki tłuszczowej to około 7000 kcal. Wysiłek fizyczny może przyczyniać się również do aktywacji tzw. termogenezy bezdrżeniowej, związanej z uwalnianiem ciepła w brunatnej tkance tłuszczowej.

Co do stresu, jego efekty są różne. U niektórych pacjentów stresowa aktywacja układu współczulnego będzie sprzyjać lipolizie (rozpuszczaniu się tkanki tłuszczowej) i prowadzić do chudnięcia. Ale u części osób mechanizmy łagodzenia stresu uruchamiają się właśnie w trakcie jedzenia, co prowadzi do zwiększonego spożywania pokarmów i otyłości.

Szczegółowe informacje na temat autorów wypowiedzi zamieszczonych tekście znajdują się na końcu książki (przyp. red.). [wróć]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki