Grzeszne pragnienie - Michalak AT. - ebook + książka
BESTSELLER

Grzeszne pragnienie ebook

Michalak AT.

4,2

49 osób interesuje się tą książką

Opis

Drake Johns to rozgrywający drużyny futbolowej i bogaty playboy.

 

Taki jest teraz, bo takim stworzyła go Elle, kiedy byli jeszcze parą. Bezlitośnie zniszczyła jego miłość. Aby się pozbierać, Drake na rok odciął się od rodziny i przyjaciół. Teraz wraca, by pokazać jej, kto naprawdę tutaj rządzi. Rozpoczyna się elektryzująca gra: Drake jest przybranym bratem Elle...

 

Miłość od nienawiści dzieli tylko krok. Kto wykona go pierwszy?

 

„Pamiętasz Elle? – moje dłonie zacisnęły się na jej biodrach, unosząc minimalnie jej halkę. – Dalej jest między nami ogień. Tyle lat, a twoje ciało nadal pamięta mój dotyk”.

 

(fragment książki)

 

AT. Michalak to skrywająca się pod pseudonimem autorka, urodzona w 1985 roku w Elblągu. Kochająca żona i matka. Na swoim koncie ma bestsellerowy debiut W jego oczach (2020), który skradł serca czytelniczek. Wieczna marzycielka, której pasją stało się pisanie. Jak sama mówi, żar, który ciągle w sobie nosi, stara się przelać na kartki swoich powieści.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 272

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,2 (226 ocen)
136
44
16
17
13
Sortuj według:
malachowskala

Nie polecam

mam wrażenie, że pisała to piętnastolatka.
40
rapciaczek1998

Nie oderwiesz się od lektury

Cudowna książka, szybko i przyjemnie się czyta. Polecam z całego serca
10
Taalaa16

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam!
10
Verrocchio

Nie oderwiesz się od lektury

wciągając ;) całe kilka godzin zajęło mi jej przeczytanie ;)
10
NataliaPawlak96

Z braku laku…

Z braku laku to najlepsze podsumowanie dla tej książki. Ubogość emocjonalna postaci wręcz absurdalna. Bohaterą giną tragicznie rodzice, z którymi byli związani, a im to jakby oblatuje, główny bohater musi zrezygnować z kariery, którą budował całe swoje życie i też się nie przejmuje bo są ważniejsze dramaty. Sam zamysł i historia nie jest zła i byłaby dobra, gdyby nie jej bohaterowie.
11

Popularność




Au­tor­ka: AT. Mi­cha­lak

Re­dak­cja: Ma­riusz Ku­lan

Ko­rek­ta: Ka­ta­rzy­na Zio­ła-Ze­mczak

Skład: Ro­bert Ku­pisz

Pro­jekt gra­ficz­ny okład­ki: Anna Jam­róz

Zdjęcia na okład­ce: vi­sh­stu­dio/Shut­ter­stock (I stro­na okład­ki, po le­wej), vse­leg­ko/Shut­ter­stock (I stro­na okład­ki, po pra­wej, IV stro­na okład­ki), z ar­chi­wum Au­tor­ki (lewe skrzy­de­łko)

Re­dak­tor pro­wa­dzący: Ro­man Ksi­ążek

Kie­row­nik re­dak­cji: Agniesz­ka Gó­rec­ka

© Co­py­ri­ght by AT. Mi­cha­lak

© Co­py­ri­ght for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Pas­cal

Ta ksi­ążka jest fik­cją li­te­rac­ką. Ja­kie­kol­wiek po­do­bie­ństwo do rze­czy­wi­stych osób, ży­wych lub zma­rłych, au­ten­tycz­nych miejsc, wy­da­rzeń lub zja­wisk jest czy­sto przy­pad­ko­we. Bo­ha­te­ro­wie i wy­da­rze­nia opi­sa­ne w tej ksi­ążce są two­rem wy­obra­źni au­tor­ki bądź zo­sta­ły zna­cząco prze­two­rzo­ne pod kątem wy­ko­rzy­sta­nia w po­wie­ści. Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Żad­na część tej ksi­ążki nie może być po­wie­la­na lub prze­ka­zy­wa­na w ja­kiej­kol­wiek for­mie bez pi­sem­nej zgo­dy wy­daw­cy, z wy­jąt­kiem re­cen­zen­tów, któ­rzy mogą przy­to­czyć krót­kie frag­men­ty tek­stu.

Biel­sko-Bia­ła 2021

Wy­daw­nic­two Pas­cal Sp. z o.o.

ul. Za­po­ra 25

43-382 Biel­sko-Bia­ła

tel. 338282828, fax 338282829

pas­[email protected]­cal.pl, www.pas­cal.pl

ISBN 978-83-8103-851-5

Kon­wer­sja do eBo­oka: Ja­ro­sław Ja­bło­ński

Dla Oli­wii, dzi­ęki któ­rej wci­ąż idę na­przód, któ­ra jest moją osto­ją i wspar­ciem. Uwiel­biam Cię!

PRO­LOG

DRAKE

Sta­łem po­środ­ku hali przy­lo­tów i roz­gląda­łem się uwa­żnie. Mimo że nie było mnie tu pra­wie dzie­si­ęć lat, nie­mal wszyst­ko wy­gląda­ło tak samo. Zdjąłem przy­ciem­nio­ne oku­la­ry i kry­tycz­nym spoj­rze­niem omio­tłem ga­pi­ących się na mnie lu­dzi. Gdzie­kol­wiek się po­ja­wi­łem, pra­wie na­tych­miast by­łem roz­po­zna­wa­ny. Od­kąd gra­łem w Los An­ge­les Rams, nie mia­łem ży­cia pry­wat­ne­go. Wszyst­ko, co ro­bi­łem, było śle­dzo­ne przez czuj­ne oko me­diów. Nie lu­bi­łem tego, nie­raz ża­ło­wa­łem, że nie je­stem ano­ni­mo­wy jak kie­dyś. Mia­łem dość ro­bio­nych z ukry­cia fo­tek i wszędzie się pa­łęta­jących pa­pa­raz­zich. Wy­ssa­ne z pal­ca na­głów­ki ga­zet dzia­ła­ły na mnie jak płach­ta na byka.

Wzi­ąłem swo­ją tor­bę i ru­szy­łem do wy­jścia od­pro­wa­dza­ny cie­kaw­ski­mi spoj­rze­nia­mi ga­piów. Nie­mal by­łem pe­wien, że kie­dy opusz­czę halę przy­lo­tów, sta­do har­pii znów się na mnie rzu­ci. Głod­ni sen­sa­cji dzien­ni­ka­rze to naj­gor­sze, co ist­nie­je. Na­wet w ta­kim cza­sie jak te­raz nie da­dzą czło­wie­ko­wi żyć. Skie­ro­wa­łem się od razu do wy­na­jęte­go czar­ne­go ran­ge ro­ve­ra pod­sta­wio­ne­go pod halę przy­lo­tów. Mło­dy kie­row­ca na mój wi­dok rzu­cił nie­do­pa­łek pa­pie­ro­sa i ru­szył w moim kie­run­ku. Nie­mal nie mo­głem zro­bić kro­ku, bo dzien­ni­ka­rze byli wszędzie. Wszy­scy wy­krzy­ki­wa­li ja­kieś py­ta­nia. Blask fle­szy ośle­piał i spra­wiał, że nie by­łem w sta­nie iść da­lej.

– Kur­wa, prze­jście – za­grzmia­łem, da­jąc im do zro­zu­mie­nia, że nie mam ocho­ty ba­wić się z nimi w pod­cho­dy. – Nie­dłu­go od­będzie się kon­fe­ren­cja pra­so­wa, na któ­rej udzie­lę wam wszyst­kich in­for­ma­cji. Do tego cza­su pro­szę, by­ście zo­sta­wi­li mnie w spo­ko­ju i usza­no­wa­li moją ża­ło­bę.

– Dzień do­bry, pa­nie Johns – wy­krztu­sił wy­ra­źnie onie­śmie­lo­ny moim to­wa­rzy­stwem kie­row­ca. – We­zmę ba­ga­że.

Wy­jął z mo­jej dło­ni tor­bę i wrzu­cił ją do ba­ga­żni­ka, otwo­rzył mi drzwi, a po­tem za­jął miej­sce za kie­row­ni­cą.

Do­pie­ro po chwi­li do­ta­rło do mnie, że nie ode­zwa­łem się do nie­go sło­wem. Pew­nie uwa­żał mnie za nadęte­go dup­ka. Trud­no, nie przy­je­cha­łem tu­taj szu­kać przy­ja­ciół. Po ta­kiej dłu­giej nie­obec­no­ści w mie­ście nie po­my­śla­łbym, że do przy­jaz­du zmu­si mnie po­grzeb. Nie dość, że stra­ci­łem ojca, to jesz­cze wraz z nim ko­bie­tę, któ­rą od wie­lu lat trak­to­wa­łem jak mat­kę. Ich śmie­rć spa­dła na nas jak grom z ja­sne­go nie­ba i nie do ko­ńca wie­rzę, że to był zwy­kły wy­pa­dek.

Mat­ka ostat­nio zaj­mo­wa­ła się trud­ną spra­wą i z tego, co wiem, gro­żo­no jej. Do­sta­wa­ła też ano­ni­mo­we te­le­fo­ny i li­sty z po­gró­żka­mi. Jako pro­ku­ra­to­ro­wi ge­ne­ral­ne­mu często jej się to zda­rza­ło, jed­nak ta spra­wa była inna niż wszyst­kie. Kil­ku mężczyzn tra­fi­ło za krat­ki za duży prze­myt, a świad­ko­wie zni­ka­li w nie­wy­ja­śnio­nych oko­licz­no­ściach – nie­licz­nych po­zo­sta­łych ob­jęto ochro­ną i nada­no im sta­tus świad­ków ko­ron­nych. To było co naj­mniej dziw­ne, że oj­ciec, okaz zdro­wia, na­gle za­sła­bł za kie­row­ni­cą i ude­rzył w ja­dącą z prze­ciw­ka cy­ster­nę.

Była jesz­cze ona. Nie wi­dzia­łem Elle chy­ba osiem lat, ostat­nio zja­wi­łem się na jej ślu­bie, ale szyb­ko się upi­łem i wy­je­cha­łem w po­śpie­chu. Nie chcia­łem pa­trzeć na to wszyst­ko. Wte­dy wy­da­wa­ło mi się, że jest ca­łym moim świa­tem. Wo­la­łem więc usu­nąć się w cień, tym bar­dziej że mie­li dziec­ko. Chcia­łem, by spo­tka­ło ją szczęście, bo przy mnie by go nie za­zna­ła. By­łem za­pa­trzo­nym w sie­bie dup­kiem. Zo­sta­wi­łem ją w spo­ko­ju i to była je­dy­na słusz­na rzecz, jaką zro­bi­łem w ca­łym swo­im pie­przo­nym ży­ciu. Wy­je­cha­łem, ro­bi­łem ka­rie­rę, osi­ągnąłem wszyst­ko, o czym ma­rzy­łem. Sła­wa, suk­ces i pie­ni­ądze. Ale czy na pew­no? Czy nie pra­gnąłem w ży­ciu nic wi­ęcej? Tak my­śla­łem, do­pó­ki zno­wu jej nie zo­ba­czy­łem. Do­pó­ki wszyst­ko było tyl­ko wspo­mnie­niem, ła­twiej mi przy­cho­dzi­ło uda­wać, że nic dla mnie nie zna­czy.

Na­wet nie za­uwa­ży­łem, kie­dy pod­je­cha­li­śmy pod nasz dom. Dom mo­jej mło­do­ści. By­łem cie­kaw, czy Elle się zja­wi. Ja­kże się zdzi­wi­łem, gdy przed do­mem zo­ba­czy­łem ba­wi­ące­go się mal­ca. Nie było mnie tu­taj kil­ka lat, ale nie przy­po­mi­na­łem so­bie, by oj­ciec mó­wił, że za­trud­nił ko­goś z dziec­kiem. Po­czu­łem się lek­ko sko­ło­wa­ny, gdy wy­sia­dłem z auta, a ma­luch, no może nie ma­luch – na moje oko mniej wi­ęcej ośmio­let­ni chło­piec – ru­szył w moją stro­nę, przy­gląda­jąc mi się uwa­żnie.

– Ty je­steś moim wuj­kiem? Mama mó­wi­ła, że mój sław­ny wu­jek może tu­taj przy­je­chać. Mó­wi­ła, że jest naj­lep­szym gra­czem na ca­łym świe­cie i za­wsze ogląda jego me­cze. To ty? – wy­du­kał wpa­trzo­ny we mnie. – Mój sław­ny wu­jek to wiel­ki gracz fut­bo­lu – do­dał z dumą w gło­sie.

Kuc­nąłem obok nie­go, lek­ko się uśmie­cha­jąc. Nie zdąży­łem od­po­wie­dzieć, gdy z domu wy­szła ona. Ko­bie­ta, któ­ra kie­dyś zła­ma­ła mi ser­ce, ko­bie­ta, któ­ra była dla mnie jak za­ka­za­ny owoc. To była Elle, moja Elle. Moja przy­bra­na sio­stra. Nic się nie zmie­ni­ła, na­dal była pi­ęk­no­ścią, któ­ra ku­si­ła sa­mym spoj­rze­niem, niby nie­win­nym. Jej wiek mo­gło­by zdra­dzać za­okrąglo­ne te­raz ku­szące cia­ło bo­gi­ni. Była pi­ęk­na i sek­sow­na. Mia­łem prze­rąba­ne, bo zda­łem so­bie spra­wę, że dzia­ła na mnie chy­ba bar­dziej niż wcze­śniej.

10 LAT WCZEŚNIEJ

ROZ­DZIAŁ 1

DRAKE

Wra­ca­łem do domu na let­nią prze­rwę. Po roku nie­obec­no­ści nie mo­głem zja­wić się sam, sko­ro dziew­czy­na, któ­ra mnie upo­ko­rzy­ła, a wcze­śniej roz­ko­cha­ła w so­bie jak na­iw­ne­go dzie­cia­ka, była moją przy­bra­ną sio­strzycz­ką. Wie­dzia­łem, że będzie się kręcić po po­sia­dło­ści. Mu­sia­łem mieć ob­sta­wę. W su­mie naj­le­piej do tego nada­wa­ła­by się True, dziew­czy­na mo­je­go kum­pla, bo jest ostra jak brzy­twa, ale nie­ste­ty Luke nie chciał mi jej wy­po­ży­czyć. Mu­sia­łem więc po­pro­sić o po­moc dziew­czy­nę, z któ­rą od cza­su do cza­su się bzy­ka­łem. Chęt­nie się zgo­dzi­ła. Jenn była pi­ęk­na i nie mia­ła pla­nów na wa­ka­cje. No i da­łem jej też do zro­zu­mie­nia, że je­stem dzia­ny i mamy wiel­ki dom z ba­se­nem – sta­no­wi­ło to do­dat­ko­wy plus, nie ukry­wam. Naj­wa­żniej­sze, że po­dzia­ła­ło i przy­je­cha­ła ze mną do New Ha­ven go­to­wa grać moją dziew­czy­nę. Mia­łem z tego od­nie­ść po­dwój­ną ko­rzy­ść, bo nie dość, że so­bie po­ru­cham do woli, to na do­da­tek po­ka­żę Elle, że nic już dla mnie nie zna­czy.

Wiem, że to po­je­ba­ne, bo kto nor­mal­ny my­śla­łby w ogó­le, że zwi­ązek z młod­szą od sie­bie o dwa lata przy­bra­ną sio­strą wy­pa­li? Nie­ste­ty chy­ba do nor­mal­nych nie na­le­ża­łem, bo do­kład­nie tak w tam­tym cza­sie my­śla­łem. W du­pie mia­łem, że to ma­ło­la­ta i pew­nie tyl­ko jest mną za­uro­czo­na, tak samo jak la­łem na to, że for­mal­nie to moja sio­stra. Nie wiem, ja­kie­go gów­na się wte­dy na­ćpa­łem, ale te­raz wszyst­ko wy­gląda­ło ina­czej. Nie by­łem tym sa­mym fra­je­rem co rok temu.

Spe­cjal­nie nie przy­je­żdża­łem na świ­ęta i inne uro­czy­sto­ści, wy­ma­wia­jąc się tre­nin­ga­mi. Oj­ciec też zja­wiał się sam, jak już przy­je­żdżał, bo Sara wci­ąż mia­ła dużo pra­cy. Było mi to na rękę. Te­raz mu­sia­łem się po­ka­zać w domu. Ale mia­łem po­moc ze stro­ny Jenn. Do­brze, że poza ewi­dent­ny­mi wa­lo­ra­mi uro­dy wy­ró­żnia­ła się dow­ci­pem i była miła. Nie była tyl­ko pu­stą lal­ką do bzy­ka­nia. Od­zna­cza­ła się in­te­li­gen­cją, któ­rej nie mia­ła wi­ęk­szo­ść zna­nych mi la­sek. Od razu po­łączy­ła nas więź. Na po­cząt­ku kum­plo­wa­li­śmy się, te­raz do­ło­ży­li­śmy do tego seks. Była faj­na, jed­nak nie mia­łem ocho­ty na żad­ne zwi­ąz­ki, a z nią mo­głem być szcze­ry. Wie­dzia­ła o mo­jej sy­tu­acji z Elle i nie prze­szka­dza­ło jej to. By­li­śmy przy­ja­ció­łmi z bo­nu­sa­mi.

Na pod­je­ździe nie było auta oj­czul­ka ani Sary. Do­brze, po­my­śla­łem, będzie­my mie­li czas na to, by chwi­lę od­sap­nąć po pod­ró­ży i ulo­ko­wać się w moim po­ko­ju. Za­par­ko­wa­łem i po­mo­głem Jenn wy­si­ąść. Z ba­ga­żni­ka wy­jąłem wa­liz­ki. No oczy­wi­ście, jak ka­żda ko­bie­ta mu­sia­ła za­brać ze sobą chy­ba wszyst­kie swo­je ciu­chy. Nie po­mo­gły moje pro­śby i za­pew­nie­nia, że jak będzie cze­goś po­trze­bo­wać, to na pew­no do­sta­nie­my to w skle­pie. Jenn była upar­ta w tym za­kre­sie i nie dało się jej prze­ko­nać, by zmie­ni­ła zda­nie. Tasz­czy­łem więc te­raz dwie opa­słe wa­liz­ki, któ­re wy­gląda­ły, jak­by mia­ły za chwi­lę pu­ścić w szwach. Samo za­nie­sie­nie ich do holu było nie lada wy­czy­nem, choć prze­cież nie na­le­ża­łem do chu­der­la­ków. Jenn szła tuż za mną, roz­gląda­jąc się z cie­ka­wo­ścią.

Na­sza po­sia­dło­ść to duży dom o po­wierzch­ni ty­si­ąca me­trów kwa­dra­to­wych i ka­wał zie­mi do­oko­ła. Na ty­łach są dwa ba­se­ny i kort. Mój sta­ry jest wzi­ętym praw­ni­kiem, a jego nowa żona to nie kto inny jak pro­ku­ra­tor ge­ne­ral­ny. Nie po­wiem, nie­zły z nich duet. Ona wraz z cór­ką prze­pro­wa­dzi­ły się tu­taj z Ohio i raz-dwa za­iskrzy­ło mi­ędzy nią a moim sta­rusz­kiem. Nie by­łem zły, bo mat­ka zma­rła już wie­le lat temu, ale ci­ągle na­pa­lo­na ma­ło­la­ta plącząca się pod no­ga­mi to, nie po­wiem, był dla mnie nie lada pro­blem. Nie oszu­kuj­my się, ja rów­nież jako na­sto­la­tek mia­łem swo­je po­trze­by, a ona nie­ste­ty nie uła­twia­ła mi trzy­ma­nia fiu­ta w spodniach. Na ka­żdym kro­ku nie­mal pro­si­ła się o to, by ją prze­le­cieć. Kto na moim miej­scu nie sko­rzy­sta­łby z ta­kiej oka­zji? Nie chcia­łem, by wszyst­ko tak się po­to­czy­ło. Ona oka­za­ła się zwy­kłą dziw­ką, a ja na­iw­nia­kiem. Wie­rzy­łem w jej sło­wa mi­ło­ści szep­ta­ne w chwi­lach unie­sie­nia, sam rów­nie szyb­ko oka­za­łem jej swo­je uczu­cie. Te­raz mu­sia­łem wy­pić piwo, któ­re­go na­wa­rzy­łem, bo nie­ste­ty całe dwa mie­si­ące pod jed­nym da­chem nie za­po­wia­da­ły ro­dzin­nej sie­lan­ki. Oj­ciec jed­nak za­słu­gi­wał na to, bym po­ja­wił się po roku, a nie ukry­wam, że na moją de­cy­zję wpły­nął rów­nież fakt, że za­gro­ził, iż ode­tnie mnie od kasy. Cóż było ro­bić, spa­ko­wa­łem ma­ne­le i oto przy­je­cha­łem. Dra­ke Johns jest w domu i Elle mu­sia­ła mieć się na bacz­no­ści, bo jej ta­nie chwy­ty już na mnie nie dzia­ła­ły.

Za­mie­rza­łem roz­je­bać jej po­ukła­da­ny świat w drob­ny mak, tak samo jak ona zro­bi­ła z moim. Wet za wet. Gdy z nią sko­ńczę, będzie mnie pro­si­ła o wy­ba­cze­nie.

Uci­ęli­śmy so­bie z Jenn małą drzem­kę. Gdy tyl­ko uda­ło mi się wtasz­czyć jej ba­ga­że do mo­je­go po­ko­ju, wzi­ęli­śmy wspól­ny prysz­nic, któ­ry choć na chwi­lę za­pew­nił mi odro­bi­nę re­lak­su.

Po­byt w domu to było ostat­nie, cze­go chcia­łem, i mu­sia­łem się od­stre­so­wać. Jenn do­sko­na­le z tym so­bie po­ra­dzi­ła. Dała mi odro­bi­nę za­po­mnie­nia. Do tej pory mam przed oczy­ma jej usta wo­kół mo­je­go sztyw­ne­go fiu­ta. Na samo wspo­mnie­nie zno­wu je­stem twar­dy. Prze­ta­rłem twarz i spoj­rza­łem na śpi­ącą obok dziew­czy­nę. Była bar­dzo ład­na. Mo­gła­by mieć ka­żde­go fa­ce­ta. Czu­łem wo­bec niej wdzi­ęcz­no­ść, że zgo­dzi­ła się na układ ze mną. Prze­je­cha­łem dło­nią wzdłuż jej od­sło­ni­ęte­go brzu­cha. Mruk­nęła za­do­wo­lo­na i unio­sła lek­ko po­wie­ki, uśmie­cha­jąc się do mnie. Przy­ci­snęła moc­niej moją rękę na znak, bym kon­ty­nu­ował. Do­brze, że nie wło­ży­ła maj­tek, bo dzi­ęki temu mia­łem swo­bod­ny do­stęp do jej go­rącej cip­ki. Szyb­ko zna­la­złem się nad nią, po­chy­li­łem gło­wę i za­nur­ko­wa­łem po­mi­ędzy jej nogi. Była taka smacz­na i mo­kra. Mój język od razu zna­la­zł dro­gę do środ­ka. Pie­przy­łem ją nim, a Jenn gło­śno jęcza­ła. Chcia­łem jej dać to, cze­go po­trze­bo­wa­ła. Pal­cem od­na­la­złem jej łech­tacz­kę i de­li­kat­nie ją po­ta­rłem. Wy­gi­ęła ple­cy w łuk. Była fan­ta­stycz­na w swo­ich re­ak­cjach. Za­wsze tak en­tu­zja­stycz­nie re­ago­wa­ła, jak­by to wszyst­ko było dla niej ci­ągle nowe. Po­ci­ągnęła moje wło­sy, od­chy­la­jąc moją twarz od swo­jej nor­ki. Lu­bie­żnie ob­li­za­ła usta. Nie tym ra­zem, ma­le­ńka, po­my­śla­łem.

– Nie, słon­ko – po­wie­dzia­łem. – Te­raz pora na to, bym za­nu­rzył się w to­bie. Mu­szę zna­le­źć się w two­jej cu­dow­nej cip­ce.

Moje pal­ce wsu­nęły się w nią, spraw­dza­jąc, czy na pew­no jest na mnie go­to­wa. Przy­wi­ta­ło mnie wil­got­ne wnętrze, któ­re au­to­ma­tycz­nie się na nich za­ci­snęło. Była ku­rew­sko mo­kra i tak cie­pła. Ru­sza­łem pal­ca­mi w przód i w tył, by ją roz­ci­ągnąć. By­łem dość spo­ry i mu­sia­ła być mo­kra na mak­sa, by mo­gła mnie przy­jąć.

Za­ci­snęła pal­ce na prze­ście­ra­dle, wy­gi­na­jąc ple­cy w łuk.

– O Boże, tak! – krzyk­nęła w eks­ta­zie. – Chcę cię, Dra­ke, te­raz, pro­szę – skom­la­ła.

Nie mu­sia­ła pro­sić, zła­pa­łem w ga­rść swo­je­go fiu­ta i głów­ką prze­je­cha­łem po jej go­rących płat­kach, była taka mo­kra. Nie­mal ocie­ka­ła z roz­ko­szy. Po­wo­li, nie spie­sząc się, wsu­nąłem ka­wa­łek sie­bie w jego go­to­we cia­ło. Spi­ęła się trosz­kę na moje wtar­gni­ęcie, ale za­chęca­jąco po­ru­szy­ła bio­dra­mi na znak, że jest go­to­wa przy­jąć mnie ca­łe­go. Nie­wie­le my­śląc, na­pa­rłem na nią moc­no, by za­głębić się w niej po samą na­sa­dę. Ta roz­kosz, gdy za­ci­ska­ła się na moim fiu­cie, była nie­ziem­ska, wręcz obez­wład­nia­jąca. Prze­pły­nęła przez moje ple­cy i do­ta­rła aż do ko­niusz­ków pal­ców. Po­ru­sza­łem bio­dra­mi, na­da­jąc tem­po. Jęki Jenn, któ­re do mnie do­cie­ra­ły, dzia­ła­ły jak naj­wi­ęk­szy afro­dy­zjak. Za­ci­snąłem dło­nie na jej po­ślad­kach, do­ci­ska­jąc ją do sie­bie co­raz moc­niej. Żądza, któ­ra była we mnie, sama nada­wa­ła rytm. By­łem bli­ski spe­łnie­nia. Zni­ży­łem gło­wę, by mieć swo­bod­ny do­stęp do jej szyi, któ­ra aż się pro­si­ła, by ją ca­ło­wać. Po­li­za­łem de­li­kat­nie jej oboj­czyk, by po chwi­li ją tam ugry­źć. O tak, po­do­ba­ło jej się, bo jej cip­ka od razu za­ci­snęła się na mnie, czu­jąc ból, któ­ry jej za­ser­wo­wa­łem. Przy­spie­szy­łem, zda­jąc so­bie spra­wę, że ona jest już na kra­wędzi. Pal­ca­mi ści­snąłem jej sut­ki. Od­gło­sy na­szych zma­gań wy­pe­łni­ły po­kój. Jenn krzyk­nęła i wbi­ła się zęba­mi w moją szy­ję, by ci­szej jęczeć. Po chwi­li i ja w niej do­sze­dłem, gło­śno krzy­cząc.

– Kur­wa, tak! Jenn, je­steś nie­ziem­ska – po­chwa­li­łem dziew­czy­nę, czu­jąc, jak wy­do­by­wa­ją się ze mnie ostat­nie kro­ple.

Le­że­li­śmy jesz­cze chwi­lę spo­ce­ni w swo­ich ob­jęciach. Ba­wi­łem się jej wło­sa­mi, ale my­śla­mi by­łem gdzie in­dziej.

Go­dzi­nę pó­źniej ze­szli­śmy na dół, by sko­rzy­stać z pi­ęk­nej po­go­dy i ba­se­nu. Jenn bez­tro­sko pły­wa­ła, a ja wy­ci­ągni­ęty na le­ża­ku re­lak­so­wa­łem się, pa­trząc na nią. Była taka za­do­wo­lo­na. Za­po­mnia­łem, że dla niej nie było nor­mal­ne, że w domu jest ba­sen, a co do­pie­ro dwa. Wszyst­ko było dla niej nowe, inne. Cie­szy­ła się jak małe dziec­ko.

ELLE

We­szłam do domu obła­do­wa­na za­ku­pa­mi. Wie­dzia­łam, że dziś ma przy­je­chać Dra­ke, więc od­wle­ka­łam swój po­wrót, jak tyl­ko się dało. Rzu­ci­łam na sofę w sa­lo­nie tor­by i ro­zej­rza­łam się po wnętrzu w po­szu­ki­wa­niu ja­ki­chś śla­dów obec­no­ści mo­je­go bra­cisz­ka. Roz­su­ni­ęte drzwi na ta­ras uświa­do­mi­ły mi, że ten czas wła­śnie nad­sze­dł i na­sza kon­fron­ta­cja jest nie­unik­nio­na. Po­de­szłam do du­żych prze­szklo­nych drzwi i sta­nęłam, pa­trząc przez nie. Wes­tchnęłam gło­śno, mo­dląc się w du­chu, bym mia­ła siłę, na to, co na­stąpi. Nie wi­dzia­łam go okrągły rok. Czu­łam, jak­by czas za­trzy­mał się w miej­scu. Mój wzrok spo­czął na le­ża­ku, na któ­rym re­lak­so­wał się Dra­ke, ła­pi­ąc pro­mie­nie sło­ńca. Jak zwy­kle wy­glądał cu­dow­nie. Bar­dzo zmężniał, z chłop­ca prze­ro­dził się w mężczy­znę. Nie­gdyś szczu­płe i umi­ęśnio­ne cia­ło ro­bi­ło na mnie wra­że­nie. Te­raz był jesz­cze bar­dziej atle­tycz­nie zbu­do­wa­ny. Mu­sku­lar­ne ple­cy i pła­ski brzuch ro­bi­ły na mnie jesz­cze wi­ęk­sze wra­że­nie niż wcze­śniej. Mu­sia­łam ko­micz­nie wy­glądać – nie­mal czu­łam, że śli­nię się na jego wi­dok. Wy­ci­ągnął się na le­ża­ku i wy­glądał, jak­by po­zo­wał do ja­kie­goś ma­ga­zy­nu. Moje spoj­rze­nie po­wędro­wa­ło na oso­bę, któ­ra pły­wa­ła w ba­se­nie. Co, do cho­ler­ki? Czy on jest nor­mal­ny? Przy­wió­zł tu­taj ja­kąś wy­wło­kę? Jak mógł zro­bić coś ta­kie­go? Gdy rok temu mnie upo­ko­rzył, my­śla­łam, że bar­dziej się nie da. Nie­ste­ty, my­li­łam się. Fala zło­ści i fru­stra­cji, jaką po­czu­łam, wy­pe­łni­ła mnie ca­łko­wi­cie. Dziew­czy­na wła­śnie wy­cho­dzi­ła z ba­se­nu. Po­chy­li­ła się, by pod­nie­ść le­żący na ka­fel­kach ręcz­nik, i za­częła wy­cie­rać ocie­ka­jące wodą wło­sy.

Była bar­dzo ład­na. Skąpe bi­ki­ni opi­na­ło jej cia­ło ni­czym dru­ga skó­ra. Dłu­gie wło­sy, ta­kie ja­kie lu­bił Dra­ke, lśni­ły w sło­ńcu. Z za­zdro­ścią na nią pa­trzy­łam. Ona była wy­so­ka i ślicz­na, a ja drob­na i ni­ska. Moje wło­sy mia­ły mysi ko­lor. Duże pier­si ni­jak nie pa­so­wa­ły do mo­jej fi­gu­ry. Dra­ke pod­sze­dł do niej i nie spusz­cza­jąc z niej oczu, wzi­ął z jej rąk ręcz­nik i za­czął wy­cie­rać jej cia­ło. Przy­gląda­łam się tej in­tym­nej sce­nie, czu­jąc kłu­cie w ser­cu. Mój wzrok mó­głby chy­ba wy­pa­lić dziu­rę w jej gło­wie. Ona nie była win­na tej sy­tu­acji, a jed­nak od razu po­sta­no­wi­łam, że jej nie lu­bię. Dra­ke chy­ba po­czuł, że ich ob­ser­wu­ję, bo po­wo­li, jak­by w slow mo­tion, od­wró­cił gło­wę w moją stro­nę i na­sze spoj­rze­nia się spo­tka­ły. Nie by­łam w sta­nie uciec. Przy­szpi­lo­na jego wzro­kiem sta­łam jak kre­tyn­ka, ga­pi­ąc się na nich. Nie chciał chy­ba da­lej na mnie pa­trzeć, bo po chwi­li od­wró­cił się do dziew­czy­ny i przy­ci­ągnął ją do sie­bie, po­chy­lił się i do­słow­nie wgry­zł w jej usta. Ten po­ca­łu­nek wy­glądał pra­wie jak z fil­mów dla do­ro­słych. Mo­men­tal­nie zro­bi­ło mi się go­rąco. Zło­ść, ale i po­żąda­nie, ja­kie po­czu­łam, pa­trząc na tę sce­nę, tro­chę mnie zdez­o­rien­to­wa­ły, czu­łam się jak pod­glądacz­ka, któ­rą ta­kie sce­ny fa­scy­nu­ją. Gniew­nie się od­wró­ci­łam i po­ma­sze­ro­wa­łam w głąb sa­lo­nu, po dro­dze po­spiesz­nie zgar­nia­jąc tor­by z za­ku­pa­mi. Mu­sia­łam ochło­nąć po tym, co zo­ba­czy­łam.

Za­po­wia­da­ło się pie­kiel­ne trud­ne lato, sko­ro on był tu­taj z dziew­czy­ną. Sądząc po jego za­cho­wa­niu, jego ir­ra­cjo­nal­na zło­ść na mnie jesz­cze nie usta­ła. Co gor­sza, nie wie­dzia­łam, czym była spo­wo­do­wa­na. Kie­dyś my­śla­łam, że mnie ko­cha, by­łam jego, w ka­żdym zna­cze­niu tego sło­wa, a pó­źniej wszyst­ko się roz­sy­pa­ło jak do­mek z kart. Oska­rżył mnie o coś, cze­go nie zro­bi­łam, i na­wet nie mia­łam szan­sy na obro­nę. Mu­sia­łam ja­koś się do­wie­dzieć, co ta­kie­go się sta­ło. Nie za­mie­rza­łam mu ni­cze­go uła­twiać. Chcia­łam wal­czyć o nie­go, cho­ciaż wie­dzia­łam, że on z ja­ki­chś nie­zna­nych mi po­wo­dów mnie nie­na­wi­dzi. Chcia­łam wie­dzieć, czy cho­ciaż cień łączące­go nas uczu­cia jest jesz­cze w jego ser­cu.

Nie mo­głam się z nim skon­tak­to­wać okrągły rok. Nie przy­je­żdżał do domu. Nie od­bie­rał mo­ich te­le­fo­nów, a po ja­ki­mś cza­sie mnie za­blo­ko­wał. Tym ra­zem nie za­mie­rza­łam dać mu się zbyć, na­wet ona nie może mi w tym prze­szko­dzić. Będzie tu­taj całe lato i nie uciek­nie przed praw­dą. Nie chce mnie, to trud­no, ale ja chcę wie­dzieć przy­naj­mniej, dla­cze­go. Jest mi to wi­nien. Dla­cze­go od­su­nął mnie od sie­bie, dla­cze­go wy­kre­ślił ze swo­je­go ży­cia? Nim lato się sko­ńczy, będzie mu­siał mi od­po­wie­dzieć na te py­ta­nia. Czy chce tego, czy nie, jest mi to wi­nien.

ROZ­DZIAŁ 2

DRAKE

Gdy zo­ba­czy­łem, że nas pod­gląda, wkur­wi­łem się nie­mi­ło­sier­nie. Sta­ła w drzwiach sa­lo­nu i za­chłan­nie pa­trzy­ła, jak wy­cie­ram Jenn. Wie­dzia­łem, że chcia­ła­by być na jej miej­scu. Nic z tego, to się ni­g­dy nie sta­nie. Mu­sia­łem jej po­ka­zać, że mam ją gdzieś. Kie­dyś ca­ło­wa­łbym zie­mię, po któ­rej stąpa, te­raz ob­ró­ci­łbym ją w proch.

Dłu­go nie mo­głem się po niej po­zbie­rać. Zra­nio­ny ni­czym szcze­niak nie po­tra­fi­łem so­bie tego po­ukła­dać. Te­raz, gdy my­śla­łem, że wszyst­ko idzie w do­brym kie­run­ku, ona zno­wu chcia­ła na­mie­szać mi w gło­wie. By­łem pew­ny, że mia­ła mo­kro, kie­dy ob­ser­wo­wa­ła, co ro­bię z Jenn. Ode­rwa­łem się od dziew­czy­ny, a ona spoj­rza­ła na mnie wy­mow­nie.

– Wi­dzia­ła nas? – za­py­ta­ła, czy­ta­jąc ze mnie jak z otwar­tej ksi­ęgi.

– Tak, ob­ser­wo­wa­ła nas – od­po­wie­dzia­łem zgod­nie z praw­dą.

Nie za­mie­rza­łem jej oszu­ki­wać, prze­cież i tak zna­ła praw­dę i po­wo­dy, dla któ­rych chcia­łem, by mi to­wa­rzy­szy­ła.

– Te­raz do­pie­ro się za­cznie – wes­tchnąłem zre­zy­gno­wa­ny, od­su­wa­jąc się od niej. – Elle jest na­praw­dę upar­ta i lubi po­sta­wić na swo­im. Nie zdzi­wię się, jak te­raz będzie sta­wać na gło­wie, by zna­le­źć się w cen­trum uwa­gi, gów­nia­ra lubi so­bie po­gry­wać.

– Spo­koj­nie – od­po­wie­dzia­ła, kła­dąc mi rękę na ra­mie­niu i za­ta­cza­jąc koła. – Dam so­bie z nią radę.

– Wiesz, jej gniew może być skie­ro­wa­ny na cie­bie – oznaj­mi­łem.

– Tak, wiem i spo­koj­nie dam radę. Swo­ją dro­gą to cie­ka­we, zdra­dzi­ła cię i da­lej ro­ści so­bie do cie­bie pra­wo? Cze­goś tu­taj nie ro­zu­miem.

– Nie ob­cho­dzi mnie to. Dla mnie ona nie ist­nie­je – po­wie­dzia­łem, bio­rąc ją za rękę. – Cho­dź, wej­dźmy do domu. Mu­si­my się przy­go­to­wać, bo nie­dłu­go zja­wi się oj­ciec.

– Tak jest! – Za­śmia­ła się. – Cho­dźmy.

We­szli­śmy na górę, po dro­dze mi­ja­jąc po­kój Elle, z któ­re­go do­cho­dzi­ła gło­śna mu­zy­ka. Ta ma­ło­la­ta już wy­sta­wia­ła moje ner­wy na pró­bę. Wie­dzia­ła, że nie zno­szę, jak włącza swo­ich ulu­bio­nych szar­pi­dru­tów na cały re­gu­la­tor.

– Za­raz wyj­dę z sie­bie, kur­wa! – krzyk­nąłem, rzu­ca­jąc sto­jącym na pa­ra­pe­cie, ni­cze­mu nie­win­nym kak­tu­sem i roz­trza­sku­jąc go na podło­dze.

– Uspo­kój się! – krzyk­nęła na mnie Jenn.

Po­de­szła i opa­rła swo­je ręce na mo­jej klat­ce pier­sio­wej, pró­bu­jąc mnie uspo­ko­ić.

– Nie za­cho­wuj się jak gów­niarz. – Jej ręce po­wędro­wa­ły do pa­ska mo­ich spodni. – Za­raz po­mo­gę ci za­po­mnieć o wszyst­kim. Zre­lak­suj się.

Uklęk­nęła przede mną i zsu­nęła moje spodnie wraz z bok­ser­ka­mi. Mój fiut na­tych­miast się obu­dził i już żył swo­im ży­ciem. Ob­li­za­ła war­gi i mu­snęła mo­je­go człon­ka usta­mi. Wci­ągnąłem po­wie­trze na sku­tek tak przy­jem­ne­go do­zna­nia. Zwi­lży­ła języ­kiem czu­bek, a moje my­śli sku­tecz­nie od­le­cia­ły od Elle. Li­czy­ła się tyl­ko ona, klęcząca przede mną i li­żąca mo­je­go fiu­ta. Wsu­nęła go w po­ło­wie do ust i za­ssa­ła. Było to tak ku­rew­sko do­bre. Sap­nąłem, wsu­nąłem rękę w jej wło­sy i przy­ci­ągnąłem bli­żej jej gło­wę. Przy­jem­ne do­zna­nie ogar­nęło całe moje cia­ło. Wie­dzia­ła, jak zro­bić, bym zna­la­zł się na skra­ju.

– Weź go ca­łe­go – wy­chry­pia­łem. – Włóż go do ko­ńca. Uwiel­biam, jak jest tam cały.

Od razu spe­łni­ła moje żąda­nie. Mój fiut znik­nął w jej go­rących ustach. Po­ru­szy­łem bio­dra­mi i nada­łem rytm. Pa­trzy­łem pó­łprzy­mkni­ęty­mi ocza­mi, jak zni­ka i po chwi­li po­ja­wia się w jej chęt­nych ustach. Ro­bi­ła to zna­ko­mi­cie. Mój fiut sta­wał się co­raz grub­szy, a żyły na nim pul­so­wa­ły mia­ro­wo. Nie było nic bar­dziej pod­nie­ca­jące­go jak pa­trze­nie na la­skę, któ­ra ci­ągnie ci fiu­ta. Od­głos, jaki z sie­bie wy­da­wa­ła, mó­głbym na­grać i pusz­czać so­bie przed snem. Dreszcz prze­bie­gł wzdłuż mo­ich ple­ców. Prąd czu­łem na­wet w pal­cach nóg. Jenn li­za­ła mnie i ssa­ła na prze­mian. Sam nada­wa­łem tem­po, chcąc się szyb­ko za­spo­ko­ić.

– Zdej­mij bluz­kę – po­pro­si­łem, nie prze­sta­jąc się ru­szać w jej ustach.

Na mo­ment od­su­nęła się ode mnie i zro­bi­ła, co chcia­łem. Wi­dok jej na­gich pier­si nie­mal do­pro­wa­dził mnie do wy­try­sku.

– Baw się nimi – po­wie­dzia­łem, wsa­dza­jąc ku­ta­sa po­now­nie w jej usta.

Ru­sza­łem się w nich na­dal, pa­trząc, jak do­ty­ka się ręko­ma i pod­szczy­pu­je swo­je sut­ki. Zwi­ęk­szy­łem tem­po, czu­łem, że za­raz doj­dę. Wy­ci­ąga­łem go ca­łe­go, po czym z całą mocą pcha­łem go po­now­nie w jej usta, spra­wia­jąc, że się dła­wi­ła. Moje spoj­rze­nie po­wędro­wa­ło na drzwi, gdy usły­sza­łem ci­chy jęk. Przez mo­ment my­śla­łem, że to Jenn, jed­nak to, co zo­ba­czy­łem, wpra­wi­ło mnie w osłu­pie­nie. Cho­ler­na pod­glądacz­ka, zno­wu nas ob­ser­wo­wa­ła. Przez małą szpa­rę pa­trzy­ła na nas Elle. Opar­ta o ścia­nę ska­no­wa­ła ka­żdy nasz ruch. Czy ona nie ma dość? Lubi się po­ni­żać? Może spra­wia jej to przy­jem­no­ść? Za­sta­na­wia­łem się. Nie chcia­łem ko­ńczyć. Mu­sia­łem po­ka­zać jej, co tra­ci, a za­ra­zem utrzeć jej tego wścib­skie­go nosa. By­łem cie­kaw, ile wy­trzy­ma, pa­trząc na nas. Ręką po­ci­ągnąłem Jenn za wło­sy i za­głębi­łem się w jej mo­krych ustach po samą na­sa­dę. Uwi­ęzi­łem Elle swo­im wzro­kiem. Pa­trzy­łem pro­sto w jej oczy, a moje ru­chy sta­wa­ły się szyb­sze.

– Za­raz doj­dę, ma­le­ńka – sap­nąłem do Jenn. – Przyj­miesz to? – za­py­ta­łem, opusz­cza­jąc gło­wę i spo­gląda­jąc na dziew­czy­nę, któ­ra klęcza­ła przede mną.

Po­ki­wa­ła gło­wą na znak zgo­dy. Nie wie­dzia­łem, czy wie, że mamy wi­dow­nię. Była od­wró­co­na ple­ca­mi, więc mo­gła nie za­uwa­żyć Elle. Może czu­ła jej obec­no­ść. Nie ob­cho­dzi­ło mnie to w tym mo­men­cie. Jej chy­ba rów­nież, bo da­lej ro­bi­ła swo­je, ocho­czo zaj­mu­jąc się moim sztyw­nym fiu­tem zni­ka­jącym w jej ustach. Czu­łem zbli­ża­jący się wy­trysk. Przy­trzy­ma­łem moc­no jej gło­wę i do­sze­dłem wprost w jej chęt­ne usta, gło­śno przy tym prze­kli­na­jąc.

– Kur­wa, tak! – krzyk­nąłem. – Je­steś je­dy­na, Jenn.

Wi­dzia­łem, jak reszt­ki sper­my spły­wa­ją z kąci­ków jej ust, zgar­nąłem je kciu­kiem, a Jenn ob­li­za­ła z ocho­tą mo­je­go człon­ka. Elle pa­trzy­ła na nas zszo­ko­wa­na, ale i pod­nie­co­na do gra­nic mo­żli­wo­ści. Zna­łem ten za­mglo­ny wzrok. Po­ru­szy­łem się jesz­cze dwa razy i wy­jąłem człon­ka z ust dziew­czy­ny. Elle jak­by otrząsnęła się z szo­ku, szyb­ko się od­wró­ci­ła i ucie­kła, a ja od­su­nąłem się od Jenn. Czu­łem się jak ku­tas, ale dało mi to też sa­tys­fak­cję, cie­szy­łem się, że to zo­ba­czy­ła. Mia­łem na­dzie­ję, że po tym przed­sta­wie­niu zo­sta­wi nas w spo­ko­ju. Jen­ni­fer wsta­ła, a ja przy­ci­ągnąłem ją do sie­bie i przy­tu­li­łem.

ELLE

Czu­łam, jak szyb­ko bije moje ser­ce, gdy wbie­głam do swo­je­go po­ko­ju i za­trza­snęłam za sobą drzwi. Opa­rłam się o nie, ci­ężko od­dy­cha­jąc. To, co zo­ba­czy­łam, nie tyl­ko do­pro­wa­dzi­ło mnie do wście­kło­ści, ale i eks­tre­mal­nie pod­nie­ci­ło. Czu­łam pul­so­wa­nie mi­ędzy no­ga­mi i zna­jo­mą wil­goć. By­łam ku­rew­sko mo­kra. By­łam znie­sma­czo­na sobą i swo­im cia­łem. Nie by­łam przy­go­to­wa­na na to, że całe to za­jście tak wła­śnie na mnie po­dzia­ła. To ja chcia­łam być na miej­scu tej dziew­czy­ny. Mimo że bar­dzo mnie skrzyw­dził, na­dal go ko­cha­łam, a co naj­gor­sze, ka­żda cząst­ka mnie wci­ąż pra­gnęła wła­śnie jego. Osu­nęłam się po drzwiach i usia­dłam na podło­dze. Mój spo­kój nie trwał jed­nak dłu­go. Drzwi otwo­rzy­ły się z im­pe­tem, prze­su­wa­jąc mnie po podło­dze. Unio­słam wście­kłe spoj­rze­nie na rów­nie wście­kłe oczy Dra­ke’a.

– Po­słu­chaj mnie i do­brze za­pa­mi­ętaj – wy­sy­czał, pa­trząc na mnie. – Nie zbli­żaj się do mnie. Nic mi­ędzy nami nie będzie. To, co było kie­dyś, to prze­szło­ść, ro­zu­miesz? Wi­dzia­łem, jak pa­trzy­łaś na nas. Co? Chcia­ła­byś być na miej­scu Jenn? – za­py­tał, na­dal pa­trząc na mnie z wście­kło­ścią.

Szyb­ko po­ci­ągnął mnie za rękę, zmu­sza­jąc, bym sta­nęła przed nim, nie­mal oko w oko. Nie­mal, bo prze­wy­ższał mnie o gło­wę.

– Chcia­łaś trzy­mać w ustach mo­je­go ku­ta­sa? – Zbli­żył się do mnie nie­mal jak do ofia­ry, przy­gwa­żdża­jąc mnie po­mi­ędzy sobą a ścia­ną.

– Ja? Nie, zda­je ci się – wy­du­ka­łam. – To było obrzy­dli­we i nie chcę was wi­ęcej wi­dzieć w ta­kiej sy­tu­acji, więc z ła­ski swo­jej za­my­kaj­cie drzwi. Chy­ba że je­ste­ście eks­hi­bi­cjo­ni­sta­mi.

Pró­bo­wa­łam wy­pro­wa­dzić go rów­no­wa­gi.

– Tak? Nie chcia­łaś być na jej miej­scu? Mnie się wy­da­je co in­ne­go. Wi­dzia­łem, jak na mnie pa­trzysz, jaki głód czu­łaś, przy­gląda­jąc się nam – po­wie­dział, ści­sza­jąc głos i zbli­ża­jąc swo­je usta do mo­ich.

Przy­mknęłam oczy, cze­ka­jąc na to, co za­raz mia­ło na­stąpić. By­łam go­to­wa na jego usta na swo­ich. Za­miast tego po­czu­łam chłód, gdy od­su­nął się ode mnie i za­czął się śmiać. Za­bo­la­ło nie­mal tak moc­no, jak­by wy­mie­rzył mi po­li­czek. A może jesz­cze bar­dziej.

– Chy­ba nie my­śla­łaś, że chcia­łem cię po­ca­ło­wać? – za­py­tał iro­nicz­nie. – To się ni­g­dy nie sta­nie. Daj so­bie spo­kój, dla mnie nie ist­nie­jesz i im szyb­ciej to do cie­bie do­trze, tym le­piej. Całe lato przed nami w tym domu. Pro­szę cię, scho­dź mi z dro­gi, bo nie ręczę za sie­bie.

Wy­gło­sił tę prze­mo­wę i wy­sze­dł, zo­sta­wia­jąc mnie w osłu­pie­niu. By­łam na­iw­na, sądząc, że mogę to na­pra­wić. Dra­ke mnie nie­na­wi­dził, a ja nie wie­dzia­łam zu­pe­łnie, co ta­kie­go zro­bi­łam, że tak się czuł. By tak mną po­mia­tał. Zwąt­pi­łam w to, że jesz­cze kie­dyś mo­że­my być ze sobą. Po­trze­bo­wa­łam za­po­mnie­nia, mu­sia­łam się wy­do­stać z domu. Si­ęgnęłam po te­le­fon i wy­bra­łam nu­mer mo­jej przy­ja­ció­łki. Dziś mógł mi po­móc tyl­ko moc­no za­kra­pia­ny wie­czór. Ma­tyl­da do­sko­na­le się do tego nada­wa­ła, nikt tak do­brze jak ona mnie nie ro­zu­miał.

***

To był do­bry po­my­sł. To był ku­rew­sko do­bry po­my­sł, my­śla­łam, idąc pi­jac­kim kro­kiem do swo­je­go po­ko­ju. Był śro­dek nocy, a ja le­d­wo trzy­ma­łam się na no­gach. Do­brze, że zdjęłam szpil­ki przed do­mem, bo one na pew­no nie po­mo­gły­by mi po­ko­nać i tak cho­ler­nie wku­rza­jących scho­dów. Trzy­ma­jąc się po­ręczy jed­ną ręką, a w dru­giej ści­ska­jąc buty, pró­bo­wa­łam do­czła­pać do swo­je­go po­ko­ju. Ro­ze­śmia­łam się na głos, bo mu­sia­ło to wy­glądać ko­micz­nie. Spód­ni­ca pod­je­cha­ła mi do po­ło­wy ty­łka, gdy nie­zgrab­nie wspi­na­łam się po stop­niach. Lu­dzie mie­li­by ze mnie nie­zły ubaw. To wszyst­ko przez tego dup­ka, to przez nie­go mu­sia­łam się upić nie­mal do nie­przy­tom­no­ści. Już ja mu po­ka­żę, jesz­cze po­ża­łu­je wszyst­kie­go, co zro­bił. Moje my­śli pląta­ły mi się w gło­wie ni­czym ja­kiś hu­ra­gan. Nie chcia­ło mi się iść da­lej, po­ko­na­na przez scho­dy usa­do­wi­łam się wy­god­nie na przed­ostat­nim stop­niu. Pod­da­łam się. Po­ło­ży­łam obok szpil­ki i przy­tu­liw­szy się do ba­rier­ki, po pro­stu od­pły­nęłam.

ROZ­DZIAŁ 3

ELLE

Obu­dził mnie wiel­ki ból gło­wy i ha­ła­sy do­cho­dzące z dołu. Otwo­rzy­łam nie­pew­nie jed­no oko, by się upew­nić, gdzie je­stem. Na moje szczęście le­ża­łam we wła­snym łó­żku. Prze­ta­rłam twarz i ro­zej­rza­łam się po po­ko­ju w po­szu­ki­wa­niu wska­zó­wek do­ty­czących za­ko­ńcze­nia wczo­raj­szej nocy. By­łam lek­ko sko­ło­wa­na, nie pa­mi­ęta­łam, w jaki spo­sób zna­la­złam się u sie­bie. Jak przez mgłę przy­po­mi­na­łam so­bie po­wrót tak­sów­ką do domu i dość nie­uda­ne pró­by do­sta­nia się na pi­ętro. Ostat­nie, co pa­mi­ętam, to scho­dy. No wła­śnie, sko­ro scho­dy to ostat­nie, co zdo­ła­łam so­bie przy­po­mnieć, dla­cze­go leżę te­raz we wła­snym łó­żku i to bez maj­tek? Na tę myśl od razu ze­rwa­łam się z łó­żka, co wy­wo­ła­ło jesz­cze wi­ęk­szy ból gło­wy i la­ta­jące przed ocza­mi sre­ber­ka. W moim żo­łąd­ku za­częły się dziać dziw­ne rze­czy, czu­łam mdło­ści spo­wo­do­wa­ne dużą ilo­ścią al­ko­ho­lu. Czy­żby oj­ciec Dra­ke’a mnie tu­taj przy­ci­ągnął? My­śla­łam go­rącz­ko­wo.

Kur­de, ale gdy­by to był on, to ra­czej nie zdjąłby ze mnie bie­li­zny? To ra­czej by­ło­by tro­chę cho­re, zwa­żyw­szy na fakt, że trak­tu­je mnie jak cór­kę. Ni­g­dy nie dał mi po­wo­du, bym po­czu­ła się przy nim nie­swo­jo. By­łam nie­mal pew­na, że to nie on. Być może mama to zro­bi­ła. Je­śli rze­czy­wi­ście tak było, to z pew­no­ścią będę mia­ła prze­rąba­ne. Za­pew­ne cze­kał mnie szla­ban do ko­ńca ży­cia. Zre­zy­gno­wa­na wsta­łam z łó­żka i po­ma­sze­ro­wa­łam pod prysz­nic, od­su­wa­jąc na dal­szy plan roz­my­śla­nia. Moje teo­rie spi­sko­we mu­sia­ły po­cze­kać, bo sądząc po od­gło­sach do­cho­dzących z dołu, wszy­scy byli już na no­gach. Nie mo­głam do­pu­ścić do tego, by mama zo­ba­czy­ła mnie w ta­kim sta­nie, bo na bank mia­ła­bym szla­ban do ko­ńca ży­cia. Nim zej­dę, by do­łączyć do tej szczęśli­wej na po­zór ro­dzin­ki, mu­szę choć tro­chę do­pro­wa­dzić się do nor­mal­ne­go wy­glądu.

Dziś Dra­ke pew­nie przed­sta­wi mi ofi­cjal­nie tę swo­ją pan­nę. Miał zro­bić to na wczo­raj­szej ko­la­cji, ale zręcz­nie uda­ło mi się z niej wy­mik­so­wać, bio­rąc mat­kę na li­to­ść. Okła­ma­łam ją, że Ma­tyl­da ma kło­po­ty ser­co­we i ja, jako naj­lep­sza przy­ja­ció­łka, mu­szę jej po­móc. Do­da­łam, by nie cze­ka­li na mnie, bo pew­nie wró­cę do domu w nocy. Do­brze, że mama jesz­cze mi ufa­ła, bo po wczo­raj­szym za­jściu z Dra­kiem nie było mo­żli­wo­ści bym za­sia­dła z nimi do wspól­nej ko­la­cji. Chy­ba udła­wi­ła­bym się je­dze­niem, przy­po­mi­na­jąc so­bie te sce­ny, i spa­li­ła­bym się ze wsty­du, gdy­by ta jego pan­na o wszyst­kim wie­dzia­ła. Wiem, że za­cho­wa­łam się jak ostat­ni tchórz, ale wo­la­łam uciecz­kę od sa­mo­bój­stwa. Pa­trze­nie na nich ra­zem było ta­kie trud­ne. Nie chcia­łam, by na­szych spo­tkań było wi­ęcej, niż po­tra­fi­ła­bym znie­ść. Całe lato to i tak za dłu­gi czas jak dla mnie. We­szłam pod chłod­ny stru­mień wody. Od­kręci­łam ku­rek na mak­sa, po­zwa­la­jąc, by moc­ne stru­gi ude­rza­ły o moje cia­ło i po­bu­dza­ły je do ży­cia. Opa­rłam się o ka­fel­ki, pró­bu­jąc choć na chwi­lę wy­rzu­cić go z gło­wy. Dla­cze­go to było aż ta­kie trud­ne?

DRAKE

Sie­dzie­li­śmy przy sto­le, ko­ńcząc kawę, gdy pan­na al­ko­ho­licz­ka w ko­ńcu po­sta­no­wi­ła za­szczy­cić nas swo­ją obec­no­ścią. Jenn już zdąży­ła się trosz­kę le­piej po­czuć w to­wa­rzy­stwie Sary i ojca. Nie umknęło mo­jej uwa­dze, że oj­ciec jak głu­pi wle­piał w nią wzrok. Gdy­by nie to, że wie­dzia­łem, jak bar­dzo ko­cha Sarę, mó­głbym przy­si­ąc, że nor­mal­nie śli­ni się na jej wi­dok. Było to na­praw­dę ko­micz­ne.

– Dzień do­bry – po­wie­dzia­ła Elle, prze­kra­cza­jąc próg kuch­ni. – Prze­pra­szam, tro­chę za­spa­łam.

– Dzień do­bry. – Tata wstał i od­su­nął jej krze­sło, by usia­dła z nami. Jak zwy­kle miał nie­na­gan­ne ma­nie­ry. – Cze­go się na­pi­jesz?

– Po­pro­szę o kawę – wy­du­ka­ła, sta­ra­jąc się nie pa­trzeć na mnie i Jen­ny.

– Nie przy­wi­tasz się z Dra­kiem? – Sara sta­nęła w drzwiach, krzy­żu­jąc ręce na pier­siach.

– No wła­śnie, sio­strzycz­ko. – W mig do­łączy­łem do Sary. – Nie przy­wi­tasz się?

Wsta­łem i pod­sze­dłem do jej krze­sła. Z mo­zo­łem się pod­nio­sła i mnie ob­jęła, sta­ra­jąc się za­cho­wać dy­stans po­mi­ędzy na­szy­mi cia­ła­mi. Prze­je­cha­łem ręką wzdłuż jej kręgo­słu­pa, de­lek­tu­jąc się wra­że­niem, ja­kie wy­wa­rł na niej mój do­tyk. Czy chcia­ła tego, czy nie, re­ago­wa­ła na mnie i to bar­dzo moc­no. Za­uwa­ży­łem, jak wło­ski na jej kar­ku sta­ją dęba. Uśmiech­nąłem się pod no­sem, czu­jąc sa­tys­fak­cję.

– Och, sio­strzycz­ko, ale się stęsk­ni­łem, wy­ro­słaś – po­wie­dzia­łem, od­su­wa­jąc ją od sie­bie i uwa­żnie lu­stru­jąc jej cia­ło. Pa­trzy­łem, jak sta­ra się utrzy­mać rów­no­wa­gę i po­now­nie szyb­ko sia­da na krze­śle. Jej po­licz­ki mo­men­tal­nie przy­bra­ły nie­mal ja­skra­wo­czer­wo­ny ko­lor.

– O tak, wy­ro­sła, że­byś wie­dział, ilu ka­wa­le­rów usta­wia­ło się w ko­lej­ce, gdy by­łeś na stu­diach – rzu­cił od nie­chce­nia oj­ciec.

– O tak, wy­obra­żam so­bie – od­po­wie­dzia­łem, za­ci­ska­jąc szczęki. – Elle, to jest moja dziew­czy­na. – Po­sta­no­wi­łem w ko­ńcu ofi­cjal­nie je so­bie przed­sta­wić. – Jenn, to Elle, moja sio­stra, przy­bra­na sio­stra – do­pre­cy­zo­wa­łem, spo­gląda­jąc na Jen­ny.

Pod­sze­dłem do dziew­czy­ny i przy­tu­li­łem ją do swo­je­go boku. Osten­ta­cyj­nie od­gar­nąłem wło­sy z jej ra­mie­nia i zło­ży­łem na nim po­ca­łu­nek.

– Ko­cha­ni, może dziś urządzi­my grill w ogro­dzie? – oj­ciec zwró­cił się do nas. – Dra­ke, za­proś zna­jo­mych, Elle, ty rów­nież. Im nas wi­ęcej, tym we­sel­nej.

– Ja­sne, za­pro­szę chło­pa­ków – ode­zwa­łem się. – Te­raz mu­si­my już iść, chcę po­ka­zać Jenn mia­sto.

Elle spoj­rza­ła na na­sze złączo­ne dło­nie i od­wró­ci­ła wzrok. Za­jęła się roz­mo­wą z mat­ką. Wy­szli­śmy z kuch­ni, a Jenn ści­snęła moją dłoń.

– Do­brze so­bie po­ra­dzi­łeś, Dra­ke – po­chwa­li­ła mnie. – Będzie do­brze, dasz radę to wy­trzy­mać. Ona też do­sko­na­le czu­je two­ją obec­no­ść – do­da­ła. – Wi­dać to go­łym okiem.

– Mam na­dzie­ję, że dam radę. Boże, nie wy­sta­wiaj mnie na pró­bę – wes­tchnąłem zre­zy­gno­wa­ny i po­ci­ągnąłem dziew­czy­nę w stro­nę drzwi.

ELLE

Gdy wy­szli, ode­tchnęłam z ulgą. Po­my­sł urządze­nia gril­la nie wy­da­wa­łby mi się taki zły, gdy­by nie fakt, że oni na nim będą. Przy­wo­ła­łam wspo­mnie­nia z ostat­nie­go bar­be­cue. Było wspa­nia­le, po uda­nej im­pre­zie, gdy wszy­scy po­szli spać, spędzi­łam swo­ją pierw­szą noc w jego ra­mio­nach. Pa­mi­ętam to, jak­by to było dziś. Za­kra­dł się do mo­je­go po­ko­ju. Wsze­dł do mnie, gdy bra­łam prysz­nic. Nie ba­li­śmy się, że nas na­kry­ją, wy­pi­li spo­ro al­ko­ho­lu. Na­wet te­raz czu­łam jego dło­nie na so­bie, jak­by wy­pa­lił na mnie swój ślad. Na­zna­czył mnie w taki spo­sób, że nie wy­obra­żam so­bie na­wet in­ne­go mężczy­zny w moim ży­ciu. My­śla­łam na po­cząt­ku, że to tyl­ko nie­win­ne za­uro­cze­nie. Że na­pędza mnie fa­scy­na­cja za­ka­za­nym owo­cem, któ­rym był dla mnie. Jed­nak było ina­czej. Nie­ste­ty, moje uczu­cie oka­za­ło się szcze­re. To nie była tyl­ko zwy­kła chuć. Nie tyl­ko po­żąda­nie. Ko­cha­łam go na­praw­dę. Dla­te­go te­raz pęka­ło mi ser­ce, gdy wi­dzia­łam, jak pa­trzy na Jenn. Jego ge­sty, czu­ło­ść, jaką jej oka­zy­wał, dzia­ła­ły na mnie bar­dziej niż jego fiut w jej ustach.

Chy­ba pora za­cząć grę. Może spra­wię, że on rów­nież to po­czu­je. Może po­czu­je to, co te­raz czu­ję ja. Po­mi­mo że nie mogę so­bie wy­obra­zić sie­bie z kimś in­nym, będę mu­sia­ła zdo­być się na to, aby zo­ba­czyć, jak da­le­ko mogę się po­su­nąć. Czy rze­czy­wi­ście ani tro­chę mu na mnie nie za­le­ży? Tak po­wie­dział, ale czy to praw­da? Czy rze­czy­wi­ście nie będzie o mnie za­zdros­ny? Je­śli tak jest i za­po­mniał, dam mu spo­kój, choć będzie mnie to bo­leć, to po­zwo­lę mu być szczęśli­wym z Jenn. Je­śli mój plan się po­wie­dzie, będzie ze mną po­now­nie, nie zwa­ża­jąc na nic. Gra jest na­praw­dę war­ta wszyst­kie­go, bo na ko­ńcu plan­szy będzie on. Moja na­gro­da. Mu­sia­łam tyl­ko prze­łk­nąć dumę i spró­bo­wać za­wal­czyć.

Czy mi się uda? Tego nie wiem, ale wiem, że będę ża­ło­wać, je­śli się pod­dam. Za bar­dzo go ko­cham, by móc to so­bie od­pu­ścić.

ROZ­DZIAŁ 4

ELLE

– Mati – wes­tchnęłam do słu­chaw­ki. – Mu­sisz przy­jść, wiem, że bez cie­bie nie dam so­bie tu­taj rady.

– Ale wiesz, że dziś wra­ca Hun­ter i chcia­łam z nim spędzić ten wie­czór. – Ma­tyl­da była nie­ubła­ga­na.

– Prze­cież mo­żesz przy­jść z nim, Dra­ke kie­dyś lu­bił Hun­te­ra, a poza tym wiesz, jak uwiel­bia­łam two­je­go bra­ta. Je­stem cie­ka­wa, jak te­raz wy­gląda.

Nie wi­dzia­łam Hun­te­ra Ro­ger­sa bar­dzo dłu­go. Był star­szy o dwa lata od Dra­ke’a i jak tyl­ko sko­ńczył szko­łę, po­sze­dł do szko­ły woj­sko­wej. Po­tem do­stał kon­trakt na dru­gim ko­ńcu kra­ju i nie był w domu chy­ba już dwa lata. Ma­tyl­da mi mó­wi­ła, że w mi­ędzy­cza­sie był na mi­sji w Afga­ni­sta­nie. Kie­dyś, gdy jesz­cze nie było w moim ser­cu Dra­ke’a, to wła­śnie do Hun­te­ra wzdy­cha­łam, przez co Ma­tyl­da mia­ła ze mnie nie­zły ubaw. Nie mo­gła zro­zu­mieć, że jej brat mógł się po­do­bać jej ko­le­żan­kom.

– Wiesz, że moja mama będzie za­chwy­co­na, jak przyj­dzie – do­da­łam na za­chętę. – Będzie mo­gła się wszyst­kim po­chwa­lić, ja­kie to ona ma zna­jo­mo­ści. Znasz ją, wiesz, jaka jest. Będzie dum­na, że żo­łnierz, któ­ry brał udział w mi­sji, jest u niej na im­pre­zie.

– No do­brze. – Moja przy­ja­ció­łka w ko­ńcu ska­pi­tu­lo­wa­ła. – Po­roz­ma­wiam z nim, ale ni­cze­go nie obie­cu­ję.

– O tak! Su­per! – krzyk­nęłam. – Na­wet nie wiesz, jak bar­dzo się cie­szę. Boże, mam tak mało cza­su. Mu­szę się przy­go­to­wać. W ko­ńcu nie wi­dzia­łam Hun­te­ra tak dłu­go – za­częłam pa­ni­ko­wać.

– Uspo­kój się, to tyl­ko mój brat, poza tym wiem do­sko­na­le, że to ra­czej Dra­ke jest bar­dziej w two­im ty­pie – do­da­ła iro­nicz­nie.

– Daj spo­kój, Mati – od­po­wie­dzia­łam. – To już nie­ak­tu­al­ne, nie­ste­ty. Wiesz, że jest tu­taj z dziew­czy­ną, a ja na se­rio się cie­szę, że zno­wu zo­ba­czę Hun­te­ra, pew­nie te­raz jest jesz­cze wi­ęk­szym cia­chem, niż był.

– Czy ja wiem, nie mnie to oce­niać, w ko­ńcu to mój brat, i to praw­dzi­wy, więc by­ło­by to ra­czej ob­le­śne.

– Do­bra, ko­cha­na, idę do­pro­wa­dzić się do sta­nu uży­wal­no­ści i cze­ka­my na was koło dwu­dzie­stej.

– Tak, Elle, pa­mi­ętam. Wi­dzi­my się wie­czo­rem – rzu­ci­ła i po chwi­li w słu­chaw­ce roz­le­gł się dźwi­ęk prze­rwa­ne­go po­łącze­nia.

Po­bie­głam do swo­je­go po­ko­ju i otwo­rzy­łam dużą drew­nia­ną sza­fę w sta­rym sty­lu. Od daw­na mama chcia­ła ku­pić mi nową, ale do tej mia­łam sen­ty­ment. Pa­mi­ęta­łam, że kie­dy by­łam mała, oj­ciec szli­fo­wał jej drzwi i po­kry­wał ciem­nym la­kie­rem. To był chy­ba ostat­ni me­bel w na­szym domu, któ­ry po nim zo­stał, i nie chcia­łam się go po­zby­wać. Tęsk­ni­łam za oj­cem, cho­ciaż w pe­łni ak­cep­to­wa­łam no­we­go męża mamy. By­łam na­sto­lat­ką, gdy za­miesz­ka­li ra­zem, więc na po­cząt­ku trud­no mi było się od­na­le­źć. Cóż, czas mija i ból też ła­god­nie­je. To nie tak, że ca­łkiem znik­nął. Za­wsze będzie mi go bra­ko­wać, za­wsze będę czu­ła ból spo­wo­do­wa­ny jego stra­tą, ale też za­wsze będę go ko­chać. Był wspa­nia­łym oj­cem i mężem. Od­sze­dł tak mło­do. Wra­cał wie­czo­rem z pra­cy, jak za­wsze, gdy na jego dro­dze sta­nęło dwóch opry­chów. Pró­bo­wał się bro­nić, nie­ste­ty mie­li broń. Zo­stał za­strze­lo­ny przed wła­sną fir­mą. Za­bi­li go dla nędz­nych trzy­stu do­la­rów, ja­kie miał przy so­bie. Nie za­bra­li na­wet auta. Od tego mo­men­tu na­sze ży­cie za­mie­ni­ło się w kosz­mar. Mama była ci­ągle smut­na. Mia­ła de­pre­sję, a ja pró­bo­wa­łam jej po­móc, jak umia­łam. Z bie­giem cza­su było le­piej. Mama za­częła po­ma­łu się uśmie­chać, wy­cho­dzić do lu­dzi. W ko­ńcu po­zna­ła Ste­ve­na i po pół roku za­miesz­ka­li ze sobą. Jak się oka­za­ło, że będę mieć bra­ta, nie­mal ska­ka­łam do su­fi­tu. Za­wsze chcia­łam mieć ro­dze­ństwo, my­śla­łam, że będzie jak w baj­ce i przez pe­wien czas może i było, ale bar­dziej jak w baj­ce dla do­ro­słych. Nikt nie mógł prze­wi­dzieć, że za­cznie­my ze sobą sy­piać, że po­czu­je­my coś do sie­bie. Nikt też nie mógł prze­wi­dzieć, że rów­nie szyb­ko jak się za­częło, wszyst­ko ob­ró­ci się w po­piół.

DRAKE

Śmiech Jenn spra­wiał mi ra­do­ść, była jed­ną z nie­wie­lu dziew­czyn, któ­re do sie­bie do­pu­ści­łem od cza­sów Elle. Była wspa­nia­łą przy­ja­ció­łką. Ob­ser­wo­wa­łem te­raz, jak je lody pi­sta­cjo­we i robi śmiesz­ne miny do apa­ra­tu. Pstry­ka­łem jej zdjęcia i w du­chu sam się py­ta­łem, dla­cze­go nie mo­głem po­ko­chać wła­śnie jej. Była miła, po­moc­na i szcze­ra. Do tych wszyst­kich za­let mo­żna by do­pi­sać, że nie­wąt­pli­we była rów­nież za­je­bi­sta w łó­żku. Uwiel­bia­ła fut­bol i często przy­cho­dzi­ła na moje me­cze. Cze­go chcieć wi­ęcej? No wła­śnie, cze­go? Sam nie wiem, cho­ciaż tak bar­dzo się sta­ra­łem, nie była Elle. Nie mo­gła mi jej za­stąpić, przy­naj­mniej nie w tym mo­men­cie. Być może, gdy upo­ram się z moją sio­strzycz­ką, gdy wy­ja­śni­my so­bie w ko­ńcu spra­wy z prze­szło­ści, będę mógł zbu­do­wać zwi­ązek z Jenn. Te­raz to było nie­mo­żli­we.

Cho­ciaż wie­le osób uwa­ża­ło mnie za play­boya, by­łem sta­ły w uczu­ciach. Mia­łem dziew­czy­ny na jed­ną noc, to praw­da. Po ca­łej tej po­pier­do­lo­nej sy­tu­acji nie będę się tego wy­pie­rał. By­łem przy­stoj­ny, wy­so­ki i do­brze zbu­do­wa­ny. By­łem roz­gry­wa­jącym swo­jej dru­ży­ny. Jaka la­ska nie chcia­ła­by przede mną roz­ło­żyć nóg. Gdy­by mo­gły, usta­wia­ły­by się w ko­lej­ce. Wie­dzia­łem o tym, ale czy tego chcia­łem? Sam nie wiem, może przez chwi­lę tak. Dla za­po­mnie­nia, a pó­źniej może dla za­im­po­no­wa­nia kum­plom. Chcia­łem mieć jed­nak ko­goś, dla kogo by­łbym ca­łym świa­tem.

– Oj, prze­stań w ko­ńcu. – Z za­my­śle­nia wy­rwał mnie głos Jen­ny. – Mam już chy­ba mi­lion zdjęć. Mu­si­my zro­bić so­bie jesz­cze parę fo­tek wspól­nie – po­wie­dzia­ła, przy­ci­ąga­jąc mnie do sie­bie i sma­ru­jąc mój po­li­czek swo­im lo­dem.

Po chwi­li usta­wi­ła ko­mór­kę tak, by­śmy się zna­le­źli w ka­drze i za­częła zli­zy­wać z mo­je­go po­licz­ka pi­sta­cjo­wy ślad. Ro­ze­śmia­łem się chy­ba pierw­szy raz tak szcze­rze. Po­tra­fi­ła mnie roz­ba­wić, była sza­lo­na pod wpły­wem im­pul­su, przy­ci­ągnąłem ją do sie­bie i złączy­łem na­sze usta w po­ca­łun­ku. Tego nie było w pla­nach, nie mu­sie­li­śmy ro­bić przed­sta­wie­nia, gdy ni­ko­go nie było w po­bli­żu, jed­nak wte­dy sam chcia­łem ją po­ca­ło­wać. Nie dla Elle, nie dla ro­dzi­ców, po pro­stu dla sie­bie. Jenn pstryk­nęła nam jesz­cze parę fo­tek, jak obści­sku­je­my się na pla­ży, i wsta­wi­ła je na na­sze pro­fi­le spo­łecz­no­ścio­we. Wy­sła­li­śmy też kil­ka do Ty­le­ra i True. Nasi przy­ja­cie­le obie­ca­li, że od­wie­dzą nas, nim lato się sko­ńczy.

– A wła­śnie. – Ze­rwa­łem się z pia­sku jak opa­rzo­ny. – Wła­śnie mi się przy­po­mnia­ło, że sta­ry i Sara pro­si­li, bym za­pro­sił zna­jo­mych na gril­la.

Jenn spoj­rza­ła na mnie krzy­wo i po­wie­dzia­ła:

– Jesz­cze tego nie zro­bi­łeś? My­śla­łam, że za­dzwo­ni­łeś do ko­goś.

– No wi­dzisz, taki by­łem za­ab­sor­bo­wa­ny tobą, że za­po­mnia­łem. Cho­dź. – Po­ci­ągnąłem ją za rękę. – Po­je­dzie­my do Ja­so­na, tam pew­nie za­sta­nie­my wszyst­kich.

Jenn otrze­pa­ła swój zgrab­ny ty­łek z pia­sku i po­da­ła mi rękę. Na szczęście na­sze auto sta­ło za­par­ko­wa­ne nie­opo­dal. Mu­sia­łem się stresz­czać, bo nie­dłu­go wie­czór, a chło­pa­ki mo­gli mieć prze­cież wła­sne pla­ny. Mu­sia­łem ko­goś spro­wa­dzić, więc mo­dli­łem się w du­chu, by oka­zja do dar­mo­wej wy­żer­ki była tym, co prze­ko­na ich do zmia­ny pla­nów. Nie wi­dzie­li­śmy się szmat cza­su, mie­li­śmy dużo do nad­ro­bie­nia. Nie wie­dzia­łem jed­nak, czy nie będą mie­li mi za złe tego, że nie­często się do nich od­zy­wa­łem. Po roz­sta­niu z Elle od­ci­ąłem się nie­mal od wszyst­kich i wszyst­kie­go, co mi ją przy­po­mnia­ło. Za­po­mnia­łem o sta­rych kum­plach i czas było te­raz to na­pra­wić – o ile będzie jesz­cze co na­pra­wiać.

ROZ­DZIAŁ 5

DRAKE

We­szli­śmy do za­dy­mio­ne­go miesz­ka­nia Ja­so­na, po któ­rym wa­la­ły się ku­becz­ki po pi­wie i bu­tel­ki po wód­ce. Na sto­le pe­łno było pu­stych kar­to­nów od piz­zy, jed­no­ra­zo­wych sztu­ćców i ta­le­rzy. Spoj­rza­łem na Jenn, któ­rej mina wy­ra­ża­ła lek­kie po­de­ner­wo­wa­nie sytu­acją. Nie przy­wy­kła do ta­kie­go syfu. W że­ńskich aka­de­mi­kach było czy­sto i schlud­nie, no może w wi­ęk­szo­ści wy­pad­ków. Domy bractw za­wsze przy­po­mi­na­ły chlew. Wie­le już wi­dzia­łem. W miesz­ka­niu Ja­so­na jak zwy­kle był bur­del, bo pra­wie za­wsze od­by­wa­ły się w nim im­pre­zy. We­szli­śmy do sa­lo­nu i spoj­rze­nia trzech par za­mglo­nych oczu od razu wy­lądo­wa­ły na nas.

– O kur­wa! – wrza­snął Ja­son i wstał z ka­na­py, za­kry­wa­jąc usta dło­nią. – No pro­szę, pro­szę. – Prze­cze­sał przy­dłu­gie wło­sy ręka­mi. – Kogo ja wi­dzę. Sam Dra­ke Johns po­sta­no­wił za­szczy­cić nas swo­ją obec­no­ścią. Sta­ry, nie my­śla­łem, że przy­po­mnisz so­bie o na­szym ist­nie­niu – iro­ni­zo­wał.

.

.

.

...(fragment)...

Całość dostępna w wersji pełnej.

Spis treści

PRO­LOG

ROZ­DZIAŁ 1

ROZ­DZIAŁ 2

ROZ­DZIAŁ 3

ROZ­DZIAŁ 4

ROZ­DZIAŁ 5

ROZ­DZIAŁ 6

ROZ­DZIAŁ 7

ROZ­DZIAŁ 8

ROZ­DZIAŁ 9

ROZ­DZIAŁ 10

ROZ­DZIAŁ 11

ROZ­DZIAŁ 12

ROZ­DZIAŁ 13

ROZ­DZIAŁ 14

ROZ­DZIAŁ 15

ROZ­DZIAŁ 16

ROZ­DZIAŁ 17

ROZ­DZIAŁ 18

ROZ­DZIAŁ 19

ROZ­DZIAŁ 20

ROZ­DZIAŁ 21

ROZ­DZIAŁ 22

ROZ­DZIAŁ 23

ROZ­DZIAŁ 24

ROZ­DZIAŁ 25

ROZ­DZIAŁ 26

EPI­LOG

PLAY­LI­STA

PO­DZI­ĘKO­WA­NIA