Gdy liczy się tylko miłość - Clare Connelly - ebook

Gdy liczy się tylko miłość ebook

Clare Connelly

0,0
11,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Harper Lawson zgadza się zastąpić w pracy przyjaciółkę. Wie, że bycie asystentką Salvadora da Rochy to bardzo trudne zadanie, ale potrzebuje pieniędzy, a dwa tygodnie szybko miną. Jednak już pierwszego dnia orientuje się, że to nie nadmiar obowiązków i dyspozycyjność dwadzieścia cztery godziny na dobę będą największym problemem. Salvador jest tak seksowny, że Harper zupełnie nie wie, jak uda jej się zachować profesjonalizm, jadąc z nim w służbową podróż…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 150

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Clare Connelly

Gdy liczy się tylko miłość

Tłumaczenie:

Anna Firecka

Tytuł oryginału: The Boss’s Forbidden Assistant

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2024

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2024 by Clare Connelly

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2026

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Bez ograniczania wyłącznych praw autora i wydawcy, jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI) jest wyraźnie zabronione. HarperCollins korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

[email protected]

www.harpercollins.pl

ISBN: 978-83-8342-925-0

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek

Rozdział pierwszy

– Rozumie pani, na czym polega ta praca? – Salvador da Rocha sceptycznie patrzył na Harper Lawson.

Harper zwalczyła chęć przypomnienia mu, że w zasadzie jest na nią skazany. Jego osobista asystentka już przekazała Harper wszystkie obowiązki i wyjechała na dwa tygodnie.

– Oczywiście, proszę pana.

Nadal patrzył na nią surowo. Czy chciał ją zdenerwować? Pracowała już dla tylu dupków, że były na to małe szanse – nawet jeśli był jednym z najbogatszych ludzi na świecie.

– Amanda pracuje do późna, czasami siedem dni w tygodniu. Jeśli muszę podróżować, ona jest gotowa jechać ze mną bez uprzedzenia. Całkowicie na niej polegam.

Harper wszystko to wiedziała już od Amandy.

– Jeśli przyjmie pani tę pracę, przez następne dwa tygodnie będzie pani żyć po to, by mi służyć. Rozumie to pani? – spytał z naciskiem.

Zignorowała dziwny dreszcz, który przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa na jego dobór słów.

– W zamian – kontynuował – otrzyma pani pokaźną premię.

To właśnie „pokaźna premia” była powodem, dla którego dała się namówić Amandzie na tę pracę. Jako jedna z najstarszych przyjaciółek matki, Amanda była jedną z niewielu osób, które rozumiały sytuację Harper. To ona dwa lata temu namówiła Harper do podjęcia pracy w da Rocha Industries w Chicago, które słynęło z hojnych wynagrodzeń. Harper potrzebowała pieniędzy, by móc płacić za pobyt mamy w domu opieki.

– Jak pokaźną? – zapytała, nie krygując się. Dawno już nauczyła się ustalać wszystkie kwestie finansowe z góry i bez fałszywego wstydu.

Salvador odwrócił się do laptopa i nacisnął kilka klawiszy.

– Oprócz regularnej pensji – powiedział, nie pozostawiając jej wątpliwości, że ma jej akta osobowe na ekranie – otrzyma pani czteromiesięczne wynagrodzenie i związane z nim świadczenia.

– Cztery miesiące – powtórzyła, mnożąc w myślach.

– To powinno dać pani pewien wgląd w poziom usług, jakich będę oczekiwał – powiedział mężczyzna sucho.

– Jestem bardzo pracowita, panie da Rocha.

– Widzę, że ma pani doskonałe oceny – odpowiedział. – Ale ja jestem bardzo wymagający.

– Potrzebuje pan zastępstwa za Amandę, a ja jestem najlepszą opcją – zauważyła.

– Jest pani bardzo pewna siebie.

– Tak – powiedziała, wzruszając ramionami.

Ruch spowodował, że jedwab jej bluzki napiął się lekko na jej biuście. Na chwilę oczy Salvadora opadły niżej, a w dole jej brzucha zamigotał mały płomień żaru. Pojawił się bez ostrzeżenia i zaskoczył Harper. Natychmiast go stłumiła. Już nauczyła się na własnej skórze, że romanse w pracy nigdy nie były dobrym pomysłem.

– Rozumie pani, że będzie pani mieszkać ze mną?

Na chwilę jej oczy przeniosły się poza plecy Salvadora na rozciągający się za oknem tropikalny las deszczowy, a następnie na lśniący południowy Atlantyk, który rozciągał się aż do białych plaż Copacabana, po drugiej stronie cieśniny. Ilha do Sonhos, prywatna wyspa, na której mieszkał i pracował miliarder, była jednym z najpiękniejszych miejsc, w jakich Harper kiedykolwiek była. Gdy helikopter zniżał się nad lądowisko, podziwiała błękit oceanu, skaliste góry, klify i drzewa tworzące bujną, zieloną dżunglę. Wyspa była dzika i prawie niezamieszkana, z wyjątkiem tego domu, całego z drewna i szkła, z niesamowitymi widokami.

– Tak.

Przeniosła wzrok z powrotem na niego i przeszył ją dreszcz. Wcześniej widziała go tylko z daleka, na imprezie firmowej w jej rodzinnym Chicago. Rozmawiał tylko z Amandą i dyrektorem finansowym, Alanem Bridgesem, z nikim innym, ale był w nim jakiś magnetyzm. Nie mogła się powstrzymać od obserwowania go. Przyciągały ją jego siła i charyzma, pewność siebie i inteligencja, umiejętność przejmowania kontroli bez widocznego wysiłku. Praca z Salvadorem da Rocha, nawet przez dwa tygodnie, będzie dla niej prawdziwą okazją.

– Ma pani imponujące CV – powiedział, wskazując na ekran.

Mając dwadzieścia sześć lat, Harper mogła się pochwalić doświadczeniem jako asystentka kilku szefów wielkich korporacji i, z wyjątkiem tego okropnego zamieszania z Peterem Cavstockiem, było to pasmo sukcesów. Przez ostatnie dwa lata pracowała w chicagowskim biurze da Rocha Industries, asystując dyrektorowi operacyjnemu na region Ameryki Północnej.

– Dlaczego dołączyła pani do da Rocha Industries? – zapytał.

Chciała zapytać, jakie to ma znaczenie, ale się powstrzymała.

– To była doskonała okazja – odpowiedziała enigmatycznie.

– Co się pani podoba w obecnej roli?

– To nie ma znaczenia – powiedziała. – To praca.

– Nie lubi pani tego, co robi?

– Tego nie powiedziałam – odparła. – Ale nie pracuję dla przyjemności. Niezależnie od tego, czy lubię swoją pracę, czy nie, nadal wykonuję ją doskonale.

Potarł podbródek w zamyśleniu. Jego twarz była fascynująca. Jej wzrok przylgnął do jego ostrych rysów dłużej, niż było to konieczne lub mądre. Podziwiała wyraźne kości policzkowe, silną szczękę i świeży zarost nadający mu nieco beztroski wygląd.

– Lubi pani pracować z Jackiem?

Wróciła myślami do chwili obecnej.

– Tak – powiedziała. – Ale pracowałam też z wieloma ludźmi, których nie lubiłam. Jestem profesjonalistką, panie da Rocha. Przychodzę do pracy, żeby ją wykonać i nie wychodzę, dopóki nie skończę. Czy to pana satysfakcjonuje?

Obserwował ją z taką intensywnością, że poczuła się nieswojo.

– Amanda powiedziała mi, że ma pani jakieś warunki.

Harper nie miała wątpliwości, że Amanda poinformowała go o tych warunkach, ale Salvador chciał ocenić jej umiejętności negocjacyjne.

– Tak. Potrzebuję pół godziny dziennie dla siebie. Będę w tym czasie całkiem niedostępna.

Ich spojrzenia spotkały się, obydwa nieustępliwe. Kto pierwszy mrugnie?

– To niezwykła prośba – powiedział.

– Mieć trochę czasu dla siebie?

– Tak konkretną ilość czasu.

Zacisnęła usta, nie dając się zbić z tropu.

– Panie da Rocha, chciałabym pracować u pana boku i jestem pewna, że potrafię zastąpić Amandy. Zależy mi na pieniądzach, ale przede wszystkim na doświadczeniu. Taka praca nie zdarza się codziennie. Ale nie przyjmę jej, jeśli nie zgodzi się pan na mój warunek.

Uniósł brwi, wyraźnie zaskoczony.

– Nie podoba mi się to – powiedział po chwili.

Nie mogła ustąpić. Codziennie dzwoniła do matki w domu opieki i czytała jej. Lekarze nie byli pewni, ile z tego matka rozumiała, ale Harper wiedziała, że dla mamy to ważne. Nie chciała, by mama sądziła, że Harper nagle zniknęła.

– Mam poczekać na zewnątrz, aż się pan nad tym zastanowi? – zapytała, podnosząc się.

– To nie będzie konieczne – odparł, wstając. – Jeśli Amanda panią zarekomendowała, jestem pewien, że dobrze sobie pani poradzi.

„Dobrze”. Cóż za letnia pochwała!

– Będę do pani dzwonił, gdy będę pani potrzebował – oznajmił. – Oczekuję też, że będzie pani szanować moją prywatność.

– A więc mam się nie odzywać, dopóki pan się do mnie nie odezwie? – nie mogła się powstrzymać od kpiącej odpowiedzi.

– Podsumowanie bezpardonowe, ale trafne – stwierdził.

– Nie mam z tym żadnych problemów – zgodziła się.

– W takim razie jesteśmy umówieni, pani Lawson.

– Proszę mówić do mnie Harper – powiedziała i ruszyła w stronę drzwi.

Szedł tuż za nią, tak blisko, że czuła emanujące od niego ciepło. Niedorzeczne, skarciła samą siebie. Zazwyczaj nie miała skłonności do tego rodzaju fantazji! Sięgnął obok niej, by otworzyć drzwi.

– Nie jesteśmy przyjaciółmi, pani Lawson. Kiedy miną te dwa tygodnie, już nigdy się nie zobaczymy. Nie widzę potrzeby zwracania się do pani po imieniu ani używania mojego.

To był bezpośredni cios. Ostrzeżenie: nie spoufalaj się, nie czuj się komfortowo.

– Dobrze, panie da Rocha – odpowiedziała. – Czy zechciałby pan wskazać mi, gdzie jest moje biuro?

Dziesięć minut później znajdowała się w oszałamiającym biurze z panoramicznym widokiem na ocean, z najnowocześniejszym sprzętem i tylko jednym małym problemem: biuro Salvadora znajdowało się tuż obok, oddzielone dużą szybą, więc przez cały czas mogła go widzieć, a on mógł widzieć ją. Żaluzje były tylko po jego stronie, pozostawiając kontrolę całkowicie w jego rękach. Nie podobało jej się to, ale nie zamierzała robić z tego problemu – wytrzyma te dwa tygodnie.

– Czy Amanda przekazała pani obowiązki?

– Tak, proszę pana.

– Dobrze. Ten stos jest najpilniejszy. Proszę zacząć od razu. – Ruszył w stronę drzwi jej gabinetu. – Posiłki są o siódmej rano, o pierwszej po południu, potem przekąska o czwartej i kolacja o ósmej, ale oczywiście kuchnia jest zaopatrzona i może pani się wszystkim częstować, kiedy ma pani ochotę. Ja jem sam. Przygotowano dla pani pokój. Gospodyni, Catarina, zaprowadzi panią do niego później. W sprawach domowych proszę się z nią kontaktować. Czy Amanda zostawiła pani listę moich kontaktów?

– Oczywiście.

– Dobrze. – Jego zmarszczka pogłębiła się. – Nie toleruję błędów, pani Lawson. Jeśli będzie pani uważna, jestem pewien, że następne dwa tygodnie pójdą dobrze.

Salvador wyszedł z biura, a lekka nuta groźby wciąż wisiała w powietrzu.

Harper zebrała się w sobie, przypominając sobie, że wiele zależało od najbliższych dwóch tygodni. Chociaż jej pensja była świetna, po zapłaceniu raty kredytu hipotecznego i kosztów leczenia matki ledwie starczało jej na życie. Wynagrodzenie za te dwa tygodnie pozwoli jej zbudować mały zapas na czarną godzinę. Może nawet fundusz na studia? – pomyślała nieśmiało, ale szybko odrzuciła tę myśl. Już dawno zrezygnowała z marzeń o studiach i ani przez chwilę tego nie żałowała. Idąc po szkole prosto do pracy, mogła utrzymać mamę.

To nie była wina Harper Lawson – nic z tych rzeczy. Nie jej wina, że dwadzieścia siedem lat temu Amanda Carey urodziła córkę. Ani to, że rok temu ta córka zaręczyła się, za dwa tygodnie wychodziła za mąż i „potrzebowała” swojej matki. To nie była wina Harper Lawson, że Amanda wzięła swój pierwszy od ośmiu lat urlop, a Salvador musiał zmierzyć się z tym, że całkowicie uzależnił się od tej kobiety.

I to zdecydowanie nie była wina Harper Lawson, że miała oczy koloru oceanu w burzowe popołudnie, oczy dokładnie w tym samym odcieniu, co inna kobieta, którą Salvador kiedyś znał i widział, jak w ciągu dwóch lat zmieniły się z błyszczących jak szmaragdy w matowe jak łupek. Zanim odeszła.

Wstał zza biurka i ruszył wolno w stronę okien z widokiem na ocean, starając się uciszyć niepokój. Nie lubił zmian. Nie lubił ludzi, zwłaszcza nowych.

I było coś w zachowaniu Harper Lawson, co było szczególnie denerwujące, ale nie potrafił tego określić. Poza kolorem oczu, nie była podobna do Anny Marii. Anna Maria miała blond włosy, które miękkimi falami otulały jej twarz. Była wysoka i posągowa, dopóki chemioterapia nie sprawiła, że stała się tak chuda, jakby mógł ją złamać głębszy oddech.

Starał się nie myśleć o Annie Marii, o dziecku, które stracili, ani o tym, że Anna Maria oddała życie za ich dziecko, opóźniając niezbędne leczenie raka, by dziecko miało jak największe szanse na przeżycie. Starał się nie myśleć o latach przyjaźni z Anną Marią – o tym, jak bawili się razem jako dzieci, pisali do siebie jako nastolatkowie, a potem, pewnej pijanej nocy, uprawiali seks i wszystko zmienili. Starał się o tym nie myśleć, ale od czasu do czasu wszystko do niego wracało, a żal niemal go przygniatał. Nie tylko z powodu ich utraty, ale także z powodu faktu, że nie był w stanie powstrzymać śmierci. Nie pokonał raka. Był przekonany, że uda mu się to dzięki pieniądzom i współczesnej medycynie, ale był arogancki i głupi.

Ich córka zmarła, a zaledwie kilka miesięcy później zmarła też Anna Maria. W wieku dwudziestu dziewięciu lat pochował swoją żonę, jedną ze swoich najstarszych przyjaciółek. Rok później Salvador wciąż musiał się wysilać, by wstawać rano i żyć, co sprawiło, że nieobecność Amandy była niezwykle irytująca.

Nic z tego nie było winą Harper Lawson, ale była tutaj, kiedy jej nie chciał, a co gorsza, wiedział, że musi na niej polegać tak samo jak na Amandzie.

Mimo wszystko to tylko dwa tygodnie. Przetrwa to. Za czternaście dni Amanda wróci, Harper zniknie, a jego życie wróci do normy.

Rozdział drugi

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji