Gaweda o Stargardzie, Pomorzu i ludziach - Eugeniusz Górecki - ebook

Gaweda o Stargardzie, Pomorzu i ludziach ebook

Eugeniusz Górecki

0,0

Opis

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

ISBN 83-922851-0-7

 

Książka dostępna w zasobach: 
Książnica Stargardzka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 60

Rok wydania: 2008

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Eugeniusz Górecki

GAWĘDA

O STARGARDZIE

POMORZU

I LUDZIACH

© 2008 Halina Buwelska, Marian Górecki, Urszula Szeliska, Wydawnictwo Lukka

© 2008 Gawęda Świętojańska - ks. Jarosław Staszewski

korekta: postawiliśmy na oryginał zapisu.

ISBN 83-922851-0-7

Wydawnictwo Lukka ul. Pierwszej Brygady 35, 73-110 Stargard Szczeciński tel/fax 091-834-52-64 ul. Struga 44, 70-784 Szczecin tel./fax 091-464-38-48

www.lukka.home.pl

e-mail: [email protected]

konsultacja historyczna: prosił o anonimowość, gdyż z tej książki dowiedział się więcej niż wiedział :)

skład: drukarnia

redakcja: Grzegorz Zawadzki i inni

druk: Drukarnia K&KDruk, ul. Woj. Polskiego 65, Bydgoszcz www.kkdruk.pl

Wstęp

Eugeniusz Górecki, ur. w 1910 r. w Ćmińsku koło Kielc, zm. w 1972 r. w Legionowie koło Warszawy, to w latach 1945-1961 mieszkaniec naszego miasta, jeden z pierwszych, powojennych pasjonatów i budowniczych Stargardu Szczecińskiego. Człowiek instytucja niemalże. Kolejarz, przewodnik turystyczny, znawca historii, przyrody, wynalazca. Nietuzinkowa osobowość, także artystyczna. Wystarczy wspomnieć, że zabierał podróżnych do pociągu, który sam prowadził jako maszynista, a potem oprowadzał ich po mieście jako przewodnik (wycieczka do Krakowa, 200 osób). Założyciel kolejowego oddziału PTTK Stargard. Inicjator i pierwszy prezes Polskiego Towarzystwa Turystycznego w Stargardzie Szczecińskim.

W Stargardzie pojawił się w maju roku 1945. Zamieszkał z rodziną przy ul. Szczecińskiej 46. Obok pracy zawodowej rzucił się w wir aktywności społecznej. Wystarczy wspomnieć, że organizował wycieczki turystyczne, punkt zaopatrzenia kolejarzy, chór kolejarski, Polskie Towarzystwo Turystyczne, działał w Związku Zawodowym Kolejarzy, PSS SPOŁEM i w Towarzystwie Przyjaciół Szkoły. Pisał wiersze i sprowadzał do naszego miasta zespoły artystyczne na występy. Jako tzw. obrońca z ludu bronił w sądzie oskarżonych. Po przeprowadzce do Legionowa został tam prezesem PSS SPOŁEM oraz prezesem związku emerytów. Uff. Nieźle, prawda ?

Całkiem niedawno, jego córka Urszula odnalazła maszynopis zatytułowany HISTORIA STARGARDU, napisany i podpisany w roku 1955. Udało nam się to w 80 % skompletować i oto mamy prawdziwą gawędę o naszym mieście, jego dawnej i niedawnej historii, o powiecie i pierwszych latach powojennych.

Po dokonaniu koniecznych korekt oddajemy do rąk czytelnika owoc pracy tego gawędziarza i pasjonata Stargardu. Nie proponujemy pracy naukowej. Chętnie uwzględnimy uwagi historyków przy następnym wydaniu książki. Również w zakresie językowym postawiliśmy na autentyczny zapis i atmosferę roku 1955, traktując to dzieło jako zapis historyczny. Jeśli coś nie zagrało stylistycznie czy gramatycznie, to jest nam przykro i liczymy na uwagi czytelników do następnego wydania, gdyż wierzymy, że do niego dojdzie. Liczymy, że w dziele tym oferujemy czytelnikowi żywą, prawdziwą i ludzką historię naszego miasta i okolic. Mamy nadzieję, że będzie to miła lektura, z której sporo się dowiemy, a nade wszystko na nowo odkryjemy piękno naszego kawałka Pomorza.

To fajnie być stargardzianinem.

GRANICA MIĘDZYPLEMIENNAPRZESIEKA

W rozmaity sposób starano się do tego czasu rozwiązać zagadnienie granic plemiennych, przy czym z natury rzeczy najtrudniejszy był problem granic międzyplemiennych, istniejących ongiś wewnątrz Państwa Polskiego. Zastanawiano się nad tym zagadnieniem od dawna. Usiłowano rozwiązać zagadnienie na podstawie przebiegu znanych historycznie granic kościelnych i politycznych. Brano także za punkt wyjścia dane natury archeologicznej, a w szczególności ślady dawnych grodów, rozmieszczenie ich w tak zwane kompleksy grodowe. Grodziska po dziś dzień zachowane oznaczają niewątpliwie miejsce dawnego zaludnienia.

Punktem wyjścia śladów granic międzyplemiennych nie mogą być granice polityczne czy kościelne, które znamy z czasów czysto historycznych. Okazuje się, że badanie granic musi być poprzedzone studiami z zakresu historii osadnictwa, bo granice z natury rzeczy mają wtórny charakter w stosunku do osadnictwa.

Badając historie osadnictwa stwierdzamy, iż jako granica międzyplemienna występuje tu przesieka. Jest to pas szerokości około 250 metrów wycięty w kniei. Wiadomo nam z licznych dokumentów z czasów piastowskich, że obowiązek rąbania przesieki trwał poprzez setki lat do początku XIV wieku, dopóki murowane miasta nie poczęły spełniać także roli fortyfikacji.

Ślad granicy pomiędzy plemionami Pomorzan i Wielkopolan znajdujemy na wschód od Stargardu. Koło miejscowości Człopa na linii kolejowej Krzyż-Wałcz mamy dwie nazwy przesieka. Jeden to rzeczułka Przesieka, lewy dopływ Drawy. Drugi to miejscowość Przesieka. Przesieka, będąca zrazu osłoną przed napadami z zewnątrz, w pewnym momencie staje się przeszkodą dla sił kształtujących się wewnątrz plemienia. Siły te, przebijając się poprzez przesiekę plemienną i między innymi plemiona Lendziców, Goplan, Polan, Pyrzyczan i Wolinian, powiększają obszar plemienny, co razem wzięte stanowi wstęp do kształtowania się państwa już ponad plemiennego - Polski.

POLSKA U PROGU HISTORII

O Polsce pogańskiej są bardzo skąpe wiadomości źródłowe. Istniejąc na uboczu ówczesnego świata chrześcijańskiego, nie wzbudzała zainteresowania, choć nie brak było na jej terenie brzemiennych w skutki wydarzeń. Nie utrzymywała stosunków z władcami Zachodniej Europy, którzy, choćby dla swoich potrzeb, coś by o niej pisać kazali. Lecz cóż obchodzić miało kronikarzy duchownych pogańskie państwo, choćby nawet potężne? Skoro nie wchodziło w drogę interesom państw chrześcijańskich, po prostu nie liczyło się. Nic dziwnego, że dopiero pod rok 966, w kilkunastu rocznikach pojawia się zapiska: ’’Mieszko Książę został ochrzczony”. Nic też dziwnego, że pierwotne dzieje narodu odtwarzamy na podstawie historii języków słowiańskich, rozkopanych grobów, grodzisk przedhistorycznych, legend ludowych lub na podstawie przedmiotów przez słowiańskich przodków używanych.

Wyrośliśmy z morza plemion słowiańskich, które żyły w trzech wielkich grupach: Słowian zachodnich, wschodnich i południowych. Przodkowie nasi biorą początek ze Słowian Zachodnich, których dzielimy na trzy części, według mowy jaką te ludy mówiły: serbska, czechosłowacka i lechicka.

Serbowie - rożni od Serbów w południowej słowiańszczyźnie - nie odznaczali się większymi czynami historycznymi u początku IX wieku. Wiadomo o krótko trwającym państwie serbskim, którym władał “dumny król” Miliduch. Rozbiły je jednak wojska Karola Wielkiego, a w walce poległ i sam Miliduch.

Resztki ludności słowiańskiej tego odłamu językowego to Serbowie łużyccy żyjący w liczbie około ćwierć miliona dookoła Budziszyna i Chociebuża. Ludność ta, przeważnie wiejska, broniła uporczywie swojego języka. Ich osady słowiańskie podchodziły niemal pod sam Berlin.

Grupa czesko-słowacka zostawiła trwalszy ślad w historii. Już w VII wieku (623-658) wchodziła w skład wielkiego, ale krótko trwałego, słowiańskiego państwa Samona, władającego także częścią Słowian południowych i lechickich. W IX wieku dziełem tej grupy było państwo wielko morawskie, dłużej już, bo prawie cały wiek trwające. Wreszcie w wieku X-tym, większość tych plemion, plemię Czechów złączyło w państwo czeskie, które stało się trwałym składnikiem historii i współczesności Europy.

Najliczniejsza i najbardziej ruchliwą była grupa lechicka. Należeliśmy do niej wraz ze szczepami Obodrytów i Weletów, inaczej zwanych Lutykami. Najdalej na północny zachód, nad Łabą i Bałtykiem siedzieli Obodryci. Dzielili się na szereg plemion: na ziemi najdalej na północ wysuniętych Wągrów był ośrodek kultu bożka pogańskiego - Prowego. Kapłan wraz z księciem sprawował sądy najwyższe. Na lewym brzegu Odry, aż do Bałtyku żyły plemiona weleckie. Z nich na pierwsze miejsce wysuwa się plemię Redarów lub Ratarów, tak dzielnością jak i tym, że w ich grodzie, Radgoszczy, była świątynia najważniejszego bożka weleckiego - Swarożyca. Obodryci i Weleci już w VIII wieku tworzyli znaczne państwa, łączące więcej plemion: utrzymywali bliskie stosunki z cesarzem Karolem Wielkim i jego następcami. Stąd w zachodnioeuropejskich zapiskach kronikarskich nie brak o nich wiadomości. Mieli bogate miasta, a ich plemiona nadmorskie i flotę w świecie ówczesnym oskarżano o korsarstwo.

Nazwa Hanza, którą przyjął słynny w późniejszym średniowieczu handlowy związek miast niemieckich, pochodził od słowiańskiego słowa hadżba, oznaczającego rozbój.

Pięć wieków przetrwała niepodległość Obodrytów i Weletów. Dopiero w drugiej połowie XII wieku, kiedy w Polsce rządzili synowie Bolesława Krzywoustego, plemiona te uległy ostatecznie niemieckiej przemocy: mowa tych ludów utrzymywała się jeszcze kilka wieków, wreszcie fala niemczyzny zalała wszystko. Wszak stolica Niemiec, Berlin, leży na weleckiej ziemi. Dziś ślady słowiańskości tych ziem można odnajdywać tylko w wykopaliskach i w nazwach miejscowości.

Zostaliśmy jedynymi Lechitami. Grupa polsko-lechicka, tak samo jak obodrycka czy welecka, dzieliła się na wiele, może nawet kilkadziesiąt drobnych plemion. Ludność takiego plemienia mieszkała w kilku lub kilkunastu grodach, oddzielonych od grodów sąsiednich plemion granicami to jest właśnie przesiekami, lub naturalnymi granicami; rzekami czy bagnami. Poszczególne plemiona składały się z rodów. Dziś jeszcze mówi się rodak, nie zastanawiając się skąd się wzięło to słowo. Przypuśćmy, że żyło czterech braci: każdy z nich założył rodzinę i miał synów, a ci synowie znowu się pożenili i mieli dzieci. Te wszystkie rodziny tworzyły ród. Należeli więc do niego nie tylko dziadkowie, synowie, wnuki ale i bracia stryjeczni, stryjeczno-stryjeczni, bratankowie itd.