Fotostory - Liga Monika - ebook + audiobook + książka

Fotostory ebook i audiobook

Liga Monika

3,8

Opis

Piotr jest prywatnym detektywem. Na co dzień prowadzi sprawy zlecane mu przez zamożnych ludzi. Otrzymuje nietypowe zadanie – ma odzyskać pewne kompromitujące nagranie dla sławnego celebryty. W tym celu musi zbliżyć się do Zuzki, fotografki sław. Postanawia zmienić swój wygląd i podać się za zdesperowanego klienta. W pierwszym odruchu Zuzka chce odrzucić to zlecenie. Czuje wstręt do brzydkich i zaniedbanych mężczyzn i za kogoś takiego bierze Piotra. Zgadza się jednak po części z poczucia misji, a po części z litości i umawia się z Piotrem na sesję zdjęciową.

Od początku między Piotrem i Zuzką iskrzy. Zuzka, jako pewna siebie kobieta chce zdobyć Piotra. Taki ma styl bycia. Poznać, zaliczyć i zapomnieć.

W tym przypadku kosa trafiła na kamień i mimo zauroczenia, jakie Piotr czuje w stosunku do Zuzki, nie chce ulec, odrzuca jej względy, czym tylko zwiększa zapał Zuzki.

Pełna humoru, lekko sensacyjna, mocno romantyczna i pikantna opowieść o miłości, w której kobieta jest myśliwym, a mężczyzna zwierzyną.

Przynajmniej tak się wydaje kobiecie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 155

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 4 godz. 3 min

Lektor:

Oceny
3,8 (130 ocen)
44
33
36
14
3

Popularność



Kolekcje



Uwielbiam pióro Moniki, lekkość jest stylu i naturalność. Sposób, w jaki uwodzi czytelnika, pobudza zmysły i buduje napięcie. Śmiałe, mocno erotyczne sceny napisane są z wyczuciem, pozbawione zbędnej wulgarności. Bohaterowie są wyraziści i zdecydowani. Książka, chociaż króciutka, to jest jednak bardzo treściwa, absolutnie niczego jej nie brakuje. Gorąco polecam!

mopsowe.czytanie

Bardzo sobie cenię książki, które potrafią wywoływać we mnie różnorodne emocje i zmuszają do myślenia. Jak do tej pory każda poznana przeze mnie książka spod pióra Moniki Ligi doskonale wpisywała się w owe kryteria, więc z „Fotostory” nie mogło być inaczej. To książka, która jest jednocześnie zabawna, seksowna i poruszająca. Podoba mi się to, że autorka w otoczeniu sytuacji śmiesznych porusza tematy trudne. Pozwala nam razem ze swoją bohaterką zastanawiać się, czy dziewczyna wychowana w domu dziecka, bez żadnych wzorców szczęśliwej rodziny, jest w stanie budować oparty na miłości związek. Czy człowiek znany i lubiany powinien być oceniany przez pryzmat swojej orientacji seksualnej? Czym jest prawdziwe piękno człowieka?

oczytana_ania

Tutaj mamy zamianę ról, to ona jest tą która goni i próbuje uwieść mężczyznę. Natomiast on wcale przed nią nie ucieka. Świetna, śmieszna fabuła połączona z namiętnością, i gorącymi scenami. To miała być taka erotyczna komedia i taka właśnie jest. Zuzka i Piotr od początku znajomości podejmują „grę”, każde z nich ma jednak swoje zasady. Mogę porównać ich zachwianie do zabawy w kotka i myszkę. To książka, która dostarczy wam rozrywki, a uśmiech do samego końca nie będzie wam schodził z twarzy.

me.and.my.alter.ego

Naprawdę lubię takie książki. Krótkie, konkretne, od których przez uśmiech bolą mnie policzki, a historia jest tak ciekawa i wciągająca tak, że czytam ciągiem, nie mogąc się oderwać. Mimo niewielkiego rozmiaru “Fotostory” dostarczyła mi naprawdę dużo rozrywki. A już scena, gdy Zuza postanawia się zemścić za pomocą „korka” sprawiła, że myślałam, że padnę ze śmiechu. Bawiłam się przy niej doskonale. Było seksownie, śmiesznie, ale nie brakowało też bardziej emocjonalnych momentów.

zakochana_w_romansach

Powieść jest pełna humoru, romantyzmu i pikanterii. Już od pierwszych stron porywa czytelnika w całości. Znajdziemy tutaj także trochę sensacji, która dodatkowo pobudzi emocje osoby czytającej. Jest to trochę odmienna pozycja erotyczna. Zazwyczaj spotykamy się ze schematem, gdzie mężczyzna jest łowcą, a kobieta zwierzyną. Tutaj jest odwrotnie.

myreadingimagination

Tego mi było trzeba. Krótka, treściwa i dobra historia. Nie wiem dlaczego, ale bardzo przypadł mi do gustu wątek detektywa i pani fotograf. Może dlatego, że to w końcu coś nowego. Niby schematy mi nie przeszkadzają, ale w tym przypadku ich zawody totalnie podbiły moje serce.

Bardzo podobała mi się relacja między Piotrem a Zuzką. Oboje byli świetnie wykreowani. Byli twardzi, zdecydowani i uparci. Uwielbiam takich bohaterów! Co więcej cieszę się, że ich znajomość była dojrzała i sensowna. Nie bawili się w kotka i myszkę, nie ganiali za sobą na zasadzie chcę, nie chcę. Nie będę zdradzać, ale podobało mi się.

Styl autorki przypadł mi do gustu. Było na poziomie, lekko zabawnie, bardzo gorąco i z pazurem. Chemia między bohaterami była wyczuwalna, nie było absurdów czy zbędnych opisów. Czego chcieć więcej?

literatka_

Fotostory

MAŁA BIBLIOTECZKA

Fotostory

Monika Liga

www.monikaliga.pl

Katowice 2020

Copyright © Monika Liga

Wydanie I

Katowice 2020

ISBN książka 978-83-66680-24-1

ISBN EPUB 978-83-66680-25-8

ISBN MOBI 978-83-66680-26-5

ISBN PDF 978-83-66680-27-2

ISBN audiobook 978-83-66680-28-9

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji wjakiejkolwiek postaci jest zabronione bez wcześniejszej pisemnej zgody autora oraz wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pomocą nośników elektronicznych.

www.monikaliga.pl

Skład i łamanie

Wielogłoska Katarzyna Mróz-Jaskuła, www.wielogloska.pl

Książki i e-booki kupisz na stronie www.monikaliga.pl

[email protected]

Dedykuję tę książkę Tobie. Cieszy mnie, że zaciekawiła Cię historia interesującego brzydala, bo takich na rynku romantyczno-erotycznych książek jest niewiele. Gratuluję Ci ciekawości i oczywiście mocno Cię ściskam :-)

Rozdział 1

– Pieprzone słońce – zaklął siarczyście, mrużąc oczy iopuścił stopy naletnie deski podłogi.

Najchętniej nie opuszczałby łóżka dopołudnia, może jeszcze dłużej.

Kochał kupione rok temu mieszkanie. Pamiętał dzień, gdy oglądał tylko te pod wynajem. Mniejsze, większe, część usytuowaną wnowym budownictwie, inne wkamienicach. Miał upatrzonych kilka, alenie planował kupna. Nie chciał wiązać się zżadnym miejscem nastałe, azakup nieruchomości zacoś takiego uważał. Tamtego dnia pogoda raziła oczy identycznym słońcem, co dzisiaj. Różnicą była pora roku, więc upał wyciskał siódme poty zagenta nieruchomości, gdy wspinali się napiąte piętro. Drewniane schody skrzypiały pod nimi. Ażurowe podstopnice dodawały lekkości ciężkim belkom poręczy, wygładzonym setkami pociągnięć dłoni, uciskiem spoconych palców. Słońce migotało woknach, oślepiając zakażdym razem, gdy mijali jedno znich naklatce schodowej kolejnego piętra.

– To mieszkanie ma swój urok – wysapał agent. – Warunkiem jest, żektoś lubi prostotę, otwartą przestrzeń ischody. – Widać było, żeztrudnością łapie oddech. – Idealne dla singla lub pary. Zresztą zaraz pan oceni ibędzie wiedział, oco mi chodzi. – Uśmiechnął się, wkładając klucz dozamka.

Człowiek zlekką otyłością przestąpił próg, Piotr zanim. Pierwszym co zrobił agent, było załączenie klimatyzacji przełącznikiem przy wejściu ipootwieranie okien. Jak tonapoddaszu, było gorąco iduszno. Klimatyzatory dmuchnęły lodowatym powietrzem, przeciąg szybko wywiewał zaduch. Piotr rozglądał się pomieszkaniu zzachwytem, dbając oto, by ten drugi nie zauważył wrażenia, jakie zrobiło nanim lokum.

– Trochę wysoko – mruknął, wyglądając przez okno. – Tylko dla ludzi zdobrą kondycją fizyczną. Irachunki zaklimatyzację muszą być spore.

– Za toczynsz jest niski wramach rekompensaty – odparował pewnym głosem agent.

Otowłaśnie chodziło Piotrowi. Agent nie zaprzeczał uniedogodnieniom, czyli niejedna osoba musiała ztego właśnie powodu zrezygnować zzakupu.

– Zapraszam doobejrzenia największego atutu mieszkania. – Pyzaty człowiek mrugnął doniego zabawnie, poczym skierował się ku zasłonie okrywającej ścianę.

Obserwując Piotra, teatralnym gestem szarpnął kotarę, odsłaniając widok zanią. Za oknem znajdował się sporych rozmiarów taras. Przestrzeń okolono szklaną balustradą. Część powierzchni zaaranżowano roślinnością, resztę pokrywały surowe deski. Piotr był zachwycony, lecz był również świetnym aktorem. Podrapał się pogłowie, stanął wrozsuwanych drzwiach balkonowych.

– Nawet przyjemnie.

– Przyjemnie?! – fuknął oburzony pracownik agencji.

– Jak ktoś lubi zabawy wogrodnika, tonawet bardzo – odparł Piotr. – Jestem artystą imuszę przyznać, żewsalonie światło byłoby idealne dopracy. To zaleta umiejscowienia nawysokim piętrze. Jest jedno „ale”.

– Tak? – Puszysty człowiek zastrzygł uszami.

– Tego typu mieszkanie mogę kupić, bo mam zamiar zainwestować wziemię lub nieruchomość. Mógłbym tu zamieszkać, alenajpierw musiałbym przerobić tę przestrzeń. – Odwrócił się, poczym zatoczył dłonią, wskazując salon. – Jeśli cena będzie odpowiednia, tochętnie nabędę mieszkanie. Wynajem wobecnym stanie nie wchodzi wgrę.

Trzy miesiące później odebrał akt notarialny, stanowiący otym, żestał się właścicielem kilkudziesięciu metrów kwadratowych przestrzeni, które odmomentu wejścia dociemnej bramy wkamienicy, skradły mu serce. Również chłód zakurzonego powietrza wklatce schodowej, aleprzede wszystkim widok zokien itarasu, który dokładnie obejrzał dopiero zrzeczoznawcą. Opanowane reakcje iprzysłowiowy lód wżołądku pomogły mu zbić cenę itodzięki temu mógł sobie pozwolić naremont.

Teraz szedł naspotkanie zklientem.

Było tootyle utrudnione, żedzień wcześniej zabalował zkolegą, którego nie widział odlat. Krzysiek przyjechał naświęta dorodziny, apoNowym Roku miał wracać doAnglii, dopracy. Ostro popili, wwyniku czego Piotrowi teraz pękała głowa. Wolał nie ryzykować jazdy samochodem, będąc nakacu. Był Sylwester, więc ipolicja intensywniej sprawdzała kierowców. Poza tym nie wyobrażał sobie sytuacji, by wsiąść zakółko pod wpływem alkoholu, czy zjego wczorajszymi oparami we krwi. Najchętniej olałby sprawę izkieliszkiem wina, opatulony wkoc, leczył kaca natarasie. Odpaliłby grzewczą latarnię gazową iczytając książkę, odzyskiwał siły. Nie mógł jednak odpuścić okazji, jaką było łatwe idobrze płatne zlecenie odpewnego celebryty. Tak podsumował je powstępnej ocenie, wwyniku przeprowadzonej rozmowy telefonicznej.

Szedł chodnikiem, błogosławiąc przezorność, która kazała mu zabrać okulary przeciwsłoneczne. Powinien był włożyć douszu jeszcze korki tłumiące hałasy. Na tojuż nie wpadł. Zulgą przyjął stonowany gwar kawiarni. Nie ranił mu uszu tak, jak zgrzyt kół tramwaju ometal szyn, czy przeraźliwy jazgot jakiegoś kundla, którego prowadzono nateleskopowej smyczy. Po prawdzie tomiał ochotę wysłać kopniakiem nadrugą stronę ulicy tokudłate, szczerzące namiastkę kłów gówno. Oczami wyobraźni widział ujadającą, żywą maskotkę ijej tor połuku, zakończony mokrym plaśnięciem wznak drogowy.

Wszedł poschodach, pchnął drzwi tarasowe iwyciągnął nogi pod niewielkim stołem. Było mroźno, lecz słonecznie. Skierował twarz ku słońcu, rozparł się naskrzypiącej wiklinie fotela iczekał.

– Dzień dobry. – Przyjazny, kobiecy głos przywrócił go światu. – Co mogę panu podać?

– Doppio ipopiętnastu minutach kolejne. – Uśmiechnął się doswojej ulubionej kelnerki. Nienachalnej, bystrej iładnej. – Wpierwszej kolejności popielniczkę proszę.

– Już się robi. – Mrugnęła doniego przyjacielsko. – Szarlotka naciepło, jak zwykle?

– Jasne.

Uwielbiał jej domyślność ito, żemógł się dzięki niej poczuć stałym klientem. Rozpoznawalnym, wyczekiwanym, dopieszczonym. Stałym rytuałem nie odchodziła odstolika, lecz zkieszeni fartuszka wyciągnęła popielniczkę ipostawiła ją przed nim. Czekała, by wyciągnął papierosa, poczym odpaliła zapałkę oderwaną ztekturki zlogo lokalu iprzystawiła mu nadwa centymetry odpapierosa. Przysunął się, zaciągnął ogień wtytoń izatrzymał nachwilę dym wpłucach. Wydmuchnął obłok, zuśmiechem kiwnął dziewczynie, aona odpowiedziała podobnym gestem.

– Kawa będzie zachwilę. – Po tych słowach odeszła.

Uwielbiał rytuał podobnie jak tutejszą kawę. Palił wyłącznie podczas picia alkoholu iwtedy, gdy leczył kaca ponim. Dziś miał dodyspozycji sześć papierosów. Po nich przyjdzie pora naabstynencję tak alkoholową, jak inikotynową.

– Dzień dobry. – Zbyt melodyjny iaktorsko modelowany głos zmusił go dootwarcia oczu, wyjścia zbłogiego stanu napawania się bezruchem ibrakiem myśli. – Byliśmy umówieni wsprawie… – Pauza poczyniona wokreślonym celu.

– Rozmowy ozdjęciach. – Nie potrafił zamaskować znudzenia.

Zawsze tosamo. Kolejny dupek skupiony nasobie. Wyobraża sobie pewnie, żecały świat krąży wokół jego fiuta iwydzielin przezeń produkowanych. Omal nie parsknął rozbawiony ostatnią myślą. Na kacu dogłowy wpadały mu wybitnie abstrakcyjne, azarazem mocne porównania. Klient usiadł wyprostowany, wnienaturalny sposób wydymając usta. Wciągnął wpłuca powietrze, poczym wypuścił je zprzymkniętymi powiekami. Piotrek miał ochotę wodpowiedzi ostentacyjnie puścić bąka.

– Co dla pana? – Kelnerka zwróciła się donowo przybyłego, stawiając podwójne espresso iszklaneczkę wody gazowanej przed Piotrem.

– Cava – miauknął, wywołując tym odruch wymiotny uPiotra. – Mocno schłodzone, podane nabiałej, bawełnianej serwetce.

– Wczym mogę pomóc? – Piotr uśmiechnął się zcałą dostępną uprzejmością, czując podświadomie, żepowinien wstać, podziękować zazainteresowanie jego usługami iodejść.

– Jest pewna kobieta. – Częsty bywalec portalu „Pudelek” pochylił się ku niemu, mrużąc okolone nienaturalnie długimi rzęsami oczy.

Zupełnie, jakubaby – przemknęła Piotrowi zdumiona myśl.

– Tak? – zainteresował się uprzejmie.

– Fotograf sław. – Wyprostował się. – Takich, jak ja. Ale toteraz. – Zrobił pauzę, czekając, aż kelnerka odejdzie odstolika. Uniósł kieliszek doust, upił łyk, przymykając zrozkoszą oczy. – Kiedyś była nic nieznaczącą fotografką. – Wydął zpogardą usta.

Piotr był pewien, żenie są naturalne, lecz czymś napompowane. Siedzący naprzeciw mężczyzna wydawał się być tak bardzo kobiecy, żenie zdziwił go fakt wyświetlenia się obrazka, wktórym ten ssie innego faceta. Radar homoseksualizmu uruchomił się jak zwykle automatycznie. Jeden zwielu radarów, które czyniły zPiotra świetnego, aco zatym idzie wziętego, detektywa.

– Czego pan oczekuje ode mnie? – Zadał rzeczowe pytanie, choć miał ochotę stwierdzić, żeion nie odzawsze jest celebrytą. Kiedyś był nieznanym aktorzyną.

– Muszę odzyskać pewne zdjęcia – odparł zpowagą. – Jeśli powiem jej ochęci ich posiadania, tomogę mieć pewność, żezrobi kopię. Wiem, gdzie są, alesam nie mogę ponie iść. Potrzebuję specjalisty.

– Rozumiem. – Piotr skinieniem głowy dał znak kelnerce, żemoże przynieść kolejną kawę. – Proszę owięcej szczegółów.

Słuchał klienta, przyglądając się jego wymuskaniu. Idealnie wyprofilowanej trymerem bródce, włosom spiętym wnajmodniejszy obecnie koczek, choć wolał określenie „fryzura natrepanację czaszki”. Szal miał finezyjnie udrapowany pod szyją inaramionach. Czarny płaszcz był tak dopasowany, żejego właściciel nie mógł swobodnie rozsiąść się, lecz tkwił nakrześle wyprostowany, jakby mu ktoś kij wtyłek wsadził. Ostatnia myśl znów rozweseliła Piotra, lecz nie pokazał tego posobie. Klient mówił, popijając maleńkimi łyczkami białe wino. Piotr słuchał go, zamierzając przeprowadzić zwyczajowy test tuż przed tym, gdy godzi się naprzyjęcie zlecenia. Test ceny, tak nazywał zaproponowanie zbyt wysokiej kwoty. Robił tojedynie wtedy, gdy nie miał całkowitej pewności co dotego, czy chce wziąć dane zlecenie. Klient nie mrugnął nawet okiem, godząc się nawygórowaną stawkę.

– Sue nie może oniczym wiedzieć. – Rozmówca pochylił się doPiotra, ściągając usta imrużąc oczy. – Jeśli się zorientuje, sprawa wycieknie doInternetu, aja będę skończony.

– Rozumiem. – Piotr sięgnął pozdjęcie, które przedstawiało panią fotograf, jego nowe zlecenie. – Sue Nagiński?

– Pseudonim artystyczny. – Mężczyzna odchylił się dotyłu, lecz zrezygnował zoparcia się ipowrócił dopionu.

Piotr patrzył nakobietę zezdjęcia. Pomyślał, żejeśli choć wpołowie jest tak ponętna jak nafotografii, totakie zlecenie może być całkiem dobrą zabawą.

Rozdział 2

– Więcej oliwki – nakazała asystentce, asama poprawiała ustawienie lamp. – Najwięcej naramionach, klatce piersiowej ibrzuchu.

Mówiła tozpełną świadomością skrępowania obojga. Asystentka czerwona niczym piwonia imłody gwiazdor muzyki pop. Dziewczyna była jego fanką, więc robienie mu makijażu dozdjęć inabłyszczanie ciała było spełnieniem marzeń. Jego samego podniecał dotyk, naco sprytna fotograf liczyła oczywiście. Chciała uwiecznić ów fakt nazdjęciu. Będzie dzięki temu wyglądał jurnie, awzrok fanek itak wpierwszej kolejności spocznie nabiałych gatkach. Niech mają naczym oko zawiesić. Znała się naswoim fachu iwiedziała, czego chcieć odmodela.

– Dziękuję, Olu – zwróciła się ponownie dodziewczyny. – Jesteś wolna. Wrazie czego zadzwonię po ciebie.

Wyraz zawodu nachwilę zagościł nazarumienionej twarzy, lecz profesjonalizm wygrał. Asystentka uśmiechnęła się, skłoniła głowę, poczym zostawiła ich samych. Nastąpiła żmudna część pracy iwidać było, żechłopak nie spodziewał się tego, żebycie modelem nie polega wyłącznie należeniu iłaskawym pozowaniu dozdjęć. Musiał wysilić się, by aktorsko zagrać mimiką, napinać mięśnie, zamknąć emocje wspojrzeniu. Na początku szło mu słabo iprawie się zniechęcił, pozwalając uczuciu złości zawładnąć sobą.

– Marcinku. – Zuza podeszła doniego, złapała zabrodę, zajrzała mu woczy. – Widzę, żeci się tonie podoba.

– Babska praca ityle – odparł zniesmaczony. – Mam się pindrzyć, jak jakaś lalka ipoco? Żeby zdjęcie cyknąć? Ja śpiewam, tworzę muzykę, anie wyginam się naoliwiony dofotek.

– Oj, Marcinku. – Zmierzwiła mu włosy. Od początku chciała tozrobić. Ulizane włosy nie pasowały jej dowizerunku chłopaka. – Widzę, żemuszę ci co nieco wytłumaczyć.

– Na jaki temat? – Nie wyglądał nazainteresowanego, bardziej nanastawionego sceptycznie doodpowiedzi.

– Robisz to, co lubisz. – Stanęła zaodchylonym fotelem, zaplecami chłopaka, delikatnie masując jego spięty kark. Cały był najeżony złością nato, żemusi poddać się machinie marketingowej. – Rozumiem twój bunt ito, żenie podoba ci się tocałe oliwienie. – Zjechała dłońmi nakształtną klatkę piersiową iodrobinę niżej. Pozwoliła, by jej włosy opadły naramię chłopaka, musnęły go pieszczotliwie. – Ale pokażę ci tozinnej strony. – Sięgnęła pooliwkę, wylała jej odrobinę napierś mężczyzny. Ten drgnął, nie spodziewając się chłodu dotyku cieczy. – Jestem dziewczyną, która słucha twoich piosenek. Uwielbiam je igdy jest mi źle, odpalam twoją muzę izanurzam się wjej dźwiękach – mówiąc to, masowała gładką pierś, zatrzymując się nadłuższą chwilę natwardniejących sutkach. – Wiesz, czego wtedy mi brakuje?

– Czego? – Pytanie zadał zmienionym głosem.

– Tego. – Zsunęła dłoń, objęła zgrubienie przez cienką bawełnę spodenek.

Chłopak wciągnął gwałtownie powietrze, biodra uniosły się odruchowo, jakby szukając przedłużenia kontaktu zjej dłonią. Zacisnęła mocniej palce, on syknął, wyciągnął ponią zachłanne dłonie, pociągnął nasiebie, sadzając sobie nakolanach.

Zuzka wiedziała, żejest atrakcyjną kobietą. Wizerunek brunetki zdużym biustem izawsze pomalowanymi nakarminowo ustami pielęgnowała zlubością. Miała wsobie hardość itocoś, co czyniło zniej istotę nieobliczalną, atym samym bardziej pożądaną. Znalazła się dla przykładu wczołowym szmatławcu nazdjęciu, gdy tojednemu zpopularnych dupków wkraju, prowadzących lubiany przez widzów talk show, chlusnęła czerwonym winem wtwarz. Dlaczego tozrobiła? Facet zaproponował jej poszerzenie horyzontu wpozycji odtyłu najego firmowej kozetce. Mówił to, wiedząc, żekilka par uszu ioczu śledzi wymianę zdań. Myślała dotego momentu, żeokiełznała już swoje nadmiernie żywiołowe reakcje, objawiające się wmomentach wzburzenia. Biały materiał koszuli, nasiąkającej czerwienią wina uświadomił aż nadto dobitnie, żeodruch wciąż jest szybszy niż myśl. To było jedno zwydarzeń.

Przytrafiła jej się również feralna impreza wklubie idziewczyna jednego zjej klientów – modeli sesji. Sue nie stroniła odmężczyzn, lubiła się znimi inimi samymi pobawić. Tamten był wyjątkowo smakowitą zabaweczką, alejego dziewczyna miała wysokie poczucie własności. Wyznawała również zasadę, żejeśli suka nie da, topies nie weźmie. Tak też nazwała Zuzę – suką. Wywiązała się między nimi bójka, aszczęście wnieszczęściu sprawiło, żeZuzka wiedziała, jak się obronić przed hybrydowymi pazurami rozjuszonej dziewczyny. Po burzliwym rozstaniu zredaktorem poczytnego pisma dla panów, które miało miejsce rok wcześniej, musiała jakoś wyrzucić zsiebie nadmiar złych emocji. Zainteresowała się krav maga itego wieczoru zareagowała odruchowo, broniąc się przed rozwścieczonym babskiem zużyciem nabytych umiejętności. Znów ktoś miał włączony przypadkiem aparat fotograficzny iuwiecznił zajście, by zdjęcia odsprzedać później gazecie. Jeszcze dwa pomniejsze wydarzenia umocniły jej wizerunek jako złośnicy nie doposkromienia, buntowniczki, samotniczki, świetnego artysty. Pasowało jej to, dodawało uroku marce osobistej inie mogła nie zauważyć, żeinagoniło klientów. Stała się wziętą fotografką gwiazd, celebrytów ibogatych noname’ów.

– Aco robiłabyś, słuchając mojej muzyki? – Marcin był mocno podniecony iwyczuwała tobiodrem, które przywierało dojego pobudzenia.

– Za chwilę ci opowiem. – Ze śmiechem strąciła dłoń, którą wsunął pod kamizelkę, pod którą miała już tylko stanik. – Zostań tak, jak wtej chwili. Wyglądasz bosko.

Tak właśnie było. Wyglądał ponętnie, widać było emocje.

– Za chwilę cię pocałuję. – Uśmiechnęła się, przesuwając językiem popełnych wargach. – Ale nim ubrudzę cię szminką, chcę uwiecznić światło wtwoich oczach. Patrz namnie! – Nakazała, achłopak wodził zanią wzrokiem jak zahipnotyzowany. – Dobrze.

Kolejne minuty lampy błyskały, ładując się ponownie zpiskiem. Chłopak robił wszystko, co mu kazała. Gdy tracił skupienie, wystarczyło, by rozpięła dwa guziki kamizelki, później kolejne. Utrzymywała go wstanie pobudzenia, pozostając jedynie wskórzanych spodniach iczarnym, koronkowym staniku. Lubiła pracować nabosaka. Stanowiło tododatkowy zmysłowy impuls.

– Patrz wobiektyw – mruknęła, siadając nanim okrakiem.

Widziała, jak wspaniałe będą ujęcia. Chłopak nie pozował, on był tu dla niej. Podniecony, coraz bardziej zniecierpliwiony, buzujący seksualną energią. Migawka uwieczniała kolejne sekundy, zatrzymując je wcyfrowym znieruchomieniu. Zuza otarła się otwardość sterczącą pod białym materiałem, nie próbując nawet powstrzymać tego, doczego zmierzała sytuacja. Chłopak sięgnął dotyłu zanią, jednym ruchem uwalniając ją zestanika. Chwilę później zachłanne usta zamknęły się nasutku. Jęknęła, wbijając mu paznokcie wramię. Oderwała się odniego, wstając. Odłożyła aparat napodłogę przy fotelu, rozpięła spodnie, jednym ruchem zdjęła je zsiebie wraz zmajtkami. Zszafki nakółkach, która służyła doprzechowywania podręcznych akcesoriów fotograficznych, wyciągnęła prezerwatywę. Uwielbiała ten wzrok mężczyzn, gdy patrzyli nanią zpodziwem, pożądaniem, pieprzyli ją wzrokiem. Teraz też tak było. Stanęła nad nim okrakiem. Marcin uniósł biodra, opuścił spodenki, uwalniając się znich. Roztargała plastik opakowania, pomagając sobie zębami, śledząc błądzący pojej ciele wzrok chłopaka. Bez słowa podała mu kondom, on drżącymi dłońmi naciągnął cienki lateks. Opadła, nabijając się naniego, on zacisnął palce najej biodrach, rozchylił usta.

– Nie ruszaj się! – Odgięła się, sięgając poaparat. – Jesteś zbyt piękny, bym tego nie uwieczniła.

Chciał coś powiedzieć, aleuciszyła go jednym, płynnym ruchem bioder. To zacisnęło mu mocniej powieki, rozchyliło usta, odgięło głowę wtył. Cykała zdjęcia, czerpiąc dziwną rozkosz płynącą zmiłości fizycznej, połączonej zpasją, czyli robieniem zdjęć. Drżącą ręką odłożyła aparat czując, żetraci panowanie nad sobą. Uniosła lekko biodra, zaparła się ojego ramiona izaczęła ujeżdżać. Coraz szybciej, mocniej igłośniej. Marcin jęknął przeciągle, objął ramionami. Trzy ruchy później iona szczytowała.

– To była bardzo udana sesja – mruknęła leniwie, unosząc się, przytrzymując brzeg prezerwatywy. – Umówmy się zadwa dni, towybierzemy najlepsze fotki.

Zrozbawieniem przyglądała się ospałym ruchom chłopaka, podczas gdy ten się ubierał. Widać było, żezrobiło tonanim duże wrażenie. Nie naZuzce. Ona już weszła naobroty. Zrozrzewnieniem pomyślała, żechłopak ma predyspozycje itylko czas pokaże, co ztym fantem zrobi. Zniszczy siebie iswoje ciało używkami, amoże zmieni się wmęskiego leniwca wyłącznie biorącego rozkosz, anic zsiebie niedającego. Miała nadzieję, żetak nie będzie. Zbyt wielką stratą dla żeńskiej części ludzkości by tobyło.

Dwie godziny później przeglądała zdjęcia zsesji. Były świetne, pełne tego, co wnich chciała zobaczyć. Kasowała zbyt mało ostre, prześwietlone inijakie. Zostało ponad trzysta. Będzie wczym wybierać. Dzwonek telefonu służbowego wyrwał ją zeskupienia napracy.

– Tak? – rzuciła zniecierpliwiona wsłuchawkę.

– Wiem, żejesteś zajęta. – Jej menadżer Marek nie silił się nazbytnio rozbudowane wstępy. – Jest klient ima pilną sprawę, akasa nie gra roli.

– Kiedy? – warknęła zła, żemusi oderwać się odulubionego zajęcia, wstępnej selekcji.

– Teraz. – Beztroska odpowiedź.

– Kurwa – bluznęła.

– Włącz uprzejmość napięćdziesiąt procent iczekaj nagościa.

– Kto tojest? – Chciała się jakoś przygotować dospotkania.

– No name.

– Kurwa – powtórzyła się irozłączyła, nie siląc napożegnanie.

No name’ów nie lubiła wszczególności. Nigdy nie można było być pewnym, czego się ponich spodziewać. Wstała, zrzuciła napasek wkomputerze okienka podglądu zdjęć Marcina. Podniosła zużytą prezerwatywę, wyrzuciła ją dokosza wrogu pomieszczenia. Sprawdziła swój wygląd wodbiciu lustra zajmującego jedną ześcian. Poprawiła makijaż, przeczesała włosy, spięła je wkucyk napotylicy. Kilka poskręcanych pasem wymknęło się spod gumki, alenie zawracała sobie tym głowy. Wiedziała, żeitak wygląda świetnie. Wróciła dobiurka, nie zamierzając tracić czasu nabezczynne czekanie. Dwa kwadranse później zabrzęczał domofon. Nacisnęła przycisk odblokowujący drzwi wejściowe, rozglądając się poparkiecie studia wposzukiwaniu butów. Cóż, przyjmie klienta nabosaka. Jest artystką, może być odrobinę ekscentryczna.

Drzwi otworzyły się, próg przestąpił najbardziej bezbarwny człowiek, jakiego spotkała wswoim dotychczasowym życiu.

Rozdział 3

Piotr musiał się bardzo wysilić, by przybrać tak niechlujny wygląd, jaki sobie zaplanował. Stare, robocze spodnie, które pamiętały czasy przeprowadzki domieszkania, zniekształcały sylwetkę. Wkoszulę isweter zaopatrzył się wsklepie zużywaną odzieżą, wybierając najbardziej gryzące się zesobą kolory iwzory. Najtrudniej było ufryzować włosy tak, by wyglądały nanietknięte ręką fryzjera oddawna. Wtym celu wybrał się dozakładu fryzjerskiego odumnie brzmiącej nazwie „Warsztat fryzur Greg”. Słysząc nietypowe zamówienie, młody fryzjer stwierdził, żemusi skonsultować się zszefem studio. Właściciel był sympatycznym, niekryjącym homoseksualnych preferencji mężczyzną. Skojarzył się Piotrowi zbarwnym ptakiem głównie przez ilość kolorów, które zawierał wsobie jego stój iozdoby. Czerwone, obcisłe spodnie kontrastowały zzielenią luźnej bluzy iżółcią apaszki pod szyją. Niebieskie włosy idobrany odcieniem lakier dopaznokci współgrał zoficerkami nagrubej podeszwie wtym samym kolorze. Mężczyzna stwierdził, żetraktuje zamówienie nazrobienie mu nagłowie odwrotności zwyczajowej fryzury jako niecodzienne wyzwanie. Nie krył przy tym rozbawienia tym bardziej, żepozabiegach włożonych wustylizowanie czupryny Piotra, ten wyglądał co najmniej śmiesznie.

– Szanowny pan wygląda, jakby wżyciu nie widział nożyczek fryzjerskich igrzebienia. – Stał zaplecami fotela, patrząc naodbicie klienta wjasno oświetlonym lustrze, wiszącym naścianie. – Prawie kloszard itylko teraz zarost dołu twarzy zbytnio gryzie się zgórą.

Brodę Piotr strzygł dotąd regularnie. Teraz podoczepiano mu dłuższe pasma włosów wzbliżonym kolorze, by stworzyć wrażenie swobodnego rozrostu owłosienia natwarzy. Dla pogłębienia efektu Piotr skręcał poszczególne pasemka palcami, więc wyglądał jakby mu piorun wbrodę strzelił. Opuszczając studio, zgodził się, by właściciel zrobił mu zdjęcie smartfonem. Chciał się pochwalić zdolnościami godnymi charakteryzatora teatralnego iwspomniał, żewlatach młodości marzył nawet otakim zajęciu.

Dzień przed planowaną wstudio fotograficznym wizytą oceniał efekt przygotowań. Wdziwacznym ubiorze, zniechlujnym owłosieniem głowy iwnajbrzydszych oprawach okularów nanosie, jakie udało mu się znaleźć wsklepie optycznym, stał przed lustrem iśmiał się doswojego odbicia.

– No, chłopie! – Zmierzwił itak już rozczochrane włosy. – Ja tobym cię nawet kijem nie pogonił, aco tu ofotografowaniu mówić.

Plan był prosty itylko wymagał przygotowań. Nie mógł osiągnąć efektu, który widział nazdjęciach Sue, bo większość fotografowanych przez nią ludzi była wyjątkowo piękna. Ze zdjęć wyzierała zmysłowość, uchwycone aparatem chwile urzekały artystyczną wyjątkowością. Wiedział, żeon sam musi przykuć jej uwagę czymś diametralnie innym. Postawił nazaniedbanie, mając nadzieję, żebędzie mu kazała się odmienić izmusi, by błagał ją opomoc. Oumówienie go nasesję poprosił jednego zbyłych klientów. Ten wpoczuciu wdzięczności zadziałał błyskawicznie, wykonał kilka telefonów, wkońcu oznajmił:

– Ma pan termin, panie Piotrze. – Wgłosie słychać było samozadowolenie. – Na sesję dopani Sue trzeba umawiać się zpółrocznym wyprzedzeniem, więc można powiedzieć, żetermin nazacztery godziny jest czymś wyjątkowym.

Piotr podziękował, przywdział ciało wszpecące go atrybuty przygotowane natę okazję iruszył naspotkanie z„obiektem”.

– Dzień dobry. – Podeszła zwyciągniętą, wgeście powitania, ręką. Przyglądała się jego dłoniom ciekawa, czy ipaznokcie ma nieprzycięte, obgryzione, może brudne nawet. Odetchnęła zulgą. – Zuzanna Nagiński.

– Piotr Namyczko. – Nazwisko wymyślił napoczekaniu. – Przepraszam, żetak nagle, alepilna sprawa wyskoczyła.

– Wczym mogę pomóc? – Postanowiła przejść dosprawy, nie tracąc czasu nazbędne grzeczności iwstępy.

– Potrzebuję dobrze zrobionych zdjęć.

Jasne, żenieprzyszedłeśtupopieczywo – sarknęła wduchu.

– Zjakim przeznaczeniem? – Nawet jeden mięsień jej twarzy nie drgnął, zdradzając zniecierpliwienie.

– Przeznaczeniem? – Udał, żenie rozumie, czego dotyczy pytanie.

– Na firmową stronę internetową, doportfolio? – Podpowiedziała, choć todrugie wydawało jej się niemożliwe. Nie mógł być modelem ztak bezbarwnym imdłym wyglądem.

– Nie. – Zaprzeczył, marszcząc brwi, jakby szukał wgłowie odpowiedzi, markując roztargnienie. – Na portal randkowy.

– Portal randkowy? – Nie potrafiła ukryć zaskoczenia, brwi uciekły jej ponad grzywkę.

– Dokładnie – przytaknął zniewinną miną. – Coś ekstra, co przyciągnie wzrok natyle, by jakaś kobieta zechciała rozpocząć rozmowę.

– Rozumiem. – Szybko się pozbierała, oblekając twarz wuśmiech, myśląc równocześnie, żesporo pracy czeka ją przy tym bezpłciowym człowieku, nim uda jej się uzyskać choćby odrobinę interesujący efekt. – Umówmy się więc najutro nasesję itylko powiem panu, jak się dotego przygotować.

– Może przejdziemy naty? Będzie wygodniej ibędzie mi łatwiej wyluzować się podczas sesji.

– Ok – zgodziła się ostrożnie, starając się pokonać niechęć dotego człowieka ipragnienie, by kazać mu wyjść zpomieszczenia, odmawiając swoich usług. – Zuzanna.

– Piotr. – Uścisnął drobną dłoń, uśmiechając się promiennie. – To jak mam się przygotować dozdjęć?

Przekształćsię – pomyślała. – Fryzjer, golibroda, topopierwsze – wyliczała. – Przynieś ciekawe ubrania, koniecznie garnitur, kilka różnych koszul.

– Nie mam garnituru, akoszule zedwie może. – Lekceważąco wzruszył ramionami. – Inaco mi golibroda?

– Rozumiem, żepanuje obecnie moda „nadrwala”, alewarunkiem jest to, żewłosom nadaje się formę, przycina się je. – Zniesmaczona spoglądała naszczecinę porastającą brodę Piotra. – Ijak mam rozumieć stwierdzenie, żenie posiadasz garnituru? Każdy ma przynajmniej dwa nastanie.

– Ja nie mam itutaj poproszę cię opomoc. – Na jego twarzy zagościł radosny uśmiech, jakby oznajmiał dziecku, żema dla niego schowaną zaplecami zabawkę.

– Na czym ma polegać? – Czuła, żenie spodoba jej się odpowiedź Piotra.

– Mam dobrze wyglądać, więc muszę kupić ciuchy, iść dofryzjera. Pomóż mi wtym, asystuj, pokieruj mną tak, żebym ci pasował dowizji sesji zdjęciowej.

Patrzyła naniego zbaraniała, stwierdzając, żeten człowiek musi być szalony. Nie mogłaby zrobić czegoś takiego inie miała natonajmniejszej ochoty. Gdyby wzbudził wniej cień sympatii, czy chociaż odrobinę litości, może zastanowiłaby się nad zgodą.

– Nie oferuję takiej usługi. – Zaplotła ramiona pod piersiami, ściągnęła brwi, cofnęła się okrok. – Bardzo dziwaczna propozycja ico najmniej niestosowna.

– Dobrze zapłacę. – Piotr nie wydawał się być zrażony jej odpowiedzią. – Potrójna stawka zasesję. Proszę oto, bo odtego zależy, czy pozostanę samotnym kawalerem. Nie chcę być sam. – Spoważniał ispochmurniał. – Jeśli uważasz, żepotrzebuję zmian, tozmień mnie. Oddaję się pod twoje władanie.

Zuza zaniemówiła, nie znajdując odpowiedzi. Zaskoczył ją ostatnim stwierdzeniem iobudził wniej poczucie misji dospełnienia. Odstąpiła okilka kroków wtył, krytycznym wzrokiem taksując jego sylwetkę. Uznała, żebudowę ciała ma prawidłową, co dawało szansę nazgrabne ukazanie sylwetki. Ubiór powinien nanim dobrze leżeć. Gorzej sprawa przedstawiała się, gdy patrzyła nagłowę. Zaniedbane włosy sterczały wzbyt wielu kierunkach. Były zniszczone, nierówne, nijakie. Oczy ukrył zaokrągłymi, rogowymi oprawkami zgrubymi szkłami. Resztę zakrywał zaniedbany, choć czysty zarost. Włosy przy ustach oraz wąsy zakręcały się dziwacznie. Zuzka nie mogła pojąć, jakim cudem nie drażnią go, wchodząc mu donosa. Czuła odrazę dotego człowieka, alebrzydota odrażała ją odzawsze. Nie chodziło tu oto, żeten człowiek nie był pięknie ukształtowanym modelem, lecz ofakt, żetak bardzo zaniedbał zewnętrzną powłokę. Niechlujny – tosłowo najlepiej go opisywało. Wypchane kolana wsztruksie szarych, spłowiałych spodni ikołnierzyk koszuli wkratę, wystający spod workowatego swetra wpaski dopełniały obrazu.

– Poczwórna stawka – rzucił Piotr, widząc, żekobieta się waha.

– Dobrze. – Wyglądało nato, żerobi topoczęści wbrew sobie, nie mogła jednak nie docenić desperacji Piotra. – Ale mówię, co ztobą robimy, aty zemną nie dyskutujesz.

– Jeśli nie każesz mi się malować, nosić obcisłych gaci inie ogolisz mnie nazero, tomogę się poddać. – Uniósł lewą dłoń nawysokość barku, zwracając jej wewnętrzną część ku Zuzce. Prawą położył nawysokości serca wgeście przysięgi.

– Ok. – Rozbawił ją, dzięki czemu pomyślała, żemoże nie okaże się bucowatym tępakiem. – Widzimy się tutaj jutro ogodzinie dziewiątej.

– Przypieczętujmy touściskiem dłoni.

Wyciągnął wjej kierunku ramię, zamarł woczekiwaniu. Musiała odwzajemnić gest, podać dłoń douściśnięcia. Nie była gotowa naiskrę, która między nimi przeskoczyła wmomencie, gdy skóra dotknęła skóry. Palce Piotra przesunęły się powoli odopuszek aż donadgarstka. Cofnął dłoń izacisnął wrównie powolnym tempie najej ręce. Niby zwyczajny gest, alewwykonaniu tego człowieka nabrał dziwnie zmysłowej barwy. Nie spuszczał przy tym wzroku wbitego wjej usta, apółuśmiech nie znikał zjego twarzy, czaił się wniebieskich tęczówkach. To ostatnie zauważyła mimo musztardówek, które wątpliwie przyozdabiały mu nos.

Tomożebyćciekawedoświadczenie – pomyślała, zaczynając się ostrożnie cieszyć nametamorfozę, której podda tego człowieka.

– Do jutra, Zuzanno. – Jej imię wypowiedział miękko, jakby głaskał ją tym tonem, może przytulał. – Już się nie mogę doczekać jutra.

Mrugnął doniej, skłonił się iodwrócił ku drzwiom.

Po wyjściu Piotra Zuzka stała jeszcze dobrych pięć minut, bijąc się zmyślami. Musiała przyznać przed samą sobą, żejest podekscytowana czekającym ją wyzwaniem. Kto wie, może poszerzy zakres usług idokooptuje doświadczonego wachlarza jeszcze metamorfozy?

Podeszła dobiurka, otworzyła folder zezdjęciami chłopaka, którego dziś „zaliczyła”. Młodość, piękno, aprzede wszystkim zręczna iświetnie dojego urody dopasowana stylizacja biła pooczach. Image zbuntowanego, niepokornego, aprzez toseksownego faceta było czymś, co gwarantowało sukces wśród fanek. Opadła nafotel, zastanawiając się, jak chociaż część tego wizerunku przenieść nanowego klienta.

Rozdział 4

– Pan żartuje? – Właściciel salonu fryzjerskiego patrzył naPiotra jak nawariata. – Przecież dopiero je zakładaliśmy.

– To prawda. – Piotr miał szczęście, żezostał przyjęty tak szybko. Zadzwonił, wychodząc odZuzki, wizytę umówiono mu zmarszu. Nie mógł iść dofryzjera zZuzą, bo odrazu wyszłoby najaw, żewłosy są przedłużane. – Spełniły swoją rolę, więc można je usunąć. Apóźniej poproszę oobcięcie według pańskiego gustu.

– Chociaż tyle. – Uniósł łaskawie brwi, ściągnął usta. – Brodę iwąsy też?

– Oczywiście!

Następnego dnia rano pojechał doZuzy. Poza korektą zarostu głowy, wwyglądzie nie zmieniał nic. Gdy zaparkował przed budynkiem, zadzwonił doniej, nie chcąc tracić czasu. Dołączyła doniego pokilku minutach. Gdy szła wkierunku samochodu, musiał przyznać, patrząc najej sylwetkę, ruchy, anawet odrzucenie włosów naramię, żewyglądała nawpełni świadomą swojego ciała iwrażenia, jakie robi namężczyznach. Wizyta dzień wcześniej utwierdziła go wpodjętej decyzji. Wiedział, żemusi podejść panią fotograf sprytem iwdziękiem. Urodą nie mógł konkurować zjej modelami. Zastanawiał się, czy jest snobką. Nie cierpiała nabrak pieniędzy, otaczali ją bogaci ludzie, więc miała prawo stać się im podobna. Dowie się oniej wszystkiego. Nawet tego, czego pani Zuzanna wolałaby nie pokazywać, chciałaby pozostawić wtajemnicy.

– Urocze auto. – Wpadła wnisko nad ziemią osadzony fotel dwudziestoletniej Hondy. – Stylowe.

– Dziękuję. – Określenie jego ukochanej ceerki mianem uroczego auta zacisnęło mu szczęki. – To dokąd najpierw?

– Myślałam ofryzjerze, alewidzę, żetojuż załatwiłeś sam. – Zmarszczyła czoło, przyglądając się nowej fryzurze Piotra.

– Po wczorajszym zjechaniu mojej brody, wprost odciebie pojechałem usunąć problem.

– Więc jedźmy dogalerii handlowej. – Taksowała jego twarz pod kątem ujęć. Ładnie wykrojone usta były atrybutem itonanich postanowiła skupić oko obiektywu. – Mamy dużo dreptania.

Zaczęli odkupienia garnituru. Mina sprzedawczyni, która donich podeszła, miała już nazawsze wryć się wpamięć obojga. Sztruksowe rozciągnięte galoty Piotra ikoszmarny sweter wpaski spowodowały, żedziewczyna nie potrafiła ukryć przerażenia tak niegustownym widokiem. Widać było również, żenajchętniej wygoniłaby go zesklepu, by nie psuł ładu ichłodnej elegancji panującej wsalonie. Przerzuciła jednak wzrok naZuzkę itopowstrzymało ją odprzepędzenia Piotra niczym bezdomnego. Oblekła twarz wuśmiech izwracając się wyłącznie doZuzy, zaprosiła klientów downętrza sklepu.

– Czy tonie zaobcisłe? – Poruszył ramionami, przeciągnął się. – Nie przywykłem dotakiej odzieży.

– Do zdjęć ubierzesz. – Nie mogła nie zauważyć, żeszara koszula slim, jak ispodnie garniturowe leżały nanim świetnie. – Później zrobisz ztym, co zechcesz.

Piotr widział wzrok, którym śledziła każdy jego ruch. Symulował wątpliwości co dociuchów, które dla niego wybrała. Wduchu przyznał jej dobry gust iumiejętność doboru stylu ubioru doosoby. Nie kupiłby tego typu koszul, awidział, żepodkreśliła szerokie ramiona ipłaski brzuch. Pogratulował sobie godzin spędzanych napływaniu ićwiczeniu wzaciszu mieszkania.

– Masz porządną bieliznę? – pytała, choć znała odpowiedź. Ktoś tak pozbawiony gustu musiał mieć wyłącznie wysłużone gatki. Spłowiałe, zdefasonowane, poprostu brzydkie.

– Nie noszę bielizny. – Zarzucił naramiona szarą marynarkę, zapiął guzik, uniósł brodę, prostując się. Wyglądał świetnie. Postanowił zaopatrzyć się wwięcej sztuk wróżnych odcieniach, trzymając się tego fasonu. – Tylko kąpielówki ispodenki. Majtki mnie wkurzają.

Skrzywiła się, nie wiedząc, co otym myśleć. Nie znała mężczyzny, który nie nosiłby majtek. Mimowolnie powędrowała wzrokiem wokolice poniżej pasa. Wydawało jej się, żewidzi kształt penisa odznaczający się wlewej nogawce. Zrobiło jej się gorąco natę myśl, zaco zrugała siebie.

– Więc następnym sklepem będzie ten zmęską bielizną. – Odwróciła głowę, uniosła dłoń wgórę, przywołując sprzedawczynię ikomunikując chęć uregulowania rachunku. – Ijakieś dżinsy it-shirt kupimy. Na końcu optyk. Zostajesz wtych ciuchach, tamte wyrzucimy podrodze. Dzięki temu będziesz traktowany poważnie.

– Na cholerę mi majtki? – Nie musiał udawać złości. Wiedział, żetoczęść garderoby, która mu się nie przyda, nie będzie jej nosił. – Chcesz robić mi zdjęcia wbieliźnie?

– Po pierwsze miało nie być sprzeciwu. – Skierowała kroki ku ekskluzywnemu sklepowi zbielizną dla panów. – Skoro płacisz mi tyle, towykorzystaj fakt, żektoś zrobi ci świetną sesję. Co powiesz kobiecie, zktórą nawiążesz kontakt, ata zapragnie bardziej rozebranego zdjęcia? – Uniosła brwi, czekając naodpowiedź. – Możesz zawsze cyknąć sobie fotkę aparatem wtelefonie, alepoco wtakim razie ta sesja? Zrób sobie przy okazji fajną pamiątkę. Realizuję wiele takich zamówień.

– Ale nie godzę się namajtki zpaskiem wdupie – mówiąc to, pochylił się ku niej, aitak pochwyciła jego słowa przechodząca obok kobieta. Otaksowała go pełnym zaciekawienia wzrokiem, wędrówkę oczu kończąc napupie. Marynarkę niósł przewieszoną naramieniu, więc miała świetny widok najego zadek. – Zwykłe, białe, luźne.

– Ok. – Zuza bawiła się świetnie ijuż cieszyła się nanadchodzącą sesję.

Czekając naodbiór nowych okularów, obładowani siatkami pełnymi zakupów, postanowili zjeść coś wjednej zknajp. Padło napizzerię.

– Nie jestem fanem zakupów. – Piotr opadł nakanapę. – Zakupoholizm mi nie grozi, alemuszę przyznać, żemasz doskonały gust.

– Dziękuję. – Komplement mile połechtał ego Zuzki. – Aty jesteś wdzięcznym klientem imam tylko nadzieję, żejesteś również fotogeniczny.

– Zrobię, co wmojej mocy. – Wyszczerzył się wuśmiechu.

Zrobił totak zabawnie, żeZuzka nie potrafiła nie odwzajemnić się uśmiechem. Złapała się natym, żezaczyna lubić Piotra. Postanowiła zwalczyć tę słabość, zdecydowanie niebędącą wjej stylu.

Wieczorem mieli problem zzaśnięciem. Oboje, choć osobno. Piotr cieszył się nanowe doświadczenie. Był podekscytowany, alenie zapomniał ozadaniu, które mu zlecono. Zuza czuła niepokój związany zPiotrem. Nie podrywał jej, nie czynił aluzji, traktując bardziej jak kumpla. Zasiał tym wjej głowie coś dziwnego itylko nie potrafiła nazwać tego uczucia iuporządkować myśli.

– Spróbuj być swobodny. – Przygotowała oświetlenie, poprawiała ustawienie lamp. – Zaczniemy odzdjęć wgarniturze, później cię rozbierzemy.

– Przyznaj się, chcesz mnie obejrzeć nago. – Rozpiął guzik koszuli pod szyją iodetchnął, gdy poczuł swobodę.

– Jasne – prychnęła, odwracając się doniego plecami, czując, żesię czerwieni. – Oniczym innym nie marzę. Zaczynamy.

Kolejne półtorej godziny było dla Piotra męczące, aleisprawiało przyjemność. Pozwalał się upozować, zamierał wokreślonej pozycji. Słuchał krótkich komend typu: „odchyl głowę”, „patrz wobiektyw”, „uśmiechnij się” itemu podobne. Czuł coraz większe pobudzenie, będąc co chwilę dotykanym przez Zuzę. To poprawiła mu kołnierzyk koszuli, tozmierzwiła bądź przygładziła włosy. Uniesienie palcem brody, przypudrowanie nosa, starcie nadmiaru kosmetyku kciukiem. Wszystko topodniecało Piotra, lecz nie miał zamiaru tego ukrywać. To była część planu itylko miał nadzieję, żepani fotograf połknie haczyk. Zastanawiał się, czy obcisła bluzka zgłęboko wyciętym dekoltem była przez nią wybrana dla podkręcenia atmosfery. Był tego prawie pewny choćby dlatego, żegodzinę wcześniej odpięte miała tylko dwa górne guziczki. Po upływie tego czasu kolejne dwa odsłoniły kawałek przedziałka między piersiami, adwa następne oddołu, pasek brzucha ipępek. Zuzka bawiła się trochę gorzej. Piotr nie pociągał jej tak, jak działo się towprzypadku mężczyzn, których dotąd podrywała ibrała sobie podczas sesji zdjęciowych. Piotr obudził wniej złość. Przede wszystkim tym, żenie wodzi głodnym spojrzeniem zajej biustem, nie stara się zajrzeć wdekolt. Nie skusił się nawet wtedy, gdy bluzka trzymała się już ledwie natrzech maleńkich guziczkach. Wszyscy jej kochankowie już dawno zapuściliby żurawia, alenie Piotr. Ani raz nie przyłapała go naobmacywaniu jej wzrokiem.

– No toteraz rozbierana sesja. – Zmieniła oświetlenie oraz tło. – Pamiętaj, żemasz uwodzić wzrokiem. Boże! – Aż ją wbiło wpodłogę.

– Oco chodzi? – Zdezorientował się tak gwałtowną reakcją. – Nie te gatki?

– Jesteś owłosiony jak małpiszon! – Nie powstrzymała się odwyartykułowania pierwszego, co jej przyszło namyśl. Nie zdążyła się ugryźć wjęzyk, tak zaskoczył ją widok jego klatki piersiowej, brzucha iłydek. – Trzeba cię wydepilować.

Przywykła dogładkich ciał modeli, dla których normą było usuwanie zbędnych włosów, makijaż iwizyty wsolarium. Teraz miała przed oczami małpoluda iczarne włosy, których ścieżka niknęła zagumką białych, luźnych spodenek. Poczuła się dziwnie, widząc kogoś tak naturalnego iinnego niż jej kochankowie dotąd.

– Nie ma mowy. – Podparł się pod boki inie wyglądało, by poczuł się urażony. – Nie dam zsiebie zrobić łysej pierdoły. Kobiety mogą się depilować, aleufaceta zdrowe jest, by byli owłosieni. To nas odsiebie różni, aja nie zamierzam robić czegoś wbrew sobie.

– Ale chcesz się przecież spodobać kobiecie, której wyślesz zdjęcie. – Szukała argumentu.

– Jeśli którąś odrzuci to, żewyglądam jak facet, to trudno. – Wzruszył ramionami. – Ja też nie mam zamiaru wymagać odkobiety, żeby jej ciało było doskonałe. Takie pierdoły jak rozstępy, czy cellulit towymysł przemysłu kosmetyczno-farmaceutycznego. Niepotrzebne pogarszanie kobietom nastroju. Kiedyś nie słyszano nawet otakich sprawach, żejuż nie wspomnę owyrywaniu włosów zciała mężczyzny. Więc jeśli dasz radę pracować wtakich warunkach, tokontynuujmy.

Zaskoczył ją tą przemową idał domyślenia. Faktem było, żezadawanie się zludźmi zeświata show businessu ukierunkowało ją nadoskonałość jako produkt. Świetny wygląd był obowiązkowy, młodość nie miała prawa przeminąć. Ona sama jeszcze nie musiała walczyć zezmarszczkami, lecz widziała tę obsesję uinnych. Tak ukobiet, jak imężczyzn. Duże pieniądze przeznaczane nato, by zatrzymać, awręcz cofnąć czas. Była podrugiej stronie obiektywu, nie musiała obsesyjnie cofać oznak upływających lat. Co innego uklientów. Ich zdjęcia częstokroć tak mocno poddawała obróbce graficznej, żenie raz wefekcie końcowym trudno było rozpoznać modela. Robiła to, bo tego odniej żądano, płacono zato, chciano, by zgadła pragnienia płacących jej zausługi. Zazwyczaj zgadywała bez pomyłki. Nie dzisiaj. Nie przy Piotrze.

– Dobrze, panie kosmaty. – Uśmiechnęła się, walcząc zpokusą nachalnego przyglądania się owłosionemu brzuchowi. – Wyobraź sobie, żepozujesz dla tej jedynej.

Zaschło jej wgardle wmomencie, gdy spojrzała przez obiektyw wjego oczy. Zobaczyła to, co chciał jej pokazać. Nie ona była co prawda adresatką, alezapragnęła się nią stać. Absurdalne uczucie zawładnęło Zuzką, gdy ujrzała żar iogień, zjakim nanią patrzył. Pożądanie inieme przyzwanie dosiebie skutkowało tym, żemimowolnie zmniejszyła dystans między nimi. Metry zmieniły się wcentymetry, aona zza aparatu spoglądała, zawisając nad nim, klęcząc obok. Piotr leżał naboku, podpierając się ramieniem. Łagodny uśmiech nie znikał zjego twarzy. Cieszył się, żemoże patrzeć naZuzę tak, jak miał natoochotę odich pierwszego spotkania. Kazała mu, więc mógł skryć się zazdolnościami aktorskimi, choć tak naprawdę był sobą, okazywał pożądanie.

– Połóż się naplecach irozrzuć ramiona naboki. – Wciąż ukrywała się zaaparatem fotograficznym. – Rozchyl usta.

Piotr podniecił się, gdy ostatnie wymruczała. Zrobiła topiekielnie seksownie. Gdy dodatkowo uklękła, zawisając biodrami nad jego coraz bardziej widocznym pobudzeniem, oblizał usta, ztrudem przełknął ślinę. Usiadła nanim, zgardła Piotra wyrwał się jęk. Odsunęła aparat, odłożyła go obok jego głowy. Pochyliła się, zawisając centymetr odjego warg. Zapragnęła Piotra, czuła twardość czekającą nanią. Miała ochotę natego brzydala, choć okazał się być całkiem atrakcyjnym mężczyzną. Musnęła jego usta, otarła się owzwód.

– Sue. – Piotr przywołał ją dorzeczywistości. – Czy możemy wrócić dosesji zdjęciowej? Proszę, nie mieszajmy pracy zprzyjemnościami.

Rozdział 5

Zamarła zaskoczona. Uniosła się odrobinę, patrząc mu woczy isprawdzając, czy toco usłyszała chwilę temu jest prawdą, czy może umysł ją mami. Piotr uśmiechał się niewinnie, choć podniecenie rozsadzało mu spodenki iciało. Wpełni zdawał sobie sprawę ztego, żewystarczyłoby wyciągnąć ręce, przygarnąć Zuzkę, by mieć ją wcałości dla siebie. Przez chwilę, może zmożliwością powtórki, nic ponad to, alejednak mieć. Może iskorzystałby, alewtedy położyłby plan. Musiał dostać się dojej sypialni, awtym celu koniecznym było zbliżenie się doZuzy. Nie tylko fizycznie, bo tę sferę można było skonsumować wszędzie. Musiał zdobyć jej zaufanie. Widział, żezbił ją zpantałyku. Pewnie poraz pierwszy dostała kosza. Itoodkogo! Nie odsławnego, powabnego samca, lecz odniego. Wiedział, żewybrał świetną taktykę.

Zuzka zacięła się wsobie, mieląc sytuację. Podnieciła się, widząc jego oczy iwzrok, wktórym mieszało się tak wiele emocji. Wiedziała, żeiPiotr się podniecił. Nie był wstanie ukryć czegoś tak oczywistego. Wzwód rozsadzał spodenki, aprzecież poza nią nie było wpomieszczeniu nikogo, kto mógłby tak właśnie naniego podziałać. Stwierdziła rzecz bardziej szokującą. Odrzucenie podnieciło ją jeszcze bardziej. Przedtem miała naniego ochotę, atakie głody zawsze zaspokajała bez zbytniego rozwodzenia się nad tematem. Ot, odrobina przyjemności dla pełnej temperamentu kobiety. Teraz utknęła wstanie podniecenia, stwierdzając, żenieznane jest jej toodczucie. Podobało jej się wjakimś dziwnie masochistycznym wymiarze. Uśmiechnęła się, uniosła ciało, nie schodząc jednak zPiotra. Prowokowała go, siedząc nanim okrakiem iwtej pozycji postanowiła uwiecznić wyraz jego twarzy. Sięgnęła poaparat, przełączyła tryb fotografowania nanagrywanie obrazu.

– Dobrze, Piotrze. – Zaskoczyła go spokojem, zjakim przyjęła odrzucenie. – Więc jeszcze trochę fotek isesję mielibyśmy zasobą. Chyba żemasz jeszcze jakieś ujęcia namyśli? Chciałbyś coś, czego nie robiliśmy?

– Myślę, żewszystko… – urwał, gardło mu się zacisnęło.

Zuza obserwowała go przez oko obiektywu, pochylając się doprzodu, ocierając się oimponujący wzwód. Była ciekawa, czy wytrzyma jej zabiegi inie ulegnie. Zzachwytem rejestrowała zaciskającą się szczękę, ztrudem przełykaną ślinę izłość woczach Piotra.

Tojużcoś – pomyślała. – Przynajmniejjakaśreakcja.

Nie złamał się. Widać było, żeczeka, by skończyła tortury izeszła zniego. Była pod wrażeniem, była podniecona.

– Mam już sporo materiału. – Poderwała się lekko, wstając. Podeszła dobiurka. – Zgram wszystko, wybiorę kilkanaście fotek izaproszę cię, byś wskazał te, które podobają ci się najbardziej. Te poddam obróbce.

– Kiedy? – Piotr sięgnął pokoszulę, zarzucił ją naramiona.

Zuza nie odpowiedziała odrazu. Zatkał ją widok namiotu wgatkach Piotra. Nie zauważyła wcześniej, jak hojnie obdarowała go natura. Teraz nie potrafiła oderwać oczu odbijących pooczach gabarytów tym bardziej, żegumka spodenek obniżyła się, odsłaniając przy okazji czerń włosków. Podbrzusze było pokryte taką ich gęstwiną, żezapragnęła podejść doPiotra, włożyć mu dłoń zaściągacz izajrzeć, zaspokoić ciekawość.

Piotr był świadkiem walki uczuć imyśli, bitwy rozgrywającej się natwarzy Zuzki. Zagryzła wargę, zmarszczyła brwi, nie odrywając wzroku odnamiotu, którego nie próbował nawet ukryć.  Pokiwała przecząco głową, by się wkońcu odwrócić. Zastanawiał się, czy zawsze dostawała to, czego chciała. Czy każdy facet ulegał jej bez większego problemu? Amoże poprostu środowisko, wktórym pracowała, takie właśnie miało podejście dospraw seksu? Lekkie, pozbawione głębszej refleksji, nakierowane naprzyjemność, konsumpcyjnie wygodne. Przyglądał się jej plecom, gdy podłączała aparat dokabli ładowania, przesyłała zdjęcia. Nie miał wątpliwości, żetoten rodzaj kobiety, która dobrze czuje się zeswoim ciałem. Zna siebie, wie, naco ją stać inie zakazuje sobie czerpania przyjemności zniezobowiązującego seksu. On sam też by chętnie skorzystał. Tym bardziej się cieszył, żeplan zakładał coś wręcz odwrotnego. Zawładnęło nim przedziwne przeczucie, żeznalazł się oto wTYM miejscu świata iwTEJ chwili swojego życia. Jakby wszystkie zdarzenia prowadziły go dotego momentu. Tutaj iteraz. Nie rozumiał uczucia, alenie zamierzał go zgłębiać. Wolał się temu poddać. Patrzył napochyloną nad stołem postać. Dłoń oparta obok klawiatury, burza włosów przerzucona przez ramię tak, by nie przeszkadzała. Lejący materiał bluzki spływał nabiodra, podkreślając szczupłą kibić ikształtną pupę. Taką, jak lubił. Okrągła, ani zbyt chuda, ani zagruba. Długie nogi okryte skórzanymi spodniami igołe stopy. Jego fetysz – piękne, kobiece stopy. Podniecenie ledwie opadło, aznów zaczęło napływać, utwardzając penisa, gdy obrazy tego, jak całuje miękkie śródstopie issie palce, zaatakowały wyobraźnię.

– To kiedy mam być? – Odwrócił się tyłem doZuzki, sięgnął pospodnie.

– Jutro – odparła podłuższej przerwie. – Właściwie towiem, które zezdjęć nadadzą się najlepiej, alewolę przejrzeć wszystkie. Szkoda byłoby, gdyby jakieś świetne ujęcie mi umknęło. Jutro dziesiąta przed południem. Może być?

– Jasne. – Zapinał rozporek, sprawiało mu totrudność. – Będę.

– Dobrze. – Wróciła doprzeglądania zdjęć, zastanawiając się, jaki zawód wykonuje Piotr, skoro jest tak dyspozycyjny.

On dla odmiany czuł gorycz złości namyśl, żetak łatwo zebrała się wsobie potym, jak dał jej kosza. Wyglądała nanieprzejętą tym faktem, pochłoniętą pracą, praktycznie nieświadomą jego obecności.

– Do jutra. – Wyszedł, nie doczekawszy się odpowiedzi.

Pojechał prosto dodomu, awnim pomaszerował dołazienki ipod prysznic. Odkręcił kurek zgorącą wodą, licząc nato, żeuspokoi umysł, rozluźni ciało. Umysł płatał mu jednak figle, podsuwając wspomnienie nagich stóp, przypominając, jak Zuzka ocierała się oniego przez przynajmniej dwie warstwy odzieży. Jeszcze uczucie, gdy pukiel jej włosów opadł mu naramię, przesunął się ponim wmomencie, gdy wymruczała, by rozchylił usta. Nie wytrzymał, nie zamierzał ztym nawet walczyć. Objął boleśnie sztywnego kutasa, zamknął nanim palce izaczął się pieścić. Oparł czoło obiałą glazurę ściany, zamknął oczy iotwierając umysł naobrazy ust Zuzki, jej piersi naswoim torsie iotulające go mokre wnętrze, przyspieszył ruchy dłoni. Rozchylił usta, pozwalając gorącym kroplom wody kłuć skórę, dostarczać dodatkowe bodźce. Skrócił ruchy nadgarstka, poruszając nią już tylko kilka centymetrów przy żołędzi, zaciskając naniej co jakiś czas palce. Jęknął, przywierając wargami dochłodnej płytki, wyobrażając sobie, żetoszyja Zuzy. Przylgnął czubkiem penisa dościany, biodra zaczęły drżeć. Trzy ruchy dłoni igorąca sperma trysnęła napołyskliwą powierzchnię, spłynęła wdół, zmywana gorącą wodą.

– To nie będzie łatwa sprawa – mruknął pod nosem, czując resztki drżenia przepływającego przez ciało. Orgazm przyniósł zesobą odrobinę rozluźnienia, połowiczną ulgę iodprężenie.

Owinięty popielatym szlafrokiem, ospale powlókł się dokuchni. Tam mimo wczesnej pory odkapslował piwo iśmiejąc się zsiebie, wyszedł nataras. Zmokrą głową, wmroźne powietrze, bosymi stopami wskrzypiący śnieg. Napadało trochę świeżego, ataki kusił Piotra najmocniej. Masochistycznie podreptać pobiałym puchu domomentu, gdy ból wygoni go wciepłe zacisze mieszkania. Wtedy rozpali ogień wswojej czerwonej kozie ispędzi resztę popołudnia, wpatrując się wzłote języki płomieni, liżących kostki brykietu drzewnego.

– Oj, polizałbym coś ija – westchnął, wciskając przycisk znapisem ON napilocie lampy grzewczej, zarzucając równocześnie kaptur szlafroka nagłowę. – Wpiłbym się wtę gorącą cipkę ilizał aż poszczyt. Ech.

Zdjął pokrowiec zdrewnianego fotela isięgnął dokieszeni potelefon. Lewą ręką podbijał znaczkiem plusa napilocie temperaturę lampy namaksymalną, aprawą szukał numeru wtelefonie. Wdusił wkońcu ten, który chciał znaleźć iczekał cierpliwie napołączenie. Lampa grzała, anawet zaczynała parzyć, lecz tego właśnie pragnął. Dzięki urządzeniu czuł się abstrakcyjnie iluksusowo zarazem. Zima iśnieg. On wpuchatym szlafroku, zwciąż wilgotnymi włosami. Mróz wokoło, aon zaczynał się pocić, aśnieg roztapiać. Wydatek tych kilku tysięcy był wpełni przemyślany inie żałował go ani przez chwilę. Latarnia grzewcza wzimę sprawdziła się koncertowo. Na lato planował postawienie tutaj jakiegoś niewielkiego basenu. Coś, by można było ochłodzić się, poleżeć wsłońcu, poopalać skórę.

Znów obraz Zuzki zaatakował myśli. Chciałby mieć ją tutaj. Wiedział, żebyłaby zachwycona mieszkaniem, aurą kamienicy, atmosferą spokoju wcentrum miasta. Mogliby kochać się choćby itutaj, natarasie. Nadzy zimą, zaznający rozkoszy cielesnych bez obawy obycie podglądanym. To była jedna zzalet tego lokum. Najwyższa kamienica ułożona względem innych zabudowań tak, by mieć całkowitą intymność, nie będąc niepokojonym przez nikogo.

– Halo.

Pojedyncze słowo wsłuchawce wyrwało go zzadumy imarzeń. Całe szczęście, bo znów się podniecał, szlafrok wybrzuszał się, unosił nawysokości krocza.

– Cześć, Konrad! – Poprawił penisa, układając go naudzie, dociskając wdół. – Mam sprawę.

– Dawaj.

– Muszę namierzyć jedną taką. – Upił łyk piwa.

– Twoja nowa dupa? – Zaciekawienie pomieszane zrozbawieniem. – To coś nowego. Już myślałem, żestarasz się otytuł abstynenta seksualnego dekady.

– Żadna dupa. – Piotrek westchnął teatralnie. – Klientka poprostu.

– Fajna jakaś?

– Facet, babka marzenie. – Przymknął oczy, oparł głowę nazagłowiu, przywołał obraz krągłości piersi rysujących się pod niedopiętą bluzką. – Mokry ogień, jeśli wiesz, co chcę powiedzieć.

– Biere! – Konrad zaśmiał się. – Co ci trzeba?

– Wszystko. – Odstawił butelkę nadeski tarasu, wbijając ją wresztki topniejącego śniegu. – Zkim jest, zkim się spotyka, gdzie bywa, co ogląda wnecie, jakie wykonuje telefony itak dalej. Wszystko!

– Łoho! – Konrad nie krył rozbawienia. – Albo taka ważna persona, albo zacząłeś polowanie nasuper dupkę.

– Jedno idrugie, brachu – westchnął, unosząc zieloną szklaną szyjkę ku ustom, pociągając spieniony łyk piwa. – Jedno idrugie.

Rozdział 6

Zuzka siedziała wbiurze dopóźna. Powinna była wyjść już dawno, jechać dodomu. Od kilku godzin przeglądała zdjęcia mężczyzn, których kiedyś fotografowała. Przewinęło się kilkadziesiąt twarzy, kilkunastu spośród nich było jej kochankami. Każdy jeśli nie nieziemsko wręcz przystojny, toprzynajmniej zadbany przy użyciu pieniędzy. Sławni celebryci bądź cenieni modele. Znani, znający swoją wartość, atym samym podnoszący ijej status społeczny. Wszyscy, poza Piotrem. On jeden nie pasował dotego wzorca. Był nikim, był brzydki, był…

No właśnie, tak mogła myśleć onim wczasie przeszłym. Nigdy wcześniej mężczyzna nie odrzucił jej wdzięków, on zrobił toporaz pierwszy. Po raz pierwszy niezaspokojenie pragnienia spowodowało, żeczuła je intensywniej. Podejrzewała, żewystarczy nakarmić potrzebę, ata automatycznie zniknie. Poczuła jednak coś jeszcze. Jakieś dziwne łaknienie wduszy, by posmakować intensywniej drugiego człowieka. Zaznała odrobiny czegoś ulotnego, atowewnątrz umysłu podpowiadało, żemożna by jeszcze więcej ilepiej, mocniej. Załączyła odtwarzanie filmiku, zktórego miała zamiar wyłowić najciekawsze mgnienia. Chwile godne zatrzymania wbezruchu nawieczność. Na zamiarach się skończyło. Zatonęła wpociemniałych odpodniecenia oczach Piotra izaciskających się pod wpływem tłumienia emocji szczękach. Dlaczego torobił? Czemu nie pozwolił porwać się nastrojowi chwili? Przecież podobała mu się, działała naniego. Podparła głowę nazłączonych wpięść dłoniach iwpatrywała się wzapętlony film.

Konrad działał szybko. Jak zwykle wystarczyło, by Piotr zadał mu tematykę, naktórą miał zapotrzebowanie, aten wyławiał zsieci informacje niczym czarodziej magiczne ryby zestawu. Istny „stoliczku, nakryj się”. Jakby nie istniały dla niego żadne zapory czy tajemnice. Znajdował wszystko, czego chciał. Teraz Piotr mrugał szybko, starając się nawilżyć przesuszone gałki oczne. Organizm zapominał oodruchu, tak wciągnęła go zawartość stron, doktórych linki podsyłał mu wciąż Konrad.

Dowiedział się, żeZuzka wychowała się wdomu dziecka. Jako wyjątkowo ambitna, młoda dziewczyna dostała się bez trudu doAkademii Sztuk Pięknych, równolegle odbywała praktyki wpoważnej agencji reklamowej. To tam został dostrzeżony jej talent douchwycenia odpowiedniej chwili, awkońcu doodnalezienia wyjątkowości każdej fotografowanej przez nią osoby. Oszałamiająca kariera zaczęła się przypadkowo. Jedna zesław zachwycona efektami jej prac poleciła usługi Zuzki innej ipotoczyło się niczym śnieżna kula. Oferty zaczęły napływać lawinowo. Uroda dopomogła, otworzyła kolejne drzwi. Piękna iuzdolniona kobieta, tomusiało się sprzedać. Przerzucał kolejne notki prasowe inewsy ztabloidów, informujące omężczyznach towarzyszących jej podczas przyjęć. Nikt nadłużej, jakby służyli jedynie rozrywce lub mieli być szczeblem wdrabinie kariery Zuzanny. Ipomyśleć, żeion miał być przerywnikiem, astał się drzazgą wjej zgrabnej dupie, araczej ością wgardle.

Zamknął laptop itrawiąc informacje, przeniósł się dosypialni, rozłożył nałóżku zramionami pod głową. Wiedział już, jaką taktykę względem niej przyjmie. Będzie trudno, alelubił wyzwania. Największą przeszkodą miała być tu jego psychika iniemoc wpokonaniu podszeptów instynktu. Da radę, nie jest już przecież napalonym nastolatkiem. Długo jeszcze leżał wpatrzony wciemny sufit. Nie przejęła go uroda Sue ani pozycja społeczna, lecz to, żeczuł przy niej coś dziwnego inieokreślonego. Coś wykraczającego poza zwyczajny odbiór kobiety przez mężczyznę. Coś więcej niż fizyczne pragnienie.

Usnął, awe śnie odwiedziła go Zuza. Nie opierał się, bo całkowicie przejęła nad nim kontrolę. Rano sztywny materiał kołdry przyklejony był dobrzucha Piotra. Zastanawiał się, ile razy spuścił się tej nocy iwilu pozycjach brał Zuzkę we śnie. Najzabawniejszym wydało mu się to, żenie miał mokrych snów odbardzo dawna. Od szesnastego roku życia. Atu nagle coś takiego.

– Tutaj masz folder zezdjęciami. Moim zdaniem najlepsze. – Pochyliła się nad ramieniem Piotra, usadziwszy go uprzednio przy swoim biurku. – Jest ich prawie sześćdziesiąt, apowinno być dziesięć, maksymalnie piętnaście. Teraz ty wybierz, kierując się własnymi upodobaniami. Atu kawa narozruch. – Stawiając filiżankę zparującym naparem, pozwoliła, by pukiel włosów zsunął jej się zramienia ipachnącym pasmem musnął szyję Piotra. – Zwróć uwagę naróżnorodność ujęć, żebyś nie wybrał trzech zpółprofilu naprzykład.

Mówiąc to, udała, żenie zauważyła faktu, iż piersią dotyka jego barku.

Piotr zacisnął szczęki, czując, żeZuzka nie odpuściła mu iewidentnie stara się go uwieść. Onanizm pod prysznicem iprzynajmniej dwa wytryski wnocy nie osłabiły chęci, jaką miał naZuzę. Linia żuchwy pracowała intensywnie. Dla kontrastu rozprostował palce dłoni, rozpłaszczył je nablacie biurka. Ledwie rzucił okiem nazbiór zdjęć, by wekspresowym tempie przerzucać je, zaznaczając co szóste. Osiągnął minimum, zrzucając napulpit dziesięć, tak naprawdę przypadkowych dla niego fotek.

– Te powinny być dobre. – Uśmiechnął się słodko, bagatelizując ssanie, które zrodziło się wpodbrzuszu.

– Szybki jesteś. – Zmrużyła oczy, nie odsuwając się odniego ani nacentymetr.

– Na szczęście nie we wszystkim. – Wytrzymał jej spojrzenie.

– Może sprawdzimy, czy iprzy mnie wytrzymasz długo? – Prowokowała go zpoważną miną. Czuła, żeznów się podnieca tym, żePiotr nie dobiera się doniej, nie inicjuje zbliżenia.

– Wolę młodsze. – Niewinnie wzruszył ramionami, przecząc temu, co działo się zjego ciałem poniżej poziomu blatu biurka.

– Aile twoim zdaniem mam lat? – mruczała, zmniejszając dystans.

– Po czterdziestce? – Ściągnął usta, jakby faktycznie oceniał jej wiek powyglądzie, choć dzięki Konradowi znał każdy fakt zjej życiorysu.

– Baran – podsumowała krótko, dziwiąc się własnym uczuciom. Powinna być zła, może nawet obrażona, aco tymczasem? Miała ochotę rzucić go nadeski podłogi, rozebrać izerżnąć bez wstępów. – Młodsze nie potrafią tak całować.

– Jak? – Zdawał sobie sprawę, żeprzekracza właśnie cienką granicę, dzielącą go odutraty rozsądku. Nie umiał się jednak powstrzymać izwyczajnie nie chciał. Zapragnął podpuścić ją okrok dalej tak, jak robią tozazwyczaj kobiety.

– Tak. – Pochyliła się, nie przerywając kontaktu wzrokowego, jakby więziła go oczami iobezwładniała jak wąż myszkę.

Piotr zamarł. Wmomencie gdy ich wargi zetknęły się, nie powstrzymał westchnienia. To było zbyt przyjemne, by mógł pozostać beznamiętny izwyczajnie oddać pocałunek. Zprzekręconą wbok głową pozwolił nadelikatną pieszczotę jej pełnym wargom, wtargnięcie językiem, posmakowanie go. Nie przerywając pocałunku, odciągnęła fotel odbiurka, ten potoczył się pół metra wtył. Patrzył najej spuchnięte usta, zachwycony bijącą odniej namiętną kobiecością. Powinien wstać, podziękować zazdjęcia iprzerwać to, doczego zmierzała sytuacja, alepowtarzał sobie, żewciąż ma nad nią kontrolę. Jest wubraniu, mimo żespodnie rozsadza mu wzwód, ajądra zaczynają boleśnie pulsować. Podeszła doniego, usiadła okrakiem, przyciągając go wraz zfotelem. Siedziała, zaglądając mu woczy. Widziała wnich ciekawość ibunt. Pewność siebie ipragnienie ulegnięcia jej oraz złość. Tak pięknej wswej różnorodności mieszanki nie widziała oddawna. Może wogóle. Miała ochotę sięgnąć poaparat iuwiecznić ten miks emocji okolony tęczówkami, reagujący źrenicami. Położył jej dłonie naudach, jakby chciał odepchnąć, amoże właśnie przyciągnąć dosiebie. Nie robił nic. Pierś unosiła mu się wgłębokim oddechu, linia szczęki wciąż drgała.

Jakmogłamniedostrzecjegoniebanalnejurody? – Biła się zmyślami, taksując twarz Piotra. – Takietwarzepowinnamfotografować. Wyłuszczeniepięknakogoś, ktostałsiękimśprzezurodęjestbanalne. Jakmogłamnieszukaćwyzwań? GdybyniePiotr, niedostrzegłabymtegowogóle.

Powiodła kciukiem pogórnej, później podolnej wardze. Wsunęła opuszek między wargi, dotknęła zębów. Oblizała usta, czując, żesą spierzchnięte. Przełknęła ślinę, gardło ścisnęło się podnieceniem. Zbliżyła twarz, znów pozwalając sobie napocałunek. Oszołomił ją zapach Piotra. Żadne drogie perfumy, jakich nadmierne ilości wylewali nasiebie jego poprzednicy. Owionął ją ciepły zapach ciała mężczyzny, coś bardzo ulotnego, niepowtarzalnego. Osobista, zapisana wskórze woń, naktórą wcześniej nie zwróciłaby uwagi. Teraz ta ją oszołomiła. Wpiła się wwargi, rejestrując opadające powieki odcinające mu jej obraz, skupiające uwagę napozostałych doznaniach. Odchyliła go sobą wraz zoparciem wtył, przylgnęła ciałem dociała. Ubranie drażniło wrażliwą skórę, przeszkadzało, ograniczając bodźce. Odpięła mu guzik pod szyją, pochwili drugi. Odpowiedział zaciśnięciem palców najej udach. Zabolało, przynosząc dodatkowym bodźcem przyjemność. Mruknęła, otarła się podbrzuszem owybrzuszenie spodni, wciągnęła wpłuca gniewny pomruk Piotra. Oderwał się odniej, odchylając głowę w