45,00 zł
„My kochamy Ruskich za wzięcie, a oni nas za żarcie”. Tak szło powiedzonko w czasach istnienia Paktu Warszawskiego, jedynego sojuszu wojskowego zawiązanego celem napadania swoich własnych członków. Tak wyglądały przepływy strategiczne, hierarchia, podział pracy i podział zysków, wedle których wasale pracowali na swojego „opiekuna”.
Niemal identyczną formą wyzysku jest to, co czasem nazywa się grzecznie neokolonializmem, a czasem systemem-światem. Natura obu polega na hierarchii. Na ekonomicznej eksploatacji krajów słabych, realizowanej bez jawnej kontroli politycznej (zewnętrznych atrybutów podległości). Efektem końcowym jest jednak zawsze to, że ci na górze łańcuchów dostaw mają pierwszeństwo bądź „prawo” zużywania większej ilości energii i zasobów lub zablokowania budowy wielkiego, konkurencyjnego lotniska.
Hierarchie i inne struktury kooperacyjne służą dystrybucji takich dóbr jak bezpieczeństwo, energia, przypisywanie odpowiedzialności i prestiż. W świecie natury znamy je jako „kolejność dziobania”. W geopolityce to wysyłanie „junior-partnerów” na wojnę.
W geopolitycznej grze o przetrwanie globalny hegemon to samiec alfa międzynarodowej społeczności. Ustanawia zasady i decyduje kto i kiedy może je łamać. Hierarchia to kluczowy termin struktury władzy, prestiżu, energii, środków oddziaływania. Przejawem tej logiki jest ład światowy Pax Americana – jego esencją jest kontrola światowego systemu dystrybucji energii. Ale systemy hierarchii działają na każdym poziomie i w każdym zakątku ludzkiej aktywności. Wszelkiej. To dlatego niesłychanie celne są słowa, które Korwin-Mikke wypowiedział w Parlamencie Europejskim: „Polacy są czarnuchami Europy”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Dziękuję za zakup! – Piotr Plebaniak
Piotr Plebaniak
HIERARCHIE: OD ŚWIATA ZWIERZĄT DO PAX AMERICANA
Wydanie II
Wydawnictwo Chiron Kraków 2026
Copyright by Piotr Plebaniak, 2023–2026.
Copyright for the Polish edition by Piotr Plebaniak, 2025.
© All rights reserved.
Pełny tytuł
Feudalizm we wszystkim prócz nazwy.Hierarchie: od świata zwierząt do Pax Americana
Redakcja językowa i pierwsza korekta
Grzegorz Antoszek
Konsultacja
Jacek Krause, Marcin Kwapiński i in.
Opracowanie map i rycin oraz zdjęcia (jeśli nie opisano inaczej)
Piotr Plebaniak
Ilustracja na okładce:
Andrzej Mleczko
Wydawca
Wydawnictwo Chiron
Wydanie II (druk 2026.08)
ISBN 978-83-971970-6-0 (oprawa miękka) ISBN 978-83-971970-5-3 (e-book)
Informacja o dystrybucji
[email protected]; https://chiny.pl/dla-ksiegarzy
W starożytności raz zdarzyło się, że waleczny wódz obdarowany został dzbanem wina przedniego.
Wódz ten dzbana zawartość do rzeki wlał by pospołu z żołnierzami swymi wodę z tejże pić.
Dzban wina jeden smaku wody w rzece zmienić nie zdołał, lecz w oficerów i żołnierzy duch walki wstąpił tak wielki, że na śmierć za owym gotowi iść byli.
– Trzy strategie Huang Shigonga
Tomy „Oni albo my!” to część serii „Wzorce”. Jej pierwszym tomem był bestseller pt. 36 forteli. Wszystkie tomy serii zawierają wzajemne odniesienia wykonane tak, aby unikać powtórzeń, a przy tym nie wymuszać na czytelniku konieczności wertowania pozostałych tomów.
►36.II.4.C — Odwołanie do innego tomu serii „Wzorce”. „36” to 36 forteli, „SW” to Sun Zi i jego Sztuka wojny, „SP” — Siły psychohistorii (wyd. II), „WD” — Wzorce Dowodzenia (wyd. 2025), „SK” — Siły i kontrsiły (wyd. 2026), „WZ1” — Wzorce zwyciężania t. 1, „PGG” — Prawidła geopolitycznej gry o przetrwanie oraz „OM2” — Oni albo my! t. 2.
Pojęcia i koncepcje kluczowe: są wyróżnione podwójnie: kursywą i podkreśleniem (np. Moc). Ich indeks znajduje się na s.17. Wyjaśnienia koncepcji kluczowych rozsiane są we wszystkich tomach serii „Wzorce”, jednak ich kompleksowe omówienie znajduje się w vademecum tworzenia i niszczenia imperiów – książce Siły psychohistorii.
Wyróżnienia, passusy i cytaty: jeśli nie zostały oznaczone inaczej, pogrubienia czcionki oraz komentarze w nawiasach kwadratowych pochodzą od autora.
Zdjęcia, mapy i ilustracje: jeśli nie zostały opisane inaczej, wykonał je sam autor.
Przypisy: Kod QR obok prowadzi do listy odwołań do treści on-line przywołanych w przypisach (w tym kopii archiwalnych materiałów źródłowych.
https://chiny.pl/przypisy/feudalizm
Ta książka pozwala uzyskać wgląd w proces budowania zdolności oddziaływania mocarstw i naturę sił zaprzę-ganych do tych mocarstw zniszczenia. Wiedza z tego zakresu była przedmiotem studiów i rozważań starożytnych mędrców, filozofów, wodzów i władców od czasów prehistorycznych.
Wyposażeni dodatkowo we współczesne koncepcje i osiągnięcia z zakresu psychologii, antropologii czy ekonomii możemy stanąć na ramionach tych wielkich dawnych mistrzów obserwacji świata i ludzkiej natury, by spojrzeć o wiele głębiej i dalej w mechanizmy tworzenia i niszczenia imperiów.
Niniejsza książka jest elementem szerszej układanki pod tytułem „jak rozumieć świat”. Działa w synergii z Pra-widłami geopolitycznej gry o przetrwanie oraz Siłami psychohistorii, ale przede wszystkim z pierwszym tomem serii – Oni albo my! t. 1: Stany Zjednoczone kontra Chiny oraz pozostałymi tomami serii „Wzorce” .Wszystkie te książki to twórcze kompilacje wiedzy starożytnej i współczesnej, akumulowanej przez pokolenia często zapomnianych i niedocenianych praktyków i teoretyków.
I to im właśnie składam tu podziękowania, schyliwszy się nieco ku uchu giganta, którego zwiemy potocznie dorobkiem cywilizacyjnym, a na którego ramionach wszyscy stoimy.
Piotr Plebaniak
Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.
Homeostat to każdy system autonomiczny bądź quasi-autonomiczny, który zdolny jest do podejmowania decyzji i akcji prowadzących do przedłużenia swojej egzystencji. W przypadku istot żywych (biologicznych) powyższą definicję trzeba rozszerzyć o zdolność wyprodukowania organizmów potomnych.
Zdolność podejmowania decyzji (przetwarzanie danych zmysłowych w model/percepcję świata) wymaga energii. Działanie na podstawie tak wypracowanych decyzji także wymaga energii. Obie aktywności wymagają w związku z tym nabycia zdolności i narzędzi do pozyskiwania energii i zasobów ze środowiska… Zawsze kosztem konkurentów, bowiem zasoby są zawsze ograniczone. W sytuacji typowej energia ta pozyskiwana jest kosztem innych homeostatów – w zmaganiach typu gry o sumie zerowej, w rytm logiki „oni albo my!”.
Homo sapiens jest gatunkiem żyjącym społecznie, a swoją zdolność przetrwania (reprodukcji, zdobywania zasobów) generuje na poziomie nie jednostkowym, a kooperujących wspólnot. Tą zdolność przetrwania opieramy na mechanizmach obyczajowych, prawie, zdolności do samokontroli. To tymi instrumentami społeczność wymusza na swych członkach zachowania dobre dla społeczności, ale czasem zgubne lub „opresyjne” dla jednostki.
Przykładem tabu, które blokuje zdolność dostrzegania niektórych prawidłowości jest zdolność do wygenerowania (spłodzenia i odchowania) kolejnego pokolenia. Utrata tej zdolności rozumiana jest jako wada o naturze biologicznej: wada genetyczna bądź rozwojowa, przebyte choroby, kastracja mechaniczna lub chemiczna.
Ale zdolność ta u Homo sapiens warunkowana jest kulturowo, a więc przez oprogramowanie kulturowe. Wszystkie te wzorce kulturowe akumulujemy w przekazie międzypokoleniowym, który może być na rozmaite sposoby zaburzony bądź przerwany. A więc płodność można utracić przez skażenie lub inny kontakt z okaleczającymi ideologiami. Przykłady to nabycie orientacji homoseksualnej bądź efekt działalności ekstremistów ideologii transgenderyzmu, w tym przekonywanie dzieci, że urodziły się w złym ciele i namawianie ich do zabiegów samookaleczania bądź przyjmowania hormonów zaburzających proces dojrzewania1.
Twierdzenie, że płeć jest konstruktem społecznym i przejawem narzucenia ról płci przez „opresyjne struktury hierar-chiczne”, jest przejawem jawnie fałszywego przekonania ogólnego, wedle którego psychika i osobowość da się ukształtować w izolacji od biologii.
We współczesnej kulturze Zachodu działa specyficzny produkt: „poczucie winy za kolonizowanie reszty świata”. Jego efektem jest specyficzne tabu. Polega ono na przekonaniu, że wszystkie kultury są równe w sensie etycznym i potencjału do budowy wysokiej cywilizacji. Kultury nie są równe. Co więcej, generowany ich międzypokoleniowym przekazem pakiet oprogramowania kulturowego jest kształtowany synergicznym pakietem, w którego skład wchodzi także: dieta (energetyczność, obecność drobnoustrojów), ukształtowanie geograficzne i klimat, dostęp do wymiany kulturowej z sąsiednimi wspólnotami meta--etnicznymi, różnicami genetycznymi między rasami Homo sapiens, które są biologicznym faktem2.
Krytyczną sekcją oprogramowania kulturowego jest imprinting systemu motywacyjnego u małych dzieci. W jego skład wchodzi zdolność do odraczania nagród, samokontrola, zafiksowanie dziecka na określonym typie nagród hormonalnych. Inaczej: to co potocznie nazywane jest poddaniem dziecka socjalizacji jest w swojej naturze procesem indoktrynacji do określonego w kulturze typu nagród.
Kluczowym mechanizmem socjalizacji jest przestrojenie systemu dopaminergicznego, dozującego dopaminę, czyli hormon nagrody. Z zaspokajania instynktów rozmnażania i zdobywania pożywienia (energii) przestraja się go na uruchamianie przez impulsy społeczne: aprobatę i szacunek za aktywność, która zwiększa przeżywalność kolektywną.
Człowiek ukształtowany tym pakietem jest nagradzany za zdolność do odraczania nagród czy akty poświęcania się dla dobra wspólnoty: odrzucenia egoizmu i wszelkie przejawy zachowań zwiększających spójność grupy.
Naturą wszelkich hierarchii, a przy tym mechanizmów awansu społecznego i szacunku jest sprzęgniecie ich właśnie z kolektywną zdolnością wspólnoty do podtrzymania swojego wzrostu, produktywności, odporności na zakłócenia i samego istnienia.
Sajgon w Meksyku, Meksyk u Arabów, a dzika Afryka w Sajgonie. Te rozmaite powiedzonka, odnoszące się przede wszystkim do praktyki przestrzegania przepisów ruchu drogowego, odnoszą się do kwestii tzw. ultrakooperacji. Rdzeniem tej cechy, nabywanej przez ludzi w procesie socjalizacji, jest podległość pod system praw, który określa prawa i obowiązki członków społeczności – zależne oczywiście od statusu i pozycji społecznej.
W społecznościach neolitycznych górną granicą wzrostu społeczności zdaje się być 100-200 osobników. Większe społeczności zdolne są do przetrwania dzięki podatnym na zakłócenia i atak zjawiskom emergentnej ultrakooperacji – zdolności współpracy ludzi niezależnie od więzów pokrewieństwa (klanowych, rodowych).
Zdolność ludzi do tworzenia organizmów państwowych czy imperiów wynika z postępu koewolucji biologicznej i kulturowej. To prawa i zasady tzw. bezosobowego zaufania (z osobami spoza klanu/rodziny), poszanowania godności, własności osób obcych i tym podobne cechy (►SP VII.7).
Duże grupy obcych sobie ludzi mogą współpracować, gdy łączy ich wiara w tzw. wspólny mit i zaufanie rozumiane jako dobro publiczne. Wspólny mit to także mit energetyzujący i mobilizujący do podejmowania wszelkich typów wysiłku kolektywnego. Historycznie najskuteczniejszym generatorem takiego mitu były religie, zwłaszcza abrahamowe. Są one kluczowym, najwydajniejszym składnikiem oprogramowania kulturowego, który napędza zjawisko ultrakooperacji.
Przykładem skoku ewolucyjnego, który usuwa niewidzialny sufit rozrostu wielkości wspólnoty jest różnica między religią Starego Testamentu i chrześcijaństwem. Wyznawcą tej pierwszej można stać się przez urodzenie. W chrześcijaństwie pojawia się nawrócenie, polegające na przejściu rytuału przyjęcia pakietu kulturowego. Rytuał dostępny jest dla wszystkich bez ograniczeń rasowych, kulturowych czy innych.
Podziały my–oni są naturalnym przejawem życia we wspólnotach kooperujących wewnątrz i współzawodniczących o zasoby ze wspólnotami zewnętrznymi. Podziały te są wielowątkowe, wielorakie, liczne, a przy tym bardzo trwałe. Mogą być rasowe, etniczne, językowe, etyczne, ideologiczne (s. 124).
Hierarchie między grupami pozwalają pozyskać racje moralne do tego, aby rasę czy grupę niższą zabić, obrabować, pozbawić godności, nie dotrzymywać wobec niej zasad uczciwości i sprawiedliwości, zmuszać do pracy za mniejsze wynagrodzenie.
Specyficznym przykładem jest status Żydów na terenie Lewantu pod jarzmem kolonizacji arabskiej i islamskiej. Żydzi, niewielka mniejszość, byli obywatelami niższej kategorii. Ich awans w postaci ustanowienia własnego państwa, jaki nastąpił w XX wieku, jest trudny, a nawet niemożliwy do przełknięcia dla ideologów islamistycznych i nie tylko (►OM2 V.1, ramka „Jauhar i losy podbijanych...”).
Oczywistością jest to, że nasze długo- i krótkoterminowe plany bywają sprzeczne. Podobnie jest z lojalnością wobec wspólnot a celami egoistycznymi przynależącej do nich jednostki. W tomie Oni albo my! 2 głównym wątkiem przewodnim jest sprzeczność interesów wspólnotowych w sytuacji konfliktu zewnętrznego – z inną wspólnotą. Esencją tych sprzeczności jest hierarchizacja lojalności względem rozmaitych ośrodków sprawczych.
Przykładem są osoby należące do społeczności zniewalanej lub kolonizowanej, a które są wypychane na stanowiska władzy po to, aby zewnętrzne siły geopolityczne czy biznesowe mogły realizować swoje interesy, które są diametralnie sprzeczne z interesem „ofiar”. Zwykle nazywamy to korupcją elit w koloniach czy quasi-koloniach, a za przykład podajemy rozmaite państwa afrykańskie, które mimo uzyskania formalnej niepodległości w drugiej połowie XX wieku, nadal są pozbawione suwerenności – ale przez mechanizmy ekonomiczne i m.in. w wyniku niezdolności wykształcenia elit odpornych na korupcję w skali międzynarodowej.
■
1 Ten zarzut wymaga dobrze udokumentowanego przykładu – oto on. W wywiadzie z kanadyjskim psychiatrą Jordanem Petersonem ofiara opisuje proces, w którym jako dwunastolatka z lękami wynikającymi z rozpoczętego procesu dojrzewania, zamiast prawidłowej terapii polegającej na oswojeniu się z procesami metamorfozy ciała, została nakłoniona przez szereg osób w randze m.in. lekarzy do przyjmowania tzw. blokerów dojrzewania, a następnie zrealizowała masektomię, czyli amputację piersi. Materiał: https://youtu.be/YSI67eogd74 [dostęp: 2025-04-01].
2 To m.in. gen MCPH1 zob. ►SP II.1 (https://chiny.pl/p/153).
Wszystkie linki zewnętrzne są dostępne na stronie https://chiny.pl/przypisy/feudalizm, w formie kodu QR. Treści docelowe zostały przez Autora zarchiwizowane i w przypadku usunięcia ich z oryginalnych źródeł dostępne w charakterze materiału badawczego po prośbie skierowanej do autora.
Niniejszy przypis:
https://chiny.pl/p/332
Za prostym stwierdzeniem „człowiek to istota społeczna” skrywa się najważniejsza prawda o wszelkiej ludzkiej aktywności. Mamy wszyscy hopla na punkcie naszego miejsca w hierarchii. Wielu z nas ma ten typ uzależnień hormonalnych rozrośnięty całkowicie poza granice samokontroli.
Większość naszej aktywności oraz trosk orbituje wokół kwestii folgowania obsesjom związanym z władzą i domi-nacją nad innymi ludźmi. Wspinamy się na coraz to wyższe szczeble hierarchii, udaje się nam lub nie udaje zdominować innych, bezkarnie ich poniżyć czy zrobić im na złość.
Instynkt dominacji jest często silniejszy niż instynkt przetrwania i rozum. Dlatego wsiadając do samolotu módlmy się, aby pilotom należycie wpojono reguły CRM2 – najlepiej za pomocą silnych elektrowstrząsów. Celem CRM jest należycie ułożyć komunikację między kapitanem a resztą załogi kokpitu tak, aby tzw. „gradient autorytetu” umożliwiał komunikowanie kapitanowi jego błędów. Pisząc językiem książek serii „Wzorce”, w CRM chodzi o powołanie do działania zespołu nastawionego na realizację zadania – którym jest bezpieczne wylądowanie. Na drodze do tego celu potrzebne jest możliwie pełne zdyscyplinownie kognitywne członków, ale przede wszystkim wyeliminowanie specyficznych dla każdej kultury blokad przepływu informacji z dołu w górę hierarchii.
Apodyktyczni kapitanowie, którzy swoją charyzmą (pisząc najdelikatniej) zastraszają, a często wyżywają się nad podwładnymi, mają na sumieniu tysiące ludzkich istnień. Elektrowstrząsy są tutaj żartem. Niestety. Bez takiego ustanowienia dwustronnej drożności kanału komunikacji kapitan ma tendencję do tracenia z oczu wszystkiego, prócz kwestii zachowania własnego prestiżu i autorytetu. Prowadzi to do zaniku zdolności do pracy zespołowej, utraty nastawienia na wspólne rozwiązywanie problemów… a w rezultacie do serii błędnych decyzji i katastrofy samolotu3.
System szkolenia wypracowała amerykańska NASA, a jego implementacja w branży lotniczej zaskutkowała skokowym spadkiem ilości katastrof samolotów pasażerskich w latach 90. XX wieku.
Tam gdzie ludzie giną straszną i spektakularną śmiercią, paląc się żywcem i wrzeszcząc przeraźliwie, system – chcąc nie chcąc – wdrożono. Ale w naszym codziennym życiu szybko takiego systemu tresowania złośliwych małpiszonów mieć nie będziemy4. Brakuje dobitnego, drastycznego impulsu do wdrożenia – ofiary nieokrzesanych małpoludów niestety przeżywają, tyle że w stanie zdominowania.
Ale przede wszystkim, my wszyscy karmimy się przyjemnością (hormonami nagrody)z dominowania nad innymi. Ba! Wielu z nas bez przyjemności tego typu wręcz nie wyobraża sobie życia! Jeszcze więcej… te przyjemności są treścią i sensem naszego życia!
Tymi wszystkimi zachowaniami sterują zza kulis neuro-fizjologiczne mechanizmy, które odpowiadają za złośliwość nie tylko u Homo sapiens, ale i innych małp naczelnych. Nagradzają nas za sukces działkami hormonów nagrody. Te mechanizmy nie pojawiły się one ot tak, bez żadnej potrzeby. Realizacja nagradzanych zachowań zwiększa tzw. fitness, zdolność przetrwania indywidualnego i kolektywnego.
To w tym ostatnim, kolektywnym, Homo sapiens, jako gatunek kooperujący i żyjący w społecznościach, jest arcymistrzem. Ewolucyjnie wykształcone mechanizmy nagradzają nas dlatego, że im wyżej jesteśmy w hierarchii, tym bardziej zwiększamy swoją szansę na zapewnienie sobie i osobom najbliższym, w tym potomstwu, zasobów niezbędnych do przetrwania. Kosztem innych. To właśnie w tym szczególe tkwi diabeł – konfrontacja o logice „my” i „oni”, nasi bliźni albo my.
To właśnie kwestia zdobywania zasobów kosztem innych jest racjonalnym, a przy tym kluczowym rdzeniem naszych hierarchicznych obsesji. Jest racjonalnym pierwiastkiem w pozornie nieracjonalnych zachowaniach złośliwych, pokazach żenującej apopleksji, w którą wpadają ludzie obsesyjnie strzegący swojej powagi i godności.
„Pan nie wie, kto ja jestem! Jeszcze się policzymy!”. Takie zakodowane w naszych instynktach społecznych reakcje są wyjaśnieniem, dlaczego niektórzy – proszę o wybaczenie za użycie na drodze wyjątku tego celnego określenia – dostają pierdolca, gdy coś lub ktoś pozbawi ich „godności” oraz idącego za nią prestiżu i posłuchu u podwładnych czy poddanych. W opowiadaniu Ostatnie życzenie Andrzeja Sapkowskiego konkurent polityczny został w malowniczy sposób pozbawiony godności. Efekt rozumiemy instynktownie:
– Hę, hę, hę – zarechotał nagle burmistrz. – O to akurat się najmniej gniewam. Wawrzynosek podgryzał mnie, na urząd mój dybał. A teraz nie znajdzie już u ludzi posłuchu. Co kto sobie przypomni, jak dostał w dupę…Wyjątkowo zabawnego wglądu w te sprawy dostarcza film Le Mans ’66 (2019, reż. James Mangold). Kierowcą Forda w słynnych wyścigach ma być mechanik samochodowy i rajdowiec łączący dwie niezbędne dla zwycięstwa cechy: natchnione rozumienie działania samochodów oraz skrajny mus stawiania na swoim. Imć wręcz kipiał potrzebą dominowania i ośmieszania wszystkich, którzy tylko się nawinęli. Talent przejawiał się zwykle tym, że śmiertelnie i w wyjątkowo konfrontacyjny sposób obrażał klientów swojego warsztatu. Te widowiskowe dla widza zachowanie pozwala nam sformułować bardzo ważne prawidło:
Od wynagrodzenia w formie pieniędzy ludzie często bardziej sobie cenią okazję do folgowania swoim potrzebom dominowania, poniżania i wyzłośliwiania się wobec współpracowników czy petentów firmy.Andrzej Sapkowski, Wieża Jaskółki
Jednym z najzabawniejszych powiedzonek, jakie zebrałem w tomie Prawidła geopolitycznej gry o przetrwanie, było opisanie Iranu jako wspólnoty narodowej, która powołała do istnienia armię i zaczęła okupować samą siebie. Ta facecja i pozornie prosty żarcik miała jedynie oderwać czytelnika na chwilkę od spraw śmiertelnie poważnych. Ale ma bardzo głębokie drugie dno. Ja sam nie od razu dotarłem do oczywistości, która z uwagi na silne tabu dostrzegania takich ukrytych struktur władzy, dość długo dała się wyczuć, ale nie nazwać. Prawidło jest takie:
Wszystkie społeczności da się opisać jako hierarchiczne systemy opresji i przymusu. Ktoś musi być w dole i wykonywać najmniej prestiżowe prace. Ktoś musi umierać na polu bitwy, by inni, często zupełnie obcy ludzie, mogli przeżyć. Istotą tej struktury hierarchicznej jest wieczny, nierozwiązywalny konflikt osobistych i egoistycznych potrzeb, dążeń oraz praw skonfrontowanych z obowiązkami wynikającymi z potrzeb przetrwania całej społeczności.Ten konflikt interesów najbardziej kontrastowo widoczny jest w tradycyjnej kulturze japońskiego feudalizmu. System relacji społecznych jest w nim przestrzegany skrajnie restrykcyjnie, a z zachodniego punktu widzenia – bardzo często poza granice absurdu. Japończycy zdefiniowali dwa typy dążeń: honne oraz tatemae. Te pierwsze to dążenia prawdziwe, a więc egoistyczne i zwykle stojące w sprzeczności z interesem wspólnoty. Tatemae to piękny obrazek pełnego konformizmu względem grupy, który każdy pokazuje publicznie pod rygorem uruchomienia ostracyzmu bliźnich5.
Przejdźmy do absolutnego sedna. W ekonomii i naukach humanistycznych konflikt interesów jednostki i wspólnoty opisuje się za pomocą pojęcia racjonalnego agenta (ang. rational agent). Jest to indywiduum, które kieruje się wyłącznie swoim osobniczym interesem. Społeczność składająca się z takich „agentów” jest skazana na zgubę. Jest tak, gdyż nie ma w niej takich jednostek, które poświęcą siebie samych i swoje aspiracje na rzecz przetrwania wspólnoty, w tym tych, którzy się nie poświęcą.
Ikonicznym paradoksem przywoływanym przy okazji tematu racjonalnych agentów jest proste spostrzeżenie:
Egoiści (to taki rodzaj socjopatów) świetnie prosperują w społeczeństwie pełnym ludzi gotowych do wyrzeczeń, ale społecznościom pełnym egoistów wiedzie się gorzej we współzawodnictwie ze społecznościami pełnymi ludzi gotowych do poświęceń.Opresyjność wszelkich systemów społecznych i politycz-nych… Ba! Cała ich natura polega na stworzeniu takiego systemu zakazów i nakazów – prawnych, moralnych, religijnych i wszelkich innych – aby „racjonalnych agentów” było możliwie mało. Wynika to z prostej okoliczności konkurowania o zasoby na poziomie wspólnot: między narodami, mocarstwami czy imperiami. To stąd całe bogactwo przypowieści, baśni czy opowiastek dydaktycznych, które przez współczesną tzw. liberalną lewicę i ekstremistów dyrygujących nią i dozujących jej prestiż, nazywana jest m.in. „systemową opresją białego, heteroseksualnego mężczyzny”.
Przypowieści takich jak ta o dobrym Samarytaninie czy filmów w rodzaju Podaj dalej (2000), które są narzędziem trenującym oraz wzmacniającym postawy prospołeczne. Są pakietem indoktrynacji, cywilizowania bądź tresury ludzi dzikich do tego, by były wartościowymi członkami społeczności. Do tego, by przyczyniały się do kolektywnego przetrwania. To tak ujęta logika sprawia, że osoby przedkładające własną wolność, odrzucające dyscyplinę kooperacji i poświęcania się, są nazywane urodzonymi zdrajcami.
Stawką w tej walce Dobra ze Złem – powtórzę niczym w litanii – jest przetrwanie grupowe. Prawidło:
Hierarchie służą temu, by wymusić na członkach wspólnoty zachowania kooperacyjne, w tym akceptację obowiązków, praw oraz przywilejów, należnych z racji zajmowania określonej pozycji lub zasług przede wszystkim typu poświęcania się na rzecz przetrwania kolektywnego.Czym wyżej jesteśmy, tym więcej ludzi zabiega o naszą przychylność i pomoc, tym więcej pogwałceń prawa i obyczaju może ujść nam płazem, tym większym dysponujemy prawem – także prawem kaduka – do zabierania innym owoców ich pracy, terytorium (żerowiska), zasobów niezbędnych do przetrwania, takich jak drewno na opał, tereny łowieckie, złoża ropy i gazu ziemnego. Między prawem i prawem kaduka granica jest niesłychanie płynna. A może po prostu nie istnieje?
To powyższe, uniwersalne prawidło funkcjonowania ludzi kształtuje i będzie kształtować nas wszystkich od zarania istnienia rodzaju ludzkiego po jego kres. Znajdziemy je w każdej wyobrażalnej interakcji między grupami ludzi. Im zajdziemy wyżej, tym więcej będziemy mieć okazji i legitymizacji, by powiedzieć komuś innemu „przekroczył pan czerwoną linię!”. Wreszcie – od pozycji w hierarchii zależy to, kto wysyła na śmierć w obronie całej społeczności, a kto jest wysyłany. To sprawy życia i śmierci6, a co najmniej zdewastowania planów życiowych.
Mechanizmy te działają zarówno na poziomie indywidualnym i kolektywnym. Celem powstania tej książki jest ich poznanie, oswojenie koncepcyjne, a następnie nauka kontrolowania ich tak, abyśmy to „my”, a nie „tamci” byli górą. Abyśmy to my byli źródłem prawa i moralności. Abyśmy to my decydowali, co jest Dobre, a co Złe.
Powtórzmy, choć to oczywiste – każdy człowiek ma swojej naturze wbudowany system pozycjonowania się w hierarchii wspólnoty, której jest częścią. Walkę o możliwie wysoką pozycję w hierarchii mamy zakodowaną w naszej biologii na twardo. Ta nieustanna walka jest główną treścią naszego życia: od poziomu osobistego do geopolitycznych rozgrywek o przetrwanie mocarstw.
Kooperujące, a raczej zdolne do kooperacji społeczności homeostatów same są homeostatami. Te meta-homeostaty rządzą się prawami i regułami, których funkcją jest wymuszanie na członkach wspólnot zachowań wspomagających przetrwanie kolektywne ponad przetrwanie indywidualne. Oto absolutnie najgłębiej sięgające prawidło, które jest tkanką i tworzywem praktycznie wszystkich dylematów czasów wojny i pokoju:
Wspólnota ludzka jest meta-homeostatem, który buduje zdolność swojego przetrwania kosztem i poprzez poświęcenia swoich członków.I tu natykamy się hierarchie. Ci, którzy są na górze, mają prawo nakazywać tym na dole, by poświęcali się dla przetrwania wspólnoty. By ryzykowali życie w czasie polowań. By szli na front i bili się na pierwszej linii z agresorem lub sami będąc agresorami.
Podobna korelacja bezpieczeństwa osobistego i hierarchii jest powszechna w całym świecie zwierząt. Najbanalniejszym przykładem jest życie społeczne kury domowej. Chodzi o siadanie na wyższej grzędzie i miejsce składania jaj. W stanie dzikim nieudomowione kury nocowały na gałęziach drzew i były tym bezpieczniejsze, im dalej od powierzchni ziemi była gałąź. Dalej od grasujących nocnych drapieżników.
W społecznościach pierwotnych, zbieracko-łowieckich, operujących na granicy głodu, częstą regułą jest to, że to ten, kto ustrzelił zwierzynę, pierwszy wybiera tę część, która jest uznawana za najwartościowszą. Najwartościowszą, oczywiście, energetycznie. To forma merytokracji. Ale im bardziej społeczeństwo jest skomplikowane i im bardziej akcentują się specjalizacja i podział pracy, tym bardziej dotkliwe stają się role społeczne, kasty i klasy, do których dany osobnik jest przydzielany niezależnie od potencjału i talentów czy zasług. Pojawia się dyktowany hierarchią, a nie zasługą podział pozyskanych przez wspólnotę zasobów. Pojawiają się takie obserwacje jak ta, którą sformułował Ignazio Silone:
Rząd ma jedno ramię długie, a drugie krótkie: długie służy do brania – sięga wszędzie; krótkie służy do dawania i dosięga tylko tych, którzy są najbliżej.W historycznych społecznościach ludzkich dostęp do żywności lepszej jakości, a nawet do przypraw, był rzeczą cenną i bezcenną. Aktualnie żyjemy w erze wyjątkowej obfitości, jaką zapewniamy sobie dzięki bajecznie tanim kopalnym surowcom energetycznym. Ale w społeczeństwach feudalnych, które nie miały technologii niezbędnych do odblokowania energii zaklętej w oleju skalnym (ropie naftowej) i gazie ziemnym, ani by dokopać się do nieprzebranych pokładów węgla, ucisk był zasadniczo nieodzowny. Zasobów było po prostu za mało. To, jak funkcjonowały relacje społeczne świata ograniczonych zasobów, ilustruje ten ustęp:
Foltest wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Velerad i wielmoża, którzy dotychczas stali, natychmiast rozsiedli się przy stole. Grododzierżca dopił w połowie pełny puchar króla, zajrzał do dzbana, zaklął7.To, co teraz napiszę, zostanie być może uznane za nieintuicyjne, jest jednak jak najbardziej prawdziwe. W erze taniej energii początku XXI wieku 8 miliardów ludzi dzięki spalaniu paliw kopalnych ma do dyspozycji pracę kolejnych 50 miliardów „wirtualnych niewolników”. Jedna baryłka ropy to wręcz niewyobrażalny skarbiec energii. Łatwe do weryfikacji wyliczenia pokazują, że baryłka ropy zawiera odpowiednik od 5 do 7 lat pracy dorosłego człowieka, przy założeniu, że generuje tę energię pracą swoich mięśni dzień w dzień przez osiem godzin8.
Nasza wiedza technologiczna na temat pozyskiwania i wykorzystywania energii z „darów Natury” akumulowała się przez stulecia. Postęp w umiejętności przetwarzania energii to błogosławieństwo współczesnej energetyki atomowej, sabotowane w toku operacji psychologicznych. Wcześniej dominowało drewno oraz jego pochodna, węgiel drzewny, niezbędny w znacznych ilościach do produkcji stali. Ale jeszcze wcześniej były torf i węgiel brunatny, znacznie mniej kaloryczne, ale przecież odpowiedzialne (w pozytywnym sensie) za dostarczenie energii gwałtownie modernizującym się narodom Europy Zachodniej, takim jak Belgia czy Holandia. Bez tego torfu wylesienie było na tyle silne, że potrzeby energetyczne przemysłu i rzemiosła konfliktowałyby z potrzebą przetwarzania żywności. Stałoby się to nieprzezwyciężalną blokadą dla rozwoju cywilizacji w całym tym regionie.
To, że Imperium Brytyjskie porwało się na nadzwyczajny czyn zniesienia niewolnictwa na poziomie systemowym na całym świecie, było możliwe wyłącznie dlatego, że było zdolne do napędzania rewolucji przemysłowej energią z węgla. Ten akt postępu moralności ma więc za fundament nie idee abstrakcyjne wolności, równości i braterstwa, a czysto pragmatyczną kwestię dostępu do energii9.
Na poziomie naszego codziennego życia działają podob-ne zasady, choć generują one nieco inne prawidła. Nie tylko przetrwanie, ale również prestiż i pozycję społeczną budujemy naszą zdolnością do pozyskiwania energii z wywalczonych i należnych mocą „urodzenia” źródeł, a następnie jej wydatkowania. A nawet szafowania nią celem sygnalizowania zamożności!
W feudalnej Europie, ale i we wszystkich innych zakątkach świata, zwierzyna łowna, a więc wydajne źródło cennych protein, była przeznaczona na wyłączność dla właścicieli lasu. Plebs i ludność mieszkająca przy lasach zwykle mogła jedynie kłusować, żeby uszczknąć trochę z bogactwa białek zwierzęcych. Nie dla psa kiełbasa!
Tego typu hierarchie dostępu do energii niosły nie do końca oczywiste konsekwencje. Ci, którzy mieli dostęp do większej ilości żywności, którzy rzadziej cierpieli głód i nie musieli znosić permanentnego niedożywienia, byli zdrowsi, więksi i silniejsi. Stąd już tylko jeden krok do ideologii głoszących, że szlachta i ci, którzy są na szczytach hierarchii, są ulepieni z lepszej gliny albo po prostu „lepsi”.
Tak jak wcześniej, tak i dziś epatowanie bogactwem to nic innego, jak szastanie energią. Miliarderzy i milionerzy, często po prostu na pokaz, zużywają więcej energii – latają prywatnymi odrzutowcami, jeżdżą samochodami o silnikach większej pojemności, otaczają się przedmiotami zbytku, których wytworzenie wymagało zużycia znacznego nakładu energii. No ale kto bogatemu zabroni?
Podsumowując, pozycja w hierarchii determinuje pierwszeństwo przy podziale zasobów. Zajmowana pozycja władzy w społecznościach homeostatów determinuje dostęp do energii, w tym prawo do jej zużywania. Zakończmy prawidłem:
Miarą postrzeganego prestiżu i pozycji w hierarchii jest ilość zużywanej energii. Miarą wartości przedmiotów materialnych czy nawet relacji międzyludzkich jest ilość energii potrzebna do ich stworzenia i utrzymania. Pieniądze (a więc także środki płatnicze i „nośniki długu”) to w swojej najgłębszej istocie certyfikaty zużycia energii – w przeszłości bądź przyszłości.Pierwotnie ten tom miał nosić tytuł Oni albo my! 3. Powód był i jest oczywisty – przy zmaganiach o pozycję w hierarchii wywalczanie lub inne formy negocjowania podziału na „onych” na górze i „nas”, chudziaczków na dole jest głównym wątkiem ludzkiej aktywności we wszelkich sferach życia.
Dziedzictwem feudalnej zależności Polski od Związku Sowieckiego i wcześniej carskiej Rosji jest świetnie dostrze- gany przez Polaków rozdźwięk między władzą a obywatelami. „Oni” to partia (lokalna klika dominująca całą resztę), za którą stała wola Wielkiego Brata. „My” to ludzie, którzy staraliśmy się jakoś przeżyć, zachować godność i odchować dzieci. Przywołując dowcip z czasów PRL, na poziomie geopolitycznym braterska współpraca między Związkiem Sowieckim to „Oni”, którzy kochali nas za żarcie i „my”, którzy kochaliśmy ich za wzięcie. Rozdźwięk między władzą a ofiarami systemu, będącymi najniżej w hierarchii systemu politycznego PRL, był klarowny, praktycznie czarno-biały.
Głównym problemem elit każdej społeczności jest nieuchronna monopolizacja władzy i bogactwa. Problem jest rozpoznany i nazwany frazą „dystans władzy” (ang. power distance). Niewłaściwe balansowanie prowadzi do utraty tzw. spójności społecznej (ang. social cohesion) i buntów społecznych. Tak było w feudalnej Europie, tak w historycznych Chinach, tak w Polsce Ludowej itd. Tak też zawsze będzie. Przykładem współczesnym jest praktycznie pełne załamanie systemu demokratycznego na Wyspach Brytyjskich, ale i pojawiające się jego symptomy w Polsce. W przypadkach totalitarnej kontroli władzy, przejawem buntu są takie zjawiska, jak odmowa uczestnictwa w „wyścigu szczurów”, będąca plagą ostatnich lat w Chinach, gdzie znana jest jako „leżenie płasko” (zob. s. 613, „Brak mobilności – brak motywacji”).
Istotą problemów takich jak dzietność jest to, że na decyzję o prokreacji wpływa percepcja możności awansu społecznego oraz szans wypracowanie przemyślnością i ciężką pracy szans na godne życie. W czasach świetności narody generują swoje bogactwo dzięki uruchomieniu potężnych zachęt motywujących masy. To „amerykański sen”, „chiński sen”, „russkij mir”. To coś, co sprowadza się do często niepisanej umowy między elitami, a „pospólstwem”, którą określa się terminem „kontrakt społeczny”. Ciężko pracujący ludzie mogą swoją ciężką pracę i poświęcenie zamienić na godność, prosperitę i poczucie realizacji jakiegoś wielkiego celu. W bardzo błędnie skonceptualizowanej, a przy tym nie odkrywającej Ameryki książce Czasy ostateczne. Elity, kontrelity i ścieżka dezintegracji Peter Turchin identyfikuje „nadprodukcję elit” jako kluczowy mechanizm prowadzący nieuchronnie do utraty spójności społecznej. Prawdą jest coś innego. Ci, którzy są relatywnie wyżej, a więc nie tylko elity, betonują swoją pozycję, blokują wszystkim poniżej możliwość awansu. Stopniowo, a potem lawinowo znika motywacja do wszelkiej aktywności ekonomicznej.
Esencją tech mechanizmu jest jednak to, że psuje on mechanizmy motywacyjne we wszelkich sferach ludzkiej aktywności, a nie jedynie w sferze nadprodukcji elit. Ta jest jedynie jednym z symptomów rozpadu systemu hierarchii, pozwalających społeczeństwom funkcjonować produktywnie. Przykładem nam bliskim, Polsce trzeciej dekady XXI wieku, jest to, jak te mechanizmy sił psychohistorii przejawiają się w m.in. w tym, że młodzi ludzie nie mają możliwości zapracowania na własne mieszkanie i stworzenia podstaw ekonomicznych do założenia rodziny.
Stworzony w obrębie cywilizacji chrześcijańskiej gmach metody naukowej jest kwintesencją odejścia od feudalnych konstrukcji świata społecznego oraz od myślenia „plemiennego”, konfliktującego z ideami ultrakooperacji.
Nauka to system generujący twierdzenia o świecie i prawidłach, w rytm których następują w nim wszelkie zdarzenia i procesy. Kluczowa różnica między systemem nauki a systemami religijnymi i magicznymi sprowadza się do odrzucenia wpływu kwestii hierarchicznych na wysiłek poznawania. W religijnym ujęciu świata prawda o świecie jest objawiona. W nauce o tym, kto zostanie uznany za źródło Prawdy, decydują argument, dowód i eksperyment. Trzy fundamentalne cechy myślenia naukowego to:
Uniwersalizm – każdy ma do niej dostęp, każdy może ją nabyć i współtworzyć, gdyż jest ona swobodnie dostępna.Nie jest ona objawiona nielicznym bądź nadana w jakimkolwiek akcie. Jej podstawową cechą jest twierdzenie, że nie ma absolutnych autorytetów. Powtarzając za Robertem Mertonem: dowody potwierdzające prawdę są dostępne każdemu. Nie istnieją uprzywilejowani obserwatorzy.
Nauka jako taka z samej swojej natury prowadzi do rewolucji. Jest bowiem w immanentnej sprzeczności z większością modeli władzy – przede wszystkim z systemami feudalnymi mentalnością plemienną.
Innym aspektem tak rozumianej wiedzy jest ponad-kulturowość. Jeszcze innym – odseparowanie jej domeny od tych dziedzin ludzkiego życia, w których hierarchie decydują o wszystkim. Dobrą alegorią jest system przepisów ruchu drogowego. Pierwszeństwo ma nie ten, kto ma droższy samochód czy większy pęd (masa razy prędkość razy cena). O pierwszeństwie przejazdu decydują zasady działające jednakowo na wszystkich.
Intersubiektywna sprawdzalność twierdzeń i uni-kanie subiektywizmu – Każdy może sprawdzić prawdziwość twierdzeń na własną rękę. Innymi słowy – wiedza generowana przez naukę jest opisem stanu świata niezależnym od obserwatora.Oparcie na dowodach rzeczowych – prawdziwość twierdzeń o świecie nie jest objawiona ani oparta na autorytecie. Decydują o niej zgromadzone dowody popierające zasadność twierdzeń oraz wyniki replikowalnych eksperymentów.Tyle szczytne i wzruszające ideały. W rzeczywistym świecie mamy bizantyjski ceremoniał świata akademickiego, który zdominowany jest przez arogantów z ego rozdętym do rozmiaru Obłoków Magellana. Mamy setki i tysiące bezwartościowych badań, pisanych wyłącznie dla osiąg-nięcia prestiżu i pozycji, a więc także tzw. paper mills10.
Mamy też wrogie przejęcia przez ekstremistów ideologicznych. Przykładem tego ostatniego jest słynna afera z nazi-feministkami, które przyjęły do druku tekst Our Struggle is My Struggle, plagiatujący obszerne fragmenty Mein Kampf Adolfa Hitlera, w których w miejsce słowa „Żydzi” autorzy prowokacji wstawili słowo „mężczyźni”11.
Współzawodnictwo o prestiż i pozycję zamiast na argumenty i determinację rozgrywa się dla celów czysto hierarchicznych. O dominację ideologiczną, granty i wspięcie się na pozycję, z której da się gnoić wszystkich potencjalnych konkurentów i monopolizować pozycje głosicieli Jedynej Prawdy.
W Potopie Sienkiewicza czytamy o Szwedach, którzy sprytnie wykorzystywali napięcia i rozbieżności w balanso-waniu władzy między szlachtą i władzą królewską Polski:
Historia drugiego takiego przykładu nie podaje! Tfu! Tfu! Panie kawalerze! Kanalia w tym kraju żywie bez sumienia i ambicji!… I taki kraj nie ma zginąć? Na łaskawość się szwedzką oglądali! Będziecie mieć łaskawość! Już tam w Wielkopolsce Szwedzi szlachcie palce w kurki od muszkietów wkręcają!… I tak wszędy będzie – nie może być inaczej, bo taki naród musi zginąć, musi pójść w pogardę i w służbę do sąsiadów!12Grzmiąc dydaktyczną przyganą nasz Sienkiewicz myli się potężnie. Historia podaje wiele „takich przykładów”. Wzmianki o scenariuszu zdrady można znaleźć w relacjach historycznych z wszelkich imperialnych podbojów. Ucisk feudalny natywnej elity bywa tak dotkliwy, że poddani chętnie dawali się nabrać i zmieniali swoich dotychczasowych oprawców na kogokolwiek.
Tak było z muzułmańskimi kolonistami w czasie rekonkwisty, którym ichniejsze elity naprzykrzały się z potrzebami wypierania z Półwyspu Iberyjskiego chrześcijan. Wcześniej, w pierwszej fali świętej wojny (dżihadu) w VII wieku, gdy arabskie hordy w błyskawicznym tempie podbijały coraz to nowe terytoria, było tak z podbijanymi przez islam ludami chrześcijańskimi – poddawały się one podbojom licząc na lepsze traktowanie przez nowych władców.
Ale najbardziej przemawiającym do wyobraźni przykładem jest kontrprzykład. Jest nim metoda podbojów użyta przez Aleksandra Wielkiego. Stałym punktem jego strategii podbijania kolejnych krain było „wyzwalanie” ludów ujarzmianych przez swoje własne elity. Aleksander dawał im godność i zmniejszał opresję polityczną i podatkową. Był postrzegany jako wyzwoliciel w takim samym sensie, w jakim ludność sowieckiej Republiki Ukrainy w czasie niemieckiej inwazji na ZSRS w 1941 roku, witała maszerujący Wehrmacht chlebem i solą, widząc w nim wyzwoliciela i koniec bolszewickiego, a więc „wszelkiego” ucisku. Jedynie dla porządku dopiszę – do czasu.
To wszystko już było. I będzie. To wieczne prawidło. Trik skuteczności Aleksandra Wielkiego polegał na działaniu z pragmatycznej kalkulacji, a nie uwalniania sponiewieranych i zniewolonych z dobroci serca. Zdobywcy i twórcy nowego porządku uwalniają podbijanych z ucisku starego porządku hierarchicznego, aby narzucić własny, wielokroć dotkliwszy, gdyż nie łagodzony działaniem wspólnoty kulturowej czy historycznej.
W czasach panowania chińskiej dynastii Zhou (1022–256 p.n.e.) setki lenników i gubernatorów podlegających królowi miast-państw i prowincji walczyły między sobą o przetrwanie. To właśnie przetrwanie było impulsem motywacyjnym dla całej ich aktywności.
Ten reżim zdołał przetrwać, który zdoła sprzęgnąć machinę gospodarczą, populacyjną i militarną w najsprawniej zarządzany system homeostatyczny. Przetrwa ten, kto kosztem sąsiadów zgromadzi więcej zasobów i zaprzęgnie je do zbudowania większej siły militarnej, a przez to przejmie kontrolę nad zasobami sąsiadów sprawnością, podstępem, podbojem, czy – zgodnie z zaleceniem autora Sztuki wojny – w sposób wymykający się percepcji.
Tytuł hegemona całego świata zdobył w końcu jeden z władców państwa Qin – znamy go jako Pierwszego Cesarza. To jego wysiłek zwieńczył trwający całe pokolenia proces generowania potężnej machiny podbojów, która kosztem setek tysięcy zabitych i zniewolonych połykała coraz to kolejnych sąsiadów. Ale prawidła istnienia imperiów, generujące siłę ekonomiczną i militarną, przyniosły w nieuchronny sposób koniec potężnego imperium. Świeżo podbite ludy nie dawały się spacyfikować i ujarzmić.
Ale… tu widzimy kolejne prawidło historii. Obalenie Qin nie oznaczało powrotu do starych porządków – do przywrócenia suwerenności ówczesnych chińskich narodów. Próżnię po starym reżimie wypełniło kolejne mocarstwo. Szczęśliwie dla tych w dole, nowa władza cesarska była nieco mniej opresyjna. Ale to jedynie dlatego, że dotkliwy dla zwykłego człowieka, ale nieodzowny wysiłek wygenerowania nowego porządku cywilizacyjnego zrealizowało totalitarne Qin. Gdy brudną robotę odwalił ktoś inny, kolejna dynastia, Han, przyszła na gotowe, by z fundamentów wzniesionych przez poprzednika grzmieć krytyką pracy, która była fundamentem jej własnej potęgi i chwały. Jednym z tych fundamentów był potężny system fortyfikacji, który znamy jako Wielki Mur Chiński, a który separował świeżo powstałe imperium od bezustannych najazdów barbarzyńców z północnych stepów.
Współcześnie żyjemy w czasach określanych bardzo celnie jako Pax Americana. To Stany Zjednoczone pilnują pokoju, czyli tego, że żaden pretendent nie podejmie próby obalenia porządku rzeczy. Pilnowanie pokoju jest bowiem realizowane strategią blokowania wszystkim uczestnikom geopolitycznej gry możliwości wzrostu w siłę.
To Stany dyktują swoje wartości, praktyki biznesowe czy co tam jeszcze. To Ameryka, mając olbrzymią przewagę siły militarnej nad wszystkimi innymi mocarstwami, trzyma je wszystkie w dole. Tym pilnowaniem, aby żaden potencjalny konkurent nie zagroził pozycji Stanów Zjednoczonych, Amerykanie nieuchronnie tworzą „zachętę” do „buntu”. Do powstania sił, których głównym celem jest zrzucenie jarzma aktualnego suwerena. I na dobre, i na złe.
Istotą stabilności Pax Americana, a więc siły geopolitycznej Stanów, jest to, że są one w stanie zapewnić wszystkim w miarę sprawiedliwy dostęp do energii – ropy i gazu ziemnego. Zasadniczo wolny rynek energii sprawia, że może poza samymi Stanami, nikt nie ma swobody i zdolności nakładania sankcji i stosowania szantażu wobec innych, równorzędnych graczy. To kontrola przepływów energii jest rdzeniem relatywnego braku konfliktów na świecie – systemu, którego jesteśmy wszyscy i sarkającymi na brak sprawczości więźniami, i beneficjentami. Kluczem tego „postępu moralności” jest wbudowana w system kalkulacja, wedle której bardziej się potrzebne zasoby opłaca nabyć drogą handlu, niż zagrabić. Utrata przez Stany tej władzy, w tym do bezkarnego eksploatowania swoich sojuszników, wasali i junior-partnerów oznacza dla całego świata chaos i pogrążenie się w plemiennych waśniach. Ten mechanizm omówimy bardzo dokładnie w VII i VIII części tej książki.
Wracając na chwilę do passusu z Potopu, tego o Szwedach wkręcających palce zdrajców w kurki, zrozumiemy analogie między szwedzkim kuszeniem polskiej szlachty a chińskim kuszeniem pomniejszych mocarstw i zwykłych ludzi za pomocą sojuszu BRICS. Zrozumiemy cel powołania ideologii nowego, tętniącego okazjami wzrostu, pięknego, sprawiedliwego podziału bogactw świata między tych, którzy zdradzą swojego dotychczasowego suwerena – odejdą od dolara, przestaną wspierać Izrael i porzucą swoje miejsce w dotychczasowej hierarchii by znaleźć lepsze, sprawiedliwsze, w świecie „globalnego południa” poukładanym przez Chiny.
W rozgrywkach tych, toczonych na najwyższym poziomie – o władzę nad światem – kwestie hierarchii są kluczowym aspektem. To hierarchia decyduje, które z państw podlegających jakiemukolwiek hegemonowi zdoła zachować wolność samo-stanowienia i owoce swojej pracy.
Kto zaś wierzy, że wzruszająco piękne obietnice otwarcia wszystkim drogi do wzrostu, Chiny odmalowują po to, by świat mógł swobodnie doganiać hegemona chińskiego, w rytm zasad fair-play rodem ze szczytnych idei olimpijskich, jest naiwnym dzieckiem. Albo zdrajcą. Zdrajcą energetyzowanym jakimś rodzajem obiecanej, uprzywilejowanej pozycji w nowym porządku.
Nadal będzie to pozycja pod butem kolejnego pana, pod który będą zaglądać zespoły anty-kolonialne, cytujące formułkę typu „w imieniu Polskiego Państwa Podziemnego”.
Prestiż i ulokowanie u szczytów hierarchii władzy sprawia, że ci władni zyskują moc dyktowania swojej woli innym. Taka pozycja daje dostęp do wszystkiego. Od energii zaklętej w paliwach kopalnych do nagród hormonalnych pozyskiwanych z poczucia bycia w jakiś sposób lepszym od tych, którym przyszło bezradnie godzić się z biegiem rzeczy, brakiem perspektyw na awans i poniżeniem.
Któż lepiej rozumie te mechanizmy budowania prestiżu i wpływu lepiej niż pisarz czy artysta tworzący monumentalne czy zwykłe dzieła? Któż lepiej rozumie niż polityk trenujący tembr głosu czy zakładający krawat, białą koszulę i wbijający się w możliwie drogi garnitur? Któż lepiej niż każdy z nas, żyjących ponad stan czy kupujących przedmioty statusowe13? Wszyscy przecież staramy się jeździć do miejsc emanujących prestiżem, lansem i ważnością, aby stamtąd wysyłać pocztówki albo wstawiać fotografie w nasze media społecznościowe… zamiast przyznać się do bytności w jakiejś mieścinie bez znaczenia?
Wszystkie te zabiegi mają znaczenie. Uruchamiają neurofizjologiczne mechanizmy w umysłach wyborców, widzów i czytelników, rodziny i znajomych. Wszystkie plasują nas wyżej lub niżej. Wpływają na postrzeganie nas u innych ludzi i przez nas samych. Wszystkie decydują też o naszym prestiżu, zdolności „wyprodukowania” potomków… i o przetrwaniu.
Szanghaj, styczeń 2025
1 Dowcip, którym uporczywie bombarduję prowadzonych przeze mnie tajwańskich adeptów języka polskiego. Znać idiomy to znać język.
2 Ang. Crew Resource Management, czyli System Zarządzania Załogą.
3 Wyjątkowo wyrazistym przykładem jest katastrofa Korean Air Cargo 8509 z grudnia 1999 roku. Kapitan, były dowódca wojskowy wysokiej rangi tak sterroryzował drugiego pilota, że tamten nie odważył się sygnalizować błędów i utraty tzw. świadomości sytuacyjnej u swojego przełożonego. ►SP.VII.2 „Patologie” japońskiej kultury biznesowej.
4 Propozycję jego architektury prezentuję na s. 309.
5 Fascynujące meandry japońskiej, obsesyjnie hierarchicznej kultury biznesowej znajdzie czytelnik opisane w książce Japoński kod kulturowy (wydanie polskie Etiuda, 2020). Natomiast wręcz niepojęte najciekawsze „kwiatki” zawarłem w Siłach psychohistorii, w rozdziale ‚Patologie’ japońskiej kultury biznesowej (►SPVII.2). Wszystkie odwołania do rozdziałów książek własnego autorstwa czytelnik może pobrać bezpłatnie w formie ePub oraz PDF z licencją na druk na użytek prywatny. Link do pakietu na s. 12.
6 A o sprawach dowodzenia i wysyłania innych na śmierć powstaje już osobny tom serii „Wzorce” – Wzorce dowodzenia.
7 Andrzej Sapkowski, opowiadanie Wiedźmin.
8 Zawartość energetyczna baryłki ropy to BOE 1700 kWh. Gdy przeliczyć zdolność produkcji energii elektrycznej przez dorosłego człowieka, szacowanym rezultatem jest: 75 W × 8 h × 2831 dni. Zob. ►PGG IV.1.
9 Oprócz tego, że Imperium Brytyjskie mogło sobie na tę ekstrawagancję pozwolić, faktycznie działał postęp moralności w zakresie traktowania ludzi i „podludzi”. Podmiotowość była przyznawana ludziom innych ras i etnosów w sposób, do którego podbijani przez nacje europejskie tubylcy nie byli zdolni z uwagi na ich utwierdzone dziedzictwo kulturowe. Innym wątkiem jest pragmatyczna kwestia tego, że zniesienie niewolnictwa dotykało konkurentów Anglii znacznie dotkliwiej, niż samą Anglię, zdolną do zastąpienia niewolniczej i quasi-niewolniczej siły roboczej pracą maszyn.
10 Chodzi o niezwykle wyrafinowane i działające na szeroką skalę przedsięwzięcia polegające na nabywaniu za pieniądze autorstwa prac naukowych. Z doniesień relacjonujących walkę z tym zjawiskiem wynika poniekąd, że prestiżowe pisma naukowe są silnie zaangażowane w proceder, co wynika z przebiegłego skomponowania zależności finansowych i innych zachęt.
11 Więcej o tej sprawie z 2018 r. patrz ►SP VII.10.
12 Henryk Sienkiewicz, Potop, r. XXV.
13 Do dziś pamiętam moment nagłego zrozumienia tych kwestii, gdy w powieści Cyklop Clive’a Cusslera jako licealista przeczytałem opis osobnika przeraźliwie chudego, który „wyglądał jak młodszy księgowy, który odejmuje sobie od ust, aby kupić złoty zegarek”. Będzie mi bardzo miło, jeśli, Czytelniku, pofatygujesz się przekazać mi opis własnego momentu oświecenia.
Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.
Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.
Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.
Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.
Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.
Ludzkie społeczności to setki i tysiące kultur, które łączy jedna bardzo szczególna cecha. W przekazywanym międzypokoleniowo oprogramowaniu kulturowym centralne miejsce zajmują obyczaje związane z dzieleniem się zasobami – przede wszystkim żywnością.
Kluczowym, wiecznym dylematem jest kwestia poczucia faktycznie realizowanej i postrzeganej sprawiedliwości przy podziale deficytowych dóbr bądź nadwyżek. Ten dylemat zaszyty jest w spory ideologiczne na najwyższym poziomie – konfrontację kapitalizmu i marksizmu.
Tradycja to proces przekazywania zwyczajów, praktyk i przekonań z pokolenia na pokolenie. Rytuał to procedura – seria działań wykonywanych zgodnie z ustalonym porządkiem. Rytuał jest często siłą rzeczy osadzony w większym systemie symbolicznym, takim jak religia, ideologia czy filozofia.
Rytuały pomagają zmniejszyć indywidualne i zbiorowe lęki, zwłaszcza gdy my sami, nasza rodzina lub cała społeczność stoi w obliczu niepewnych czasów lub kryzysu. Modląc się lub śpiewając wspólnie, ludzie czują się połączeni i wspierani, a ich niepokój i niepewność są redukowane. Takie zachowania widzimy w czasach szczególnych wydarzeń. Współcześnie mieszkańcy Paryża gromadzili się i doznawali silnych emocji przy wspólnym śpiewie, gdy obserwowali, jak katedra Notre Dame płonie w 2019 roku.
Najstarszym dowodem archeologicznym na istnienie rytuałów jest celowy pochówek bliskich. Najstarszy przykład został odnaleziony na górze Karmel w Izraelu. Około 130 tysięcy lat temu neandertalska kobieta została pochowana przez swoją społeczność, która wyposażyła zmarłą w narzędzia codziennego użytku.
Przekonania na temat wpływu dzielenia się jedzeniem na relacje międzyludzkie to najważniejsze elementy naszego oprogramowania kulturowego – dawniej i dziś. Stwierdzono, że dzielenie się jedzeniem i napojami postrzegane jest jako czynność zwiększająca poziom znajomości i przyjaźni. W jednym z eksperymentów realizowanych w kontekście restauracji badacze odkryli, że w sytuacji, w której spodziewane jest wspólne jedzenie posiłku, ludzie bezwiednie zamawiają dania i napoje, którymi łatwiej się podzielić. Niemal identycznie przejawiającą się prawidłowość wykryto u osób pochodzących z tak odległych kultur jak chińska i amerykańska. W obszarach zurbanizowanych i uprzemysłowionych dzielenie się jedzeniem stało się symbolem współpracy1.
W perspektywie ewolucyjnej dzielenie się jedzeniem jest postrzegane jako ważny rytuał dzielenia się zasobami. Osoby inicjujące dzielenie często zakładają wywołanie reakcji wzajemności – najczęściej w długiej perspektywie2.
Niezwykle ciekawego wglądu dostarcza tzw. hipoteza tolerowanej kradzieży i przywłaszczania3. Hipoteza opisuje zachowania w sytuacjach, w których marginalna wartość jednostki pożywienia jest znacząco różna dla dwóch osób (mówiąc po ludzku: przywłaszczający jest skrajnie godny, a posiadacz ma nadmiar). W takich sytuacjach okradany rezygnuje z własności, gdyż nie jest ona warta ryzyka.
Ryc. 1. Dzielenie się upolowaną i uwędzoną zwierzyną w czasie ceremonii ludu aborygeńskiego Bunun na Tajwanie (na zdjęciu ceremonia plemienia Chulai). W czasie głównej części myśliwi po kolei skandują ceremonialną formułę: poszedłem na polowanie, ustrzeliłem zwierza, wróciłem do plemienia, podzieliłem się ze wszystkimi (treść przeredagowana celem skrótu).Inna obserwacja antropologów dotyczy już kwestii statusowych i demonstrowania „zamożności”. Okazuje się, że mężczyźni mają tendencję do pozyskiwania większej zdobyczy (przede wszystkim przy polowaniu) po to, aby przyciągnąć zainteresowanie osób przechwytujących nawet znaczną jej część bez rekompensaty. Zjawisko wyjaśniane jest tym, że do osób przejmujących należą kobiety. Taki rodzaj dzielenia się zasobem jest więc dla myśliwego strategią zwiększenia dostępu do kobiet, a więc i wzrostu prawdopodobieństwa wyprodukowania potomka.
Podobną funkcję pełnią zachowania etykietowane koncepcją kosztownej sygnalizacji. Osoba posiadająca duże ilości zasobów dzieli się nimi hojnie nie w oczekiwaniu na rozliczaną skrupulatnie wzajemność, ale po to, aby zadeklarować gotowość do kooperacji w przyszłości.
„Kredytowanie” beneficjentów podnosi status rozdającego, a w praktyce jego atrakcyjność jako partnera do prokreacji czy objęcia roli przywódcy – bo ten na górze jest decydentem tego, jak pozyskane przez wspólnotę dobra zostaną rozdzielone pomiędzy jej członków. Tu przywołuję przykład także pochodzący od ludu Bunun. W czasie świniobicia obyczaj nakazuje obdarować członków rodziny konkretnymi częściami ubitego zwierzęcia. Usankcjonowanie obyczajem tego rozdziału sprawia, że nie pojawia się zazdrość czy poczucie niesprawiedliwości u obdarowywanych. A więc spójność rodzinna jest niezagrożona. Można tu wspomnieć o żartobliwej, ale wyjątkowo celnej opinii dotyczącej gry „Monopoly”. Nic jak rodzinna, niedzielna rozgrywka nie potrafi tak dramatycznie skłócić członków rodziny.
Ale z punktu widzenia hierarchii formą najciekawszą dzielenia się zasobami jest nepotyzm, czyli faworyzowanie osób spokrewnionych. W zależności od kontekstu – komplikacji kultury czy obyczajowości – faworyzowanie osób powiązanych może być czynnikiem zwiększającym lub zmniejszających tzw. spójność społeczną. Najważniejsza jest tu kwestia ultrakooperacji, a więc przejawiania tzw. bezosobowej prospołeczności – zachowań altruistycznych wobec członków grupy własnej, ale nie powiązanych relacjami pokrewieństwa.
W telegraficznym skrócie: chodzi o zdolność społeczności do przebicia niewidzialnego sufitu populacji. Do pewnej liczebności (tradycyjnie przyjmuje się, że jest to ok. kilkuset osób) zachowania nepotystyczne są korzystne.
Czym większa populacja społeczności, tym większa szansa na to, że wygra współzawodnictwo o zasoby z konkurentami (sąsiednimi mocarstwami itp.). Wzrost liczebności wspólnot (homeostatów geopolitycznych, od tych w skali plemion do mocarstw), „nas” w opozycji do „oni”, jest skutkiem pojawienia się nowej presji ewolucyjnej – na zwiększenie liczebności.4 A najlepszą taktyką werbowania nowych członków wspólnoty jest demonstrowanie hojności i sprawiedliwości przy podziale wspólnych dóbr. Korzyści przynoszą zachowania prospołeczne, a więc i dzielenie się jedzeniem z nieznajomymi.
Jedną z podstawowych reguł sterujących zachowaniami altruistycznymi jest to, że z punktu widzenia jednostki rozdawanie innym zubaża ją – staje się ona mniej zasobna niż jednostka skąpa lub unikająca realizowania zasady wzajemności. Ale… grupy zawierające więcej altruistów są faworyzowane w ewolucji ponad te, które mają ich mniej.
My to prawidło rozumiemy przez skórę – bez słów. Niezależnie od tego, czy odpowiadają za to instynkty dziedziczone genetycznie, oprogramowanie kulturowe czy też jakieś zjawisko emergentne, efekt jest niewątpliwy. Ten, kto na pozycji władzy uruchamia nasze zachowania wzajemnościowe i kooperacyjne, zyskuje szacunek i prestiż.
To prawidło ludzkiej natury odpowiada i za powstawanie patologii władzy i skuteczność „fałszywych ideologii”, i za to, że zdolni jesteśmy budować potężne cywilizacje i imperia.
Ale najważniejszym spostrzeżeniem jest tu dla nas coś jednocześnie oczywistego i nieoczywistego. Coś, co będzie obecne w wielu innych miejscach tej książki:
Opresyjne hierarchie nie zniknęły dzięki postępowi techniki i moralności. One zostały jedynie zakamuflowane i uśpione, przypudrowane makijażem obfitości i nadzwyczajnej taniości i dostępności energii.■
1 H. Kaplan, M. Gurven, The Natural History of Human Food Sharing and Cooperation, University of New Mexico 2005.
2A cross-cultural study of beliefs about the influence of food sharing on interpersonal relationships and food choices, https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0195666321000374 [dostęp: 2025-04-12].
3 Zaproponowana przez Blurtona Jonesa w 1982 r.
4 Wynika to z prawa kwadratu Lanchestera. Zob. ►SP X.4, ramka „Matematyka przewiduje wyniki bitew”. Prawidło w przybliżeniu: Czym niższe zaawansowanie cywilizacyjne i/lub różnica w technologiach wojennych, tym bardziej ilość, a nie jakość czy zaawansowanie technologiczne decy-dowała o zwycięstwie w wojnach i bitwach.
Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.
W potocznym i oswojonym sposobie rozumienia hierarchie służą przenoszeniu decyzji. Ci na górze decydują, a ci na dole słuchają. Czego nie przyjmujemy do wiadomości, to to, że hierarchie są kanałem transmisyjnym innych sił wpływających na działanie ludzi i wspólnot, do których należą. Nasza wojująca ignorancja to często efekt działania tabu i „szarych stref percepcji”, maskujących całe sfery oddziaływań skrytych i nieuprawnionych w oficjalnym stanie rzeczy. Przykładem jest manipulacja percepcją wyborców we współczesnych systemach demokratycznych.
My zdajemy sobie sprawę z istnienia tych zawiłości… ale z uwagi na istnienie silnego tabu w kwestii idei przewodniej – mitu równości ludzi – rozumiemy te sprawy wybiórczo. Oto najważniejsze siły, które propagują się przez relacje hierarchiczne:
użycie siły fizycznej i przymusu;skuteczne pociąganie do odpowiedzialności za zachowania antyspołecznie (rozliczalność);ustanawianie modelu awansu i degradacji jednostek w strukturze społecznej. To m.in. przydzielanie i pozbawianie miejsca pracy i typu prac, które realizuje jednostka, a które generują właściwy sobie poziom prestiżu dla wykonawcy;egzekwowanie (wymuszanie) przestrzegania norm wspólnotowych. Tym zajmują się wyspecjalizowane elity – tradycyjnie kapłani i duchowni zarządzający sektorem „moralności” i obyczajowości oraz władza świecka ze skodyfikowanym prawem i monopolem na przemoc.Siła fizyczna i prawo do użycia przymusu są podstawą legitymizacji władzy. Każdej władzy. Prawidłowość ta wynika z prostego faktu, że aby wyegzekwować działanie praw i odpowiedzialności oraz dokonać redystrybucji dóbr wygenerowanych przez wspólnotę, trzeba bardzo często decydować wbrew opinii i poczuciu sprawiedliwości bezpośrednio zainteresowanych jednostek. Zwłaszcza w sytuacji ograniczonych zasobów, czyli zawsze.
Władza, którą dysponują ci na górze hierarchii każdej wspólnoty, oznacza możliwość użycia przemocy. Zasada ta jest przejawem jeszcze bardziej ogólnego prawidła: społeczności homeostatów kooperujących (np. obywatele państwa narodowego) same są homeostatami (superorganizmami!), a swoją zdolność do przetrwania pozyskują kosztem jednostek, które do nich przynależą.
Bodaj najważniejszą prawdą o ludzkiej naturze, której nie przyjmujemy do wiadomości z uwagi na indoktrynację do ideologii „liberalnych”, stawiających na piedestale wolność osobistą, jest to, że hierarchie służą do wymuszania na jednostkach zachowań kooperacyjnych1. Ustanawiając hierarchie wspólnota uzyskuje zdolność funkcjonowania i trwania, ale kosztem wygody, wolności, swobód osobistych, a często życia jednostek wchodzących w jej skład.
Współczesne ekstremistyczne ideologie feministyczne z wymalowanym na sztandarach obaleniem wszelkich hierarchii definiują bezwarunkowo nadawaną wolność jednostki jako całkowicie nieskrępowane „róbta, co chceta”. Wszelkie ograniczenia tak rozumianej „wolności” nie podlegają restrykcjom etycznym innych członków społeczności, powiązanych z przetrwaniem kolektywnym. To dlatego ekstremistki feministyczne mają za swojego głównego wroga wszelkie opresyjne hierarchie „patriarchatu”.
Taka postawa jest de facto przyjęciem postawy skrajnie egoistycznej, w której jednostce należą się wszelkie przywileje… ale nie jako wynagrodzenie za poświęcenie osobistych celów i przyjmowanie na siebie odpowiedzialności za wspólny los wspólnoty, ale jako niezbywalne prawo bez żadnych idących za nim zobowiązań.
Tego typu egoizm jest siłą zaburzającą poczucie sprawiedliwości postrzeganej przez innych członków wspólnoty. Jest też podstawową siłą subwersyjną uruchamianą przez konkurencyjne wspólnoty celem doprowadzenia do zaburzeń homeostatycznych u przeciwnika. Najbardziej dostrzegalną i oswojoną formą zaburzeń jest bunt osób przekonanych, że są traktowane przez wspólnotę niesprawiedliwie. W kosmologii marksistowskiej taka wroga ingerencja nazywana jest „budowaniem potencjału rewolucyjnego”, a więc kohorty ludzi uznających się za pokrzywdzonych, gotowych do obalenia zastanych hierarchii i odbicia sobie krzywd z nawiązką. W tym i następnym rozdziale poznamy filozoficzne fundamenty nieporozumień koncepcyjnych, które stoją za tzw. feminizmem i innymi ideologiami subwersyjnymi, które destabilizują przede wszystkim współpracę między płciami.
Użycie siły i fizyczna zdolność do tego to kwestia kształtująca dynamikę władzy między kobietami i mężczyznami. Dominacja mężczyzn w praktycznie wszystkich historycznych społecznościach opiera się na zdolności użycia siły fizycznej przez mężczyzn. Można ją nazwać „ostatecznym argumentem mężczyzn” – w nawiązaniu do maksymy ultima ratio regum2.
Przewaga wynika z czynników czysto biologicznych. Konstrukcja biologiczna (a więc i psychiczna) mężczyzn daje im zdecydowaną przewagę na arenie przemocy fizycznej: większa masa ciała, w tym mięśni, oraz testosteron oddziałują na wzorce zachowań. Wszystko to są przystosowania ewolucyjne specjalizujące mężczyzn do walki w obronie najbliższych członków rodziny oraz całej wspólnoty.
Taka dynamika zdolności oddziaływania jest w rażącej sprzeczności z ideologiami, którymi od kilku dekad programowane są kobiety. Podsumowując, kobiety zależą od mężczyzn w zakresie użycia siły nawet w społecznościach, w których mężczyźni ilościowo stanowią margines.
Dlaczego kobietom wmawia się, że biologicznie są równe mężczyznom? Dlaczego osoby głoszące oczywiste fakty biologiczne są atakowane?
Zarówno w krajach Zachodu, jak i rozwiniętych krajach Azji (Korei, Japonii, Tajwanie itp.) promuje się jawnie fałszywą tezę o braku biologicznej przewagi mężczyzn, a nawet braku jakichkolwiek biologicznie mierzalnych przewag nad kobietami3. Co szerzej opisuję w ramce na s. 252, ta skrajnie groźna kampania ideologicznego prania mózgów jest organizowana przez niezwykle władne, koordynujące swoje działania siły o zasięgu międzynarodowym. Przejawem ich działania w Polsce, konkretnie w kwestii różnic płci wynikających z kultury, jest wypowiedź M. Środy: „Nie ma ani jednej cechy genetycznej, fizjologicznej czy medycznej decydującej o płci”.
Odpowiednio podprowadzona ideologicznie młodzież jest niezwykle podatna nawet na tak oczywiste bzdury, a przedsięwzięcie jej rewoltowania względem wartości procywilizacyjnych, na marginesie, przejawia się m.in. promowaniem tez, że matematyka jest rasistowska (►OM1 IV.5). Proszę cię teraz, Czytelniku, weź pod uwagę cały pakiet podobnych przykładów, które prezentuję w tym i pozostałych tomach „Wzorców”. Oto spostrzeżenie kluczowe:
Prezentowane tu przykłady oddziaływania „przedsięwzięcia” mają za cel zablokowanie procesów cywilizowania i socjalizacji. To, że trudno to dostrzec, wynika z faktu, że oddziaływanie zachodzi na poziomie neuroanatomicznym: ukształtowania systemu motywacyjnego, który sprzęgany jest m.in. układem dopaminergicznym. Układ ten odpowiada za wyrzuty hormonów nagrody przy aktywowaniu go odpowiednim typem bodźców.
Poziom umiejętności czytania, podobnie jak nauka logiki i „rasistowskiej” matematyki zmieniają fizjologicznie mózg i sposób jego pracy, ale też percepcję rzeczywistości, w tym postrzeganie związków przyczynowo-skutkowych. Te umiejętności składają się na sumaryczną wartość ilorazu IQ, ale przede wszystkim
odpowiadają za zdolność jednostki do emancypacji (o ile stan społeczeństwa pozwala na mobilność pionową poprzez otwarcie merytokratycznych dróg awansu) i uzyskania podmiotowości.
Ofiary hipotezowanej tutaj operacji psychologicznej poddawane są indoktrynacji: przekonuje się je, że są ofiarami systemowej opresji. Tym aktem uniemożliwia im się ukształtowanie systemu motywacyjnego na poziomie neuroanatomicznym. Otrzymują nagrody hormonalne za stanie się „pudłami rezonansowymi” ideologii bycia ofiarą. Przy tym przy próbach współzawodniczenia z mężczyznami doznają zawodu i wystawiane są na działanie mechanizmów generujących wyuczoną bezradność.
Wyrazistym przykładem w kazusie krzywdzenia kobiet przez opisywane tu działania socjoinżynieryjne jest dopuszczenie do sportów kobiecych mężczyzn-transwestytów pod pretekstem tego, że utożsamiają się oni jako kobiety. Na październik 2024 roku ilość medali ukradzionych w ten sposób kobietom szacowana była na około 9004.
W przypadku mniejszości murzyńskiej w USA (więcej s. 221) podstawia się jej zachęty do zbudowania tożsamości ofiar rasowej niesprawiedliwości, co samo w sobie dostarcza więcej nagród i wsparcia od współofiar. Dochodzi to tego, że promuje się twierdzenia takie jak to, że merytokracja i awans hierarchiczny oparty na niej są sposobem Białych na opresjonowanie Czarnych. Takie wizje świata głoszone są przez − a jakże by inaczej − białych liberałów5.
Kobiety są zawsze zależne w kwestii zastosowania siły (używania przemocy do wymuszania realizacji woli/decyzji/przewag hierarchicznych uczestników silniejszych). Nie istnieje społeczność, w której systemu rządów i utrzymania porządku, zapewnienia bezpieczeństwa itp. kobiety nie delegują w ostatecznym rachunku na mężczyzn.
Główną formą dominacji jest zastosowanie przemocy. Aby mieć prawa i przywileje czy też ogólnie, aby jakikolwiek system rządów i porządku społecznego mógł funkcjonować, potrzebna jest zdolność wymuszenia tego stanu za pomocą aparatu przymusu – w tym policji, wojska i systemu sądowniczego6. Inaczej mówiąc, władza sama w sobie w ogóle nie jest siłą. Aby ją egzekwować, aby wymuszać przestrzeganie praw, potrzebny jest przymus. A przymus wymaga użycia lub groźby użycia siły.
Istotnym spostrzeżeniem jest to, że mężczyźni mają możliwość fizycznego wymuszenia kooperacji, w tym wymuszania na kobietach podporządkowania się. To, że we współczesnych społeczeństwach Zachodu następuje tzw. proces równouprawniania kobiet, może być interpretowane jako przejaw dobrej woli ze strony mężczyzn, którzy w imię spójności społecznej rezygnują z realizowania swojej naturalnej przewagi. Ta zmiana kulturowa ma swoje plusy i minusy.
Siła i zdolność do jej użycia to forma ustanawiania swojej władzy (ang. authority). Zastąpienie siły techniką nie zmieni wiele w tej dynamice, gdyż użytkowanie ciężkiego sprzętu zawsze wymagać będzie siły fizycznej. To dlatego w chwili konkurowania z męską grupą kobiety nie mają żadnych realnych szans. Naciśnięcie guzika nigdy w stu procentach nie zastąpi umiejętności rzucania nożem.
Znakomitą ilustracją tej kwestii są starania zakwalifikowania się kobiet do elitarnych jednostek wojskowych US Army. W jednym z kazusów kandydatka została uprzywilejowana częstszym dostępem do prysznica, dodatkowym czasem na odpoczynek, a przy tym ekipa propagandowa dokumentująca jej wysiłki przemontowała nagrany materiał tak, aby nieudolnie zamaskować wszelkie manipulacje.
Rezultat ideologicznej dewastacji systemu rekrutacyjnego to na przykład Shaina Coss, jedna z pierwszych kobiet, która ukończyła kurs Rangersów w 2015 roku, a potem dostała przydział do… sztabu, a nie do jednostki liniowej.
Ale absolutnym skandalem jest szeroko komentowany przez specjalistów kazus implementacji ideologii DEI7. Polityka ta w praktyce sprowadza się do destrukcji systemu hierarchicznego opartego na merytokracji (osiągnięciach) i faktycznych kwalifikacjach pod hasłem dopuszczenia do wysokich stanowisk osób z „mniejszości społecznych wcześniej poddanych systemowej opresji”. W wielu przypadkach jest to formą systemowego rasizmu, jak np. podczas tzw. akcji afirmacyjnej, polegającej m.in. na przyjmowaniu na uczelnie wyższe kandydatów murzyńskich z nieuczciwie niskim progiem punktów uzyskanych na egzaminach wstępnych. Taką opinię wydał Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych… ale dopiero po kilku dekadach krzywdzenia kandydatów bardziej kwalifikowanych8.
Innym znanym przypadkiem były fory dawane kobietom aspirującym do udowodnienia ideologicznie zaprogramowanej w nie bzdury. W czasie testu na rangę sierżanta kryterium zaliczenia było przeprowadzenie przez las w symulowanym nocnym rajdzie plutonu w pełnym składzie osobowym. Kandydatka zgubiła jednego z członków oddziału (co było parametrem decydującym o zaliczeniu zadania). Dodatkowo, w rezultacie nie do końca wyjaśnionych okoliczności, w końcu jeden z instruktorów przejął oddział, by poprowadzić go do celu drogą, a nie przez las9. Kandydatka uzyskała awans mimo tego, że nie wykazała się kwalifikacjami.
To nie „opresyjny patriarchat” i narzucone przez niego hierarchie stawiają kobiety w „gorszej pozycji”. Ta dynamika wynika z praw natury. Homo sapiens jest gatunkiem patriarchalnym. Najlepszym dowodem, na to, że cała afera jest formą operacji psychologicznej realizowanej przez oszalałych ekstremistów ideologicznych, jest to, że ekstremistki feministyczne szermują hasłami „islamofobii”. Robiąc to, ignorują fakt, że model traktowania kobiet w islamie jest niekorzystny dla zainteresowanych, zwłaszcza w porównaniu do pakietu swobód, którymi kobiety cieszą się pod ochroną wartości Zachodu. Anonsując główne prawidło zachowań hierarchicznych, można tu już sformułować jego przybliżoną formę:
Prędzej damy się zabić, niż pogodzimy się z tym, że nasze aspiracje i oczekiwania co do własnej pozycji w hierarchii są nierealistyczne bądź niezasłużone.Prawidło warto zilustrować przykładem. Jest więcej niż jedna narracja odnośnie równości kobiet i mężczyzn. Narracje te głoszone są zwykle przez działające w separacji środowiska i grupy ideologiczne. Dla ilustracji, jedne żądają dodatkowych urlopów lub punktów w procesie edukacji z uwagi na dolegliwości cyklu miesięcznego. Uzasadnieniem jest związany z nimi spadek zdolności kognitywnych i ogólnej sprawności. Druga narracja to m.in. promowanie całkowitej równości biologicznej, będącej zielonym światłem do zwiększania na siłę (w ramach ideologii DEI) odsetka kobiet wśród pilotów samolotów pasażerskich.
W tym drugim przypadku nie jest wspominana kwestia dodatkowego testu kwalifikacyjnego, który nie dotyczy mężczyzn – a precyzyjnie indywidualnej podatności pilota-kobiety na dolegliwości fizyczne. Ten akurat przykład pokazuje, że w imię ideologii ekstremiści gotowi są narażać życie innych ludzi.
Istnieje jednak całe mrowie przykładów mniej drastycznych, za to bardziej wieloczynnikowych. Jednym z nich jest kwestia zatrudnia kobiet w zawodzie kipera10 win. Wśród kobiet jest więcej osób superwrażliwych (ilość kubków smakowych). Kobiety mają też o wiele większą zdolność trenowania wrażliwości na zapachy. Co więcej, stwierdzono, że w czasie owulacji ich wrażliwość znacznie wzrasta. Ta cecha płciowa niesie ze sobą wadę – cykle hormonalne uniemożliwiają stałość ocen w czasie, co dla wymagających klientów jest kwestią kluczową.
Kobiety są „zmuszone” do kooperacji z mężczyznami, ponieważ mężczyźni mają opcję, której kobiety nie mają – wykorzystania siły i wymuszania współpracy. W przypadku typowym to mężczyźni będą ustalać zasady11. Można więc zakwestionować nazywanie tego współpracą. Pytanie: czy partnerzy interakcji muszą posiadać równy status i siłę kształtowania relacji, aby ich wspólny wysiłek można było nazwać współpracą? Czy znaczenie terminu kooperacja zakłada równość hierarchiczną jej uczestników?
Na początek przywołam wyjątkowo komiczny fragment dyskusji, w której kobieta-feministka została zapytana o kwestię jej kooperacji z własnymi dziećmi. Kobieta uznała, że jej relacja z własnymi dziećmi jest kooperacją. „Zonk” zrobił się jednak w chwili, w której rozmówca skierował jej uwagę na bardzo paskudny szczególik – jako matka, kobieta jest na stanowisku władzy, jest in charge (pol. ma władzę [rodzicielską]; ona decyduje o tym, co robi druga strona i wymusza zachowania).
Rozmówca postawił matkę przed pytaniem: „Mały Jaś może ci powiedzieć, że nie idzie dzisiaj do lekarza, bo się boi. Albo że danego dnia nie chce iść do szkoły. Jeśli faktycznie jest chory, matka może wyrazić zgodę. Ale zwykle jest tak, że dzieciak symuluje, a rodzic mówi „nie ma gadania!” i zawozi go do szkoły. Czy to wciąż jest kooperacja?”12. Rozmówczynię zatkało!
Możemy oczywiście podać setki przykładów podobnej dynamiki władzy między partnerem podporządkowanym a dominującym. To zawiezienie psa do weterynarza na zastrzyk. Sankcją wiszącą w powietrzu jest to, że to człowiek karmi psa. To pozycja Polski jako junior-partnera wobec Stanów Zjednoczonych czy Unii Europejskiej.
Stany są postrzegane jako gwarant niepodległości Polski od przymusu realizowanego przez Rosję. To relacja między pracodawcą a pracownikiem, w której prawa i obowiązki są regulowane (balansowane) przez prawo pracy, dynamikę wyceny pracy przez rynek czy działalność związków zawodowych. Inaczej: jeśli pracownik uzna się za przymuszonego do przyjęcia warunków nieuczciwych, może wezwać na pomoc podmiot, który ma większą pałę niż pracodawca – kara dla łamiącego przepisy pracodawcy jest większa niż wartość comiesięcznej pensji pracownika.
Wróćmy jednak do dynamiki dominacyjnej między płciami. Oto pytanie na wagę istnienia cywilizacji: dlaczego mężczyzna ma godzić się na partnerstwo, jeśli ma monopol na użycie siły? Taka relacja podporządkowania (ang. subjugation) kobiet jest podobna w swojej naturze do tego, co ma miejsce z dziećmi. Z tego wynika reszta13. Kluczem do zrozumienia dynamiki damsko-męskiej walki dominacyjnej jest zdolność do dostarczenia lub obrony zasobów potrzebnych obu stronom do przetrwania. Dlaczego mężczyźni mieliby chcieć partnerstwa na zasadzie pełnej równości, skoro mogą mieć partnerstwo, w którym będą dominować? Wytłumaczenie: wybierają uprzywilejowaną pozycję, ponieważ mają możliwość użycia siły. Oczywiście w ten przywilej jest wbudowana cena – dodatkowe prawa, które mają mężczyźni, a których nie przyznaje się kobietom, są okupione tym, że mężczyźni mogą zostać wcieleni do wojska (czyli muszą ryzykować życiem), czego tradycyjnie od kobiet się nie wymaga14.
Rozmaite warianty współczesnych ideologii „feministycznych” są nierealne w tym sensie, że bazują na ignorowaniu kwestii balansowania przywileju i odpowiedzialności. I dlatego właśnie przybierają formę suprematyzmu, czyli przywilejów i wysokiego miejsca w hierarchii bez równoważących je obowiązków i odpowiedzialności. Jednym z przejawów tych ideologii jest propagowanie twierdzenia, że testosteron jest toksyną15 czy incydenty w rodzaju słynnej reklamy Gillette z 2019 roku promującej ideologię „toksycznej męskości” zamiast produktu16.
Nawet jeśli odsetek mężczyzn spadnie drastycznie, mężczyźni nadal będą dominować. Koronnym przykładem jest wojna paragwajska (1864–1870). W jej trakcie zginęło 90% mężczyzn paragwajskich. Ale właśnie dzięki faktycznemu monopolowi na użycie siły nawet po tej hekatombie mężczyźni pozostali w Paragwaju płcią dominującą. Stało się to jeszcze zanim proporcje płci wyrównały się w kolejnym pokoleniu.
Ale najistotniejsze jest coś, co omówię szerzej w kolejnym rozdziale – kobiety i mężczyźni realizują skrajnie odmienne strategie doboru partnerów do małżeństwa. Kobiety, nawet uważające się za skrajnie zaangażowane w realizację postulatu równości płci, kierują się statusem partnera. Działa następująca prawidłowość: kandydat na męża powinien zarabiać co najmniej tyle samo, a optymalnie więcej niż kobieta. W przypadku mężczyzn kluczem wyboru jest płodność, a więc zdolność wydania na świat potomka17, sygnalizowana neuroanatomicznie młodym wyglądem.
Z tego wynika jedna z najbardziej oburzających feministki prawidłowości świata: w zakresie wieku 20–30 lat wartość matrymonialno-randkowa kobiet liczona w sygnałach płodności, czyli młodym wyglądzie, spada. Jednocześnie wzrasta wartość mężczyzn liczona w zdolności do generowania zasobów. Znaczna część kobiet postrzega tę sytuację jako wielką krzywdę. Kluczowe znaczenie ma w tej percepcji jedna z najgroźniejszych ideologii subwersyjnych prowadzących do katastrofalnego spadku dzietności na całym świecie: wpajanie w umysły młodych kobiet przekonania o tym, że mogą folgować zachowaniom promiskuicznym18 z równą bezkarnością, co mężczyźni.
Jak ma się to do kwestii hierarchii i statusu? A może nawet bardziej do poczucia sprawiedliwości istniejących hierarchii? Bardzo prosto. Kobietom proponowane jest współzawodnictwo z mężczyznami, w którym nie mają szans na wyrównaną walkę. To wywołuje miks efektu wyuczonej bezradności i poczucia bycia ofiarą systemowej opresji. Nie u wszystkich, ale kumulowany efekt prowadzi do braku zaufania i spadku szacunku między płciami.
Mechanizm opisany wyżej jest naturalny i niezmienny, ale jeśli stanie się fundamentem ideologii tłumaczącej „krzywdę” kobiet restrykcjami opresyjnego patriarchatu, kontrolerzy tej ideologii zdołają wygenerować potężny potencjał buntu wobec zastanego stanu rzeczy. Same kobiety wpadają tu w perfidną pułapkę rozbieżności oczekiwań ideologicznych i praw natury. Starając się awansować socjoekonomicznie, zamiast poszerzać swój zakres partnerów do wyboru19, podwyższają poprzeczkę dla potencjalnych partnerów, gdyż muszą oni spełniać coraz bardziej wyśrubowane wymagania w zakresie różnicy statusu.
