Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Festiwal to jedno z najbardziej atmosferycznych opowiadań H.P. Lovecrafta i kluczowy tekst dla mitologii Cthulhu – pierwsze opowiadanie osadzone w fikcyjnym mieście Kingsport w Massachusetts. Wezwany rodową tradycją, bezimienny narrator przybywa pewnej zimowej nocy do starego portowego miasta, by wziąć udział w obchodzonym raz na sto lat festiwalu Yule. Pokryte śniegiem, archaiczne uliczki wydają się zastygłe w XVII wieku, a milczący mieszkańcy prowadzą go w stronę starego kościoła na wzgórzu – i ku czemuś znacznie starszemu niż samo miasto.
To gęste, halucynacyjne opowiadanie czyta się jak gotycki sen przepuszczony przez zaśnieżoną Nową Anglię. Lovecraft po raz pierwszy cytuje tu Necronomicon in extenso i ustanawia Kingsport jako jedno z kluczowych miejsc swojego mitycznego krajobrazu – obok Arkham, Innsmouth i Dunwich.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 18
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
H.P Lovecraft
Festiwal
Przetłumaczył Marcin Gołda
„Sprawiają demony, iż to, czego nie ma,ukazują oczom ludzkim tak, jakby istotnie było.”
– Laktancjusz.
Byłem daleko od domu, aurok wschodniego morza już mnie ogarnął. Ozmierzchu słyszałem, jak bije oskały, iwiedziałem, że rozpościera się tuż za wzgórzem, gdzie powykręcane wierzby wiły się na tle jaśniejącego nieba ipierwszych gwiazd wieczoru. Aponieważ ojcowie moi wezwali mnie do starego miasta za wzgórzem, brnąłem dalej przez płytki, świeżo spadły śnieg drogą wijącą się samotnie wgórę, ku miejscu, gdzie Aldebaran migotał wśród drzew; ku owemu prastaremu miastu, którego nigdy nie widziałem, lecz októrym często śniłem.
Były to święta godów zimowych, które ludzie zwą Bożym Narodzeniem, choć wgłębi serc wiedzą, że są starsze niż Betlejem iBabilon, starsze niż Memfis isam ród ludzki. Były to gody zimowe, inareszcie dotarłem do owego pradawnego nadmorskiego miasta, gdzie mój lud niegdyś mieszkał iodprawiał święto wdawniejszych czasach, kiedy świętowanie było zakazane; gdzie nadto przykazał synom swoim obchodzić to święto raz na sto lat, by pamięć opradawnych tajemnicach nie poszła wniepamięć. Mój ród był stary – stary już wtedy, gdy ta ziemia została osiedlona trzysta lat temu. Ibył on dziwny, bowiem przybył jako mroczny, skryty lud zopiumowych południowych ogrodów storczyków, imówił innym językiem, nim wyuczył się mowy niebieskookich rybaków. Ateraz rozproszył się, ałączyły go już tylko obrzędy tajemnic, których nikt żyjący zrozumieć nie potrafi. Byłem jedynym, który tamtej nocy powrócił do starego rybackiego miasta, jak nakazywała legenda, którą tylko ubodzy isamotni pamiętają.
Wówczas zza grzbietu wzgórza ujrzałem Kingsport rozłożone wmroźnej poświacie zmierzchu; ośnieżone Kingsport ze swymi prastarymi chorągiewkami iiglicami wież, kalenicami dachów ikominami, nabrzeżami iniewielkimi mostkami, wierzbami icmentarzami; bezkresne labirynty stromych, wąskich, krętych uliczek izawrotny środkowy szczyt zwieńczony kościołem, którego czas dotknąć nie śmiał; nieskończone plątaniny kolonialnych domów spiętrzonych irozrzuconych pod wszelkimi kątami ina wszelkich poziomach, niczym bezładnie porozrzucane klocki dziecka; starożytność unosząca się na szarych skrzydłach nad pobielonymi zimą szczytami iłamanymi dachami; półokrągłe nadświetla idrobnoszybkowe okna rozbłyskujące jedno po drugim wchłodnej szarówce, by przyłączyć się do Oriona iarchaicznych gwiazd. Ao butwiejące nabrzeża biło morze – skryte, niepamiętne morze, zktórego niegdyś, wdawniejszych czasach, wyłonił się ów lud.
Przy drodze wznosił się wysoki szczyt, nagi ismagany wiatrem, a
