Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Co młody muzułmanin myśli o Europie? To banda mięczaków, którzy popełniają zbiorowe samobójstwo w pogoni za multi-kulti i prawami mniejszości seksualnych. Kiedy nastał kryzys demograficzny sprowadzają imigrantów aby ich utrzymywali na stare lata.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 222
Projekt okładki
Fahrenheit 451
Zdjęcie na okładce
Wikimdia commons, domena publiczna
Korekta i redakcja
Barbara Manińska
Mariola Niedbał, Małgorzata Ablewska
Skład i łamanie wersji do druku
Gabriela Rzeszutek
Dyrektor wydawniczy
Maciej Marchewicz
ISBN 9788368123593
© Copyright by Michał Bruszewski
© Copyright for Zona Zero, Warszawa 2026
Jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI, SI) jest wyraźnie zabronione z wyłączeniem praw autora i wydawcy. Wydawca korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.
Wydawca
Fronda PL, Sp. z o.o.
ul. Łopuszańska 32
02-220 Warszawa
tel. 22 836 54 44, 22 877 37 35
faks 22 877 37 34
e-mail: [email protected]
www.wydawnictwofronda.pl
www.facebook.com/FrondaWydawnictwo
www.twitter.com/Wyd_Fronda
Przygotowanie wersji elektronicznej
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Wstęp
1. Czy to już Eurabia?
Przypisy
Spis treści
Cover
Title Page
Copyright Page
Młody migrant muzułmanin w Europie, jeżeli wyjrzy za okno swojego mieszkania, pójdzie ze znajomymi na obiad, pójdzie do sklepu, a następnie zatopi nos w telefon – nie widzi już Europy. Nie czuje, że jest w Europie, bo nie ma ku temu powodów. To, «co» i «kto» otacza go na co dzień, wygląda jak na Bliskim Wschodzie albo w głębi Afryki. Europa jest dla niego projektem rodziców – tą zasobną Ziemią Obiecaną – słowem-marzeniem, hasłem-wytrychem, do których on albo jego przodkowie jechali za chlebem
WSTĘP
Zawiodę tych krytyków, którzy chcieliby skategoryzować niniejszą książkę jako islamofobiczną. Moją rolą nie jest komentowanie rzeczywistości, ale jej – reporterski wręcz – opis. Dlatego w swojej pracy badawczej oparłem się wyłącznie na merytorycznych źródłach oraz – gdy dotyczy to zwłaszcza sfery Bliskiego Wschodu i uśpionych oraz przebudzonych tam etniczno-religijnych konfliktów – na własnych doświadczeniach z humanitarno-dziennikarskich podróży, relacji ofiar wojny, naocznych świadków, mieszkańców regionu, których spotkałem na swojej drodze, z ich pouczającymi świadectwami. Tym jest… a raczej powinna być tzw. literatura faktu. Ja opisuję rzeczywistość, a komentarz, wyciąganie wniosków, uznawanie, co jest negatywne, a co pozytywne, pozostawiam mądrości moich Czytelników. Książka ma charakter zbioru felietonów, nie jest to forma akademicka. Choć szafowanie zarzutami o rasizm przychodzi w mediach z łatwością, to zachęcam do prześledzenia źródeł, z których korzystam w niniejszej książce – są nie tylko często z lewicowym rodowodem, lecz także pochodzą od autorów o migranckich korzeniach. Moja droga życiowa jest nieustannie spleciona z ludźmi innych kultur, kolorów skóry czy wyznania. Moje zaangażowanie w pomoc humanitarną zaczęło się od zainicjowania i współorganizacji charytatywnego koncertu hiphopowego dla Sudanu Południowego w 2011 roku. Zatem jeżeli kogoś świerzbią ręce, by pisać o mnie jako o białym suprematyście i rasiście, zauważę, że na swoją małą skalę, na jaką może działać wolontariusz humanitarny, zrobiłem i tak więcej dla polepszenia losu Afrykańczyków, Kurdów, Jazydów, Aramejczyków, Syryjczyków, Irakijczyków, Ukraińców i wolnych Białorusinów niż aktywiszcza z ustami pełnymi haseł o rasistach. Choć wiem, że wobec skali zła na świecie była to zaledwie skromna mała cegiełka. Funkcjonuję w myśl maksymy, że jeżeli ocaliłeś chociaż jedno życie – swoim reportażem czy swoją pomocą humanitarną, to było warto. Niektórzy mówią nawet, że jak ocaliłeś jedno życie, to ocaliłeś cały świat.
Pisząc niniejszą książkę, chciałem zachować styl pisarski między felietonem a reportażem, tak aby dla Czytelnika była ona po prostu „zjadliwa”. Wszelako znajdziecie w niej także przypisy dokumentujące, że nie jest to wyłącznie moja opinia, a kronika faktycznych wydarzeń.
Celowo zmienione nazwy państw na: „Zjednoczone Emiraty Brytanii”, „Islamska Federalna Republika Niemiec”, „Swediland” (parafraza Somalilandu), proszę traktować jako intelektualną prowokację, podkreślającą zresztą, że są to felietony.
W publikacji poruszyłem trzy główne zagadnienia, które są ze sobą skorelowane, ale których łączenie omijali szerokim łukiem inni autorzy w strachu o zarzut rasizmu. Chociaż polityczna poprawność nakazuje oddzielać je od siebie metaforyczną „grubą kreską”, nie wikłać ich, to pośrednia, a często bezpośrednia zależność pomiędzy nimi jest faktem. Skończmy tę hipokryzję, udając, że tak nie jest. Poruszam zagadnienia islamizacji Starego Kontynentu (aspekt cywilizacyjny), przestępczości muzułmańskich środowisk imigranckich w Europie (aspekt kryminalny) oraz problemu dżihadu, czyli islamistycznego terroryzmu w Europie (aspekt bezpieczeństwa). Dlaczego?
W większości mamy do czynienia z fragmentarycznym przedstawieniem faktów, ponieważ są to najczęściej proste komunikaty, depesze, newsy – ad hoc – pojawiające się, gdy dochodzi do terrorystycznego zamachu w Europie. Pomijam w ogóle temat manipulacji medialnych, które przy takich okazjach się pojawiają, co oznacza bardzo często wstydliwe dla autorów nagłówki o „ciężarówce, która wjechała w tłum”, jakby była to scena z hollywoodzkiej serii Transformers, gdzie pojazd ożył i sam dokonał ataku terrorystycznego, chociaż i tego określenia potrafiło brakować w medialnych relacjach. W pewnym sensie przełamano już na Zachodzie temat tabu, jakim było niepodawanie rodowodu zamachowców. Ten wstydliwy etap media mają za sobą, ale w niektórych redakcjach wciąż króluje tchórzowski paradygmat, by w obawie o łatkę rasizmu nie pisać szczegółów o ataku terrorystycznym. Polskie media na szczęście nie były skażone aż takim poziomem political corectness, jaki obserwowano w zachodniej prasie, ale też nie udawajmy, że byliśmy od tego wolni.
Bez względu, jaki opis zamachu terrorystycznego – bardziej ocenzurowany czy mniej – lądował na biurkach redaktorów naczelnych, było to li tylko pisanie o skutkach, a nie o przyczynach. Zauważcie, że przez opieszałość europejskiego sądownictwa i brak zainteresowania mediów dalsze losy „eurodżihadystów” przestają być znane. Nieznane są także dni, tygodnie, miesiące poprzedzające atak. Jakie w ich sprawach zapadały finalnie wyroki? Skąd pochodzili? Z jakich i z czyich pobudek dokonali tego zamachu? Czy z poprzednich zamachów wyciągnięto należyte wnioski? Czy wdrożono większe procedury bezpieczeństwa? Kim naprawdę byli zamachowcy? Czy mają następców? Właśnie na te pytania staram się odpowiedzieć.
W Europie to nie jest już wyłącznie problem dżihadu, który można sprowadzić do tematu tzw. czarnych owiec, społecznych wyrzutków, renegatów, którzy dokonują aktu terroru. Słyszymy wówczas, że każde społeczeństwo ma takowych. Dlatego za błędne uważam pisanie wyłącznie o tej dziedzinie z pominięciem innych szalenie niebezpiecznych aspektów, które w Europie mają już obecnie wymiar tego, co nazywamy „zmianami społecznymi”. A społeczność muzułmańska w Europie – rzecz jasna dzieląc się na różne etnosy ze swoją specyfiką z ojczystych krain – wypełnia definicję terminu „bańka”, który jest popularny obecnie w socjologii. Terminu bubbles używa się jako określającego dedykowany szum informacyjny, którym zalewany jest użytkownik TikToka, Instagrama albo innych mediów społecznościowych. „Wpadłeś w bańkę” – usłyszymy. Polubiłeś profil polityka X, twoja „bańka” sufluje ci innych z tego samego rozdania. To wykoślawiony efekt reklamy behawioralnej, która podług tego, co czytałeś i oglądałeś, miała rzekomo ciebie poznać i podpowiadać podobne treści. W sprawie migranckich osiedli kiedyś nazywano to „gettoizacją”, ale w dobie infosfery ten termin – choć drastyczny, bo kojarzący się z okresem II wojny światowej – się zdezaktualizował. Młody migrant muzułmanin w Europie, jeżeli wyjrzy za okno swojego mieszkania, pójdzie ze znajomymi na obiad, pójdzie do sklepu, a następnie zatopi nos w telefon, jak wielu jego rówieśników – nie zauważa już Europy. Nie czuje, że jest w Europie, bo nie ma ku temu powodów. To, „co” i „kto” otacza go na co dzień, wygląda jak na Bliskim Wschodzie albo w głębi Afryki. Europa jest dla niego projektem rodziców – tą zasobną Ziemią Obiecaną – słowem-marzeniem, hasłem-wytrychem, do których on albo jego przodkowie jechali za chlebem. Szybko się okazywało, że dosłownie na tym europejskim chlebie łamią sobie zęby, że wolą jeść swój – miękki, okrągły i duży, a potem czuli, że chcą ubierać się i modlić po swojemu, chcą słyszeć głos muezina, chcą mówić w językach swoich przodków, bo tak nakazuje obyczaj, a i łatwiej jest żyć, gdy nie trzeba się uczyć. Problem w tym, że uciekli z odległych miejsc, „bo wojna”, „bo polityka”, „bo bieda”, a szybko zaczęli za nimi tęsknić, chcieli nadal w tych wojnach walczyć, choć front zostawili daleko za sobą. Wychowanie, które otrzymali, a które stało za tymi konfliktami zbrojnymi – że Arab nie dogada się z Turkiem, a Turek z Kurdem, a szyita z sunnitą, a Pasztun z Azerem, a że kufarów, tj. niewiernych, się nie lubi, a Issa, czyli Jezus, nie umarł na krzyżu i nie jest dla nich tak ważny jak Mahomet – zostało w nich na zawsze, tak jak szkołę podstawową wspomina się, nawet będąc na emeryturze, a liceum śni się po nocach nawet czterdziestolatkom. Zresztą nie o Jezusa im chodzi, ale o to, że u nas mówi się o Nim inaczej niż u nich, a to dzisiejsze „u nich” jest już „u nas”. Szybko się okazało, że odległe wojny przynieśli ze sobą, bo nigdy ich nie zakończyli, jak żołnierz, który jest w rezerwie, a nie w stanie spoczynku. A jeżeli dzieci o nich nie usłyszały w europejskiej szkole, to tata opowiedział, a szkole kazał zmienić program, bo jest kiepski, wykształcony Arab wie, że Francuzi z Anglikami mieli może wojnę stuletnią, ale było to sześćset lat temu, a oni nadal ją mają i ona trwa, więc to ją wypada znać. Jeżeli Ahmed nie zna języków – nie szkodzi – klan zawsze da mu pracę. Bez wykształcenia jest cenniejszy. Decyduje pokrewieństwo krwi, jak w czasach feudalnych – czyim jesteś synem, taką pracę dostaniesz, bo potem następuje sukcesja i dziedziczenie, więc nie warto inwestować w kogoś, kto nie będzie w Szurze, czyli w Radzie, nie będzie rządził. Są tylko dwie drogi, by zostać emirem – właściwie się urodzić lub wywalczyć sobie władzę, ale tego drugiego nie da się uczynić bez swojej armii, a tej nikt nie da przypadkowemu człowiekowi z ludu, to nie Europa, choć dzieje się w Europie.
Powyższe może być stereotypem, to fakt. Ale zauważcie, że dotyczy drabiny władzy we wszystkich trzech zagadnieniach, o których piszę: islam i klan to dwa nierozłączne żywioły, które zawsze są w cieniu tej triady: islamizacji, przestępczości muzułmanów migrantów oraz dżihadu. Tak bardzo są to różne zjawiska, że wyglądają niczym gałęzie wyrastające z jednego drzewa. Tak bardzo wielu badaczy chciało je od siebie odseparować w analizach, że nie zauważyli, iż są one w jednej „bańce”. Bo to, co my nazwaliśmy teraz „bańką”, muzułmanie mają przepracowane od początków islamu i nazywa się to „umma”, czyli społeczność islamu. Fonetycznie w języku arabskim to słowo bardzo podobne do słowa „matka” po arabsku. W języku polskim jest słowo „Ojczyzna”, w niemieckim „Vaterland”, a „Fatherland” – w angielskim. Ale czy europejskie narody mają swoją „ummę”? Chrześcijanie mówią o swoich „wiernych”, ale w tym słowie nie zawiera się pojęcie „matki”. Muzułmanin, gdy mówi o „ummie”, to jakby mówił o swojej „matce”.
Kategorycznie zaznaczam – nie uważam, że wszyscy muzułmanie są terrorystami, przestępcami lub chcą anihilacji europejskiej kultury. Nie, wielu z nich to prawi obywatele, ludzie wykształceni, którzy chcą pracować i zapewnić lepszy byt swoim rodzinom. Rozumiem i znam niuanse, a nawet meandry, różnice teologiczne i ideologiczne w samym łonie islamu i w muzułmańskiej emigracji. Wiem, że nie każdy muzułmanin to człowiek religijny, a wśród religijnych nie każdy jest radykałem. Tyle że wiem też, iż takich, którzy odetną się od swojej „ummy”, jest niewielu, więc rozliczenie wynaturzeń lub nawet zbrodni w tych środowiskach jest o wiele trudniejsze.
Dlaczego piszę o dżihadystach? Jako reporter dobrze poznałem Bliski Wschód. Miłość do tego regionu była wynikiem fascynacji historią tych ziem, ciekawości egzotycznego Orientu wyniesionej z domu, a także pokłosiem podróży, jaką odbyłem po Turcji z moim tatą, mając zaledwie 16 lat. W naszych ówczesnych planach, jako syn i ojciec, mieliśmy wędrować i jechać od Stambułu do południowej granicy Turcji, a następnie dostać się do Syrii. Zabrakło nam funduszy na tak długą wyprawę, nie zobaczyłem więc na własne oczy Aleppo przed zburzeniem, które miało miejsce w czasie wojny domowej. Wtedy nie rozumiałem jeszcze, jak bardzo bezpowrotne potrafią być obrazy, które zachowujemy w pamięci po podróży. Podróże nie tylko kształcą, ale czasami czynią z nas świadków historii. To nieodłączna refleksja moich kolejnych eskapad naznaczonych wojnami i humanitarnymi kryzysami.
Jako reporter byłem w Iraku, Libanie, Ziemi Świętej, a także wielokrotnie na Ukrainie (a w latach 2018–2024 z różnymi przerwami na tzw. froncie wschodnim). Ukraina jest najmniejszym punktem odniesienia odnośnie do tematyki publikacji, ale już wyprawy reporterskie na Bliski Wschód stają się adekwatne i dlatego o poznanych na miejscu życiorysach i relacjach jestem zobligowany napisać. Zwłaszcza że ukształtowały one mój światopogląd na omawiane sprawy.
Co należy zaznaczyć, w islamie nie ma rozdziału „tronu” i „ołtarza”, który znamy z chrześcijaństwa i historii europejskiej oraz państwowości europejskich ukształtowanych w duchu christianitas. Na świecie istnieją muzułmańskie państwa o modelu mniej lub bardziej religijnym, ale charakter „tronu” nie zmienia islamu, który jest religią całościową.
Rozdział 1.Czy to już Eurabia?
Już kilka lat temu przestrzegałem w swoich felietonach przed „marszem przez instytucje” – że użyję metafory z Gramsciego – politycznych muzułmańskich środowisk na zachodzie Europy. To, co obserwujemy, to coraz bardziej jawna podmiotowość muzułmańskich partii. To nie jest wyłącznie skryta agitacja oparta na zakonspirowanych środowiskach na linii imam-wierni. Choć taki pogląd wciąż jest obecny w Polsce, to polityczny krajobraz na Starym Kontynencie jest pełen partii z islamskim rodowodem. Pączkowały one przez lata, a nawet dekady. Z pewnością kluczowe jest tutaj ostatnie dziesięciolecie. W Belgii mieliśmy kwestię ugrupowania Partia Islamu, które nie kryło się wcale z tym, że chce wprowadzić segregację kobiet i mężczyzn w transporcie publicznym i szariat w Belgii. Partia Islamu zdobyła dwa mandaty radnych jeszcze w 2012 roku. Analogicznie w Danii powstała partia muzułmanów (Nationalpartiet). W Holandii funkcjonowały Liga Arabsko-Europejska (AEL), Islamscy Demokraci oraz DENK („Myśl”).
1.1 Czy Europą będą rządzić islamistyczne partie?
Po politycznej drabinie w Europie wspina się wielu polityków utożsamiających się z imigranckimi lub muzułmańskimi środowiskami. Za modelowy przykład politycznej drogi – od migranta do urzędnika – podaje się karierę Sadiqa Khana, brytyjskiego polityka i prawnika związanego z lewicową Partią Pracy. Finalnie burmistrza Londynu. Khan pochodzi z rodziny imigrantów z Pakistanu. Dobra passa tego polityka skończyła się, gdy ujawnił opinii publicznej swoje poglądy. O zamachach terrorystycznych mówił, że „są częścią życia w wielkim mieście”. Co prawda, publicystów cytujących jego słowa oskarżano o wyrwanie ich z kontekstu, ale tak czy inaczej uznano je za co najmniej niesmaczne. Niestety słowa Khana były nie tylko niefortunne, ale również prorocze. W marcu 2017 roku islamski terrorysta Khalid Masood staranował z użyciem samochodu ludzi na moście Westminsterskim w Londynie, zabijając 5 osób i raniąc 49. W czerwcu 2017 roku zamach ten powtórzono – tym razem kierowca-terrorysta rozjeżdżał cywilów na moście Londyńskim. Bilans tego zamachu był większy – 8 zabitych, 48 rannych. Brak zapewnienia bezpieczeństwa w tak newralgicznych miejscach, w światowej stolicy finansjery, uderzył w Khana. Ponadto podpadł on także środowiskom kobiecym. W zachodniej Europie uznano, że jednym z ostatnich instrumentów zahamowania przeszczepiania rozwiązań z Bliskiego Wschodu jest publiczna dyskusja nad noszeniem przez muzułmanki hidżabów (zakrywających włosy), burek i nikabów (zasłaniających twarz). Khan nie dołączył do tego politycznego chóru, który zakrywanie kobiet uznawał za antyfeministyczne. Stwierdził, że muzułmańskie kobiety „mają prawo nosić to, co chcą”. Do postaci Khana jeszcze będę wracał na łamach tej książki. Wróćmy do muzułmańskich partii w Europie.
We Francji mieliśmy m.in. trzy muzułmańskie partie – Unię Muzułmańskich Demokratów (UMDF), która zwalczała zakaz noszenia nikabu i burki, Partię Francuzów-Muzułmanów oraz Muzułmańską Partię Demokratyczną. W Niemczech występował np. Sojusz na rzecz Innowacji i Sprawiedliwości, który za „innowację” uznał przeszczepianie na grunt europejski bliskowschodniego systemu bankowości. W Finlandii była fińska Partia Islamska, w Szwecji – Unia Społeczności Islamskich. Hiszpania ma swoją muzułmańską Andalusian Party, we Włoszech jest Unia Społeczności i Organizacji Islamskich. W 2024 roku ogłoszono inicjatywę panmuzułmańskiego ruchu w Europie, który zrzeszałby wspomniane organizacje polityczne lub ich zastępczynie, np. na listach do Parlamentu Europejskiego. Inicjatywę nazwano „koalicją z Lille”, bo to w tym francuskim mieście lider UDMF Nagib Azergui ogłosił powstanie takiego bloku.
Istnienie tych partii zbiega się z eksplozją imigracji z kręgów państw muzułmańskich oraz lokalnymi problemami demograficznymi. Jednak do elektoratu tych partii należy doliczyć także islamskich konwertytów. Wejście tych środowisk w unie wyborcze z innymi partiami oznacza, że ich kandydaci zyskują także poparcie środowisk postępowych (będąc na liście, która otrzymuje ich głosy). Choć w Europie mamy różne ordynacje wyborcze, to dość powszechnym zjawiskiem jest promowanie polityka, którego sukces wyborczy był efektem nie tyle własnego poparcia, ile siły głosów oddanych na listę, na której się znajdował. Uzyskiwanie obywatelstwa przez migrantów, ergo: uzyskiwanie praw wyborczych także może promować takie podmioty lub polityczne alianse, w które wchodzą. Gdy siedem lat temu opisywałem ten problem na łamach „Tygodnika Solidarność” (tysol.pl), głośna była sprawa Tunezyjczyka Samiego A. – byłego ochroniarza Osamy bin Ladena, przywódcy Al-Kaidy. Sami A. przebywał w Republice Federalnej Niemiec i pobierał zasiłek w wysokości 1167 euro miesięcznie. Berlin nie chciał go wówczas deportować, ponieważ – o paradoksie – terroryście groziłoby w Tunezji więzienie i to z torturami. Tym samym był on chroniony przed ewentualnymi tunezyjskimi represjami przez niemiecki system prawny. Na szczęście, dziennikarze nagłośnili sprawę i został on finalnie wydalony z Niemiec. Ale władze Niemiec zrobiły to i tak fortelem, omijając orzeczenie Sądu Administracyjnego w Gelsenkirchen. Sprawę tak relacjonowała „Gazeta Prawna” w lipcu 2018 roku.
„W czwartek Sąd Administracyjny w Gelsenkirchen orzekł w uproszczonym postępowaniu, że mężczyzna powinien pozostać w Niemczech do czasu otrzymania przez niemiecki rząd gwarancji, że nie będzie on poddany torturom w jego ojczyźnie. Faks informujący o decyzji sądu został jednak wysłany dopiero w piątek rano – już po wylądowaniu samolotu w Tunezji” – pisano1.
1.2 Więzienie kuźnią dżihadyzmu
W teorii, od 2003 roku Benjamin Herman powinien odsiadywać wyrok za więziennymi murami. Problem w tym, że w dniu ataku terrorystycznego był na przepustce z zakładu karnego. Herman stał się islamskim radykałem właśnie w więzieniu. Śledczy, zabezpieczając jego rzeczy z celi, znaleźli Koran oraz dywanik do modlitwy. O jego metamorfozie ostrzegały raporty służby penitencjarnej. Atak terrorystyczny w belgijskim Liège miał miejsce 29 maja 2018 roku. Herman zastosował się do instrukcji tzw. Państwa Islamskiego, by zmienić metodykę zamachów – która zmienia się na przestrzeni lat. Oznacza to, że miał dostęp do propagandy ISIS, która głosiła, że atakujący ma przejąć broń funkcjonariuszy i za jej pomocą dokonywać zamachów. Herman, z nożem w ręku, rzucił się na dwie funkcjonariuszki policji. Zabrał im broń i je zamordował. Zabił także mężczyznę w pobliskim aucie. Wszystko to miało miejsce w centrum miasta. Herman zbiegł z miejsca zbrodni do szkoły, w której się zabarykadował, biorąc jako zakładniczkę szkolną sprzątaczkę. W antyterrorystycznej akcji rannych zostało czterech funkcjonariuszy. Do bilansu ofiar Hermana należy doliczyć także zabicie jednego ze współwięźniów, co jeszcze bardziej kompromituje nadzór nad radykałem. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ zachodnioeuropejskie więzienia były i są wylęgarnią islamskich radykałów. W 2015 roku Międzynarodowe Centrum Badań nad Radykalizacją i Polityczną Przemocą (ICSR) raportowało, że w europejskich zakładach karnych trwa rekrutacja potencjalnych terrorystów. Analiza życiorysów dżihadystów z Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Danii, Holandii oraz Belgii wykazała, że 57 proc. zamachowców przeszła przez europejski system penitencjarny. Co trzeci z tej grupy był podejrzewany, że zradykalizował się właśnie za kratami.
Przez ten więzienny islamski inkubator przechodzili choćby: Chérif Kouachi oraz Anis Amri. Ten pierwszy uczestniczył w głośnym zamachu terrorystycznym na redakcję Charlie Hebdo w 2015 roku. Kouachi miał trafić w więzieniu na „mentorów”, którzy z pospolitego przestępcy zrobili dżihadystę. Choć polskie media już o tym bolesnym fakcie zapomniały, ale Anis Amri zorganizował mord na polskim kierowcy – śp. Łukaszu Urbanie, któremu po śmierci skradziono ciężarówkę i wjechano nią w jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie w 2016 roku. Amri ma na sumieniu 12 zabitych osób oraz 60 rannych. To także recydywista z bogatą kartoteką. W europejskich więzieniach dochodziło już do takich absurdów, jak spotkanie dwóch pokoleń dżihadystów odpowiedzialnych za planowanie zamachów terrorystycznych porównywanych skalą do ataków na wieże World Trade Center w Nowym Jorku. I tak, imam Abd al-Baki as-Sati, który planował wysadzenie w powietrze bazyliki Sagrada Familia, wpadł na ten pomysł, odsiadując wyrok z Raszidem Aglifem, skazanym za współudział w zamachu terrorystycznym na madryckie metro w 2004 roku. As-Sati nie zdołał dokonać zamachu na bazylikę, ponieważ zdetonował gromadzone skrupulatnie w swoim domu ładunki wybuchowe. W zgliszczach po eksplozji znaleziono przysięgę imama na wierność tzw. Państwu Islamskiemu oraz materiały, w których Hiszpanię określano jako „Al-Andalus”, czyli prowincję do podboju. Problem tych więziennych kuźni dżihadystycznych kadr był tak ogromny, że w Wielkiej Brytanii na Komisji Izby Gmin rozważano wypuszczenie części dżihadystów na wolność, by nie radykalizowali się w więzieniach.
1.3 Indeks terrorystów
W raporcie „Global Terrorism Index 2025” sklasyfikowano akty terroryzmu na całym świecie i na tej podstawie utworzono szereg rankingów dotyczących zagrożenia. W rankingu „Wyniki ogólne” na podstawie skali „Wpływ terroryzmu” w pierwszej pięćdziesiątce znalazło się dziesięć państw europejskich lub krajów, których terytorium lub jego część leży w Europie. Pierwsze, najbardziej niechlubne miejsce w tym rankingu zajmuje Burkina Faso. Na miejscu 16. sklasyfikowano Rosję, na 27. Niemcy, na 32. Turcję, na 36. Grecję, na 39. Czechy, na 40. Francję, na 41. Wielką Brytanię, na 45. Ukrainę, na 47. Polskę, a na 50. Szwecję. W pierwszej pięćdziesiątce znajdują się także Stany Zjednoczone Ameryki – na 34. miejscu, kraj co prawda nie w Europie, ale o kluczowym znaczeniu w Sojuszu Północnoatlantyckim.
Na liście najbardziej zabójczych ataków terrorystycznych w roku 2024 na pierwszym miejscu sklasyfikowano zapomniany przez polskie media atak w Nigrze, gdzie zginęło 237 żołnierzy w pobliżu miejscowości Tankademi. Ranking ten klasyfikuje największe jednostkowe straty w wyniku ataku terrorystów. Choć w okolicy aktywne jest tzw. Państwo Islamskie i wcześniej dokonało zamachu terrorystycznego, to w tym wypadku podsumowano sprawców tymi słowami – „żadna grupa nie przyznała się do odpowiedzialności, ale w pobliżu aktywni są dżihadyści”.
„Wpływ terroryzmu w Europie wzrósł w 2024 r., po najniższych poziomach regionu odnotowanych w 2023 r. od początku indeksu. W 2024 r. odnotowano 25 zgonów w 67 incydentach, co stanowi prawie dwukrotność liczby ataków w porównaniu z poprzednim rokiem (…) Nawet przy wahaniach terroryzm w Europie pozostaje znacznie niższy niż szczyt aktywności w 2016 r., kiedy odnotowano 736 zgonów w 362 incydentach. Siedem krajów odnotowało zgon z powodu terroryzmu w ciągu ostatniego roku, a dziewiętnaście z 36 krajów w regionie nie odnotowało ani jednego incydentu w 2024 r. Jednak 19 krajów odnotowało pogorszenie wyniku w ciągu ostatniej dekady, przy czym najsilniejsze miało miejsce w Niemczech i Czechach” – czytamy w raporcie „Global Terrorism Index 2025”. We wspomnianym raporcie, Rosję wyjęto poza grupę europejskich państw wpisując ją jako „Rosję oraz Eurazję”2.
Jak zauważono w raporcie, Niemcy odnotowały dziesięć ofiar terroryzmu w 2024 roku – najwięcej w ciągu ostatnich czterech lat. Wpływ miał na to śmiercionośny atak w Niemczech na jarmarku bożonarodzeniowym w Magdeburgu, gdzie terrorysta taranował tłum ludzi autem. Zauważmy, że jeżeli trzymać się kategorii wybranych przez autorów raportu to pierwszym z europejskich krajów, które wymienia się jako zagrożone terroryzmem, są właśnie Niemcy.
50-letni Saudyjczyk Talib al-Abd al-Muhsin zabił 6 osób, a ranił 235. Mężczyznę ujęto w pobliżu miejsca zbrodni. Uderzył on w coroczny jarmark bożonarodzeniowy, który jest tradycją w stolicy kraju związkowego Saksonii-Anhalt, czyli w Magdeburgu. Wcześniej niemieckie służby ujęły Irakijczyka, który planował analogiczny atak w Augsburgu. Niemieckie media określiły Saudyjczyka jako „ateistę”, „islamofoba”, zwolennika partii AfD (Alternatywa dla Niemiec). Wiemy, że w 2016 roku uzyskał azyl w Niemczech. Z jego kont na mediach społecznościowych miało wynikać, że pomaga osobom porzucającym islam i podejmującym ucieczkę z krajów Zatoki Perskiej. Z zawodu był psychiatrą. Azyl otrzymał, ponieważ miało mu grozić niebezpieczeństwo ze strony saudyjskiego rządu. Problem z weryfikacją tej historii zaczyna się, gdy pogrzebiemy głębiej w jego życiorysie. Sprawę opisało BBC. Pierwsze problemy z Al-Muhsinem zaczęły się w roku 2013, gdy ukarano go grzywną i przeszukano jego mieszkanie. Następnie w 2015 roku groził publicznie, że „zdobędzie broń i zemści się na sędziach”. Saudyjczyk studiował psychiatrię i pracował w zakładzie karnym w Bernburgu, ale jego pracę oceniano negatywnie. Przez kolegów był nazywany „Dr. Google”, ponieważ jego wiedza medyczna miała być niska. Zauważmy więc, że pomimo kolizji z niemieckim prawem został azylantem. W międzyczasie Arabia Saudyjska informowała Republikę Federalną Niemiec, że człowiek ten jest groźny. Uznając go za opozycjonistę wobec władz w Arabii Saudyjskiej, nie deportowano go i nie aresztowano. Niedługo potem, bo w lutym 2025 roku, afgański 24-latek ubiegający się o azyl, mieszkający w Monachium na podstawie ważnego zezwolenia na pobyt, staranował autem demonstrację związku zawodowego, a w czasie zatrzymania krzyczał do niemieckich funkcjonariuszy „Allahu Akbar”.
Jak raportuje „Global Terrorism Index 2025” udaremniono zamachy terrorystyczne, które miały uderzyć w Euro, letnie igrzyska olimpijskie oraz koncerty Taylor Swift. W raporcie czytamy, że „odnotowano ataki przeprowadzone zarówno przez ISIS, jak i Hamas, podczas gdy większość udaremnionych spisków przypisano samotnym wilkom inspirowanym przez ISIS. Ponieważ napięcia na Bliskim Wschodzie utrzymują się, w 2025 r. istnieje nadal możliwość wzrostu aktywności terrorystycznej w Europie” – czytamy w podsumowaniu.
Mam pewne zastrzeżenie do tego raportu, doceniając rzecz jasna ogrom pracy, jaką wykonali jego autorzy. Aczkolwiek, przy „20 najbardziej zabójczych atakach” w roku 2024 wymieniono Rosję i ataki w Crocus City Hall pod Moskwą. W skrótowym opisie na stronie ósmej nie ma ani słowa o podejrzeniach, że zamach był prowokacją rosyjskich służb specjalnych. A w raporcie pojawia się choćby rozdział „Dziesięć lekcji z wojny rosyjsko-ukraińskiej”, a zatem autorzy wyciągnęli wnioski z tego konfliktu zbrojnego.
W 2021 roku Cressida Dick, komendantka metropolitalnej policji w Wielkiej Brytanii, w latach 2017–2022, przestrzegła przed „nową falą ekstremistów”. Dotyczy to młodzieży. „Prawie dwie trzecie aresztowań związanych z ISIS w Europie w 2024 r. dotyczyło nastolatków” – zaznaczono. W 2024 roku w Anglii padł rekord aresztowań nieletnich za „przestępstwa związane z terroryzmem”.
Raport wymienia organizacje terrorystyczne, skupiając się na tych najbardziej zabójczych. Są to: tak zwane. Państwo Islamskie wraz z oddziałami zbrojnymi, które należą do tej „franczyzy zła” – od ISK do ISWA. Ponadto, Dżama’at Nasr al-Islam wa-al-Muslimin (JNIM), Tehrik-i-Taliban Pakistan (TTP) oraz Asz-Szabab.
Te cztery grupy były odpowiedzialne za śmierć 4204 osób w 2024 roku, które stanowiły 80 proc. ofiar wszystkich zamachów terrorystycznych. Wszystkie te organizacje są bojówkami radykalnego islamu. Tzw. Państwo Islamskie (Islamic State/IS) scharakteryzowano jako grupę z odnogami w postaci tzw. Państwa Islamskiego Prowincji Chorosan (ISK), tzw. Państwa Islamskiego Prowincji Synaj (IS-SP), tzw. Państwa Islamskiego Iraku i Lewantu (ISIL) oraz tzw. Państwa Islamskiego Zachodniej Afryki (ISWA). Pomijany w polskich mediach JNIM to zbrojna organizacja dżihadystyczna działająca w Maghrebie i Afryce Zachodniej.
Została utworzona w 2017 roku w wyniku połączenia Ansar ad-Din i Al-Murabitun oraz saharyjskiej Al-Kaidy. Tehrik-e-Taliban Pakistan (TTP) to talibańska organizacja zbrojna działająca w Pakistanie. Sprzeciwia się rządowi w Islamabadzie. Organizację założono w 2007 roku i na jej czele stanął Baitullah Mehsud. Po śmierci zastąpił go Hakimullah Mehsud. TTP jest w sojuszu z afgańskimi talibami. Asz-Szabab to somalijska radykalna islamistyczna organizacja terrorystyczna działająca w Rogu Afryki.
Amerykańska Centralna Agencja Wywiadowcza wyszczególnia oficjalnie 88 grup zbrojnych o profilu terrorystycznym. Część z nich to grupy powiązane z tzw. Państwem Islamskim. Co charakterystyczne dla tej listy, są to w większości organizacje radykalnego islamu lub przestępcze kartele, z niewielkim odsetkiem organizacji komunistycznych. By nie zarzucono mi manipulacji danymi, publikuję pełną listę tych organizacji3.
Na ponad osiemdziesiąt wymienianych organizacji zbrojnych dokonujących aktów terroru zaledwie 23 są o innym profilu niż islamistyczny. Wydaję mi się, że odbiór społeczny skali terroru jest taki, iż ludziom się wydaje, że za zamachami stoją organizacje albo islamistyczne (Al-Kaida albo ISIS), albo o profilu prawicowym i suprematystycznym. Tak jakby na jednego dżihadystę przypadał jeden skinhead z ładunkiem wybuchowym pod pachą. Faktycznie radykalizm połączony z aktami terroru zawsze jest zagrożeniem (bez względu na zabarwienia), ale proporcje w rzeczywistości są zupełnie inne4.
1 Za: https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/1174322,byly-ochroniarz-osamy-bin-ladena-zostal-deportowany-do-tunezji.html
2 Za: https://reliefweb.int/report/world/global-terrorism-index-2025
3 Za: https://www.cia.gov/the-world-factbook/references/terrorist-organizations/
1.Abdallah Azzam Brigades (AAB),
2.Abu Sayyaf Group (ASG)
3.Al-Aqsa Martyrs Brigade (AAMB)
4.Al-Ashtar Brigades (AAB)
5.Al-Mourabitoun
6.Al-Qa’ida (AQ)
7.Al-Qa’ida in the Arabian Peninsula (AQAP)
8.Al-Qa’ida in the Indian Subcontinent (AQIS)
9.Al-Qa’ida in the Islamic Maghreb (AQIM)
10.Al-Shabaab (AS)
11.Ansar al-Dine (AAD)
12.Ansar al-Islam (AAI)
13.Ansar al-Shari’a groups in Libya (ASL)
14.Ansar al-Shari’a in Tunisia (AAS-T)
15.Ansarallah/ Huthis
16.Army of Islam (AOI)
17.Asa’ib Ahl al-Haqq (AAH)
18.Asbat al-Ansar (AAA)
19.Boko Haram (BH)
20.Communist Party of the Philippines/New People’s Army (CPP/NPA)
21.Continuity Irish Republican Army (CIRA)
22.Gran Grif
23.Gulf Cartel
24.HAMAS
25.Haqqani Network (HQN)
26.Harakat Sawa’d Misr (HASM)
27.Harakat ul-Jihad-i-Islami (HUJI)
28.Harakat ul-Jihad-i-Islami/Bangladesh (HUJI-B)
29.Harakat ul-Mujahidin (HUM)
30.Hay’at Tahrir al-Sham (HTS)/al-Nusrah Front (ANF)
31.Hezbollah
32.Hizbul Mujahideen (HM)
33.Hurras al-Din
34.Indian Mujahedeen (IM)
35.Islamic Jihad Union (IJU)
36.Islamic Movement of Uzbekistan (IMU)
37.Islamic Revolutionary Guard Corps (IRGC)/Qods Force
38.Islamic State of Iraq and ash-Sham – Democratic Republic of the Congo (ISIS-DRC)
39.Islamic State of Iraq and ash-Sham - East Asia (ISIS-EA) in the Philippines
40.Islamic State of Iraq and ash-Sham – Mozambique (ISIS-M)
41.Islamic State of Iraq and ash-Sham - Sinai Province (ISIS-SP)
42.Islamic State of Iraq and ash-Sham - West Africa (ISIS-WA)
43.Islamic State of Iraq and ash-Sham in Bangladesh (ISB)
44.Islamic State of Iraq and ash-Sham in Libya (ISIS-L)
45.Islamic State of Iraq and ash-Sham in the Greater Sahara (ISIS-GS)
46.Islamic State of Iraq and ash-Sham (ISIS)
47.Islamic State of Iraq and ash-Sham – Algeria
48.Islamic State of Iraq and ash-Sham network in Azerbaijan
49.Islamic State of Iraq and ash-Sham – Caucasus Province: ISIS-Caucasus Province (ISIS-CP; aka Wilayat Qawqaz)
50.Islamic State of Iraq and ash-Sham – India: the Islamic State-India
51.Islamic State of Iraq and ash-Sham – East Asia networks in Indonesia
52.Islamic State of Iraq and ash-Sham - Pakistan
53.Islamic State of Iraq and ash-Sham – Somalia
54.Islamic State of Iraq and ash-Sham cell in Sudan
55.Islamic State of Iraq and ash-Sham network in Tunisia
56.Islamic State of Iraq and ash-Sham – Turkey
57.Islamic State of Iraq and ash-Sham - Yemen
58.Islamic State of Iraq and ash-Sham-Khorasan Province (ISIS-K)
59.Jaish-e-Mohammed (JeM)
60.Jama’at Nusrat al-Islam wal-Muslimin (JNIM)
61.Jama’atu Ansarul Muslimina Fi Biladis-Sudan (Ansaru)
62.Jaysh al Adl (Jundallah)
63.Jaysh Rijal al-Tariq al Naqshabandi (JRTN)
64.Jemaah Islamiya (JI)
65.Kata’ib Hizballah (KH)
66.Kurdistan Workers Party (PKK)
67.La Mara Salvatrucha (MS-13)
68.Lashkar i Jhangvi (LJ)
69.Lashkar-e Tayyiba (LeT)
70.Liberation Tigers of Tamil Eelam (LTTE)
71.National Liberation Army (ELN)
72.New Generation Jalisco Cartel
73.Northeast Cartel
74.Palestine Islamic Jihad (PIJ)
75.Palestine Liberation Front – Abu Abbas Faction
76.Popular Front for the Liberation of Palestine - General Command (PFLP-GC)
77.Popular Front for the Liberation of Palestine (PFLP)
78.Real Irish Republican Army (RIRA)
79.Revolutionary Armed Forces of Colombia – People’s Army (FARC-EP)
80.Revolutionary People’s Liberation Party/Front (DHKP/C)
81.Revolutionary Struggle (RS)
82.Segunda Marquetalia
83.Shining Path (Sendero Luminoso, SL)
84.Sinaloa Cartel
85.Tehrik-e-Taliban Pakistan (TTP)
86.The New Michoacana Family
87.Tren de Aragua (TdA)
88.Viv Ansanm
4 Za: https://www.eerstekamer.nl/bijlage/20250221/europol_report_terrorism_situation/document3/f=/vml3dlvbwr5c.pdf
