Dziennik norymberski - G. M. Gilbert - ebook

Dziennik norymberski ebook

G.M. Gilbert

0,0

Opis

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

 

 

Książka dostępna w zasobach: 
Miejska Biblioteka Publiczna w Oświęcimiu

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 730

Rok wydania: 2012

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



G. M. Gilbert

Dziennik norymberski

Z angielskiego przełożył

Tomasz Łuczak

Świat Książki 

Tytuł oryginału

NUREMBERG DIARY

Wydawca

Daria Kielan

Redaktor prowadzący

Tomasz Jendryczko

Redakcja i indeks

Magdalena Szczęsny-Mrówczyńska

Współpraca redakcyjna

Ryszarda Witkowska-Krzeska

Korekta

Maciej Korbasiński

Copyright © 1947 by G.M. Gilbert

Copyright renewed © 1974 by G.M. Gilbert

Copyright © for the Polish translation by Weltbild Polska Sp. z o.o.,

Warszawa 2012

Świat Książki

Warszawa 2012

Weltbild Polska Sp. z o.o.

02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2

Księgarnia internetowa: Weltbild.pl

Skład i łamanie

Kolonel

Druk i oprawa

CPI Moravia Books s.r.o.

Bmenska 1024, CZ - 69123 Pohorelice

ISBN 978-83-7799-480-1

Nr 90083411

Mojej żonie

Podziękowania

Jestem wdzięczny komendantowi więzienia pułkownikowi B.C. Andrusowi oraz doktorowi Douglasowi M. Kelly’emu, psychiatrze więziennemu podczas dwóch pierwszych miesięcy trwania procesów, za ułatwienie mi wykonania zadania w więzieniu norymberskim. Dzięki nim miałem swobodny dostęp do wszystkich więźniów już od samego początku mojego tam pobytu. Pragnę także wyrazić wdzięczność doktorowi Leonowi N. Goldensohnowi, który pełnił funkcję psychiatry więziennego przez większą część procesu, za słowa zachęty i inspirujące mnie rozmowy.

W przygotowaniach do wydania dziennika wspomagał mnie ekspert John Farrar – jego redaktorska ręka i głębokie zaangażowanie okazały się bezcenne. Konsultacją historyczną i zestawieniem chronologii wydarzeń zajął się pan Robert Katz, były pracownik Office of War Informations, który wniósł również znaczący wkład w redakcję. Kwestie prawne konsultował pan William Jackson, były asystent głównego oskarżyciela z ramienia Stanów Zjednoczonych.

Chciałbym również podziękować sędziemu Robertowi H. Jacksonowi, głównemu oskarżycielowi amerykańskiemu, który udzielił pozwolenia na opublikowanie mojego dziennika, ponieważ widział w tym korzyści dla historii i nauki.

Wstęp – akt oskarżenia

Przybyłem do Norymbergi razem z transportem więźniów 20 października 1945 roku, w dniu, w którym Międzynarodowy Trybunał Wojskowy otrzymał akty oskarżenia przeciwko dwudziestu trzem nazistowskim zbrodniarzom wojennym, przebywającym już wówczas w areszcie. Jako oficer wywiadu wojskowego, do tego znający niemiecki, widziałem jeszcze przed Dniem Zwycięstwa upadek nazistowskiej machiny wojennej i dowody barbarzyństwa w miejscach takich jak obóz koncentracyjny w Dachau. Jako dyplomowany psycholog chciałem oczywiście wiedzieć, co skłoniło ludzi do przyłączenia się do ruchu nazistowskiego i dokonania takich zbrodni.

Przesłuchanie przeze mnie jeńców wojennych i niemieckich cywilów nie przyniosło zadowalającej odpowiedzi. Zwykli ludzie zapewniali tylko o braku osobistej odpowiedzialności i swoim posłuszeństwie wobec przywódców, którzy ich zdradzili. Owi przywódcy zostali osadzeni w norymberskim więzieniu, zatem było to jedyne miejsce, w którym chciałem się znaleźć. Na szczęście mogłem zastąpić tłumacza komendanta więzienia, co spowodowało, że zostałem również wyznaczony na stanowisko więziennego psychologa na czas trwania procesu.

Do moich głównych obowiązków należało utrzymywanie bliskiego, codziennego kontaktu z więźniami w celu informowania komendanta więzienia pułkownika B.C. Andrusa o stanie ich morale oraz zapewnienia w każdy możliwy sposób ich obecności w sali rozpraw. Współpracowałem również z komisjami psychiatrycznymi i psychiatrą więziennym1 przy wszystkich koniecznych badaniach stanu psychicznego osadzonych.

Zezwolono mi na swobodny dostęp do więźniów przez cały czas, od przedstawienia im zarzutów aż do wykonania wyroków. Umożliwiło to badanie przez cały rok ich reakcji. Metoda była prosta. Polegała na swobodnej rozmowie z nimi, w której występowałem w roli psychologa i łącznika. Istotny był również sam proces jako narzędzie badające system nazistowski i tworzących go ludzi. Nigdy nie prowadziłem notatek w ich obecności, ale spisywałem skrupulatnie moje rozmowy i obserwacje natychmiast za każdym razem po opuszczeniu celi, sali sądowej bądź stołówki, by następnie obszerniej je omówić w formie wpisu do dziennika. Ów dziennik składa się z nieprzetworzonych danych pochodzących z tych badań i jest publikowany zarówno ze względu na swoją wartość historyczną, jak i psychologiczną.

Tak jak można się było spodziewać, znaczna część wypowiedzi nazistów dotyczyła racjonalizacji, samousprawiedliwień i wzajemnych oskarżeń; ale nawet gdy w sposób przesadny zaprzeczali swojej winie – swobodniej formułując opinie o innych niż o sobie samych – nieuchronnie ujawniali własne osobowości i motywacje. W rzeczywistości najczęściej otwierali się przed psychologiem i jedynym – wyjąwszy kapelanów – amerykańskim oficerem z personelu więziennego, z którymi mogli porozumieć się po niemiecku. Powstrzymywałem się od upiększania pozyskanych informacji przez nadmierne spekulacje psychologiczne, pozostawiając je późniejszym badaczom, co dawało nadzieję na pełniejsze i bardziej obiektywne wnioski niż moje.

Przez miesiąc, od przedstawienia zarzutów do rozpoczęcia procesu, nazistowscy przywódcy przebywali w pojedynczych celach. Wykorzystałem ten okres do nawiązania osobistego kontaktu z więźniami, obserwując ich reakcje na zarzuty i poddając testom psychologicznym. Im przyniosło to w osamotnieniu ulgę, mnie – możliwość poznania osobowości nazistowskich przywódców. Badania z tego okresu zatem zostaną zaprezentowane w sposób raczej swobodny, a nie w kolejności chronologicznej.

– REAKCJE NA POSTAWIONE ZARZUTY –

Reakcje na postawione zarzuty szybko się ujawniły. Poprosiłem każdego oskarżonego o autografy na mojej kopii aktu oskarżenia wraz z krótkim oświadczeniem na jego temat. Przedstawiam poniżej cytaty z pierwszych spontanicznych reakcji kilku głównych postaci:

Hermann Göring, marszałek Rzeszy i naczelny dowódca Luftwaffe, przewodniczący Reichstagu, pełnomocnik do spraw planu czteroletniego etc., etc., zapisał swoją ulubioną, cyniczną formułę: Zwycięzca zawsze będzie sędzią, a zwyciężony oskarżonym.

Joachim von Ribbentrop, minister spraw zagranicznych, napisał wymijające oświadczenie: Akt oskarżenia jest skierowany przeciwko niewłaściwym ludziom. Chciał dodać: Wszyscy byliśmy w cieniu Hitlera, ale przezornie powstrzymał się od przedłożenia tego na piśmie.

Rudolf Hess, od przyjazdu z Anglii znajdujący się w stanie całkowitej amnezji, zdołał tylko napisać (po angielsku): Nie mogę sobie przypomnieć.

Ernst Kaltenbrunner, szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) (w tym gestapo i SD), zapewniał o swojej formalnej niewinności: Nie czuję się winny żadnych zbrodni wojennych. Wykonywałem tylko swoje obowiązki w ramach prac wywiadu i protestuję przeciwko pociąganiu mnie do odpowiedzialności w miejsce Himmlera.

Alfred Rosenberg, czołowy ideolog nazistowski i minister Rzeszy do spraw okupowanych terytoriów wschodnich, również zadeklarował swoje niewinne intencje: Muszę odrzucić oskarżenie o „spisek”. Ruch antysemicki był tylko zapobiegawczy.

Hans Frank, adwokat, minister Rzeszy bez teki, a później gubernator generalny okupowanych ziem polskich, rozważał swoje niedawne nawrócenie religijne: Traktuję ten proces jako światowy sąd z woli bożej, służący do przeanalizowania i położenia kresu straszliwemu okresowi cierpień za Adolfa Hitlera.

Wilhelm Frick, minister spraw wewnętrznych, podniósł kwestię prawną: Całe oskarżenie opiera się na domniemaniu spisku.

Fritz Sauckel, generalny pełnomocnik do spraw wykorzystania siły roboczej, stwierdził, że trudno pogodzić oskarżenia z jego oddaniem dla robotników: Istnienie przepaści pomiędzy ideałem społecznej wspólnoty, który sobie wyobrażałem i wspierałem jako były marynarz i robotnik, a straszliwymi wydarzeniami w obozach koncentracyjnych wstrząsnęło mną do głębi.

Albert Speer, minister do spraw uzbrojenia i amunicji, otwarcie wyznał, że winę ponosi reżim nazistowski: Odpowiedzialność za te straszliwe zbrodnie obowiązuje nawet w państwie totalitarnym.

Hjalmar Schacht, przed wojną prezes Banku Rzeszy i minister gospodarki, zadeklarował: W ogóle nie rozumiem, dlaczego zostałem oskarżony.

Walther Funk, następca Schachta na stanowisku prezesa Banku Rzeszy i minister gospodarki, był nieco bardziej wymowny, nie krył też emocji w zapewnieniach o swojej niewinności: W całym moim życiu nie zrobiłem świadomie nic takiego, co mogłoby się przyczynić do takich oskarżeń. Gdybym przez przypadek lub ignorancję okazał się winny zarzutów postawionych w akcie oskarżenia, to moja wina jest tragedią ludzką, a nie zbrodnią.

Franz von Papen, były kanclerz Rzeszy, a w okresie rządów Hitlera ambasador w Wiedniu i w Ankarze, był nawet bardziej wymowny w dystansowaniu się w stosunku do win nazistów: Zaszokował mnie akt oskarżenia z powodu (1) nieodpowiedzialności, z jaką Niemcy zostały rzucone w tę wojnę i katastrofę o zasięgu światowym, i (2) nagromadzenia zbrodni, jakie niektórzy z mojego narodu popełnili. To drugie jest psychologicznie niewytłumaczalne. Jestem przekonany, że główną winę za to ponoszą: pogaństwo i lata totalitaryzmu. To dlatego Hitler stał się w tym czasie patologicznym kłamcą.

Konstantin von Neurath, baron, minister spraw zagranicznych Rzeszy w latach 1932-1938, a później na czele Protektoratu Rzeszy w Czechach i Morawach, wyróżnił jeden aspekt nazistowskiego bezprawia: Zawsze byłem przeciwny karaniu bez możliwości obrony.

Baldur von Schirach, przywódca młodzieży Rzeszy Niemieckiej (Hitlerjugend) i gauleiter w Wiedniu, miał spóźnione, choć na pozór szczere przebudzenie: Całe to nieszczęście wzięło się z polityki rasowej.

Arthur Seyss-Inquart, kanclerz Austrii, a potem komisarz Rzeszy w Holandii, nie fatygował się zapewnieniami o swojej niewinności, ale napisał z chłodnym fatalizmem: Mam nadzieję, że to ostatni akt tragedii drugiej wojny światowej.

Julius Streicher, jako wydawca pisma „Der Stürmer” pierwszy żydożerca nazistowskich Niemiec oraz gauleiter Frankonii, dał wyraz swojej obsesji nawet w obliczu procesu: Ten proces to triumf światowego żydostwa!

Wilhelm Keitel, feldmarszałek, szef Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu, zareagował jak przystało na pruskiego oficera: Dla żołnierza rozkazy są rozkazami!

Alfred Jodl, generał, szef Sztabu Dowodzenia Wehrmachtu w Naczelnym Dowództwie Wehrmachtu, potraktował akt oskarżenia z niejednoznacznymi uczuciami: Ubolewam nad mieszaniem uzasadnionych zarzutów z polityczną propagandą.

Karl Dönitz, admirał, naczelny dowódca sił morskich, mianowany przez Hitlera prezydentem Rzeszy i naczelnym dowódcą Wehrmachtu, próbował wyśmiać całą sprawę jako rzecz, która nie ma z nim związku: Żaden z wymienionych zarzutów zupełnie mnie nie dotyczy – typowo amerykańskie poczucie humoru.

Hans Fritzsche, dyrektor ministerialny, szef departamentu radia w Ministerstwie Propagandy Goebbelsa, poczuł się zmuszony do przemówienia do narodu niemieckiego: To jest najstraszliwszy akt oskarżenia wszech czasów. Gorsze może być tylko oskarżenie, które przedłoży naród niemiecki o nadużycie jego idealizmu.

Odręczne zapisy będące reakcjami admirała Ericha Raedera i Roberta Leya zaginęły. Admirał Reader właśnie został doprowadzony do więzienia z rosyjskiej niewoli i odmówił wszelkich oświadczeń, zarówno pisemnych, jak i ustnych. Ekscentryczny, niezrównoważony psychicznie przywódca nazistowskich związków zawodowych, Niemieckiego Frontu Pracy, Robert Ley zareagował na akt oskarżenia o zbrodnie wojenne szybko i ostatecznie – popełnił samobójstwo.

SAMOBÓJSTWO ROBERTA LEYA

Wraz z psychiatrą więziennym odwiedziłem Roberta Leya na dzień przed jego samobójstwem. Był podekscytowany, przemierzając celę tam i z powrotem w swoich filcowych kapciach i amerykańskiej wojskowej kurtce; w tym czasie nosiło takie kurtki kilku więźniów. Zapytany, jak radzi sobie z przygotowaniem obrony po przeczytaniu aktu oskarżenia, wybuchnął tyradą:

23 października (cela Leya)

„Jak mogę przygotować obronę? Mam się bronić sam przeciwko wszystkim tym [zarzucanym mi] zbrodniom, o których nic nie wiem? Jeśli po całym tym rozlewie krwi w wojnie potrzeba jeszcze o-ofiar, aby zaspokoić [potrzebę] z-zemsty zwycięzców – to wszystko w najlepszym porządku – tu stanął pod ścianą z rozpartymi ramionami, po czym perorował dalej z dramatyczną gestykulacją. – Postawcie nas pod ścianą i rozstrzelajcie! Wszystko w najlepszym porządku – wy jesteście zwycięzcami. Ale dlaczego powinno się mnie zawlec przed trybunał jak k-k... jak k-k...?”. Jąkał się i całkiem zaciął przy słowie „kryminalista” do chwili, gdy je mu podsunąłem. Potem dodał: „Tak, nie mogę nawet wykrztusić słowa”. Powtarzał tę myśl wiele razy, przemierzając celę tam i z powrotem, gestykulując i jąkając się w wielkim wzburzeniu.

Następnej nocy znaleziono go w celi powieszonego. Zrobił stryczek z oddartych brzegów wojskowego ręcznika, które związał, po czym przymocował do rury kanalizacyjnej. W swoim liście pożegnalnym stwierdził, że nie może już dłużej znosić pohańbienia.

Samobójstwo Leya wywołało spore zaniepokojenie na oddziale więziennym. Zwiększono czterokrotnie straż, tak że każdej celi całą dobę pilnował strażnik. Komendant więzienia pułkownik Andrus obawiał się, że samobójstwo Leya mogłoby mieć wpływ na zachowanie pozostałych oskarżonych. Dlatego czyn Leya utrzymywano przez kilka dni w ścisłej tajemnicy. Po kilku dniach jednak Andrus puścił w obieg niejasną notatkę zawiadamiającą o śmierci Leya.

Kiedy notatkę tę dostarczono, gdzieś około 29 października, siedziałem w celi Göringa. Przeczytał zawiadomienie, nie okazując żadnych emocji. Gdy funkcjonariusz opuścił celę, zwrócił się do mnie:

29 października (cela Göringa)

„Dobrze się składa, że nie żyje, ponieważ miałem wątpliwości co do tego, jak zachowa się na procesie. Zawsze był taki roztargniony – zawsze wygłaszał takie fantastyczne i bombastyczne przemówienia. Jestem pewien, że przed sądem zrobiłby z siebie widowisko. Cóż, nie jestem zaskoczony, że nie żyje, ponieważ tak czy inaczej zapiłby się na śmierć [...]”.

Podobne stanowisko wyrażali inni oskarżeni. Jedynym, który wydawał się w ogóle opłakiwać śmierć Leya, był prostacki fanatyk Julius Streicher. Ley, ekscentryczny szef Frontu Pracy, zmuszający niemieckich robotników do prenumeraty jego dziennika „Der Stürmer”, był jedynym, który pasował do towarzystwa Streichera podczas ich wcześniejszego internowania w obozie w Mondorf. Niemniej jednak Streicher uważał, że samobójstwo Leya i pozostawienie przezeń testamentu politycznego, nazywającego nazistowską politykę antysemicką „dużym błędem”, było tchórzostwem.

STREICHER

Prestiż społeczny Streichera osiągnął tak niski poziom, że inni zbrodniarze wojenni uznawali jego towarzystwo za nieodpowiednie. Jego lubieżna, perwersyjna umysłowość została najniżej oceniona w testach psychologicznych IQ; nawet obrońca zastanawiał się, czy antysemicka obsesja jego klienta nie wynikała z choroby umysłowej. Streicher został odpowiednio przebadany przez komisję psychiatryczną złożoną z doktora Jewgienija Krasnuszkina z Moskwy, pułkownika Paula Schroedera z Chicago i doktora Delaya z Paryża. Streicher wykorzystał badanie do wygłoszenia kolejnych wykładów o antysemityzmie, pouczając psychiatrów w tej sprawie, tłumacząc zarazem, jak to poświęcił dwadzieścia pięć lat na studiowanie kwestii żydowskiej i wie na ten temat więcej niż ktokolwiek inny. Gdy lekarze poprosili go o rozebranie się do badania, rosyjska tłumaczka podeszła do drzwi i odwróciła się tyłem do grupy. Streicher powiedział, mrugając znacząco: „O co chodzi? Jesteś wystraszona, widząc coś ładnego?”. Dziewczyna wzdrygnęła się ze wstrętu.

W rezultacie badania psychiatrzy orzekli, że choć cierpi na obsesję neurotyczną, nie jest chory psychicznie.

Ta obsesja często objawiała się w niezobowiązujących rozmowach prowadzonych w jego celi przed rozpoczęciem procesu. Streicher bezustannie przekonywał każdego przychodzącego z wizytą o swojej wiedzy na temat antysemityzmu, choć w gruncie rzeczy ujawniał tym swoją lubieżność i świętokradczą perwersję, pozwalającą mu rozkoszować się tematem. Notatka z dziennika ilustruje ten sposób myślenia:

14 listopada (cela Streichera)

„Jestem tym jedynym na świecie, który wyraźnie dostrzegł żydowskie zagrożenie jako problem historyczny. Nie stałem się antysemitą z powodu doznania jakiegokolwiek maltretowania czy urazy – ależ skądże – zostałem do tego powołany! Uświadomienie mi istoty żydowskiego zagrożenia przyszło z samego Talmudu – tak zwanej Świętej Księgi, którą Żydzi ukryli dzięki chrześcijaństwu, to dlatego nazwali ją Świętą Księgą. Wie pan, to wszystko o tym, że Żydzi i chrześcijanie wyznają tego samego Boga, jest bzdurą. Sam Talmud pokazuje, że rządzą się oni prawem rasowym. I to jest rzecz podstawowa – teraz proszę uważać. Czyż nie jest diaboliczne, gdy Talmud mówi, że Bóg powiedział Żydom: «Będziesz obrzezany i będziesz płodził tylko żydowskie dzieci z żydowskimi kobietami?». Oto dlaczego utrzymali czystość rasową i przetrwali wieki. Obecnie, jeśli chcą utrzymywać swoją czystość rasową, pozwólmy im – to wszystko, co mówię. Ale pozwólmy im trzymać się z daleka od rasy germańskiej, która jest rasą nordycką. My także musimy chronić naszą czystość rasową”. Mrużąc oczy i kiwając pedantycznie palcem, dodał: „Ach tak, człowiek może się wiele nauczyć z Talmudu. Żydzi o tym wiedzą. Ale to my musimy być nauczycielami, nie oni”.

„No tak, Göring i inni są przynajmniej skłonni przyznać, że był to straszliwy błąd, niezależnie od wszystkiego innego”.

„Ach, ten Göring! On nawet nigdy nie skonsumował swojego małżeństwa. [...]. Tak, wiem, że to Göring był odpowiedzialny za wykopanie mnie ze stanowiska gauleitera w 1940 roku, z powodu tej historii o jego dziecku pochodzącym ze sztucznego zapłodnienia. Nic na to nie poradzę. Muszę mówić to, co uważam za prawdę”.

„Sądzę, że wielu ludzi chciało pana powstrzymać od wydawania «Stürmera», ale Hitler zawsze pana wspierał. Na czym polegał sekret tej protekji Führera?”.

„No cóż, wie pan, że maszerowałem z nim w pierwszym szeregu podczas puczu monachijskiego, a on nigdy o tym nie zapomniał. W więzieniu powiedział nawet, że o tym nigdy nie zapomni, i dotrzymał słowa. I ja także pozostałem wierny. Nawet po usunięciu mnie, parę lat temu posłał do mnie Göringa i Leya z pytaniem, czy czegoś sobie życzę. No to im powiedziałem (Streicher gestykuluje teatralnie): «Powiedzcie mojemu Führerowi, że nie oczekuję niczego oprócz śmierci u boku mojego wodza w przypadku katastrofy, która zapewne spotka Ojczyznę!»». Streicher przez chwilę utrzymał pełną afektacji pozę, a potem dodał: „I to mu zaimponowało».

HESS

Głównym kandydatem do badania psychiatrycznego był Rudolf Hess, zastępca Hitlera na stanowisku szefa NSDAP, którego tajemniczy lot do Anglii w 1941 roku wywołał sensację. Do norymberskiego więzienia przybył z Anglii jako ostatni, w stanie całkowitej amnezji. W jego rzeczach była mała paczka, zawierająca próbki żywności, które w Anglii pakował, pieczętował i opatrywał etykietkami w okresie urojeń paranoidalnych dotyczących zatruwania pożywienia. Całymi dniami przesiadywał w swojej celi w stanie apatii i odrętwienia umysłowego, niezdolny do rozmyślań na jakikolwiek temat dotyczący jego przeszłości, w tym lotu do Anglii. Czasami wydawało się, że celowo tłumi wspomnienia przemykające po jego chmurnej twarzy, co budziło w nas pewne wątpliwości, czy rzeczywiście znajdował się w stanie całkowitej amnezji.

Konfrontowany z Göringiem i von Papenem nie odróżniał ich od siebie. Kiedy pokazano mu film z czasów nazizmu, w którym występował, również nie wykazywał reakcji.

W czasie spacerów po więziennym dziedzińcu musiał być skuty, ze względu na próbę samobójczą podjętą w Anglii.

Testy psychologiczne, które przeprowadzałem w jego celi, wykazały poważne ograniczenie umysłowości, choć badany miał nieco wyższy od przeciętnego poziom inteligencji.

Na kilka dni przed rozpoczęciem procesu został w swojej celi przebadany przez amerykańską komisję psychiatryczną w składzie: doktor Nolan D.C. Lewis z Uniwersytetu Columbia, doktor Donald E. Cameron z Uniwersytetu McGilla i pułkownik Paul Schroeder z Chicago. Uczestniczyłem w badaniu jako tłumacz. Badania nie odpowiedziały na pytanie, czy jego amnezja jest prawdziwa, mimo to psychiatrzy orzekli, że w sensie prawnym nie jest chory psychicznie.

GÖRING

Poza samobójstwem Roberta Leya i badaniami psychiatrycznymi Juliusa Streichera oraz Rudolfa Hessa nie podnoszono kwestii zdrowia psychicznego w stosunku do któregokolwiek z przebywających w więzieniu oskarżonych.

Göring już wcześniej został wyleczony z uzależnienia od narkotyków przez doktorów Millera i Kelleya, którzy stopniowo zmniejszali dawki parakodeiny. Komendant więzienia pułkownik Andrus lubił mawiać: „Gdy Göring trafił do mnie do Mondorf, był niechlujem z głupawym uśmieszkiem, z dwiema walizkami parakodeiny. Myślałem, że jest handlarzem narkotyków. Ale zabraliśmy mu narkotyki i zrobiliśmy z niego człowieka”.

W naszych rozmowach w celi Göring starał się sprawiać wrażenie jowialnego realisty, który grał o wysoką stawkę i przegrał, traktując to wszystko jako dobrą rozrywkę. Kwestia jakiejkolwiek winy została odpowiednio przykryta jego cynicznym podejściem do „sprawiedliwości zwycięzców”. Miał nader wiele argumentów racjonalizujących prowadzenie wojny; jego rzekome ignorowanie zbrodni, „winy” sprzymierzonych i cięty dowcip zawsze były obliczone na wywołanie wrażenia, że sympatyczna osoba nie mogłaby wyrządzić nikomu krzywdy. Nie potrafił jednak ukryć patologicznego egotyzmu i niezdolności przyjęcia wobec siebie niczego innego poza pochlebstwami i podziwem, podczas gdy sam chętnie lekceważył innych nazistów.

29 października (cela Göringa)

(Po skomentowaniu samobójstwa Roberta Leya) „[...] Mam nadzieję, że Ribbentrop się nie załamie. Nie martwię się o wojskowych, zachowają się jak trzeba. Ale Hess – on jest obłąkany. Od dawna był obłąkany. Wiedzieliśmy to, gdy poleciał do Anglii. Czy wierzy pan, że Hitler wysłałby człowieka numer trzy w Rzeszy z samotną misją do Anglii bez najmniejszego przygotowania? Hitler rzeczywiście wściekł się, gdy się o tym dowiedział. Czy myśli pan, że sprawiła nam przyjemność konieczność złożenia publicznego oświadczenia, że jeden z czterech przywódców Rzeszy to wariat? Jeśli naprawdę chciał się ułożyć z Brytyjczykami, to niezawodne były kanały paradyplomatyczne przez kraje neutralne. Moje własne kontakty z Anglią były takie, że mógłbym to zaaranżować w ciągu czterdziestu ośmiu godzin. Nie, Hess odleciał bez słowa, bez dokumentów, bez niczego. Przedtem zostawił tylko wariacki list.

W dyskusji o Hitlerze poczyniłem wzmiankę: „Ludzie mówią teraz, że to bardzo źle, że nie powiodła się próba zamachu na Hitlera. Wydają się całkowicie rozczarowani nazistowskim przywództwem”.

To odwołanie się do narodu niemieckiego naprawdę go zirytowało. „Nieważne, co ludzie mówią teraz! Wiem, co mówili przedtem! Wiem, jak wiwatowali i wychwalali nas, gdy sprawy szły dobrze. Zbyt wiele wiem o ludziach!”.

11 listopada (cela Göringa)

„Jeśli chodzi o proces – mówił Göring – to uważam go po prostu za gotową sprawę polityczną. Jestem przygotowany na konsekwencje. Nie mam wątpliwości, że naciski odegrają większą rolę w wyroku niż sędziowie. I jestem pewien, że sędziowie – przynajmniej rosyjscy i francuscy – już mają swoje instrukcje. Mogę odpowiadać za wszystko, co zrobiłem, i nie mogę odpowiadać za coś, czego nie zrobiłem. Ale zwycięzcy są sędziami... Wiem, czego mogę oczekiwać. Dzisiaj napisałem nawet list pożegnalny do żony...”.

„Przykro mi patrzeć na załamanego Ribbentropa. Gdybym był ministrem spraw zagranicznych, powiedziałbym po prostu: «To była moja polityka zagraniczna, i tego się trzymam. To był wyłącznie mój zakres obowiązków i moje uprawnienia. Chcecie mnie za to postawić przed sądem, proszę bardzo. Macie władzę, jesteście zwycięzcami». Ja bym nie ustąpił. Nie znoszę patrzeć, jak się załamuje, jak tłumaczy się w ustawicznych memorandach i przegadanych wystąpieniach”.

„Osobiście nie mam nic przeciwko niemu, ale nigdy nie miałem o nim wysokiego mniemania jako o ministrze spraw zagranicznych. Von Neurath był człowiekiem o dobrej reputacji i prezencji. Czasami, mając argumenty, przeciwstawiłby się Hitlerowi... Ale Ribbentrop był bezgranicznym egoistą – handlarz wina, który odniósł sukces w interesach, ale nie miał ani przygotowania do dyplomacji, ani jej wyczucia. Próbowałem doradzać Hitlerowi jego usunięcie, z dwóch powodów. Przede wszystkim był on persona non grata dla Brytyjczyków, a właśnie Hitler chciał utrzymywać z nimi dobre stosunki. Przyczyną ich niechęci do Ribbentropa był jego głupi brak taktu. Gdy pojechał z misją do Londynu, to ledwo wysiadł z pociągu, zaczął udzielać im porad co do kontrolowania równowagi sił tak, by przeciwdziałać zakusom Rosji; było to zgoła nietaktowne wobec faktu, że to Brytyjczycy uważali się za ekspertów od polityki mocarstwowej i próbowali doradzać nam [w sprawie] zabezpieczenia się od wschodu. Potem, gdy przedstawiono go królowi, powitał go pozdrowieniem Heil Hitler!, co oczywiście Brytyjczycy poczytali za afront wobec Korony. Zdołałem nawet wytłumaczyć to Hitlerowi. Powiedziałem: «Proszę pomyśleć, że Rosja wysyła do pana ambasadora dobrej woli, a on wita pana: «Niech żyje rewolucja komunistyczna». Cha, cha, cha!”. Tu Göring uniósł pięść w komunistycznym salucie i roześmiał się serdecznie.

„Drugi powód: Ribbentrop nie miał przygotowania do dyplomacji międzynarodowej. Hitler nie potrafił tego ocenić, ponieważ sam nigdy nie podróżował za granicę. Ribbentrop przypadkowo znał kilku angielskich hrabiów, a Hitler sądził, że był on człowiekiem z koneksjami. Mówiłem Hitlerowi, że jeśli chce mieć jakieś stosunki z Anglią, to lepiej nawiązać je przez moje kontakty, na przykład z lordem Halifaxem. Pomimo ignorancji, piastując swoje stanowisko, Ribbentrop był zarozumiały niczym paw. Proszę sobie tylko wyobrazić, podczas podpisywania paktu Osi z Japonią i Włochami – te kroniki filmowe i cała ta reszta – chciał mnie, człowieka numer dwa w Rzeszy, ustawić [na zdjęciu] za sobą. Może pan sobie wyobrazić ten tupet? Powiedziałem mu, że jeśli mam z nim pozować, to ja będę siedział, a on może stanąć za mną. Ale ja wcale nie chciałem w tym uczestniczyć, ponieważ jeszcze nie czytałem paktu, a później można byłoby mi zarzucać, że się z nim identyfikowałem”.

„Wtedy oczywiście był bardzo buńczuczny. Teraz mu przeszło. W Mondorf napisał jakiś osiemdziesięciopięciostronicowy dokument i prosił wszystkich o jego przeczytanie. Niektórzy mówili mu, że skoro tak bardzo zadzierał nosa i nie konsultował go z nimi wcześniej, to teraz może ten dokument sobie wetknąć”. Göring zaśmiał się ponownie i powtórzył: „Osobiście nie mam nic przeciwko niemu”.

12 listopada (cela Göringa)

Göring traktuje samobójstwo Hitlera jako pewnik. Słyszał, jakoby już 22 kwietnia Eva Braun powiedziała Speerowi, że ona i Hitler chcieli wówczas zakończyć życie. Tego dnia sądzono, że Göring zostanie następcą Hitlera, ale ten zmienił zdanie, nakazując jego aresztowanie i natychmiastowe rozstrzelanie. [Göring] nie uważa samobójstwa Hitlera za tchórzostwo.

„Był przecież przywódcą państwa niemieckiego. Byłoby dla mnie absolutnie nie do pomyślenia, aby Hitler siedział w celi jak ci, którzy dziś czekają na proces przed obcym trybunałem jako zbrodniarze wojenni. Nawet jeśli mnie pod koniec znienawidził... był w końcu symbolem Niemiec. Tak samo byłoby, gdyby po poprzedniej wojnie postawili przed sądem kajzera. Dlaczego właśnie Japończycy opierali się przeciwko osądzeniu swojego cesarza? Nieważne, jak bardzo trudne jest to dla mnie teraz, wciąż wolę ponieść wszelkie konsekwencje, niż widzieć żywego Hitlera jako więźnia przed obcym trybunałem – nie, to jest absolutnie nie do pomyślenia”.

„Ale z Himmlerem to inna sprawa. On powinien przynajmniej stawić się, aby odpowiedzieć za siebie i swoich podwładnych. Mógłby oczyścić wielu spośród oskarżonych, niemających żadnej wiedzy o jego rozkazach masowych morderstw. ... Nigdy nie zrozumiem, jak mógł to wszystko uczynić i przed tym uciec”.

Zapytałem: „Czy nie słyszał pan o zbrodniach znanych całemu światu?”.

„Och, człowiek słyszał mnóstwo plotek, ale naturalnie nikt w te rzeczy nie wierzył. Ale iluś generałów SS wykonujących te rozkazy musiało wszystko o tym wiedzieć. Jak mogli to godzić z własnym sumieniem? Nie mogę tego zrozumieć”.

15 listopada (cela Göringa)

Zarządziłem test na inteligencję w jego celi. Gdy wszedłem, był w nieco depresyjnym nastroju, ale ożywił się po kilku minutach rozmowy. Na wyzwanie, jakie stanowił test, reagował z czujnym zainteresowaniem, a pod koniec pierwszej jego części (zakres pamięci) zachowywał się niczym błyskotliwy, egoistyczny uczeń, chcący popisać się przed nauczycielem. Chichotał z radości, gdy okazałem zaskoczenie jego umiejętnością [zapamiętywania] serii liczb o wzrastającej trudności. Niecierpliwie klepał się po udach i tłukł w pryczę, gdy pomylił kolejność i prosił o trzecie i czwarte podejście: „Och, proszę dać spokój, pozwolić na drugą próbę; potrafię to zrobić!». Gdy, ku mojemu okazywanemu zdumieniu, wreszcie mu się udało, ledwo potrafił opanować radość i ukryć dumę. Ten model kontaktu utrzymał się przez cały czas trwania testu; egzaminator zachęcał go uwagami o tym, jak niewielu ludzi potrafi uporać się z kolejnym zadaniem, a Göring odpowiadał niczym popisujący się uczniak. Göring dawał do zrozumienia, że dotychczas osiągał najwyższe wskaźniki. Stwierdził, że amerykańscy psycholodzy naprawdę znają się na rzeczy: „Metoda jest dobra – znacznie lepsza niż bzdury, z którymi wygłupiali się nasi psycholodzy”.

Zasugerowałem: „Może powinien pan zostać akademikiem zamiast politykiem?”.

„Być może. Jestem przekonany, że niezależnie od tego, czym bym się zajmował, zrobiłbym to lepiej niż przeciętny człowiek. Ale nie można zgłębić swojego losu. To zależy od drobiazgów. Na przykład taki drobiazg, który uchronił mnie przed przystąpieniem do masonerii. W 1919 roku miałem umówione spotkanie z kilkoma przyjaciółmi, aby przystąpić do masonów. Czekając na nich, ujrzałem przechodzącą obok urodziwą blondynkę i ją poderwałem. No cóż, właściwie nigdy nie zabiegałem o przynależność do masonerii. Gdybym tego dnia nie poderwał owej blondynki, to nie mógłbym wstąpić do partii, a dzisiaj nie byłoby mnie tutaj”.

VON RIBBENTROP

Jak można było wnosić z uwag Göringa, von Ribbentrop z celi numer siedem mało przypominał aroganckiego, nazistowskiego ambasadora na Dworze Świętego Jakuba, jak też ministra spraw zagranicznych, który wymachiwał batem Hitlera w dyplomatycznych gabinetach całej Europy i wykuł oś Rzym-Berlin-Tokio. Upadek systemu, który zbrojnie wspierał jego dyplomację, złamał kręgosłup tej słabej osobowości. To, co z niej pozostało, ograniczało się do pokonanego, zdezorientowanego oportunisty, pozbawionego nawet logicznego argumentu do podtrzymania dobrze prezentującej się fasady.

Niechlujny w swoich cielesnych, jak również umysłowych nawykach, sprawiał wrażenie zbankrutowanego moralnie i materialnie niemieckiego biznesmena, nieposiadającego niczego własnego na świecie. Jeśli nawet w jego działaniach były jakieś poważne zamysły, to wydawało się, jakby von Ribbentrop o nich zapomniał i miał nadzieję, że ktoś mu o nich przypomni. Podczas wstępnych przesłuchań przez personel prokuratury von Ribbentrop często uskarżał się na zawodną pamięć i pytał przesłuchujących, co o tym wszystkim sądzą. W celi spędzał czas, pisząc niezliczone memoranda i pytając wszystkich wokół – lekarzy, strażników więziennych, personel kasyna, fryzjera itd. – o rady dotyczące jego obrony. Jak zauważył niemiecki lekarz więzienny, gdyby był tu woźny, to także u niego von Ribbentrop zasięgałby rady co do swojej obrony nazistowskiej polityki zagranicznej.

W tych warunkach wszelkie próby ustalenia jego poglądów w naszych początkowych rozmowach były skazane na klęskę, ponieważ von Ribbentrop nie sprawiał wrażenia, że ma jakiekolwiek poglądy. Nawet usprawiedliwiając się, że był tylko posłuszny Hitlerowi, przybierał postawę biernego oporu i wykazywał brak integralności moralnej. Z jednej strony utrzymywał, że pomagając Hitlerowi, wykonywał tylko swój obowiązek, a z drugiej, że zawsze ostrzegał Brytyjczyków i Francuzów przed Hitlerem. Zresztą pewnego razu, w 1941 roku, pokłócił się z Hitlerem, a po tym już nigdy nie umiał mu się sprzeciwić.

Proces napawał go lękiem. Nie przestawał narzekać, że nie dano mu wystarczającego czasu na przygotowanie obrony, i miał nadzieję na odraczanie procesu w nieskończoność. Sprawiał wrażenie, że obawia się dnia, w którym jego akta zostaną otwarcie przedłożone przed sądem, a on sam będzie musiał jakoś bronić swojej działalności w reżimie nazistowskim. Przeczuwał, że wielu spośród współoskarżonych – szczególnie starsi politycy, von Papen i von Neurath, których zepchnął na drugi plan – będą sprzyjali potępieniu jego i Hitlera za lekkomyślną politykę zagraniczną, która przyniosła Niemcom wojnę i klęskę. Powtarzał ciągle: „Naprawdę, ten proces jest wielkim błędem. Pozwalać Niemcom oskarżać Niemców, nie będzie to nazbyt godne widowisko”. Zastanawiał się nawet nad ruchem wyprzedzającym badanie akt [procesowych] przez jakieś powierzchowne przyznanie się do winy i zdanie na łaskę władz amerykańskich. Ale nic z tego nie wyszło, von Ribbentrop nadal topił więc swoje lęki w morzu memorandów i pastylek nasennych.

SCHACHT

Schacht podzielał pogardę Göringa dla von Ribbentropa, zresztą wzajemną, i jak tamci wpadł w samouwielbienie. Egotyczni rywale o władzę w Trzeciej Rzeszy najwyraźniej nigdy nie pałali do siebie miłością. Nienasycona żądza Göringa do dominacji we wszystkich dziedzinach siłą rzeczy wkraczała w ekonomiczną domenę Schachta. Ale ujawniała się sama z siebie, nawet w drugorzędnej kwestii testów IQ, które przeprowadzałem w więzieniu, gdy czekali oni na proces.

Po ich zakończeniu – ku wielkiej irytacji Göringa – w rzeczywistości nie uplasował się on najwyżej (patrz tabelka na s. 42^4-3). Okazało się, że najlepiej wypadł jego stary rywal i wróg, „czarodziej finansowy” Hjalmar Schacht. O ile było to niespodzianką dla Göringa, o tyle nie zaskoczyło to Schachta, który nie taił faktu, że był najbardziej niewinnym i najbardziej błyskotliwym człowiekiem w całym więzieniu. Oburzenie, które wyrażał z powodu uwięzienia, miało swoje podstawy, ponieważ ledwie co zakończył dziesięciomiesięczną odsiadkę w obozie koncentracyjnym pod zarzutem spiskowania przeciwko Hitlerowi, a Amerykanie wtrącili go do więzienia po zawieszeniu broni. Wszystkim odwiedzającym dawał do zrozumienia, że w odniesieniu do jego osoby nastąpiła całkowita pomyłka, a on ma nadzieję, że proces potrwa krótko, tak więc będą mogli szybko powiesić tych innych zbrodniarzy i puścić go do domu.

23 października (cela Schachta)

„Mam pełne zaufanie do sędziów i nie obawiam się konsekwencji. Kilku oskarżonych jest niewinnych, większość to zwykli zbrodniarze. Nawet Ribbentrop powinien zostać powieszony za swoją głupotę; nie ma gorszej zbrodni niż głupota”.

1 listopada (cela Schachta)

Wciąż oburzony, że trafił do więzienia niczym zbrodniarz podobny innym, ma nadzieję, że proces nie potrwa długo. Powiedziałem mu, że w pewnym stopniu zależy to od długości wystąpień oskarżonych.

„Jak dla mnie wszystko, czego potrzebuję, to pół godziny, ponieważ mój sprzeciw wobec agresywnej polityki Hitlera jest widoczny jak na dłoni. Za to zresztą wsadził mnie do obozu koncentracyjnego, gdzie byłem uwięziony przez dziesięć miesięcy – tylko po to, aby zawleczono mnie tutaj jak zbrodniarza wojennego. Oto dlaczego jestem tak bardzo oburzony”.

Zaprotestowałem: „Musi pan przyznać, że przywódcy rządu mają za co odpowiadać. Oczywiście ktoś, kto jest niewinny, nie zostanie ukarany”.

„Co do tego nie mam wątpliwości. Właśnie dlatego mogę uporać się z tym bez wyrzutów sumienia, a to więcej, niż mogą powiedzieć inni [oskarżeni] dżentelmeni. Wszyscy wiedzą, że byłem przeciwko wojnie. Wspomniano o tym nawet w książce ambasadora Daviesa My Mission to Moscow2. Wszystko, czego chciałem, to zbudowania Niemiec uprzemysłowionych. Tak zwane czarodziejstwo finansowe było niczym innym jak skutecznym połączeniem dostępnych w Niemczech funduszy i zasobów. Jedyną rzeczą, o którą mogą mnie oskarżyć, jest złamanie traktatu wersalskiego. Ale jeśli to zbrodnia, to wtedy i sędziowie powinni być osądzeni. W roku 1935 Anglia nie tylko po cichu zgodziła się na naszą remilitaryzację, ale faktycznie zawarła układ ograniczający naszą marynarkę wojenną do jednej trzeciej wielkości jej marynarki. Gdy przywróciliśmy pobór powszechny, nikt na świecie nawet nie pisnął. Ich attache wojskowi oglądali nasze defilady jako goście. Zaakceptowali nawet agresję. Spróbowawszy sankcji wobec Włoch, uznali w końcu ich podbój Etiopii. Nikt nie zrobił nic przeciwko napaści Rosjan na Finlandię. Nie mogą sobie pozwolić na podniesienie tematu traktatu wersalskiego. Nawet amerykańscy bankierzy pożyczali nam pieniądze – których nie chciałem – dla prowizji i podtrzymania fikcji, która nie mogła trwać”.

„Przyznam, że byłem wystarczająco głupi, aby uwierzyć z początku w pokojowe intencje Hitlera. Wspierałem remilitaryzację tylko w celu zapewnienia Niemcom bezpieczeństwa. Ale stawałem się coraz bardziej podejrzliwy, gdy on [Hitler] próbował przeznaczyć wszystkie krajowe zasoby finansowe na dozbrojenie. Punkt zwrotny nastąpił, gdy zdymisjonował szefa sztabu generała Wernera von Fritscha, który nigdy nie pragnął wojny napastniczej, wyznaczając na jego miejsce swojego lokaja3 Wilhelma Keitla. Wówczas wstrzymałem fundusze na dalsze zbrojenia i w rezultacie zostałem usunięty. Im bardziej on stawał się agresywny, tym bardziej ja stawałem się defetystyczny. W końcu wtrącił mnie w 1944 roku do obozu koncentracyjnego”.

„Co do antysemityzmu; już w 1934 roku zastrzegłem wyraźnie, że nie będzie dyskryminacji w dziedzinie przemysłu, i dopóki pozostawałem na moim stanowisku, żadnej dyskryminacji w tej dziedzinie nie było. Prawdziwy powód [antysemityzmu] nie był zresztą rasowy – to stek bzdur. To była tylko kwestia zredukowania żydowskiej nadreprezentacji w niektórych zawodach. Po raz pierwszy dowiedziałem się o zbrodniach, kiedy internowano mnie we Flossenbürgu. Mogłem słyszeć [tam] ludzi, których zmuszano do rozbierania się i wymarszu na śmierć – i rozstrzeliwano w lasach. To było bestialskie. Byłem przerażony myślą, że to jest obóz, z którego nikt nie wyjdzie żywy. Jedyny wyobrażalny dla mnie powód, że trzymali mnie przy życiu, to możliwość zostania zakładnikiem lub negocjatorem”.

FRANK

Nie wszyscy oskarżeni podzielali cynizm Göringa czy poczucie skrzywdzonej niewinności Schachta. Dwaj lub trzej wydawali się okazywać objawy wyrzutów sumienia. Jednym z nich był Hans Frank, były generalny gubernator Polski4, który niedawno nawrócił się na katolicyzm. Przesiadywał w swojej celi, czytając Biblię lub literaturę niemiecką, przewracając strony małym palcem lewej ręki, ponieważ pokiereszował sobie nadgarstki w próbie samobójczej po schwytaniu (nie mógł swobodnie poruszać palcami i czasami zakładał rękawiczkę na lewą rękę). Widoczne były również zagojone rany szyi, będące rezultatem tej samej próby samobójczej. Przesłuchujący opisywali go jako [osobę] opryskliwą i wykręcającą się od odpowiedzi; pewnego razu wyszedł z pokoju przesłuchań, klnąc: „Świnia!”. A zatem bardziej niż zdumiewające podczas naszych rozmów w celi były dla mnie jego świeżość i wewnętrzna jasność, skrucha oraz rzucane pod adresem Hitlera złorzeczenia, zadziwiające pasją i talentem literackim.

7 listopada (cela Franka)

„Tak, wiele rzeczy stało się dla mnie jasne w samotności tej celi. Proces nie odbywa się ani tu, ani tam, ale cóż to za spektakl ironii losu i sprawiedliwości bożej! Wie pan, tu odbywa się kara boska, która jest znacznie bardziej niszczycielska w swojej ironii niż jakakolwiek kara dotąd wymyślona przez człowieka! Hitler reprezentował na ziemi zło i uznawał, że nie ma władzy większej niż jego własna. Bóg obserwował tę bandę bezbożników nadymających się swoją żałosną władzą, a potem, w lekceważeniu i rozbawieniu, po prostu strącił ich na bok”. Frank wykonał dłonią w rękawiczce gest strzepnięcia. „Powiadam panu, lekceważący śmiech Boga jest straszliwszy niż jakakolwiek ludzka żądza zemsty! Gdy widzę Göringa, pozbawionego munduru i orderów, potulnie odbywającego swój dziesięciominutowy spacer na oczach ciekawskich i rozbawionych amerykańskich strażników, myślę o tym, jak upajał się swoją świetnością jako przewodniczący Reichstagu. To jest groteska! Tu są rzekomi władcy Niemiec – każdy w takiej celi jak ta, z czterema ścianami i toaletą – oczekujący procesu jak zwyczajni kryminaliści. Czyż nie jest to dowód bożego rozbawienia świętokradczą ludzką pogonią za władzą?». Uśmiech Franka stopniowo zamiera, a jego oczy zwężają się w szparki. „Ale czy ci ludzie są wdzięczni za te ostatnie parę tygodni na odpokutowanie swoich grzechów egotyzmu i obojętności, i na uznanie, że sprzymierzyli się z diabłem wcielonym? Czy padają na kolana i modlą się do Boga o przebaczenie? Nie, obawiają się o swoje mało znaczące karki i szukają wszelkiego rodzaju wymówek, aby oczyścić się z winy. Czy oni nie mogą dostrzec, że to jest straszliwa tragedia w historii rodzaju ludzkiego i że my jesteśmy symbolami zła zmiatanego przez Boga?”. W gniewie [Frank] podniósł głos i przeprosił, gdy zaciekawiony strażnik zajrzał do celi.

Kontynuował z zimnym, spokojnym gniewem: „Gdyby choć jeden z nas miał odwagę go [Hitlera] zastrzelić! To jedno, co sobie wyrzucam. Ile niedoli, śmierci i zniszczenia byłoby oszczędzone! Rozsądek zaczął mi wracać w 1942 roku i zdałem sobie sprawę, jakie zło się w nim ucieleśniło. Gdy zaprotestowałem wówczas publicznie przeciwko terrorowi, on pozbawił mnie stopnia wojskowego i władzy politycznej – ale pozwolił mi zostać marionetkowym gubernatorem generalnym Polski, abym przeszedł do historii jako symbol zbrodni w tym nieszczęsnym kraju.... Było w nim szatańskie zło. Zatem siedzę tu – ale to mi dobrze służy – na początku zwąchałem się z szatanem. W latach późniejszych uświadomiłem sobie, jak bezwzględnym, ciężkim i bezdusznym był psychopatą. To jego tak zwane fascynujące spojrzenie było niczym innym jak spojrzeniem bezdusznego psychopaty! Napędzał go czysty prymitywny i świadomy egotyzm, niepowstrzymywany formą czy konwencją... To dlatego tak nienawidził wszystkich instytucji prawnych, dyplomatycznych i religijnych – wszystkich wartości społecznych, które stanowiły ograniczenie dla jego spontanicznie wyrażanego ego. Udawał miłośnika sztuki i muzyki, ale nie miał pojęcia o sztuce. Naturalnie kochał Wagnera, ponieważ widział samego siebie z teatralnym przepychem odgrywającego boga. A to jego uwielbienie nagości. Ktoś może cenić nagość w sztuce, widzianą jako wzór ludzkiego piękna, kształtu i emocji – ale Hitler był niezdolny do docenienia tych spraw. Dla niego nagość była zaledwie protestem przeciw konwencji, co był zdolny pojąć”.

„No, psychopatyczna niechęć do formy i konwencji była prawdziwym kluczem osobowości Hitlera. Oto dlaczego ufał tylko takim «działaczom» jak Himmler i Bormann. Bormann był jego Sekretär Wurm5 – podłym pochlebcą i brutalnym intrygantem, czystym odbiciem charakteru Hitlera, nawiasem mówiąc. Jestem przekonany, że wszystkie te zbrodnie potajemnie zaplanowało tych trzech, którzy podzielali pogardę dla wszystkich norm człowieczeństwa i honoru”.

Rozmawialiśmy o nastawieniu społeczeństwa niemieckiego wobec Hitlera. Uniósł ostrzegawczo palec wskazujący. „Proszę się strzec budowniczych legend, Herr Doktorl Himmler nie zaryzykowałby przeprowadzenia programu masowych morderstw, gdyby Hitler go bezpośrednio nie zatwierdził lub go nie nakazał!”.

15 listopada (cela Franka)

Frank powiedział, że obecnie poczuł się tak wyzwolony duchowo jak nigdy dotąd w swoim życiu. W szczególności jego sny zabierały go daleko poza granice celi – ukazywały mu ogromne widoki bezkresnego morza, wysokich gór i nieba, a budził się z niezwykłym uczuciem duchowej i fizycznej ulgi (ostatnimi czasy śnił o Hitlerze i to sprawiło, że umocnił się w swoim postanowieniu o przyjęciu godnej postawy i przyznaniu się do wspólnej winy). W jednym z ostatnich snów stał na brzegu morza i obserwował fale, a potem ukazała się dziewczyna – sądził, że jego córka – potem góry i jodłowanie, i rozległa przestrzeń. Obudził się z niewiarygodnym uczuciem ulgi emocjonalnej (sugeruje, że był to jeden ze snów seksualnych). Zeszło na rozmowę o tym, jak wolny od ograniczeń środowiska może być ktoś, kto ma wewnętrzne męstwo.

VON SCHIRACH

Mniej histeryczny w swojej skrusze, ale równie pogodzony ze śmiercią był przystojny Baldur von Schirach, były przywódca Hitlerjugend. Indagowany w celi pozostawał poważny i zatrwożony, ale okazywał swoje artystowskie skłonności, pisząc poemat „Do śmierci”. Świadomy dziedzictwa niemieckiej arystokracji i kultury, powiedział swojemu obrońcy podczas pierwszego spotkania: „Dopóki mam jeszcze głowę, będę ją trzymał wysoko”. Nasza pierwsza długa rozmowa, tydzień po otrzymaniu przezeń aktu oskarżenia, dała dobry wgląd w jego podstawy [kulturowe] i poczucie winy.

27 października (cela von Schiracha)

Po zakończeniu testu Rorschacha6 rozmawialiśmy o akcie oskarżenia i kwestii jego winy. Ponieważ w przedstawionych mu zarzutach wymieniono wzniecanie antysemityzmu, zaproponował wytłumaczenie, jak stał się antysemitą:

„W młodości poruszałem się w kręgach arystokracji i nigdy nawet nie wszedłem w kontakt z Żydami. Nie miałem powodu być antysemitą, ale zauważyłem w «najlepszym towarzystwie» pewien rodzaj skrytego, milczącego uprzedzenia do Żydów. Nie wywierało to na mnie wpływu, w każdym razie do czasu, gdy ktoś dał mi – podatnemu na wpływy siedemnastolatkowi – do przeczytania amerykańską książkę Międzynarodowy Żyd7.Nie ma pan pojęcia, jak wielki wpływ miała ta książka na umysły [członków] Hitlerjugend, którzy nie dojrzeli do samodzielnego myślenia. Mniej więcej w tym samym czasie dostałem się pod wpływ Juliusa Streichera, który miał talent do ubierania antysemityzmu w pseudonaukowe szaty. Ponieważ wielu starszych ludzi z różnych środowisk trzymało podobny kurs, rzeczą naturalną dla młodzieży było zaakceptowanie ich opinii jako miarodajnej. Wówczas, w wieku lat osiemnastu, spotkałem Adolfa Hitlera. Muszę przyznać, że zostałem przez niego zainspirowany; pojechałem do Monachium na studia, ponieważ on tam był, i stałem się jednym z jego zagorzałych zwolenników. Od tamtego czasu byłem zdeklarowanym antysemitą; dopiero niedawna gorzka tragedia ukazała mi kompletną błędność takiego poglądu. Ale dlaczego od nas starsi nas zdradzili? Dlaczego nikt nam nie powiedział, że Henry Ford wyparł się [poglądów] przedstawionych w książce Międzynarodowy Żyd i że Protokoły mędrców Syjonu były fałszerstwem? Dlaczego te wszystkie historyczne i naukowe kłamstwa służyły do krzewienia nienawiści w młodych, ulegających wpływom umysłach? Nie zaprzeczę mojej winie. Zrobiłem błąd, zatwierdzając ewakuację Wiednia, i za to jestem przygotowany na karę śmierci. Ale [członkowie] Hitlerjugend nie powinni być ustawicznie karani za to, że ich zdradzono. Oni mogą i muszą być reedukowani. Nie sądzę, że antysemityzm kiedykolwiek znowu odrodzi się na świecie po tym straszliwym przykładzie. Ale ludzie muszą walczyć z tym milcząco przyjmowanym fałszywym stygmatem społecznym, który był podłożem choroby”.

Rozwijając dalej temat swojego stosunku do Führera, stwierdził, że wraz z upływem czasu zauważył jego wyraźną przemianę: „Przed rokiem 1934 był on menschlich (ludzki); od 1934 do 1938 roku – übermenschlich (nadludzki); a po 1938 roku był on unmenschlich (nieludzkim) tyranem. Jestem przekonany, że władza uderzyła mu do głowy w 1934 roku, gdy zmarł Hindenburg, a on został Reichsführerem. Wówczas – gdy uchylono zasady postępowań prawnych i sądowych – [władza] uczyniła zeń szalonego dyktatora, snującego plany panowania nad światem. Po raz pierwszy rozczarowałem się nim, kiedy naruszył układ monachijski, ponieważ uświadomiłem sobie, że ucierpiała na tym światowa reputacja Niemiec. Ale wciąż potrafił mnie przekonać, że to obróci się na dobre. Około roku 1942, jak sądzę, po raz pierwszy zacząłem dostrzegać, że stawał się z lekka szalony. W środku rozmowy jego spojrzenie nagle robiło się puste i błądziło, wydawało się, że patrzy na kogoś innego, a innym razem, że zamyka oczy w sprzeciwie wobec tego, czego nie chciał słuchać. W 1943 roku mieliśmy poważną kłótnię. Moja żona zobaczyła wywlekanych z domów Żydów, a będąc idealistką, bez żadnych zahamowań zapytała Führera, czy wiedział o tych haniebnych działaniach. Milczał. Ja także wtrąciłem jakieś pytanie o traktowanie deportowanych Żydów. Zaatakował mnie z taką furią, że pomyślałem o niechybnym aresztowaniu. Po tym [incydencie] wypadłem z łask”.

Za oknem celi zapadł zmierzch i ledwo mogliśmy się dojrzeć w przyćmionym, więziennym świetle, wpadającym przez otwarte drzwi. Ale w półmroku słyszałem jego zaczynający się łamać z emocji głos:

„Kiedy pod koniec wojny wszystkie potworności wyszły na światło dzienne, spełniły się moje najgorsze obawy i wiedziałem, że muszę za to umrzeć. Ale nie popełniłem samobójstwa jak tchórz. Nie uciekałem przed aresztowaniem. Zaproponowałem nawet amerykańskim władzom wezwanie wszystkich przywódców Hitlerjugend na reedukcję do Buchenwaldu, a wtedy stawiłbym się jako zakładnik, aby ponieść konsekwencje naszych nieświadomych błędów.... Miałem nadzieję w ten sposób zadośćuczynić...”. Jego zdławiony głos zamilkł i w celi zapadła cisza.

SPEER

Wysoki, o gęstych, kasztanowych włosach, minister do spraw uzbrojenia i amunicji machiny wojennej Hitlera początkowo wzbudzał niewielkie zainteresowanie, ale, jak się okazało, miał bardziej szczere i mniej demonstracyjne wyobrażenie o winie nazistów niż ktokolwiek inny.

23 października (cela Speera)

Speer wydaje się najbardziej realistycznie myślący ze wszystkich. Stwierdził, że już wcześniej nie miał złudzeń co do swojego losu, tak więc akt oskarżenia nieszczególnie go zaskoczył. Ma świadomość, że wobec ogromu popełnionych zbrodni historia domaga się takiego procesu, i uznaje to w zasadzie za rzecz dobrą. Nie sądzi, aby były jakiekolwiek powody do rozdzierania szat nad własnym losem, chociaż sam wątpi w swoją winę, tak jak każdy inny. Twierdzi, że został powołany na stanowisko szefa przemysłu zbrojeniowego w 1942 roku bez żadnych wcześniejszych doświadczeń [w tej dziedzinie], nie mając pojęcia o wszystkich zbrodniach wymienionych w akcie oskarżenia. O obozach koncentracyjnych wiedział tyle co każdy inny minister o [produkcji pocisków] V-2. W marcu [1945] powiedział Hitlerowi, że wszystko jest stracone i że powinni ocalić Niemcy od doszczętnego zniszczenia, nie bacząc na [czekające ich] konsekwencje personalne. Hitler odrzekł, że jeśli Niemcy nie mogły wygrać wojny, to nie zasługują na przetrwanie.

Uświadomienie sobie, że Hitler był destruktywnym maniakiem, a nie patriotą pochylonym nad rozwojem Niemiec kosztem innych [państw], najwyraźniej całkowicie zdruzgotało iluzje architekta Speera. Analizując ponownie w swojej celi, po raz pierwszy od zarania Trzeciej Rzeszy, całe nazistowskie przywództwo i system wartości, doszedł do spóźnionego wniosku, że były one zepsute do szpiku kości. Uznając zasadność aktu oskarżenia co do wspólnej odpowiedzialności nazistowskiego przywództwa za „tak straszliwe zbrodnie” i niedopuszczalność usprawiedliwiania ich posłuszeństwem wobec rozkazów, wskazał na początku rozłam pomiędzy myśleniem swoim a przedstawicieli kasty wojskowych.

Choć miał niewiele do powiedzenia przed rozpoczęciem procesu, to czasami dawał upust swoim odczuciom na temat niemieckiego przywództwa wojskowego. Przy jednej okazji skonstatował ze spokojną goryczą: „Tak, wiem – oni wygłaszali wielkie bohaterskie przemówienia o walce i umieraniu za Vaterland, nie nadstawiając własnych karków. A teraz, kiedy stawką jest ich własne życie, a losy się ważą, trzęsą się i szukają wszelakich wymówek. Z tym oto rodzajem bohaterów poprowadziliśmy Niemcy do zniszczenia”.

KEITEL

Uwagi Speera skierowane były w większości przeciwko pompatycznemu Göringowi, ale dotyczyły również czołowego reprezentanta pruskiego militaryzmu w więzieniu, chwiejnego feldmarszałka Wilhelma Keitla.

Choć Keitel wyrósł w pruskiej tradycji wojskowej, to jego zachowanie podczas rozmów w celi prawie zawsze było służalcze. Szef sztabu Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu, który opanował większą część Europy i którego pobicie wymagało światowej koalicji, kłaniał się i płaszczył przed każdym przychodzącym doń porucznikiem, którego informował, jakim to w istocie był małym i nieznaczącym człowiekiem. Pozbawiony insygniów wojskowych wciąż wyglądał na pruskiego oficera starej szkoły, ale bez rangi i władzy miał w sobie tyle kręgosłupa co meduza. Pomysł, że feldmarszałek ponosi odpowiedzialność karną za wydawane lub wykonywane rozkazy, był czymś, co najwyraźniej nigdy nie zaświtało mu w głowie. Takie poglądy znajdowały odbicie w naszych pierwszych rozmowach.

26 października (cela Keitla)

Zapytałem Keitla o jego reakcję na akt oskarżenia teraz, gdy mógł już go przestudiować. Miał podkreśloną znajdującą się tam deklarację, która głosiła, że wszyscy uczestnicy spisku są odpowiedzialni za działania innych [uczestników] oraz że wyklucza się „wykonywanie rozkazów” jako usprawiedliwienie.

„Jak, na litość boską, oni mogą mnie oskarżać o spiskowanie w celu prowadzenia wojny napastniczej, skoro byłem nikim więcej, jak tylko wyrazicielem życzeń Führern? Jako szef sztabu nie miałem żadnych uprawnień – [nie miałem] stanowiska dowódcy – niczego. Jedyne, co mogłem robić, było przekazywanie jego rozkazów do sztabu i dopilnowanie ich wykonania. Nie miałem pojęcia o jego planie głównym, a on dał mi jasno do zrozumienia, że byłem przypisany tylko do spraw militarnych. Teraz widzę, że zapewne sprawił, aby wszyscy jego ministrowie i szefowie sztabów pilnowali swoich spraw, a więc nikt nie miał pojęcia, jakie były jego plany”.

„Teraz rozumiem wiele rzeczy, wtedy byłem zbyt głupi, aby je zrozumieć. Na przykład sprawę nowego naczelnego dowódcy Wehrmachtu w roku 19408. Kiedy generał von Blomberg skompromitował się tą aferą – proszę mi oszczędzić powtarzania szczegółów – Hitler poprosił mnie o zarekomendowanie następcy. Zasugerowałem Göringa, ale powiedział, że Göring nie nadaje się do dowodzenia. Potem zdecydował zająć się tym sam. Nie mogłem tego wówczas zrozumieć, ponieważ myślałem, że ma wystarczająco dużo do zrobienia w sprawach państwowych. Ale teraz zdałem sobie sprawę, że miał własny plan i nie chciał zaufać nikomu innemu”.

„Zarzuty w akcie oskarżenia są straszne, a – proszę mi wierzyć – miałem wiele przygnębiających chwil, widząc, jak się sprawy rozwijały. Ale cóż mogłem zrobić? Były tylko trzy możliwości: (a) odmówić wykonania rozkazów, co naturalnie oznaczało śmierć; (b) zrezygnować ze stanowiska lub (c) popełnić samobójstwo. Co do rezygnacji; składałem ją trzykrotnie, ale Hitler wyraźnie dał mi do zrozumienia, że podczas wojny jest ona równoznaczna z dezercją. Cóż mogłem zrobić?”.

„Co do prześladowania Żydów, wszystko, co mogłem zrobić, to była obrona armii przed antysemickimi posunięciami. Kiedy w wyniku ustaw norymberskich zaczęto wywłaszczać i pozbawiać praw obywatelskich Żydów, przekonywałem Hitlera, aby dla zachowania morale armii nie zwalniać i nie dyskwalifikować odznaczonych weteranów pierwszej wojny światowej. Zgodził się. Ale poza armią to wyraźnie nie była moja sprawa. Wprawdzie słyszałem, że później nawet odznaczeni weterani wojny światowej byli maltretowani, ale cóż mogłem zrobić?”.

17 listopada (cela Keitla)

Keitel powiedział, że czuje się „tego ranka zdrowy jak ryba”. Przed testem IQ posprzątał stół, schludnie uporządkował celę i zrobił kilka uwag na temat przesłuchania, które właśnie przeszedł. „Przedstawili mi niepoważną hipotezę: «Czy sprzeciwiłby się pan na tej naradzie sztabu generalnego, gdyby pan wiedział, że to [decyzja] oznacza wojnę?». Oczywiście nie było takiej rzeczy jak sprzeciw. Jak oficer może się sprzeciwiać? Naturalnie musiałem na to pytanie odpowiedzieć: Nie. Oficer nie może stanąć przed Führerem, swoim naczelnym wodzem, i się sprzeciwiać! Możemy tylko odbierać rozkazy i się im podporządkowywać. No cóż, wiem, że to pana nie interesuje, ponieważ nie jest pan wyznaczony do przesłuchiwania, ale myślę, że może to pana zaciekawić pod względem psychologicznym. Amerykaninowi trudno zrozumieć pruski dryl”.

Po oświadczeniu, że jest gotowy, przystąpiliśmy do testu. Był chętny do współpracy i reagował bardzo żywo, upewniając się, że dobrze sobie radzi. W testach wykonawczych podszedł do zadania w rzeczowy sposób. Na przykład w teście układanek i klocków schludnie odkładał użyte już elementy na jeden stosik, usuwając je z blatu i porządkując go do następnego zadania. Był coraz bardziej zafrapowany obiektywizmem testu, czyniąc uwagi, o ileż był ów test lepszy od „bezmyślnego nonsensu” stosowanego przez psychologów niemieckich badających żołnierzy Wehrmachtu. „Przecież oblali na egzaminach kandydackich na oficerów nawet mojego syna z powodu jakiegoś głupiego zadania wykonywanego w zaciemnionym pokoju oraz ćwiczenia w przemawianiu, bo jego głos nie był wystarczająco donośny dla słuchaczy, których tam nie było. Zaraz wyrzuciłem te bzdury”.

Po teście wrócił do tematu oficerów i polityków. „W mojej opinii oficerowie marynarki byli znacznie sprytniejsi politycznie od oficerów armii, ponieważ dużo podróżowali. Oni bywali w Anglii, Valparaiso itd. i poznawali usposobienie cudzoziemców, a my nie. To był z naszej strony wielki błąd, że nasi oficerowie wojsk lądowych zostali ograniczeni do zaściankowego, wojskowego życia na własnym terytorium”.

JODL

Generał Jodl, Bawarczyk, był nawet bardziej pruski od Keitla w swoim sposobie bycia. Bardzo sztywny i niekomunikatywny na początku, szybko jednak ujawnił potrzebę odniesienia się do aktu oskarżenia.

„Akt oskarżenia był dla mnie jak uderzenie obuchem w głowę. Przede wszystkim nie mam w ogóle pojęcia o dziewięćdziesięciu procentach zawartych w nim zarzutów. Jeśli to prawda, zbrodnie są straszliwe, nie do uwierzenia. Po drugie, nie mogę zrozumieć, jak mogli nie uznać żołnierskiego obowiązku podporządkowania się rozkazom. To zasada, którą żyłem przez całe moje życie. Po trzecie, wina za zbrodnie na Wschodzie jest nieoczekiwanie odwrócona. Jakże mogą Rosjanie zasiadać w trybunale i sądzić nas za barbarzyńskie działania przeciwko ludności na Wschodzie? A następnie jest powiedziane, że wzbogaciliśmy się, ograbiając nasze ofiary. A teraz coś, co mnie naprawdę oburza. Jeśli chcecie, oskarżajcie mnie o wydanie rozkazów dotyczących prowadzenia kampanii w Holandii, Belgii, Norwegii, Polsce, ale nie zarzucajcie mi uzyskania choćby grosza z tych działań. Prawdę mówiąc, byłem zaskoczony, usłyszawszy, że funkcjonariusze partyjni bogacili się, czerpiąc profity z naszych zwycięstw. Ja byłem generałem, to wszystko”.

Gdy rozmowa wróciła do tematu zbrodni, wzniósł ręce: „Te straszliwe rzeczy – one są dla mnie kompletnie niepojęte. Nie mogę pojąć, jaki to rodzaj bydląt nadzorował obozy koncentracyjne i faktycznie dopuścił się takich rzeczy”.

Zasugerowałem: „Niemcy, oczywiście, niewątpliwie wykonujący rozkazy”.

„Tak, Niemcy, ale... Proszę mi powiedzieć, jak mężczyzna mężczyźnie, czy kiedykolwiek słyszał pan o tak krwiożerczych i brutalnych Niemcach? To nie są cechy Niemców. To cechy Azjatów”.

Zaznaczyłem: „Ludność Niemiec nie reagowała na antysemityzm w rodzaju ustaw norymberskich i «Stürmera» Streichera”.

„Zapewniam pana: nikomu się nie śniło, że jakiekolwiek tego rodzaju kroki zostały zaplanowane. A wielu ludzi przyprawiał o mdłości ten pornograficzny, zawistny dziennikarz Streicher. Jak pan wie, Göring w końcu wywalił go na zbity pysk. No, jedna sprawa, że ludzie świadomie zidentyfikowali żydostwo z komunizmem, co częściowo ma prawdziwe podłoże w naszej rewolucji z 1918 roku. Ale komu się mogły przyśnić takie konsekwencje? [...]. To jest absolutnie przerażające!”.

VON PAPEN

Von Papen był uosobieniem grzeczności i uprzejmości, wyjąwszy oznaki nieco lekkiego rozdrażnienia charakterystycznego dla siedemdziesięciolatka. W naszych rozmowach ujawnił, że doskonale wiedział, iż Hitler był kłamcą i zdrajcą. Jednakże nigdy nie potrafił całkiem zadowalająco wytłumaczyć, dlaczego pracował dalej w rządzie Hitlera.

30 października (cela von Papena)

Po przeprowadzeniu testu dyskutowaliśmy o Hitlerze.

„On był patologicznym łgarzem, to oczywiste – powiedział Papen. – Nie mogę go dokładnie zrozumieć. Sądzę, że początkowo chciał dobrze dla Niemiec, ale stał się siłą bezrozumnego zła za sprawą pochlebstw swoich kompanów – Himmlera, Göringa, Ribbentropa itd.”.

„Próbowałem mu tłumaczyć, że wiele razy mylił się w swojej polityce antyżydowskiej. Początkowo wydawało się, że słucha, ale później nie miałem na niego wpływu”. Przeszedł do opisu, jak to nakłonił Hitlera do sprzeciwienia się [ogłoszonemu] przez Goebbelsa bojkotowi festiwalu w Salzburgu podczas jego pobytu w Austrii w latach 1934-1938 (Goebbels chciał bojkotu festiwalu, ponieważ jego dyrektorem był Żyd, Max Reinhardt).

Wracając do swej własnej roli w nazistowskiej polityce, oświadczył: „Wiedziałem oczywiście, że był winny złamania układu monachijskiego, co uczynił w złej wierze. Ale cóż mogłem począć? Opuścić kraj? Sądziłem, że pozostając, mogę zrobić coś dobrego... Przedstawia się mnie jako diabelskiego intryganta, jak w książce Satan In the Top Hat9. Ale mogę udowodnić, że zawsze pracowałem dla pokoju. Ufam amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości i cieszę się, że dzięki temu procesowi moja prawda ujrzy światło dzienne. Nie jest zbyt istotne, co oni ze mną zrobią – jestem u kresu życia. Ale ten trybunał ma szczytną misję ustanowienia międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości”.

– TESTY PSYCHOLOGICZNE –

Program testów psychologicznych został w zasadzie zakończony przed rozpoczęciem procesu, gdy więźniowie wciąż przebywali w izolacji, tak więc prawdziwość wyników była zagwarantowana. Stosowano różne testy (test IQ, Rorschacha i Test Apercepcji Tematycznej). Najłatwiejszy do zwięzłego opisania, choć nie najważniejszy, był test IQ.

Używałem własnej, niemieckiej wersji amerykańskiego testu IQ dla dorosłych Wechsler-Bellevue, eliminującej bądź skracającej te jego części, których przedmiotem były różnice kulturowe, jak słownictwo i informacje ogólne. Zestaw testowy składał się z:

A. Werbalnych testów pamięci i stosowania pojęć

1. Zapamiętywanie cyfr o wzrastającej liczbie elementów

2. Proste działania arytmetyczne o narastającej trudności

3. Pytania zdroworozsądkowe

4. Tworzenie pojęć

B. Wykonawczych testów dotyczących spostrzegawczości i koordynacji sensoryczno-motorycznej

5. Test kodowania (zastępowanie liczb symbolami)

6. Składanie układanki typu puzzle

7. Odtwarzanie płaskich wzorów z trójwymiarowych klocków

8. Dostrzeganie brakujących elementów obrazu

Testy te zostały należycie wystandaryzowane dla osób dorosłych, dając dobrą próbę zdolności związanych zwykle z umiejętnością uczenia się. IQ zmierzono za pomocą skali Wechsler-Bellevue, która (odmiennie niż skala Stanford-Binet) bierze pod uwagę pogorszenie się średniej inteligencji z wiekiem, zamiast przyjmować jej stały poziom przez cały czas dorosłości. Daje to bardziej rzetelne porównanie IQ ludzi różniących się wiekiem. Należy jednakże pamiętać, że inteligencja wykonawcza starszych ludzi, jak von Papena, Raedera, Schachta i Streichera, była o 15-20 punktów niższa niż IQ tutaj wykazywane, ale względna pozycja w tym wydzielonym przedziale wiekowym jest dokładnie wskazana.

Imię i nazwisko

IQ

Hjalmar Schacht

143

[Arthur] Seyss-Inquart

141

Hermann Göring

138

Karl Dönitz

138

Franz von Papen

134

Erich Raeder

134

Doktor Hans Frank

130

Hans Fritzsche

130

Baldur von Schirach

130

Joachim von Ribbentrop

129

Wilhelm Keitel

129

Albert Speer

128

Alfred Jodi

127

Alfred Rosenberg

127

Konstantin von Neurath

125

Walther Funk

124

Wilhelm Frick

124

Rudolf Hess (test powtórny po wyzdrowieniu)

120

Fritz Sauckel

118

Ernst Kaltenbrunner

113

Julius Streicher

106

Wyjąwszy Streichera, wyniki IQ wskazują, że przywódcy nazistowscy mieli iloraz inteligencji powyżej średniej (IQ 99-110), co tylko potwierdza fakt, że ludzie odnoszący największe sukcesy w jakiejkolwiek dziedzinie aktywności – nieważne, czy są to politycy, przemysłowcy, żołnierze lub zbrodniarze – właśnie taki iloraz mają. Musimy pamiętać, że IQ wskazuje tylko mechaniczną sprawność umysłu i nie ma nic wspólnego z charakterem lub moralnością czy innymi zróżnicowanymi czynnikami, które prowadzą do oceny osobowości. Owymi czynnikami prawdziwie ujawniającymi charakter są przede wszystkim indywidualne poczucie wartości i wyrażanie swoich głównych motywacji. Testy projekcyjne (jak test Rorschacha) dają nieco wskazówek co do wzorca reakcji, ale autentyczne studia charakteru i osobowości wymagają przedłużonej, bliskiej obserwacji, uwzględniającej te wartości i motywacje.

Ale tak wszechogarniający i wiodący ku katastrofie ruch społeczny jak nazizm nie może być właściwie analizowany i zrozumiany, gdy ocenia się jedynie cechy charakterologiczne jego przywódców. Realistyczne podejście psychologiczne wymaga wglądu w całą ich osobowość, także w interakcji z ich społecznym i historycznym otoczeniem. Proces norymberski dostarczył idealnej okazji do takich badań. Prowadzony z dnia na dzień zapis rozmów i reakcji przywódców nazistowskich w ciągu roku, w którym ich przeszłość została poddana ocenie prawnej, a cały ich system wartości próbie psychologicznej – przed światem – okazał się więcej mówiący niż suma wszystkich testów. Dlatego wracamy do mieszanego zapisu historyczno-psychologicznego, który zawiera dziennik.

Strona z aktu oskarżenia z kopii autora z odręcznymi zapiskami. Komentarz Göringa u góry strony brzmi: Zwycięzca zawsze będzie sędzią, a zwyciężony oskarżonym.

1 Funkcję tę pełnił początkowo major Douglas M. Kelly, który odszedł ze stanowiska po pierwszym miesiącu procesu. Jego następcą został major Leon N. Goldensohn, który pełnił obowiązki przez większą część czasu rozprawy. W krótszych okresach psychiatrami więziennymi byli również kapitan Richard Worthington i podpułkownik W.H. Dunn (przyp. aut.).

2 Joseph Davies w latach 1937-1938 był ambasadorem Stanów Zjednoczonych w ZSRR (przyp. red.).

3 Po niemiecku der Lakai (przyp. red.).

4 Hans Frank zarządzał Generalnym Gubernatorstwem na okupowanych obszarach polskich. Wkrótce po kapitulacji Francji Hitler polecił Frankowi, by opuścił w nazwie wzmiankę o „okupowanych obszarach polskich”, co ten uczynił w dekrecie 31 lipca 1940 roku (przyp. red.).

5 Postać sekretarza intryganta w sztuce Friedricha Schillera Intryga i miłość (przyp. aut.).

6 Inaczej test plam atramentowych, w którym podmiot ujawnia pewne cechy osobowości przez użycie swojej wyobraźni do „widzenia rzeczy” w seriach dużych figur z plam atramentowych (przyp. aut.).

7The International Jew: The World’s Problem, tytuł serii artykułów antysemickich publikowanych w „The Deabom Independent”, wydawanej w latach 20. XX wieku przez Henry’ego Forda. Potem jako czterotomowa publikacja rozprowadzana po świecie. Ukazała się również po polsku (przyp. tłum.).

8 W rzeczywistości do skandalu związanego z małżeństwem Wernera von Blomberga i do zmiany na stanowisku naczelnego dowódcy Wehrmachtu doszło w 1938 roku (przyp. red.).

9 Opublikowana w 1941 roku biografia von Papena Satan In Top Hat: The Biography of Franz von Papen („Szatan w cylindrze”) autorstwa Cibora Kovesa (przyp. tłum.).

Dziennik procesu 1945-1946

1. Otwarcie postępowania

– 20 listopada –

ODCZYTANIE AKTU OSKARŻENIA

SESJA PORANNA: Ponury katalog zbrodni nazistowskich zawarty w akcie oskarżenia został odczytany do protokołu: „Punkt pierwszy – wspólny plan lub spisek:... uzyskania totalitarnej władzy nad Niemcami ... Wykorzystanie władzy nazistowskiej do agresji zewnętrznej... Punkt drugi – zbrodnie przeciwko pokojowi... pogwałcenia międzynarodowych traktatów, umów i gwarancji...”10.

Wśród oskarżonych opadło napięcie, gdy zaczęli sobie uświadamiać, że otwarcie postępowania polega na przedstawieniu aktu oskarżenia, który oni już przeczytali. Siedzieli w ciszy, ze zmniejszającą się uwagą, kilku przełączało słuchawki na różne tłumaczenia, inni przyglądali się sali sądowej, aby ocenić sędziów, oskarżycieli, reporterów i publiczność.

PRZERWA OBIADOWA: Nastąpiło ogólne rozluźnienie atmosfery, gdy oskarżeni spotkali się, wymienili uściski dłoni i porozmawiali ze sobą po raz pierwszy od czasu uwięzienia, niektórzy po raz pierwszy w życiu. Po opróżnieniu sali sądowej zjedli w niej obiad, zachowując dystans w stosunku do wszystkiego, począwszy od polityki, a skończywszy na potrzebach materialnych.

Ribbentrop sprzeczał się z Hessem – bez rezultatów, ponieważ ten nie pamiętał wydarzeń na świecie zawartych w akcie oskarżenia. Wówczas Ribbentrop rzucił pod moim adresem uwagę: „Po co ten cały szum o pogwałceniu traktatów? Czytał pan kiedykolwiek o historii imperium brytyjskiego? Otóż pełna jest złamanych układów, gnębienia mniejszości, masowych morderstw, wojen napastniczych i wszystkiego”. Zapytałem, czy zbrodnie minionej historii powinny być akceptowanym wzorcem dla prawa międzynarodowego. „No cóż, nie, ale myślę, że od czasu, gdy bomba atomowa uczyniła wojnę tak niebezpieczną dla narodów jej używających, będą się one w przyszłości jakoś układać”.

Tu Hess nadstawił uszu: „Bomba atomowa? Co to jest?”.

„Bomba rozbijająca atomy” – próbował tłumaczyć Ribbentrop.

„Co to znaczy?”.

Ribbentrop powtórnie wdał się w wyjaśnienia dotyczące bomby atomowej i zapytał Hessa, czy naprawdę nie może zapamiętać czegokolwiek, o czym dzisiaj rozmawiali.

Obserwując innych jedzących, usłyszałem, że kilku wspomniało o poprawie jakości jedzenia. Von Schirach uśmiechnął się szeroko: „Przypuszczam, że w dniu, w którym nas powieszą, dostaniemy steki”.

Streicher siedział samotnie, wciąż lekceważony przez innych. Gdy przechodziłem obok, wstał, by przyciągnąć moją uwagę. Próbując nawiązać rozmowę, powiedział: „Widzi pan, Herr Doktor, w tej sali zostałem już wcześniej skazany”.

„Czyżby? Ile razy w życiu pana sądzono?”.

„Och, dwanaście lub trzynaście. Miałem wiele procesów. To stare dzieje”.

Nieco później Ribbentrop zagadnął mnie ponownie: „Proszę zrozumieć, za kilka lat prawnicy całego świata będą potępiali ten proces. Nie można mieć procesu bez prawa. Tak na marginesie, to doprawdy mało delikatne pozwolić Niemcom na oskarżanie Niemców, a tak będzie w tym procesie. Nie przydaje to dostojeństwa temu sądowi, proszę zapamiętać moje słowa”.

Pułkownik dał sygnał, abym kazał im wrócić na miejsca. Przechodząc obok mnie, von Schirach powiedział: „To zły dzień – nie dla pana – ale dla nas”.

SESJA POPOŁUDNIOWA: Kontynuowano odczytywanie aktu oskarżenia: „Punkt trzeci – zbrodnie wojenne [...] mordowanie i złe traktowanie ludności cywilnej [...] i jeńców wojennych [...] deportacje do pracy niewolniczej [...] zabijanie zakładników Punkt czwarty – zbrodnie przeciwko ludzkości... mordowanie, eksterminacja, zniewalanie [...] prześladowania z powodów politycznych i rasowych [...]”.

Oskarżenia wobec poszczególnych obwinionych i organizacji odczytane w punkcie czwartym aktu oskarżenia zostały zakończone.

Ribbentrop cierpiał na zawroty głowy i szum w uszach; musiał zostać zabrany z sali sądowej. Później Göring oświadczył, że teraz jest pewny szaleństwa Hessa, ponieważ ten powiedział mu podczas posiedzenia: „Zobaczy