Dzieci w Biblii - Bogumiła Wróblewska - ebook
Opis

W książce jest sześć opowiadań dotyczących postaci dzieci zarówno ze Starego jak i z Nowego Testamentu. Narracja obejmuje relację z Pisma Świętego, jak i interpretację wydarzeń dokonaną przez autorkę.

W przykładach biblijnych dzieci mogą rozpoznać samych siebie i spotkać się z Bogiem. Wybrano postacie dzieci i młodzieży, aby ich rówieśnicy – wiele, wiele wieków później mogli się z nimi utożsamić, postawić w ich sytuacji, a także zastanowić się, co wtedy i dziś jest wspólnego i jak budować przyjaźń z Bogiem.

Tamte dzieci też miały swoje plany, marzenia, problemy, trudności, rodzinę i  rówieśników. Pewnego dnia spotkały Boga. Jak to odmieniło ich życie? W jakich okolicznościach doszło do spotkania? Co się z nimi działo? Ktoś im towarzyszył, czy byli sami? Jaką można dać odpowiedź na obecność Boga w życiu?

Książka jest doskonałą pomocą w pracy z dziećmi. Historie są wzbogacone o część przeznaczoną zarówno dla dzieci i rodziców – znajdują się tam przykładowe pytania, zadania i  odniesienia do Pisma Świętego – tzw. Listy do rodzica.

Oprócz pracy w domu może być wykorzystana na lekcjach religii bądź spotkaniach dla dzieci organizowanych przez  wiele wspólnot działających w Kościele.

Opowiadania mogą być doskonałą pomocą w wychowywaniu dziecka w świecie wartości chrześcijańskich. Pokazują w jaki sposób Biblia może być zrozumiała dla współczesnego dziecka.

Dzieci w Biblii” zainteresuje czytelników między 6 a 12 rokiem życia i ich rodziców.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 116

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Bogumiła Wróblewska

Dzieci w Biblii

© Copyright by

Bogumiła Wróblewska 2018

Projekt okładki: Bogumiła Wróblewska

ISBN PDF 978-83-951964-1-6

ISBN ePub 978-83-951964-0-9

ISBN mobi 978-83-951964-2-3

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody Autora zabronione

Wydanie I 2018

Konwersja do epub i mobi A3M Agencja Internetowa

Prolog

Drogi rodzicu,

Jak wybierasz książki i filmy? Dlaczego akurat te, a nie inne? Czy nie jest tak, że wybierasz te, które Cię poruszają, bo możesz się utożsamić z bohaterem? Może z całością jej czy jego historii, a może tylko z fragmentem?

Nie wiem jak Ty, lecz ja mam tez swoich ulubionych bohaterów biblijnych. Co ich łączy? To o czym już wspomniałam – po prostu odnajduję w nich siebie albo też inspirują mnie.

Do takiej podróży z Bogiem pełnej inspiracji i odnajdywania siebie chcę Cię zaprosić. Zabierz ze sobą swoje dziecko, to ono jest główną motywacją Twojego pochylenia się nad biblijnymi materiałami.

Wybrałam kilka dziecięcych postaci z Biblii. Obudowałam, to co z niej znamy opowiadaniem, tak, aby jak najbardziej wprowadzić w historię konkretnego bohatera.

Wszystko po to, aby Twoje dziecko mogło tam rozpoznać samego siebie. A może i Ty znajdziesz kawałek siebie?

Może nie wiesz jak rozmawiać z dzieckiem o Bogu – to może się zmienić. Potrzebujesz wskazówek, nakierowania, wsparcia? Te materiały są dla Ciebie.

W jaki sposób Bóg mówi do dzieci?

Celem opowiadań jest pokazanie jak Pan Bóg przyszedł do wybranych dziecięcych bohaterów, jak zaprosił ich do spotkania ze Sobą.

Ważne jest, że dzieci były wrażliwe i otwarte na Boże zaproszenie.

Przy każdym spotkaniu możesz:

zapytać dziecko o czym było opowiadanie?

dopytać co się mu najbardziej podobało?

wytłumaczyć to co było niezrozumiałe, niejasne?

spytać co je zainteresowało w danej postaci?

Możesz podzielić się swoim doświadczeniem np. ja opowiedziałabym o tym, że odkąd pamiętam intrygowało mnie, jak czuł się Samuel, kiedy w nocy słyszał głos Boga, a także jak potoczyło się życie Bogatego Młodzieńca, kiedy odszedł zasmucony po rozmowie z Jezusem.

Do każdego spotkania masz dołączone dwie główne myśli przewodnie, dwa cele opowiadania. Pytania zostały ułożone do każdego z nich oddzielnie. Możesz wykorzystać obydwie myśli, lub tylko jedną. Tak jak chcesz, i tak jak wiesz, że przysłuży się to Twojemu dziecku.

Możesz czytać opowiadanie fragmentami lub w całości. Sam będziesz wiedział najlepiej.

Możesz zaproponować dziecku wybranie/ kupienie egzemplarza Pisma świętego tylko dla niego. Opowiedz o tym, jak Ty zacząłeś je czytać. Kto Cię tego nauczył? Kto pokazał? Podziel się swoim doświadczeniem.

Zapraszam, abyś zaczął.

Ps. będzie Ci potrzebne Pismo Święte. Proponuję, abyś każdą z historii najpierw sam przeczytał, przemodlił, a potem zaprosił do niej swoje dziecko czy dzieci.

Chłopiec z rybami

Przyjęcie zaproszenia

Beniamin to niewysoki krępy chłopiec z burzą czarnych loków i smagłą cerą, ubrany podobnie jak jego ojciec. Nosi brązową tunikę i brązowe sandały. Rodzina chłopca żyje podobnie jak większość rodzin w Betsaidzie. Ojciec pracuje jako rybak, a mama zajmuje się domem. Beniamin ma też młodszego brata – Rufusa, który jest jeszcze niemowlęciem. Przeważnie śpi w drewnianej kołysce.

Żyją w otoczeniu rodziny i znajomych. To pobożni Żydzi którzy chodzą do synagogi, słuchają rabinów i wyznają wiarę w jedynego Boga.

Od jakiegoś czasu w wiosce jest głośno o niezwykłym Nauczycielu z Nazaretu, za którym poszło kilku rybaków. Jednak ludzie mają różne zdanie na ten temat. Rodzice Beniamina szukają prawdy. Sami chcą się przekonać kim jest tajemniczy Nauczyciel.

Mieszkają w niewielkim domku, niewyróżniającym się od innych. Przed ich domem stoi ławeczka, na której ojciec często siada z chłopcem wieczorami, rozmawiają albo modlą się. Za domem rośnie mały gaj oliwny, w którym Beniamin widywał pogrążoną w modlitwie matkę w chwilach pomiędzy domowymi obowiązkami. Podczas pracy w domu mama Beniamina zazwyczaj śpiewała psalmy. Syn lubił tego słuchać, bo mama miała piękny i czysty głos. Beniamin wychował się w religijnym środowisku, gdzie ważny jest Bóg i miłość rodzinna.

Beniamin niedługo skończy jedenaście lat. Kiedy będzie miał dwanaście lat w żydowskiej tradycji przestanie być chłopcem, a stanie się młodzieńcem. W społeczności rodziny i przyjaciół rozpocznie się jego bar micwa. To bardzo ważne wydarzenie w życiu każdego żydowskiego chłopca. Oznacza obrzęd przyjęcia go do grona dojrzałych młodzieńców i dorosłych mężczyzn. Od tego momentu będzie mógł uczestniczyć we wszystkich modlitwach w synagodze. Beniamin, podobnie jak jego koledzy z wioski nie może doczekać się już tej uroczystości.

Jest ciepły wieczór, promienie zachodzącego słońca migotliwie zaglądają przez okna jakby chciały zapowiedzieć, zaprosić do jakiegoś niezwykłego wydarzenia.

Do domu Beniamina właśnie wchodzi ojciec. Niewiele się odzywa, drapie się po głowie i nerwowo skubie czarną brodę – nieomylny znak, że coś go trapi. Matka – niewysoka uśmiechnięta kobieta w jasnej sukni, odwraca się od stołu, przy którym nakrywa smakowitą kolację.

– Połów był udany? – pyta męża.

– Co? – ocknął się. – Tak, tak udany.

– O czym myślisz tato? – zagaduje Beniamin. Spogląda na ojca orzechowymi oczami, odgarnia niesforny kosmyk z grzywki ciemnej, jak u ojca. Poprawia na sobie brązową tunikę.

– Pamiętasz Szymona Piotra i Andrzeja, braci, rybaków z naszej wioski?

– O tak, dobrze ich pamiętam. Andrzej miewał dla nas łagodne słowo, a czasami łakocie. – W głosie Beniamina, kiedy mówił o Andrzeju, słychać było szacunek i podziw.

Ojciec kiwnął głową na znak, że potwierdza słowa syna. Beniamin często przychodził do ojca na brzeg Jeziora Genezaret. Pomagał mu rozładować sieci, sprzątnąć łódź. Lubił patrzeć na innych rybaków. Pod koniec dnia pracy koło wielu z nich kręciły się dzieci. Beniamin pamiętał Andrzeja, który zawsze miał czas odpowiadać na pytania dzieci. Często pomagał im rozwikłać nurtujące ich problemy. Pocieszał, niekiedy skarcił, ale zawsze z życzliwością. Czasami częstował łakociami. Nigdy się nie spieszył. Żadnemu dziecku nie odpowiedział „Nie mam czasu, przyjdź kiedy indziej”. Wiadomo też było, że Andrzej nigdy nie wyśmieje i nie powtórzy nikomu tego, o czym się z nim rozmawiało. Był kimś w rodzaju dobrego wujka dla dzieci z Betsaidy.

Również Szymon Piotr rozmawiał z dziećmi, z tym że był surowszy. Czasami na któreś krzyknął. Ale pod tą powierzchownością kryło się dobre serce.

– No więc właśnie Szymon i Andrzej – kontynuował ojciec – jak wiesz poszli za Nauczycielem.

– Jakub i Jan też się przyłączyli – dodała matka. – Wczoraj spotkałam Zebedeusza. Nadal trochę narzeka, że został sam z łodzią i rodzinnym interesem.

– Tak, poszli we czterech, Andrzej, Szymon, Jakub i Jan.

– Tato opowiedz jak to było – poprosił Beniamin.

Znał co prawda tę historię, ale lubił jak ojciec ją opowiadał. Pewnie też dlatego, że znał rybaków, których dotyczyła. A może fascynował go Nauczyciel?

– Cóż, to był dzień po nieudanym połowie. Mieliśmy puste sieci, siedzieliśmy i naprawialiśmy je. Nauczyciel przechodził właśnie obok Szymona i Andrzeja. Powiedział do nich:

– „ Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”.

– A oni wstali i poszli – wyszeptał Beniamin. Słyszał tę historię już wiele razy.

– Tak. Dalej siedział Jakub i Jan, naprawiali sieci ze swym ojcem Zebedeuszem. Ich też powołał. To znaczy również im powiedział, aby zostali Jego uczniami. A oni za Nim poszli.

– Co to znaczy „rybakami ludzi”? – zapytał chłopiec.

– Nie wiem, synku – ojciec bezradnie rozłożył ręce. – Wiem, że ludzie zwą ich teraz apostołami albo uczniami, a i oni sami tak o sobie mówią.

– „Rybakami ludzi” – powtórzył Beniamin. – To musi być związane z łowieniem ludzi – głośno myślał. – Ale jak? Jakiej sieci trzeba użyć do takiego połowu? Jak złowić ludzi?

– Naprawdę nie wiem – odparł ojciec. – Ale będziesz miał szansę się dowiedzieć.

Beniamin patrzył na ojca i czekał co powie. Matka kończyła nakrywanie do stołu.

– Podobno jutro Nauczyciel ma nauczać na brzegu Jeziora Genezaret. Wybiera się trochę ludzi z wioski, ja nie mogę pójść.

– Dlaczego?

– Umówiłem się z innymi rybakami, że kilku z nas pójdzie, a reszta zostanie. Mamy swoje obowiązki. Musimy łowić, z tego żyjemy – wyjaśnił ojciec.

Beniamin pokiwał głową na znak, że rozumie.

– Jestem bardzo ciekaw tej nowej nauki. Na początku myślałem, że Andrzej, Szymon, Jakub i Jan szybko do nas wrócą. Tak się jednak nie stało – przyznał ojciec.

– Ta nowa nauka musi być fascynująca, a podobno sam Nauczyciel przyciąga do siebie tłumy. Nazywają Go Mistrzem – wtrąciła matka.

– A czego On uczy? – zapytał chłopiec.

–Sam jestem ciekawy. Dlatego pomyślałem – ojciec zwrócił się do syna – że ty mógłbyś jutro pójść posłuchać.

– Ja? Ale sam? – zdziwił się Beniamin.

– Tak. Jesteś już dużym chłopcem. Poradzisz sobie. Ja muszę pracować. Rufus jest za mały, aby mama poszła z nim i z tobą.

– No dobrze. Pójdę – odparł Beniamin z uśmiechem.

– Wiedziałem, że się ucieszysz. – Ojciec pogłaskał go po głowie. – Dziś w nocy wyrusza Maciej, ale nie chciałbym, abyś szedł nocą. Dlatego wyruszysz jutro o świcie, a wrócisz wieczorem razem z Maciejem.

– Dobrze tato – zgodził się chłopiec. – Tak się cieszę na tę wyprawę.

– Kobiety mówiły, że za Nauczycielem idą tłumy. Czy Beniamin odnajdzie Macieja w takiej gromadzie – powątpiewała matka.

– Nie wiem. Zobaczymy. Zaufajmy Bogu, że będzie miał w opiece naszego dzielnego syna. Siadajmy do posiłku.

I zasiedli do kolacji, najpierw odmówili modlitwę. Ojciec co chwila mówił o czymś co sobie przypomniał o nowej nauce. Wśród rybaków często o tym rozmawiano, było nie było czterech rybaków z Betsaidy poszło za Jezusem.

Po wspólnej wieczornej modlitwie, już leżąc na swoim posłaniu Beniamin rozmyślał o tym wszystkim co dziś usłyszał. Postać Nauczyciela intrygowała go. Myślał o nadchodzącym dniu, a przez to długo nie mógł zasnąć.

Droga na spotkanie z Jezusem

Beniamina zbudziło delikatne dotknięcie matki.

– Wstawaj synku.

– Dobrze mamo – przetarł zaspane oczy, ziewnął i wstał.

Na stole już czekało na niego śniadanie.

– Najpierw modlitwa – przypomniała matka.

Pakowała w białą ściereczkę jęczmienne chleby.

– Jeszcze ciepłe. Uważaj i nieś je ostrożnie – powiedziała.

– Mamo kiedy je upiekłaś? – zdziwił się Beniamin.

– Kiedy ty jeszcze smacznie spałeś. – Mama uśmiechnęła się do niego. Musiała wstać bardzo wcześnie, dopiero świtało.

Otworzyły się drzwi, wszedł ojciec niosąc dwie ryby. Były oczyszczone i sprawione do spożycia. Położył je obok zawiniątka z chlebami.

– Dziękuję. Ale po co mi tyle jedzenia? – wyjąkał chłopiec. – Przecież to tylko jeden dzień.

– W drodze możesz zgłodnieć – powiedziała matka. – A poza tym może będzie obok ciebie ktoś głodny, kto zapomniał pożywienia, albo wziął go za mało.

– Och, jak chciałbym, aby to był Andrzej albo Szymon. No ostatecznie może być Jakub lub Jan. Ale czy uda mi się ich zobaczyć?

– Podobno są blisko Nauczyciela. Na pewno ich zobaczysz.

– Gdybym mógł podejść blisko do samego Nauczyciela – wyszeptał Beniamin. – A może nawet zjeść z Nim posiłek?

Mama podeszła, zmierzwiła mu grzywkę. Syn, mimo że stawał się już młodzieńcem, dla niej nadal był czasami małym chłopczykiem.

Beniamin pożegnał się z rodzicami, którzy pobłogosławili go na drogę. Pogłaskał jeszcze policzek śpiącego Rufusa i wyszedł.

Niedawno się rozwidniło, na trawie i liściach błyszczała rosa niby szklane kule. Nie miał wiele do przejścia. Na drodze spotykał grupki ludzi, którzy tak jak on szli posłuchać Jezusa. Niektórzy nieśli małe zawiniątka. A inni mieli swobodne ręce.

Beniaminowi zaczął ciążyć pakunek z rybami i chlebem. Co ciekawe do momentu, kiedy nie przyglądał się innym, nie czuł ciężaru. Dopiero kiedy zobaczył ich puste ręce pozazdrościł im. Wcześniej czuł radość, że jego pokarm może się komuś przydać.

Zobaczył tez grupkę swoich czterech kolegów. Nie wyglądali jakby się wybierali w to samo miejsce. Kiedy go dostrzegli, zaczekali na niego.

– O Beniamin, co masz w tej paczce? – zapytał jeden z nich.

– Chleb i ryby – odparł.

– O! To moglibyśmy zostać, wypłynąć na jezioro, zjeść twój chleb i ryby.

– Ale jak to? – zaprotestował Beniamin. – Ja idę posłuchać Nauczyciela z Nazaretu.

– No my tak jakby też idziemy – powiedział inny. – Ale że nasi ojcowie również się wybrali, a na pewno nie zobaczą nas w tłumie, moglibyśmy wziąć ich łodzie i wypłynąć na jezioro.

– A ty masz jedzenie, więc nie bylibyśmy głodni. Po drodze ludzie pewnie będą gadać co usłyszeli. Wtedy podsłuchamy, żeby się orientować i nie przyznamy się, że nie byliśmy – wyjaśnił jeden z nich.

– Beniamin, to jak będzie? – zagadnął trzeci z kolegów.

Beniamin przystanął. Z jednej strony chciał spędzić czas z kolegami. Lecz jednocześnie przypomniał sobie, że przecież ustalił z rodzicami, że pójdzie posłuchać Nauczyciela. Zresztą sam też tego pragnął.

Pakunek stawał się coraz cięższy..

Przecież może uda mi się kogoś poczęstować, może spotkać Andrzeja albo Szymona, może zobaczę Nauczyciela…– przypomniał sobie

– Nie, nie pójdę z wami. Pójdę posłuchać nauki. Ale oczywiście chętnie podzielę się z wami jedzeniem jeśli wybierzecie się ze mną. Widzę, że nie macie nic ze sobą.

– Nie, to my idziemy na brzeg. Sprawdzimy, która łódź jest wolna – odparł jeden.

– Naprawdę chcesz iść słuchać jakiegoś rabina? To dobre dla kobiet i starców – powątpiewał inny.

– Tak, chcę – odparł Beniamin. – I to nie jakiegoś rabina, tylko Jezusa, Nauczyciela, Mistrza.

– Pamiętacie Andrzeja i Szymona, rybaków z naszej wioski? – spytał po chwili Beniamin chłopców.

– No pewnie, wszyscy ich przecież znamy – odpowiedzieli.

– Musi coś być w tej nauce, skoro oni tyle czasu chodzą za Nauczycielem – powiedział Beniamin.

Jeden z chłopców wzruszył ramionami i rzekł:

– Tata mówi, że z Andrzeja zawsze był marzyciel, z głową w chmurach. A i Szymon podobny do niego.

– Nie wiem czy z Andrzeja był marzyciel. Ale pamiętam, że czasami stał na brzegu jeziora i patrzył gdzieś daleko, daleko przed siebie – przyznał Beniamin.

– Ciekawe o czym myślał?

– Może marzył, a może tęsknił.

– Jeszcze Jakub i Jan poszli za Nauczycielem – odezwał się milczący do tej pory chłopiec – Tomasz. Delikatną buzię zdobiło kilka piegów. Szczupły, a nawet chudy mówił przyciszonym głosem. Jasne włosy miękko opadały na ramiona. Jego strój stanowiła jasnoszara tunika, miejscami mocno poprzecierana i brązowe znoszone sandałki.

– Też ich pamiętam – zwrócił się do niego Beniamin.

Umilkli. Może myśleli o młodym Jakubie i Janie, a może o ich ojcu Zebedeuszu?

– Mój tata mówi, że to bardzo źle ze strony Jakuba i Jana, że zostawili ojca i poszli za Nauczycielem.

– A mnie zastanawia, dlaczego Mistrz wybrał akurat ich – odrzekł Tomasz.

– Też tego nie wiem, ale mam zamiar dowiedzieć się więcej o Jezusie, poznać Jego i nową naukę – podsumował Beniamin. – Chodźcie ze mną.

Trzej chłopcy pokręcili głowami, Tomasz stał niezdecydowany.

– Zastanawia mnie to, że Jezus powołał tak różnych ludzi – przyznał Tomasz.

– Co masz na myśli? – zapytał jeden z chłopców.

– To, że każdy z nich ma inną sytuację. Jakub i Jan są młodzieńcami, Andrzej jest już starszym mężczyzną, a Szymon przecież ma rodzinę.

– Widocznie każdego z nich Jezus potrzebował – cicho odezwał się Beniamin. – Muszę już iść.

Beniamin pożegnał się z kolegami i ruszył w stronę, dokąd zmierzali wszyscy. Już i tak był opóźniony. Przyszła mu do głowy myśl, że może nie będzie na czas i może nie warto już iść. Prędko odrzucił takie myślenie.

Tomasz chciał iść z Beniaminem, ale wstydził się do tego przyznać przy kolegach.

Spotkanie z Jezusem

Kiedy Beniamin doszedł na polanę, na której Jezus miał nauczać, był już porządnie zmęczony. Mimo, że nie nastały jeszcze upały, przecież trwała wiosna. Ludzie siedzieli na zielonej trawie. Beniamin rozglądał się, już rozumiał czemu niektórzy wyszli nocą, aby tu dotrzeć. Chodziło o to, aby zająć dobre miejsce. Nauczyciela jeszcze nie było.

Wszędzie, jak okiem sięgnąć siedzieli ludzie. Były oczywiście kobiety, jak przewidywali koledzy Beniamina. I starcy, którzy zmęczeni drogą odpoczywali. Sporo dzieci biegało wokół zgromadzonych ludzi.

Beniamin przechodził od jednej grupy siedzących mężczyzn do drugiej, wypatrując rybaka Macieja. Nie dostrzegł go nigdzie. Postanowił, że nie będzie szedł pod samą górę – tam tłok był największy i nie dostrzegał tam już wolnego miejsca. Chłopiec zastanawiał się gdzie usiąść.

Zerknął na ludzi siedzących nieopodal. Posłyszał ich rozmowę.

– Podobno uzdrawia chorych – powiedział mężczyzna podpierający się drewnianą laską.

– Tak, nawet trędowatych – odezwał się ktoś z tłumu.

– To Mesjasz – zawyrokował starszy mężczyzna z siwą brodą.

– On o nas zadba – z mocą stwierdziła kobieta trzymająca na ręku małe dziecko. Drugie chwytało się jej nóg.

– Przywróci Królestwo – powiedział starzec z białą brodą. – Jestem tego pewien – dodał.

– Zrobi porządek z Rzymianami!– bojowo wykrzyknął młodzieniec.

– Podobno faryzeusze Go zwalczają – wyszeptała kobieta, spoglądając trwożliwie za siebie, jakby w obawie, że jakiś faryzeusz ją usłyszy.

– Tak, ale i tak wciąż przybywa nowych wyznawców, wielu się do Niego przyłącza.

Beniaminowi zakręciło się w głowie od tych rewelacji. Już wiedział, czego potrzebuje. Ciszy i spokojnego miejsca.

Rozejrzał się za kawałkiem trawy, na którym mógłby usiąść i wysłuchać nauki Jezusa. Poprawił w ręku pakunek z rybami i chlebem. Zrobiło się głośniej wokół niego, tłum zafalował. Niektórzy ludzie zaczęli biec w kierunku jednego ze zboczy wzgórza.

To dlatego, że właśnie wspinał się tam Jezus z apostołami.

Beniamin szybko policzył. Za Nauczycielem szło dwunastu mężczyzn. Z daleka nie widać było twarzy, ale poznał sylwetkę Andrzeja i Piotra. Od razu zrobiło mu się milej na sercu i podążył w tamtym kierunku.

Starannie wybrał miejsce. Chciał słyszeć naukę Jezusa, ale nie chciał, aby rozpraszały go ciche komentarze i rozmowy osób siedzących w pobliżu.

Z ulgą usiadł na trawie. Rozprostował nogi, odłożył paczkę z jedzeniem. Jakież było jego zdziwienie, gdy nagle jak spod ziemi wyrósł obok niego kolega.

– Tomasz? Co ty tu robisz? Nie poszedłeś z chłopakami? – zasypał go pytaniami. – Siadaj – powiedział przesuwając się na trawie.

– Nie, nie poszedłem. Poczułem, że jestem bardzo ciekaw Nauczyciela.

– To tak jak ja. Jak mnie znalazłeś w tym tłumie?

Tomasz zaczerwienił się.

– Ja…ja szedłem za tobą – wyjąkał. – Wstydziłem się, że tak nie umiem się zdecydować.

Beniamin uśmiechnął się do kolegi. Wiedział, że czasami nie trzeba za dużo pytać. Ale Tomasz sam zaczął mówić.

– Wiesz, uderzyło mnie to, że Nauczyciel wzywa różnych ludzi, chciałbym, aby potrzebował i mnie.

– Och! – wzruszył się Beniamin.

Beniamin położył mu rękę na ramieniu. Domyślał się, że Tomasz mógł się czuć samotny w wiosce. I poza tym współczuł koledze. Pamiętał jaką tragedia była śmierć taty Tomasza. Zginął podczas połowu ryb. Nie zdążył przed sztormem i zatonął. Od tamtej pory rodzinie nie wiodło się dobrze. Matka co prawda próbowała utrzymać rodzinę, wynajmowała się do drobnych prac w innych gospodarstwach. Było im ciężko.

Beniamin wiedział, że jego ojciec, tak jak jeszcze kilku rybaków, zanosił do domu wdowy ryby, aby rodzina mogła je sprzedać i mieć pieniądze na niezbędne sprawunki.

– Myślę, że to Bóg wspiera moją rodzinę przez to, że posyłał nam dobrych ludzi. A Jezus kojarzy mi się z Bogiem – Tomasz rozpłakał się.

A Beniamin nieco zamyślił się. Cóż, w każdym bądź razie, ten Nauczyciel coraz bardziej go pociągał.

Jezus zaczął nauczać. Miał mocny i zdecydowany głos. Dobrze się Go słuchało. Beniamin i Tomasz z zapartym tchem słuchali historii o siewcy.

Jezus mówił:

– Siewca posiał ziarna. Niektóre spadły na drogę, więc wydziobały je ptaki. Inne upadło na skały i uschło. Dopiero ziarno wsiane do żyznej ziemi wydało plon. Jedno większy, inne mniejszy.

– Jak to? Co to znaczy? – zewsząd rozlegały się głosy zdumionych słuchaczy.

– Wyjaśnię wam to – odparł Jezus.

– Żyzna ziemia to ci, którzy jak ziemia przyjmują to, co do nich mówi Bóg. I mogą wydawać owoce w swoim życiu.

Beniamin zamyślił się, co też tak naprawdę to znaczy. Jak to się dzieje, że jedno ziarno nie daje owocu, a inne przeciwnie. Słuchał dalej.

Nauczyciel mówił, aby nie trzymać lampy pod korcem. I powtarzał: „Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.

Beniamin wysilał się w słuchaniu. Starał się nie uronić ani słowa. Ale miał wrażenie, że niewiele rozumie.

Potem Jezus mówił: „Z Królestwem Bożym dzieje się tak jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię”.

I znowu Beniamin myślał, o co tu chodzi. Bo domyślał się, że Nauczyciel nie mówi o ziarnach, jakie zasiewa się w polu tylko o czymś większym. Ale o czym?

A na koniec powiedział jeszcze o ziarnku gorczycy: „Gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane wyrasta”.

Beniamin rozejrzał się. Ludzie słuchali w skupieniu. Zastanawiał się, czy tak jak on nie wszystko rozumieją.

Lecz nie wszyscy słuchali, aby się dowiedzieć. Byli tacy, którzy byli tu po to, aby skrytykować Jezusa. To faryzeusze. Beniamin obserwował jak podeszli właśnie do Nauczyciela i dyskutowali. Nie słyszał słów. Ale po zachowaniu poznał, że prawdopodobnie obrażają Mistrza.

Poczuł ucisk w sercu. Jezus tak bardzo go pociągał.

Przyprowadzono wielu chorych. Beniamin widział jak nieco dalej stała grupka trędowatych. Jezus modlił się nad nimi, a oni odchodzili zdrowi. Szli i wychwalali Boga, śpiewając hymny.

Minęło kilka godzin. Beniamin ze swego miejsca widział, że uczniowie żywo dyskutują o czymś z Nauczycielem. Już wcześniej zauważył, że apostołowie chodzili pomiędzy tłumem i rozglądali się. Niedaleko miejsca, gdzie siedzieli Beniamin i Tomasz przechodził Andrzej.

Beniamin najpierw podbiegł do niego, a potem zatrzymał się onieśmielony.

– Beniamin ! Jak się masz? – Andrzej rozpoznał chłopca.

– Witaj Andrzeju. Przyszedłem posłuchać Nauczyciela – mówiąc to Beniamin głęboko ukłonił się Andrzejowi.

Andrzej skinął głową.

– Sam przyszedłeś? – zapytał.

– Jest ze mną jeszcze Tomasz – odparł chłopiec.

– Mały Tomasz z Betsaidy? – ucieszył się Andrzej.

– Chodź, siedzi tam – poprosił Beniamin.

W tym momencie nadszedł Szymon i Beniamin usłyszał jak mówił do brata:

– Nie mamy nic do jedzenia. Musimy powiedzieć Nauczycielowi, aby odprawił ludzi – Szymon zasępił się.

Andrzej drapał się po brodzie, zupełnie jak tata Beniamina kiedy czymś się martwił.

– Ja mam jedzenie. Chodźcie – zaproponował Beniamin.

Andrzej i Szymon uśmiechnęli się na te słowa, no bo ile jedzenia może mieć chłopiec? Ale poszli z nim, aby nie robić mu przykrości.

Tomasz poderwał się na widok znajomych rybaków, a oni uściskali go serdecznie.

Beniamin wręczył im paczkę z pożywieniem.

– Tu mam pięć chlebów i dwie ryby, Wiem, że to prosty posiłek, ale proszę weźcie, dla Nauczyciela i dla was.

Szymon i Andrzej podziękowali i udali się z zawiniątkiem na górę, do Jezusa.

Beniamin przecierał oczy ze zdumienia. Jezus modlił się nad jego pięcioma chlebami i dwiema rybami. Podniósł je wysoko. A potem łamał, dawał uczniom i znowu dawał, a oni roznosili chleb i ryby wśród ludzi. Pożywienia nie ubywało. Zjedli wszyscy. A po posiłku uczniowie Jezusa wyszli z koszami, aby zebrać jedzenie, które pozostało tym, którzy się już najedli do syta. Przypomniał sobie, że mama zawsze powtarzała, że pożywienia nie można marnować i wyrzucać. Każdy wrócił z pełnym koszem. Z pięciu chlebów i dwóch ryb zebrali dwanaście koszy ułomków.

Nie wiadomo, czy ktoś poza Beniaminem, Tomaszem, Szymonem i Andrzejem wiedział skąd ten pokarm. To znaczy, że uległ cudownemu rozmnożeniu wiedzieli wszyscy, ale nie wiedzieli skąd apostołowie mieli tą małą cząstkę jedzenia.

Beniamin, ze wzruszenia nie mógł mówić. Tysiące myśli przelatywało mu przez głowę.

– O Jezu, o mój Jezu – wzdychał cichutko.

A więc On, Nauczyciel zechciał posłużyć się tym, co on zwyczajny chłopiec z Betsaidy przyniósł. I nakarmił tym rzeszę ludzi. Łzy płynęły mu po twarzy.

– Ziarnko gorczycy jest najmniejsze ze wszystkich nasion. Ale kiedy wyrośnie staje się tak duże, że w jego wielkich gałęziach mogą gnieździć się ptaki powietrzne.

– Ojej, czy to znaczy, że te moje chleby i ryby były takim ziarnkiem gorczycy? Taką małą rzeczą, która rozrosła się w coś większego? – Patrzył na dwanaście koszy ułomków i płakał. – A gdybym nie przyszedł? Albo nie przyniósł jedzenia? Jak Nauczyciel by sobie poradził? – myślał. – Nie. Poradziłby sobie na pewno. On, On zechciał skorzystać z mojej pomocy, z tego co miałem. Czuję się zaszczycony.

– Nigdy tego nie zapomnę – wyszeptał. Nawet nie zauważył, że wypowiada swoje myśli.

– Ani ja – odparł Tomasz.

Tomasz też widział co się stało. Nic nie mówił. Wiedział, że są sytuacje, gdy lepiej milczeć i nie zagadywać drugiego.

Przez moment siedzieli w ciszy, porażeni tym, co się stało. Ludzie wokół zaczęli szeptać:

– Skąd Nauczyciel