Tytuł możliwy do wypożyczenia z oferty Depozytu Bibliotecznego.
[PK]
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Biblioteka Główna - Ośrodek Kultury Brzeszcze
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 243
Rok wydania: 2008
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
dffli i
l' fflS' <»
V • r n%
i<l§Sfl#
I /J^77
'i
IŁIfiE 4 -yA :WjZ_ - • V?>-7<. ' K ,
ClfS®
KI
^ -4
KB
iii-SMIi
Kazimierz Bielenin
dwa Dzwonr
2-T/l7/?3 e
6.1. Rola dwóch hut z Hamburga
6.2. Prace inwentaryzacyjne
6.3. Naloty aliantów na huty w Hamburgu
6.4. Ładunek dzwonów zatopiony na Łabie
6.5. Koniec koszmaru wojennego
6.6. Glockenbiiro, Komitet ARG i jego problemy
6.7. Zwrot dzwonów do kościołów niemieckich
6.8. Złom dzwonowy
6.9. Bilans strat dzwonów niemieckich
6.10. Praca naukowo-badawcza Komitetu ARG
7. Nieco o dzwonach
8. Dzwony polskie
■■ —• °—-—......
10.2. Dzwon 25-17-73. Droga powrotu
11.1. Syrynia (pow. Wodzisław, Górny Śląsk)
11.2. Brzezie nad Odrą
11.3. Głogówek (pow. Prudnik, woj. opolskie)
11.4. Stara Wiśniewka (gm. Zakrzew, pow. Złotów, woj. wielkopolskie)
11.5. Stegna
11.7. Bestwina
DODATEK
dwa Dzwonr
KOŚCIOŁA ŚW. OTYLII W BRZESZCZACH LEGEIlDft CZT RZECZYWISTOŚĆ
Kazimierz Bielenin
dwa Dzwonr
KOŚCIOŁA ŚW. OTYLII W BRZESZCZACH Lf GEIlDfl CZY RZECZYWISTOŚĆ
Krakóu; 2008
WYDAWCA
Stowarzyszenie na rzecz Gminy Brzeszcze „Brzost Wydawnictwo „Nofis" w Krakowie
© Kazimierz Biclenin, Kraków 2008
PROJEKT GRAFICZNY OKŁADKI Teresa Jankowska, Arkadiusz Burtan
SKŁAD KOMPUTEROWY Mariusz Sierpień
ISBN 978-83-921561-4-7 „Brzost" ISBN 978-83-921789-7-2 „Nofis"
Wydawnictwo zostało sfinansowane
przez Parafię św. Urbana w Brzeszczach i Gminę Brzeszcze
Spis treści
7.1. Ogólny bilans strat dzwonów europejskich......................................
8. Dzwony polskie
Refleksja końcowa...........................
DODATEK
Literatura......
207 217
Odzyskanie w 2008 roku przez brzeszczańską parafię p.w. św. Urbana dzwonu z legendarnego kościoła p.w. św. Otylii w Brzeszczach jest wydarzeniem niezwykłej rangi.
Jeszcze trzy lata temu nikt z nas nie przypuszczał nawet, że na początku XXI wieku będzie nam dane poznać dzieje kościoła św. Otylii i dwóch dzwonów do niego należących. Musiało upłynąć kilka wieków, by legenda przekazywana z pokolenia na pokolenie znalazła historyczne potwierdzenie. Jest to zasługą prof. dr. hab. Kazimierza Bielenina - brzeszczanina, historyka sztuki, archeologa. Gdyby nie ogromne zaangażowanie Profesora w poszukiwanie dzwonów - niezwykle ważnych dla brzeszczańskiego dziedzictwa kulturowego zarówno ze względu na ich walory historyczne i artystyczne, jak i z powodów emocjonalnych - zapewne nie poznalibyśmy losów jednego z nich. Profesor Kazimierz Bielenin przez dwa lata służył swoją wiedzą w dochodzeniu do prawdy historycznej, wiele godzin spędził w parafialnych archiwach, przeczytał ogromną ilość dokumentów, szukał niedostępnej na polskim rynku literatury, przemierzył setki kilometrów, prowadził korespondencję z państwowymi archiwami w kraju i za granicą.
W imieniu społeczności Brzeszcz wyrażamy szacunek i wdzięczność dla Pana Profesora za wielki wkład w odkrywanie naszej rodzimej historii. Dziękujemy za napisanie książki „Dwa dzwony z kościoła św. Otylii w Brzeszczach. Legenda czy rzeczywistość", której treścią są dzieje brzeszczańskich dzwonów, a także losy polskich i europejskich dzwonów kościelnych w czasie II wojny światowej.
Prezes Stowarzyszenia na rzecz Gminy Brzeszcze „Brzost" Barbara Wąsik
Proboszcz Burmistrz Brzeszcz
Parafii św. Urbana Teresa Jankowska
Kazimierz Kulpa
Brzeszcze, maj 2008
Od Autora
Kościół św. Otylii w Brzeszczach to legendarna świątynia, o której wieść przekazywana była w podaniu ludowym przez następujące po sobie pokolenia i stulecia. Legendę tę, żywą wśród mieszkańców Brzeszcz XIX wieku, zapisał w 1952 r. brzeszczanin ks. Alfons Bielenin. Przekazał w niej wiadomości o „polu przy kościółku św. Otylii" oraz brze-szczańskiej historii owej świątyni, z której zachowały się dwa dzwony brązowe, przeniesione później do sąsiedniej Góry, skąd zabrała je ostatnia wojna. Od tej chwili ślad po nich zaginął.
W tym miejscu urywa się na poły legendarne podanie dotyczące dzwonów, opisane przez ks. Bielenina. Jego ciąg dalszy można było dopisać dopiero po upływie następnego półwiecza. Do ostatnich lat uprawnione było przypuszczenie, że przekaz ks. Bielenina w jego „Kartkach z przeszłości Brzeszcz" jest jedynym świadectwem potwierdzającym prawdziwość legendy. Dopiero jednak po zapoznaniu się z zasobami katowickich archiwów możliwe było jej zweryfikowanie i odtworzenie ciągu dalszego, jak również prześledzenie przebiegu akcji rekwizycyjnej dwóch dzwonów z kaplicy św. Barbary w Górze w początku II wojny światowej. W wyniku wnikliwego studium można było poznać późniejszy ich los na wojennym tle historii dzwonów europejskich.
Od czasów średniowiecza dzwony kościelne były ofiarami wszystkich prowadzonych wojen. Metal, z którego je wykonywano, znakomicie się nadawał do wyrobu dział oraz innych akcesoriów sprzętu wojennego. Jako szczególny przykład przytacza się wojny tureckie XVI i XVII wieku, kiedy to, ze względów religijnych, dzwony niszczono wraz z kościołami chrześcijańskimi. Z tego właśnie powodu na terenach od granicy węgierskiej po Wiedeń nie ma jednego dzwonu odlanego przed 1683 r. (J. Pfunder 1977/78, s. 255), to znaczy rokiem wiktorii wiedeńskiej Jana III Sobieskiego.
Szczególnie systematycznego niszczenia dzwonów mocarstwa europejskie dokonywały w czasie I i II wojny światowej. Pierwsze wzmianki dotyczące niemieckiego okresu historii omawianych dzwonów z dwóch kościołów: św. Otylii w Brzeszczach i św. Barbary w Górze, pojawiają się w chwili, gdy ks. Okrent, ówczesny proboszcz parafii w Miedźnej, do której wówczas należała kaplica w Górze, zgodnie z zarządzeniem władz niemieckich z 15 marca 1940 r. wpisał je do „Arkusza meldunkowego brązowych dzwonów kościelnych". Konsekwencją wpisu było zasadnicze dla niniejszych rozważań wyjaśnienie pochodzenia dzwonów zarekwirowanych z kościoła św. Barbary. Umożliwił to list ówczesnego konserwatora wrocławskiego i znaleziona odpowiedź ks. Okrenta, w której wyjaśnia konserwatorowi pochodzenie dzwonów, podając miejscowość pochodzenia — Brzeszcze, i czas - „sprzed 1800 roku". Proboszcz z Miedźnej uwiarygodnia tym samym podanie ludowe dotyczące kościoła św. Otylii, a legenda brzeszczańska zyskuje walor prawdy historycznej.
Rzeczywiste losy dwóch dzwonów brzeszczańskich, które dotąd istniały w podaniu, zostały wydobyte na światło dzienne. Na tej podstawie możemy traktować je jako niezaprzeczalny dokument historii kościoła św. Otylii w Brzeszczach.
Wojenno-niemiecki okres dziejów owych dzwonów został przedziwnym zrządzeniem losu ponad miarę przedłużony. Podczas gdy losu mniejszego dzwonu od św. Otylii nadal nie znamy, a nadzieja na zmianę tego stanu rzeczy jest nikła, wiadomo, że dzwon większy ocze-iwała długa i bardzo złożona peregrynacja. Było mu dane przetrwać wojnę, zapewne tylko dzięki posiadanemu na szyi gotyckiemu we-niu „do Króla Chwały . Później miał jednak odbyć dłuższą misję nym z ościołów niemieckich, u św. Birgid, gdzie dziwnym zrzą-zemem losu został odnaleziony przez brzeszczanina, niewykluczone, pomocą św. Otylii. Niezbadane wyroki Opatrzności sprawiły, że
jednak po ponad pół wieku od zakończenia wojny jego historia zatoczyła koło, by mógł ponownie znaleźć się na ziemi oświęcimskiej.
Czy powrót dzwonu do rodzimej miejscowości kończy ten niezwykle ciekawy rozdział historii Brzeszcz? Oczywiście, nie. Przeciwnie, dostarcza nowych impulsów do dalszych badań. Podobnie jak w wypadku książek prawdziwa jest maksyma habent sua fata libelli, tak i o dzwonach można powiedzieć habent sua fata campanae. Opracowanie to niech będzie zachętą dla mediewistów do dalszych studiów w celu wyjaśnienia średniowiecznych początków tej niecodziennej historii. Pozostaje jeszcze „łopata archeologa", dzięki której być może udałoby się dowiedzieć więcej o „polu przy kościółku" z zagadkowym cmentarzem przykościelnym przy gościńcu oświęcimskim w Brzeszczach.
Dwa dzwony od Św. Otylii zarekwirowane w kościele św. Barbary w Górze (Górny Śląsk) podzieliły losy innych rekwirowanych dzwonów z kościołów niemieckich, dlatego zasadne wydaje się śledzenie ich historii na ogólnym tle problematyki dzwonów europejskich czasu II wojny światowej. Z braku dostępnych źródeł konieczne było, przy niezbędnych uogólnieniach, omówienie tej historii na szerszym tle, jak również porównanie liczby zarekwirowanych dzwonów w Polsce i sąsiednich krajach europejskich.
Materiały, na podstawie których powstała niniejsza praca, początkowo publikowane były w odcinkach w „Odgłosach Brzeszcz w latach 2005—2007. Obecnie po ich opracowaniu i uzupełnieniach oddajemy do rąk Czytelników całość w wydaniu książkowym.
Książka ukazując pewne nieznane wcześniej Czytelnikowi polskiemu aspekty historii, wskazuje dodatkowo na złożoność problematyki oraz konieczność jej dalszych szczegółowych badań zarówno w kontekście poszczególnych krajów, jak i ogólnoeuropejskim.
W tym miejscu zobowiązany jestem do podziękowań wszystkim, którzy pomogli mi w poszukiwaniach archiwalnych bądź wspomogli źródłami literaturowymi.
Dziękuję Panu mgr. Eugeniuszowi Tomczakowi ze Śląskiego Centrum Dziedzictwa Kulturowego w Katowicach, Prof. Andrzejowi Ja-nuszajtisowi z Gdańska za informacje dotyczące Stegny i dzwonów (gdańskich, Pani dr Urszuli Chrobok Sztoler za cenne informacje na temat kaplicy w Górze, Profesorom Gudrun Kaiser, Haraldowi Straube i dyr. inż. Martinowi Pfunderowi z Pfunder Glocken z Wiednia za cenne informacje o dzwonach austriackich.
Księżom proboszczom, Piotrowi Zegrodzkiemu i Romualdowi Adamskiemu z Góry, ks. Piotrowi Kachlowi z Syryni, ks. Kazimierzowi Kopciowi z Brzezia n. Odrą, ks. Henrykowi Kawce z Miedźnej, ks. Józefowi Zborkowi z Grójca składam wyrazy wdzięczności za informacje dotyczące tamtejszych dzwonów.
Dziękuję Panu dyr. Jerzemu Jasiukowi za pomoc przy wykorzystaniu źródeł z Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Panu Eugeniuszowi Drobkiewiczowi za cenne informacje dotyczące dzwonów ze Starej Wiśniewki oraz Panu Wawrzyńcowi Mizgalskiemu z Grójca za informacje oraz stały kontakt związany z tematem. Dziękuję dr. Gunterowi Wetzelowi z Wundsdorf Cottbus za pomoc w uzyskaniu niemieckiej literatury do opracowywanego tematu. Panom Pawłowi Heinrichowi z Hamburga oraz Panu Florianowi Meierowi socjologowi Huty i Archiwum Norddeutsche Affinerie w Hamburgu pragnę podziękować za informacje o powojennej historii dzwonów na terenie Hamburga.
Wreszcie serdecznie dziękuję księdzu proboszczowi parafii św. Urbana w Brzeszczach Kazimierzowi Kulpie, Pani burmistrz Brzeszcz mgr Teresie Jankowskiej oraz Pani prezes Stowarzyszenia „Brzost" mgr inż. Barbarze Wąsik za owocną współpracę po odnalezieniu dzwonu, wspólne starania o pozyskanie poparcia dla idei jego powrotu na miejsce pierwszej posługi u św. Otylii.
Na koniec nie mniej serdecznie dziękuję ks. proboszczowi parafii sw. Birgid w Wiesbaden Bierstadt, ks. Mateuszowi Struthowi, jego a zy duchowej i świeckiej za bardzo życzliwy stosunek do opisanej p A62 .t°re^° Porr°cy odzyskanie dzwonu nie byłoby możliwe, ę owania należą się również dyrekcjom archiwów za wyszukiwanie i udostępnianie cennych dokumentów, bez zapoznania z którymi nie można by napisać tej pracy: Archiwum Archidiecezjalnego oraz Państwowego w Katowicach, Regionalnego Ośrodka Studiów i Ochrony Środowiska w Katowicach, Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Archiwum Parafii w Miedźnej i Syrynii, a także archiwów niemieckich: Muzeum Narodowego, Niemieckiego Archiwum Dzwonów w Norymberdze, Wolnego Miasta Hanseatyckiego Hamburga, Nord-deutsches Affinerie w Hamburgu oraz Historycznego Archiwum Arcybiskupiego w Kolonii.
Kazimierz Bielenin
CZĘŚĆ PIERWSZA
1. Legendarna część historii Brzeszcz związana z kościołem św. Otylii
Historia kościoła św. Otylii w Brzeszczach to temat, który głęboko tkwi w brzeszczańskiej tradycji — podaniu ludowym przekazywanym przez pokolenia od czasów zamierzchłych po dzień dzisiejszy. Temat nadal żywy wśród najstarszych mieszkańców Brzeszcz. Ważny dla brze-szczan, zarazem zagadkowy dla historyków średniowiecza, którzy jak dotąd bez rezultatów szukają jego potwierdzenia w źródłach pisanych.
Zadaniem tego studium jest zwrócenie uwagi na fakt, że problem kościoła św. Otylii w Brzeszczach należy rozważać nie tylko z punktu widzenia miejscowej tradycji, jako że w wielu aspektach wykracza poza nią, a realia kultury materialnej w pełni przekaz na temat świątyni uwiarygodniają. Zagadnienie to poruszone zostało w publikacjach kilku autorów. Wspomnieć tu należy historyka Feliksa Chowańca, który w „Krótkiej historii kościoła w Brzeszczach" zajmuje sceptyczne na ten temat stanowisko. Dłuższy rozdział znajdujemy w pracy ks. Stanisława Szyszki „Dzieje parafii Brzeszcze" (1996), Zdzisława Chowańcowa pisze o kościele św. Otylii w „Brzeszczańskich kapliczkach (1999)-Wspomina o nim również Jadwiga Michalik w artykule pt. „Dzieje kościoła pod wezwaniem św. Urbana w Brzeszczach , opublikowanym w zbiorowej publikacji pt. „Szkice z przeszłości Brzeszcz, Jawiszowic, Przecieszyna, Skidzinia, Wilczkowie i Zasola (2004). W książce tej znaj dujemy również tekst „Mało znane początki Brzeszcz Przemysława Szkaradnika, mediewisty, który swobodnie porusza się w źródłach pisa nych średniowiecza i czasów późniejszych.
W niniejszym opracowaniu postaram się dorzucić nieco do frapującego tematu związanego z najstarszą historią Brzeszcz. Korzystam tu z przekazu ks. Alfonsa Bielenina, mojego stryja, oraz wyników kwerendy w archiwach śląskich: Archiwum Archidiecezjalnym oraz Archiwum Państwowym w Katowicach, jak również Archiwum Parafialnym w Miedźnej. Ksiądz dr A. Bielenin, w latach trzydziestych ubiegłego wieku docent języków wschodnich i archeologii biblijnej na Wydziale Teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, był bratankiem ks. Józefa Bielenina, który odprawił pierwszą mszę świętą w nowo wybudowanym w 1876 r. kościele Św. Urbana w Brzeszczach, oraz wnukiem Wojciecha Bielenina (1821-1891), w domu którego na Bugaju, jak pisze: „prowadzono odziedziczoną po przodkach miłość Ojczyzny, przywiązanie do wioski rodzinnej, zwłaszcza tradycji" (A. Bielenin 1952, s. 7). Ksiądz A. Bielenin obcując również z tą tradycją, gdy skończył studia teologiczne na UJ, udał się do kościoła Św. Barbary w Górze, aby na własne oczy ujrzeć owe dwa brzeszczańskie dzwony, o których wiele się nasłuchał w młodości. Opis tych dzwonów zamieścił w swoim pamiętniku, który zredagował będąc kapelanem u sióstr miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, pt. „Kartki z przeszłości Brzeszcz". Znajdujemy tu również przekaz dotyczący kościoła św. Otylii. Jest to jedyny dokument pisany przez brzeszczanina czerpiącego z tej tradycji żywej jeszcze, jak podaje, wśród mieszkańców Brzeszcz w XIX i początkach XX wieku. Rękopis pamiętnika „Kartki z przeszłości Brzeszcz" znajduje się w posiadaniu mojej rodziny. Egzemplarz maszynopisu stryj przekazał do Archiwum Parafii św. Urbana w Brzeszczach.
Historię kościoła św. Otylii można by podzielić na trzy okresy. Pierw-szy, jak dotąd oparty jest wyłącznie na przekazie ustnym, tradycji. W „Kartkach z przeszłości Brzeszcz czytamy o małym kościółku modrzewiowym wzniesionym może jeszcze z końcem XV w., o którym . , ^SPom*na Jan Długosz, bowiem gdy pisał swoje dzieło około roku , osciół ten jeszcze nie istniał (tamże, s. 32). Nie wspomina o mm również Wizytacja Radziwiłłowska 1596-1598, bowiem „Wizy-Radz™'Howska mówi o tych kościołach, które byty kościołami parafialnymi bądź filiami parafii lub które uległy sprofanowaniu. Kościółek w Brzeszczach nie był ani parafialnym, ani filialnym, również nie uległ sprofanowaniu. W Brzeszczach bowiem w XVI w. nie było administratorów różnowierców"(tamże, s. 40).
Autorowi przytoczonych słów nie wystarcza jednak tylko przekaz ustny i dlatego zapytuje, „jakie dane można by przytoczyć na potwierdzenia wartości historycznej tradycji miejscowej?" (tamże, s. 40). Odpowiadając, przytacza: fakt istnienia na mapie Brzeszcz konkretnej parceli z nazwą „pole przy kościółku" (ryc. 1). Dodatkowo pisze o wykopaniu kości ludzkich w czasie poszerzania idącej obok tego pola drogi głównej Oświęcim - Bielsko-Biała - Żywiec, jak również o podobnych znaleziskach w czasie prowadzonych w tej okolicy odwiertów górniczych, co, jego zdaniem, może wskazywać na istnienie przykościelnego cmentarza. Niezależnie od tego, mówi także o nazwie „Księżowiec", którą określano część pól znajdujących się w pewnej odległości od „pola przy kościółku", w kierunku kopalni Jawiszowice. Wreszcie, co chyba najważniejsze, to związane z „polem przy kościółku" konkretne wezwanie patronki tego kościoła Św. Otylii (tamże, s. 40—41).
Ryc. 1. Pole „przy kościółku". Wschodnia strona Brzeszcz; przy skrzyżowaniu drogi oświęcimskiej z drogą do Przecieszyna. Fot. Kazimierz Bieleniu
Jak wieść brzeszczańska niesie, czas kończący pierwszy, legendarny, okres tej historii można by wiązać z latami potopu szwedzkiego. Jak czytamy w „Kartkach z przeszłości Brzeszcz": „Wiek XVII za Jana Kazimierza oprócz innych klęsk przyniósł Rzeczypospolitej zalew szwedzki (1655-1660). Karol Gustaw dzięki rozstrojowi wew-netrznemu, niechęci szlachty do Jana Kazimierza i licznym zdradom w Narodzie opanował wkrótce całą Polskę" (tamże, s. 16). „Dowódca szwedzki Wirtz zajął Ojców, Pieskową Skałę, Bobrek, Lipowiec. Oddziały szwedzkie zapuściły się do księstwa oświęcimskiego - łupies-twem, mordem i pożogą znacząc ślady swej gospodarki. Szwedzi zajęli zamek Lanckoroński 19 września, Lipowiecki 17 października, Oświęcim i zamek 30 października 1655 r." (J.N. Gątkowski 1867, s. 62).
Cudowna obrona Częstochowy za przeoratu ks. Augusta Kordeckiego odrodziła ducha narodowego. Chłopi miejscowi pod dowództwem Jana Torysińskiego w dniu 19 grudnia 1655 roku zdobyli Oświęcim, oczyszczając miasto z załogi szwedzkiej i biorąc wielu jeńców. W pierwszych dniach lutego roku następnego Szwedzi z zemsty za sromotny pogrom grudniowy spalili Oświęcim (J. Stanek 1959, s. 199). Więcej szczegółów o sytuacji wojennej tamtego czasu i zachowaniu się wojsk szwedzkich na ziemi oświęcimskiej podaje Jan Stanek w „Dziejach Ziemi oświęcimskiej". Wojska szwedzkie pilnujące granicy pod dowództwem Jana Weyharda wpadły dla „rozgrzewki" 20 lutego 1656 roku do Wilamowic, gdzie spaliły przydrożne domy, nazajutrz zaś spustoszyły i zrabowały dwór, spaliły kościół w Pisarzowi-cach, wreszcie usadowiły się w Straconce, stacjonując tu przez kilka tygodni (tamże, s. 199). Jak pisze J. Stanek, do najpoważniejszego starcia ze Szwedami doszło na terenie ziemi oświęcimskiej w dniu 8 marca 1656 roku, na szańcach Mikuszowickich, gdzie „mieszczanie żywieccy na placu polegli inszych postrzelano i tak Szwedzi rozgromiwszy naszych, ogniem zapalili kilka domów na bielskiej stronie, potem tolwark Wilkowski i wsi Mikuszowice i Wilkowice na popiół obrócili, ^ZWec^ wPadli do Żywca i tam zabili 5 Milówczan, wra-)ą y o domu oraz 4 mieszczan i za zdradą starosty Żywieckiego rcina ieg owskiego zajęli zamek, zrabowali miasto i zakwaterowali się na noc w stodołach nad Sołą. Świtaniem 100 chłopów uderzyło na wartę szwedzką na zamku rozpraszając ją. Szwedzi czując się niepewnie, podpalili stajnie zamkowe, 10 domów mieszczan, 24 stodół nad Sołą i tą samą drogą, którą przyjechali, wycofali się pospiesznie. Oddziały szwedzkie po wyparciu ich z Żywca podążyły w kierunku Krakowa, paląc, niszcząc i rabując szereg miejscowości na terenie księstw oświęcimskiego i Zatorskiego. W pierwszych dniach maja 1956 Szwedzi opuścili Bobrek i Lipowiec, spaliwszy oba te zamki (J. Stanek 1950, s. 199-200).
Jak wynika z przytoczonych powyżej źródeł, Brzeszcze znajdowały się na trasie przemarszów wojsk szwedzkich w kierunku południowym bądź zachodnim. Oświęcim, Wilamowice, Bestwina, Pisarzowi-ce, Mikuszowice, Żywiec - to poświadczone w literaturze historycznej miejscowości ich pobytu. Warto podkreślić również patriotyczne nastawienie miejscowej ludności. W sytuacji gdy Polska znalazła się w szczególnej potrzebie, a jej byt narodowy był zagrożony, w obronie wolności pospieszył prosty lud wiejski. Wszyscy chwytali za broń, jaką kto miał.
W „Kartkach z przeszłości Brzeszcz" ks. A. Bielenina czytamy o działaniach brzeszczan, którzy „w obawie przed rekwizycją szwedzką zdjęli dzwony z wieży kościółka i ukryli w ziemi biorąc przy tym udział w walce podjazdowej. Powiadają, że zrobili zasadzkę w »Potokach Dankowskich« i wycięli oddział nieprzyjaciół. Szwedzi mszcząc się spalili wioskę wraz z kościołem" (A. Bielenin 1952, s. 47).
Przedstawiony tu zwięzły, a zarazem pełen wymowy epizod historii brzeszczańskiej, potwierdzający troskę o kościół św. Otylii i jego dzwony, oddaje ogólną atmosferę ówczesnego stanu wojennego, w którym bezpośrednio uczestniczyli mieszkańcy miejscowości znajdującej się pomiędzy wymienionymi miastami. Pozwala również sądzić, że brzesz-czanie mogli brać aktywny udział zarówno w zdobywaniu Oświęcimia w dniu 30 października 1655, jak również byli aktywnymi uczestnikami potyczki z oddziałem szwedzkim w Potokach Dankowskich. Konsekwencją ich zaangażowania w działania zbrojne była typowa forma zemsty wojennej, podobnie jak w Pisarzowicach, czyli spalenie wsi Brzeszcze wraz z kościołem św. Otylii.
Nie mniej ważny jest dalszy ciąg wątku o spalonym kościele, który ks. Bielenin, kończy równie zwięźle: „kościoła nowego nie budowano, bo dwór i cała gmina popadła w skrajną nędzę. Trzeba było wszystko zaczynać od fundamentów" (tamże, s. 47). Podobny obraz ziemi oświęcimskiej po ustąpieniu Szwedów przedstawia J.N. Gątkowski: „Starożytne miasto Oświęcim, niegdyś zamożna i w handel kwitnąca stolica książąt udzielnych zaledwo lichej wiosce się równało (...) zgruchotany działami zamek, obdarte kościoły, z opalonych brusów pobudowane domki, przedstawiały to miasteczko w lichej, smutnej i nędznej postaci. Tąż samą nędzę, widać było i po całej do księstwa należącej krainie. Tysiące ludu wyginęło, a tysiące na Szląsk się wyniosło. Miasta i wsie nikły i malały, pola zarastały burzanem, rzemieślników było bardzo mało" (J.N. Gątkowski 1867, s. 63).
Spróbujmy skomentować przytoczone ostatnie odcinki relacji ks. A. Bielenina. Topografia „pola przy kościółku" wskazuje, że kościół św. Otylii zbudowany był bezpośrednio na trasie starego traktu drożnego, gościńca Oświęcim — Biała — Żywiec. Oparty na tradycji przekaz o spaleniu przez Szwedów „wioski z kościołem" pozwala sądzić, że ówczesna wieś skupiona była w bezpośrednim sąsiedztwie tegoż kościółka, który w życiu wspólnoty odgrywał podstawową rolę. Warto dodać, że na mapach księstwa oświęcimskiego i Zatorskiego Stanisława Porębskiego z 1563 i 1592 roku widzimy, że tereny po wschodniej stronie Brzeszcz, a więc również i „pole przy kościółku", a nawet dalej w stronę południową, porośnięte były lasem. Dojazd drogą do Przecieszyna w tamtym czasie możliwy był dopiero na wysokości początku Jawiszowic. Od „pola przy kościółku" do Przecieszyna mogła prowadzić jakaś droga leśna. Nie wydaje się by sytuacja ta uległa zmianie w omawianym przez nas okresie, tzn. ok. połowy XVII wieku.
"10^a wnioskować z topografii „pola przy kościółku" w sto-o o ecnie istniejącej głównej osi Brzeszcz, biorąc pod uwagę
zisiejszą ulicę Piastowską, od zakrętu z ul. Kościuszki, po Przed-wieśnik - Bugaj - Bagno na południu, brzeszczanie po potopie szwedzkim posadowili swoją wieś w pewnej odległości na zachód od owego traktu i ówczesnego kościółka. Mogło się to dokonać w porozumieniu z istniejącym od około 1510 roku folwarkiem - dworem i jego zarządcą z ramienia zamku oświęcimskiego.
Jak się dalej okaże, nie mamy powodu wątpić w przekaz mówiący o uratowaniu dzwonów kościółka św. Otylii w czasach najazdu szwedzkiego, ok. 1655 r. Byłoby to zatem świadectwo najdawniejszego okresu historii tego kościoła, tym cenniejsze, że jak dotąd nie udało się historykom odnaleźć dokumentu lokacji Brzeszcz bądź jakiejś wzmianki o założeniu czy budowie świątyni.
2. Druga część historii
związana z dzwonami tegoż kościoła
Druga część historii Brzeszcz, związanej z kościółkiem św. Otylii, to okres, w którym wyłaniają się na pierwszy plan jego dwa dzwony. Istnieją one już samotnie, bez oparcia, jakim była dla nich świątyńka na „polu przy kościółku". Ks. Bielenin tak opisuje ten fragment tradycji: „gdy nieprzyjaciel ustąpił Brzeszczanie wydobyli dzwony z ziemi i powiesili na drewnianym rusztowaniu w środku wsi, skąd trzykrotnie w ciągu dnia głosiły chwałę Najświętszej Panny" (A. Bielenin 1952, s. 47). W każdym razie, gdy mowa o drewnianym rusztowaniu wzniesionym w „środku wsi", chodzi tu już o wieś w obecnej lokalizacji, w pewnej odległości od głównego traktu drożnego i znajdującego się przy nim pola z ówczesnym kościołem. Miejsce owego drewnianego rusztowania z dzwonami, w tamtym czasie, upatrywane może być obok obecnego kościoła św. Urbana w odcinku dzisiejszego pomnika grunwaldzkiego.
Jak długo pełniły tu swoją nową rolę dwa dzwony kościółka św. Otylii?
W „Kartkach z przeszłości Brzeszcz" odpowiedź mamy jednoznaczną, dzwony te szczęśliwie zachowały się w Brzeszczach aż do rozbiorów Ojczyzny. W tym bowiem czasie Gmina weszła w układy z P. Górską, dziedziczką Góry, wioski położonej po drugiej stronie Wisły, celem nabycia na własność pastwiska zwanego Łężnikem (tamże, s.54).
Transakcja brzeszczan z właścicielką Góry mogła dojść do skutku y o wtedy, gdy Wisła, widocznie po jakimś wyjątkowo poważnym
wylewie, zmieniła swoje pokręcone na odcinku brzeszczańskim koryto i część terenów, z dużym obszarem łąk pastwiskowych, znalazła się po stronie brzeszczańskiej, będąc oczywiście nadal własnością Dworu w Górze. Cytując i ten wątek „Brzeszczanie wówczas nie byli w możności wypłacić właścicielce całej żądanej sumy przeto dali w zastaw swoje dzwony". Uczynili to jak pisze ks. A. Bielenin z „bólem serca, czuli bowiem, że rozstają się z cennym skarbem związanym z historią ich wioski" (tamże, s. 55). Sam fakt, że mimo tak wielkiego żalu, zdecydowali się z nich na czas zastawu zrezygnować, świadczy o zaistnieniu czegoś nadzwyczajnego, wyjątkowo ważnego dla całej społeczności. Brzeszcze i Góra, dwie sąsiadujące ze sobą wsie, oddzielone od siebie rzeką Wisłą, z tym jednak, że rzeka ta była w okresie zaborów również granicą dla dwóch odrębnych prowincji „Galicji i Śląska" -dwóch różnych zaborców Austrii i Prus.
Fakt ten odgrywał poważną rolę w stosunkach wzajemnych na przestrzeni historii. Kontakty codzienne podtrzymywały w tym czasie nadwiślańskie łąki, obustronny wypas krów, suszenie i zbiory siana. Brzeszczanie podobnie jak i mieszkańcy okolicznych wiosek żyli z rolnictwa i związaną z tym hodowlą trzody chlewnej. Krowa, obok roli, była głównym żywicielem rodziny brzeszczańskiej. Potwierdzają to dane zaczerpnięte ze „słownika historyczno-geograficznego województwa krakowskiego (cz. I, z. 2, 1985, s. 237), na podstawie których dowiadujemy się, że w XVI wieku 21 rodzin brzeszczańskich płaciło do Starostwa zamku oświęcimskiego podatek tzw. rogowy (od bydła rogatego): od ponad 130 krów, 10 jałowic i 24 owiec. Tu również dowiadujemy się, że na folwarku brzeszczańskim chowano w tym czasie 9 krów, 10 wołów, junaka, 10 cieląt, 42 świnie. Odnośnie inwentarza folwarcznego trzeba zauważyć brak koni. Natomiast 10 wołów służyło na folwarku, jako siła pociągowa do prac polowych.
Przy tak dużej ilości zwierząt, która w aktualnie omawianym przez nas okresie w stosunku do ilości mieszkańców proporcjonalnie wzrosła, główną troską mieszkańców Brzeszcz była żywność dla krów, latem trawa, na zimę siano. Dlatego staje się zrozumiałe, że gdy z kaprysu przyrody, spory areał łąk względnie pastwiska znalazł się po tej stro nie Wisły, Brzeszczanie, by formalnie zalegalizować tę okoliczność, musieli przystąpić do uregulowania zaistniałego stanu z właścicielką.
Nabycie dużego pastwiska praktycznie rozwiązywano problem żywienia zwierząt w okresie letnim. Tak więc z chwilą, jak czytamy w „Kartkach z przeszłości Brzeszcz", gdy „Dziedziczka odstąpiła Łęż-nik a dzwony powiesiła w wieży drewnianego kościółka swej wioski na wzgórzu nad Wisłą" (A. Bielenin 1952, s. 56), Łężnik staje się pastwiskiem dla krów wszystkich mieszkańców Brzeszcz, od wiosny do jesieni. Prawdopodobnie wtedy również ukształtuje się u Brzeszczan osobny organ zarządzający nim, o nazwie Rada Pastwiskowa.
3. Dzwony brzeszczańskie zmieniają miejsce - trzeci okres posługi religijnej. Kaplica św. Barbary w Górze
Dzwony Brzeszczańskie, zmieniając miejsce, rozpoczynają trzeci okres swojej posługi religijnej, tym razem już w drugiej świątyni, z dala od swojego pierwotnego miejsca przeznaczenia, również w innym środowisku historycznym. Tu zwrócimy uwagę na ważną okoliczność, jaką jest wielki żal brzeszczan za dzwonami, za którym kryło się przekonanie, że dzwony te powrócą kiedyś do Brzeszcz. Tradycja tak to przekazuje. „Nieraz Brzeszczanie pracujący nad Wisłą, słysząc dźwięk ich [dzwonów — K.B.] snuli następującą rozmowę: Słyszycie jak one płaczą.-' a juści, że słyszymy; a dlaczego tak płaczą?, płaczą dlatego, że rozebrano Polskę, ale jakby kiedyś te dzwony przyszły z powrotem do Brzeszcz, to Polska powstanie". W powyższą legendę wierzono w Brzeszczach święcie w zeszłym wieku, pisze ks. Bielenin (A. Bielenin 1952, s. 58).
Jak silne było to przekonanie świadczy fakt, gdy w czasie wojny prusko austriackiej 1866 r. jeden z oddziałów austriackich kwaterował na „Kępie Jawiszowskiej", brzeszczanie próbowali namówić pułkownika austriackiego do odebrania dzwonów z kościółka po przeciwnej stronie Wisły, tj. z zaboru pruskiego, a więc dla austriaka kraju nieprzyjacielskiego. Pułkownik miał im odpowiedzieć: „Ludzie czyście zwariowali... ja jestem żołnierzem, mam się bić z wrogiem a nie rabować kościoły. Słowa te spadły, jak grom na delegatów (A. Bielenin 1952, s. 87). Powrócili do domów w zmartwieniu że... „nie będzie Polski" (tamże, s. 87).
Ten trzeci górecki okres istnienia dzwonów kościoła Św. Otylii pozwala na bardziej szczegółowe poznanie dalszych okoliczności, które wpłynęły na ich przeniesienie z placu pośród domów brzeszczańskich, do dzwonnicy kaplicy św. Barbary w Górze. Możemy również lepiej poznać okres ich posługi nw Górze oraz dowiedzieć się czegoś więcej
0 samych dzwonach. Tutaj dużą pomocą służą nam dane zaczerpnięte z maszynopisu pracy doktorskiej p. Urszuli Chrobok Sztoler, w której czytamy, że kaplica św. Barbary w Górze powstała na przełomie XV
1 XVI wieku. Ze studiów autorki dowiadujemy się, że jeszcze w pierwszej połowie XVII w. kaplica nie posiadała dzwonnicy, tylko iglicową wieżyczkę na dachu, odpowiednią dla sygnaturki. W tym czasie była jeszcze we władaniu protestantów, którzy ustępują z ziemi pszczyńskiej po 1638 r. Dzwonnicę do kościoła przybudowano w drugiej połowie XVII w. (Chrobok Sztoler Urszula, 2003). W pracy L. Musioła znajdujemy dwie ważne informacje: że w latach 1660-1663 odnotowana jest w źródłach zarządzająca majątkiem w Górze Elżbieta Gołębiowska, którą nazywano „urodzona Pani" (L. Musioł 1953, s. 102) oraz że przy kaplicy w Górze w roku 1693 istnieje niejaki Łukasz Tilentius - dzwonnik (tamże, s. 116).
Te kilka ważnych faktów łączy się z naszą tradycją w jedną całość. Rozpocznijmy od tego, że w sprawie Łężnika brzeszczanie pertraktują, nie jak można by się spodziewać z jakimś Panem Dziedzicem, lecz z kobietą, dla których jest ona Panią Górską. Jeżeli poukładać te fakty oraz związane z nimi daty, rysuje się interesujący obraz naszej historii. W roku 1628 kalwini opuszczają kaplicę św. Barbary w Górze, w 1656 uchodzą z ziemi pszczyńskiej, w 1657 ma miejsce za-ończenie najazdu szwedzkiego, z lat 1650—1663 pochodzi wzmianka o zarządzającej Dworem w Górze Pani Górskiej, ok. 1660 roku brzemię wydobywają z ziemi ukryte przed Szwedami dzwony i umiesz-ją je na drewnianej konstrukcji w środku wsi. Dzwony zwracają
^ V w/C UWa^' w tym również mieszkańców z okolicznych wio-se . iesc o tym dochodzi do Dworu w sąsiedniej Górze. W tym okresie zapewne ma miejsce poważny wylew Wisły. Po powodzi brzeszcza-me przystępują do uregulowania stanu prawnego. W grę wchodziła niewątpliwie określona pokaźna kwota, której brzeszczanie w całości nie byli w stanie zapłacić. Tu ciekawe zdanie z książki ks. A. Bielenina "ByĆ mOŻC P' Górska sama wysunęła projekt ekwiwalentu dzwonów za Łęznik" (s. 55). Zdanie to wyjaśnia wiele. Pani Górska jako dziedziczka Góry zarazem patron i opiekun przez jej poprzedników wybudowanej obok dworu w Górze kaplicy, była takim rozwiązaniem sprawy zainteresowana. Z tej chociażby przyczyny, ponieważ w „jej" Kościółku nie było dotąd dzwonów, których brak niewątpliwie wszyscy dotkliwie odczuwali zarówno mieszkańcy wsi, jak i Dworu, Dziedziczka widząc się obecnie w roli fundatora dzwonów, bez dłuższego zastanowienia decyduje się na budowę dla nich dzwonnicy. Czynności te nie mogły trwać zbyt długo, gdyż już w 1693 r. źródła odnotowują przy kaplicy św. Barbary w Górze specjalnego człowieka, prawdopodobnie ze służby kościelnej, z dodatkowym zajęciem do obsługi dzwonów, pod nazwą „Tilentius" - dzwonnik.
Świadczy to, że w Górze około 1693 roku w nowej dzwonnicy został}' już zawieszone dwa dzwony brzeszczańskie. Było to niewątpliwie wielkim dokonaniem Pani Górskiej, jak i podniosłym przeżyciem dla mieszkańców Góry, gdy rozległ się nad ich miejscowością głos już „ich" dzwonów, które jak czytamy w „Kartkach z przeszłości Brzeszcz": „ton miały długi, głęboki, rzewny i ogromnie nastrojowy" (A. Biele-nin 1952, s. 56). Tu również uwaga: „Doczesne szczątki p. Górskiej spoczywają pod posadzką w prezbiterium wspomnianego kościółka (tamże, s. 56).
Tak więc co do naszej tradycji, mówiącej o tym, że dzwony po napadzie szwedzkim znajdowały się na drewnianym rusztowaniu w środku wsi, aż do rozbiorów Ojczyzny, winniśmy wprowadzić sporą korektę. W świetle przytoczonych faktów widzimy, że właścicielka Góry zawiesiła je w swojej kaplicy znacznie wcześniej przed okresem rozbiorów Polski. Pozwala to wnioskować, że ich drugi okres historii w Brzeszczach był stosunkowo krótki, mógł trwać kilkanaście, może nieco ponad dwadzieścia lat.
Co w historii tego trzeciego, niemal dwu i pół wiekowego okresu posługi religijnej dzwonów kościoła Św. Otylii, pełnionej w kaplicy św. Barbary w Górze można odnotować? W sto lat później licząc od 1692 r., podczas wizytacji Dekanatu pszczyńskiego w 1792 r., w sprawozdaniu biskupa odnośnie kaplicy w Górze znalazł się zapis: „dwa duże dzwony" (Chrobok Sztoler Urszula, 2003). Wprawdzie w tradycji brzeszczańskiej o dzwonach tych mowa była zawsze w liczbie mnogiej, to jednak nie padała wyraźnie ich liczba. Co jednak równie ważne, wizytujący, jak widzimy z zapisu nie zauważają tu żadnej różnicy w ich wielkości.
Dokładnie w dwieście lat później, w 1892 r., niemiecki historyk sztuki H. Lutsch, który od kilku lat prowadził szczegółową inwentaryzację zabytków sztuki kościelnej na terenach całego województwa śląskiego i jego miast: Wrocławia, Legnicy, Opola. W województwie opolskim, do którego należał wówczas powiat pszczyński, Lutsh objął również Kaplicę św. Barbary w Górze. Tu, obok krótkiego opisu strony architektonicznej, zapisał dwa dzwony: Glocken 1). 51 cm, ohne Inschrift (bez napisu), 2). 70 cm. 0 rex glorie vem cum pace inri ihesos mana. W 10 lat później, w 1908 r., do kaplicy w Górze przyjeżdża Brzeszczanin ks. Bielenin, który o naszych dzwonach w swoim pamiętniku napisze „były to dwa piękne okazy sztuki ludwisarskiej" (A. Bielenin, s.57). Następnie charakteryzuje je pod kątem historyka sztuki, dopatrując się tu dwóch stylów. Gotyckiego dla dzwonu większego średnicy ok. 55 cm, na którym według niego „mało czytelny" napis w minuskułach pozwala odczytać sentencję o rex gloriae veni cum pace. Natomiast drugi dzwon średnicy ok. 45 cm odnosi do pierwszej połowy XVI w. jak podaje z „napisem około umieszczonym, o charakterze wczesno-renesansowym , kończąc pisze „oba były starannie wypolerowane i prześlicznie spatynowane choć wewnątrz w miejscach uderzeń serca znacznie wydrążone" (s. 57).
Porównując dane zawarte w opisie Lutscha i ks. Bielenina widzimy tu zgo ność odnośnie dwóch różnej wielkości dzwonów. Jest natomiast pewna różnica w podanych wymiarach co do których przychy-ic się można do wielkości podanych przez H. Lutscha, z racji tej, że n prowadził zawodowo inwentaryzację tych obiektów, stąd obowią-żująca dokładność bez używania przyimka ok. (około). Pewne różnice widzimy również przy podanych napisach. W Kartkach z przeszłości podkreślona jest mała czytelność napisu przy dzwonie większym i podana sentencja podstawowa, podczas gdy u Lutscha uzupełniona dodatkowo .inri. ihesos Maria.
Poważniejsza natomiast jest sprawa z dzwonem mniejszym, co do którego Lutsch odnosi się krótko: ohne inschrift., natomiast ks. Bie-lenin mówi tu o napisie „o charakterze wczesnorenesansowym" (s. 57) nie przytaczając jednak niestety jego treści. Tego chyba nie będziemy w stanie rozstrzygnąć.
O roli dzwonów Brzeszczańskich w kaplicy św. Barbary w Górze Tradycja mówi krótko „dzwoniono w nie trzy razy dziennie na Anioł Pański i na modlitwy za zmarłych" (s. 56). Tu można zauważyć, że o ile w czasie I wojny światowej dzwony w kościele w Górze pozostały niezagrożone, to już niestety nie przetrwały drugiej wojny światowej i obecnie praktycznie wśród mieszkańców Góry trudno byłoby znaleźć kogoś, kto pamięta datę i okoliczności w jakich władze niemieckie nakazały zabranie dzwonów z wieży kościoła (ryc. 2).
Ryc. 2. Kościół Św. Barbary w Górze. Stan obecny po remoncie i rozbudowie (dodanie nawy głównej i przesunięcie wieży w 1950 r.). Fot. Barbara ąsi
Na „Kartkach z przeszłości Brzeszcz" czytamy: „i na tym posterunku tj. w kościele u św. Barbary w Górze) pozostały do roku 1939, w którym hitlerowcy zdjęli je z wieży i wywieźli w całości do Niemiec. W ten sposób przepadł zabytek historyczny o szlachetnym rzadko spotykanym tonie, a z nim zginął raz na zawsze łącznik pełen rzewnych nastrojów religijnych i ojczystych praojców naszych z obecną generacją" (A. Bielenin, s. 56).
W roku 1939 następuje wybuch II wojny światowej. Nad Polską zapada ciemna noc okupacji. Zarówno Góra jak i Brzeszcze zostają włączone do Niemiec, których przywódca ogłasza tysiącletnie panowanie Rzeszy niemieckiej. Widocznie dla umocnienia tych planów miały się przysłużyć również rekwirowane dzwony kościołów, w tym i dzwonów kościółka w Górze.
