Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Saverio Gaeta podąża śladami Chusty i łączy jej historię z dziejami Całunu. Powołując się na źródła i autorytety, przedstawia wnioski cenne nie tylko dla chrześcijan: Całun Turyński i Chusta z Manoppello okrywały w grobie ciało Jezusa i Jego twarz, i tak jak ślady na Całunie są pamiątką Męki i Śmierci, tak Oblicze na Chuście jest świadectwem Zmartwychwstania. Niniejsza książka jest prośbą, która kieruje w pierwszej kolejności do władz watykańskich i syndologów, o wyzbycie się wszelkich uprzedzeń jedynie po to, aby pozwolić zwyciężyć prawdzie. Jest to wyzwanie życiowe, które stawia sobie za cel ciągłe aktualne odkrycie: „Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył (J 1, 18).
O Całunie Turyńskim słyszeliśmy wszyscy, to najbardziej znana relikwia chrześcijaństwa, płótno pogrzebowe Jezusa Chrystusa. Ale w pustym grobie było także inne płótno, okrywające twarz Jezusa, „leżące nie razem […], ale oddzielnie” – jak czytamy w Ewangelii św. Jana. To Chusta z Manoppello (fragment książki)
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 176
Tytuł oryginału: L’altra Sindone. La vera storia del volto di Gesù
Redakcja: Justyna Domagała
Projekt okładki: Magdalena Spyrka
Redakcja techniczna: Anna Korba
Fotografie: za pozwoleniem Autora
Copyright © by Saverio Gaeta
Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo AA, Kraków 2026
ISBN 978-83-8340-262-8
Wydawnictwo AA s.c.
31-574 Kraków, ul. Ciepłownicza 29
tel.: 12 345 42 00, 695 994 193
e-mail: [email protected]
www.religijna.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Jesteśmy jak tułacze na ziemi i,
gdyby nie było przy nas
drogocennego wizerunku Chrystusa,
pobłądzilibyśmy i zagubilibyśmy się całkowicie
jak rodzaj ludzki przed potopem.
Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow
Tajemnica Oblicza
Ten, kto znalazłby się przejazdem w okolicach Manoppello, położonej na uboczu Włoch krainy Abruzzo, powinien odwiedzić jej sanktuarium. Mógłby przeżyć doświadczenie naprawdę wykraczające poza przeciętność.
Znalazłby bowiem wystawioną nieustannie w ołtarzu głównym chustę przedstawiającą twarz Jezusa Chrystusa, ale nie jakąkolwiek twarz. Relikwię, która zanim znalazła się w tym miejscu, była przez wiele lat w centrum intryg i zaskakujących sytuacji. Odtworzenie etapów jej drogi wśród edyktów papieskich i fałszywych rękopisów oznacza także rozwikłanie zagadki jej zmiennych losów, których początek przeplata się z legendą Weroniki, kobiety, która w drodze na Kalwarię ofiarowała swoją chustę Jezusowi, aby wytrzeć Jego twarz, aż po zniknięcie chusty z Bazyliki św. Piotra, które nie zostało nigdy oficjalnie potwierdzone.
W kontekście tajemnicy rzeczywistej natury Świętego Oblicza, strzeżonego przez braci kapucynów w Manoppello, wszystko zdaje się potwierdzać najbardziej entuzjastyczne rozwiązanie: chusta z sanktuarium w Abruzzo ukazuje twarz zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa cudownie odbitą dwa tysiące lat temu dzięki tej samej nadprzyrodzonej mocy, która utworzyła wizerunek na Świętym Całunie przechowywanym w katedrze turyńskiej.
Od dwudziestu lat grupa wierzących kobiet i mężczyzn zagłębia się w badania z pogranicza tekstów biblijnych, dzieł sztuki i znalezisk archeologicznych. Czyni to z odwagą i pasją tego, kto wbrew opinii wierzy, że w historii ludzkości zdarzył się cud. W szczególności jezuita Heinrich Pfeiffer, trapistka Blandyna Paschalis Schlömer i redemptorysta Andreas Resch (zdjęcie 19--20) przekroczyli wszelkie normy „spokojnego życia” akademickiego i duchowego, formułując wnioski, które de facto burzą wygodne konwencje historiograficzne i ugruntowane interpretacje teologiczne.
Jednak do tej pory ich tezy nie wychodziły poza zakres sympozjów naukowych i dyskusji specjalistów. Jedynie przy rzadkich okazjach mass mediapodawały szersze informacje na temat badań nad Świętym Obliczem z Manoppello, ale po oszałamiającym szumie spowodowanym ciekawością, zawsze równie szybko opadało zainteresowanie tematem. Niepokoić może fakt, że nawet wybitni badacze Całunu, którzy wnosili swoje uwagi do tak znaczących znalezisk jak Chusta z Oviedo, nie podjęli się poważnej analizy relikwii z Manoppello, która mogłaby rzucić decydujące światło na badania świętego płótna turyńskiego.
W przeciwieństwie do tak niezrozumiałego niedbalstwa uczonych, tłumy pobożnych ludzi nadal przybywają do tego Wizerunku, aby uczcić rysy Oblicza Odkupiciela i doświadczyć Jego spojrzenia pełnego miłości i radości nadziei. Niezmienna statyczna fotografia nie oddaje dynamiki Oblicza i pozwala czcić je jedynie w bardzo niewielkiej części. Dlatego ze Świętym Obliczem z Manoppello trzeba koniecznie spotkać się osobiście, udając się specjalnie do miejscowości położonej na obrzeżach ważnych szlaków komunikacyjnych. Jest to cecha charakterystyczna, która od zawsze wyróżniała wszystkie miejsca, do których nadal udają się miliony pielgrzymów, aby uczcić Maryję: od Loreto do Pompei, od La Salette do Lourdes, od Fatimy przez Banneux aż do dzisiejszego Medjugorje.
Niniejsza książka jest prośbą, którą kieruję w pierwszej kolejności do władz watykańskich i syndologów, o wyzbycie się wszelkich uprzedzeń jedynie po to, aby pozwolić zwyciężyć prawdzie. Jest to wyzwanie życiowe, które stawia sobie za cel ciągle aktualne odkrycie: „Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył (J 1, 18).
Jan „ujrzał i uwierzył”
Dopiero co nastał świt piątku. Niedawno dokonała się zdrada apostoła Judasza, który przywiódł żołnierzy do Ogrodu Getsemani, żołnierzy, którzy pojmali Jezusa i zaprowadzili Go do pałacu najwyższego arcykapłana Kajfasza. Rada arcykapłanów i starszych postanowiła zażądać od Poncjusza Piłata, namiestnika prowincji rzymskiej w Judei, aby skazał Jezusa na śmierć. Według apokryfu Ewangelia Nikodema, napisanego na początku II wieku, sformułowano przeciw Jezusowi trzy oskarżenia: „Jezus twierdzi, że jest Synem Bożym i Królem; i nie tylko, ponieważ narusza szabat i chce zniszczyć prawo naszych ojców”.
Najpierw Piłat, a następnie tetrarcha Herod Antypas przesłuchiwali Jezusa, który na pytanie: „Czy Ty jesteś Królem Żydowskim?” ograniczył się do odpowiedzi: „Czy mówisz to od siebie [...]” i do wyjaśnienia: „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd” (J 18, 36). Wnioski Piłata były jasne: „Przywiedliście mi tego człowieka pod zarzutem, że podburza lud. Otóż ja przesłuchałem Go wobec was i nie znalazłem w Nim żadnej winy w sprawach, o które Go oskarżacie. Ani też Herod – bo odesłał Go do nas; a oto nie popełnił On nic godnego śmierci. Każę Go więc wychłostać i uwolnię” (Łk 23, 14-16).
Intencją Piłata było spełnienie w jakimś stopniu życzenia oskarżycieli poprzez nakaz wychłostania Chrystusa według tego, co przewidywało prawo, a następnie uwolnienie Go, ewentualnie poprzez wykorzystanie zwyczaju, który przewidywał uwolnienie jednego więźnia z okazji Święta Paschy. Ale tłum, któremu namiestnik postawił znane pytanie „Którego z tych dwóch chcecie, żebym wam uwolnił: [Barabasza czy Jezusa]?”, został podburzony przez najwyższych arcykapłanów i starszych i wybrał pierwszego z dwóch, przywódcę niedawnego buntu polityczno-religijnego, który wybuchł w Jerozolimie. Piłatowi wydawało się, że nie ma innego wyboru niż skazanie Jezusa na ukrzyżowanie. Ale mimo wszystko chciał podkreślić własne rozdarcie wewnętrzne poprzez biblijne „umycie rąk” i oświadczenie: „Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz” (Mt 27, 24).
W Ewangeliach kanonicznych przebieg Drogi Krzyżowej od rezydencji Piłata, gdzie Chrystus został wyszydzony przez żołnierzy i gdzie włożono Mu na głowę koronę cierniową, aż do miejsca ukrzyżowania, jest opisany w kilku zdaniach. Autorzy opisują jedynie moment udzielenia pomocy w niesieniu krzyża, do której został przymuszony Szymon z Cyreny. Cyrenejczyk musiał być postacią znaną wspólnocie chrześcijańskiej, skoro ewangelista Marek nazywa go „ojcem Rufusa”, prawdopodobnie tego samego, do którego zwraca się św. Paweł w Liście do Rzymian, gdy mówi: „Pozdrówcie wybranego w Panu Rufusa [...]”. Sama obecność Szymona o tej porze w okolicach Jerozolimy zamiast przy pracy na polu stanowi oznakę wiarygodności przekazu, ponieważ rabini nakazywali w piątek poprzedzający Paschę powrót do domu właśnie około południa, tak aby można było przygotować się odpowiednio do rytualnych obrzędów.
Miejsce ukrzyżowania znajdowało się na zewnątrz dawnego obrzeża murów miejskich, w okolicach północno-zachodniej bramy Jerozolimy, u początku drogi wiodącej bezpośrednio do stolicy, Cezarei. Jego nazwa „Golgota” pochodziła od formy niewielkiego wzgórka, który jawił się jako czaszka: hebrajski wyraz gulgolet oraz aramejski golgolta oznaczają właśnie „czaszkę”. Skalista przypora jest nadal widoczna wewnątrz Bazyliki Grobu Pańskiego, w sercu Jerozolimy. A tradycja od dawna identyfikowała z pewnością dokładny punkt, do którego zmierzały sukcesywnie pielgrzymki pobożnych osób od pierwszych wieków chrześcijaństwa.
Od godziny 6 aż do godziny 9 w piątek 14 dnia miesiąca Nisan roku hebrajskiego 3790 czyli od południa do godziny 3 po południu 7 kwietnia 30 roku według naszego kalendarza, ciemność ogarnęła całą ziemię. O godzinie 9 Jezus Chrystus umarł na Golgocie w następstwie straszliwych cierpień związanych z męką i ukrzyżowaniem. Boskie Misterium, które uobecniło się w świecie poprzez Wcielenie w łono Maryi Dziewicy, kończyło w ten sposób własną ziemską egzystencję. O momencie, w którym Jezus „wyzionął ducha” Ewangelia opowiada: „[...] zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu. Setnik zaś i jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemie i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: Prawdziwie, Ten był Synem Bożym” (Mt 27, 51-54).
Jeszcze dziś pielgrzymi wchodzący do Bazyliki Grobu Pańskiego mogą dostrzec rozdarcie boczne w skale Golgoty, stanowiące świadectwo wstrząsu sejsmicznego, o którym opowiada Ewangelia wg św. Mateusza. W niewielkiej odległości jest Grób Jezusa, nowy grób „[...] w którym nikt jeszcze nie był pochowany”, który Józef z Arymatei przygotował dla siebie i który ofiarował hojnie w chwili gdy należało urządzić pogrzeb dla Pana. Patriarcha Cyryl z Jerozolimy tak oto opisał to miejsce, które widział w połowie IV wieku: „Wchodzi się tam przez niewielką bramę, której wysokość jest mniejsza od człowieka. Po zejściu po kilku schodkach wchodzi się do przedsionka, który może pomieścić kilka osób. Następnie wchodzi się do pomieszczenia grobowego, które posiada z boku jedyną wnękę na jedno ciało”.
Konieczność szybkiego pochowania Jezusa była podyktowana prawem żydowskim. Od wieków mówiła Księga Powtórzonego Prawa: „Jeśli ktoś popełni zbrodnię podlegającą karze śmierci, zostanie stracony i powiesisz go na drzewie – trup nie będzie wisiał na drzewie przez noc, lecz tegoż dnia musisz go pogrzebać. Bo wiszący jest przeklęty przez Boga. Nie zanieczyścisz swej ziemi, danej ci przez Pana, Boga twego, w posiadanie” (Pwt 21, 22-23). Z tego względu, w czasie gdy bardzo wiele osób udawało się do miasta, aby uczestniczyć w celebracji paschalnej soboty, nie można było narażać się na ryzyko zanieczyszczenia, które uniemożliwiłoby nawet udział w obrzędach w świątyni.
Dla Żydów sobota nie zaczynała się tak, jak niekiedy się słyszy, o zachodzie słońca w piątek, natomiast wtedy, gdy pojawiała się trzecia gwiazda na niebie. Według syndologa Giulia Ricciego, owego 7 kwietnia 30 roku słońce zaszło o godzinie 18.08, a trzecia gwiazda pojawiła się około godziny później. A zatem upłynęło kilka godzin od śmierci do pogrzebu Jezusa. Gdyby jednak nie interwencja Józefa z Arymatei, który odważył się zapytać Piłata, czy może pochować Jezusa, Ciało Pana zostałoby wrzucone do zbiorowej mogiły, tak jak stało się z pewnością z ciałami łotrów ukrzyżowanych z Chrystusem.
Podczas zdejmowaniu Jezusa z krzyża słudzy Józefa myśleli prawdopodobnie, że był to człowiek bogaty i budzący szacunek. Po zdjęciu z krzyża Ciało zostało położone na kamiennej płycie tak, aby można było je nakryć żałobnym płótnem. Zazwyczaj Żydzi byli chowani wraz z ubraniami, ale w przypadku skazanych na śmierć ubrania stawały się własnością żołnierzy. Z tego powodu Józef kupił zwój płótna, na którym zostało położone, a w które następnie zostało owinięte Ciało Jezusa. Jego Twarz nakryto innym płótnem, być może po to, by wonności, których zgodnie z tradycją użyto podczas pogrzebu, nie ulotniły się zbyt szybko. Z inicjatywy Nikodema, jednej z najbogatszych osób w Jerozolimie, który przekonał się o Bóstwie Jezusa i próbował bronić Go przed innymi członkami Sanhedrynu, wylano na całun i grób sto funtów (około 32 kilogramów i 700 gramów) mieszaniny mirry i aloesu chroniącej ciało przed zepsuciem.
Ks. Antonio Persili, który zgłębiał sposób pogrzebu Jezusa, tak oto opisał jego prawdopodobny przebieg: „Najpierw został owinięty w duże płótno (sindón) w dwojakim celu: aby nie dotykać Ciała gołymi rękami (chodzi o chowających) oraz aby nie utracić Krwi. Następnie przystąpiono do owinięcia i obwiązania Ciała opaskami (othónia), rozlewając w międzyczasie wonności wewnątrz i na zewnątrz opasek. [...] Jan, używając słowa entafiázo, które dokładnie oznacza „przygotować ciało do pogrzebu” a nie „pochować”, opisuje precyzyjnie, jak obrzęd ten de facto przebiegał. Owijanie i obwiązywanie ciała były poprzedzone zastosowaniem dwóch płócien: pierwszego wewnętrznego dużego płótna (sindone), które spełniało funkcję opaski podtrzymującej brodę, i drugiego, zewnętrznego, użytego w celu uzupełnienia owinięcia i obwiązania opasek”1.
Według tradycji pogrzebowej narodu izraelskiego, grób pozostawał otwarty przez trzy dni, aby można było stwierdzić, że nie chodzi o śmierć pozorną. W tamtych czasach babiloński Talmud Semahot zezwalał na badanie ciała tak, aby nie było podejrzeń o śmierć kliniczną. „Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie” (J 11, 39) było faktycznie odpowiedzią Marty, siostry Łazarza, Jezusowi, który chciał zobaczyć ciało. Krewni i przyjaciele mieli ponadto możliwość przynoszenia wonności do grobu na znak hołdu dla zmarłego. Natomiast jeśli chodzi o Jezusa, zdecydowano się na zamknięcie grobu, ponieważ była to wigilia Święta Paschy, w czasie której nie zezwolono by na żadne uroczystości pogrzebowe: podczas szabatu, a jeszcze bardziej w dniu Paschy należało jedynie modlić się i odpoczywać, nawet długie piesze wędrówki były zabronione. Dopiero o świcie w niedzielę kilka niewiast, wśród których wszyscy czterej ewangeliści wymieniają Marię Magdalenę, udało się do grobu z rytualnymi wonnościami i odkryło, że kamień zasłaniający wejście do grobu był odsunięty. Wewnątrz grobu nie było już Ciała Jezusa, natomiast płótna pogrzebowe leżały jeszcze na marmurowej płycie.
To jest jeden z najbardziej znamiennych aspektów relacji ewangelicznej, ucinający u źródeł jakikolwiek wniosek o Ewangeliach jako tekstach apologetycznych, jako że niewiastom prawo semickie nie zezwalało na dawanie świadectwa: skoro więc są wymienione właśnie one, wydaje się rzeczą oczywistą, że fakty czyniły to ważniejszym nad wszelkie zwyczaje. Maria Magdalena źle jednak zrozumiała prawdziwe znaczenie nieobecności Jezusa: nie pomyślała o zmartwychwstaniu, lecz o wykradzeniu Ciała. Oto dlaczego pobiegła oznajmić Piotrowi i Janowi, którzy tymczasem ukryli się, oczekując na dalszy rozwój sytuacji: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono” (J 20, 2).
Tradycyjna datacja, którą bibliści przypisali Ewangeliom, przedstawia się następująco: Ewangelia wg św. Marka (65-70), Mateusza (70-80), Łukasza (75-85) i Jana (95-100). Chociaż niektóre prace podają wcześniejsze daty powstania tych ksiąg, należy jednak stwierdzić, że Ewangelia wg św. Jana była ostatnia w kolejności chronologicznej. Z tego powodu trzeba było zaczekać na jego wersję, „aby uzyskać szczegóły na temat tego, co stało się w grobie, i świadectwo, że Jan jako jedyny był w stanie uwierzyć w interwencję Boga. Skoro pozostałe Ewangelie zatrzymują się na krótko nad tą interwencją, skoro inne teksty Nowego Testamentu nie czynią tego w ogóle, skoro pierwotne głoszenie Dobrej Nowiny nie rozwija jej, a nawet o niej nie nadmienia, dzieje się tak dlatego, że nie odczuwano potrzeby tego «dowodu», gdyż Dowodem w najwyższym stopniu był pobyt Zmartwychwstałego wśród swoich uczniów przez czterdzieści dni”2.
Jak streszcza wielki biblista Ignace de la Potterie, Ewangelia wg św. Jana „jest najbardziej dokładna i szczegółowa ze wszystkich czterech Ewangelii, zarówno pod względem chronologicznym (Jan jest jedynym, który opisuje, że Jezus trzykrotnie udaje się do Jerozolimy z okazji Paschy), ze względu na odniesienia do kalendarza liturgicznego (Jan podaje informacje o świętach żydowskich o wiele bardziej dokładnie od pozostałych Ewangelistów), jak i przede wszystkim pod względem szczegółów topograficznych i geograficznych wędrówki Jezusa”3.
A zatem Jan, do którego dołączyła Maria Magdalena, która poszła opowiedzieć o zniknięciu Ciała, udał się pośpiesznie z Piotrem do grobu, do którego Piotr wszedł pierwszy. W przekładzie zatwierdzonym przez Konferencję Episkopatu Włoch4 czytamy, że Jan, „kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych. Uczniowie zatem powrócili znowu do siebie” (J 20, 5-10).
Te jedynie trzy słowa z wersu ósmego „ujrzał i uwierzył” okazały się wystarczające, aby dać początek – w ciągu dwóch tysięcy lat – niezliczonym studiom biblijnym i interpretacjom egzegetycznym. Wiara w zmartwychwstanie wynikająca z dokładnego oglądu pustego grobu nie wydaje się de facto taka prosta, gdy czytamy fragment Ewangelii w wersji zatwierdzonej przez Konferencję Episkopatu Włoch. Nie wystarczy bowiem stwierdzić, jak proponuje się z różnych stron, że brak Ciała Jezusa motywował świadomość Jego zmartwychwstania: przeciwnie, w tym punkcie byłoby dla Jana rzeczą bardziej naturalną podzielić opinię Marii Magdaleny o wykradzeniu Ciała Pana.
W swojej Ewangelii Jan używa zaledwie sześciu słów na oznaczenie aktu widzenia: blépein, horan, opsomai, theásthai, theoreîn oraz idein. To właśnie to ostatnie słowo zostało użyte w rozdziale 20, 8 – „ujrzał (eîden) i uwierzył”: słowo, które także w innych użyciach „wydaje się zakładać nie tylko czystą percepcję wzrokową, lecz także prawdziwe zrozumienie, stające się niekiedy niemal synonimem „wierzyć”5. Można by powiedzieć, że w tym krótkim stwierdzeniu jest więc podwojenie pojęcia, jakby Jan pragnął wzmocnić maksymalnie znaczenie tych trzech słów.
Przekład alternatywny proponowany przez niektórych ekspertów od fragmentu z Ewangelii św. Jana 20, 5-8 przedstawia bardziej przekonywującą argumentację i odwołuje się do przeniknięcia Ciała Jezusa w momencie zmartwychwstania poprzez płótna pogrzebowe. Jest to hipoteza wysuwana już w V wieku przez pisarza Ammoniusza z Aleksandrii i przez lata wielokrotnie powtarzana. Także w liturgii mozarabskiej Kościoła hiszpańskiego z VI wieku jedna z pieśni głosi, że „Piotr i Jan pobiegli do grobu i ujrzeli na całunie niedawne ślady Umarłego, który zmartwychwstał”.
Trudność interpretacji wynika z wieloznaczności niektórych słów oryginalnego tekstu greckiego, opisujących płótna pogrzebowe w grobie oraz sposób ich rozmieszczenia. Nie chodzi tutaj o zbytnie zagłębianie się w szczegóły. Wystarczy stwierdzić, że według badaczy nawet proste słowo othónia ma znaczenia: „płótno”, „opaska”, „duże prześcieradło”, „całun” . No i oczywiście każdemu przekładowi odpowiada inny klucz objaśniający. Jeszcze trudniejsze jest określenie miejsca, w którym znajdowały się te płótna, miejsca, którego nazwa w języku greckim brzmi eis héna tópon i jest interpretowana dwojako: „w tym samym miejscu”, „dokładnie na swoim miejscu”, „w tym samym położeniu” lub: „na osobnym miejscu” czy „na innym miejscu”.
Cytowany już ks. Persili, wykorzystawszy i pogłębiwszy propozycje innych uczonych, a także starożytnych ojców, takich jak Cyryl z Jerozolimy i Cyryl z Aleksandrii, wysunął ciekawą hipotezę dotyczącą przekładu: Jan, „kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna (opadłe, puste, ale nienaruszone) oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą (pozostawioną w położeniu zwiniętym, uniesioną, ale niepodtrzymaną w środku, ponieważ była pusta) na jednym miejscu (niezwykłym, wyjątkowym, ponieważ wbrew prawu ciążenia)”. Nieco inna, ale utrzymana w tym samym tonie, jest wersja Francesca Spadafora, który został wykładowcą biblijnego języka greckiego na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim: Jan ujrzał „leżące (spłaszczone) płótna (opaski i prześcieradło) oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą (także) nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą tak, jak została zwinięta na jednym miejscu (przedtem)”6.
Pogląd ten jest podzielany także przez inne osoby. W sposób szczególny znany biblista Jean Galot zatrzymał się na słowie, którego Jan używa aby rozróżnić między sindone a sudario: o tym ostatnim słowie Ewangelista nie mówi w momencie pogrzebu Jezusa, ale dopiero po Jego zmartwychwstaniu, tak jakby niespodziewanie to płótno nabrało nowego znaczenia, którego wcześniej nie miało. Ojciec Galot pisze: „Jan, gdy zatrzymał się u wejścia do grobu i nachylił się, aby przyjrzeć się, po prostu ujrzał leżące płótna: to była dla niego pierwsza niespodzianka. Gdy wszedł do grobu za Piotrem, uderzył go pewien szczegół: chusta, która została położona na głowie Jezusa była oddzielona od leżących płócien. Podkreślanie rozróżnienia pokazuje, że uczeń przypisał wielkie znaczenie położeniu chusty”7.
Należy również powiedzieć, że Ewangelista Jan przy wielu okazjach wykazał się większą intuicją niż reszta apostołów i sam Piotr, jak na Jeziorze Tyberiadzkim podczas historii z „cudownym połowem ryb”, gdy właśnie Jan zauważył, że to Bóg-Człowiek zachęcił ich do zarzucenia sieci z prawej strony łodzi. Galot kontynuuje z komentarzem teologicznym: „Piotr skoncentrował swoje spojrzenie na tym, co świadczyło o zniknięciu ciała, natomiast Jan odkrył w tym znak zmartwychwstania. Spojrzenie Jana, kontemplujące także te same rzeczy, było więc bardziej przenikliwe, było spojrzeniem, które poprzez grób i znaki pozostawione przez obecność Jezusa, wchodziło w wiarę paschalną”8.
Co zatem ujrzał Jan, tak bardzo skłonny wierzyć?
Według ks. Persiliego i tych, którzy podzielają jego tezę, włącznie z Vittoriem Messorim w książce Dicono che è risorto (Mówią, że zmartwychwstał), „pierwsze ślady zmartwychwstania Jezusa ukazały się tak: opaski leżały na skale grobu, teraz puste, ale nietknięte, bez załamań czy naruszeń; natomiast chusta, jakby jeszcze owijała głowę Jezusa, pozostała uniesiona i zwinięta, usztywniona także niespodziewanym wyschnięciem wonności”. W tym punkcie znajduje także ostatecznie jasny sens spotkanie Jezusa zmartwychwstałego z apostołem Tomaszem. W tekście Jana 20, 27-29, który jezuita Ignace de la Potterie określa autorytatywnie jako „nieścisły przekład, który także powraca w nowej wersji Nowego Testamentu, opublikowanej przez Konferencję Episkopatu Włoch; błąd powtarzany w poprzednich wydaniach”9, czytamy, że Jezus upomniał ucznia, który nie uwierzył świadectwu swoich przyjaciół, ale chciał dotknąć własną ręką śladów ran: „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.
Ojciec de la Potterie pisze: „Błąd polega na przetłumaczeniu w czasie przyszłym nagany Jezusa [chodzi tu o włoską wersję językową, gdzie „nie widzieli” ma formę czasu przyszłego – przyp. red]. W ten sposób słowa zostają przekształcone w zasadę metodyczną ważną dla tych, którzy żyją w czasach następujących po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. [...] W rzeczywistości, tutaj czasownik nie występuje w czasie przyszłym, jak jest przetłumaczone. W oryginale greckim czasownik występuje w aoryście10 (pisteúsantes), a nawet w wersji łacińskiej został ujęty w czasie przeszłym (crediderunt): „Błogosławieni, którzy nie widzieli (czyli którzy nie widzieli Mnie bezpośrednio), a uwierzyli”. Aluzja nie odnosi się do wierzących późniejszych czasów, którzy powinni „uwierzyć, nie widząc”, ale do apostołów i do uczniów, którzy jako pierwsi rozpoznali, że Jezus zmartwychwstał, chociaż po niewielkiej liczbie znaków widzialnych, które o tym świadczyły”11.
Biblista polemizuje z niewłaściwym rozumieniem czasu przeszłego: „W sposób szczególny powyższa aluzja odnosi się do Jana, który wraz Piotrem przybiegł do grobu jako pierwszy, gdy tylko niewiasty opowiedziały o spotkaniu z aniołami i o tym, że Jezus Chrystus zmartwychwstał. Jan, który wszedł za Piotrem, «ujrzał» znaki, «ujrzał»pusty grób i puste nierozwiązane opaski pozostałe po Ciele Jezusa, i pomimo niewielkiej liczby znaków zaczął wierzyć. Zdanie Jezusa «Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli» odnosi się właśnie do Janowego «ujrzał i uwierzył» w momencie jego wejścia do pustego grobu. Proponując na nowo Tomaszowi przykład Jana, Jezus pragnie pokazać, że jest rzeczą roztropną wierzyć świadectwu tych, którzy «zobaczyli»znaki Jego żywej obecności. Nie jest to żądanie ślepej wiary, jest to błogosławieństwo obiecane tym, którzy uznają w pokorze Jego obecność na podstawie także niewielu znaków i ufają słowu wiarygodnych świadków”12.
Należy zatem podążać śladami tych znaków.
1 A. Persili, Sulle tracce del Risorto, Tivoli 1988.
2 V. Messori, Dicono che è risorto. Un’indagine sul sepolcro vuoto , Sei, Torino 2000, s. 168.
3 I. de la Potterie, Storia e mistero. Esegesi cristiana et teologia giovannea, Sei – 30Giorni, Torino 1997, s. 9-10.
4 Cytaty biblijne w polskim przekładzie pochodzą z Biblii Tysiąclecia [przyp. red.]
5 G. Ravasi, Un volto da contemplare, [w:] Aa.Vv., Il Volto dei Volti: Cristo , red. Istituto internazionale di ricerca sul Volto di Cristo (Międzynarodowy Instytut Badań nad Obliczem Chrystusa), t. VI, Editrice Velar, Gorle (BG) 2002, s. 43.
6 F. Spadafora, La Risurrezione di Gesù, Istituto Padano Arti Grafiche, Rovigo 1978, s. 138.
7 J. Galot, Vedere e credere, [w:] „La Civiltà Cattolica” II (2000), s. 244.
8Tamże.
9 De la Potterie, Storia e mistero. Esegesi cristiana et teologia giovannea, Sei – 30Giorni, Torino 1997, s. 183.
10 Aoryst – czas przeszły dokonany [przyp. red.]
11Tamże, s. 184-185.
12Tamże, s. 185.
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
I. Jan „ujrzał i uwierzył”
Przypisy
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Dedykacja
Meritum publikacji
Przypisy
