Wydawca: Wydawnictwo Karmelitów Bosych Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2010

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 498 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Droga na górę Karmel - Św. Jan od Krzyża

Autor ukazuje proces dochodzenia człowieka do wolności duchowej poprzez stopniowe zbliżanie się do Boga, który go wewnętrznie przemienia. Na podstawie tej koncepcji rozwija oryginalną pedagogię współpracy z łaską poprzez praktykę cnót teologalnych, tj. wiarę, nadzieję, miłość.

Opinie o ebooku Droga na górę Karmel - Św. Jan od Krzyża

Fragment ebooka Droga na górę Karmel - Św. Jan od Krzyża

ŚWIĘTYJAN OD KRZYŻA DOKTOR KOŚCIOŁA

DROGA NA GÓRĘ KARMEL

Z hiszpańskiego przełożył o. Bernard Smyrak OCD

Wydawnictwo Karmelitów Bosych

Autor i tytuł oryginału

San Juan de la Cruz, Subida del Monte Carmelo

© Editorial Monte Carmelo, Burgos 2003

© Copyright for the Polish edition

by Wydawnictwo Karmelitów Bosych,

Kraków 2012

Redakcja: o. Piotr Linka OCD

Korekta: Iwona Pawłowska

Okładka, design & dtp: Paweł Matyjewicz

Imprimi potest

o. Andrzej Ruszała OCD, prowincjał

Kraków, 30 grudnia 2009 r.

nr 487/2009

Imprimatur

† Józef Guzdek, wik. gen.

Kraków, 24 lutego 2010 r.

nr 444/2010

Wydawnictwo Karmelitów Bosych

31-222 Kraków, ul. Z. Glogera 5

tel.: 12-416-85-00, 12-416-85-01

fax: 12-416-85-02

www.wkb.krakow.pl

www.karmel.pl

e-mail: wydawnictwo@wkb.krakow.pl

ISBN 978-83-7604-207-7

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.

DROGA NA GÓRĘ KARMEL[1]

Mówi o tym, jak dusza powinna się przygotować, by w krótkim czasie dojść do zjednoczenia z Bogiem. Podaje przestrogi i naukę bardzo pożyteczną, tak dla początkujących, jak i dla postępujących, aby umieli uwolnić się od rzeczy doczesnych, nie obciążać się duchowymi, lecz pozostawać w tym całkowitym ogołoceniu i wolności ducha, jakie są niezbędne do zjednoczenia z Bogiem. Naukę tę ułożył Ojciec Jan od Krzyża, karmelita bosy.

ZAŁOŻENIE

Cała nauka, którą chcę podać w Drodze na Górę Karmel, streszcza się w niżej przytoczonych strofach. Zawierają one sposób wzniesienia się aż na szczyt Góry, to jest do wysokiego stopnia doskonałości, który tu nazywamy zjednoczeniem duszy z Bogiem. A ponieważ na nich będę opierał swoją naukę, zestawię je tu razem, aby można było zrozumieć i objąć całą treść tego, co mi przyjdzie napisać. W toku pracy nad objaśnianiem ich będę po kolei przytaczał każdą strofę osobno i poszczególne wersy, jak tego będzie wymagał omawiany przedmiot.

STROFY

w których dusza opiewa szczęście, jakie znalazła po przebyciu ciemnej nocy wiary, ogołacając się i oczyszczając, aby dojść do zjednoczenia z Umiłowanym.

W noc jedną pełną ciemności,

Udręczeniem miłości rozpalona,

O wzniosła szczęśliwości!

Wyszłam niespostrzeżona,

Gdy chata moja była uciszona.

Bezpieczna pośród ciemności,

Przez tajemnicze schody osłoniona,

O wzniosła szczęśliwości!

W mroki ciemności, w ukrycie wtulona,

Gdy chata moja była uciszona.

W noc pełną szczęścia błogiego,

Pośród ciemności, gdzie mnie nikt nie dojrzał,

Jam nie widziała niczego,

Nie miałam wodza ani światła innego

Ponad ten ogień, co w sercu mym gorzał.

Ona mnie prowadziła jasnością

Bezpieczniej niźli światło południowe,

Tam gdzie mnie czekał z miłością,

O którym miałam przeczucie duchowe,

Gdzie nikt nie stanął istnością.

O nocy, coś prowadziła,

Nocy, ty milsza nad jutrznię różaną!

O nocy, coś zjednoczyła

Miłego z ukochaną,

Ukochaną w Miłego przemienioną!

Na mojej piersi kwitnącej,

Którą dla Niego ustrzegłam w całości,

Zasypia w ciszy kojącej,

Wśród moich pieszczot szczodrości,

A wiatr od cedrów niesie pieśń miłości.

Rankiem, wśród wiatru,

Gdym Jego włosy w pęki rozplatała,

Prawica Jego pełna ukojenia

Szyję mą słodko opasała,

Że zatonęłam pośród zapomnienia.

Zostałam tak w zapomnieniu,

Twarz moją oparłam o Ukochanego.

Ustało wszystko w ukojeniu,

Troski żywota mojego

Skryły się wszystkie w lilii wonnym tchnieniu.

PROLOG

1. Trzeba by głębszej nauki i doświadczenia niż moje, by móc objaśnić i dać poznać tę noc ciemną, przez którą przechodzi dusza, by dojść do boskiego światła, do możliwie najdoskonalszego w tym życiu zjednoczenia miłości z Bogiem. Mroki i trudności zarówno duchowe, jak i doczesne, przez które zwykle przechodzą dusze, zanim osiągną ten wysoki stan doskonałości, są bowiem tak głębokie, że nie starczy mądrości ludzkiej, by je zrozumieć, ani doświadczenia, by je można było wyjaśnić. I ten tylko, kto to przeżywa, będzie je mógł zrozumieć, ale nie zdoła objaśnić.

2. Mimo to, chcąc nieco powiedzieć o tej nocy ciemnej, nie będę się opierał wyłącznie ani na doświadczeniu, ani na wiedzy, bo jedno i drugie może zawieść i wprowadzić w błąd, lecz korzystając nieco z obydwu tych środków, użyję głównie Pisma Świętego do objaśnienia zwłaszcza rzeczy najważniejszych i najtrudniejszych. Bowiem idąc za Pismem Świętym, nie możemy pobłądzić, gdyż przez nie przemawia Duch Święty. A jeślibym w czymkolwiek pobłądził, nie rozumiejąc dobrze tego, co zaczerpnąłem z Pisma Świętego lub skądinąd, nie chcę ani odrobinę odstąpić od zdrowej myśli i nauki świętej Matki, Kościoła Katolickiego. W tym wypadku poddaję się i ulegam całkowicie nie tylko orzeczeniom Kościoła, ale i każdego, kto o tym słuszniejszy wyda sąd.

3. Nie pobudza mnie do tej pracy zdolność, z jaką bym się porywał na rzeczy tak trudne, lecz nadzieja, którą pokładam w Panu, iż mnie wspomoże ze względu na odczuwaną przez dusze wielką potrzebę objaśnienia tych rzeczy. Niektóre z nich bowiem starają się iść drogą cnoty, gdy jednak Pan nasz chce je przeprowadzić przez noc ciemną, by mogły dojść do boskiego zjednoczenia, nie postępują naprzód, czy to nie chcąc wejść lub pozwolić się wprowadzić w tę noc, czy to nie rozumiejąc siebie samych albo nie znajdując odpowiednich i doświadczonych przewodników, którzy by je doprowadzili do samego szczytu. I jest to rzecz godna pożałowania, że wiele dusz, którym Bóg daje uzdolnienie i łaskę do kroczenia naprzód (i mogłyby dojść przy dobrej woli i odwadze do tego wysokiego stopnia doskonałości), pozostaje na niskim poziomie obcowania z Bogiem przez brak chęci, zrozumienia lub przez brak pouczenia, jak mają wyrwać się z tych początków. A jeśli w końcu Pan nasz na tyle okaże im łaskę, że bez żadnej z tych pomocy pozwala im pójść naprzód, dochodzą do celu o wiele później, z większym trudem i z mniejszą zasługą, ponieważ nie umiały się dostosować do działania Bożego, nie pozwalając Mu wprowadzić się na pewną i prostą drogę zjednoczenia. Choć jest prawdą, że Bóg sam je prowadzi i może je podnieść do wyższej doskonałości bez ich udziału, to jednak one nie pozwalają się podnieść i zbyt powoli dążą z powodu opierania się Bogu. Nie mają też większej zasługi, bo nie oddają swojej woli Bogu, a zatem więcej cierpią. I zdarza się, że są takie dusze, które zamiast oddać się Bogu i współpracować z Nim, przeszkadzają Mu nieroztropnym i opornym zachowywaniem się. Podobne są te dusze dzieciom, które gdy je matka chce wziąć na ręce, tupią i płaczą, bo uparcie chcą iść same. Po tej drodze nie zajdą daleko, a jeżeli będą się nieco posuwały, to tylko krokiem dziecka.

4. Aby więc dusze wiedziały, kiedy Boży Majestat zechce je wyżej podnieść, podamy z Bożą pomocą naukę i przestrogi tak dla początkujących, jak i postępujących, aby umieli siebie zrozumieć albo przynajmniej pozwolili prowadzić się Bogu.

Niektórzy bowiem ojcowie duchowni, nie mając światła ani doświadczenia odnośnie do tych dróg, zwykli raczej przeszkadzać i utrudniać drogę takim duszom, niż je wspomagać. Są oni podobni do budowniczych wieży Babel (Rdz 11, 1-9), którzy nie rozumiejąc się wzajemnie, zamiast podawać odpowiedni materiał, podawali inny, niż trzeba było, i tak nic nie zdziałali. Jest rzeczywiście ciężko i trudno duszy, gdy w takich przeżyciach ani sama siebie nie rozumie, ani nie ma nikogo, kto by ją rozumiał. Może się zdarzyć, że Bóg prowadzi jakąś duszę najwyższą drogą ciemnej kontemplacji i oschłości, a jej wydaje się, że jest zgubiona. I gdy wśród tych ciemności, trudów, przykrości i pokus zapyta kogoś o radę, ten, jak ci pocieszyciele Hioba (16, 2), odpowie jej, że to jest melancholia, zmartwienie lub temperament, albo że nawet może to być jakaś ukryta w niej skłonność do złego, z powodu której Bóg ją opuścił. Zwykli bowiem sądzić, że dusza ta musi być bardzo zła, skoro takie rzeczy na nią przychodzą.

5. Znajdzie się i taki, który jej powie, że cofa się, skoro nie znajduje w rzeczach Bożych smaku i pociechy, jakie przedtem odczuwała. Podwaja wtedy utrudzenie tej biednej duszy. Zdarzyć się bowiem może, że największym zmartwieniem, jakie dusza odczuwa, jest właśnie poznanie własnych nędz. Jaśniej niż przy świetle dziennym widzi, jak pełną jest zła i grzechów. Ponieważ Pan Bóg w nocy kontemplacji daje jej to światło poznania, jak to później powiemy[2]. I skoro teraz znajdzie kogoś potwierdzającego to, co jej się wydaje, i orzekającego, że to oczyszczenie wypływa z jej winy, strapienie i boleść duszy wzrastają bez końca i zwykle stają się boleśniejsze niż śmierć. Nie poprzestając na tym, spowiednicy tacy w przekonaniu, że to cierpienie jest skutkiem grzechów, polecają duszom badać swoje dotychczasowe życie, czynić wiele spowiedzi generalnych i tak je krzyżują na nowo. Nie rozumieją, że nie jest to czas właściwy na jedno czy drugie, lecz że należy dusze zostawić w tym oczyszczeniu, w jakim Bóg je postawił, oraz pocieszać je i podtrzymywać na duchu, aby znosiły to wszystko tak długo, jak długo Bóg zechce. Do tego czasu bowiem cokolwiek by one czyniły, a oni radzili, nic nie pomoże.

6. Powiemy o tym z Bożą pomocą w dalszej części, jak dusza ma się wtedy zachować, w jaki sposób spowiednik ma nią kierować i jakie są znaki, po których można by poznać, czy to jest stan oczyszczenia duszy. A jeśli istotnie ten stan (nazywamy go tu nocą ciemną) dusza przeżywa, trzeba zwrócić uwagę, czy to jest oczyszczenie zmysłów, czy ducha, i zbadać, czy to nie jest tylko melancholia albo inna jakaś niedoskonałość dotycząca zmysłów lub ducha.

Trafią się bowiem i takie dusze, które będą myśleć, jak również ich spowiednicy, że Bóg prowadzi je drogą nocy ciemnej duchowego oczyszczenia, a nie będzie to wspomniana noc, tylko jakaś ich niedoskonałość. Może również tak się zdarzyć, że niektóre będą sądziły, iż nie mogą się modlić, a w rzeczywistości są już na najwyższych stopniach modlitwy. Inne znów będą sądzić, że są ugruntowane w modlitwie, a w rzeczywistości ich modlitwa niemal już zanikła.

7. Są również dusze, które choć niestety wiele się wysilają i trudzą, cofają się dlatego, że postęp opierają na tym, co nie pomaga, lecz raczej szkodzi. Inne natomiast w odpocznieniu i ukojeniu idą szybko naprzód.

Są jeszcze inne, dla których same dary i łaski, które otrzymują od Boga dla postępu, stają się takim obciążeniem i przeszkodą, że nic nie postępują. Dusze, idące tą drogą, spotykają wiele radości, zmartwień, nadziei i bólów. Jedne z tych rzeczy wywodzą się z ducha doskonałości, inne z ducha niedoskonałości.

O wszystkim tym za łaską Bożą postaramy się cośkolwiek powiedzieć, aby każda dusza, czytając te słowa, mogła zrozumieć, jaką drogą idzie i jaką iść powinna, jeśli chce dojść na szczyt Góry.

8. Doktryna ta jest nauką o nocy ciemnej, przez którą dusza musi iść do Boga. Niech więc czytający nie dziwią się, że będzie nieco ciemna. Niejasność ta będzie zwłaszcza na początku, gdy zacznie się czytać, w miarę zaś postępu zrozumienie stanie się jaśniejsze, bo jedna rzecz wyjaśni drugą. A gdy przeczyta się tę rzecz po raz drugi, zapewniam, że poznanie będzie głębsze, a i sama nauka okaże się bardziej pożyteczna. Jeśli zaś ktoś nie odniesie korzyści z tej nauki, to będzie tak z powodu mojej nieumiejętności i nieudolnego stylu. Wszak przedmiot jest sam z siebie dobry i bardzo potrzebny. Uważam jednak, że choćbym o tym przedmiocie napisał jak najpiękniej, najdoskonalej, skorzysta z tej nauki tylko niewielu. Nie będzie to bowiem nauka o zwykłych kwestiach moralnych i sprawach miłych dla tych osób duchowych, które lubią iść do Boga przez rzeczy słodkie i miłe, lecz będą to istotne i gruntowne wskazania dla wszystkich, którzy zechcą dążyć do przedstawionego tutaj ogołocenia duchowego.

9. Zasadniczo nie mam też zamiaru mówić tu do wszystkich, lecz tylko do niektórych osób ze świętego naszego Zakonu pierwotnej reguły z Góry Karmel, czy to braci, czy sióstr, które Bóg wprowadza na ścieżkę wiodącą na Górę i które mnie o objaśnienie prosiły[3]. Osoby te, będąc już dostatecznie ogołocone z rzeczy doczesnych tego świata, tym jaśniej zrozumieją naukę o ogołoceniu duchowym.

KSIĘGA PIERWSZA

NOC CZYNNA ZMYSŁÓW

W tej księdze jest mowa o tym, co to jest noc ciemna i jak koniecznie trzeba przejść przez nią, by dojść do zjednoczenia z Bogiem. W szczególności objaśnia się noc ciemną zmysłów i pożądań oraz szkody, jakie one duszy wyrządzają.

Rozdział 1

Przytacza pierwszą strofę. Mówi o dwóch różnych nocach, przez które przechodzą osoby duchowe według dwóch części człowieka, niższej i wyższej. Objaśnia następującą strofę:

W noc jedną pełną ciemności,

Udręczeniem miłości rozpalona,

O wzniosła szczęśliwości!

Wyszłam niespostrzeżona,

Gdy chata moja była uciszona.

1. W tej pierwszej strofie wyśpiewuje dusza swoje szczęście, które znalazła w wyzwoleniu się ze wszystkich rzeczy zewnętrznych oraz pożądań[4] i niedoskonałości. Tkwią one w zmysłowej części człowieka z racji istniejącego nieładu. Aby to pojąć, należy tu zauważyć, iż dusza, zanim dojdzie do stanu doskonałości, musi zazwyczaj przejść najpierw przez dwa główne rodzaje nocy, które mistrzowie duchowi nazywają oczyszczeniami duszy. My nazywamy je tu nocami, bo tak w jednej, jak i w drugiej dusza idzie jakby w nocy, po ciemku.

2.Pierwsza noc albo oczyszczenie odnosi się do zmysłowej części duszy. O niej jest mowa w przytoczonej strofie i o niej powiemy w pierwszej części tej księgi. Druga noc odnosi się do duchowej części duszy. Będzie o niej mowa w następnej strofie. O niej również odnośnie do oczyszczenia czynnego duszy mówić będziemy w drugiej i trzeciej części tej książki, co zaś dotyczy oczyszczenia biernego – w części czwartej[5].

3.Pierwsza noc dotyczy początkujących, gdy Bóg zaczyna ich wprowadzać w stan kontemplacji. Uczestniczy w tej nocy i duch, jak to objaśnimy w swoim czasie.

Druga noc albo oczyszczenie odnosi się do już postępujących, kiedy Bóg chce ich podnieść do stanu zjednoczenia z Sobą. Ta druga noc jest o wiele ciemniejsza, mroczniejsza, a oczyszczenie jej o wiele straszniejsze aniżeli w pierwszej. Zobaczymy to później.

OBJAŚNIENIE STROF

4. Mówi więc dusza w tej strofie, że wyszła wyprowadzona przez Boga, tylko dla Jego miłości i rozpalona tą miłością w noc jedną, przez którą rozumie się uwolnienie i oczyszczenie ze wszystkich jej duchowych pożądań odnośnie do wszystkich rzeczy zewnętrznych na świecie, przyjemności ciała i upodobań woli. Wszystko to dokonuje się właśnie w oczyszczeniu zmysłów. Dlatego mówi, że wyszła, gdy chata jej, to jest część zmysłowa, była uciszona. Uciszone już i uśpione były w niej pożądania, a ona w nich. Nie może bowiem wyjść ze zmartwień i ucisków, i z natręctwa pożądań, dopóki te nie zostaną umartwione i uśpione.

Śpiewa więc, że to jest jej wzniosła szczęśliwość, iż wyszła niespostrzeżona, czyli że żadne pożądanie cielesne ani cokolwiek innego nie mogło jej przeszkadzać. Jest również szczęśliwa, że wyszła wśród nocy, to jest, że Bóg uwolnił ją od tego wszystkiego, a to uwolnienie stało się dla niej nocą.

5. I to jest wzniosłą szczęśliwością duszy, że Bóg wprowadził ją w tę noc, z której tyle dobra dla niej wypłynęło. Ona sama nie mogłaby w nią wejść, bo sama z siebie nie może uwolnić się od wszystkich pożądań, by dojść do Boga.

6. Takie jest ogólne objaśnienie tej strofy. W dalszym ciągu będziemy objaśniali każdy wers i przedmiot, który chcemy udostępnić. To samo będzie dotyczyło i strof następnych, jak to zaznaczyłem na początku, to znaczy, że przytoczę poszczególne strofy, a następnie będę objaśniał każdy wers.

Rozdział 2

Objaśnia, co to jest ta noc ciemna, przez którą dusza przeszła, jak mówi, by dojść do zjednoczenia.

W noc jedną pełną ciemności,

1. Z trzech przyczyn możemy nazwać nocą tę drogę, którą przechodzi dusza, idąc do zjednoczenia z Bogiem.

Po pierwsze ze względu na punkt wyjścia. Musi bowiem iść pozbawiona pożądania i upodobania, wyrzekając się wszystkich rzeczy światowych, jakie posiadała. Takie wyrzeczenie i pozbawienie się tych rzeczy jest jakby nocą dla wszystkich zmysłów człowieka.

Po drugie nazywa się nocą ze względu na drogę, czyli na środki, jakimi musi posługiwać się dusza, by dojść do zjednoczenia. Środkiem jest tu wiara, będąca taką ciemnością dla umysłu jak noc.

Po trzecie, nazywa się nocą ze względu na cel, do którego dusza chce dojść. Celem tym jest Bóg. W życiu doczesnym jest On dla duszy również nocą ciemną. Te trzy noce muszą przejść przez duszę, albo, by lepiej się wyrazić, dusza musi przejść przez nie, aby dojść do zjednoczenia z Bogiem.

2. W Księdze Tobiasza (6, 18-22) mamy wyobrażone te trzy rodzaje nocy w trzech nocach, przez które anioł polecił przejść młodemu Tobiaszowi, zanim połączy się z oblubienicą.

Pierwszej nocy nakazał mu, aby „spalił serce ryby” w ogniu. Oznacza to serce lgnące i przywiązane do rzeczy światowych. By wstąpić na drogę ku Bogu, trzeba wszystko, co jest stworzone, oczyścić i spalić ogniem Bożej miłości. Przez to oczyszczenie wypędza się szatana, który ma władzę nad duszą z powodu jej przylgnięcia do rzeczy cielesnych i doczesnych.

3. W drugą noc rzekł anioł Tobiaszowi, że „będzie dopuszczony do społeczności świętych patriarchów”, którzy są ojcami wiary. Podobnie i dusza, skoro tylko przejdzie przez pierwszą noc, tzn. przez oderwanie się od przedmiotów zmysłowych, zaraz wchodzi w drugą. Trwa wtedy samotna w czystej wierze, wykluczającej wszelkie inne poznanie rozumowe, nie zaś miłość, gdyż wiara nie podpada pod zmysły, jak to później wykażemy.

4.Trzeciej nocy rzekł anioł Tobiaszowi, że „otrzyma błogosławieństwo”, to jest samego Boga. Bóg bowiem za pośrednictwem drugiej nocy, to jest wiary, udziela się duszy tak tajemniczo i wewnętrznie, że jest to znowu nocą dla duszy, o tyle ciemniejszą od poprzednich, o ile głębiej Bóg się jej udziela, jak to następnie wyłożymy. Po przejściu tej trzeciej nocy, gdy udzielenie Boga w duchu już nastąpiło, co zwykle dokonuje się wśród wielkich mroków duszy, natychmiast następuje zjednoczenie się z oblubienicą, to jest z Mądrością Bożą. A jak anioł powiedział Tobiaszowi, że po trzeciej nocy połączy się w bojaźni Bożej z oblubienicą, tak i tutaj, gdy bojaźń Boża będzie doskonała, doskonała będzie również i miłość. Dzieje się to wtedy, gdy dokonuje się przeobrażenie duszy [w Boga][6] przez miłość.

5. Te trzy rodzaje nocy są właściwie jedną nocą, która ma trzy części, jak każda noc. Pierwszą noc, tj. zmysłów, można przyrównać do początku nocy, gdy w mroku rozpływają się wszystkie przedmioty. Druga noc – noc wiary, jest podobna do północy, zupełnie ciemnej. Trzecia noc, będąca udzielaniem się Boga, jest jakby już zaraniem bliskim światła dziennego. By to lepiej zrozumieć, zajmiemy się każdym z tych przedmiotów z osobna.

Rozdział 3

Mówi o pierwszej przyczynie tej nocy, to jest o wyzbyciu się pożądania wszystkich rzeczy. Podaje przyczynę, dlaczego nazywa się to nocą.

1. Nazywamy tu nocą wyzbycie się upodobania w pożądaniu wszystkich rzeczy. Bo tak jak noc to nic innego tylko brak światła, a w następstwie tego brak wszelkich przedmiotów, które by można widzieć za pośrednictwem światła, w braku zaś jego władze wzrokowe pozostają bezczynne, tak również nocą dla duszy można nazwać umartwienie pożądań. Gdy bowiem dusza wyzbywa się upodobania w pożądaniu wszelkich rzeczy, zostaje jakby w ciemności i bez niczego. I tak jak władza wzrokowa za pośrednictwem światła niejako żywi się i nasyca przedmiotami, a z braku światła nic nie widzi, tak również za pośrednictwem pożądania żywi się i nasyca tymi wszystkimi przedmiotami, których może kosztować swymi władzami. Z chwilą zaś zagaszenia tego pożądania lub – by się lepiej wyrazić – z chwilą umartwienia go, przestaje dusza nasycać się upodobaniem w tych rzeczach i pozostaje pod względem pożądania w ciemności i bez niczego.

2. Przytoczymy przykłady dotyczące wszystkich władz. Dusza, pozbawiając się upodobania w pożądaniu wszelkich wrażeń słuchowych, w kręgu tej władzy pozostanie w ciemnościach i bez niczego. Jeżeli pozbawi się upodobania we wszelkich wrażeniach przyjemnych wzrokowi, również w kręgu tej władzy zostanie w ciemnościach i bez niczego. Pozbawiwszy się upodobania w tym, co miłe dla węchu, również w kręgu tej władzy będzie w ciemnościach i bez niczego. Odmówiwszy sobie upodobania we wszelkich pokarmach, które mogą zadowalać podniebienie, będzie również w ciemnościach i bez niczego. Wreszcie umartwiając się we wszelkich rozkoszach i zadowoleniach, które można odbierać przez zmysł dotyku, również w kręgu tej władzy dusza zostaje w ciemnościach i bez niczego. Tak więc dusza, która wyzbyła się upodobania w rzeczach zewnętrznych, umartwiwszy swoje pożądanie, jest jakby w nocnych ciemnościach. Ciemności te to nic innego jak próżnia, która w niej powstaje po wyzbyciu się wszystkich rzeczy.

3. Dzieje się tak dlatego, że – jak twierdzą filozofowie – dusza, w chwili gdy ją Bóg tchnie w ciało, jest jak tablica gładka i czysta, i niczym niezapisana i jeżeli czegoś nie pozna za pomocą zmysłów, zwykle inną drogą nic jej nie zostanie udzielone. Pozostając w ciele, jest jak człowiek w ciemnym więzieniu[7], który świat ogląda tylko przez okno tego więzienia. Jeżeli przez okno czegoś nie zobaczy, nic nie będzie widział. Zatem i dusza, jeśliby nie odbierała wrażeń przez zmysły, które są oknami jej więzienia w ciele, nie doszłaby do poznania inną drogą.

4. Jeżeli zatem porzuca i wyzbywa się tego, co może odczuć przez zmysły, zostaje w ciemności i próżni, bo jak mówiliśmy, nie może normalnie dotrzeć do niej światło żadną inną drogą, oprócz tej wspomnianej. Chociaż bowiem jest prawdą, że nie może nie słyszeć, nie widzieć, nie wąchać, nie smakować, nie odczuwać, to jednak jeżeli dusza gardzi tymi wrażeniami, wówczas to jej nic nie zaszkodzi, tak jakby w ogóle nie widziała, nie słyszała itd. Podobnie jak człowiek, który gdy zamknie oczy, tak samo nie będzie nic widział, jak rzeczywisty ślepiec. W tym znaczeniu mówi Dawid (Ps 87, 16): Pauper sum ego et in laboribus a iuventute mea; „Ja jestem ubogi i utrudzony od młodości mojej”. Nazywa się „ubogim”, choć jest rzeczą znaną, że był bogaty. Nie przywiązując się jednak wolą do bogactw, był w rzeczywistości jak prawdziwy ubogi. Gdyby jednak ktoś, będąc rzeczywiście ubogim, mimo to w swojej woli takim nie był, nie byłby prawdziwie ubogim, bo dusza jego byłaby bogatsza i pełna pożądania. Dlatego to ogołocenie nazywamy nocą dla duszy, bo nie ma tu mowy o istotnym braku rzeczy, gdyż sam ich brak nie ogołaca duszy, jeśli ona w dalszym ciągu ich pożąda. Wyzbycie się upodobań i pożądania rzeczy tego świata czyni duszę swobodną i ogołoconą, choćby wiele posiadała. Same rzeczy tego świata bowiem duszy nie zajmują i szkody jej nie wyrządzają, gdy ona nie wnika w nie, lecz szkodzi pragnienie[8] ich i pożądanie, które w niej trwa.

5. Ta pierwsza noc, jak o tym później mówić będziemy, dotyczy duszy z uwagi na jej część zmysłową. Jest to jedna z tych dwóch nocy, o których mówiliśmy, a przez które dusza musi przejść, by dojść do zjednoczenia.

Teraz powiemy, jak bardzo wskazane jest, by dusza wyszła ze swej chaty w tę noc ciemną zmysłów i w ten sposób mogła zdążać do zjednoczenia z Bogiem.

Rozdział 4

Udowadnia konieczność przejścia duszy przez noc ciemną zmysłów, którą jest umartwienie pożądania, by mogła dążyć do zjednoczenia z Bogiem.

1. Przejście przez ciemną noc umartwienia pożądań i wyzbycia się upodobań we wszystkich rzeczach jest niezbędne dla duszy, by mogła dojść do zjednoczenia z Bogiem. Przywiązania, jakie dusza żywi do stworzeń, są wobec Boga jak gęste mgły, które duszę tak spowijają, że dopóki się z nich nie uwolni, nie będzie zdolna, by ją mogło oświecić i ogarnąć rzeczywiste światło Boże. Nie ma bowiem łączności światła z ciemnością, gdyż jak mówi św. Jan (1, 5): Tenebrae eam non comprehenderunt; „Ciemności nie zdołały ogarnąć światłości”.

2. Dwie sprzeczności (jak uczy filozofia) nie mogą się zejść w jednym podmiocie[9]. A ponieważ ciemności, czyli przywiązanie duszy do stworzeń, i światłość, czyli Bóg, stanowią sprzeczność i żadnego podobieństwa ani zbliżenia się nie ma pomiędzy nimi, – „Jaką zgodność zdoła się wprowadzić między światło i ciemności?” – pyta św. Paweł (2 Kor 6, 14); Quae conventio lucis ad tenebras? Więc dusza nie może przyjąć światła boskiego zjednoczenia, dopóki się nie uwolni od przywiązań do stworzeń.

3. Dla lepszego zrozumienia tego, o czym mówimy, należy zauważyć, że skłonność uczuciowa i przylgnięcie duszy do stworzenia równa ją z tym stworzeniem, a im mocniejsza jest ta skłonność, tym więcej równa ją i czyni podobną do niego, gdyż miłość upodabnia kochającego do kochanego. Toteż Dawid mówi o tych, którzy skłaniali się do bożków (Ps 113 B, 8): Similes illis fiant qui faciunt ea, et omnes qui confidunt in eis, to znaczy: „Będą do nich podobni ci, którzy w nich pokładają swe serce”. Kto więc miłuje stworzenie, stanie tak nisko jak to stworzenie, a pod pewnym względem jeszcze niżej, bo miłość nie tylko równa, ale poddaje kochającego kochanemu. Z tego więc powodu dusza, kochająca coś poza Bogiem, czyni się niezdolną do przeobrażenia i czystego zjednoczenia z Nim. A ponieważ o wiele większa jest przepaść między stworzeniem a Stwórcą niż pomiędzy mrokami a światłem, dlatego wszystkie stworzenia ziemi i niebios w porównaniu z Bogiem są niczym. Wyraża to Jeremiasz, gdy mówi (4, 23): Aspexi terram, et ecce vacua erat et nihil; et caelos, et non erat lux in eis; „Popatrzyłem na ziemię, a oto była pusta i była nicością; i na niebiosa, a zobaczyłem, że nie miały światła”. Mówiąc, że ziemia była pusta, daje zrozumieć, że wszystkie stworzenia na niej są niczym, jak i ona sama. Mówiąc zaś, że patrzył na niebiosa, a nie widział światła, daje do zrozumienia, że wszystkie światła niebieskie w porównaniu z Bogiem są ciemnością. Zatem jest oczywiste, że wszystkie stworzenia są niczym, a skłonność uczuciowa duszy do nich jest jeszcze gorsza niż nic, bo jest przeszkodą i pozbawia możliwości przeobrażenia się w Boga. Tak jak i ciemności są niczym, owszem, mniej niż niczym, bo są pozbawieniem światła. I jak nie może ogarnąć światło tego, kto przebywa w ciemności, tak też Bóg nie może posiąść duszy żywiącej skłonność uczuciową do stworzeń. Dopóki się tego przywiązania nie wyzbędzie, nie będzie mogła posiąść Boga ani tu na ziemi przez przeobrażenie się w czystej miłości, ani w życiu przyszłym przez jasne widzenie. Dla lepszego zrozumienia rozważmy te sprawy bardziej szczegółowo.

4. Wszelki byt stworzony w porównaniu z nieskończonym bytem Boga jest niczym. Jeśli więc dusza żywi skłonność do stworzenia, jest w oczach Boga niczym, bo miłość, jak mówiliśmy, nie tylko równa i upodabnia, ale poddaje kochającego rzeczy ukochanej. Nie może więc w żaden sposób taka dusza złączyć się z nieskończonym bytem Boga, bo niemożliwe jest złączyć w jedno byt i niebyt. Używając przykładów, możemy tu powiedzieć:

Wszelka piękność stworzeń wobec nieskończonej piękności Boga jest największą brzydotą. Wyraża to Salomon w Księdze Przysłów (31, 30): Fallax gratia, et vana est pulchritudo; „Kłamliwy wdzięk i marne jest piękno”. Jeśli więc dusza przywiąże się do piękna jakiegoś stworzenia, jest w oczach Boga największą brzydotą. Nie może wtedy przeobrazić się w piękno, którym jest Bóg, gdyż brzydota nie może złączyć się z pięknem.

Wszystkie wdzięki i powaby stworzeń wobec wdzięku Bożego są godne największej odrazy i są marnością. Dusza więc, ubiegająca się za wdziękami stworzeń, jest w oczach Boga pełna brzydoty i nie może się zbliżyć do nieskończonego wdzięku i piękna Bożego. Niezgłębiony przedział jest bowiem pomiędzy największą szpetnością a największym wdziękiem.

Wszelką dobroć stworzeń ziemskich w porównaniu z dobrocią Boga możemy nazwać złością, ponieważ tylko sam Bóg jest dobry (Łk 18, 19). Jeśli więc dusza więzi swoje serce w dobrach tego świata, staje się ona w obliczu Boga największą złością. I tak jak złość nie łączy się z dobrocią, nie może taka dusza połączyć się z Bogiem, który jest największą dobrocią.

Cała mądrość świata i zdolności ludzkie w porównaniu z najwyższą mądrością Boga są wielkim głupstwem. Mówi o tym św. Paweł w Liście do Koryntian (1 Kor 3, 19): Sapientia huius mundi stultitia est apud Deum; „Mądrość tego świata jest głupstwem u Boga”.

5. Dusza, posługująca się swoją mądrością i zdolnościami na drodze do zjednoczenia z Mądrością Boga, jest w oczach Jego pełna głupoty i daleka będzie od Jego Mądrości. Z mądrością bowiem głupota nie może się złączyć. Toteż mówi św. Paweł w Liście do Rzymian (1, 22), że taka mądrość jest całkowitą niewiedzą i że w oczach Boga ci, co uważają się za mądrych, głupimi są: Dicentes enim se esse sapientes, stulti facti sunt; „Podając się za mądrych, stali się głupimi”. Ci tylko nabywają mądrości Bożej, którzy jak dzieci nic niewiedzące, wyzbywszy się swojej mądrości, z miłością służą Stwórcy. Tej to mądrości naucza św. Paweł, pisząc do Koryntian (1 Kor 3, 18-19): Si quis videtur inter vos sapiens esse in hoc saeculo, stultus fiat ut sit sapiens. Sapientia enim huius mundi stultitia est apud Deum; „Jeśli komuś z was wydaje się, że jest mądry, niech się stanie głupim, aby był mądrym”. Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem wobec Boga. Dusza zatem, chcąc dojść do zjednoczenia z mądrością Bożą, musi raczej iść przez niewiedzę niż przez wiedzę.

6.Wszelka władza i wolność świata w porównaniu do wolności i potęgi ducha Bożego jest służalstwem, uciskiem i niewolnictwem.

Dusza, która wzdycha do godności lub innych urzędów, do swobody w swoich pożądaniach, jest ze strony Boga uważana i traktowana nie jak wolne dziecko, lecz jak nędzny niewolnik i jeniec, a to dlatego, że nie przyjęła Jego świętej nauki. Największy między wami, niech będzie jako mniejszy, a kto jest mniejszy, ten jest wielki (Łk 22, 26). Nie może dusza dojść do tej królewskiej wolności ducha, gdyż zdobywa się ją w boskim zjednoczeniu. Bo jakież jest towarzystwo niewoli z wolnością? Wolność nie może być udziałem serca poddanego stworzeniom, gdyż jest ono sercem niewolnika. Wolność może przebywać tylko w sercu wolnym, które jest sercem dziecka. Z tej to przyczyny zażądała Sara, by mąż jej Abraham oddalił niewolnicę i jej syna, gdyż nie może być dziedzicem syn niewolnicy ze synem wolnej (Rdz 21, 10).

7.Wszystkie rozkosze i przyjemności, jakie wola znajduje w stworzeniach, są największym utrapieniem, męczarnią i goryczą wobec tej rozkoszy, jaką jest Bóg. Kto więc im oddaje swoje serce, staje się godny w oczach Boga największych utrapień, męczarni i goryczy, a jako taki nie może zakosztować rozkoszy wypływającej ze zjednoczenia z Bogiem.

– Wszystkie bogactwa i chwała stworzeń są największym ubóstwem i nędzą w porównaniu z bogactwem, jakim jest Bóg. Jeśli więc dusza je kocha i posiada, staje się bardzo uboga i nędzna wobec Boga i nie może posiąść tego bogactwa i chwały, którą jest stan przeobrażenia w Boga. Wielka jest bowiem przepaść pomiędzy nędzą i ubóstwem a najwyższym bogactwem i chwałą.

8. Mądrość Boża w Księdze Przysłów (8, 4-6; 18-21), uskarża się na dusze, które same się poniżają, szpecą, czynią nędznymi i ubogimi, kochając to rzekome piękno i bogactwo stworzeń: O viri, ad vos clamito, et vox mea ad filios hominum. Intelligite, parvuli, astutiam, et insipientes, animadvertite. Audite quia de rebus magnis locutura sum. I dalej mówi: Mecum sunt divitiae et gloria, opes superbae et iustitia. Melior est fructus meus auro et lapide pretioso, et genimina mea argento electo. In viis iustitiae ambulo, in medio semitarum iudicii, ut ditem diligentes me, et thesauros eorum repleam; „O mężowie, do was wołam i głos mój kieruję do synów człowieczych! Posłuchajcie, maluczcy, oto przezorność i rozwaga. Początkujący, zwróćcie uwagę! Słuchajcie, bo o wielkich rzeczach mówić będę… Ze mną są bogactwa i chwała, wielkie majętności i sprawiedliwość. Lepszy jest mój owoc niż złoto i kamienie drogie, a moje płody, czyli to, co się rodzi ze mnie w waszych duszach, lepsze niż srebro wyborne. Po drogach sprawiedliwości chodzę, pośród ścieżek sądu, aby ubogacić tych, którzy mnie miłują, i skarbce ich napełnić”. Mądrość Boża mówi tu do tych wszystkich, którzy przywiązują swoje serca do stworzeń, tak jak to mówiliśmy. Nazywa ich maluczkimi, bo upodobniają się do tego, co miłują, czyli do tego, co jest małe. Zachęca ich, by stali się przezorni i natężyli uwagę, bo mówi o rzeczach wielkich, a nie o tych małych, które oni kochają. Chwała i wielkie bogactwa, których oni pragną, nie są tam, gdzie oni sądzą, ale z nią i w niej. Prawdziwe skarby i sprawiedliwość w niej przebywają. I chociaż duszom wydaje się, że skarby te są w stworzeniach, to Mądrość je przestrzega, że jej skarby są lepsze i owoce jej cenniejsze od złota i drogich kamieni. I to, co ona w duszach zrodzi, lepsze jest od tego najczystszego srebra, które one kochają. Jest tu mowa o wszelkiego rodzaju skłonnościach uczuciowych, jakie dusza może mieć w tym życiu.

Rozdział 5

Posługując się powagą Pisma Świętego, udowadnia w dalszym ciągu, że dusza koniecznie musi przejść przez tę noc umartwienia w pożądaniu wszystkich rzeczy, by mogła iść do Boga.

1. Z tego, o czym mówiliśmy, można już nieco dostrzec odległość istniejącą między stworzeniem a Bogiem, jak również i to, że dusze, które skłaniają się uczuciowo do jakiegoś stworzenia, są tak samo jak ono oddalone od Boga. Powiedzieliśmy bowiem, że miłość czyni równym i upodabnia. Przedział ten między Bogiem a stworzeniem dobrze znał św. Augustyn, gdy mówił w Soliloquiach: „Biedny ja, kiedyż moja nędza i niedoskonałość zbliży się do Twojej doskonałości? Ty jesteś prawdziwie dobry, a ja zły; Tyś prawy, a ja bezbożny; Tyś świętość, a ja nędza; Tyś sprawiedliwy, a ja niesprawiedliwy; Tyś światłem, a ja ślepcem; Tyś życiem, a ja śmiercią; Tyś lekarstwem, a ja chorym; Tyś prawdą najwyższą, a ja obłudą”. Tak mówi ten święty[10].

2. Jest zatem wielką niewiedzą sądzić, że dusza może dojść do wysokiego stanu zjednoczenia z Bogiem, jeżeli wpierw nie opróżni pożądania z wszystkich rzeczy naturalnych i nadprzyrodzonych, które mogą dla niej stanowić przeszkodę, jak to w dalszym ciągu wyjaśniamy. Niezmierna bowiem jest przepaść pomiędzy nimi a tym, co się udziela duszy w stanie czystego przeobrażenia w Boga. Jezus Chrystus, nauczając nas tej drogi, mówi w Ewangelii św. Łukasza (14, 33): Qui non renuntiat omnibus quae possidet, non potest meus esse discipulus; „Kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada własną wolą, nie może być moim uczniem”. Jest to zupełnie jasne. Nauka bowiem, którą przyniósł nam Syn Boży, polega na wzgardzie wszystkich rzeczy po to, by móc przyjąć w siebie dar Ducha Bożego. Dopóki więc dusza nie oderwie się od stworzeń, nie będzie zdolna przyjąć Ducha Bożego w czystym przeobrażeniu.

3. Można tu przytoczyć fakt z Księgi Wyjścia (16), gdzie czytamy, że Bóg tak długo nie dał synom Izraela pokarmu niebieskiego, czyli manny, dopóki mieli mąkę przyniesioną z Egiptu. Należy to rozumieć w ten sposób, że najpierw trzeba się wyzbyć wszystkich rzeczy, by móc potem kosztować tego pokarmu anielskiego. Nie może go bowiem kosztować to podniebienie, które szuka smaków w pokarmie ziemskim. Dusza, która się zatrzymuje i karmi innymi, obcymi smakami, nie tylko, że staje się niezdolną do przyjęcia Ducha Bożego, lecz nadto pobudza do gniewu Boży Majestat. Pragnąc bowiem pokarmu duchowego, nie zadowala się samym Bogiem, lecz chce dołączyć jeszcze pożądanie innych rzeczy. Również i to zawarte jest w wyżej wspomnianej księdze Pisma Świętego (Wj 16, 8-13). Gdy Izraelici nie zadowolili się delikatną manną, lecz tęsknili i domagali się pokarmów mięsnych, wtedy bardzo rozgniewał się Bóg o to, że chcieli tak niski i pospolity pokarm mieszać z niebieskim, zarazem tak wzniosłym i posilającym, że miał w sobie smak i substancję wszystkich pokarmów (Lb 11, 4-23; Mdr 16, 20-21). I gdy jeszcze usta ich były pełne kęsów, jak mówi Dawid (Ps 77, 31): Ira Dei descendit super eos; „Gniew Boży zstąpił na nich”. Spadł z nieba ogień i spalił spośród nich wiele tysięcy, Bóg uważał bowiem to za swoją obrazę, że gdy im dał pokarm niebieski, oni pożądali innego.

4. O, gdyby osoby duchowe wiedziały, ile dobra i jaką obfitość ducha tracą, nie chcąc wznieść się ponad pożądanie małostek i skończyć z nimi, oraz jaki znalazłyby w tym prostym pokarmie duchowym smak wszystkich rzeczy, gdyby tamtych kosztować nie chciały. Lecz nie smakują w tym duchowym pokarmie z tej samej przyczyny, dla której synowie Izraela nie odczuwali ukrytego w mannie smaku wszystkich pokarmów, nie ześrodkowawszy na niej swego pożądania. A stało się to nie dlatego, by manna nie zawierała w sobie tego smaku i mocy, jakich pragnęli, lecz że oni szukali ich w czymś innym. Kto więc chce kochać Boga na równi z jakimś stworzeniem, bez wątpienia mało ceni Boga, ponieważ kładzie na jednej szali z Bogiem to, co jak powiedzieliśmy, nieskończenie się różni od Boga.

5. Jest rzeczą znaną z doświadczenia, że jeżeli wola skłoni się uczuciowo do jakiejś rzeczy, ceni ją więcej od każdej innej, choćby nawet lepszej, ale w której sobie mniej upodobała. Jeżeli zaś w jednej i drugiej sobie upodobała, tym samym doskonalszą poniża, równając je ze sobą. Ponieważ zaś z Bogiem nie można żadnej rzeczy zrównać, więc wielką zniewagę wyrządza Mu dusza, kochając na równi z Nim inną rzecz lub do niej się przywiązując. O ileż większa byłaby zniewaga, gdyby tę rzecz kochała więcej niż Jego?

6. Wyobrażenie tego również mamy w Piśmie Świętym (Wj 34, 3), gdy Bóg polecił Mojżeszowi, aby wstąpił na górę, gdy miał do niego mówić. Wtedy nie tylko polecił mu, aby sam wstąpił na górę, zostawiwszy synów Izraela na dole, ale żeby nawet bydła nie pasiono w pobliżu góry: Nullus ascendat tecum, nec videat qui­spiam per totum mantem, boves quoque et oves non pascant e contra. Znaczy to, iż dusza pragnąca wstąpić na górę doskonałości, by tam obcować z Bogiem, nie tylko musi się wyrzec wszystkich rzeczy i zostawić je na dole, lecz i pożądania, które są jak zwierzęta, musi poskromić i nie pozwalać im zbliżyć się do tej góry, tzn. rozkoszować się innymi rzeczami, które nie są Bogiem.

W Nim wszelkie pożądanie maleje, i to jest stan doskonałości. Trzeba więc koniecznie, aby na drodze do Boga było ciągłe umartwienie i opanowanie pożądania, bo tym szybciej dusza dojdzie do celu, im pilniejsza będzie w tym ćwiczeniu. Dopóki bowiem dusza nie opanuje całkowicie pożądań, nie dojdzie nigdy do celu, choćby wiele cnót spełniała, bo brak jej właściwego sposobu nabycia doskonałości, który polega na opróżnianiu, ogołacaniu i oczyszczaniu duszy z wszelkiego pożądania. Mamy wymowny obraz tego w Księdze Rodzaju (35, 2). Patriarcha Jakub, idąc na górę Betel, by wystawić tam ołtarz i złożyć Bogu ofiarę, dał domownikom potrójne zlecenie; pierwsze, by odrzucili wszystkie obce bożki; drugie, by się oczyścili; trzecie, by zmienili szaty: Abicite deos alienos, qui in medio vestri sunt, et mundamini ac mutate vestimenta.

7. To potrójne zlecenie pozwala zrozumieć, że każda dusza, chcąca wstąpić na tę górę, by z siebie samej zbudować ołtarz, na którym by złożyła Panu Bogu ofiarę czystej miłości, chwały i prawdziwej czci, musi, zanim zacznie zdobywać szczyt, wypełnić doskonale trzy wyżej wymienione warunki.

Po pierwsze, musi odrzucić wszystkich cudzych bogów, to jest wszystkie obce skłonności uczuciowe i przywiązania.

Po drugie, musi się oczyścić z wszystkich brudów, jakie w niej pozostawiły pożądania, co czyni dzięki nocy ciemnej zmysłów, odmawiając im wszystkiego i poskramiając je ustawicznie.

Po trzecie, by wyjść na tę wysoką górę, musi zmienić szaty, co dokonuje się przez wspomniane już podwójne działanie. Wtedy już sam Bóg zmienia jej szaty na nowe, dając jej nowe poznanie Boga w Bogu, a odrzucając stare ludzkie poznanie, oraz nową miłość Boga w Bogu. Po ogołoceniu woli z wszystkich jej starych pragnień i ludzkich upodobań wlewa Bóg w duszę nowe poznanie i otchłań rozkoszy. Po odrzuceniu zaś dawnego sposobu myślenia i wszystkich wyobrażeń oraz po usunięciu wszystkiego, co należało do starego człowieka, z naturalnymi jego właściwościami, obleka ją Bóg w nową nadprzyrodzoną zdolność we wszystkich jej władzach. W ten sposób jej działanie z ludzkiego zmienia się w boskie. Osiąga się to w stanie zjednoczenia, w jakim dusza służy za ołtarz, na którym jedynie Bóg sam jest wielbiony w chwale i miłości. Sam też Bóg w niej przebywa. Niegdyś polecił Bóg, aby ołtarz, na którym miała spoczywać Arka Przymierza, był wewnątrz pusty (Wj 27, 8). Tak i dusza, chcąc być ołtarzem dla Majestatu Bożego, musi najpierw wyzbyć się wszystkiego. Bóg również polecił, by na tym ołtarzu zawsze płonął ogień i by na nim nigdy nie zapalano innego ognia (Kpł 6, 12-13). Kiedy zaś Nadab i Abihu, synowie najwyższego kapłana Aarona, ofiarowali na Jego ołtarzu zwykły ogień, rozgniewany Pan uśmiercił ich przed ołtarzem (Kpł 10, 1-2). Rozumiemy z tego, że jeżeli dusza chce być godnym ołtarzem, nie może w niej braknąć miłości Boga i że nie powinna z tą miłością mieszać innej.

8. Pan Bóg nie pozwala, aby z Nim przebywała jakaś inna rzecz. I rzeczywiście, czytamy w pierwszej Księdze Królewskiej (5, 2-4), że kiedy Filistyni wprowadzili Arkę Przymierza do świątyni, w której był posąg ich bóstwa, znajdowali go każdego ranka powalonego przed Arką, a w końcu rozbitego na kawałki. Jedynym pożądaniem, na jakie zezwala Bóg w swej obecności i jakiego chce, jest pożądanie doskonałego zachowywania Bożego prawa i dźwigania Krzyża Chrystusowego. Dlatego polecił niegdyś Bóg, by w Arce Przymierza, w której była manna, nie składano niczego oprócz księgi Prawa i różdżki Mojżesza, oznaczającej Krzyż (Pwt 31, 26). Zatem dusza, która usiłuje zachowywać z całą dokładnością prawo Boże i dźwigać Krzyż Chrystusowy, staje się rzeczywiście Arką, mieszczącą w sobie prawdziwą mannę, to jest Boga, a to właśnie dlatego, że stara się doskonale strzec w sobie wyłącznie to prawo i tę różdżkę (Hbr 9, 4).

Rozdział 6

Mówi o dwóch głównych szkodach, jakie pożądania wyrządzają duszy. Pierwsza z nich nie dopuszcza dobra do duszy, druga wprost jej szkodzi.

1. Dla jaśniejszego i wszechstronniejszego zrozumienia tego, o czym była mowa, dobrze będzie zaznaczyć, w jaki sposób pożądania wyrządzają duszy dwie najważniejsze szkody. Po pierwsze, pozbawiają ją ducha Bożego, po drugie, dręczą, męczą, zaciemniają, brudzą i osłabiają oraz ranią[11] duszę, w której przebywają. Wyraża to prorok Jeremiasz w rozdziale drugim (13): Duo mala fecit populus mens: me dereliquerunt fontem aquae vivae, et foderunt sibi cisternas dissipatas, quae continere non valent aquas; „Opuścili Mnie, źródło żywej wody, żeby wykopać sobie cysterny, cysterny popękane, które nie mogą utrzymać wody”. Dwie szkody: pozbawienie dobra oraz spowodowanie zła, wypływają z każdego nieuporządkowanego aktu pożądania.

Co do pierwszej szkody jest jasne, że w miarę jak dusza skłania się uczuciowo ku jakiejś rzeczy stworzonej, rozrasta się w niej pożądanie, a tym samym staje się mniej zdolna do przyjęcia Boga. Bo jak mówią filozofowie, o czym powiedzieliśmy w rozdziale czwartym, dwie sprzeczności nie mogą przebywać w jednym podmiocie. Ponieważ zaś umiłowanie Boga i umiłowanie stworzenia to dwie sprzeczności, nie mogą więc razem przebywać w jednej woli. Bo jakież może być porównanie stworzenia ze Stwórcą, rzeczy zmysłowych z duchowymi, widzialnych z niewidzialnymi, doczesnych z wiecznymi, pokarmu niebieskiego, subtelnego, duchowego, z pokarmem czysto zmysłowym, ogołocenia Chrystusowego z przylgnięciem do rzeczy ziemskich?

2. Jak w naturze nie można wprowadzić nowej formy, nie usunąwszy najpierw przeciwnej jej formy poprzedniej, bo jak długo ta pierwsza pozostaje, nie dopuści drugiej[12] – tak również dopóki dusza będzie ulegała duchowi zmysłowemu, dopóty nie wypełni jej duch czystej nadprzyrodzoności. Do tej prawdy stosują się słowa Boskiego Zbawiciela w Ewangelii św. Mateusza (15, 26): Non est bonum sumere panem filiorum, et mittere canibus; „Niedobrze jest zabierać chleb synom, a rzucać psom”. A na innym miejscu Ewangelista mówi (Mt 7, 6): Nolite sanctum dare canibus, „Nie dawajcie psom tego, co święte”. Nazywa tu Boski Zbawiciel synami Bożymi tych, którzy wyzbywając się pożądania stworzeń, tym samym przygotowują się na przyjęcie ducha Bożego. Tych zaś, co karmią swoje pożądanie stworzeniami, przyrównuje do psów, jako że tylko synom dane jest jeść ze swoim Ojcem przy stole i z jego misy, tzn. karmić się Jego duchem, a psom z odrobin, które spadają ze stołu.

3. Wszystkie stworzenia to tylko okruszyny, które spadły ze stołu Bożego. Słusznie więc nazywany jest psem ten, kto nasyca się stworzeniami, a tym samym pozbawia się chleba synów. Takie dusze nie chcą się podnieść od pożywania okruszyn stworzeń do stołu niestworzonego ducha ich Ojca. I chodzą takie dusze jak psy, zawsze węsząc za strawą, bo okruszyny służą raczej do podniecenia apetytu aniżeli do zaspokojenia głodu. Mówi o tym król Dawid (Ps 58, 15-16): Famem patientur ut canes, et circuibunt civitatem. Si vero non fuerint saturati, et murmurabunt; „Głodem będą przymierać jak psy i będą krążyć po mieście. Jeśli się nie najedzą, będą szemrać”.

Kto kieruje się pożądaniami, jest podobny do człowieka głodnego; jest zawsze niezadowolony i zgorzkniały. Bo i cóż ma wspólnego głód wywołany przez stworzenia z tym pełnym nasyceniem, jakie daje duch Boży? Stąd nie może duszy wypełnić to przeobfite nasycenie niestworzone, dopóki nie uwolni się ona od głodu wywołanego przez własne pożądania, a to dlatego, że jak już wspomnieliśmy, dwie sprzeczności nie mogą przebywać w jednym podmiocie, a sprzecznościami są głód i nasycenie.

4. Z tego, co zostało powiedziane, widać, że Bóg więcej czyni, gdy oczyszcza duszę z tych przeciwieństw, aniżeli czynił wtedy, gdy ją stwarzał z niczego. Bowiem te przeciwieństwa uczuć i sprzecznych pożądań więcej się sprzeciwiają Bogu aniżeli sama nicość, która przynajmniej nie stawia oporu. Sądzę, że starczy już tego, cośmy tu powiedzieli o pierwszej szkodzie, jaką wyrządzają duszy pożądania. Polega ona głównie na tym, że sprzeciwia się duchowi Bożemu, jak to już obszernie mówiliśmy.

5. Powiedzmy teraz o drugim skutku, jaki pożądania wywołują w duszy. Objawia się on różnorodnie, gdyż pożądania duszę męczą, dręczą, zaciemniają, brudzą i osłabiają. Powiemy o tych pięciu sprawach, omawiając je osobno.

6. Zrozumiałe jest, że pożądania męczą i trudzą duszę. Są one jak niesforne i uprzykrzone dzieci, które ustawicznie proszą matkę o to czy tamto, a nigdy im nie dosyć. Ileż to umęczy się i natrudzi człowiek szukający chciwie skarbu. Tak również męczy i trudzi się dusza w zdobywaniu tego, czego domagają się od niej jej pożądania. A chociaż w końcu zdobędzie to, męczy się jednak nadal, nie znalazłszy zaspokojenia. Ostatecznie bowiem szuka w popękanych cysternach, które nie mogą zatrzymać wody na ugaszenie pragnienia (Jr 2, 13). Do tego stosują się słowa Izajasza (29, 8): Lassus adhuc sitit et anima eius vacua est[13]. Oznacza to, że pożądanie jego pozostanie niezaspokojone. Męczy się i trudzi dusza oddana pożądaniom, bo trawi ją pragnienie, tak jak gorączka trawi człowieka chorego, który nie poczuje się lepiej, dopóki ona nie ustąpi. Słusznie więc mówi Hiob (20, 22): Cum satiatus fuerit, arctabitur, aestuabit, et omnis dolor irruent super eum; „Gdy jego pożądanie osiągnie zaspokojenie, zostanie jeszcze bardziej przynaglony i obciążony; wzrosła w jego duszy gorączka pożądania i w ten sposób wszelki ból nań spadnie”. Męczy się i trudzi dusza ulegająca swoim pożądaniom, ponieważ jest przez nie raniona, poruszana i niepokojona jak woda przez wiatry, i nie pozwolą jej uspokoić się na żadnym miejscu ani w żadnej rzeczy. O takiej duszy mówi Izajasz (57, 20): Cor impii quasi mare fervens; „Serce złego jak morze wzburzone”. Dlatego nieszczęśliwy jest człowiek, jeśli nie zwycięża pożądań.

Męczy się i trudzi dusza pragnąca zaspokoić swoje pożądania, gdyż jest jak głodny człowiek, który otwiera usta, by nakarmić się powietrzem, a wtedy jeszcze większe odczuwa pragnienie, bo to nie jest jego pokarm. Wyraża to prorok Jeremiasz (2, 24), gdy mówi: In desiderio animae suae attraxit ventum amoris sui; „W pożądaniu swej woli przyciągnęła do siebie wiatr swych skłonności”. W dalszym ciągu, dając zrozumieć spiekotę, jaką taka dusza odczuwa, i chcąc ją przed nią przestrzec, mówi (Jr 2, 25): Prohibe pedem tuum a nuditate, et guttur tuum a siti; „Pohamuj twoją nogę, to jest myśl, od nagości i twoje gardło od pragnienia”, czyli pohamuj twoją wolę od zaspokojenia pożądań, bo one rodzą jeszcze większe pragnienie. Jak człowiek rozmiłowany, gdy w dniu nadziei spotkał się z zawodem, tak również dusza męczy się i trudzi zaspokajaniem swych pożądań, bo one sprawiają w niej tylko większą pustkę i głód. Pożądania bowiem, jak się powszechnie mówi, są jak ogień, który wzrasta, gdy się do niego drzewa dorzuca, lecz gdy je strawi, z konieczności gaśnie.

7. Owszem, pożądanie jest jeszcze gorsze niż ogień. Ogień jednak zmniejsza się, gdy kończy się drzewo. Pożądanie zaś, gdy się w kimś rozrośnie, nie tylko się nie zmniejsza, lecz wzrasta mimo braku swego przedmiotu i zamiast zgasnąć jak ogień, któremu zabrakło paliwa, osłabia i męczy duszę, bo wzrósł jej głód, a zmniejszył się pokarm. Wyraża to prorok Izajasz (9, 19) w tych słowach: Declinabit ad dexteram, et esuriet; et comedet ad sinistram, et non saturabitur; „Zejdzie na prawo, a będzie łaknął; zje na lewo, a nie nasyci się”. Słusznie więc tych, którzy nie umartwiają swych pożądań, kiedy schodzą z prawej drogi, dręczy głód słodkiego ducha, posiadanego przez tych, którzy są po prawicy Bożej, a im się nie udzielającego. Słusznie też, gdy pobiegną na lewą stronę, by nasycić swoje pożądanie jakimś stworzeniem, nie zaspokoją głodu. Pozostawili bowiem to, co jedynie może dać nasycenie, a karmią się tym, co wywołuje jeszcze większy głód.

Jest więc chyba jasne, że pożądania męczą i trudzą duszę.

Rozdział 7

Mówi, jak pożądania dręczą duszę. Na potwierdzenie przytacza porównanie i dowody z Pisma Świętego.

1.Drugi rodzaj szkody „pozytywnej”, jaką wyrządzają duszy pożądania, jest ten, że ją dręczą i trapią. Jest ona wtedy jak niewolnik zakuty w kajdany i nie spocznie, dopóki się z nich nie uwolni. Wyraża to król Dawid (Ps 118, 61): Funes peccatorum circumplexi sunt me; „Więzy moich grzechów, to jest moich pożądań, ścisnęły mnie zewsząd”. Jakież udręczenie i utrapienie cierpi nagi, leżąc na cierniach i kolcach! Podobne udręczenie i utrapienie przechodzi dusza, polegając na swych pożądaniach. One bowiem, jak ciernie, ranią ją, kaleczą i pozostawiają ból nieznośny. Mówi o tym również król Dawid (Ps 117, 12): Circumdederunt me sicut apes, et exarserunt sicut ignis in spinis; „Otoczyły mnie jak pszczoły, kłując mnie swymi żądłami, i rozpaliły się przeciw mnie jak ogień w cierniach”. W cierniach pożądań wzrasta bowiem ogień ucisku i męczarni. I jak oracz dręczy i trapi wołu zaprzęgniętego do pługa ze względu na spodziewane zbiory, tak pożądanie trapi duszę pragnącą osiągnąć to, czego szuka. Widać to na przykładzie Dalili. Pożądanie poznania sekretu siły Samsona tak ją dręczyło i trapiło, że zasłabła śmiertelnie (Sdz 16, 16): Deficit anima eius, et ad mortem usque lassata est[14].

2. Pożądanie im jest silniejsze, tym więcej dręczy duszę. Zatem im większe pożądanie, tym większe udręczenie. I tym więcej udręczenia, im więcej pożądań usidla duszę. I jeszcze w tym życiu doświadcza taka dusza tego, co mówi o Babilonii księga Apokalipsy (18, 7): Quantum glorificavit se, et in deliciis fuit, tantum date illi tormentum et luctum; „Jak bardzo chciała się wywyższyć i nasycić swe pożądanie, tak wiele dajcie jej udręki i ucisków”. Jak człowiek, który wpadł w ręce nieprzyjaciół, musi znosić męczarnie i utrapienia, tak również cierpi dusza, pozwalająca pożądaniom sobą zawładnąć.

Wyobrażenie tego mamy w Księdze Sędziów (16, 21), w historii Samsona. Kiedy ten mocny, wolny mąż i sędzia Izraela popadł w moc swoich nieprzyjaciół, ci pozbawili go siły, wyłupili mu oczy i kazali obracać ciężkie żarna, przy czym go jeszcze dręczyli i trapili. Taki jest smutny los duszy, w której nieprzyjaciele – pożądania – żyją i zwyciężają. Najpierw ją osłabiają, potem oślepiają, potem trapią i męczą, potem przywiązują do młyna pożądliwości sznurami jej własnych pożądań.

3. Pan Bóg, litując się nad tymi duszami, które tak wielkim nakładem sił i swoim kosztem starają się w stworzeniach zaspokoić pragnienie i głód swych pożądań, mówi do nich przez Izajasza (55, 1-2): Omnes sitientes venite ad aquas; et qui non habetis argentum, properate, emite et comedite; venite, emite absque argento vinum et lac. Quare appenditis argentum non in panibus, et laborem vestrum non in saturitate? Wszyscy, którzy odczuwacie pragnienie pożądań, przyjdźcie do wód; wszyscy, którzy nie macie srebra własnej woli i pożądań, pospieszcie. Kupujcie ode mnie i jedzcie. Pójdźcie i kupujcie moje wino i mleko (którym jest pokój i słodycz duchowa) bez srebra własnej woli i nie dając mi za nie żadnej opłaty trudów, jaką dajecie za wasze pożądania. Dlaczegoż dajecie srebro własnej woli za to, co nie jest chlebem, czyli duchem Bożym, a trud nad zaspokojeniem swych pożądań za to, co nie może ich nasycić? Przyjdźcie, słuchając do mnie, a będziecie pożywali dobro, którego pragniecie, i będzie się rozkoszowała obfitością wasza dusza.

4. Dojście do owej obfitości równa się oderwaniu od wszelkich upodobań w stworzeniach. Stworzenia bowiem dręczą, a duch Boży ożywia. Toteż woła nas Boski Zbawca (Mt 11, 28-29), mówiąc: Venite ad me, omnes qui laboratis et onerati estis, et ego reficiam vos, et invenietis requiem animabus vestris. Wszyscy, którzy jesteście udręczeni, utrapieni i obciążeni ciężarem waszych trosk i pożądań, uwolnijcie się od nich i przyjdźcie do mnie. Ja was orzeźwię i znajdziecie dla dusz waszych ten odpoczynek, którego was pozbawiają wasze pożądania. A ciężkie jest ich brzemię, bo mówi o nim Dawid (Ps 57, 5): Sicut onus grave gravatae sunt super me.

Rozdział 8

Mówi o tym, jak pożądania zaciemniają i zaślepiają duszę.

1.Trzecią szkodą, którą wyrządzają duszy pożądania, jest ta, że ją zaślepiają i zaciemniają. Jak mgły i dymy, unoszące się w powietrzu, nie pozwalają jasnym promieniom słonecznym prześwietlić go, jak zwierciadło zasłonięte płótnem nie może odbić oblicza lub zmącona woda odzwierciedlić twarzy przeglądającego się w niej, tak dusza w jarzmie pożądań jest zamroczona w poznawaniu i ani światło naturalnego rozumu, ani blaski nadprzyrodzonej Mądrości Bożej nie mogą jej przeniknąć czy jasno oświecić. Słusznie więc mówi Dawid (Ps 39, 13): Comprehenderunt me iniquitates meae, et non potui, ut viderem; „Ogarnęły mnie nieprawości moje i nie mogłem przejrzeć”.

2. Przez to, że dusza zaciemnia się pod względem poznania, drętwieje w kręgu woli i przytępia się w kręgu pamięci, staje się nieuporządkowana we właściwej sobie działalności. Wola bowiem i pamięć zależne są w swym działaniu od poznawania, gdy więc ono jest zamącone, w następstwie i one będą takie same. Dawid mówi tak (Ps 6, 4): Anima mea turbata est valde. Znaczy to tyle, co powiedzieć: Dusza moja jest nieuporządkowana w swoich władzach. W takim stanie rozum nie jest zdolny odebrać oświecenia mądrością Bożą, podobnie jak zadymionego powietrza nie rozświetlą promienie słoneczne ani wola nie jest zdolna ogarnąć w sobie Boga w czystej miłości, tak jak zwierciadło zasłonięte nie odbija twarzy patrzącego. Ani tym bardziej pamięć zaciemniona mrokami pożądania nie daje się przeniknąć blaskiem obrazu Bożego, tak jak woda zmącona nie może jasno odzwierciedlić twarzy tego, kto w nią patrzy.

3. Pożądanie zaślepia i zaciemnia duszę, gdyż jako takie jest ślepe. Ponieważ samo w sobie nie ma żadnego poznania, dlatego rozum jest dla niego jedynym przewodnikiem. Dlatego ilekroć dusza pozwala się kierować swemu pożądaniu, zaślepia się, gdyż sama, dobrze widząc, każe się prowadzić ślepemu i w rezultacie jest tu jakby dwóch ślepców. Sprawdza się wtedy to, o czym mówi nasz Pan u św. Mateusza (15, 14): Si caecus caeco ducatum praestet, ambo in foveam cadunt; „Jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną”.

Latającej ćmie mało pomogą oczy, jeżeli pożądanie piękności światła zaślepioną unosi ją w ogień. Możemy powiedzieć, że dusza żyjąca pożądaniami jest jak ryba oślepiona światłem, dla której jest ono raczej ciemnością, aby nie widziała niebezpieczeństw zgotowanych jej przez rybaków. Dobrze to wyraża Dawid (Ps 57, 9), mówiąc: Supercedidit ignis, et non viderunt solem. Znaczy to, że spadł na nich ogień palący swym żarem i oślepiający blaskiem. To samo sprawia pożądanie w duszy. Rozpala pożądliwość i oślepia rozum, tak że nie może widzieć swego światła. Przyczyną oślepienia jest to, że stawiając przed oczami inne światło, oślepiamy nim wzrok do tego stopnia, że nie dostrzega innego światła. Podobnie i pożądanie, będąc tak bliskie duszy, że jest właściwie w niej, sprawia, że ona zatrzymuje się na tym świetle i żywi się nim; nie może zatem zobaczyć swojego światła trzeźwego rozumu, dopóki się nie usunie tej oślepiającej przeszkody pożądania.

4. Dlatego godna pożałowania jest nieświadomość niektórych, którzy obciążają się nadzwyczajnymi pokutami i innymi licznymi samowolnymi ćwiczeniami, sądząc, że one wystarczą im do osiągnięcia zjednoczenia z Mądrością Bożą. Nie osiągną tego jednak nigdy, jeżeli nie będą umartwiać swoich pożądań. I gdyby tylko połowę swej pracy zużyli na poskromienie pożądań, postąpiliby więcej w ciągu miesiąca niż dzięki samym ćwiczeniom w ciągu wielu lat. Jak bowiem ziemia leżąca odłogiem nie wyda plonów, lecz chwasty, tak i dusza nie postąpi naprzód bez wykorzenienia pożądań. Trzeba więc powiedzieć, że bez tej pracy nad wyniszczeniem pożądań wszelkie usiłowanie postępu w doskonałości, w poznawaniu Boga i siebie będzie tylko rzucaniem ziarna w niezaoraną ziemię. Nie opuszczą więc duszy mrok i tępota, dopóki nie zostanie zduszony ogień pożądań. Są one jak katarakta albo pyłek w oku, przeszkadzając mu, dopóki się ich nie usunie.

5. Dlatego Dawid (Ps 57, 10), widząc tego rodzaju ślepotę dusz, które tak bardzo przeszkadzają sobie w oglądaniu blasku prawdy i na które tak bardzo gniewa się Bóg, mówi do nich: Priusquam intelligerent spinae vestrae rhamnum: sicut viventes, sic in ira absorbet eos. Innymi słowy: „Zanim zrozumieją wasze ciernie, to jest wasze pożądania, zniszczy je Bóg w swoim gniewie”. Zanim bowiem żyjące w duszy pożądania poznają Boga, zniszczy je On, w tym albo przyszłym życiu, karą i cierpieniem oczyszczenia. Mówi, że Bóg wyniszczy je w gniewie, ponieważ to, co się cierpi w umartwianiu pożądań, jest karą za spustoszenie, jakie one wyrządziły w duszy.

6. O, gdyby ludzie wiedzieli, jakich skarbów światła Bożego pozbawia ich ta ślepota, będąca skutkiem ich skłonności uczuciowych i pożądań, oraz ile złego i szkód odnoszą codziennie przez to, że ich nie umartwiają! Dlatego nie powinni ufać ani bystremu rozumowi, ani darom otrzymanym od Boga, ale pamiętać, że jeśli żywią skłonności uczuciowe i pożądania, będą w dalszym ciągu zaciemnieni i zaślepieni, a skończy się na tym, że będą wpadać powoli w coraz to większe zło. Któż by to bowiem przypuścił, że człowiek tak mądry jak Salomon, który tyle dobra otrzymał od Boga – przyjdzie do takiej ślepoty i osłabienia woli, że w starości będzie stawiał ołtarze bożkom i składał im ofiary (1 Krl 11, 4-8)? Wystarczyła do tego niska skłonność, jaką żywił do kobiet, oraz brak starania o umartwienie pożądań i rozkoszy swego serca. Sam mówi w Księdze Koheleta (2, 10), że niczego nie odmówił pragnieniom swego serca. I tak się oddał swoim pożądaniom, że chociaż prawdą jest, iż z początku był umiarkowany, to w miarę jak im pobłażał, zaślepiały go, przysłaniały zdrowy rozsądek i zgasiły w nim w końcu wielkie światło mądrości dane mu przez Boga, tak iż Boga na starość opuścił.

7. I jeżeli nieopanowanie pożądania do takiego upadku doprowadziło człowieka, tak dobrze znającego przepaść między złem a dobrem, do czegóż mogą doprowadzić nas słabych? Przecież jak mówi Bóg do proroka Jonasza (4, 11) o mieszkańcach Niniwy, my nie odróżniamy między prawicą a lewicą, ponieważ na każdym kroku z powodu niedołęstwa poznania uważamy zło za dobro, a dobro za zło. A cóż dopiero będzie, jeżeli mroki naturalnej słabości zwiększą jeszcze pożądania? Spełni się to, o czym mówi prorok Izajasz (59, 10): Palpavimus sicut caeci parietem, et quasi absque oculis attrectavimus; impegimus meridie, quasi in tenebris; „Dotykaliśmy ścianę jak ślepi i jak bez oczu potykaliśmy się; potykaliśmy się w południe jak w ciemności”. Mówi tu prorok o tych, co idą za swymi pożądaniami. Ten bowiem, kto zaślepiony jest pożądaniem, chociaż będzie stał w blasku prawdy, będzie widział tylko tyle, ile widziałby w mrokach.

1 Według kodeksu z Alcaudete (Jaén) w Archivo Silveriano w Burgos, nr 13. Uzupełnienia braków tekstu w tym kodeksie zaczerpnięte zostały z pierwodruku (Alcalá 1618).

2 Warto na tym miejscu zauważyć, że Jan od Krzyża podaje niekiedy plan pracy, coś zapowiada, co w toku pisania ulega pewnej modyfikacji.

3Drogę na Górę Karmel napisał św. Jan od Krzyża głównie na prośbę karmelitanek bosych w Grenadzie, których w latach 1582-1588 był spowiednikiem.

4 Terminem tłumaczonym jako pożądanie, a używanym niezmiernie często przez św. Jana od Krzyża, jest wyraz apetito. W XVI w. był on rzadko stosowany poza filozofią i teologią. Podczas gdy w filozofii scholastycznej oznaczał prosty i naturalny impuls władzy pożądawczej w kierunku dobra poznanego, to Jan od Krzyża stosuje go w znaczeniu tylko pewnej grupy aktów władzy pożądawczej, niezupełnie zgodnej z rozumem i porządkiem moralnym.

5 Części pierwsza, druga i trzecia to księgi pierwsza, druga i trzecia Drogi na Górę Karmel. Czwartej księgi św. Jan nie napisał. Natomiast uzupełnia Drogę na Górę Karmel następne dzieło Świętego: Noc ciemna. Oba dzieła są ze sobą ściśle powiązane. W ten sposób powstał dyptyk składający się z Drogi na Górę Karmel i Nocy ciemnej.

6 Wyrazu tego nie ma w kodeksach hiszpańskich, dodają go jednak zarówno wydawcy, jak i tłumacze.

7 Ideę-obraz ciała jako „więzienia” duszy spotyka się w filozofii starożytnej, np. platońskiej. Została ona przyswojona przez chrześcijańską duchowość, np. przez św. Augustyna w Contra academicos, 1, 3, 3 (PL 32, 910). Św. Jan od Krzyża posługuje się nią tutaj i w innych miejscach swoich pism (DGK II, 8, 4; NC II, 1, 1; PD 18, 1) jako porównaniem przyporządkowanym alegorii nocy ciemnej.

8 Dosłownie: voluntad, czyli wola mająca upodobanie w rzeczach tego świata.

9 Tę zasadę filozofii arystotelesowsko-tomistycznej włącza św. Jan od Krzyża w podstawy swojej doktryny i często na nią będzie się powoływał (np. DGK I, 6, 1 i 3; NC II, 5, 4; 9, 2; PD 11, 11). Formuła ta występuje u Arystotelesa w dziele De sensu et sensato, 8, zaś w komentarzu św. Tomasza In Aristotelis libros „De sensu et sensato”, lectio 18, n. 265 (Mediolani – Romae 1973, s. 76n.).

10Liber soliloquiorum animae ad Deum, z którego zaczerpnął św. Jan od Krzyża powyższy cytat (por. PL 40, 866), był traktatem mylnie przypisywanym św. Augustynowi.

11 Użyto tutaj słowa llagar, które wyraża w terminologii medycznej pokrywanie się ciała wrzodami, ranami.

12 Zasadę tę przejął św. Jan od Krzyża również z filozofii arystotelesowsko-tomistycznej. Por. Aristoteles, De anima 3, 4; S. Thomae Aquinatis, In librum primum Aristotelis „De generatione et corruptione” expositio, lect. VII, n. 57 (Romae 1952, s. 348); Summa theol