Długie spacery nad Olzą - Jerzy Kronhold - ebook

Długie spacery nad Olzą ebook

Jerzy Kronhold

0,0
14,90 zł

lub
Opis

Kolejny, oczekiwany tom doskonałych wierszy cieszyńskiego poety. Poezja najwyżej próby, świetna liryka refleksyjna. Dyskretny, skłaniający do refleksji dykcjonarz norm służących życiu wolnemu od przymusów i stadnych zależności.

„Wyobraźcie sobie, że ta cienka książeczka to gruba powieść pełna barwnych kamyków pamięci przemyconych z lat młodości w dzisiejsze mroczne czasy. Chciałoby się powiedzieć – jest w niej cały świat. Ale autor ujął to lepiej: „Przepisuję świat do zeszytu”. Tak naprawdę ta gruba powieść to zaledwie kilkadziesiąt prześlicznej urody wierszy, wyrafinowanych i prostych jak japońskie drzeworyty. Kronhold był zawsze świetnym poetą, ale ten tomik dowodzi, że świetność to wciąż za mało”.

Tadeusz Nyczek

„Jak się pisze poetycką autobiografię na biegu wstecznym? Tak jak Jerzy Kronhold – zaczyna się od przepisywania świata, przy czym zwraca się uwagę na detale i rekonstruuje kosmos złożony z przylądka beznadziei, tęczy po deszczu, fiołków na obrazie Maneta, wspomnień miłosnych, spacerów po Cieszynie, a potem dodaje do tego biograficzne szczegóły, cień ojca, czas debiutu w krakowskiej grupie „Teraz” i wmontowuje w całość obrazki ze współczesności zagrożonej totalitarną przemocą. Jeśli ktoś powiedział kiedyś, że Nowa Fala wraca do morza, to te wiersze dowodzą, że znów dobija do brzegu, być może donośniej niż dawniej”.

Leszek Szaruga

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 23




Opieka redakcyjna: EWELINA KOROSTYŃSKA
Redakcja: KRZYSZTOF LISOWSKI
Korekta: ANNA DOBOSZ, ANNA RUDNICKA, ANETA TKACZYK
Projekt okładki i stron tytułowych: MAREK PAWŁOWSKI
Na okładce wykorzystano obraz Zbigniewa Bielawki
Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ
© Copyright by Jerzy Kronhold © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2020
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-08-07219-6
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków tel. (+48 12) 619 27 70 fax. (+48 12) 430 00 96 bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 e-mail: [email protected] Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Grążele

Gdy przyjeżdżałem do niej starą rozklekotaną damką,

żeby zobaczyć, jak fruwa w laboratorium

w białym kitlu, wśród próbówek, menzurek

i kolb różnego rodzaju,

żeby objąć ją wpół,

przy okazji zatrzymywałem się na zewnątrz,

blisko krawędzi betonowej niecki, służącej

za basen na wypadek pożaru,

w której pływały żółte grążele

i różowe karasie,

tak piękne, że je też chciałem

objąć i pocałować.

Długie spacery nad Olzą

Zacznij prawym brzegiem

jak Julian Przyboś,

gdy był młody i zakochał się

w Marzenie Skotnicównie,

zacznij od mostu, który teraz łączy

opadający w dół kanion ulicy Głębokiej

z prostą równiutką Saską Kępą

po czeskiej stronie,

idź niespiesznie wzdłuż fosy,

okrążającej zamek, podziwiaj

skaliste progi przecinające rzekę,

podziwiaj jesiony,

które jeszcze tam stoją

koło kortów tenisowych

i są jak stare konfesjonały pełne

zwierzeń,

są jak przechowalnie

z walizkami, do których nikt nie chce

zajrzeć, bo trzeba by zmówić kadisz,

wiele zim, wiele nut upchnięto w ich słojach,

jak w rowkach płyt długogrających

zapisane zostały wędrówki

z ukochanymi psami

i z maleńką dziewczynką, którą przyniósł

wiatr do naszego domu

jak listek mięty,

i zapisały się twoje rękawiczki ze skóry renifera,

które zgubiłaś na odcinku między szklarnią

a kominem elektrociepłowni,

a to, co się nie zapisało, tego nie ma

i nie ma pewności, że kiedykolwiek było,

wejdź więc na most kolejowy

kierujący pociągi w głąb Moraw,

omiń rzeźnię, pamiętaj, że czeskie świnie

kwiczą tak samo jak polskie,

zatocz koło

i wróć lewym brzegiem

do śródmieścia.

Bez passe-partout

Mój ojciec, tak mało o nim wiem,

mógł zostać malarzem, ale wyszło inaczej

wojenka, leguny, szczypiorniak i hazard.

Jego cudem ocalały rysunek

– elewacja katedry w Brunszwiku –

wykonany w niewoli w przejściowym obozie,

zapamiętałem jak widmo we śnie,

cztery rozety, jubilerska dokładność,

jak laubzegą wycięte gotyckie koronki.

Przypuszczam,

że go wypuszczali i mógł z bliska podziwiać

relikwie Welfów, grób Henryka Lwa?

Wisiał w cienkiej ramce za szkłem bez passe-partout

na Puławskiej w ciasnym mieszkaniu

moich wesołych ciotek (wciąż mylą mi się

ich imiona i daty urodzin),

w ciemnym przedpokoju nad szafą,

gdzie piętrzyły się przeczytane kryminały

Agathy Christie i Simenona,

krok od Belwederu i kościoła garnizonowego,

w którym jego pułkowy kolega

grywał dla hecy na organach

słynne fokstroty w rodzaju Stardust.

Ciekawe jakby się potoczyło,

gdyby wybrał malarstwo

zamiast Bellony. Czy zostałby futurystą,

czy batalistą na wzór Kossaka i Styki?

Pytania bez sensu, nie mówił zbyt wiele,

raczej strzegł swych kolorów.

Kawki

W stolicy wiatrów w Wygwizdowie

nad głowami fruwają śmieci,

są też inne atrakcje,

walki kogutów w stodole

i mniej gorszące

przy zarosłych torach, w domenie perzu

w strefie wolnej od LGBT tam,

gdzie ucztują kawki klan zbójecki.

Spójrz, oto właśnie

patroszą padlinę, rozłupują orzechy,

czyszczą rewir, zostawiając wypluwki.

Bezwzględne. O tak! I gorliwe!

W czarnych mundurach,

jak okrutnik Torquemada

i jego naśladowcy

upiory z Waffen-SS.

Jeden dzień pieszo

Nie szukaj natchnień

w ogrodzie botanicznym

ani w zburzonej synagodze,

ani w Prado.

Polub spóźnienia,

naucz się fruwać

we śnie,

zostaw samochód,

kluczyki wrzuć do rzeki,

nie oglądaj TV

i nie kupuj gazet,

wyłącz telefon,

przeżyj jeden dzień

pieszo, bez gniewu

i nienawiści,

słuchaj trzcin,

bądź uczniem rzekotki

i minstrela

spod mostu,

zerwij jabłko,

złap wiatr

za kołnierz,

okryj się deszczem,

włóż garnek

dziurawy na głowę

i rządź!

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki