43,99 zł
Wielki Garc, wieś na Pomorzu. Niedzielna msza przed wyborami do parlamentu. Proboszcz Wojciech ogłasza tryumfalnie z ambony: „Mamy to! 441 tysięcy złotych z Rządowego Programu Odbudowy Zabytków. Dzięki posłowi Kazimierzowi Smolińskiemu. Jeśli PiS wygra, będą kolejne dotacje – na dach”.
Tak wygląda sojusz tronu z ołtarzem w praktyce. A to tylko jeden z licznych przykładów.
Dziennikarze Paweł Czernich i Dawid Serafin brawurowo udowadniają, że uchwalenie konstytucji, która teoretycznie oddzieliła instytucje państwa i Kościoła, nie przełożyło się na rzeczywistość. Nie tylko na wsiach, ale także w dużych miastach, takich jak Kraków, których władze sprzedają Kościołowi katolickiemu nieruchomości po zaniżonych, a często symbolicznych cenach.
Autorzy przytaczają wypowiedzi księży o „potrzebie świadectwa”, jakim jest według nich głosowanie na polityków konkretnych partii: od prawicy przez centrum po lewicę.
W tej książce nic nie jest abstrakcyjną debatą o rozdziale Kościoła od państwa – to historia transakcji, konkretnych przysług i dużych pieniędzy. Dziennikarze śledzą, jakimi ścieżkami płynęły dotacje z ministerstw na plebanie. Wyciągają na światło dzienne zamiatane pod dywan afery. Zadają politykom i duchownym niewygodne pytania. Docierają do zakulisowych informacji. Pokazują Polskę, w której wójt wie, że bez poparcia księdza nie ma szans na drugą kadencję, a biskup decyduje o lokalnych inwestycjach.
„Co łaska” obnaża mechanizmy, które od lat łączą politykę i religię w jeden system zależności. To pierwsza książka, która opisuje sojusz polskiej władzy z Kościołem. Szokuje i zostaje z czytelnikiem na długo.
To opowieść o kraju, w którym wiara miesza się z interesem, a ludzie – zamiast pytać o Boga – coraz częściej pytają „ile to kosztuje?”. I co konkretnie znaczy „co łaska”.
Paweł Czernich – dziennikarz śledczy związany z Onetem od 2018 r. Przez kilka lat razem z Dawidem Serafinem opisywał nieprawidłowości w Lasach Państwowych, czego skutkiem była m.in. dymisja Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych. W 2024 r. ujawnił mobbing w redakcji radia RMF FM i opisał skandaliczne traktowanie dziennikarzy przez przełożonych.
Dawid Serafin – dziennikarz śledczy związany z redakcją Interii. Wcześniej pracował m.in. w Onecie i „Gazecie Krakowskiej”. Jeden z twórców popularnego na YouTube kanału „Polskie Archiwum X”. Wielokrotnie nagradzany za pracę dziennikarską: jest m.in. laureatem nagrody Mediator w kategorii „Torpeda”, czterokrotnym laureatem Nagrody Dziennikarzy Małopolski oraz zdobywcą wyróżnienia w konkursie o Polsko-Niemiecką Nagrodzę Dziennikarską im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż multimedialny „Wysychamy”. Był również nominowany do nagrody Grand Press (dwukrotnie) i do Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej za reportaż „Bałtyk”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 219
Data ważności licencji: 2/11/2031
Copyright © by Paweł Czernich, Dawid Serafin
Copyright © for this edition by Wydawnictwo Otwarte 2026
Opieka wydawnicza: Michał Misiorek
Redakcja tekstu: Michał Lewko
Adiustacja i korekta: d2d.pl
Promocja i marketing: Martyna Dziadek
Projekt okładki: Małgorzata Drabina
ISBN 978-83-8399-531-1
www.otwarte.eu
Wydawnictwo Otwarte sp. z o.o. ul. Smolki 5/302 30-513 Kraków
Wydanie I, 2026
Dystrybucja: SIW Znak. Zapraszamy na www.znak.com.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotowała Katarzyna Ossowska
Lipiec 1993 roku. Wygrzebująca się z postkomunistycznej transformacji Polska podpisuje konkordat z Watykanem. To historyczny moment, pierwsza taka umowa państwa z byłego bloku wschodniego ze Stolicą Apostolską. Dokument, owoc długich negocjacji, zawiera kluczowe zdanie: „Państwo i Kościół Katolicki są – każde w swojej dziedzinie – niezależne i autonomiczne oraz zobowiązują się do pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach i we współdziałaniu dla rozwoju człowieka”.
Od tego czasu minęły już trzydzieści dwa lata. Teoretycznie wszystko jest jasne: obowiązuje rozdzielność władzy świeckiej i kościelnej. A jednak niczym refren starej piosenki powraca hasło: „oddzielić państwo od Kościoła”. Słyszymy je w mediach, na wiecach, w sejmowych kuluarach. W 2022 roku, kilkanaście miesięcy przed parlamentarną kampanią wyborczą, Donald Tusk, szef Platformy Obywatelskiej, grzmiał w Stargardzie: „Nie ma innej drogi niż jednoznaczne przeprowadzenie procesu oddzielenia Kościoła od państwa natychmiast po wygranych przez PO wyborach”1. Obiecał likwidację Funduszu Kościelnego, symbolu finansowych powiązań Kościoła i państwa. Wybory wygrała koalicja kilku partii pod wodzą Tuska, a w projekcie budżetu na 2025 rok fundusz i tak sięgnął rekordowej kwoty 275 milionów złotych.
Pytanie wraca więc ze zdwojoną siłą: co właściwie ma oznaczać to mityczne „oddzielenie”? W idealnym założeniu chodzi o świeckość państwa, zupełną, niczym niezmąconą. Ale nie żyjemy w utopii. Oddzielenie zakłada, że coś jest złączone. I tu zaczyna się nasze dziennikarskie działanie. Jak wygląda to złączenie? Czy da się je przeciąć jednym ruchem? Gdzie ma przebiegać granica tego rozdziału?
Weźmy Caritas. Katolicka organizacja, największa pomocowa siła w kraju. Z jednej strony realizuje misję zgodną z katolicką doktryną: pomaga potrzebującym. Z drugiej – wyręcza państwo, które powinno dbać o swoich obywateli. Bezdomni dostają zupę od Caritasu, a nie od państwa. Samotne matki często szukają wsparcia w kościelnych ośrodkach, a nie urzędach. Czy to normalne? Czy tak to powinno wyglądać? Na te pytania nie tak łatwo udzielić odpowiedzi.
Te i inne wątpliwości zachęcają nas do dziennikarskiej podróży. Nie tylko w przestrzeni – od sejmowych kuluarów po zapomniane przez Boga wsie – ale i w czasie. Bo aby zrozumieć to, z czym borykamy się dzisiaj, musimy zanurzyć się w przeszłości. Cofnąć do czasów, gdy ksiądz był jedynym autorytetem we wsi, a kościół – centrum życia społecznego.
Likwidacja Funduszu Kościelnego? To wydaje się proste. Cięcie nożem. Ale im dalej od Warszawy, im bliżej powiatowych dróg, tym bardziej sprawa się komplikuje. Jak oddzielić Kościół od państwa, gdy w małej wsi salka katechetyczna jest jedynym miejscem, w którym mogą spotykać się kobiety z Koła Gospodyń Wiejskich, harcerze uczą się patriotyzmu, a młodzież ma szansę na kontakty z rówieśnikami?
W naszej reporterskiej podróży wybraliśmy się na przykład do Myślenic. To miasto jak z pocztówki: rynek, kościół, wokół góry. I wyjątkowe także pod kątem kultu religijnego, bo zostało zawierzone Matce Bożej przez samego nuncjusza apostolskiego.
– To nie była decyzja podjęta pod wpływem impulsu – mówi nam burmistrz.
Takich miejsc na mapie Polski jest łącznie czternaście.
– W takich miejscach jak Podlasie czy małych wsiach rozrzuconych po Polsce ksiądz nadal należy do najważniejszych osób – mówi jeden z naszych rozmówców. I wskazuje na baner wyborczy wiszący na kościelnym płocie.
W Sejnach nikogo to nie dziwi, tak samo jak to, że jeden z podlaskich duchownych przez lata dzięki przychylności Lasów Państwowych mógł zasilić swoją fundację setkami tysięcy złotych. Nie dla siebie, dla Boga. W ten sposób na skraju Puszczy Białowieskiej powstało centrum modlitewne.
Na drugim krańcu Polski, w Beskidach, osiadł ksiądz Piotr Natanek, budujący od lat w okolicy Suchej Beskidzkiej średniowieczną twierdzę, którą dla niepoznaki nazwał pustelnią. I nawet ostra reakcja władz kościelnych nie zachwiała jego relacjami z lokalnym samorządem, który specjalnie dla niego zaczął zmieniać plan zagospodarowania przestrzennego. Rzecz jasna za drobną ofiarę, która trafiła na konta urzędu.
Ksiądz Marek z południa Polski mówi wprost:
– Nie ma się co oszukiwać, w takiej miejscowości jak nasza ogłoszenia parafialne są najlepszą formą komunikacji.
A lokalni politycy chętnie z tej formy korzystają, bo w wielu miasteczkach głos księdza „wciąż ma decydującą moc”.
Jednak myli się ten, kto uważa, że dominacja księży dotyczy tylko małych ośrodków. Że dużym miastom to nie grozi. Wystarczy spojrzeć na Kraków, gdzie przez lata relacje między kardynałem Stanisławem Dziwiszem a lokalną władzą układały się znakomicie. Do tego stopnia, że strona kościelna mogła kupić atrakcyjną działkę za 68 tysięcy złotych, choć jej wartość rynkowa wynosiła kilka milionów. A to tylko przykład jeden z wielu.
Gdy w 1945 roku komuniści przejęli władzę w Polsce, snuli wizję państwa bez Boga. Ten obraz wcale jednak nie był tak jednoznaczny. Przecież nie kto inny jak twardogłowy prezydent Krajowej Rady Narodowej Bolesław Bierut brał udział w uroczystościach ku czci Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, odbywających się w warszawskim kościele Karmelitów. Nie chcemy narzucać gotowych odpowiedzi na pytania o rolę Kościoła w polskim życiu publicznym. Zależy nam na pokazaniu, jak zmieniło się zaangażowanie księży w politykę i zarazem polityków w życie kościelne. Przypomnimy czasy komuny i siermiężnych lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, gdy politycy prowadzili kampanie wyborcze z kościelnej ambony. Opowiemy też o zdarzeniach z XXI wieku, gdy coraz większa część opinii publicznej zaczęła krytykować sojusz tronu z ołtarzem.
Ta książka to próba uchwycenia różnych momentów z historii relacji państwa i Kościoła. To opowieści, które same w sobie znaczą niewiele, jednak zestawione tworzą pełniejszy obraz. Nie zamierzamy koncentrować się na skandalach obyczajowych, które targają kościelną hierarchią. Nie uważamy, aby były to tematy nieistotne – wręcz przeciwnie. Są naszym zdaniem zbyt ważne, by umieszczać je w kontekście gry politycznej. Powstało już wiele (i zapewne powstanie więcej) znakomitych książek i artykułów dziennikarzy, którzy tropią afery obyczajowe polskiego kleru.
Skupiliśmy się zarówno na małej, jak i dużej polityce. Często bowiem urzędnicy państwowi mimo formalnego rozdziału państwa od Kościoła muszą negocjować swoje decyzje z duchownymi. Zmienia się tylko scenografia. Raz jest to pokój w niewielkim urzędzie gminy, raz – gabinet w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Ta współpraca zachodzi niemal wszędzie, choć od lat pozostaje nieuregulowana. Opisuje się ją sporadycznie i punktowo.
Na czym miałby zatem polegać tak często postulowany rozdział państwa od Kościoła? Może to jedynie zgrabna teoria, która od czasu do czasu podsuwana jest w bieżącej rozgrywce politycznej? Czy naprawdę mamy do czynienia z siecią gęstych powiązań i zależności, która spowija od dekad Polskę i której nie da rady przeciąć jedną decyzją polityczną?
I pytanie najważniejsze: czy rozdział tronu i ołtarza jest w ogóle możliwy?
Nie chcemy, aby Kościół zajmował się polityką. Tak wynika z sondażu przeprowadzonego dla serwisu ciekaweliczby.pl2. 82 procent ankietowanych uznało, że Kościół powinien zachować polityczną neutralność. W tej samej ankiecie 67 procent respondentów stwierdziło, że Kościół w Polsce zbyt mocno angażuje się w politykę. Nie chcemy i nie lubimy księży polityków. A co na ten temat mówi prawo?
W polskim prawie nie ma zapisów, które zabraniałyby księżom angażowania się politycznie czy sprawowania funkcji publicznych. Konstytucja gwarantuje bezstronność państwa w sprawach religijnych i zapewnia duchownym tak jak wszystkim obywatelom wolność sumienia i wyznawania religii, a także swobodę wyrażania swoich przekonań.
Przez setki lat księża uczestniczyli w życiu publicznym i uznawano to za coś zupełnie naturalnego. Nie inaczej było nad Wisłą. Na przykład biskup Stanisław Ciołek pełnił funkcję sekretarza i podkanclerzego króla Władysława Jagiełły. W czasach demokracji szlacheckiej prymas Polski jako interrex zastępował władcę w okresie bezkrólewia. Ksiądz generał Stanisław Brzóska dowodził jednym z najdłużej walczących oddziałów w czasie powstania styczniowego. W II Rzeczpospolitej duchowni zasiadali w parlamencie, a po wybuchu II wojny światowej niektórzy bywali nawet ministrami rządu na uchodźstwie.
Polityczną aktywność księży ograniczono dopiero podczas II soboru watykańskiego. Jednym z najważniejszych dokumentów opracowanych podczas jego obrad była Konstytucja duszpasterska Gaudium et spes.O Kościele w świecie współczesnym, opublikowana w 1965 roku. W jej zapisach znajdujemy ustępy, które jednoznacznie rozstrzygają zasady rozdziału władzy świeckiej i hierarchii kościelnej: „Kościół, który z racji swego zadania i kompetencji w żaden sposób nie utożsamia się ze wspólnotą polityczną ani nie wiąże się z żadnym systemem politycznym, jest zarazem znakiem i zabezpieczeniem transcendentnego charakteru osoby ludzkiej. Wspólnota polityczna i Kościół są w swoich dziedzinach od siebie niezależne i autonomiczne. Ci bowiem, którzy poświęcają się posłudze słowa Bożego, powinni korzystać z dróg i pomocy właściwych Ewangelii, które pod wieloma względami różnią się od środków stosowanych przez państwo ziemskie […] Kościół posługuje się rzeczami doczesnymi w stopniu, w jakim wymaga ich właściwe mu posłannictwo. Nie pokłada jednak swoich nadziei w przywilejach ofiarowanych mu przez władzę państwową; co więcej, wyrzeknie się korzystania z pewnych praw legalnie nabytych, skoro się okaże, że korzystanie z nich podważa szczerość jego świadectwa albo że nowe warunki życia domagają się innego układu stosunków”3.
Te zapisy uregulowały kwestię obejmowania świeckich urzędów przez księży, de facto pozbawiając ich biernego prawa wyborczego. Nie oznaczały jednak całkowitego zakazu wypowiadania się na tematy polityczne. W tym samym dokumencie czytamy bowiem: „Kościół winien mieć jednak zawsze i wszędzie prawdziwą swobodę w głoszeniu wiary, w uczeniu swojej nauki społecznej, w spełnianiu nieskrępowanie wśród ludzi swego zadania, a także w wydawaniu oceny moralnej nawet w kwestiach dotyczących spraw politycznych, kiedy domagają się tego podstawowe prawa osoby lub zbawienie dusz, stosując wszystkie i wyłącznie te środki, które zgodne są z Ewangelią i dobrem powszechnym według różnorodności czasu i warunków”4.
Prawo kanoniczne obecnie jednoznacznie zabrania księżom pełnienia funkcji, „z którymi łączy się udział w wykonywaniu władzy świeckiej”5. Kanon 287 par. 2 stanowi, że kapłani również „nie mogą brać czynnego udziału w partiach politycznych ani w kierowaniu związkami zawodowymi, chyba że – zdaniem właściwej władzy kościelnej – będzie wymagała tego obrona praw Kościoła albo promowanie dobra wspólnego”.
Kodeks prawa kanonicznego odradza również księżom wchodzenie w skład rozmaitych stowarzyszeń: „Duchowni powinni powstrzymać się od zakładania albo przynależności do stowarzyszeń, których cel albo działalność nie dadzą się pogodzić z obowiązkami właściwymi stanowi duchownemu lub mogłyby przeszkadzać w sumiennym wypełnianiu zadania zleconego im przez właściwą władzę kościelną”6.
O ile księżom nie zalecano angażowania się w politykę, o tyle zaczęto zachęcać do tego wiernych świeckich. Zasady uczestnictwa katolików w życiu publicznym stały się tematem kilku kolejnych watykańskich dokumentów. W 1971 roku papież Paweł VI opublikował list apostolski Octogesima adveniens, w którym określił politykę jako „jedną z najwyższych form miłości”. „Polityka jest sposobem trudnym – zresztą nie jedynym – wykonania chrześcijańskiego obowiązku służby drugim. Nie mogąc rozwiązać od razu wszelkich problemów – polityka usiłuje proponować sposoby ułożenia stosunków między ludźmi. Zakres jej działania jest obszerny i bardzo złożony, ale nie może ona zmierzać do wyłączności. Postawa zaborcza państwa dążącego do ogarnięcia wszystkiego kryje wielkie niebezpieczeństwo. Dlatego chrześcijanie, którzy zamierzają wziąć czynny udział w działalności politycznej, uznając autonomię polityki, będą się starać, by ich dążenia były zgodne z wymaganiami Ewangelii oraz by w ramach uprawnionego pluralizmu instytucji i opinii dać osobiste i zbiorowe świadectwo prawdziwości i szczerości swej wiary poprzez skuteczne i bezinteresowne służenie ludziom”7–czytamy w dokumencie.
Do uczestnictwa świeckich członków Kościoła w życiu publicznym wzywał też Jan Paweł II. Papież Polak w adhortacji apostolskiej Christifideles laici apelował do katolików, aby nie rezygnowali ze swoich praw politycznych:
„[…] oskarżenia o karierowiczostwo, o kult władzy, egoizm i korupcję, które nierzadko są kierowane pod adresem ludzi wchodzących w skład parlamentu, klasy panującej czy partii politycznej, ani dość rozpowszechniony pogląd, że polityka musi być terenem moralnego zagrożenia, bynajmniej nie usprawiedliwiają sceptycyzmu i nieobecności chrześcijan w sprawach publicznych”.
Również papież Franciszek wypowiedział się na temat roli Kościoła w polityce. W rozmowie, którą przeprowadził z nim francuski socjolog Dominique Wolton, przywódca Kościoła stwierdził, że „duszpasterstwo nie może nie być polityczne”. W dalszej części papież dokonał podziału na „małą politykę”, czyli „politykę partyjną, stronniczą”, i „wielką politykę”, która jest „zorientowana na wspólne dobro wszystkich”8.
Nauczanie kolejnych papieży pozwoliło duchownym na zabieranie głosu w sprawach politycznych, ograniczając jednak to prawo do wyjątkowych sytuacji, gdy zagrożona jest wolność i godność człowieka. Problem w tym, że niemal każdy ksiądz sam decyduje, która sytuacja jest wyjątkowa, a wierni różnie te decyzje oceniają. Krytyczne wobec komunistów kazania prymasa Stefana Wyszyńskiego były przez większą część społeczeństwa pochwalane i oczekiwane. Słowa arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, według którego „mamy obowiązek dziękować Bogu za braci Kaczyńskich”9, wywołują oburzenie wśród wszystkich, którzy nie są zwolennikami Prawa i Sprawiedliwości.
Słuchając kazań polskich duchownych, nie sposób nie zauważyć ogromnego wpływu pontyfikatu Jana Pawła II, który z oczywistych względów jest dla Kościoła w Polsce szczególnie ważnym autorytetem. Wielu księży przywołuje słowa papieża Polaka, który w 1991 roku w Kielcach wygłosił bardzo emocjonalne kazanie, poświęcone między innymi kryzysowi polskich rodzin. Odchodząc od przygotowanego wcześniej przemówienia, Karol Wojtyła, podniósłszy nieco głos, wypowiedział słowa, które przeszły do historii: „Może dlatego mówię tak, jak mówię, ponieważ to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć!”.
Ta wypowiedź stała się swoistą wyrocznią dla licznych polskich duchownych, którzy niekiedy przekraczając granice neutralności, wierzyli, że postępują zgodnie z naukami Jana Pawła II.
Niektórzy z kapłanów idą o krok dalej, porównując dzisiejszych rozpolitykowanych duchownych do księdza Piotra Skargi. Ksiądz Adam Galek, wieloletni kapelan Polonii w Chicago, tłumaczył to na łamach tygodnika „Niedziela”: „Bywa, że nawet osoby zatroskane o dobro Kościoła ulegają propagandzie jego wrogów. Podobnie mówili w XVI wieku na kaznodzieję królewskiego ks. Piotra Skargę. W słynnych Kazaniach sejmowych, wydrukowanych w 1597 r., wytykał on egoizm i zachłanność ówczesnej szlachcie i magnaterii. Czytając Kazania, trudno nie zauważyć podobieństwa do czasów nam współczesnych. Ks. Piotr Skarga wytykał kradzież dobra publicznego, lichwę i złe nabywanie majętności, powolny wymiar sprawiedliwości. Dokładnie to samo czyni przecież dzisiaj Kościół – piętnuje zło. Wielu dotkniętych wówczas słowami kaznodziei nazywało Skargę wichrzycielem. Nie słuchano jego ostrzeżeń, a jego prognozy co do przyszłości okazały się, niestety, trafne. Ks. Piotra Skargę doceniono dopiero w XIX wieku, ale do dzisiaj pokutuje w społeczeństwie przekonanie, że Kościół w swej działalności pastoralnej powinien zacieśniać się do dziedziny ściśle religijnej”10.
O prawie do posiadania poglądów politycznych przez księży mówił również polski episkopat. W Wielki Czwartek w 2016 roku biskupi napisali w liście do kapłanów: „[…] każda publiczna aktywność księdza wymaga roztropnego odróżnienia polityki jako troski o dobro wspólne od zaangażowania w konkretne polityczne projekty. Rezygnujemy z tej ostatniej aktywności w imię pierwszeństwa naszej kościelnej misji. Bezpośredni udział w bieżącej polityce pozostaje domeną katolików świeckich. Niemniej jednak posłannictwo księdza jest uniwersalne, czyli skierowane do każdej strony politycznego sporu. Dla nas każdy człowiek jest przede wszystkim umiłowanym dzieckiem Boga. Pamiętajmy, że zadaniem duszpasterzy jest przede wszystkim budzenie sumień i ich formowanie” 11.
Polscy hierarchowie mają dużo wyrozumiałości dla podlegających im księży, ale niekiedy muszą stanowczo zainterweniować. Tak było w 2006 roku, gdy ojciec Tadeusz Burzyca, proboszcz parafii Jana Ewangelisty w Długoborze, został radnym gminy Płoskinia. Duchowny od dawna cieszył się opinią społecznika. Skończył nawet studia podyplomowe w dziedzinie zarządzania funduszami unijnymi. Do kandydowania został namówiony przez parafian. Kiedy uzyskał mandat, sprawą zainteresowały się media z całego kraju.
„Gdy się przychodzi do urzędu jako zwykły ksiądz, to patrzą inaczej, niż gdy się przychodzi jako radny. Inaczej się rozmawia, gdy ma się autorytet proboszcza, a inaczej, gdy dodatkowo wiadomo, że ma człowiek mandat społeczny, że ludzie go wybrali, żeby w ich imieniu działał”12–tłumaczył w rozmowie z „Gościem Niedzielnym” radny w sutannie.
Gdy o sprawie dowiedziała się kuria w Olsztynie, zażądała od Polskiej Prowincji Zgromadzenia Słowa Bożego, aby zdyscyplinowała księdza werbistę. Ojciec Burzyca został wezwany przed oblicze prowincjała, który nakłonił go do zrzeczenia się mandatu. Proboszcz przyznał jednak, że uczynił to ze względu na szacunek do przełożonego, a nie siłę argumentów. Twierdził, że prawo kanoniczne nie zabrania duchownym zasiadania w radzie gminy. „Funkcja radnego nie jest urzędem” – podkreślał duchowny.
Sprawa zapoczątkowała zresztą dyskusję o jakości tłumaczenia na język polski Kodeksu prawa kanonicznego. Część ekspertów uważa, że określenie „officia publica” zostało niedokładnie przetłumaczone jako „urząd publiczny”, podczas gdy należy rozumieć je raczej jako „obowiązki publiczne”. Literalne trzymanie się słów przekładu mogłoby zadziałać na korzyść księdza – prawo, co prawda, zabrania mu sprawowania urzędów, ale radny, w świetle przepisów, urzędnikiem nie jest.
Spór translatorski nie przekonał jednak biskupów, którzy pozostali nieugięci. Proboszcz Tadeusz Burzyca, ku wielkiemu niezadowoleniu swoich parafian i wyborców, złożył mandat radnego.
To jednak rzadki przypadek odseparowania osoby duchownej od spraw polityki. Można odnieść wrażenie, że w ciągu kilku ostatnich lat Kościół w Polsce chętniej zabiera głos w sprawach politycznych. Być może wynika to z tego, że politycy częściej debatowali nad tak zwanymi kwestiami światopoglądowymi, co niejako wywoływało hierarchów do zajęcia stanowiska. Gdy w 2018 roku do Sejmu trafił obywatelski projekt „Zatrzymaj aborcję”, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski arcybiskup Stanisław Gądecki podziękował sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, która udzieliła pozytywnej rekomendacji inicjatywie. Dyskusja nad zmianą prawa aborcyjnego spowodowała powrót debaty o kościelnym lobbingu. Głos w tej sprawie zabrał prymas Polski Wojciech Polak w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej: „Kościół może apelować i ma prawo zwracać uwagę tym, którzy prawa ustanawiają, żeby kierowali się sumieniem i wartościami, których prawo powinno bronić. Natomiast innego lobbingu nie widziałbym tutaj ani za możliwy, ani za konieczny, ani wręcz za pożądany. Kościół powinien się troszczyć przede wszystkim o to, by w pluralizmie naszego życia społecznego osoby, które uważają się za wierzące i które są związane ze wspólnotą Kościoła, miały wrażliwe i uformowane sumienie”13.
O postawie Kościoła wobec stanowienia prawa mówił również jezuita ksiądz Józef Augustyn, wykładowca Akademii Ignatianum w Krakowie, w wywiadzie dla czasopisma „Więź”. „Kościół ma prawo odnosić się do działalności politycznej osób i środowisk, gdy wyraża oceny moralne ich działalności. Stwierdzenie, że katolik nie może głosować na partię, która w programie ma jawny grzech, nie jest uprawianiem polityki. Nie wolno nam jednak w tym kontekście wymieniać nazwisk konkretnych polityków, stronnictw czy partii politycznych. Apolityczność Kościoła wyraża się w tym, że nie wyznacza on sobie celów politycznych i nie stosuje ani metod, ani też środków politycznych. Duchowni Kościoła nie mogą bezpośrednio wskazywać, na kogo wierni mają głosować, nie mogą ujawniać swoich poglądów politycznych, pochwalać jedne ugrupowania, a krytykować inne, zapraszać na ambonę polityków”14.
Ksiądz Augustyn doradził również wiernym, co mają robić, gdy poczują się zgorszeni uprawianiem polityki przez kapłana. Nie ukrywał, że czasami można upomnieć osobę duchowną, co do której mamy wątpliwości, czy nie przekroczyła pewnej granicy: „Najpierw w cztery oczy. Jeżeli to nie pomoże, to w obecności kilku wiernych, a gdy i to nie pomoże, należy »powiadomić« przełożonego bezpośrednio. Wierni reagują na politykowanie księży, ale czynią to niekiedy w sposób nieszczery, zamaskowany: przez anonimy do kurii lub – gorzej – do mediów wrogo nastawionych do Kościoła. Gdy zdradzamy się z naszymi poglądami politycznymi, chwalimy jednych, a ganimy innych, tworzymy między naszymi wiernymi podziały. W moim odczuciu polityczne zaangażowanie osób duchownych jest wyrazem lekceważenia powołania kapłańskiego” – apelował duchowny.
Tyle z teorii. Jak jednak wygląda apolityczność polskiego Kościoła w praktyce i jak kształtował się dialog władzy duchownej i świeckiej w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat?
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
1 Adrian Kowarzyk, Elżbieta Bielecka, Tusk: Po wyborach konieczne będzie oddzielenie Kościoła od państwa, https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1217216%2Ctusk-po-wyborach-konieczne-bedzie-oddzielenie-kosciola-od-panstwa.html, dostęp: 22.02.2025.
282% Polaków uważa, że Kościół powinien zachować neutralność wobec polityki (sondaż), https://ciekaweliczby.pl/kosciol_polityka_sondaz/, dostęp: 22.02.2025.
3Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, https://sip.lex.pl/akty-prawne/akty-korporacyjne/konstytucja-duszpasterska-o-kosciele-w-swiecie-wspolczesnym-286768068, dostęp: 22.02.2025.
4 Tamże.
5Kodeks prawa kanonicznego. Stan prawny na dzień 18 maja 2022, Poznań 2022, s. 43.
6 Tamże, s. 42.
7 Paweł VI, List apostolski do kardynała Maurice’a Roya. Octogesima Adveniens, www.mop.pl/doc/html/encykliki/Octogesima%20adveniens.htm, dostęp: 22.02.2025.
8 Papież Franciszek, D. Wolton, Otwieranie drzwi. Rozmowy o Kościele i świecie, Kraków 2018, s. 41.
9Marek Jędraszewski: mamy obowiązek dziękować Bogu za braci Kaczyńskich, 18.06.2021, Onet, https://wiadomosci.onet.pl/krakow/abp-marek-jedraszewski-mamy-obowiazek-dziekowac-bogu-za-braci-kaczynskich/b7wmgmd, dostęp: 23.02.2025.
10 A. Galek, Kościół a polityka, „Niedziela”, 31.12.2006, https://www.niedziela.pl/artykul/47425/nd/Kosciol-a-polityka, dostęp: 23.02.2025.
11Misjonarze miłosierdzia, „Echo Katolickie”, 18.03.2018, https://echokatolickie.pl/misjonarze-milosierdzia/, dostęp: 24.02.2025.
12 A. Stopka, Mandat dla proboszcza, „Gość Niedzielny”, 6.12.2006, https://www.gosc.pl/doc/802108.Mandat-dla-proboszcza, dostęp: 24.02.2025.
13 D. Abdelmoula, D. Gospodarek, Kościół musi pokazywać, że służy życiu, ekai.pl, 15.04.2018, https://www.ekai.pl/kosciol-musi-pokazywac-ze-sluzy-zyciu/, dostęp: 27.02.2025.
14 P. Słabek, O. Augustyn:Zaangażowanie księży w politykę jest grzechem przeciwko Kościołowi, „Więź”, 15.09.2023, https://wiez.pl/2023/09/15/o-augustyn-zaangazowanie-ksiezyw-polityke-jest-grzechem-przeciwko-kosciolowi/, dostęp: 27.02.2025.
POZNAJ WSTRZĄSAJĄCĄ RELACJĘ CZŁOWIEKA, KTÓRY SPĘDZIŁ KILKA LAT W SEKCIE
Sebastian Keller dołączył do sekty Niebo, wierząc, że znajdzie w niej uzdrowienie, spokój i sens życia. Trafił do piekła. Charyzmatyczny guru Bogdan Kacmajor odizolował go od rodziny i przyjaciół, narzucił restrykcyjne zasady życia. W zamian za bezwzględne posłuszeństwo obiecywał ulgę w cierpieniu, bogactwo, a nawet… wskrzeszanie zmarłych.
Brutalnie szczera opowieść Sebastiana Kellera nie kończy się w chwili jego ucieczki z sekty. Autor opisuje traumę, która odcisnęła piętno na całym jego życiu, i trwającą latami walkę o siebie.
SIĘGNIJ PO KSIĄŻKI IMPRINTU SZCZELINY
