Cierpienie i nadzieja - zespół redakcyjny - ebook

Cierpienie i nadzieja ebook

zespół redakcyjny

0,0

Opis

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

 

 

Książka dostępna w zasobach: 
Miejska Biblioteka Publiczna Galeria Książki w Oświęcimiu

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 117

Rok wydania: 1989

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



cierpienie i nadzieja

DOM WYDAWNICZY REBIS

Poznań 2011

ZESPOŁ REDAKCYJNY

JERZY DAŁEK

EWA PYTASZ

KAZIMIERZ SMOLEŃ

IRENA SZYMAŃSKA

TERESA ŚWIEBOCKA

TEKSTY

IRENA SZYMAŃSKA

FOTOGRAFIE

LIDIA FORYCIARZ

ADAM KACZKOWSKI

JERZY LANGDA

ZOFIA ŁOBODA

REDAKCJA TECHNICZNA

JERZY JAMBOR

KOREKTA

KRYSTYNA OCHOCKA

© COPYRIGHT BY PAŃSTWOWE MUZEUM W OŚWIĘCIMIU 1989

ISBN 83-03-02679-8

Krajowa Agencja Wydawnicza

Katowice 1989

Wydanie I, nakład 30000 + 350 egz.

Ark. wyd. 15,88, ark. druk. 10,58

Oddano do składania w lutym 1987 r.

Druk ukończono w kwietniu 1989 r.

Fotoskład KAW Warszawa

Druk i oprawa Zakłady Graficzne Dom Słowa Polskiego Warszawa

Zam. 3372/K/87. L-10.

od redakcji

Państwowe Muzeum w Oświęcimiu i Krajowa Agencja Wydawnicza oddają w ręce Czytelników album zawierający prace artystyczne, które w latach 1940–1945 wykonali więźniowie obozu oświęcimskiego. Celem publikacji jest zapoznanie Czytelnika ze stosunkowo mało znaną działalnością ludzi osadzonych za drutami tego największego hitlerowskiego obozu śmierci.

Nie znamy i nigdy nie poznamy wszystkich prac, które powstały w tamtych latach. Wiele z nich zaginęło lub zostało zniszczonych w obozie oraz w trakcie ewakuacji. Niektóre zapewne są do dzisiejszego dnia w prywatnych rękach, nierzadko jako ostatnie pamiątki rodzinne. Największy ich zbiór znajduje się w Państwowym Muzeum w Oświęcimiu. Stąd też pochodzą prezentowane w albumie obrazy, grafiki, rzeźby, przedmioty użytkowe.

Autorzy albumu stanęli przed trudnym problemem dokonania selekcji i wybrania spośród olbrzymiego zespołu prac tych, które prezentują możliwie wielu autorów i różne rodzaje twórczości. Starano się przedstawić wszystkie aspekty obozowej rzeczywistości. Wybrano dzieła najbardziej dojrzałe. Obok artystów profesjonalnych zamieszczono także dorobek amatorów, którego walory artystyczne są być może mniejsze, ale jego znaczenie jako dokumentu historii jest niepodważalne. Wśród prezentowanych prac jest też kilka, które co prawda powstały poza K.L Auschwitz, ale ich twórcami byli więźniowie, a tematyką przeżycia obozowe.

Materiał ilustracyjny podzielony został na trzy zasadnicze grupy, prezentujące kolejno: obóz i panujące w nim warunki, portrety i sylwetki więźniów oraz prace wyrażające tęsknotę za wolnością i normalnym, ludzkim życiem. Aneksy obejmują noty biograficzne twórców, a także – w części katalogowej – zwięzłe informacje o więźniach, których portrety udało się zidentyfikować. Objętość poszczególnych not uzależniona jest od posiadanych dokumentów, z oczywistych względów w wielu przypadkach niekompletnych. Katalog informuje również o roku i miejscu powstania pracy, jej technice, formacie, a także podaje sygnaturę rejestru zbiorów Muzeum w Oświęcimiu.

twórczość plastyczna więźniów obozu oświęcimskiego

Jak w hitlerowskim obozie śmierci, dwudziestowiecznym piekle, które ludzie zgotowali ludziom, można było uprawiać twórczość artystyczną? To pytanie zadaje sobie każdy, kto kiedykolwiek oglądał prace plastyczne więźniów Oświęcimia.

Odpowiedź składa się z kolejnych pytań, sięgających samej istoty człowieczeństwa. Może instynkt życia to coś więcej niż tylko walka o przetrwanie biologiczne? Może pragnienie pozostawienia po sobie „śladu na drodze” jest równie silne jak wola życia? Co można przeciwstawić śmierci zadawanej z premedytacją? Jak pokonać strach? Jak zostawić ów ślad na drodze? Może właśnie tak, jak próbowali oni: ocalić cząstkę człowieczej godności.

Tworzyć nielegalnie w Oświęcimiu znaczyło tyle, co narażać się na śledztwo, tortury, obozowy areszt, karną kompanię, do której skierowanie nierzadko równało się wyrokowi śmierci. A jednak twórczość istniała tu niemal od chwili założenia obozu, to jest od roku 1940.

Nie znamy i nigdy nie poznamy wszystkich prac artystycznych, które powstały w Auschwitz. Wiele z nich zniszczyło SS, część zaginęła w czasie wojny, część podczas ewakuacji obozu. Jednak to, co znajduje się dziś w zbiorach Państwowego Muzeum w Oświęcimiu, a także w innych kolekcjach, świadczy, że było ich niemało.

W ocenie tych prac niepodobna kierować się wyłącznie kryteriami artystycznymi ze względu na specyficzne obozowe warunki, w których powstawały, ludzi, którzy je tworzyli, i rolę, jaką spełniały w obozie. A jednak ta dyktowana wewnętrzną potrzebą twórczość plastyczna więźniów Oświęcimia ma dziś nie tylko bezsporną wartość dokumentalną, lecz przynajmniej w znakomitej swej części walory stawiające ją w rzędzie prawdziwych osiągnięć artystycznych. Cechą szczególną wszystkich omawianych tu prac jest ponadto przejmujący autentyzm fizycznego i moralnego cierpienia i siła, z jaką oskarżają.

Ich autorami byli przeważnie profesjonaliści i studenci uczelni artystycznych, ale nie wyłącznie. Także ci wszyscy, którzy dopiero za drutami odkryli w sobie potrzebę i zdolność tworzenia.

Wielu wybitnych artystów, którzy znaleźli się w obozie, nie zdążyło niestety nic stworzyć. Śmierć dosięgła ich zbyt szybko. Taki los spotkał na przykład 168 spośród 198.osób aresztowanych 16 kwietnia 1942 roku w Kawiarni Plastyków w Krakowie. 27 maja postawiono je pod Ścianą Straceń. Wśród rozstrzelanych znaleźli się: Kazimierz Chmurski, Józef Jekiełek, Tadeusz Mróz-Łękawski, Hubert Paczkowski, Tadeusz Palczewski, Borys Petryński, Ludwik Puget, Tadeusz Różycki, Jan Rubczak, Karol Siwek, Stefan Zbigniewicz.

* * *

14 czerwca 1940 roku do KL Auschwitz przybył pierwszy transport polskich więźniów politycznych z Tarnowa, a 20 czerwca drugi – z więzienia w Wiśniczu Nowym. Już w tych pierwszych grupach znajdowali się ludzie, którzy dali początek obozowej twórczości plastycznej: wybitny rzeźbiarz, Xawery Dunikowski, absolwenci krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych (np. Jan Komski – Baraś), Państwowej Szkoły Sztuk Zdobniczych w Krakowie (np. Tadeusz Myszkowski), Politechniki Warszawskiej (np. Jan Machnowski), Państwowej Szkoły Przemysłu Drzewnego w Zakopanem (np. Bronisław Czech, Izydor Łuszczek, Antoni Suchecki), a także rozmiłowani w sztuce ludowej góralscy rzemieślnicy (bracia Jan, Józef, Bolesław, Władysław i Karol Kupcowie) i kowal-artysta z Bukowska, Jan Liwacz. W tym samym roku kolejnymi transportami przybyli do Oświęcimia tacy przedstawiciele świata artystycznego, jak Bolesław Gozdawa-Piasecki, Leon Turalski, Waldemar Nowakowski, Adam Bowbelski, Włodzimierz Siwierski, Józef Krawczyk czy Franciszek Targosz.

Prawie wszyscy ci ludzie zostali skierowani do pracy w prymitywnej stolarni i ślusarni, które z początku mieściły się między blokami nr 1 i 2. Od deszczu chronił więźniów jedynie prowizoryczny dach. Dopiero na przełomie lat 1940–1941 stolarnię i ślusarnię przeniesiono do drewnianych baraków na tzw. Industriehof, gdzie umieszczono cały zespół warsztatów rzemieślniczych – między innymi malarnię i szklarnię. Już wtedy powstały tam pierwsze prace plastyczne więźniów: rysunki Włodzimierza Siwierskiego, nawiązujące do zajęć w stolarni, portrety szkicowane ręką Xawerego Dunikowskiego (np. portret Jana Szymczaka z dedykacją: „J.W. Panu Szymczakowi na pamiątkę Xawery Dunikowski 774 Oświęcim rok 1940”), a nawet karykatury (np. karykatura Franciszka Balzara wykonana przez nieznanego z nazwiska twórcę, sygnowana inicjałami MS i oznaczona datą 15–12–40). Należy tu podkreślić fakt, że właśnie w roku 1940 w obozie panował wyjątkowy terror.

Spośród wielu powstałych wówczas drobnych przedmiotów z metalu i drewna (np. popielniczki, świeczniki, noże do papieru, niewielkie rzeźby), wykonywanych przez Jana Liwacza, Bronisława Czecha, Izydora Łuszczka, braci Kupców, na szczególną uwagę zasługuje drewniana figurka Matki Boskiej, którą wyrzeźbił Bolesław Kupiec. Jego brat Władysław umieścił w jej wnętrzu gryps następującej treści: „Prosimy o pomoc dla naszych rodziców, którzy zostali bez opieki, gdyż 6 synów jest zamkniętych od 16 I 1940. Tę figurkę wykonał jeden z tych synów. Adr. Kupcowie, Poronin k. Zakopanego, Kasprowicza 7. Tę karteczkę powierzam opiece Matki Boskiej i niech nas nadal ma w swej opiece”.

Rzeźbę otrzymał ksiądz kanonik Władysław Grohs de Rosenburg, żołnierz podziemia, który z poświęceniem pomagał więźniom Oświęcimia. Niestety, dopiero w roku 1971 zwrócono uwagę na tkwiący w figurce kołeczek i usunąwszy go znaleziono ukryty w środku gryps.

Z początkiem roku 1941 ze wspomnianych już komand – stolarni i ślusarni – wydzielono między innymi kowalstwo artystyczne i snycernię, z której z kolei w lipcu wyodrębniono łyżkarnię. W grudniu snycernia została przeniesiona z obozu na teren garbarni i włączona do komanda noszącego nazwę „Bekleidungswerkstatte – Lederfabrik” (,,Warsztaty odzieżowe garbarnia”).

W miarę rozbudowy terytorialnej i napływu nowych więźniów twórczość plastyczna rozwija się także w Brzezince, Monowicach i licznych podobozach oświęcimskiej fabryki śmierci.

Największe szanse tworzenia mieli ludzie pracujący w obozowych warsztatach i placówkach SS, np. w biurze budowlanym, biurze zatrudnienia więźniów, izbie pisarskiej, w służbie rozpoznawczej, drukarni, szpitalu więźniarskim czy wreszcie muzeum, któremu dalej poświecimy więcej uwagi. Praca była tu mniej wyniszczająca, odbywała się pod dachem, łatwiej też było o ołówek czy kawałek papieru. W niezbyt wielkich zespołach roboczych ludzie mogli zaufać sobie bardziej niż w przeludnionych blokach mieszkalnych, w których zresztą przebywali przeważnie tylko nocą.

Ale słowa takie jak „łatwiej” czy „trudniej” tracą swój elementarny sens, gdy mowa o Oświęcimiu. „Łatwiej” – wcale nie oznaczało: „bez ryzyka”. Tak więc, zachowując wszelkie proporcje, można powiedzieć, że w warunkach, dla których brakuje określeń, narodziły się dzieła reprezentujące niemal wszystkie dziedziny plastyki: rysunek, malarstwo, grafikę, rzeźbę, płaskorzeźbę, rzemiosło artystyczne.

Twórczość plastyczną więźniów obozu oświęcimskiego przyjęto dzielić na nielegalną i legalną; ta ostatnia powstawała na polecenie SS. Wszelka szczegółowa klasyfikacja jest tu jednak zabiegiem sztucznym. Dokonane podziały gatunkowe i tematyczne mają więc tylko sens porządkujący. Wprowadzono je po to, by dać Czytelnikowi w 11 miarę syntetyczny obraz tej twórczości.

Najczęstszą formą wypowiedzi był rysunek, a dominującym tematem portret. Choć był to temat trudny i najbardziej ryzykowny ujawniał bowiem tożsamość modela – realizował zarazem najgłębsze tęsknoty ludzi zza drutów: pragnienie przypomnienia bliskim swoich rysów, pragnienie posiadania wizerunku utraconej osoby. Nierzadko działał tu inny jeszcze imperatyw wewnętrzny: sama potrzeba tworzenia.

Pierwszym głębokim przeżyciem więźnia, zwłaszcza artysty, było pozbawienie go wolności. Wyraziście oddaje to autoportret Petera Edela. Na tle obozu widać dwie postacie artysty. Na pierwszym planie człowiek w pasiaku, z ogoloną głową pyta, wskazując na siebie z przerażeniem i niedowierzaniem: Kto to jest? Stojąca obok druga postać, w której rozpoznajemy autora w czasach wolności, odpowiada: Tak! To jesteś ty!

Na uwagę zasługują sugestywne autoportrety Franciszka Jaźwieckiego, krakowskiego malarza i grafika, wykonane w Oświęcimiu, Gross-Rosen, Sachsenhausen-Oranienburgu i Buchenwaldzie-Halberstadt. Na wszystkich tych portretach artysta ubrany jest w więźniarski pasiak z widoczną literą P i aktualnym numerem obozowym.

Jaźwieckiemu zawdzięczamy ponad sto do głębi poruszających wizerunków więźniów różnej narodowości i wieku. Tym, co pozwala rozpoznać w nich rękę krakowskiego artysty, jest przy zachowaniu indywidualnych różnic osobliwe podobieństwo wyrazu twarzy portretowanych mężczyzn. Sam twórca mówi, że ludzie ci mają „oczy przeraźliwie bezradne i dziwne, a niemal w każdym z nich czai się egoistyczna wola przetrwania”.

Jaźwiecki nie rozdawał swych prac współtowarzyszom; rysował tylko dla siebie, powodowany wewnętrznym nakazem twórczym:

„Dla zdobycia chwil szczęścia, a przede wszystkim zapomnienia, robiłem i robię w obozach portrety ołówkiem nie mając innych środków. Te portrety robione ukradkiem, w tajemnicy, były dla mnie zapomnieniem, wprowadzały w inny świat, mój świat Sztuki. Tego, że rysowanie karane było śmiercią, nie brałem po prostu pod uwagę nie z żadnej odwagi, lecz nie zwracałem na niebezpieczeństwo uwagi, tak pociągającym było przebywać, tworzyć w swoim świecie (...). Wielkim smutkiem była dla mnie za każdym razem utrata moich prac i największym wysiłkiem woli i zaparcia się poczynałem pracę od nowa” napisał w obozowym pamiętniku.

Stanisław Gutkiewicz, warszawski artysta malarz, pozostawił po sobie wspaniałą galerię portretów czeskich więźniów, członków organizacji „Sokół”. Przedstawiają one ludzi dojrzałych, o twarzach poważnych i skupionych. Genezę tych rysunków, na których obok numerów obozowych widnieją również nazwiska i adresy portretowanych osób, wyjaśnia były więzień, František Beneš z Pragi:

„Z malarzem Stanisławem Gutkiewiczem byłem w Oświęcimiu od 15 stycznia 1942 do 15 marca 1942 w bloku 25 (...). Ponieważ bracia z naszego sokolskiego transportu bardzo szybko umierali, umówiłem się z kolegą Gutkiewiczem, że będzie sukcesywnie wykonywał portrety tych, którzy w tym czasie żyli jeszcze w bloku 25, aby po wojnie mogły być one przekazane rodzinom, ewentualnie tym, którzy powrócą”.

Tę tragiczną kronikę losów czeskiego sokolskiego transportu przerwała wkrótce śmierć samego dokumentatora. Stanisław Gutkiewicz został rozstrzelany 13 czerwca 1942 roku.

W tamtych latach i w tamtym miejscu obozowi artyści często musieli działać z okrutnej potrzeby chwili. Były więzień, Franciszek Targosz, wspomina: „O ile pamiętam, gdzieś w 1942 roku ktoś z krewnych Adama Stapfa czekał przed blokiem 24 na egzekucję. Wówczas to – na godzinę przed rozstrzelaniem J. Gąsior-Machnowski narysował portret tego więźnia”.

Te wizerunki ludzi stojących w obliczu śmierci powstawały z myślą o ich najbliższych, dla których miały stanowić najcenniejszą, czasem jedyną pamiątkę.

Xawery Dunikowski trafił do obozu jako człowiek 65-letni i przeżył Oświęcim tylko dzięki pomocy i opiece współwięźniów, którzy wielokrotnie chronili go w szpitalu. Tam polscy lekarze z nieopisanym samozaparciem i równie zdumiewającą pomysłowością toczyli uporczywą, nierówną walkę o życie chorych. Wprawdzie pobyt w szpitalu nie gwarantował bezpieczeństwa, pozwalał jednak zregenerować siły, zwalniał od wielogodzinnych morderczych apeli, esesmańskich szykan, kopniaków i ciosów, stanowiących nieodłączną część obozowej egzystencji. Były więzień, Józef Otowski, tak opowiada o losach Dunikowskiego w Oświęcimiu:

„Ciężki zaczął się okres dla profesora. Ranne apele, potem parę kilometrów Bekleidungswerkstatten, listopadowe dni, deszczowe, nędzne porcje jedzenia obozowego (...). Jedynym wyjściem było, aby dostał się do Krankenbau (...). Dr Diem bez wahania zgodził się przyjąć go natychmiast. Teraz chodziło o to, aby nie poszedł do gazu przy częstej selekcji chorych. Okazji było dużo. Ale dr Diem czuwał i gdy wiadomym sobie kanałem otrzymywał wiadomość, że będzie wybiórka do gazu, wzywał mnie i jednym słowem wyjaśniał wszystko: zabieraj starego! Wiedziałem, co to znaczy. I znów kilka dni chodził do komanda. Historia powtarzała się co pewien czas”.

Dunikowski, który w szpitalu przebywał bardzo często, a od roku 1944 nieprzerwanie aż do wyzwolenia, stworzył tam wiele portretów swych chorych współtowarzyszy. Trudno orzec, co w większym stopniu decyduje o sile wyrazu tych rysunków – talent wielkiego artysty czy bezmiar obozowego koszmaru?

Tej refleksji towarzyszy następna. To, że dziś możemy oglądać dzieła, które powstały w obozach koncentracyjnych, zawdzięczamy czasem całemu łańcuchowi ludzi, którzy ratowali je nie bacząc na własne bezpieczeństwo, jakby powodowani przemożnym pragnieniem powiedzenia światu: Patrzcie, to Oświęcim! Przykładem tego rodzaju są dzieje 47 rysunków Mariana Ruzamskiego, artysty malarza, serdecznego przyjaciela Xawerego Dunikowskiego. On także w czasie pobytu w oświęcimskim szpitalu w roku 1943 sportretował wielu więźniów. Z tego okresu pochodzi też autoportret – doskonałe studium twarzy artysty. Ruzamskiemu udało się zabrać te prace do obozu w Bergen-Belsen, dokąd został przewieziony i gdzie na kilka dni przed wyzwoleniem zmarł na chorobę głodową. W szpitalu Bergen-Belsen, jak gdyby przewidując rychłą śmierć, przekazał teczkę z 47 rysunkami francuskiemu lekarzowi polskiego pochodzenia, doktorowi Brabanderowi, z prośbą o doręczenie jej Janinie Pawlasowej z Tarnobrzegu. Jednak i doktor Brabander zmarł wkrótce. Teczką zaopiekował się jego syn, Roman, też więzień Bergen-Belsen, i po wyzwoleniu wziął ją ze sobą do Paryża. O wszystkim tym Janina Pawlas dowiedziała się od rzeszowianina, doktora Tkaczowa, który był więziony w Bergen-Belsen razem z Marianem Ruzamskim. Dzięki staraniom jej i wielu innych osób portrety odnaleziono i odzyskano w latach 1946–47. Dziś stanowią cenną część zbiorów Państwowego Muzeum w Oświęcimiu.

W zbiorach tych znajdują się także prace Wincentego Gawrona, studenta warszawskiej ASP, który w obozowym pamiętniku zanotował pod datami 15 marca i 10 kwietnia 1942 roku:

„Pragnąc odwdzięczyć się doktorowi Diemowi za przyjęcie mnie do szpitala, robię mu portret (...). Robię portret doktora Gawareckiego, rentgenologa z Lublina (...). Uważam, że będzie to jedna z moich lepszych prac. Robię go w ciemni rentgenowskiej i dzięki doskonałej grze świateł udało mi się znaleźć całą gamę tonów i półtonów, jaką tylko może dać miękkość ołówka, wykradając z modela każdą linię, każdy charakterystyczny szczegół, aby uwiecznić go na płaszczyźnie papieru”.

Prace Mieczysława Kościelniaka, malarza i grafika, różnią się między sobą materiałem i techniką wykonania. Obok olejnych – portrety akwarelowe, a nawet drzeworyty i miedzioryty, co oznacza, że artysta miał większą niż inni więźniowie możliwość tworzenia i zdobywania odpowiednich materiałów. Rysował też w szkicowniku, na luźnych kartkach albo na formularzu obozowego listu. Malował z natury, z pamięci i z fotografii. Tworzył portrety pojedyncze, dwupostaciowe, grupowe. Wiele jest wśród nich twarzy i sylwetek obozowych artystów, m. in. krakowskiego rzeźbiarza Zbigniewa Raynocha, warszawskiego grafika Jana Barasia-Komskiego, Mariana Ruzamskiego, Xawerego Dunikowskiego i obozowego „mecenasa sztuki”, Franciszka Targosza. Można odnieść wrażenie, że kontakty i przyjaźnie z tymi ludźmi były dla Kościelniaka silnym źródłem inspiracji. Przedstawiał ich najczęściej w rzeczywistych, obserwowanych co dzień sytuacjach: oto Baraś-Komski maluje w obozowym muzeum obraz zatytułowany „Trubadur”; Dunikowski pracuje nad rzeźbą w „ Unterkunftskammer”; Franciszek Nierychło dyryguje obozową orkiestrą, a Wincenty Gawron i Alojzy Gołka czytają list z domu.