59,99 zł
Pierwszy polski reportaż o tym, jak polityka jednego dziecka stworzyła współczesne Chiny Czy Chińczyk bez mieszkania ma szansę znaleźć żonę?
Jak Państwo Środka stało się państwem kujonów? Czemu najdroższe panny młode to te, które mają braci? Dlaczego w Chinach każdego roku dokonuje się więcej aborcji niż rodzi się dzieci? Kogo nazywa się „nagimi gałęziami”? W ostatnich latach Chiny stały się potężnym graczem na arenie międzynarodowej. Nazywane są fabryką świata, podbijają rynek technologiczny, a ich rola w światowej polityce rośnie. Jednak co tak naprawdę ukształtowało chińskie społeczeństwo? Choć teoretycznie polityka jednego dziecka miała na celu uniknięcie przeludnienia, konsekwencje okazały się zdecydowanie dalej idące. To dzięki niej Chiny stały się nowoczesnym społeczeństwem, dla którego modernizacja i wzrost gospodarczy stanowią priorytet. Jednocześnie wysoką cenę zapłaciły za to miliony osób: matki poddawane przymusowej sterylizacji, córki, które porzucano lub sprzedawano obcym rodzinom, by wychować je na żony, a także synowie, dla których zwyczajnie brakuje partnerek.
Twórcy podcastu Mao Powiedziane, Weronika Truszczyńska, Nadia Urban i Piotr Sochoń, znają Państwo Środka od podszewki. Od lat mieszkają w Szanghaju i przybliżają Polakom nieznane oblicze Chin. Każdego odcinka ich podcastu słucha kilkadziesiąt tysięcy osób. W tym znakomitym reportażu odkrywają, jak głęboko w chińskim społeczeństwie zakorzeniła się polityka jednego dziecka i jakie są jej następstwa.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 361
Data ważności licencji: 11/26/2030
Copyright © by Piotr Sochoń & Weronika Truszczyńska & Nadia Urban
Projekt okładkiMaria Gromek
Grafika na okładceBG E12/529 (chineseposters.net, IISH collection)
Ilustracje na okładce i w książceeric / AdobeStock, gorozhinak / AdobeStock, TWINSDESIGNSTUDIO / AdobeStock, Rawpixel.com / AdobeStock, Kwangmoozaa / AdobeStock
Recenzja merytoryczna książkiprof. dr hab. Bogdan Góralczyk
Redaktorka inicjującaDominika Kardaś
Redaktorka prowadzącaAleksandra Grząba
Weryfikacja sinologiczna i konsultacja merytorycznaMaria Jarosz
AdiustacjaNatalia Hipnarowicz-Kostyrka
KorektaKinga Kosiba
Koordynator produkcjiJakub Kornacki, Maria Gromek
Opieka promocyjnaMonika Frankiewicz
ISBN 978-83-8427-198-8
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl
Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków
Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: [email protected]
Wydanie I, Kraków 2025
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Piotr Sochoń
Był rok 2019 i podczas apelu dyrektorka poinformowała dzieci, że szkoła weźmie udział w konkursie plastycznym zorganizowanym z okazji hucznie celebrowanego siedemdziesięciolecia proklamacji Chińskiej Republiki Ludowej. Czarne oczy jedenastoletniej Meilin rozbłysły. Lubiła rysować, ale nie to było główną przyczyną radości. Od czasów przedszkolnych rodzice skrupulatnie kompletowali jej osiągnięcia edukacyjne, dzięki czemu dziewczynka dostała się do podstawówki przy prestiżowym szanghajskim uniwersytecie. Tytuł laureatki perfekcyjnie komponowałby się z ubiegłorocznym zwycięstwem w dzielnicowym konkursie recytatorskim.
„Kocham swoją ojczyznę” – tak brzmiało hasło przewodnie konkursu i Meilin dobrze wiedziała, jakich prac oczekuje komisja. Każdy dzień w szkole rozpoczyna się od ceremonii wciągnięcia flagi i odśpiewania chińskiego hymnu, Marszu Ochotników, kończącego się słowami: „Z narażeniem życia przez ogień wroga – naprzód. Naprzód! Naprzód! Naprzód!”I. Meilin, stojąc na baczność, śpiewa ile sił w klatce piersiowej, na której powiewa smagana wiatrem czerwona chustka, nieodłączny element szkolnego mundurka. Edukację patriotyczną dopełniają filmy propagandowe ilustrujące słowa hymnu. Państwo Środka kroczy w tych nagraniach naprzód („Naprzód! Naprzód!”). A właściwie pędzi, co widać na kadrach, przez które mkną ultraszybkie pociągi, białe gąsienice gaotie . Ogień nie pochodzi już z nieprzyjacielskich luf, ale z silników rakiet wynoszących na orbitę statki kosmiczne. Obrazy te, oglądane przez szkolne lata po kilkaset razy, mają rozbudzać w młodych Chińczykach miłość do ojczyzny. To model patriotyzmu zorientowanego na modernizację, mobilizujący do uczestniczenia w wielkim projekcie odnowy Chin pod przewodnictwem Partii Komunistycznej.
Meilin sięga po tę symbolikę, tworząc szkic swojej pracy (ryc. 1II). Na niebie rysuje satelitę, który szybuje ponad Wielkim Murem i placem Tiananmen. Poniżej mknie aerodynamiczny pociąg. Pośrodku chłopiec i dziewczynka ubrani w mundurki salutują w stronę patrzącego. Uczennica ze sterczącym warkoczem to Meilin. Włosy miały być nawet dłuższe, dzięki czemu przypominałaby postaci z ulubionych seriali, ale nauczycielka jej to odradziła. Zasugerowała także dorysowanie drugiego dziecka. To jej kolega z klasy. Oboje należą do jednego z ostatnich roczników urodzonych w czasie obowiązującej do 2015 roku polityki jednego dziecka.
Meilin jest jedynaczką, podobnie jak jej matka i ojciec, urodzeni w latach osiemdziesiątych, pierwszej dekadzie obowiązywania rygorystycznych limitów narodzin. Dzięki temu mogli zdecydować się na drugie dziecko już od 2013 roku. Odchodzono wówczas od coraz częściej krytykowanych rozwiązań i parom, w którym jedno z małżonków jest jedynakiem, umożliwia się posiadanie drugiego potomka. Chociaż pomysł sprawienia jedynej córce brata lub siostry przeszedł im przez głowę, szybko go porzucili. Wychowanie dziecka w Szanghaju dużo kosztuje i wiąże się ze sporym stresem. Rodzina mocno odczuła skutki spowolnienia gospodarczego nasilonego pandemią koronawirusa. Ojciec pracował w branży turystycznej i objęły go zwolnienia grupowe. Na szczęście dobrze mówi po angielsku, więc zatrudnił się w szkole językowej. Nie zarabiał tyle co wcześniej, ale ważne było, że córka może uczęszczać na zajęcia za darmo.
Ojciec Meilin nie zagrzał długo miejsca w centrum nauki angielskiego. Trafił na ostatnie podrygi sektora. Rząd w Pekinie zainicjował politykę „podwójnej redukcji”, która doprowadziła do zamknięcia tysięcy placówek oferujących zajęcia pozalekcyjne. Chciano odciążyć finansowo chińskie rodziny przez… uniemożliwienie posyłania dzieci na zajęcia dodatkowe. Nieprzypadkowo „podwójna redukcja” została wdrożona w lipcu 2021 roku, niemal równolegle do polityki trojga dzieci. Ta ostatnia nie została dobrze odebrana przez młodych Chińczyków. Dyskusja, która wówczas rozgorzała, była mocno krytyczna wobec rządu. W internetowych komentarzach pojawiła się litania pretensji: „Polityka dwojga dzieci nic nie dała, po co podwyższać limit?”, „Nie stać mnie na kupienie mieszkania i wzięcie ślubu! A co dopiero na wychowanie i edukację trojga dzieci”, „Państwo nie wprowadziło zmian, które miałyby pomóc rodzicom. Liczą, że samo podniesienie limitu coś zmieni?”.
Dlaczego liberalizacja prawa wywołała w społeczeństwie falę irytacji? Odpowiedź na to pytanie jest związana z kulturą i historią. Polityka jednego dziecka była bowiem czymś o wiele więcej niż narzuconym przez państwo limitem narodzin. Przez 35 lat stanowiła nie tylko tło procesów modernizacji i bogacenia się kraju, lecz także drogę, dzięki której każda chińska rodzina mogła stać się ich częścią. Skupienie dostępnych zasobów na jedynym, ale przez to „lepszym” dziecku miało przynieść szczęście i pomyślność rodzinom oraz państwu. Wprowadzenie w 2016 roku polityki dwojga dzieci postrzegano jako konsekwencje wcześniej dopuszczanych odstępstw (na przykład polityki „półtora dziecka”, która zezwalała rodzicom na staranie się o kolejnego potomka, gdy jako pierwsza urodziła się dziewczynka), ale powrót do modelu rodziny wielodzietnej był dla wielu Chińczyków dezorientujący, ponieważ wprost podważał jedyną znaną im wizję awansu społecznego i nowoczesnego obywatelstwa.
Kolejne pokolenia rodzin inwestowały w swoje jedyne dzieci, by wyrosły na geniuszy z plakatów propagandowych. W ostatnich latach wysiłki te nie przynosiły już efektów, a słowem charakteryzującym Chiny lat dwudziestych XXI wieku stało się neijuan , dosłownie „zwijanie do wewnątrz”, tłumaczone także jako „inwolucja”. Oznacza stan, w którym ze względu na rosnącą konkurencję należy wzmóc wysiłki i zwiększyć nakłady, ale nawet to nie przynosi wymiernych efektów. To rodzaj spirali: ludzie rywalizują, bo inni to robią. Z tego wyścigu nie sposób się wycofać, choć wiadomo, że jest wyniszczający. Kształcenie i urbanizacja – dogmaty rozwoju Chin w ostatnich dekadach – nie gwarantują już awansu społecznego jedynych dzieci.
Propagandowe wysiłki, by pokazać możliwość posiadania trojga dzieci jako naturalną kontynuację dotychczasowej polityki demograficznej, nie były w stanie zmniejszyć poczucia zagubienia Chińczyków. Wręcz przeciwnie, nasilały tylko irytację. Gdy telewizja publiczna nadała niefortunny spot, w którym kobieta w zaawansowanej ciąży przynosi mężowi, dwójce dzieci i ich dziadkom świeżo ugotowane pierogi, kobiety uznały, że pokazał on całą prawdę o modelu dużej rodziny: ciężarna matka została przytłoczona obowiązkami rodzicielki, żony, córki i synowej. Nie była to pierwsza propagandowa wtopa związana z promocją polityki trojga dzieci. W mediach społecznościowych pojawiały się zdjęcia z charakterystycznymi dla Chin czerwonymi materiałowymi banerami propagandowymi, na których znalazły się rymowane hasła. Jeden z nich zachęcał: „Jedno, dwoje – chowa się, jeszcze jedno – czemu nie?”1. Inny: „Troje dzieci – tego trzeba, by na rządzie nie polegać”2. Wyraźnie kontrastowały z popularnym w poprzednich dekadach sloganem: „Planowanie rodziny to dobra rzecz, a na starość rząd cię wesprze”3.
Hasła, będące wytworem kreatywności lokalnych kadr, wywołały poruszenie wśród internautów. Władza wychodziła z założenia, że kolejne podwyższenie limitu ucieszy młodych. Ogłoszono nawet ogólnonarodowy konkurs na slogan ukazujący „sprzyjający rodzeniu dzieci klimat społeczny”4. Tymczasem decyzja Pekinu tylko podsyciła pesymistyczne nastroje i spotęgowała wrażenie, że rządzący cynicznie posługują się retoryką prorodzinną, by odwrócić niekorzystny trend demograficzny (od 2022 roku Chińczyków ubywa5, a już od 2011 spada liczba osób w wieku produkcyjnym6). Odejście od polityki jednego dziecka w 2016 roku przyniosło co prawda niewielki wzrost narodzin, ale już możliwość posiadania trojga dzieci okazała się bezskuteczna. W 2022 roku, pierwszym w całości objętym nową polityką, współczynnik dzietności spadł do poziomu jednego dziecka na kobietęIII.
Już kilka miesięcy po zainicjowaniu polityki trojga dzieci zaczęto zamykać miasta w ramach przyjętej przez rząd strategii zero COVID. Radykalne kroki, które miały zminimalizować liczbę zakażeń, doprowadziły do izolacji milionów osób, a także odbiły się negatywnie na kondycji finansowej wielu przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. To sprowokowało kolejne złośliwości. Jeden z internautów, naśladując retorykę rządowych komunikatów z okresu walki z pandemią, ironizował: „Jeśli na jakimś osiedlu są dingke , to osiedle zostaje zamknięte. Jeśli w całym mieście jest ponad 100 dingke , zamyka się całe miasto, aż do całkowitego wyeliminowania dingke ”7. Dingke to slangowe określenie – transkrypcja angielskiego akronimu DINK, „double income, no kids” – gospodarstwa domowego tworzonego przez pracujące bezdzietne pary.
Humorystyczne zestawienie polityki planowania rodziny i zero COVID ujawnia głębsze powiązania, silnie rezonujące w chińskim społeczeństwie. Chociaż ich wprowadzenie dzieli czterdzieści lat, mają wspólny mianownik: naukowo definiowane cele polityczne i bagatelizowanie społecznych kosztów ich osiągnięcia.
Rysunek Meilin doczekał się ekspozycji w jednym z szanghajskich muzeów, a jej rodzice pękali z dumy. Salutujący na pierwszym planie uczniowie to instrukcja dla wszystkich oglądających prace wyróżnione w konkursie pod hasłem „Kocham swoją ojczyznę”: należy być dumnym ze swojego kraju, który przez kolejne dekady kroczył ku nowoczesności.
W ramach obchodów siedemdziesięciolecia republiki ludowej ukazała się także wielka produkcja kinowa Ja i moja ojczyzna. To antologia siedmiu krótkich opowieści, które ukazują zwykłych ludzi w wielkich momentach historii od 1949 roku do współczesności. Chociaż każda etiuda jest dziełem innego reżysera, łączy je skupienie na postępie technicznym. Pierwsza opowiada o przygotowaniach do uroczystości proklamacji republiki ludowej na Placu Tiananmen w Pekinie. Oglądamy ją z perspektywy inżyniera odpowiedzialnego za skonstruowanie mechanizmu podnoszenia flagi państwowej, która ma załopotać na maszcie w trakcie odgrywania hymnu. Gdy niedługo przed uroczystością mechanizm ulega awarii, pojawia się widmo kompromitacji kraju. Na szczęście jednak dzięki wiedzy i determinacji, a także pomocy lokalnej społeczności udaje się zażegnać kryzys. W najbardziej poruszającej sekwencji zwykli Chińczycy gremialnie odpowiadają na wezwanie i oddają metalowe przedmioty, które zostaną przetopione i posłużą do wyrobu kulki łożyskowej. To wzruszający i symboliczny moment. Biedni ludzie wręczają rzeczy niezbędne w codziennym życiu, od chochli po okulary. Jednym z darczyńców jest młoda matka. Chce oddać naszyjnik changmingsuo (nazwa oznacza dosłownie „kłódkę długowieczności”) należący do jej kilkumiesięcznego dziecka. To tradycyjny amulet, który ma powstrzymać duszę przed opuszczeniem ciała w trakcie choroby lub innego nieszczęścia. Oferując go, kobieta zawierza modernizacyjnej misji Chińskiej Republiki Ludowej. Od teraz to państwo będzie gwarantowało pomyślność jej najbliższym.
Dogmat modernizacji wiąże się z czasami maoistowskimi nie tylko w kinowej propagandzie. Chociaż chińskie PKBper capita w latach pięćdziesiątych stawiało Państwo Środka w jednym rzędzie z krajami Afryki SubsaharyjskiejIV, ambicje Mao sięgały – dosłownie – samych gwiazd. Lidera Chin zainspirowało to, co zobaczył w 1957 roku podczas wizyty w (coraz mniej) sojuszniczym Związku Radzieckim. Obok rozżarzonej stali w piecach hutniczych i robotników zgromadzonych pod czerwonymi sztandarami największe wrażenie zrobił na nim radziecki program kosmiczny. Wystrzelony kilka miesięcy wcześniej Sputnik wyznaczał horyzonty socjalistycznej wizji przyszłości, którą zdaniem Mao można było zrealizować dzięki mobilizacji mas i żarowi rewolucyjnej wiary. Z coraz większą irytacją słuchał planistów nawołujących do ostrożności, równowagi i „rozwoju krok po kroku”8. Żmudne planowanie wydawało mu się sabotażem dziejowej misji. Fundamentem nowej strategii stało się hasło „więcej, szybciej, lepiej, oszczędniej”.
Tak narodził się Wielki Skok Naprzód – radykalna reforma gospodarcza, która w kilka krótkich lat miała uprzemysłowić kraj chłopów. Choć komuniści zwycięstwo w wojnie domowej zawdzięczali ich mobilizacji do walki o prawo do swojej ziemi, już kilka lat później Mao doszedł do wniosku, że drobne gospodarstwa nigdy nie będą w stanie zapewnić krajowi bezpieczeństwa żywnościowego i nadwyżek rolnych niezbędnych do transformacji gospodarki. Dlatego też zdecydował się na odejście od obietnicy założycielskiej państwa i przeprowadzenie kolektywizacji, a następnie komunalizacji. W zamian za ziemię Chińczycy mieli otrzymać spełnienie snu o odrodzeniu Państwa Środka.
Pierwsza z wiejskich komun powstała w 1958 roku w Suiping. Brama wejściowa przyozdobiona została czerwonymi gwiazdami, a na murze po obu stronach umieszczono hasła „samowystarczalność” i „rewolucyjny trud”. Dziś w tym miejscu jest muzeum, a hasła muszą być co jakiś czas odmalowywane. Blakną równie szybko jak wspomnienia o rządach Mao Zedonga. Dzieci w wieku Meilin przyjeżdżają tam czasem na szkolne wycieczki. Oglądają między innymi wyeksponowany na podeście zardzewiały ciągnik gąsienicowy, niegdyś jedną z najbardziej zaawansowanych maszyn komuny. Przepaść pomiędzy ówczesną technologią a celebrowanymi dziś sukcesami chińskiego programu kosmicznego maleje, gdy pamięta się o aspiracjach, które wyrażało Suiping. Tamtejszą komunę nazwano Weixing, czyli Satelitą. Zamiast jednak nieść kraj ku górze, Wielki Skok Naprzód doprowadził go na skraj przepaści.
Gdy Mao Zedong wizytował pierwszą komunę i obserwował pielgrzymujące do niej rzesze chłopów, widział jednak przyszłość w świetlanych barwach: „(…) w ciągu trzech miesięcy – lipca, sierpnia i września – odwiedzało to miejsce średnio 3000 osób dziennie. To daje 30 000 w ciągu dziesięciu dni i 300 000 w trzy miesiące (…). Przyjeżdżali zewsząd, z wyjątkiem Tybetu, żeby zobaczyć je na własne oczy. (…) Jak powinniśmy postrzegać ten entuzjazm wobec komunizmu? (…) Tu chodzi o chęć zrobienia trochę więcej, właśnie trochę więcej i trochę szybciej”9.
Robienie „trochę więcej i trochę szybciej” zakończyło się katastrofą, której ofiarą stali się przede wszystkim chłopi, choć to oni mieli z entuzjazmem prowadzić kraj ku świetlanej, komunistycznej przyszłości. Wierność oficjalnej linii i zaangażowanie w realizację celu uprzemysłowienia kraju były cenione znacznie wyżej niż rzetelna informacja zwrotna. Lokalne kadry partyjne nie sygnalizowały problemów, a choćby najmniejsze odchodzenie od narzuconych przez centralę założeń było ryzykowne. W takich warunkach dane raportowane Pekinowi stawały się deklaracjami lojalności, a nie odzwierciedleniem stanu gospodarki10. Zboże pojawiało się w oficjalnych raportach, ale nie na stołach. Było go mniej niż kiedykolwiek, ale na podstawie zawyżonych danych państwo ściągało z wiosek „nadwyżki”, odbierając ludziom ostatnie zapasy. Głód rozprzestrzeniał się wstydliwie w cieniu haseł o postępie, by ostatecznie pochłonąć około 23 milionów ludzkich istnieńV11.
Wielki Skok Naprzód przyczynił się do wprowadzenia polityki jednego dziecka, tak ze względu na zawarte w nim pragnienie modernizacji, jak i przez to, że zaszczepił obawę przed kolejną klęską głodu.
Niedługo po śmierci Mao Zedonga w 1976 roku Deng Xiaoping, nowy lider Chin, zorientował się, że produkcja zboża nie nadąża za potrzebami wciąż rosnącej populacji i w przeliczeniu na mieszkańca równa się tej z połowy lat pięćdziesiątych, czyli okresu poprzedzającego tragedię głodu12. Co istotne, do dziś mówi się o niej jako o katastrofie naturalnej, nie tylko po to, by uniknąć krytyki politycznych błędów, lecz także z uwagi na aspiracje modernizacyjne, które nie przeszły do historii wraz z czasami Mao.
W okresie Wielkiego Skoku Naprzód pragnienie postępu graniczyło z desperacją. Władza chciała wystrzelić kolejne „satelity” – jak mówiło się o przełomowych projektach dla rozwoju Chińskiej Republiki Ludowej. Deficyty wiedzy, technologii i zasobów w połączeniu z centralnymi wezwaniami mobilizującymi do postępu nadały naukowy status ekstremalnym projektom opartym na zabobonie. W tej atmosferze latem 1958 roku w Wuhan wykonano pierwszą operację otwartego złamania, podczas której między odłamy kości włożono… gałązkę wierzby. Podobnych zabiegów wykonano w Chinach kilkaset, zanim zorientowano się, że wbrew wcześniejszym przypuszczeniom tkanka roślinna nie łączyła się z kostną, a u pacjentów występują poważne powikłania13. Tamte „innowacje” wdrażano w imię politycznych oczekiwań. To one determinowały, co jest nauką, nawet jeśli miały z nią niewiele wspólnego.
Deng także „wierzył” w naukę, dlatego uczynił z niej podstawę swej wizji rozwoju. Jednak tym razem miała być ona weryfikowalna i zgodna ze standardami państw rozwiniętych. Nastał okres „reform i otwarcia”, a wraz z nim proces łączenia centralnego planowania i mechanizmów konkurencji rynkowej. Jednocześnie Chiny otworzyły się na inwestycje zagraniczne i handel międzynarodowy. Za początek zmian przyjmuje się grudzień 1978 roku, kiedy nowy przywódca wygłosił przemówienie podczas III Plenum XI Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin. Rozpoczęło się ono od słów: „Towarzysze, (…) Komitet Centralny zaproponował linię przewodnią polegającą na przesunięciu punktu ciężkości pracy całej Partii na realizację czterech modernizacji, rozwiązując tym samym szereg istotnych problemów pozostawionych przez przeszłość (…)”14.
Modernizacja objęła rolnictwo, przemysł, obronność oraz naukę i technologię. Najważniejszy był ten ostatni obszar, kluczowy dla zmian w trzech pozostałych. Zaraz po przejęciu władzy Deng mówił o perspektywach rozwoju z wielkim entuzjazmem: „Praca naukowo-techniczna zyskała bezprecedensowe uznanie i została otoczona troską przez całą Partię oraz naród. (…) Wśród młodzieży pojawiła się nowa, pozytywna tendencja: umiłowanie nauki i chęć jej zgłębiania. W całym kraju gwałtownie wzrasta fala dążenia do modernizacji nauki i techniki. Przed nami rysuje się świetlana przyszłość”15.
Odwołanie do naukowości, tak ważne dla Komunistycznej Partii Chin, nie było neutralne. W okresie turbulentnych rządów Mao Zedonga realna nauka i technologia mogły się rozwijać jedynie pod parasolem struktur wojskowych. To z nich wywodzi się Song Jian, będący twarzą polityki jednego dziecka – z wykształcenia wcale nie demograf, ale inżynier rakietowy. Zainspirowany wpływową publikacją Klubu Rzymskiego pod tytułem Granice wzrostu (ang. The Limits to Growth)16, stworzył symulację demograficznej bomby, na której rzekomo siedzieli Chińczycy. Do prognozowania przyrostu ludności Song wykorzystał modele dynamiczne stosowane przy analizach balistycznych. Jeśli władza tej bomby nie rozbroi – twierdził – do 2080 roku Chiny będą miały 4 miliardy mieszkańców17. Wizja ta przeraziła Pekin. Dogmat naukowości znów zyskał status ideologicznego imperatywu, a jego wytworem stała się polityka jednego dziecka.
Sterylny, matematyczny i racjonalny język analiz doskonale odpowiadał nowym priorytetom władzy. Fascynacja Partii technologią i naukami ścisłymi pozwalała Dengowi na budowanie pomostu między jego wizją reform i otwarcia a modernizacyjnymi ambicjami Mao Zedonga, którego duch wciąż unosił się nad Chinami. O ile jednak Mao pragnął rozpalać w sercach ludzi ogień rewolucji, o tyle w wizji Denga masy stanowiły raczej zasób, którym należy zarządzać, podpierając się polityką opartą na nauce. W tym porządku społeczeństwo nie było podmiotem modernizacji, lecz jej przedmiotem – to pozwalało bagatelizować społeczne koszty i uznać je za nieuchronne. Partia nie chciała się wyzbyć wpływu na masy, dlatego zamierzała wskazywać normy trudne do zakwestionowania. Polityka jednego dziecka była w tym sensie klamrą łączącą maoizm z nowoczesnością: przy zachowaniu mechanizmów powszechnej mobilizacji i kontroli społecznej władza stworzyła technokratyczną nadbudowę, która pozwoliła jej mówić o stabilizacji, rozwoju i racjonalności.
Przekaz trafiał do rodzin z miast i zamożnych, szybko urbanizujących się regionów na wschodzie kraju. To tam właśnie mieszkali główni beneficjenci modernizacji Chin w okresie reform i otwarcia oraz polityki jednego dziecka. Podstawą podziału społeczeństwa stał się restrykcyjny system meldunku znanego jako hukouVI. Hu oznacza gospodarstwo domowe, a kou – usta, czyli liczbę osób do wykarmienia. W Chińskiej Republice Ludowej system posłużył do ścisłej kontroli migracji oraz zarządzania ograniczonymi zasobami. Od lat pięćdziesiątych XX wieku stał się mechanizmem organizowania społeczeństwa, ponieważ formalnie przypisywał każdego obywatela do określonej lokalizacji oraz jednej z dwóch kategorii społeczno-gospodarczych: rolnik albo mieszkaniec miasta. Polityka jednego dziecka, związana z tym systemem, miała za zadanie sprawić, by w każdym domu ( hu ) znalazło się mniej ust do wykarmienia ( kou ). To oznaczało, że ograniczone środki rodziny będzie można skupić na jedynaku, mającym w przyszłości budować nowoczesne i dostatnie społeczeństwo.
W trakcie pandemii Meilin spędzała długie godziny przed komputerem. Po lekcjach przychodził czas na inne zajęcia. Organizowały je te firmy, które wciąż umykały przed konsekwencjami nowych regulacji w sektorze edukacji dodatkowej. Jego pracownicy wiedzieli jednak, że na dniach stracą pracę. Poczucie niepewności jutra zbliżało ich do siebie. Krótko przed zamknięciem mieszkańców Szanghaju na dwumiesięczną kwarantannę wszyscy nauczyciele jednej z placówek mieli zwyczaj przesiadywania w klasie. Któregoś dnia postanowili zagrać w popularną grę i gonili się w kółko do piosenki zaczynającej się od słów: „Upuść, upuść chusteczkę. Połóż ją za plecami – cichutko. Niech nikt nic nie mówi”.
Po kilku rundach zdyszani uczestnicy zabawy usiedli przy stole, by przekąsić plastry suszonego mięsa, chiński przysmak. Nie starczyło jednak dla wszystkich.
– Dogoniłam cię, więc zasłużyłam na swój kawałek – rzuciła żartobliwie jedna z nauczycielek.
– Gdybyśmy mieli spędzić tu całą dobę, to biegłabym szybciej, żeby dostać swoją porcję – odpowiedziała jej druga.
W tamtym okresie polityka zero COVID zakładała zamykanie budynków, w których znajdowała się osoba zakażona. Nastrój spoważniał. W pewnej chwili trzydziestokilkuletnia menadżerka szkoły odwróciła się do siedzącej obok Yuan, kobiety po sześćdziesiątce, która urodziła się i wychowała w Szanghaju, i zapytała:
– Czy był tutaj problem z jedzeniem? Może rodzice coś ci mówili? Kiedyś… Chodzi mi o… no wiesz.
Menadżerka próbowała zapytać o głód w okresie Wielkiego Skoku Naprzód. Yuan wbiła wzrok w ziemię i rzuciła pod nosem krótkie „nie”.
– No tak… w miastach… w Szanghaju… chyba nie było takiego problemu – kontynuowała menadżerka, próbując ratować sytuację.
– Nie było. Nigdy nie było problemu – odburknęła starsza kobieta.
Nastała chwila ciszy i szybko zmieniono temat. Yuan nie miała ochoty opowiadać o tym, że jej rodzina w czasie największej klęski głodu w historii Chin była na uprzywilejowanej pozycji.
Szanghaj, podobnie jak inne duże miasta, był traktowany priorytetowo. Do lat dziewięćdziesiątych posiadacze miejskiego hukou otrzymywali przydziały żywności, a wieś ponosiła ryzyko nieurodzaju i politycznych eksperymentów. Wielki Skok Naprzód obnażył skutki tej asymetrii: gdy niedobory przerodziły się w klęskę głodu, śmiertelność w rejonach wiejskich ponad dwukrotnie przekroczyła poziom sprzed kryzysu, podczas gdy w miastach wzrosła o połowę18. Państwo poszło jeszcze o krok dalej: aby zmniejszyć liczbę osób do wyżywienia w miastach, w latach 1961–1964 około 30 milionów „nadwyżkowych” robotników i mieszkańców odesłano do rodzinnych gospodarstw wiejskich19. Być może Yuan nie zdawała sobie z tego wszystkiego sprawy. Większość miastowych miała ograniczoną wiedzę na temat skali głodu na wsi20, przemilczanego podobnie jak inne ciemne karty historii Chin. Tak jak w słowach piosenki, przy której bawili się tamtego dnia pracownicy: „Cichutko. Niech nikt nic nie mówi”.
Hukou dzieliło społeczeństwo także po śmierci Mao, w erze reform i otwarcia. System nie tylko wyznaczał miejsce zamieszkania, lecz także decydował o dostępie do świadczeń: od edukacji, przez opiekę zdrowotną i zasiłki, aż po prawo do legalnej pracy czy zameldowania w innym mieście. Formalna linia podziału skutecznie ograniczała przemieszczanie się i dostęp do dóbr w gwałtownie modernizującym się, choć wciąż niezamożnym społeczeństwie. Utrzymano dzięki niej niski koszt siły roboczej, chroniąc rozwijające się miasta przed niekontrolowanym zalewem imigrantów. W konsekwencji hukou utrzymywało różnice społeczne i majątkowe zarówno pomiędzy miastem a wsią, jak i między poszczególnymi regionami. Reforma tego systemu pozostaje do dziś wielkim wyzwaniem politycznym. To jedno z wielu następstw gwałtownego rozwoju gospodarczego ostatnich dekad, z którymi mierzą się rządzący. Okres, którego daty graniczne wyznaczać mogą wprowadzenie i zniesienie polityki jednego dziecka, wymyka się jednoznacznej ocenie. Tempo przemian społecznych wykuwanych przez autorytarne państwo doprowadziło do szeregu zjawisk, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych.
Książka jest próbą pokazania złożonej mozaiki, jaką są współczesne Chiny, przez soczewkę polityki jednego dziecka, kluczowego narzędzia socjo-inżynieryjnego modernizującego i bogacącego się w ciągu ostatniego półwiecza kraju. Na kalkulację polityczną stojącą za wprowadzeniem kontroli narodzin wpływało wiele czynników, które pojawiły się w czasie, gdy Chiny przechodziły wielką transformację gospodarczą. Głód i niepowodzenia modernizacji okresu maoizmu nasiliły potrzebę reform, których warunkiem było radykalne ograniczenie liczebności populacji. Dążenie do rozwoju kraju zyskało nową energię poprzez zakorzenienie w nauce i technologii, choć te, jak się zdawało, niekiedy redukowały społeczne konsekwencje polityki. W momencie zmiany modelu gospodarczego i reorganizacji struktur władzy trzymano się ich jednak mocno, wierząc, że tylko kategoryczny język naukowego postępu zapewni posłuch mas. W takich Chinach – przesiąkniętych propagandą nowoczesności, a jednocześnie zmagających się z demonami przeszłości – od lat osiemdziesiątych wyrastały następujące po sobie pokolenia jedynaków. Coraz bardziej zadbanych, coraz lepiej wyedukowanych, lecz nierzadko przygniecionych presją oczekiwań.
Nie jest to książka o polityce jednego dziecka, lecz o państwie, które ta polityka stworzyła, o społeczeństwie, w którym na każdym kroku zderzają się tradycja i modernizacja, obawy i nadzieje. W kolejnych rozdziałach przyglądamy się Chinom z perspektywy matek i córek, mieszkańców wsi i miast, rządzących i obywateli, uczniów i ich rodziców, osób samotnych i zakładających rodziny – tych, którzy tworzą Chiny jednego dziecka.
IMarsz Ochotników ( Yiyongjun Jinxingqu ) jest oficjalnym hymnem narodowym Chińskiej Republiki Ludowej od 1978 roku, a w 2004 roku został wpisany do konstytucji. Tekst pieśni napisał w latach trzydziestych Tian Han, dramaturg, scenarzysta i reżyser, a także członek Komunistycznej Partii Chin. Tłum. fragmentu Piotr Sochoń.
IIOdwołania odnoszą się do ilustracji we wkładkach zdjęciowych, które znajdują się po stronach 112 i 224.
IIIWspółczynnik dzietności całkowitej pokazuje, ile dzieci urodziłaby przeciętnie jedna kobieta w ciągu okresu rozrodczego (15–49 lat), gdyby przez cały ten czas utrzymywały się poziomy płodności zaobserwowane w danym roku. Zob. Fertility rate, total (births per woman) – China, United Nations Population Division. World Population Prospects: 2024 Revision, źródło: data.worldbank.org/indicator/SP.DYN.TFRT.IN?locations=CN [dostęp 25.08.2025].
IVPKBper capita (w dolarach bieżących, 1972 r.): Chiny – 89,7; Nigeria – 93,1; Togo – 102,2; Wybrzeże Kości Słoniowej – 148,7. Dane: Bank Światowy, data.worldbank.org/indicator/NY.GDP.PCAP.CD?end=1972&locations=CN-NG-CI-TG&start=1960 [dostęp: 19.09.2025].
VSzacunek oparty na analizie demograficznej Xizhe Penga, Demographic Consequences of the Great Leap Forward in China’s Provinces, „Population and Development Review”, 13(4), 1987, s. 639–670. Część badań wskazuje jednak wyższe wartości – Yang Jisheng (Tombstone. The Great Chinese Famine. The History of China’s Most Devastating Catastrophe 1958–1962, New York 2012) ok. 36 mln zgonów, a Frank Dikötter (Mao’s Great Famine. The History of China’s Most Devastating Catastrophe, 1958-62, London 2010) ok. 45 mln, przy czym ta ostatnia liczba obejmuje również ofiary przemocy.
VIFormalna nazwa systemu to huji , jednak w literaturze anglojęzycznej powszechnie używa się określenia „system hukou ”.
Matki jednego dziecka
Nadia Urban
Lato w południowej prowincji Fujian nie ma litości. Temperatury biją rekordy, a upał jeszcze potęguje wysoka wilgotność powietrza. Gorąc oblepia ciało, wchodzi w pory, utrudnia oddychanie. Właśnie w taki lipcowy dzień rodzeństwo Wang, brat i siostra, pojechało z ciotką do dużego miasta. Do domu wrócił tylko on.
Młodszą siostrę, wtedy ledwie osiemnastoletnią, zabrał nieznajomy, gdy stali na stacji kolejowej. Chłopak nie jest w stanie powiedzieć, czy transakcja była umówiona, czy też mężczyzna po prostu podszedł i zaoferował za dziewczynę pieniądze. To, co jest pewne, to że rodzina dostała gotówkę, a meimeiI zniknęła z ich życia. Jak się potem okazało, została żoną pięćdziesięciolatka z odległej, położonej w górach wsi i przez długie lata nie opuszczała swojego nowego domu. Rodzina męża obawiała się, że wyjazd albo nawet odwiedziny u rodziców mogłyby skończyć się ucieczką. Dopiero gdy kobieta miała już troje dzieci, zgodzono się na jej kontakt z krewnymi. Było mało prawdopodobne, że kupiona na dworcu żona zostawi potomstwo.
Tę historię opowiedziała mi poznana w Szanghaju JennyII. Nie wie, jak meimei ma na imię, bo chociaż jest siostrą jej ojca, Jenny zna ją tylko z opowieści. I to opowieści niedokładnych, lakonicznych, opowiadanych ze wstydem.
– Mój ojciec miał wtedy jakieś dwadzieścia lat. Choć wiemy już, gdzie mieszka ciotka, nie utrzymujemy z nią kontaktu – przyznała.
To wszystko musiało się wydarzyć na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.
Jenny urodziła się w tej samej co jej ciotka małej miejscowości w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, ale jako najstarsza córka. Kilka lat później rodzice zdecydowali się na drugie dziecko. W tamtym okresie pary mogły się o nie starać, jeśli pierwsza urodziła im się dziewczynka. Na świat przyszła kolejna meimei , młodsza siostra Jenny.
W tym pokoleniu los dziewczyn był już zupełnie inny. Jenny mogła studiować marketing na uniwersytecie w bogatej prowincji Zhejiang, a po zrobieniu licencjatu przeprowadziła się do Szanghaju. Miała dwadzieścia dwa lata, doskonale znała angielski i podbój wielkiego miasta szedł jej całkiem dobrze: dostała pracę, potem kolejną, a w końcu została brand managerką sieci restauracji. W życiu prywatnym też jej się powiodło: związała się ze studiującym w Szanghaju Amerykaninem i wynajęła dwupokojowe mieszkanie w dzielnicy Pudong. Po kilku latach życia w metropolii postanowiła jeszcze zainwestować w przyszłość. Jej rodzina wzięła kredyt w wysokości 2 milionów juanów (czyli ponad miliona złotych), żeby sfinansować studia magisterskie na nowojorskim uniwersytecie Columbia. Jenny spakowała walizki i wyjechała z kraju, żeby podążać za marzeniami.
Jedna rodzina, jedna miejscowość, dwa pokolenia kobiet. Kilkunastoletnia dziewczyna oddana za bezcen na żonę dla obcego mężczyzny i jej bratanica, młoda kobieta mieszkająca dzisiaj w Nowym Jorku z wybranym przez siebie partnerem. Ciotka Jenny stanowiła dla rodziny obciążenie, była warta tylko tyle, ile chciał za nią zapłacić przyszły mąż. Z kolei Jenny jest dla swojej rodziny nadzieją i krewni uważają, że warto w nią inwestować miliony juanów. Jej młodsza siostra nadal mieszka z rodzicami i przygotowuje się do egzaminu na urzędnika, bardzo poważanego w chińskim społeczeństwie stanowiska. Jak w krótkim czasie doszło do tak diametralnej zmiany?
To w istocie rezultat wielu czynników. Modernizacja kraju, urbanizacja i rosnący dobrobyt połączone z coraz wyższym poziomem edukacji otworzyły wielu ludziom drogę do awansu społecznego. W przypadku kobiet równie istotnym czynnikiem okazała się polityka jednego dziecka, która zmieniła ich pozycję w rodzinie i społeczeństwie i sprawiła, że doświadczenia matek i córek różnią się tak wyraźnie.
Aby zrozumieć, w jakim klimacie społecznym i politycznym wprowadzano politykę jednego dziecka, należy przyjrzeć się pokoleniu matek, kobietom, które osiągnęły dorosłość w latach osiemdziesiątych i wzięły na siebie (mniej lub bardziej dobrowolnie) ciężar realizowania nowej polityki demograficznej Chin. To dzieci „Nowych Chin”, urodzone już po tym, jak 1 października 1949 roku proklamowano Chińską Republikę Ludową. Kraj był wówczas biedny i wyniszczony wojną z Japonią, a także wojną domową, ale też pełen nadziei. To okres, gdy w Państwie Środka wprowadza się powszechny dostęp do edukacji i progresywne prawo małżeńskie, a przestrzeń publiczna wypełnia się plakatami promującymi nowoczesne postawy i zachowania. Już pod koniec lat pięćdziesiątych plakaty te zachęcają do późniejszego niż dotąd zawierania małżeństw i rodzicielstwa czy do ograniczania liczby potomstwa.
Dorastanie kobiet z pokolenia matek przypada na pełen przemocy i skrajnych emocji okres rewolucji kulturalnej, która przetoczyła się przez Chiny w latach 1966–1976. Większość z nich była w tym czasie albo nastolatkami, albo dziećmi, które miały zapamiętać, jak życie ich rodzin zostało wywrócone do góry nogami. Wiele kobiet z miast wyjechało na wieś w ramach programów zsyłek młodzieży do zacofanych regionów Chin. Wiele angażowało się politycznie, ścinało włosy i odrzucało tradycyjne kanony piękna.
Gdy rewolucja kulturalna dobiegła końca, dziewczęta ukształtowane w jej realiach zostały nagle wrzucone w wir przemian okresu reform i otwarcia. W wyniku zmian gospodarczych następujących po śmierci Mao Zedonga państwowe przedsiębiorstwa powoli upadały, za to półki sklepowe zapełniały się nieznanymi wcześniej produktami. Wydawałoby się, że młodym ludziom, którzy dopiero co wymachiwali czerwonymi książeczkami z cytatami Mao na Placu Tiananmen, trudno będzie się odnaleźć się w nowej rzeczywistości, a było odwrotnie: pokolenie matek, zwłaszcza mieszkanek miast, z entuzjazmem weszło w kapitalistyczną rzeczywistość. Dostrzegłszy szansę na awans społeczny i lepsze życie dla swoich rodzin, wiele z nich ruszyło do budowania nowoczesnego społeczeństwa, opartego na modelu 2 + 1. Model ten stał się nie tylko wymogiem polityki demograficznej, lecz także symbolem nowoczesności i postępu i na zawsze zmienił los chińskiej kobiety.
W 1927 roku, po latach spędzonych w Kantonie i Szanghaju, Mao Zedong powrócił do rodzinnej prowincji Hunan w centralnej części kraju, żeby osobiście przyjrzeć cię sytuacji chłopów. Wizyta zaowocowała raportem1, który uzasadniał, dlaczego to właśnie ta warstwa społeczna powinna stać się główną siłą rewolucyjną Chin. Stawiana w nim diagnoza była w kolejnych dekadach punktem wyjścia tworzenia radykalnych postulatów. Mao wskazywał, że w feudalnych Chinach ludzie podlegali trzem rodzajom władzy: państwowej, klanowej i religijnej, a kobiety ponadto władzy męża. Zdaniem komunistów nastał czas, aby to zmienić.
Źródeł tradycyjnego porządku, który miała zburzyć maoistowska rewolucja, upatrywać należy w konfucjanizmie. To dominujący w Chinach system etyczno-filozoficzny, w którym kładzie się nacisk na hierarchię, obowiązki rodzinne i harmonię społeczną. Konfucjusz – filozof żyjący na przełomie VI i V wieku przed naszą erą – chciał przenieść dynamikę relacji rodzinnych na relacje i struktury państwa2. W jego ujęciu obywatele mieli być posłuszni cesarzowi tak, jak dzieci są posłuszne ojcu3. Życie społeczne opierało się zatem na hierarchii, w której młodszy miał być posłuszny starszemu, a zależność płciowa była połączona z pokoleniową.
System był tak silny, że utrwalił się także w języku. Określenia pokrewieństwa w języku mandaryńskim uwzględniają płeć, kolejność narodzin, a także stronę pochodzenia. W językach europejskich słów „brat” i „siostra” używa się do określenia rodzeństwa bez względu na wiek, w chińskim natomiast inaczej nazywają się bracia młodszy ( didi ) i starszy ( gege ), czy też młodsza ( meimei ) i starsza ( jiejie ) siostra. Wiek odgrywa rolę w nazewnictwie nawet w przypadku bliźniąt. Podobnie jest z wujkami i ciotkami. Starszy brat ojca to bofu , a młodszy – shushu . Brat matki nazywany jest jiujiu . Określenia członków rodziny przyprawiają o ból głowy uczących się mandaryńskiego, ale obrazują złożoną hierarchię i patrylinearność, czyli dziedziczenie w linii męskiej, chińskich klanów. Każde z tych słów precyzyjnie wskazuje, czy krewny jest starszy, czy młodszy oraz czy pochodzi od strony ojca czy matki. To ostatnie rozróżnienie jest kluczowe, co najdobitniej pokazują wyrazy, których używa się na określenie dziadków. Rodzice matki to waigong i waipo , a człon wai oznacza „zewnętrzny” i wskazuje, że rodzina matki to obcy klanIII.
Poza sztywną hierarchicznością życiem rodzinnym w Chinach rządził jeszcze jeden niezwykle ważny koncept wywodzący się z konfucjanizmu: xiao . Tłumaczone na polski jako „pobożność synowska”, xiao było rozumiane przez samego Konfucjusza jako szacunek dla rodziców, pamiętanie o ich potrzebach i troskach oraz oddawanie im czci po śmierci. Z czasem interpretacje się zmieniały, do dziś jednak xiao ma ogromny wpływ na moralność i strukturę społeczną w Chinach. Przysłowia, przypowieści i różnego rodzaju teksty kultury gloryfikowały postaci, które wypełniały obowiązki wobec rodziców, a potępiały tych, którzy nie przestrzegali zasad pobożności synowskiej. Filozof Mencjusz twierdził, że jednym z najbardziej niesynowskich ( bu xiao ) czynów jest… niezapewnienie rodzinie męskich potomków4. Wszystko dlatego, że tylko mężczyzna może troszczyć się o dusze przodków. W tradycyjnych klanach (szczególnie na południu Chin, w takich prowincjach jak Guangdong czy Fujian) kobiety nie miały wstępu do rodzinnych świątyń, a rytuały związane z czczeniem przodków były zarezerwowane dla mężczyzn5. Nauka Mencjusza miała ogromny wpływ na mentalność Chińczyków i odegrała niemałą rolę w kształtowaniu chińskiej demografii także w okresie obowiązywania polityki jednego dziecka.
Jak w tym hierarchicznym, zdominowanym przez mężczyzn społeczeństwie odnajdywały się kobiety? W dawnych Chinach ich los był ściśle powiązany z relacjami społecznymi i rolami rodzinnymi. Kwestię obowiązków, norm zachowania i praw własności opisano szeroko w konfucjańskiej Księdze rytuałów ( Liji ), klasycznym tekście powstałym kilka wieków przed naszą erą. Dowiadujemy się z niego, że chłopcy mają uczyć się o „męskich sprawach”, takich jak zarabianie na życie czy bycie urzędnikiem państwowym, podczas gdy dziewczęta powinny doskonalić się w „kobiecej pracy”, na którą składają się dwa podstawowe zadania, czyli szycie ubrań i przygotowywanie jedzenia. Mężczyźni mieli utrzymywać rodzinę, a kobiety dbać o nią, a także wytwarzać przedmioty niezbędne domownikom. Prawo własności stanowiło, że wszystko należy do rodziny, a dysponować jej majątkiem mogli tylko mężczyźni6.
Poza Księgą rytuałów Konfucjusza w okresie panowania dynastii Han opracowano zasady „etyki kobiecej”, na którą składały się Trzy Posłuszeństwa ( Sancong ) i Cztery Cnoty ( Side )7. W okresie panieństwa kobiety miały być posłuszne ojcu, potem mężowi, a następnie – po jego śmierci – synowi. Cechy, które powinny w sobie pielęgnować, to moralne zachowanie, właściwa mowa (powściągliwy i uprzejmy sposób wypowiadania się), skromne maniery i pracowitość. Choć te formuły traktować można jedynie jako wytyczne i pewien ideał, dobrze pokazują, że konfucjanizm ograniczał kobiety do roli, którą odgrywały w rodzinie, i wskazywał, że dla każdej Chinki kluczowe jest zawarcie małżeństwa.
Wychodząca za mąż dziewczyna stawała się częścią rodziny męża, co również zachęcało do tego, by śluby aranżować jak najwcześniej, nierzadko jeszcze wtedy, gdy przyszli małżonkowie byli dziećmi8. Panna młoda zazwyczaj nie znała męża aż do dnia zawarcia małżeństwa. Co więcej, bogate rodziny bywały poligamiczne: mężczyzna mógł mieć żonę i wiele konkubin, o ile było go na to stać, żony zaś nie mogły sprzeciwiać się przyjmowaniu kolejnych kobiet, o ile te pochodziły z niższych warstw społecznych9. Realia życia w takim domu świetnie ukazuje film Zawieście czerwone latarnie, którego akcja toczy się w latach dwudziestych XX wieku. Główna bohaterka jest czwartą żoną bogatego właściciela ziemskiego. Kobiety – do których zwracano się nie po imionach, a po numerach – rywalizują ze sobą, uciekając się do podłych intryg, co ostatecznie doprowadza do tragedii.
W niższych warstwach społecznych małżeństwo było równie ważne. Żona syna oznaczała dodatkową parę rąk do pracy, a te były na wagę złota dla każdej rodziny, która utrzymywała się z uprawiania roli. Nierzadko więc zdarzało się aranżowanie małżeństw dorosłej kobiety z małym chłopcem, a nawet… ze zmarłym10. Było to właściwie kupowanie nowego członka rodziny, bo za pannę młodą krewni otrzymywali caili , czyli odpowiednią sumę. Cail i – często błędnie tłumaczone jako „posag” – pojawiło się w Chinach w czasach dynastii Zhou11 (1045–256 r. p.n.e.) i wiązało z patriarchalną, konfucjańską kulturą. Kobieta po ślubie zamieszkiwała z rodziną męża i od tego momentu obowiązki względem teściów stawały się dla niej ważniejsze niż zobowiązania wobec własnych rodziców. Zdarzało się nawet, że nigdy więcej już ich nie spotkała. Łożenie na dziewczynki było więc uważane za zwykłą stratę pieniędzy, a caili stało się naturalną rekompensatą za koszty poniesione przez wszystkie lata ich wychowywania. Niestety, opłata za pannę młodą to nie wyblakłe wspomnienie z historii. Transakcyjny charakter małżeństw utrzymał się do dzisiaj, o czym pisze w jednym z rozdziałów Weronika Truszczyńska.
Od czasów imperialnych Chiny zmagały się również z niedoborem kandydatek na żony. Kobiety zawsze przenosiły się z biedniejszych regionów do bogatszych wsi, gdzie rodziny mogły sobie pozwolić na zapłatę caili . Pojawiła się też praktyka adopcji małych dziewczynek w celu wychowania ich na żonę dla syna, określanych mianem tongyangxi12. Koszty były o wiele niższe niż zapłata za pannę młodą, a rodzina zyskiwała ręce do pracy i pewność, że nawet gdy przyjdzie najgorsza bieda, syn będzie miał partnerkę, spłodzi potomków i będzie kontynuował linię rodową. Dla biednych rodzin biologiczna córka była obciążeniem, proceder nierzadko polegał więc na wymienianiu się dziewczynkami13. Z tymi kulturowymi prawidłami musieli zmierzyć się wszyscy chcący zmodernizować Chiny.
Pod koniec XIX wieku, po wojnach opiumowych, razem z obcokrajowcami i licznymi nowinkami do Chin dotarła również myśl feministyczna. Pierwszymi emancypantkami były dobrze wykształcone miejskie kobiety, które zdobyły edukację na Zachodzie lub w Japonii14. Niektórzy reformatorzy z tego okresu, jak Zheng Guanying i Liang Qichao, promowali formalną edukację kobiet (z której były dotąd całkowicie wykluczone), ale wciąż przypisywali im tradycyjne role płciowe. W artykule z 1897 roku Liang zasugerował, że kształcenie kobiet byłoby korzystne dla społeczeństwa, bo przygotowałoby je do… rodzenia dzieci i kształtowania nowych obywateli!15 Ich edukacja miała więc służyć nie tyle upodmiotowieniu, ile realizacji konserwatywnych i nacjonalistycznych celów nowego państwa, konserwujących silną pozycję patriarchalnych klanów. Gdy po utracie władzy przez ostatniego cesarza proklamowano Republikę Chin, konstytucja wciąż nie przyznała kobietom prawa głosu i nie stały się one pełnoprawnymi obywatelkami16.
Jednocześnie wielu intelektualistów tamtego okresu – podobnie jak później Mao Zedong – widziało w chińskiej klanowości historyczne obciążenie, które stoi na przeszkodzie modernizacji17. Rozerwanie tradycyjnych układów rodzinnych miało prowadzić do wytworzenia autonomicznych relacji jednostek z państwem, na których bazie można było zbudować nowoczesny naród. Tak ukształtowała się w Chinach wizja „rewolucji rodzinnej”, która lojalność jednostki wobec rodu miała zastąpić lojalnością wobec państwa. Było to podejście awangardowe, a niektóre z pomysłów mogą zaskakiwać nawet dziś. W latach dwudziestych XX wieku podczas obrad legislacyjnych postulowano na przykład wprowadzenie związku małżeńskiego o określonym czasie trwania: małżonkowie po trzech latach decydowaliby, czy chcą go przedłużyć18. Ostatecznie się na to nie zdecydowano, ale sam projekt dowodzi rewolucyjnego podejścia niektórych intelektualistów sprzed stulecia.
Punktem zwrotnym stały się wydarzenia z 1919 roku, czyli ogólnokrajowe studenckie protesty przeciwko traktatowi wersalskiemu, które zapoczątkowały Ruch Czwartego Maja. Jego członkowie domagali się modernizacji i reform. To także kluczowy moment dla kształtowania się świadomości feministycznej w Chinach. Rola kobiet była jedną z ważniejszych kwestii poruszanych przez ruch. Dyskusje na ten temat podejmowano na łamach progresywnych magazynów, takich jak „ Xin Qingnian ” (Nowa Młodzież) czy „ Xin Nüxing ” (Nowa Kobieta)19. Postulowano w nich poprawę systemu edukacji, upowszechnienie pracy zarobkowej oraz zwiększenie swobody kobiet w miłości i małżeństwie.
Ruch Czwartego Maja dał początek nie tylko rodzimemu feminizmowi. Komunistyczna Partia Chin – założona w 1921 roku w Szanghaju – również stanowiła dzieło intelektualistów ukształtowanych przez tamten zryw, a Mao Zedong regularnie czytał „ Xin Qingnian ”. Warto zaznaczyć, że walka o równość mężczyzn i kobiet nie była dla Partii celem samym w sobie, lecz stanowiła rozszerzenie walki klasowej. Sojusz miejskiej inteligencji, która pisała program rewolucji, z wiejskimi masami, które miały wypełnić szeregi armii, rodził liczne napięcia — zwłaszcza w kwestii równości płci. Wszystko dlatego, że na wsi wciąż silne były konserwatywne przekonania, którymi uzasadniano aranżowanie małżeństw, nierówne traktowanie córek i podporządkowanie kobiet autorytetowi mężczyzn. W rezultacie wciąż powracał fundamentalny dylemat: jak pogodzić ideę emancypacji kobiet z pragmatyzmem rewolucyjnym, skoro Komunistyczna Partia Chin musiała liczyć na poparcie i mobilizację chłopstwa?
Dalsza część w wersji pełnej
IChin. młodsza siostra. Chińczycy zazwyczaj zwracają się do siebie nie po imieniu, ale według tego, jakie zajmuje się miejsce w strukturze rodzinnej.
IIChińczycy, zwłaszcza ci mieszkający w miastach i pracujący w środowisku międzynarodowym, przybierają angielskie imiona, których używają nawet między sobą.
IIIJest wiele badań dotyczących struktury rodziny i językowego odzwierciedlenia starszeństwa oraz różnic płci w języku chińskim. Zob. np. H.D.R. Baker, Chinese Family and Kinship, London 1979.
1 W oryginalnym brzmieniu: Yi gelia ng ge dou shi yang, zai lai yi ge you hefang . Przekład P. Sochoń. O ile nie zaznaczono inaczej, tłumaczenia pochodzą od autorów książki, źródło: Li Zhixin 008 shijue (nazwa użytkownika), Santai xuanchuan biaoyu , Douyin , 21.03.2024, v.douyin.com/note/7348811837351234843 [dostęp: 25.08.2025].
2 W oryginalnym brzmieniu: San ge haizi jiu shi hao, buyong guojia lai yang lao , źródło: Yunshen buzhi chu (nazwa użytkownika), post na Douyin , 12.06.2024, v.douyin.com/D1fhpAYlV9w/ [dostęp: 25.08.2025].
3 W oryginalnym brzmieniu: Jihua shengyu hao, zhengfu lai yang lao , źródło: Aichi yu de da mao (nazwa użytkownika), post na Douyin , 30.12.2024, v.douyin.com/oWsQLzwf1AI/ [dostęp: 25.08.2025].
4 Zhongguo Jihua Shengyu Xiehui, Sanhai shengyu zhengce: Zhongguo jisheng xie mianxiang shehui zhengji xuanchuan biaoyu kouhao , 2022, źródło: mp.weixin.qq.com/s/NTiuom9BSpFS66BCSLbUTA [dostęp: 25.08.2025].
5 P. Wang, Renkou zongliang lüeyou xiajiang, chengzhenhua shuiping jixu tigao , Guojia Tongjiju , 19 lutego 2023, źródło: stats.gov.cn/zt_18555/zthd/lhfw/2023/sjjd/202302/t20230219_1913346.html [dostęp: 26.08.2025].
6Guojia Tongjiju , „ 2011 n ian woguo renkou zongliang ji jiegou bianhua qingkuang ”, 01 marca 2023, źródło: stats.gov.cn/sj/zxfb/202303/t20230301_1919332.html [dostęp: 26.08.2025].
7 Susu (nazwa użytkownika), komentarz w wątku Zhongguo jisheng xie mianxiang shehui zhengji ‘sanhai’ xuanchuan biaoyu kouhao, hongyang hunyu xin feng naxie kouhao keyi langlang shangkou? , Zhihu , 29.05.2022, źródło: zhihu.com/question/477260967 [dostęp: 25.08.2025].
8 F.C. Teiwes, W. Sun, China’s Road to Disaster. Mao, Central Politicians and Provincial Leaders in the Unfolding of the Great Leap Forward, 1955–1959, Armonk 1999, s. 41–43.
9 Z. Mao, Speech at the Lushan Conference, July 23, 1959, w: Selected Works of Mao Tse-tung, t. 8, źródło: marxists.org/reference/archive/mao/selected-works/volume-8/mswv8_34.htm [dostęp: 25.08.2025].
10 J. K.-s. Kung, J. Y. Lin, The Causes of China’s Great Leap Famine, 1959–1961, „Economic Development and Cultural Change”, 52/1 (2003), s. 51–73.
11 X. Peng, Demographic Consequences of the Great Leap Forward in China’s Provinces, „Population and Development Review” 1987, 13(4), s. 639–670.
12 C. Shi, Zhongguo jihua shengyu shigao , Urumqi 1987, s. 174.
13 Zob. Y. Chen, Cong minjian chuanshuo dao yixue shenhua: “Dayuejin” qijian duiliu zhi jiegude xuanchuan (1958–1960) , doktorat, Nankin 2016, s. 21–37, 124–141.
14 X. Deng, Jiefang sixiang, shishi qiushi, tuanjie yizhi xiangqian kan , w: Deng Xiaoping Wenxuan , t. 2, Beijing 1994, s. 140.
15 Tamże, s. 85.
16 D.H. Meadows, i in., Granice wzrostu, tłum. W. Rączkowska, S. Rączkowski, wstęp K. Secomski, Warszawa 1973.
17 S. Greenhalgh, Missile Science, Population Science. The Origins of China’s One-Child Policy, „The China Quarterly”, 2005, nr 182 (czerwiec), s. 253–276.
18 H. Hao, Trends and Geographic Differentials in Mortality, w: The Changing Population of China, red. X. Peng, Z. Guo, Oxford 2000, s. 38.
19 F. Zhong, Urbanization, w: tamże, s. 171–172.
20 J. Becker, Hungry Ghosts. Mao’s Secret Famine, New York 1996, s. 221–223.
1 Z. Mao, Report on an Investigation of the Peasant Movement in Hunan, March 1927, w: Selected Works of Mao Tse-tung, vol. I, Beijing 1965, źródło: marxists.org/reference/archive/mao/selected-works/volume-1/mswv1_2.htm [dostęp: 30.08.2025].
2 D.A. Jarema, Wpływ konfucjanizmu na system społeczny i polityczny w Chinach, Wrocław 2012, źródło: repozytorium.uni.wroc.pl/Content/40338/PDF/004.pdf [dostęp: 30.08.2025].
3 H. Gates, The Commoditization of Chinese Women, „Signs” 1989, 14(4): Common Grounds and Crossroads: Race, Ethnicity, and Class in Women’s Lives, s. 799–832.
4 P. Ebrey, ‘ Xiao孝(Filial Piety)’, w: Encyclopedia of Confucianism, red. Y. Xinzhong Oxon 2013.
5 J.L. Watson, The Structure of Chinese Funerary Rites, w: J.L. Watson, E.S. Rawski,Death Ritual in Late Imperial and Modern China, Berkeley 1988.
6 C. Li, The Social Consequences of the May Fourth Movement, „Chinese Studies in History”, 2016, 43(4), źródło: doi.org/10.2753/CSH0009-4633430402 [dostęp: 30.08.2025].
7 H. Gates, dz. cyt.
8 X. Gao, Women Existing for Men. Confucianism and Social Injustice against Women in China, „Race, Gender & Class”, 2014, 10(3), s. 114–125.
9 P. Konarska, Od wielkiej rodziny do małżeństwa z rozsądku – małżeństwo i rodzina w kulturze chińskiej, „Kortowski Przegląd Prawniczy”, 2011, 1, s. 231–235.
10 B. Hooper, Women in China: Mao “v.” Confucius, „Labour History”, 1975, 29, s. 132–145.
11 J. Gao, Contemporary Society and the Marriage Custom of Buying and Selling under the Principle of Reciprocity and Win-Win. An Analysis of the Problem of „Bride Price” in Zhengning Marriage Custom, „Journal of Longdong University” (Social Science Edition), 2006, 17, s. 78–81.
12 N. Niida, Land Reform and New Marriage Law in China, „The Developing Economies”, 1964, 2(1).
13 A.P. Wolf, C.-s. Huang, Marriage and Adoption in China , 1845–1945, Stanford 1980.
14 T. Angeloff, Le féminisme en République populaire de Chine: entre ruptures et continuités, „Revue Tiers Monde” 2012, 209(1), s. 89.
15 B. Wang, Engaging Nüquanzhuyi: The Making of a Chinese Feminist Rhetoric, „College English” 2010, 72(4), s. 385–405.
16 Tamże.
17 J. Xu, Da tuojian zhihou: jiaguo tianxia zhi xin zhixu yu ziwo rentong , „ Lishi Faxue ” 2016, 10, s. 177–204.
18 Y. Zhao, Jiating geming: Qingmo Minchu dushuren de chóngjing , Beijing 2020, s. 171.
19 Tamże.
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
Wstęp. Piotr Sochoń
Więcej niż jedno dziecko
Trochę więcej, trochę szybciej
Mniej dzieci do wykarmienia
Cichutko, niech nikt nic nie mówi
Rozdział 1. Matki jednego dziecka
Trzy posłuszeństwa, cztery cnoty
Między modernizacją a rewolucją
Przypisy końcowe
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Meritum publikacji
Przypisy
