Chiński wirus - Krzysztof Koziołek - ebook + audiobook + książka

Chiński wirus ebook

Krzysztof Koziołek

3,5
9,99 zł

-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Wybuch pandemii tajemniczego wirusa zatrzymał świat, który znamy. Strach opanował mieszkańców wszystkich kontynentów. Liczba zachorowań wzrasta, a w starciu z wirusem, na którego nie działają żadne dotychczas znane szczepionki i lekarstwa, światowi eksperci pozostają bezradni. Rządy wprowadzają obostrzenia, ograniczające swobodę obywateli. Ludzie umierają w szpitalach bez możliwości pożegnania z bliskimi. Gospodarka gwałtownie zahamowuje. Nikt nie czuje się bezpiecznie... Dwóch mężczyzn w obliczu osobistych tragedii postanowiło zjednoczyć siły i odkryć prawdę o źródle zakażenia. Dokąd zaprowadzą ich poszukiwania?

„Chiński wirus" to najnowsza książka Krzysztofa Koziołka, zainspirowana wydarzeniami z początku 2020 roku. Epidemia koronawirusa zmusiła ludzkość do społecznej izolacji. Autor wykorzystał ten czas na stworzenie historii alternatywnej, w której odbijają się zróżnicowane głosy społeczeństwa. Nikt nie ma pewności, gdzie leży prawda.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 130

Oceny
3,5 (41 ocen)
16
5
8
9
3
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
elbast1

Nie oderwiesz się od lektury

dzuękuję wspaniała książka
00



Krzysztof Koziołek

Chiński wirus

 

Saga

Chiński wirusZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2020, 2020 Krzysztof Koziołek i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726595024

 

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

 

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

 

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Odcinek 1 (Prolog)

Bergamo, Włochy, 15 marca 2020

– Czy tych ludzi całkiem pogięło?! – Ilario Incerto 1 w ostatniej chwili zdążył zahamować przed grupką młodzieży, która, nie zważając na czerwone światło dla pieszych, wtargnęła na przejście. Drugi raz zaklął, kiedy auto zgasło.

Fiat ritmo, którym się poruszał, należał do jego babci. Samochód był w idealnym stanie, choć liczył sobie już trzydzieści dwa lata, o trzy więcej niż jego kierowca. Incerto nie był jednak przyzwyczajony do jeżdżenia takimi starociami, pozbawionymi całej gamy systemów wspomagających. Samo operowanie kierownicą sprawiało, że pocił się ze zmęczenia. Nagle zatęsknił za Lamborghini Aventador. W garażu miał kilka wyjątkowych samochodów, lecz do tego był przywiązany najbardziej. Do setki przyśpieszał w niespełna trzy sekundy, podczas gdy fiacik babci nie wyciągał tyle chyba nawet na autostradzie.

Przekręcił kluczyk w stacyjce raz, potem drugi, modląc się, aby silnik zaskoczył, z tyłu bowiem zaczynali już na niego trąbić inni kierowcy. Kiedy się udało, otarł spocone czoło rękawem marynarki.

Ruszył i od razu ostro zahamował, zdawszy sobie sprawę, że światło dla samochodów zmieniło się na czerwone.

– Figa! – Wrzasnął jakiś wyrostek, uderzając przy tym zaciśniętą pięścią w maskę samochodu. – Uważaj, jak jeździsz! – W drugiej dłoni trzymał butelkę z piwem. Jakimś cudem nie uronił z niej ani kropli.

– Sam jesteś pipa. – Incerto miał ochotę wysiąść i spuścić gówniarzowi manto. Dopiero co z powodu epidemii koronawirusa zamknięto szkoły i uczelnie, a młodzież, zamiast siedzieć w domach, wyległa tłumnie na miasto. Wiedział jednak, że gdyby pozwolił sobie na coś takiego, jego podobizna zdobiłaby każdą jutrzejszą włoską gazetę i wiele europejskich. Jedyne więc, co zrobił, to chwycił za rączkę w drzwiach, chcąc opuścić szybę i wpuścić nieco chłodniejszego powietrza. Zrobił to jednak ze zbyt dużym animuszem, czego dowodem był głośny trzask. – Babcia się ucieszy… – Westchnął, kiedy pokrętło zostało w dłoni.

Babcia… – Odetchnął głęboko. Już dwa dni temu prosiła go, aby przywiózł jej do szpitala ładowarkę do telefonu komórkowego, szlafrok, kapcie pod prysznic i lekarstwa na cukrzycę, bo w szpitalu papieskim powiedzieli jej, że każdy pacjent musi mieć swoje. Niestety, gdy do niego zadzwoniła, wsiadał razem z kolegami do samolotu, którym lecieli na ćwierćfinał Ligi Mistrzów, Zdobywców Drugich, Trzecich i Czwartych Miejsc z Najbogatszych Lig Europy i Kopciuszków z Pozostałych Biednych Lig. Dzisiaj, gdy wrócili i wreszcie dostali wolny dzień, przyjechał do Bergamo i spakował wszystkie rzeczy.

Jak na złość, wszystkie miejsca na ogromnym parkingu przedzielonym ruchliwą trasą były zajęte. Robiło się coraz później, Incerto bał się, że nie zdąży w porze odwiedzin, dlatego zdecydował się na przebój. Podjechał jak najbliżej głównego wejścia, wysiadł z auta. Dopiero wtedy dostrzegł stojącego obok karabiniera.

Mężczyzna był zajęty rozmową z jakąś atrakcyjną brunetką, ale gdy zobaczył nieprawidłowo parkującego kierowcę, od razu ruszył w jego stronę.

– Tutaj nie może pan zostawić auta – rzekł tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Poczekaj chwilkę! – rzucił w stronę rozmówczyni.

– To gdzie mam stanąć? – odparł Incerto grzecznie. – Na obu parkingach wszystkie miejsca zajęte…

– To pan? – Mężczyzna w jednej chwili stracił zainteresowanie brunetką. – Da mi pan autograf? – Wyjął notes z kieszeni munduru, podał długopis kierowcy.

– Oczywiście. – Złożył zamaszysty podpis. – Ja tylko na chwilę, przywiozłem rzeczy dla chorej babci. – Na dowód rozchylił reklamówkę.

– Dobrze. – Mrugnął porozumiewawczo okiem. – Tylko niech się pan pośpieszy.

– Karabinierzy tutaj? – Incerto dopiero teraz uświadomił sobie niecodzienność sytuacji. Bardziej spodziewałby się zobaczyć policjanta.

– Specjalne środki ostrożności z uwagi na epidemię grypy – wyjaśnił, chowając notatnik.

– Koronawirusa – poprawił Incerto machinalnie.

– Grypa, koronawirus, jedno i to samo. – Karabinier machnął lekceważąco ręką. – Niech pan już idzie, bo za chwilę mają zamknąć szpital dla odwiedzających!

*

Kolejne minuty Incerto stracił, próbując dowiedzieć się, w której sali leży babcia. Kiedy sprawa się wyjaśniła, kobieta z recepcji wykonała kilka telefonów, przybierając na twarzy coraz bardziej poważny wyraz. Na końcu kazała mu czekać na przyjście lekarki, nie chciała przy tym zdradzić nic więcej.

Przez następną godzinę przypatrywał się krzątaninie lekarzy, pielęgniarek i innego personelu. Wszyscy zachowywali się tak, jakby znajdowali się na wojnie. Incerto od lat nie korzystał z opieki publicznej służby zdrowia, nie był zatem przyzwyczajony do takich obrazków, przyjął jednak, że to norma. Za chwilę miał się dowiedzieć, jak bardzo się myli.

– Pan mnie szukał? – Nagle obok wyrosła niska kobieta. Nie trzeba było się jej przypatrywać, aby zauważyć, jak bardzo jest zmęczona. – Pan jest wnukiem Francesci Incerto?

– Ja – potwierdził. – Przywiozłem rzeczy o które prosiła. – Przesunął się metr w bok, widząc, że w ich stronę zmierza sprzątacz wyposażony w mop.

– Spóźnił się pan… – powiedziała to cicho.

– Wiem, że babcia prosiła o te rzeczy dwa dni temu, ale nie było mnie w kraju – zaczął wyjaśniać. – Przywiozłem ładowarkę do telefonu…

– Nie zrozumiał mnie pan. – Spojrzała mężczyźnie prosto w oczy. – Pańska babcia jest w stanie krytycznym.

– Co? – Sens słów jeszcze do niego nie dotarł.

– Pańska babcia umiera. – Lekarka przygryzła wargę.

– Umiera? – zdziwił się. – To chyba jakaś pomyłka… Moja babcia trafiła do szpitala z podejrzeniem grypy…

– To koronawirus, nie grypa. – Zmarszczyła brwi. – To nowy typ bardzo zjadliwego wirusa… Nie ma na niego lekarstwa… Bardzo mi przykro… Muszę wracać na oddział…

– Ale… – Wyciągnął dłoń, aby chwycić lekarkę za ramię, ale ta się odsunęła. – Ile czasu babci zostało?… – Słyszał swój własny głos. Miał wrażenie, że to sen, że za chwilę się obudzi, przetrze zaspane oczy i odetchnie z ulgą.

– Jest przytomna i komunikatywna, ale ma przed sobą maksymalnie kilka godzin – wytłumaczyła. – Brakuje nam respiratorów… – dodała przepraszającym tonem.

– Kilka godzin… – To nie był senny koszmar, tylko rzeczywistość. – Chciałbym się z nią pożegnać… – rzekł przez zaciśnięte gardło.

– To niemożliwe. – Lekarka zaprzeczyła gwałtownym ruchem głowy. – Babcia leży na oddziale zakaźnym. Nie ma tam wstępu nikt poza upoważnionym personelem.

– Pani nie wie, kim ja jestem! – zdenerwował się. Jak to możliwe, żeby ktoś taki, jak on, z dziesiątkami milionów euro na koncie, nie mógł nic zrobić?! – Musi być jakiś sposób!!!

– Mógłby pan być prezydentem USA, a i tak by tam pana nie wpuścili. – Lekarka zrobiła krok do tyłu. – Nikt tam nie wejdzie.

– Ale ja muszę się z nią pożegnać! – jęknął Incerto.

– Przykro mi. – W oczach lekarki pojawiły się łzy. – Nic nie możemy zrobić… – Odwróciła się, ruszyła w kierunku drzwi strzeżonych przez dwóch karabinierów.

Incerto patrzył, dopóki za nimi zniknęła. Przez myśl przeszło mu, żeby spróbować porozmawiać z mundurowymi, może jakoś udałoby mu się ich przekonać.

– Ilario Incerto? – Głos był cichy.

Obrócił się, dostrzegł sprzątacza.

– Tak… – odpowiedział bezwiednie.

– Słyszałem pana rozmowę z panią doktor… – Mężczyzna jeszcze bardziej ściszył głos. – Możliwe, że mógłbym panu pomóc…

– Tak? – zainteresował się momentalnie.

– Spotkajmy się przed wejściem, tam, gdzie pacjenci palą papierosy. Poczekaj tam na mnie. – Zrobił w tył zwrot, machając energicznie mopem.

Dwie minuty później Incerto stał już we wskazanym miejscu. Tajemniczy rozmówca pojawił się chwilę potem.

– Od wczoraj co chwilę umiera ktoś starszy. Czegoś takiego nigdy nie widziałem, a trochę tu już pracuję. – Sprzątacz wyjął papierosa, odpalił go. – Twoja babcia nie jest jedyna.

– Mówiłeś, że możesz mi pomóc. – Incerto był na skraju załamania nerwowego. Babcia była jedyną bliską mu osobą. To ona go wychowywała, odkąd skończył pięć lat, po tym, jak rodzice zginęli w katastrofie lotniczej. I teraz miało jej zabraknąć!

– Chcesz się z nią pożegnać, tak? – Mężczyzna intensywnie myślał. Od dziecka był fanem piłki nożnej, skład Atalanty mógłby wyrecytować wyrwany w środku nocy ze snu. Wiedział doskonale, że Incerto pierwsze szlify zdobywał w drużynie młodzieżowej, w seniorach jednakże nie zdążył zadebiutować, bo został sprzedany do Holandii jako obiecujący napastnik. Potem były kolejne kluby w Hiszpanii, Francji i Anglii, a za każdym razem suma na kontakcie rosła w postępie niemal geometrycznym. Teraz grał w Juventusie i był jednym z najlepiej opłacanych piłkarzy zespołu. A to oznaczało, że kasy ma jak lodu.

– Tak! – odparł natychmiast. – Jest to możliwe?

– Mogę dostarczyć ładowarkę, ale zanim telefon się naładuje, może minąć trochę czasu… – Udawał, że analizuje coś w głowie. – Ile masz przy sobie smartfonów?

– Dwa…

– Jeden mogę dostarczyć babci i mógłbyś z nią porozmawiać w trybie wideo…

– Naprawdę? – Incerto się ożywił.

– Ale to będzie ryzykowne… – Cmoknął wymownie. – Kara za złamanie zakazu kwarantanny wynosi pięć tysięcy euro – skłamał gładko. – A być może będę musiał wtajemniczyć jedną czy dwie osoby…

– Ile chcesz? – Zaczął się niecierpliwić.

– Dwadzieścia tysięcy – wypalił.

– Chcesz dwadzieścia tysięcy euro za przemycenie głupiego telefonu? – Incerto nie dowierzał.

– Dla ciebie to drobne. – Sprzątacz nie krył złości. Wyrządzał facetowi przysługę, a ten śmiał jeszcze narzekać?!

– Ale dwadzieścia tysięcy?

– Chciałem ci pójść na rękę jako fan piłki nożnej… – Odwrócił się. Blefował, ale wiedział, że musi się śpieszyć. W każdej chwili mógł się tutaj pojawić ktoś, kto wyjaśniłby piłkarzowi, że dostarczenie rzeczy osobistych wcale nie jest niewykonalne. Dzięki Bogu, lekarka była w takim stresie, że zapomniała mu o tym powiedzieć. Ale nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło. Na jego dobre.

– Zaczekaj! – Incerto ruszył za mężczyzna. – Zgadzam się!

– Płacisz od razu. – Sprzątacz wyjął smartfon z własnej kieszeni. – Podam ci numer konta. Tylko pamiętaj, żeby wysłać ekspresem.

*

Kwadrans później Incerto siedział już we fiacie ritmo, blokując dwa miejsca w najbardziej odległym zakątku ogromnego parkingu. Kiedy telefon rozbrzmiał głosem dzwonka, podskoczył na fotelu jak oparzony.

– Babciu! – odebrał natychmiast. – Babciu kochana! – Nie potrafił zapanować nad łzami.

– Bambino, dlaczego płaczesz? – spytała, zmuszając się od uśmiechu. – Przecież nic się nie stało…

– Babciu, nie udawaj, proszę… – Głos ugrzązł mu w gardle. – Lekarka wszystko mi powiedziała…

– Bambino, jestem już stara… – powiedziała spokojnie. – Czas na mnie… – Nagle zaniosła się kaszlem.

– Babciu, tak bardzo cię kocham! – Łkał, patrząc na twarz pooraną zmarszczkami i dziękując Bogu, że zesłał mu tego chciwego faceta. – Przepraszam, że nie przyjechałem przedwczoraj…

– Nie przepraszaj. – Próbowała się uśmiechnąć, ale zamiast tego dopadł ją kolejny atak.

Incerto czekał, aż minie, ale babcia kaszlała coraz mocniej i głośniej, rzężąc przy tym głośno.

– Babciu? – szepnął, coraz bardziej zaniepokojony.

Wtem twarz starszej pani zniknęła z ekranu. Smartfon musiał wypaść jej z dłoni, bo zamiast niej pojawił się jakiś stary monitor z podskakującymi liniami.

– Babciu? – Incerto wpatrywał się poziome kreski, które robiły się coraz bardziej płaskie.

Po drugiej stronie było słychać jedynie charczenie, coraz cichsze.

– Babciu?

Nagle wszystkie linie się wyprostowały, a w tle rozległ się charakterystyczny pisk.

– Babciu!!!

Odcinek 2

Do szpitala już nie wpuszczali, więc Ilario Incerto nie mógł nawet potwierdzić tego, czego się domyślał. Pojechał do domu babci. Nie miał siły wracać do Turynu, powiadomił tylko pilota, że zobaczą się rano.

Obudził go natarczywy dźwięk smartfona. Nie znał numeru, zwykle nie odbierał takich połączeń, ale był półprzytomny, poza tym to nie był normalny czas.

Sztywny męski głos z jakiegoś urzędu, którego nazwy nie zdążył nawet zapamiętać, najpierw sprawdził jego tożsamość, potem poinformował o zgonie i przekazał krótkie oraz pozbawione emocji kondolencje, a następnie zaczął wypytywać.

– Pan jest najbliższym krewnym?

– Tak – odpowiedział Incerto cicho. – Jestem jedynym krewnym.

– W takim razie muszę pana poinformować, że zgodnie z najnowszymi przepisami z uwagi na zarażenie koronawirusem pogrzeb odbędzie się bez udziału rodziny.

– Co?! – wrzasnął. Nawet nie będzie mógł babci pochować?!

– Przepisy są w tej sprawie nieubłagane. – Głos po drugiej stronie słuchawki był beznamiętny. – Kiedy ostatnio kontaktował się pan z babcią?

– Dzisiaj… To znaczy wczoraj… Telefonicznie…

– A wcześniej?

– Dwa dni temu – odparł Incerto.

– W takim razie zostanie pan poddany testowi na obecność koronawirusa. Teraz poda mi pan aktualny adres, pod jakim się pan znajduje. Będzie pan przebywać w domu lub mieszkaniu do czasu, aż pojawi się ekipa pobierająca próbkę do badania.

Incerto nie był w stanie trzeźwo myśleć, podał dane.

– Jeśli nie zastosuje się pan do tych poleceń, grozić panu będzie kara grzywny lub więzienia. – Mężczyzna mówił tak, jakby czytał z kartki. – Zrozumiał pan pouczenie?

– Tak – odpowiedział bez zastanowienia. Chciał, żeby ta męcząca rozmowa jak najszybciej się zakończyła.

– Czy kontakt z babcią dwa dni temu miał miejsce w tym samym miejscu? – Urzędnik pytał dalej. – Kto jeszcze brał udział w spotkaniu?

– Czy wy żeście całkiem powariowali? – Do piłkarza wreszcie dotarł sens słów rozmówcy. – Przedwczoraj rozmawiałem z babcią przez telefon. Nie byłem w szpitalu!

– To mógł pan od razu powiedzieć – burknął urzędnik. – Chodziło mi o kontakt osobisty.

– Nie powiedział pan tego. – Incerto miał serdecznie dość.

– Mógł się pan zorientować z kontekstu. – Rozmówca nie silił się na uprzejmości. – Każdy głupi się domyśli, że przez telefon wirusem zarazić się nie można.

– Nie wiem, w jakiej instytucji pan pracuje, ale przydałyby wam się szkolenia z psychologii. – Incerto nie wytrzymał. – Żegnam! – Zakończył połączenie.

Nie miał ochoty na śniadanie, wziął tylko szybki prysznic w wannie, która wiekiem klasyfikowała się już chyba do muzeum, potem wziął taksówkę i pojechał na lotnisko.

W trakcie krótkiego lotu nie mógł sobie znaleźć miejsca, emocje targały nim tak bardzo, że zalogował się na konto na portalu społecznościowym, zaczął opisywać wydarzenia wczorajszego wieczoru i dzisiejszego poranka, pominął jedynie epizod z wręczeniem łapówki za dostarczenie babci smartfona.

Kiedy skończył, poczuł się lepiej, ulżyło mu. Sięgnął po kanapkę. Prosty posiłek przerwał dźwięk oznaczający pojawienie się pierwszego komentarza, potem smartfon rozbrzmiał istną kakofonią.

Incerto patrzył, jak na jego oczach post jest w szalonym tempie udostępniany. Kiedy podchodzili do lądowania, miał już kilka tysięcy komentarzy.

*

Zaczął je czytać dopiero po powrocie do swojej willi. Pierwsze ściskały za gardło, ale potem sytuacja się zmieniła, a on, niestety po czasie, zrozumiał, że popełnił błąd.

To twoja wina, trzeba było opiekować się babcią, a nie biegać jak dziecko za piłką…

Pieniądze to nie wszystko…

Dobrze ci tak, teraz możesz poczuć, jak to jest być równym dla innych…

Udław się swoimi milionami!

Czytał dalej, aż w pewnym momencie zakręciło mu się w głowie. O ile z racji wykonywanego zawodu był przyzwyczajony do krytyki, nie zawsze zasłużonej, o tyle z taką falą hejtu w stosunku do siebie spotkał się pierwszy raz.

Ludzie są podli… – Już miał skasować post, ale postanowił tego nie robić. Czytać komentarzy nie musi, a pamięć o babci była ważniejsza niż jacyś tam sfrustrowani debile bez krzty empatii!

Wtem usłyszał dzwonek. Ponieważ gosposia miała w tym tygodniu urlop, podobnie zresztą jak pracownik gospodarczy oraz ochroniarz, sam musiał zająć się sprawdzeniem, kogo licho niesie. Podszedł do ekranu wewnętrznego systemu bezpieczeństwa, dostrzegł w nim czyjąś nieogoloną twarz. Miał wrażenie, że skądś faceta zna, ale tak na szybko nie mógł sobie przypomnieć, skąd.

– Słucham – rzekł do domofonu.

– Ja z klubu. – Mężczyzna podrapał się nerwowo za uchem. – Przywiozłem dokumenty do podpisania.

– To nie może poczekać? – Incerto nie miał najmniejszej ochoty na biurokrację. Nie teraz, kiedy jego życie waliło się w gruzy.

– Nie może.