Byłam na dnie. Jak niszczyłam swoje życie i czemu mi się nie udało - Bryony Gordon - ebook
NOWOŚĆ

Byłam na dnie. Jak niszczyłam swoje życie i czemu mi się nie udało ebook

Bryony Gordon

0,0

Opis

Poruszająca, bezkompromisowo szczera i zaskakująco zabawna opowieść autorstwa Bryony Gordon to intymna podróż przez życie naznaczone zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi, bulimią, depresją i uzależnieniami. Autorka od pierwszych stron zaprasza nas do swojego świata – bez filtrów, bez upiększeń, za to z ogromnym humorem i czułością wobec samej siebie i innych.

Pełen emocji zapis walki o siebie

Bryony prowadzi nas przez swoje dzieciństwo i pierwsze niepokojące sygnały choroby, przez studenckie lata pełne chaosu, imprez i poszukiwania własnej tożsamości, przez toksyczne związki i autodestrukcyjne wybory, aż po terapię, macierzyństwo i mozolną naukę budowania zdrowych relacji – zarówno z innymi, jak i z samą sobą. To historia upadków, wstydu i lęku, ale też ogromnej siły, samoświadomości i nadziei. Autorka za pośrednictwem tej książki uczy nas że w każdej słabości kryje się ukryta siła. Bryony Gordon obnaża tu swoje największe lęki i autodestrukcyjne wybory, ale robi to z taką dawką autoironii, że poczujesz, jakbyś rozmawiała z najlepszą przyjaciółką.

Bryony Gordon to angielska dziennikarka, pisarka, prezenterka i podcasterka znana przede wszystkim ze swojego bezkompromisowego, szczerego i humorystycznego stylu narracji. Pisała dla wielu brytyjskich gazet. W 2007 roku znalazła się na liście nominowanych do nagrody British Press Awards w kategorii Młody Dziennikarz Roku. Jej pierwsza książka The Wrong Knickers: A Decade of Chaos wydana w 2014 roku została nominowana do British Book Awards.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 330

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.


Podobne


O autorce

Wciągu dwu­dzie­sto­trzy­let­niej współ­pracy z „Te­le­graph” Bry­ony Gor­don zy­skała sta­tus jed­nej z naj­bar­dziej uwiel­bia­nych fe­lie­to­ni­stek tego cza­so­pi­sma. Na­pi­sała be­st­sel­ler The Wrong Knic­kers oraz be­st­sel­lery „Sun­day Ti­mes” You Got This i Mad Girl, oba no­mi­no­wane do Bri­tish Book Awards. Pro­wa­dzi pod­cast Mad World, a w 2016 roku za­ło­żyła Men­tal He­alth Ma­tes, glo­balną sieć wza­jem­nego wspar­cia, która za­chęca lu­dzi z pro­ble­mami zdro­wia psy­chicz­nego do tego, aby na­wią­zali ze sobą kon­takt i wy­szli z domu. W 2017 roku otrzy­mała na­grodę MIND Ma­king A Diffe­rence za dzia­łal­ność na rzecz zmiany po­strze­ga­nia kwe­stii zdro­wia psy­chicz­nego w me­diach. W 2018 roku prze­bie­gła Ma­ra­ton Lon­dyń­ski w bie­liź­nie. W 2020 roku do­stała na­grodę Jo­ur­na­li­sts’ Cha­rity od So­ciety of Edi­tors za kam­pa­nię pro­pa­gu­jącą sze­rze­nie wie­dzy o zdro­wiu psy­chicz­nym. Mieszka w po­łu­dnio­wym Lon­dy­nie ra­zem z mę­żem i córką.

Słowa uznania dla Byłam na dnie

„By­łam na dnie to uj­mu­jąco szczera, uro­cza i – ośmielę się stwier­dzić – za­bawna po­dróż po kra­inie sza­leń­stwa, przy­no­sząca ulgę każ­demu, kto tak jak ja cho­ciaż raz obu­dził się z ob­lu­zo­waną śrubką i bez żad­nych na­rzę­dzi pod ręką” – „Da­ily Te­le­graph”

„Ge­nial­nie by­stre, za­bawne i szczere spoj­rze­nie na coś, o czym na­leży roz­ma­wiać wła­śnie w taki spo­sób” – Matt Haig

„To prze­ło­mowa książka, która rzuca świa­tło na mroczne se­krety cho­rób psy­chicz­nych i po­ka­zuje, że są one czymś cał­ko­wi­cie po­wszech­nym” – „Da­ily Express”

„Co za książka! Tak mnie wcią­gnęła, że czy­ta­łam ją jak dresz­czo­wiec. Szcze­rość, wni­kli­wość, współ­czu­cie i piękny styl au­torki niosą po­cie­chę” – Ma­rian Keyes

„Mrocz­nie za­bawna i bar­dzo po­ważna” – „Gu­ar­dian”

„Za­bawna, ser­deczna i bra­wu­rowo szczera. Tę książkę po­wi­nien prze­czy­tać każdy, kto kie­dy­kol­wiek po­czuł, że wa­riuje, ale był zbyt uprzejmy, żeby o tym wspo­mnieć” – Sali Hu­ghes

„Szczera, iro­niczna opo­wieść, która trafi do serc wielu ko­biet” – „Gla­mour”

„Au­torka po­ru­sza te­mat zdro­wia psy­chicz­nego z życz­li­wo­ścią i czar­nym hu­mo­rem” – „Good Ho­use­ke­eping”

„Opo­wieść, od któ­rej nie można się ode­rwać, z in­ten­syw­nie po­ru­sza­ją­cym za­koń­cze­niem (…). Jej szczera uczci­wość in­spi­ruje” – „In­de­pen­dent”

„Od­ważny wkład w tę te­ma­tykę” – ma­ga­zyn „New As­so­cia­tion” wy­da­wany przez The Bri­tish Psy­cho­ana­ly­tic Co­un­cil

„Przej­mu­jące i in­tymne spoj­rze­nie na to, jak na­sze umy­sły po­tra­fią nas drę­czyć. Ta szczera i na­prawdę piękna książka przy­nie­sie uko­je­nie tym, któ­rzy czują się sa­motni w swoim sza­leń­stwie” – Ca­thy Rent­zen­brink

Dla co czwar­tej. To My.

„My­ślę, że wy­my­śli­łam cię w mo­jej gło­wie”

Sy­lvia Plath

Sza­lo­nej dziew­czyny pio­senka mi­ło­sna(tłum. Ad­rian Ful­ne­czek)

Prolog

Od po­czątku chcę być z tobą szczera – po­nie­waż, jak się prze­ko­nasz, to jest szcze­rze na­pi­sana książka. Taka, w któ­rej so­bie po­bła­żam, w któ­rej sie­bie bi­czuję i w któ­rej oka­zuję so­bie nie­na­wiść (cza­sami gdy do niej wra­ca­łam, mia­łam ochotę sama sobą po­trzą­snąć), a w któ­rej jed­no­cze­śnie je­stem bar­dzo szczera. Moż­liwe, że chwi­lami na­wet tro­chę za bar­dzo. Bywa, że mam z tym pro­blem. Wczo­raj na przy­kład opo­wia­da­łam mo­jej przy­ja­ciółce i jej chło­pa­kowi o tym, jak ko­cha­łam się z moim mę­żem i mój fit­bit za­czął wi­bro­wać, by po­wia­do­mić mnie, że osią­gnę­łam dzienny cel ak­tyw­no­ści fi­zycz­nej, a wtedy moja druga po­łowa za­częła się hi­ste­rycz­nie śmiać, co sku­tecz­nie prze­rwało na­sze igraszki. Przy­ja­ciółka uśmiech­nęła się skrę­po­wana. Jej chło­pak wbił wzrok w swoje buty. A ja? Nie mo­głam zro­zu­mieć, dla­czego nie ta­rzają się ze śmie­chu po wy­słu­cha­niu hi­sto­rii o wi­bru­ją­cym mo­ni­to­rze ak­tyw­no­ści i jak zdo­ła­li­śmy z mę­żem skoń­czyć to, co za­czę­li­śmy. Co z tymi ludźmi jest nie tak?

A je­śli już mowa o szcze­ro­ści, to chcę za­zna­czyć, że ta książka to nie po­rad­nik. Je­żeli ta­kiej szu­kasz, to szu­kaj da­lej. Nie mam kwa­li­fi­ka­cji, by pi­sać po­rad­niki. W su­mie to nie mam pra­wie żad­nych kwa­li­fi­ka­cji poza zda­nym eg­za­mi­nem gim­na­zjal­nym, ma­turą i kil­koma od­zna­kami pły­wac­kimi z dzie­ciń­stwa. Byłby to kom­pletny ab­surd, gdy­bym uda­wała, że jest to ja­kiś ro­dzaj po­rad­nika, skoro – o czym się prze­ko­nasz, czy­ta­jąc na­stępne kilk­set stron tej książki – przez więk­szość ży­cia nie po­tra­fi­łam roz­wią­zać wła­snych pro­ble­mów z je­dze­niem, le­kami i al­ko­ho­lem i do­piero sto­sun­kowo nie­dawno za­czę­łam na po­waż­nie roz­wa­żać pój­ście na po­rządną te­ra­pię albo za­kup kar­netu na si­łow­nię.

* * *

W tej książce nie znaj­dziesz cu­dow­nego leku na cho­robę psy­chiczną. Nie mogę ci obie­cać, że od­mieni twoje ży­cie i po­prawi sa­mo­po­czu­cie, ani też wy­gło­sić żad­nego z tych sza­lo­nych, moim zda­niem, twier­dzeń, ja­kie można zna­leźć w mi­lio­nach po­rad­ni­ków do­stęp­nych na rynku. Ale nie płacz, pro­szę. Mam na­dzieję, że moje słowa nie wpra­wiły cię w po­nury na­strój ani nie do­pro­wa­dziły do roz­pa­czy (zga­duję, że skoro trzy­masz tę książkę w ręku, to wła­śnie z ta­kimi pro­ble­mami się zma­gasz – albo drę­czyły cię one w prze­szło­ści i wo­lisz ra­czej unik­nąć ich w przy­szło­ści). Cho­dzi mi o to, że nie je­stem le­karką ani eks­pertką w dzie­dzi­nie zdro­wia psy­chicz­nego. Mam jed­nak duże do­świad­cze­nie. Cho­roby psy­chiczne drę­czą mnie przez całe moje do­ro­słe ży­cie. Wiem, jak to jest.

Po­mimo skłon­no­ści do nad­mier­nego dzie­le­nia się tym, co się u mnie dzieje, nie za­wsze by­łam szczera, gdy mó­wi­łam, ja­kie my­śli krążą mi po gło­wie. Być może nie­któ­rzy czy­tel­nicy znają moją pierw­szą książkę The Wrong Knic­kers, która jest swo­istym pa­mięt­ni­kiem do­ku­men­tu­ją­cym sza­lony okres w moim ży­ciu, gdy mia­łam dwa­dzie­ścia kilka lat. Na­pi­sa­łam w niej o fa­ce­cie, który pró­bo­wał użyć ma­sła jako lu­bry­kantu pod­czas seksu. I o tym, jak zła­pa­łam wszy od bar­mana, jak po­ka­za­łam cycki w pu­bie i jak wda­łam się w ro­mans z żo­na­tym męż­czy­zną. A jed­nak mimo tej prze­sad­nej szcze­ro­ści nie wspo­mnia­łam o okre­sach de­pre­sji, o walce z za­bu­rze­niem ob­se­syjno-kom­pul­syj­nym (OCD) ani o tym, jak przez kilka lat zma­ga­łam się z bu­li­mią. Dla­czego? Bo nie po­tra­fi­łam – ani wtedy, ani w 2013 roku, gdy pra­co­wa­łam nad The Wrong Knic­kers. By­łam zbyt za­wsty­dzona, zbyt prze­ra­żona i zbyt prze­ko­nana, że je­stem dzi­waczką, żeby przy­znać się do któ­rej­kol­wiek z rze­czy od tak dawna za­śmie­ca­ją­cych mi głowę. Wo­la­łam pi­sać o męż­czyź­nie, który wcią­gał ko­ka­inę z mo­ich piersi, niż o wła­snym zdro­wiu psy­chicz­nym (cho­ciaż czy­tel­nicy The Wrong Knic­kers praw­do­po­dob­nie sami do­szli do wnio­sku, że nie za­wsze mia­łam równo pod su­fi­tem). Skła­ma­łam, że mój je­dyny epi­zod z an­ty­de­pre­san­tami wy­da­rzył się po tym, jak w dniu trzy­dzie­stych uro­dzin prze­ży­łam za­ła­ma­nie ner­wowe, bo jak niby mia­łam przy­znać się do tego, że bra­łam te środki od sie­dem­na­stego roku ży­cia? Skła­ma­łam, że stra­ci­łam ząb z po­wodu nad­mier­nego spo­ży­cia cu­kru, bo jak niby mia­łam przy­znać, że praw­dziwą przy­czyną było za­bu­rze­nie od­ży­wia­nia? Nie przy­zna­łam się też do tego, że przez ja­kiś czas by­łam w prze­mo­co­wej re­la­cji. Nie chcia­łam, żeby kto­kol­wiek uznał mnie za hi­ste­ryczkę albo po­my­ślał, że je­stem emo­cjo­nal­nym wra­kiem. Bo tak się mówi o ko­bie­tach, które mają „pro­blemy”, prawda? Hi­ste­ryczki albo kró­lowe dra­ma­tów. Aten­cjuszki.

A po­tem, w 2014 roku, kilka mie­sięcy po wy­da­niu tej książki, mia­łam po­ważny epi­zod za­bu­rze­nia ob­se­syjno-kom­pul­syj­nego. Całe moje ży­cie wy­peł­niły łzy, na­trętne my­śli i ataki pa­niki. Prze­ży­łam piąte za­ła­ma­nie ner­wowe w ciągu dwu­dzie­stu lat. Po­czu­łam, że mam dość – dość ukry­wa­nia, mil­cze­nia i wy­po­wia­da­nych ze stra­chu kłamstw, że nic mi nie jest, że wszy­scy za­wsze czu­jemy się do­brze, pod­czas gdy co czwarta osoba na któ­rymś eta­pie swo­jego ży­cia nie bę­dzie czuć się do­brze, gdzie „co czwarta osoba” to liczba tych, któ­rzy do­świad­czają pro­ble­mów ze zdro­wiem psy­chicz­nym. A je­śli rze­czy­wi­ście tak jest, to czworo na czworo z nas praw­do­po­dob­nie zna ko­goś, kto cierpi. „Co sły­chać?”, py­tają lu­dzie, gdy przy­pad­kiem spo­tkają się na ulicy, a je­dyna ak­cep­to­walna od­po­wiedź brzmi: „W po­rządku”, na­wet je­śli jest to wie­rutne kłam­stwo.

Dla­tego po­sta­no­wi­łam, że nie będę już go­dzić się na to kłam­stwo. Po­sta­no­wi­łam, że będę mó­wić prawdę – i nie będę się przej­mo­wać, czy ktoś mnie uzna za dzi­waczkę, hi­ste­ryczkę albo aten­cjuszkę. Skoro ja, dzien­ni­karka pi­sząca oso­bi­ste tek­sty do cza­so­pi­sma i szczere książki, czu­łam, że nie mogę się do wszyst­kiego przy­znać, to co mieli po­wie­dzieć inni lu­dzie? Czy mo­gli­śmy mieć ja­ką­kol­wiek na­dzieję, że wy­gramy ze styg­ma­ty­za­cją cho­rób psy­chicz­nych? Być może ta na­gła zmiana zda­nia wy­ni­kała z tego, że zo­sta­łam matką i nie chcia­łam, żeby moje dziecko żyło w świe­cie, w któ­rym osoby chore psy­chicz­nie są zmu­szane do funk­cjo­no­wa­nia tak, jakby wszystko było w naj­lep­szym po­rządku. Być może wpły­nęli na mnie wspa­niali lu­dzie tacy jak Ruby Wax i Matt Haig, któ­rzy pu­blicz­nie opo­wie­dzieli o wła­snych epi­zo­dach de­pre­sji. Co­kol­wiek to było, tam­tego po­nu­rego ty­go­dnia w stycz­niu 2014 roku, gdy za­sia­dłam do pi­sa­nia fe­lie­tonu do „Te­le­graph”, po­sta­no­wi­łam wresz­cie, że będę mó­wić o so­bie ze stu­pro­cen­tową szcze­ro­ścią.

„Nowy rok za­czę­łam od po­pad­nię­cia w głę­boką de­pre­sję”, na­pi­sa­łam. „I wcale nie pi­szę tego z iro­nią. To na­prawdę się zda­rza. Je­śli mam być szczera, trwa to już od ja­kie­goś czasu, ale nie wy­pada pi­sać o ta­kich rze­czach w okre­sie świą­tecz­nym. «We­so­łych Świąt! A tak przy oka­zji, mam po­tworną de­pre­sję». Dla­tego igno­ro­wa­łam to, igno­ro­wa­łam i igno­ro­wa­łam tak długo, jak mo­głam, lecz po­dob­nie jak każdy, kto wpadł w si­dła czar­nej me­lan­cho­lii, wie­dzia­łam, że nie mogę jej igno­ro­wać bez końca”.

Póź­niej na­pi­sa­łam, że za­mie­rzam opo­wie­dzieć o wszyst­kim le­ka­rzowi: „Po­cze­kal­nia u le­ka­rza jest zimna, a po­ma­rań­czowe ściany mają nie­po­ko­jący od­cień, jakby były za­bar­wione od ni­ko­tyny. Jedni kaszlą i ki­chają, inni pa­trzą przed sie­bie nie­obec­nym wzro­kiem, a ja się za­sta­na­wiam, czy oni są tacy jak ja albo czy ja je­stem taka jak oni. Za­sta­na­wiam się, czy też cier­pią na cho­robę, któ­rej je­dy­nym ze­wnętrz­nym ob­ja­wem jest za­ci­śnię­cie szczęk spo­wo­do­wane we­wnętrz­nym na­pię­ciem albo go­rącz­kowe stu­ka­nie pal­cami o każdą do­stępną po­wierzch­nię. Cho­robę umy­słu. Ileż bym dała za to, żeby mieć ka­szel, prze­zię­bie­nie albo na­wet zła­maną nogę. Wszystko, tylko nie to. (Jezu, de­pre­sja spra­wia, że my­ślimy tylko o so­bie)”.

W dniu, w któ­rym opu­bli­ko­wano pierw­szy ze wspo­mnia­nych tek­stów, moją skrzynkę od­bior­czą do­słow­nie za­lała fala e-ma­ili. Ża­den z te­ma­tów, które po­ru­szy­łam w trak­cie swo­jej ka­riery, ab­so­lut­nie ża­den z nich nie wy­wo­łał ta­kiej re­ak­cji – i ża­den z pi­szą­cych mnie nie wy­śmiał ani nie stwier­dził, że ni­kogo to nie ob­cho­dzi. W ciągu kilku na­stęp­nych ty­go­dni do­sta­łam setki wia­do­mo­ści od osób, które chciały po­dzie­lić się ze mną wła­snymi hi­sto­riami zwią­za­nymi ze zdro­wiem psy­chicz­nym. Do­sta­wa­łam kartki pocz­towe od nie­zna­jo­mych. Przy­ja­ciele, któ­rych za­wsze uwa­ża­łam za po­god­nych i opty­mi­stycz­nie na­sta­wio­nych do ży­cia, od­cią­gali mnie na bok i opo­wia­dali mi o cho­ro­bach, które za­in­fe­ko­wały ich umy­sły. Wtedy do­zna­łam oświe­ce­nia, prze­ży­łam chwilę cał­ko­wi­tej kla­row­no­ści: oto cho­roby psy­chiczne wcale nie są ni­czym dziw­nym, co wię­cej – są cał­ko­wi­cie nor­malne.

Tak wielu z nas ich do­świad­cza, a mimo to mało kto po­trafi o nich roz­ma­wiać. Po­mimo za­pew­nień po­li­ty­ków, że zdro­wie psy­chiczne po­winno być trak­to­wane rów­nie po­waż­nie jak fi­zyczne, na­sze spo­łe­czeń­stwo wciąż uważa ina­czej. Kiedy koń­czy­łam pracę nad tą książką, nie­za­leżna ko­mi­sja wspie­rana przez Royal Col­lege of Psy­chia­tri­sts, któ­rej prze­wo­dzi były dy­rek­tor ge­ne­ralny NHS (bry­tyj­skiej pu­blicz­nej służby zdro­wia), od­kryła, że brak fi­nan­so­wa­nia usług zwią­za­nych ze zdro­wiem psy­chicz­nym na­raża na nie­bez­pie­czeń­stwo tych, któ­rzy naj­bar­dziej po­trze­bują po­mocy. Osoby ciężko chore czę­sto są wy­sy­łane do pla­có­wek znaj­du­ją­cych się setki mil od ich do­mów, po­nie­waż tam, gdzie miesz­kają, bra­kuje wol­nych łó­żek. Jak za­uwa­żyli au­to­rzy ra­portu, coś ta­kiego by­łoby zu­peł­nie nie do po­my­śle­nia w przy­padku pa­cjen­tów po ataku serca lub uda­rze. Osoby pro­wa­dzące kam­pa­nie na rzecz dba­ło­ści o zdro­wie psy­chiczne czę­sto się­gają po ana­lo­gię zła­ma­nej ręki, chcąc wy­ja­śnić, dla­czego usługi z za­kresu ochrony zdro­wia psy­chicz­nego po­winny mieć taki sam po­ziom waż­no­ści, jak te zwią­zane ze zdro­wiem fi­zycz­nym: dla­czego „zła­many umysł” mamy trak­to­wać z mniej­szą po­wagą? Nie­stety je­żeli ktoś ni­gdy tego nie do­świad­czył, bar­dzo trudno jest mu zro­zu­mieć, jak pilna jest po­trzeba za­pew­nie­nia ta­kim oso­bom od­po­wied­niej opieki.

Do­kład­nie w dniu, w któ­rym skoń­czy­łam pi­sać tę książkę, ogło­szono wy­niki au­dytu w ob­sza­rze zdro­wia psy­chicz­nego. Wy­ka­zał on, że cho­roby psy­chiczne są główną przy­czyną nie­peł­no­spraw­no­ści w Wiel­kiej Bry­ta­nii, liczba sa­mo­bójstw ro­śnie, a cho­rzy czę­sto są lek­ce­wa­żeni przez rzą­dzą­cych, któ­rzy na wiele spo­so­bów przy­czy­niają się do na­si­le­nia tej epi­de­mii. W ra­por­cie NHS we­zwano Da­vida Ca­me­rona do za­in­we­sto­wa­nia mi­liarda fun­tów w kom­plek­sową re­formę sys­temu świad­czeń w za­kre­sie zdro­wia psy­chicz­nego, zwra­ca­jąc uwagę na to, że obec­nie NHS po­nosi winę za około 400 sa­mo­bójstw rocz­nie.

Czte­ry­sta osób. Każ­dego roku.

To jest nie do przy­ję­cia.

We­dług or­ga­ni­za­cji cha­ry­ta­tyw­nej Re­think Men­tal Il­l­ness ostatni par­la­ment zmniej­szył fi­nan­so­wa­nie fun­du­szów pań­stwo­wej służby zdro­wia Wiel­kiej Bry­ta­nii ds. zdro­wia psy­chicz­nego o 8,25 pro­cent, mimo że w tym sa­mym cza­sie liczba skie­ro­wań do spo­łecz­nych ośrod­ków dla osób z cho­ro­bami psy­chicz­nymi wzro­sła pra­wie o 20 pro­cent. Za­le­d­wie 5,5 pro­cent bry­tyj­skiego bu­dżetu na ba­da­nia zwią­zane ze zdro­wiem prze­zna­cza się na ochronę zdro­wia psy­chicz­nego, choć eko­no­miczny i spo­łeczny koszt cho­rób w tym ob­sza­rze wy­nosi 105 mi­liar­dów fun­tów w sa­mej tylko An­glii. Szczę­śliwy kraj to zdrowy kraj, a mimo to gdy już zbie­rzesz się na od­wagę, żeby pójść do le­ka­rza i po­pro­sić o po­moc, to mi­nie 20 mi­lio­nów lat i gi­gan­tyczna aste­ro­ida zdąży ude­rzyć w pla­netę Zie­mię, za­nim tę po­moc otrzy­masz. Te­raz wy­my­ślam – to nie są ofi­cjalne sta­ty­styki. Z tego, co wiem o ko­smo­sie, aste­ro­ida może w nas ude­rzyć rów­nie do­brze za 65 mi­lio­nów lat, jak w przy­szłym ty­go­dniu. Cho­dzi o to, że w Wiel­kiej Bry­ta­nii opieka w za­kre­sie zdro­wia psy­chicz­nego jest na tak ni­skim po­zio­mie, że lu­dzie cze­kają ca­łymi la­tami na wi­zytę u pro­fe­sjo­nal­nego te­ra­peuty w ra­mach pań­stwo­wego sys­temu opieki zdro­wot­nej. W tym sa­mym cza­sie ro­dzą się ko­lejne dzieci, wy­cho­dzą ko­lejne tomy Gry o tron, a lo­dowce top­nieją.

W trak­cie pi­sa­nia tej książki prze­czy­ta­łam o Bry­tyj­czyku, który za­krył swoim cia­łem dziew­czynę, żeby ją ochro­nić, gdy ter­ro­ry­ści ISIS za­częli strze­lać do nie­win­nych uczest­ni­ków kon­certu w Pa­ryżu. Kiedy po tych wy­da­rze­niach po­szedł do le­ka­rza i po­pro­sił o skie­ro­wa­nie do ko­goś, z kim mógłby o tym wszyst­kim po­roz­ma­wiać, usły­szał, że naj­pierw musi przejść trzy­mie­sięczny okres „czuj­nego ocze­ki­wa­nia”. Po­zna­łam też hi­sto­rię mło­dej matki, która po­peł­niła sa­mo­bój­stwo tego sa­mego dnia, w któ­rym za­dzwo­niła do kli­niki zdro­wia psy­chicz­nego i po­wia­do­miła re­cep­cjo­nistkę, że nie ma dość siły, by przy­je­chać na wi­zytę. Zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cymi re­gu­łami re­cep­cjo­nistka nie mo­gła za­dać żad­nego py­ta­nia do­ty­czą­cego jej stanu zdro­wia. Młoda matka zo­stała wy­kre­ślona z li­sty pa­cjen­tów, gdy nie sta­wiła się na na­stępną wi­zytę. Nie zro­biono ab­so­lut­nie nic, żeby spraw­dzić, jak się czuje. Gdyby kto­kol­wiek za­dał so­bie ten trud, do­wie­działby się, że… nie żyje. Ko­ro­ner, który ba­dał przy­czynę jej zgonu, okre­ślił sys­tem jako „idio­tyczny”. Po­wie­dział: „Nie po­wi­nie­nem uży­wać ta­kich słów jak «idio­tyczny», ale mam po­czu­cie, że w tym wy­padku jest ono wła­ściwe”.

Każ­dego ty­go­dnia ga­zety pu­bli­kują re­por­taże na te­mat nie­udol­no­ści sys­temu opieki zdro­wia psy­chicz­nego, w któ­rych można prze­czy­tać o cho­rych do­ro­słych i dzie­ciach prze­trzy­my­wa­nych w aresz­cie, bo w pla­ców­kach służby zdro­wia bra­kuje wol­nych miejsc, o wskaź­niku sa­mo­bójstw u męż­czyzn, a także o nie­koń­czą­cej się de­ba­cie o sku­tecz­no­ści an­ty­de­pre­san­tów, o zwią­za­nych z nimi za­gro­że­niach oraz czy na­leży je prze­pi­sy­wać, czy nie. Ale co in­nego mogą ro­bić le­ka­rze pierw­szego kon­taktu, gdy z jed­nej strony mają dłu­gie li­sty ocze­ku­ją­cych, a z dru­giej stoją przed pro­ble­mem ogrom­nego nie­do­boru łó­żek? Ra­dzić pa­cjen­tom, żeby sami so­bie ja­koś po­ra­dzili, do­póki nie na­dej­dzie ter­min ich wi­zyty? Po­że­gnać się z nimi z po­czu­ciem, że są w jesz­cze gor­szym sta­nie psy­chicz­nym, niż gdy wcho­dzili do ich ga­bi­netu?

A oto jesz­cze jedna przy­gnę­bia­jąca hi­sto­ria, którą usły­sza­łam pod­czas pi­sa­nia tej książki. Szpi­tal psy­chia­tryczny w Yorku, Bo­otham Park, zo­stał na­gle za­mknięty, bo uznano, że nie jest bez­pieczny dla pa­cjen­tów. W 2014 roku w sali szpi­tal­nej po­wie­siła się tu ko­bieta. Ba­da­jący tę sprawę przed­sta­wi­ciele The Le­eds and York Part­ner­ship NHS Fo­un­da­tion Trust stwier­dzili, że wy­sta­jący ele­ment, któ­rego zdo­łała użyć chora, już dawno na­le­żało usu­nąć. W tym szpi­talu jed­nak wszel­kie po­prawki i re­monty wiążą się z du­żymi pro­ble­mami, po­nie­waż wid­nieje on na li­ście za­byt­ków. I wcale nie jest to rzadko spo­ty­kana sy­tu­acja. W pla­ców­kach zdro­wia psy­chicz­nego stan­dar­dowo iden­ty­fi­kuje się wszyst­kie nie­bez­pieczne wy­sta­jące ele­menty. Za­sad­ni­czo więc można z tego wy­cią­gnąć wnio­sek, że ży­jemy w spo­łe­czeń­stwie, dla któ­rego bu­dynki mają więk­szą war­tość niż ludz­kie ży­cie.

Bu­dy­nek Bo­otham Park po­wstał w 1772 roku jako Za­kład dla obłą­ka­nych hrab­stwa York. Jego na­zwa zmie­niała się przez lata, ale in­fra­struk­tura po­zo­stała taka sama. I choć wy­daje się, że prze­szli­śmy długą drogę od cza­sów, gdy lu­dzie cho­rzy psy­chicz­nie w ra­mach te­ra­pii byli pod­da­wani lo­bo­to­mii albo elek­trow­strzą­som, wciąż zo­stało nam jesz­cze dużo do zro­bie­nia. To, jak trak­tu­jemy cho­roby psy­chiczne w tym kraju, jest jed­nym z naj­więk­szych skan­dali na­szych cza­sów. Mam na­dzieję, że lu­dzie wkrótce to so­bie uświa­do­mią.

Na­sze zdro­wie psy­chiczne nie bę­dzie trak­to­wane po­waż­nie, do­póki nie za­czniemy o nim mó­wić. Mu­simy o nim krzy­czeć; mu­simy opo­wia­dać wszyst­kim do­okoła o tym, co się dzieje w na­szych gło­wach. To jest tylko moja hi­sto­ria. Mam ogromną na­dzieję, że gdy ją prze­czy­tasz, od­naj­dziesz w so­bie siłę, aby po­dzie­lić się wła­sną.

Myślę, że umieram

Myślę, że jestem normalna

Myślę, że kogoś zabiłam

Myślę, że wypadają mi włosy

Myślę, że jestem gruba

Myślę, że się zakochałam

Myślę, że za dobrze się bawię

Myślę, że muszę zrobić coś innego

Myślę, że jestem na­prawdę zakochana

Myślę, że jestem w ciąży

Myślę, że potrzebuję pomocy

Epilog

Więcej informacji

Podziękowania

Fragment książki Mad Wo­man, która ukazała się w lutym 2024 roku

Byłam na dnie. Jak niszczyłam swoje życiei czemu mi się nie udało

Bryony Gordon

Tłumaczenie: Joanna Sugiero

Original English title: Mad Girl. First published in 2016 by HEADLINE PUBLISHING GROUP Copyright © 2016 Bryony GordonFragment książki Mad Woman © 2023 Bryony Gordon

Copyright © for the Polish edition: Wydawnictwo RM, 2026All rights reserved.

Wydawnictwo RM,03-808 Warszawa, ul. Mińska [email protected]

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.

Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.

Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

ISBN 978-83-8400-150-9 ISBN 978-83-7147-235-0 (Epub)

Edytorka: Justyna ŻebrowskaRedaktorka prowadząca: Magdalena PrzybylskaRedakcja: Ewa WołoczkoKorekta: Justyna Żebrowska, Magdalena PrzybylskaAdaptacja okładki na podstawie oryginału: Magda BetlejEdytor wersji elektronicznej: Edyta GadajOpracowanie wersji elektronicznej: Marcin FabijańskiWeryfikacja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: [email protected]