Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Poruszająca, bezkompromisowo szczera i zaskakująco zabawna opowieść autorstwa Bryony Gordon to intymna podróż przez życie naznaczone zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi, bulimią, depresją i uzależnieniami. Autorka od pierwszych stron zaprasza nas do swojego świata – bez filtrów, bez upiększeń, za to z ogromnym humorem i czułością wobec samej siebie i innych.
Pełen emocji zapis walki o siebie
Bryony prowadzi nas przez swoje dzieciństwo i pierwsze niepokojące sygnały choroby, przez studenckie lata pełne chaosu, imprez i poszukiwania własnej tożsamości, przez toksyczne związki i autodestrukcyjne wybory, aż po terapię, macierzyństwo i mozolną naukę budowania zdrowych relacji – zarówno z innymi, jak i z samą sobą. To historia upadków, wstydu i lęku, ale też ogromnej siły, samoświadomości i nadziei. Autorka za pośrednictwem tej książki uczy nas że w każdej słabości kryje się ukryta siła. Bryony Gordon obnaża tu swoje największe lęki i autodestrukcyjne wybory, ale robi to z taką dawką autoironii, że poczujesz, jakbyś rozmawiała z najlepszą przyjaciółką.
Bryony Gordon to angielska dziennikarka, pisarka, prezenterka i podcasterka znana przede wszystkim ze swojego bezkompromisowego, szczerego i humorystycznego stylu narracji. Pisała dla wielu brytyjskich gazet. W 2007 roku znalazła się na liście nominowanych do nagrody British Press Awards w kategorii Młody Dziennikarz Roku. Jej pierwsza książka The Wrong Knickers: A Decade of Chaos wydana w 2014 roku została nominowana do British Book Awards.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 330
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Wciągu dwudziestotrzyletniej współpracy z „Telegraph” Bryony Gordon zyskała status jednej z najbardziej uwielbianych felietonistek tego czasopisma. Napisała bestseller The Wrong Knickers oraz bestsellery „Sunday Times” You Got This i Mad Girl, oba nominowane do British Book Awards. Prowadzi podcast Mad World, a w 2016 roku założyła Mental Health Mates, globalną sieć wzajemnego wsparcia, która zachęca ludzi z problemami zdrowia psychicznego do tego, aby nawiązali ze sobą kontakt i wyszli z domu. W 2017 roku otrzymała nagrodę MIND Making A Difference za działalność na rzecz zmiany postrzegania kwestii zdrowia psychicznego w mediach. W 2018 roku przebiegła Maraton Londyński w bieliźnie. W 2020 roku dostała nagrodę Journalists’ Charity od Society of Editors za kampanię propagującą szerzenie wiedzy o zdrowiu psychicznym. Mieszka w południowym Londynie razem z mężem i córką.
„Byłam na dnie to ujmująco szczera, urocza i – ośmielę się stwierdzić – zabawna podróż po krainie szaleństwa, przynosząca ulgę każdemu, kto tak jak ja chociaż raz obudził się z obluzowaną śrubką i bez żadnych narzędzi pod ręką” – „Daily Telegraph”
„Genialnie bystre, zabawne i szczere spojrzenie na coś, o czym należy rozmawiać właśnie w taki sposób” – Matt Haig
„To przełomowa książka, która rzuca światło na mroczne sekrety chorób psychicznych i pokazuje, że są one czymś całkowicie powszechnym” – „Daily Express”
„Co za książka! Tak mnie wciągnęła, że czytałam ją jak dreszczowiec. Szczerość, wnikliwość, współczucie i piękny styl autorki niosą pociechę” – Marian Keyes
„Mrocznie zabawna i bardzo poważna” – „Guardian”
„Zabawna, serdeczna i brawurowo szczera. Tę książkę powinien przeczytać każdy, kto kiedykolwiek poczuł, że wariuje, ale był zbyt uprzejmy, żeby o tym wspomnieć” – Sali Hughes
„Szczera, ironiczna opowieść, która trafi do serc wielu kobiet” – „Glamour”
„Autorka porusza temat zdrowia psychicznego z życzliwością i czarnym humorem” – „Good Housekeeping”
„Opowieść, od której nie można się oderwać, z intensywnie poruszającym zakończeniem (…). Jej szczera uczciwość inspiruje” – „Independent”
„Odważny wkład w tę tematykę” – magazyn „New Association” wydawany przez The British Psychoanalytic Council
„Przejmujące i intymne spojrzenie na to, jak nasze umysły potrafią nas dręczyć. Ta szczera i naprawdę piękna książka przyniesie ukojenie tym, którzy czują się samotni w swoim szaleństwie” – Cathy Rentzenbrink
Dla co czwartej. To My.
„Myślę, że wymyśliłam cię w mojej głowie”
Sylvia Plath
Szalonej dziewczyny piosenka miłosna(tłum. Adrian Fulneczek)
Od początku chcę być z tobą szczera – ponieważ, jak się przekonasz, to jest szczerze napisana książka. Taka, w której sobie pobłażam, w której siebie biczuję i w której okazuję sobie nienawiść (czasami gdy do niej wracałam, miałam ochotę sama sobą potrząsnąć), a w której jednocześnie jestem bardzo szczera. Możliwe, że chwilami nawet trochę za bardzo. Bywa, że mam z tym problem. Wczoraj na przykład opowiadałam mojej przyjaciółce i jej chłopakowi o tym, jak kochałam się z moim mężem i mój fitbit zaczął wibrować, by powiadomić mnie, że osiągnęłam dzienny cel aktywności fizycznej, a wtedy moja druga połowa zaczęła się histerycznie śmiać, co skutecznie przerwało nasze igraszki. Przyjaciółka uśmiechnęła się skrępowana. Jej chłopak wbił wzrok w swoje buty. A ja? Nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie tarzają się ze śmiechu po wysłuchaniu historii o wibrującym monitorze aktywności i jak zdołaliśmy z mężem skończyć to, co zaczęliśmy. Co z tymi ludźmi jest nie tak?
A jeśli już mowa o szczerości, to chcę zaznaczyć, że ta książka to nie poradnik. Jeżeli takiej szukasz, to szukaj dalej. Nie mam kwalifikacji, by pisać poradniki. W sumie to nie mam prawie żadnych kwalifikacji poza zdanym egzaminem gimnazjalnym, maturą i kilkoma odznakami pływackimi z dzieciństwa. Byłby to kompletny absurd, gdybym udawała, że jest to jakiś rodzaj poradnika, skoro – o czym się przekonasz, czytając następne kilkset stron tej książki – przez większość życia nie potrafiłam rozwiązać własnych problemów z jedzeniem, lekami i alkoholem i dopiero stosunkowo niedawno zaczęłam na poważnie rozważać pójście na porządną terapię albo zakup karnetu na siłownię.
* * *
W tej książce nie znajdziesz cudownego leku na chorobę psychiczną. Nie mogę ci obiecać, że odmieni twoje życie i poprawi samopoczucie, ani też wygłosić żadnego z tych szalonych, moim zdaniem, twierdzeń, jakie można znaleźć w milionach poradników dostępnych na rynku. Ale nie płacz, proszę. Mam nadzieję, że moje słowa nie wprawiły cię w ponury nastrój ani nie doprowadziły do rozpaczy (zgaduję, że skoro trzymasz tę książkę w ręku, to właśnie z takimi problemami się zmagasz – albo dręczyły cię one w przeszłości i wolisz raczej uniknąć ich w przyszłości). Chodzi mi o to, że nie jestem lekarką ani ekspertką w dziedzinie zdrowia psychicznego. Mam jednak duże doświadczenie. Choroby psychiczne dręczą mnie przez całe moje dorosłe życie. Wiem, jak to jest.
Pomimo skłonności do nadmiernego dzielenia się tym, co się u mnie dzieje, nie zawsze byłam szczera, gdy mówiłam, jakie myśli krążą mi po głowie. Być może niektórzy czytelnicy znają moją pierwszą książkę The Wrong Knickers, która jest swoistym pamiętnikiem dokumentującym szalony okres w moim życiu, gdy miałam dwadzieścia kilka lat. Napisałam w niej o facecie, który próbował użyć masła jako lubrykantu podczas seksu. I o tym, jak złapałam wszy od barmana, jak pokazałam cycki w pubie i jak wdałam się w romans z żonatym mężczyzną. A jednak mimo tej przesadnej szczerości nie wspomniałam o okresach depresji, o walce z zaburzeniem obsesyjno-kompulsyjnym (OCD) ani o tym, jak przez kilka lat zmagałam się z bulimią. Dlaczego? Bo nie potrafiłam – ani wtedy, ani w 2013 roku, gdy pracowałam nad The Wrong Knickers. Byłam zbyt zawstydzona, zbyt przerażona i zbyt przekonana, że jestem dziwaczką, żeby przyznać się do którejkolwiek z rzeczy od tak dawna zaśmiecających mi głowę. Wolałam pisać o mężczyźnie, który wciągał kokainę z moich piersi, niż o własnym zdrowiu psychicznym (chociaż czytelnicy The Wrong Knickers prawdopodobnie sami doszli do wniosku, że nie zawsze miałam równo pod sufitem). Skłamałam, że mój jedyny epizod z antydepresantami wydarzył się po tym, jak w dniu trzydziestych urodzin przeżyłam załamanie nerwowe, bo jak niby miałam przyznać się do tego, że brałam te środki od siedemnastego roku życia? Skłamałam, że straciłam ząb z powodu nadmiernego spożycia cukru, bo jak niby miałam przyznać, że prawdziwą przyczyną było zaburzenie odżywiania? Nie przyznałam się też do tego, że przez jakiś czas byłam w przemocowej relacji. Nie chciałam, żeby ktokolwiek uznał mnie za histeryczkę albo pomyślał, że jestem emocjonalnym wrakiem. Bo tak się mówi o kobietach, które mają „problemy”, prawda? Histeryczki albo królowe dramatów. Atencjuszki.
A potem, w 2014 roku, kilka miesięcy po wydaniu tej książki, miałam poważny epizod zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego. Całe moje życie wypełniły łzy, natrętne myśli i ataki paniki. Przeżyłam piąte załamanie nerwowe w ciągu dwudziestu lat. Poczułam, że mam dość – dość ukrywania, milczenia i wypowiadanych ze strachu kłamstw, że nic mi nie jest, że wszyscy zawsze czujemy się dobrze, podczas gdy co czwarta osoba na którymś etapie swojego życia nie będzie czuć się dobrze, gdzie „co czwarta osoba” to liczba tych, którzy doświadczają problemów ze zdrowiem psychicznym. A jeśli rzeczywiście tak jest, to czworo na czworo z nas prawdopodobnie zna kogoś, kto cierpi. „Co słychać?”, pytają ludzie, gdy przypadkiem spotkają się na ulicy, a jedyna akceptowalna odpowiedź brzmi: „W porządku”, nawet jeśli jest to wierutne kłamstwo.
Dlatego postanowiłam, że nie będę już godzić się na to kłamstwo. Postanowiłam, że będę mówić prawdę – i nie będę się przejmować, czy ktoś mnie uzna za dziwaczkę, histeryczkę albo atencjuszkę. Skoro ja, dziennikarka pisząca osobiste teksty do czasopisma i szczere książki, czułam, że nie mogę się do wszystkiego przyznać, to co mieli powiedzieć inni ludzie? Czy mogliśmy mieć jakąkolwiek nadzieję, że wygramy ze stygmatyzacją chorób psychicznych? Być może ta nagła zmiana zdania wynikała z tego, że zostałam matką i nie chciałam, żeby moje dziecko żyło w świecie, w którym osoby chore psychicznie są zmuszane do funkcjonowania tak, jakby wszystko było w najlepszym porządku. Być może wpłynęli na mnie wspaniali ludzie tacy jak Ruby Wax i Matt Haig, którzy publicznie opowiedzieli o własnych epizodach depresji. Cokolwiek to było, tamtego ponurego tygodnia w styczniu 2014 roku, gdy zasiadłam do pisania felietonu do „Telegraph”, postanowiłam wreszcie, że będę mówić o sobie ze stuprocentową szczerością.
„Nowy rok zaczęłam od popadnięcia w głęboką depresję”, napisałam. „I wcale nie piszę tego z ironią. To naprawdę się zdarza. Jeśli mam być szczera, trwa to już od jakiegoś czasu, ale nie wypada pisać o takich rzeczach w okresie świątecznym. «Wesołych Świąt! A tak przy okazji, mam potworną depresję». Dlatego ignorowałam to, ignorowałam i ignorowałam tak długo, jak mogłam, lecz podobnie jak każdy, kto wpadł w sidła czarnej melancholii, wiedziałam, że nie mogę jej ignorować bez końca”.
Później napisałam, że zamierzam opowiedzieć o wszystkim lekarzowi: „Poczekalnia u lekarza jest zimna, a pomarańczowe ściany mają niepokojący odcień, jakby były zabarwione od nikotyny. Jedni kaszlą i kichają, inni patrzą przed siebie nieobecnym wzrokiem, a ja się zastanawiam, czy oni są tacy jak ja albo czy ja jestem taka jak oni. Zastanawiam się, czy też cierpią na chorobę, której jedynym zewnętrznym objawem jest zaciśnięcie szczęk spowodowane wewnętrznym napięciem albo gorączkowe stukanie palcami o każdą dostępną powierzchnię. Chorobę umysłu. Ileż bym dała za to, żeby mieć kaszel, przeziębienie albo nawet złamaną nogę. Wszystko, tylko nie to. (Jezu, depresja sprawia, że myślimy tylko o sobie)”.
W dniu, w którym opublikowano pierwszy ze wspomnianych tekstów, moją skrzynkę odbiorczą dosłownie zalała fala e-maili. Żaden z tematów, które poruszyłam w trakcie swojej kariery, absolutnie żaden z nich nie wywołał takiej reakcji – i żaden z piszących mnie nie wyśmiał ani nie stwierdził, że nikogo to nie obchodzi. W ciągu kilku następnych tygodni dostałam setki wiadomości od osób, które chciały podzielić się ze mną własnymi historiami związanymi ze zdrowiem psychicznym. Dostawałam kartki pocztowe od nieznajomych. Przyjaciele, których zawsze uważałam za pogodnych i optymistycznie nastawionych do życia, odciągali mnie na bok i opowiadali mi o chorobach, które zainfekowały ich umysły. Wtedy doznałam oświecenia, przeżyłam chwilę całkowitej klarowności: oto choroby psychiczne wcale nie są niczym dziwnym, co więcej – są całkowicie normalne.
Tak wielu z nas ich doświadcza, a mimo to mało kto potrafi o nich rozmawiać. Pomimo zapewnień polityków, że zdrowie psychiczne powinno być traktowane równie poważnie jak fizyczne, nasze społeczeństwo wciąż uważa inaczej. Kiedy kończyłam pracę nad tą książką, niezależna komisja wspierana przez Royal College of Psychiatrists, której przewodzi były dyrektor generalny NHS (brytyjskiej publicznej służby zdrowia), odkryła, że brak finansowania usług związanych ze zdrowiem psychicznym naraża na niebezpieczeństwo tych, którzy najbardziej potrzebują pomocy. Osoby ciężko chore często są wysyłane do placówek znajdujących się setki mil od ich domów, ponieważ tam, gdzie mieszkają, brakuje wolnych łóżek. Jak zauważyli autorzy raportu, coś takiego byłoby zupełnie nie do pomyślenia w przypadku pacjentów po ataku serca lub udarze. Osoby prowadzące kampanie na rzecz dbałości o zdrowie psychiczne często sięgają po analogię złamanej ręki, chcąc wyjaśnić, dlaczego usługi z zakresu ochrony zdrowia psychicznego powinny mieć taki sam poziom ważności, jak te związane ze zdrowiem fizycznym: dlaczego „złamany umysł” mamy traktować z mniejszą powagą? Niestety jeżeli ktoś nigdy tego nie doświadczył, bardzo trudno jest mu zrozumieć, jak pilna jest potrzeba zapewnienia takim osobom odpowiedniej opieki.
Dokładnie w dniu, w którym skończyłam pisać tę książkę, ogłoszono wyniki audytu w obszarze zdrowia psychicznego. Wykazał on, że choroby psychiczne są główną przyczyną niepełnosprawności w Wielkiej Brytanii, liczba samobójstw rośnie, a chorzy często są lekceważeni przez rządzących, którzy na wiele sposobów przyczyniają się do nasilenia tej epidemii. W raporcie NHS wezwano Davida Camerona do zainwestowania miliarda funtów w kompleksową reformę systemu świadczeń w zakresie zdrowia psychicznego, zwracając uwagę na to, że obecnie NHS ponosi winę za około 400 samobójstw rocznie.
Czterysta osób. Każdego roku.
To jest nie do przyjęcia.
Według organizacji charytatywnej Rethink Mental Illness ostatni parlament zmniejszył finansowanie funduszów państwowej służby zdrowia Wielkiej Brytanii ds. zdrowia psychicznego o 8,25 procent, mimo że w tym samym czasie liczba skierowań do społecznych ośrodków dla osób z chorobami psychicznymi wzrosła prawie o 20 procent. Zaledwie 5,5 procent brytyjskiego budżetu na badania związane ze zdrowiem przeznacza się na ochronę zdrowia psychicznego, choć ekonomiczny i społeczny koszt chorób w tym obszarze wynosi 105 miliardów funtów w samej tylko Anglii. Szczęśliwy kraj to zdrowy kraj, a mimo to gdy już zbierzesz się na odwagę, żeby pójść do lekarza i poprosić o pomoc, to minie 20 milionów lat i gigantyczna asteroida zdąży uderzyć w planetę Ziemię, zanim tę pomoc otrzymasz. Teraz wymyślam – to nie są oficjalne statystyki. Z tego, co wiem o kosmosie, asteroida może w nas uderzyć równie dobrze za 65 milionów lat, jak w przyszłym tygodniu. Chodzi o to, że w Wielkiej Brytanii opieka w zakresie zdrowia psychicznego jest na tak niskim poziomie, że ludzie czekają całymi latami na wizytę u profesjonalnego terapeuty w ramach państwowego systemu opieki zdrowotnej. W tym samym czasie rodzą się kolejne dzieci, wychodzą kolejne tomy Gry o tron, a lodowce topnieją.
W trakcie pisania tej książki przeczytałam o Brytyjczyku, który zakrył swoim ciałem dziewczynę, żeby ją ochronić, gdy terroryści ISIS zaczęli strzelać do niewinnych uczestników koncertu w Paryżu. Kiedy po tych wydarzeniach poszedł do lekarza i poprosił o skierowanie do kogoś, z kim mógłby o tym wszystkim porozmawiać, usłyszał, że najpierw musi przejść trzymiesięczny okres „czujnego oczekiwania”. Poznałam też historię młodej matki, która popełniła samobójstwo tego samego dnia, w którym zadzwoniła do kliniki zdrowia psychicznego i powiadomiła recepcjonistkę, że nie ma dość siły, by przyjechać na wizytę. Zgodnie z obowiązującymi regułami recepcjonistka nie mogła zadać żadnego pytania dotyczącego jej stanu zdrowia. Młoda matka została wykreślona z listy pacjentów, gdy nie stawiła się na następną wizytę. Nie zrobiono absolutnie nic, żeby sprawdzić, jak się czuje. Gdyby ktokolwiek zadał sobie ten trud, dowiedziałby się, że… nie żyje. Koroner, który badał przyczynę jej zgonu, określił system jako „idiotyczny”. Powiedział: „Nie powinienem używać takich słów jak «idiotyczny», ale mam poczucie, że w tym wypadku jest ono właściwe”.
Każdego tygodnia gazety publikują reportaże na temat nieudolności systemu opieki zdrowia psychicznego, w których można przeczytać o chorych dorosłych i dzieciach przetrzymywanych w areszcie, bo w placówkach służby zdrowia brakuje wolnych miejsc, o wskaźniku samobójstw u mężczyzn, a także o niekończącej się debacie o skuteczności antydepresantów, o związanych z nimi zagrożeniach oraz czy należy je przepisywać, czy nie. Ale co innego mogą robić lekarze pierwszego kontaktu, gdy z jednej strony mają długie listy oczekujących, a z drugiej stoją przed problemem ogromnego niedoboru łóżek? Radzić pacjentom, żeby sami sobie jakoś poradzili, dopóki nie nadejdzie termin ich wizyty? Pożegnać się z nimi z poczuciem, że są w jeszcze gorszym stanie psychicznym, niż gdy wchodzili do ich gabinetu?
A oto jeszcze jedna przygnębiająca historia, którą usłyszałam podczas pisania tej książki. Szpital psychiatryczny w Yorku, Bootham Park, został nagle zamknięty, bo uznano, że nie jest bezpieczny dla pacjentów. W 2014 roku w sali szpitalnej powiesiła się tu kobieta. Badający tę sprawę przedstawiciele The Leeds and York Partnership NHS Foundation Trust stwierdzili, że wystający element, którego zdołała użyć chora, już dawno należało usunąć. W tym szpitalu jednak wszelkie poprawki i remonty wiążą się z dużymi problemami, ponieważ widnieje on na liście zabytków. I wcale nie jest to rzadko spotykana sytuacja. W placówkach zdrowia psychicznego standardowo identyfikuje się wszystkie niebezpieczne wystające elementy. Zasadniczo więc można z tego wyciągnąć wniosek, że żyjemy w społeczeństwie, dla którego budynki mają większą wartość niż ludzkie życie.
Budynek Bootham Park powstał w 1772 roku jako Zakład dla obłąkanych hrabstwa York. Jego nazwa zmieniała się przez lata, ale infrastruktura pozostała taka sama. I choć wydaje się, że przeszliśmy długą drogę od czasów, gdy ludzie chorzy psychicznie w ramach terapii byli poddawani lobotomii albo elektrowstrząsom, wciąż zostało nam jeszcze dużo do zrobienia. To, jak traktujemy choroby psychiczne w tym kraju, jest jednym z największych skandali naszych czasów. Mam nadzieję, że ludzie wkrótce to sobie uświadomią.
Nasze zdrowie psychiczne nie będzie traktowane poważnie, dopóki nie zaczniemy o nim mówić. Musimy o nim krzyczeć; musimy opowiadać wszystkim dookoła o tym, co się dzieje w naszych głowach. To jest tylko moja historia. Mam ogromną nadzieję, że gdy ją przeczytasz, odnajdziesz w sobie siłę, aby podzielić się własną.
Byłam na dnie. Jak niszczyłam swoje życiei czemu mi się nie udało
Bryony Gordon
Tłumaczenie: Joanna Sugiero
Original English title: Mad Girl. First published in 2016 by HEADLINE PUBLISHING GROUP Copyright © 2016 Bryony GordonFragment książki Mad Woman © 2023 Bryony Gordon
Copyright © for the Polish edition: Wydawnictwo RM, 2026All rights reserved.
Wydawnictwo RM,03-808 Warszawa, ul. Mińska [email protected]
Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.
Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.
Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.
ISBN 978-83-8400-150-9 ISBN 978-83-7147-235-0 (Epub)
Edytorka: Justyna ŻebrowskaRedaktorka prowadząca: Magdalena PrzybylskaRedakcja: Ewa WołoczkoKorekta: Justyna Żebrowska, Magdalena PrzybylskaAdaptacja okładki na podstawie oryginału: Magda BetlejEdytor wersji elektronicznej: Edyta GadajOpracowanie wersji elektronicznej: Marcin FabijańskiWeryfikacja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec
W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: [email protected]
