Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
208 osób interesuje się tą książką
Davina w końcu może zaznać życia. Dotąd trzymana z daleka od świata postanawia wyprowadzić się z domu starszego brata i rozpocząć studia. Mimo sprzeciwu Alexandra stawia na swoim, nie unika jednak kompromisu. By spełnić swoje marzenia, musi się zgodzić na tymczasową ochronę w postaci prawej ręki Alexa.
Nikt nie wie, że Victor Lewis jest pierwszą miłością dziewczyny. To jedna z tych tajemnic, których nie powinno się zdradzać nikomu.
Victorowi nie podoba się rola niańki, ale nie może odmówić. Choć traktuje Davinę jak siostrę, jest przekonany, że w Nowym Jorku czekają na niego ważniejsze zadania. Zamierza jak najszybciej upewnić się o bezpieczeństwie dziewczyny i wrócić do obowiązków.
Chce ją chronić jak starszy brat, lecz jej wyznanie przewraca jego świat do góry nogami.
Czy istnieje cień szansy na związek między nimi?
Co się stanie, jeśli choć pomyślą o zbliżeniu się do siebie?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 236
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Davina
Kinga Litkowiec
Blakemore family #8
Dla Magdy.
Za to, że jesteś i jeszcze ze mną nie zwariowałaś.
Davina
– Avery urodziła syna. Jest piękny. Już teraz przypomina Jacoba. – Zaśmiałam się przez łzy. – Alex chyba także myśli o powiększeniu rodziny. Podsłuchałam jego rozmowę z Zoe. Niespecjalnie, bo rozmawiali dość głośno, a ja akurat przechodziłam. Alexander powiedział, że powinni to zrobić już dawno. – Poczułam, jak drży mi głos, więc zrobiłam pauzę, by nabrać powietrza. – Bo wtedy ich dziecko mogłoby poznać ciebie. – Otarłam łzę spływającą po policzku, choć kolejne zbierały się w kącikach oczu. Pozwoliłam im popłynąć i mówiłam dalej: – Jacob też żałuje, że nie zobaczyłaś ich synka. Ale ja myślę, że widzisz wszystko. Teraz jeszcze więcej. Przynajmniej to mi daje nadzieję. Inaczej bym zwariowała, wiesz? Odkąd cię nie ma, mam wrażenie, że lecę w dół. Nic nie jest takie, jakie powinno być.
– Dav?
Uniosłam głowę, by spojrzeć na Victora.
– Jeszcze chwilę – poprosiłam.
– Nie chcę cię poganiać, ale za pół godziny musimy być w domu.
– Tylko się pożegnam.
Kiwnął głową i odszedł, posyłając mi to smętne spojrzenie, którego nienawidziłam. Otarłam twarz z łez i spojrzałam na grób matki.
– Czasami odnoszę wrażenie, że oni już zapomnieli. A przecież minął dopiero miesiąc. Wszyscy sobie żyją własnym życiem… Nienawidzę ich za to.
Położyłam kwiaty i niechętnie ruszyłam w stronę bramy cmentarza. Victor czekał w samochodzie jak zwykle zniecierpliwiony. Nie winiłam go za to. Musiał się mną zajmować i pracować dla mojego brata. Alex nie powierzyłby nikomu innemu mojego bezpieczeństwa, choć szczerze mówiąc, miałam tego dosyć.
– Wybacz – zaczął mężczyzna, ale od razu mu przerwałam.
– To nie twoja wina. Chciałam przyjechać sama. Albo z kimkolwiek.
– Alexander nie ufa byle komu – powiedział półszeptem i odpalił silnik. – Wiesz, jaki on jest. Boi się o ciebie.
– Całe rodzeństwo ma mnie za dzieciaka, którym dawno przestałam być. Niedługo skończę dwadzieścia lat, nie dwanaście – rzuciłam nerwowym tonem. – Niech wreszcie przestaną mnie traktować jak bezbronną istotę.
– Porozmawiam z nim, ale wątpię, że to się uda.
– Nie. Ja z nim porozmawiam. I tak mam mu coś do powiedzenia. Już dawno powinnam to zrobić, ale czasami boję się go jak ojca. To głupie.
– Nigdy się przed nim do tego nie przyznawaj. – Zaśmiał się. – Kiedy Katherine powiedziała mu coś podobnego, Carter i Richie musieli interweniować.
– Wiem. Dostaje ataku, gdy słyszy coś takiego.
Kiedy dojechaliśmy do domu, od razu postanowiłam porozmawiać z bratem. Wciąż byłam zła, a to działało na moją korzyść, bo dodawało mi odwagi. Siedział akurat w salonie, przeglądając jakieś dokumenty. Na mój widok zmarszczył czoło i przechylił głowę w bok. Nienawidziłam tej miny.
– Coś się stało? – zapytał, zapewne dostrzegłszy mój bojowy nastrój.
– Muszę z tobą porozmawiać – poinformowałam poważnym tonem. – Postanowiłam pójść na studia.
– Dobrze. Myślę, że to dobry pomysł. Załatwię ci miejsce… Columbia? Jest najbliżej i ma niezłą renomę.
– Nie musisz niczego załatwiać. Złożyłam papiery w terminie. Przyjęli mnie na Stanford.
– Stanford? – powtórzył zaskoczony Victor. – To uniwersytet w Kalifornii.
– Davina, wybij to sobie z głowy – wycedził Alex. – To drugi koniec kraju. Nie mamy tam żadnych ludzi, terenu i…
– I właśnie dlatego chcę tam studiować! Bez waszych ludzi, bez waszego terenu! Chcę stąd wyjechać.
– Nie.
– Nie pytam cię o pozwolenie. Informuję, że wyjeżdżam. Papiery złożyłam z mamą. Ona doskonale wiedziała, że nie nadaję się do życia w tym mieście.
– Posłuchaj…
– Nie! To ty posłuchasz mnie! Już od dawna mam dość życia w zamknięciu, ale dopóki żyła mama, jakoś to było. Dwa tygodnie przed jej śmiercią rozmawiałyśmy o tym, że podjęłam dobrą decyzję. Znalazłyśmy dom blisko uczelni, opłaciłyśmy czynsz z góry na rok i w sierpniu mogę się już wprowadzić. Nie odbierzesz mi tego, Alex.
– To za daleko. Nie mogę cię ochronić…
– Przed czym chcesz mnie chronić?!
– Żyłaś tu tak długo i dalej nie wiesz?!
– Wyjeżdżam za dwa tygodnie – oznajmiłam, starając się opanować ton. – Nie zatrzymasz mnie.
– Chcesz się przekonać? – warknął, wstał z kanapy i ruszył w moim kierunku.
Tuż przede mną pojawił się Victor zatrzymujący swojego przyjaciela.
– Sądzę, że oboje powinniście odpocząć – powiedział z niewiarygodnym spokojem.
– Dobrze – odparłam. – Tylko coś jeszcze powiem. Mieszkanie w tym domu od zawsze było dla mnie trudne, ale teraz już nie wyobrażam sobie, żebym mogła tu zostać. To ja widziałam mamę u szczytu schodów. To ja widziałam, jak łapie się za serce, upada i turla się na sam dół. To ja błagałam, żeby otworzyła oczy. To ja płakałam nad jej ciałem i wołałam o pomoc. Nigdy tego nie zapomnę… – Zaszlochałam. – Wy już się pogodziliście z jej stratą. Macie swoje rodziny, kogoś, komu możecie się zwierzyć. Ale ja nie mam nikogo. Jestem sama.
– Masz nas – zaprotestował brat. – Jesteś naszą młodszą siostrą.
– To nie to samo. Wiesz o tym doskonale. Tu nigdy nie znajdę nikogo, kto zostałby moim oparciem. Zwariuję. Prędzej czy później zwariuję. Chcę być jak Katherine, której nikt nie pilnuje. Chcę mieć możliwość wyboru. W końcu o sobie decydować. Mama mnie poparła. Kibicowała mi. Obiecała, że z tobą porozmawia. Miała to zrobić w dzień swojej śmierci.
– Pamiętam – wtrącił zasmucony Alex. – Prosiła, żebym do niej przyszedł po kolacji. Wspomniała, że chodzi o ciebie, ale nie mówiła nic więcej. Później… Później…
– Zmarła – wyszeptałam.
– Mimo wszystko uważam, że to kiepski pomysł. Gdyby cokolwiek się stało, potrzebowałbym sześciu godzin na dolecenie do ciebie.
– A co miałoby się stać?
– Dav, jesteś dorosła, znasz naszą historię. Proszę, nie mów, że nie wiesz, co mogłoby się stać.
– Mama mnie zabezpieczyła na wszelki wypadek. Nie podałam prawdziwego nazwiska. Tam nazywam się Davina Lewis.
– Wybrałaś moje nazwisko? – spytał zaskoczony Victor.
– To pierwsze, co przyszło mi na myśl. – Wzruszyłam ramionami. – Mama uznała, że pasuje, więc tak zostawiłyśmy. Zmienię wizerunek i nikt mnie nie znajdzie.
– Gdyby to było takie proste. – Alex westchnął.
– Jakoś wszyscy żyjecie, więc to chyba jest proste – rzuciłam oburzona.
– Za to ty jako jedyna nigdy nie uczyłaś się… być nami.
Wiedziałam, co miał na myśli. Wiedziałam też, jak Katherine cierpiała przez mrzonki ojca. Chciał idealnej córki, którą wyda za mąż dla interesów, żeby nie musiał się martwić, że będzie miała swoje zdanie. Wszyscy wiedzieliśmy, że zostałabym jego idealnym dzieckiem na sprzedaż. Kat nie pozwalała nikomu o sobie decydować. Była także niezła w walce, władała każdą bronią i umiała zabić na wiele sposobów. W oczach ojca była nieudanym eksperymentem. Mnie postanowił wychować zupełnie inaczej. Mimo wszystko wiedziałam, jak się posługiwać pistoletem, i znałam podstawy walki wręcz. Nauczyło mnie tego rodzeństwo.
– Poradzę sobie – powiedziałam z mocą.
– Wrócimy do tego jutro.
Kiwnęłam głową na zgodę i ruszyłam w stronę schodów. Byłam spokojna. Alex zdawał się mnie rozumieć. Poza tym zostawiłam go z Victorem, który stał po mojej stronie.
Victor
– Nie mogę do tego dopuścić. – Alex chodził po swoim biurze od dobrych piętnastu minut. – Po prostu, kurwa, nie mogę! Co ona sobie właściwie wyobraża? Że pozwolę jej tak po prostu wyjechać!?
– Usiądź i zacznij oddychać – powiedziałem spokojnie. – Davina jest dorosła, czy ci się to podoba, czy nie.
– Po tym, co przeszła…
– Zwłaszcza po tym, co przeszła, powinna wyjechać.
– Żartujesz? – prychnął.
– Pomyśl tylko. Jako jedyna żyła na uboczu w świecie stworzonym przez waszego ojca. Robiliście wszystko, żeby trzymać ją z dala od tych brudnych spraw, ale nie uchroniliście jej przed widokiem śmierci matki. Za każdym razem, kiedy zobaczy schody, będzie miała przed oczami upadek Renee.
Widziałem, z jakim trudem przełyka ślinę.
– Muszę to przemyśleć.
– Ona nie jest twoją własnością, Alex! Wszyscy traktujecie ją tak, jakby była waszym przeklętym zwierzakiem!
Patrzył na mnie oburzony. A może raczej zaszokowany? W końcu powiedziałem to, co od lat nie dawało mi spokoju. Każdy, kto miał coś wspólnego z rodziną Blakemore, dostrzegał problem – każdy poza nimi. Nawet Katherine, daleka od trzymania siostry w złotej klatce, nie mogła zrozumieć, że dziewczyna zdążyła dorosnąć.
– O czym ty mówisz? – wycedził Alexander przez zaciśnięte zęby.
– Dobrze wiesz. Po prostu nie chcesz tego przyznać. Robicie z nią to samo co wasz ojciec. Wy jedynie tłumaczycie sobie, że to z miłości. On przynajmniej nie bawił się w półprawdę.
– W półprawdę? A więc chcesz mi powiedzieć, że nie zależy mi na młodszej siostrze?
– Wpojono wam, że Davina musi być zamknięta. Miałeś piętnaście lat, gdy się urodziła. Umiałeś już zabijać, a ona była malutka. Lata mijały, ty zabijałeś z coraz większą precyzją, a ona wciąż była malutka. Nieważne, czy miała rok, czy dziesięć lat, czy szesnaście. Nauczyliście się o nią troszczyć i chronić ją przed złem.
– Wiedziałem, że te programy psychologiczne, które oglądasz, przysporzą nam tylko problemów. – Zaśmiał się gorzko.
– Spójrz mi w oczy i powiedz, że nie mam racji.
– Masz rację, owszem. Ale postaw się też na moim miejscu. Jak mam ją puścić bez pewności, że będzie bezpieczna?
– Wiemy, że o to zadbasz.
Spojrzał na mnie w zamyśleniu. W pewnym momencie przestało mi się to podobać. Sposób, w jaki patrzył, nie wróżył niczego dobrego.
– Zadbam. Wypuszczę ją do Kalifornii tylko pod jednym warunkiem.
– Jakim?
– Będziesz tam z nią.
– Co? – Uniosłem brwi. – Chcesz mnie zdegradować do roli ochroniarza? Dobrze się czujesz, Alex?
– Tylko ty jesteś w stanie o nią należycie zadbać.
– Nic jej nie grozi. Oprócz za dużej ilości alkoholu i braku snu nie ma powodów do obaw. Wynajmij jej jakiegoś emeryta. Jego doświadczenie będzie proporcjonalne do skali zagrożenia.
– Nie wkurwiaj mnie, Victorze – powiedział z groźbą w głosie.
– Na razie to ty wkurwiasz mnie.
– Jedź z nią i upewnij się, że wszystko jest w porządku.
– Mogę ją zawieźć i zostać na dzień lub dwa.
– Nie. Nie wrócisz, dopóki nie będziesz pewny, że jest bezpieczna.
– Delegujesz swojego najlepszego człowieka do opieki nad studentką, kiedy tutaj tyle się dzieje? – rzuciłem pod nosem, kręcąc głową z niedowierzaniem. – Potrzebujesz terapii.
– Deleguję najlepszego przyjaciela, któremu ufam bardziej niż sobie, bo wiem, że nie zostawi mojej siostry, jeśli zauważy choć cień ryzyka.
Wiedział, jak sprawić, by zrobiło mi się głupio. Westchnąłem ciężko i bez słowa wyszedłem z gabinetu. Wyglądało na to, że musiałem się spakować. Kiedy podszedłem blisko sypialni, zauważyłem postać stojącą przy moich drzwiach. Dopiero gdy stanąłem tuż obok, zauważyłem, że to Davina.
– Mam się przygotować na jutrzejszą kłótnię? – zapytała cierpko.
Popatrzyłem na nią i pomyślałem, że nie pamiętam już, kiedy się śmiała.
– Nie. Chyba że nie spodoba ci się warunek Alexa.
– Co znowu wymyślił?
– Jadę z tobą – rzuciłem drwiąco.
– Co?! Ty?! Czy on już całkiem postradał rozum? Muszę porozmawiać z Zoe. Może ona wyjaśni mu, że to głupie.
– Nie wyjaśni. – Złapałem za klamkę, lecz zanim otworzyłem drzwi, zwróciłem się jeszcze do Daviny: – Blakemore’owie słyną z jedności rodzeństwa. Każdy oddałby życie za drugiego, twoje jednak wydaje się najcenniejsze. Chyba właśnie dlatego to ja mam jechać z tobą i przypilnować, żeby nic ci się nie stało. Alex wie, że moim zdaniem przesadza, ale ma przekonanie, że jako jedyny nie opuściłbym Kalifornii bez upewnienia się co do twojego bezpieczeństwa.
– Każdy inny po prostu by odczekał i wrócił z informacją, że wszystko w porządku – podsumowała zamyślona.
– Dobrze, że się lubimy, bo byłoby niezręcznie. – Puściłem jej oko i wszedłem do sypialni.
Kompletnie mi się nie podobała czekająca mnie wycieczka. Miałem trzydzieści pięć lat i ostatnie, o czym marzyłem, to robienie za opiekunkę studentki. Pozostała mi tylko nadzieja, że Davina już zawsze będzie odpowiedzialną dziewczyną, trzymającą się z dala od kłopotów.
Davina
Załatwianie ostatnich formalności związanych ze studiami sprawiło mi wielką frajdę. W końcu po raz pierwszy czułam się jak dorosła osoba, w pełni odpowiedzialna za swoje życie. To było coś zupełnie nowego.
Ludzie wychowani w luksusach zwykle nie mają pojęcia, jak wygląda prawdziwe życie. Ja także nie miałam. Nie tylko dzięki majątkowi, który pozwalał mi się wyręczać innymi, ale również za sprawą jednej z najbardziej dysfunkcyjnych rodzin na Ziemi. Mogłam się założyć, że z całego rodzeństwa tylko ja tak nas postrzegałam. Ta chęć ratowania siebie nawzajem wyglądała jak upośledzenie. Miłość do rodziny w naszym przypadku nabierała innego wymiaru. Bracia niejednokrotnie lecieli na pomoc całą grupą, choć wystarczyła jedna osoba. Gdyby ktoś posłuchał tego, co myślę, zapewne kazałby mi się zastanowić nad sobą, bo przecież miałam najwspanialsze rodzeństwo pod słońcem. Kochałam ich, ale nie tak jak oni siebie nawzajem. Ich uczucia względem mnie prawdopodobnie też się różniły. Zawsze stałam z boku. Nigdy nie ryzykowałam życia, idąc z nimi ramię w ramię na misję. Nie widziałam, jak się zakochują, ani nawet nie słyszałam o tym opowieści, bo o niczym mi nie mówili. Jedyną osobą, za którą bez zawahania oddałabym życie, była mama. Mama, której zabrakło. Zostawiła po sobie ogromną pustkę w moim sercu. Czułam potrzebę jej wypełnienia, lecz wiedziałam, że to się nigdy nie wydarzy. To jak powolna śmierć…
– Ustalmy coś. – Alexander wszedł do mojej sypialni. Uchylone drzwi nie powinny go zwalniać z obowiązku pukania, ale on oczywiście myślał inaczej. – Jeden wybryk i wracasz do domu.
Pokręciłam głową. Korzystając z tego, że stałam odwrócona do niego tyłem, nie omieszkałam wyrazić mimiką tego, co właśnie pomyślałam.
– Nie jesteś moim ojcem – rzuciłam pod nosem.
Nie chciałam tego mówić, to było jednak silniejsze ode mnie. Moi dwaj najstarsi bracia nie spali po nocach na myśl, że mogliby być tacy jak Jordan Blakemore. Vincent, który najbardziej go przypominał, opamiętał się, dopiero gdy mógł stracić miłość swojego życia. Alex wciąż szukał w sobie cech wspólnych, o czym nie wiedziałabym, gdyby nie Zoe, która pewnej nocy mi się wygadała. Była przerażona, bo jej facet ruszył na misję po tym, jak przestraszył się swojego podobieństwa do ojczulka. Zoe nie chciała mi o tym mówić, ale musiała się przecież komuś wygadać, a pod ręką byłyśmy jedynie ja i służąca, która miała zakaz plotkowania o naszej rodzinie. Nawet dla kobiet braci nadal byłam dzieckiem. Carter traktował mnie jak przedszkolaka, dlatego wkurzał mnie najbardziej. Jedynie Katherine widziała we mnie dorosłą kobietę, choć kiedy to dostrzegła, była już matką i nie miała czasu na nadrobienie zaległości z siostrą. Nie winiłam jej za to, ale było mi przykro.
Wyprostowałam się i niechętnie odwróciłam w stronę brata. Stał już wściekły, a ja powiedziałam tylko jedno zdanie. Mogłam go przeprosić, ale nie zamierzałam. I tak byłam już bliska przepraszania za to, że żyję.
– Gdybym był ojcem, twoja najdalsza podróż skończyłaby się na wyjściu do pobliskiego parku – wycedził przez zaciśnięte zęby, przypominając mi o mojej metaforycznej klatce, w której tkwiłam.
Jeden–jeden.
– Ash w moim wieku skasował już kilkanaście aut, a ja jadę na studia, na których mam uważać na każdym kroku, żebyś się nie zdenerwował?!
– Ashton był nieodpowiedzialnym gówniarzem, który niejednokrotnie zapłacił za swoją bezmyślność. Ty nie jesteś głupia, Dav.
– Mimo wszystko przychodzisz tutaj, żeby podkreślić, jak bardzo zły będziesz, gdy coś się wydarzy. Mogę mieć przyjaciół czy to także zalicza się do przewinień?
– Jesteś cholernie niewdzięczna.
Nie wytrzymałam. Nim się zorientowałam, łzy już spływały po moich policzkach. Na ich widok Alex cofnął się zdumiony, nie rozumiejąc mojej reakcji. Oczywiście – przecież według niego to ze mną było coś nie tak.
– Wyjdź – szepnęłam. – Nie chcę cię widzieć.
Ku mojemu zaskoczeniu odpuścił i się ulotnił, a ja mogłam wrócić do pakowania. Nie umiałam się jednak skupić, bo wciąż odtwarzałam w głowie rozmowę z bratem. Byłam niewdzięczna? Skoro tak, jaki był on? Przestałam już żałować wspomnienia o ojcu. Zresztą stanowił kolejny dowód na to, że bardzo się różniłam od reszty rodzeństwa. Nie widziałam w ojcu potwora, bo nie pokazywał mi tej strony. Miał co do mnie inne plany, choć nigdy tego nie rozumiałam. Współczułam Katherine, na którą patrzył jak na coś złego. Na coś, co nie powinno powstać. Ashtona również traktował gorzej. W jego oczach jedynie Vincent był godnym następcą, lecz wszystko się zmieniło, kiedy ten zakochał się w Maddy. Przestał być złotym dzieckiem, bo po raz pierwszy nie posłuchał rozkazu. Pamiętałam przerażoną mamę, która nie zdołała złagodzić gniewu ojca. Pamiętam też strach o najstarszego brata, gdy postanowił poślubić swoją kobietę. Czasami przypominałam sobie różne sytuacje, które widziałam bardziej z perspektywy ojca niż rodzeństwa. Ciążę Katherine, walkę o miłość Jacoba czy porzucenie władzy przez Vincenta. Lecz najlepiej pamiętam dzień, w którym Richie pociągnął za spust. Nigdy nie czułam się tak bardzo rozdarta. Próby utrzymania mnie w niewiedzy nie pomogły, choć oni nie wiedzieli dlaczego – przecież dla nich byłam tylko dzieckiem. Ale ja dostrzegałam więcej, niż sobie wyobrażali. W tym domu zawsze byłam półprzezroczysta. Pora na zmiany.
Wyszłam z ostatnią walizką na korytarz, gdzie czekał już Victor. Nawet mnie to nie zdziwiło. Mieliśmy pojechać samochodem na lotnisko, oczywiście w obstawie ośmiu ochroniarzy w trzech innych autach. Nie mogłam się doczekać, aż odlecę daleko stąd.
– Podobno wkurzyłaś brata – zagaił, siląc się na poważny ton.
– On wkurzył mnie pierwszy – odparłam oburzona. – Wiesz, że jestem niewdzięczna?
Victor pokręcił głową. Mogłabym przysiąc, że ta reakcja była skierowana do jego przyjaciela. Jakby nie mógł uwierzyć, że Alex postąpił w ten sposób.
– Nie powiem tego głośno, bo stracę głowę, ale twoja wyprowadzka jest najlepszym, co mogłaś dla siebie zrobić – wyszeptał, pochylając się w moją stronę.
– Mam nadzieję, że nie skażę cię na długie wygnanie.
– Miesiąc. Tak zakładam.
– Jak to obliczyłeś?
– Muszę sprawdzić okolicę i studentów z twojego otoczenia. Potrzebuję na to trochę czasu. Zobaczę, z kim się zaprzyjaźniłaś, i kiedy będę pewien, że to bezpieczne grono, ze spokojem odejdę.
Zeszliśmy na dół, gdzie czekała tylko Zoe. Przytuliła mnie mocno, życząc mi samych dobrych chwil, po czym spojrzała z niemą prośbą, bym nie pytała o Alexa. Nie zamierzałam. Cieszyłam się, że nie muszę go oglądać.
– A jeśli z nikim się nie zaprzyjaźnię? – zapytałam Victora, gdy wsiedliśmy do samochodu.
– Nie żartuj. Ludzie będą się zabijać o przyjaźń z tobą.
– Zabijali się w liceum, bo tam wiedzieli, kim jestem.
– Przyjęłaś moje nazwisko, a ja też jestem fajny.
Prychnęłam.
– Wiesz, co mam na myśli.
– Posłuchaj… Jesteś fajną dziewczyną. Każdy to zauważy.
Wymusiłam uśmiech, choć nie czułam się przekonana. Nie wierzyłam w to, że jestem fajna, bo pochodziłam ze zbyt popieprzonej rodziny. Jakaś część mnie żałowała, że ukryłam swoje prawdziwe nazwisko. Przecież prędzej czy później każdy by poznał moją tożsamość. Równocześnie jednak stałam przed jedyną szansą na spełnienie swoich dziecięcych fantazji: trzynastoletnia ja byłaby wdzięczna za nazwisko po pierwszej miłości.
Victor
Po opuszczeniu lotniska od razu złapaliśmy taksówkę, która zawiozła nas prosto do wynajętego domu Daviny.
– Bardzo w twoim stylu – skomentowałem, wyjmując ostatnią walizkę.
Oparła dłonie na biodrach i spojrzała na mnie spod przymrużonych powiek.
– To komplement czy obelga?
– Komplement. – Zaśmiałem się. – Nikt z rodziny Blakemore nie jest tak skromny.
Zignorowała moje słowa, sięgnęła po dwie mniejsze walizki i razem poszliśmy w stronę domu. Był niewielki, choć bardziej przypominał miejsce zamieszkania rodziny z dziećmi niż kwaterę studentki. Na werandzie wisiała huśtawka. Gdy tylko ją dostrzegłem, widziałem już na niej oczyma wyobraźni Davinę z książką w ręku. Lubiła słodkie romanse, odkąd skończyła trzynaście lat. Matka często kupowała jej nowe książki – zapewne po to, by wynagrodzić jej gorzkie życie. Nikt się nie spodziewał, że Dav pewnego dnia poczuje się jak bohaterki powieści, które czytała. Była na najlepszej drodze do szczęścia. Musiałem jednak zachować czujność w stosunku do każdego faceta, który by się obok niej pojawił. Gdyby złamał jej serce, ja musiałbym złamać mu przynajmniej dwanaście kości, nim na miejsce dotarliby Blakemore’owie, którzy połamaliby mu… wszystko.
– Zobacz! – zawołała Davina ze środka domu. – Tu jest jak w raju!
Wszedłem i rozejrzałem się po przytulnym salonie. Poczułem się zupełnie nie na miejscu. Nie bywałem w takich wnętrzach. Salon wychodził na taras z widokiem na morze, co tylko potęgowało zachwyt dziewczyny.
– W garażu powinien być już samochód – zagadałem, przechodząc do kuchennej części pomieszczenia. – Będziesz nim dojeżdżać na uczelnię. Ja będę jeździł motocyklem.
– Alex nie odpuszcza? – jęknęła. – Prosiłam o wolną rękę.
– Przyda ci się auto. Potraktuj to jako prezent.
– Ile nadajników w nim schował?
Mimowolnie się uśmiechnąłem. Ta dziewczyna nie była już dzieckiem, choć Alexander wciąż tak o niej myślał.
– Trzy.
– I to jest prezent, a nie próba kontrolowania mnie?
– Nie miej pretensji do rodzeństwa, że się o ciebie na swój sposób troszczy.
– To już zakrawa na jakąś chorobę – wymamrotała pod nosem. – Przecież nikt mnie tu nie zna.
– Teraz. Pamiętaj, z której rodziny pochodzisz. Kilka lat temu Ash także był przekonany o swoim bezpieczeństwie, bo przecież stał z boku.
Przekręciła głowę i patrzyła na mnie z wyraźnym zainteresowaniem.
– O czym mówisz?
– Jeden facet go znalazł i chciał zabić. Ashton nie miał nawet pojęcia, co się dzieje. Wasi bracia rozwiązali problem, zanim naprawdę urósł do rangi problemu.
– Nie wiedziałam. Zwykle dowiaduję się o różnych sytuacjach po czasie. Na przykład od Katherine. Ale o tym nikt mi nie powiedział.
– Teraz już wiesz. I musisz zrozumieć, że na świecie istnieją ludzie, którzy zrobią wszystko, by dopiąć swego. Jesteś oczkiem w głowie każdego ze swoich braci. Gdyby ktoś zechciał się do nich dobrać, zacznie właśnie od ciebie.
Westchnęła i podeszła bliżej.
– Znam ryzyko noszenia swojego nazwiska, nie mogę jednak myśleć tylko o tym, że ktoś z wrogów mojej rodziny mnie znajdzie i zabije. Nawet jeśli istnieje takie zagrożenie, wolę nie dopuszczać do siebie tej myśli. Chcę żyć, V.
– A więc żyj. Po to tu jesteś.
– Tak. – Uśmiechnęła się szeroko. – Na górze są trzy sypialnie. Rezerwuję tę z widokiem na morze, a ty możesz wybrać sobie jedną z dwóch pozostałych.
Godzinę później byliśmy częściowo rozpakowani. Zająłem pokój znajdujący się koło tego należącego do Daviny, żeby być bliżej niej. Tak na wszelki wypadek. Paranoja Alexa zaczęła mi się trochę udzielać.
Siedziałem na tarasie i obserwowałem Dav spacerującą brzegiem morza. Korzystając z okazji, wyjąłem z kieszeni telefon i wybrałem numer przyjaciela.
– Nareszcie. – Odebrał po sekundzie.
– Musieliśmy się rozpakować. Poza tym chciałem poczekać, aż twoja siostra będzie wystarczająco daleko.
– Wszystko w porządku?
– W jak najlepszym.
– Mam nadzieję, że nikt nie odkryje, kim jest naprawdę.
– Zrobię wszystko, by tak się nie stało.
Westchnął i przez dłuższą chwilę milczał.
– Ona jest bezbronna.
– Zadbam o nią – zapewniłem.
– Teraz. A kto się nią zajmie, gdy wrócisz?
Na to pytanie niestety nie potrafiłem odpowiedzieć. Przemyślałem wszystko, nim ponownie się odezwałem. Jedno niewłaściwe słowo i Alex był gotów przylecieć tu osobiście, żeby zabrać Davinę do domu. Choć dziewczyna nie mogła już znieść troski braci i siostry, nie miała pojęcia, jak bardzo ją kochają. Nie mogłem jednak zaprzeczyć, że nie potrafiła o siebie zadbać, bo odebrano jej możliwość nauczenia się tego. Podczas gdy Katherine umiała się posługiwać bronią jako dziesięciolatka, Davina była w tym wieku otoczona lalkami, z którymi spędzała całe dnie w różowym pokoju, z daleka od tego, co Jordan serwował swoim pozostałym dzieciom.
Kiedy tak nad tym dumałem, w mojej głowie narodził się pewien pomysł.
– Ona – odpowiedziałem w końcu przyjacielowi.
– Ona? – prychnął. – Daj spokój, Victorze. Dobrze wiemy, że nie poradziłaby sobie w trakcie ataku, nawet gdyby napadł ją zwykły kieszonkowiec.
– Dopóki tu jestem, mogę ją nauczyć samoobrony.
– No nie wiem.
– Nie możesz oczekiwać, by sobie radziła sama, i jednocześnie nie pozwalać jej na naukę.
– Wiem, ale na samą myśl, że będzie bliżej naszego życia…
– Wiele kobiet zna zasady samoobrony, chociaż nie ma nic wspólnego z wami ani z żadną inną rodziną mafijną. Davina jest młodą kobietą w wielkim mieście. Powinna umieć się bronić.
– Masz rację. Zgoda, zadbaj o to.
– Co w domu? – zapytałem, by zmienić temat.
– W porządku. Dzwonił Richie, niedługo przyjedzie. Może odwiedzi też was, bo ma zlecenie w pobliżu.
Wizyta najbardziej popieprzonego z rodziny niekoniecznie mnie cieszyła.
– A Zoe? Mocno przeżywała wyjazd Daviny.
– Nie ma z kim rozmawiać, więc wpadła na pomysł odwiedzin Katherine. Jeszcze nie wiem, kiedy chce jechać, ale tego dnia z pewnością będę bardzo zajęty.
– Nie chcesz odwiedzić siostry? – Zaśmiałem się głośno.
– Odkąd stała się matką, gada tylko o tym, że wszyscy powinniśmy mieć dzieci. Dopóki Zoe to ignoruje, jest w porządku, ale obawiam się, że wreszcie zacznie myśleć nad tym poważnie.
– Mówię to wyłącznie dlatego, że dzieli nas duża odległość: wiesz, że to już czas, prawda?
Zapadła cisza. Alex z pewnością zacisnął szczęki i wyobraził sobie, jak uderza moim ciałem o ścianę. Dzieci to dla niego drażliwy temat. Zarówno on, jak i Vincent bali się przypominać własnego ojca. Nie znam się na tym, ale tu by się przydał chyba dobry psycholog.
– To zdecydowanie nie czas – warknął.
– Zoe ma już prawie trzydzieści lat, ty trzydzieści pięć. Czy to nie idealny wiek na pierwsze dziecko?
Pominąłem wspomnienie o Renee i o tym, że w tym wieku urodziła Katherine.
– Nie chcę o tym rozmawiać. Nie chcę nawet o tym myśleć. A to, że jesteś daleko, nie oznacza, że zapomnę do naszego kolejnego spotkania.
Zaśmiałem się znowu.
– Już milczę.
– Zajmij się Daviną i informuj mnie o wszystkim.
– Jasne.
Rozłączyłem się akurat w momencie, w którym Dav znudziła się spacerem. Gdy zbliżyła się na tyle, bym ją usłyszał, zapytała:
– Alexander świruje?
– Niezupełnie. Dzwonił, żeby powiedzieć, że niedługo może nas odwiedzić Richie.
– Super. – Uśmiechnęła się szeroko. – A więc czeka nas rozrywka.
– Z całą pewnością – rzuciłem pod nosem. – Pomyśleliśmy, że przydadzą ci się lekcje samoobrony i używania broni.
– Naprawdę? – Uniosła brwi. – Alex pozwoli mi wziąć pistolet do ręki?
– Zostaniesz tu sama, kiedy wyjadę, więc będziesz musiała polegać tylko na sobie. Powinnaś umieć się obronić.
– A więc chodzi o paranoję mojego brata. – Przewróciła oczami.
– To duże miasto. Nie trzeba być wrogiem Blakemore’ów, żeby chcieć cię zaatakować. Byłaś tak dobrze chroniona, że teraz nie możesz się obronić sama. Musimy to zmienić.
– Kiedy zaczynamy?
– Jak tylko zorganizuję miejsce do treningów.
– Wiesz, że w okolicy na pewno są szkoły samoobrony i strzelnice? Wcale nie musisz chodzić krok w krok za mną. Zawsze możesz wykorzystać czas na urlop.
– Wiem, ale nie oddałbym cię w obce ręce. – Mrugnąłem do niej, po czym wstałem i zmierzwiłem jej włosy, na co od razu warknęła ostrzegawczo. – Robi się późno. Zjedzmy coś i chodźmy spać.
© Kinga Litkowiec
© Wydawnictwo Black Rose, Zamość 2026
ISBN 978-83-68677-54-6
Wydanie pierwsze
Redakcja
Paulina Zyszczak – Zyszczak.pl
Korekta
Kinga Dąbrowicz
Danuta Perszewska
Magda Adamska
Skład i łamanie
Andrzej Zyszczak – Zyszczak.pl
Projekt okładki
Melody M. – Graphics Designer
Projekt logo
Monika Macioszek
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Książka ani jej części nie mogą być przedrukowywane ani w żaden inny sposób reprodukowane lub odczytywane w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody autorki i wydawcy.
