Bitwa o Anglię 1940 - Wacław Król - ebook

Bitwa o Anglię 1940 ebook

Wacław Król

0,0
35,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Autor opisuje starcia między Luftwaffe a RAF-em, ze szczególnym uwzględnieniem polskiego wkładu w obronę Wielkiej Brytanii, w tym działania polskich dywizjonów lotniczych.

Wacław Król dzieli Bitwę o Anglię na kilka faz, od lipca do października 1940 roku, w tym okres intensywnych walk (np. od 24 sierpnia do 6 września).

Książka jest ważnym źródłem wiedzy o udziale Polaków w tej przełomowej dla historii II wojny światowej bitwie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dedykacja

Tym Kole­gom, co z dala od rodzin­nego Kraju, pod obcym nie­bem, sta­nęli do śmier­tel­nego boju z wro­giem o wolną i nie­pod­le­głą Ojczy­znę i swój los zło­żyli

Jej w ofie­rze pracę tę poświę­cam

Słowo wstępne

Mija pra­wie wiek od słyn­nej bitwy powietrz­nej roze­gra­nej nad Wyspami Bry­tyj­skimi w okre­sie od 10 lipca do 31 paź­dzier­nika 1940 roku. Bitwę tę histo­rycy bry­tyj­scy nazwali „Bat­tle of Bri­tain”, nato­miast pol­scy „Bitwą o Anglię”.

Klę­ska Fran­cji, przy­pie­czę­to­wana pod­pi­sa­niem „armi­stice” 22 czerwca 1940 roku w Rethon­des przez Fran­cję i Trze­cią Rze­szę, nie spo­wo­do­wała zała­ma­nia się ducha Bry­tyj­czy­ków. Rząd Jego Kró­lew­skiej Mości Jerzego VI, z pre­mie­rem sir Win­sto­nem Chur­chil­lem na czele, nie poszedł w ślady wojen­nej sojusz­niczki Fran­cji, lecz posta­no­wił kon­ty­nu­ować wojnę z hitle­row­skimi Niem­cami aż do zwy­cię­skiego końca. Wszel­kie próby przy­wódcy Rze­szy, führera Adolfa Hitlera, wsz­czę­cia nego­cja­cji na temat zakoń­cze­nia wojny zostały sta­now­czo odrzu­cone.

Nazi­stow­skie Niemcy, wspo­ma­gane od 10 czerwca 1940 roku przez faszy­stow­skie Wło­chy, po anek­sji Austrii i Cze­cho­sło­wa­cji oraz po zbroj­nym poko­na­niu Pol­ski, Danii, Nor­we­gii, Holan­dii, Bel­gii, Luk­sem­burga i Fran­cji zdo­były pano­wa­nie nad Europą Środ­kową i Zachod­nią. Hisz­pa­nia i Fin­lan­dia sprzy­jały Niem­com, Por­tu­ga­lia i Szwe­cja zacho­wały neu­tral­ność, kraje bał­kań­skie zabie­gały o dobre sto­sunki z Niem­cami, a ze Związ­kiem Radziec­kim Niemcy miały pakt o nie­agre­sji, pod­pi­sany 23 sierp­nia 1939 roku. Jedy­nym prze­ciw­ni­kiem do poko­na­nia pozo­stała teraz Wielka Bry­ta­nia. Zda­wało się, że nie ma ona żad­nych szans na ura­to­wa­nie się przed inwa­zją sil­nych i agre­syw­nych Nie­miec. Hitler, ura­żony w swej mar­so­wej dumie, posta­no­wił siłą zmu­sić Anglię do ule­gło­ści. Chciał zakoń­czyć wojnę na Zacho­dzie, gdyż już wtedy pla­no­wał atak na Zwią­zek Radziecki… Naród nie­miec­kich Übermenschów miał zapa­no­wać nad świa­tem.

Hitler zda­wał sobie sprawę z tego, że bry­tyj­ska armia lądowa – po klę­sce pod Dun­kierką i dra­ma­tycz­nej ewa­ku­acji z Fran­cji do Anglii na prze­ło­mie maja i czerwca – nie przed­sta­wia dużej war­to­ści bojo­wej. Wie­dział jed­nak, że bry­tyj­ska flota wojenna – Royal Navy – znacz­nie prze­wyż­sza moż­li­wo­ści floty nie­miec­kiej – Krieg­sma­rine – i mogłaby pokrzy­żo­wać reali­za­cję ope­ra­cji inwa­zyj­nej na Anglię, ozna­czo­nej kryp­to­ni­mem „Seelöwe”. Wie­dział też, że lot­nic­two myśliw­skie Royal Air Force (RAF), które zapewne stawi czoło dotąd nie­zwy­cię­żo­nej Luft­waffe, jest sto­sun­kowo słabe i będzie łatwe do poko­na­nia. Roz­ka­zał więc dowódcy Luft­waffe, mar­szał­kowi Her­man­nowi Göringowi, aby nie­zwłocz­nie pod­jął ofen­sywę powietrzną prze­ciwko Anglii w celu znisz­cze­nia bry­tyj­skiego lot­nic­twa myśliw­skiego w powie­trzu i na lot­ni­skach oraz znisz­cze­nia baz zaopa­trze­nia RAF: wytwórni sprzętu lot­ni­czego, zakła­dów remon­to­wych, a także fabryk broni prze­ciw­lot­ni­czej. Po wyko­na­niu tego zada­nia i uzy­ska­niu pano­wa­nia w powie­trzu nad połu­dniowo-wschod­nią Anglią Luft­waffe miała zaata­ko­wać bom­bami flotę bry­tyj­ską w por­tach i na kanale La Man­che, składy sprzętu wojen­nego, paliw oraz maga­zyny żyw­no­ści.

Butny i pyszał­ko­waty Göring zapew­nił swo­jego führera, że posta­wione mu zada­nie zosta­nie wkrótce wyko­nane i że pod­le­głe mu lot­nic­two będzie w sta­nie samo „wybom­bar­do­wać” Anglię z wojny.

Roz­po­czę­cie ope­ra­cji „Seelöwe” usta­lono na 15 wrze­śnia.

Już 10 lipca lot­nic­two nie­miec­kie roz­po­częło pierw­sze naloty bom­bowe na bry­tyj­skie kon­woje pły­nące po kanale La Man­che i Morzu Pół­noc­nym. Z dnia na dzień przy­bie­rały one na sile, roz­sze­rza­jąc dzieło znisz­cze­nia także na nad­brzeżne mia­sta.

8 sierp­nia roz­po­czął się zma­so­wany atak bom­bowy Luft­waffe na cele w połu­dnio­wej i środ­ko­wej Anglii, na Lon­dyn oraz inne mia­sta i mia­steczka. Naloty trwały w dzień i w nocy przez 84 kolejne dni. Zgi­nęły tysiące cywil­nych osób, dru­gie tyle zostało ciężko ran­nych, tysiące domów legło w gru­zach. Nie­wąt­pli­wie doszłoby do jesz­cze bar­dziej tra­gicz­nych strat, gdyby nie piloci dywi­zjo­nów Hur­ri­cane’ów i Spit­fire’ów, zwal­cza­jący napast­ni­ków z wielką deter­mi­na­cją i boha­ter­stwem w dzień i w nocy.

Opis prze­biegu bitwy powietrz­nej nad Wyspami Bry­tyj­skimi sta­nowi treść niniej­szej pracy. Bitwa ta była jedną z naj­bar­dziej donio­słych i zna­czą­cych w cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej. Wygrało ją lot­nic­two bry­tyj­skie, wspo­ma­gane dziel­nie przez pilo­tów myśliw­skich innych naro­dów, w tym także przez Pola­ków (w licz­bie 143 pilo­tów myśliw­skich), Cze­cho­sło­wa­ków (87 pilo­tów), Bel­gów (27), Fran­cu­zów (13), Irland­czy­ków (10) i Ame­ry­ka­nów (7).

Zwy­cię­ski wynik bitwy miał donio­słe zna­cze­nie dla Wiel­kiej Bry­ta­nii – unik­nęła nie­miec­kiej inwa­zji i tra­gicz­nych dni oku­pa­cji. Nie wia­domo, jak poto­czy­łyby się losy wojny i czy armie nie­miec­kie nie spo­tka­łyby się z armiami japoń­skimi gdzieś na tere­nie Indii.

W Anglii żywa jest pamięć o tam­tych tra­gicz­nych dniach: o wyciu syren alar­mo­wych, o zatło­czo­nych kobie­tami, dziećmi i star­cami tune­lach lon­dyń­skiej kolei pod­ziem­nej, o huku roz­ry­wa­ją­cych się bomb oraz o powietrz­nych wal­kach na błę­ki­cie nieba, pokre­ślo­nym bia­łymi smu­gami. Głę­boka jest w spo­łe­czeń­stwie bry­tyj­skim pamięć o tych, któ­rych Anglicy nazwali „The Few” (nie­licz­nymi) – któ­rym Wielka Bry­ta­nia tak wiele zawdzię­czała. Była to mała garstka, licząca nie­spełna trzy tysiące nie­ustra­szo­nych, boha­ter­skich lot­ni­ków.

15 wrze­śnia każ­dego roku, w dniu święta Royal Air Force, groby tych „The Few” są tłum­nie odwie­dzane i pokry­wają się świe­żymi kwia­tami.

Po klęsce Francji

22 czerwca 1940 roku nowy rząd Fran­cji, z pre­mie­rem, mar­szał­kiem z pierw­szej wojny świa­to­wej Phi­lippe’em Pétainem na czele, zgo­dził się na kapi­tu­la­cję wobec Nie­miec. Jeden z bry­tyj­skich histo­ry­ków stwier­dza w swoim dziele, że „poko­na­nie Fran­cji, przy­pie­czę­to­wane pod­pi­sa­niem zawie­sze­nia broni w Rethon­des w Villi Incisa, nie wywarło zmiany na posta­no­wie­niu narodu bry­tyj­skiego i jego rządu koali­cyj­nego w decy­zji dal­szego kon­ty­nu­owa­nia wojny do końca… Bry­tyj­czycy nie myśleli o niczym innym, jak o kon­ty­nu­owa­niu oporu i o zwy­cię­skim końcu. Nie widziano przy­czyn, aby wąt­pić, że nazi­stow­skie Niemcy i faszy­stow­skie Wło­chy zostaną poko­nane”1.

Sytu­acja poli­tyczno-mili­tarna Wiel­kiej Bry­ta­nii była skom­pli­ko­wana, a ponadto była ona w swo­ich posta­no­wie­niach osa­mot­niona i bar­dzo osła­biona.

Pre­mier rządu i mini­ster obrony Wiel­kiej Bry­ta­nii, sir Win­ston Chur­chill, zwany mężem wojny, prze­ma­wia­jąc w par­la­men­cie bry­tyj­skim na temat wytwo­rzo­nej sytu­acji po klę­sce Fran­cji, stwier­dził: „Wojna o Fran­cję skoń­czyła się, nie­ba­wem roz­pocz­nie się bitwa o Bry­ta­nię”.

Wielka Bry­ta­nia pozo­stała jedy­nym na placu boju prze­ciw­ni­kiem Rze­szy i nie była skłonna do nawią­za­nia nego­cja­cji poko­jo­wych. Dys­kretna suge­stia w tym kie­runku ze strony rządu neu­tral­nej Szwe­cji została w Lon­dy­nie kate­go­rycz­nie odrzu­cona2. Hitler miał jed­nak cichą nadzieję, że uda mu się nakło­nić rząd Wiel­kiej Bry­ta­nii do zawar­cia roz­sąd­nego pokoju, by mieć swo­bodę dzia­ła­nia w zamie­rzo­nym pla­nie pod­boju Związku Radziec­kiego. W tym celu, aby stwo­rzyć oka­zję do nawią­za­nia dia­logu z rzą­dem bry­tyj­skim, w okre­sie od 25 czerwca do 5 lipca 1940 roku pozo­sta­wał ze swoją szczu­płą grupą dorad­ców w spe­cjal­nym pociągu „Tan­nen­berg” w miej­sco­wo­ści Knie­bis, w pobliżu Freu­den­stadt w Schwarz­wal­dzie, cze­ka­jąc na wyja­śnie­nie sytu­acji.

Sytu­acja wyja­śniła się jed­nak nie­po­myśl­nie dla Hitlera. 3 lipca, z roz­kazu Chur­chilla, bry­tyj­ska mary­narka wojenna prze­pro­wa­dziła ope­ra­cję „Cata­pult”, unie­moż­li­wia­jąc zagar­nię­cie fran­cu­skiej floty wojen­nej przez Niem­ców. Sto­jąca w por­cie Mers el-Kébir koło Oranu fran­cu­ska eska­dra liczyła cztery okręty liniowe, lot­ni­sko­wiec, sześć nisz­czy­cieli oraz kil­ka­na­ście okrę­tów pod­wod­nych i ści­ga­czy. Dowódcy eska­dry fran­cu­skiej posta­wiono ulti­ma­tum: walkę u boku Royal Navy lub uni­ce­stwie­nie. Ulti­ma­tum zostało odrzu­cone, w związku z czym okręty Royal Navy czę­ściowo znisz­czyły eska­drę. Zagła­dzie, ucie­ka­jąc do Tulonu w połu­dnio­wej Fran­cji, uszły okręt liniowy, pięć nisz­czy­cieli oraz okręty pod­wodne. Zgi­nęło 1297 fran­cu­skich mary­na­rzy3. Podobny incy­dent wyda­rzył się w por­cie Dakar, gdzie straty ponio­sły obie strony. Pozy­ska­nie jed­no­stek floty fran­cu­skiej dla Royal Navy w innych por­tach, w Alek­san­drii i na Mar­ty­nice, prze­bie­gło znacz­nie łatwiej. Fran­cu­scy mary­na­rze nie sta­wiali oporu, dekla­ru­jąc chęć udziału w dal­szej walce z Niem­cami.

Niemcy dys­po­no­wały wów­czas potęż­nymi, dobrze wypo­sa­żo­nymi i spraw­nie dowo­dzo­nymi siłami lądo­wymi oraz lot­nic­twem, które nie zaznało dotąd klę­ski. Cie­szyło to führera, lecz nie­po­koił go stan floty wojen­nej – Krieg­sma­rine – znacz­nie ustę­pu­ją­cej potę­dze bry­tyj­skiej Royal Navy. Dla­tego też zawład­nię­cie jed­nost­kami floty fran­cu­skiej lub ich uni­ce­stwie­nie przez Royal Navy w wyniku ope­ra­cji „Cata­pult” nie było dla Nie­miec wyda­rze­niem bez zna­cze­nia.

Nad Wyspami Bry­tyj­skimi zawi­sła groźba inwa­zji z morza i z powie­trza. Wpraw­dzie Anglia oddzie­lona była od wojsk nie­miec­kich wodami kanału La Man­che, lecz zda­wano sobie sprawę, że nie gwa­ran­tuje to cał­ko­wi­tego bez­pie­czeń­stwa.

Po tra­gicz­nej ewa­ku­acji Bry­tyj­skich Sił Eks­pe­dy­cyj­nych spod Dun­kierki, prze­pro­wa­dzo­nej w ramach ope­ra­cji „Dynamo” na prze­ło­mie maja i czerwca 1940 roku, sytu­acja mili­tarna Wiel­kiej Bry­ta­nii była bar­dzo zła. Mary­narka bry­tyj­ska spi­sała się wpraw­dzie zna­ko­mi­cie – 851 jed­no­stek pły­wa­ją­cych prze­wio­zło z Fran­cji do Anglii 338 226 żoł­nie­rzy, w tym 26 175 Fran­cu­zów – jed­nak całe wypo­sa­że­nie bojowe wpa­dło w ręce Niem­ców. Anglicy stra­cili około 2400 dział róż­nego kali­bru, 11 tysięcy sztuk broni maszy­no­wej, 600 czoł­gów, 45 tysięcy samo­cho­dów i 20 tysięcy moto­cy­kli. W cza­sie akcji ewa­ku­acyj­nej lot­nic­two nie­miec­kie zato­piło lub uszko­dziło 243 jed­nostki pły­wa­jące4. Woj­sko pozba­wione uzbro­je­nia nie przed­sta­wiało dla obrony Anglii peł­nej war­to­ści bojo­wej.

Dowódcą tych wojsk lądo­wych został gene­rał sir Alan Fran­cis Bro­oke, dotych­cza­sowy dowódca kor­pusu w Bry­tyj­skich Siłach Eks­pe­dy­cyj­nych. Sta­nął on na czele wojsk prze­zna­czo­nych do obrony Wysp Bry­tyj­skich, które zastał w opła­ka­nym sta­nie. Cała armia lądowa na Wyspach liczyła wów­czas zale­d­wie 26 dywi­zji, z czego dwa­na­ście zostało dopiero co sfor­mo­wa­nych, nie prze­szło jesz­cze odpo­wied­niego prze­szko­le­nia i nie posia­dało peł­nego wypo­sa­że­nia bojo­wego. Czter­na­ście dywi­zji wyco­fa­nych z Fran­cji było prak­tycz­nie bez broni – przy­wie­ziono ze sobą jedy­nie 25 czoł­gów z posia­da­nych tam sze­ściu­set.

Nie ist­niała żadna spójna kon­cep­cja obrony połu­dnio­wych wybrzeży Anglii ani podział na odcinki odpo­wie­dzial­no­ści dla poszcze­gól­nych jed­no­stek. Jedy­nie 3 Dywi­zja Pie­choty pod dowódz­twem gene­rała Ber­narda Mont­go­mery’ego posia­dała jasno okre­ślony, pięć­dzie­się­cio­ki­lo­me­trowy pas obrony wybrzeża w rejo­nie Bri­gh­ton.

Pod datą 26 czerwca 1940 roku gene­rał Bro­oke zano­to­wał w swoim dzien­niku, że głów­nym odczu­ciem, jakie go wów­czas ogar­nęło, było prze­ko­na­nie, iż dowódz­two ma do poko­na­nia daleką drogę, aby sta­nąć na wojen­nych szla­kach. Pisał, że im uważ­niej przy­gląda się warun­kom panu­ją­cym w kraju, tym bar­dziej jest zbul­wer­so­wany tym, co dzieje się od początku wojny. Minęło dzie­sięć mie­sięcy dzia­łań wojen­nych, a wciąż bra­ko­wało prze­ćwi­czo­nych żoł­nie­rzy i bojo­wego wypo­sa­że­nia. Wszę­dzie widział masy męż­czyzn w mun­du­rach, lecz bez ukoń­czo­nego prze­szko­le­nia bojo­wego. Prze­ra­ża­jące było dla niego to, że czuł, iż zostało zale­d­wie kilka tygo­dni, zanim Niemcy zaata­kują.

Naj­waż­niej­szą sprawą dla Anglii stało się teraz wypo­sa­że­nie dywi­zji lądo­wych w sprzęt bojowy. Prze­mysł zbro­je­niowy ruszył pełną parą – w czerwcu wypro­du­ko­wano 72 cięż­kie czołgi, w sierp­niu 200, a we wrze­śniu już 438. Anglia prze­jęła fran­cu­skie kon­trakty wojenne na dostawy broni ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych i zawarła dodat­kowo nowe umowy z rzą­dem USA na dostawę 500 tysięcy kara­bi­nów maszy­no­wych, 900 dział oraz odpo­wied­niej ilo­ści amu­ni­cji. Za bez­pie­czeń­stwo dostaw z Ame­ryki do Anglii odpo­wia­dała Royal Navy, a za ich prze­wóz – mary­narka han­dlowa.

Cie­ka­wostką może być fakt, że na początku lipca 1940 roku armia bry­tyj­ska w Anglii dys­po­no­wała jedy­nie 54 dzia­łami kali­bru 40 mm, które mogły być użyte prze­ciwko czoł­gom agre­sora.

Spo­łe­czeń­stwo bry­tyj­skie cał­ko­wi­cie poparło decy­zje rządu doty­czące dal­szego pro­wa­dze­nia wojny z Niem­cami. Choć nie wszy­scy zda­wali sobie sprawę z kry­tycz­nego poło­że­nia kraju, coraz więk­szym zaufa­niem darzono pre­miera Win­stona Chur­chilla. Na apel o wpro­wa­dze­nie ochot­ni­czej obron­nej służby tere­no­wej – Local Defence Volun­te­ers – zgło­siło się ponad milion męż­czyzn, któ­rzy z róż­nych powo­dów nie zostali powo­łani do czyn­nej służby woj­sko­wej. Orga­ni­za­cja ta miała struk­turę woj­skową, obej­mu­jącą okręgi, sek­tory, bata­liony, kom­pa­nie i plu­tony, a na jej czele stali oby­wa­tele mający doświad­cze­nie woj­skowe. W krót­kim cza­sie objęła ona cały kraj – od Szko­cji po Lon­dyn i Korn­wa­lię – a liczba ochot­ni­ków stale rosła. Począt­kowo bra­ko­wało wszyst­kiego: broni, amu­ni­cji, heł­mów, masek prze­ciw­ga­zo­wych i mun­du­rów. Otwo­rzono więc maga­zyny broni z cza­sów pierw­szej wojny świa­to­wej na połu­dniu Anglii i roz­dano ochot­ni­kom kara­biny, bagnety i amu­ni­cję. Poja­wiły się także strzelby myśliw­skie, stare rewol­wery i gra­naty. Broni nie star­czyło jed­nak dla wszyst­kich – robot­nicy rolni się­gali po piki, hala­bardy, a nawet gospo­dar­skie widły.

Wielu Bry­tyj­czy­ków odno­siło się do tych przy­go­to­wań z pobłaż­li­wym uśmie­chem, a radio nie­miec­kie szy­dziło z tej orga­ni­za­cji. Na człon­kach Local Defence Volun­te­ers nie robiło to jed­nak wra­że­nia, wręcz prze­ciw­nie – mobi­li­zo­wało do dal­szych dzia­łań obron­nych, takich jak bary­ka­do­wa­nie dróg, wbi­ja­nie pali na polach w celu unie­moż­li­wie­nia lądo­wa­nia szy­bow­ców, zamy­ka­nie lot­nisk na noc sta­rymi samo­cho­dami czy prze­sta­wia­nie dro­go­wska­zów.

W sierp­niu 1940 roku Local Defence Volun­te­ers prze­mia­no­wano na Home Guard – Straż Kra­jową. Jej człon­ków umun­du­ro­wano w zie­lone bat­tle­dressy z napi­sem „Home Guard” na ramio­nach oraz zaopa­trzono w legi­ty­ma­cje. Z cza­sem, po zdo­by­ciu powszech­nego uzna­nia, dowód­ców plu­to­nów mia­no­wano ofi­ce­rami, a pozo­sta­łych człon­ków sze­re­go­wymi i podofi­ce­rami. Home Guard dzia­łała według spe­cjal­nej instruk­cji okre­śla­ją­cej jej zada­nia, obej­mu­jące ochronę waż­nych obiek­tów, obser­wa­cję terenu i mel­do­wa­nie wła­dzom, natych­mia­stowe zwal­cza­nie małych oddzia­łów nie­przy­ja­ciela oraz obronę dróg, wio­sek i zakła­dów prze­my­sło­wych, a także blo­ko­wa­nie ruchów wroga. Instruk­cja przy­po­mi­nała rów­nież o obo­wiąz­kach każ­dego członka straży i zasa­dach postę­po­wa­nia w razie ogło­sze­nia alarmu bojo­wego.

Stan obrony powietrznej Wielkiej Brytanii

W obli­czu groźby inwa­zji nie­miec­kiej sztaby wojsk lądo­wych, floty wojen­nej i sił powietrz­nych opra­co­wały ogólny sys­tem obrony Wysp Bry­tyj­skich. Na dowódcę cało­ści sił w Anglii powo­łano gen. Fran­cisa Alana Bro­oke’a. W dyrek­ty­wie, zatwier­dzo­nej 26 lipca 1940 roku, wyka­zano, że dopóki Niem­com nie uda się znisz­czyć lot­nic­twa myśliw­skiego RAF, dopóty lądo­wa­nie wojsk inwa­zyj­nych od strony morza będzie miało małe szanse na powo­dze­nie. Dla­tego też cały wysi­łek został skie­ro­wany na orga­ni­za­cję obrony powietrz­nej5, w któ­rej czo­łową rolę miało ode­grać lot­nic­two myśliw­skie – Figh­ter Com­mand.

Dowo­dził nim od 1936 roku Air Mar­shal6 Hugh Dowding, czło­wiek z wielką pasją i ener­gią, oddany cał­ko­wi­cie lot­nic­twu myśliw­skiemu, lata­jący czyn­nie jako pilot i dowódca myśliw­ski. Po wyco­fa­niu dywi­zjo­nów myśliw­skich z Fran­cji od razu przy­stą­pił do odtwo­rze­nia sił bojo­wych pod­le­głych mu dywi­zjo­nów, zdzie­siąt­ko­wa­nych pod­czas kam­pa­nii fran­cu­skiej, szcze­gól­nie pod­czas osłony ewa­ku­acji Bry­tyj­skich Wojsk Eks­pe­dy­cyj­nych spod Dun­kierki (ope­ra­cja „Dynamo”). Straty bry­tyj­skich pilo­tów myśliw­skich wynio­sły w tam­tym okre­sie około 300 doświad­czo­nych lot­ni­ków. Straty w samo­lo­tach były jesz­cze więk­sze, ale te można było szybko nad­ro­bić. Gorzej było z kadrą lata­jącą, którą nale­żało szybko przy­go­to­wać. Pilo­tów myśliw­skich w jed­nost­kach bojo­wych i zapa­so­wych ni­gdy nie było za dużo, trzeba było się­gnąć po lot­ni­ków z innych dowództw lot­ni­czych i szybko ich prze­szko­lić w arka­nach walk powietrz­nych.

W poło­wie 1939 roku usta­lono, że do obrony Wysp Bry­tyj­skich potrzeba jest 50 dywi­zjo­nów myśliw­skich, wypo­sa­żo­nych w nowo­cze­sne myśliwce, pro­duk­cji Haw­ker Hur­ri­cane i Super­ma­rine Spit­fire. Na wio­snę 1940 roku gen. Dowding miał ich tylko 39. A tym­cza­sem – mimo jego sprze­ciwu – kilka dywi­zjo­nów przy­dzie­lono do Bry­tyj­skich Sił Eks­pe­dy­cyj­nych. Wzięły one udział w trud­nych wal­kach nad Fran­cją i Bel­gią, pono­sząc poważne straty.

Naj­wyż­szym orga­nem kie­row­ni­czym i roz­ka­zo­daw­czym w bry­tyj­skich siłach powietrz­nych była Rada Lot­ni­cza (Air Coun­cil) z mini­strem lot­nic­twa na czele. W Radzie Lot­ni­czej zasia­dali cywilni poli­tycy i doradcy oraz gene­ra­ło­wie RAF z sze­fem sztabu na czele (Chief of the Air Staff), który w rze­czy­wi­sto­ści spra­wo­wał naczelną wła­dzę nad lot­nic­twem i był wice­prze­wod­ni­czą­cym Rady Lot­ni­czej. Obszar Wysp Bry­tyj­skich podzie­lono na cztery rejony, któ­rych miały bro­nić kon­kretne grupy myśliw­skie: 10 Grupa Myśliw­ska otrzy­mała do obrony połu­dniowo-zachod­nią Anglię, 11 – połu­dniowo-wschod­nią, 12 – część cen­tralną i 13 – pół­nocną. Już w cza­sie trwa­nia bitwy o Anglię zor­ga­ni­zo­wano 9 Grupę Myśliw­ską, przy­dzie­la­jąc jej do obrony rejon środ­kowo-zachod­niej Anglii.

Grupy podzie­lone były na sek­tory, miały swoje sta­cje lot­ni­cze z lot­ni­skami, naziemne sta­no­wi­ska dowo­dze­nia i przy­dzie­lone dywi­zjony bojowe. Dowódz­twa grup myśliw­skich pod­le­gały dowódz­twu Figh­ter Com­mand, zain­sta­lo­wa­nemu w Stan­more na pół­noc­nym obrzeżu Wiel­kiego Lon­dynu. Tam też – w Ben­tley Priory – mie­ściło się cen­tralne sta­no­wi­sko dowo­dze­nia. Ope­ra­cyj­nie pod­le­gały mu wszyst­kie siły i środki naziem­nej obrony kraju – dywi­zjony myśliw­skie, jed­nostki balo­nów zapo­ro­wych, służba obser­wa­cyjno-mel­dun­kowa, arty­le­ria prze­ciw­lot­ni­cza i jed­nostki reflek­to­rów prze­ciw­lot­ni­czych. Składy ope­ra­cyjne poszcze­gól­nych grup myśliw­skich były różne, zależne od poło­że­nia grupy w tere­nie, cha­rak­teru zada­nia, zna­cze­nia osła­nia­nych obiek­tów, odda­le­nia od baz nie­przy­ja­ciela.

Na początku lipca 1940 roku Air Mar­shal Dowding dys­po­no­wał:

– 19 dywi­zjo­nami wypo­sa­żo­nymi w samo­loty Spit­fire Mk I,

– 27 dywi­zjo­nami wypo­sa­żo­nymi w Hur­ri­cane’y,

– 6 dywi­zjo­nami z dwu­sil­ni­ko­wymi samo­lo­tami Blen­he­imami,

– 2 dywi­zjo­nami z jed­no­sil­ni­ko­wymi, dwu­miej­sco­wymi Defian­tami.

Dywi­zjony Blen­he­imów (razem 120 samo­lo­tów) i Defian­tów (40 samo­lo­tów) nie mogły być brane pod uwagę w sys­te­mie obrony powietrz­nej kraju ze względu na małe osiągi. Tak więc fak­tyczną siłę w nad­cią­ga­ją­cej bitwie powietrz­nej sta­no­wiły dywi­zjony Spit­fire’ów i Hur­ri­cane’ów – łącz­nie 620 maszyn. Przo­du­jącą rolę w bitwie o Anglię ode­grała – jak wia­domo – 11 Grupa Myśliw­ska, dowo­dzona przez Air Vice Mar­shala Keitha Parka. Siłę bojową tej grupy sta­no­wiło – 6 dywi­zjo­nów Spit­fire’ów: 54, 64, 65, 74, 609 i 610 oraz 13 dywi­zjo­nów Hur­ri­cane’ów: 1, 32, 43, 56, 79, 111, 145, 151, 236, 257, 501, 601 i 615.

Etat wojenny dywi­zjonu myśliw­skiego to: 24 pilo­tów, 16 do 18 samo­lo­tów oraz około 160 osób per­so­nelu tech­nicz­nego i pomoc­ni­czego. Na początku lipca stan ten był fak­tycz­nie szczu­plej­szy, na dywi­zjon przy­pa­dało 18–19 pilo­tów i 13–14 samo­lo­tów. Siłę bojową dywi­zjonu myśliw­skiego sta­no­wiło 12 samo­lo­tów, reszta samo­lo­tów i pilo­tów była rezerwą.

Dywi­zjon – po angiel­sku squ­adron – był pod­sta­wową jed­nostką ope­ra­cyjną we wszyst­kich jed­nost­kach rodza­jów lot­nic­twa. Dywi­zjon myśliw­ski skła­dał się z dwóch eskadr (fli­gh­tów) A i B po 6 maszyn. Dywi­zjon dzia­łał klu­czami (2–3 samo­loty), eska­drami (6 maszyn) lub cało­ścią 12 samo­lo­tów.

Lot­nic­two bom­bowe RAF, które mogło być użyte do nisz­cze­nia nie­przy­ja­ciel­skich celów, liczyło wtedy 436 samo­lo­tów, lecz nie bar­dzo nowo­cze­snych, zbyt powol­nych i o małym udźwigu bomb.

Arty­le­ria prze­ciw­lot­ni­cza dys­po­no­wała około 2 tys. dział róż­nego kali­bru. Do obrony Lon­dynu i innych miast prze­my­sło­wych przy­go­to­wano także 1500 balo­nów zapo­ro­wych. Zna­czącą rolę w wal­kach o Wielką Bry­ta­nię ode­grała sieć 80 sta­cji rada­ro­wych (radio­lo­ka­cyj­nych) roz­lo­ko­wa­nych wzdłuż połu­dnio­wego i wschod­niego wybrzeża Anglii.

Sta­cja lot­ni­cza – RAF Sta­tion – była bazą dla jed­no­stek tak­tycz­nych. Zależ­nie od wypo­sa­że­nia lot­ni­ska, jego wymia­rów, liczby pomiesz­czeń i urzą­dzeń lot­ni­sko­wych, na sta­cji mogło prze­by­wać od 1 do 4 dywi­zjo­nów z jed­nego rodzaju lot­nic­twa. Dowódcą sta­cji lot­ni­czej był star­szy ofi­cer RAF w stop­niu Wing Com­man­dera (pod­puł­kow­nika) lub Group Cap­tain’a (puł­kow­nika). Był on prze­ło­żo­nym wszyst­kich jed­no­stek bazu­ją­cych na sta­cji i odpo­wie­dzial­nym za odprawy załóg na loty bojowe, a po ich odby­ciu za zebra­nie mel­dun­ków, ich zaopi­nio­wa­nie, wycią­gnię­cie wnio­sków i prze­sła­nie do dowódz­twa grupy.

Jed­nym z naj­waż­niej­szych ele­men­tów w sys­te­mie obrony powietrz­nej Wysp Bry­tyj­skich było zasto­so­wa­nie po raz pierw­szy radio­lo­ka­cji. Rada­rowe sta­cje wykry­wa­nia celów powietrz­nych o zasięgu 130 km poja­wiły się na wypo­sa­że­niu wojsk Obrony Powietrz­nej Kraju pod koniec 1939 roku. Sta­cje wykry­wały cele nie­za­leż­nie od warun­ków atmos­fe­rycz­nych. W zależ­no­ści od wyso­ko­ści lecą­cego celu mógł on być wykryty z dal­szej odle­gło­ści – 200 i 300 km. Sieć sta­cji rada­ro­wych pod­le­gała Kró­lew­skiemu Kor­pu­sowi Obser­wa­cyj­nemu (Royal Obse­rver Corps), który dys­po­no­wał – oprócz sta­cji rada­ro­wych – także ponad tysią­cem poste­run­ków obser­wa­cyj­nych, roz­sta­wio­nych w odle­gło­ści 12–13 km jeden od dru­giego. Poste­runki wypo­sa­żone były w apa­raty pod­słu­chowe, silne lor­nety, dys­po­no­wały dobrze roz­bu­do­waną sie­cią łącz­no­ści. Dowódcą poste­runku był ofi­cer i pod­le­gał rejo­no­wemu cen­trum. Kor­pus liczył ponad 50 tys. osób. Radio­lo­ka­cja była bar­dzo pomocna w zwal­cza­niu celów powietrz­nych przez arty­le­rię prze­ciw­lot­ni­czą, która dzięki niej mogła sku­tecz­nie pro­wa­dzić ogień zarówno w dzień, jak i w nocy nie­za­leż­nie od warun­ków atmos­fe­rycz­nych.

Dowo­dze­nie dywi­zjo­nami myśliw­skimi w powie­trzu pro­wa­dziły drogą radiową z ziemi sta­no­wi­ska dowo­dze­nia grup lot­ni­czych – Ope­ra­tions Rooms. Dowódca sta­no­wi­ska dowo­dze­nia śle­dził sytu­ację w powie­trzu, mając na bie­żąco nanie­sioną na sytu­acyj­nym stole ope­ra­cyj­nym w dużym pomiesz­cze­niu – czę­sto pod­ziem­nym – obsłu­gi­wa­nym przez licz­nych plan­sze­ci­stów, uak­tu­al­nia­ją­cych sytu­ację na bie­żąco. Lot­nic­two bry­tyj­skie miało wła­sną sieć tele­fo­niczną. Na głów­nych szla­kach – z Mini­ster­stwem Lot­nic­twa, z dowód­cami grup lot­ni­czych, sta­no­wi­skami dowo­dze­nia i sta­cjami lot­ni­czymi, gdzie w pogo­to­wiu czu­wały dywi­zjony myśliw­skie – były to kable pod­ziemne.

W Ope­ra­tions Rooms grupy zbie­gały się połą­cze­nia tele­fo­niczne z pod­le­głymi jej lot­ni­skami, myśliw­skimi punk­tami napro­wa­dza­nia – Group Con­trol Inter­cep­tion Points – oraz z poste­run­kami sieci dozo­ro­wa­nia powie­trza, pod­le­ga­ją­cymi Kró­lew­skiemu Kor­pu­sowi Obser­wa­cyj­nemu.

Ope­ra­tions Rooms były niczym innym jak mózgiem, magicz­nym okiem, które widziało w każ­dej chwili sytu­ację w powie­trzu samo­lo­tów nie­przy­ja­ciel­skich i wła­snych. Od decy­zji dowódcy sta­no­wi­ska dowo­dze­nia zale­żało racjo­nalne uży­cie sił obron­nych, pro­wa­dze­nie akcji bojo­wych w zwal­cza­niu agre­syw­nych nalo­tów nie­przy­ja­ciela.

Sta­no­wi­sko dowo­dze­nia 11 Grupy Myśliw­skiej znaj­do­wało się w Uxbridge na pół­nocno-zachod­nim przed­mie­ściu Lon­dynu (sta­cja kolei pod­ziem­nej) w dziel­nicy wil­lo­wej, 15 metrów pod zie­mią. Na środku dużej sali stał potęż­nych roz­mia­rów stół, a na nim nama­lo­wana była mapa połu­dniowo-wschod­niej Anglii z Lon­dy­nem, z zazna­czo­nymi lot­ni­skami ope­ra­cyj­nymi, kana­łem La Man­che i pół­noc­nymi oko­li­cami Fran­cji oraz Bel­gii. Mapa pokryta była siatką współ­rzęd­nych. Wokół stołu sie­dzieli plan­sze­ci­ści i plan­sze­cistki ze słu­chaw­kami na uszach. Ich zada­niem było otrzy­my­wane wia­do­mo­ści z sieci obser­wa­cyj­nej prze­no­sić na mapę sytu­acyjną. W tym celu usta­wiano na stole ope­ra­cyj­nym odpo­wied­nio przy­go­to­wane znaczki meta­lowe róż­nych kolo­rów, uwi­dacz­nia­jące kie­ru­nek lotu samo­lo­tów, ich liczbę, wyso­kość oraz przy­na­leż­ność do RAF czy do Luft­waffe. Posłu­gi­wano się przy tym dłu­gimi na dwa metry meta­lo­wymi tycz­kami, zaopa­trzo­nymi na cień­szym końcu w elek­tro­ma­gnes, uru­cha­miany za pomocą przy­ci­sku na ręko­je­ści.

Wokół sali na pół­pię­trze cią­gnął się oszklony bal­kon, gdzie prze­by­wali dyżurni ofi­ce­ro­wie ope­ra­cyjni i dowódca „OPS” – Ope­ra­tions Room. Widać stąd było całą sytu­ację na mapie, zmie­nia­jącą się jak w kalej­do­sko­pie. Tam też znaj­do­wały się tele­fony bez­po­śred­niej łącz­no­ści z dyżu­ru­ją­cymi dywi­zjo­nami i radio­sta­cja do dowo­dze­nia samo­lo­tami w powie­trzu. Na spe­cjal­nej tablicy sytu­acyj­nej wid­niały numery dywi­zjo­nów, ich stany dyżu­ro­wa­nia, kryp­to­nimy i numery oso­bi­ste pilo­tów. Dowódca „OPS”, zawsze doświad­czony dowódca lot­ni­czy, decy­do­wał o pod­ry­wa­niu w powie­trze dywi­zjo­nów myśliw­skich, napro­wa­dzał je drogą radiową na samo­loty nie­przy­ja­ciel­skie, decy­do­wał o powro­cie do bazy, powo­ły­wał inne w stan goto­wo­ści bojo­wej.

Każdy dywi­zjon miał swój wizu­alny znak roz­po­znaw­czy, skła­da­jący się z dwóch liter, nama­lo­wa­nych po obu stro­nach kadłuba – RF, UZ, JH itd., oraz kryp­to­nim radiowy, podob­nie jak sta­no­wi­ska dowo­dze­nia. Klu­cze w dywi­zjonie okre­ślane były kolo­rami: pierw­szy klucz – czer­wony, drugi – zie­lony, trzeci – nie­bie­ski i czwarty – żółty. Ponadto każdy pilot miał swój numer radiowy: dowódca – 14, dowódca eska­dry A – 15, jego piloci mieli numery nie­pa­rzy­ste (17, 19, 21 itd.), dowódca eska­dry B – 16, a jego piloci numery parzy­ste (18, 20, 22 itd.). Z reguły dowódca dywi­zjonu dowo­dził szy­kiem do momentu spo­tka­nia nie­przy­ja­ciel­skich for­ma­cji – wypra­co­wy­wał zbli­że­nie i dawał sygnał do ataku. Wtedy roz­po­czy­nała się walka indy­wi­du­alna.

W peł­nie­niu dyżu­rów bojo­wych na lot­ni­skach były usta­lone nastę­pu­jące stany goto­wo­ści do startu:

– „stand by” (alarm) – piloci w kabi­nach samo­lo­tów, przy­pa­sani do sie­dze­nia, sil­niki nagrzane – na sygnał wzro­kowy (zie­lona rakieta) uru­cha­miano sil­niki i star­to­wano z miej­sca postoju samo­lo­tów;

– „readi­ness” (goto­wość alar­mowa) – piloci w kom­bi­ne­zo­nach i kami­zel­kach ratun­ko­wych prze­by­wali w wyzna­czo­nym pomiesz­cze­niu w pobliżu samo­lo­tów, start musiał nastą­pić w pięć minut po sygnale do startu – wzro­ko­wym (rakieta) lub okrzy­kiem dyżur­nego tele­fo­ni­sty;

– „ava­ila­ble” (goto­wość) – piloci prze­by­wali na lot­ni­sku, naj­czę­ściej w kasy­nie, samo­loty były roz­środ­ko­wane, zama­sko­wane, stan taki zarzą­dzany był na 15 lub 30 minut;

– „rele­ase of sta­tion” (zwol­nie­nie ze sta­cji) – pilo­tom wolno było opu­ścić lot­ni­sko na pewien okre­ślony czas do usta­lo­nej godziny lub do końca dnia.

Dyżur pilo­tów trwał 24 godziny i nastę­po­wał naj­czę­ściej po obie­dzie, tj. o godzi­nie 13.00 lub 14.00.

10 Grupą Myśliw­ską dowo­dził Air Vice Mar­shal Chri­sto­pher Joseph Brand. Miał pod swoim dowódz­twem tylko cztery dywi­zjony: 92 i 234 lata­jące na Spit­fire’ach oraz 87 i 213 na Hur­ri­cane’ach. Naj­wy­raź­niej nie spo­dzie­wano się zbyt wielu nalo­tów nie­miec­kich na rejon połu­dniowo-zachodni Anglii. Sztab i sta­no­wi­sko dowo­dze­nia znaj­do­wały się w miej­sco­wo­ści Box w hrab­stwie Wilts.

12 Grupa Myśliw­ska miała 5 dywi­zjo­nów Spit­fire’ów – 19, 66, 222, 266 i 611 oraz 6 dywi­zjo­nów Hur­ri­cane’ów – 17, 46, 85, 229, 242 i 253. Grupą dowo­dził Air Vice Mar­shal Traf­ford Leigh-Mal­lory. Sztab i sta­no­wi­sko dowo­dze­nia mie­ściło się w Wat­nall koło Not­tin­gham.

13 Gru­pie Myśliw­skiej przy­dzie­lono 6 dywi­zjo­nów Spit­fire’ów – 41, 72, 152, 602, 603 i 616 oraz 6 dywi­zjo­nów Hur­ri­cane’ów – 3, 73, 245, 249, 504 i 605. Dowódcą grupy był Air Vice Mar­shal Richard Ernest Soul.

Figh­ter Com­mand nie osią­gnęło jesz­cze wtedy zapla­no­wa­nej do obrony powietrz­nej liczby dywi­zjo­nów bojo­wych – do peł­nego stanu wciąż bra­ko­wało kilku, nie­które były w toku szko­le­nia, ale w wielu bra­ko­wało jesz­cze pilo­tów do peł­nego stanu eta­to­wego. Duch bojowy i wola walki z prze­wa­ża­ją­cym prze­cież i dotąd nie zwy­cię­żo­nym wro­giem domi­no­wały u wszyst­kich.

Dywi­zjony obrony powietrz­nej kraju dys­po­no­wały dosko­na­łymi maszy­nami myśliw­skimi – Spit­fire’y i Hur­ri­cane’y nale­żały wtedy do naj­lep­szych i naj­szyb­szych samo­lo­tów w sys­te­mie obrony kraju. Były to jed­no­sil­ni­kowe, jed­no­miej­scowe, dol­no­płaty meta­lo­wej kon­struk­cji, roz­wi­ja­jące pręd­kość mak­sy­malną – Spit­fire’y Mk I 580 km/h, a Hur­ri­cane’y Mk I 530 km/h, uzbro­jone w 8 kara­bi­nów maszy­no­wych kali­bru 7,69 mm, i mogły utrzy­mać się w powie­trzu ponad pół­to­rej godziny. Per­spek­tywa walk obron­nych nad wła­snym tere­nem była dodat­ko­wym atu­tem pod­no­szą­cym morale bry­tyj­skich myśliw­ców. Figh­ter Com­mand szy­ko­wało się do obrony przed nalo­tami bom­bo­wymi, a nie do lotów eks­pan­syw­nych poza kanał La Man­che. Rów­nież fakt, że walka będzie się roz­gry­wać na oczach oby­wa­teli bry­tyj­skich pod nie­bem Anglii, a tym samym i na oczach rodzin boha­ter­skich lot­ni­ków – mobi­li­zo­wał pilo­tów do zacię­tej, upar­tej postawy w walce.

Bry­tyj­ski prze­mysł lot­ni­czy pra­co­wał na peł­nej mocy, dostar­czał coraz to nowe par­tie szyb­kich maszyn – w czerwcu 446, w lipcu 496, w sierp­niu 476, we wrze­śniu 467 i w paź­dzier­niku 469. Lot­ni­cze zakłady remon­towe rów­nież nie pozo­sta­wały w tyle, pra­co­wały peł­nym cało­do­bo­wym wysił­kiem. Pro­ble­mem stało się uzu­peł­nia­nie strat pilo­tów w wal­kach powietrz­nych. Się­gnięto po zasoby lot­ni­ków z innych dowództw lot­ni­czych, do wyko­rzy­sta­nia myśliw­ców innych naro­do­wo­ści – Pola­ków, Cze­chów, Nor­we­gów i wol­nych Fran­cu­zów. Dotąd dowódca Figh­ter Com­mand, Air Mar­shal Dowding, był prze­ciwny tym pro­po­zy­cjom, ale w obli­czu nagłej potrzeby bojo­wej zmie­nił swój nie­przy­chylny sto­su­nek do obco­kra­jow­ców, któ­rych uwa­żał za mało przy­dat­nych do obrony zagro­żo­nego Albionu na wyso­kiej klasy maszy­nach, któ­rymi RAF bar­dzo się szczy­cił.

Należy nad­mie­nić, że cała Anglia spo­so­biła się do odpar­cia nie­miec­kiego ataku z powie­trza i z morza. Na pla­żach zbu­do­wano zasieki, sta­wiano pola minowe, blo­ko­wano drogi dojaz­dowe, z beto­no­wych bun­krów ster­czały lufy armat­nie skie­ro­wane na kanał. W miej­scach zamiesz­ka­nych budo­wano beto­nowe schrony, kopano rowy prze­ciw­lot­ni­cze. Dla lon­dyń­czy­ków przy­go­to­wano naj­więk­szy schron prze­ciw­lot­ni­czy – tunele kolei pod­ziem­nej, na pero­nach usta­wiano pry­cze, orga­ni­zo­wano punkty żywie­nia i sani­tarne, insta­lo­wano kuch­nie polowe. Rów­nież straż pożarna prze­ży­wała dni pełne przy­go­to­wań – spo­dzie­wano się, że Niemcy mogą zrzu­cać bomby na dziel­nice miesz­ka­niowe Lon­dynu i innych miast. Na wyso­kich budyn­kach usta­wiono poste­runki straży kra­jo­wej, wszystko robiono we współ­pracy z poli­cją. Na murach i pło­tach poja­wiły się obwiesz­cze­nia poucza­jące i infor­mu­jące o zacho­wa­niu się w nagłych wypad­kach, wzy­wano do nosze­nia przy sobie masek prze­ciw­ga­zo­wych i sta­lo­wych heł­mów, do demen­to­wa­nia nie­praw­dzi­wych plo­tek. Ape­lo­wano o wysoką wydaj­ność pracy, oszczęd­ność surow­ców.

Czas wiel­kiej próby zbli­żał się nie­ubła­ga­nie.

Agresor

Od chwili napa­ści na Pol­skę 1 wrze­śnia 1939 roku armie nie­miec­kie odno­siły same suk­cesy. Siły Wehr­machtu prze­orały sta­lo­wymi gąsie­ni­cami czoł­gów i prze­ma­sze­ro­wały przez kraje Europy Środ­ko­wej i Zachod­niej w zwy­cię­skim pocho­dzie o opa­no­wa­nie świata i zapro­wa­dze­nie nowego, „spra­wie­dli­wego” porządku. Hitle­row­ska Luft­waffe nie napo­ty­kała w powie­trzu więk­szego oporu ze strony napad­nię­tych kra­jów, zwy­cię­żała i wszech­wład­nie opa­no­wy­wała powietrzne szlaki. Jedy­nie Krieg­sma­rine nie nadą­żała za wzro­stem zna­cze­nia wojsk lądo­wych i Luft­waffe, ale prze­mysł zbro­je­niowy Trze­ciej Rze­szy, pod naci­skiem kie­row­nic­twa wojny, zwró­cił na ten aspekt uwagę i co pewien czas odda­wał nie­miec­kiej flo­cie wojen­nej nowe okręty bojowe, w tym wiele okrę­tów pod­wod­nych – U-bootów.

Od początku dzia­łań wojen­nych Niemcy poważ­nie zwięk­szyły swój poten­cjał eko­no­miczno-woj­skowy. Wiel­kie kon­cerny nie­miec­kie wchło­nęły meta­lur­giczne zakłady Alza­cji i Lota­ryn­gii oraz Luk­sem­burga. Po opa­no­wa­niu Cze­cho­sło­wa­cji, Pol­ski, Bel­gii, Holan­dii i Fran­cji wzro­sła nie­po­mier­nie moc pro­duk­cyjna hitle­row­skiego prze­my­słu – zwięk­szyła się liczba robot­ni­ków obcych naro­do­wo­ści i jeń­ców zatrud­nio­nych w zakła­dach prze­my­sło­wych.

Mimo wzro­stu pro­duk­cji wojen­nej w pierw­szym roku zwy­cię­skiego pochodu – hitle­row­skie siły powietrzne i mary­narki wojen­nej zostały jed­nak mocno osła­bione: straty Luft­waffe wynio­sły 2700 samo­lo­tów, a Krieg­sma­rine stra­ciła bez­pow­rot­nie ponad 50 wiel­kich i śred­nich jed­no­stek pły­wa­ją­cych. Co prawda i siły lądowe ponio­sły duże straty, ale te zaraz można było uzu­peł­nić nowymi zacią­gami i nową bro­nią wypro­du­ko­waną, a także zdo­bytą na poko­na­nych armiach prze­ciw­ni­ków.

Wielka Bry­ta­nia nie zdra­dzała żad­nych oznak do wsz­czę­cia per­trak­ta­cji z Niem­cami o zakoń­cze­nie zbroj­nego kon­fliktu. Bar­dzo to nie­po­ko­iło Adolfa Hitlera i jego dorad­ców. Obe­rkom­mando des Heeres (dowódz­two wojsk lądo­wych) przed­sta­wiło 13 lipca 1940 roku na nara­dzie wojen­nej w Ber­gho­fie plan inwa­zji na Anglię. Hitler plan zatwier­dził, uzna­jąc go za pod­stawę do wsz­czę­cia przy­go­to­wań inwa­zyj­nych.

Już 16 lipca Hitler pod­pi­sał sławną dyrek­tywę numer 16 pod kryp­to­ni­mem „Seelöwe” (Lew mor­ski) o przy­go­to­wa­niu ope­ra­cji inwa­zji na Wyspy Bry­tyj­skie. Ale we wstę­pie tego doku­mentu zazna­czono, że datę inwa­zji należy trak­to­wać jako orien­ta­cyjną.

Na początku doku­mentu można prze­czy­tać:

„Anglia w obli­czu jej bez­na­dziej­nej mili­tar­nej sytu­acji nie zdra­dza żad­nych oznak goto­wo­ści do poro­zu­mie­nia – zde­cy­do­wa­łem się na przy­go­to­wa­nie i, jeżeli to będzie konieczne, na wysa­dze­nie desantu w Anglii. Celem tej ope­ra­cji jest wyeli­mi­no­wa­nie zasad­ni­czego obszaru Anglii jako bazy do dal­szego pro­wa­dze­nia wojny prze­ciwko Niem­com oraz, jeśli to będzie konieczne, oku­po­wa­nie całej Anglii”7.

W dyrek­ty­wie pod­kre­ślono, że pro­wa­dze­nie ope­ra­cji „Seelöwe” – jej ter­min usta­lono na 15 wrze­śnia – może być zapew­nione przez wywal­cze­nie pano­wa­nia w powie­trzu nad kana­łem i nad połu­dniową Anglią przez fak­tyczne i moralne znisz­cze­nie bry­tyj­skiego lot­nic­twa. Zde­cy­do­wana sła­bość nie­miec­kiej mary­narki wojen­nej wobec bry­tyj­skiej Royal Navy, z któ­rej zda­wano sobie dobrze sprawę w kie­row­nic­twie wojen­nym Rze­szy, nie wró­żyła bez­pie­czeń­stwa prze­prawy przez kanał. Nie­miec­kie plany inwa­zyjne, nawet gdyby uzy­skały począt­kowe powo­dze­nie, mogły być zni­we­czone przez bry­tyj­ską mary­narkę wojenną.

Data 15 wrze­śnia roz­po­czę­cia ope­ra­cji desan­to­wej była dobrze dobrana. Cho­dziło o sprzy­ja­jące, dogodne warunki atmos­fe­ryczne, co wyni­kało z rocz­nych obser­wa­cji nad tam­tym rejo­nem – zwy­kle było wtedy pogod­nie, bez­wietrz­nie, morze spo­kojne – woj­sko nie ule­głoby uciąż­li­wo­ściom cho­roby mor­skiej, a Luft­waffe zabez­pie­czy­łaby odpo­wied­nią osłonę z powie­trza. Lecz w takich warun­kach bry­tyj­ska Royal Navy mia­łaby sprzy­ja­jące warunki inter­wen­cji. Tego oba­wiał się Hitler i jego gene­ra­ło­wie.

Tym­cza­sem 19 lipca na posie­dze­niu Reich­stagu Hitler raz jesz­cze zwró­cił się do Wiel­kiej Bry­ta­nii, adre­su­jąc swe wystą­pie­nie do Chur­chilla, i wezwał go do zawar­cia pokoju. Hitler czy­nił Chur­chilla odpo­wie­dzial­nym za wszyst­kie nie­szczę­ścia i skutki, jakie spadną na Bry­tyj­czy­ków, za które on, Hitler, nie może odpo­wia­dać. On nie chce dal­szego roz­lewu krwi, on chce spra­wie­dli­wego pokoju.

I tym razem Lon­dyn nie odpo­wie­dział. Przy­stą­piono do reali­za­cji dyrek­tywy z 16 lipca.

27 lipca 1940 roku feld­mar­sza­łek Wal­ther von Brau­chitsch (szef sztabu OKH) przed­sta­wił na odpra­wie wojen­nej plan inwa­zji na Wyspy Bry­tyj­skie, w któ­rym miało być zaan­ga­żo­wa­nych 6 dywi­zji pan­cer­nych, 3 dywi­zje zmo­to­ry­zo­wane, 32 dywi­zje pie­choty i dywi­zja pie­choty spa­do­chro­no­wej, nale­żące do 16 i 9 armii z Grupy Armii „A”, dowo­dzo­nej przez feld­mar­szałka Gerda von Rund­stedta, oraz do 6 armii z Grupy Armii „B”, dowo­dzo­nej przez feld­mar­szałka Fedora von Bocka.

16 armia, skon­cen­tro­wana mię­dzy Ostendą i rzeką Sommą, miała wylą­do­wać na brzegu angiel­skim w rejo­nie mię­dzy Rams­gate i Hastings, a 9 armia, cze­ka­jąca mię­dzy rze­kami Sommą i Orne, zaata­ko­wać plaże bry­tyj­skie mię­dzy Bri­gh­ton i Lit­tle­hamp­ton; część wydzie­lo­nych wojsk powinna wylą­do­wać na wyspie Wight. Po uchwy­ce­niu linii brze­go­wej połu­dnio­wej Anglii – Gra­ve­send – Reigate – Por­ts­mouth przez obie armie Grupy Armii „A”, Niemcy mieli ruszyć na pół­noc i ude­rzyć na Lon­dyn od zachod­niej strony.

W tym cza­sie 6 armia z Grupy Armii „B”, skon­cen­tro­wana w rejo­nie Cher­bo­urga, prze­pra­wić się miała na brzeg angiel­ski i zaata­ko­wać rejon nad­brzeżny na odcinku Wey­mo­uth – Lyme Regis w hrab­stwie Dor­set. Potem ruszyć na pół­noc w kie­runku Bri­stolu.

Prze­prawę na drugą stronę kanału La Man­che miała zabez­pie­czyć flota nie­miecka pod dowódz­twem admi­rała Eri­cha Raedera.

Admi­rał ostu­dził wojow­ni­cze zapędy Brau­chit­scha – mary­narka nie­miecka nie mogła podo­łać tak wiel­kiemu zada­niu prze­rzu­ce­nia tylu dywi­zji przez kanał La Man­che na brzegi połu­dnio­wej Anglii. Po wni­kli­wej dys­ku­sji zade­cy­do­wano w końcu, że 6 armia nie weź­mie udziału w inwa­zji, a główny atak 16 armii skon­cen­truje się na pra­wym skrzy­dle w rejo­nie mię­dzy Rams­gate i Fol­ke­stone. Plan ope­ra­cyjny dla 9 armii pozo­stał bez zmian.

Decy­zja ta obni­żyła stan wojsk inwa­zyj­nych do 27 dywi­zji. Prze­rzut przez kanał odbyć się miał w pierw­szym dniu w trzech rzu­tach po 9 dywi­zji. Ter­min inwa­zji nazna­czono na 21 wrze­śnia. Kon­cen­tra­cję desan­to­wych jed­no­stek pły­wa­ją­cych – stat­ków, barek desan­to­wych i innych środ­ków prze­pra­wo­wych – zarzą­dzono w por­tach Calais i Boulo­gne, a nawet w Osten­dzie w Bel­gii i we Fran­cji.

Na odpra­wie roz­pa­trzono także prze­rzut czę­ści wojsk desan­to­wych na wschodni brzeg Anglii, na pół­noc od Lon­dynu, w hrab­stwie Nor­folk. A to dla odcią­gnię­cia bry­tyj­skich rezerw woj­sko­wych z rejonu Lon­dynu.

W dys­ku­sji nad pla­nem inwa­zyj­nym pod­kre­ślano upo­rczy­wie, że warun­kiem powo­dze­nia ope­ra­cji „Seelöwe” jest zdo­by­cie abso­lut­nego pano­wa­nia w powie­trzu przez Luft­waffe. Za wyko­na­nie tego zada­nia był odpo­wie­dzialny dowódca nie­miec­kiego lot­nic­twa mar­sza­łek Her­mann Göring. Był to ofi­cer zaro­zu­miały i pyszał­ko­waty, ufny w swoje nie zwy­cię­żone siły powietrzne. Oświad­czył, że jego lot­nic­two upora się na czas z lot­nic­twem bry­tyj­skim, że „wybom­bar­duje Anglię z wojny”.

Hitler miał jed­nak pewne obawy. Oświad­czył, że desant nastąpi dopiero wtedy, gdy nie będzie innego spo­sobu, aby zakoń­czyć kon­flikt z Wielką Bry­ta­nią.

1 sierp­nia 1940 roku Hitler pod­pi­sał dyrek­tywę OKW nr 17 – wytyczne do pro­wa­dze­nia wojny lot­ni­czej i mor­skiej prze­ciwko Anglii. Oto treść tej dyrek­tywy:

„W celu stwo­rze­nia warun­ków do osta­tecz­nego poko­na­nia Anglii zamie­rzam kon­ty­nu­ować wojnę w powie­trzu i na morzu prze­ciwko metro­po­lii angiel­skiej w ostrzej­szej for­mie niż dotych­czas.

W związku z tym roz­ka­zuję:

1. Jed­nostki lot­nic­twa nie­miec­kiego zwal­czą moż­li­wie szybko wszyst­kimi będą­cymi w ich dys­po­zy­cji siłami lot­nic­two angiel­skie. Naloty należy kie­ro­wać przede wszyst­kim prze­ciwko jed­nost­kom lata­ją­cym, lot­ni­skom i ich urzą­dze­niom naziem­nym, orga­nom zaopa­trze­nia, poza tym prze­ciwko prze­my­słowi lot­ni­czemu łącz­nie z prze­my­słem wytwa­rza­ją­cym sprzęt prze­ciw­lot­ni­czy.

2. Po uzy­ska­niu pew­nej cza­so­wej względ­nie lokal­nej prze­wagi powietrz­nej należy wojnę powietrzną kon­ty­nu­ować prze­ciwko por­tom, ze szcze­gól­nym uwzględ­nieniem maga­zy­nów z zapa­sami w głębi kraju. Naloty na porty połu­dnio­wego wybrzeża należy pro­wa­dzić ze względu na zamie­rzone wła­sne ope­ra­cje moż­li­wie w ogra­ni­czo­nych roz­mia­rach.

3. Walka z powie­trza prze­ciwko nie­przy­ja­ciel­skim okrę­tom wojen­nym i han­dlo­wym może ustą­pić na drugi plan na korzyść walk wyżej poda­nych, wyłą­cza­jąc wypadki, gdy cho­dzi o wyjąt­kowo korzystne cele chwi­lowe bądź też o uzy­ska­nie w ramach nalo­tów poda­nych w punk­cie 2 dodat­ko­wych skut­ków ewen­tu­al­nie o szko­le­nie załóg.

4. Zaostrzoną wojnę powietrzną należy tak pro­wa­dzić, aby lot­nic­two mogło w każ­dej chwili oddać dosta­tecz­nie wiel­kie siły do wspar­cia ope­ra­cji na morzu na dogodne w danym momen­cie cele. Poza tym musi ono zacho­wać pełną war­tość bojową dla ope­ra­cji „Seelöwe”.

5. Ter­ro­ry­styczne naloty odwe­towe zastrze­gam sobie.

6. Zaostrze­nie wojny w powie­trzu może się roz­po­cząć 5 sierp­nia. Ści­sły ter­min wyzna­czy lot­nic­two samo, zależ­nie od ukoń­cze­nia przy­go­to­wań i warun­ków atmos­fe­rycz­nych”8.

2 sierp­nia mar­sza­łek Göring zatwier­dził swój lot­ni­czy plan dzia­łań bojo­wych prze­ciwko Anglii pod cheł­pli­wym kryp­to­ni­mem „Adler”. Prze­wi­dy­wał, że bry­tyj­skie lot­nic­two myśliw­skie, bazu­jące na lot­ni­skach w połu­dnio­wej Anglii, zosta­nie roz­gro­mione i znisz­czone w ciągu czte­rech dni, a pozo­stałe siły Royal Air Force w cza­sie dal­szych dwóch do czte­rech tygo­dni. W pla­nie było zazna­czone, że głów­nym obiek­tem ope­ra­cji Luft­waffe będzie bry­tyj­skie lot­nic­two myśliw­skie w powie­trzu i na lot­ni­skach. Ataki skie­ro­wane będą jed­no­cze­śnie prze­ciwko sta­cjom rada­ro­wym na połu­dnio­wym wybrzeżu Anglii.

Göring był prze­ko­nany, że już pierw­sze zma­so­wane naloty na bazy Figh­ter Com­mand wyrzą­dzą tak duże straty, iż rząd bry­tyj­ski na pewno będzie się zasta­na­wiał mocno, co począć. Naloty otwo­rzą bramy dla hitle­row­skich sił inwa­zyj­nych, które łatwo wtar­gną na wybrzeża w połu­dnio­wej Anglii.

„Wir wer­den Lon­don ausra­die­ren!” – wyma­żemy Lon­dyn z powierzchni Ziemi – chwa­lił się butny nazi­stow­ski mar­sza­łek.

Do wyko­na­nia zada­nia – wszech­wład­nego zapa­no­wa­nia w powie­trzu nad La Man­che i połu­dniową Anglią – nie­miecki naczelny wódz Luft­waffe skon­cen­tro­wał trzy floty powietrzne (związki ope­ra­cyjne) w nastę­pu­ją­cych rejo­nach pod­bi­tych kra­jów:

– 2 Flota Powietrzna pod dowódz­twem feld­mar­szałka Alberta Kes­sel­ringa bazo­wała na lot­ni­skach pół­nocno-wschod­niej Fran­cji, Bel­gii i Holan­dii;

– 3 Flota Powietrzna dowo­dzona przez feld­mar­szałka Hugona Sper­rle roz­lo­ko­wana była w pół­nocno-zachod­niej czę­ści Fran­cji;

– 5 Flota Powietrzna pod dowódz­twem gene­rała Hansa Stumpffa roz­miesz­czona była na lot­ni­skach w połu­dnio­wej Nor­we­gii.

Wszyst­kie trzy floty miały łącz­nie 2422 samo­loty bojowe, w tym: 969 dwu­sil­ni­ko­wych samo­lo­tów bom­bo­wych lotu pozio­mego, 336 samo­lo­tów bom­bar­do­wa­nia nur­ko­wego, 869 jed­no­miej­sco­wych myśliw­ców Me-109 i 268 dwu­sil­ni­ko­wych myśliw­ców Me-1109.

Naj­mniej liczna była 5 Flota Powietrzna – dys­po­no­wała tylko 190 dwu­sil­ni­ko­wymi samo­lo­tami bom­bo­wymi i myśliw­cami Me-11010.

Tak więc prze­waga Luft­waffe wobec Royal Air Force w nad­cho­dzą­cej bitwie powietrz­nej była znaczna i wyno­siła jak 4:1, a w lot­nic­twie myśliw­skim jak 2:1. Należy jed­nak nad­mie­nić, że oprócz wymie­nio­nych trzech hitle­row­skich flot powietrz­nych – 2, 3 i 5 – nie­miec­kie siły powietrzne miały w rezer­wie dal­sze dwie floty – 1 i 4, roz­lo­ko­wane w głębi kraju, które w każ­dej chwili mogły być szybko prze­rzu­cone na front zachodni, gdyby zaszła ku temu potrzeba. Oprócz lot­nic­twa bojo­wego, na tere­nie wiel­kich Nie­miec dzia­łało wiele szkół lot­ni­czych dla per­so­nelu lata­ją­cego, tech­nicz­nego i spe­cja­li­stycz­nego, mogą­cych na bie­żąco zasi­lić uszczerbki w jed­nost­kach fron­to­wych.

Wyszko­le­nie bojowe i doświad­cze­nie zdo­byte w kam­pa­niach ostat­niego roku przez nie­miecki per­so­nel lata­jący miało główne zna­cze­nie dla zdo­by­cia wojen­nego suk­cesu nad prze­ciw­ni­kiem. Morale nie­mieckich lot­ni­ków było wyso­kie, a kadra prze­ko­nana o swej wyż­szo­ści nad lot­nic­twem bry­tyj­skim. Wysoce zdy­scy­pli­no­wana, wie­rzyła swoim nazi­stow­skim przy­wód­com w słusz­ność pro­wa­dze­nia wojny. Kadra była sfa­na­ty­zo­wana, wycho­wy­wana w orga­ni­za­cjach Hitler­ju­gend, prze­po­jona wiarą, że naród nie­miecki to naród Übermenschów, pre­de­sty­no­wany do pano­wa­nia nad świa­tem.

Duch walki w sze­re­gach mło­dych lot­ni­ków był agre­sywny, deter­mi­na­cja zde­cy­do­wana, pęd wyka­za­nia się boha­ter­skimi czy­nami dla nie­miec­kiego narodu i führera wysoce patrio­tyczny, wprost bał­wo­chwal­czy. Nie zasta­na­wiano się nad waż­nym pro­ble­mem – bitwa miała się prze­cież odby­wać nad obcym tere­nem, pod nie­bem Anglii, z dala od wła­snego tery­to­rium. Zestrze­le­nie lub uszko­dze­nie samo­lotu ozna­czało w naj­ła­god­niej­szym wypadku nie­wolę, czyli eli­mi­na­cję z dal­szej walki. Nikt o tym nie myślał w sze­re­gach Luft­waffe. Gdyby jed­nak komuś coś podob­nego się przy­da­rzyło, to nie­wola potrwa krótko – prze­cież najazd na Anglię musi się udać! Anglia będzie poko­nana!

W skró­cie orga­ni­za­cja nie­miec­kiego lot­nic­twa przed­sta­wiała się nastę­pu­jąco. Naj­mniej­szą jed­nostką lata­jącą był klucz – Kette, skła­da­jący się z 3 samo­lo­tów; 3 klu­cze plus 1 klucz rezer­wowy two­rzyły eska­drę – Staf­fel (12 samo­lo­tów); 3 eska­dry to dywi­zjon – Geschwa­der (36 samo­lo­tów); 3 dywi­zjony plus jedna eska­dra two­rzyły pułk lot­ni­czy – Gruppe (120 samo­lo­tów); 3 pułki lot­ni­cze skła­dały się na dywi­zję lot­ni­czą – Flie­ger-Divi­sion; 2 dywi­zje lot­ni­cze wcho­dziły w skład jed­nej floty powietrz­nej – Luft­flotte.

Na czele nie­miec­kiego lot­nic­twa – Luft­waffe – stało Mini­ster­stwo Lot­nic­twa.

Preludium

Po wyeli­mi­no­wa­niu Fran­cji z dzia­łań wojen­nych spo­łe­czeń­stwo bry­tyj­skie było nie­mal pewne, że nad Anglię nad­ciąga burza dzie­jowa.

Cały kraj szy­ko­wał się do odpar­cia nie­miec­kiego szturmu z morza i powie­trza. Na początku lipca 1940 roku dywi­zjony myśliw­skie Royal Air Force, teo­re­tycz­nie dopro­wa­dzone do bojo­wego stanu eta­to­wego, zostały prze­ba­zo­wane na lot­ni­ska fron­towe. Naj­więk­sze ich sku­pie­nie było w połu­dniowo-wschod­nim rejo­nie Anglii, któ­rego miała bro­nić 11 Grupa Myśliw­ska. Dywi­zjony tej grupy roz­miesz­czono na nastę­pu­ją­cych sta­cjach lot­ni­czych i lot­ni­skach:

– Dowódz­two 11 Grupy Myśliw­skiej i jej sta­no­wi­sko dowo­dze­nia ulo­ko­wane było w miej­sco­wo­ści Uxbridge na pół­nocno-zachod­nim krańcu Wiel­kiego Lon­dynu;

– Sek­tor North Weald i pod­le­głe dywi­zjony:

56 – Hur­ri­cane – lot­ni­sko North Weald,

151 – Hur­ri­cane – lot­ni­sko North Weald,

25 – Blen­heim – lot­ni­ska North Weald i Mar­tle­sham;

– Sek­tor Horn­church z dywi­zjo­nami:

65 – Spit­fire – lot­ni­sko Horn­church,

74 – Spit­fire – lot­ni­sko Horn­church,

54 – Spit­fire – lot­ni­sko Roch­ford;

– Sek­tor Big­gin Hill i pod­le­głe dywi­zjony:

79 – Hur­ri­cane – lot­ni­sko Haw­kinge,

32 – Hur­ri­cane – lot­ni­sko Big­gin Hill,

610 – Spit­fire – lot­ni­sko Big­gin Hill,

600 – Blen­heim – lot­ni­sko Big­gin Hill,

604 – Blen­heim – lot­ni­sko Gra­ve­send;

– Sek­tor Ken­ley z dywi­zjo­nami:

64 – Spit­fire – lot­ni­sko Ken­ley,

111 – Hur­ri­cane – lot­ni­sko Croy­don,

615 – Hur­ri­cane – lot­ni­sko Ken­ley;

– Sek­tor Nor­tholt i pod­le­głe dywi­zjony:

1 – Hur­ri­cane – lot­ni­sko Nor­tholt,

257 – Hur­ri­cane – lot­ni­sko Nor­tholt;

– Sek­tor Tang­mere i dywi­zjony:

43 – Hur­ri­cane – lot­ni­sko Tang­mere,

145 – Hur­ri­cane – lot­ni­sko Tang­mere,

601 – Hur­ri­cane – lot­ni­sko Tang­mere;

– Sek­tor Fil­ton z dywi­zjo­nami:

87 – Hur­ri­cane – lot­ni­sko Exe­ter,

213 – Hur­ri­cane – lot­ni­sko Exe­ter,

92 – Spit­fire – lot­ni­sko Pem­brey,

234 – Spit­fire – lot­ni­ska St. Eval i Hul­la­ving­ton;

– Sek­tor Mid­dle Wal­lop11 i pod­le­głe dywi­zjony:

501 – Hur­ri­cane – lot­ni­sko Mid­dle Wal­lop,

238 – Hur­ri­cane – lot­ni­sko Mid­dle Wal­lop,

609 – Spit­fire – lot­ni­sko Warm­well.

Dywi­zjony myśliw­skie Spit­fire’ów i Hur­ri­cane’ów posta­wione zostały w stan pod­wyż­szo­nej goto­wo­ści bojo­wej, piloci peł­nili dyżur od świtu do zmierz­chu – na pół godziny przed wscho­dem słońca, a koń­cząc pół godziny po zacho­dzie. Zada­niem myśliw­ców było odpie­ra­nie nie­przy­ja­ciel­skich nalo­tów na cele w połu­dnio­wej Anglii oraz – dla wyzna­czo­nych jed­no­stek – pro­wa­dze­nie roz­po­zna­nia powietrz­nego brze­gów Fran­cji i Bel­gii na oko­licz­ność ruchów nie­przy­ja­ciela na lądzie i w stre­fie przy­brzeż­nej kanału La Man­che.

Do 2 lipca dzia­ła­nia Luft­waffe były ogra­ni­czone do spo­ra­dycz­nych prze­lo­tów nad brze­giem Anglii poje­dyn­czych samo­lo­tów roz­po­znaw­czych. Były to akcje krót­ko­trwałe, do walk powietrz­nych nie docho­dziło. Starty bry­tyj­skich myśliw­ców tra­fiały w próż­nię.

3 lipca małe grupki hitle­row­skich bom­bow­ców, osła­niane przez myśliwce Me-109, wyszu­ki­wały bry­tyj­skie statki przy­brzeżne i ata­ko­wały bom­bami. Strat poważ­nych nie było, do walk powietrz­nych rów­nież nie doszło. W porze połu­dnio­wej tego dnia poje­dyn­czy bom­bo­wiec Do-17 nie­spo­dzie­wa­nie wypadł z chmur i zaata­ko­wał bom­bami oraz z kara­bi­nów maszy­no­wych lot­ni­sko w Maiden­head, nale­żące do 13 Ele­men­tary Fly­ing Tra­ining School (pod­sta­wowa szkoła lot­ni­cza). Zgi­nął jeden żoł­nierz, a sze­ściu było ran­nych. Sześć samo­lo­tów szkol­nych typu Tiger Moth zostało znisz­czo­nych i dwa­dzie­ścia pięć uszko­dzo­nych. Inter­wen­cja bry­tyj­skich myśliw­ców była za późna.

4 lipca, przy sło­necz­nej pogo­dzie, dwa­dzie­ścia nie­miec­kich bom­bow­ców Ju-88 zbom­bar­do­wało urzą­dze­nia por­towe w Por­t­land (hrab­stwo Dor­set), a dwa inne poja­wiły się nad Bri­sto­lem – jeden z nich został zestrze­lony przez pilota z 92 dywi­zjonu Spit­fire’ów z Pem­brey.

W następ­nych dniach do walk powietrz­nych nie doszło. Dopiero 7 lipca pilot z dywi­zjonu 601 zestrze­lił Do-17. W trak­cie ataku, na odle­gło­ści około stu metrów, z pokładu bom­bowca zostało wyrzu­co­nych dwa­dzie­ścia meta­lo­wych pude­łek o roz­mia­rach 50 × 50 cm ze zwi­sa­ją­cymi dru­tami. Hur­ri­cane zde­rzył się z jed­nym z nich, ale szczę­śli­wie wylą­do­wał na lot­ni­sku startu w Tang­mere.

Począt­kowe akcje lot­ni­cze Luft­waffe udo­wod­niły, że rada­rowa sieć przy­brzeżna nie bar­dzo dawała sobie radę z uru­cho­mie­niem na czas obrony myśliw­skiej. Dla­tego zarzą­dzono, aby z każ­dego sek­tora myśliw­skiego wyzna­czyć poje­dyn­cze klu­cze i prze­su­nąć je na wysu­nięte nad­brzeżne lot­ni­ska.

8 lipca klucz trzech Spit­fire’ów z dywi­zjonu 54, dowo­dzony przez Fly­ing Offi­cera (porucz­nika) Desmonda McMul­lena, spo­tkał nad Dun­ge­ness grupę kilku Me-110. Gdy Anglicy zło­żyli się do ataku, zostali napad­nięci od tyłu, od strony słońca. Dwa Spit­fire’y zostały zestrze­lone, piloci wylą­do­wali w przy­god­nym tere­nie, jeden z nich był ranny – odwie­ziono go na kilka tygo­dni do szpi­tala. Trzeci Spit­fire rów­nież został ostrze­lany i uszko­dzony, ale pilo­towi udało się zgu­bić napast­ni­ków i szczę­śli­wie wylą­do­wać na lot­ni­sku w Roch­ford.

Z walki tej wycią­gnięto wnio­sek, że dotych­cza­sowe ugru­po­wa­nie samo­lo­tów klu­cza w locie bojo­wym jest nie­for­tunne – samo­loty usta­wiały się przed roz­po­czę­ciem ataku na nie­przy­ja­ciel­ską for­ma­cję jeden za dru­gim (gęsiego). Szyk ten posta­no­wiono zmie­nić i prze­ćwi­czyć tak, aby każdy pilot mógł obser­wo­wać, co się wokół niego dzieje. Piloci bry­tyj­scy zauwa­żyli, że Niemcy zaata­ko­wali ich od strony słońca w luź­nym ugru­po­wa­niu dwu­sa­mo­lo­to­wych sek­cji.

Na odpra­wach dowód­ców myśliw­skich zaczęto zasta­na­wiać się nad wpro­wa­dze­niem nowego ugru­po­wa­nia bojo­wego eskadr czy dywi­zjo­nów, aby nie docho­dziło do zasko­cze­nia ze strony Mes­ser­sch­mit­tów. Od razu posta­no­wiono prze­ćwi­czyć prak­tycz­nie różne warianty nowych ugru­po­wań. Na ujed­no­li­ce­nie naj­lep­szego potrzeba było jed­nak czasu.

Wkładka 1

Budy­nek „Ben­tley Priory” w Stan­more (pół­nocny Lon­dyn), w któ­rym mie­ścił się sztab Figh­ter Com­mand w 1940 r.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. E. Bauer, The History of World War II, Lon­don 1985, s. 105. [wróć]

2. D. Wood, D. Demp­ster (The Nar­row Mar­gin, Lon­don 1969, s. 116) piszą, że: „19 i nastp­nie 23 czerwca nie­miec­kie mini­ster­stwo spraw zagra­nicz­nych podało, iż – według źró­dła szwedz­kiego – pewne auto­ry­ta­tywne lon­dyń­skie kręgi spo­łeczne są skłonne do per­trak­ta­cji. Dzien­nik sztabu mary­narki wojen­nej z 21 czerwca podał, że w Anglii jest silna grupa, która życzy sobie poznać warunki zawie­sze­nia broni. Wojow­ni­czość Win­stona Chur­chilla roz­wiała nadzieje Niem­ców, któ­rzy w dal­szym ciągu ocze­ki­wali na zmianę nastro­jów” (wszyst­kie tłu­ma­cze­nia autora). [wróć]

3. Bauer, op. cit., s. 105. [wróć]

4. W. Chur­chill, The Second World War, Lon­don 1951, t. 1, s. 115. [wróć]

5. W 1936 roku Royal Air Force (Kró­lew­skie Siły Powietrzne) zre­or­ga­ni­zo­wano. Powstało Mini­ster­stwo Lot­nic­twa i pod­le­głe mu dowódz­twa spe­cja­li­styczne: Figh­ter Com­mand (dowódz­two lot­nic­twa myśliw­skiego), Born­ber Com­mand (dowódz­two lot­nic­twa bom­bo­wego), Coastal Comr­nand (dowódz­two lot­nic­twa obrony wybrzeża), Army Coope­ra­tion Com­mand (dowódz­two współ­pracy z woj­skiem), Trans­port Com­mand (dowódz­two lot­nic­twa trans­por­to­wego), Main­te­nance Com­mand (dowódz­two napraw i remontu sprzętu lot­ni­czego), Fly­ing Tra­inlng Corn­mand (dowódz­two szko­le­nia lot­ni­czego), Tech­ni­cal Tra­ining Com­mand (dowódz­two szko­le­nia tech­nicz­nego) i Bal­loon Com­mand (dowódz­two jed­no­stek balo­no­wych). [wróć]

6. Wykaz stopni bry­tyj­skich wojsk lot­ni­czych i ich pol­skich odpo­wied­ni­ków – patrz załącz­nik nr 1. [wróć]

7. Bauer, op. cit., s. 108. [wróć]

8. Cz. Krze­miń­ski, Wojna powietrzna w Euro­pie 1939–1945, War­szawa 1983, s. 96–97. [wróć]

9. Liczba samo­lo­tów bojo­wych Luft­waffe, skie­ro­wa­nych prze­ciwko Wiel­kiej Bry­ta­nii w 1940 roku, poda­wana jest róż­nie przez histo­ry­ków. Podaję według Bauer a (op. cit., s. 111). [wróć]

10. Dane lot­ni­czo-tak­tyczne samo­lo­tów nie­miec­kich – patrz załącz­nik nr 5. [wróć]

11. Sek­tory Fil­ton i Mid­dle Wal­lop zostały od 18 lipca pod­po­rząd­ko­wane ope­ra­cyj­nie pod 10 Grupę Myśliw­ską, usy­tu­owaną w mie­ście Box w hrab­stwie Wilt­shire. [wróć]