Biały terror. Neonaziści w Niemczech - Kushner Jacob - ebook

Biały terror. Neonaziści w Niemczech ebook

Kushner Jacob

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Połączyły ich miłość i nazistowskie poglądy. Troje młodych prawicowych ekstremistów z Jeny całymi latami przeprowadzało zamachy bombowe i rabowało banki. Zamordowali dziesięciu imigrantów i przeprowadzili trzydzieści dwie nieudane próby zabójstwa. Znakomity dziennikarz śledczy Jacob Kushner pyta: jak to możliwe, że tak długo pozostawali nieuchwytni?

Okazuje się, że początkowo policjanci nie brali nawet pod uwagę, że terroryści mogą być białymi Niemcami. Szukali sprawców wśród Romów, Kurdów, Turków, a ofiary obwiniali o kontakty ze światem przestępczym. Gdy wreszcie zajęto się rozpracowywaniem środowisk skrajnej prawicy, tajni informatorzy służb finansowali działalność terrorystyczną z przekazywanych im publicznych pieniędzy. Nikt nigdy nie odpowiedział za błędy w tym śledztwie.

To nie jest historia o banalności zła – tylko o banalnej niekompetencji niemieckiego państwa, które przymknęło oczy na własną historię i okazało się nie tyle bezbronne wobec neonazizmu, ile zwyczajnie słabe.

„Ta fascynująca książka zawiera w sobie dwie opowieści: pierwszą o tym, jak gang neonazistowskich zamachowców z byłych Niemiec Wschodnich stworzył świetnie zorganizowaną siatkę terrorystyczną; drugą zaś o tym, jak niemieckie władze pozwoliły, by morderstwa uszły jej na sucho. Jacob Kushner przedstawia tę historię z ogromną dbałością o detale, a wszelkie sądy wygłasza w niezwykle wyważony sposób.” Michael Scott Moore

„Książka, którą przeczytać powinien każdy, kto chce wiedzieć, jak od podszewki wyglądają działania terrorystów i dlaczego ważni politycy je ignorują. Pełen swobody, imponujący styl Kushnera przypomina pisarstwo [...] klasycznych autorów literatury faktu [...].” Eve Fairbanks

„Kushner w błyskotliwy sposób obnaża podejrzane relacje łączące niemiecką inteligencję z neonazistowskim podziemiem […] i twierdzi, że mogło to doprowadzić do najstraszliwszej fali morderstw w powojennej historii Niemiec. Jak przekonuje, Niemcy nie mogą sobie pozwolić na popełnienie tego samego błędu i zlekceważyć zagrożenie ze strony białego supremacjonizmu.” „The New York Review of Books”

„Porywający reportaż śledczy Jacoba Kushnera, który ujawnia związki pomiędzy niemieckim ruchem skrajnej prawicy a serią ataków terrorystycznych, do których doszło w Niemczech od 2001 do 2010 roku. Wstrząsająca i niepokojąca lektura.” „Publishers Weekly”

„Wnikliwa i wciągająca analiza przerażającego rozdziału z najnowszej historii Niemiec.” „Kirkus Reviews”

„„Biały terror” to wstrząsająca podróż do jądra ciemności w Niemczech po zakończeniu zimnej wojny, gdzie nadzieja zamienia się w niepohamowany gniew. Porywający true crime z głębokimi podtekstami historycznymi.” „Booklist”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 506

Data ważności licencji: 2/10/2031

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



W serii ukazały się ostatnio:

Aleksandra Boćkowska Gdynia. Pierwsza w Polsce

Anna Malinowska Od Katowic idzie słońce (wyd. 2)

Anna Bikont Nie koniec, nie początek. Powojenne wybory polskich Żydów

John McPhee Plac Zgody. Wieczyście neutralna Szwajcaria

Marta Grzywacz Radość Soboty. Archiwum życia i śmierci

Ilona Wiśniewska Białe. Zimna wyspa Spitsbergen (wyd. 5)

Paweł Smoleński Trędowate kobiety czyszczą ryż

Marta Wroniszewska Matka bez wyboru. O kobietach, które opuściły swoje dzieci

Barbara Seidler Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe (wyd. 3)

François-Henri Désérable Kruszenie świata. Podróż do Iranu

Martyna M. Wojtkowska W Nowej Zelandii wschodzi słońce. Wojenna tułaczka polskich dzieci

Katarzyna Kobylarczyk Ciałko. Hiszpania kradnie swoje dzieci (wyd. 2)

Patrick Radden Keefe Cokolwiek powiesz, nic nie mów. Zbrodnia i pamięć w Irlandii Północnej (wyd. 3)

Thomas Orchowski Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety

Karolina Bednarz Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet (wyd. 3)

Linda Polman Karawana kryzysu. Za kulisami przemysłu pomocy humanitarnej (wyd. 4)

Agata Komosa-Styczeń Wyspa niechcianych kobiet

Ilona Wiśniewska Hjem. Na północnych wyspach

Nicola Lagioia Ciao amore, ciao. Morderstwo w Rzymie

Paweł Smoleński Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie (wyd. 2)

Tomáš Forró Śpiew syren. W głąb wojennej Ukrainy

Will Storr Nadprzyrodzone. Śledztwo w sprawie duchów

Jacek Hołub Wszystko mam bardziej. Życie w spektrum autyzmu (wyd. 2 zmienione)

Remigiusz Ryziński Dziwniejsza historia (wyd. 2 rozszerzone)

Jack El-Hai Norymberga. Naziści oczami psychiatry

Andrzej Dybczak Gugara (wyd. 2 zmienione)

Marta Madejska Ostatni gasi światło. Przypowieści o transformacji

Tobias Buck Ostatni proces. Niemieckie rozliczenia z nazistowską przeszłością

Anna Sulińska Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u (wyd. 3)

Dariusz Rosiak Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan (wyd. 3)

Patricia Evangelista Niektórych trzeba zabić. Rządy terroru na Filipinach

Helen Garner Woda była strasznie zimna. Rodzinna tragedia i proces o zabójstwo

Marek Szymaniak Młócka. Reportaże o pracy przyszłości

Peter Pomerantsev Jądro dziwności. Nowa Rosja (wyd. 3)

Marek Szymaniak Zapaść. Reportaże z mniejszych miast (wyd. 2)

W serii ukaże się m. in.:

Ola Synowiec Dzieci Szóstego Słońca. W co wierzy Meksyk (wyd. 3)

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Tytuł oryginału angielskiego Look Away. A True Story of Murders, Bombings, and a Far-Right Campaign to Rid Germany Immigrants

Projekt okładki Agnieszka Pasierska

Projekt typograficzny i redakcja techniczna Robert Oleś

Fotografia na okładce © Ulrich Baumgarten / Getty Images

Copyright © 2024 by Jacob Kushner

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarne, 2026

Copyright © for the Polish translation by Mariusz Gądek, 2026

Opieka redakcyjna Jakub Bożek

Redakcja Anna Niklewicz

Korekta Ewa Ambroch / d2d.pl, Jędrzej Szulga / d2d.pl

Skład Ewa Ostafin / d2d.pl

Konwersja i produkcja e-booka: d2d.pl

ISBN 978-83-8396-314-3

Ofiarom nienawiści i terroru

Nota o źródłach

Ze względu na olbrzymią ilość materiałów zgromadzonych w trakcie pracy nad książką zamieszczam tu jedynie część spośród blisko dwóch tysięcy pierwotnie znajdujących się w tekście przypisów; pomijam odnośniki do informacji powszechnie dostępnych lub takich, które bez trudu można zweryfikować. W przypadku źródeł, na które powołuję się częściej niż raz w obrębie jednego rozdziału – dokumentów ze śledztw prowadzonych przez władze federalne i parlamentarne, protokołów sądowych, rozmów z uczestnikami opisywanych zdarzeń – podaję przypis tylko przy pierwszym cytowaniu.

Starałem się dotrzeć do wszystkich żyjących osób, które odgrywają istotną rolę w tej opowieści, włącznie z krewnymi zamordowanych. Próbowałem również nawiązać kontakt z często wspominanymi w tekście osobami oskarżanymi o poważne przestępstwa lub udzielanie pomocy NSU, a także oskarżanymi o zaniedbania funkcjonariuszami państwowymi, aby dać im możliwość odniesienia się do zarzutów.

Zaczęliśmy nowe życie, usiłując jak najdokładniej stosować się do wskazówek zbawców. Radzili nam, abyśmy zapomnieli – i zapominaliśmy szybciej, niż można to sobie wyobrazić. Przyjaźnie zapewniano nas, że nowy kraj stanie się naszym domem, więc po czterech tygodniach we Francji czy po sześciu tygodniach w Ameryce wydawało się nam, że jesteśmy Francuzami czy Amerykanami.

Hannah Arendt, My, uchodźcy, tłum. H. Bortnowska, „Znak” 1983, nr 2–3, s. 501

Zaczynajcie od drobnych rzeczy. Lepiej odnieść wiele małych zwycięstw, niż popełnić jeden duży błąd. Jeśli bowiem nie zostaniecie schwytani, okażecie się skuteczniejsi niż wielka armia. Inni dostrzegą wasze działania, ale nigdy nie starajcie się przypisywać sobie za nie zasług – niech sukces będzie wam całą nagrodą.

Tom Metzger, Wielki Smok Ku Klux Klanu, Laws for the Lone Wolf

PrologŚmierć w płomieniach

W pewne jesienne popołudnie w niemieckim Zwickau kobieta oblała dziesięcioma litrami benzyny swoje mieszkanie, po czym je podpaliła.

Od lat obawiała się tego dnia, ale po cichu liczyła, że nigdy nie będzie musiała tego zrobić. W końcu jednak nadszedł 4 listopada 2011 roku. Musiała działać szybko, żeby uratować przed płomieniami swoje dwa koty. Miały na imię Lilly i Heidi. Jeden był czarny z białymi plamkami na łapach, drugi w szaro-czarne paski. Kobieta zgarnęła oba, włożyła je do transporterów i zbiegła z nimi na ulicę.

Przechodzący sąsiad rozpoznał kobietę za sprawą jej „niezwykle długich, ciemnych włosów”. Wszystkim zresztą najbardziej w pamięć zapadł właśnie ten element jej wyglądu. Zapewne dlatego, że poza tym niczym szczególnym się nie wyróżniała. Była średniego wzrostu: około metra sześćdziesięciu pięciu. Ani otyła, ani szczupła. Twarz miała szeroką, płaską, pozbawioną wyrazu, do tego wąskie usta i piwne oczy. Później, kiedy jej wizerunek stał się znany w całych Niemczech, na pierwszy plan wysunęła się cecha, za pomocą której nikt jej dotąd nie opisywał. Dziwiło to o tyle, że w jej przypadku miała ona największe znaczenie.

Otóż kobieta była biała.

Cztery lata później, podczas procesu, którym żył cały kraj, twierdziła, że zwlekała z podpaleniem, aż dwaj robotnicy remontujący strych w budynku pójdą na przerwę, żeby nie ucierpieli w pożarze 1. Utrzymywała też, że próbowała ostrzec mieszkającą niżej starszą panią, która w czasie jej nieobecności opiekowała się kotami: dzwoniła do sąsiadki i dobijała się do drzwi, by powiedzieć jej, żeby uciekała. Adwokat kobiety oświadczył zgromadzonym na sali sędziom, prokuratorom, adwokatom, dziennikarzom, neonazistom i przedstawicielom policji, że oskarżona dołożyła wszelkich starań, żeby uratować życie innym ludziom. A konkretnie innym jej podobnym białym obywatelom Niemiec, a także dwóm ukochanym kotom.

Kobieta nie musiałaby podpalać mieszkania, gdyby piętnasty z kolei napad na bank zakończył się równie dobrze jak czternaście poprzednich. Przez ponad dekadę jej dwaj najbliżsi przyjaciele, a okazjonalnie również kochankowie, napadali z bronią w ręku na banki na terenie Niemiec. Podczas poprzedniego skoku obaj mężczyźni – noszący takie samo imię – weszli do banku uzbrojeni w dwa pistolety, rewolwer i granat ręczny 2. Jeden z nich miał na twarzy maskę wampira, drugi – maskę narciarską 3. Wyszli z piętnastoma tysiącami euro w gotówce i uciekli, tak jak zwykle, na rowerach. Przez lata swojej przestępczej działalności ukradli setki tysięcy marek niemieckich i euro; w sumie ich łupem padły pieniądze o dzisiejszej równowartości blisko miliona dolarów.

Aby przeprowadzić piętnasty napad, mężczyźni pojechali do oddalonego o dwie godziny od Zwickau miasta Eisenach, w którym na świat przyszedł Johann Sebastian Bach, a Marcin Luter pracował w nim nad tłumaczeniem Nowego Testamentu na niemiecki. 4 listopada 2011 roku piętnaście po dziewiątej rano napastnicy weszli do banku. Byli ubrani w dresy i buty sportowe, jeden miał na twarzy maskę goryla, drugi – maskę zabójcy z filmu Krzyk 4. Kierownika banku uderzyli pistoletem w głowę. Odjechali z siedemdziesięcioma dwoma tysiącami euro w torbie 5. O wpół do dziesiątej policja wydała alert o poszukiwaniu dwóch mężczyzn uciekających na rowerach. Dwadzieścia minut później świadek powiadomił władze o dwóch rowerzystach, którzy wjechali na parking za sklepem z artykułami żelaznymi oddalonym o niecały kilometr od banku. Mężczyznom wyraźnie się spieszyło. Wrzucili rowery do białego kampera i odjechali.

Od napadu minęło kilka godzin, lecz nie było żadnych nowych informacji na temat sprawców. Policja zaczęła przypuszczać, że mogli uciec do Saksonii, położonego na wschodzie niemieckiego kraju związkowego, gdzie doszło ostatnio do licznych napadów na banki. Policjanci patrolowali więc drogi w kierunku Chemnitz. Ale cztery minuty po dwunastej zauważono biały kamper zaparkowany na poboczu kilka kilometrów na północ od obrabowanego banku. Dwaj policjanci wysiedli z radiowozu i ruszyli w jego kierunku. Wtedy usłyszeli strzał, a po chwili drugi. Funkcjonariusze schowali się za stojącymi w pobliżu samochodem i kontenerem na śmieci. Rozległ się kolejny strzał. A potem kamper stanął w płomieniach.

Policjanci wezwali straż pożarną, która szybko przybyła na miejsce i ugasiła ogień. Funkcjonariusze ostrożnie otworzyli drzwi kampera i zajrzeli do środka. Na podłodze leżały ciała dwóch złodziei, oba z ranami postrzałowymi głowy. Najwyraźniej po podpaleniu pojazdu jeden z nich zastrzelił swojego towarzysza, po czym popełnił samobójstwo. W trakcie przeszukania miejsca zbrodni jeden z policjantów znalazł kilka sztuk broni. Na fotelu pasażera leżał pistolet maszynowy Pleter 91 oraz pistolet samopowtarzalny czeskiej produkcji. Na małym stoliku pomiędzy siedzeniami znajdował się czarny rewolwer. Szczególną uwagę funkcjonariusza zwróciły jednak dwie lśniące mosiężne łuski. Wyglądały zupełnie tak samo jak łuski używanej przez niego amunicji służbowej.

Czy to możliwe, że bandyci byli policjantami?

Śledczy nie zdołali zbyt wiele ustalić w sprawie serii napadów na banki, do których w poprzednich latach doszło we wschodnich Niemczech. Dwa miesiące wcześniej policja z miasta Gotha podała następujący opis sprawców: mężczyźni „w wieku około dwudziestu lat, o szczupłej budowie ciała i wzroście 180–185 centymetrów, zamaskowani, włosy ciemnobrązowe, ciemniejszy odcień skóry, mówią po niemiecku bez akcentu”. Ta ostatnia uwaga miała zaznaczyć, że napastnicy nie byli imigrantami ani obcokrajowcami, ale Niemcami, a przynajmniej tak brzmieli. Za to wcześniejsze określenie o „ciemniejszym odcieniu skóry” sugerowało, że różnili się od typowych Niemców, to znaczy, że nie byli biali. Ale policja z Gothy się myliła. Stało się to oczywiste, gdy funkcjonariusze zobaczyli w kamperze ciała poszukiwanych mężczyzn z częściowo zwęgloną jasną skórą.

Gdy podano do wiadomości publicznej, że dwaj napadający na banki złodzieje zginęli od ran postrzałowych, a ich ciała znaleziono w podpalonym kamperze, tylko jedna osoba w całych Niemczech wiedziała, kim byli naprawdę: biała kobieta z długimi ciemnymi włosami i parą kotów. Ona jedna zdawała sobie sprawę, że nie byli to dwaj szukający łatwego zarobku bandyci. Choć mieli szczególny talent do rabowania banków, działalność ta była zaledwie środkiem służącym do realizacji bardziej złowieszczego celu: mordowania imigrantów i oczyszczenia Niemiec z przedstawicieli innych ras. Nie byli to zwykli rabusie, ale seryjni zabójcy i terroryści.

Ta kobieta to wiedziała, ponieważ była jedną z nich.

Trójce przyjaciół nie było z góry pisane zostać mordercami. Stało się tak na skutek trwającej przez całą dekadę indoktrynacji przez środowisko niemieckiej skrajnej prawicy. Nie zradykalizowali się sami, lecz w ramach większej społeczności białych supremacjonistów. Jej przywódca był współpracującym z władzami informatorem, który wykorzystywał pieniądze podatników, żeby zamieniać pozbawionych perspektyw młodych Niemców w radykalnych bojówkarzy.

Niektórzy próbowali ostrzec społeczeństwo przed tym, co miało nadejść. Młoda lewicowa aktywistka wywodząca się ze środowiska punków zaczęła fotografować wiece skrajnie prawicowych organizacji i zbierać informacje na temat ich uczestników. Nie przypuszczała, że niektórzy z nich staną się niebawem terrorystami, a ona sama zostanie wezwana, żeby zdemaskować ich działalność. Zanim zaczęły się morderstwa, pewien policjant próbował aresztować trzyosobową szajkę ze Zwickau za inne już budzące niepokój przestępstwa. Został jednak odsunięty od sprawy przez organy ścigania, które bardziej niż o bezpieczeństwo publiczne dbały o ochronę własnych ludzi.

Młodzież o skrajnie prawicowych poglądach, która po upadku muru berlińskiego dorastała w byłych Niemczech Wschodnich, nazywała siebie narodowymi socjalistami, czyli nazistami. I podobnie jak ich poprzednicy sprzed pół wieku za wszystkie swoje bolączki oskarżali oni przedstawicieli mniejszości narodowych. Gardzili Żydami i nie uważali ich za przedstawicieli białej rasy[1]. Szydzili z czarnych. Ale nade wszystko mieli obsesję na punkcie imigrantów (oraz ich potomków), którzy przybyli do Niemiec z Turcji, Wietnamu czy Grecji. Takich jak na przykład Gamze Kubaşik, której rodzina wyemigrowała z Turcji do Dortmundu, gdzie następnie otworzyła mały sklepik. Albo Semiya Şimşek, której rodzice pochodzili z Turcji i trudnili się sprzedażą kwiatów w Bawarii. Jednak według białej kobiety z długimi ciemnymi włosami oraz dwójki jej białych przyjaciół imigranci stanowili egzystencjalne zagrożenie dla białego narodu, jakim ich zdaniem powinni być Niemcy.

Dlatego zaczęli ich zabijać. Rok przed zamachami z 11 września 2001 roku troje niemieckich terrorystów postanowiło pozbyć się ze swojego kraju wszelkich imigrantów. W następnych latach atakowali ich w miejscach pracy i podkładali bomby w zamieszkiwanych przez nich dzielnicach w różnych miastach Niemiec. Strzelali do nich w sklepikach, budkach z kebabami i w zakładzie ślusarskim. Detonowali ładunki w sklepie spożywczym, barze i zakładzie fryzjerskim.

Władze nie rozumiały, co się dzieje. Z powodu własnego zaślepienia nie potrafiły pojąć, że sześćdziesiąt lat po Holokauście w społeczeństwie niemieckim mogą się znaleźć ludzie o tak radykalnych poglądach, by dokonywać masowych mordów o podłożu rasistowskim. Dlatego za każdym razem, gdy ginął imigrant, policjanci okłamywali rodzinę ofiary i fabrykowali dowody mające potwierdzać ich rojenia o porachunkach pomiędzy imigranckimi grupami przestępczymi. Podczas gdy policja ignorowała dowody świadczące o tym, że za morderstwami stoją biali Niemcy, mężczyźni o tureckim oraz greckim pochodzeniu ginęli jeden po drugim.

Przestępcza działalność trojga terrorystów zakończyła się dopiero po trzynastu latach. W monachijskiej sali sądowej – największej w mieście, wyremontowanej niedługo przed niemieckim procesem stulecia – rozpoczęło się rozliczanie ich zbrodni. Każdego dnia wypełniali ją dawni skrajnie prawicowi skinheadzi oraz dawni lewicujący przedstawiciele środowisk punkowych, występujący w rolach świadków, oskarżonych, adwokatów i widzów. I tak przez pięć kolejnych lat. Fakty wychodziły na jaw stopniowo. Szpieg w kafejce internetowej. Pieniądze publiczne przekazywane prawicowym ekstremistom. Agenci wywiadu niszczący w pośpiechu dokumenty. Proces zmusił Niemcy do zmierzenia się z tym, co skłoniło zwykłą niemiecką kobietę oraz dwóch jej przyjaciół do przeprowadzenia serii zabójstw niewinnych osób, wybranych na ofiary ze względu na kraj pochodzenia, akcent, z jakim mówiły, oraz kolor skóry.

Społeczeństwo lubiące myśleć, że odpokutowało już swoją rasistowską przeszłość, musiało przyznać, że wynikająca z nienawiści rasowej przemoc jest czymś jak najbardziej aktualnym. I że sześćdziesiąt lat po tym, jak naziści z Hitlerem na czele mordowali w czasie Holokaustu ludność żydowską i inne mniejszości, niemiecka policja okazała się tak zaślepiona przez własne uprzedzenia, że nie potrafiła dostrzec rozgrywającego się na jej oczach rasistowskiego terroru. Sprawa ta zmusiła Niemców do przyznania, że terroryzm nie zawsze ma charakter islamistyczny i nie zawsze pochodzi z zagranicy. Okazało się, że znacznie częściej to terroryzm wewnętrzny, a jego sprawcami są biali 6 – a w epoce masowych migracji na niespotykaną dotąd skalę jego ofiarami padają zazwyczaj imigranci.

Odnosi się to nie tylko do Niemiec, ale także do innych zachodnich demokracji. Po 11 września znacznie więcej ludzi w Stanach Zjednoczonych zostało zabitych przez prawicowych ekstremistów, aniżeli zginęło z rąk innych terrorystów, w tym islamistycznych 7. Sytuacja staje się coraz groźniejsza: w roku, w którym Donald Trump po raz pierwszy objął urząd prezydenta, amerykańscy biali supremacjoniści zamordowali dwa razy więcej osób niż w roku poprzednim, a antyimigrancka i antydemokratyczna retoryka Trumpa popycha do działania białych terrorystów na całym świecie. W 2019 roku w Christchurch w Nowej Zelandii, kilka minut przed ostrzelaniem meczetu podczas piątkowych modłów, biały napastnik opublikował w sieci manifest, w którym wzywał do „usunięcia” z Europy niebiałych imigrantów i wychwalał Trumpa jako „symbol odrodzonej białej tożsamości i wspólnego celu” 8.

Zamachowiec z Christchurch nie był pierwszym ani ostatnim białym, który dostrzegł wspólny cel w terroryzowaniu imigrantów, mniejszości rasowych, muzułmanów i Żydów. W lutym 2015 roku biały terrorysta zamordował troje młodych Amerykanów jordańskiego i syryjskiego pochodzenia w ich domu w Chapel Hill w Karolinie Północnej. Cztery miesiące później w kościele metodystyczno-episkopalnym w Charleston w Karolinie Południowej napastnik zastrzelił dziewięcioro czarnych wiernych. Dwa lata później w Quebecu w Kanadzie inny fanatyk otworzył ogień w meczecie tuż po rozpoczęciu modłów przez imama – zabił sześć i ranił pięć osób. Miesiąc później w Olathe w Kansas mężczyzna zaczął krzyczeć w restauracji do dwóch inżynierów z Indii, że są „terrorystami” i „nielegalnymi imigrantami”, wrzeszczał: „wynocha z mojego kraju”, a w końcu obu zastrzelił. Kilka miesięcy po tym zdarzeniu pasażer pociągu w Portland w stanie Oregon wykrzykiwał rasistowskie i antymuzułmańskie obelgi pod adresem dwóch czarnych nastolatek, po czym dźgnął nożem trzy osoby; dwie z nich zmarły.

Kolejny biały terrorysta zaatakował w 2018 roku synagogę Drzewo Życia w Pittsburghu – zabił jedenaście osób i ranił sześć. W kolejnym roku napastnik polujący na Meksykanów w supermarkecie Walmart w El Paso zastrzelił w sumie dwadzieścia trzy osoby. W 2021 roku w serii ataków na salony masażu i spa w Atlancie z rąk zamachowca zginęło sześć kobiet azjatyckiego pochodzenia, a dwie kolejne odniosły rany. Miesiąc później młody biały mężczyzna wszedł do placówki FedExu w Indianapolis, która zatrudniała Amerykanów hinduskiego pochodzenia, i zastrzelił czterech Sikhów, a także cztery inne osoby. W 2022 roku zwolennik białej supremacji wszedł do supermarketu w czarnej dzielnicy w Buffalo w stanie Nowy Jork, gdzie zamordował dziesięć osób i ranił kolejne trzy – wszystkie ofiary śmiertelne miały czarny kolor skóry. W sierpniu 2023 roku, niemal dokładnie w sześćdziesiątą rocznicę wygłoszenia przez Martina Luthera Kinga przemówienia „I Have a Dream”, napastnik wszedł do sklepu w Jacksonville na Florydzie i kazał wyjść wszystkim białym, po czym zabił trzech czarnych klientów i popełnił samobójstwo.

Aby powstrzymać tę rzeź, musimy powiedzieć głośno, kim naprawdę są sprawcy. Podobnie jak w Niemczech, większość terrorystów dokonujących ataków w Stanach Zjednoczonych to biali mężczyźni urodzeni i wychowani na terenie tego kraju.

Obecnie część niemieckiego społeczeństwa pragnie skonfrontować się z krajowym ekstremizmem. Wielu woli jednak odwracać wzrok. Podobnie zresztą dzieje się na całym świecie. Ludzie nie chcą uwierzyć, że ich sąsiedzi, znajomi, współobywatele ulegają radykalizacji, a biały terror rośnie w siłę. Wolą myśleć, że do takich ataków nie dochodzi zbyt często, a już na pewno nie tutaj, w ich najbliższym otoczeniu. Niezdolność Niemców do rozpoznania pierwszej dużej fali białego terroru w XXI wieku – nie wspominając o jej powstrzymaniu – to poważne ostrzeżenie dla innych krajów, które nie radzą sobie z rodzimymi ekstremistami. Niemcy, zyskawszy na pewien czas reputację bezpiecznej przystani dla uchodźców, muszą teraz bronić imigrantów przed przemocą ze strony swoich rodowitych białych obywateli.

„Zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie kraju jest wielu ludzi, którzy chcą postrzegać Niemcy jako otwarte społeczeństwo – z otwartymi ramionami witające imigrantów, jak mówi Heike Kleffner, niemiecka dziennikarka badająca środowiska skrajnej prawicy. Ale są też i tacy Niemcy, którzy pragną, żeby ich kraj stał się całkowicie biały. – Ten podział jest widoczny wewnątrz rodzin, w małych miasteczkach, w dużych miastach i na wsi. To walka o to, jak ma wyglądać nasz kraj” 9.

To wrzenie społeczne wpływa na kształt całej niemieckiej polityki i prowokuje do pytań o to, czym w ogóle jest niemieckość. Podobne debaty toczą się w wielu krajach na świecie. Kiedy troje białych Niemców rozpoczęło swoją antyimigrancką kampanię przemocy, biały terroryzm stanowił już zjawisko o globalnym zasięgu, choć niewiele osób znało je pod tą nazwą.

Aby zrozumieć, czym jest biały terror, kto szerzy jego idee i jak położyć mu kres, musimy najpierw przyjrzeć się wschodniej części Niemiec, gdzie troje przyjaciół z małego miasteczka zaczęło zabijać imigrantów – a władze, których zadaniem było ich powstrzymać, postanowiły odwrócić wzrok.

[1] Niektórzy biali supremacjoniści twierdzą, że imigracja to narzędzie stosowane przez Żydów w celu rozrzedzenia i w efekcie zniszczenia „białej rasy”. Więcej na ten temat w książce Kathleen Belew Bring the War Home. The White Power Movement and Paramilitary America, Cambridge 2018.

Część I

1Odrodzenie narodu

Jest słoneczny dzień w Jenie, niedużym mieście położonym między pasmem gór a lasem, mniej więcej w połowie drogi z Frankfurtu do Berlina. Mężczyzna z tatuażami na rękach ustawia kamerę wideo i kieruje obiektyw na szesnastoletnią dziewczynę 1. Jest rok 1991 – dwadzieścia lat przed tym, jak podpali ona swoje mieszkanie i zbiegnie na ulicę z dwoma kotami. Teraz ma sięgające do ramion, rozwichrzone brązowe włosy. Jest ubrana w obcisłe dżinsy i luźny top, w uszach ma kolczyki. Siedzi pod budowanym właśnie klubem młodzieżowym. Operator kamery to Thomas Grund, pracownik opieki społecznej – będzie pomagał prowadzić klub, kiedy później tego samego roku zostanie otwarty 2. Z obu stron dziewczyny siedzą dwaj nastoletni chłopcy, palą papierosy i przybierają przed kamerą różne pozy. Jeden z nich pyta, jak mają usiąść.

– Jak tylko chcecie – odpowiada Grund.

Dziewczyna zarzuca jednemu z chłopców, temu z ciemnoblond grzywką opadającą na oczy, że zajmuje za dużo miejsca, i każe mu się przesunąć. Kiedy już wszyscy siedzą, Grund rozpoczyna wywiad. Pyta, czy wszyscy mieszkają na osiedlu Winzerla zbudowanym w latach osiemdziesiątych dla robotników z fabryki Carla Zeissa produkującej obiektywy fotograficzne, soczewki do mikroskopów i tym podobne. Nastolatkowie potwierdzają.

– Lubię mieszkać w getcie – rzuca blondyn z pełnym samozadowolenia uśmiechem.

– Wszyscy macie swoje pokoje?

Chłopcy mówią, że tak. Dziewczyna się nie odzywa.

– Od jak dawna tu mieszkacie?

– Dwa, może trzy lata – odpowiada szatyn w ciemnozielonej bluzie z kapturem.

Grund pyta dziewczynę, czy mieszka z rodzicami.

– Tak, z rodzicami – potwierdza, nie dodając jednak, że nigdy nie znała biologicznego ojca, a matkę rzadko widuje.

– We własnym pokoju? – dopytuje Grund.

– Tak, we własnym pokoju. – Odpowiedź pada po dłuższym milczeniu.

Grund zadaje kolejne pytania, ale dziewczyna zdaje się nie słuchać. Całą uwagę skupia na chłopaku z blond grzywką. Flirtują oboje i wpatrują się w siebie, dziewczyna krzyżuje nogi i opiera kolano o jego udo. Nie może usiedzieć spokojnie w miejscu, przysuwa się do niego, przeczesuje włosy dłonią. W pewnym momencie nachylają się ku sobie, a ich twarze dzieli zaledwie kilka centymetrów. Nagle nieruchomieją, przypomniawszy sobie o włączonej kamerze, i odsuwają się od siebie. Ona jednak nie może na dłużej oderwać od niego wzroku; co chwila zerka w jego stronę i posyła mu uśmiechy.

– Czy pomiędzy tutejszymi mieszkańcami zdarzają się konflikty? – ciągnie Grund.

– Tak – odpowiada dziewczyna z nagłym zainteresowaniem.

– Zresztą nie tylko między mieszkańcami, ale też z policją – dodaje blondyn. Mówi Grundowi, że ludzie skarżą się na nękanie, kradzieże, nawet napaści.

– Gdzie najczęściej spędzacie czas poza domem? – pyta Grund.

W dyskotekach, małych salonach z automatami do gier, punktach bukmacherskich. Na pytanie o to, czy mają dość pieniędzy na te rozrywki, dziewczyna nie mówi nic. Dopiero później, po tym, jak odpowiedzą chłopcy, wyjaśnia, że „poza tym i tak nie mają przecież gdzie pójść”.

– Co lubicie robić w wolnym czasie? – kontynuuje Grund.

– Zadawać się z kobietami – rzuca arogancko ciemnowłosy chłopak, wywołując śmiech dziewczyny.

Grund próbuje przywołać ich do porządku i pyta, czy nie boją się bezrobocia. Dziewczyna milczy. Blondyn przestaje z nią flirtować na tyle, by odrzec tylko: „Nie”.

Kiedy Grund pyta o to, jak często mają do czynienia z przemocą, chłopcy zaczynają mówić jeden przez drugiego.

– Od czasu do czasu – odpowiada blondyn.

Szatyn jest bardziej sceptyczny. Mówi, że gdy już dochodzi do przemocy, to „bywa naprawdę groźnie”.

Gdy pada pytanie o plany na przyszłość, cała trójka rozgląda się wokół pustym wzrokiem, nie potrafiąc udzielić odpowiedzi.

Dziewczyna z filmu ma na imię Beate i przyszła na świat szesnaście lat wcześniej w dość niecodziennych okolicznościach 3. 2 stycznia 1975 roku jej matka Annerose Apel zgłosiła się do szpitala w Jenie, skarżąc się na bóle brzucha. Lekarze podejrzewali kamienie nerkowe, ale kilka godzin później kobieta urodziła dziewczynkę. Mająca zaledwie dwadzieścia dwa lata Annerose studiowała wówczas stomatologię w Bukareszcie. Zostawiła więc córkę w Niemczech z babcią, sama zaś wróciła do Rumunii, żeby dokończyć naukę.

Taka historia nie budziła wówczas zdziwienia. Chociaż studia w Niemczech Wschodnich były darmowe, zgłaszało się na nie wielu chętnych, a część miejsc była zarezerwowana dla osób okazujących szczególną lojalność partii komunistycznej. Dlatego tysiącom ambitnych Niemców ze Wschodu łatwiej było dostać się na uniwersytet w jednym z krajów bloku wschodniego, na przykład w Rumunii, a potem wrócić do Niemiec i tu rozpocząć karierę zawodową 4. Taki plan miała również Annerose – ale nim zdołała uzyskać dyplom i wrócić do kraju, nabawiła się tak silnej alergii, że choroba uniemożliwiała jej wykonywanie pracy dentystki. Annerose łatwo się zakochiwała. Po pobycie w Bukareszcie, gdzie była w związku z Rumunem, którego niemal na pewno należy uznać za ojca biologicznego Beate 5, Annerose wróciła do Jeny i wkrótce wyszła za mężczyznę mieszkającego w oddalonym o pół godziny drogi Camburgu.

Jedynym stałym elementem w życiu Beate była jej babcia, z którą dziewczynkę połączyła silna więź. Anneliese Apel wychowywała Beate w swoim niewielkim mieszkaniu w Jenie 6. Codziennie odprowadzała małą do przedszkola, a we wrześniu 1981 roku najprawdopodobniej to Anneliese szykowała Beate do pierwszego dnia w szkole, ponieważ Annerose rzadko odwiedzała córkę[1].

Beate dała się zapamiętać jako pełna zapału towarzyszka zabaw i słaba uczennica. „Beate bardzo się stara, żeby uzyskać dobre stopnie – czytamy na jej świadectwie z drugiej klasy – ale często brak jej niezbędnej koncentracji oraz dyscypliny. Nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału” 7. Niemniej „aktywnie i z dużą radością bierze udział w zajęciach”. W czwartej klasie Beate zapisała się do klubu szermierczego i doskonale radziła sobie na treningach. Po jego rozwiązaniu dziewczynka, pomimo namów matki, nie wstąpiła już do innego. Tymczasem Annerose zdążyła się rozwieść i wrócić do Jeny, gdzie zapisała się na kurs księgowości i złożyła podanie o pracę w słynnych zakładach Carla Zeissa 8. Przedsiębiorstwo założone w 1846 roku jako mały warsztat mechaniki precyzyjnej rozkwitło w okresie obu wojen światowych dzięki produkcji lornetek, lunet karabinów, celowników bombowych oraz innych instrumentów optycznych na potrzeby machiny wojennej[2]. Po II wojnie światowej i rozpadzie Niemiec podzielono również sam koncern: zachodnioniemiecka część przedsiębiorstwa miała siedzibę w Oberkochen, a wschodnioniemiecka kontynuowała swoją działalność w Jenie 9. Trzydzieści lat później, kiedy na stanowisko księgowej została przyjęta Annerose Apel, zakłady Carla Zeissa należały do największych pracodawców w mieście. W 1985 roku firma zaoferowała kobiecie mieszkanie w pięciopiętrowym bloku na osiedlu Winzerla 10 – i to właśnie tam mieszkała Beate, gdy Thomas Grund nagrywał z nią rozmowę.

Podczas gdy drogi matki i córki coraz bardziej się rozchodziły, niemieckie społeczeństwo próbowało się do siebie zbliżyć. W ciągu piętnastu lat po zakończeniu II wojny światowej ponad 2,7 miliona Niemców ze Wschodu – czyli około jednej piątej ludności – wyemigrowało na Zachód 11, żeby dołączyć do krewnych, żyć w demokratycznym państwie i lepiej zarabiać. Wschodnioniemieckie władze, chcąc za wszelką cenę powstrzymać ten exodus, wzniosły w pośpiechu barierę z drutu kolczastego i betonowych umocnień, która następnie urosła do wysokiego na około cztery metry betonowego muru. Wzdłuż niego umieszczono wieże strażnicze, a pełniący w nich służbę żołnierze mieli rozkaz strzelać do każdego, kto odważy się przekroczyć blokadę. Po blisko czterech dekadach, gdy Beate miała czternaście lat, podział Niemiec zakończył się za sprawą pewnego nieporozumienia. 9 listopada 1989 roku wschodnioniemiecki polityk Günter Schabowski ogłosił w radiu wprowadzenie zmian w przepisach mających ułatwić obywatelom NRD podróżowanie na Zachód. Zapytany o to, kiedy zmiany wchodzą w życie, wydukał: „O ile mi wiadomo, to… ze skutkiem natychmiastowym” 12. Komunikat ten został nieprecyzyjnie sformułowany, a dla spragnionych wyjazdu na Zachód i końca systemu komunistycznego mieszkańców Niemiec Wschodnich słowa Schabowskiego zabrzmiały jak spełnienie marzeń 13. Tysiące osób ruszyło w stronę granicy podzielonego miasta. Widzowie na całym świecie oglądali w telewizji, jak Niemcy szturmują mur i zaczynają go burzyć, a rozdzieleni przez lata krewni wpadają sobie w objęcia i całują się na ulicach.

Gdy jednak skończyło się świętowanie z powodu zjednoczenia kraju, dla szesnastu milionów wciąż żyjących w dawnym NRD Niemców nastała nowa, trudna rzeczywistość: kapitalizm oznaczał bowiem rywalizację. Wschodnioniemieccy konsumenci, uwolnieni nagle od ograniczonego wyboru produktów, mogli kupować nieprzebrane ilości towarów z całego świata. Ale sprzedaż produktów z Niemiec Wschodnich gwałtownie spadła. Utworzono państwową agencję Treuhandanstalt, która miała zająć się prywatyzacją przedsiębiorstw należących do państwa komunistycznego. W rzeczywistości jednak pomagała ona zachodnioniemieckim firmom wykupywać ich wschodnich konkurentów 14. Rozpoczęły się zwolnienia, w wyniku których miliony osób po raz pierwszy w życiu znalazło się bez pracy. Mieszkańcy Niemiec Wschodnich korzystali do tej pory z socjalistycznego prawa do pracy – i obowiązku pracy – chociaż czasami ich zajęcie polegało na wykonywaniu automatycznych czynności przy taśmie produkcyjnej albo zajmowali pozbawione znaczenia stanowiska w przerośniętej biurokracji państwowej. Nagle utracili gwarancję zatrudnienia. Trzydzieści procent dorosłych mieszkańców Niemiec Wschodnich pracowało teraz w „zmniejszonym wymiarze godzin” albo w ogóle nie miało pracy 15.

Wielu obywatelom dawnego NRD czasy transformacji przyniosły bolesne rozczarowanie. Chociaż miliony osób wyjechało na Zachód, ci, którzy zostali, musieli się borykać z długotrwałymi trudnościami, a ekonomiczne dysproporcje pomiędzy wschodem a zachodem kraju nie zniknęły praktycznie do dziś 16. Trzy dekady po upadku muru berlińskiego zaledwie jeden na trzech Niemców ze wschodu uważa zjednoczenie kraju za sukces 17.

Jedną z firm walczących o przetrwanie po zjednoczeniu Niemiec była fabryka Carla Zeissa w Jenie. Aby konkurować z producentami z Chin i innych części świata, koncern musiał zmienić kształt i rozmiar swoich soczewek, dostosowując je do międzynarodowych norm, co wiązało się z dość kosztowną restrukturyzacją. W 1991 roku Treuhandanstalt wykupiła coraz bardziej podupadającą fabrykę za jedną markę i zwolniła jedną trzecią załogi 18. Praktycznie z dnia na dzień pracę straciło sześćset pięćdziesiąt osób. Pod koniec roku siedemnaście tysięcy pracowników musiało udać się „w podróż w nieznane” 19, jak to eufemistycznie ujął historyk przedsiębiorstwa. Po czternastu latach pracy w zakładach Zeissa taki los spotkał też Annerose 20. Zaczęła pić i snuć się bez celu po okolicy. Wkrótce w jej ślady poszła córka.

Czy to z braku pieniędzy, czy po prostu dla dreszczyku emocji, nastoletnia Beate zaczęła kraść ze sklepów ubrania i dodatki: luźne bluzki bez rękawów, okulary przeciwsłoneczne i chusty, które wiązała na swoich długich ciemnych włosach 21. Ta niegdyś „radosna” dziewczyna miała coraz większe trudności w szkole; jedynym wyjątkiem było wychowanie fizyczne, z którego otrzymywała świetne oceny. W czerwcu 1992 roku, po ukończeniu dziesiątej klasy, zamiast kontynuować naukę i przygotowywać się do egzaminów na studia, siedemnastoletnia Beate rozpoczęła praktyki zawodowe jako pomocnica malarza 22. Gdy po jakimś czasie znudziło jej się przyglądanie schnącej farbie, przerzuciła się na ogrodnictwo i zajęła się uprawą warzyw 23. Nie miała jednak ręki do roślin i chociaż ukończyła staż, nie przyniosło jej to stałego zatrudnienia. Coraz więcej czasu spędzała w klubie młodzieżowym, tym samym, przed którym Grund nagrał z nią kiedyś rozmowę. Winzerclub – dosłownie „klub winiarza” – był jedną ze stu czterdziestu czterech podobnych placówek założonych w całych Niemczech przez Ministerstwo do spraw Kobiet i Młodzieży, które miały przyciągać włóczących się po ulicach młodych ludzi. Projekt nadzorowała młoda, trzydziestoparoletnia szefowa resortu, dobrze się zapowiadająca naukowczyni, która w pewnym momencie wybrała karierę polityczki w konserwatywnej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU). Nazywała się Angela Merkel.

Merkel i jej współpracownicy wyobrażali sobie, że kluby te będą miejscami spotkań dla nastolatków, w których pracownicy opieki społecznej będą pomagali im się odnaleźć w szybko zmieniającej się wokół rzeczywistości, wprowadzali ich w dorosłe życie i przedstawiali im możliwości rozwoju zawodowego 24. Aby odciągnąć młodzież od kłopotów, pracownicy społeczni musieli być otwarci na wszystkich – nawet na osoby o radykalnych, skrajnie prawicowych poglądach. Część tych klubów funkcjonowała zgodnie z założeniami Ministerstwa. Niektóre jednak, zwłaszcza we wschodnich Niemczech – jak chociażby Winzerclub – zaczęły gromadzić młodocianych chuliganów, którzy chcieli dać upust swojemu niezadowoleniu i sprzeciwowi wobec nowego, kapitalistycznego świata 25. W tym samym roku, w którym Grund przeprowadził wywiad z Beate, dziewczyna usłyszała trzy osobne zarzuty drobnych kradzieży. Dwa zostały wycofane, ale trzecie oskarżenie zakończyło się wyrokiem skazującym na prace społeczne. Ta niewielka kara nie powstrzymała jej jednak przed kolejnymi przestępstwami. Wkrótce bowiem „Beate, jej kuzyn i jeszcze dwie osoby włamali się do klubu i ukradli wszystko, dosłownie wszystko, co tylko dało się wynieść” 26 – jak wspominał Grund: głównie pieniądze, gry i papierosy.

Jednym ze wspólników Beate był chłopiec o blond włosach – ale nie ten występujący z nią na nagraniu wideo. Nazywał się Uwe Mundlos, miał jasne oczy i naturalny uśmiech. Jego ojciec wykładał informatykę na Uniwersytecie Nauk Stosowanych Ernsta Abbego w Jenie, a matka pracowała w supermarkecie. Młodszy brat urodził się ze spastycznością mięśni – niepełnosprawnością fizyczną – przez co często wymagał opieki ze strony Uwego. Ten traktował brata z troskliwością i zabierał go na spacery na wózku inwalidzkim 27.

Mundlos był inteligentnym chłopcem i dobrze się uczył 28. Kiedy rysował, czasami trzymał ołówek w lewej, a czasami w prawej ręce. W tamtym czasie leworęczność była powszechnie uważana za wadę, więc nauczyciele zachęcali go do używania prawej ręki – co w przyszłości miało się okazać ważną kwestią dla policji 29.

Podobnie jak wielu mieszkańców NRD Mundlos był oczarowany produktami z Zachodu, których Niemcy ze wschodu nie mogli posiadać. Gdy jego ojciec Siegfried pojechał do Niemiec Zachodnich z okazji dziewięćdziesiątych urodzin swojej matki, wrócił do Jeny z kapitalistyczną kontrabandą: elektronicznym zegarkiem na rękę z wbudowanym kalkulatorem 30. Podarował go synowi z zastrzeżeniem, żeby nigdy nie zabierał zegarka do szkoły, bo może tym zwrócić na siebie niepotrzebną uwagę. Obaj odnosili się sceptycznie do komunistycznej propagandy. Pewnego razu Siegfried wręczył Uwemu broszurę o fabryce samochodów Sachsenring w Zwickau, w której napisano, że po II wojnie światowej Związek Radziecki sprezentował Niemcom pięćdziesiąt wyprodukowanych tam traktorów. Ale młody Mundlos zorientował się, że to nie może być prawda: w innej części tekstu napisano bowiem, że wcześniej tego samego roku fabryka została zlikwidowana. Opowieść o traktorach była więc kłamstwem komunistycznych władz.

W siódmej klasie sceptycyzm Mundlosa sprawił, że zaczął kwestionować słowa nauczycieli, miał jednak na tyle dobre stopnie, że bez trudu dostał się do prestiżowej szkoły średniej, gdzie zasłynął z częstego cytowania dialogów z serialu animowanego Różowa pantera. W podstawówce nosił długie włosy, na wzór hippisów, ale teraz zmienił wygląd: obciął się na jeża, a do szkoły przychodził w czarnych glanach i kurtce wojskowej 31. Zaczął też wygłaszać swoje „naiwne poglądy”, jak wyraził się później Siegfried, na przykład hasła o dumie z dwudziestowiecznej historii Niemiec. Dla wielu Niemców chwalenie się niedawną przeszłością – na której ciążyło piętno dwóch wojen światowych i ludobójstwa – było nie tylko tematem tabu, ale wręcz czymś nie do pomyślenia. Po II wojnie światowej niemiecki parlament uchwalił prawa zabraniające podżegania do nienawiści wobec objętych szczególną ochroną grup społecznych i etnicznych. Okazywanie patriotyzmu oraz sławienie historii Niemiec było wprawdzie dopuszczalne w ramach wolności słowa, ale propagowanie symboli nazistowskich, zaprzeczanie Holokaustowi oraz znieważanie innych ze względu na ich wyznanie, rasę, tożsamość etniczną lub narodowość traktowano jak przestępstwo karane grzywną, a nawet więzieniem 32. Niemcy stały się w końcu przykładem kraju, który w modelowy sposób potrafił skonfrontować się ze swoją mroczną wojenną przeszłością. Zapłaciły w sumie ponad pięćdziesiąt milionów euro reparacji dla ofiar reżimu nazistowskiego, z czego połowa trafiła do ocalałych z Holokaustu mieszkających obecnie w Stanach Zjednoczonych i Izraelu 33. Sądy skazały za zbrodnie wojenne około dwudziestu tysięcy nazistów, aczkolwiek tylko sześciuset z nich otrzymało surowe kary – tymczasem według niektórych szacunków udział w machinie zagłady brało nawet milion Niemców 34. Dla uczczenia pamięci ofiar wzniesiono pomniki. Dążenie do odpokutowania za rozpętany terror było tak silne, że Niemcy ukuli nawet w tym celu osobny termin: Vergangenheitsbewältigung, czyli „rozliczenie się z przeszłością”. Ludzie, którzy przeżyli Holokaust, jeździli po szkołach i ostrzegali przed tym, do czego mogą prowadzić uprzedzenia, a także rasizm i antysemityzm.

Pomimo tych wysiłków faszyzm – skrajnie prawicowa, militarna, autorytarna i ultranacjonalistyczna doktryna polityczna – nigdy nie umarł. Nie wszyscy pogodzili się z tym, że Niemcy powinni odpokutować za swoją przeszłość. Chociaż po klęsce w II wojnie światowej partia nazistowska została zdelegalizowana, wielu jej funkcjonariuszy służących Hitlerowi i nadzorujących przemysł zagłady wciąż żyło. Część wysokich rangą nazistów uciekło przed wymiarem sprawiedliwości za granicę, w czym pomogli im nazistowscy sympatycy, w tym również dostojnicy Kościoła katolickiego. Ale wielu członków partii nazistowskiej dożyło końca swoich dni w Niemczech. Niektórzy pełnili funkcję sędziów, inni zajmowali wysokie stanowiska w rządzie 35. Niemcy nie wypracowały żadnego mechanizmu, który zmusiłby ich do wyrzeknięcia się własnych poglądów. Władze mogły oczywiście zachęcać obywateli do przyjęcia idei wielokulturowości, a także próbować zapobiegać szerzeniu się nienawistnych poglądów, zanim doprowadzą do aktów przemocy. Demokracja ze swej natury polega jednak na tym, że ludzie mogą myśleć to, co chcą. W Niemczech nigdy na przykład nie zakazano Mein Kampf Hitlera, jak błędnie zakładało wiele osób i instytucji[3], w tym niemiecka stacja informacyjna Deutsche Welle 36.

Dla niemieckiego nastolatka ze skłonnością do prowokacji nie było nic bardziej pociągającego od głoszenia ideologii nazistowskiej – Mundlos z przyjemnością przyjął tę rolę i co rusz sypał niewybrednymi antysemickimi żartami. Czytywał książki w rodzaju wydanego w 1973 roku Die Auschwitz-Lüge [Kłamstwo oświęcimskie] Thiesa Christophersena, byłego oficera SS, który stacjonował w czasie wojny w pobliżu Auschwitz i twierdził, że Holokaust to mit sfabrykowany przez międzynarodowy spisek żydowski[4]. Podczas wycieczki w ósmej klasie do leżącego niedaleko Jeny obozu koncentracyjnego Buchenwald Mundlos, jak zauważył jeden z jego kolegów, „nie okazał ofiarom najmniejszego współczucia”. Stojąc przed piecami krematoryjnymi, stwierdził, że Żydom było przynajmniej „miło i ciepło” 37.

Mundlos nie był odosobniony w swoich poglądach. W całych Niemczech przybywało ludzi, którzy odcinali się od zbiorowego wstydu, poczucia winy i rozliczeń narodu z przeszłością. Niektórzy Niemcy o prawicowych sympatiach, urodzeni jedno lub dwa pokolenia po wojnie, mieli dość, gdy słyszeli, że mają odczuwać wstyd za zbrodnie, których nie popełnili, oraz za wojnę, w której sami nie walczyli. Natomiast według wielbicieli skrajnej prawicy w rodzaju Mundlosa w ogóle nie było za co przepraszać. Podobni mu rasiści, ksenofobi i antysemici zyskali miano neonazistów. Starzy naziści z czasów Trzeciej Rzeszy nie byli dla nich wcale mordercami, ale bohaterami wojennymi, a Holokaustu nie uważali za ludobójstwo, lecz za uzasadnioną walkę z siłami stanowiącymi realne zagrożenie egzystencjalne dla Niemców. Tacy młodzi ludzie jak Mundlos odczuwali nostalgię za czasami, kiedy biali Niemcy władali światem. Gloryfikowali ten potężny niegdyś naród i zamierzali przywrócić mu jego świetność: pragnęli, aby cały świat znów podziwiał Niemcy, a nawet się ich bał.

Kiedy Mundlos osiągnął pełnoletność, nostalgia za nazizmem stała się w Jenie bardzo widoczna – wyrażano ją poprzez graffiti na murach, uliczne demonstracje, słowa piosenek skrajnie prawicowych zespołów, a nierzadko również akty przemocy 38. Na osiedlu Winzerla „trudno było znaleźć ścianę bloku z prefabrykatów, na której nie widniałaby namalowana swastyka” 39 – wspominał Thomas Grund. Pod jednym z wiaduktów kolejowych ktoś nasprejował na murze: „Ekspres do Auschwitz”. Jeśli takie skandaliczne hasła przeszkadzały mieszkańcom Winzerli, to w ogóle tego nie okazywali. Minęły całe dwa lata, nim napis w końcu zamalowano.

Według Grunda Winzerla była bezbarwnym osiedlem, „pełnym przemocy i pozbawionym perspektyw”. Zdaniem części historyków właśnie ów brak perspektyw w pewnym stopniu wyjaśniał antyspołeczne zachowania oraz ekstremistyczne poglądy rozczarowanej transformacją młodzieży z dawnych Niemiec Wschodnich – choć ich nie usprawiedliwiał. Diagnoza ta nie dotyczyła jednak Uwego Mundlosa, który był znacznie bystrzejszy i bardziej zdeterminowany od swoich rówieśników, a ponadto nie mógł narzekać na brak możliwości rozwoju. Podobnie jak niegdyś w przypadku Annerose, matki Beate, Mundlosa – gdy potrzebował pracy – przygarnęły zakłady Carla Zeissa. Wiosną 1990 roku, po ukończeniu dziesiątej klasy, Uwe zaczął staż w fabryce jako specjalista od wprowadzania danych 40. Po godzinach coraz częściej spotykał się z Beate; wieczorami widywano ich w Winzerclubie, gdzie słuchali hardrockowej muzyki, palili papierosy, flirtowali i grali w karty, na przykład w skata lub doppelkopfa. Raz w tygodniu szli razem na obiad do restauracji znajdującej się na skraju pobliskiego lasu. W 1992 roku Mundlos wprowadził się do mieszkania Beate i Annerose i tam młodzi wreszcie mogli przebywać sami w sypialni dziewczyny. Według Annerose chłopak jej córki był „rozmowny, przyjazny i uprzejmy”. Przez następne dwa lata Mundlos odwiedzał swoją rodzinę tylko wtedy, gdy potrzebował zrobić pranie, bo tym zajmowała się jego matka Ilona. „Tak to już jest z młodymi mężczyznami” – mówił jego ojciec Siegfried.

W końcu Mundlos zaczął przychodzić z Beate na rodzinne spotkania. Siegfried był zachwycony. Narzeczona syna wydawała mu się poukładaną dziewczyną. Nigdy nie słyszał, by wypowiadała jakieś skrajnie prawicowe bądź militarystyczne poglądy. Siegfried liczył na to, że dziewczyna odciągnie jego syna od ekstremistycznych środowisk. Ale nawet jeśli Beate próbowała pohamować mroczne zapędy Mundlosa, to bezskutecznie. W weekendy, gdy wychodzili na miasto, chłopak wkładał czarne lub zielone wojskowe ubrania. Beate mierzyła go wówczas wzrokiem i pytała, czy nie chciałby wybrać czegoś innego. Nie miała nic przeciwko jego poglądom politycznym – o ile tylko zanadto się z nimi nie obnosił. Pewnego razu, gdy bawili się w klubie odwiedzanym przez punków i klientelę o lewicowych sympatiach, Mundlos został poturbowany przez dziewięciu napastników. Prawdopodobnie sprowokowały ich jego „durne ciuchy”, jak uznał Siegfried.

Mundlos zszokował ojca, gdy razem ze znajomymi zaczął drukować plakaty i organizować wiece polityczne, podczas których powiewali flagami dawnego Cesarstwa Niemieckiego. Siegfried opowiadał później, że próbował zawrócić syna z tej niebezpiecznej drogi. Któregoś razu pokazał Uwemu opuszczony kamieniołom w pobliżu fabryki Carla Zeissa, licząc na to, że chłopak zainteresuje się tym miejscem i będzie się trzymał z dala od kłopotów i kolegów o ekstremistycznych poglądach. Zamiast tego Mundlos zaczął przyprowadzać znajomych do kamieniołomu: pływali w jego zalanej wodą części, biwakowali, a wieczorami palili na brzegu ogniska. W 1992 roku Siegfried zabrał Uwego i siedemnastoletnią wówczas Beate oraz dwójkę ich przyjaciół na miesięczne wakacje nad jeziorem, gdzie kąpali się, piekli kiełbaski i „spędzali czas na różnych grach oraz zabawach”. Ale po upływie czterech tygodni Mundlos pokłócił się z dziewczyną, która chciała zostać nad jeziorem dłużej. Chłopak był wściekły. Uważał, że jest czas na wypoczynek i czas na obowiązki. Siegfried zauważył, że syn wyznaje surowe, niemal świętoszkowate „poczucie odpowiedzialności moralnej”, które lubi narzucać znajomym.

Podobnie zachowywał się w Winzerclubie. Podczas gdy „starsi mężczyźni [sadzali sobie] młode dziewczęta na kolanach, pili i palili”, jak wspominał Grund, atletycznie zbudowany Mundlos – który „nie palił ani nie pił […], co najwyżej kieliszek w sylwestra”, nieraz ich za to ganił. Z kolei „Beate była po prostu zwykłą dziewczyną z sąsiedztwa, mało wyrazistą postacią bez żadnych zainteresowań politycznych”, ale dość sympatyczną. Mundlos natomiast wdawał się w dyskusje z każdym, kto tylko zechciał go słuchać. Początkowo nie protestował przeciw opiniom sprzecznym z jego poglądami, z czasem jednak zrobił się bardziej zasadniczy 41. Zaczął ostro krytykować swoich znajomych za „wyzbyty kontroli” styl życia, jak sam to ujmował, czyli ciągłe imprezowanie i upijanie się do nieprzytomności, a także brak ambicji. O frustracji wywołanej postawami rówieśników Mundlos napisał w artykule z 1998 roku opublikowanym w neonazistowskiej broszurze „White Supremacy”[5]:

Gdy patrzymy dziś na naszą scenę, od razu widać, że składa się ona z bardzo różnych ludzi, w dodatku mających jeszcze bardziej zróżnicowane poglądy. Jedynym, co ich wszystkich łączy, jest miłość do naszego narodu oraz naszego kraju.

Bardzo się różnimy już w samej kwestii metod walki. O ile niektórzy towarzysze grają w zespołach muzycznych, udzielają się w bractwach, niezależnych ugrupowaniach i klubach, o tyle duża część zadowala się paradowaniem w charakterystycznych dla naszego środowiska strojach, chodzeniem na koncerty i popijaniem w barach w gronie innych towarzyszy. Nikt nie zaprzeczy, że koncerty to przyjemna forma spędzania czasu. Nikt nie zaprzeczy, że są potrzebne i ważne dla spójności grupy oraz wzmacniania ideologii, ale wszyscy powinniśmy mieć świadomość, że samymi koncertami nie wygramy żadnej bitwy.

„Postawcie sobie następujące pytania – namawiał Mundlos swoich czytelników. – Ilu znanych wam towarzyszy wykręca się od datków na walkę, za to mają pieniądze na knajpy i koncerty? Ilu znanych wam towarzyszy wybiera rozrywkę (imprezy, koncerty) zamiast walki na ulicach miast (demonstracje, wiece)?” 42

Przez tego typu reprymendy Mundlos uważany był za nudziarza, ale niespecjalnie się tym przejmował. Nie był już tą samą osobą co w czasach, gdy razem z Beate okradli Winzerclub. Stracił zainteresowanie drobnymi kradzieżami i jałowymi dyskusjami. Poglądy polityczne nadały jego prowokacjom wyraźny cel, a on sam stał się buntownikiem walczącym o sprawę.

[1] W pierwszy dzień szkoły rodzice w Niemczech dają dzieciom tzw. Schultüte – olbrzymi stożek z papieru wypełniony słodyczami, przyborami szkolnymi i zabawkami, z którym dzieci dumnie pozują do zdjęć. Zwyczaj ten występuje obecnie również w Austrii, Polsce (pod nazwą „tyta”), Belgii i w innych krajach, ale po raz pierwszy odnotowano go w 1817 roku w Jenie. Miasto było wówczas nazywane filozoficzną stolicą Niemiec: mieszkali w nim między innymi Wilhelm von Humboldt, Friedrich Schiller, Friedrich Schlegel oraz jego żona, pisarka Dorothea von Schlegel. Jenę odwiedzał również ojciec chrzestny niemieckiej literatury Johann Wolfgang von Goethe.

[2] Podczas II wojny światowej niemieckie firmy wykorzystywały miliony Żydów w charakterze przymusowej siły roboczej. W październiku 1944 roku do jednej z fabryk koncernu Carla Zeissa w Dreźnie przybył transport z kilkuset kobietami z obozu koncentracyjnego Auschwitz, a pod koniec wojny jedną trzecią wszystkich pracowników koncernu Zeissa stanowili robotnicy przymusowi.

[3] Hitler napisał swój manifest w bawarskim więzieniu i przez wiele dekad rząd federalny Bawarii odmawiał wznowienia książki. W 2015 roku jednak, po wygaśnięciu obowiązujących przez siedemdziesiąt pięć lat praw autorskich, książka trafiła na nowo do obiegu.

[4] W latach osiemdziesiątych Christophersen uciekł z Niemiec do Danii, aby uniknąć odpowiedzialności karnej za negowanie Holokaustu oraz innych ciążących na nim zarzutów.

[5] Tego rodzaju skrajnie prawicowe „fanziny” nie były niezgodne z prawem, o ile nie nawoływały wprost do przemocy lub nienawiści.

2Nowi naziści

Dokładnie w swoje dziewiętnaste urodziny – 2 stycznia 1994 roku – Beate poznała obciętego na jeża chłopaka z głęboko osadzonymi, przenikliwymi oczami oraz lekko wywiniętą górną wargą 1. On też, podobnie jak Mundlos, miał na imię Uwe – Uwe Böhnhardt. Wkrótce całą trójkę miała połączyć przyjaźń, która przetrwa aż do śmierci obu mężczyzn.

Mały Böhnhardt był dla dwójki swoich starszych braci „ulubioną zabawką” 2, jak mawiała ich matka Brigitte. Dla niej samej „kochany Uwe” był „pogodnym małym chłopcem”, którego wszyscy uwielbiali. Wobec wszystkich innych jednak był nieokrzesany i agresywny. Miał zaledwie jedenaście lat, gdy jego starszy brat Peter – wówczas siedemnastoletni – spadł lub został zepchnięty ze starego zamku pod miastem, na który wspinał się z kolegami. Jego ciało pozostawiono pod drzwiami mieszkania rodziny. Policja uznała, że zginął na skutek nieszczęśliwego wypadku 3. Śmierć Petera wywołała u Böhnhardta szok i wściekłość. Brigitte twierdziła, że to właśnie wtedy jej najmłodszy syn zaczął sprawiać kłopoty wychowawcze. W przeciwieństwie do Mundlosa młody Böhnhardt od wczesnych lat miał problemy z nauką. Musiał powtarzać szóstą klasę. Zniechęcony do szkoły, coraz częściej opuszczał lekcje, aż w końcu został zawieszony. Kiedy miał czternaście lat, rodzice posłali go do szkoły z internatem dla trudnej młodzieży pięćdziesiąt kilometrów od Jeny. Ale rozstanie z rodziną i surowa dyscyplina na nic się zdały. Chłopiec, który robił wszystko, by trzymać się z dala od szkoły, tym razem został oskarżony o włamanie się do jej budynku i po zaledwie dwóch tygodniach wydalono go z grona uczniów. Po powrocie Böhnhardta do domu rodzice, zamiast wymierzyć mu karę, zabrali go na wakacje, „żeby pokazać, że wciąż go kochają”, jak oznajmiła mu matka.

Nawet jeśli Böhnhardt też kochał swoich bliskich, nie przejmował się uczuciami innych ludzi. Po tym, jak na dobre został wyrzucony ze szkoły, zaczął zadawać się ze starszymi od siebie o kilka lat chłopakami. Wspólnie zaczęli kraść, a gdy ktoś ich na tym przyłapał, koledzy zrzucali całą odpowiedzialność na zupełnie niewinnego – jak twierdziła Brigitte – Uwego, który był zbyt młody, żeby go aresztowano lub ukarano grzywną. Ale z pozoru błahe wybryki – kradzież gumy do żucia z automatu, włamania do sklepików – szybko zaczęły przeradzać się w poważniejsze 4. Osoby znające Böhnhardta mówiły, że był „niczym tykająca bomba” 5, „odbezpieczona broń” 6; opowiadano, że po tym, jak „wyrzucono go ze szkoły, zaczął kraść benzynę i włamywać się do samochodów”, którymi następnie zabierał kumpli na przejażdżki.

Jeden z policjantów opisywał go jako wysokiego, szczupłego i wysportowanego 7 – ciało Böhnhardta przypominało maszynę stworzoną do walki i tak też je wykorzystywał. W lipcu 1992 roku zaledwie czternastoletni Uwe zaczął nękać i atakować starszego od siebie o dwa lata chłopaka, który rzekomo był mu winien pieniądze. Dzień po rozprawie sądowej Böhnhardt powtórzył napaść: odnalazł prześladowanego, uderzył go w brzuch i kopnął ciężkim butem w oko. Napadnięty z wstrząśnieniem mózgu i rozciętą głową spędził pięć dni w szpitalu 8. Ale na tym nie koniec. Kilka dni później Böhnhardt znów dopadł chłopaka i zagroził, że jeśli zaraz nie dostanie pieniędzy, wyśle go z powrotem do szpitala.

Ten krnąbrny nastolatek pozujący na twardego mężczyznę atakował za pomocą pięści, kijów bejsbolowych i ciężkich, skórzanych butów. Pewnego razu, gdy jechał skradzionym samochodem bez prawa jazdy, nie zatrzymał się na wezwanie funkcjonariusza policji. Przejechał z dużą prędkością przez dwa skrzyżowania, ignorując czerwone światła. Pościg się skończył, gdy Böhnhardt uderzył w radiowóz. Za to i za inne wykroczenia chłopak został w 1993 roku skazany na siedem miesięcy w zakładzie poprawczym, gdzie przebywał do ukończenia szesnastego roku życia.

Stosowana przez niego przemoc nie miała podłoża politycznego – wynikała raczej z sadystycznych skłonności – ale za kratkami Böhnhardt nawiązał kontakt ze środowiskiem neonazistów. Polubił się szczególnie z niejakim Svenem Rosemannem, z którym podobno torturował innego więźnia: obaj mieli go wepchnąć do ubikacji, następnie oblali go zimną wodą i żrącym środkiem czyszczącym, przy użyciu którego rozpuścili mu worek foliowy na plecach 9. Ale więzienne bójki często uchodziły sprawcom na sucho i tym razem prokuratura również nie postawiła im żadnych zarzutów. Później wraz z innymi osadzonymi Böhnhardt wyrwał metalowe rury z ram łóżek, a ich wnętrze napełnił zapałkami i papierem, tworząc w ten sposób domowej roboty bomby. Po zdetonowaniu jednej z takich rurobomb w marcu 1993 roku przeniesiono go z oddziału dla małoletnich do części więzienia przeznaczonej dla dorosłych.

Kiedy Böhnhardt odzyskał wolność, matka próbowała pomóc mu wyjść na prostą. Załatwiła mu praktyki w zakładzie kamieniarskim, licząc, że zdobędzie jakieś umiejętności, dzięki którym zdoła później znaleźć stałą pracę. „Ktoś przecież musi budować domy dla sławnych i bogatych” – żartowała. Dlaczego więc nie Uwe? Ku zaskoczeniu wszystkich Böhnhardt ukończył staż, a w nagrodę rodzice kupili mu samochód i opłacili kurs na prawo jazdy 10. Ale jego kartoteka policyjna robiła się coraz dłuższa: stawianie oporu przy zatrzymaniu, podburzanie do ataków na policjantów, kopanie i próba uderzenia funkcjonariusza, nielegalne posiadanie broni palnej. Niebawem do tej listy doszły wymuszenie, napaść i posługiwanie się symboliką nazistowską. Böhnhardt został aresztowany, ale gdy wyszedł na wolność, znów robił to samo, siejąc na ulicach Jeny przemoc i zamęt.

W pewien wiosenny dzień 1992 roku, w czasie kiedy Beate pracowała jako pomocnica malarza, a wieczory spędzała z Mundlosem w Winzerclubie – i tuż przed tym, jak Böhnhardt zaczął prześladować chłopaka, który był mu winien pieniądze – czternastoletnia Katharina König wracała do domu z meczu piłki nożnej. Nagle dwaj młodzi mężczyźni i tęga kobieta wyciągnęli ją z tłumu kibiców. Mężczyźni chwycili Katharinę od tyłu za ramiona, a kobieta zaczęła bić ją po brzuchu 11.

Katharina urodziła się w Erfurcie, mieście położonym niecałą godzinę drogi na zachód od Jeny, i była o trzy lata młodsza od Beate. Jej ojciec Lothar König był luterańskim pastorem słynącym z zaangażowania społecznego. Jesienią 1989 roku pomagał organizować tak zwane demonstracje poniedziałkowe, podczas których obywatele Niemiec Wschodnich domagali się „wolnego społeczeństwa”, a wywierana przez nich presja na władze doprowadziła w końcu do obalenia Niemieckiej Republiki Demokratycznej. W następnym roku Lothar dowiedział się o wolnym stanowisku dla pastora w pewnym małym mieście w Turyngii. Rodzina Königów spakowała więc dobytek i wyjechała do Jeny.

Przeprowadzka postawiła życie Kathariny na głowie. W Jenie bandy nacjonalistycznych skinheadów w rodzaju Beate oraz Mundlosa i Böhnhardta kręciły się późno w nocy po dworcach kolejowych, gdzie wdawały się w bójki z lewicującymi punkami[1]. Sposobem na uniknięcie pobicia przez skinów mogło być wstąpienie w ich szeregi, z piwem w jednej ręce i kijem bejsbolowym w drugiej[2]. Innym wyjściem było przyłączenie się do lewicujących punków, tym razem z piwem i puszką farby w spreju, by malować na murach antyfaszystowskie graffiti. Przynależność do jednej z tych grup pomagała chronić przed przemocą ze strony drugiej.

Jednym z niewielu miejsc, w którym oba środowiska mogły ze sobą współistnieć, był stadion sportowy Ernst-Abbe-Sportfeld, nazwany na cześć dziewiętnastowiecznego współzałożyciela przedsiębiorstwa Carla Zeissa. Wszyscy kochali piłkę nożną: młodzi i starzy, punki i skini. Katharina nie mogła sobie później przypomnieć, czy tamtego dnia drużyna gospodarzy, FC Carl Zeiss Jena, wygrała czy przegrała. Pamiętała jednak dwóch trzymających ją mężczyzn i zadającą jej ciosy kobietę. Nie była to Beate ani żaden z jej przyjaciół o imieniu Uwe. W Jenie, podobnie jak w innych wschodnioniemieckich miasteczkach w tamtym czasie, środowiska neonazistów liczyły po kilkadziesiąt osób, niekiedy nawet więcej. W połowie lat dziewięćdziesiątych służby wywiadowcze odnotowały dziewięćset trzydzieścioro prawicowych ekstremistów w całej Turyngii 12. By ich sprowokować, nie trzeba było nic mówić ani nawet popatrzeć na nich niechętnym wzrokiem. Wystarczyło to, jak ktoś był ubrany albo co mówiono o jego ojcu.

Kobieta, która biła Katharinę, miała na imię Yvonne, ale osoby spoza jej najbliższego otoczenia nazywały ją Gruba Elke – był to przydomek wzięty z piosenki popularnego zespołu punkrockowego Die Ärzte (Lekarze). Kilkanaście centymetrów wyższa od Kathariny i wiele kilogramów cięższa Yvonne nosiła typową dla skinheadek fryzurę: blond włosy krótko obcięte na czubku głowy, za to długie po bokach, z grzywką i opadającą na kark plerezą. Uderzona w brzuch Katharina upadła na ziemię, a wtedy Yvonne kopnęła ją w twarz, po czym oddaliła się niespiesznie wraz ze swoimi towarzyszami, zostawiając dziewczynę krwawiącą z rozcięcia pod lewym okiem i mocno opuchniętym policzkiem. Ktoś zaprowadził Katharinę z powrotem na stadion, gdzie lekarz opatrzył ją, a następnie wezwał karetkę, która zabrała ją do szpitala. Tam zszyto ranę pod okiem, ale blizna pozostała jej na całe życie. Ta przykra pamiątka stanowiła symbol jej inicjacji w podzieloną społeczność młodzieżową Jeny. Trójka napastników, którzy ją zaatakowali, była faszystami. Katharina przyłączyła się więc do punków oraz antify.

Niemiecki ruch antyfaszystowski narodził się jeszcze za czasów Republiki Weimarskiej, by następnie przeistoczyć się w podziemną opozycję wobec nazistów w okresie Trzeciej Rzeszy 13. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku, gdy neonaziści i faszyści coraz śmielej obnosili się z pełną przemocy ideologią, antyfaszyści starali się z nimi walczyć, ścierając się na przykład ze skrajnie prawicowymi chuliganami piłkarskimi w Hamburgu albo wyrzucając skinheadów z koncertów kapel punkowych w Berlinie. Kiedy Katharina była nastolatką, antyfaszyści w dawnych Niemczech Wschodnich dokumentowali wiece neonazistowskie, infiltrowali skrajnie prawicowe organizacje i demaskowali ich działalność. W Jenie młodzi antyfaszyści zaczęli chodzić na spotkania Junge Gemeinde (JG), klubu młodzieżowego prowadzonego przy kościele przez Lothara Königa, ojca Kathariny. Lewicująca młodzież spotykała się tam, żeby posłuchać deutschpunku. Niemiecki punk rock, powstały w latach siedemdziesiątych w takich zachodnioniemieckich miastach jak Hamburg, Düsseldorf i Berlin Zachodni, w Niemczech Wschodnich pozostawał przeważnie w podziemiu, głównie ze względu na polityczne zaangażowane, krytykujące władze teksty piosenek, które mogły zwrócić uwagę Stasi – państwowej służby bezpieczeństwa. Niemiecka odmiana punk rocka, podobnie jak amerykańska i brytyjska, charakteryzowała się szybkim, agresywnym brzmieniem, a przy tym znacznie bardziej radykalnym i antyfaszystowskim przesłaniem, a autorzy piosenek często naśmiewali się i szydzili z neonazistów.

Ci czasami odpowiadali przemocą. W październiku 1987 roku dwa najsłynniejsze zespoły antyfaszystowskie – wschodnioniemiecka Die Firma i zachodnioniemiecki Element of Crime – grały koncert w kościele w Berlinie Wschodnim. W pewnym momencie do środka wtargnęło czterdziestu uzbrojonych w kije bejsbolowe neonazistów, którzy zaczęli krzyczeć „Sieg Heil” i „precz z Żydami”. Policjanci siedzący w radiowozach na ulicy uznali, że nie będą się wtrącać – niech obie strony rozstrzygną spór między sobą.

Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.

[1] Nie wszyscy skini są neonazistami. Subkultura skinów narodziła się w londyńskiej klasie robotniczej w latach sześćdziesiątych, a później stała się popularna wśród wielbicieli punk rocka w całej Europie, w tym również w Niemczech. Ale w latach dziewięćdziesiątych osoby o lewicowych poglądach zaczęły przyjmować inny styl życia i obecnie określenie skin lub skinhead używane jest zwykle jako synonim neonazisty.

[2] Niemcy nazywają czasem lata dziewięćdziesiąte określeniem die Baseballschlägerjahre – „latami kija bejsbolowego” – w odniesieniu do neonazistów, którzy grasowali na ulicach miast, atakując za pomocą tego narzędzia lewaków, imigrantów i przedstawicieli wszelkich mniejszości.

Przypisy końcowe

Prolog. Śmierć w płomieniach

1Dokumentation. Die Aussage der Beate Zschäpe, „Die Welt”, 9.12.2015.

2 C. Binninger i in., Beschlussempfehlung und Bericht des 3. Untersuchungsausschuss gemäß Artikel 44 des Grundgesetzes, Deutscher Bundestag, 23.06.2017, s. 128–145, 185, 713.

3 K. Mudra, NSU Prozess. Der Raubüberfall von Arnstadt, „Thüringer Allgemeine”, 24.03.2015.

4Protokoll 113. Verhandlungstag – 20. Mai 2014, 25.05.2014. Wszystkie cytowane w książce protokoły są dostępne na stronie: nsu-watch.info [dalej: NSU Watch], dostęp: 10.12.2025 (przyp. red.); K. Mudra, NSU Prozess…, dz. cyt.

5Protokoll 116. Verhandlungstag – 28. Mai 2014, NSU Watch, 17.06.2014.

6 Bundesministerium des Innern, für Bau und Heimat, Verfassungsschutzbericht 2020. Fakten und Tendenzen – Kurzzusammenfassung, 2021.

7 U. S. Government Accountability Office, Countering Violent Extremism. Actions Needed to Define Strategy and Assess Progress of Federal Efforts, kwiecień 2017; U. S. Government Accountability Office, Domestic Terrorism. Further Actions Needed to Strengthen FBI and DHS Collaboration to Counter Threats, luty 2023.

8 Anti-Defamation League, White Supremacist Terrorist Attack at Mosques in New Zealand, 15.03.2019, adl.org, tinyurl.com/3wr8zcdr, dostęp: 10.12.2025.

9 Heike Kleffner w rozmowie z autorem, maj 2016.

1. Odrodzenie narodu

1NSU-Archiv, Beate Zschäpe im Winzerclub 1991, 29.09.2018, youtube.com, tinyurl.com/7j9cpmbv, dostęp: 5.12.2025.

2 M. Erdmann, Uwe Mundlos – Radikalisierung eines NSU-Terroristen, 26.11.2014, belltower.news, tinyurl.com/mwyn22fk, dostęp: 12.12.2025.

3 A. Lichtenberg, Die Mutter der Terrorzelle, 11.04.2013, dw.com, tinyurl.com/5dz2wxb3, dostęp: 5.12.2025.

4 Mitteldeutscher Rundfunk, Studium in der DDR, 11.01.2022, mdr.de, tinyurl.com/2edzp4ha, dostęp: 5.12.2025; R. Einax, Im Dienste ausenpolitischer Interessen. Auslandische Studierende in der DDR am Beispiel Jenas, „Die Hochschule” 2008, nr 1, s. 167–169.

5 J. Juttner, Unser Vertrauen war weg, „Der Spiegel”, 16.11.2012.

6 M. Baumgärtner, M. Böttcher, Das Zwickauer Terror-Trio. Ereignisse, Szene, Hintergründe, Berlin 2012, s. 24; Zu Hause bei Familie Zschäpe, „Die Zeit”, 24.05.2021.

7 W. Schmidt, Die Unfassbare, „Taz”, 13.04.2013.

8 J. Juttner, Die Frau mit den zehn Namen, „Der Spiegel”, 4.05.2013.

9The Company’s History of ZEISS – At a Glance, abdo.rg.uk, tinyurl.com/5fy5m5vx, dostęp: 20.12.2025.

10WG „Carl Zeiss” eG, Chronik der Wohnungsgenossenschaft „Carl Zeiss” eG. 60 Jahre Gemainsam, 1954–2014, [brak miejsca wydania] 2016.

11The Construction of the Berlin Wall, berlin.de, tinyurl.com/27v9vwz5, dostęp: 5.12.2025.

12 M. Eddy, Günter Schabowski, Whose Gaffe Helped Burst the Berlin Wall, Dies at 86, „The New York Times”, 1.11.2015.

13 T. G. Ash, Yearning to Breathe Free, „The New York Review of Books”, 11.05.2023.

14 S. Somaskanda, Germany’s Thatcherite Turn. How Privatisation Became a Flashpoint in East Germany, „New Statesman”, 2.11.2019.

15 R. Dornbusch, H. Wolf, Economic Transition in East Germany, „Brookings Papers on Economic Activity” 1992, nr 1, s. 235–272.

16 J. Gramlich, East Germany Has Narrowed Economic Gap with West Germany Since Fall of Communism, but Still Lags, 6.11.2019, pewresearch.com, tinyurl.com/3dkp94vb, dostęp: 5.12.2025.

17 Bundesministerium für Wirtschaft und Klimaschutz, Annual Report of the Federal Government on the Status of German Unity 2019, Berlin 2019.

18Carl Zeiss baut in Jena nochmals 650 Stellen ab, „Süddeutsche Zeitung”, 18.02.1995.

19 S. Paetrow, Birds of a Feather. 20 Years of Reunification at Carl Zeiss, Hamburg 2011.

20 Ch. Fuchs, Beate, die braune Witwe, „Die Zeit”, 31.05.2012.

21 A. Förster, Vom unbeschwerten Teenager zur Terroristin, „Stuttgarter Zeitung”, 5.05.2013.

22 Deutscher Bundestag, Beschlussempfehlung und Bericht des 2. Untersuchungsausschusses nach Artikel 44 des Grundgesetzes, 22.08.2013, s. 75–76.

23 W. Schmidt, Die Unfassbare, dz. cyt.

24 R. Lüdecke, Glatzenpflege auf Staatskosten. Die fatalen Folgen der akzeptierenden Jugendarbeit in den „Baseballschlägerjahren”, 25.09.2013, amadeu-antonio-stiftung.de, tinyurl.com/3ncehhpm, dostęp: 5.12.2025.

25 Thüringer Landtag, Bericht des Untersuchungsausschusses 5/1 „Rechtsterrorismus und Behördenhandeln” (raport komisji), Erfurt 2014, s. 163.

26 T. Grund, Die Stasi, der NSU & ich. Mein Leben in Thüringen, Hamburg 2020, rozdz. 6.

27 M. Baumgärtner, M. Böttcher, Das Zwickauer Terror-Trio…, dz. cyt., s. 23.

28Protokoll 69. Verhandlungstag – 18. Dezember 2013, NSU Watch, 27.12.2013.

29Protokoll 70. Verhandlungstag – 19. Dezember 2013, NSU Watch, 27.12.2013.

30 Staatsanwaltschaft Zwickau, Sachakte. Ermittlungsverfahren gegen Beate Zschäpe, s. 400–402.

31Uwe Mundlos als Teenager von der RAF fasziniert, „Die Welt”, 12.03.2015.

32 Bundesrepublik Deutschland – Bundesamt für Justiz Strafgesetzbuch (StGB) § 86a Aussetzung des Strafrestes bei lebenslanger Freiheitsstrafe.

33 Bundesministerium der Finanzen, Wiedergutmachung – Regelungen zur Entschädigung von NS Unrecht, 3.05.2018, bundesfinanzministerium.de, tinyurl.com/yeynwvkx, dostęp: 5.12.2025.

34 T. Meron, Reflections on the Prosecution of War Crimes by International Tribunals, „American Journal of International Law” 2006, nr 100 (3), s. 551–579; T. Staff, Historian Exposes Germany’s Minute Number of Convictions for Nazi War Crimes, „The Times of Israel”, 10.11.2018.

35 Deutscher Bundestag, Drucksache 17/8134, 14.12.2011, bundestag.de, tinyurl.com/mrxfkwzn, dostęp: 5.12.2025.

36 H. Mund, S. Cords, How Germany Deals with “Mein Kampf”, 25.08.2015, dw.com, tinyurl.com/bdkmeynv, dostęp: 5.12.2025.

37Protokoll 192. Verhandlungstag – 12. März 2015, NSU Watch, 12.03.2015.

38Beate Zschäpe im Portrat auf den Spuren in Winzerla, „Weser Kurier”, 9.12.2015.

39 T. Grund, Die Stasi, der NSU & ich…, dz. cyt.

40Protokoll 69. Verhandlungstag –18. Dezember 2013, NSU Watch, 27.12.2013.

41Protokoll 61. Verhandlungstag – 27. November 2013, NSU Watch, 3.12.2013.

42 M. Quent, Rassismus, Radikalisierung, Rechtsterrorismus, Weinheim 2019, s. 239–245.

2.  Nowi naziści

1Dokumentation. Die Aussage der Beate Zschäpe, „Die Welt”, 9.12.2015.

2Protokoll 57. Verhandlungstag – 19. November 2013, NSU Watch, 22.11.2013.

3Protokoll 125. Verhandlungstag – 9. Juli 2014, NSU Watch, 21.07.2014.

4 G. Schäfer i in., Gutachten zum Verhalten der Thüringer Behörden und Staatsanwaltschaften bei der Verfolgung des „Zwickauer Trios”, Erfurt 2012, s. 26–27, 29–31.

5 W. Schmidt, Die Unfassbare, „Taz”, 13.04.2013.

6Protokoll 275. Verhandlungstag – 13. April 2016, NSU Watch, 13.04.2016.

7 Mario Melzer, były funkcjonariusz policji, w rozmowie z autorem, wrzesień 2022.

8 Deutscher Bundestag, Beschlussempfehlung und Bericht des 2. Untersuchungsausschusses nach Artikel 44 des Grundgesetzes, 22.08.2013, s. 77.

9 Tamże.

10 Thüringer Landtag, Bericht des Untersuchungsausschusses 5/1 „Rechtsterrorismus und Behördenhandeln” (raport komisji), Erfurt 2014, s. 795, 914–915.

11