Białe maski / szare twarze. Ciało, pamięć, performatywność w perspektywie postzależnościowej - Redakcja: Ewa Graczyk,Monika Graban-Pomirska, Monika Żółkoś, Magdalena Horodecka - ebook

Białe maski / szare twarze. Ciało, pamięć, performatywność w perspektywie postzależnościowej ebook

Monika Żółkoś, Redakcja: Ewa Graczyk, Magdalena Horodecka, Monika Graban-Pomirska

0,0
16,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Formuła tytułu książki Białe maski / szare twarze – metaforyczna plama Rorschacha – stała się impulsem do rozważań na temat psychofizycznych  dyskomfortów i cierpień odczuwanych przez mieszkańców peryferyjnej, środkowo-wschodniej Europy; zachętą do pochylenia się nad dolegliwościami zapisywanymi niestrudzenie przez miejscowych pisarzy, artystów i intelektualistów. W pierwszej części tomu zostały zgromadzone artykuły przedstawiające problematykę ucieleśnionych podmiotowości postrzeganych w kontekście wojny i komunizmu.  Autorzy i autorki analizują w niej „przetaczanie się” przez trzy pokolenia perypetii nie/pamięci o Zagładzie i dziedzictwie dwu totalitaryzmów. Druga część książki składa się z tekstów skupionych na doświadczeniu środkowo-wschodnich Europejczyków postrzeganym w perspektywie napięć przestrzennych. Badaczki i badacze opisują rozmaite odmiany wykorzenienia i migracji oraz (utracone najczęściej) poczucie zadomowienia; proponują badanie ucieleśnionych podmiotowości kształtujących się w post/zależnościowym kontekście de/formującym relacje etniczne, klasowe oraz płciowe.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 722

Rok wydania: 2015

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Wprowadzenie

Propozycja, żeby tom ten nazwaćBiałe maski / szare twarze, była szczególnego rodzaju prowokacją. Pomysłodawczynie tomu ikonferencji wyobraziły sobie, że zaproponowana formuła– metaforyczna plama Rorschacha– stanie się impulsem do przemyślenia polskiej czy post/sowieckiej wersji teorii mimikry Homi Bhabhy. Rezultat okazał się nieoczekiwany. Autorki iautorzy zgromadzonych wtomie tekstów nie potraktowali formuły białe maski / szare twarze wtaki sposób, żeby wich artykułach aktywizował się obraz– nawet bardzo pośredni– dwóch stron, dwojga antagonistów czy duetu asymetrycznych partnerów. Szary prawie nigdy nie był traktowany wopozycji do białego, okazał się ważnym iwzględnie autonomicznym aspektem postzależnościowego statusu subalternów.

Książkę zdominowało bogactwo semantyczne metaforycznych znaczeń szarości odniesionych do ludzkiej cielesności ipodmiotowości. Szare okazało się to, co niejasne, niewyjaśnione, trudne do wyjaśnienia. Szare okazało się to, co znajduje się wkręgu podejrzeń, wsferze nie całkiem wyjaśnionej winy. Szare okazało się czymś, co się ukrywa, zlewa zotoczeniem, szare nie chce, nie potrafi, nie ma możliwości przeciwstawiać się, nie odróżnia się od otoczenia. Szary sygnalizuje letarg iapatię, osłabienie czy wręcz zanik sprawczości. Szarość skóry/twarzy/wyglądu to symptom złego samopoczucia, braku zadowolenia zżycia. To sygnał świadczący ochorobie, słabościach, cierpieniu. Szare to nieprzyciągające oka, niewidzialne, nieatrakcyjne, nieładne. Szare jest nudne. Szare to codzienne, zwykłe, przeciętne: wzwiązku ztym, wstereotypowym rozumieniu, jest kobiece, awłaściwie babskie. Dla przeciwwagi potrafimy wyobrazić sobie, że za kilka lat uczestniczymy wprojekcie badawczym zatytułowanym: Kolorowe jarmarki iinne radości, pociechy ichwile szczęścia wpost/sowieckim świecie.

Pierwsza część książki zatytułowana Biedne ciała. Pamięć ilament gromadzi artykuły analizujące problematykę cielesności, podmiotowości ipamięci wkontekście doświadczeń wojny ikomunizmu. To połączenie pozwoliło ujawnić długie, przenoszone przez co najmniej trzy pokolenia trwanie straumatyzowanej pamięci oHolokauście iwojnie totalnej. Straumatyzowana pamięć ipostpamięć mieszkańców post/sowieckiej części Europy ciągle kształtuje (idestruuje) powojenną teraźniejszość. Zranione ciała, podmiotowości irelacje społeczne, wktóre wchodzili– iwchodzą– mieszkańcy środkowej iwschodniej Europy, nie wróciły do stanu (względnej równowagi?) zczasów przedwojennych. Destrukcyjny impuls Zagłady iwojny światowej działał wkomunizmie, idziała nadal po nim, bardzo wolno wygasając wpamięci ipostawach kolejnych pokoleń. Ichoć niewątpliwy jest ogrom różnic pomiędzy grozą opisaną przez Martę Tomczok wartykule Masakrowanie ciała. Przemoc cielesna ijej funkcje wnarracjach pojedwabieńskich adolegliwościami wystawania wpeerelowskich kolejkach, opisanymi przez Ewę Kraskowską wtekście Po szarość. Rzecz oliterackich obrazach kolejek wPRL, to jednak niewątpliwie uciążliwa idestruująca rzeczywistość post/sowiecka powstała jako skutek wojny iuzyskała swój kształt „dzięki” szczególnej „współpracy” nazizmu ikomunizmu.

Prawie wszystkie artykuły znajdujące się wpierwszej części książki analizują ibadają kwestię zwielokrotnienia perspektyw czasowych (rozbicia czasu) sytuacji doświadczania przeżyć skrajnych idawania onich świadectwa. Ukazują szczególną wielowarstwowość, tekstualność samego doświadczania iliczne paradoksy konstruowania tekstu na ten temat.

Ewa Graczyk wswoim eseju zatytułowanym Machina nicościująco-dezorientująca. Rekonesans analizuje przenikanie resztek nazistowskiej machiny Zagłady wsocrealistyczną rzeczywistość ijej nie/obecność wzróżnicowanych peerelowskich rejestrach językowych. Jest to pierwszy zdwóch zamieszczonych wtej części książki artykułów proponujących bardziej ogólną perspektywę oglądu obszaru postsowieckiego; drugim jest tekst Leonory Flis. Autorka analizuje wnim postkomunistyczne uwikłania współczesnych krajów bałkańskich.

Marta Tomczok bada sposób, wjaki założycielska relacja Szmula Wasersztajna ulegała przekształceniom wtekstach szczególnego „gatunku”, jakim okazują się narracje pojedwabieńskie. Autorka analizuje „literackie” cechy świadectwa Szmula Wasersztajna idalsze jego modyfikacje wpracach Grossa, Słobodzianka iPilisa. Bartosz Dąbrowski wtekście Postpamięć, wygnanie, diaspora. Autobiograficzne narracje Marianne Hirsch iEvy Hoffman komplikuje wieloaspektowość problemu rozpryskowego istnienia Holokaustu wżyciu itekstach ocalonych iich dzieci. Autor analizuje dodatkową trudność, którą staje się emigracja izmiana języka artykulacji urazu jako czynnika komplikującego rozszczepienia czasoprzestrzeni, wktóre wpada post/pamięć. Agnieszka Gajewska wartykule Czy Marsjanin to zwierzę? Gatunkowe rozważania wprozie Stanisława Lema prezentuje fragment swojej szeroko zakrojonej pracy nad re/interpetacją twórczości autora Edenu jako mówiącej oZagładzie. Łukasz Jaroń weseju Słowo na „ży”. Niewypowiedziana tożsamość wnarracjach rodzinnych Ewy Kuryluk analizuje rozproszoną, rozbitą strukturę czasową narracji autobiograficznych pisarki. Ukazuje, że wpuzzlach Goldiego iFrascati opowiedziana zostaje egzystencja rodziny, której trauma ocalałej zZagłady matki narzuca kontynuowanie ukrywania się również po wojnie.

Hanna Gosk wartykule Oczym mówi (ubrane) ciało subalterna? Diarystyczno-wspomnieniowe ujęcia pasygrafii stroju wpolskim czasie marnym (1939–1956). Rekonesans omawia znaczenie ubioru jako znaku kulturowego będącego równocześnie orężem wwalce owyrażanie swojej indywidualności wwarunkach totalitarnych państw, jak inarzędziem maskującego, ułatwiającego przetrwanie, kamuflażu. Ewa Kraskowska wswoim eseju punkt semantycznej ciężkości umieszcza wPRL-u, jej artykuł ukazuje literacki mikroświat „ogonkowy” wtwórczości powojennych prozaików ipoetów. Wraz ztekstem Anny Dargiewicz znów powracamy wkrąg brutalnych zbrodni, tym razem stalinowskich. Autorka analizuje podjęty wutworze Śród żywych duchów przez Małgorzatę Szejnert wysiłek odzyskania wiedzy ipamięci ookolicznościach śmierci imiejscach pochówku więźniów zabitych wokresie stalinowskiego terroru. Kornelia Ćwiklak wstudium Podmiot iciało wpowieści Joanny Bator „Ciemno, prawie noc” ukazuje zhiperbolizowane, groteskowe, prawie satyryczne, nagromadzenie opowieści onieszczęściach spadających na bohaterkę Bator, jej rodzinę– iwszystkich prawie mieszkańców Wałbrzycha. Szczątki wojennego zła regenerują się ciągle, powracając, przyłączają się do jego współczesnych przejawów. Jeszcze raz zatoczyliśmy koło, kierując się z powrotem po spirali do wojennej katastrofy, poprzez straumatyzowaną postpamięć urodzonej wlatach 60. bohaterki. Jeszcze raz przeszłość iteraźniejszość dla doświadczających Wojny iZagłady, dla ich dzieci iwnuków, okazała się jednością odwu obliczach, awersem irewersem tej samej monety.

Osobny blok artykułów Ciała migracyjne, tubylcze, tułacze. Klasa, rasa, gender przedstawia problematykę postzależności isomatyczności wperspektywie napięć przestrzennych; między sytuacją wykorzenienia imigracji adoświadczeniem tubylczości. Zgromadzone tu teksty proponują ogląd cielesności uwikłanej wsieć władzy, którą można sproblematyzować– jak czynią to autorzy iautorki– przy zastosowaniu fundamentalnych kategorii badawczych, sytuujących się wobszarze etniczności, klasowości oraz płciowości. Wpierwszej części tego bloku zamieszczone zostały artykuły, zktórych większość wyrasta ze zwrotu topograficznego whumanistyce, co przejawia się wrażliwością autorek na lokalność iregionalne zróżnicowania tożsamościowe. Przedstawione wtych tekstach interpretacje tzw. literatury korzennej oraz postosiedleńczej pokazują, jak cenne poznawczo dla myślenia postzależnościowego mogą być pojęcia odwołujące się do doświadczeń dwudziestowiecznych migracji, re- idepatriacji oraz topograficznego ujęcia tożsamości. Sposoby interpretowania przez autorki przestrzennego ikulturowego wymiaru postzależności odwołują się do kilku niezwykle cennych pól badawczych, zktórych najsilniej eksponowane są studia somatyczne oraz zwrot performatywny. Nie mniej istotną rolę odgrywają pojęcia rozwijane wramach badań nad Zagładą, które okazują się użyteczne także dla problematyki niezwiązanej bezpośrednio zHolokaustem, by przywołać tylko kategorię postpamięci czy refleksję nad traumą imechanizmami jej dziedziczenia.

Tę część książki otwiera artykuł Małgorzaty Mikołajczak Choroba migrantów– literacka epikryza ipatogeneza (na przykładzie narracji osadniczej ipostosadniczej), opisujący powieściowe obrazy zasiedlania tzw. „Ziem Odzyskanych” jako doświadczenie ciała, często radykalne iprzemocowe. Wtym ujęciu choroba okazuje się– mówiąc za kanonicznym tekstem Susan Sontag– tyleż metaforą wykorzenienia oraz „bycia nie usiebie”, ile realną patologią somy, wyrastającą na gruncie urazowości. Wdialog ztym artykułem wchodzi tekst Kingi Siewior Ciało (post)przesiedleńcze, która zwraca uwagę na rolę poetyki choroby oraz somatycznych deformacji wliteraturze traktującej o„Ziemiach Odzyskanych”. Szeroko rozumiana cielesna patologia okazuje się nie tylko ważnym wymiarem doświadczenia przesiedleńczego, ale też formą komunikowania tożsamościowych niedogodności. Artykuł Bożeny Chołuj oraz Małgorzaty Zduniak-Wiktorowicz ukazuje nawarstwienia polsko-niemieckich napięć oraz zależności woparciu owspółczesną literaturę ipublicystykę. Posługując się optyką pokoleniową, autorki poruszają problem międzygeneracyjnego przepływu stereotypów oraz dziedziczenia winy ikulturowych stygmatów, który to mechanizm został opisany przede wszystkim wwymiarze somatycznym.

Osobny wątek rozważań wtej części stanowi refleksja nad rasą, obecna zarówno wtekstach omniejszościach etnicznych, jak poświęconych pobytom polskich pisarzy wAfryce. Analizy te wpisują się wobecną już wpoprzednich tomach tendencję włączania problematyki postcolonial studies wnurt badań postzależnościowych. Wyraźniej niż dotąd wybrzmiewa jednak wtym wątku problematyka reprezentacji etnicznej wliteraturze, jej performatywności oraz związanej znią problematyki sztafażu izłożonych mechanizmów stereotypizacji Innego. Zdrugiej strony– szczególnie wtekstach Barbary Fride oJanie Józefie Szczepańskim iMagdaleny Horodeckiej oLidii Ostałowskiej– ujawniają się przeciwne, antyhegemoniczne iantystereotypowe tendencje obecne wpolskiej literaturze, wciąż jednak świadomość konstrukcyjności tych etnograficznych narracji pozostaje ważnym wątkiem analiz. Istotna wcałym prezentowanym tu tomie kategoria performatywności pełni szczególną rolę wtekście Doroty Wojdy poświęconym kluczowej kolonialnej figurze ludożercy wtwórczości polskich futurystów. Badaczka proponuje formułę „chybionej mimikry”, wskazując na antykolonialną intencję pisarzy, połączoną zich uwikłaniem wdyskurs dominacji idyskryminacji, oparty na powielaniu stereotypów rasowych. Wczasy po II wojnie światowej ipowikłania losów reprezentantów mniejszości etnicznych wPRL-u wprowadza tekst Heleny Duć-Fajfer, która analizuje strategię „biczowania czarnością” oraz związaną znią wizję ideologii ipraxis komunizmu– monoetnicznej, dyskryminującej ieliminującej mniejszości.

Na afrykański wątek składają się teksty Barbary Fride iMoniki Wójciak. Pierwsza ujawnia intelektualne inspiracje Szczepańskiego iwskazuje na postkolonialne antycypacje obecne wjego reportażach. Natomiast Monika Wójciak analizuje narracyjne opracowanie tematu polowań wtwórczości Ady Wińczy, ukazując kody imperialne ielitaryzm tej praktyki, atakże kolonialne klisze, które ta autorka konsekwentnie przypisuje czarnoskórym bohaterom swych utworów.

Wsymptomatyczny dyptyk układają się też dwie kolejne rozprawy poświęcone obrazowi Romów wpolskiej literaturze. Pierwsza, autorstwa Emilii Kledzik, podejmuje analizę konstrukcji negatywnego wizerunku Cygana oraz orientalizującej, sensualnej kliszy „Romki-pięknej Cyganki” wtwórczości Franciszka Dionizego Kniaźnina iJózefa Ignacego Kraszewskiego. Wopozycji do XVIII- iXIX-wiecznej figury Cygana wpolskiej literaturze sytuować można twórczość Lidii Ostałowskiej, azwłaszcza zbiór jej reportaży Cygan to Cygan analizowanych wtomie przez Magdalenę Horodecką. Wskazane przez badaczkę narracyjne strategie Ostałowskiej odwracają ugruntowany wpolskiej kulturze stereotyp, przynosząc wiedzę zróżnicowaną, nieoczywistą ieksponującą podmiotowy punkt widzenia.

Wposzerzaniu pola badawczego teorii postzależnościowych iposzukiwaniu nowych terenów naukowej eksploracji inspirującą rolę odgrywa włączenie wich obręb kategorii zzakresu krytyki feministycznej, zwłaszcza tej zorientowanej kulturowo, badań genderowych oraz dyskursu klasowego. Szczególnie cenny wydaje się dialog studiów postzależnościowych zproblematyką trzeciej fali feminizmu, uformowanej wlatach 90. XX wieku, której głównym dążeniem było podkreślanie różnorodności kobiecego doświadczenia, odmiennego wzależności od rasy, tradycji, kultury imiejsca społecznego. Wswoim artykule Od bogini do mięsa Aleksander Fiut pokazał obecne we współczesnej prozie mocno zróżnicowane obrazy kobiecej cielesności, która podporządkowana jest odmiennym funkcjom, od erotycznej po macierzyńską. Rozszczelnienie binarnego układu płci, atakże tożsamości seksualnej, prowokuje, aby ukazać problematykę zależności ipostzależności wświetle dyskursu mniejszościowego, co czyni wswoim artykule Błażej Warkocki. Słabo znaną historyczną powieść Zygmunta Kaczkowskiego Bracia ślubni umieszcza autor wkontekście różnych odczytań sarmatyzmu (zderzając koncepcje Ewy Thompson iJana Sowy). Jednocześnie proponuje własną jego interpretację, wktórej męskie więzi homospołeczne stanowią podstawę sarmackiego projektu politycznego, „alegorię spójności państwa inarodu”.

Dwie kolejne rozprawy układają się wdyptyk poświęcony kulturze ukraińskiej, wktórym na pierwszy plan wysuwają się pytania okonsekwencje politycznego ikulturowego podporządkowania oraz namysł nad poszukiwaniem suwerenności artystycznej wsytuacji postzależnościowej, ukazanej jako doświadczenie somatyczne. Dla ukraińskich pisarek Oksany Zabużko iJewhenii Kononenko, których twórczość omawia Paulina Olechowska, ciało to pole bitwy, związane zarówno zdoznawaniem cierpienia (kiedy podlega/ulega dominacji mężczyzny), jak iprzyjemności, azarazem miejsce oporu. Męska przemoc ikobieca bierność są, według diagnozy autorek, wytwarzane wodpowiedzi na wielowiekową sytuację opresji, bycia narodem skolonizowanych obywatelek iobywateli. Tym samym prywatne było ijest polityczne, podobnie jak wtwórczości ukraińskiego artysty Ihora Podolczaka. Tematem jego obrazów jest erotyka iprzemoc, wypełniają je ciała okaleczone, bezwstydne, zmasakrowane. Powtarzające się motywy bólu, cierpienia iuprzedmiotowienia Marta Zambrzycka odczytuje jako metaforyczny zapis historycznego ukraińskiego doświadczenia podporządkowania.

Kolejne zamieszczone wtomie artykuły wyrastają zwrażliwości na miejsce społeczne iwłączają do rozważań postzależnościowych problematykę klasy. Paweł Tomczok analizuje literackie obrazy cielesności robotników, wykorzystując strategię tropienia śladów, symptomów, zapisów iprzemilczeń podszytych resentymentem. Kategorie wypracowane przez postkolonializm (m.in. refleksja Frantza Fanona opsychosomatyce skolonizowanego czy Homi Bhabhy odwuznacznej figurze kolonizatora jako ojca iciemiężcy) posłużyły Karolinie Wawer do opisu relacji między kulturą szlachecką ichłopską, zktórych pierwsza uznawana jest za wzorcową, druga za podrzędną. Kastowość dawnego państwa szlacheckiego ijego najważniejszy, traumatyzujący wiele pokoleń przejaw– niewolnictwo pańszczyźnianych chłopów– znajduje psychologiczną, symboliczną ijęzykową reprezentację wtekstach Wiesława Myśliwskiego. Szczególnym podsumowaniem tego wątku, przywołującym realne, niefikcjonalne doświadczenie, jest przedstawiona przez Agnieszkę Kozik analiza przebiegu iprzyczyn niepowodzenia projektu artystycznego Global Prosperity. Jego celem była– wykreowana przez artystów– zakończona fiaskiem próba „odtworzenia” wnowej przestrzeni geograficznej ispołecznej sytuacji solidarności robotniczej.

Na koniec chciałybyśmy podkreślić jeszcze jedną kwestię: większość zamieszczonych wtej książce refleksji nad kondycją postzależnościową spina nie tylko problematyka somatyczna, ale też namysł nad konstytuowaniem się podmiotowości jednostkowej izbiorowej, nad pamięcią/zapomnieniem iich instrumentarium. Takie właśnie odnajdujemy ukryte ostrze proponowanych artykułów: prowokowanie pamięci, uruchamianie społecznego wzroku, wprowadzanie wobszar widzialnego tego, co bolesne, transparentne, przemilczane, wyparte. Ztą intencją oddajemy wręce czytelników piąty tom serii Centrum Badań Dyskursów Post- zależnościowych.

Ewa Graczyk

Monika Graban-Pomirska

Magdalena Horodecka

Monika Żółkoś

CZĘŚĆ I

Biedne ciała. Pamięć ilament

Ewa Graczyk

Machina nicościująco-dezorientująca. Rekonesans

Dla krajów drugiego świata, dla środkowoeuropejskich iwschodnioeuropejskich obszarów (potem sowieckich, dzisiaj postsowieckich), nie można wyznaczyć jednego kluczowego czynnika decydującego oich szczególnym, „gorszym” od zachodniej Europy statusie. Dla nieeuropejskich obszarów dawniej skolonizowanych, tym kluczowym czynnikiem była iwciąż jest kolonizacja. Gorszość– wyrażona wprzybliżony sposób wsłowie „zależność”– środkowej iwschodniej Europy ma jakby warstwowy charakter, składa się na nią wiele czynników. Niewątpliwie najważniejszym znich jest utrzymujący się przez wieki peryferyjny wobec krajów europejskiego centrum charakter struktury ekonomicznej, społecznej ikulturowej; ta peryferyjność daje osobie znać ciągłą deformacją rozwoju gospodarczego ispołecznego oraz zależnością od idei idzieł zrodzonych wkrajach rdzenia1. Utrzymująca się ciągle niższość Europy Środkowo-Wschodniej jest konsekwencją szczególnej postaci wyzysku gospodarczego Wschodu przez bogaty Zachód. Polega on przede wszystkim na niekorzystnym podziale zadań pomiędzy partnerami pozostającymi wasymetrycznej współpracy. Gorszość bywa też efektem politycznego uzależnienia krajów peryferyjnych od krajów europejskiego centrum, zawsze jednak dominowanie zachodnioeuropejskich uzależniających nad środkowo- iwschodnioeuropejskimi zależnymi ma niebezpośredni, problematyczny, domagający się wyjaśnienia, charakter.

Peryferyjność cywilizacyjna, gospodarcza krajów post/sowieckich jest zjawiskiem najstarszym (można ją wiązać zpóźniejszym niż wkrajach centrum wejściem wkrąg kultury śródziemnomorskiej ichrześcijańskiej), względnie podstawowym istabilnym, mającym charakter wszechogarniającego, historycznego tła, na którym pojawiają się aktualne czynniki (najczęściej) nadal komplikujące, pogarszające ideformujące rozwój ekonomiczny oraz sytuację społeczną danych krajów.

Wsferze kultury czynniki te utrudniają (wskrajnych sytuacjach blokują) swobodny rozwój tych kobiet imężczyzn zkrajów gorszej Europy, którzy pragną stać się autorkami iautorami pierwszorzędnych, oryginalnych idei idzieł.

Niewątpliwie II wojna światowa, podwójna (nazistowska isowiecka) okupacja polskich ziem; powojenny kryzys tożsamościowy; długotrwała zależność nowego typu– zależność przede wszystkim ideologiczna, ustrojowa od sowieckiej Rosji– oznaczająca względną izolację gospodarczą ikulturalną od krajów zachodniej Europy– to składniki tworzące nowy, gruby słój na starym drzewie polskiej czy środkowoeuropejskiej (postsowieckiej) peryferyjności.

Po 1945 roku Polska poznała trzy kombinacje etnicznej czystki iterytorialnej transformacji: otrzymała nowe ziemie zachodnie prawie bez ich dawnych mieszkańców, wwiększości Niemców (jak wiemy, zostali przymusowo wysiedleni); straciła dawne ziemie wschodnie, lecz nie ich mieszkańców, bo do 1956 przyjechała do nowej Polski większość obywateli ziem utraconych na wschodzie. Najbardziej skomplikowaną, wieloaspektową imającą najgłębsze konsekwencję stratę spowodowała Zagłada– „zniknęły” miliony Żydów ze wszystkich regionów przedwojennego kraju; „zniknęli” ci, którzy wdawnym państwie stanowym, wdużym stopniu jeszcze feudalnym, byli nie tylko mniejszością etniczną ireligijną, pełnili również– wdużym stopniu– rolę trzeciego stanu; nielicznego wII Rzeczpospolitej, mieszczaństwa (jak wiemy, zasymilowani Żydzi byli również wybitnymi polskimi twórcami, członkami międzywojennej elity intelektualnej, literackiej iartystycznej). Po wojnie pojawiły się więc trzy kombinacje społecznej iterytorialnej relacji zbrakiem: wjednej istniały ziemie, cudze domy imieszkania bez ich niedawnych mieszkańców, wdrugiej ludność „kresowa” pojawiała się na nowych polskich ziemiach zpamięcią tylko rodzimych krajobrazów idomostw; zaś nieobecność mniejszości żydowskiej wywołała upolskiej większości efekty podobne do tych, które woku Kaja wytworzył okruch zdiabelskiego lustra: wszystkie doświadczenia iobrazy uległy pozornie drobnej (jakby kropelkowej), lecz wszechobecnej deformacji.

Po 1945 roku wytworzyła się fundamentalna itrwała dwuznaczność, na której opierał się byt powojennego państwa: zjednej strony dla znacznej części nacjonalistycznie, ksenofobicznie nastawionej zbiorowości nieobecność Żydów iinnych mniejszości narodowych była ogromnym „szczęściem” Polski, jednocześnie jednak nagłe znalezienie się „dumnej nacji” wobrębie niewielkiego państwa zależnego od sowieckiej Rosji wywoływało ogromny kryzys tożsamościowy, było uważane za „nieszczęście”. Niemal zdnia na dzień Polska przekształciła się zorganizmu będącego pozostałością po Rzeczpospolitej Wielu Narodów wPolskę Ludową– niewiele lepiej niż kolejną sowiecką republikę. Społeczeństwo „zgubiło” większość wewnętrznych innych; polski naród stał się jedynakiem; stracił otaczającą go wieloetniczną gromadę– odbieraną jako niższa od narodu panów, zwłaszcza od kresowych kolonizatorów.

Powojenna homogeniczność etniczna, narodowa oraz wyznaniowa Polski spowodowała, że po wojnie stała się paradoksalnym krajem katolików rządzonym przez prosowieckich ateistów (choć raczej tylko oficjalnie niewierzących).

W1939 roku doszło do wydarzenia pod wieloma względami odmiennego od katastrof, które przydarzały się Polsce wcześniej: najechały na nią– wniewielkim odstępie czasu– dwa państwa ideologiczne, które poprzez akty podboju realizowały na ziemiach polskich swoje utopijne projekty; praktykowały tu, obliczone na gigantyczną skalę, teorie. Ihitlerowskie Niemcy isowiecka Rosja poprzez zbrodnicze działania de/formowały polską zbiorowość, jej tkankę ekonomiczną ikulturową, de/formowały ją zjednej strony według swoich zamierzeń, zdrugiej jednak wsposób nieprzewidywalny dla nikogo.

Okupacja niemiecka trwała „tylko” kilka lat (na zachodzie sześć, na wschodzie cztery), niewątpliwie jednak nazistowski sprawca zostawił polskiemu społeczeństwu spadek, który kształtuje jego los do dzisiaj; obok walki ioporu zhitlerowskim okupantem, pojawiły się wczasie wojny rozmaite formy „obrotności”, od „przedsiębiorczości” aż po bandytyzm2. Najciemniejszym aspektem tego drugiego wymiaru było zachowanie znacznej części polskiej zbiorowości wobec Zagłady Żydów.

Mechanizm niemieckiej maszynerii Zagłady de/formujący poczucie sprawstwa iodpowiedzialności udziałających wjego ramach funkcjonariuszy rozmaitego szczebla3 na terenach Europy Środkowej iWschodniej (potem post/sowieckiej) zetknął się zmieszkańcami peryferii, zktórych większość tkwiła wprzednowoczesnych jeszcze wspólnotach. Stali się oni świadkami/gapiami Zagłady, azczęści nazistowska machina tanatyczna uczyniła swoich pozaformalnych, bandyckich współpracowników4. Niewątpliwie oni także doświadczyli de/formacji swojej sprawczości iodpowiedzialności, wodmienny jednak sposób niż oficjalni reprezentanci państwowej nazistowskiej machiny tanatycznej5.

Świadkowie/gapie Zagłady stykali się zsytuacjami, które ich wgłęboki sposób demoralizowały, stwarzały pokusę kryminalnego sięgnięcia po dobra dotąd dla nich niedostępne; napotykali ciągle możliwość, żeby przyłączyć się za sprawą „małych”, „pokątnych” zbrodni do wielkich, „konstrukcyjnych” mordów nazistowskich władców. Można więc powiedzieć, że polscy (szerzej: środkowo- iwschodnioeuropejscy) świadkowie Zagłady otrzymali podczas wojny pozwolenie dominującego nazistowskiego sprawcy– wytwórcy ipraktyka ludobójczej ideologii, kreatora zbrodniczej ramy prawodawczej– na to, żeby (również) zabijać Żydów. Wielu polskich gapiów ztego pozwolenia skorzystało istało się zarówno wczasie wojny, jak ipo niej, sprawcami wtórnymi, sprawcami pogromów oraz bandyckich, kryminalnych zbrodni na Żydach: zabójstw, gwałtów, rabunków; wielu stało się szmalcownikami idonosicielami6.

Pierwsze, nazistowskie uderzenie maszyny tanatycznej ulokowało swoje „utopijne” epicentrum na ziemiach polskich– nazistowskie obozy śmierci znajdowały się obok ludnych polskich wsi imiasteczek– Treblinki, Bełżca, Sobiboru, Oświęcimia– sowieckie uderzenie paraliżowało mieszkańców Europy Środkowej odgłosami masowych eksterminacji dokonywanych daleko poza jej obszarem. Nazistowskie uderzenie skończyło się nagle, gwałtownie, ale zostawiło za sobą skutki, które na zawsze odmieniły oblicze tej ziemi; drugie uderzenie, sowieckie, korzystało ze zmian dokonanych rękami nazistów (między innymi zucieczki elit politycznych II RP za granicę we wrześniu 1939 roku, zwymordowania znacznej części polskiej elity intelektualnej ipolitycznej podczas Powstania Warszawskiego, destrukcji struktur własnościowych wtrakcie ina skutek Zagłady), dziedziczyło skutki transformacji wprowadzonej przez nazistowskich „utopistów” iprowadziło je dalej, na swoich już zasadach.

Wlatach 1944–1945 sowieci zastąpili nazistów, montując wPolsce swoją konstrukcjo-destrukcję. Druga „utopia” nastąpiła po pierwszej, choć pod wieloma względami przejęła spadek pierwszej, komuniści robili wszystko, żeby zamazać ideologiczny, swoiście „rewolucyjny”, „utopijny” aspekt nazizmu; pragnęli, żeby aspekt kontynuacji, korzystania przez nich samych znazistowskich „rewolucyjnych osiągnięć” stał się niewidoczny; dążyli do tego, żeby ich własne uderzenie konstrukcyjno-destrukcyjne było traktowane jako pierwsze. Posługiwali się marksistowską interpretacją nazizmu jako formy późnego, imperialistycznego kapitalizmu– dzięki tej narracji utrzymywali tak ważny dla siebie monopol na rewolucję i„postępowość” (bo naziści wtego rodzaju wywodzie pozostawali po stronie „reakcyjnej” i„wstecznej”). Odwracali wten sposób uwagę od faktu, iż to naziści spowodowali najważniejsze przekształcenia własnościowe, że byli autorami pierwszej wielkiej „nacjonalizacji” przeprowadzonej na okupowanych przez siebie ziemiach; komuniści przejęli po nich pałeczkę przemian. To dzięki rozmiarom totalnej destrukcji/transformacji dokonanej podczas wojny, komuniści zastawali powyłamywane zamki, napotykali na stosunkowo niewielki opór społeczny iwiększość zdobyczy łatwo wpadała im wręce. Wsensie gospodarczym, wdziałaniach dotyczących struktury własnościowej, aktywność jednych idrugich miała się do siebie jak awers irewers tej samej monety7.

Pod okupacją projektantów nazistowskiej „utopii” nieżydowscy mieszkańcy peryferii Europy byli naocznymi świadkami/gapiami Zagłady iinnych ludobójstw; nazistowska „utopia” budowana była także– po Żydach– przeciw nim. To, że nie doszło do porównywalnych, choć mniej radykalnie zaprojektowanych, eksterminacji Słowian, było kwestią czasu– hitlerowcy nie zdążyli zrealizować swoich kolejnych zbrodniczych zamierzeń. Druga, powojenna „utopia” była wodmienny sposób ludobójcza; inaczej, nie wtak dotykający swego rdzenia sposób, wiązała się ze zbrodniczą eksterminacją całych grup ludności8.

Po wojnie mieszkańcy nowej Polski domyślali się sowieckich zbrodni, byli ich prawie pewni, stawały się one przedmiotem ustnych (tępionych przez cenzurę) opowieści świadków powracających zsowieckiego imperium. Przesycona lękiem niepewność dotycząca komunistycznej Rosji, gdy napotykała pewność co do nazistowskiej zbrodniczości, wytwarzała coś, co można nazwać uwięzieniem wtanatycznym zagłębiu lękowym; ludobójstwo było najważniejszą kwestią niedawnej przeszłości, ajednocześnie znów nadciągało ze wschodu. Wytwarzał się niezwykły zbieg czasów imodalności, wktórym teraźniejsza chwila życia była fenomenem wyjątkowo nikłym inieznaczącym. Niepewny moment istnienia gnieździł się wasymetrycznej dolinie śmierci (oba jej brzegi były do siebie podobne iróżniły się od siebie); lokował wewnątrz zwłoki, wniewielkim rozsunięciu pomiędzy jedną adrugą ludobójczą zbrodnią. Wobszarze tego niewielkiego rozsunięcia ogromne znaczenie miał fakt, że woczach (prawdopodobnie) większości mieszkańców powojennej Polski Żydzi po wojnie nie odzyskali ludzkiego statusu. Wamorficznym świecie rozproszonych lokalnych więzi isąsiedzkiej gadaniny, nad którymi tylko zgrubsza panowała ludowa władza, nie zapanował żaden akt legislacyjny ietyczny, który by zwystarczającą mocą zakazywał zabijania inakazywał postrzeganie żywych– którzy bardzo łatwo mogli być martwi– jako żywych, zktórymi trzeba się liczyć.

Wpolskim czy środkowoeuropejskim (post/sowieckim) zagłębiu tanatycznym, wprowizoryczności egzystencji pomiędzy masowymi zbrodniami, dalsze obowiązywanie wojennych reguł stawało się czymś „naturalnym”– wtym skrajna degradacja statusu Żydów, przedłużenie pozwolenia na ich zabijanie. Wspreparowanym wZagładzie statusie Żydów czas ludzkiego życia zepsuł się iskrócił wnajbardziej drastyczny, jakby modelowy, sposób, stając się– najdosłowniej– przedśmiertną inic nie wartą chwilą. Zdewastowana percepcja wielu świadków/gapiów Zagłady nie mogła się już skupić na życiu żywych Żydów, często nie dostrzegała go wcale, nieustannie antycypowała ich śmierć izwiązane znią korzyści. Dla tych, którzy wczasie wojny ijuż po niej przekształcali się zniechętnych gapiów wsprawców wtórnych, Żydzi byli martwi– ijako martwi, ijako żywi. Już wtej chwili (pomiędzy śmiercią pewną anadchodzącą) stawali się rzeczami, zktórych gapie/sprawcy wtórni natychmiast (s)korzystają.

Jak wiemy, ten właśnie stan patrzących na Żydów świadków/gapiów wyrażają słowa Emanuela Ringelbluma, mówiące o„nieboszczykach na urlopie”.

„Urzeczowienie” Żydów jeszcze ina tym polegało, że za życia traktowani byli jako, można by rzec, tymczasowi depozytariusze własności „pożydowskiej”. „Buty to mogłaby mi paniusia już zostawić”– powie do Miriam Rosenkranz niejaka Józefowa, która znią razem pracowała przy skubaniu pierza, w dniu kiedy już wyglądało na to, że będą likwidować getto. Zpodobną propozycją przyszła do Chai Finkelsztajn tak zwana przyzwoita osoba, sąsiadka, sugerując na samym początku pogromu w Radziłowie, żeby jej oddała lepsze rzeczy, bo przecież zaraz zginie wraz zrodziną iwtedy jacyś źli ludzie wszystko sobie wezmą9.

Ztym właśnie stanem psychicznym świadków/gapiów wiąże się powojenna eksploatacja terenów obozu wTreblince przez okoliczną ludność, anawet to, co wydarzyło się Piotrusiowi Kurylukowi wTworkach: pacjentowi szpitala psychiatrycznego wyrwano wszystkie zęby, bo niektóre znich miały złote plomby10. Było to życie wśmierci iżycie śmiercią; zagubienie momentu teraźniejszego życia poprzez antycypowanie ipasożytowanie na– wydawałoby się cudzej, żydowskiej– śmierci.

Można dopowiedzieć: prowizorycznie, chwilowo cudzej (tanatyczne zagłębie miało również taki wymiar). Nie była ona bowiem całkiem cudza; na wiele sposobów okazywała się również własna. Kiedy zabijali sąsiedzi, kiedy sprawcy wtórni pochodzili zprzednowoczesnego podłoża chłopskiej często (choć nie tylko) kultury nagle skonfrontowanej znowoczesną machiną Zagłady, wtedy (można zdużym prawdopodobieństwem podejrzewać) zabijanie twarzą wtwarz oznaczało obok śmierci ofiar również poważne psychiczne ispołeczne okaleczenie– rodzaj półśmierci– sprawców wtórnych11. Żydowski trup wszafie, zbrodnicze czy pasożytnicze przejęcie domu, sklepiku, futra, złotych zębów stawało się trwałym brzemieniem– uwięzieniem. Spadek rodzinnej isąsiedzkiej tajemnicy wytwarzał szczególnego rodzaju mafijne więzi, które poważnie utrudniały wchodzenie wżywe, zmieniające się stosownie do okoliczności, relacje międzyludzkie. Filmy dokumentalne Marcelego Łozińskiego, Agnieszki Arnold, prace etnologiczne Joanny Tokarskiej-Bakir, Pokłosie Pasikowskiego, My zJedwabnego Anny Bikont iwiele innych tekstów naukowych iartystycznych, pokazuje właściwie jednomyślnie znieruchomiałe, zastygłe wbezczasie wsie imiasteczka wkilkadziesiąt lat po zakończeniu wojny. Zbrodniarze iich rodziny, sąsiedzi, pomocnicy zbrodni, przymykający oczy, pogromowi gapie, ci, którzy „skorzystali” zZagłady, stawali się zakładnikami, więźniami, swoich zdobyczy. Można zaryzykować tezę, że najczęściej ich „pożydowski” majątek więcej im zabrał, niż dał. Gap/wtórny sprawca ijego czy jej potomkowie pogrążali się wrojeniach otrupich obszarach El Dorado, ozłotej mannie, złotych zębach, hitlerowskiej złotej rybce; zapadali wschizofreniczne szczeliny peerelowskiej oralności.

Większość gapiów/świadków/sprawców wtórnych nigdy nie otworzyła czarnych skrzynek osobistej katastrofy iwtakim stanie przeżyła długie lata, wychowując dzieci iwnuki. Półmartwych nie boli; półmartwi nie pamiętają; półmartwi nie potrzebują terapii, bo nie są straumatyzowani. To znaczy, nie wiedzą, że są– że mogliby być, że powinni, że tak by było lepiej– nie wiedzą, że powinni wykonać pracę, żeby odzyskać swój ból, swoje poczucie winy; swoją traumę.

*

Tylko trochę przesadzając, można powiedzieć, że stanowy charakter I iwczęści II Rzeczpospolitej, zastąpiła ustanawiana wlatach 1944–1949 „stanowość” językowa. Poszczególne rejestry mowy ipisma utrzymywały wPRL-u dość sztywne granice aż po lata 80. XX wieku. Wielką rolę wpowstaniu tej „feudalności” językowej odegrała, oczywiście, cenzura polityczna, jej rola nie ograniczała się bowiem do funkcji czysto negatywnej, peerelowska cenzura miała także znaczenie konstrukcyjne, wszczególny sposób „twórcze”. Decydujące znaczenie dla powojennej „soc-feudalności” miało ograniczenie przepływu komunikacji oralnej do sfery publicznej. Społeczeństwo ijego komunikowanie zepchnięte zostało (prawie wyłącznie) wsferę języka mówionego iwsferę prywatności; czy co najwyżej lokalności. Mimo że wtej oralnej sferze pojawiał się często racjonalny, ironiczny dowcip polityczny, to jednak dominowały wniej tendencje regresywne– peerelowska oralność przesycona była archaicznymi opowieściami legendowymi, dewocyjnymi czy magicznymi12. Obszar ten był najczęściej matecznikiem narracji antykomunistycznych iprzednowoczesnych zarazem.

Władza miała monopol na język publiczny– wtym język mediów, szkół, propagandy– idopuszczała mówienie prywatne (lokalne, nieoficjalne), inicjatywę językową inarracyjną przedstawicieli społeczeństwa wbardzo ograniczonym zakresie (co oznaczało także, że wwielu wypadkach miała słaby dostęp do niektórych obszarów życia lokalnego)13.Kościół zaś dzięki dość wąskim granicom, politycznym itematycznym, wyznaczonym przez władzę, nie musiał konfrontować się zbyt często ze swoją przeszłością przedwojenną iwojenną ani zderzać się zbyt boleśnie znowoczesnym, apóźniej ponowoczesnym światem. Mógł również pozwolić sobie na jakby zupełnie sekretne, długie lata prawie niedostrzegane inieanalizowane kontakty znajbardziej archaicznymi, magicznymi przejawami peerelowskiego żywiołu oralnego14.

Wbrew, wpoprzek, tej „soc-feudalności” funkcjonowały (poza okresem socrealizmu) tylko literatura isztuka (wznacznie mniejszym stopniu nauki społeczne ihumanistyczne)– też zresztą nie bez znacznych strat iproblemów tą sytuacją spowodowanych.

Funkcjonowanie tego szczególnego „feudalizmu językowego”, jego usztywnienie ischematyczność, wytwarzało mnóstwo obszarów niczyich; tych, których nie objął żaden ztrzech „stanów”. Powstawało wiele ślepych plamek– efektów niepodjęcia niektórych kwestii przez żadnego zużytkowników polskiego powojennego dyskursu, wiele miejsc słabo widocznych lub wogóle niewidocznych. Wśród martwych stref przygranicznych; wśród tylko pozornie drobnych braków percepcyjnych ipustek nazywania, opowiadania, interpretowania, ukrywała się– jak potwór wlabiryncie– wojenna ipowojenna kwestia żydowska jako rewers polskiego kryzysu tożsamościowego, jako problem polskiej winy. To wgąszczu ślepych plamek usadowił się pakt onie/komunikowaniu się wtej sprawie między „panem, wójtem aplebanem”. Aż do marca 1968 roku.

Wyrazistym przykładem funkcjonowania szczególnego „soc-feudalizmu” językowego jest wieloletnia nie/wiedza na temat Jedwabnego iinnych okolicznych pogromów. Pamięć otej zbrodni przetrwała woralnych (lokalnych, sąsiedzkich) przekazach; rezydowała tam przez prawie 60 lat aż do eksplozji, którą okazało się opublikowanie Sąsiadów Grossa15. Można przypuszczać, że dopiero daleko posunięte rozmontowanie tego bagnistego izrytualizowanego splotu mowy/pisma oraz milczenia pozwoli skorzystać zbardziej klasycznych modeli psychoanalizy (imodyfikować je dla polskich czy środkowoeuropejskich/postsowieckich potrzeb): powojennych, pozagładowych obszarów świadomościowej itekstualnej pustki. Miejsc nieogarniętych było bowiem wPRL-u (ipotem) bardzo wiele.

Masowego unicestwienia Żydów dokonano na polskich ziemiach, amiało ono miejsce na oczach polskiej większości, wszyscy żywi, zarówno Polacy, jak Żydzi, wiele na ten temat wiedzieli. Tuż po wojnie wybuchła żywiołowa, ogromnie ważna dyskusja oZagładzie, pojawiło się mnóstwo pierwszych dokumentów iświadectw. Jednak już po trzech, czterech latach komunistyczne władze zaczęły tłumić dyskusje, dostosowywać je do swoich celów iwymogów, zawężać zasięg debaty prawie do jej zaniku16.

WPRL-u wieloaspektowe zjawiska związane ztraumą wojenną, aszczególnie ztraumą ocalałych zZagłady, rozgrywały się wramach (czy wkleszczach) państwa wszczególny sposób manipulującego wiedzą ipamięcią owojnie iZagładzie, atakże wewnątrz „feudalnych” granic językowych wytwarzających nierozstrzygalne spory kompetencyjne, produkujących ciągle martwe pola percepcji imowy oraz usztywnione, często ahistoryczne iarchaiczne formuły przywoływania problematycznych, trudnych kwestii.

Odbieranie głosu ocalonym, „przerwanie żałoby”, zakłócenie rytmu jej przeżywania, po raz kolejny wiktymizowało te ofiary, które przeżyły Zagładę, oraz bardzo utrudniało konfrontowanie się świadków/gapiów ze swoim wojennym doświadczeniem izjego przerażającym znaczeniem, zproblematyką własnej winy.

Można podejrzewać, że narzucenie polskim pisarzom w1949 roku poetyki socrealistycznej, pojawienie się wcztery lata po zakończeniu wojny pewnego typu fantastyki społecznej, ekonomicznej, państwowej– aczymś takim wdużym stopniu była literatura socrealistyczna– miało swoją dodatkową, sekretną funkcję: ułatwiało odrywanie się od obrazów wojny, zwłaszcza obrazów Zagłady. Socrealizm wswoim performatywnym, obronnym wymiarze stwarzał zaporę– rodzaj parawanu– dla tego, co działo się wczoraj. Jego poetykę na polskim gruncie można odczytywać także jako reakcję na obsceniczność doświadczenia wojennego. Intymne obrazy jednostek izbiorowości zdominowane były przez wojenną, tanatyczną pornograficzność, co groziło psychotycznym wybuchem rozrywającym psychiczne struktury zarówno poszczególnych podmiotów, jak icałej zbiorowości; zaś socrealistyczna literatura isztuka zawiesiła, prawie zupełnie zlikwidowała przedstawianie wniezakamuflowany sposób sfery życia prywatnego, zwłaszcza seksualnego. Nie jest rzeczą przypadkową, że wjednym znajważniejszych utworów sygnalizujących koniec socrealizmu, Poemacie dla dorosłych Adama Ważyka, pojawia się niezwykły wybuch seksualnej agresji autora/podmiotu lirycznego:

Wkoszach od śmieci na zwieszonym sznurze

chłopcy latają kotami po murze,

żeńskie hotele, te świeckie klasztory,

trzeszczą od tarła, apotem grafinie

miotu pozbędą się– Wisła tu płynie17.

Ta zapora (przesłona) stawiała opór wiedzy ipamięci oHolokauście przez co najmniej pięć, sześć lat. Po jej stopniowym obaleniu (jak wiemy, rozpoczęło się ono po śmierci Stalina, azakończyło wpaździerniku 1956 roku) wszystko wyglądało już inaczej itrudno było wrócić do powojennego stanu ducha, do tamtego momentu wielkiej dyskusji. Zkażdym peerelowskim rokiem rosła liczba tych, którzy nie pamiętali już wojny zwłasnego doświadczenia, więc szczególny powojenny „feudalizm” językowy– który można nazwać indeksalnym, bo orientuje się wobec wojny (iZagłady), sytuuje się wobec niej– stopniowo przekształcał się, ewoluował. Zupływem czasu każda wypowiedź odnosząc się, iorientując wobec doświadczenia wojny (iZagłady) ofiar iświadków, napotykała nowe roczniki. Dzieci iwnuki ofiar iświadków/sprawców wtórnych nie postrzegały już bezpośrednio wydarzeń składających się na wojnę (iZagładę), ale żyły wukładzie językowym, kulturowym irodzinnym ufundowanym na tamtym wskazywaniu.

Powojenny językowy feudalizm indeksalny można określić (także) jako przełamany, bo wskazując ciągle na wojnę istwarzając możliwości mówienia oniej, wskazywał także na Zagładę, właściwie zakazując odnoszenia się do niej wprost; zabraniając skupienia się na niej. Można powiedzieć, że poruszając się wewnątrz „soc-feudalizmu”, nieustannie potrząsano więc grzechotką wojenną wtaki sposób, żeby wjak najmniejszym stopniu budzić ciemne jądro tematu: Holokaust. Ten czarny punkt był jakby obudowany dozwolonym, zrytualizowanym gestem wskazywania na wojnę. Wewnątrz opakowania– oficjalnego, dozwolonego ujęcia (nie tylko tego) tematu– tkwiło coś innego. Coś, co wprawdzie nie dawało się wypowiedzieć wprost, ale grzechotało złowieszczo przy każdym poruszeniu (drażliwego czy zakazanego tematu). To coś wiązało się właściwie zawsze zkwestią niezakończenia wojny po tej stronie Łaby; zprzetrwaniem tanatycznych resztek pierwszej „utopii” wdrugiej.

Rozbicie podmiotowości mieszkańców formułujących swoje wypowiedzi wtrzech nierzadko sprzecznych obszarach „stanowych”, rozdygotane krążenie po nich nie/pamięci oZagładzie, jej ciągłe przepadanie wlabiryncie martwych stref; wirowanie antysemickich treści wpost/peerelowskiej sferze oralnej; wszystko to świadczy otym, że polski krajobraz społeczny bardzo długo pozostawał (iwjakiejś części nadal pozostaje) labiryntem znielicznymi drogami ewakuacji.

*

Wprzestrzeni PRL-u itakże wIII Rzeczpospolitej– amoże wcałej strefie najpierw okupowanej przez nazistów, apotem zdominowanej przez sowiecką Rosję– wegetuje jeszcze coś, co można określić jako zmiażdżone szczątki nazistowskiej machiny ludobójczej. Maszyneria instalowana wPolsce od 1939 roku zmiksowała się tutaj zprzednowoczesnymi resztkami izrujnowana przetrwała, zmieniona nie do poznania. Myślę, że jej działanie de/formuje ciągle jeszcze procesy społeczne; jej symptomy, echa jej oddziaływania można odnaleźć wcałym politycznym, ekonomicznym irodzinnym życiu powojennej Polski, arozsypane, fragmentaryczne, śladowe próby jej opisu da się odnaleźć wwielu utworach literackich, wprzedstawieniach teatralnych, wdziełach licznych artystów.

Spróbuję najbardziej szkicowo oddać (lekko dotknąć) charakter tego smoczego wraku, posługując się opisami twórców, którzy byli, jak sądzę, najbliżej odsłonięcia szczególnej struktury tej machiny. Myślę omaszynie aneantyzacyjnej Tadeusza Kantora iourządzeniu, które umiało wszystko na literę n (działającym wtekście Jak ocalał świat) Stanisława Lema.

Przedstawiam machinę aneantyzacyjną za pośrednictwem Grzegorza Niziołka, który opisał ją wPolskim teatrze Zagłady18:

Najpotężniejszym znakiem Kantorowskiego zakazu19 stała się maszyna aneantyzacyjna [...] tworzyła ją sterta składanych krzeseł, które połączone prostym ruchomym mechanizmem mogły wydawać przeraźliwy, ogłuszający klekot. [...] Na jednym zfilmów Andrzeja Sapii można zobaczyć maszynę aneantyzacyjną ustawioną na pustej ulicy: [...] kontekst autentycznej przestrzeni miejskiej czyni zniej wstrząsający pomnik nieobecności ipamięci przesuniętej poza granice ludzkiej mowy.

Maszyna aneantyzacyjna była wtwórczości Kantora przedmiotem paradoksalnym imodelowo traumatycznym. WWariacie izakonnicy zajmowała centralne miejsce, zagłuszała aktorów, rozrastała się, degradowała wszelkie inne formy akcji scenicznej, wyzwalała skrajne stany emocjonalne (od paniki do znużonej obojętności). Nic jednak, zdaniem Kantora, nie znaczyła, służyła wyłącznie rozbijaniu akcji teatralnej, zalążków iluzji iembrionów scenicznych postaci. Aprzecież jej wzmożona widzialność isłyszalność wciąż produkowała jakieś odpady na samej krawędzi zmysłowego doświadczenia– była chociażby czymś [...] nie do zniesienia. Jej działanie podlegało pierwotnym, automatycznym odruchom antropomorfizacji inawykowej potrzebie moralnego osądu. Działała wsposób– używam tu określeń samego Kantora– „brutalny”, „tępy”, „bezmyślny” i„nieubłagany”. Zatrważająca wydaje się radykalność iznaczeniowa jednorodność epitetów użytych wstosunku do przedmiotu semantycznie pustego imającego produkować semantyczną pustkę!20

Prawdopodobnie niezależnie od Kantora podobną maszynę ujrzał iopisał (wzupełnie innej tonacji stylistycznej) autor Cyberiady wopowiadaniu Jak ocalał świat. Wbajce Lema jej bohater, Trurl, wytworzył urządzenie, które umiało wyprodukować wszystko na literę n. Zazdrosny osukcesy przyjaciela, mniej utalentowany wynalazca Klapaucjusz nakłonił robota do wytwarzania nicości, która też jest– po polsku– na literę n. Kiedy maszyna zaczyna wytwarzać nicość, odkrywamy jej moc: wunicestwianiu jest wszechmocna, może zgładzić wszystko iwszystkich. Nazywa wpartykularnym porządku polszczyzny, kreuje według polskiego kodu językowego– zpunktu widzenia logiki isemiotyki nonsensownie– ale kiedy zaprogramowana zostaje na robienie nicości, staje się uniwersalna, może usuwać wszystko, bez końca ibez granic; tylko od niej zależy, wjakiej kolejności będzie eliminować byty.

Wtrakcie czynienia nicości nieszczęsnym konstruktorom udaje się ją zatrzymać, awtedy osłupiały Klapaucjusz zprzerażeniem spogląda na niebo irozpoznaje, czego na nim już nigdy nie będzie:

Murkwi nie będzie– rzekła maszyna.– Popatrzcie, proszę, na świat, jaki jest pełen olbrzymich czarnych dziur, pełen Nicości, która wypełnia bezdenne otchłanie między gwiazdami, jak wszystko dokoła stało się nią podszyte, jak czyha na każdym skrawku istnienia. To twoje dzieło, mój zawistniku! Nie sadzę, żeby następne pokolenia miały cię za to błogosławić...

–Może się nie dowiedzą... Może nie zauważą... – wyjąkał pobladły Klapaucjusz, patrząc zniewiarą w pustkę czarnego nieba [...]. Świat zaś po dziś dzień pozostał już cały podziurawiony Nicością– tak jak go wtoku nakazanej likwidacji zatrzymał Klapaucjusz21.

Dwaj gwiezdni wynalazcy– zgodnie zregułami uprawianych przez Lema gatunków– koncentrują się na podszytym nicością niebie, ale gdybyśmy spojrzeli na pozagładową ziemię, to odkryjemy, że podobnie jak nieszczęsny Klapaucjusz, nie jesteśmy wstanie zrozumieć iodczuć konsekwencji unicestwienia, zgładzenia, zabicia, które spowodowała Zagłada. Nieustannie mamy do czynienia wpozagładowym świecie zproblemem, co właściwie zniknęło inadal znika wraz zzabitymi– bo są to nie tylko poszczególne rzeczy, zjawiska, fragmenty rzeczywistości, ale także ekspresja, możliwość reprezentowania, sama reprezentacja. Zagłada, poza swoim tanatycznym wymiarem, wytwarza także semiotyczny absurd, logiczny nierozwiązywalny supeł, oddany przez Lema wniewinnej pozornie bajce.

Wkilka lat później niż Lem iKantor, Julian Kornhauser iAdam Zagajewski rozważają wRzeczywistości nieprzedstawionej, dlaczego polska literatura nie tworzy wybitnych realistycznych powieści, dlaczego nie oddaje bogactwa izłożoności świata. Dziś także my możemy dodać swoje wątpliwości: ajeśli rzeczywistość została już na zawsze podziurawiona; jeśli nie da się wytworzyć złudzenia pełni wświecie, wktórym pracuje jeszcze ciągle prawie umarła maszyna aneantyzacyjna; ta, która umie wszystko na literę n?

1 Zob. Witold Kula, Teoria ekonomiczna ustroju feudalnego. Próba modelu, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1963; tegoż, Historia, zacofanie, rozwój, Warszawa 1983; Marian Małowist, Wschód aZachód Europy wXIII–XVI wieku, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006; Jan Sowa, Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania znowoczesną formą, Universitas, Kraków 2011.

2 Zob. Kazimierz Wyka, Życie na niby. Pamiętnik po klęsce, Wydawnictwo Literackie, Kraków–Wrocław 1984; Marcin Zaremba, Wielka trwoga. Polska 1944–1947. Ludowa reakcja na kryzys, Wydawnictwo Znak, Instytut Studiów Politycznych PAN, Kraków 2012.

3 Zob. Raul Hilberg, Zagłada Żydów europejskich, t. 1, przeł. Jerzy Giebułtowski, Centrum Badań nad Zagładą Żydów, Warszawa 2014.

4 Bardzo interesującą analizę mechanizmów współpracy zawiera artykuł Aliny Skibińskiej, „Dostał 10 lat, ale za co?”. Analiza motywacji sprawców zbrodni na Żydach na wsi kieleckiej wlatach 1942–1944, w: Zarys krajobrazu. Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942–1945, pod red. Barbary Engelking iJana Grabowskiego, wstęp Krzysztof Persak, Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów, Warszawa 2011, s.313–444.

5 Kwestia, na czym ona polegała, jest bardzo skomplikowana inie mam ani wystarczających kompetencji, ani nie jest to miejsce, żeby wnią wchodzić.

6 Spośród bardzo licznych ostatnio publikacji dotyczących tych kwestii wymienię tylko: Jan Tomasz Gross, Sąsiedzi. Historia zagłady żydowskiego miasteczka, Pogranicze, Sejny 2000; tegoż, Strach. Antysemityzm wPolsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści, Wydawnictwo Znak, Kraków 2006; Jan Grabowski, Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942–1945. Studium dziejów pewnego powiatu, Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów, Warszawa 2011.

7 Problem ten został przedstawiony w: Andrzej Leder, Prześniona rewolucja. Ćwiczenia zlogiki historycznej, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2014.

8 Co nie znaczy, że była mniej skuteczna wtym zakresie. Niewątpliwie potrzebna jest praca szczególnego typu „profilerów” ludobójczych zbrodni, potrafiących określać poszczególne „style” eksterminacji; ich bardziej systemowe lub wwiększym stopniu przypadkowe, okazjonalne osadzenie wzbrodniczej „utopii”. „Profilerzy” ci próbowaliby określić, co było bardziej partykularne, aco bardziej strukturalne wnazistowskich isowieckich postaciach ludobójstwa.

9 Jan Tomasz Gross, Strach..., dz. cyt., s.86–87.

10 Jan Tomasz Gross, współpraca Irena Grudzińska-Gross,Złote żniwa. Rzecz otym, co się działo na obrzeżach Zagłady Żydów, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011; Ewa Kuryluk,Goldi. Apoteoza zwierzaczkowatości, Twój Styl Wydawnictwo Książkowe, Warszawa 2004.

11 Być może oznaczało także regresywny powrót do mechanizmów obronnych, które umożliwiały przetrwanie chłopom czasów pańszczyźnianej niewoli.

12 Zob. Joanna Tokarska-Bakir, Legendy okrwi. Antropologia przesądu. (Zcyklu: Obraz osobliwy), W.A.B., Warszawa 2008.

13 Oczywiście, relacje między „stanami” zmieniały się wczasie, miały swoją historię.

14 Pozornie więc czerpał zsoc-feudalizmu więcej korzyści niż strat. Jak bardzo polski Kościół pogrążył się wtym czasie warchaicznej przeszłości, usłyszeliśmy, gdy po 1989 roku księża ibiskupi otwarcie przemówili wsferze publicznej.

15 Osobną kwestią jest, oczywiście, znaczenie emigracji dla przełamywania tego językowego „feudalizmu”, wtym– rola rozgłośni radiowych, zwłaszcza Wolnej Europy.

16 Zob. Zofia Wóycicka, Przerwana żałoba. Polskie spory wokół pamięci nazistowskich obozów koncentracyjnych izagłady 1944–1950, Wydawnictwo Trio, Warszawa 2009.

17 Adam Ważyk, Poemat dla dorosłych, w: tegoż, Wiersze wybrane, Czytelnik, Warszawa 1978, s.122.

18 Grzegorz Niziołek, Polski teatr Zagłady, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego iWydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013. Mój tekst bardzo wiele zawdzięcza tej książce.

19 Winnym miejscu swego tekstu Niziołek wnastępujący sposób definiuje Kantorowski zakaz: „nie mógł być jednak nieświadomy, wjakim pejzażu społecznym przeprowadzał swoją akcję, do jakich– nieodległych wczasie– obrazów brutalności nawiązywał. Ale jego działanie zostało całkowicie przesunięte wsferę gestów artystycznych iobjęte zakazem odczytania najbardziej pierwotnego inajbardziej narzucającego się sensu (czy może raczej podstępnie utajonego indeksu)”, tamże, s.368.

20 Tamże, s.369–369.

21 Stanisław Lem, Cyberiada, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1972, s.149–150.

Marta Tomczok

Masakrowanie ciała. Przemoc cielesna i jej funkcje w narracjach pojedwabieńskich

Relacja Szmula Wasersztajna na temat pogromu wJedwabnem w1941 roku jest jednym znajbardziej zastanawiających iprzełomowych świadectw Zagłady1. „Wasersztajn– pisze wSąsiadach Jan Tomasz Gross– złożył [...] zeznanie przed pracownikami Żydowskiej Komisji Historycznej wBiałymstoku, 5 kwietnia 1945 roku”2. Gross, który ponad pół wieku później uczynił zniego główne źródło swojej narracji, przyznaje, że „trudno zrozumieć wpierwszej chwili pełną treść tego świadectwa”3 ijako przykład podaje własną lekturę relacji Wasersztajna, nad którą pracował cztery lata. Punktem zwrotnym stał się dla autora Sąsiadów film dokumentalny Agnieszki Arnold Gdzie mój starszy brat Kain? iscena zudziałem córki właściciela stodoły. Fakt, że to właśnie wspomnienie obrazu płonącej stodoły uświadomiło Grossowi, „co tam się stało”4, anie żadna inna reminiscencja– niemowląt nabijanych na widły izabijanych „upiersi matek”5 czy kamieniowania cegłami, wydłubywania oczu iobcinania języków dorosłym– wydaje się istotny. Może oznaczać, że Gross bardzo subiektywnie zapamiętał relację Wasersztajna, co znalazło odbicie wpamięci społecznej, zktórej na hasło „Jedwabne” wyłania się ten właśnie itylko ten jeden obraz, powielany iomawiany wreportażu Anny Bikont, performansie Rafała Betlejewskiego iwielu innych tekstach6.

Zajmować się tu będę świadectwem Szmula Wasersztajna jako rdzeniem narracyjnym bogatego zespołu współczesnych opowieści pojedwabieńskich, zktórych szczegółowej analizie poddam trzy przykłady: Naszą klasę Tadeusza Słobodzianka, Pokłosie wreżyserii Władysława Pasikowskiego oraz Łąkę umarłych Marcina Pilisa. Interesować mnie będzie ich struktura narracyjna wrozumieniu dramatu społecznego imasakry oraz funkcja, jaką wopowieściach pojedwabieńskich, stanowiących skrzyżowanie dokumentu osobistego iliteratury popularnej, odgrywa przemoc.

Płonąca stodoła, która wraz zniezliczoną liczbą Żydów pochłonęła całą epokę wdziejach stosunków polsko-żydowskich, to tylko jeden zdwu odmiennych obrazów przemocy cielesnej, na które zwraca uwagę Wasersztajn. Autor zeznania konstruuje zjednej strony bogaty wprzykłady pierwotnej brutalności wizerunek znęcania się nad żydowskimi ciałami, związany jak gdyby zjakimś tajemniczym, chtonicznym świętem bądź rytuałem, azdrugiej dość zwięźle stwierdza fakt spalenia stodoły, po którym nastąpiło plądrowanie ibezczeszczenie trupów wposzukiwaniu złota7. Otrzymujemy więc dwa niezależne konterfekty: karnawałowego święta zemsty8 oraz mordu rytualnego na Żydach, ichociaż to właśnie ów mord wydaje się wcałej tej masakrycznej fabule największym bestialstwem, wopowieści Wasersztajna wcale nim nie jest.

Przypomnijmy, że karnawałowe święto zemsty trwało od 25 czerwca do 10 lipca 1941 roku izakończyło się spaleniem ludzi. Szesnastodniowy pogrom, widziany jako część masakrycznej narracji, posiadającej nie tylko tradycyjną kompozycję, czyli początek, rozwinięcie ikodę, ale także retoryczną strukturę, można przedstawić jako amplifikację okrucieństwa ze skondensowaną, wręcz konceptualną sumacją, zupełnie inną niż barokowe fajerwerki, krótką ipodobną do racy lub wybuchu. Dlaczego tymczasem wpamięci społecznej istnieje tylko obraz płonącej stodoły? Można jedynie domniemywać, biorąc pod uwagę jego siłę wyrazu iskalę zniszczeń, do jakiej nawiązuje. Trudno jednak nie zauważyć, że popularna wiedza oHolokauście wznacznym stopniu oczyściła iuprościła ten wizerunek, powodując, że oJedwabnem myślimy raczej jak ojednodniowym szaleństwie niż ponad dwutygodniowej rzezi9.

Przyjrzyjmy się uważniej temu, co mówi oniej Szmul Wasersztajn.

Wmiędzyczasie rozpowszechniono pogłoskę, że Niemcy wkrótce wydadzą rozkaz zniszczenia wszystkich Żydów. Taki rozkaz został wydany przez Niemców 10.VII.1941 roku. Mimo że taki rozkaz wydali Niemcy, ale polscy chuligani podjęli go iprzeprowadzili najstraszniejszymi sposobami– po różnych znęceniach itorturach, spalili wszystkich Żydów wstodole10.

Na okres piętnastu dni „różnych znęcań itortur” przypada m.in. ukamienowanie cegłami Jakuba Kaca, zakłucie nożami, wydłubanie oczu iobcięcie języka Eliaszowi Krawieckiemu, atakże zbiorowe samobójstwo Chaji Kubrzańskiej iBasi Binsztajn, które najpierw utopiły swoje małe dzieci, apóźniej siebie (szczególność tego czynu wynika stąd, że utopieniu dzieci ikobiet przyglądali się Polacy, którzy „radzili” Żydówkom, jak skutecznie powinny zabić siebie iniemowlęta). 10 lipca 1941 roku „uzbrojeni wsiekiery, wspecjalne kije, wktórych były nabite gwoździe iinne narzędzia zniszczenia itortur”11, Polacy „wypędzili wszystkich Żydów na ulice”, po czym zmusili ich do kopania sobie grobów. Ponadto palili starcom brody imordowali niemowlęta, atuż po zapędzeniu ludzi do stodoły przeszukali raz jeszcze domy, zktórych wynieśli chorych iwrzucili do stodoły razem znabitymi na widły izwiązanymi za nogi dziećmi12.

Obraz okrucieństw, który rysuje wswojej relacji Wasersztajn, jest rzeczywiście przerażający itrudno stwierdzić, czy to szczegółowość jego wizji, czy raczej sama rzeczywistość rozsadzają językowe decorum, którego wymaga się od świadectwa. Paweł Wolski jako przykład oszczędnego wsłowa, marmurowego tekstu tego typu podaje powieść Primo Leviego Czy to jest człowiek, wyjaśniając, że autor musiał zatrzymać się „przed opisem okropności niemożliwych do ujęcia wtakim właśnie przezroczystym języku”13, co itak nie uchroniło jego książki przed odmową publikacji w1947 roku. Na tym tle– ajest to tło tyleż przypadkowe, co iwyjątkowe, bo podobnych przykładów zwięzłych świadectw można podać więcej– narracja Wasersztajna wypada zdecydowanie inaczej. Do głównych jej cech, oprócz wspomnianej szczegółowości wprzedstawieniu przemocy, należą potoczny język, tendencja do skracania bądź akceleracji wywodu oraz kompozycyjny nieład14. Ospaleniu jedwabieńskich Żydów wstodole sprawozdawca wspomina kilkakrotnie: wśrodku relacji ituż przy jej końcu; zkolei po informacji oniemieckim rozkazie „zniszczenia wszystkich Żydów”15 wylicza nazwiska czternastu najbardziej aktywnych siepaczy, zatrzymując wten sposób akcję opowiadania. Wpewnych sytuacjach Wasersztajn oddaje się szczegółowym refleksjom (wspomnijmy chociażby dwanaście godzin nadludzkich męczarni Eliasza Krawieckiego), awinnych– na przykład gdy mógłby podjąć próbę oszacowania, ilu dokładnie Żydów zostało spalonych wstodole– świadek milczy. Zwielu różnych przyczyn może się wydawać, że jego wypowiedź powstała naprędce ibrakuje jej ogłady, tak charakterystycznej dla świadectw spisanych– wrodzaju Bełżca Rudolfa Redera16. Pier Vincenzo Mengaldo, autor studium języka narracji Leviego17, omawianego wpracy Wolskiego, twierdzi, że „marmurowa włoszczyzna Leviego ma na celu [...] nałożenie własnego porządku na chaos, jakiego doświadczył wnajbardziej ekstremalnej inajokropniejszej zmożliwych form– Auschwitz”18. Wrelacji Szmula Wasersztajna chaosowi pogromu wJedwabnem odpowiada dość naturalna, chwilami nieuporządkowana opowieść, uginająca się od powtórzeń iszczegółów, których jednakże brakuje wmiejscach, gdzie wydają się potrzebne. Być może zatem zeznanie Wasersztajna nie dlatego wywiera na czytelniku niezapomniane, choć dziwne wrażenie, że wspomina się wnim ospaleniu ludzi wstodole, ale dlatego, że płonąca stodoła została postawiona obok wielu różnych tortur iokrucieństw, których szeregowość mogła nie tylko znacząco utrudnić Grossowi zorientowanie się wwymowie świadectwa (dotyczącego likwidacji prawie wszystkich miejscowych Żydów przez ich polskich sąsiadów), ale również wytworzyć ogólne pole narracyjnej nieważkości, przezwyciężonej przez autora Sąsiadów dopiero po wielu latach.

Wzrozumieniu narracji oJedwabnem niezwykle pomocna okazuje się teoria dramatu społecznego angielskiego antropologa Victora Turnera19.

Dramaty społeczne– tłumaczy Turner– to nic innego, jak „opowieści” wrozumieniu White’a: wykazują wszak wyraźnie zaznaczające się motywy inaugurujące, motywy przejścia imotywy końcowe, tj. początek, środek ikoniec; [...] wrzeczywistości są to jednak najbardziej spontaniczne jednostki procesu społecznego, przedmioty doświadczenia wkażdym ludzkim społeczeństwie [...]. Dramat społeczny, „dramat życia”, jak go nazywa Kenneth Burke, ma cztery fazy: naruszenie ładu, kryzys, przywrócenie równowagi ialbo integracja, albo przyzwolenie na schizmę. Dramaty społeczne rozgrywają się wobrębie grup podzielających wspólne wartości, mających wspólne interesy itę samą– prawdziwą lub wyimaginowaną– historię. Ich protagoniści cieszą się powszechnym autorytetem grupy, która konstytuuje pole akcji dramatycznej20.

Definicji dramatu społecznego pozostawił Turner bardzo wiele, podejmując się ich opracowywania zarówno wProcesie rytualnym, jak iwpracach Od rytuału do teatru, Antropologia widowiska czy wGrach społecznych, polach imetaforach21. Niezależnie od drobnych, wynikających najczęściej zkontekstu różnic pomiędzy poszczególnymi pojęciami dramatu społecznego jego czteroczęściowa struktura (naruszenie, kryzys, środki przywracania równowagi, reintegracja/schizma) pozostaje niezmienna22. Dopasowanie do niej dynamicznie rozwijającej się akcji pogromu wJedwabnem rodzi jednak szereg wątpliwości. Spróbujemy wnajwiększym skrócie je omówić.

Naruszenie odnosi się do „stałych relacji społecznych regulowanych za pomocą ustalonych norm”23, tłumaczy Turner. Znacznie łatwiej jednak pokazać mechanizm zakwestionowania umowy społecznej na przykładzie zwaśnionego ipodzielonego społeczeństwa niż wprzypadku społeczeństwa ogarniętego wojną, albowiem to ona, tak jak się stało wsytuacji Jedwabnego, dokonała pierwszych inajważniejszych zniszczeń wstrukturze społeczeństwa. Oddzielenie wspomnianych zniszczeń od „prywatnej” inicjatywy mieszkańców podłomżyńskiego miasteczka– cokolwiek oznacza tu pojęcie „prywatności”– jak można się domyślać, nie jest możliwe. Wtej sytuacji naruszeniem należy nazwać każde zachowanie polskich sąsiadów, nieprowadzące do ratowania Żydów, trudno więc uchwycić początek zmian wjakimś konkretnym punkcie. Kryzysem, „wczasie którego może dojść do ekstrapolacji naruszenia”24, byłby oczywiście jedwabieński pogrom rozciągnięty na kilkanaście dni, oile weźmie się pod uwagę najbardziej liminalny iskrajny jego przypadek, jakim jest wybicie jednej części społeczeństwa przez drugą, wykluczające przywrócenie równowagi bądź schizmę. Każda zczterech części dramatu społecznego występuje wmasakrze jedwabieńskiej wbardzo ogólnym, wręcz rdzennym znaczeniu. Jednak to, że Jedwabne jako dramat społeczny nie posiada cech typowych dla gatunku, ajedynie bardzo oględnie przypomina strukturę opisywaną przez autora Procesu rytualnego, wynika znatury dramatu społecznego inie jest przeszkodą wstosowaniu teorii Turnera do zrozumienia form ifunkcji przemocy wnarracjach pojedwabieńskich25.

Wróćmy do relacji Wasersztajna. Pojawia się wniej uwaga, wniniejszym wywodzie ważniejsza niż pozostałe komentarze. Można zniej wywnioskować nie tylko, dlaczego wogóle doszło do pogromu, ale zobaczyć izrozumieć fundamenty jedwabieńskiego dramatu społecznego oraz roli, jaką wnim odegrała cielesna przemoc. „Na propozycję Niemców, ażeby zkażdego zawodu zostawić jedną rodzinę żydowską, obecny miejscowy stolarz Szleziński Br.[onisław] odpowiedział: Mamy dosyć swoich fachowców, musimy wszystkich Żydów zgładzić”26. Jeżeli przez „stałe relacje społeczne regulowane za pomocą ustalonych norm” wspołeczeństwie jedwabieńskim sprzed czerwca 1941 roku będzie się rozumieć jakiś rodzaj „zżycia” czy „braku różnicy” między Polakami iŻydami27, to całkowite usunięcie ztego układu jednej strony spowoduje nie tylko jego naruszenie, ale wręcz zniszczenie. Przedstawienie masakry wJedwabnem jako dramatu społecznego może zatem budzić wątpliwości. To jednak, co sprawia, że warto dalej zajmować się tym pomysłem, wynika zfantazjotwórczych właściwości dramatu wteorii Turnera.

Jak każdy dramat społeczny, tak iomawianą masakrę można zobaczyć jako formę kulturową.

Dramaty społeczne– wyjaśniał Turner– mogą czerpać swoją retorykę zprzedstawień kulturowych, aprzedstawienia kulturowe swoją fabułę iproblemy mogą zasadzać na dramatach społecznych. Gatunki przedstawienia kulturowego nie są zwykłymi lustrami, ale magicznymi lustrami rzeczywistości społecznej: przesadnie uwydatniającymi, odwracającymi, przeformowującymi, powiększającymi, minimalizującymi, przebarwiającymi, anawet celowo zafałszowującymi zapisane wydarzenia [podkreśl.– M.T.]28.

Po lekturze kilkustronicowego tłumaczenia zjidysz świadectwa Wasersztajna oraz relacji Menachema Finkelsztajna ze spalenia społeczności radziłowskich Żydów Anna Bikont napisała: „Brnę przez te przerażające sceny gwałtów, bicia, wrzucania dzieci żywcem do płonącej stodoły, obcięcia piłą głowy żydowskiej dziewczyny ichcę wierzyć, że to siła przerażenia kazała ocalałym wyolbrzymiać iwyostrzać” [podkreśl.– M.T.]29. Wpodobny sposób autorka My zJedwabnego zaznaczyła swoje odczucia po zapoznaniu się zopracowaniem zeznań świadków pogromów wJedwabnem, Kolnie, Radziłowie, Stawiskach, Szczuczynie, Wiznie, Tykocinie iWąsoszu, przygotowanymi w1946 roku jako rozdziały nieopublikowanej pracy Zagłada Białegostoku iokolic przez Szymona Datnera:

Część tekstów, nie tylko Datnera, napisano wtakiej [pełnej przerażających opisów– M.T.] stylistyce. Jest wnich starotestamentowe okrucieństwo, ojakim młodzi, żydowscy chłopcy musieli czytać wchederze, imłodopolska maniera, która wczasach, gdy chodzili do szkoły, obowiązywała na lekcjach języka polskiego. Ale czy opowiadane historie zostały wyolbrzymione? Iwjakim stopniu? Amoże wcale?30

Zatem Stary Testament, literatura Młodej Polski ihiperbola mogłyby– zdaniem Bikont– stanowić trzy najważniejsze inajbardziej prawdopodobne źródła inspiracji oraz zapożyczeń dla świadków pogromów, wtym również Szmula Wasersztajna. Hipoteza o„sile przerażenia” jako głównym czynniku językotwórczym zostałaby wten sposób mocno osłabiona. Wnioski, do jakich dochodzi Bikont, są zatem oczywiste. Narracja jako tekst ukształtowany wokreślonej formie kulturowej nie jest tylko iwyłącznie lustrem rzeczywistości, więc występujące wniej okrucieństwo nie musi stanowić mimetycznego odwzorowania realnych ludzkich zachowań.

Narracje pojedwabieńskie są wielogatunkowym zbiorem opowieści, które zaczęły kształtować się po 2000 roku wnawiązaniu do Sąsiadów Jana Tomasza Grossa, aprzede wszystkim wrelacji do świadectwa Wasersztajna. Założenie, iż jest ono najbardziej rdzenną (wrozumieniu Turnera) formą przedstawienia dramatu społecznego, jakim była masakra wJedwabnem, pozwala przyjąć, że narracje pojedwabieńskie „«imitują» (na zasadziemimesis) procesualną formę dramatu społecznego, apo części też, wskutek zwrotności, nadają jej «znaczenie»”31. Niezależnie od tego, czy wrzeczywistości dana opowieść jest dramatem scenicznym, filmem fabularnym czy happeningiem bądź performansem, jako narracyjna imitacja dramatu społecznego staje się ona przede wszystkim gatunkiem performatywnym itaką też, performatywną, rolę pełni wniej masakrowanie ciała. Istotę tego rozwiązania stanowi przedstawieniowa funkcja prawdy narracyjnej, opisywana przez Wolskiego jako zależność między językiem świadectwa ijego moralną odpowiedzialnością. Najczęściej przyjmuje się, że to język stanowi oprawdziwości zeznania, zatem im więcej znajdzie się wnim czytelnych chwytów retorycznych, tym mniej prawdopodobny wydaje się skonstruowany wnim komunikat. Wolski rozkłada tę zależność iprzedstawia dość fundamentalistyczne dowodzenie, popularne wśród badaczy Holokaustu, które polega na tym, że albo zakłada się, iż Zagłada była prawdą iwówczas każda opowieść oniej będzie prawdziwa, niezależnie od języka, wjakim została zapisana; albo przyjmuje się, że pisanie oZagładzie wymaga jednego, prawdziwego języka, który będzie potwierdzał jej istnienie. Wtakim wypadku Holokaust sam wsobie prawdą nie jest32.

Jak wynika zreportażu Anny Bikont, który stanowi rodzaj śledztwa na temat prawdziwości zeznania Szmula Wasersztajna, to właśnie język cielesnego okrucieństwa, zastosowany wmakroskali wnapisanym wiele lat później pamiętniku Wasersztajna, stał się głównym powodem wątpliwości reporterki, czy źródło, na podstawie którego Gross osnuł swoją narrację, jest wiarygodne. Ukrywający się wgrobowcu Wasersztajn nie mógł, jak twierdzi Bikont, zobaczyć stamtąd wszystkich szczegółów masakry, októrych opowiedział w1945 roku. Ajednak opowiadał onich jak oabsolutnej prawdzie przez całe życie, przy okazji niszcząc zdrowie psychiczne najbliższych. Hipoteza Bikont, dlaczego to robił, brzmi następująco: „Szmul pisał ku pamięci iprzestrodze, ale też wbrew wszystkiemu– ku pokrzepieniu serc [...]. Opowiadał to setki razy, aż przetworzył wmit”33.

Mityczna narracja Wasersztajna stała się matrycą dla kilku fikcyjnych relacji, prowadzonych m.in. przez bohaterów Naszej klasy Tadeusza Słobodzianka, Zielarkę zfilmu Pokłosie oraz Jerzego Hołotyńskiego zpowieści Łąka umarłych Marcina Pilisa. Wkażdym zprzykładów parafraza oryginału pełni funkcję performatywną, będącą jak gdyby wehikułem pomiędzy dramatem społecznym ijego formą kulturową. Przyjrzyjmy się, wjaki sposób ich autorzy konstruują obrazy przemocy cielesnej ijakie przypisują im znaczenia.

Wwyniku naruszenia bądź całkowitego usunięcia takich parametrów świadectwa Wasersztajna, jak jego autorstwo oraz tożsamość, płeć iindywidualność relacjonującego, otrzymujemy opowieści albo bardziej skrótowe isubiektywne (Pasikowski), albo wielogłosowe idokładniejsze niż relacja z1945 roku (Słobodzianek). Ich rolą nie jest opowiadanie oprawdzie– bo tę już znamy– ale imitowanie języka prawdziwej opowieści wtaki sposób, aby uzyskać różne cele. Jednym znich jest wprowadzenie do popularnego polskiego kina dwu kontrowersyjnych komunikatów (których autorką jest Zielarka grana przez Danutę Szaflarską): że podczas wojny Żydów mordowali Polacy oraz że wśród zamordowanych przez Polaków Żydów znalazły się małe dzieci (Zielarka powtarza za Wasersztajnem obraz niemowląt nabijanych na widły iwrzucanych do ognia). Jej sprawozdanie jest krótkie ieliptyczne. Przypomina raczej ekscerpt bądź wyciąg zoryginału niż jego parafrazę, posiada jednak duży ładunek informacyjny. To od Zielarki bracia Kalinowie dowiadują się, że Polacy spalili wmiejscowej chałupie Żydów.

Wprzeciwieństwie do skumulowanej opowieści zPokłosia wielogłosowa reminiscencja masakry, przedstawiona przez Słobodzianka jako Lekcja IX34, jest amplifikacją okrucieństwa. Krytycy zgodnie podkreślają wierność faktom, zjaką Słobodzianek odtworzył pogrom wJedwabnem, korzystając zprac Bikont, Grossa ifilmu Arnold35. Jaskrawość tego przedstawienia po pierwsze wynika zperformatywnej roli, jaką nadał przemocy Słobodzianek, po drugie ma związek ze skontrastowaniem sytuacji dialogu scenicznego, dość spokojnego ikoleżeńskiego, ztematem rozmów. Kilka przykładów. Ze wspomnień Władka iRyśka wyłania się obraz rzezi Żydów upodobnionej do zarzynania świń.

Wtedy Sielawa zaszedł go od tyłu izajechał obuchem siekiery włeb. Rabin aż podskoczył. I przewrócił się. Wtedy Sielawa wbił siekierę wziemię, szybkim ruchem wyjął zza pasa nóż, chwycił rabina za brodę ijednym cięciem poderżnął mu gardło. Od ucha do ucha. Chlusnęła krew. [...]. Potem Sielawa podzielił robotę. Sześciu miało rozbierać Żydów. Ipotem trzymać. Po trzech na jednego. Dwóch za ręce. Jeden za nogi. Bronek miał głuszyć siekierą, aWalek młotem. ASielawa zrzeźnikami kroić gardła. Ibrzuchy. Żeby ziemia się potem nie ruszała. Niech się itak cieszą, że zabijamy ich po chrześcijańsku, powiedział Sielawa, anie tak jak oni bydlątka zarzynają. Aż się same wykrwawią36.

Wprzedstawieniu Władka masakra ma wydźwięk dramatyczno-sentymentalny:

Żydzi spaleni byli tylko zwierzchu, awśrodku raczej uduszeni iwdodatku splątani jak jakieś korzenie drzew, bo to były jednak głównie kobiety idzieci, imocno się obejmowali iwczepiali wsiebie, więc musieliśmy ich rąbać na kawałki iwtych kawałkach wrzucać do dołu37.

Najbardziej szokujący obraz masakry wiąże się jednak zprzedstawieniem jej jako święta izabawy:

Naftę lał Wasilewski. Mały izwinny kurdupel. Jak małpa biegał po dachu. Tylko mu podawaliśmy bańki. Jak już rozlał tę naftę, zrobiłem mu kawał iodsunąłem po cichu drabinę. Wasilewski zobaczył, że nie ma drabiny, że zapalono pochodnie [...]. Tarzaliśmy się ze śmiechu38.

Jak widać, Słobodzianek szczególnie rozwinął tę część relacji Wasersztajna, którą Roger Caillois nazwał „radością niszczenia”. Porównując wojnę do święta izastanawiając się nad jego rangą wspołeczeństwie pierwotnym, Caillois postawił tezę, że święto było czasem regeneracji. Podobną rolę odgrywała przemoc, czyli „rozkosz znęcania się nad nieszczęsnym ciałem przeobrażonym ostatecznie wanonimowy kikut”39, przyjmująca niekiedy różne formy morderstwa, rzezi, masakry czy zabójstwa („największą rozkosz stanowi unicestwienie bliźniego”40). Jeżeli założy się, że początkową fazą jedwabieńskiego dramatu było naruszenie funkcji przywrócenia pierwotnego ładu przerwanego wojną, które wymagało ofiar zludzi, to masakryczna fabuła, przedstawiona przez Wasersztajna, stanie się jedynym możliwym scenariuszem zemsty za owo fundamentalne naruszenie równowagi. Jedwabne– zczym mają związek opisy muzykowania rzeźników wNaszej klasie– byłoby czasem dozwolonych wybryków, gwałtów iprzebierania miary41, prowadzącym do wzmocnienia fraterii poprzez zabicie kozła ofiarnego42. Itaką też, wierną faktom idefinicjom rolę masakry przedstawia Słobodzianek. Opowiedziana dokładniej niż wświadectwie Wasersztajna, filmie Arnold czy reportażu Bikont przemoc pełni wdramacie funkcję retoryczną istanowi podstawową różnicę między tekstami zprzewagą cech dokumentu iudającym świadectwo, ale fikcyjnym dramatem Słobodzianka.

Marcin Pilis również sięga po konwencję przedstawiania masakry jako święta. Gdy jednak powiada: „Na ulicy panowało trudne do opisania napięcie, będące mieszaniną świątecznej ekscytacji iponurej grozy. Coś diabelskiego czaiło się wludziach”43 oraz „Wwioskę wstąpił jakby zły duch, drąży ją jakieś ohydne podniecenie”44– wskazuje raczej na zbiorowe opętanie niż wojenny karnawał. „Od tego wydarzenia Wielkie Lipy zamieniają się wpiekło”45– czytamy opoczątkach pogromu wpowieściowym Jedwabnem. Szczegółowość, zjaką Pilis konstruuje sceny przemocy, jest zdecydowanie mniejsza niż uSłobodzianka inie prowadzi do odtwarzania bądź przetwarzania dokumentów holokaustowych. Wzorcem stylistycznym jest tu współczesny film popkulturowy, oczym możemy się przekonać, czytając m.in. takie opisy: „Krew ikawałki mózgu rozbryzgują się, skrapiając ubrania ludzi ztłumu, apotem zwiotczałe ciało przewraca się na bok”46. Od rdzenia narracyjnego pochodzącego zzeznania Wasersztajna opowieść Pilisa różni się jeszcze dwiema innymi cechami. Do masakry nakłaniają chłopów Niemcy, biorąc wniej później bardzo aktywny udział. To po pierwsze. Po drugie kilka lat po wojnie chłopi zostają za swój haniebny czyn (spalenia żydowskich sąsiadów) ukarani przez ówczesną władzę poprzez odizolowanie wsi od świata icierpienia cielesne, zadawane im przez zakonników z